Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Night Tale

Dźwięk, który wydobył się z mechanicznego źrebaka, był naprawdę nietypowy. Z drugiej strony, czy to było dziwne? To nie pierwszy dziwny dźwięk jaki słyszał, gdy ten mechaniczny kucyk ukazywał emocje. Chyba wolał nie wiedzieć, jaki wydaje dźwięki, gdy ogarnia ją rozpacz. Nie był nawet do końca pewny, co służy jej za łzy. Nie sądził, by płakała, jak każdy kucyk, czy człowiek. Z drugiej strony, widząc nastroje Haze, nie potrafił sobie wyobrazić jej smutnej. Miała w sobie tak wiele pozytywnej energii.

 

Zdziwił się jednak, słysząc kolejne słowa źrebaka. Nawet jemu ciężko było uwierzyć, że czas może zdradzać przed kimś swe tajemnice. Bo jeśli tak było, to Dancing of the Fate, nie powinna widzieć przyszłości i wiedzieć z góry, jak skończy się ta wyprawa? Czy jego spotkanie z tymi klaczami przed świątynią, mogło być zaplanowane przez wyższe siły? Nie, to było niemożliwe. To wszystko był zwykły zbieg okoliczności, to on często kieruje życiem. Słysząc jednak, że wszystko co trawi jego krainę, jest spowodowane nie dopełnieniem obowiązków Qualm Mask, zmarszczył lekko brwi. Może tym był spowodowany jej gniew? Nie potrafiła sobie wybaczyć. Ciężko mu było również uwierzyć, w rolę Haze. Rozumiał, że być może to prawda, że porusza się z nich najlepiej w wieloświecie, ale ciężko mu było sobie wyobrazić, ją pilnującej Qualm Mask. Ta klacz, wyglądała jednak na najsilniejszą z nich. Ponownie spojrzał na źrebaka. Musiał pamiętać żeby nie oceniać po pozorach.

 

Kolejna rzecz, która dziś go zaskoczyła, to myśl, że dawny kucyk ziemski, może wiedzieć więcej o magii niż każdy jednorożec w tym świecie. Musiał z nią o tym porozmawiać, ale czy mu odpowie? W końcu to Dancing of the Fate zaznaczyła granicę pytań. Kolejna znów sprawa, to Crystal. Coraz bardziej myślał, że ona nie jest kucykiem, ale nawet one, nie wiedziały do końca czym jest. Co może kryć się za tym wszystkim? Zaraz jednak jego wzrok skupił się na obrazie statku, który stworzył źrebak. Nadal nie potrafił w to wszystko uwierzyć. Miejsce, w którym były, było tak niesamowite, a jednak jak wcześniej go ostrzegały, były zagrożenia. Takie jak potwór, którego właśnie oglądał. Pokręcił słabo głową i lekko się uśmiechnął.

 

- Cieszę się, że tu trafiłyście, a ja miałem okazje was poznać. Chociaż to straszne, że w tak niebezpieczny sposób... - lekko ziewnął. Widać jednak, że z powodu zmęczenia, a nie znudzenia. - Przepraszam... - lekko się zarumienił. - To był naprawdę długi i niesamowity dzień - lekko westchnął, idąc w kierunku szafy, z której wyciągnął poduszkę i koc, kładąc obie rzeczy na kanapie. Najwyraźniej odstąpił jedyne łóżko Dancing of the Fate. - Mam tylko nadzieje, że to wszystko, nie okaże się snem, który zrodziła moja głowa - znów spojrzał na Haze. - Wiesz pomyślałem, że może wiem jakbyś mogła się poruszać po naszym świecie, nie zwracając na siebie uwagi. Gdybyś udawała zabawkę, która potrafi tylko chodzić i nic nie mówić, gwardziści mogliby ciebie ignorować - lekko mrugnął, jakby zdał sobie z czegoś sprawę. - To nie tak, że chce Cię obrazić, ale pomyślałem, że to mogłoby Ci pomóc, jeśli tak nie lubisz siedzieć w kapeluszu Dancing of the Fate. A przy okazji, chyba jesteś ciekawa naszego świata i tak mogłabyś go oglądać - słabo się uśmiechnął. - Naprawdę was polubiłem.

Link to comment
Share on other sites

Włamywacz

Nic nie powiedział, gdy Eastwind go chwyciła. Zrobił tylko to, co mówił wcześniej. Uderzył kopytem w okno, które nagle się potłukło i wydało przy tym charakterystyczny dźwięk. Tak jak przewidział wcześniej ogier. Na podwórku już słychać było krzyki gwardzistów. Część z nich układała się w łatwe do zrozumienia słowa "Słyszałeś to?" "Cholera, idziemy to sprawdzić". Nim jednak gwardziści zdołaliby dobiec do budynku, ogier zamachnął się liną i zaczepił jej hak o dach sąsiedniego domu. Zaraz potem wyskoczył z klaczą na grzbiecie, trzymając się z całej siły liny. Niedługo później oboje wylądowali na dachu. Siła upadku była tak silna, że Eastwind musiała puścić ogiera, który potoczył się pod krawędzi dachu, niemal spadając. Szybko jednak doszedł do siebie, wciągając linę na górę, w ostatniej chwili nim gwardziści ją spostrzegli. Dopiero potem znów spojrzał na klacz.

 

- Cholera, nadal dzwoni mi w uszach - warknął potrząsając głową. - Muszę się przyczaić, bo dziś nie ucieknę ze swoim łupem za dużo sługusów cesarzowej na ulicach - mruknął, patrząc na budynek, do którego niedawno się włamał. - Dotrzymałem swojej części umowy i bezpiecznie nas wyprowadziłem - burknął, odwracając się do klaczy. - Mam więc nadzieje, że gdy pomogę Ci zejść na dół, Ty będziesz na tyle miła, że nikomu nie powiesz, że mnie tu widziałaś, zgoda? - spytał przechylając głowę na bok.

