Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

Fabuła

Nikt już dokładnie, nie pamięta jak to się zaczęło. Minęło tak wiele czasu, a prawda zanikła gdzieś w odmętach historii. Wszyscy inaczej przedstawiają te wydarzenia. Wszystko jednak zaczęło się, gdy ludzkość osiągnęła swój szczyt. Złoża naturalne się wyczerpały, a natura była na skraju zniszczenia. Sytuacja na świecie stawała się coraz bardziej napięta. Dochodziło do licznych zamieszek wśród ludności. Nie mówiąc, że wszystko zmierzało do ogromnego konfliktu zbrojnego. Oczy wszystkich zwrócone były ku takim potęgą jak Rosja, która nadal posiadała złoża naturalne. Nie tak potężne jak dawniej, ale wystarczające, by inne państwa zaczęły się nią interesować. Nic nie wskazywało, by sytuacja mogła się zmienić. Przynajmniej do tego dnia.



Nie do końca jest jasne, jak to było dokładnie. Podobno zaczęło się od tego, że na niebie pojawiły się purpurowe błyskawice, a potem nastąpiły wstrząsy, które odczuć można było, na całym świecie. Dzień później odkryto, że znikąd pojawił się nowy ląd. Kraina, której nie sposób było zbadać, gdyż otaczała ją dziwna nieznana nauce bariera. Dawne zatargi zniknęły i wszyscy teraz skupili się na tajemniczym obiekcie. Niestety, mimo licznych badań, a nawet prób siłowych, nie było sposobu, by sforsować tajemniczą barierę. Cokolwiek to było, przekraczało zdolności umysłowe człowieka. Jednak, nie to było najciekawsze. Pojawienie się tajemniczego lądu, sprawiło, że świat ponownie zaczął odżywać, a złoża naturalne powracać. Ludzie zaczęli dostrzegać tu cud boski, uważając to za ratunek. Wszystko w końcu wyjaśniło się około rok później.

Tajemnica bariera, ze swego wnętrza, przepuściła grupę istot. Nie sposób było stwierdzić, czym są. Przypominały konie, a jednak nie do końca nimi były. Pierwszy kontakt wykazał, że istoty, nie dość, że były rozumne to i pokojowo nastawione. Aby pokazać  swoje dobre intencje, przywódczyni tajemniczych istot spotkała się z obecnymi przywódcami ludzi. Wyjaśnienia, które złożyła, były niesłychane, ale nie sposób było zaprzeczyć ich prawdziwości. Okazało się, że pojawienie tajemniczego świata było jak lekarstwo dla świata ludzi. Tajemnicze istoty chciały, by nazywać je kucykami. Jak twierdziła ich władczyni, zwąca się Celestią, ona i jej poddani, przybyli tu, by ratować świat ludzi. Oczywiście pojawiły się wątpliwości. Czemu te istoty w ogóle mieszały się w sprawy innej rasy? Dlaczego, skoro są tak pokojowe, otoczyły się barierą, której nie sposób było zniszczyć? Władczyni kucyków śpieszyła z natychmiastowymi wyjaśnieniami. Jak się okazało, bariera miała chronić kucyki przed agresją ludzi. Świat kucyków był bogaty w surowce, których tak ludzkość wtedy potrzebowała i nie było pewne, czy ludzie zechcą wysłuchać wyjaśnień owych istot na temat regeneracji świata nim ta zaczęła następować, zamiast przeprowadzić atak, by zdobyć upragnione surowce siłą. W ramach kolejnego dowodu swojej przyjaźni, kucyki dały ludziom eliksir ponyfikacyjny. Niesamowite lekarstwo na każdą znaną chorobę, które miało jednak swą cenę. Każdy, kto zażył lek, zaczął nowe życie, jako kucyk. Po długich rozmowach, postanowiono przyjąć przyjaźń kucyków. Niedługo później obie grupy starały się żyć wspólnie. Niestety równie szybko okazało się to niemożliwe.

Mimo ratunku, ludzie nie potrafili pozbyć się uprzedzeń i strachu, który nimi kierował. Próbowano sprawić, by eliksir stał się tylko lekiem  i zaprzestał przemian, jednak liczne próby kończyły się niepowodzeniem. Ludzie zaczęli oskarżać kucyki, że te potajemnie chcą zagarnąć wszystko dla siebie. Gwoździem do tego wszystkiego okazał się fakt, że bariera nadal nie opadła, a nawet się powoli poszerzała, zagarniając coraz więcej terenu. Wielu zaczęło się nie podobać, że kucyki mogą żyć wśród ludzi, ale ludzie nie mają wstępu do krainy tych istot. Kucyki również się zmieniły. Te, które mieszkały wśród ludzi, zaczęły powoli zmieniać się, a ich zachowanie coraz bardziej przypominało te ludzkie. Zatracały się i zapominały o magii przyjaźni, którą tak głosiły. Świat znów przestał przemawiać jednym głosem. Grupki ludzi utworzyły dwie organizacje, jedną z nich był FOL, organizacja, która zrzeszała obrońców ludzkiego życia. Ci, którzy do nich przynależeli, nie chcieli współżycia z kucykami, a eliksir traktowali jako zło. Drugą organizacją było POZ, organizacja, która zrzeszała ludzi przychylnych kucykom i eliksirowi.

Coś, co na początku wydawało się małym problemem, skłóconych niewielkich grup ludzi, coraz bardziej się rozrastało. Doszło do tego, że świat się podzielił. Część świata popierała FOL, a druga POZ i Equestrie. Konflikty i wojny wstrząsnęły posadami świata. Próbowano łagodzić cały spór na wszelkie sposoby, jednak nic to nie dawało. Celestia utraciła wiarę w ludzkość, uznając, że istnieje tylko jeden sposób. Zebrała najpotężniejsze kucyki Equestrii, a potem jeszcze potężniejsze artefakty magiczne, zwane elementami harmonii, następnie przystąpiła do dzieła. Jednej nocy wszystko się zmieniło. Wszyscy stali się kucykami, a Equestria pochłonęła cały świat. To miało zakończyć wszelkie konflikty i zacząć nowe życie w pokoju i przyjaźni. Niestety, Celestia, nie doceniła ludzi. Mimo, że na początku, sobie nie radzili z nową sytuacją, zaczęli się z czasem przyzwyczajać.

Dawni działacze FOL i wszelcy przeciwnicy nowego życia, znów zaczęli działać. Trwało to długi czas, nim znów opanowali zasady działania broni, mając nowe ciała, ale w końcu byli gotowi. Nowa wojna zaczęła się teraz pośród kucyków. Konflikt, który ciągnął się latami i przyniósł wiele zniszczeń i śmierci. Mimo, że kucyki nie posiadały takiej broni jak buntownicy, szybko udowodniły, że ich magia w niczym nie ustępowała nowoczesnej broni dawnych ludzi. Konflikty kończyły się wiecznym impasem i nie wiadomo, która ze stron była bliższa zwycięstwa. Jednak skąd się wzięła ona, nikt nie wie.

Buntownicy i księżniczki, tak pochłonęła ich wzajemna wojna, że nie zauważyli nowego zagrożenia, krążącego nad Equestrią. Siły kucyków były rozsiane po świecie, co czyniło stolicę bardziej podatną na atak. W końcu buntownicy nie mogli się tam od tak dostać, a przecież nie spodziewano się zagrożenia wśród swoich. To był błąd. Nieznane oddziały kucyków zaatakowały osłabioną stolice. Księżniczki, mimo, że osłabione trwającymi tyle czasu walkami, zdecydowały się chronić Canterlot. Nikt dokładnie nie wie, co się stało potem, poza strzępkami informacji, które przekazali ocalali tamtego dnia. Liderka, prowadzonych oddziałów, pokonała księżniczki i uwięziła je w lochu.

Canterlot upadł, a siły Equestrii zostały pozbawione przywództwa. Buntownicy potraktowali to jako dar od losu. W końcu nieznajoma najpierw zaatakowała Canterlot, a potem ruszyła na Kryształowe Królestwo. A niedługo później doszły wszystkich słuchy, że pojmała nawet powierniczki elementów harmonii. Kucyki poddały się bezwarunkowo, nie chcąc by ich władczynią stała się krzywda. Buntownicy szybko jednak się przekonali, że nowa klacz na tronie, nie jest ich sojusznikiem. Niedługo po zdobyciu Equestrii, obozy buntowników zostały zaatakowane. Sponyfikowani ludzie, nie mieli zamiaru oczywiście łatwo się poddać i odpowiedzieli atakiem. Niestety, szybko okazało się, że nowy wróg, nie walczy jak inne kucyki do tej pory. Złapani buntownicy byli zabijani na pokazowych egzekucjach. Wielkie ogniska buntu, nie były w stanie się ukryć, bo były jakimś sposobem natychmiast namierzane. W końcu po długich walkach i dawni ludzie ulegli nowemu zagrożeniu. Wszystkie wielkie grupy zostały rozbite, a dowódcy pojmani. Ci, którzy nadal żyją, utracili nadzieję, że odzyskają dawne życie, czując lęk przed nowym zagrożeniem. Equestria przestała być taka jak dawniej. Teraz oczy Crystal, bo tak nazywa się nowa władczyni, kierują się ku krainom gryfów i podmieńców. Witaj w nowej Equestrii, chwała niech będzie Crystal.

 

Kilka słów

Witaj w mojej sesji. Teraz kilka słów ode mnie =)



Jeśli mimo długiego wstępu, dotarłeś, aż tutaj, to jestem pełen podziwu. Czasami niestety za bardzo się rozpisuje. Zanim zechcesz zapisać się do tej sesji, musisz wiedzieć na czym to wszystko stoi. Nie mam doświadczenia jako MG. Zawsze byłem tylko graczem. Kilka razy prowadziłem swoje wątki wewnątrz sesji, ale byciem MG nazwać tego raczej nie można. Ogólnie jest to moja pierwsza sesja, więc nie wiem jak to się potoczy. Teraz kilka innych spraw. Jeśli jesteś graczem, który oczekuje, że przez całą sesję będzie przeze mnie prowadzony jak za rączkę, a przy tym napiszę jedno zdanie, to raczej nie będzie sesja dla Ciebie. Będę starał się tworzyć świat, w którym każdy będzie mógł stworzyć własną postać i zawsze znajdzie dla niej coś do zrobienia. Nie jestem w stanie określić, co jaki czas będę wrzucał nowe posty fabularne. Wszystko zależy od moich chęci, zwykle mam ich sporo, ale różnie bywa xD.

No dobrze, to może teraz kilka spraw o obecnym świecie. Zacznijmy od postaci Crystal. Nie jest alicornem, to mówię z góry. Crystal jest jednorożcem, ale o wielkiej mocy. Teraz pewnie w głowach myśli, że klon Starlight. Mogę zapewnić, że to zupełnie coś innego, a z biegiem fabuły wszystko się wyjaśni. Crystal jest mroczna, okrutna i bezwzględna w swoich dokonaniach. Na dodatek przejawia cechy rasistowskie. Ludzi uważa za najgorszy możliwy gatunek, błąd natury. Sponyfikowanych uważa za równie odrażających. Dała im jednak szansę w swoim świecie i mogą tam żyć i pracować, jednak muszą być jej poddani. Oczywiście, sponyfikowani nie mogą liczyć na pracę typu urzędnik, czy inna ważna persona. Ponowie jeszcze kwestie Starlight, ta postać, nie istnieje w tej sesji. Jest mi po prostu całkowicie zbędna.

Wracając do sponyfikowanych, pracują teraz głównie jako rolnicy, czy magazynierzy. Kolejną sprawą o, której warto wspomnieć jest Crystal. Nowa władczyni jest skryta i nie ujawnia się raczej jak Celestia, ponadto nie sposób jej oszukać, na temat swojego pochodzenia. Crystal, widzi kto jest sponyfikowany, a kto nie.

No dobrze teraz pytanie, a jak chce grać podmieńcem, to czy zobaczy, że nim jestem? Otóż tak, zobaczy, ale tylko z bliskiej odległości, trzymanie się od niej z daleka, nadal pozostawia cię zamaskowanym. Crystal para się mroczną magią, taką, której wszyscy się boją, więc nie jest to ktoś słaby. No i ma kilka niespodzianek, ale to już w sesji. Equestria się zmieniła i nie jest taka jak dawniej. Jednorożce są teraz najbardziej cenione, a zwłaszcza te, które mają potencjał magiczny. One mogą liczyć na pracę na wysokich stanowiskach o ile nie były sponyfikowane. Ogólnie miasta są zewsząd patrolowane przez oddziały Crystal, więc nie ma takiej swobody. Kucyki żyją w strachu i wolą się nie buntować, zaciskając zęby. Buntownicy nadal poszukują metod jak obalić nowego tyrana, jednak boją się zbierać w liczne grupy żeby znów nie zostać wykrytymi.

Pytanie, więc, czemu skoro wszyscy mają wspólnego wroga, nie połączyć sił? No i tu rodzi się problem. Buntownicy nadal nienawidzą kucyków, uważając, że to wszystko ich wina, ponadto, nie bardzo im ufają. Zwykłe kucyki nienawidzą równie mocno buntowników, winiąc za swoje nieszczęście dawnych ludzi. Kwestia innych ras. Podmieńce nadal są takie jak znamy je z drugiego sezonu, czyli pod władzą Chrysalis, której obecnym celem jest skraść moc nowej władczyni Equestrii. Obecnie ich rasa prowadzi wojnę z Crystal, będąc na przegranej pozycji i tracąc coraz więcej swojego dawnego królestwa. Gryfy, nie są takie jak w serialu. Są wojownicze pod władzą swojego cesarza i również prowadzą wojnę z Crystal. W przeciwieństwie do podmieńców, bardziej zaciekle bronią swoich granic, mimo licznych strat. Obie rasy również, nie są skłonne do sojuszów, zwłaszcza przez politykę swoich władców, którzy uważają inne rasy za gorsze od siebie. Jeśli chodzi o politykę niewymienionych ras to raczej nie mieszają się w obecny konflikt. Całość dzieje się w zupełnie innym uniwersum niż zwykle.  Oczywiście, jeśli jednak ktoś będzie chciał grać hipogryfem, czy coś, to można pomyśleć po wcześniejszej rozmowie. Teraz kolejne sprawy. Gdzie w tym wszystkim jest Discord? A no właśnie jest, ale Crystal spaczyła elementy harmonii i użyła ich mocy by uwięzić go w jego własnym wymiarze, by się jej nie mieszał. Kolejna sprawa jest taka, że nikt nie wie jak dokładnie wygląda Crystal. Obecna władczyni Equestrii ma obsesje na punkcie własnego bezpieczeństwa.

 

Kucyki

No to typowo, ziemskie kucyki. Crystal uważa je za najniższą hierarchię. Rodowite kucyki mogą liczyć, na pracę jako asystencji, żołnierze, kelnerzy, czy zwykłe prace wymagające siły fizycznej. Sponyfikowane, mogą pracować tylko na roli lub magazynach spożywczych. Kucyki ziemskie, mają większą siłę fizyczną i wytrzymałość niż reszta kucyków.

 

Pegazy są traktowane trochę lepiej niż ziemskie kucyki. Ich praca nie różni się od tej, co zwykle. Nadal nadzorują pogodę i służą w wojsku. Sponyfikowani zwykle mają najgorsze formy pracy w fabryce pogody, takie jak zamiatanie.

 

Jednorożce zależy od stopnia wtajemniczenia magicznego. Najbardziej zdolne jednorożce są zabierane do pałacu Crystal, gdzie mają pokazać swoje zdolności magiczne. Potem szuka się dla nich odpowiedniego miejsca. Te z gorszymi zdolnościami magicznymi, zwykle mają mniej ważne prace, takie jak praca w bibliotece, czy praca w urzędach. Crystal najbardziej nie znosi sponyfikowanych jednorożców, uważając ich za największą obrazę dla tej szlachetnej rasy. Zwykle daje się  im pracę przy usuwaniu odpadków, by zawsze pamiętali gdzie ich miejsce.

 

Różnice między sponyfikowanymi, a rodowitymi kucykami, najbardziej widać różnice w przypadku jednorożców. Buntownicy jako pegazy i ziemskie kucyki, opanowali niemal w pełni swoje ciała. Niestety, jako jednorożce radzą sobie gorzej. Opanowali podstawowe zaklęcia takie jak lewitacja, jednak z bardziej skomplikowanymi im zwykle nie wychodzi. Sponyfikowani mają jednak większą wiedzę na temat nowoczesnej technologii.

 

Podmieńce

Niczym właściwie, nie różnią się od tych serialowych. Nadal żywią się miłością i najbardziej lubią atakować w wielkich ilościach lub po prostu ukrywać się starając szpiegować. Ich pojęcie broni jest podobne do tej, którą mają kucyki. W ostatnim czasie jednak nauczyły się korzystać z ludzkiej broni, głównie z powodu zagrożenia ze strony Crystal. Nadal są pod panowaniem Chrysalis, której celem jest kradzież mocy obecnej władczyni.

