Jump to content

CRISIS: Equestria [PL][OSKAR][NZ][Dark][Adventure][Crossover]


Recommended Posts

[uwaga! Drobne spoilery]

Noo... pięknie się pomieszało. Silvertongue bawi się w Olwmana z "Kryzysu na dwóch ziemiach" oraz w Dr. Dooma potczas "Secret War".

Co było z tymi dwoma? Ten pierwszy szukał ziemi prime w BARDZO niecnych celach a ren drugi chciał zostać bogiem...

aTOM czy autor fanfika czytuje komiksy?

Link to comment
Share on other sites


aTOM czy autor fanfika czytuje komiksy?

Chodzi o komiksy MLP czy ogólnie? Mogę się go zapytać, jeśli chcesz. Wiem tylko, że na pewno jest fanem mangi i anime, co zresztą widać po licznych nawiązaniach w fiku.

Link to comment
Share on other sites

Chodzi mi głównie czy czytał komiksy z superbohaterami Marvela albo DC, bo parę rzeczy niezwykle mi przypomina pewne historie.

 

[spoilerY]

 

Choćby akcja kiedy Nihila traci moc a jej resztka łączy się z jednym z podwładnych Silvertongue'a (I w komiksie, i w fanifku ten podwładny to świr)

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Hmmm fanfika nie można ocenić w kilku zdaniach. Z jednej strony to bardzo ciekawe i poważne podejście do tematu. Wykreowanie niemalże od zera nowego świata, który ma mieć inną mechanikę od Equestrii jest bardzo trudno i autor zyskuje u mnie dużo punktów za taką próbę. "Próba" to może złe słowo, bo kojarzy się z czymś nieudanym, a to jest jak najbardziej udane. Można polemizować z pewnymi detalami, jak np. z nieco chyba niekonsekwentnym podejściem do wszechładzy/bezradności policji (takie odniosłem wrażenie), ale to są rzeczy bardzo mocno autorskie i tutaj pozostaje przestrzeń wyłącznie na towarzyską dyskusję.

 

Podoba mi się kreacja Mane 6, bardzo plastyczna, żywa i wiarygodna. Troska Rarity o Fluttershy była przesłodka, a Pinkie wkurzała jeszcze bardziej niż w serialu. I o to chodzi. Trochę może pewne obawy budzić Twilight ukazana nie do końca jako taki silny lider, ale warto tutaj pamiętać, że ten tekst ma już swoje lata, jeszcze nie było IV sezonu.

Koncept tekstu, a więc alternatywne Mane 6 nie jest nowy, lecz znowu przypomnę, że tekst nie jest nowy. Co więcej, kiedy go wymyślano, chyba trwał dopiero II sezon i fandom nie wyprodukował wielu rzeczy, które dziś wydają się być powszechne i oczywiste.

 

Teraz bardzo pochwalę tłumaczenie za język Applejack. Pozazdrościć, że tak wyszło. Serio!

 

 

 

Co mogę ocenić krytycznie? Rozwój shipów i same alternatywne Mane 6 mi się nie spodobały. Wydały się płytkie, jakby na żywca wyciągnięte z jakiegoś slashera, a co gorsza, z taką psychiką nie mogłyby... a przynajmniej ja tego nie widzę... funkcjonować w jakiejś drużynie. No i Silver Tongue jest tak stereotypowym szwarccharakterem, że trochę przykro. Ostatnia rzecz to ten płatny morderca, również jakby wyjęty z komiksu o Batmanie.

Ogólnie FF ma mocno klimat zapożyczeń z komiksów o superbohaterach czy pewnych sztandarowych wynalazków fandomu. To mi mniej podoba.

 

Generalny odbiór był na szkolną czwórkę. To jeden z lepszych fanfików jakie czytałem, ale... pozostawał niedosyt, że zabrakło tutaj geniuszu. Geniuszu, który dałby "6", a także wykończenia, które wyrównałoby do "5".

