Bardzo się cieszę, że opowiadanie zostało ukończone. Może 2 lata to nie jest aż tak długa przerwa - biorąc poprawkę na fandomowe realia, ale... Jakoś nie spodziewałam się jego ukończenia. Głównie dlatego, że przez ten czas dostaliśmy innego fika. Przez to ten zdawał się porzucony. Ale tak się na szczęście nie stało, bo w końcu dostaliśmy rozwiązanie całej zagadki.
Ale... Czy aby na pewno? Przed napisaniem tego komentarza zapoznałam się z przepięknym esejem Hoffmana, ponieważ lubię porównywać moje wnioski i przemyślenia z cudzymi. Oraz chciałam sobie w ten sposób niejako odświeżyć poprzednie rozdziały.
Ten ficzek intrygował mnie od samego początku i liczyłam na satysfakcjonujące zakończenie. Ale czy je dostałam? Standardowo będę tą marudną i niezadowoloną Cahanką. Tzn. nie do końca, bo po prostu... mam bardzo mieszane uczucia.
Zacznę od kwestii technicznych, bo ja tu znalazłam trochę zarzutów. Np. upadek na kolana - ciężko by koń padł na kolana. Ale na nadgarstki już jak najbardziej może. Nie mówiąc już o robieniu całych nóg z kopyt.
Ale teraz przejdźmy do tego, co ważne. Kiedy pierwszy raz natknęłam się na Ewolucję Gwiazd Typu Słonecznego, to myślałam, że ten fanfik będzie bardziej o Celestii. Tylko że, no cóż, pierwsze rozdziały i mamy dziwną Twilight i martwe/umierające młodo Mane Six. I Celestię, która jest gdzieś na dalszym planie, ale nie wydaje się by było z nią aż tak źle, czy raczej - by Twilight to obchodziło. Ba, nie wiem, czy tę Twilight obchodziło tak naprawdę cokolwiek, co nie było księgozbiorem. A potem przyszła druga połowa i to jednak fik o umierającej Ceśce i Twilight, która miała ją zabić. No i mam takie trochę WTF?!. Nie dlatego, że to było złe, czy nie ruszało. Bo ruszało bardzo, trzymało w napięciu i cały czas ciekawiło. Moje WTF?! wynika z wątku Mane6 i tego czemu one umarły, a może musiały umrzeć.? I czemu młodo? Czemu Twilight odwróciła się od wszystkich, mimo że minęło najwyżej kilka lat.
Bo ja kompletnie nie kupuję tego, że poszło o nieśmiertelność. Czy o to, że Celestia umiera. Albo i śmiertelność. Tym bardziej nie kupuję tego, że Discord obwiniał Twilight o śmierć Fluttershy. Zwłaszcza po tym zakończeniu tego nie kupuję.
Zacznijmy od tego, że w tym świecie alikorny ewidentnie nieśmiertelne nie są. Więc nieśmiertelność problemem nie jest. Raczej długowieczność. Osobiście interpretuję to tak, że Celestia umierając nie chciała zniszczyć Equestrii, bo jako czerwony olbrzym by ją pochłonęła - i to symbolizują imiona takie jak Daybreaker czy Solar Flare. To są cykliczne fazy niszczycielskiej Celestii. Bo Słońce nie tylko daje życie, ale i je odbiera. Twilight miała ją zabić, odbierając jej resztę energii i zostając nowym Słońcem, bo jako gwiazda Syriusz, przejęłaby materię innej gwiazdy. Weźmy pod uwagę, że Syriusz jest taki jasny na niebie, ponieważ jest blisko Słońca. A Słońcem tak naprawdę może być dowolna gwiazda. Syriusz to gwiazda podwójna - Syriusz A jest od Słońca dużo młodszy i jaśniejszy, a Syriusz B, jak już wspomniał Hoffman, to biały karzeł. Ale co jeśli Twilight jest Syriuszem B, jej przyjaciółki to potencjalny Syriusz C, czyli ta nieznana w układzie, ale razem wpływają na Syriusza A, czyli przyjaźń. Potężną, jaśniejszą od Słońca i pełną. Nawet jeśli nie są razem, to wciąż wszystkie elementy układu Syriusza na siebie oddziałują. W tej metaforze Syriusz A mógłby wziąć energię słońca, ponieważ Twilight i Celestię łączyła przyjaźń. Pamięć i wspomnienia. Luna nie mogłaby tego zrobić, bo nie była gwiazdą. Była za słaba by emitować światło, potrzebowała do tego kogoś zaufanego, którego darzyłaby miłością i zaufaniem.
Nie sądzę też, by Luna miała umrzeć wraz ze Słońcem. Raczej zniknąć na jakiś czas, ponieważ nadszedł nów. Coś zasłoniło blask gwiazdy i Księżyc nie miał czego odbijać. Ale jakby planeta znalazła się w zasięgu grawitacji innej gwiazdy, wokół której by zaczęła orbitować? Wtedy wróciłby i Księżyc.
Na początku był Chaos. I wszystko się w Chaos obróci. Ale sądzę, że Twilight jednak została nowym Słońcem. Discord pokazał jej coś innego - że ona też się wypali, podobnie jak reszta wszechświata. Ale potem wszystko narodzi się na nowo. Znowu będzie miała szansę na zawarcie tych samych przyjaźni. Przeżycia tego jeszcze raz. A Twilight w końcu pojęła, że to było dobre. Po swojej długiej wycieczce po żałobie i strachu, w końcu pojęła, że nie ma co marnować czasu, ale nie ma też co żałować zmarnowanego. Bo świat jest cykliczny. Gwiazdy narodzą się ponownie.
Odnośnie wątku spadających gwiazd... Cóż... Gwiazdy nie spadają. Gwiazdy gasną. Na niebie albo się je widzi, albo nie. Dlatego ten wątek, jest moim zdaniem kolejną metaforą, która pokazuje jak bardzo niedosłowna jest ta pierwsza metafora. Bo Celestia może i umarła. Ale czy to oznacza, że Słońce się wypaliło? No raczej nie. Equestria nie zmieniła się w spalone pustkowie. Szczególnie, że Twilight nie wypowiedziała życzenia, a i te życzenia, chyba nie mogłyby się spełnić tak po prostu, tak dosłownie, tak zupełnie. Raczej były drogą do celu. Do uzmysłowienia sobie tej jednej bardzo ważnej rzeczy. Najważniejszej.
Zastanawiałam się, czy przyznać głos na [EPIC] i uznałam, że to zrobię. Mimo że opowiadanie zdecydowanie nie jest doskonałe. Jest przemyślne, zgrabne, pełne metafor, ale wiele mu brakuje (kwestia nagłych zgonów Mane 6 i zachowania Twilight). Ale po pierwsze jest ukończonym wielorozdziałowcem, a po drugie spełnia inną bardzo ważną rolę. Skłania do przemyśleń, do rozmyślań. Nie jest czymś, co się przeczyta i zapomni. Pozwala na multum interpretacji i pozostawia po sobie sporo tajemnic.