Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Sinister Spell 

- Najwidoczniej tak musiało być - Powiedziała nieco smutnym głosem myśląc co by było gdyby urwał jej się kontakt z White. - Ale spokojnie, Crystal już robi porządek z tym światem. Wystarczy że nie będziemy jej przeszkadzać a pewnego dnia wszystko się ułoży - Nie brzmiała jakby wierzyła w te słowa. - A co do świątyni i walki...  Nie wygrałabym - Chłodno stwierdziła. - Jak z resztą sama widziałaś moje czary wyglądają inaczej niż zaklęcia rzucane przez resztę jednorożców. Nie byłam przygotowana, nie miałam czasu ani materiałów potrzebnych do bycia groźną dlatego chciałam iść na tą rozmowę wiedząc że raczej dam radę uciec. Z drugiej strony gdy teraz o tym myślę nie byłabym wstanie logicznie wytłumaczyć skąd znam czarną magię a nie wiem czy kupili by kłamstwo. Prawda natomiast jest zbyt dziwna dla większości kucyków więc uznali by że oszalałam i jestem niestabilna. Cokolwiek to znaczy bo nadal nie rozumiem tego określenia. 

- Ja jestem dziwna? - Spytała urażona Star nieodpowiednim słowem. 

- Nie... Niezbyt miłe te rozmowy z gwardią. Może na początku nie wyglądałam na zachwyconą, pierwsza moja reakcja to "zdurniałaś" ale cieszę się że mnie uratowałaś - Najpierw odpowiedziała swojej nauczycielce a potem poprawiła się mając nadzieje że wyglądało to wystarczająco naturalnie by nieznajoma nie zadawała o to pytań. - Deszcz czekolady raczej odpada - Kontynuowała zastanawiając się - Ale parę chmurek na krzyż mogę zrobić. Czekolada jest jednak nudna i o wiele lepszy byłby deszcz nitrogliceryny. Faktycznie nie jest to chyba kucykowa magia - Wzruszyła ramionami. - Posiadam jej cząstkę ale wydaje mi się że nie umiem połowy a nawet jednej trzeciej tego co on. To co on zrobi za pomocą pstryknięcia palców mi zajmie nawet tydzień. Gdyby tak nie było Crystal na pewno by się mną zainteresowała już dawno temu...

 

Link to comment
Share on other sites

Victor zgodnie z poleceniem, miał odciągać uwagę strażników w wiosce. Plan wyszedł wręcz bardzo dobrze, kiedy rzeczony wychodził z domu aby udać się na rynek, łatwo odnalazł więcej gwardzistów kręcących się wokół jego chaty - Szanuję go, jak szybko zrouzmiał o co chodzi - parsknął.

Natomiast Eryk, Terens, Lucius, pretorianie i kilku drwali wykradli się nocą, wraz ze swoim ekwipunkiem i udali się do rzeczonego lasu, przy zachodniej wiosce, tam gdzie miał przejeżdżać tamten konwój. 

- Szefie...nie martwisz się że Victor może oberwać? - jeden z ochotników widocznie martwił się o swojego kompana - To jednak straż Crystal. Różnie może z nimi być.

- Nie martw się przyjacielu. Jeśli nic nie zrobi, to i oni będą siedzieć cicho - oparł się o drzewo - Wszystko będzie dobrze. A teraz proszę cię, abyś wrócił do obserwowania terenu. Nie mam zamiaru przegapić tej przesyłki.

 

Link to comment
Share on other sites

Mattia, wiem, że czekasz na obwieszczenie, ale musisz jeszcze chwilkę zaczekać. Chcę dać Czas na reakcje postaciom Hoffnera. Potem w kolejnym moim poście pojawi się obwieszczenie. Wszyscy dla których nadal trwa poprzedni dzień. Gdy zakończy się on, będziecie mogli uznać że też widzieliście kolejne poranne obwieszczenie.

 

Night Tale Ponyville

Nie słysząc odpowiedzi, ogier lekko westchnął. Były więc dwa rozwiązania. Pierwsze zakładało, że nie chciały go urazić i tylko udały, że przyjmują jego ofertę, a tak naprawdę, postanowiły zrobić wszystko same i wyszły gdy on spał. Druga opcja zakładała, że najpewniej tak bardzo pochłonął się własnymi badaniami, że zaczynało mu się już wszystko mieszać. Sam nie był pewny, która opcja była lepsza. Przestał jednak nad tym myśleć, gdy do jego uszu dotarł bardzo nieprzyjemny dźwięk, nie przynoszący na myśl niczego dobrego. Zatkał uszy, aż nieznany dźwięk, nie ucichł. Powoli odetkał uszy, a potem usłyszał znajomy głos. Miał ochotę skakać z radości, że jednak jego przypuszczenia się nie sprawdziły. Uśmiechnął się, słysząc słowa Haze.

 

- Sądzę, że nie możliwym jest, by w Ciebie nie wierzyć - uśmiechnął się ciepło ogier, lekko czochrając ją kopytem po głowie. Było to w sumie dziwne uczucie, bo jej ciało nie przypominało żadnego stworzenia, które kiedykolwiek dotykał. - Jesteś bardzo... - nie dokończył, czując nagle dziwne uczucie. Skierował swoje spojrzenie ku klaczom, które właśnie schodziły po schodach. Posłał bardzo ciepły uśmiech, widząc znów Dancing of the Fate, która chyba dobrze wypoczęła i kolejny uśmiech, ale bardziej lekki i niepewny posłał Qualm Mask. Nadal nie do końca był pewny, czy druga klacz choć trochę mu zaufała.

 

- Ufam, że dobrze spałaś - powiedział ciepło do klaczy w czapce, a potem spojrzał na Qualm Mask i Haze. - Mam szczerą nadzieje, że wy również miałyście spokojną noc i... - nagle zmarszczył brwi, widząc co się dzieje za oknem. Znów magia Crystal dała o sobie znać, gdy na niebie pojawiły się stworzone przez nią ekrany, zaczynające poranne obwieszczenia. - Powinnyście to zobaczyć - mruknął, patrząc za okno. - To codzienne obwieszczenia z rozkazu Crystal. Zwykle pełno w nich kłamliwej propagandy, ale może powiedzą coś ważnego, potem możemy spokojnie porozmawiać - powoli wstał do drzwi i lekko je uchylił, upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu. Z radością spostrzegł, że niemal jak zawsze w okolicy nikogo nie było, więc Haze mogła zerknąć.