 

Gryfy

Dumna i pewna siebie rasa gryfów, nie przypomina tej serialowej. Zamieszkują pustynne stepy i prowadzą obecnie otwartą walkę z Crystal. Mimo braku magii, odrabiają to niesamowitą siłą fizyczną i sprytem. Ich poziom technologiczny, opiera się na broni z czasów drugiej wojny światowej, na dodatek są bardzo mocne w defensywie. Skutecznie rozstawiły obronę swoich miast, tak, że gwardia Crystal toczy z nimi długie boje. Ponadto są strasznie nieufne w stosunku do innych ras, a nawet wrogie.

 

Wzór karty Postaci

Imię:

Strona konfliktu:

Rasa:

Wygląd: Obrazek lub opis

Cutie Mark: (Dla kucyków)

Historia:

Zdolności: Czyli np zdolny majsterkowicz lub specjalista w walce do wyboru. Ewentualnie zdolności magiczne, które nie zostały opisane, na karcie sesji, ale tylko przy dobrym wyjaśnieniu.

Klasa magiczna: (Tylko dla jednorożców)

Miejsce urodzenia:

Obecne miejsce zamieszkania:

Zawód:

Wiek:

 

Zasady

No to chyba najważniejsza część sesji, czyli jakie zasady będą nas obowiązywać.

1. Może na początek rzecz oczywista, zero OP. Nie może być tak, że wchodzisz w oddziały śmierci w pojedynkę, wszystkich zabijasz, a wychodzisz z tego z jednym zadrapaniem. Nikt by tego nie zrobił. W konfliktach między graczami, z których nie będzie rozwiązania zostanie rzut kością.

2. To może nieco o technologii. Zanim Equestria się pojawiła, ludzkość była bardzo zaawansowana, ale była również na skraju kryzysu. Tamte czasy minęły. Ludzka zaawansowana technologia, przepadła. Obecnie technologia sięga okolic okresu drugiej wojny światowej. Nie ma bomb atomowych, czy nie wiadomo jak innych kosmicznych rzeczy. Można próbować to odtwarzać, ale trzeba pamiętać, Crystal patrzy i widzi, wszelkie zbyt wielkie zagrożenia. Trzeba być gotowym, że można stać się jej głównym celem w takim wypadku. Ponadto, nie będzie tak, że ktoś stworzy nowoczesną broń w przeciągu dnia. To niewykonalne. Na tworzenie takiego uzbrojenia potrzeba czasu i wymagam dokładnych opisów, gdy się to zacznie.

3. Czy możliwe są sojusze z innymi rasami? Oczywiście są, ale trzeba pamiętać o sytuacji. Kucyki rodowite nienawidzą Crystal, ale boją się przeciw niej wystąpić, ze strachu o los władczyń. Poza tym winią sponyfikowanych za obecną sytuację. Sponyfikowani buntownicy winią natomiast kucyki rodowite, ta niechęć jest ogromna. Można spróbować sojuszu z podmieńcami. Trzeba jednak pamiętać, że Chrysalis jest fałszywa, na początku okaże pomoc, by tylko potem zadać cios w plecy, gdy są odsłonięte. Gryfy są dumne i pewne siebie. Uważają, że są nad innymi rasami. Przekonać je do sojuszu naprawdę nie będzie łatwo. Inne rasy są raczej neutralne.

4. Polityka królestw. No dobrze, więc powiedzmy, że ktoś gra podmieńcem i wbrew rozkazom Chrysalis, pomaga np. buntownikom, co wtedy? Jest to możliwe, ale jak mówiłem, nie ma tu tęczowych podmieńców. Zdrada Chrysalis oznacza wygnanie. Podmieńcy są silni w roju, bez niego stają się słabsi, a jeśli nie będą się żywić, tracą moc będąc poza rojem. Nie ma możliwości, że przyjaźń ich wykarmi. Najpewniej skończy się tym, że podmieniec poza rojem, będzie musiał napadać na innych żeby przetrwać. Gryfy, które zdradzają swego władcę stają się dezerterami i zostają na zawsze wygnane, a ich powrót jest równy karze śmierci. Kwestie kucyków zostały wyjaśnione w fabule. Jeśli chodzi o inne rasy. Będziesz chętny/chętna, by zagrać zebrą, smokiem lub czymś innym? Na pw proszę pisać, wtedy wyjaśnię stosunek jego rasy do obecnej sytuacji.

5. Magia, i tu robi się ciekawie. Przeciętne jednorożce mogą używać zaklęć lewitacji, czy takich do pomocy domowych. Mogą unieść rogiem do siedemdziesięciu kilogramów. Znają proste zaklęcia sprzątania, czy gotowania. Te, które mają większe pojęcie o magii, potrafią stworzyć słabe pole siłowe, promień magiczny, czy teleportować się na około sto metrów. Mogą również unieść ciężar stu pięćdziesięciu kilo. Zwykle sponyfikowani ludzie kończą na tym poziomie magicznym. Potężne jednorożce odznaczają się silnymi zaklęciami transmutacyjnymi, przywołaniami niektórych stworów takich jak patykowilki. Ponadto teleportacjami na odległość nawet pięciuset metrów. Mogą podnieść cięższe przedmioty o wadzę do trzystu kilo. Nie mówiąc, że często znają się na magii żywiołów. Czy można być takim jednorożcem? Można, ale trzeba pamiętać, że takie jednorożce zwracają uwagę Crystal i są do niej zabierane. Jeśli się nie wstawią podczas wezwania władczyni, stają się poszukiwane. Każde użycie zaawansowanych zaklęć przez takiego zbiega, zwraca na niego wzrok nowej władczyni. Sponyfikowany o takiej mocy to rzadkość i jest uznawany za abominacje. Crystal, nie uznaje, by ludzie mieli prawo do takiej mocy, są więc zwykle mordowani. Podmieńce również władają magią, jednak nieco inną. Ich najlepszą sztuczką jest jak zawsze zmiana postaci, a ponadto mogą używać promieni magicznych, czy unosić przedmiot, a nawet tworzyć pole siłowe. Moc podmieńców zależy od stopnia posilenia.

6. Kwestia pola siłowego. Silne jednorożce, mogą się uchronić przed wybuchem bomby o dużej sile. Słabsze pole siłowe, uchroni przed bronią palną, taką jak słaby karabin. Natomiast, jeśli chodzi o transmutacje, nie można też transmutować samolotu w ptaka, wszystko ma swoje granicę. Można transmutować tylko coś o podobnych rozmiarach do kucyka.

7. Wymagam pisania, co najmniej czterech linijek. Post typu „Wyszedłem na miasto i kupiłem owoce”. Traktuje jak spam.

8. Zwykle wszystko obserwuje, ale jak mnie nie ma, to starać się kontrolować w pisaniu.

9. Jeśli nie chcesz brać udziału w sesji to proszę o powiadomienie, że masz dość, by można było prowadzić fabułę bez ciebie.

10. Strony konfliktów. Więc można być sponyfikowanym buntownikiem, jednak trzeba pamiętać o ostrożności. Buntownicy zostali niemal wyniszczeni, a większe grupy ściągają uwagę gwardii i Crystal. Można być kucykiem, co dąży do odbudowania dawnego porządku. Istnieje również możliwość grać po stronie podmieńców, gryfów, a nawet Crystal. Trzeba jednak pamiętać, nowa władczyni Equestrii, nie ufa nawet do końca sojusznikom, więc na przyjaźń raczej nie ma co liczyć.  Można również zachować neutralność i walczyć we własnym interesie lub po stronie nie wymienionych na razie ras.

 

Militaria

Każda rasa ma własne oddziały i styl walki. Wypada, więc o tym nieco wspomnieć.



Kucyki

Od czasu panowania Crystal, siły wojskowe kucyków przeszły największą transformację. Na co dzień, nadal mają uzbrojenie noszone przez dawną gwardię, w postaci mieczy i włóczni. Jednak, gdy dochodzi do konfliktów poważniejszych, gwardziści są gotowi korzystać z broni palnej przystosowanej specjalnie dla nich. Ponadto gwardia dysponuje również ciężkim uzbrojeniem. Ludzie najpewniej, by to porównali do okresu drugiej wojny światowej. Czasem w oddziałach służą sponyfikowani, ale świadkowie twierdzą, że zachowują się jak wyprani z emocji.

 

Zwykła gwardia: Obecnie gwardziści noszą czarne zbroje, całkowicie zakrywające ich ciało. Są znacznie wytrzymalsze niż dawne zbroje gwardii. Zyskały przy tym bardziej złowrogi wygląd, mający wzmacniać strach w sercach wrogów.

 

Oficerowie i kapitanowie: Zasłużeni gwardziści, dostają wyższe rangi wojskowe. Oficerowie prowadzą oddziały do bitwy, podczas, gdy kapitanowie zajmują się obroną miast Equestrii. Kapitanów zwykle wyróżniają bogate zdobienia na zbroi i czerwona peleryna na grzbiecie. Tylko wykwalifikowane jednorożce mogą zostać kapitanami danego rejonu krainy, ale wszyscy podlegają pod tym z Canterolotu.

 

Oficerowie zwykle wyróżniają się pojedynczym klejnotem, umieszczonym w zbroi w okolicy klatki piersiowej. W przeciwieństwie do kapitanów, oficerem może zostać każdy zasłużony na polu walki kucyk, o ile nie jest sponyfikowany.


Oficerzy medyczni

Elita jednorożców, wysyłana do leczenia towarzyszy. Pojęcie zaklęć ofensywnych i defensywnych jest u tych jednorożców znikoma, ale ich obecność jest nieoceniona. Nie raz potrafią silnymi zaklęciami leczącymi, uleczyć rannych towarzyszy, nawet tych na granicy śmierci.


Oddziały śmierci: „Jakie oddziały śmierci? Nic nie wiem, nigdy o niczym takim nie słyszałem” ~ przypadkowy mieszkaniec krainy.

Każdy raczej woli nawet nie słyszeć tej nazwy. Elita największa w całej gwardii, powstała zaraz po zdobyciu władzy przez Crystal. Wszyscy są zgodni, co do jednego. Mogą wyglądać jak kucyki, ale już nimi nie są. Każdy, kto dołącza do oddziałów śmierci musi przejść liczne długie szkolenia, które całkowicie wyczerpią go fizycznie i psychicznie. Każdy ochotnik, który wytrwa te tortury, w końcowym szkoleniu musi przejść tajemniczy rytuał zjednoczenia. Po całym procesie, przyszły żołnierz staje się bezwolnym narzędziem w kopytkach swojej władczyni. Próżno szukać u nich strachu, czy współczucia. Są gotowi ginąc dla swej pani, bez mrugnięcia okiem. Gdy wyrok zostanie wydany, niezależnie, czy na źrebaku, czy też na klaczy, taka osoba musi zginąć. Członkowie tego elitarnego zespołu, przyjmują rozkazy tylko od Crystal, nie słuchając innych gwardzistów będąc nad nimi, nawet kapitanami. Nikt do końca nie wie jak walczą te bezduszne maszyny do zabijania, jednak każdy cel, który zostaje im wyznaczony musi zostać zlikwidowany za wszelką cenę, porażka oznacza śmierć. Jak do tej pory słyszano tylko o jednym przypadku wyłamania z tych oddziałów, ale nikt nie wie, czy ten osobnik nadal żyje i czy nie jest to tylko bajka. Żołnierze tego oddziału są odziani w zbroje przypominające trochę te zwykłych gwardzistów. Można jednak dostrzec, że są czarne niczym noc i z innego nieznanego stopu.

 

Buntownicy

Nim Crystal rozbiła wielkie ogniska buntu, sponyfikowani odznaczali się bardzo wysokim rozwojem. Mimo wielu utrudnień i stracie technologii dawnej Ziemi, udało im się odtworzyć część swojej dawnej technologii. Niestety, mimo wspólnych celów, dawni ludzie nie potrafili mówić jednym językiem. Nawet nim wygrali, zaczęli się kłócić o podziały łupów, przez co oddziały rozbiły się na mniejsze grupy. Obecnie buntownicy są rozbici, będąc cieniami dawnej potęgi. Rangi jakie stosują, zwykle są podobne do tych, które mieli na ziemi lub wymyślają zupełnie nowe.

 

Podmieńce

Podobnie jak kucyki, rozwinęły swoje zakresy militarne. Nauczyły się korzystać z ludzkiej broni na podobnym poziomie, zwiększając tym swój potencjał. Niestety dzika natura tych stworzeń, sprawia, że rwą się do walki chcąc wygrywać liczebnością, co często jest zgubne. W przeciwieństwie do kucyków, nie stosują stopni w armii. Drone zawsze jest mięsem armatnim, prowadzonym przez silniejszego wojownika, a wszyscy stoją pod elitą, która tłumaczy się już tylko królowej.

 

Pomimo, że podmieńce wydają się podobne do siebie, to i tutaj każdy różni się na swój sposób i ma przydzielone zadania.

 

Drone: Podstawowe mięso armatnie roju. Mają za zadanie bronić gniazda, młodych jak i samej królowej. Uległe silniejszym podmieńcom, stanowią główną siłę bojową roju.

 

Wojownik: Jest większy i masywniejszy niż drone, na dodatek jego ciało pokrywa naturalny bardzo gruby pancerz. Odznaczają się wielką wytrzymałością. Broń palna ludzi nie łatwo radzi sobie z ich pancerzem, podobnie jak promienie magiczne jednorożców. Mimo to są bardzo czuli na zimno i gorąco. Zwykle prowadzą drony do walki.

 

Elita królowej: Najmniej liczebna gromada podmieńców tylko płci żeńskiej. Ich wygląd zwykle różni się od reszty roju. Nie są wysyłane do walki, a raczej są przedłużeniem władzy królowej. Jako jedyne podmieńce, słyszą wszystko, co mówi królowa nawet z gniazda, a nawet mogą oddawać jej swoje ciało gdy chce przez nie przemówić.


Gryfy

Rasa dzikich i groźnych stworzeń. Dyscyplina wojenna w ich szeregach znana jest w całej krainie. Technologia jednak dalej pozostaje zbliżona do tej, którą władają kucyki i podmieńce. Mimo to, sposobami walki przypominają ludzi w ich dawnym świecie. Potrafią myśleć strategicznie i opracowywać dobre plany. Ponadto korzystają ze wszystkich atrybutów własnego ciała. Mimo braku magii są bardzo silne i zwinne. Nie raz były w stanie gołymi szponami rozszarpywać swoje ofiary. Rasa również stosuje rangi wojskowe, zbliżone do dawnych ludzi.

 

Inne rasy

Politycznie są poza konfliktem. Mimo to, każda rasa ma swoją armie na podobnym poziomie militarnym, nie licząc smoków. Te ostatnie nie uznają potrzeby posiadania sił militarnych, a obecną broń, którą stosują inne rasy, uważają za żałosną. Prawda jest taka, że broń palna niewiele może zrobić, dorosłemu smokowi. Tylko lord smoków może nakazać całej rasie wspólną walkę, ale smoki na ogół patrzą na czubek własnego nosa, nie mieszając się do spraw innych.

 

Kwestie magii

Srebro nadal osłabia działanie magii ale zwykle tej przeciętnej. Bardzo silne mroczne zaklęcia są w stanie opierać się działaniu srebra.



 

Przeciętne jednorożce

Lewitacja: Przeciętne jednorożce, mogą unieść do siedemdziesięciu kilogramów.

Promień magiczny: Przy odpowiednim skupieniu, przeciętne jednorożce potrafią stworzyć promień magiczny. Nie jest to silne zaklęcie ofensywne. Zwykle ma moc odepchnięcia kogoś i na niewielką chwilę może ogłuszyć.

Zaklęcie światła: Jedno z podstawowych zaklęć. Jednorożce za pomocą rogu mogą stworzyć promień światła, który może im służyć za latarkę.

Zaklęcie sprzątające: Zwykle jednorożce, używają ich przy pracach domowych.

 

Jednorożce średniej klasy

Znają wszystkie zaklęcia przeciętnych jednorożców. Potrafią używać ich jednak w większym zakresie, a ponadto znają kilka innych zaklęć.

Lewitacja: W przeciwieństwie do jednorożców przeciętnych, potrafią unieść nawet sto pięćdziesiąt kilo.

Promień magiczny: Te jednorożce, nie mają problemu ze stworzeniem promienia magicznego. Potrafią atakować nim z taką siłą, że są w stanie nawet połamać liczne kości oponentowi, a czasem nawet zabić.

Zaklęcia światła i czyszczące zawsze pozostają w takim samym zakresie dla wszystkich jednorożców.

Pole siłowe: Jednorożce średniej klasy, potrafią stworzyć pole siłowe będące w stanie otoczyć około pięcioro sojuszników. Jego wytrzymałość nie jest największa. Potrafi przetrwać słabszy promień magiczny, jednak zaczyna powoli pękać, gdy zostanie zaatakowane średnim. Wybuch bomby o sile C4, sprawia, że te jest natychmiast niszczone. Potrafi wytrzymać również ostrzał z broni palnej, jednak w ograniczonym zakresie. Przykładowo pistolet, nie przebije się przez nie, ale seria z karabinu maszynowego zdoła się w końcu przebić.