Edited by SPIDIvonMARDER
Link to comment
Share on other sites

Jako że nareszcie doczołgałem się do kończa opublikowanych części mogę coś napisać fic mocno mnie wciągnął (przeczytane w 2-2,5 tyg) jako że plusy są już wypisane przez moich poprzedników skupię się na wadach po 1 strasznie zdenerwował mnie fakt pominięcia opisu 3 prób (nie pisze konkretów bo na telefonie nie da się tworzyć spoilerów) po 2 francuskie wstawki trochę utrudniają zrozumienie dłuższych wypowiedzi (choć lepszy francuski niż niemiecki (3lata nauki i dalej nic nie umiem)) i po 3 zabójca jest trochę za płaski brakuje mi u niego trochę ironii w wypowiedziach np -chcesz mnie zabić? -Nie włamałem się do ciebie do domu z wielkim ostrzem żeby dać ci prezent. Coś w ten deseń (plusów nie powtarzam bo jest ich za dużo ale je widzę (Briarthorn for ever) całość dostaje szkolne 5= (na szynach)

Link to comment
Share on other sites

Serdecznie dziękuję za komentarze :)

 


Ogólnie FF ma mocno klimat zapożyczeń z komiksów o superbohaterach czy pewnych sztandarowych wynalazków fandomu. To mi mniej podoba.

A mnie tym właśnie urzekł - mnogością zapożyczeń, nawiązań i aluzji. Tym bardziej, że część tych rzeczy jest zapożyczona tylko po to, aby chwilę potem zostać wykorzystaną odwrotnie, niż się tego zwykle spodziewać można.

 


Rozwój shipów i same alternatywne Mane 6 mi się nie spodobały. Wydały się płytkie, jakby na żywca wyciągnięte z jakiegoś slashera, a co gorsza, z taką psychiką nie mogłyby... a przynajmniej ja tego nie widzę... funkcjonować w jakiejś drużynie.

Bo nie mogą. Silvertongue w którymś momencie nawet sam mówi, że one działają razem tylko i wyłącznie dlatego, że im tak kazał. Lecz absolutnie nie zgodzę się z tezą, że te postacie są płytkie. Popatrz choćby na Havoc, która z wojowniczki rozwalającej wszystko na swojej drodze staje się nagle spoiwem łączącym resztę "sióstr", Insipid, która mimo bycia idiotką wciąż potrafi się ogarnąć w najgorszych chwilach czy Curacao, która nawet gdy chce pomóc siostrom musi to zrobić poprzez manipulację, bo inaczej po prostu nie potrafi. Że nie wspomnę o samych sposobach gadania całej szóstki, które się od siebie diametralnie różnią. Widziałem parę fików z motywem "anty-powierniczek", ale Elementy Chaosu miażdżą wszelkie inne tego typu postacie.

 


No i Silver Tongue jest tak stereotypowym szwarccharakterem, że trochę przykro. Ostatnia rzecz to ten płatny morderca, również jakby wyjęty z komiksu o Batmanie.

Co do zabójcy się zgodzę, ale spójrz choćby na listę dokonań Silvertongue'a - wymordował cała rasę, zrównoważył świat dzięki Całunom, oszukał dwie najpotężniejsze znane mu istoty i jeszcze dorobił się przy tym córek :P On nie dąży do zniszczenia świata (bo tak mi się kojarzy typowy czarny charakter), ale chce nadać mu całkowity i absolutny porządek. Co w pewnym sensie jest równie przerażającą perspektywą.

 


strasznie zdenerwował mnie fakt pominięcia opisu 3 prób

Nie tylko ciebie :P Niestety, nigdy się dowiemy, co się stało w trakcie trzeciej...

 


2 francuskie wstawki trochę utrudniają zrozumienie dłuższych wypowiedzi

Przy dłuższych wypowiedziach to niestety nieuniknione, choć zawsze staram się wplatać te francuskie wyrazy, które z wymowy lub wyglądu są podobne do polskich bądź angielskich odpowiedników, albo których znaczenie jest oczywiste.

Link to comment
Share on other sites

Według mnie, a mam przyjemność pracować z aTOMem... Jego tłumaczenie, a z języka kiepski niestety jestem[Angielskiego, choć czytałem kilka rozdziałów w oryginale też], jest bardzo dobre... Szczególnie oddanie AJ mi się podoba, ta jej "wiejskość". Ale nazwanie Mean6 "płaskimi"!! Jest późno i nie wiem, czy dobrze doczytałem i zrozumiałem, ale to... TO... To Herezja!! Tym postaciom aż chce się KIBICOWAĆ w dalszej części fika!! I aż żal by było, gdyby zginęły! Co jak co, ale jestem po stronie sióstr Chaosu i to bardzo :) Ich oddanie sobie mi się bardzo spodobało :)

 

 

BTW: Mogę poprosić o tytuły tych "innych fików", z ALTERNATYWAMI MANE6??