 

Crimson Burn

- Szczerze mówiąc, myślę, że jeśli Crystal w ogóle istnieje, to problemy moje, czy twoje, ma głęboko w zadzie - mruknęła, gasząc końcówkę papierosa na ziemi. Wydawała się nie zwracać uwagi na niedawno wypowiedziane "nie" ze strony Sinister. - Mam jednak nadzieje, że jeszcze ją spotkam - lekko westchnęła, myśląc o dawnej przyjaciółce. - Ja to mówiąc szczerze, wolałabym deszcz spirytusu, ale co kto woli - krzywo się uśmiechnęła. - Jak dla mnie w każdym razie jesteś niestabilna - wzruszyła ramionami. - Gdybyś jednak taka nie była, to pewnie bym nawet na Ciebie nie zwróciła uwagi, przy naszym pierwszym spotkaniu, a co do Crystal - lekko się skrzywiła. - Jeśli ona naprawdę istnieje, a wolałabym żeby tak nie było. Wiesz mam nadzieje jednak, że jest tylko mitem, stworzonym przez bandę zbuntowanych kucyków, by trzymać wszystkich w ryzach. Ale jeśli tak nie jest, to nie sądzę by bała się jakiegokolwiek kucyka, podmieńca, człowieka, czy nie wiadomo czego - nagle powoli się podniosła i uniosła kopyto w kierunku Sinister. - Wiszę Ci życie, więc chyba mogę Ci zaufać. Jestem Crimson Burn. Znaczy tak nazwali mnie w sierocińcu, ale już tak zostało - pokręciła głową. - Musimy zaraz stąd znikać. Ten smród, wiecznie, nie będzie odstraszał gwardii

 

Konwój

Zgodnie z przewidywaniami, konwój się pojawił. Jak się okazało, nie był mocno obstawiony. Głównie chroniło go sześć kucyków ziemskich. Wśród nich był jeden jednorożec, ale nigdzie nie było widać żadnego pegaza możliwe, że leciały wyżej. Gwardziści uzbrojeni byli we włócznie i miecze, jak to zwykle miało miejsce przy takich misjach. Jedynie dwa kucyki ziemskie, nosiły kuszę na grzbietach.

Link to comment
Share on other sites

Grupa Eryka, to jest czterech pretorian i Lucius, padli możliwie blisko drogi, ale jednocześnie tak aby nie dać się za szybko zauważyć. Natomiast Legat i jego czwórka, czekali po drugiej stronie. 

- Znacznie słabsza obstawa niż się spodziewałem - szepnął - Ale to nie tak źle. Mogło być znacznie gorzej. Teraz tylko czekać na ruch z drugiej strony.

- Ale tu nie ma żadnego oficera. To równie dobrze mogą...

W pewnym momęcie z zarośli z drugiej strony, wyleciały dwa oszczepy skierowane w gwardzistów. Jednego który poruszał sie na samej szpicy formacji, oraz tego który poruszał się jako ostatni. 

Moment potem, grupa Cezara rzuciła się z okrzykiem bojowym do ataku. Tak jak rozkazał wcześniej pretorianie przywodziali swoje skórzane pancerze, kaski i gogle, tak aby przeciwnik nie był w stanie ich rozpoznać. Eryk ruszył na tyły konwoju, a Lucius na przód. Chwilę przed zadaniem pierwszego ciosu, rozległ się krzyk ,,Victoria" i grupa uzbrojona w topory, zaatakowała z drugiej flanki, aby przetrzebić środek formacji. 

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell 

- Spotkasz ją jeszcze, taka błahostka jak wiara potrafi zdziałać cuda a ja wierze że ci się uda - Powiedziała będąc pewnych swoich słów. - A co do Crystal... Muszę cie zmartwić ale ona istnieje. White była gwardzistką Celestii i widziała ją podczas ataku na pałac - Również zgasiła swojego papierosa ale wyciągnęła kolejnego i kontynuowała palenie. - Jestem niestabilna? Pierwszy raz czarnej magii użyłam w wieku dwunastu lat, teraz mam trzydzieści jeden i nadal nie oszalałam. Jestem przekonana że kucyk nie może otrzymać talentu któremu nie jest w stanie sprostać, co prawda zdarzały się gorsze momenty ale moja nauczycielka pomogła się z nimi uporać. Ludzie mają taki cytat, "człowieka można zniszczyć ale nie pokonać" i mimo że jesteśmy dwiema totalnie innymi rasami uznaje że to jedno zdanie określa również nas. Może siebie okłamuje że nad tym panuje ale dobrze mi z tym kłamstwem - Spojrzała na uniesione kopyto Crimson Burn i podniosła również swoje by po raz pierwszy należycie się przywitać. - Sinister Spell - Wyjawiła również swoje imię. - Miło ciebie poznać Crimson. Potrzebuje jeszcze dwóch minut by zmienić wygląd w razie czego jakbym natknęła się na patrol w czasie drogi. W przeciwieństwie do ciebie mnie każdy widział. - Przywołała kolejną ćmę skrapiając ją paroma kroplami niebieskiego atramentu a ta po chwili zabarwiła całą jej sierść właśnie na ten kolor. Następnie zdjęła pióropusz wyrzucając go do ścieków i rozplątała warkocze, niestety nie miała lustra by na szybko być w stanie kompletnie zmienić fryzurę. Znowu zgromadziła ładunek magii na kopycie tym razem wyobrażając sobie barwę w głowię, to było trudniejsze niż po prostu użycie jakiegokolwiek materialnego pigmentu. Minęło parę sekund a nośnik zaklęcia wystartował by rozprysnąć się na grzywie oraz ogonie malując je na blado żółty kolor. - Od teraz jestem Chemical Bliss. Zbaczając nieco z tematu rozmowy... Wiesz może gdzie można dostać książkę z ludzką wiedzą na temat związków chemicznych i materiałoznawstwa? 

Link to comment
Share on other sites

Konwój

Gwardziści zaatakowani oszczepami, padli w jednej chwili martwi. Zupełnie nie spodziewali się tego ataku. Jednorożec otoczył się natychmiast polem siłowym, gdy cztery pozostałe przy życiu kucyki ziemskie rzuciły się na agresorów z mieczami i włóczniami. Mimo, że liczebnie nie mieli szans. Nagle w kierunku agresorów, spadło niczym deszcz kilka bełtów. Z powietrza nadleciały cztery pegazy, ukryte do tej pory w chmurach, które zaczęły ostrzeliwać agresorów, gdy kucyki ziemskie starały się odeprzeć atak. Nic nie wskazywało, że mimo mniejszej liczebności, gwardziści mieli zamiar się wycofać.

 

Crimson Burn

- Dzięki - mruknęła, na słowa o wierze, a potem się skrzywiła. - No to jest przesrane - westchnęła. - Skoro Crystal istnieje, to tacy jak ja są w niezłym gównie. Ty to chociaż jesteś jednorożcem, ale do innych ma wyraźny uraz - skrzywiła się, na samą myśl o tym. Uśmiechnęła się jednak, słysząc słowa klaczy i jej imię. - Faktycznie jestem do bani w zgadywankach. Poza tym określenie niestabilna, nie miało na celu nic Tobie zarzucić. Jak dla mnie tak jest po prostu ciekawiej - lekko wzruszyła ramionami, patrząc jak Sinister nagle zmienia wygląd. Crimson zaczęła przyglądać się z zainteresowaniem, nowemu wyglądowi klaczy. - Muszę przyznać, że całkiem nieźle wyglądasz - krzywo się uśmiechnęła. - A co do Twojego pytania, Chemical Bliss - najwyraźniej, klacz chciała pokazać, że zrozumiała jak się teraz do niej zwracać. - Istnieje pewne miejsce, gdzie dostaniesz niemal wszystko. Musisz mieć tylko dość ciężki mieszek i nie robić tam żadnych problemów. To zupełnie inny świat - ponownie rzuciła klaczy uśmiech. - Nie ma tam gwardii, ale jeśli zrobisz coś, co komuś się nie spodoba, to kulka w łeb jest najprzyjemniejszą karą. Tam się nie cackają - spojrzała na chwilę na niebo. - Mogę Cię tam zaprowadzić, ale chcesz już dziś? Wkrótce godzina policyjna, a ty i tak już miałaś dziś problemy, chyba, że to Ci nie przeszkadza - wzruszyła ramionami.