Teleportacja: Te zaklęcie jest dostępne już dla średniej klasy jednorożców, ale z pewnymi ograniczeniami. Przykładowo wymaga sporego skupienia, więc w ciężkich warunkach nie łatwo to zrobić. Teleportacja, nie może przekraczać większej odległości niż sto metrów. Ponadto, zaklęcie sprawia, że jednorożec, który je rzuca przez kilka minut ma zawroty głowy i cierpi na silną migrenę.

Lekkie zaklęcie leczące: Wiedza leczącą posiada niemal każdy jednorożec. Te, które mają pewne pojęcie o magii są w stanie wyleczyć niewielkie rany, czy złamanie.

 

Potężne jednorożce

Czyli elita wśród jednorożców, mają największe pojęcie o magii, dzięki czemu ich zdolności znacznie przerastają dwie poprzednie klasy.

Lewitacja: W przeciwieństwie do swoich poprzedników są w stanie podnieść nawet trzysta kilo.

Promień magiczny: Jest znacznie silniejszy od swoich poprzedników. Jednorożec tej klasy tworzy go bez najmniejszego problemu. Siła jego ataku potrafi zabić nieszczęśnika bez większych problemów.

Pole siłowe: Wielkość tego zaklęcia pozwala otoczyć nawet dziesięcioro towarzyszy. Promienie magiczne, zwykle nie są w stanie przebić się przez te silną tarcze, a zwykłe pociski ludzkiej broni, nie naruszają jej w żaden sposób. Jej limit jest w granicach wybuchu potężnego granatu.

Teleportacja: W przeciwieństwie do przeciętnej teleportacji, ta potrafi teleportować na odległość pięciuset metrów i nie posiada podobnych skutków ubocznych, gdy rzuca je doświadczony jednorożec. Jedynym limitem jest ilość, bo użycie jej powyżej trzech razy w ciągu godziny, sprawi, że użytkownik zasłabnie.

Transmutacja: Transmutować można każdy obiekt, który osiąga rozmiar podobny do osoby, która rzuca czar. Inaczej mówiąc, kucyk może transmutować innego kucyka, ale nie transmutuje czegoś tak wielkiego jak dorosły duży smok, czy samolot. Zaklęcie działa około godziny i może być rzucone na tylko jedną osobę lub przedmiot. Powinno być używane raz na kilka godzin. Przekraczanie limitów, może być śmiertelne dla użytkownika.

Zaklęcia przywołania: Zaklęcie powinno być używane tylko przez doświadczone jednorożce. Nigdy nie jest pewne, czy kucyk, który użyje zaklęcia będzie miał dość siły woli, by narzucić władzę przywołanemu stworzeniu. Bestia może się zbuntować i zaatakować przywołującego. Zwykle przywołania ogranicza się do około trzech stworzeń dla tych najbardziej wprawionych. Jednak wielkość też ma tu znaczenie. Przykładowo, można przywołać do trzech patykowilków, ale stworzenie wielkości parasprite’a może być przywołane nawet w ilościach dziesięciu sztuk. Nie widywano również przypadków, by którykolwiek jednorożec mógł przyzwać bestie wielkości hydry. Do tej pory największym stworzeniem jakie przywołano była mantykora i chimera w pojedynczych ilościach.

Magia żywiołów: Dawniej była całkiem znanym elementem magicznym, który jednak z biegiem czasu został zapomniany. Obecna władczyni Equestrii w jakiś sposób posiadła o niej wiedzę i teraz nakazuje, by wystarczające utalentowane jednorożce ją praktykowały. Jest to bardzo skomplikowany rodzaj magii i zwykle kończy się na tym, że adepci tych zaklęć potrafią tylko podstawy, związane z jednym żywiołem. Mało kto zdołał opanować magię dwóch żywiołów. Zwykle jest to długi i żmudny proces. Podstawowe zaklęcia żywiołów zwykle polegają na tworzeniu ognia z rogu, który może zastąpić promień magiczny. Inne zaklęcia żywiołów mogą zamrozić danego osobnika lub porazić prądem. Bardziej zaawansowane jednorożce, potrafią choćby wzmacniać broń białą swoim żywiołem. Niektórzy potrafią łączyć dwa żywioły do zaklęć. Znaleźli się i tacy, którzy mieszali żywioł z magią przywołania, tworząc uległego golema.

Silne zaklęcie leczące: Elitarne jednorożce, które uczą się magii leczącej, choć w pewnym zakresie, są w stanie rzucać silne zaklęcia leczące. Nadal nie jest to tak potężna magia jak ta, której używają oficerzy medyczni, ale potrafią zatamować krwawienie, leczyć złamania czy uleczyć rany postrzałowe.

 

Podmieńce

Promień magiczny podmieńca bywa zabójczy lub może kogoś porządnie pogruchotać. Wszystko zależy stopnia, w jakim podmieniec jest najedzony.

Pole siłowe: W pełni najedzony podmieniec, może stworzyć pole siłowe zdolne wytrzymać wybuch dynamitu. Osłabiony głodem, nie jest w stanie obronić się nawet przed pistoletem.

Lewitacja: Najedzony podmieniec, może unieść nawet sto siedemdziesiąt kilo. Wygłodzony, może, co najwyżej dziesięć.

Zmiana postaci: Każdy podmieniec, niezależnie od klasy, może zmieniać swoją postać. Nie ma ograniczenia czasowego przebywania pod daną postacią. Chyba, że osobnik jest zbyt wyczerpany, by utrzymać nową formę.

Należy wspomnieć, że podmieńce mają niesamowitą regenerację, jeśli chodzi o rany. Znacznie szybciej dochodzą do siebie niż inne stworzenia. Bardzo jednak odczuwają zmianę temperatur. Nie znoszą ognia jak i silnych mrozów. Podmieńce mogą uczyć się magii, ale zwykle tego unikają. Mało, który potrafi wykazać takie skupienie, by opanować silne zaklęcia jednorożców. Ponadto podmieńce, aż tak bardzo nie wyróżniają się od siebie jeśli chodzi o poziom magiczny. Zwykle silniejsze jednostki po prostu narzucają swą wolę słabszym. Ponadto siła zaklęć zależy od stopnia, w jakim podmieniec jest najedzony.

 

Crystal

Poziom magiczny tego kucyka nikomu nie jest znany. Uważa się, że jest znacznie silniejsza niż najbardziej zdolne elitarne jednorożce. Inni uważają jednak, że to plotki, a sama klacz się nie pokazuje publicznie, bo się boi. Nikt jednak nie ma odwagi sprawdzać prawdy na jej temat. Tylko garstka gwardzistów, która ocalała tamtego dnia, mogła opowiedzieć historię, która zapoczątkowała upadek księżniczek.

Walka była zacięta. Staraliśmy się bronić naszych władczyń jak i całej krainy. Moglibyśmy może nawet tego dokonać, gdyby nie ona. Tylko jedna klacz, po prostu taranowała sobie drogę do sali tronowej. Nikt nie widział jak wyglądała, przez zbroję, która zasłaniała całe jej ciało. Każdy kto stawał jej na drodze był dosłownie rozrywany na kawałki. Mój przyjaciel zawsze był silny w zakresie barier magicznych. Jednak nawet jego bariera pękła niczym bańka mydlana, a jego ciało zmieniło się w węgiel, gdy stanął jej na drodze. Nic nie było w stanie jej zatrzymać. Potem wpadła zupełnie sama do sali tronowej. Nie wiadomo, co tam się stało, jednak kilka minut później,  rozniósł się rozpaczliwy wrzask naszych władczyń. Klacz wyszła ponownie, trzymając korony księżniczek niczym trofea bitewne. Wiedzieliśmy, że to już koniec. Crystal, nie jest kucykiem, a potworem, który został na nas zesłany za nasze złe czyny. Nigdy nie próbujcie się do niej zbliżać, jeśli wam życie miłe.” ~ Słowa jednego z ocalałych oficerów dawnej gwardii Celestii.

Nikt nie wie jaką magią władała ta klacz, ale ten opis wystarczył, by nie próbować się przekonać. Niektórzy nawet naprawdę zaczęli wierzyć, że Crystal nie jest kucykiem, a jakąś istotą wyższą, której zadaniem było zniszczenie dawnego świata jaki znały wszystkie rasy i zbudowanie go na nowo, bez obecnej zgnilizny. Powstały fanatyczne odłamy, wierzące właśnie w taką prawdę i czczące nową władczynie Equestrii niczym dar z niebios.

 

Czarna magia

Czemu ta magia niby jest zła? Gdyby była nazywana białą, czy nadal uznawalibyście ją za złą? ~ Crystal, kilka dni przed wprowadzeniem nauki zakazanej do tej pory magii w akademiach.

Był to największy błąd, jakiego dopuściła się obecna władczyni, Equestrii. Chciałaby jednorożce mogły poznawać pełny zakres magii, a ta czarna, miała w sobie wielką moc. Skutki tej decyzji szybko stały się opłakane. Jednorożce, nie były gotowe na naukę zakazanych praktyk. Wiele z nich umierało w męczarniach, inne wariowały tracąc zmysły. Najgorzej skończyły te, które błagały o śmierć, mówiąc o tym, że widzą straszne niemożliwe do opisania rzeczy, takie jak potwory, które nie powinny móc istnieć. Nie było wyboru. Ponownie zakazano nauk czarnej magii. Chodzą jednak słuchy, że niektóre elitarne jednorożce nadal się jej uczą, by lepiej służyć nowej władczyni. Ponadto wielu twierdzi, że sama Crystal też ją praktykuje.

 

Zapomniane zaklęcia i te związane z talentem.

Niektóre jednorożce, mają magię związaną ze swoim uroczym znaczkiem. Zwykle są to niewielkie sztuczki, choć zdarzają się i silne zaklęcia. Można otrzymać pozwolenie na taką umiejętność, gdy dokładnie się rozpisze, na czym by miała polegać. Czasami są przypadki znawców magii, co znają zaklęcia zapomniane lub takie, o których nikt nie słyszał. Jeśli ktoś ma pomysł na własne zaklęcia, trzeba to najpierw zgłosić. Jest jeszcze wiele innych zaklęć, które będą pojawiały się w miarę rozwoju sesji.

 

Zaklęcia innych ras

Pojawią się jeśli w sesji pojawią się niedopisane na razie rasy.

  • Lubię to! 2
  • Mistrzostwo 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Imię: Eryk pseudonim Cezar

Strona Konfliktu: Buntownicy

Rasa: Sponifikowany kuc ziemski

Wygląd: Dość silnej postury, o szarawej paście i czerwonej grzywie. Oczy ma niebieskie, natomiast charakterystycznym elementem, jest bliza na grzbiecie

Cutie Mark: Mapa z czerwoną strzałką, wskazującą punkt, w który wbił się sztylet.

Historia: Urodził się jako najstarszy, a zarazem jedyny syn pewnego rolnika, bardzo dobrze znanego w wiosce, oraz niezwykle szanowanego, gdyż pełnił niejako rolę sołtysa. W każdym razie, pojawienie się Eryka, dla rodziny było bardzo radosną wieścią, gdyż znikło zagrożenie tego, że linia zniknie. Jednak to ojcu nie wystarczało. Kiedy tylko mały kuc osiągnął wiek, gdzie rozumiał już pewne sprawy, co wieczór rodzic opowiadał mu o prze minionej świetności rasy ludzkiej, o tym jaką wielką krzywdę uczynili im parzystokopytni, zamieniając ich formę, a także o upodleniu ze strony władzy. Młody nie musiał być bardzo spostrzegawczy, żeby dostrzec jaką nienawiść jego ojciec żywi to Equestrii. Ale całą tą propagandę, chłonął jak gąbka, by po czasie i on zapałał wrogością. A te odczucia przekazywał znajomym, dzięki czemu zyskał sobie szacunek i posłuch. Z jednym z kolegów, zaprzyjaźnił się bardzo, przez co często wzajemnie sobie pomagali. Czyli złość może być powodem do radości. Poniekąd. W każdym razie, jak tylko Eryk podrósł, musiał pomagać na polu, bo każda para kopty była na wagę złota. Początkowo, było mu ciężko. Do łóżka wracał obolały, kilkakrotnie nawet ranny. Ba, nawet zdarzyło się, że chciał sobie zrobić przerwę. Pech chciał, iż podpatrzył to jeden ze strażników. Zapędził go do roboty, a chłopiec odrzekł że musi odpocząć. Zakończyło się tym, że młodzieniec dorobił się rany na grzbiecie od bata. Nigdy tego nie zapomniał i jeszcze bardziej znienawidził rządzących. Lata mijały, a on przyzwyczajał się do trudnych warunków. Nabierał siły, tolerancji na ból. W bardzo rzadkich chwilach, pozwalał sobie na dwie przyjemności. Po pierwsze, nagminne czytanie książek historycznych. Zwłaszcza o starożytności. Po drugie, gra w szachy. Niby proste, aczkolwiek ćwiczył dzięki temu swoje umiejętności strategiczne,przez co dorobił się swojego znaczka. Choć z pojawienia się go, wcale rad nie był. W każdym razie, osiągnąwszy 25 lat, przejął pozycję rodzica, gdyż ten przez chorobę, cały czas siedział w domu, mimo iż chciał dalej pracować. Eryk, przechadzając się po wiosce, dostrzegł jak mała dziewczynka, płacze pod ścianą. Podszedł i zapytał się co się wydarzyło. Okazało się że mama dziecka nie mogła zapłacić podatków, gdyż sprzedaż osłabła. Strażnika nie obchodziło to i zabrał kilka sprzętów z mieszkania, nawet uderzył chłopkę. Ta kropla przelała czarę. Młodzieniec wiedział, że jeśli on czegoś nie zrobi, to sytuacja nigdy się nie zmieni. Wraz ze starym przyjacielem, spotkali się pewnej nocy. Omówili sprawę i doszli do wniosku iż nie mogą dołączyć do jednej z grup rebeliantów, bo te są słabo zorganizowane, rozproszone. Zdecydowali się krok po kroku, założyć własną organizacją, walczącą o wolność ludzi i ukaranie kuców, pegazów oraz jednorożców. Nie zamierzali ukrywać swoich rasistowskich zapędów. Wiele wysiłku wkładali w przygotowania i planowanie. Nową frakcję, nazwali Legionem, na cześć starożytnej, podstawowej jednostki Imperium Rzymskiego. W założeniach ta formacja miała być głównie militarna, a takie rzeczy jak dyplomacja zejść na dalszy plan. Tytuł Cezara przypadł Erykowi, a jego przyjaciel, Terens, tytułował się Legatem. Sześciu najbardziej zaufanych znajomych, przyjęło tytuły pretorian, by ochraniać głowę frakcji.by Po cichu zbierali popleczników, wśród mieszkańców wioski. Na chwilę obecną, liczba legionistów to ledwo 30 osób, a głównym celem jest przejęcie pełnej kontroli na wioską. Ale to do tego droga jest długa. Jednak Cezar i Legat, nie zamierzają się poddać(tak wzorowałem się na organizacji z Fallout New Vegas)

Zdolności: Jest bardzo charyzmatyczny, przez co łatwo mu zdobywać zaufanie innych, przez co ci chcąc za nim podążać. Prócz tego, jest niezłym taktykiem oraz organizatorem. Mimo że wielu gratuluje mu siły fizycznej, to on traktuje to tylko jako dodatek.

Miejsce urodzenia: Mała wioska gdzieś w Środkowej Europie.

Miejsce zamieszkania: To samo co wyżej

Zawód: Przywódca organizacji. Mimo tytuły, dalej wykonuje swoje zadanie rolnika, a także uczestniczy w ćwiczeniach, jak reszta.

Wiek: 25 lat

Organizacja: Nazwa frakcji to Legion. Organizacja jest bardzo rasistowska i marzy o zrzuceniu kajdan władzy oraz powrotu ludzi na swoje miejsce. W planach, po zdobyciu władzy, mają być ukierunkowani na podboje, dzięki czemu mają zyskać więcej wiosek oraz zwolenników. Do innych buntowników odnoszą się z szacunkiem, a ci mogą liczyć na przyjęcie do domów. Do gryfów i podmieńców, nie żywią zaufania, choć uważają że mogą mieć w nich sojusznika. Zakładane rangi wyglądają następująco:

Rekrut Legionu - świeży członek Legionu, ma walczyć w pierwszej linii, aby zmęczyć przeciwnika. Pancerz nie jest gruby, ale wystarczający by poradzić sobie z mieczem czy sztyletem.

Weteran Legionu - wojak który swoje w odbył. Rzucany w walki tylko w chwilach najbardziej ryzykownych. Ci posiadają już konkretną zbroję.

Zwiadowca Legionu - lekko uzbrojony, bardzo szybki, który ma za zadanie sprawdzić teren, oraz pełnić rolę harcownika.

Decanus Legionu - dowodzi dziesiątką żołnierzy, prawie o najwyższej pozycji niezwykle szanowany wśród innych

Centurion - dowodzący dziesięcioma decanmi najważniejszy oficer na polu bitwy, doświadczony. W ramach doktryny walki ramię w ramię, ci mają stać w pierwszym szeregu, wraz z resztą towarzyszy.