Edited by Night Shade
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...
  • 6 months later...
  • 4 weeks later...

Przeczytane

 

No cóż. To była prawdziwa przygoda - jeden z najdłuższych fanfików z jakimi się zmierzyłem i to w podwójnej dawce. Czy było warto? Bez dwóch zdań - tak! Czy było bez wad? Tego powiedzieć nie mogę, ale na szczęście plusy zdecydowanie przeważają. Tyle tytułem wstępu, teraz może przejdę do rzeczy.

 

Beware the spoilers!

 

Jako że do pisania dużo, to dla uniknięcia zbytniego chaosu pora na komentarz w stylu Twilight, czyli porządną listę.

 

1. Budowa świata - wspaniała. Naprawdę trudno jest nie podziwiać autora, który skonstruował naprawdę przemyślane pole, na którym nasze bohaterki przeżywają tyle przygód. Koncepcja podziału na kontynenty zdominowane przez przeciwstawne siły nie jest może nazbyt oryginalna sama w sobie, jednak tutaj została wykonana perfekcyjnie. Różnica pomiędzy północą a południem, pomiędzy Pandemonium i Utopią wprost bije w oczy na każdym możliwym poziomie. Z jednej strony bezwład przeżartej chaosem biurokracji i uwypuklenie wszelkich cech negatywnych, kontrowane przez sielskie, wypełnione tradycją życie na drugiej półkuli. To nie wszystko - autor zgrabnie wplótł w konstrukcję świata takie rzeczy jak rasy zebr i gryfów, na dodatek w świetnym stylu - mocno odmiennym od tego jak zwykle przedstawia się je w fanfikach, co było prawdziwie odświeżające.

 

2. Klimat - kolejny mocny punkt opowiadania. Jego natężenie idealne niemal w każdym momencie. W sumie tylko sytuacja gdzie Velvet zaczęła mówić piktogramami była chwilą, w której rzeczony klimat został zepsuty - poza tym było świetnie. Czy byliśmy w przesyconym smogiem techno-magicznym, zbiurokratyzowanym Pandemonium, w tajemniczych Gryfich Ruinach, kontrowersyjnym Przylądku Nadziei, na złowieszczych Pustkowiach, olśniewającej Utopii, czy w mroźnym Zebra'denie - wszędzie czuło się odpowiednią dla danego miejsca atmosferę. Wszystkie wysokiej jakości, choć zaskakująco różne. Pomijając wymieniony wcześniej wyjątek również postacie i potworności świetnie współgrały w budowie tego klimatu.

 

3. Opisy - krótki punkt, ponieważ ogólnie było jak najlepiej - opisy były dokładne, przemawiające do czytelnika, ale jednocześnie napisane tak by nie nużyły. Przynajmniej w większości wypadków - mało chwalebnym wyjątkiem są tu sceny walk, które były nieznośnie powtarzalne i schematyczne (szczególnie jeżeli mowa o pojedynkach Mane 6 vs Mean 6) i w mojej ocenie stanowią najsłabszą część fanfika.

 

4. Dialogi - u la la... Tutaj mogę i będę wyłącznie chwalił.Nie dosyć, że postacie kanoniczne mówiły tak jak powinny, to na dodatek wspaniałym pomysłem była zabawa sposobem mówienia wszelkich postaci pobocznych. Na wyróżnienie zasługuje kilka postaci - absolutnie niesamowita Curaco, której wtrącenia z Romantique dodawały każdej rozmowie klasy i wysublimowanego smaku, napuszona Starlight, której przeintelektualizowane tyrady nie raz i nie dwa wywoływały szczery uśmiech na twarzy, cudownie irytujące wypowiedzi Insipid - tego nie dało się czytać bez zgrzytania zębami z  bezsilnej wściekłości... - lakoniczny i precyzyjny do bólu sposób mówienia Blackburn, nasycone dwuznacznościami wypowiedzi Briarthorna no i przede wszystkim absolutnie doskonałe rymowane dialogi zebr. To była prawdziwa perła, szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę fakt, iż rymy różniły się od siebie w zależności od zajmowanej pozycji społecznej. Poezja. Dosłownie.