Link to comment
Share on other sites

     Grzywa z metalowych wiórów szeleściła delikatnie pod jego kopytem, a mechanizmy wewnątrz niej drgały synchronicznie, jakby próbowała mruczeć, wychodził z niej tylko nieskoordynowany szum, gdy kolejne koła zębate nie wiedziały co ze sobą zrobić. Klinowały się, by zacząć się zaraz kręcić jeszcze szybciej. Pokój jednak przeszył chłód gdy Mask dotknęła ostatnim kopytem drewnianej podłogi, gdy zeszła ze schodów...

     - Haze... Zachowuj się - powiedziała dość dumnie, a jej wzrok zawisnął nad niewielkiej klaczce, która oddawała się tak drobnym przyjemnością jak przytulanie. A w jej głosie zabrzmiało to mniej więcej tak jakby popełniała jedną z największych możliwych zbrodni. Metalowy kucyk tylko skoncentrował wzrok na swojej przeciwniczce, ani myśląc by odejść tylko dlatego że tego ona chce... To samo zrobiła Fate, trzaskając jej bok kopytem by dała spokój... Nic się przecież nie stało. Zrobiła też dobrą minę do złej gry... Bo to co zrobiła samo w sobie nie było na miejscu. Nie powinna kwestionować jej zdania w tej kwestii, jednak to zrobiła.

     - Dawno nie spałam na normalnym łóżku.... - uśmiechnęła się delikatnie, schodząc zaraz za pegaz... Spoglądając na ogiera, by później podejść do okna... Spojrzeć, na magiczne ekrany. Była nimi zafascynowana... Tym ile mocy było potrzeba by zrobić coś tak błahego. - Często tak się dzieje? - zapytała dość odruchowo... Analizując na szybko wszystko. Była tym zafascynowana. - Ah tak, codziennie przecież powiedziałeś. To niezwykłe... - wyszeptała.

Link to comment
Share on other sites

Obwieszczenie, dla wszystkich jest takie samo, jak zawsze. Dochodzą tu tylko reakcje Nighta, żeby nie zrobił się niepotrzebny chaos z wydzielaniem. Dojdą tu informacje z poprzedniego dnia. Czyli sprawy dla Shattera, Hettmana i Befflara. Na razie jeszcze nie zaczęli nowego dnia, więc gdy skończą obecne sprawy, będą mogli opisać reakcje swoich postaci na obwieszczenie.

 

Obwieszczenie, Night Tale

Niestety, ogier nie zdążył już odpowiedzieć Dancing of The Fate. Zaraz po tym jak rzucił na nią spojrzenie i otworzył usta, na ekranach uformował się obraz. Tym razem, nie było widać w tle nowych ofiar, na których miałaby się odbyć egzekucja. Pojawił się tylko herold, ubrany dostojniej niż zwykle, w błękitną szatę zdobioną w kamienie szlachetne. Po jego obu stronach stali jak zawsze pilnujący go gwardziści. Night domyślał się, co oznacza ten strój. Dzisiejsze wieści będą ważniejsze niż zwykle.

 

- Z rozkazu naszej ukochanej władczyni, rozpoczynam dzisiejsze obwieszczenia - ogier uniósł za pomocą lewitacji kilka notatek. - Niedawno w Ponyville zdarzyło się kilka incydentów - zmarszczył lekko brwi. - Niektóre kucyki, próbowały zapuścić się w rejony lasu Everfree w poszukiwaniu samolotu, który niedawno spadł. Najwyraźniej, nie dowierzając nam, że była to zwykła katastrofa lotnicza, nic niezwykłego. Kucyki złapane w lesie Everfree, zostały zatrzymane i przykładnie ukarane. Prosimy abyście się tam nie zapuszczali dla własnego dobra. Istoty z innych wymiarów są prymitywne i okrutne. Nie okażą wam litości, gdy się na nie natkniecie i zabiją was z zimną krwią, bez mrugnięcia okiem - Night spojrzał na klacze i rzucił im słaby uśmiech, mówiący jednocześnie co o tym myśli. Chociaż po części była to prawda. W końcu one pierwsze jak do tej pory, nie okazały się bezrozumnymi potworami z innych krain.

 

 - Kolejna sprawa, to incydent w świątyni w Ponyville. Wczorajszego dnia, pewna klacz okazała się niestabilna przez czarną magię, której uczyła się samodzielnie, nie zważając na zagrożenie z tym związane. Gwardziści, którzy próbowali z nią porozmawiać, zostali zaatakowani trującym gazem, który sparaliżował ich ciała, a obecnie cierpią okrutne męki w szpitalu. Udostępniamy wizerunek klaczy - na ekranie pojawił się pyszczek Sinister. - Każdy kto ją zobaczy, musi natychmiast powiadomić gwardię. Klacz jest niebezpieczna i żądna krwi, radzimy unikać interakcji - Night słysząc o czarnej magii lekko się zaniepokoił, ale nadal nie mówił, słuchając.

 

- Podobny incydent miał miejsce w Canterlot, gdzie zakamuflowany podmieniec próbował zabić kapłana. Jednak dzięki bohaterskiej postawie jednej z obywatelek obeszło się bez nieszczęścia. Nasza ukochana władczyni wysyła ci wyrazy szacunku za twą dobroć. A co do podmieńcóiw. Chrysalis po raz kolejny pokazała, że jest okrutna i bezwzględna. Cały rój tych błędów natury, wkrótce poczuje gniew naszej pani

 

- Wsie sponyfikowanych, zostały zaatakowane przez przerośnięte owady. Winę za to ponosi głupota ludzi, co nie jest niczym dziwnym, biorąc pod uwagę braki szarych komórek u tych stworzeń. Jak się okazało, sponyfikowani nieświadomie ściągnęli na siebie zagrożenie. Na szczęście, nasza dzielna gwardia, w porę zneutralizowała zagrożenie. Nie odnotowano większy strat po tym ataku - nagle ogier zmarszczył brwi. - Niedaleko tej samej okolicy, doszło do ataku na konwój, Jak widzicie, sponyfikowani nie potrafią okazywać wdzięczności

 

- W Crystal Empire, doszło do brutalnego ataku - pokręcił lekko głową. - Nieznany psychopata, zaatakował tępą bronią gwardzistów. Zaatakował gdy Ci nie mieli pancerzy, a potem bił ich tak długo, aż nie połamał licznych kości każdemu z nich. Na koniec włamał się do okolicznego domu, by oddać się dalszej żądzy krwi i zaatakował niczego nie spodziewającego się domownika ostrym narzędziem. Zadał mu wiele ran, a potem zostawił zakrwawione ciało by powoli wyzionął ducha. Na dodatek porwał niewinne źrebięta, by najpewniej dokończyć dzieło mordu. Osobnik jest bardzo niebezpieczny i radzimy się do niego nie zbliżać. Do akcji wkroczyły elitarne oddziały, a wszystkie wyjazdy z królestwa zostały zablokowane przez gwardię. Każdy kto chce opuścić granicę królestwa, musi dać się przeszukać gwardzistom

 

- Niestety, to nie koniec złych wieści - powiedział ponuro, herold. - Kolejny atak nastąpił w Manehattan. Buntownicy zaatakowali niewielki konwój, raniąc przy tym gwardzistów i niewinnych przechodniów. Według  informacji, które otrzymaliśmy, czworo niewinnych kucyków już zmarło w szpitalu z powodu utraty krwi. Buntownicy uciekli, ale nasi dzielni gwardziści zabezpieczyli wszystkie wyjścia z miasta. Ponadto wzmocniono liczbę patroli na ulicach i trwa poszukiwanie tych zimnych morderców

