Dolar84

Administrator Wspierający
  • Content count

    3,871
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

2,554 Cutie Mark Crusaders - Łowcy Reputacji! YAY!

About Dolar84

  • Rank
    Opiekun Księgozbioru/Dzierżący Łopatę/Car Wszechfanfikcji
  • Birthday 11/11/1984

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    1750361

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Leszno\Wrocław
  • Ulubiona postać
    Lady Ditzy "Derpy Hooves" Doo of House Doo and Cumulus
    Rarity
    Cloud Kicker of House Kicker
    Blossomforth
    Lyra

Recent Profile Visitors

6,458 profile views
  1. Myślę, że nie ma czego tu przerabiać, ale fajnie jakbyś w przyszłości rozważył czasem taką opcję przy pisaniu. Takie urozmaicenie raz na jakiś czas naprawdę może pomóc. Nawet jeżeli uznałby jej istnienie za herezję to przecież i tak nic by z tym nie zrobił, a to z dwóch powodów (jak to sobie wyobrażam). Po pierwsze - nie byłby w stanie, bo ona przecież mogła zawiązać go w supeł i przetrzeć nim podłogę jakby doszło do wymiany ciosów. I to nie robiąc mu przy tym zbytniej krzywdy. A że nic w kreacji postaci nie wskazuje na to by był idiotą, to po jej pokazie na pewno by sam nie zaatakował. Po drugie - nawet gdyby uznał że nie ma uprawnień bo jej istnienie jest herezją (i wiedząc, że nie jest w stanie jej pokonać) to i tak powinien zażądać by poszła z nim do jego bezpośredniego przełożonego. Scarlet mogłaby nawet posłuchać, bo biorąc pod uwagę fakt jaką jest szychą, sprawa szybko zostałaby wyjaśniona a Golden mógłby wtedy uzyskać część wyjaśnień od przełożonego a część od niej - i już masz urozmaicenie dodatkowe. Daje to też świetną możliwość rozbudowania więzi między nimi, kiedy ta mogłaby z pewną dozą nieobraźliwej kpiny, ot takim niewinnym humorystycznym docinkiem pochwalić go za czujność i dobrą służbę. A możliwości rozwiązania tej sytuacji na pewno jest o wiele więcej. To tylko umacnia to co pisałem wcześniej, gdzie przy hipotetycznym przeniesieniu sytuacji na grunt zawodowy i wplątaniu przełożonych sprawa wyjaśniłaby się szybko, prosto i dając możliwości na rozbicie tych nieszczęsnych quasi-monologów.
  2. Nie do końca zrozumiałeś to co chciałem powiedzieć, ale i ja też nie do końca precyzyjnie to określiłem. Zgadzam się, że pozytywne postacie mają swoje miejsce w cięższych klimatach i zwykle nawet bardzo dobrze się w niego wpasowują i dobrze mu robią. Problemy są dwa. Postacie dobre tak, ale już nie "cukierkowe". A takie właśnie wrażenie wywarł na mnie Golden Wing. Był zbyt wrażliwy, zbyt serialowy, nijak nie pasował do mroczniejszego świata, który starałeś się kreować. Do tego zresztą jeszcze wrócę poniżej. Drugim zaś problemem jest to, iż tej mrocznej atmosfery się nie czuje. I jest to głównie wina braku sugestywnych opisów. Wytworzenie tego typu klimatu dialogami, lub jak w tym przypadku praktycznie monologami jest niesamowicie trudne no i nie wyszło. Nawet scena pierwszej walki i późniejszej kaźni nie wywierały takiego wrażenia jak powinny. Były zdecydowanie za lekkie. I nie, nie chodzi o to, że trzeba się wdawać w szczegółowy opis mordów, ale bardziej o otoczkę. Powtarzam - brakuje opisów. Akurat serialowy Shining nie jest najlepszym przykładem, bo kreowany jest nie na kogo wrażliwego, ale na totalną piz.... pam pa ram. Pomijam już fakt, że jego jedyną zdolnością bojową jest rzut Kredensem. Co do Golden Winga to chodzi o ogólne wrażenie. Owszem, rzucił się na pomoc z gołymi kopytami i to jest plus, ale nadal ogólne wrażenia jest takie, iż zwyczajnie jest za miękki. Też brakuje