 

5. Fabuła - tu można mówić jednocześnie dużo i mało. Jakby nie patrzeć, ogólna oś fabularna jest całkiem prosta - ot, wylądowały gdzieś i szukają drogi do domu. Proste? Proste. Naturalnie autor zadbał, żeby do tego dorzucić dużą ilość intryg, konspiracji i bardzo ważnych wątków pobocznych. Z wielkim zadowoleniem stwierdzam, iż mimo takiego nagromadzenia różnych fabularnych ingrediencji (włączył mi się mod Starlight) podczas lektury nie czułem się przytłoczony. Może to dlatego, że wszystko ładnie się ze sobą zazębiało i autor bardzo pilnował by nie strzelić jakiejś dziury fabularnej... tych na szczęście nie stwierdzono. Ogólnie - kolejny mocny punkt opowiadania.

 

6. Bohaterowie - tak... to będzie zdecydowanie najdłuższy punkt komentarza, gdyż między innymi to właśnie budowa postaci sprawia, iż można patrzeć na CRISIS jako fanfik wybitny. A że tego pełzającego po Equestrii tałatajstwa mnogo (choć nie wymienię wszystkich od razu), to może by tak podzielić to jeszcze na podpunkty...

 

- Mane 4/6 - Twilight, Rainbow, Rarity i AJ zostaną wrzucone do jednego worka, ponieważ to co mogę o nich powiedzieć, to fakt iż były niesamowicie kanoniczne. Spokojnie można by je wyciąć z opowiadania i wrzucić do dowolnego odcinka serialu - różnica byłaby niemal niedostrzegalna. Czy to źle? Absolutnie nie - wręcz przeciwnie. Dostaliśmy coś znajomego, czego mogliśmy się trzymać.

- Pinkie Pie - chociaż w większości przypadków to co napisałem o kanoniczności powyżej tyczy się również jej, to niestety znalazła się sytuacja czy dwie, w których autor po prostu przegiął pałę. I to mimo posiadania przez różową zarazę potężnych zdolności. Chwilami wypadała zwyczajnie nienaturalnie. Na szczęście były to rzadkie przypadki i czytało się ją świetnie, czego nie da się powiedzieć o...

- Fluttershy - tutaj po lekturze całości uważam, iż autor po prostu nie umie pisać tej postaci. Z jednej strony mieliśmy posuniętą do granic absurdu płaczliwość i panikarstwo, z drugiej w roli Flutterbitch, jej zachowanie było... cóż, po prostu przegięte (i to mimo założenie, że ma się zmienić). Zabrakło umiaru i dlatego postać jest całkowicie przerysowana. Optymizmem może napawać fakt, iż w przedostatnim rozdziale trochę się to poprawiło, jednak to chwilowo za mało by naprawić negatywny obraz w jakim została stworzona. Obok (większości) scen walki - najsłabszy punkt opowiadania

Tick Tock - Chronomistrzyni. I to doskonała. Opryskliwa, irytująca, przekonana o własnej wyższości, ale jednocześnie nie zamykająca się na nową wiedzę - choć przyznanie się do błędu nie jest dla niej proste. Chętna do nauki nowych sztuczek i bardzo zaradna. Mimo to nie jest nieskazitelna - również miewa chwile załamania i wątpliwości, które świetnie współgrają z wymienionymi wcześniej cechami. Bardzo... prawdziwa postać. Zdecyowany plus

Flathoof - nieco rozmowniejszy Big Mac. Tak można określić go w skrócie. Mimo ogólnego podejścia "twardego gliny" ma chwile w których ujawnia się jego poczucie humoru i żywa inteligencja. Dobry dodatek.

Lockwood - postać którą ciężko jest opisać - stara się mieć wyjście z każdej sytuacji, potrafi się świetnie ustawić co pokazuje przykład jego narzeczonej oraz możliwości jakie posiada w załatwianiu różnych spraw. Nie można jednoznacznie nazwać go odważnym, chociaż w chwilach potrzeby świeci przykładem. Jego utarczki z Flathoofem są miłe dla oka i nieprzesadzone - dokładnie takie jakich trzeba.