 

- Nadal wielu z was wątpi w miłość i dobroć naszej cesarzowej, która chce dla was tylko jak najlepiej. Sami widzicie, że buntownicy i nie kucyki, to nasi wrogowie, którzy chcą tylko waszego bólu i cierpienia. Nie pragną wolności. Jedyne na czym im zależy to zniszczenie waszego życia, bo tylko to ich napędza. Nasza pani postanowiła więc, że zostaną ukarani - zmarszczył lekko brwi. - Za tydzień od dzisiaj odbędą się walki na arenie, między wszystkimi oskarżonymi o najcięższe zbrodnie wobec królestwa i naszej władczyni. Wszyscy dawni ludzie, podmieńce, gryfy i kucyki, które nie akceptują naszej władczyni, będą walczyć na śmierć i życie gdzie zwycięzca jest tylko jeden. Ten, który wygra, poczuje dobroć naszej pani, dostając częściowe ułaskawienie. Walki odbędą się w Las Pegasus, gdzie przygotowana została arenę. Zapraszamy wszystkich na to wydarzenie, Ci, którzy nie dadzą rady przybyć, a przy tym podziwiać tego wydarzenia, będą mogli obejrzeć je na ekranie, tak jak codzienne obwieszczenia. Nasza pani zapowiedziała, że również pojawi się by podziwiać zmagania. Na dziś to tyle i niech Crystal nad wami czuwa - zaraz potem ekrany we wszystkich królestwach znikły. Night, spojrzał niepewnie na Klacze niedaleko.

 

- Jestem skołowany - mruknął. - Z jednej strony, nie ufam tym komunikatom, ale nigdy nie mówiono, by Crystal miała się gdzieś osobiście pojawić, to trochę dziwne. Ponadto mam nadzieje, że to z czarną magią w naszej okolicy, to kłamstwo. Jednorożce, które się nią parają, zwykle są bardzo niebezpieczne. Wiele z nich oszalało, wiem bo widywałem je w klinice, w której jestem wolontariuszem - pokręcił lekko głową. - Nie wierzcie w każdym razie we wszystko co dziś usłyszałyście - lekko westchnął.

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell 

- Może miała ojca ziemniaka który zmuszał ją do pewnych rzeczy... - Powiedziała z zastanowieniem usiłując domyślić się skąd Crystal posiada taki uraz do innych ras. - W sumie nic się zmieniło, zasady są takie jakie były niezależnie od tego czy ona istnieje czy nie - Stwierdziła gasząc papierosa i pakując zestaw kostek do torby. - To dlaczego użyłaś słowa niestabilna zamiast ciekawa czy interesująca? Trochę mam uraz co do tego słowa bo po raz pierwszy usłyszałam je od kapłana w zdaniu "Czy ona też jest niestabilna?" a następnie gwardia uznała że jestem niebezpieczna. Potrafię być niebezpieczna ale tylko wtedy gdy każdy mnie się boi i opowiada o mnie kłamstwa. - Wzruszyła ramionami. - Dzięki, ten wygląd to tylko improwizacja więc w domu może jeszcze to dopracuje. O pieniądze bym się nie martwiła, wspomniałam już o dochodowych interesach ale jeśli chodzi o nierobienie problemów nie mogę nic obiecać. Patrząc po wydarzeniach ze świątyni nawet gdy nie chce one same przychodzą do mnie. - Uśmiechnęła się. - Może kiedy indziej, ty jednak zostałaś ranna więc raczej powinnaś odpocząć a ja muszę się pozbyć paru przedmiotów z domu by nie mieć przypału. Oprócz tego jutro rano ma do mnie przyjechać White więc może następnego wieczoru?

Link to comment
Share on other sites

Crimson Burn

- Cóż, jeśli miała takiego ojca, to wszyscy powinniśmy mu nakopać za piękne wychowanie córeczki - lekko się skrzywiła, a potem się uśmiechnęła. - Ciekawa, interesująca? - pokręciła głową, bardziej przyglądając się Sinister. - Tych określeń używam w innych sytuacjach, których raczej byś nie chciała poznać. Skoro jednak, niestabilna Ci nie pasuje, będę tego unikać - lekko westchnęła. - Gdy tam jutro dotrzemy, sama zrozumiesz, co mam na myśli mówiąc unikanie problemów - znów się uśmiechnęła. - Spotkajmy się jutro w tym miejscu o dwudziestej, przynajmniej gwardia się tu nie kręci, więc nie będzie przeszkadzać. Pozdrów przyjaciółkę, a ja muszę trochę poszaleć, by dojść do siebie po tej akcji z dzisiaj - powoli się odwróciła, odchodząc. Nagle jednak stanęła i odwróciła głowę. - Miłych snów, Chemical Bliss - jeszcze rzuciła, nim zaczęła odchodzić.

Link to comment
Share on other sites

- Jasny gwint...nie tak miało to wyglądać. Zdecydowanie nie tak. Cholerne pegazy. Dobra, myśl szybko co zrobić - Eryk zamachnął kopytem w powietrzu, co było sygnałem dla wszystkich podkomendnych, ażeby nie stali w jednym miejscu a ciągle pozostawali w ruchu. Dla bezpieczeństwa rzecz jasna. Lucius spostrzegł powietrznych strzelców. Wśród ferworu walki, zabrał dwóch pretorian od siebie, wbiegli prędko do lasu i przy pomocy wcześniej przygotowanych oszczepów i kamieni, starali się trafić pegazy. Terensa natomiast najbardziej zmartwił ten oficer. Mimo że na magij się nie znał, to wiedział iż jego topór nic polu nie zrobi, ale wiedział że jest coś, co jest ważniejsze od wszelkich zbroji. Morale. Postanowił dobrze wykorzystać swój topór i z wręcz szaleńczym uśmiechem na pysku, pozbawić głowy jakiegoś rojalisty. Mimo że sytuacja nie była różowa to buntownikom udało się zablokować drogi ucieczki. 

Link to comment
Share on other sites

Konwój

Pegazy okazały się bardzo zwinne w locie, na dodatek ciągły ruch utrudniał ich trafienie. Mimo to, widać było, że nie byli tak zwinni jak większość z gwardii, która miała doświadczenie w walce. Najwyraźniej ochronę konwoju, stanowili gwardziści, którzy jeszcze nie mieli jeszcze okazji wziąć udziału w prawdziwej walce. Jak się jednak okazało, nie stanowiło to problemu dla pegazów, które zręcznie ominęły oszczepy, ale jeden z nich oberwał kamieniem w skrzydło, co go wyraźnie spowolniło. Pegaz nadal latał, widać jednak było, że sprawiało mu to ból, zwłaszcza, że jego ruchy stały się bardziej spowolnione. W międzyczasie, jeden z bełtów musnął policzek Eryka, zostawiając niewielką, ale paskudną ranę. Kucyk ziemski, który odpierał ataki buntowników włócznią, zauważył zbliżającego się Terensa i zamachnął się teraz włócznią w jego kierunku, starając się wykorzystać fakt, że ma dłuższą broń i utrzymać go na dystans. Jednorożec jednak, nie zrzucił pola siłowego, by pomóc gwardziście. Najwyraźniej nawet w gwardii, działały podziały rasowe i jednorożec uważał się za lepszego od swoich podkomendnych, którzy mogli oddać życie w służbie Crystal.