Link to comment
Share on other sites

- Oczywiście. Ej, zaraz, nie pamiętam wchodzenia w żadną wiążącą umowę. Ale, co tam. W końcu uciekliśmy razem. Nie będę sama na siebie donosić, a nie ma opcji, żeby to pominąć i wyjaśnić, jak zdobyłam informacje. Całkiem sprytne - skomentowała. 

- Znaczy się, trzymam pyszczek na kłódkę. 

 Obejrzała uważnie swoje ciało. Nigdzie jej się nie wbiło szkło, więc było całkiem dobrze. Derka też nie podarta, nic nie wypadło z kieszeni. Nadal miała spryskiwacz, ale nie było raczej potrzeby amnezjować ogiera - nie doniesie na nią władzom. Pozostawał tajemniczy ktoś, kto go zatrudnił. Eastwind nie miała pojęcia, kim taki ktoś mógł być. Biorąc jednak pod uwagę postawę włamywacza, o wiele bardziej przejmował się on błyskotkami niż jakąkolwiek samozwańczą buntowniczką.

- A skąd wiesz, że na dole nie ma strażników? - zagadała, będąc już w drodze do wyjścia - Rozumiesz, wolę mieć pewność. Masz jakieś specyficzne plany ich działania w wyniku takiego włamania, czy coś? 

Link to comment
Share on other sites

- Wątpię bym dała radę utrzymać pozory bycia otępiałą... Niespełna rozumu - powiedziała klaczka chowając swój pyszczek jakby się zaczynała się rumienić... Odczuwać delikatne zażenowanie, jak wyglądałoby to gdyby spróbowała zrobić dokładnie to o czym powiedział ogier. Udawać zabawkę, tylko ona... I w tym momencie swojego rozumowania się cały czas gubiła... - Nie obserwować wszystkiego wokół... To jest za bardzo ekscytujące. Nie dałabym rady... - westchnęła pochodząc do okna by móc spojrzeć w gwiazdy, które tak rzadko mogła obserwować. W jej krainie nie istniały... Tylko kolejne odległe wyspy przebiegały po horyzoncie w idealnej harmonii...  - Ja już lepiej zostanę w tym kapeluszu... Tam nie jest tak źle... A może coś wymyślę? - zapytała sama siebie zastanawiając się jakby jeszcze mogła rozwiązać bieżące problemy, ale nic do głowy jej nie przychodziło. - Miłych snów... Poczuwam nad tobą... - Odwróciła się do niego i puściła mu naprawdę przyjazny uśmiech, zanim ciała niebieskie jej nie pochłonęły zupełnie. Nawet ucichło delikatnie terkotanie jej rozlicznych mechanizmów. - Też się cieszę że cię spotkałam... Nie żałuje tego.

Link to comment
Share on other sites

Włamywacz

- Czy każdy musi doszukiwać się problemu, którego nie ma? - warknął ogier, patrząc na klacz. - Wiem jak zachowują się gwardziści, bo to nie pierwszy raz kiedy jestem w takiej sytuacji i wiem więcej niż trzeba, jeśli chodzi o zachowanie w obecnej chwili - lekko westchnął. - Teraz będą próbowali ocucić swoich nieprzytomnych kumpli i tego pajaca w domu - uniósł swoje kopyto, na coś patrząc. - Najpierw będą przeszukiwali dom, myśląc, że gdzie tam się chowamy. Potem zaczną chodzić po okolicy, szukając nas w zaułkach. Niestety, zablokują przy tym wszystkie drogi wyjścia, dlatego dzisiaj nie zdołam stąd wyjechać i muszę poczekać. Jeśli jednak nadal mi nie wierzysz, że jest bezpiecznie, to mogę odprowadzić Cię do domu - zmrużył oczy. - Nie wiem jednak, czy inteligentnie jest pokazywać złodziejowi gdzie się mieszka

 

Night Tale

- Rozumiem Cię, Haze - mruknął ogier, wchodząc spokojnie pod koc. - Zapewne gdybym był w Twoim świecie, też bym nie potrafił się, nie ekscytować wszystkim wokół - lekko się uśmiechnął. - Szkoda, że nie istnieje sposób, byś przybrała obraz bliższy naszem,u coś jak moc podmieńca albo po prostu jakaś iluzja - lekko ziewnął. - Dziękuje za wszystko i... - lekko zmrużył oczy. - Nie zwracajcie uwagi na dziwne dźwięki, panoszące się w nocy - lekko westchnął. - Niedaleko mojego domu, kręci się kilka dziwnych stworzeń, pewnie uciekły z lasu - powiedział zamykając oczy i zasypiając.

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

Star stała obok i przyglądała się jak Sinister dotyka berła rogiem, zastanawiało ją co czuje w kontakcie z mocą Crystal która zdawała się najsilniejszą istotą posługującą się magią w Equestrii, przez chwilę sama chciała spróbować przejść ten rytuał ale nie była pewna jak artefakt zareaguje na kucyka utkniętego w innym wymiarze bez ciała. Spell natomiast była zaskoczona widząc jak laska wypełnia się czernią, jej wzrok podążył za czarną kroplą spadającą na ziemie i został w miejscu tam gdzie wyparowała. Czarna magia - usłyszała werdykt i wiedziała że na nic nie zda się ściemnienie że nie wie o co chodzi jednak poczuła jednak ulgę że nie odkryli całego jej talentu.

- Widzisz? - Odezwała się Star z wyższością w głosie. - Crystal nie oszukałaś a ty porywasz się na oszukanie fatum - Do uszu obydwu klaczy zaczęły dobiegać głosy kapłanów i kucyków. - Nic złego nie zrobiłaś, tak jak każdy jednorożec przybyłaś odbyć rytuał ale jako jedyna zostałaś uznana za potwora który pojawił się żeby ich wszystkich pozabijać - Oczy Sinister zapłonęły zielonym kolorem i zaczął wydobywać się z nich fioletowy dym. - Historia się powtarza. Skoro się boją nic im nie przeszkadza by zacząć żywić do ciebie negatywne odczucia. 