Shadowstep - antagonista który podobał mi się najmniej. Niby taki doświadczony zabójca, mający na koncie same sukcesy, a nie potrafił pozbyć się niemal nikogo. A dlaczego? Bo strzępił papę zamiast po prostu siekać na kawałki. No i spotkało go to co spotkało...

Silvertounge - główny zły, który kojarzył mi się z przeciwnikami Bonda z pierwszych filmów o tym agencie. Dosyć sztampowy, ale to przykład doskonale wykonanej sztampy. Okrutny, bezlitosny, mający swój złowieszczy plan no i pozbawiony tak godnych pogardy (według niego) cech jak lojalność czy współczucie - czego więcej trzeba do szczęścia?

Blackburn - Królowa. Lakoniczna. Precyzyjna. Pragmatyczna. Na swój sposób bezlitosna. Interesujący sposób mówienia. Oddana swojemu miastu aż do przesady. Nie wahająca się poświęcać innych dla dobra miasta, czy nawet pewnej prywatny. Wspaniala postać. Bezwzględnie polecam.

Briarthorn - Połączenie Mala Reynoldsa z Hankiem Moodym. Świetny pilot, doskonały szmugler, Casanova swojego miasta i przy okazji mistrz spożywania wszelkiego rodzaju trunków (co poradzić? Wymagania zawodowe). Mimo werbalnych prób zaciągnięcia do łóżka wszystkiego co oddycha (bo na drzewo i tak nie ucieknie) i to w bardzo pozbawiony subtelności sposób widać wyraźnie, że ma swoje zasady i się ich trzyma. Kreowanie się na odpowiednik Casanovy i okazjonalne korzystanie z tego wizerunku na pewno nie sprawiają mu przykrości, lecz wydaje mi się, iż jest to postać głębsza niż widać to na pierwszy rzut oka.

Grayscale Force - pora na pierwszą przedstawicielką Mean 6. Postać która mnie zaintrygowała - odwrotność Rainbow Dash, której... nazwijmy to elementem jest obojętność. Dosyć ciekawa przeciwwaga dla lojalności, jednak zostało to pięknie uwypuklone podczas kolejnych przygód. Nic jej nie obchodzi, na niczym jej nie zależy, obiektywnie rzecz biorąc wszystko jej zwisa i najchętniej przestałaby istnieć lub przedrzemałaby życie. Mimo to, kiedy przychodzi co do czego, to dzięki swojej mocy potrafi narobić szkód. Oj potrafi... i to dużo...

Havocwing - czerwona skunksica z uroczym kłem i wiecznym okresem (widać jakaś krewna transformatora). Kiedy wkurza się bardziej niż zwykle, to potrafi dosłownie zapłonąć ze złości. Mimo swojego wybuchowego charakteru, gwałtownego zachowania i niewyparzonego języka okazuje się być jedną z rozsądniejszych przedstawicielek swojej gromadki. Na dodatek, posiada sporo cech przywódczych, co dla niej samej jest zaskoczeniem - dla mnie też było, no bo żeby odwrotność Fluttershy dowodziła i była w tym dobra? To się w głowie nie mieści.

Insipid - całkowite przeciwieństwo Rarity - jej domeną jest chciwość. Tylko dlaczego w parze z tym idzie brak mózgu, to naprawdę nie wiem - chociaż zachowanie typowe dla stereotypowych słodkich idiotek wydaje się do niej całkiem dobrze pasować. Ma niesamowicie irytujący sposób mówienia (tak pisałem o tym wcześniej, ale będę to podkreślał), który nie raz wywołuje u jej sióstr uśmiechy politowania. A jej pomysł na naśladowanie akcentu z Utopii? To była scena stanowiąca dowód na istnienie dowolnego Boga... Da się lubić

Red Velvet - Pinkie Pie na opak. I to jak! Mistrzyni strachu i krrrrwi. Obdarzona niesamowitym apetytem i interesującymi upodobaniami kulinarnymi ("Pegaz czy ziemny kuc? Ach boska to dieta!"). Mająca niemal nieograniczone możliwości dzięki pożywianiu się strachem innych. A jak ktoś się nie daje to ciach go mackami! Oprócz jednej sceny w której bezsensowne użycie prze autora dziwnych ślaczków całkowicie zrujnowało jej kreację to chyba najbardziej klimatyczna z antagonistek. Naprawdę nie da się jej nie lubić. Naturalnie o ile jest się fanem zaawansowanej makabry i miłośnikiem horrorów.