Link to comment
Share on other sites

- Kurna... - zasyczał z bólu. Co prawda nie zabigło go to, ale jednak oszpecił facjatę. Jedyne czym się pocieszał to to że trafili widocznie na rekrutów - I całe szczęście, inaczej byłoby po nas.

Terens uchylił się od ciosu włócznią, choć ten zniszczył mu naramiennik. Ale przejmował się tym. Po tym jak wykonał unik, podciął swojego przeciwnka, tak a żeby padł na grzbiet a potem zamierzał zatopić ostrze swojej broni w jego brzuchu.

Lucius, spostrzegł że więcej sensu przyniesie ciskanie pociskami z kamienia. Toteż nakazał swym kompanom, aby używali tylko ich, oraz aby celowali bardziej w przestrzeń przed pegazem, ażeby ten, podczas lotu oberwał.

Link to comment
Share on other sites

Konwój

Zmiana taktyki okazała się całkiem skuteczna. Pegazy miały ograniczony lot, przez kamienie, które skutecznie utrudniały im ostrzeliwanie przeciwników. Nie mówiąc, że nie miały możliwości się zatrzymać, inaczej by oberwały. Jeden z pegazów, dostał kamieniem w głowę, jednak hełm go uchronił. Wpadł jednak najwyraźniej w szok, bo na chwilę się zatrzymał, przez co kolejne kamienie go uderzyły, sprawiając, że jedno z jego skrzydeł, najwyraźniej się złamało i zaczął spadać na ziemie. Dwa pegazy poleciały złapać spadającego towarzysza, gdy czwarty próbował je ubezpieczać atakując buntowników na ziemi. W międzyczasie kucyk ziemski, który został podcięty przez Terensa, przewrócił się na grzbiet. Rozpaczliwe próbował osłonić się włócznią, wtedy jednak nagle w kierunku Terensa poleciał promień magiczny, a jednorożce zrzucił barierę. Drugi kucyk ziemski, próbował powstrzymać nacierających licznych pretorianów, wymachując w ich kierunku włócznią.

Link to comment
Share on other sites

Lucius widząc że jego plan się udał, uśmiechnął i powiedział jednemu ze swoich, aby ponownie rzucał oszczepami i celował w tych co próbują pomóc poszkodowanemu.

Terens upadł parę metrów dalej z poparzonym korpusem i zniszczonym pancerzem. Ale teraz była szansa. Eryk dostrzegł że oficed wyzbył się swojej zasłony i wraz ze swoą maczetą rzucił na jednorożca, chcąc rozerwać go na strzępy. Pretorianie, widzą że atak kupą jest głupim pomysłem, zdecydowali się na inny krok. Rozporoszyli się a jeden z nich zajął uwagę włócznika, a drugi starał się zajść go od tyłu.

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell 

- W każdym razie wątpię że go znajdziemy, nie wiemy czy żyje a nawet jeśli mu nakopiemy to nie wiele to zmieni - Powiedziała patrząc na Crimson. - Nie byłam w takiej sytuacji więc skąd mogę wiedzieć że by mi się nie spodobało? - Odgarnęła kopytem włosy które bez pióropusza nie do końca chciały się słuchać i nie przeszkadzać. - Możesz go używać, w końcu się przyzwyczaję i przestane tak na nie reagować - Wzruszyła ramionami po czym wstała i założyła torby. - Przekonam się jutro w takim razie ale jeśli problem to kula czy coś innego co ma mnie trafić to powinnam sobie poradzić. Miłej zabawy i do jutra - Pożegnała się i wyszła z tunelu po uważnym przeszukaniu wzrokiem terenu wokół w poszukiwaniu gwardzistów. 

 

White

- Kolejna sprawa, to incydent w świątyni w Ponyville. Wczorajszego dnia, pewna klacz okazała się niestabilna przez czarną magię, której uczyła się samodzielnie, nie zważając na zagrożenie z tym związane - To brzmiało jak kolejny pospolite ogłoszenie jednak to się zmieniło gdy usłyszała drugie zdanie. Czy to może być Sinister? Znam tylko jedną osobę uzdolnioną w tej dziedzinie zaklęć i czy jest możliwe że w tej małej wiosce jest jeszcze ktoś taki? Zbyt duży zbieg okoliczności by to nie była ona ale nadal nie chce w to wierzyć. Trujący gaz? To nie jej metody, co prawda zadaje ból ale ona preferuje kwasy czy zasady. Znam ją. 

Wątpliwości White się rozwiały gdy pokazali wizerunek tego jednorożca. Biała klacz zamknęła oczy i otworzyła je ponownie by upewnić się że dobrze widzi, po jej plecach przebiegł dreszcz i miała nadzieje że sprawa nie jest tak poważna jak wygląda. 

Czyżby Star znowu namieszała jej w głowie i to przez nią użyła czarnej magii? Dla mnie nie ma innej możliwości... Mam nadzieje że uda odkręcić mi się to jeszcze raz. Przynajmniej nie dała się złapać ale muszę dowiedzieć się co się stało w tej świątyni. 

White szybko wyszła z domu nie słuchając przemówienia do końca i udała się na pociąg, wyglądało na to że zapomniała o sprawie z podmieńcami i rabusiami ale nadal to nie był odpoczynek dla jej nerwów. 

 

Link to comment
Share on other sites

Konwój

Oszczep,trafił jednego z pegazów i ten zaczął spadać martwy na ziemie. Drugi w tym czasie, zrobił unik, ale tym samy pozwolił, rannemu towarzyszowi opaść na ziemię. Zdezorientowany pegaz, szybko się podniósł z ziemi i zaczął strzelać z kuszy do pretorianów. Pozostałe dwa pegazy w powietrzu, próbowały ostrzelać w tym czasie, miejsce, z którego były atakowane oszczepami i kamieniami. Kucyk ziemski, który został niedawno uratowany przez oficera, szybko się podniósł, a potem wyjął miecz z pochwy. Skierował swoje kroki ku Terensowi, by wykończyć go ostatecznie. Drugi kucyk ziemski, najwyraźniej nie spostrzegł zachodzącego go od tyłu pretoriana, bo całą uwagę poświęcał temu, który odwracał jego uwagę. W międzyczasie, jednorożec zrobił zręczny unik, przed atakującym Erykiem i lekko poruszył głową, tak, że kości w jego karku strzyknęły. Wyjął miecz z pochwy, a jego róg rozjarzył się pomarańczowym blaskiem.

 

- Sądzisz, że możesz wygrać psie?  - warknął w kierunku Eryka. - Wy ludzie jesteście naprawdę beznadziejnym gatunkiem. Cesarzowa ma racje, jesteście istnym błędem w procesie tworzenia natury. Niczego się nie potraficie nauczyć. Przegraliście dwie wojny z nami, a teraz pragniecie tak gorąco aby wasz gatunek całkiem się wypalił? Chodź tu do mnie, a spełnię Twoje życzenie - mruknął, przyjmując postawę do walki.

