Pisarz założył ponownie swoją maskę na usta, kończąc picie swej herbaty, po czym sprawił, że filiżanka wraz z podstawką zniknęły, a następnie wykonał ruch ręką z góry na dół, wsuwając kamienne walce w podłoże, wcześniej z nich wstając. No cóż, najwyraźniej magię ziemii zostawię sobie na póź... rozejrzał się, spostrzegając wszędzie wokół swoje kopie, przy czym każdą widział ze strony przeciwnej do tej, w którą patrzył. Dobrze, skoro tak lubi bawić się przestrzenią i wymiarami, to już wiem, co mu zaserwuję. To pomyślawszy, przywołał do siebie zwoje, które przez chwilę lewitowały wokół pisarza, po czym się całkowicie zwinęły, wracając na swoje miejsce, nawet pomimo zmiany stroju. Złapał teraz za pióro i wypisał kilka słów, jednak nie były one tak staranne, tylko wyjątkowo niedbałe. Samo napisanie zdania zajęło mu dwa razy dłużej, niż normalnie. Gdy przestał, koślawe znaki zanikły, natomiast z przestrzenią wymiaru kieszonkowego pisarza zaczęło się dziać coś dziwnego. Nawet ukryty cyborg mógł zauważyć falowanie rejestrowanego przez niego obrazu, a w jego wypadku także przelewające się na horyzoncie kolory, a także krótkie chwile, w których kamery nie pokazywały żadnego obrazu, bądź obraz wysoce zakłócony. Nawet sam mag zaczął dostrzegać nienaturalne deformacje i przekształcenia tego, co widział. Po chwili, obraz jakby się rozpłynął, zostawiając maga i cyborga na płaszczyźnie tego samego wymiaru, tyle że teraz zniekształconego przez maga, przez co panował istny chaos. Stali na twardym gruncie, jednak teraz tylko to było pewne. Wszędzie przetaczały się kartki, zwoje, księgi, czy też nawet różnokolorowe strumienie czegoś, co wyglądało na świetlistą masę, a miejscami uderzały błyskawice, jednak te był naładowane energią magiczną, która nie współgrała dobrze z maszynami korzystającymi ze zwyczajnej energii. Przestrzeń torusa i czwarty wymiar dalej występował, ale tylko miejscami, gdyż inne połacie przestrzeni były konwencjonalne, trójwymiarowe, a jeszcze kolejne całkowicie zniekształcały przestrzeń. O ile żadne z walczących nie trafi na miejsce szczególnie silnego zakłócenia wymiaru, albo nie zostanie uderzone przez błyskawicę, to nic im się nie stanie. Mag dosłownie czuł, jak wszędzie, w różnych kierunkach szaleje energia magiczna, co trochę pomagało w stwierdzeniu, które miejsce jest w miarę bezpieczne, a które rozerwie go na części pierwsze, komórka po komórce. Teraz musiał zlokalizować adwersarza, chociażby dlatego, że musi go zabrać z tego wymiaru, nim się on całkowicie rozpadnie, bo inaczej byłoby to naruszenie zasad pojedynku, a tego nikt by nie chciał. Zebrał manę z zaklęcia rzuconego wcześniej na podłoże i wypisał na nim literę "K". Żółta energia przemieniła się w biało-niebieskiego ptaka z energii magicznej, którego wypuścił przed siebie z zadaniem znalezienia robota. Istota z czystej magii spisze się najlepiej, gdyż lepiej wyczuwa anomalie i załamania, co znacznie ułatwia unikanie ich.