Starlight Shadow - obdarzona niemal niepowstrzymaną mocą przeciwniczka Twilight Sparkle. Napuszona, bufonowata i do tego wredna. Potrafi wymusić posłuszeństwo strachem, chociaż ma też w sobie zwyczajny autorytet, który sprawia, iż rola przywódczyni przychodzi jej całkowicie naturalnie. Jednak to co w niej po prostu uwielbiam to sposób w jaki mówi. Te przeintelektualizowane tyrady (wiem, powtórzenie) sprawiają po prostu, że uśmiech sam pojawia się na twarzy. Czytanie wspomnianych wypowiedzi jest czystą przyjemnością - a jeszcze kiedy usiłuje nieco stonować swój wysublimowany język, żeby Insipid mogła ją zrozumieć... radość absolutna. Świetna postać.

Curacao - w mojej ocenie najlepsza z Mean 6. Mistrzyni kłamstwa i oszustwa, obdarzona wdziękiem godnym Rarity, niesamowitą inteligencją i bardzo ciekawymi mocami. Zdecydowanie najrozsądniejsza ze swoich "sióstr" potrafiąca niemal w każdej sytuacji uknuć jakiś plan. No i to jak mówi... ten obcy akcent widoczny w każdej wypowiedzi jest po prostu fenomenalny i pasuje do niej iście niebiańsko. Cóż więcej mogę napisać? Curacao is best poni!

 

7. Sceny walki - po zachwycaniu się bohaterami przyszedł czas na rozważnie tego co w CRISIS jest słabe czyli scen bitewnych. Chociaż "słabe" to może nie jest najlepsze określenie - największym zarzutem jest absolutna schematyczność każdej potyczki. Zły atakuje - dobry z kłopotami ale się jednak broni - zły zaczyna wygrywać - dobry kontratakuje i wygrywa ostatecznie. I tak w kółko niezależnie od tego która strona akurat jest dobra, a która zła. Najmocniej widać to w pojedynkach szóstek. A właśnie - dlaczego ciągle pojedynki jeden na jeden? Zdecydowanie przyjemniej byłoby oglądać scenę w której jest walka wszyscy kontra wszyscy - na pewno nieco urozmaiciłoby to monotonię. Kolejny zarzut to ostatni pojedynek Pinkie vs Velvet - to co odwalała panna Pie po prostu było przegięte do niemożliwości. Kame-chame-cha? Serio? Zabijcie to nim złoży jaja. Naturalnie nie wszystkie sceny walki są złe - po dokładniejszym rozważeniu i ponownej lekturze stwierdzam, że bitwa z zombi była całkiem niezła, ale i ona nie wytrzymuje porównania z walką w Przylądku Nadziei, gdzie komandor Pinpoint skutecznie, sam jeden powstrzymywał Mean 6. Przegrał naturalnie, ale wcześniej jednoznacznie pokazał im, że nie są niezniszczalne. I to w jakim stylu! Pojedynek ze snajperem zajmował około dziesięciu stron, a czytało się je jednym tchem czując stale narastające napięcie. Coś pięknego.

 

8. Słownictwo - Tutaj biję przed autorem czołem. Tak wysmakowanego słownictwa dawno nie widziałem, a jeżeli dodać jeszcze do tego wielorakość sposobów w jakich zostało użyte... Tego się nie da opisać. To po prostu trzeba przeczytać. Francuskie wtrącania, górnolotna mowa Starlight, niesamowity Briarthorn i Blackburn. Każda z tych postaci (oraz pozostałe) właśnie dzięki słownictwu była zupełnie inna, co skutecznie zniwelowało monotonię. Naturalnie raz jeszcze wspomnę o rymach zebr. To było... piękne. Nie dosyć, że mieliśmy do czynienia z różnymi typami rymowania, to jeszcze należy dodać do tego fakt, iż czasami przeplatały się one w rozmowach dwóch i więcej postaci, które dopowiadały rymy za siebie. Byłem pod gigantycznym wrażeniem podczas lektury. Również w opisach widać, że autor się starał - nic nie jest płaskie i proste - wszędzie słowa są przemyślane i użyte dokładnie tak jak być powinny. W mojej ocenie jeden z najmocniejszych punktów opowiadania.