 

Peron

Całe miejsce było zatłoczone. White wszędzie mogła dostrzec kucyki. Jednak teraz zdawały się nie zwracać na nią uwagi, nie jak wczorajszego dnia. Wszyscy najwyraźniej byli zbyt zajęci własnymi sprawami lub nawet nie wiedzieli, że wczoraj zatrzymała podmieńca i przy okazji nie dopuściła do tragedii. Miejsce było tak żywe i spokojne, że można było odnieść wrażenie, że Equestria jest taka jak dawniej za panowania księżniczki Celestii. Nagle ktoś lekko szturchnął White. Tym kimś okazał się całkiem okazały brązowy jednorożec, ubrany w zieloną koszulkę i brązowym kapeluszem na głowie. Jego postura, mogłaby wskazywać, że to gwardzista na urlopie. Ten spojrzał nagle na klacz i ściągnął kapelusz.

 

- Bardzo przepraszam, śpieszę się i trochę zamyśliłem się za bardzo - powiedział, oddając lekki ukłon i odchodząc. Nagle konduktor w jednym z pociągów, zaczął krzyczeć że pociąg do Ponyville odjeżdża za pięć minut i zapraszają pasażerów.

Link to comment
Share on other sites

Lucius zauważył że jego tatkyka za chwilę skończy działać i rosproszył swoich ludzi, ale sam został na miejscu. Terens w ten czas zauważył że wróg na niego biegnie toteż stanął na równe nogi i kontratakował wroga. Miał łatwiej, gdyż pretorian który dotąd ciskał kamieniami, przyszedł mu z pomocą. Włócznik, który widocznie był zajęty uważaniem na przestrzeń przed sobą, musiał się zmierzyć z atakiem od tyłu, który przeprowadził właśnie buntownik przy pomocy swojej maczety. Eryk zawył lekko z bólu, w karku ale obruszył się zacisnął zęby - Sądzisz skurwielu że twoja wyniosłą gadka nas pokona? Era tego cholernego cesarstwa dobiega końca... - Cezar nadal kontynował wyklinanie oficera, bowiem poczuł się naprawdę wukrwiony. Lucius, zauważyl że przywódca organizacji ma problemy, toteż wykorzystał to że nadal panuje ferwor walki i cisnął z całej siły kamieniem w kierunku oficera. Kątem oka, Eryk to zauważył i nadal obrzucał przeciwnika bluzgami, czekając aż oberwie kawałkiem skały i zyska okazję do wbicia mu maczety w pysk.

 

Link to comment
Share on other sites

     Nawet nie wiadomo kiedy przed nosem Fate pojawił się pergamin na którym to zaczęła pisać dość zamaszystymi ruchami, zapisując wszystko w swoistym stenogramie, by niczego przypadkiem nie zapomnieć. Znaki te były praktycznie nie do odczytania dla obserwatora mimo że używała typowego equestriańskiego alfabetu, jednak z niego zostały tylko niewielkie wężyki z pozjadanymi zbędnymi literami... Haze podniosła głowę, kopyto ogiera musnęło jej metalowy policzek z delikatnym stuknięciem, by oddalić się i sama zobaczyć, jakie cuda dzieją się na zewnątrz... Mask była niewzruszona. Dla niej to nadal było mało...

     - Czarna magia to nie jest nic nadzwyczajnego... - Pokręciła głową, wzdychając cicho, bo nie lubiła gdy magia służyła złym intencją. - To tylko nazwa w większości przypadków... - westchnęła spoglądając na ogiera, nie do końca rozumiejąc jego strach. Już, tą zwykłą magią można było nabroić. A czarna tylko zawierała najgorsze cechy. - W niektórych światach nekromancja jest tak nazywana... A to z jej pomocą można uleczyć najcięższe rany, a nawet spróbować otworzyć bramy Tartaru. Co w tym złego? - Ton jej się zmienił z jednej chwili. Na bardziej pesymistyczny, gdy sama sobie odpowiadała na pytanie...

     - W łamaniu zasad... Niektóre rzeczy nie powinny się wydarzyć, bo niszczą równowagę... To jest czarna magia, a ja widziałam gorsze rzeczy. Jak ciemność pochłania cały świat, zmienia go na własną modłę. To jest straszne - stwierdziła odchodząc od okna spoglądając na ogiera... Uśmiechnęła się ale oczy nadal miała dość poważne. -  Zawsze weryfikuje prawdę z paru źródeł, ale nie podobają mi się te igrzyska... Musimy znaleźć Crystal i ją powstrzymać zanim do tego dojdzie... Ale najpierw do świątyni?

Link to comment
Share on other sites

Konwój

- Zabawne - zaczął chichotać, oficer. - Masz racje, to już powoli dobiega końca. Ty, ja i nasi ludzie, wszyscy jesteśmy częścią tej gry, która z góry została już ustalona. Wy jeszcze tego nie widzicie, ale my owszem - uniósł nagle miecz, a jego ostrze zaczęło czernieć. Zupełnie jakby zatopiło się w smolę. - O wielka, oddaje Ci te ofiarę, jako, że nie jesteśmy godni żyć dla ciebie! - wrzasnął ogier, ale zdecydowanie, nie w stronę Eryka. Wyglądał jak szaleniec, który mówi do siebie. Zamachnął się nagle mieczem, ale nie zaatakował kucyka przed sobą, a wbił miecz we własną klatkę piersiową. Nawet nie wrzasnął, gdy ostrze przebiło jego ciało i zbroje. Wszystko działo się tak szybko, że kamień rzucony przez Luciusa, uderzył oficera, ale dopiero gdy ostrze przebiło jego ciało. Na oczach Eryka, zbroja jednorożca zaczęła się zgniatać niczym puszka, zupełnie jakby nikogo nie było w środku. W końcu kawałki wygniecionej zbroi upadły na ziemię. W środku nie był ciała, tylko jakaś czarna substancja, która zaczęła wylewać się na ziemie.

 

Podobny los spotkał innych gwardzistów, zaraz po tym jak ogier przebił swoje ciało. Martwe ciała powalonych do tej pory gwardzistów, były zgniatane przez własne zbroje, a z ich kawałków wylewała się podobna czarna ciecz. Pegazy będące w powietrzu, w przeciwieństwie do ogiera, który dobrowolnie się dźgnął, zaczęły wrzeszczeć, a ich pozgniatane zbroje i ciecz, która z nich została, opadły na ziemię niczym koszmarny deszcz. Podobny los spotkał pegaza na ziemi, strzelającego z kuszy. To samo czekało kucyka ziemskiego siłującego się z pretorianem, który zaatakował go od tyłu. Terens, mógł zobaczyć również jak gwardzista, z którym walczył, wrzeszczy w agonii, zostając papką. Po niedawnych gwardzistach zostały tylko zgniecione pancerze i ciecz. Nic więcej nie wskazywało, że gwardziści kiedykolwiek tu byli. Potem jednak stało się coś jeszcze. Ciecz z ciała jednorożca, wyglądała jak żywa, tworząc napis "KONIEC JEST BLISKI".

 

Night Tale

- Czemu ta magia niby jest zła? Gdyby była nazywana białą, czy nadal uznawalibyście ją za złą? - zacytował ogier, na słowa, które padły o czarnej magii. - Gdy Crystal się pojawiła, właśnie tak nam powiedziała. Jednorożce zaczęły uczyć się jej w szkole, ale skutki były katastrofalne - zmarszczył lekko brwi. - Miejsce gdzie jestem wolontariuszem, to szpital dla kucyków z problemami psychicznymi. Około osiemdziesiąt procent kucyków, która tam teraz jest, miała kontakt z czarną magią - lekko westchnął. - Nie wątpię w to co widziałyście, ale tutaj czarna magia to nic dobrego. Król Sombra, Nightmare Moon się nią parali, a teraz Crystal - lekko pokręcił głową, na samą myśl.