mu pewnej... bezwzględności, twardości którą w żołnierzach można zobaczyć. Jednak jeżeli jak wspomniałeś jest to początkujący czy nawet kadet, to w tym momencie kreacja nabiera całkiem nowego i o wiele bardziej pozytywnego obrazu. U takiego szczypiora te cechy, które opisałem mogły się jeszcze zwyczajnie nie wykształcić. Tak więc jakieś zdanie choćby sugerujące, iż to dopiero początek jego kariery mogłoby bardzo kreacji postaci pomóc. Nope, błędu poznawczego tu nie ma. Inkwizycja miała swoje za uszami i te przypadki nie były wcale rzadkie, ani przesadnie tępione. Ale to materiał na ewentualną rozmowę w innym miejscu. Nadal więc uważam, że Scarlet jest zbyt łagodna jak na postać o jej randze i zadaniach. Dopuszczam jednak możliwość, iż odnoszę takie wrażenie z powodu jej dalszego zachowania. Mimo wszystko twardo stoję a stanowisku, iż nawet surowości jest trochę brakuje. Co zaś do jej wyczynów bojowych to doszedłem do takich wniosków jakie sam tu wymieniłeś - jest badassem tłukącym amatorów i tyle w temacie. Byli zwyczajnie bez szans. Wspomniałem już wcześniej, że dla mnie nie były to dialogi a monologi praktycznie. A jak mógłbyś to zmienić lub nawet nie tyle zmienić co urozmaicić? Załóżmy sytuację, że Scarlet zaczyna nawijkę historyczno-mitologiczną i urywasz ją po jednym zdaniu, kończąc wielokropkiem. I w tym momencie ładujesz opis tego o czym mówiła unikając przełądowania rozmowami, zyskując szansę na dodatkowe światotworzenie, no i by podkreślić, iż jest to opis tego co mówi uzupełniasz to jednym czy dwoma zdaniami-ozdobnikami w stylu "Golden Wing bez reszty zasłuchał się w nieznanej mu wcześniej części historii Equestrii" itp. Wrzucam tylko fragment wypowiedzi o tym że za dużo mu zdradziła, ale odnoszę się do wszystkiego. Nie kupuję Twojego tłumaczenia. Owszem teoretycznie jest ono racjonalne i sensowne, ale brak mu przełożenia na realia. Scarlet może być samotna jak to pijawy, mogła nabrać sympatii do Golden Winga za jego czyny (i to uzasadnionej), ale mimo wszystko takie otwarcie się na pierwszym spotkaniu z zasady nie występuję w naturze. No a już na pewno ze strony wysokiego rangą oficera (tak wiem, Inkwizycja to inny łańcuch dowodzenia, ale zasada ta sama) w stosunku do jakiegoś żołnierza świeżo po szkole. Wypada to po prostu sztucznie i nienaturalnie. Co zaś do tego, że zostawiała go z pewną wiedzą i niby nie mogła ryzykować? Ależ mogła! Nawet więcej - nie usiała wcale ryzykować i absolutnie nie musiała go przy tym zabijać co byłoby tragicznie sprzeczne z kreacją postaci. Wystarczyło, że jako wyższy rangą kuc kazałaby mu trzymać gębę na kłódkę (naturalnie mogła i pewnie wyraziłaby się znacznie uprzejmiej), a jeżeli by nie posłuchał bo nigdy nie słyszał o jej formacji (postępując notabene słusznie) to wystarczyło by poszła z nim do kogoś wyżej w hierarchii dowodzenia zorientowanego w sprawie i wtedy on młodemu kazałaby trzymać gębę a kłódkę (zapewne mniej uprzejmie niż ja tu piszę). Dla złagodzenia niekorzystnego wrażenia Scarlet mogła powiedzieć Goldenowi, że pochwala jego zachowanie i może przy kolejnym spotkaniu powie mu coś więcej. Stosując takie lub podobne rozwiązanie sytuacji uniknąłbyś sztuczności a dodatkowo za darmo rozbudował postacie i nakreślił pierwsze nitki wiodące do ich późniejszego związku. Też wrzucam tylko część akapitu, bo i wypowiedź będzie po tym wyjaśnieniu krótka (i nijak nie wpływa na wcześniejszą ocenę opowiadania) i w sumie kończąca temat tej kwestii o ile nie zostanę sprowokowany do kontynuacji (mam nadzieję, że nie). Potępiam Twoje podejście w czambuł.