- Twoje próby są żałosne - Powiedziała do Star a jej oczy zgasły. White nauczyła ją jak lepiej panować nad swoją złością i gdyby nie ona zapewne byłaby już w trakcie ataku na jakiegoś kucyka. - Nadal uważasz to szczęśliwy dzień dla mnie? - Teraz zwróciła się do kapłana patrząc na niego. - Sekret trzymany 6 lat w tajemnicy właśnie się wydał i nawet jeśli uznacie mnie za... Stabilną cokolwiek to oznacza to niesmak w Ponyville pozostanie. W najgorszym razie czeka mnie kolejna przeprowadzka - Wzruszyła ramionami i zorientowała się że jest otoczona przez gwardię. - Nie stanowię zagrożenia dla innych jeśli o to chodzi. Nie umiem czarnej magii od wczoraj a nikogo nie skrzywdziłam.

Link to comment
Share on other sites

Świątynia Ponyville

- Oczywiście... - powiedział niezwykle spokojnym tonem, gwardzista, stojący na czele innych. Kucyki w tym czasie cofały się bardziej, spoglądając na Sinister jak na odmieńca. Kapłani również się nie mieszali, przyglądając całej sytuacji. - Nikt tak nie uważa, panienko - mówił dalej gwardzista, unosząc kopyta w powietrze, jakby chciał tym gestem jej pokazać, że nie musi się bać. - To okrutna Celestia ścigała i zamykała takich jak Ty. Obecna władczyni, nie jest wrogiem czarnej magii. Potęga jest dla wszystkich, o ile są w stanie nad nią panować - inni gwardziści się nie ruszali, ale wyglądali na gotowych gdyby coś zaszło. - Musi jednak pani zrozumieć. Wszystkie księgi czarnej magii są pod opieką miłościwej Crystal, tak by nikt sobie nie zrobił krzywdy. My też chcemy pani pomóc, dlatego musimy zadać pani kilka pytań, to nic takiego. Chcemy tylko wyjaśnień skąd pani nabyła te wiedzę. Proszę spokojnie wyjść z nami - spojrzał na przerażone kucyki. - Sama pani widzi, że to nie jest dobre miejsce na takie rozmowy

Link to comment
Share on other sites

- Mówiłam że ci postróżuje... - zaszczebiotała, już z mniejszym entuzjazmem jak gdyby coś innego przejęło nad nią moc... rozmyślała naprawdę długo nad tym co powiedział, prawda była jednak była taka że wydawała za wiele dźwięków. Których nie zdołałaby zdusić, a terkotanie zegara na rynku takiego jak ona nie było możliwe... Nawet gdyby panował niesamowity harmider i tak z dużą dozą pewnością pozostawała by dostrzegalna jako jedna z pierwszych. Nie znała magii umożliwiającej jej ukrycie własnej tożsamości. Jednak nie ubolewała nad tym. Mogła zrobić wiele innych rzeczy.

Edited by Hoffner
Link to comment
Share on other sites

Co on tak warczy? Ma wściekliznę czy coś?

- Poradzę sobie sama - powiedziała tonem kończącym rozmowę. 

Zbliżyła się do wyjścia i wzięła głęboki oddech. 

 Okej. Podsumowanie: spotkałam pospolitego, acz uzdolnionego złodzieja. Jest to prawdopodobnie kucyk ziemski, gdyż pegaz nie potrzebowałby linki z hakiem, a jednorożec uzdolniony na tyle, żeby powalić kilku strażników naraz po cichu, powinien umieć się teleportować. Nigdy też nie użył przy mnie telekinezy, nawet gdy myślał, że nikt nie patrzy. Jednorożce kochają używać telekinezy. Może wiadomości podadzą, jak powalił strażników. Gaz, może? Magia z innego ukradzionego artefaktu? W każdym razie działa dla pieniędzy (jeśli wierzyć jego słowom), ciągle warczy i jest trochę dupkowaty. Ukradł kryształowe lusterko dla kogoś spoza Królestwa. Miał dobry plan, ale raczej nie pożyczy mi tabelki z godzinami zmian strażników. Notatka do siebie: następnym razem nosić przy sobie zegarek. Albo nie pchać się w następne razy. Nie po to tworzę organizację, żeby samej się szwendać po nocy po obcych domach. Dobrze, chyba będę już wracać do domu. To będzie... Chyba na prawo. Ok. 

- Dobranoc - powiedziała cicho, po czym wyszła. 

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

Patrzyła podejrzliwie na cały ten nonsens. Mówią że nikt nie uważa jej za zagrożenie... Jak jednak zachowują się inni? Jednorożec stara się mówić spokojnie, reszta gwardzistów jest w gotowości jakby Sinister w każdej chwili mogła zrobić coś głupiego a ta chęć pomocy brzmiała jakby uważali że nie panuje nad swoją mocą. Wyjście ze świątyni natomiast miało sens ponieważ kucyki widocznie się jej bały jednak co jeśli chcą uniknąć potencjalnych ofiar wśród cywili a spacyfikują ją dopiero na zewnątrz? To również była jedna z możliwości.

- Nikt tak nie uważa? - Powiedziała z wymuszonym uśmiechem. - Niech ci będzie że wierzę w twoje słowa - Spojrzała na czwórkę gwardzistów przygotowanych na najgorszą sytuację. - Mimo wszystko to nie jest moja wina że się boją, mam takie same kopyta jak ty czy każdy inny - Teraz jej oczy zwróciły się na przerażone osoby patrzące na nią z odrazą. - Zgaduje jednak że Celestia czy inna władza kucyki nadal takie same. 

- Wierzysz w ich dobre intencje? - Star zapytała Spell stając przed nią w pewnej odległości. Po chwili zobaczyła jak delikatnie ruszyła głową na boki i wiedziała że to sygnał dla niej. - Tak myślałam.

