Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cava Herondale

Wielkie Wyzwanie #1

Recommended Posts

Raymond oberwał to było pewne, jednak miał wystarczające szczęście aby zbroja przyjęła na siebie część energii uderzenia. Mimo drobnego wsparcia ze strony pancerza Ray i tak syknął z bólu. Podniósł głowę w kierunku przeciwnika, zobaczył że coś wykombinował, Domyślał się co, ale nie był w stanie zdobyć się na uśmiech.

/Wolfast

Róg podmieńca błysnął zielonym światłem, po czym skoncentrowany promień energii poleciał w stronę przeciwnika. Nie było to jakoś specjalnie mocne, nie miało to na celu nawet zranienia przeciwnika, Ray Liczył na to że przeciwnik umknie przed promieniem i przez chwilę nie będzie w niego celował. Niby chwila, ale to już mu wystarczy aby dopaść wroga, a jeśli plan się sprawdzi zrobi to szybko i umknie przed kolejnymi obrażeniami. Gdy był już maksymalnie blisko użył magii aby nacisnąć na spust pistoletów wroga. Przekonał się jak podłą rzeczą jest majstrowanie przy broni wroga, ale skoro ktoś go tak urządził, czemu miałby być gorszy. Po wystrzale podmieniec poleciał za przeciwnika, dobył noża i bez słowa zaatakował nim oponenta,  któremu zawdzięczał ranę na grzbiecie. Rana to bolesne przeżycie, fakt, ale przynajmniej nie utrudniała mu, w znaczący sposób walki. Walki już nie w obronie Kryształowego królestwa, czy w celu wykonania rozkazu królowej, walczył dla zemsty, nie dla swojego ratunku, tylko dla śmierci przeciwnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

( Sorry Arceus ale Cava znalazła mi przeciwnika i prosiła o jak najszybsze skończenie pojedynku. Tak więc prośba do ciebie o nie gonienie Wolfasta. Przy okazji sprawdzę, czy [] działa dla pogrubień)

/Ray

Przeciwnik mądrze zaatakował magią. Nie miał innego wyjścia jak tylko zrobić to co zamierzał lecz o wiele za wcześnie. Odchylił się w tył i oddał się grawitacji. Dzięki czemu uniknął promienia o włos. Gdyby nie blask rogu nie zdążyłby. W ruchu był tułów i głowa, a nogi dalej były w jednej pozycji. Podczas odchyłu broń szła do góry. W końcu odepchnął się nogami i skoczył w dół. Mógł do tego użyć skrzydeł ale właśnie po to je rozłożył, by móc przy ich pomocy zamieść piasek na wroga. Dopiero po tym dzięki nim zaczął szybować w dół wydmy. Celował w szczyt czekając na Raya. Gdy ten się wychylił, wystrzelił załadowanym wcześniej pociskiem oślepiającym i strzałką z paraliżująco-halucynogenną trótką. Od razu przystąpił do wycofania się. Odwrócił się w locie i pognał za inną dość oddaloną wydmę. Nie była najbliższą ale była na tyle blisko, by zdążyć przed tym jak przeciwnik odzyska wzrok jeśli dostanie. W locie przeładował broń. Wszelką. Wyczekiwał i nasłuchiwał dźwięku skrzydeł, czy przesypującego się piasku. Nagle zauważył klacz na innej wydmie. Nie była w jego drużynie, a więc miała pecha.

/Crazy

Ogier najpierw chwilę odczekał, by się uspokoić i przeczekać pościg. Przez cały czas wpatrywał się w klacz z muszkietem gotowym do strzału. Co jakiś czas błyskawicznie przelatywał wzrokiem po otoczeniu, by w razie gdyby Podmieniec go jednak znalazł móc zareagować.

PS: (b)(/b) pogrubia na telefonie.

Edited by Serox Vonxatian

Share this post


Link to post
Share on other sites

(ok spoko nie gniewam się, może kiedyś się do tego wróci. I dzięki za info odnośnie telefonu, na pewno skorzystam :) )

Raymonda nie zdziwił piasek, był świadom tego że przeciwnicy są gotowi sypnąć mu pisakiem w oczy. Poleciał więc dalej, chcąc już zakończyć służbę przeciwnika, gdy ten strzelił w jego stronę. Zasłonił oczy przed pociskiem oślepiającym, jednak strzałka z trutką wbiła mu się w kopytko, którym ratował oczy. Ray zachwiał się na kopytkach, po czym upadł, nie myślał, poczuł błogi stan, tak jakby leciał gdzieś na chmurce. Uśmiechnął się i leżał na wpółprzytomny. Minęło trochę czasu zanim doszedł do siebie, gdy to zrobił zobaczył że jego przeciwnik uciekł. Mówi się trudno, jeszcze go kiedyś dopadnie, teraz jednak postanowił doprowadzić się do porządku i odpocząć. Na razie nie zanosiło się na to aby ktoś potrzebował jego pomocy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Centurion ((6 post tak by the way. I mean, chyba szósty.))

 Głośny huk i trzaski przebiegły przez przestrzeń, gdy w stronę Cobalt zaczęło zbliżać się wyładowanie elektryczne. Wszak suche powietrze pustynne nie zawierało dużej ilości nośników swobodnych, jednak piorun przedarł się pomimo to, trafiając w nią. Na szczęście, kombinezon ochronny nie zawierał praktycznie żadnych elementów metalowych; składał się na niego specjalny materiał mający chronić przed substancjami żrącymi i ewentualnie ogniem, szkło, oraz guma. Żadne z nich nie przewodziło prądu, ale nie było także przystosowane do zatrzymywania wyładowań elektrycznych.

 

 Jej ciało przeszył ostry, piekący ból, któremu towarzyszył także nagły skurcz mięśni w przedniej części, oraz niekontrolowany krzyk, po części podchodzący nawet pod pisk. Upuściła kolbę i miotacz gazu na piasek, zginając przednie kopyta i w rezultacie obniżając przednią część ciała. Przez blisko dwie sekundy trwała w takiej pozycji, po czym się wyprostowała, przy okazji rozglądając się za kolbą miarową i dyszą z gazem, które przed tą chwilą upuściła, z zamiarem ponownego podniesienia. Była zamroczona i nieco otępiała, a mięśnie dalej bolały, z niemałym wysiłkiem utrzymując jej ciężar.