  3. Przeczytane. Przyznam, że po lekturze mam mieszane uczucia. Do tekstu podchodziłem dosyć sceptycznie, ponieważ chociaż Lyokoheroes niejednokrotnie pokazał, iż w sztuce tworzenia fanfików "serialowych" sprawdza się doskonale, to cięższe tematy zdają się mu za bardzo nie leżeć. Choć może inaczej - nie tyle nie leżą, ile przychodzą mniej naturalnie. Do pewnego stopnia te obawy się sprawdziły, chociaż nie było wcale źle. No ale dosyć ogólników przejdźmy do rzeczy, Beware the spoilers! Bohaterowie są napisani poprawnie zarówno Golden Wing jak i Scarlet Sword. Dlaczego nie oceniam ich na dobrze? Wynika to nie tyle ze sposobu konstrukcji bohaterów a raczej ich prowadzania przez tekst. Podczas czytania nie dało się odczuć, że GW jest gwardzistą. Zwyczajnie sprawiał wrażenie za miękkiego do tej roli. Wydawał się niewyszkolony, niepewny siebie i ogólnie bardziej pasował do obrazu romantycznego nastolatka niż żołnierza, który musiał przejść na pewno do pewnego stopnia rygorystyczne szkolenie. Mimo to czytało się go na tyle przyjemnie, iż ta wada nieco się rozmywała. Co do SS to do jej wyczynów bojowych nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Te pojawiają się w odniesieniu do jej zawodu i podejścia. Po pierwsze - w życiu bym nie powiedział, że jest inkwizytorą, a co dopiero kimś o wysokiej randze w tej formacji. Brak w niej rysy bezwzględności, którą powinno być widać w takiej postaci. Nie należy mylić tego z okrucieństwem, gdyż pomimo powszechnego utożsamiania inkwizycji z tą cechą, nie jest to do końca prawda. Albo inaczej - nie występowało tak powszechnie jak się uważa. Mimo to nie nie pasuje mi do tej formacji. Teraz przejdźmy do jej podejścia, które mi się zupełnie nie podobało. Spotyka jakiegoś łebka, ratuje mu skórę, po czym składa pełne wyjaśnienia kim jest, skąd się wzięła i w ogóle wampiry istnieją ach i och, po czym następuje wielka lekcja historyczno-mitologiczna, która jest kontynuowana na kolejnych spotkaniach. Za dużo, za szybko. Za wiele naraz. Gdyby to zostało trochę rozciągnięte, może część zrobiona w opisach a nie w długich monologach to wypadłoby to przystępniej dla potencjalnego czytelnika. W ten sposób można się zmęczyć podczas lektury, gdyż tempo akcji jest zwyczajnie za szybkie. Jeżeli chodzi o samą fabułę to jest w porządku. Poruszono motyw religijny, co nie jest częste w fanfikach i zrobiono to dobrze. Wspomniano o hierarchii, o budowlach sakralnych, o inkwizycji. Stanowiło to dobre tło dla fabuły a jednocześnie jeden z jej ważnych, choć nie zanadto wyeksponowanych fundamentów. Aprobuję. To o czym pisałem wcześniej, czyli wynurzenia (bo trudno mi to określić inaczej) SS o ile przy niej uznałem za wadę, to biorąc je na ruszt osobno, stanowią przykład bardzo przyjemnego światotworzenia. Jak a objętość tekstu dowiadujemy się bardzo dużo o jego historii, uwarunkowaniach społecznych. a nawet mimochodem wspomniano o toczonych w przeszłości bojach. Dodając do tego wszystko to co wiemy o rozciągniętej na mniej więcej rok teraźniejszości dostajemy solidny obraz świata, w którym łatwo można się odnaleźć i czytać o nim z zainteresowaniem. Bardzo dobra robota. Na koniec wspomnę o jeszcze jednej rzeczy - na początku mamy charakterystykę występujących w opowiadaniu antagonistów podano