 

9. Tłumaczenie - no panie aTOMie, pan tu wykonał kawał fenomenalnej roboty. Na całość tłumaczenia, około 1500 stron znalazłem jeden błąd tłumaczeniowy (CIA-BIR) vo jest wynikiem (celowe powtórzenie) fenomenalnym. Oczywiście muszę też troszkę zganić (na początek, bo tylko za jedno) za zamienienie możliwego "O kapitanie, mój kapitanie!" na nijakie "Och, Inspektorze!". No żeby z takiego nawiązania nie skorzystać... Ale pomijając te rzeczy, to przekład stoi na niezmiennie wysokim poziomie z okazjonalnymi pokazami geniuszu - szczególnie widać to u Starlight. Słówko "hałaburda" na zawsze pozostanie w mojej pamięci, bo kiedy je przeczytałem mało nie spadłem z krzesła ze śmiechu. Rymy również się udały... i to jak się udały! Po raz kolejny lektura mowy zebr była przyjemnością. Doskonałe pasowały też wrzucone piosenki - zarówno te tradycyjne, jak i polskie zamienniki, które czasami niemal przebijały oryginalne, użyte w fanfiku, utwory. Kolejnym plusem jest sposób mówienie AJ, który zdecydowanie się wyróżnia, ale nie robi z niej wsioka z dziury zabitej dechami. Naturalnie jest sporo fragmentów w których mówiłem sobie że "ja bym to przełożył inaczej" ale absolutnie nie jest błąd - to tylko różnica w stylach translacji. Powtarzając po raz trzeci - tłumaczenie jest absolutnie fe-no-me-nal-ne!

 

No i to by było na tyle. Jeżeli komuś nie chce się przebijać przez tę ścianę tekstu powyżej to ujmując rzecz skrótowo - 10/10. Perełka! Bezwzględnie polecam!

 

Dobra. Czas przejść do kolejnego oskar.... zaaaraz... tak! TO było ostatnie opowiadanie oskarowe. Oficjalnie skończyłem czytać wszystkie nominowane fanfiki. Jestem... WOLNY! :crazytwi:

  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...
4 minuty temu Cahan napisał:

@Sun, autor porzucił fanfika.

Potwierdzam. Mam Info od aTOMa. Nie ma nowego info, nawet pytałem tłumacza. Czy mogę kontynuować lektorat. Bo przewałem na jego prośbę, do wyjaśnienia. Ale jako, że nie ma już szans. Dał mi wolną rękę :) Pogratulował chęci lektorowania martwego dzieła.

 

Ale tak jest, jak się obiecało ludziom nagranie wszystkiego, co jest :)

 

 

@Sun Jeden z korektorów, ale nie będzie kontynuacji :( To już pewne. To martwa powieść, szkoda.

Edited by Accurate Accu Memory
Link to comment
Share on other sites

22 minuty temu Nightbringer napisał:

Wielka szkoda ale ile brakuje do końca góra dwóch rozdziałów 

Podobno 3, choć jedno ze źródeł mówiło o jednym. Niemniej, ciągle dostajemy historię, której ewidentnie czegoś brakuje. Przydałby sie ktoś, kto przejąłby pałeczkę i dokończył dzieło, bo naprawdę szkoda. 

Link to comment
Share on other sites

godzinę temu Sun napisał:

Podobno 3, choć jedno ze źródeł mówiło o jednym. Niemniej, ciągle dostajemy historię, której ewidentnie czegoś brakuje. Przydałby sie ktoś, kto przejąłby pałeczkę i dokończył dzieło, bo naprawdę szkoda. 

 

Osobiście uważam, że lepiej zostawić tak jak jest, niż ktoś miałby wykańczać zamysł innego autora. Szczególnie tak monumentalnie wielki - to na pewno nie skończyłoby się dobrze.

Link to comment
Share on other sites

Właśnie teraz Dolar84 napisał:

 

Osobiście uważam, że lepiej zostawić tak jak jest, niż ktoś miałby wykańczać zamysł innego autora. Szczególnie tak monumentalnie wielki - to na pewno nie skończyłoby się dobrze.