 

 Ponownie spróbowała podejść, ale już po trzecim kroku zachwiała się i zatoczyła, co zmusiło ją do stanięcia w szerokim rozkroku, aby nie upaść na rozgrzany słońcem piasek. Opuściła nisko głowę, w dłuższą chwilę docierając do pełnej klarowności umysłu, oraz możliwego do wytrzymania bólu w mięśniach. Uniosła głowę i stanęła w swej zwyczajnej pozycji, myśląc, co począć dalej. Obniżyła nieco swoją broń, a także schowała kolbę miarową z przeźroczystą cieczą. Co prawda, chlor pokrywał teraz znaczny obszar walki, ale lepiej było nie ryzykować utraty takiej ilości gazu, który wprawdzie mógłby być jeszcze użyteczny.

 

 Za pomocą magii otworzyła prawą jukę, z której wylewitowała chwytak z tworzywa sztucznego. Użyła go, aby wyciągnąć z juk małą probówkę, zawierającą czarny jak smoła proszek, o ziarenkach wielokrotnie mniejszych od piasku. Ów pojemnik wylądował w jej kopytku, natomiast chwytak zawędrował z powrotem do juki. Patrzenie na to z boku wydawało się co najmniej dziwne; wszak jednorożcowi łatwiej byłoby operować samą magią, a nie kopytami i chwytakiem. Na chwilę uniosła także i drugie kopytko, tylko po to, aby probówkę odkorkować, po czym sypnęła zawartością w jego kierunku i cofnęła się. Przez dosłownie ułamek sekundy można było zobaczyć chmurę tego pyłu; w bardzo szybkim tempie zwyczajnie zniknął.

 

 Wszystko wydawało się tak, jak przedtem. Do czasu. Bariera, oddzielająca Centuriona od środowiska zewnętrznego (i chloru) zamigotała niepewnie, w bardzo szybkim tempie słabnąc. Było to możliwe ze względu na plumbum nonmagicae, otrzymywany z ołowiu przez wprowadzenie drogą magicznych reakcji jądrowych zmian w jego konfiguracji elektronowej, oraz samym jądrze. Ten ciężki pierwiastek dosłownie pochłania magię jak niemożliwa do wyciśnięcia gąbka. Obecnie w formie proszku nie mógł pochłaniać ogromnych jej ilości, ale przecież całą sztabą w niego nie rzuci. Korzystając z okazji, przymierzyła swój miotacz gazu i po sekundzie wystrzeliła chmurę w jego stronę. To powinno go zająć na tyle, aby mogła stwierdzić otrzymane obrażenia. No i pozostałą ilość sprężonego gazu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Serox

Crazy patrzyła zamyślona na walkę. Patrzyła wszędzie ażeby nie dać się zaskoczyć. Wtem zauważyła kogoś z bronią mierząc w jej stronę. A więc ktoś już na mnie poluje. Nareszcie zabawa. Stworzyła przezroczystą osłonę i zaczęła powoli iść w stronę strzelca. Po chwili przyspieszyła tempo chodu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wolfast stwierdził, że być może zbyt długo czekał i przez to mógł stracić przewagę zaskoczenia albowiem klacz szła w jego stronę. Przez chwilę przeszła myśl może chce pogadać skoro sobie po prostu tu idzie ale rozmowy minęły wraz ze spotkaniem na Błoniach. W tym przekonaniu utrwalił go fakt, że dostrzegł błysk rogu oponenta. To na pewno była magia lecz niczego nie dostrzegł poza tym blaskiem. Tak czy siak czas na negocjacje minął, a wszelkie prośby będą teraz raczej ostatnim wyznaniem umierającego.

 

/Crazy

Wolfast wystrzelił w namierzonego wcześniej wroga i obserwując efekt podleciał na szczyt wydmy. Gdy już był na szczycie szeroko rozpostarł skrzydła rzucając cień na oponenta. Wyglądało to jak poza bojowa lub nieme wyzwanie rzucone w twarz klaczy. Był również gotowy do oddania kolejnego strzału.

Edited by Serox Vonxatian

Share this post


Link to post
Share on other sites

( Skasowałem swój poprzedni post dotyczący walki z Frodo i wykorzystałem go tutaj, mam nadzieję że to nie problem ).

 

Harkon przyodziany w swój czarny płaszcz wszedł na piaskową arenę w towarzystwie czterech eskortujących go strażników, którzy zachowywali od niego bezpieczny dystans za pomocą trzymanych przez nich prętów przyczepionych do założonej mu wcześniej dla bezpieczeństwa obroży.

Znalazłszy się na miejscu Harkon rozejrzał się w około oceniając teren jak i swoje potencjalne ofiary - Nie ma znaczenia gdzie gdzie przelewam krew, jedyna rzecz mająca znaczenie jest znak - Powiedział z uśmiechem gdy jego czterej "przyjaciele" odczepili pręty i szybko oddalili się od Kuca najpewniej w obawie o własne życie.

 

/Lyriusz N.

 

Harkon obrócił swój wzrok w kierunku stojącego naprzeciw niego jednorożca po czym obejrzawszy go przemówił

- Ahh, więc ty jesteś pierwszym którego tutaj wyzwolę, jeśli nie masz nic przeciwko chciałbym to załatwić szybko. Wszak na tej arenie jest jeszcze tyle zombie błagających mnie o śmierć. - Skończył z uśmiechem a następnie wyciągnął za swego płaszcza nóż którego ostrze zabłysło gdy został dobyty, po czym ruszył w błyskawicznym tempie w kierunku ogiera.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Serox

MWK poczuła mocne uderzenie. Osłona odbiła pocisk na bok. Nie zraziła się tym i szła dalej. Zauważyła cień przeciwnika i powoli wchodziła na wydmę. Jako że nie chciała niepotrzebnie go ranić zdjęła na chwilę tarczę i użyła magii żeby rywal mógł usłyszeć choćby był głuchy:

-CZY NASZA ZNAJOMOŚĆ MUSI SIĘ TAK ZACZYNAĆ? JEŚLI NIE CHCESZ ROZMAWIAĆ TO PROSZĘ CIĘ O CHWILĘ NA PRZYGOTOWANIE, JEŚLI JEDNAK WOLISZ POGADAĆ TO DAJ PODEJŚĆ.   I PRZEPRASZAM!