też nieco ich cech. Znając poglądy (a przynajmniej ich część) autora nie powiem by mnie zdziwiły, natomiast niesmakiem napełniło mnie potężne generalizowanie. Wychodziło no to, że każdy kto podąża za takimi hasłami to degenerat, gwałciciel i ogólnie wszystko co najgorsze. Teraz tak - dopuszczam możliwość, iż widzę tu coś czego nie ma i jeżeli taka generalizacja nie była celowym zabiegiem to nie mam żadnych zastrzeżeń, bo poglądów autora nie mam zamiaru się (tak, wiem to rzadkość) czepiać. Każdy pisze jak chce, choć nie od rzeczy byłoby wskazanie, że nie każdy kto nie postępuje za linią postępowania uznawaną za właściwą jest od razu bezwzględnym potworem. Jeżeli jednak był to zabieg celowy, to muszę stwierdzić, iż tego typu podejście potępiam w czambuł. Mam więc szczerą nadzieję że się mylę. Podsumowując - opowiadanie nie jest złe i pomimo pewnych wad można je przeczytać z przyjemnością. Ze względu na nieco ostrzejsze sceny zalecałbym je raczej starszym czytelnikom, ale nie ma w nim nic co wymuszałoby umieszczenie go w MLN. Nie wiem czy do niego jeszcze wrócę, ale spędzonego z tym fanfikiem czasu na pewno nie uznam za stracony.
  4. Od poprzedniego odgórnie organizowanego konkursu minął niemal rok. Pora znowu dać Wam jakiś temat do wykazania się. Myślałem czy nie wymyślać czegoś nowego, ale uznałem, że sięgnę do sprawdzonego wzoru. Raz jeszcze macie okazję pisać o minionach, które mają przybywać do swego pana. Naturalnie niekoniecznie złego i okrutnego :D. Jako że pierwsza edycja tego konkursu miała rekordową liczbę prac, to i tym razem mam nadzieję, że wiele osób skusi się na uczestnictwo. Przejdźmy zatem do nudnego regulaminu: 1. Limit słów: minimalnie 1500, maksymalnie 10 000. Słowa liczone są za pomocą licznika w google docs. 2. Termin oddawania prac - 26.05.2019 23:59:59 3. Temat przewodni: "Come my minions, raise for your master!" 4. Tagi - zakazane są [Clop] i [Gore]. Pozostałe dowolne w liczbie i rodzaju. Przypominam również iż w czasie dodawania prac konkursowych nie trzeba dodawać tagów obowiązkowych - je należy dodać, kiedy będziecie publikować opowiadanie normalnie w dziale. WAŻNE! Przypominam również iż co najmniej jeden tag musi się znaleźć przy pracy - jeżeli nie będzie żadnego, uznam to za błędne otagowanie i zdyskwalifikuję bez litości 5. Opowiadanie musi być w klimacie MLP 6. Każdy uczestnik może tylko jedno opowiadanie. 7. Po oddaniu pracy nie można dokonywać w niej żadnych zmian, dlatego proszę o wyłączenie opcji komentowania/edycji w google docs, na czas trwania konkursu. Jednocześnie przypominam, że prace mogą być publikowane w dziale po zakończeniu terminu oddawania prac, ale jeszcze przed pojawieniem się wyników. Później oczywiście też (bo już mnie pytanie o to drażni :D). 8. Prace które przekroczą limit słów, zostaną nadesłane po terminie, będą zawierać treści clop/gore, zostaną poddane korekcie przez osoby trzecie, lub zostaną nieprawidłowo otagowane, ulegają natychmiastowej i nieodwołalnej dyskwalifikacji. 9. Przystępując do konkursu uczestnicy akceptują powyższe warunki. Sędzia - Dolar84 Wiecie już chyba wszystko. Pamiętajcie, by zwracać uwagę zarówno na treść jak i na formę opowiadnia, bo jak zwykle będę za błędy ganiał Życzę Wam powodzenia i liczę na wiele przesłanych prac.