W sumie, taka sytuacja już się w literaturze zdarzyła, że wydano dzieło niedokończone, które kończy się mniej więcej w podobny sposób. Co więcej, to dzieło zyskało sporą popularność. Mowa oczywiscie o przygodach dobrego wojaka szwejka.

Wydaje mi się również, ze literatura zna przypadek dobrego (podobno), przejęcia dzieła przez innego autora. Co prawda nie zabrnąłem tak daleko w Diunie by to sprawdzic, ale podobno jest całkiem dobra. 

Niemniej, masz rację, że w tym konkretnym wypadku dopuszczalne są dwie opcje. Albo autora ktoś kopnie żeby dopisał resztę albo można co najwyżej zostawić adnotację, ze w tym miejscu rękopis się urywa i resztę trzeba se dopowiedzieć samemu. Defacto jest jeszcze jedna opcja, ale ona mogłaby tu nie pasować.

Spoiler

Scena w barze. Pełno kucyków stłoczonych wokół tajemniczego wędrowca.

- I co bylo dalej?! - Pytają.

- Trzynastka klaczy odbudowała portal i rzuciła sie do Equestrii. Lecz było już za późno...

 

No i wiadomo chyba o co mniej więcej mi chodzi. skrótowe zakończenie barowej opowieści. Tylko, że jak mówiłem, tym razem to chyba nie przejdzie. 

 

Link to comment
Share on other sites

45 minuty temu Sun napisał:

W sumie, taka sytuacja już się w literaturze zdarzyła, że wydano dzieło niedokończone, które kończy się mniej więcej w podobny sposób. Co więcej, to dzieło zyskało sporą popularność. Mowa oczywiscie o przygodach dobrego wojaka szwejka.

Wydaje mi się również, ze literatura zna przypadek dobrego (podobno), przejęcia dzieła przez innego autora. Co prawda nie zabrnąłem tak daleko w Diunie by to sprawdzic, ale podobno jest całkiem dobra. 

Niemniej, masz rację, że w tym konkretnym wypadku dopuszczalne są dwie opcje. Albo autora ktoś kopnie żeby dopisał resztę albo można co najwyżej zostawić adnotację, ze w tym miejscu rękopis się urywa i resztę trzeba se dopowiedzieć samemu. Defacto jest jeszcze jedna opcja, ale ona mogłaby tu nie pasować.

  Pokaż ukrytą zawartość

 

 

Masz rację, a ja źle się wyraziłem. Chodziło mi o słowo "najpewniej" a nie "na pewno".

 

Jeżeli chodzi o Diunę, to książki pisane przez syna autora są niezłe, ale jednak nie sięgają poziomem do tych pisanych przez jego ojca. Mimo wszystko można rzucić na nie okiem.

Link to comment
Share on other sites

Wypadałoby się odezwać w końcu we własnym temacie...

 

1. Kwestia ewentualnego dokończenia dzieła - pałeczkę po Ganonie miał przejąć jeden z jego korektorów. Otrzymałem nawet od Ganona email do niego, abym mógł się z nim skontaktować. Niestety, od tego czasu ani widu, ani słychu od żadnego z nich (a minął już bez mała rok). Ergo, musiałby się wydarzyć cud, aby nagle pojawiły się ostatnie rozdziały.

2. Pomysł Artiko nt. poproszenia o streszczenie zakończenia. W najgorszym wypadku mógłbym to streszczenie przełożyć i wszyscy by przynajmniej wiedzieli, jak to się skończyło, w najlepszym... być może pokusiłbym się o nieoficjalne zakończenie tego samemu na podstawie tych informacji. Ale wtedy najpewniej zakończenie odstawałoby dość mocno stylem od reszty.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...
  • 3 years later...

Witam.

 

Właściwie to nie wiem co napisać po tak długiej nieobecności. Nie będę się rozpisywał nad tym, przejdę do sedna. Fanfik zmartwychwstał, toteż tłumaczenie musi również zostać wskrzeszone. Szanowne klacze i ogiery, zabieram się do roboty, nie wyznaczam terminu, ale spał nie będę, tego bądźcie pewni.

 

Z tego miejsca serdeczne dzięki dla Cahan, która ponoć o fiku poinformowała Solarisa, który to z kolei poinformował mnie.

 

Lecę, bo stęskniłem się już za tą szaloną podróżą po Equestrii-V.

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...