 

  • Mistrzostwo 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

2018-10-19_16_19_24.thumb.jpg.4181b869458dd58f691c4092c8afa2dd.jpg

Imię: Qualm Mirror ♀

Kronikarz strażnik skarbca

Wiek postaci: 48

Rasa postaci: Jednorożec ==> pozbawiony mocy ==> w tej chwili pegaz

Wygląd: Źródło wyssało z niej jej moc... Uzupełniło ją i zmieniło jej ciało... Taka była kara za błąd. Za wcześnie zdecydowała się na próbę równowagi której nie posiadła. Ale było już za późno by cokolwiek zmienić. Jej różowe ciało stwardniało... Zmieniło się w połyskujący lustrzany kryształ przynajmniej w pewnej części... Niebieska grzywa zaczęła rozpadać się na pojedyncze kłęby dymu... wszędzie zdradzając jej obecność smrodem rozpadu... Jej pysk zakrywa lustrzana maska... Zakrywająca jej oczy które niegdyś w kolorze ciepłego brązu zostały wypalone po przez widok zniszczenia... Pustki.

Historia: Jedna z nielicznych ocalałych z Vestrii gdzie władzę przejęła Aurill... Była źrebakiem zanim nadeszła mroźna królowa... Nie jakimś wyjątkowym. Nigdy nie miała jakiś wybitnych zdolności... Chyba że chodziło o odtwarzanie. Z wielką ochotą kopiowała innych, a jej zachowanie było odbiciem tego co działo się w koło. Dobór słów... Gestów, czy postrzegania rzeczywistości. Zwyczajna klaczka... chcąca wtopić się w tło bo nie uważała siebie za istotną.

Wielki lodowiec nasunął się na Eiche... I to był koniec... Spadła z jednej z najwyższych gałęzi wielkiego dębu... Jednak ktoś miał z nią większe plany... i otworzył lustrzany portal na wypolerowanym lodzie, pozwolił jej wpaść w jeden z najbardziej osobliwych planów i przeżyć samej sobie, bo i tak by zginęła. Otrzymała szansę... Próbę... Nie raz walczyła w nim ze swoimi odbiciami. Nie raz miała problem by się ruszyć gdy kryształowe bestie całymi godzinami wydawały się obserwować... A po drugiej stronie ktoś na nią czekał... Ktoś kto chciał się nią zaopiekować. jednak podróż ta nie pozwoliła zaznać jej nigdy więcej  równowagi.

Magia: Pył, sól, lustro

Broń i Zbroja: Jej oczy przykrywa lustrzana maska pozwalająca jej patrzeć na świat po tym jak negatywna energia zabrała jej oczy... Chroni za nią jej otoczenie. Pozwala też jej przybrać normalny wygląd... Pegaza...

Znaczek: Lusterko

Charakter: Neutralnie Zła

 

***

2018-10-19_14_12_34.thumb.jpg.cb415b61769d3695eb98958c8f9ff323.jpg

 

Imię: Dancing of the Fate ♀

Kronikarz starsza adeptka 

Wiek postaci: 25

Rasa postaci: Kucyk ziemski

Wygląd: Niewielka, chuderlawa klaczka, której to nawet sierść nie dodaje życia, gdyż jak ma to zrobić biel. Dopiero jej niebieskie oczy pełne płynnego srebra posiadają tą iskrę, zdradzające że ma w sobie nieskończone pokłady energii. Całość jej wizerunku dopełnia złota prosto ułożona grzywa i fikuśny kapelusz z dzwonkiem na szczycie, który to stanowi jej znak rozpoznawczy…

Historia: Kiedyś była zwykłym kucykiem ziemskim chcącym nauczyć się czarować, a pochodzi nie skąd indziej jak z Equestrii tej w której miłosiernie panowała dobra Księżniczka Celestia... Jej najlepsza wersja... Ze starych czasów, gdy Star Swirl dopiero zdobywał swoją popularność, a ona wsłuchiwała się w te wszystkie historię, to na jego cześć ma dzwoneczek przy kapeluszu. Ku jego pamięci, bo zniknął, a ona próbowała znaleźć odpowiedź w bibliotece... Jednak regały ją pochłonęły... Zgubiła drogę i znalazła się gdzieś indziej. W pierwszym momencie chciała wracać, ale na jej boku pojawił się znaczek... Zobaczyła że jej marzenie wcale nie jest tak odległe... a wrócić będzie mogła jak już je zrealizuje, tak jej powiedzieli... Ale gdy już miała wszystko to nie chciała opuszczać nic... Coś się w niej zmieniło, po przez przebywanie w mieście tysiąca drzwi... Mieście bez końca... Sigil... Zapomniała rodziców.

Magia:

ogień, woda, ziemia, powietrze,

blask, próżnia, magia, przestrzeń i czas

Broń i Zbroja: Czapka jej jest wstanie pochłonąć niezliczoną ilość przedmiotów czy energii...

Znaczek: Potrójnie przeplatana nieskończona wstęga ~ symbol równowagi

Charakter: Neutralna ==> Chaotycznie neutralna

 

***

 

Imię: Haze Mustele ♀

Kronikarz szukający

Wiek postaci: 192[8]

Rasa postaci: Jednorożec

Wygląd: Mechaniczna, istota niewielki kucyk zbudowany głównie z mosiądzu, a z jej wnętrza wydobywa się cykanie zegara napędzanego kryształem jej duszy. Jej włosy wykonane zostały z miedzi co skręcają się jak ścinki metalu w tokarce... i same w sobie są pełne zawijasów...

Historia: Wychowywała się w Mechanusie, mieście zębatek i trybów... Jej rodzice przybyli tam z innych sfer. Ojciec był wspaniałym wynalazcą, jednak maszyny patrzyły na niego z dystansem... Na jakiegoś kucyka. Wprowadzającego nowe, gdy stare działało... Jego jedyna córka zachorowała. Na nic dziwnego. Zwyczajnie była za młoda by znaleźć się w tak nie gościnnym środowisku... Plan zaczął ją zmieniać. Jej magia nie umiała się oprzeć magicznemu naporowi, a kolejne zaklęcia nie dawały uchronić jej przed zmianą w maszynę zgodną z naturą planu, a wszyscy ostrzegali jej ambitnego ojca... Jednak on myślał że to złośliwie, by się go pozbyć. Jednak maszyny nie potrafiły kłamać.

Magia: astral, eter, mineral, piorun

Nasiąkała magią od małego, jej ojciec budował głównie statki, a ją zaczęła tylko ograniczać jej wyobraźnia i ilość materiału w koło

Znaczek: brak

Charakter: Praworządnie neutralna

Edytowano przez Hoffner
  • Mistrzostwo 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Imię: Lily Hope

 

Strona konfliktu: Buntownicy

 

Rasa:Kucyk Ziemski.

 

Wygląd: Grzywa koloru trawy zapleciona w długi warkocz, sierść koloru przyblakłej purpury oraz liliowe oczy.

 

Cutie Mark: Kopyta obejmujące ziemię.

 

Historia: Lily urodziła się małżeństwu piekarzy w Ponyville.Interes kręcił się dobrze bo byli

jedynym źródłem świeżego chleba w miasteczku. Miała brata bliźniaka o imieniu Golden Promise. Hope była hiperaktywna i dobroduszna, zazwyczaj nie bała się walić prosto z mostu i miała dziwny pociąg do wszystkiego co inne, podchodzący nawet pod ksenofilie.A Promise był bardziej subtelny i spokojny, czasami nawet zimny.Oboje pomagali rodzicom w prowadzeniu rodzinnej piekarni.Klaczka ugniatała ciasto a jej brat zajmował się reklamowaniem i pomagał ojcu w sprzedaży wypieków. Swój znaczek zdobyła kiedy w szkole obroniła młodego gryfa przed prześladowaniem w szkole. parę lat później Lily poszła na studia medyczne do Canterlotu. Tam miała pierwszą styczność ze sponifikowanym człowiekiem, miał na imię Kevin. Ciągle wpadał w kłótnie i wyrażał obrzydzenie całą rasą kuczą. Mówił jak wszystko było lepsze kiedy ziemię zamieszkiwali ludzie. Hope to niezwykle intrygowało. Więc mimo opryskliwych odpowiedzi zadawała mu setki pytań na temat świata ludzi w końcu był zmuszony zacząć mówić. I choć sam tego przed sobą nie przyznawał bardzo chciał się komuś zwierzyć, a Lily była świetnym słuchaczem. Po kilku latach bardzo się do siebie zbliżyli,wręcz zaprzyjaźnili. Pewnego dnia zaprosił ją do swojego domu. Mówiąc że chce jej coś pokazać.Okazało się że w swojej tajnej piwnicy planował rebelie, wraz z innymi zponifikowanymi z okolicy, zaproponował jej dołączenie, na początku była zszokowana i się na to nie zgadzała ale w końcu udało się mu ją przekonać, tym że każdy zasługuje na wolność. Codziennie po zajęciach przychodzili do piwnicy i się przygotowywali. Lily głównie ćwiczyła używanie ludzkiej broni z Kevinem. W końcu nadszedł sądny dzień. Przez radio dogadali się z większą grupą rebeliantów na pustkowiach w pobliżu Las Pegasus, mieli pojechać pociągiem do miasta i do nich dołączyć, wszystko zdawało się iść dobrze ale kiedy już się zbliżali w pociągu pojawiła się grupa straży. Ktoś musiał ich wsypać. Uciekłą ale pozostali zginęli. Udało jej się dotrzeć do bazy buntowników. Skłamała że jest sponifikowanym człowiekiem żeby nie mieli do niej uprzedzeń. Na początku była głównie medykiem polowym ale potem coraz bardziej włączała się do walki. Wojna ją zmieniła.Nieco spoważniała i stwardniała. Wydoroślała. Ale nigdy nie przestała być sobą. Po wielu latach walk wojna się zakończyła, ale nie tak jak zamierzali. Kiedy Crystal przejęła władzę nad Equestrią i rozbiła buntowników swoimi wziętymi jakby znikąd wojskami. Musieli się rozpierzchnąć. Lily musiała pojechać do Manehattanu, z powodu nowego podziału rasowego tylko tam mogła zdobyć porządną pracę. A to z powodu jej brata, kiedy ona walczyła on założył i rozwinął ogromną firmę, na początku produkowali sprzęt codziennego użytku, jak mikrofalówki i lodówki. Ale po wojnie przerzucili się na produkcje ludzkiej broni. I mieli na to monopol. Był tak wpływowy że nawet Crystal musiała się z nim liczyć. I dlatego w Manehattanie wystarczyło że wspomniała że Golden Promise jest jej bratem żeby pracodawcy trochę przymknęli oko to że jest kucem ziemskim. Nie wystarczająco by zostać lekarzem ale pielęgniarka to co innego. Mimo tego nie podoba jej się że cały czas pozostaje w cieniu brata. Pomimo porażki nadal pozostaje buntowniczką.

 

Zdolności: Teoretyczna i praktyczna wiedza medyczna, specjalizuje się w stylu walki który inni buntownicy żartobliwie nazywali “kaczka na kokainie”. Polega na szybkim i nieprzewidywalnym poruszaniu się, najlepiej sprawdza się przeciwko jednorożcom. Nie lubi używać broni ciężkiej. Zazwyczaj używa pistoletów i strzelb.

 

Miejsce urodzenia: Ponyville

 

Obecne miejsce zamieszkania: Manehattan

 

Zawód:Pielęgniarka

 

Wiek: 35 lat.

 

  • Mistrzostwo 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

image.png.d44887e30ccbe03f2e6540ae33e75d1a.png

 

✗Imię|Asra Arlas✗
✗Strona konfliktu|Brak✗
✗Rasa|Jednorożec✗
✗Cutie Mark|Dwie karty tarota oraz kadzidełko✗
✗Historia| Obudził się nagle, cały zakrwawiony, z włócznią wbitą w bok. Nie był pewien co się dzieje, ani gdzie się znajduje. Ostatnie wspomnienia… Shika… Ciepły dom i? Śmierć we własnym łożu. Czemu właściwie otworzył oczy ponownie? Wyrwał narzędzie z ciała. Jezioro… Pokuśtykał w jego stronę by się przejrzeć. Nie było to jego ciało. Gdzie się podziała biała sierść, czarna grzywa i zmęczone oczy? Dlaczego miał róg? Nie był pewien. Otrząsnął się dopiero po chwili, i zaczął szukać jakiegokolwiek zamieszkanego przez inne kucyki miejsca. Tak trafił do niewielkiej wioski, gdzie zajęto się jego raną i pożywiono go. Jedna ze znachorek wytłumaczyła mu, że stał się żniwiarzem. Czym tak właściwie jest żniwiarz do cholery? Już tłumaczę. To osoba która pozbywa się demonów, a poza tym zamieszkuje zwykle nie swoje ciało, a takie, które akurat umierało. To by tłumaczyło dlaczego nie jest sobą. Ponadto osobnicy ci mają nieco lepsze zmysły a także są nieco zwinniejsi. Ale skąd właściwie mam wiedzieć jak pokonywać te demony? Otrzymał książkę w której wszystko było spisane, a także niewielki domek trochę dalej od wioski. Mimo wszystko nikt nie był w stanie nauczyć go magi, bo żyły tu tylko kucyki ziemskie. W ten sposób, nauczył się sam jedynie zaklęcia lewitacji. To właśnie w nowym domu, pod materacem odnalazł talię tarota, co było nawet zaskakujące, potrafił odczytać znaczenie każdej karty. Tak właśnie rozpoczął swoją małą działalność. Dużo kucyków przychodzi do niego po radę, wielu też odtrąca go ze społeczeństwa. To zrozumiałe, jest dla nich dziwny i niezrozumiały. Ale rozumie to. Nie żąda podziękowań za ratowanie żyć. To w końcu jego obowiązek.✗
✗Zdolności|Walka z demonami, odsyłanie demonów, zdolności wyższych jednorożców[potrafi jednak używać tylko zaklęcia lewitacji], odczytywanie przyszłości za pomocą tarota, opieka nad roślinami, wiedza o ziołach✗
✗Klasa magiczna|Potężny jednorożec✗
✗Miejsce urodzenia|Fillydephia✗
✗Obecne miejsce zamieszkania|Mała wioska o kulturze Indyjskiej✗
✗Zawód|Żniwiarz, Wróżbita✗
✗Wiek: 80 lat (niecały rok w tym ciele, ciało ma około 20 lat)✗

Edytowano przez Clockwork Ruby Who

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Spoiler

 

Imię: White Wish

 

Rasa: Jednorożec

 

Wygląd: Oceniając White po samym wyglądzie można powiedzieć że nie należy do kucyków silnych fizycznie, przewyższa wzrostem większości jednorożców i jednoczenie jest od nich bardziej smukła co sprawia że dobrze nadawałaby się na modelkę. To jej jednak nie wystarcza dlatego by sprawiać wrażenie jeszcze wyższej niż jest w rzeczywistości nosi buty na trzy centymetrowym koturnie. Jej sierść jest obecnie koloru zgaszonej bieli. Posiada piękne złote oczy. Krótka grzywa razem z ogonem natomiast przybierają iście królewską barwę a jest nią intensywna purpura. Na ogół pokazuje się w zbroi zakrywającej szyję, cały przód tułowia oraz jej boki od połowy w górę. Pancerz uzupełnia hełm i ochraniacze na przednie kopyta. Po swojej lewej nosi materiałowy pokrowiec w którym przechowuje swoją broń.

 

Cutie Mark: Ważka o granatowych skrzydłach.

 

Historia: Urodzona w górniczym mieście na terenach rządzonych przez Storm Kinga - miejscu niezbyt godnym jednorożca o barwach świadczących o czystość i królewskości. To sprawiło że musiała zapomnieć o swoim domniemanym przeznaczeniu i wyrosnąć z bycia źrebakiem dosyć szybko. Codziennie patrzyła jak słabszy pada ofiarą silniejszego i wierzyła że to wina Storm Kinga, gdyby nie on świat stałby się lepszy. Właśnie dlatego poświęciła wiele lat na trening magii poszerzając swoją wiedzę i moc jednak nigdy nie nauczyła się żadnego zaklęcia ofensywnego. Nie była to wina jej nauczycielki ale wewnętrznego przekonania jakie miała White - uważała że tak wielki przywilej jaki posiadają jednorożce powinien służyć jedynie do dobrych celów a nie do krzywdzenia innych. Nie przeszkadzało jej to jednak by używać zwykłej, ordynarnej broni z metalu do walki. Pewnego dnia rozeszła się wieść że Storm King został pokonany przez elementy harmonii a biały jednorożec czując że ma dług do spłacenia względem Equestrii dołączyła do gwardii. Wypełniała swoje obowiązki jak najlepiej i kontynuowała naukę magii. Gdy miała 28 lat została wysłana do sprawdzenia niepokojących wieści z małej wioski leżącej na północy kraju, gdy dotarli na miejsce zagrożenie okazało się poważniejsze niż z początku się wydawało. White mimo to z powodzeniem nawróciła Sinister skłaniając ją do naprawienia szkód jakie wyrządziła. W czasie ataku Crystal na Canterlot spała a ze snu wyrwały ją dopiero wrzaski na korytarzu. Starała się walczyć z przeciwnikiem ale nie mogła wygrać, działali zbyt szybko a ona sama była osłabiona po ostatniej przegranej z buntownikami.