  5. Brak tagów. Jeżeli używasz w nazwie tematu tagu [Seria] to w temacie przy każdym fanfiku muszą znaleźć się odpowiednie tagi. Podkreślam - w poście, nie w google docs. Czas na poprawę - 2 dni.
  6. Brak tagów. Jeżeli używasz w nazwie tematu tagu [Seria] to w temacie przy każdym fanfiku muszą znaleźć się odpowiednie tagi. Podkreślam - w poście, nie w google docs. Czas na poprawę - 2 dni.
  7. Powracam do serii z kolejnym ukończonym fanfikiem. Tym razem inspiracją była piosenka "Hey, Brother..." nieżyjącego już pana Avicii. (Tak, każde opowiadanie z serii będzie miało tytuł wiersza lub piosneki. Lub kawałek jej tekstu.) Więcej szczegółów zamieściłem w opisie w pierwszym poście. Jak zawsze dziękuję korektorom za ich mrówczą pracę. I nie zabicie mnie... Zapraszam do lektury, mam nadzieję, że będzie się dobrze bawić i rzucicie jakieś komentarze "Hey, Brother"
  8. Po dłuższej przerwie spowodowanej czynnikami ważnymi a także zwykłym lenistwem otrzymujecie kolejny rozdział Przygód. Rozdział 8 - Napis na ścianie (hańby)
  9. Przeczytane. Od dawna zbierałem się, żeby przeczytać jakieś opowiadanie w klimatach "Pikniku na skraju drogi" no i padło akurat na to. Beware the spoilers! Zacznę od tego, iż nie było to opowiadanie jakiego się spodziewałem. Dlaczego? Otóż, słysząc o stalkerach z miejsca mam wyobrażenia łażenia po odległych, niebezpiecznych miejscach, ciągłego narażania życia w poszukiwaniu niepewnej zdobyczy. I co? Nie dostałem z tego zupełnie nic. Niestety póki co opowiadanie nijak nie jest przygodowe, brakuje mu tego specyficznego klimatu, opisów miejsc i takich akcji o jakich pisałem powyżej. Na razie mamy tutaj postapokaliptyczny fanfik akcji - i jeżeli oceniać go pod tym względem to jest to solidny, dobrze napisany tekst, który czyta się z prawdziwą przyjemnością. Na szczęście autor zapewnił mnie, iże elementy przygodowe też się pojawią w znacznej ilości, więc na nie czekam, och jak czekam. Przejdźmy teraz do klimatu. Tak, narzekałem wcześniej, że go nie ma, ale tyczyło się to jedynie aspektu przygodowego. Poza tym można bez problemu wczuć się w postapokaliptyczny świat, który przedstawia nam autor. Atmosfera zagrożenia i pewnej beznadziei, ukrywana za rubasznym, nieco sztucznym humorem, wódką oraz odgrywaniem twardzieli przez większość bohaterów. Na dodatek nieco opisów przyrody, które dają nam wgląd w obraz świata przedstawionego. Fabuła - na razie mimo sporej ilości tekstu za wiele nie wiemy. Formuje się główna oś wydarzeń, skupiona wokół tytułowego "Spełniacza Życzeń". Osobiście obstawiam, iż będzie to siedzący na radioaktywnym tronie Discord spełniający życzenia w sposób wypaczony. Od razu napiszę też o tempie akcji - rzadko to mówię, ale wydaje mi się dosyć powolne. Żebyśmy się dobrze zrozumieli - dłużyzn nie uświadczyłem, czytało się przyjemnie, ale za bardzo się do przodu nie posunęliśmy. No i czas na bohaterów. Zacznę od wszystkich poza tą główną. Jest bardzo dobrze. Zachowując się normalnie, jak na standardy postapokalipsy oczywiście, i realnie. Mamy cały przekrój charakterów, od dobrych, przez dziwnych, steranych życiem aż po prawdziwych gnojów (żeby nie nazwać ich ostrzej). Tutaj jest bardzo dobrze. A teraz czas na Fluttershy. Od początku fanfika autor jej nie