Po tym rozpuściła wokół siebie dym w promieniu 3 m . Następne położyła się i znowu wyczarowała zasłonę tak aby jeśli wróg strzeli żeby jej nie zranił. Miała nadzieję że nie otrzyma na siebie serii pocisków w podzięce za zbyt głośną wiadomość.

Edited by Dakelin

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Cobalt Whisper

Centurion już po kilku sekundach poczuł jak proszek Cobalt zaczął wysysać z niego magię a na dodatek jego osłona zaczęła słabnąć z każdą sekundą, co najgorsze Cobalt strzeliła do niego gazem. Centurion musiał szybko coś wymyślić by pozbyć się tego proszku z pancerza. Na szczęście Centurion domyślał się z czym ma do czynienia i że może to być plumbum nomagicae z którym zetknął się podczas walki z złym jednorożcem. Podczas walki z złym jednorożcem Centurion użył plumbum centurium(nie sugerować się nazwą, nie jest to zmodyfikowany ołów tak jak sugeruje to nazwa) które opracował gdy służył jeszcze w armii Canterlotu. Plumbum centurium całkowicie usuwa skutki działania plumbum nomagicae, służył do walki przeciw złym jednorożcom którzy używali plumbum nomagicae na swoich przeciwnikach. Centurion nie miał wiele czasu pomimo tego że chmura chloru działała jak zasłona dymna, ale i tak musiał się śpieszyć gdyż nie wiedział co robi jego przeciwniczka. Centurion wziął spory haust powietrza po czym wyłączył i tak słabnącą osłonę która oddzielała go od chloru po czym szybko i dokładnie polał zbroje plumbum centurium, na szczęście Centurion nie mylił się odnośnie tego czego Cobalt na nim  użyła, bo już po kilku sekundach poczuł jak jego magia staje się silniejsza. Centurion nie chcąc ryzykować schował się za wydmom która była w zasięgu chmury, po czym natychmiastowo wytworzył magiczną osłonę wokół  siebie która z każdą sekundą stawała się coraz silniejsza, jednocześnie dyskretnie obserwował co robi Cobalt czekając na jej następny ruch.  

Edited by skajnet12344321

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Crazy

- Jak chcesz gadać to mów z tego miejsca. Rozmowy powinny się skończyć wtedy. Jak nie chcesz walczyć to nie zbliżaj się. Inaczej strzelam bez ostrzeżenia.

Odpowiedział i celował w jej stronie. Było go dość dobrze słychać mimo odległości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Serox

Klacz postanowiła na chwilę odpocząć w cieniu. Skupiła się aby stworzyć iluzję księgi której nie potrzebowałaby podtrzymywać Gdy poczuła wystarczająco sił ściągnęła mgłę i osłonę. Podniosła się i zaczęła udawać postrzeloną. Dało się zauważyć księgę w kopytach Crazy. Miała nadzieję że zwróci na siebie uwagę snajpera 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Przypominam, że mamy tylko po 10 odpisów na walkę i nie chcę, by połowa pojedynku zeszła nam tylko na rozmowie. Od tego jest Błonia i chyba dalej jest otwarta, choć głowy nie dam, bo dawno tam nie patrzyłem.)

/Crazy

 

- Powtórzę, mów co chcesz - powiedział zniecierpliwiony z bronią wycelowaną w głowę klaczy. - I to nie najlepszy początek rozmowy od udawania rannej. Widziałem, że pocisk zrykoszetował w bok, na piasku to ładnie widać.

Wolfast nie lubił gierek, a ona zdążyła już raz popełnić przy sztuczce błąd. To był jedyny błąd na jaki mogła sobie pozwolić. Następny będzie jej ostatnim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Grey

 

((Uprzedzając zarzuty. Wszystkie akcje dotyczące Greya zostały wcześniej uzgodnione z Thoronem. Zero OP))

 

Widzę strach w jej oczach. Rozpoczyna unik. Za późno. Uderzam w nią przy akopaniamencie przeraźliwego łupnięcia i trzasku łamanych kości. Połamana klacz odlatuje kilka metrów, toczy się chwilę po piasku, po czym zamiera w bezruchu.

 

Przystanąłem i poświęciłem chwilę na kontemplację tego widoku.  Timber leżała na boku, ciężko dysząc. Jej stan oceniłem na fatalny. Co czuję? Nie jest to na pewno współczucie.  Żal? Tak, już prędzej żal. Że też taka piękność okazała tak bezmyślna. Te rany sprawiła sobie własną głupotą.     Rozczarowania...Tak, powinienem  już się do nich przyzwyczaić. Dawno. Wieki temu.  Nic jednak nie mogłem na to poradzić.

 

 Zdecydowałem jednak że zajmę się jej ranami. To nie przebłysk samarytanizmu. Jak większość moich decyzji, jest to efekt chłodnej kalkulacji.  Z tego świata zniknęła by jeszcze jedna kropla piękna,  gdyby umarła. Moim nieco już zardzewiałym talentom medycznym  przyda się nastawienie kilku kości.  I nie zamierzałem nikogo zabierać ze sobą, nawet jeśli sam chciałem umrzeć.

 

Nie zdołałem żadnego z tych planów  wprowadzić w życie.

 

Trzecim okiem wykrywam bliską magiczną prezencję. Gwałtownym zrywem odskakuję na bok lecz nie zdaje się to na nic. Górna tarcza rozjarza się od  zadanego ciosu by po chwili zamigotać i zniknąć. Odrzucony nagłą dezaktywacją pola ochronnego jednorożec,  ląduje na piasku tuż przede mną. Z trudem zachowuje równowagę.  Jego twarz zastyga w wyrazie zaskoczenia.

Nie wiem kim jest, skąd się wziął i jak przebił tarczę.  Lecz nie pozwolę na kolejny cios.  I zamierzam  wybić mu z głowy kolejne głupie pomysły.