- To kto idzie przodem? - Zwróciła się do gwardzisty by wiedziała za kim ma wyjść ze świątyni. Jej nauczycielka nadal pozostawała naprzeciwko Sinister idąc tyłem. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

No dobrze, jako, że u niektórych, nie mam co za bardzo zrobić i co niektórzy gracze też nie mają za bardzo możliwości ruchu, lekko namieszam w czasie. Tak więc dla tych, którzy nie mają już co robić, uznamy, że minęła noc. Inni gracze, którzy nadal mają coś do zrobienia w obecnym dniu nadal w nim tkwią. Później spróbuje wyrównać czas dla wszystkich, ale póki co, trzeba zrobić takie rozwiązanie, by nikt się nie nudził.

 

Ponyville Night Tale

Słońce zaczęło powoli wstawać, zaczynając kolejny dzień. Noc w okolicy domu Nighta była spokojna. Czasem słychać było jednak podejrzane dźwięki, dobiegające gdzieś z okolicznych lasów, ale nic ponadto. Tak jak powiedział też ogier, gwardia raczej nie kręciła się w okolicy jego domu, patrolując bardziej zamieszkałe rejony. Haze, mogła zaledwie może dwa razy zobaczyć w nocy niewielkie grupy kucyków odziane w zbroje. Sam ogier spał w nocy wyjątkowo spokojnie. Wszystko wskazywało, że mimo braku księżniczki Luny, nie miał koszmarów. Nagle jednak po domu rozniósł się huk, gdy ogier spadł z kanapy nad samym rankiem. Leżał chwilę, lekko zdezorientowany, aż nagle przypomniał sobie cały wczorajszy dzień. Szybko się podniósł, nie zauważając że jego kopyto zaplątało się w koc i gdy tylko próbował się ruszyć, zaraz po wstaniu znów upadł na ziemię, lekko marszcząc przy tym brwi. Odwinął koc i znów się podniósł, rozglądając wokół.

 

- Jesteście tu, czy po prostu kompletnie oszalałem? - spytał niepewnie, nadal lekko zaspany.  Czuł jak słońce, wpadające przez okno, drażni go po oczach. Sam już nie wiedział, co było fikcją, a co rzeczywistością. Jeśli naprawdę istniały, to czy mogły odejść nic nie mówiąc? A może to wszystko był sen? Tak bardzo pochłonął się badaniami, że umysł zaczynał płatać mu figle. Sam już nie wiedział.

 

Crystal Empire

Zaraz po tym jak Eastwind wróciła do domu, słońce coraz bardziej zaczęło wznosić się na niebie. Klacz  w drodze powrotnej, nie zobaczyła już ogiera, który niedawno się włamał. Nim odeszła, rzucił jej tylko ostatnie spojrzenie, mówiąc szorstkie "Dobranoc" nim zniknął w jednym z ciemnych zaułków. Wszystko wskazywało, że nie miał też zamiaru jej śledzić, zapewne uznając, że nie jest groźna, skoro nawet nie widziała jak dokładnie wygląda. Droga do domu również przebiegła dla klaczy spokojnie, bo jak się okazało, gwardziści tak jak powiedział wcześniej ogier, zajmowali się teraz bramami miasta i domem, do którego się włamano.

 

Promienie słońca, które mogła zobaczyć klacz, sugerowały, że wkrótce nastąpią poranne ogłoszenia. Ponadto, mogła usłyszeć w okolicy swojego domu, rozmowy wściekłych gwardzistów. Nie było to nic dziwnego, w końcu do włamania doszło w jej sąsiedztwie. Można było jednak wywnioskować z rozmów, że gwardziści nie zdołali dorwać włamywacza, więc nie będzie go raczej na porannej egzekucji, jeśli znów jakieś się odbędą. Nagle klacz mogła usłyszeć pukanie do jej drzwi.

 

Okoliczne wsie

Podobnie jak nad resztą krain i tutaj słońce zaczęło pokazywać swoje promienie. Jak zawsze rolnicy musieli wstać szybciej, by zająć się uprawą roślin i hodowlą. Ponownie w okolicy, pojawiły się patrole gwardii, pilnujące porządku. Tym razem jednak wyglądały na bardziej liczne. Nie było żadnych ciał poległych, podobnie jak martwych robali. Zupełnie jakby wczorajsza bitwa nie miała miejsca. Nie było nigdzie nawet śladów krwi insektów, czy ich ofiar. Jedyne co wskazywało, że wczorajsza walka w ogóle miała miejsce, był zapach spalenizny, rozchodzący się po okolicy. Spalone truchła owadów, nie pachniały zbyt przyjemnie, zupełnie jak spalony plastik.

 

Ponyville świątynia (Nadal poprzedni dzień)

- Pójdzie pani za mną - mruknął jednorożec, który cały czas do tej pory do niej mówił. Zaraz potem, zaczął ją prowadzić z oddziałem gwardzistów ku wyjściu. Kucyki widząc klacz, wyprowadzaną przez gwardzistów, schodziły na bok, zupełnie jakby miała ich czymś zarazić. Co niektórzy jednak rzucali jej wściekłe spojrzenia, najwyraźniej oburzeni jej niedawnym komentarzem. Zaraz po tym jak znaleźli się na zewnątrz, Sinister mogła zauważyć, że nie ma tutaj klaczy, która miała na nią czekać. Musiała uciec, zaraz po tym jak zaczęła się afera. Możliwe też, że uciekła ze strachu przed Sinister, słysząc, że ta używa czarnej magii. Mieszkańcy rzucali niepewne spojrzenia klaczy, nie wiedząc co zrobiła. W końcu, nie wszyscy byli na rytuale. Mimo to każdy kto szedł otoczony przez gwardię, w taki sposób, nie wywoływał dobrego odczucia. Nie było również tajemnicą, że plotki o tym co zaszło, szybko się rozejdą. Nagle jednak gwardziści stanęli.