oszczędza. Wyleciała w powietrze, jest chora, dziwna i ogólnie życie zdaje się ją kopać ze wszystkich stron. A mimo to jakoś się trzyma. Nie sposób nie poczuć do niej sympatii. I ten trend by się utrzymał, gdyby nie wydarzenia z rozdziału piątego. Potrafię wiele zrozumieć. Naprawdę. Ale to co się tam odwaliło to już jest gruba przesada. Bohaterka po tym jak została brutalnie zgwałcona nie dosyć że powstrzymuje egzekucję gwałciciela to jeszcze mu pomaga, marnując na to nic niewarte ścierwo kosztowne środki medyczne? Serio? Istnieje pewna granica, za którą litość staje się niebezpieczną dla danej osoby i jej otoczenia głupotą. I tu jest tego koronny przykład - darowanie życia gwałcicielowi, który może teraz polować na inne ofiary. Powinna sama rozbić mu butelką z equestriańskim koktajlem mołotowa na twarzy i patrzeć jak skwierczy i zwija się w agonii. Takim śmieciom się nie przebacza. Takie śmieci się pali. Podsumowując - w tym momencie życzę jej już tylko jak najszybszej śmierci, zanim przez swoje do cna idiotyczne zachowanie stanie się jeszcze większym zagrożeniem dla wszystkich wokół. Czekam na kolejne rozdziały, szczególnie te przygodowe. Zobaczymy jak się dalsza akcja rozwinie, bo fanfik jest zdecydowanie wart tego, by się z nim zapoznać. We are amused.
  10. Nadrobione No i co ja mam o tym napisać? Beware the spoilers! Przede wszystkim zacznę od światotworzenia - z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej, a już startowało z dobrego poziomu. Im więcej informacji o mitologii, polityce, dawnych wojnach czy strukturze społecznej fanfikowej Equestrii tym na pysku wykwitał mi szerszy uśmiech. Naprawdę świetnie się bawiłem przy takich smaczkach jak choćby nazwy dni tygodnia. Jest super, chcę więcej natychmiast! Fabuła jest spójna i interesująca. Cały czas trzyma się głównej osi, ale pojawia się sporo krótszych bądź dłuższych wątków, które ją uzupełniają. Jednocześnie odniosę się do tempa akcji, które jest bardzo zadowalające. Cały czas mamy wrażenie, że coś się dzieje, ale jednocześnie nic za szybko. Takie rzeczy świetnie się czyta. Opisy i dialogi są na typowym dla Cahan, wysokim poziomie. Na uwagę zasługuje praktyczny brak troll-wstawek. Nawet, jeżeli pojawi się coś co je przypomina to nie narusza spójności opowiadania, co było zmorą Cienia Nocy. Bohaterowie. Jeżeli chodzi o wszystkie postacie oprócz głównej bohaterki, to nie mam nic do zarzucenia, mogę jedynie chwalić. Widać różne charaktery, od nadmiernie radosnych po ponuraków, ale wszyscy są pełnokrwiści. Praktycznie nie trafiają się płaskie postacie, nawet jeżeli pojawiają się jedynie na moment. Zupełnie inną kwestią jest główna bohaterka, która jest postacią zdecydowanie antypatyczną. Nie chodzi tu o jakąś szczególną wredotę, złośliwość czy sarkazm, bo tych elementów było zaskakująco mało, ale raczej o ogólne wrażenie osoby nastawionej fatalistycznie. Ot, taki jeżozwierz bez kolców. Jej się praktycznie nie da lubić. Dlatego stwierdzam, że póki co zmierzenie się z self-insertem zupełnie nie wyszło, bo kopia znacząco odbiega od oryginału. Podsumowując - przeczytałem z przyjemnością i czekam na więcej. I jeszcze więcej. Szczególnie jestem ciekaw reakcji bohaterki (której nie lubię), gdy minie jej naćpanie miłością. Oby tak dalej.