 

Wyprowadzam cięcie kijem prosto w bok przeciwnika. Pręt jest naładowany.  Przy kontakcie energia uwalnia się i odrzuca ogiera w tył z głośnym trzaskiem.  Agresor wykonuje fikołek, po czym ląduje na zboczu wydmy, wzbijając obłok piasku.

 

Dopiero teraz   poświęciłem chwilę by dokładniej mu się przyjrzeć . Jednorożec maści burzowego nieba  oraz kruczoczarnej barwy grzywy jak i ogona. Niecodzienny dodatek w postaci  ciemnych kręgów wokół oczu, przyprawia mu wyglądu ciężko niewyspanego.  Następnie moją uwagę przyciąga oręż. Krótki miecz pokryty delikatną siatką run. Między innymi linią potężnych symboli przebicia. Zagadka rozwiązana.

 

- To cię powinno nieco ostudzić – zacząłem tonem beztroskiej pogawędki - Mam nadzieję że nie połamałem ci zbyt wielu żeber.

Jednorożec  powoli pozbierał się  z piasku i ostentacyjnie otrzepał  szatę.

-Oj nie martw się – wychrapał z lekkim bólem w głosie -  potrzeba nieco więcej, niż pręta i kilku woltów, aby mnie złamać.  – rzekł, po czym  wyzywająco spojrzał mi w oczy.

Parsknąłem rozbawiony. Mamy Twardziela. Świetnie!

- Widzę   – odparłem  z lekkim uśmieszki em -  Jeśli pożądasz kilku połamanych więcej- złożyłem karykaturalny ukłon - zapraszam serdecznie.

 

- Jakkolwiek  – oparłem się beztrosko na drągu i wskazałem kopytem dogorywającą nieopodal klacz -  Ta młoda dama raczej nie dożyje końca naszego pojedynku – wyszczerzyłem się bezczelnie - Byłoby miło z twojej strony gdybyś pozwolił mi wpierw opatrzyć jej rany,  bohaterze. 

Edited by Emiel Regis

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stanąłem twardo na wydmie, pozwalając sobie na chwilę podziwu. Arena była idealnie odwzorowana - choć w sumie ciężko spartolić podróbę pustyni. Kupa piasku i po robocie. Oznaczało to jednak, że po walce czekała mnie długa kąpiel, piach bardzo łatwo wchodził grzywę i lubił zostawać tam na dłużej. W przypadku pojedynku ciężko byłoby nie wzbić jego tumanów, w szczególności, jeśli chciałbym skorzystać z skrzydeł.
- Następnym razem wybierzcie czystszą arenę. - rzuciłem z wyrzutem ku niebiosom, kierując słowa do domniemanych sędziów.
Po chwili skierowałem wzrok na moją przeciwniczkę. Teleskopowy drzewiec stukotał o zbroję, gdy uspokajałem zszargane nerwy, uderzając włócznią o grzbiet. Oczywiście, robiłem to w taki sposób, by przypadkiem nie dotknąć ciała - aż tak lekkomyślny nie byłem.
- Wiesz, nie musimy walczyć. - zacząłem bezwiednie konwersację, szykując na wypadek skrzydła do nagłego uniku, gdyby moja rozmówczyni postanowiła ją przerwać. Uśmiechnąłem się szelmowsko. - Wystarczy, że się teraz zabijesz, a żadne z nas nie będzie musiało brudzić sobie kopyt. - zaproponowałem.
Po chwili westchnąłem i pokręciłem głową.
- Żartuję. - nie pozwoliłem jej odpowiedzieć. Machnąłem kopytem trzymającym drzewiec, zdejmując go z grzbietu i od razu wydłużając na stosowną dla włóczni długość. - Nienawidzę, gdy ktoś ma ładniejszą sierść ode mnie. - wymierzyłem w jej stronę grot, poważniejąc.

/Wili Magic
Moment później ostrze wbiło się głęboko w piasek przede mną. Chwyciłem się drzewca obiema kopytami.
- Czas ją nieco... ubrudzić! - zacząłem machać skrzydłami w stronę przeciwniczki, wzniecając chmurę pyłu, która szybko przemieszczała się w stronę klaczy. Jednorożec była pewnie magiem, więc mogła rozsiekać mnie na kawałki zanim dotarłbym na odpowiedni dystans, by zadać cios. Dlatego potrzebowałem zasłony dymnej. Szybko uniosłem się w powietrze i ukryłem się wewnątrz chmury. Nic nie widziałem, ale i ona nic nie wiedziała. Zakryłem kopytem pyszczek, nie pozwalając, żeby do oczu i ust dostał się piasek. Leciałem na oślep, polegając na kierunku uderzających w ciało ziaren. Chmura posuwała się tam, gdzie ją pchnąłem - ku klaczy.

Edited by Generalek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nagle zauważłam mojego przeciwnika i wyszeptłam

- Czas przypomnieć sobie naukę księżniczki Luny .

Postanowiłam wykorzystać czar niewidzialności był on krótki , ale skuteczny . Przez chwile przeciwnik był oszołomiony z powodu braku widoczności , a kiedy czar przestał działać użyłam przypadkowego czaru przez którego wróg stracił wzrok na kilka minut . Postanowiłam poczekać aż odzyska wzrok gdyż walka była by nierówna , może i był z moim przeciwnikiem  , ale ja byłam uczciwa i ten czas wykorzystał na planowanie ataku . KIedy straciłam na chwilę uwagę zostałam zaatakowana , zaklęcie działało , ale przez kilka sekund potem udawał żeby mnie zmylić i udało mu się . W ostatniej chwili wykonałam unik , byłam zdumiona jego umiejętnościami widać było że zna się na rzeczy .

Edited by Wili Magic

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Centurion
Żółto-zielony gaz całkowicie uniemożliwiał jej ujrzenie swego adwersarza, a przynajmniej na razie. Teraz pozostało jej jedynie liczyć, że nie poradzi sobie z chlorem i Pbm (na przyszłość, taki jest od tego skrót), oraz wymyślić dalszy plan ataku. O ile pozostały jej jeszcze jakiekolwiek opcje. Rozejrzała się jeszcze dla pewności, po czym podeszła do podnóża piaskowego wzniesienia, przysiadając na sypkim podłożu. Dopiero teraz zdała sobie sprawę ze swojego zmęczenia, oraz z tego, jak gorąco było w tym stroju. Uszkodzona skóra bolała tylko wtedy, gdy stykała się z materiałem, ale i ją trzeba opatrzyć, albo chociażby obmyć etanolem, by uniknąć dalszych powikłań. W obecnej sytuacji ściągnięcie przez nią kombinezonu to wyrok śmierci, więc będzie musiała wytrzymać jeszcze jakiś czas.