 

- Jeśli to co mówią jest prawdą, Crystal już o was wie, a jednak nie zareagowała - spojrzał na trzy klacze. - Mogła wejść do Twojego lub moje snu - spojrzał na Dancing of the Fate. - A jednak tego nie zrobiła. Nie wysłała również swoich elitarnych zabójców, ani nawet zwykłej gwardii, by was zabiły. Można więc założyć pewne rzeczy - zaczął lekko dumać. - Nie wie o was, a to co mówią jest tylko kłamstwem, że widzi wszystko. A jednak nie raz pokazywała, że naprawdę potrafi wiele zobaczyć. Może się was boi? - spytał bardziej siebie niż je. - To jednak wydaje się nielogiczne, bo nie wiem czy ona posiada emocje. Zakładam, że nic nie robi, bo czeka na wasz ruch. Może wasze przybycie też byłą częścią jakiegoś jej planu - pokręcił lekko głową. - W każdym razie, nikt nie wie gdzie jest Crystal. Nie mówiąc, że ma wielu fanatyków i armię, więc pokonanie jej od tak nie jest łatwe. Ponadto sama jest potężna. Znalezienie jej, wydaje się niemożliwe. Skoro, nawet nie wiadomo jak dokładnie wygląda. Może to, że pojawi się na Igrzyskach to wasza szansa, by tam się z nią zmierzyć - zmarszczył lekko brwi, patrząc niepewnie na klacze. Na chwilę zatrzymał wzrok dłużej, na Dancing of the Fate, ale tylko na chwilę.- Chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie chcę żeby was też zniszczyła lub uwięziła, jak każdego kto tego próbuje - lekko westchnął. - Pewnie i tak mnie nie posłuchacie, więc niepotrzebnie się produkuje - pokręcił głową zmieszany. - Nie wiem co chcecie najpierw zrobić. Iść do świątyni, a może do szpitala gdzie jest gwardzista, który być może powie wam coś więcej o Crystal. Ten, o którym wam wczoraj mówiłem. Czy może na razie chcecie zjeść śniadanie? - nie był pewny, czy Haze i Qualm Mask jedzą i piją, ale Dancing of the Fate była jednak kucykiem. Kucykiem o wielkiej nieznanej mu mocy, ale jednak kucykiem.

Link to comment
Share on other sites

- Co do... - Eryk spojrzał na pozostałości po oficerze, najpierw ze zdziwienie ale potem z pogardą - I nie wracaj, śmieciu cholerny - splunął na zbroję. Reszta kompanów, zbliżyła się do przywódcy, nadal będąc w małym szoku - Co to miało być? - Lucius pomógł wstać jednemu z pretorian - Do ciężkiej cholery...to nie byli zwykli gwardziści.

Cezar położył kopyto na zbroji gwardzisty i parsknął - Masz rację. To były pomioty przeklętej cesarzowej. Pozbawione własnej woli, wolności swobody. Teraz widzicie, że nasza walka jest słuszna. Jedynym sposobem aby im pomóc to oczyszczenie...oczyszczenie przez ogień. Teraz zdobyliśmy środki dzięki którym misja będzie znacznie wręcz ułatwiona. Nie bójcie się. My nie mamy łańcuchów - pretorianie kiwnęli głowami w akcie poparcia - Dobra, ja pomogę rannym, Terens ty sprawdź co było w tym wozie...a Lucius...mam chyba pomysł jak wykorzystać tą maź. Pod tym śmiesznym napisem, postaraj się napisać też tą czarną substsncją: ,,Legion Pervenit".

- A co to znaczy?

- Legion przybył - po czym zabrał się do oględzin czy aby ktoś z jego oddziału nie doznał poważniejszej rany.

 

Link to comment
Share on other sites

Konwój

Jak się okazało, gwardziści przewozili niewielkie zapasy broni, zapewne na posterunek. W ich pojeździe, znalazło się trzydzieści włóczni, osiem kuszy oraz dwanaście krótkich mieczy. Ponadto, w głębi powozu znalazło się coś jeszcze. Były tam skrzynki, około cztery sztuki. W jednej z nich znajdowały się bełty do kuszy, było ich około dwieście. Jednak w innych skrzynkach znalazła się amunicja do broni palnej. Dwie skrzynki miały amunicje do karabinów, a ostatnia wypełniona była amunicją do pistoletu. Kolejną niespodzianką były dwa karabiny. Z pewnością, nie przypominały tego czym ludzie dysponowali podczas szczytu swojego rozwoju. Bardziej przypominały relikty z dawnych książek do historii. Najbliżej im konstrukcją było, do karabinów typu Gew 88. Ostatnią rzeczą był pistolet, który również na szczyt techniki nie wyglądał. Kojarzył się z modelem pistoletu typu Browning M1900.

Link to comment
Share on other sites

- No...i to się nazywa łup - Terens oblizał się - Cezar, chodź! Mamy tu bardzo okazały okaz. Jeden samopowtarzalny i jeden osobisty, nie mówiąc już o masie amunicji.

Eryk już zebrał informacje odnośnie swoich ludzi i podszedł do wozu. Uśmiechnął się - Kurde lepiej niż się spodziewałem.  

- Co rozkażesz? 

- Lucius, skończyłeś już? 
- Mhm. Tylko uważajcie żeby tego napisu nie zadeptać. Bo robota pójdzie trochę na marne. 

- Dobrz...Więc tak, zawijamy te kusze, włócznie i miecze w materiał, obwiązujemy sznurkami i mamy piękne paczki które kładziemy na grzbiety. Natomiast skrzynki wezmą Lucius i Terens. A karabinem zaopiekuję się ja. W wiosce dam go temu, kto najlepiej rzucał. Znaczy że ma celne oko. A pistolet...od teraz jest mój. W wypadku zagrożenia, szybko pozbędę się jakiegoś natręta. Natomiast każdy z was dostanie własny miecz. Włócznie przekażę tym którzy chcą być legionistami. Kusze otrzymują zwiadowcy. Ogólnie, jak wrócimy do domu, zajmiemy się dzieleniem łupów. Wszystko jasne? 

Rebelianci kiwnęli głowami i zabrali się do zbierania amunicji i broni. W tym czasie, nie niepokojny przez nikogo Eryk, przywłaszczył sobie miecz oficer-samobójcy oraz kryształ z jego zbroji. Tak w ramach upominku

Link to comment
Share on other sites

     - To kwestia czarującego, a nie samej magii... - powiedziała dobitnie, dość mocno uderzając swoim kopytkiem o podłogę, a pod nim poleciało parę iskier które uwolniły się gdy nieświadomie uderzyła w strunę rzeczywistości. - Ona tylko przybiera daną oczekiwaną formę... Nic więcej... Tak jak każdy splot... Jest jak żywa istota, jednak zupełnie obojętna... Jeśli dali się pochłonąć. To był ich błąd - powiedziała dość twardo. Nie akceptując innej odpowiedzi niż jej własna... - To własnie jest powód zmiany aury... Byli za dobrzy jeśli dali się opętać, a w nich uderzyło takie same zło które miało swą równowagę w dobru ich własnego serca, nie sprostali mu... Tylko to doprowadziło ich do obłędu, a nie magia. Czarna magia to tylko nazwa nic więcej. - Zadarła nosek do góry... a w jej oczach zapaliła się lampka ostrzegawcza, gdy kotłowały się w nich piaski czasu.