 

- Co to jest? - spytał jeden z nich, pokazując na coś co przypominało piłki.

- Sprawdź - warknął ogier, który niedawno rozmawiał z Sinister. Gwardzista powoli ruszył w kierunku przedmiotu i lekko go poruszył.

- To tylko jakieś zabawki - mruknął, gwardzista, widząc jak piłka się toczy. Nagle jednak z każdej piłki zaczął wydobywać się gaz. Tym razem jednak przypominał zwykły dym. - Co jest do cholery?! Trucizna?! - szybko jednak się okazało, że gaz był tylko zwykłą zasłoną dymną. Nagle Sinister mogła poczuć jak ktoś chwyta ją za kopytko.

- Spieprzamy - powiedział jej dobrze znany głos, próbując wyciągnąć ją od gwardzistów. Nagle jednak, jeden z gwardzistów, rzucił włócznie, która przejechała po grzbiecie klaczy, próbującej pomóc Sinister. Mimo, że się w nią nie wbiła, pozostawiła na niej mocno krwawiącą ranę. - Cholera - syknęła, zaciskając zęby.

Edited by Magus
Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

- Planujesz uciekać czy po prostu dasz się przesłuchać? - Zapytała Star nie wierząc że puszczą ją wolno po paru pytaniach, uważali ją za zagrożenie ponieważ uznali że nie panuje nad swoją mocą. To nie była do końca prawda, nauczyła się kontrolować swój talent który wymykał się spod kontroli tylko pod wpływem gniewu. To było jednak pewne że jej nie zrozumieją, dla nich nie liczyło się dobro pojedynczego kuca a ogółu. Sinister zamknęła prawe oko dając do zrozumienia że wybiera drugą opcję. - Błąd - Zawyrokowała patrząc krytycznie na swoją uczennicę. Nie wiedziała jednak że jej plan zależy od tego jak przebiegnie rozmowa z gwardią i jeśli sprawy przybiorą zły obrót dopiero wtedy ucieknie. Stało się jednak coś czego obydwie klacze nie przewidziały.

- Kulki? - Powiedziała cicho Sinister, wiedziała do kogo należą i co zaraz może się stać. Nie chciała by ta nieznajoma ją ratowała, nie była w beznadziejnej sytuacji i nie potrzebowała pomocy. Tak naprawdę wolała radzić sobie sama by nie musieć się martwić o innych. Zanim jednak wpadła na pomysł jak dać jej do zrozumienia że panuje nad sytuacją było za późno, z metalowych pojemników zaczął wydobywać się gęsty dym i nagle poczuła jak ktoś chwyta ją za kopyto. - Zdurniałaś? - Odezwała się z pretensjami do wybawicielki i zobaczyła jak włócznia rozdziera jej grzbiet. Wiedziała że teraz będzie spowalniać ucieczkę przez ból dochodzący z rany ale nie mogła jej zostawić skoro ryzykuje własne życie dla kucyka poznanego zaledwie dzisiaj. Złapała za jej kopyto a w między czasie szybko wygrzebała z pomiędzy włosów i piór strzykawkę z zaledwie paroma-mililitrami cieczy. - Potrzebujesz morfiny czy dasz radę biec bez tego? 

Link to comment
Share on other sites

Nieznajoma

- Poradzę sobie... - mówiła zaciskając zęby i ciągnąć Sinister w jakieś nieznane miejsce. Gwardziści coś krzyczeli, ale klacz zdawała się nie zwracać uwagi na to. Nawet nie zwracała uwagi na krew, która wydobywała się z jej grzbietu. Na pewno można było powiedzieć, że musiała być wytrzymała. Dym nadal się unosił, tak, że gwardziści, nie dostrzegali ich drogi ucieczki. - Nie mamy na razie czasu... - mówiła nie zatrzymując się, chociaż oddech klaczy był nieco cięższy. Prowadziła Sinister z dala od oczu innych kucyków, tak by nikt ich nie widział. - Nie pozwolę żeby znowu się to stało... - wyglądało, że teraz mówiła to bardziej do siebie. Po niedługim czasie, wbiegła z Sinister do wyjątkowo śmierdzącego tunelu z dala od domów. Klacz, mogła zobaczyć przepływające resztki w szlamowatej wodzie. Nie trudno było się domyślić, że przepływały tędy kanały. W końcu nieznajoma puściła kopytko Sinister i upadła zdyszana na ziemię, patrząc na nią słabo i posyłając jej równie słaby uśmiech. - Cholernie piecze... - skomentowała, w końcu swój stan. - Ale zabawa była niezła... - ciężko westchnęła. - Jeśli nie masz nic co mi pomoże, to muszę udać się do znajomej, inaczej pewnie tu zdechnę - znów słabo się uśmiechnęła żeby ukryć powagę sytuacji.

Link to comment
Share on other sites

 Klacz wiedziała już, że nie zaśnie z powrotem. Zdjęła derkę, odłożyła spryskiwacz na swoje miejsce i wstawiła wodę na kawę. Dużo kawy. Siadała właśnie do wczesnego śniadania, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Serce zmarło w jej piersi, po czym wróciło do pracy w przyspieszonym tempie. 

 Spokojnie, Eastwind. Nie mają podstawy, żeby cię podejrzewać. Masz prawo do milczenia. Zachowaj spokój. Głębokie wdechy. Zachowuj się normalnie. Głębokie wdechy. Nic nie widziałaś, nic nie słyszałaś. Głębokie wdechy. 

- Idę! - zawołała po chwili, a jej ton głosu był bardziej poirytowany niż przerażony.

 Klacz wyjrzała przez Judasza w drzwiach, zanim je uchyliła, nie zdejmując wewnętrznego łańcucha. 