 

Zdolności: Specjalista w walce. Matka nauczyła ją również zmodyfikowanej wersji tarczy magicznej działającej jedynie na ataki magiczne. 

 

Klasa magiczna: Potężny jednorożec (Nie umie zaklęć ofensywnych, transmutacji i czarnej magii. Zaklęcie żywiołów i przywołania również są poza jej zasięgiem jednak przez wiele lat treningu nabrała magicznej wytrzymałości dlatego może rzucać więcej zaklęć zanim opadnie z sił) 

 

Miejsce urodzenia: Górnicze miasto na terenach okupowanych przez Storm Kinga. 

 

Obecne miejsce zamieszkania: Canterlot

 

Zawód: Obecnie brak, była gwardzistka. 

 

Wiek: 35.

 

Spoiler

 

Imię: Sinister Spell

 

Rasa: Jednorożec

 

Wygląd: Przeciętnego wzrostu klacz o żółtych oczach. Grzywa koloru intensywnego zielonego jadeitu z lewej strony jest krótka, sięga jedynie do połowy szyi. Z drugiej strony natomiast nadrabia tą stratę, włosy są bujne i długie a część z nich zapleciona jest w niezbyt długi warkocz. Całość przykrywa pióropusz wykonany zarówno z kruczych piór jak i piór feniksa. Ogon jest związany w kucyka. Sierść koloru bursztynowego.

 

Cutie Mark: Ćma za którą ciągnie się fioletowy dym.

 

Historia: 

Kiedyś była zwykłym źrebakiem nie wyróżniającym się na tle innych, wszystko jednak się zmieniło gdy przypadkiem rzuciła czar nawet tego nie chcąc. W przypływie złości użyła czarnomagicznego zaklęcia powodując że obiekt jej gniewu przeżywał koszmary na jawie, prosił by Sinister przestała ale nie wiedziała jak. W ten sposób dostała swój znaczek, ciężko jednak powiedzieć że była z niego zadowolona. Po tym incydencie dostała zakaz chodzenia do szkoły a wszyscy starali się jej unikać, nic dziwnego skoro każdy się bał. Plotki i niestworzone historie na temat wiadomo kogo nie miały końca a każda następna była coraz bardziej barwna. To co jednak najbardziej ją bolało to samotność… Uczyła się w domu razem z mamą i wychodziła z nią szukając ziół. Równo po roku odkąd po raz pierwszy użyła czarnej magii w jej snach zaczęła pojawiać się pewna osoba z podobnym do niej znaczkiem. Mówiła że dzięki pomocy może się stać się klaczą z opowieści krążących na jej temat. Przepełniona uczuciem nienawiści do wioski która ledwo ją toleruje Sinister posłuchała… Spędziła parę lat nad rozwijaniem swojego talentu a z biegiem czasu jednorożec ze snów odwiedzał ją nawet na jawie. Nie było to niepokojące ponieważ w końcu zyskała osobę z którą może rozmawiać i nie jest jej matką. Gdy miała 24 lata nadszedł czas by pokazać na co ją stać, w ciągu paru nocy urzeczywistniła jak najwięcej historii które usłyszała zmieniając wioskę nie do poznania. Po tygodniu tego stanu pojawiła się trójka gwardzistów, z powodu panującej wojny z buntownikami Celestia nie mogła pozwolić sobie na wysłanie kogoś więcej. Dwóch ogierów poddało się dosyć szybko, cechowała ich zbytnia ciekawość i dotknęli przedmiotów z którymi nie powinni mieć kontaktu. Ostatni żołnierz - biała klacz o purpurowej grzywie stanęła przed antagonistką i większość mieszkańców wioski spodziewała się zaciętej walki zakończonej zwycięstwem tej dobrej jednak tak się nie stało. Gwardzistka postanowiła porozmawiać, sprawdzić czy magia przyjaźni faktycznie działa cuda i upewnić się czy siłowe rozwiązanie jest konieczne. Po długiej dyskusji doszły do porozumienia, Sinister naprawiła szkody jakie wyrządziła a White złożyła obietnicę. Niestety po tym drugim incydencie nie miała już czego szukać w swoich rodzinnych stronach dlatego zdecydowała przeprowadzić się w inne miejsce, takie w którym nikt jej nie znał. Często widywała się z White i był to jeden z lepszych okresów w jej życiu. Pech jednak chciał że to co dobre nie trwa wiecznie, niejaka Crystal zajęła Canterlot pokonując siostry a biała gwardzistka złamała swoje słowo.

 

Zdolności: Czarna magia, magia chaosu i wiedza na temat chemii. 

 

Klasa magiczna: Przeciętny jednorożec.

 

Miejsce urodzenia: Bardzo mała wioska (12 rodzin) na północy Equestrii

 

Obecne miejsce zamieszkania: Ponyville jednak dość daleko od centrum, około 45 minut drogi.

 

Zawód: Sprzedawca, dodatkowo odpłatnie pomaga w problemach związanych z czarną magią. 

 

Wiek: 31 lat.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No dobra wszystkie karty są zaakceptowane, więc zaczynamy. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Skala kary jest wymierzona od rodzaju zbrodni. Tak jak widać tutaj, za bunt grozi śmierć, a za przeszkadzanie, czy ukazywanie jawnej niechęci do Crystal czekają dyby lub więzienie. Każdy mógł zobaczyć obwieszczenie, chyba, że akurat był w lesie, czy coś. Obwieszczenie pojawiło się w każdym zamieszkanym przez kucyki miejscu Equestrii. Kolejna sprawa, jeśli ktoś zastanawia się jak wschodzi teraz słońce skoro nie ma Celestii, to odpowiedź krótka, teraz Crystal to robi. Jak zdobyła taką zdolność? To się wyjaśni w miarę rozwoju fabuły. Krótka jeszcze sprawa zamieszkania przez inne istoty. Kucyki kontrolują dawną Europę i niewielką część Rosji. Podmieńce zasiedliły się w Ameryce Północnej, a zebry Południowej. Hipogryfy zamieszkują rejony Azji. Gryfy natomiast żyją w rejonach Afryki. Smoki żyją w Australii a jaki w rejonach Tybetu.

 

Słońce wschodziło nad krainą, zaczynając kolejny piękny dzień, zupełnie jakby chciało ukryć to co teraz dręczyło ten świat. Equestria, która była dawniej, przestała istnieć. Teraz przeszłość i teraźniejszość tego świata łączyła tylko ta sama nazwa. Kraina znów budziła się do życia, a jednak dla wielu zaczynał się koszmar codziennej rzeczywistości, który trwał już od lat. Kucyki wszak nie tak dawno musiały wziąć udział w krwawej wojnie, jakiej nigdy nie widział ich świat. Zakończenie konfliktu miało przynieść radość zwycięzcy, ale nikt nie przewidział takiego scenariusza jaki teraz nastąpił. Wszyscy coraz bardziej zapominali jak wyglądało dawne życie, niezależnie, czy byli sponyfikowani, czy rodowici musieli nauczyć się przetrwania w nowym świecie, a przy tym zapomnienia jaka była ich prawdziwa natura.

 

Niemal każdy poranek był podobny wszędzie jak teraz. Rzeczą, do której wszyscy już przywykli były poranne ogłoszenia heroldów, którzy przemawiali z Canterlotu, a ich przemowy zaczynały magiczne kule pojawiające się na niebie nad każdym zamieszkanym miejscem w Equestrii, które z czasem się rozrastały zmieniając w ogromne ekrany, na których pojawiał się przemawiający herold. Wszyscy wiedzieli skąd pochodzi ta magia. To był jeden z wielu pokazów mocy, obecnej władczyni. Był to również chyba jeden z niewielu dowodów, na to, że Crystal wciąż tu jest. Kucyk, którego nikt niemal nigdy nie widział, ale naprawdę istniał. Istota tak potężna, która zdołała wszystkich zniewolić, a w sercach każdego mieszkańca zrodzić strach. Na magicznym ekranie, pojawił się jednorożec ubrany w długą zdobioną czerwoną szatę wszedł na platformę w otoczeniu gwardii i z pomocą czaru wzmacniającego głos zaczął czytać z pergaminu, tak by wszyscy słyszeli. Zawsze było tak samo. Stawał na platformie otoczony gwardzistami, a potem ogłaszał wieści i dekrety.

 

- Słuchajcie, słuchajcie – zaczął, nim przeszedł dalej. – Z rozkazu jaśnie umiłowanej Crystal, ogłasza się co następuje – na chwilę zamilkł, by złapać oddech. – Każdy, kto w jakiś sposób będzie przyczyniał się do buntów lub ukrywał wiedzę o buntownikach, zostanie ukarany zarówno on jak i cała jego rodzina dla przykładu – kucyki słyszące to, dalej zajmowały się codziennymi sprawami jakby już do tego przywykły. – Zrozumcie to, zarówno rodowici jak i dawni sponyfikowani, nasza pani, nie jest waszym wrogiem. To nie ona połączyła światy dawnych ludzi i kucyków, a zrobiła to żądna władzy Celestia – na pyszczkach niektórych kucyków pojawiły się grymasy, jednak zaraz zniknęły, gdy zobaczyli okolicznych gwardzistów ubranych w mroczne zbroje, przynoszące na myśl śmierć. Gwardzistów, którzy dawniej ich chronili, a teraz byli narzędziami w kopytach tyranki. – Wszyscy musimy się czegoś wyrzec, by świat mógł normalnie istnieć. Nasza pani stara się naprawić bałagan jaki pozostawiła poprzednia władza, ale to wymaga od nas wszystkich wiele pracy i poświęceń. Tylko razem możemy zbudować lepszy świat niż istniał kiedykolwiek. Podział, który obecnie nas obowiązuje jest jedynym sposobem na zachowanie harmonii w tym świecie – mówił dalej.

 

– Dobrze, czas teraz informacje z frontu – zaczął ponownie po krótkiej przerwie. – Nasza gwardia skutecznie walczy z hordami podmieńców i  barbarzyńskimi gryfami. Wkrótce i oni uchylą przed nami głowy, jednak wojna wymaga poświęceń – dodał herold, a kucyki, które to słyszały znów się lekko skrzywiły. Nie było tajemnicą, co to oznacza. – Ponownie wzrasta pobór do armii jak i zapotrzebowanie na broń i żywność. W związku z tym, gospodarstwa rolne będą musiały generować więcej zbiorów, które zostaną przekazane armii. Ponadto fabryki będą musiały zwiększyć ilość pracy, by wygenerować odpowiednie ilości uzbrojenia. Wszystko to dla naszego wspólnego dobra – wszyscy mieli nadzieje, że to koniec, ale ta nadzieja szybko się rozwiała, bo kucyk nagle dodał - A na zakończenie – powoli odszedł, a na jego miejsce stanął inny jednorożec w granatowej szacie ze złotym naszyjnikiem w kształcie figury szachowej. Wszyscy wiedzieli, że jest to jeden z sędziów nakazujących wyroki. Kucyk ruszył kopytem w kierunku gwardzistów, którzy nagle ruszyli za platformę, na której stał. Wrócili po kilku sekundach prowadząc kilkoro skutych kucyków w mundurach wojskowych.

 

– Wczoraj rozbito kolejne niewielkie ognisko buntu – oznajmił, a pojmani jeńcy nie okazywali emocji tylko stali twardo, gdy jednorożec powoli do nich podszedł. – Crystal jest miłosierna i daje szansę naprawić grzechy. Przyznajcie się, że zbłądziliście z jej ścieżki i odkupcie winy

- Wolałbym się nażreć gówna! – warknął, lekko posiwiały kucyk ziemski. Sędzia kiwnął głową do kucyka w czarnej masce, stojącego za buntownikiem, który powoli wyciągnął włócznie. Kucyki wiedziały co to znaczy. Jakaś klacz zasłoniła szybko oczy źrebakowi, gdy nagle kat wbił włócznie w grzbiet ogiera, przebijając go na wylot. Wszyscy patrzyli przerażeni jak buntownik upada bez życia. Kolejna trójka pojmanych również zaczęła okazywać strach, gdy sędzia zbliżał się z niesamowitym spokojem do nich.

- To samo pytanie – mruknął, jakby nic przed chwilą się nie stało. Buntownik przełknął lekko ślinę.

- N… ni… nigdy – mówił już nie tak pewnie jak poprzedni, drżąc ze strachu. Jednorożec kiwnął głową w stronę kata, który wykonał kolejny wyrok bez mrugnięcia okiem. Ktoś w tłumie zebranych krzyknął przerażony tym widokiem. Nim sędzia zdołał zadać pytanie kolejnemu, ten wykrzyknął „wolność” za co kat bez rozkazu go zabił.

- Przestańcie! Nie jesteśmy tacy! – krzyknęła nagle jakaś klacz, biegnąca w stronę platformy. Gdy jednak tylko się zbliżyła, jeden z gwardzistów uderzył ją obuchem włóczni w głowę, przez co padła zamroczona.

- Nadal się nie uczycie – powiedział ponuro sędzia, patrząc na całą scenę. – Dawny świat przepadł, a w tym trzeba być twardym – spojrzał na ostatniego buntownika. Nie mógł mieć więcej niż dziewiętnaście lat. Cała jego werwa zniknęła, gdy jego towarzysze zginęli. Teraz kulił się przerażony, nie mogąc powstrzymać łez. – Koniec na dziś obwieszczeń – mruknął, powoli odchodząc, a za nim poszło kilkoro gwardzistów. Buntownik powoli się podniósł, myśląc, że mu się udało, jednak zaraz wydał wrzask pełen przerażenia, gdy zobaczył włócznie teraz opadającą na niego. Dwoje gwardzistów chwyciło zamroczoną klacz i zamknęli ją w dybach obok innego nieszczęśnika. Żaden kucyk już nic nie zrobił, zupełnie jakby nic nie dawno się nie stało. Wszyscy wrócili do codziennych zajęć, a magiczne ekrany ponownie zniknęły.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Smukły srebrzysty kadłub Wesołej Łasicy, niewielkiego kutra pościgowego ciął bez przeszkód morze mgieł eterycznych o wręcz nie opisanych kolorach, niezwykle spokojnie, jako jeden z wielu statków poszukujących Oka Sharr, które zostało skradzione 6 lat temu i do tamtej pory nie został odnaleziona ta która je wyniosła bez wiedzy innych... A nawet nie była kronikarzem.... Nie miała ich mocy i wszyscy się dziwili jak ktoś nie zaznajomiony z energią planów, przeszedł kryształową komnatę. Pokonał własne odbicie... Niemożliwością się wydawało go nie posiadanie...

 

Nikt nie wiedział... I dziwiła się Qualm Mirror siedząca z nudów na jednej z szerokich poręczy... Nudząc się i analizując każdy moment który przegrała po raz setny i na nowo. To ona zawiniła... Przepuściła ją wierząc w swoją magię. Opuściła stanowisko... Nikogo tam nigdy nie było... Tamtej się udało... A gdy zobaczyła jej biały ogon... Jej uśmiech było już za późno... Chciała tylko książkę z biblioteki... Obwiniała się za to... A jej kryształowe kopyto raz za razem i coraz mocniej uderzało w miedziane zdobienie rozbijając je... Zostawiając na nim kolejne wgłębienia, czasami posykując z bólu

 

- To jest uciążliwe - odezwał się wreszcie duch klaczki patrzącą na różową pegaz, której grzywa wydawała się bulgotać... O ile dymy i pyły mogły bulgotać, ale wyglądało to dokładnie w ren sposób... Ich spojrzenia się spotkały... Lustrzany ekran i eteryczny źrebak we wszystkich odcieniach zieleni próbująca się buntować. Nudziła się... A już nie wiedziała co mogła zmienić w tej konstrukcji... Rozejrzała się, mrużąc oczy po kolejnym uderzeniu. - Przestań! - krzyknęła, a kopyto pegaz zawisło w powietrzu.

 

Podleciała do koła sterowego, do ogromnej busoli, ale zupełnie łamiąc prawa grawitacji które zapisała na pokładzie Fate, by się im lepiej żyło... To znaczy jej, bo jako jedyna posiadała normalne ciało i musiała jeść, oddychać... I robić te wszystkie nudne rzeczy... Pozostała dwójka nie miała tych problemów. Ale jednocześnie przyzwyczajeń wybijających kolejne dni.

 

- Fate! - krzyknęła swym skrzeczącym głosem - Leć obudź ją pewnie znowu śpi... - próbowała dyrygować "najmłodszym" członkiem załogi, a ta tylko mrugnęła oczami, a na dole było słychać wielki huk... Ktoś zleciał na metalową podłogę z naprawdę głośnym krzykiem, że tak się nie robi...

 

- To bolało! - krzyknęła klacz, wzmacniając swój głos wielokrotnie, że cały pokład zadrżał od jej tonu... Wspinała się bardzo szybko. Jej kopyta biły o kadłub... a klaczką tylko podskakiwała z kolejnego jej wygłupu.