 Cisza utrzymywała się przez jakiś czas, a jedyne dźwięki, jakie do niej dobiegały, to odgłosy walki reszty jej drużyny. Jej przeciwnik dostał chwilę wytchnienia, co może być fatalne w skutkach. Rozwijając w myślach przeróżne scenariusze, podniosła się i poczęła wypatrywać Centuriona, powolnymi i uważnymi krokami obchodząc wydmę w tą stronę, gdzie chmura gazu była najmniej gęsta. Zamierza go odnaleźć, w miarę możliwości podejść po cichu i... I wtedy co? Niemagiczny ołów już dawno przestałby działać, nawet jeśli ta puszka nic by sobie z niego nie zrobiła, jakimś cudem przeżywając w tej chmurze. Chyba że...

 Miała pomysł. Pomysł, oraz możliwość jego wykonania. Przystanęła na chwilę, otwierając obie juki; już po krótkiej chwili wyleciały z nich trzy kolejne kolby, dwie okrągłodenne i jedna stożkowa, otoczone szaro-srebrną aurą magiczną Cobalt, i zawisły w powietrzu w miejsce tej jednej, którą stale ze sobą nosiła. Jedna z nich miała w sobie niebieskawoszary proszek, czyli najzwyczajniejszy w świecie ołów, druga bezbarwną, całkowicie klarowną ciecz, natomiast trzecia była całkowicie pusta. Najpierw wlała ciecz do pustej kolby, mniej-więcej do 1/4 całej objętości, po czym wsypała do niej całą zawartość znacznie mniejszej kolby z ołowiem, prędko zatykając szyjkę korkiem, oraz odstawiając na miejsce pozostałe dwie kolby. Pochyliła nieco głowę, za pomocą magii tworząc pod kolbą niewielki płomyczek, aby ogrzać stworzoną przez siebie mieszaninę niejednorodną.

 Wewnątrz kolby wyraźnie coś się działo. Na ściankach naczynia utworzyły się niewielkie kryształki jednego z dwóch produktów wywołanej przez jednorożkę reakcji - octanu ołowiu. A skoro był już widoczny ołowiany cukier, to z pewnością znalazł się też drugi, bardziej pożądany produkt tej reakcji. Cały czas ogrzewała mieszaninę, kontynuując poszukiwanie Centuriona. Do czasu, aż go odnajdzie, kryształki powinny się znacznie bardziej uwidocznić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pustynia... Wielka, bezkresna pustynia. Złoty piasek formował wzgórza, wystawione na bezlitosne, gorące słońce. Patelnia, jakich mało. Ani jednej chmurki, ni żywej duszy w pobliżu... I to tutaj wysłany został Bjorg do swej pierwszej walki za Kryształowe Imperium. Tutaj miał reprezentować wolność i dobrobyt, reprezentując te wartości swą siłą i dobrym sercem.

I oto błysk magii i na jednej z wydm pojawił się wielki kuc ziemny. Od razu uderzył go napływ wszechogar5niającej jasności. Było tu zbyt jasno, jak na jego gust. Zajęło to chwilę, nim jego oczy przyzwyczaiły się do tego krajobrazu. Wąsaty siłacz rozejrzał się wokoło, zasłaniając lekko oczy kopytem, by rzucić na nie cień. Gorący wiatr smagał jego ciało, a on szybko poczuł, że nie lubi tego miejsca.

- Ale tu gorąco... - westchnął, po czym spojrzał na piach i pogrzebał w nim przez chwilę kopytem. Miękki, upierdliwy. Jęknął w dezaprobacie i zrzucił z siebie trzy z czterech własnoręcznie wykonanych pancerzy na kopyta. Ciężki element utrudniałby mu poruszanie się po tym terenie, mimo jego wielkiej siły. Tylko prawe przednie kopyto zostało osłonięte pancerzem, by w razie czego robić za formę tarczy. To MUSIAŁO wystarczyć. Poprawił jeszcze wiązania i gdy był już pewny, że broń mu nie wypadnie... Zostało mu czekać. Według jego informacji, przeciwnik powinien pojawić się tu lada chwila. Rozmyślając o nim, Bjorg spodziewał się jakiegoś mrocznego, wielkiego potwora, który kiedyś był kucem. do by pasowało do tego całego Sombry.

 

To był teren w pełni otwarty. Nawet błysk magii byłby zauważalny. Rozglądał się zatem, dookoła, oczekując przeciwnika. Skoro był pierwszy, był wystawiony na atak. Musiał być zatem gotowy na jego kontrę. Do tego wykorzystać musiał swoją siłę i wytrzymałość. Unikanie ataku w jego przypadku było nie tyle trudne, co nieopłacalne. Zdecydowanie lepszy efekt niosłaby blokada i natychmiastowa kontra.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eomeer kroczył spokojnie po polu walki. Piasek poruszał się pod jego kopytami. Z racji tego, że nie był przyzwyczajony do takiego terenu stawiał ostrożne kroki aby przyzwyczaić się do otaczającego go terenu. Jego biały płaszcz opadał mu na grzbiet odbijając promienie słoneczne na boki. Z prawej strony  głowy wystawał czarna rękojeść miecza. Dostał się tutaj wraz z resztą ale przez pewien czas trzymał się na uboczu. Obserwował walki innych kucyków. Jednak znudził się czekaniem i postanowił pójść poszukać kogoś z kim mógłby walczyć. Był cierpliwy ale i jego cierpliwość ma swoje granice.

-Przynajmniej nie mam na sobie dużo żelastwa. - Powiedział do siebie w czasie przemierzania pustyni. Faktycznie miał na sobie tylko lekki, skórzany strój, który nie ograniczał za bardzo jego ruchów ale nie dawał niestety aż tak dużej obrony. Po chwili zatrzymał się i rozejrzał. Zobaczył blask a potem jakiegoś kuca stojącego na wydmie.