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

- Skoro tak uważasz... - Powiedziała biegnąć za nieznajomą, trochę jej nie doceniła ale to głównie dlatego że zapomniała o pewnym fakcie - Jest kucykiem ziemskim i ma ich wytrzymałość, postrzelisz takiego a pomyśli że to tylko cierń. Mimo to wiedziała że rana jest poważna, traciła sporo krwi a zwiększona ilość uderzeń serca przez wysiłek fizyczny na pewno w tym nie pomagała. Miała nadzieje że dadzą radę zgubić gwardzistów zanim jej wybawicielka znajdzie się w zbyt ciężkim stanie przez który może stracić życie. Po chwili jednak wbiegli do tunelu który okazał się ich kryjówką, niezbyt miłą ze względu na zapach i nieczystości ale nadal było to lepsze miejsce niż otwarte pole.

- W takich chwilach jak ta cieszę się że nie mam nosa - Odezwała się Star ze złośliwym uśmiechem a następnie zwróciła wzrok na jej upadającą konkurencje. - Wygląda na to że to była krótka acz wspaniała przyjaźń. 

- Ona jeszcze żyje - Stwierdziła Sinister patrząc na nieznajomą i odwzajemniając uśmiech. Z początku nie była pewna co do tej nowej znajomości ale teraz wiedziała że ta klacz jest warta jej czasu. Można powiedzieć że zrobiła to samo co White, gdy każdy patrzył na nią z odrazą pomieszaną z nienawiścią i strachem ona postanowiła jej pomóc. - Nie nazwałabym tego zabawą, co prawda dawka adrenaliny porządna ale nie warta ryzyka. - Powiedziała poważnie wiedząc że są syntetyczne metody jej otrzymania. - Nie pozwolę ci tu umrzeć. Leczenie ran to nie moja specjalność ale zrobię co w mojej mocy - Zdjęła swoje torby kładąc je w trochę bardziej czystym miejscu i wyjęła z nich czarny pokrowiec, otworzyła go praktycznie od razu ukazując nieznajomej około dwadzieścia osiem niepowtarzalnych sześcianów. Różniły się od siebie przede wszystkim barwą ale i połyskiem co wskazywało na to że każdy jest wyprodukowany z innego materiału. Wybrała z pojemnika dwie kości do gry - pierwsza z nich została wykonana z oliwinu, minerału któremu została przypisana lecznicza moc a druga z nefrytu określanego jako kamień życia. Po chwili zamknęła oczy i wzięła jeden głęboki oddech próbując uspokoić ciało wraz z umysłem co nie było do końca łatwym zadaniem zważając na zapach jaki tu panował. Podniosła lewe kopyto do góry zbierając na jego końcu energię chaosu która przybrała kształt małej nieco przezroczystej ciemnej ćmy. - Posłuchaj mnie. Uwierz że to ci pomoże a wzmocnisz efekt, niestety na jego siłę ma wpływ los... - Powiedziała nie kończąc zdania wiedząc że w tym momencie nie ma to żadnego znaczenia. - Abracadabra - Wyrecytowała otwierając oczy a nocny motyl wystartował lecąc zygzakiem do swojego celu. Po chwili rzuciła kośćmi pozwalając by przeznaczenie zdecydowało, zawsze chciała próbować wpłynąć na ostateczny wynik używając swojej magii jednak nigdy nic to nie dawało a jedynie pogarszało sprawę. Była za słaba by zmienić przyszłość. 

Link to comment
Share on other sites

Crystal Empire

Zaraz po tym jak Eastwind spojrzała w wizjer, mogła ujrzeć troje gwardzistów pod jej drzwiami. Jak zawsze z przodu stał jednorożec i to najwyraźniej on zapukał, a za nim stały dwa kucyki ziemskie lub kryształowe. Ciężko było to ocenić przez zbroje, które zasłaniały całe ciało. Wyglądali na trochę zniecierpliwionych. Dopiero gdy klacz uchyliła drzwi, jednorożec spojrzał na Eastwind, która spoglądała na niego przez niewielkie otwarcie.

- Przepraszamy, że niepokoimy o tej porze - powiedział nagle jednorożec. - Widzi pani, stało się tu coś strasznego - zaczął myśleć, jak dobrać słowa. - Ktoś zaatakował gwardzistów naszej władczyni i ciężko ich ranił, a potem próbował zabić cywila. Mamy też informacje o porwaniu źrebaków przez tego niegodziwca - westchnął, z nieukrywanym zmartwieniem, jakby wierzył w swoje słowa. - Wszystko działo się w pani sąsiedztwie. Chcieliśmy tylko się dowiedzieć, czy widziała tu pani kogoś podejrzanego lub słyszała coś niepokojącego, bardzo wczesnym rankiem?

 

Nieznajoma

Nie była już pewna, jak bardzo zły jest jej stan, ale chyba słuch jej się pogarszał. Miała wrażenie, że klacz, której niedawno pomogła, powiedziała "Ona nadal żyje". Pewnie miało być nadal żyjesz. Słyszała trochę zniekształcone słowa jakie mówiła do niej Sinister, próbując się na nich skoncentrować. Nie było to jednak łatwe. Miała wielką ochotę się położyć w wygodnym łóżku i zasnąć, a potem wyspać się za wszystkie czasy. To nie był taki zły pomysł. Chyba zasługiwała chociaż na tyle. Dotarły jednak do niej słowa, że nie pozwoli jej umrzeć. Klacz nic nie powiedziała tylko znów się uśmiechnęła, jakby nic się nie stało. Wszystko wydawało się dla niej męczące, nawet oddychanie. Rozmowy, więc z góry odpadały. Zabawne, nie sądziła, że tak szybko może się komuś pogorszyć. Wzrok klaczy stawał się coraz bardziej pusty. Miała wrażenie, że widzi już trzy Sinister przed sobą. Czuła się jak na największym haju na świecie. Dotarły jednak do niej kolejne słowa, które brzmiały strasznie niewyraźnie. Miała uwierzyć? Czy chciała nadal żyć? Świat i tak był do bani, więc po co to wszystko? Nie była już pewna co się dzieje i nagle przymknęła oczy. Wszystko wskazywało że to już koniec. Przynajmniej przez niewielką chwilę.