 

- Haze, ile raz mówiłam że tak się nie budzi kucyków... - mówiła dość nerwowo, a jej mimika zmieniała się dość dynamicznie, a źrebak tylko wzruszył ramionami wskazując na Mirror która już dawno przejęła ster i zrobiła zwrot przez bakburtę.

 

- Ale ja nie pozwoliłam zmienić kursu!? - mówiła podlatując do koła, próbując przepchnąć drugą klacz... ale właśnie wtedy zobaczyła busole własnego projektu w którym magiczna żarówka zaczęła świecić mocniej po detekcji promieniowania złodziejki... Po tym jak złapała iskierkę gasnącej jej magii... Udało jej się go potrzymać. W tamtej chwili chciała wrócić do właścicielki i chciała wyrwać się w jej kierunku...

 

Ta przy sterze tylko zdmuchnęła gazowym strzałem czapkę pseudo czarodziejki, że jest tym razem górą... Dość złośliwie oznajmiając jej kto się pomylił... Pegaz się ożywiła. Jej zemsta była bliżej. Coś się zmieniło na tej krypie... Fate stanęła przy niej... Teraz mogli być tylko bliżej swojego celu... Haze tylko popędziła dwie turbiny, że całość zaczęła podskakiwać dość radośnie pokonując kolejne wzniesienia fal myśli i rzeczywistości.

 

Pokonali kolejną falę... Kolejną kurtynę zbliżając się do planu ziemi i wody gdzieś na styku czasu i wtedy właśnie coś zatrzęsło całym okrętem... Obróciło nim parę razy, a po wszystkim mogli zobaczyć czerwony pancerz pancernika leniwie się oddalającego jakby ich wcale nie poczuł... Jednego z nie licznych stworzeń zamieszkujących to miejsce, a jednak wydawał się nawet nie zwrócić na nich uwagi, gdy cała krypa wpadła w wir rzeczywistości tracąc za sobą kolejne fragmenty poszycia, które Haze gorączkowo próbowała utrzymać magnetycznymi siłami przy sobie... Ogromne wyładowania przebiegały pomiędzy nimi osmalając ich powierzchnie.

 

Oczy Fate wpatrzone były w busole... Wpadli w jeden z licznych wirów rzeczywistości... Miała nadzieję że odpowiedni po tym jak jej wskaźnik świecił jak nigdy wcześniej. Miała nadzieję że już są blisko. Niesamowicie blisko... Jak nigdy wcześniej nikt przed nimi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wielka kula ognista, pojawiła się na horyzoncie, a swymi promieniami dała sygnał rolnikom że nadszedł kolejny dzień. Kolejny dzień bycia pomiatanym przez ,,czystych" jak nazywali ich co po niektórzy. Ale wpierw, trzeba było udać się na plac, żeby wysłuchać obwieszczenia. Usłyszawszy o zwiększeniu daniny, poczynali szeptać między sobą. Jeden, nie chcąc dalej marnować czasu, opuścił teren, nie oglądając dalszego przekazu.

 

Ogólnie sytuacja w wiosce nie wyglądał kolorowo. Ledwo jedzenia starczyło by wszystkich wyżywić, a teraz trzeba będzie oddawać jeszcze więcej. Dla kolejnych ogierów, stawało się jasnym, że jedną opcją na przetrwanie jest faktycznie podniesienie zbrojnego oporu przeciwko okupantowi. A jakieś pogłoski, odnośnie jakiejś formacji, która formuje się gdzieś w okolicy, jak mówili co po niektórzy, wydawały się jak wieści o zbliżających się wojskach alianckich. Jednak jeśli już ktoś coś wiedział, to starano się aby gwardia wiedziała mniej niż nic. Choć w sumie niewiele by to zmieniło, gdyż ciągle docierały jakieś tam wiadomości o małych zbiorowiskach buntowników. Także strażnicy średnio się tym interesowali. Jak miało się okazać, niezbyt słusznie.

 

Eryk wstał jeszcze wcześniej niż wszyscy. Ale nie dlatego że musiał zebrać plony, bo do zbiorów została masa czasu. W pierwszej kolejności, przeszedł dokładnie ogrodzenie, by upewnić się, że w żadnym miejscu płot nie jest zniszczony. Robił tak co dziennie, ale wolał zawsze się upewnić. Później, zgodnie z rutyną, nakarmił wszystkie zwierzęta w gospodarstwie. Teoretycznie nie musiał, jako głowa rodziny, jednak chciał odciążyć swoich od roboty. Na końcu zasiadł na swojej ulubionej ławce, na której często spędzał wolne z ojcem, dopóki ten nie zachorował i obecnie ciągle jest w domu. Nie miał do tego pretensji. Rozumiał sprawę. Wpatrywał się w niebo, jak chmury wolno suną. Z tego przyjemnego letargu, wybudziło go skrzypienie drzwi. 

- Tak mamo. Pamiętam - ozwał się dziewczęcy głos - Ale będę mogła? Tak, tak dobrze. Ech.

Z budynku wyszła klacz, na oko siedemnastoletnia. Szarej pasty, oraz niebieskiej grzywy. Po wyrazie pyszczka, wyglądała na zmartwioną. Humor szybko się jej poprawił, kiedy dostrzegła siedzącego. Uśmiechnęła się i podbiegła do niego.

- Eryk - objęła go - Co ty tu robisz? 

- A - machnął kopytem - Wiesz jak to ze mną jest. 

- Wiem wiem. O której wczoraj wróciłeś?

- Chyba koło... - zastanowił się - Dziesiątej. 

- Musisz uważać, bo jak tak dalej będzie, to z nimi zamieszkasz. I jak wtedy sobie poradzimy? 

- Nie bój się siostrzyczko. Ja was tak szybko nie zostawię. Dałem ojcu słowo - parsknął - A te nasze spotkania to dla zabawy robimy. 

- Jasne...ty i zabawa - zaśmiała się,

- A powiedz mi....o czym to rozmawiałaś z matką? 

Spuściła wzrok na podłoże i zaczęła grzebać kopytem w ziemi - Emmm....a nie będziesz zły?  - zapytała nie pewnie. 

- Julia... - podniósł brew - Jak mógłbym być na ciebie zły? No nie licząc tego kiedy przez ,,przypadek" wyrwałaś stronę z mojej książki. Nie. Nie, nie zrobiłaś tego znowu, prawda? 

- Nie! Od tamtej wpadki już nie wchodzę do twojej biblioteki. Chodzi o to...że spotykam się z kimś.

- A mogę wiedzieć z kim? Obiecuję że nie będę się złościł. 

Przełknęła ciężko ślinę - Z Markiem! - przygotowała się jakby na cios. 

- Żartujesz? To świetnie. Dobry z niego człowiek, ba jest moim dobrym przyjacielem. Fakt, trochę za stary jak na ciebie, ale w jego przypadku...nie mam nic przeciwko. 

- O. Bo bałam się że będziesz chciał mnie wydać jak....no słyszałeś, z tamtej wioski na zachód. 

- Za Equestrianina?! Ojciec jakby to usłyszał wstał by z krzesła i urwał mi łeb. Jeszcze czego żeby te wysoko ustawione dupki dobierały się do mojej ulubionej siostry. 

Zaczerwieniła się - Wybacz że posądziłam cię o coś tak głupiego. Nie bój się, żaden z ,,czystych" mi się nie podoba. Yyych - wzdrygnęła się - Ale mogę do niego pójść tylko jak nakarmię trzodę i drób. Żeby nie było że nic nie robię. 

- To mam dla ciebie złą wiadomość - uśmiechnął się wrednie - Już to zrobiłem. 

Zamilkła - Z...znaczy że...?

- Pędź do niego. Baw się dobrze, tylko bez głupot, jasne? - spoważniał. 

Uścisnęła go najmocniej jak potrafiła - Uwielbiam cię braciszku. 

- Dobrze dobrze. No idź idź. Tylko pozdrów go ode mnie.

- Jasne! Na razie - odstąpiła i zaczęła galopować za dom.

- Ech, ona się nigdy nie zmieni - powiedział do siebie. Wyprostował się, i obrócił głowę, usłyszawszy głos siostry. 

- Tam jest, siedzi na ławce. 

Po czasie się uspokoił, gdy dostrzegł zbliżającego się kuca o brązowym kolorze i czarnej grzywie. 

- Co ona taka szczęśliwa? - spytał niskim głosem. 

- Pamiętasz piątego? No, to wygląda że udało się mu ją uwieść. 

- Wiedziałem że jest śmiały, ale żeby twoją siostrę ....no, nie ważne. Czemu nie przyszedłeś na orędzie? 

- Bo jak widzę gwardzistę to chce mi się kogoś rozerwać. Także boję się co by było, jakbym dostrzegł herolda, tą mierną kukiełkę. Jakieś ważne wieści? 

- Owszem. Znowu podnoszą daninę. Z jednej strony kijowo bo familię nie będą miały co do jedzenia...ale z drugiej strony....

- Dużo łatwiej pozyskamy zwolenników. Mam takie wrażenie że w tych biurach pracuje jeden buntownik. 

- Zobaczymy. 

- Nie ważne - żachnął - Rozesłałeś posłańców do innych wiosek? 

- Tak. I powiem ci że to może się dobrze skończyć. Ci na wschodzie już zachodzą za skórę gwardii, podobnie jak ci na południu. Północ raczej też będzie chciała się dołączyć. Nie wiem tylko jak z tą na zachodzie. Mówią że pełno tam konfidentów. Mają nawet posterunek. I to konkretny. 

- Trzy na cztery. To całkiem nieźle, nie uważasz? 

- Nie wiem. A, bo zapomnę. Kowal, powiedział że na.... - ściszył głos - ...spotkaniu, pokaże coś ciekawego. 

- Dobrze. Przyda nam się, kiedy będziemy planować kolejny krok. Tym czasem Legat...upewni się że tamten teren jest odpowiedni. 

- Akurat muszę jechać po drewno. Zobaczę jak idą przygotowania. Wszystko będzie dobrze, Cezar - kiwnął głową i zawrócił. 

- Mam taką nadzieje. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     Wylecieli z wielkiego kotła kolorowych mgieł i odpadów materii ze sporym błyskiem, który dodatkowo rozświetlił poranne niebo w okolicach Canterlot, jakby gwiazda spadała z nieba... Fate natychmiast straciła przytomność... Za wysoko i za mało powietrza, za to przepiękne widoki na otaczający świat, który zbliżał się z niewiarygodną prędkością... Padła przy sterze, który dość wdzięcznie ją objął, nie dając gdzieś odlecieć.

     Klaczka nie bawiła się, nie krzyczała o pomoc tylko działała... Łatała kolejne rzeczy, a statek zmniejszał się raz za razem, jednak nie miała jak naprawić napędu... Bez dużego kawałka kamienia księżycowego mogła zapomnieć by gdzieś tą krypę dalej ruszyć... Hamowała... Po bokach pojawiły się spore skrzydła... Leciała ślizgiem daleko, zastanawiając gdzie powinna się rozbić... Qualm tylko patrzyła, jak w sporej odległości mijają Canterlot. Była tylko ciekawa jaki będzie ten konkretny. Jaki jest ten świat w którym zaszyła się ta konkretna jednorożec... Stwierdzała widząc konkretną strzałkę na busoli.

     Fate obudziła się gdy zrównali się ze szczytem okolicznych gór. Niestety z potężnym bólem głowy którego tak dawno nie doznała. Była zła... A świat wokół niej zabuzował dość chaotycznie, jakby kolejne struny w jej harfie nie mogły się zgrać. Tak wielkiego skupiska czarnej magii dawno nie czuła. Zastanawiała się czemu tutejszy kronikarz na to pozwolił, a las który tak dobrze znała na mapach... Nie napawał jej optymizmem, gdy kadłub statku coraz szybciej lizały korony drzew. Metal ją obejmujący stopił się. Rozsypał w proch od naporu energii.

      - Trzymajcie się mocno... - zakrzyknęła  klaczka tworząc potężne płozy pod kadłubem... Na nich chciała wylądować... Pierwsze drzewa pod nimi się połamały... A statek runął w dół, gdy cienkie skrzydła połamały się rozsypując na pojedyncze arkusze metalu. Fate starała się jeszcze dmuchnąć dziób, by złagodzić upadek, ale nie była już w stanie. Uderzyli w ziemie... A Qualm tylko wzleciała ku górze, zmieniając swoje ciało w dym... Ona nie ucierpiała wcale... Haze, również... Jej metalowe ciało dość pewnie spoczywało przy reaktorze stopione z nim... Fate tylko obijała się jeszcze trochę zanim nie zaprzeczyła prawą fizyki, anulując grawitację, by zawisnąć w powietrzu.

     Patrzyła jak statek drze ziemie z delikatnym smutkiem, jednak przepełniła ją obojętność. Można było go przecież odbudować.... Huk spłoszył całkiem sporo istot z okolicy... Wiedziała już że to nie będzie proste zadanie. Nie z takim początkiem. Zeszła na ziemie po niewidzialnych stopniach. Chwilę później dołączyła do niej pegaz odremontowując busolę z okrętu, którą zawiesiła sobie na szyi...

    - Wybaczcie... - wyszeptała Haze wychodząc wprost ze ściany. - Powinnam lepiej to przemyśleć, a i ten stwór - wzdrygnęła się - powinnam skorygować kurs... Poczuć go... Nie poczułam nic... - żaliła się krótką chwilę, a biała klacz spojrzała na nią... 

    - Damy radę, musimy... a teraz nie róbmy więcej zamieszania. Musimy stąd zniknąć... - westchnęła delikatnie, po czym wskazała na kryształową pegaz - a ty Mirror... Stań się kucykiem, który nie będzie straszył innych... - mówiła ściągając kapelusz z głowy... A wrak statku zaczął się zmniejszać dość powoli... Klaczka patrzyła to z pewną obawą... 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Komnata Tronowa

Dawne miejsce, w którym księżniczki przesiadywały większość dnia, w ogóle już nie przypominało siebie z dawnych lat. Kolorowe witraże, na których dawniej można było zobaczyć bohaterskie zwycięstwa dawnych władczyń i powierniczek elementów, zniknęły. Teraz w ich miejsce były wstawione witraże o ponurej brązowej barwie. Do całego pomieszczenia, nie wpadało niemal wcale światło, co tylko dodawało mroku. Cała sala była niemal pusta, tylko na tronie znajdującym się w cieniu, można było dostrzec niewielki ruch. Małe krwisto czerwone światło, pojawiło się w tym miejscu, a cała sala wypełniła się ogromnymi figurami szachowymi. Tajemnicza postać przyłożyła kopyto do brody, spoglądając na figury i chociaż nikt tego nie mógł zobaczyć, na jej pyszczku pojawił się niemal diabelski uśmiech. Przewidywała, że do tego dojdzie, cały ten czas. Nic jednak już nie miało znaczenia. Wszystko zaszło zbyt daleko, by teraz móc się wycofać. Nikt nawet nie wie jak niewielcy stali się w tej grze. Machnęła kopytem, tworząc trójwymiarową mapę swojego królestwa. Zagrożenia stawały się coraz mniejsze, bo jej moc stale rosła, jednak doszło do zakłóceń magicznych, które wyczuła, co już nie bardzo jej się podobało.

 

Goście, których nie zapraszała do swojego domu, znajdowali się teraz w Lesie Everfree. Postać przyłożyła kopyto pod brodę, kładąc się ze znużeniem na tronie. Buntownicy i ich konflikty byli nudni. To było jak rozgniatanie karaluchów. Jednak tutaj rodziło się coś nowego. Przybyły tu istoty o magii, której dawno nie czuła. Nie wiedziały jednak, że ten świat jest jej, a one będą teraz grały w jej grę gdzie ona ustala zasady. Ponadto Las Everfree nie był dobrym wyborem. Kiedyś był niebezpieczny, jednak teraz był to istny koszmar. Gdzieś trzeba było upchnąć pluskwy, które powstały na skutek badań magicznych. Te najwyraźniej nie były zadowolone nieproszonymi gośćmi, bo już się do nich zbliżały. Inaczej mówiąc, szykowała się rozrywka, której w ostatnim czasie jej brakowało.

 

Las Everfree

Pojazd, który tak nagle spadł, spłoszył wiele stworzeń zamieszkujących mroki lasu. Było to dość nietypowe zjawisko, dla tego dzikiego terenu. Miejsce to zawsze było owiane złą sławą, nawet za czasów panowania dawnych władczyń, jednak teraz wyglądało gorzej niż kiedykolwiek. Wszędzie panował niemal mrok, a potężne drzewa nie dopuszczały do siebie światła słońca. Nie sposób było nic zobaczyć przez otaczający gąszcz, a powietrze było wyjątkowe ciężkie, wręcz nie sposób było nim oddychać. Jednak nie to było najgorsze. W całym lesie unosiła się magia, jednak była bardzo zła i nieprzyjemna, wręcz nie pasująca do tego świata. Unosiła się tu zarówno czarna jak i demoniczna magia spaczenia, która negatywnie wpływała na las i zamieszkujące go stworzenia.