-Tylko mi nie mówcie, że on ma być moim przeciwnikiem.- Eomeer rozglądał się nerwowo wokół.

 

/Tarreth

Nie widząc innych osób skupił swój wzrok na ogromnym kucu, który stał przed nim. Miał nadzieje, że ten go nie zauważył. Mimo tego, że on nie był aż tak pokaźny jak jego oponent stojący na wydmie postanowił ruszyć mu na przeciw. Pogrzebał kopytem w piasku po czym zaczął zbliżać się do swojego przeciwnika, który rósł mu w oczach. Biegnąc w jego stronę wyciągnął miecz. Postanowił zajść go z lewej strony. Będąc w odległości dwóch długości jego ostrza zaczął zamach a po chwili wykonał cięcie. Celem jego cięcie był tors oponenta. Eomeer liczył na to, że jego szybkość oraz ten manewr pomoże mu dobrze rozpocząć pojedynek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Serox

Klacz wstała i postanowiła skończyć się totalnie wydurniać. Stworzyła słabszą osłonę w którą pociski się wbijały  i zaczęła szybko wchodzić na wydmę. Czekała na moment przeładowania broni przeciwnika aby strzelić w niego błyskawicą.

Edited by Dakelin

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Calamity

 

Grey słysząc uwagę swojego przeciwnika rzucił okiem na Timber. Wcześniej widział ją tylko z dużej odległości, co doprowadziło do umknięcia mu wielu szczegółów dotyczących jej stanu, po zderzeniu z kucykowym pociągiem. Jednak ogier dość szybko pożałował tej decyzji. Nieprzytomna klacz była poobcierana przez kilkumetrowy ślizg po malutkich kamyczkach tworzących piasek, a niektóre jej kończyny były w nienaturalny sposób wygięte, wskazując aż nazbyt jasno, że z kości podzieliły się na kilka części.

 

W tym wszystkim jednak najbardziej dziwiła go jedna rzecz, ostatnie słowa kolosa. Wydawało mu się co najmniej dziwnym, jeśli nie podejrzanym, że ten oferuje swą pomoc, dopiero co pokonanemu przez niego samego przeciwnikowi. Propozycja dość dobroduszna i kompletnie sprzeczna z jego wizerunkiem żołnierza Sombry.

 

Jednorożec w pierwszej chwili chciał zignorować jego prośbę. Po prostu podejść do klaczy i jednym pchnięciem dokończyć jej żywota, odsyłając ją na wieczny spoczynek. Był gotów to zrobić, nawet członkowi własnej drużyny.

 

„Lepsza szybka, bezbolesna śmierć od przedłużania agonii i cierpień, kiedy nie można nic zrobić.” – Przeszło mu przez myśl. Była to jedna z prawd, w które ogier wierzył, że śmierć nie jest najgorszym, co może kogoś spotkać. Że była o wiele lepszym rozwiązaniem od życia w cierpieniach. Mimo wszystko jego ciekawość się buntowała, chciał wiedzieć, czemu jego przeciwnik chciał pomóc i ostatecznie to ona zwyciężyła.

 

- Faktycznie, nie wygląda ona najlepiej. Powiedz mi jednak, czemu niby miałbym Ci na to pozwolić? Jaką mam pewność, że chcesz jej pomóc a nie tylko pogorszyć jej stan? – zapytał w końcu. Moment między ostatnimi słowami Calamity’ego a pierwszymi Grey’a ze strony przeciwnika musiał wyglądać jak długie użalanie się nad losem klaczy, a nie jak walka przekonań z ciekawością.

 

- Jestem żołnierzem, tak jak ona czy ty. Gdyby, choć szczerze w to wątpię, przydarzyłoby mi się podobne nieszczęście, w całej swojej naiwności chciałbym wierzyć że ta klacz zrobi dla mnie to samo.  Dług życia to dobra inwestycja. Martwe ciało posłuży najwyżej robakom. – odpowiedział szybko Calamity, głosem pozbawionym emocji, wypełnionym w zamian zimną kalkulacją. Odpowiedź niezwykle egoistyczna, zdaniem Grey’a jak ulał pasująca do kogoś takiego.

 

Egoistyczna, szczera i… przekonywująca. Jednego nie mógł on zaprzeczyć, egoistyczne pobudki były tymi, które najlepiej przekonywały. Bo łatwiej uwierzyć w czyjś własny interes, niż w wielkie idee idealisty, z których swoją droga chyba żaden szanujący cudze życie nie poszedłby na służbę do Sombry.

 

Grey jeszcze przez  chwilę myślał, o dobiciu klaczy, jednak w obecnej sytuacji nie byłby to już akt miłosierdzia, a okrucieństwa i zdrady, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. Pomimo przekonywującej odpowiedzi wciąż się wahał, jeśli jednak kolos faktycznie mógł pomóc Timber i miał ku temu dobry powód, to nie należało odrzucać takiej okazji. Cofnął się o dwa kroki a ruchem kopyta jasno wskazał Calamity’emu, że może bezpiecznie zająć się ranną.

 

- Jest Twoja. – powiedział szybko, zanim oponent podszedł do klaczy. Przez cały czas trwania jego zabiegów uważnie go obserwował, trzymając miecz w gotowości. Stał jednak w takiej odległości, że kolos nie musiał nawet sprawdzać, czy ten nie próbuje bezczelnie zaatakować go z zaskoczenia, bo było to zwyczajnie niewykonalne z jego obecnej pozycji.

 

Pierwsza pomoc, jakiej udzielił Calamity swojej przeciwniczce zajęła mu trochę czasu. Jednak jej efekty były widoczne nawet z daleka. Kończyny były w końcu w swych naturalnych pozycjach, a zadrapania nie wyglądały już jak ofiary najazdu całej pustyni, zamiast tego były czyste i odkażone. Timber może i nie była cała i zdrowa, ale jej stan na pewno był stabilny, a jej życiu nic nie zagrażało.

 

- A więc, na czym to stanęliśmy przyjacielu? - rzucił opancerzony jednorożec, zakończywszy swe zabiegi i powolnym krokiem oddalając się od rannej.