- Jeśli to jest piekło, to wali gorzej niż myślałam - mruknęła, otwierając słabo oczy. - Muszę zapalić

Link to comment
Share on other sites

 Klacz niechętnie otworzyła drzwi szerzej. Oczywiście, że to była straż. Eastwind wysłuchała większości historii bez większych emocji, wyrażając jednak zmartwienie, kiedy strażnik wspomniał o źrebakach. Nie widziała żadnych dzieci nad ranem, a znając nieco sytuację, porwanie wydawało się mało prawdopodobne. Jak i przede wszystkim po co miałby to zrobić?

 Nawet, jeśli wewnątrz Eastwind była sceptyczna, wyraz jej twarzy wyrażał głęboki niepokój. Dziwne w końcu by było, gdyby było inaczej.

- Źrebaki?! Czyje? Tego cywila? Jak tak można! Wie Pan, sama nie mam i raczej ze względu na wiek już nie będę mieć dzieci, ale to naprawdę niepokojące. Może nawet je znam! Straszne!

Eastwind zrobiła przerwę na "uspokojenie i zastanowienie się". Odetchnęła głęboko. 

- Bardzo przykro mi, że nie mogę pomóc. Nie wydaje mi się, żebym w nocy coś słyszała lub widziała. Nawet gdyby tak się stało, to po powrocie do łóżka zapomniałabym. Naprawdę bardzo mi przykro. Biedne źrebięta... 

 Zaraz... Nie powiedzieli nic o włamaniu... Czyżby próbowali to zatuszować? 

- A... czy mają Panowie jakieś podejrzenia, dlaczego ktoś mógłby popełnić tak straszny czyn? Czy ktoś jeszcze może być w niebezpieczeństwie? Wie Pan, to w końcu moja okolica!

Link to comment
Share on other sites

Crystal Empire

- Nie musi się pani martwić - powiedział niezwykle spokojnie ogier, jakby chciał w ten sposób uspokoić klacz. Najwyraźniej ani on, ani jego towarzysze, nie zauważyli niczego niepokojącego w zachowaniu klaczy. - Przełożeni niestety niewiele nam mówią - lekko westchnął. - Coś zaginęło, ale nie jesteśmy do końca pewni co. Dostaliśmy tylko przybliżony obraz tego przedmiotu aby go szukać - lekko się skrzywił, czego pod hełmem nie było widać. - Nie wiemy też zbyt wiele o źrebakach, tylko tyle, że przełożeni nam powiedzieli o porwaniu i napaści i, że osobnik jest prawdopodobnie psychopatą. Mamy więc rozkaz go zabić bez zadawania pytań, by nikomu już nie zagroził - znów lekko westchnął. - Nie musi się jednak pani martwić. Przydzielono do sprawy dwóch żołnierzy z oddziałów śmierci, których wyznaczyła sama cesarzowa. Oni wytropią sprawcę i szybko się z nim rozprawią, jeśli my tego nie zrobimy pierwsi. Mimo to, lepiej niech pani zamyka dom dokładnie na noc, nim sprawa się nie wyjaśni. Dziękuje za pomoc - mruknął na koniec, oddając lekki ukłon, co było znakiem dobrego wychowania nim odszedł.

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell 

Gdy kości przestały się toczyć podeszła do pierwszej z nich wykonanej z nefrytu. - Trzy - Stwierdziła wiedząc że wynik mógłby być wyższy. Spojrzała na drugi sześcian który wskazywał za to sześć oczek. Oznaczało to że rana powinna się uleczyć ale nadal będzie dokuczała jej utrata krwi. Zebrała obydwa przedmioty z ziemi i po dokładnym wyczyszczeniu schowała do pokrowca.

- Nienawidzę gdy to robisz. - Powiedziała z wyrzutem Star. - To nie jest to do czego służy twój talent. 

- Przynajmniej nie ma tu gwardii, w piekle chyba by się jakaś znalazła - Znowu zaczęła ignorować swoją nauczycielkę. Po usłyszeniu potrzeby nieznajomej sięgneła do swoich toreb i wyciągnęła dwa papierosy wraz z zapalniczką. - Po tym wszystkim ja też. Nie sądziłam że berło zabarwi się na czarny kolor. Zamiast tego spodziewałam się czerwonego, paru słów że się nie nadaje i w zasadzie tyle. - Wzruszyła ramionami i podała klaczy fajkę wraz z ogniem.

Link to comment
Share on other sites

Nieznajoma

- Dzięki - mruknęła, zaciągając się papierosem. - Nie mam pojęcia co jest w piekle i mam nadzieje, że szybko się nie przekonam - powiedziała, próbując powoli wstać. Zaraz jednak usiadła, opierając o ścianę, czego szybko pożałowała, wyrażając to krzywym grymasem. - Fajne te twoje czary - mówiła dalej zaciągając się. - Widziałam wszystko, od początku do końca - wróciła nagle do wydarzeń ze świątyni. - Nie wiedziałam co myśleć, gdy wszyscy zaczęli tam panikować - lekko westchnęła. - Nie mogłam tam wejść i Cię wyciągnąć. Za wiele kucyków, więc czekałam, patrząc jak wciskają Ci te kłamstwa o spokojnej rozmowie - lekko zmarszczyła brwi. - Możesz mi wierzyć, to nie byłaby rozmowa przy ciastku i herbacie jak się wydaje - lekko się skrzywiła, jakby wracała do czegoś wspomnieniami. Dopiero po chwili znów spojrzała na Sinister. - Wybacz, musiałam, więc improwizować, żeby Cię wyrwać, bo potem nic by się nie dało zrobić - słabo się uśmiechnęła. - Jak to właściwie z Tobą jest? Jesteś jak ten Sombra, o którym kiedyś gadali, czy coś w tym guście? - spytała znów się zaciągając.