 

Niedaleko nieznanych przybyszy, krzaki zaczęły się trząść, a tuż obok głowy jednej z nowo przybyłych, poleciał dziwny kolec, który minął ją o włos i przebił grube drzewo na wylot. Zatrzymał się dopiero gdy wbił się w ziemię. Grupka siedmiu agresorów wyłoniła się z krzaków. Stworzenia, które w niczym nie przypominały tych, które mogłyby zamieszkiwać ten świat. Wyglądały jak połączenie płaza z jeżozwierzem. Całe grzbiety głowę i ogon pokrywały ogromne ilości kolców. Stworzenia które poruszały się na czworakach i były wielkości wilków, wydawały z siebie dziwne dźwięki przypominające gulgotanie. Nie wyglądały na mięsożerne, a jednak pozostawały agresywne na intruzów. Stwory znów się ugięły, a z ich grzbietów wystrzeliły nowe kolce, takie same jak ten, który niedawno przebił drzewo.

 

Narada wojenna

W ogromnej sali przy wielkim prostokątnym stole,  siedziała grupa około dwadzieściorga kucyków. Tylko jedno miejsce pozostawało wolne. Był to wielki tron i nietrudno było zgadnąć do kogo należał. Wszyscy już niemal przywykli, że pojawienie się ich władczyni na naradzie, było tylko w sytuacjach, gdy sama uznała, że jej obecność jest konieczna. Ostatni raz widzieli ją kilka miesięcy temu na podobnym zebraniu.

 

- Mamy informacje o niepokojach związanych ze sponyfikowanymi w okolicznych wsiach – powiedział nagle jednorożec ,odziany w szatę. – Czy coś o tym wiecie?

- To normalne, że panują – mruknął inny jednorożec w zbroi gwardzisty, którego hełm leżał na stole. – Ludzie to zwierzęta, które tylko potrafią szczekać i kąsać, ale co mogą nam zrobić brudni wieśniacy?

- Poruczniku Dapper, przywołuje cię do porządku – warknął inny kucyk, znacznie starszy z licznymi bliznami. – Nie możemy ignorować żadnych zagrożeń. Zanim nasza pani przejęła władzę, nikt by nawet nie uwierzył w jej zwycięstwo kilka lat temu

- Skoro tak mówisz, kapitanie – mruknął ze znużeniem porucznik. – Mogę wysłać moich chłopców, by pokazali co grozi za bunt. Spalą ze dwie osady sponyfikowanych. Ogierów wyślą do pracy w kamieniołomach, a klacze zagna się do pracy w kuchni dla naszych wojaków – kilkoro kucyków zaczęło chichotać.

- To żadne rozwiązane- warknął kapitan. – Pokażmy im, że to nie żarty, ale bez zbędnego rozlewu krwi. Nadal w końcu zapewniają żywność naszym wojskom. Wyślijmy kogoś kogo wszyscy się boją. Proponuje wysłać ze dwóch gwardzistów z jednostki specjalnej – wszyscy spojrzeli niepewnie na kapitana. – Wszyscy widzą już w nich niemal śmierć, a mało kto widział ich na żywo. Każdy wie, że jak przyjdą to tylko w jednym celu i wtedy będą wiedzieli by nie igrać

- Oddziały śmierci nie słuchają nikogo za wyjątkiem Crystal – powiedział nagle kucyk wychodzący z cienia. Jego głos był zmodulowany, a na ciele miał zbroję, więc nie sposób było poznać jego płci. Wszyscy zebrani spoglądali niepewnie na kucyka, nawet kapitan.

- Więc nasza pani powinna wydać im ten rozkaz – powiedział w końcu kapitan, zbierając w sobie odwagę. – Nie można ignorować zagrożeń. Powinna tu z nami być. Tymczasem my znów musimy zakładać wszystko bez niej – kapitan zmarszczył brwi. – Czyżby ukrywała coś przed nami, a może straciła moc?

Ogier za późno zdał sobie sprawę, że powiedział o kilka słów za dużo. Tajemniczy gwardzista bowiem w jednej chwili zniknął. Nie była to teleportacja, a coś zupełnie innego. Nim ktokolwiek zdołał mrugnąć gwardzista był tuż za kapitanem i przyciskał kopyto do jego karku. Jednak na końcu jego zbroi było wysunięte ostrze. Kapitan spoglądał na to przerażony, podobnie jak wszyscy inni.

- Przy naszej pani jestem jak ziarenko piasku – powiedział tajemniczy kucyk, lekko wbijając ostrze w kark kapitana. Kilka kropel jego krwi spłynęło po jego zbroi. – Mimo to, te ziarenko mogłoby ciebie zabić od tak – gwardzista powoli odsunął kopyto, a ostrze od tak schowało się w pancerzu. – Jeśli jednak mi nie wierzysz, idź tam śmiało – pokazał na zamkniętą salę za nimi. – Tylko lepiej weź całą okoliczną gwardię, bo wiesz jak się kończy, gdy wejdzie się tam bez wcześniejszego zaproszenia. Chociaż nawet wtedy, nie jest pewne czy cię ocalą

- Więc ty z nią porozmawiaj – powiedział ponownie kapitan, dotykając kopytem niedawnego skaleczenia. – Ty możesz tam wejść

- Jeśli cesarzowa Crystal uzna, że jest tu potrzebna, sama przyjdzie – warknął kucyk. – Przypomnijcie niewdzięcznikom po co jest tam gwardia – wszyscy zaczęli coś do siebie mruczeć. – Jeśli  stracą kilkoro mieszkańców i uprawy szybko sobie przypomną

- Mamy więc zaprzestać obrony? – spytał wyraźnie zdziwiony porucznik.

- Chwilowo. Jeśli sami się obronią, znaczy, że sytuacja będzie wymagała kroków militarnych, a jeśli nie, to szybko zatęsknią za naszą obroną

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

Manehattan od zawsze był nazywany miastem wolności. Ale w tych czasach niewiele to znaczyło. Chociaż władza Canterlotu była słabsza niż gdzie indziej wszędzie byli uzbrojeni strażnicy.  A raz dziennie na wszystkich ekranach leciał ten sam przekaz co wszędzie. Jakie to wspaniałe są nowe rządy Crystal i jak złe były poprzednie. Prawie nikt w to nie wierzył, a przekaz był prawie wyłącznie po to żeby przypominać kucom kto tu rządzi.Szła do pracy, ale nie mogła się skupić na sprawach cywilnych. Jedyne co zaprzątało jej głowę to wypad dzisiaj wieczorem. Według ich informatora dzisiaj przez Manehattan będzie przejeżdżał konwój z dużą opancerzoną skrzynią. Zmierzający do Canterlotu. Zapewne z czymś bardzo ważnym. Przygotowywali się już od jakiegoś czasu. Lily udało się gwizdnąć trochę srebra kiedy miała wachtę przy chorych psychicznie jednorożcach. Stone Breaker (pegaz) kupił na czarnym rynku trochę chloranu potasu i benzyny. A Beetle Bottle (jednorożec) ulepił z nich ładunek wybuchowy by przebić skrzynię. Oprócz tego w akcji brały udział dwie osoby. Jeden pegaz i jeden kuc ziemski. Wszystko zaplanowane, uspokajała się. Teraz musisz się skupić na dotrwaniu do tego momentu.

 

Po powrocie z pracy wróciła do bloku. Wjechała windą do mieszkania i opadła na kanapę. Dzisiaj musiała się zajmować niedoszłym samobójcą oraz kucem który wpadł do toksycznego szlamu. Wbrew komiksom nie dostaje się od tego supermocy, a raczej poparzenia chemiczne. Zasunęła rolety i otworzyła szafkę. Odsunęła puszki na bok i zdjęła dno. Były tam magazyny pornograficzne, odsunęła je i zdjęła drugie dno za którym był jej sprzęt. To był pomysł Stone’a żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo wykrycia podczas przeszukiwania. Lily była przeciwna, w końcu nigdy by na coś takiego nawet nie spojrzała, ale Stone wytłumaczył jej że jest to najbardziej wiarygodna legalna rzecz jaką ktoś mógłby chować. Wyjęła strój, był to kostium z samego końca pierwszej rebelii. Pokrywająca całe ciało czarna skóra z goglami przez które nie można było stwierdzić koloru oczu. Strój również był tak zaprojektowany że ciężko było określić rasę dopóki ten ktoś nie zacznie latać lub przejawiać innych rasowych umiejętności. Wewnątrz były spore kieszenie które miały zawierać srebrne płyty aby chroniły przed magią ale nigdy nie udało się zdobyć wystarczająco dużo srebra.. Wyjęła również dwa pistolety, strzelbę, nóż, kilka srebrnych klinów oraz bandaże. To wszystko włożyła to walizki. Potem włożyła wszystko (oprócz sprzętu) na swoje miejsce i odsłoniła rolety. Napiła się herbaty, zjadła kanapkę i udała się na miejsce zbiórki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     Następne kolce jednak nie doleciały... Klacz zaprzestała zmniejszania statku, gdy ten już był wielkości sporego samochodu... a on sam znajdował się w delikatnym zagłębieniu terenu, które zresztą sam wykonał przy lądowaniu... Fate zwróciła swój wzrok ku niebezpieczeństwu, które dość jawnie się objawiło, a grawitacja zrosła wielokrotnie... Najpierw pięć razy... potem dziesięć i dwadzieścia sprawdzając tylko kiedy te stwory w stożku jej widzenia się zatrzymają pod naporem jednego z najsilniejszych i wszech obecnych oddziaływań... Jej zmysły je badały... Czuła tą karygodną magię całą sobą. Brzydziła się nią i zastanawiała kto pozwoliłby ktoś jej byłym domu zrobił taki bałagan... Czemu kronikarz który zajmował się tą krainą nie zareagował. Przecież to wszystko było złe... A może nie? Ten las od zawsze był splamiony niegodziwą magią, nie niosącą za sobą nic dobrego... Jednak wątpiła by natura tych stworzeń powstała naturalnie, znała tylko jeden sposób by się przekonać.

     - W imieniu Mystry... - powiedziała, wzywając swoją domniemaną boginie, panią która stworzyła całą magię, a jej oczy rozbłysły ostrym fioletem, złamanym delikatnym różem... - Odejdźcie... Uwalniam was od więzów którymi spętała was magia... Bądźcie wolni! - krzyknęła, a fala z magicznego splotu poniosła się z jej głosem... Dopiero po chwili stwierdziła że za bardzo zdradziła swoją obecność, jednak było już za późno. Wszystko ruszyło, a jej przyszło obserwować efekty... 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Praca przez cały dzień nie była wyjątkowo ciężka, ale i niezbyt łatwa. Zwłaszcza jak ma się do pomocy tylko jedną osobę. Żeby nie było. Eryk swoją ostatnią siostrę, Klaudie, kochał tak samo, jak starszą. I bardzo sobie cenił że bardzo chce pomóc swemu bratu. No ale niestety, ta miała jeno piętnaście lat i należy napomknąć iż nie jest ona zbyt silna, co skutkuje tym że sporą część prac, nie była w stanie wykonać. Niestety na więcej nie mógł liczyć. 

- Dobrze siostra. Wystarczy na dziś. 

- Co? Ale...zostało przecież mnóstwo pracy. 

- Tak, ale jak wszystko skończymy teraz, to na następne dni będzie się nudzić, nie prawda? 

- A. W sumie...masz rację - zaśmiała się - Jak zawsze. 

- Nie słodź nie słodź - spojrzał w niebo - Hm. Gdzieś koło południa. Idź powiedz matce że ja muszę gdzieś pójść. 

- Czemu tak często wychodzisz? 

- Muszę tak robić, bo wiele rzeczy trzeba załatwić, przed nadejściem zimy, żeby można było odpocząć. A po za tym nie chce mi się tobie wszystkiego tłumaczyć. 

- Raczej i tak nic nie zrozumiem. Tylko nie przychodź znowu tak późno, co? Zawsze się wtedy boję że coś ci się stało.

- No...w porządku, postaram się - poczochrał ją.

Uśmiechnął się lekko i wyszedł z terenu swojego gospodarstwa i skierował do domu oddalonego o kilka minut drogi. Po drodze ukradkiem zerkał czy czasem jakiś niepożądany element społeczny się nie kręci. Dotarł wreszcie do niedużego domu, trochę nawet się rozpadającego. Przy wejściu, czekał już jego towarzysz. 

- Wszyscy są?  - zapytał.

- Czekamy tylko na ciebie - otworzył wejście i razem weszli do środka. Bez chwili namysłu, zeszli na dół po drewnianych schodach. Znaleźli się w piwnicy. Dość przestronnej. Na środku, stał pokaźny stół, a przy nim siedziało sześciu kuców. Każdy z ponurym wyrazem pyska, patrzyli w blat. Usłyszawszy kroki, powstali gotując się że ktoś ich nakrył. Jednak kiedy zobaczyli że przybył Eryk, pochylili głowy w geście szacunku. 

- Ave! - powiedzieli jednym głosem. 

- Siadajcie przyjaciele, siadajcie - zajął swoje miejsce, po czym popatrzył po wszystkich - Brakuje kilku. Gdzie reszta pretorian? 

- Różne, Cezarze - stwierdził ciemno zielony kuc z żółtą grzywą - Dziewiąty miał ich sprowadzić, ale...

- A - machnął kopytem - Już wiem. Nieważne, Lucius. Tylu wystarczy. Innym się najwyżej przekaże. Jednak musimy porozmawiać o tej sprawie, nie cierpiącej zwłoki. Lannius...

Terens rozłożył na stole mapę, przedstawiającą główną wioskę, północną, wschodnią, południową i zachodnią. Odległości nie wyglądały na jakiś przesadzone. Szybkim marszem można by się dostać, w dwie-trzy godziny. Zwykłym...no gdzieś o okolicach pół dnia.

- Wygląda na to, że poszczęściło się nam. Kiedy ostatnim razem mój Frumentari wrócił z zachodniej wioski, powiedział że w tamtejszym posterunku zatrzymał się powóz z niezłą obstawą. Możliwe że przewożą albo złoto, albo...co byłoby bardziej miłe dla naszej sytuacji...broń palną. Zrządzeniem losu, siedział akurat w barze a gwardziści spili się jak kretyni, przez co dowiedział się, że konwój wyruszy jutro, koło południa. 

- Pewno będzie pilnie strzeżony - stwierdził Lucius - Jeśli ma to trafić na front...

- To tylko jeden wózek - zatrzymał go Cezar - Spodziewam się ochrony...w wysokości nie wiem, gdzie około dziesięciu, co i tak dla nas to sporo. Ale jeśli dobrze wszystko wykonamy, to może nam się udać. 

- Wszyscy mamy się udać? 

- Nie. Pójdę ja, Lannius, ty Luciusie, oraz wszyscy pretorianie. Marek oraz reszta zostaną żeby nie zbudzać zbędnych podejrzeń. 

- Ale to daje nam...ledwo ośmiu członków. Jesteście pewni że nam się uda? 

- Tutaj ja chcę coś powiedzieć - wtrącił sił starszy kuc, z pokaźnym zarostem na twarzy - Trochę to trwało, no i musiałem co nieco wydać pieniędzy na złom. Acz koniec końców... - podniósł z podłogi pakunek, owinięty w materiał - Zrobiłem to! - rozłożył rulon a oczom zebranych, ukazało się...coś w rodzaju maczety. Trochę krzywej, ale jednak maczety, z dorobioną rączką. Sztuk było gdzieś około sześciu. Oczywiście jeden egzemplarz był dużo większej jakości. Specjalnie dla przywódcy. 

- No no no. Dobra robota kowalu. Jeżeli uda się nam ukraść złoto, oddamy większość łupu wam. 

- Dajcie spokój, Cezarze. Jeżeli moja praca przyczyni się do tego że wyzwolimy się spod jarzma tych cholernych drani...to nie potrzebuje nic więcej. 

- Jednak jedno mnie martwi mój panie. Broni nie starczy dla wszystkich. A rzucić się na nich z kopytami to średni pomysł. 

- Ja natomiast mam jeszcze inną idę - dodał Legat - Jako drwal posiadam trzy siekiery dodatkowe. Jedną wezmę ja, a dwie rozdam. Po za tym, do wieczora zaostrzę kilka większych kijów. Będzie z tego świetna broń miotana. 

- Skoro broń już mamy, pora na plan. Wyruszymy koło północy. Ja i Lucius zabierzemy czterech pretorian. Wszyscy wezmą maczety. Lanius, ty weź pozostałych i wyekwipuj ich według uznania. Także jeśli chodzi o oszczepy. Skryjemy się w zaroślach, w tym lasku możliwie blisko wioski zachodniej. I o to co zrobimy. Atak rozpoczniesz ty - spojrzał na Legata - Z daleka postarajcie się zabić gwardzistę na szpicy formacji i na końcu. Wątpię żebyśmy zobaczyli oficera, ale jeśli się trafi, zlikwidujemy w pierwszej kolejności. Jeśli się uda, to pewno będą mocno zdziwieni. Wtedy, zaatakujemy my z ich prawej flanki. Skupią się na nas. Wywiążemy walkę, krzyknę na całe gardło hasło, wiesz jakie. 