  11. Jako jedna z osób, które nadal lubią Past Sins w przeciwieństwie do pewnej bandy heretyków (pozdrawiam @Cahan) to na pewno rzucę okiem. Moje "czepianie" tyczyło się wyłącznie kwestii technicznych. Jeżeli zaś chodzi o to jak autor zdecydował się przedstawić postacie... cóż, moje podejście do tego co się bierze z kanonu jest wyjątkowo liberalne, więc tego typu kwestie mają dla mnie marginalne znaczenie Serial to serial (czy tam film) a fiki a fiki.
  12. Przeczytane Beware the spoilers! Do opowiadanie podchodziłem dosyć sceptycznie, ponieważ już kilkukrotnie naciąłem się na tego typu tworach. Ale tym razem z przyjemnością stwierdzam, iż wszystko zostało stworzone w porządku. Fabułą była.... typowa dla randomu, wstawki narratorskie nie irytowały, antagonista był niezły, tempo akcji zrównoważone i tylko miejscami przyspieszało, a bohaterki zostały przedstawione bardzo dobrze. To w sumie najjaśniejszy punkt tego opowiadanie - dobre oddanie Mane 6. Mnie opowiadanie akurat nie zdołało rozbawić, ale to wyłącznie kwestia gustu. No i warto docenić pracę włożoną w napisanie Bobo. A rapera z końcówki należy odstrzelić Dobra robota.
  13. Przeczytane. Spodziewałem się czegoś dobrego. Nie zawiodłem się. Beware the spoilers! Opowiadanie na dobrą sprawę można było spokojnie podzielić i zrobić z niego dwa oneshoty. Każdy rozdział mógłby spokojnie dać sobie radę sam, ale po namyśle stwierdzam, że połączone sprawdzają się dużo lepiej. Cóż więc tu mamy? Ano świetną główną bohaterkę, czyli Wicedyrektor "Siekierę" Lunę, która wzbudza strach i przerażenie wśród uczniów postawioną w sytuacji, gdzie muszą się ujawnić jej przyjaźniejsze cechy. No i ujawniają się w bardzo dobry sposób. Chodzi mi o to, że stając się bardziej ludzką nie traci ani krzty ze swego autorytetu. Trudno to osiągnąć, jeszcze trudniej opisać, a tutaj udało się świetnie. I to w obu przypadkach. Całą scenę w centrum handlowym czytało się błyskawicznie - bardzo lekkie pióro - po czym nastąpiło wyjątkowo płynne przejście do części drugiej którą można w skrócie określić jako "Zaskocz Ceśkę na milion sposobów". Rozdział drugi czytało się równie szybko i płynnie, fabuła była przyjemna, akcja prowadzona równo, a zachowania poszczególnych bohaterek bardzo przyjazne dla czytelnika. W sumie brakowało mi tylko rozwinięcia wątku potencjalnej randki z ochroniarzem :D. Forma praktycznie idealna, nie miałem się do czego przyczepić. Podsumowując - bardzo przyjemny Slice of Life z elementami komediowymi (tu pierwszeństwo należy się siostrzanym docinkom), fanfik idealny do popołudniowego dzbanka herbaty. Świetna robota. We are amused.
  14. Pod tym względem to oczywiście racja, ale jednak dalej mnie to gryzie
  15. Nie mam na myśli czytania tylko fanfików, ale czytanie ogólne. Wszystko się nadaje, więc i książki przygotowujące do testu Polecić to nie polecę - za łatwo by było. Możesz napisać post tutaj - https://mlppolska.pl/topic/6823-spis-prereaderów-korektorów-i-lektorów/ lub wejść na discorda na Klub Konesera Polskiego Fanfika i tam szukać ofiary. I wszyscy są w fandomie, więc nie ma się co wstydzić pytać