 

- Jeśli mnie pamięć nie myli, to na drwinach przed walką – odpowiedział spokojnie Grey, układając swój miecz w pozycji obronnej. - Jednak możemy je chyba pominąć i przejść do punktu następnego.

 

Wokół Calamity’ego pojawia się dziwny podmuch gorącego powietrza. Niezwykle dobra informacja dla niego, oznaczająca, że jego tarcze wróciły do pełnej mocy i są gotowe na blokowanie nadchodzących ataków. Jednorożcowi zapewne umknąłby ten szczegół, w końcu zawirowań powietrza wywołanych gorącem łatwo nie zauważyć na rozpalonej do granic możliwości pustyni. Jednak czujne oko Fames’a dało radę dostrzec tę nieprawidłowość o czym od razu doniósł szaremu jednorożcowi. Ten jednak nie wiedział, co to mogło oznaczać.

 

„To znów ta dziwna bariera, czy może jakaś inna niespodzianka?” – było to pytanie, które nie dawało mu spokoju, bo każda z możliwości mogła dla niego oznaczać niemałe kłopoty. Nie był to jednak czas na rozmyślania, o czym szybko przypomniał mu jego przeciwnik.

 

- W takim razie – powiedział hardo kolos, kręcąc młynka swą laską i energicznie stukając nią o piasek. - Zapraszam.

 

Grey’owi nie trzeba było tego powtarzać. Jednak nie rzucił się on na przeciwnika. Świadomość czekającej na niego niespodzianki zmuszała go, do podjęcia ostrożniejszych kroków. Jego róg rozpalił się jasnym światłem, a po jego ciele zaczęły radośnie skakać wyładowania elektryczne. Miecz, na którym niektóre z run rozpaliły się, ułatwiając przepływ magii przez ostrze, skierowany został w stronę przeciwnika niczym pistolet. W jednej chwili, cała energia, zgromadzona na ciele jednorożca przeskoczyła na trzymaną broń i wystrzeliła w stronę Calamity’ego w postaci błyskawicy.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To czekanie... Ten upał. Cóż za chory umysł wymyślił to miejsce, jako teren walk? Bjorg stał spokojnie, machając żwawo ogonem, by tworzyć chociaż minimalne ochłodzenie od zadu. Rozglądał się wokoło bacznie, a wydma dawała mu przewagę terenu. Było to wzniesienie, a piasek to z natury upierdliwy byt martwy, który utrudnia wszystko wszystkim. I - zmyślnie wykorzystany przez ogiera - mógł być nieocenioną pomocą.

 

/Bosman

Wtem gdzieś w dali zobaczył ciemny kształt. Kuc. Z mieczem. I biegł na niego! Haha, nareszcie! Wielki kuc ożył niemal natychmiastowo, wybudzony z nudy. Odwrócił się w stronę przeciwnika i czekał. Po prostu czekał, aż ten znajdzie się bliżej. Gdy tylko był w zasięgu głosu, Bjorg nie omieszkał przywitać przeciwnika.

- Hehe, witaj! Inaczej sobie wyobrażałem żołnierza Sombry... ale nie martw się, nie jest źle! - powiedział to na tylko wcześnie, że jego słowa nie mieszały mu podczas walki. I gdy szarżujący kuc się zbliżał do siłacza, ten... Po prostu cisnął w niego piaskiem. Kopnął w wydmę, posyłając tumany złocistego, gorącego piasku wprost na swojego przeciwnika. Wąsacz wiedział doskonale, że z kimkolwiek przyjdzie mu walczyć, będzie uzbrojony i niebezpieczny. Honorował też swoją zasadę, która zakładała, że nigdy w walce nie użyje szeroko pojętej broni. Nie był wszakże mordercą.

Piach musiał wytrącić nieznajomego z równowagi, zamieszać mu chociaż na ułamek sekundy. Dość czasu, by Bjorg pochwycił jedną z leżących obok niego ciężkich, stalowych pancerzy na kopyta i cisnął nią prosto w niego. Ciężkie, twarde... Ale też nie chciał zabić. Rzecz jasna jakiś połamany gnat mógł być efektem ubocznym, ale najistotniejsze było, by nie wymachiwał tym mieczem. O walkach mieczami Bjorg wiedział wiele. Jego najlepszy przyjaciel, Oyvind sam walczył tą bronią, a oni nieraz toczyli sparingi. Jednak... Po co tak to komplikować?

Gdyby rękawica nie trafiła - obok leżały jeszcze dwie. Któraś musiała trafić. Następnie od razu rzuciłby się na przeciwnika, wystawiając opancerzone kopyto w przód, by wzięło na siebie ewentualny cios miecza (który cudownie utrzymałby w kopytach po oberwaniu czymś takim). Bjorg nigdy nie nie doceniał przeciwnika. Więc pomimo swej szybkości i zdecydowania baczył uważnie na zachowanie miecznika, by w porę zareagować. Nawet, gdyby oberwał mieczem, to upewniłby się, że jego kopyto pozbawi go kilku kości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Tarreth

Eomeer spodziewał się reakcji swojego oponenta. Jednak nie przewidywał, że nastąpi ona tak szybko. Piasek zdezorientował go trochę jednak zdążył w ostatniej chwili zobaczyć co się święci. Przerwał atak i padł płasko na ziemię unikając nadlatującej zbroi. Następnie podniósł się lekko i odskoczył od przeciwnika na odległość, która uniemożliwiłaby mu wyprowadzenie szybkiego ciosu.

-Więc jednak jesteś nie tylko duży.- Powiedział z lekkim uśmiechem prostując się.- Nie spodziewałem się, że będziesz w stanie tak szybko zareagować.-Dodał obserwując przeciwnika. Nie widział jednak aby jego przeciwnik miał gdzieś schowaną broń. Zobaczył za to dwa kawałki jego zbroi leżące obok.- Nie mów mi, że nie posiadasz przy sobie broni.- Eomeer zaczął powoli obchodzić przeciwnika cofając się lekko. Chciał go odciągnąć od tych prowizorycznych pocisków. Miecz trzymał w gotowości jednak teraz musiał lepiej zaplanować atak skoro dowiedział się co potrafi jego oponent.