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell 

- Fajne czary? - Zaśmiała się i odpaliła swojego papierosa. - Pokazałam tylko zielone oczy bo się zdenerwowałam ale żadnego zaklęcia nie rzuciłam - Wzruszyła ramionami patrząc na Star. - Gdyby nie White która nauczyła mnie lepiej kontrolować nad moim gniewem na pewno rozpętała by się tam walka a dopiero wtedy kucyki miałyby prawdziwy powód do strachu - Uśmiechnęła się na wyobrażony widok kucyków uciekających w popłochu ze świątyni. - A jeśli chodzi o tego gwardzistę to nie podobał mi się od samego początku ale chciałam spróbować porozmawiać żeby teraz nie musieć się ukrywać. Gdyby spotkanie bez ciastka i herbaty nie przypadłoby mi do gustu po prostu bym zwiała, może nie widać ale też mam swoje sposoby by wydostać się z niemiłych sytuacji - Gdy odpowiadała na pytanie o Sombrze musiała się chwilę zastanowić. - W sumie to nie śmiałabym porównywać się do niego bo jako pojedynczy jednorożec miał wystarczająco dużo mocy do opanowania całego królestwa a ja mogę co najwyżej porywać się na swoją rodzinną wioskę. Nasze umiejętności również się różnią bo tak się składa że mój talent to nie sama czysta czarna magia. Jest coś czego berło chyba nie wykryło... - Zrobiła małą przerwę by potem znienacka spytać. - Słyszałaś o Discordzie? 

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Nieznajoma

- Ta White, to musi być dobra przyjaciółka - na chwilę się uśmiechnęła, ale trwało to tylko chwilę, bo potem się skrzywiła. - Też miałam dobrą przyjaciółkę, ale zrobił się ten bałagan z ludźmi i ich światem, a nasz kontakt zniknął - lekko westchnęła i spojrzała na Sinister. - W każdym razie, nie chodziło mi o numer w świątyni - lekko zachichotała. - Miałam na myśli to jak mnie połatałaś - pokazała kopytkiem na grzbiet. - Mimo wszystko, dobrze, że do tego nie doszło - mówiła, wracając do tematu świątyni i tego co tam zaszło. - Nie chce umniejszać Twoich talentów, ale tam było sporo uzbrojonych gwardzistów. Kapłani, pewnie też co nieco potrafią, a jeśli ukrywał się tam jeden z tych słynnych oddziałów, to pewnie zabiłby Cię nim byś mrugnęła, przynajmniej tak mówią - lekko się skrzywiła. - Wybacz, gdybym wiedziała, że masz wszystko pod kontrolą, nie mieszałabym się - uniosła kopyto, pokazując brakujący kawałek ucha. - Ja nie miałam tyle szczęścia, jak widzisz - lekko westchnęła na samą myśl o powrocie do tego. Potem jednak krzywo się uśmiechnęła. - Nie jestem głupia. Chyba każdy zna pana chaosu i dysharmonii, ale już go nie ma. Crystal go uwięziła jak każdego kto może jej zagrozić - zaczęła bardziej przyglądać się Sinister. - Chcesz powiedzieć, że masz moce trochę jak on i możesz nam na głowy zrzucić deszcz czekolady? Nie jestem znawcą magii, ale to chyba nie do końca kucykowa magia

Link to comment
Share on other sites

- Rozumiem - potaknęła głową. 

Zbladła jednak na wspomnienie oddziałów śmierci. Wczorajszy "gość" był już niepokojący, ale to? Albo to lustro jest naprawdę ważne, albo Crystal zaczyna używać swoich elitarnych oddziałów niezwykle liberalnie. Eastwind szczerze mówiąc miała nadzieję, że pierwsze przypuszczenie było prawdziwe. Szkoda jej było włamywacza - nikomu nie życzyła spotkania z oddziałami - ale nie zamierzała dla niego ryzykować.

- Nie ma za co. Miłego dnia - uśmiechnęła się delikatnie i zamknęła drzwi. 

  Po krótkich przygotowaniach Eastwind była gotowa do wyjścia. Sprawdziła, czy zamknęła drzwi (dwa razy) i ruszyła w drogę na poranny apel na placu. Znalazła na skraju tłumu Mason i przywitała się że współkonspiratorką. 

- Hej. Było włamanie blisko mojego domu. 

- Eh, pewnie im się należało. 

- Mason, nie o to mi chodzi! Pomyśl o źrebakach!

Eastwind zrobiła dłuższą pauzę. Nie wyglądało na to, żeby Mason myślała w tym czasie o źrebakach. 

- Strażnik mi powiedział, że sprowadza do sprawy dwóch żołnierzy z oddziałów śmierci - powiedziała w końcu cicho i sucho. 

- Oj.

- A żebyś wiedziała.

Link to comment
Share on other sites

Haze siedziała przy oknie, patrzyła na gwiazdę która wschodziła i swym ciepłym blaskiem przyćmiewała wszystkie inne... Od drobnych rys na jej obudowie, rozchodziły się po całym pokoju drobne rozbite odbicia, a na słowa ogiera cicha muszka zmieniła się w chmarę szarańczy... Gdy kolejne systemy się uruchamiały, a klaczka powoli odwróciła głowę, potem dużo płynniej, zanim ciśnienie uzyskało wartość roboczą. A sprężarka ucichła...  

- Wydaję mi się że nie - uśmiechnęła się zeskakując z parapetu, a jej metalowe kopytka miarowo uderzały o deski, gdy podeszła do niego... - Mnie możesz nawet dotknąć tylko czy to wystarczy by we mnie uwierzyć... - zapytała stając przy nim... a jej głowa otarła się o jego kopyto... Tak jakby domagała się drobnych pieszczot. Brakowało ich jej. W tym samym momencie z góry słychać było cichy stukot... Ogier mógł poczuć, spore fluktuacje magii... To Fate i Mask schodziły na dół. 

 

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...