     - A czy to istotne? Musimy do niej tylko dotrzeć, mamy kompas który nas zaprowadzi...- powiedziała kryształowym głosem Qualm chcąc już ruszyć przez drzwi. To ona miała kompas. Wydawała się znać drogę. Nie pomyślała o żołądku Fate który głośno zaprotestował, a ona się tylko głupio uśmiechnęła, odwracając wzrok... Pegaz wydawała się przewrócić oczami za szklanym ekranem.

     - Najpierw coś zjem, za radą Nighta zajrzymy do szpitala i pójdziemy na rytuał... Potem zobaczymy co dalej - powiedziała Fate spoglądając na ogiera przychylniejszym okiem idąc ku kuchni. - Co dobrego masz? - zapytała się nie mogąc się doczekać by zapchać swój żołądek... Żółtym serem najlepiej... Albo białym twarogiem... 

Edited by Hoffner
Link to comment
Share on other sites

U Hetmana na razie nic zrobić nie mogę więc jak chcesz możesz powoli zaczynać nowy dzień chyba że jeszcze coś planujesz zrobić w tym.

 

Night Tale

Widząc reakcje Dancing of the Fate, nie był pewny, czy jej nie uraził. Do tej pory była niezwykle urocza i spokojna, jednak gdy wchodziło się w temat magii, w którym jak mówiła Haze to Dancing of the Fate, miała być ekspertką, najwyraźniej dawała się ponieść emocjom. Zaniepokoiło go jednak, że na końcu zabrzmiała jak Crystal, wtedy gdy chciała, by jednorożce zaczęły nauczać się czarnej magii. Mimo, że chciał wierzyć w słowa klaczy, to nie potrafił. Widział w końcu jak wiele ta zła ta magia wyrządziła temu światu. Ponadto, czemu zabójcy Crystal najbardziej się opierali jej działaniu?

 

Nim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, nagle wtrąciła się Qualm Mask. Kompas? Nadal nie rozumiał, jak chciały od tak wejść do Crystal i ją pokonać. Zaczynał się coraz bardziej zastanawiać, czy ta pewność siebie, nie wpakuje ich w kłopoty. Nie wiedział tak wiele o światach jak one, ale widział ile Crystal zrobiła przez lata swojej władzy. Nagle jednak dotarł do niego dźwięk jaki wydał żołądek Dancig of the Fate. Miał racje, że klacz mimo tego kim była, nadal pozostawała kucykiem. Spojrzał nagle jak ta już udaje się do kuchni i szybko za nią ruszył.

 

- Mam jabłka z farmy Sweet Apple, owies, cydr, chleb biały, żonkile, jajka, mleko i ser - powiedział na jednym wydechu, doganiając klacz. - Może coś po prostu przygotuje, w końcu jesteście gośćmi - nagle spojrzał na Qualm Mask i Haze. - Czy wy coś jecie? To znaczy... Chyba musicie jakoś uzupełniać energie. Lubicie kamienie szlachetne jak smoki, czy coś? - spytał niepewnie.

 

Sala mroku

Nie istniała ciemność i nie istniało światło. Wiedziała, że musi się zespolić z tym co ją otacza. Każdy normalny kucyk, czy człowiek, stwierdziłby, że otacza ją nieprzenikniona ciemność, której nie było końca. Ona jednak nie była jak wszyscy i dobrze o tym wiedziała. Nie rozumiała wielu uczuć, które jej wydawały się zupełnie obce. Nie potrafiła zrozumieć, czemu kucyki walczyły i buntowały się. Dawniej były słabe i niemal bezradne, a teraz miały moc, by się bronić. Ludzie stanowili podobną zagadkę. Zawsze byli gatunkiem skazanym na porażkę, niezależnie czy sami rządzili, czy z kimś walczyli, zawsze przegrywali. Wiedziała, że nigdy nie pojmie innych, bo nie jest jak oni. Z chwilą gdy się narodziła, matka powiedziała jej, że jest doskonała. Takie właśnie powinny być kucyki. Nie potrafiła tego zrozumieć, ale powiedziała również, że jest przyszłością... Inni się jej bali, wiedziała to dobrze. Wyczuwała lęk wśród sługusów swojej matki. Czuli, że chociaż wygląda jak oni, nigdy nie będzie taka sama. Zawsze bawił ją ten lęk. Skoro jej się bali, to czemu tak śpieszno było im zobaczyć władczynie? Kogoś o mocy, której nie pojęłyby ich małe móżdżki. Wtedy by zrozumieli, czym jest strach i szaleństwo.

 

Nic nie widziała. Było tu zbyt ciemno. Ciemność, której nie był w stanie ogarnąć wzrok ani przebić żadne światło. Mimo to nadal czuła. Czuła jak powietrze wokół się zmieniło. Przeciętny kucyk, czy człowiek, nie mógł tego dostrzec, ale ona tak. Słyszała i czuła, widząc, z której strony, nadchodzi atak. Nim ją dosięgnął, zrobiła teatralny unik, wybijając się na jednym przednim kopycie. Z siłą, której nie posiadał żaden jednorożec. Ostrze, które zostało w nią rzucone, uderzyło w coś twardego. Ponownie to poczuła. Teraz atak był zupełnie inny, niż do tej pory. Zbliżał się do niej coraz szybciej, a gdy był już wystarczając blisko, zamachnęła się przednim kopytem, czując jak trafia coś twardego. Zaraz potem rozległ się dźwięk upadku. Nieprzytomne ciało, leżało tuż obok niej. Był na jej łasce, mogła go zabić gdyby tylko chciała. Cóż to jednak? Poczuła atak z kilku stron. Szybko cofnęła głowę, nim ostrze zbliżyło się do jej pyszczka. Następnie upadła plackiem na ziemię, czując zbliżający się atak w grzbiet. Kolejny nadszedł z powietrza. Potoczyła się szybko po ziemi i zmarszczyła wściekle brwi. Jej róg zaczął lśnić z niezwykłą intensywnością, a potem rozległ się ogromny błysk, którego nie można było dostrzec w otaczającej ich ciemności. Lekko mrugnęła, wyraźnie zawiedziona.

 

- Koniec! - wrzasnęła, a przez hełm, nie mogli wiedzieć, że jest klaczom. Celowo ukrywała swoją płeć, tak by nikt nie wiedział. Wraz z jej krzykiem, ciemności zaczęły powoli zanikać i zaczęło wdzierać się światło. W pustym pomieszczeniu, pełnym nieznanych obcych symboli. Na ziemi leżały cztery kucyki, odziane w nietypowe zbroje, sugerujące jasno, w jakim oddziale służyli. - Ani jeden nawet mnie nie trafił - pokręciła wściekle głową. - I wy uważacie się za elitę cesarzowej? Gdybym był waszym wrogiem, już mógłbym was zabić

- Ale nie jesteś - powiedział jeden z żołnierzy, nadal obolały, wstając. Nawet wśród nich, ten kucyk wzbudzał niepokój. Nikt nie wiedział, skąd Crystal go sprowadziła.

- To żadna wymówka - warknęła wściekle. - Cztery godziny nieustannego treningu bez przerwy, to wasza kara za te porażkę, a to i tak za mało - powoli wyszła, słysząc wściekłe pomruki. Nic jej to nie obchodziło. Nie była jedną z nich i nigdy nie będzie jak wszyscy, rozumiała to dobrze.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...