Chyba będę musiał spróbować zaatakować krótko po jego ataku. Może zadziała. Kuc rozważał taką możliwość czekając, aż jego przeciwnik wykona swój ruch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sombra nawet nie liczył na godnego przeciwnika. Wiedział, że taki nie istnieje. Nikt przecież nie dorównywał mu mocą, nawet księżniczki. Jedyne, co mu nie pasowało, to teren walki, ale to dało się naprawić. Bo to słabi dostosowują się do środowiska, zaś silni dostosowują otoczenie do siebie. Ale na to będzie jeszcze czas, nawet w tym środowisku jego „przeciwnik" nie będzie pewnie sprawiał żadnych problemów.

/Light Shield
Zauważył białą klacz, przez którą przechodziły promienie słońca. Czyli że będzie walczył z kryształowym kucykiem... czyżby aż tak się go bali, by wysyłali najsłabsze ogniwo swojej drużyny przeciw niemu? To był ich plan, znudzić go walką, nie będącą dla niego jakimkolwiek wyzwaniem? Interesująca, aczkolwiek i tak nieskuteczna strategia. Stawianie muru z kartek przeciw ogniowi nigdy się nie sprawdzało, tym razem też tak będzie.

Lecz nie miał zamiaru atakować, gdy samymi słowami mógł złamać wolę kryształowej klaczy. One mają to do siebie, że łatwo jest je skruszyć, a pył z nich pozostały rozwieje się przy nawet delikatnym podmuchu.

- Kim jest dla ciebie twoja księżniczka? - zapytał się, a jego głos, pomimo wciąż znacznej odległości pomiędzy nim a Light Shield, dotarł do niej głośniejszy niż krzyk podczas zupełnej ciszy. - Posyła ciebie do walki przeciwko komuś, z kim i tak nie masz szans, a sama się ukrywa. Czy tak powinna postępować władczyni? Rzucać cię związaną pod koła pędzącego pociągu, dbając tylko o swoje bezpieczeństwo? Być bezlitosną, a przy tym mówić, że troszczy się o was, jak o samą siebie? Kłamać? Czynić z was swoich niewolników? Zmuszać was do posłuszeństwa, wmawiając wam wolność? Nie! - ryknął, a jego głos był jeszcze mocniejszy, niż wydawałoby się, że to możliwe. - Ja znam wartość swoich poddanych, daję im możliwości, zamiast posyłać ich na pewną śmierć!

 

Z każdym słowem wypowiedzianym przez Sombrę, zbierały się wokół niego kłęby czarnego dymu, palącego gardła i płuca. Po chwili, wokół dwójki kucyków zapanowały ciemności, a jedynym rozjaśniającym je światłem były zielone oczy Króla Koszmarów.

- Ale masz wybór - powiedział jeszcze. - Możesz dołączyć do mnie, zobaczyć prawdę, jaką skrywają przed wami księżniczki oraz wraz ze mną dosięgnąć zwycięstwa. Jeśli zaś odmówisz, wciąż będziesz toczyć ten bezsensowny bój ze mną... i samą sobą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Tutaj kilka informacji od mojej skromnej osoby. Nie mają zbyt wielkiego znaczenia i są głównie stylistyczne.

Jak robimy akcję z innym graczem to po / nie piszemy nicku gracza, bo to nie w niego celujemy tylko w postać. Tak więc zamiast /Bossman powinno być /Eomeer (Jeśli dobrze pamiętam, zamiast /Tarreth byłby /Bjorg itp.

Co do myśli Bjorga o to kto wymyślił tą arenę. W pierwszym poście jest, że Rafael kotek Cadence, który jest władcą tej areny wybrał pustynię jako znakomity teren do walk. 

Plus jeszcze jedna rzecz chyba tylko do Tarretha. Nie jest to wymagane ale akcje ważniejsze takie jak ataki, obrona czy zmiany pozycji można pogrubić, by je wyszczególnić. Pomaga to w szybkim znalezieniu rzeczywistych akcji w długich postach jeśli ktoś chce jeszcze raz przeczytać post, by go dokładnie przemyśleć.

To wszystko z mojej strony :) )

 

A więc jednak nie chce rozmawiać. Tak jak myślałem. Chyba, że dalej chce mówić ale chce też podejść. To było głupie i nie miar zamiaru dać jej podejść. To mag. Nie lubił magów. Oni zawsze mają ze sobą te upierdliwe tarcze, które ciężko przebić. Ale one nie trwają wiecznie, musi jej podtrzymywać. Wystarczy odpowiednio długo bić i w końcu się roztrzaska.

 

/Crazy

Gdy tylko wykonała krok w przód Wolfast natychmiastowo strzelił. Nagle zauważył kolejny błysk rogu i wiedział, że to kontra. Rzucił się w dół wydmy osłaniając się nią. Szybko załadował kolejny pocisk do komory i skrzydłami wzniósł tuman piasku. To magowie. Oni raczej nie ruszają się szybko. Są statyczni jeśli o to chodzi. Błyskawicznie wszedł w tę chmurę, na szczyt wydmy i strzelił raz jeszcze w miejsce, gdzie stać powinna. A potem zaczął się ześlizgiwać po piasku na sam dół.

Share this post


Link to post
Share on other sites

/Cobalt Whisper

Centurion nadal krył się za wydmą dyskretnie obserwując Cobalt, najwidoczniej Cobalt nie udało się jak na razie odnaleźć Centuriona, na szczęście dla Centuriona taka przerwa dała mu okazję żeby zregenerować swoją magiczną moc. Centurion cały czas obserwował Cobalt, nagle zobaczył jak Cobalt zaczęła coś mieszać w kolbach. Centurion wiedział że cokolwiek by to nie było to na pewno jest to nie bezpieczne i wiedział że musi ją powstrzymać zanim skończy. Centurio nie zwlekając dłużej wychylił się lekko za wydmy i  zaczął ostrzeliwać Cobalt z swoich dwóch potężnych magicznych dział energetycznych. Centurion głównie celował w kolby które trzymała Cobalt lecz nie znaczy to że i do niej nie strzelał    

Edited by skajnet12344321

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...