- Oczywiście. 

- Wtedy wy ruszycie. Ty osobiście ruszysz na środek ze swoją ciężka bronią. Pozostałe dwa topory na przód, oraz na koniec, żeby zamknąć im drogę. Dzięki temu całkowicie ich przestraszymy i jeśli dobrze wyjdzie, to może nawet się poddadzą. 

- Mam tylko jedno pytanie mój panie - ponownie wtrącił przywódca pretorian - Czemu możliwie blisko zachodniej wioski? 

- Będą pewni że zasadzkę przygotował ktoś stamtąd, co da nam trochę więcej czasu. A tym kapusiom należy się kara za sprzedanie tego biedaka który ukrył zboże. 

- Macie racje. Przepraszam.

- Wybaczam. Dobrze, jeszcze jakieś pytania? 

Wszyscy milczeli. 

- Świetnie. Swoje...mundury macie u siebie, prawda? 

- Dopilnowaliśmy tego. 

- Cudownie. O zmroku nikt tego nie ujrzy. Pamiętajcie żeby wziąć gogle, oraz założyć kaptury czy kaski. Nie chcemy żeby nas rozpoznali, w wypadku gdyby zbiegli. Na wszelki wypadek. Dobrze chłopcy. To wszystko. Ja już idę. Lannius, Lucius, podzielcie według uznania. Moja grupa, czekajcie pod moim gospodarstwem, a druga pod tartakiem. Wyruszymy koło północy. Niech los będzie z nami. 

- Ku zwycięstwu! - powiedzieli jednym głosem - Na chwałę ludzkości! 

Eryk powstał i wyszedł z domu innymi drzwiami. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

[Asra Arlas]

Dzień rozpoczął jak zawsze, wstając z łóżka i zapalając kadzidło o zapachu wiśni, w głównym pomieszczeniu domu. Mruknął coś pod nosem przechodząc pod zasłonami do łazienki i podnosząc magią szczotkę, by uporządkować gniazdo na swojej głowie. Odkręcił wodę obmywając kopytkami twarz. Nie miał na dziś planów, ale był pewien, że ktoś w końcu przyjdzie do niego po radę, by mu wróżył. Ziewnął przeciągając się jak kot, po czym rozpoczął czesanie swojej grzywy, która była jeszcze bardziej trudna do ułożenia, niż ta w poprzednim ciele. Następnym razem będzie pamiętał by nie narzekać bo zawsze może być gorzej. 

Nie udało mu się jednak dokończyć czynności, gdyż nagle rozległo się dość głośne pukanie do drzwi, a gdy je otworzył, zobaczył za nimi młodą klacz o brunatnym umaszczeniu i ciemnej grzywie z wplątanymi pasemkami w kolorze magenty. Zastanawiał się w jaki sposób może udźwignąć tyle ozdób na szyi, uszach i kopytach. Rozpoznał w niej Sindbad, córkę burmistrza miasta, jeżeli tak to można było nazwać, po prostu mieszkał tu najdłużej i był mądry, dlatego wszyscy uznawali go za swego rodzaju wodza. Patrzyła na niego błagalnym wzrokiem, podchodząc bliżej.

 - Nigdy o to nie proszę... Ale czy mógłby pan mi powróżyć? - zapytała, jednak widocznie się wahając, tak, jakby coś ukrywała. - Mam problemy i nie wiem co mam z tym zrobić... - dodała słabiej.

- Proszę wejdź - powiedział, przepuszczając ją w drzwiach. - Pomieszczenie po lewej, zaraz przyjdę - zwrócił się do niej, zanim podszedł do szafki i sięgnął swoją talię. 

Kiedy wszedł do pomieszczenia, siedziała tam, nadal z cieniem wątpliwości, jednak chyba nie postanowiła uciec. Usiadł na przeciwko niej, układając karty w odpowiedni sposób.

- Pytanie? - rzucił w jej stronę, unosząc lekko brew, na co ona wzięła głęboki oddech.

- Jak potoczy się moja przyszłość? - typowe. Bardzo ogólne pytanie, jednak nie można go było zignorować czyż nie? Odwrócił trzy karty, które "mówiły" do niego najbardziej.

- Przeszłość: Król Mieczy, miałaś do czynienia z surowymi i nieciekawymi ludźmi. Teraźniejszość: Kochankowie, znów się wahasz i nie wiesz co dalej. Przyszłość: 6 kielichów, twoje życie ulegnie zmianie, bo ktoś je odmieni... Spotkasz kogoś, kto wprowadzi ruch do twojego życia. Interpretację muszę pozostawić tobie, pamiętaj, nie jestem tu od oceniania ciebie ani tego co się działo, dzieje i będzie się działo - rzekł spokojnie.

- Dziękuję. Ile jestem winna? - zapytała, nieco uspokojona tym, co powiedział.

- Sześć bitów - odparł, składając talię i przyjmując zapłatę a zaraz potem odprowadzając klacz do drzwi. - Pomyślnych wiatrów! - rzucił w jej stronę, na co ona obdarowała go uśmiechem. 

- Dziękuję! Panu też pomyślnych wiatrów. I łowów oczywiście  - po tym ruszyła w drogę. A on znowu pozostał sam ze swoimi myślami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

W milczeniu obserwowała jak herold Crystal wygłasza swoje przemówienie, po tym wszystkim przez co przeszła nadal stała dumne z wysoko podniesioną głową sprawiając wrażenie silnej jednak to tylko złudzenie. Była słaba, 21 lat nauki magii i walki i nadal nie była dostateczne silna by egzekwować porządek tam gdzie go nie ma. Dwie przegrane w ciągu tygodnia zniszczyły jej pewność siebie i zabrały nadzieje że jest w stanie cokolwiek zmienić. Najpierw buntownicy odrzucili ideały które proponowała im księżniczka Celestia i znowu sięgnęli po broń, bolało ją to że nie spróbowali żyć w pokoju. Mimo wszystko nie czuła do nich nienawiści, w końcu robili to co uznawali za słuszne a byli tylko po przeciwnej stronie barykady. Tak samo jak ona uznawali że walczą o słuszną sprawę, tak działa każda niszczycielska wojna jednak czasami to po prostu jedyne wyjście, nieszlachetne ale nie ma innego sposobu gdy dyplomacja i rozmowa zawodzi. A Crystal... White widziała ją zaledwie parę sekund gdy została powalona na ziemie przez jednego z wrogich żołnierzy, powinna być martwa jak prawie każdy gwardzista który tamtego dnia ochraniał Canterlot. Coś jednak sprawiło że przeżyła, jakby los uznał że to nie jej kolej na śmierć. Wzrok klaczy skierował się na złotą zbroję stojącą w kącie, minęło już pięć lat odkąd nie miała na sobie tego pancerza a mimo to nadal go czyściła i dbała o niego. Lśnił tak jak każdego dnia... Za tych lepszych czasów zanim obecna tyranka zdobyła władzę i wprowadziła swój porządek, 

- Lepszy świat? - powiedziała na głos mimo to że nie było nikogo kto mógłby je usłyszeć. - Tylko dla jednorożców i tych co są po stronie Crystal - Wiedziała że spełnia jeden warunek a tylko drugi dzielił ją od nowego i jednocześnie starego życia, gdyby tylko zgodziła się służyć obecnej władczyni mogła by robić to co dawniej. 

 

Sinister

- A to ci niecodzienne zjawisko - powiedziała zaciekawiona Sinister leżąc w wygodnym hamaku na swoim balkonie. Patrzyła jak latający okręt pojawia się w blasku tęczy nad Canterlot i szybko traci wysokość, wyglądał na uszkodzony ale mimo to zmieniał się, po bokach pojawiły się skrzydła zupełnie jakby żył i ewoluował. Nie mogła jednak pozwolić by tak przypadkowe wydarzenie przerwało jej chwilę codziennego porannego relaksu. Wzięła łyk herbaty i ze spokojem odpaliła drugiego z rzędu papierosa. Miała wiele nałogów ale nie przeszkadzało jej to ponieważ oddawała się im z przyjemnością. Wciągnęła truciznę do płuc, na chwilę wstrzymała oddech i wypuściła dym nozdrzami. Tymczasem statek przeleciał nad jej domem tracąc kolejne elementy poszycia by w końcu spaść w lesie Everfree. Kawałek metalowej blachy wbił się w drewnianą podłogę, Sinister z zainteresowaniem złapała obiekt lewitacją i parę razy obróciła przed swoimi oczyma. Nie wyglądał na jakiś szczególny... A więc jak mógł zmieniać kształt? Nie wyczuwała żeby był magiczny a to oznaczało że jest to tylko zwykły śmieć. Wyrzuciła przedmiot na ziemie znajdującą się obok rosiczki a ta od razu zainteresowała się nową zdobyczą. 

  • Lubię to! 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeśli jeszcze nie jest za późno, żeby się dopisać...

 

Imię: Eastwind

 

Strona konfliktu: Kucyki Przeciwko Crystal

 

Rasa: Kryształowy kucyk ziemny

 

Wygląd: Eastwind to klacz przeciętnego wzrostu, o atletycznej budowie ciała. Ma jasnopomarańczową siersć i krótką, czerwoną, połyskującą grzywę. Oczy kucyka zawsze wydają się czegoś szukać. Jej plecy, które zazwyczaj schowane są pod białą derką, chroniącą przed surowym klimatem Kryształowego Królestwa, pokryte są bliznami. Na szyi klaczy widnieje horyzontalna pręga.

 

Cutie Mark: Miedziana waga szalkowa z ciemnoczerwonym mieczem w tle

 

Historia: Eastwind urodziła i wychowała się w inteligenckiej rodzinie w Kryształowym Królestwie. Od źrebaka otoczona była ideami równości i sprawiedliwości (Kryształowe Królestwo oryginalnie było państwem demokratycznym, z królową będącą w sprawach polityki wewnętrznej głównie symbolem). Po ukończeniu szkoły wstąpiła na rok do gwardii w ramach rodzinnej tradycji.

 Tego samego roku Sombra samotnie przejął władzę nad królestwem. Eastwind złamała tylną prawą nogę w wypadku dzień wcześniej, dzięki czemu nie została wdzielona do jego nowej straży. Uratowało jej to prawdopodobnie życie, bo po dziewięciu miesiącach niemalże wszyscy strażnicy z wypranymi mózgami tajemniczo zniknęli i nigdy już ich nie znaleziono. W ramach czystek politycznych egzekutowano najpierw ojca, potem matkę Eastwind.

 Wujek klaczy, Bluebird, przedstawił jej ideę rewolucji, ale nie był dostatecznie dyskretny i też został egzekutowany. Przedtraszyło to byłą gwardzistkę, ale w jej sercu zapłonęła już chęć sprzeciwienia się władzy. Eastwind była od tej pory bardzo dyskretna. Nie sprzeciwiała się Sombrze bezpośrednio, wiedziała, że nie ma szans. Skupiała się na zachęcaniu kucyków do nie zamęczania się na śmierć i budowaniu poczucia wspólnoty wśród niewolników. Odkładała zapasy na przyszłość. Przygotowywała się. Kiedy królestwo powróciło, brała udział w użyciu Kryształowego Serca przeciw tyranowi.

 Po śmierci Sombry nie mogła jednak wrócić do normalności. Nadal kontynuowała przygotowania, bojąc się, że pokój nie będzie trwać długo. Poszła na studia prawnicze i została prawnikiem, by pilnować sprawiedliwości. Pewnego dnia, udała się za miasto, by zakopać tam trochę broni (na wypadek mniejszego dyktatora). Znalazła się na posolonym polu. Z książek wiedziała, że gdzieś niedaleko musi być wejście do groty pogrzebowej. Znalazla za górką wejście do niej. Tak odkryła cały kompleks grot. Niektóre z nich były wypełnione zmumifikowanymi ciałami. Po jakimś czasie Eastwind odkryła, że jaskinie połączone są z pałacem królewskim. Klacz uznała, że jaskinie mogą być potencjalną drogą ewakuacji z miasta i, korzystając z zamieszania biurokratycznego po zmianie władców i pomocy kilkorga zaprzyjaźnionych budowniczych połączyła jaskinie ze swoją piwnicą. Przez długie noce spędzone przy badaniu katakumb, East nauczyła się poruszać bez patrzenia przez podziemne korytarze. Znalazła przy ciałach kilka ciekawych darów grobowych, nie tylko drogich skarbów. Po upewnieniu się u rzeczoznawcy w Canterlocie, które z nich są bezpieczne do używania, a które nie, klacz zyskała między innymi sieć kryształowych luster służących do porozumiewania się ze swoimi przyjaciółmi. Krąg ten nazwano żartobliwie Towarzystwem Spelologicznym.

 Kiedy Equestria połączyła się z Ziemią, Spelologowie byli już na początku drogi, aby zostać wpływową tajną organizacją. Eastwind była sceptyczna wobec planu Celestii, widząc wojowniczą naturę ludzkości. Kiedy jednak zaczęła czytać ludzkie dzieła, ludzie zdobyli u niej szacunek, jednak nie zaufanie. Eastwind i jej poplecznicy potajemnie zdobyli broń zarekwirowaną konwertytom i nauczyli się nią jako-tako posługiwać. Zgromadzili też kopie wielu dzieł zarówno ludzkich jak i współczesnych equestriańskich.

 Organizacja, widząc, jak wolno rozwijała się technologia w Equestrii przed kontaktem, a także jak niewiele dzieliło ją wielokrotnie od zniszczenia, nabrała charakteru separatystycznego. Spelologowie uważali, że tylko niepodległość od Equestrii (bez całkowitego zerwania kontaktów) może zapewnić Kryształowemu Królestwu dalszy, optymalny rozwój. 

 Eastwind bez trudu przetrwała chaos, który wyniknął z fuzji wymiarów. Gdy kryzys ogarnął całe kraje, ona nie miała większych problemów, bo już przygotowała się na najgorsze. Chętnie dzieliła się tym co miała (jedzeniem, nie tajnymi magicznymi artefaktami) z sąsiadami. Niektórzy zaczęli wierzyć, że prawniczka umie przewidywać przyszłość. East zyskała duże zaufanie wśród lokalnej społeczności i Towarzystwo Spelologiczne gwałtownie urosło. Zwiększyło to jego wpływy, ale utrudniło zachowanie konspiracji. Eastwind musiała zreformować Towarzystwo. Zebrała po kolei kompromitujące fakty na temat każdego członka i zagroziła, że ujawni je publicznie, jeśli niepotrzebnie złamią zmowę milczenia. Żeby nie zostać nowym tyranem, przekazała swój sekret innym wysokim członkom Loży. Zaczęła również używać organicznych środków amnestyzyjnych (wytwarzanych naturalnie w najniższych jaskiniach) - wywołujących stan amnezji - do utrzymania Towarzystwa Spelologicznego w tajemnicy. Młodsi członkowie nie mieli prawa pamietać o nim więcej niż musieli. 

 Bunt konwertytów, którzy w tym rejonie zazwyczaj byli młodsi i mniej doświadczeni, został szybko stłumiony, jednak nikt nie mógł powstrzymać Crystal. Eastwind od razu zapałała nienawiścią do jednorożca, uznając go za następczynię Sombry. Obecnie Eastwind i Towarzystwo pracują nad odkryciem lokalizacji Kryształowego Serca, ktore tajemniczo zniknęło ze swojej wcześniejszej lokacji, oraz nad próbą rozszyfrowania, jakie są słabości Crystal. Nie boją się czasowo współpracować z jakimikolwiek innymi organizacjami czy rasami, aby osiągnąć swój cel i poćwiartować tyrankę na kawałki.

 

Zdolności: walka bronią białą i palną, wysoka odporność na kontrolę umysłu, umiejętność przewidywania przyszłych zagrożeń i przygotowywania się na nie, szeroka sieć znajomości, dobra znajomość prawa i luk w nim, duża znajomość literatury

 

Miejsce urodzenia: Kryształowe Królestwo

 

Obecne miejsce zamieszkania: Kryształowe Królestwo

 

Zawód: pracownica kancelarii prawnej (technicznie rzecz biorąc pomocnica jednorożca Green Letter, który przyjechał z Canterlotu, praktycznie rzecz biorąc ogier tylko jej marionetka)

 

Wiek: 1088 lat (38 biologicznie)

Edytowano przez Mattia Magna L
  • Lubię to! 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Witamy na pokładzie Mattia Magna L. Możesz zaczynać zabawę ^^. Komunikat z pierwszego posta był również w Kryształowym Królestwie, więc możesz to wykorzystać jeśli będzie Ci to pomocne w tworzeniu posta. :)

 

A teraz notka informacyjna. Wiadomości ze świata, można przeczytać w każdej gazecie w całym królestwie. Pojawiają się tam zarówno mało ważne informacje jak i te, które mogą być niezwykle przydatne.

 

Sala tronowa

Klacz zmrużyła delikatnie oczy. To było dosyć niespodziewane. Usunięcie spaczenia z innego świata, to nie łatwa zadanie, a jednak ktoś to zrobił. Miała nadzieje na nieco ciekawsze widowisko. Zresztą to i tak nie miało znaczenia. Usunięcia negatywnych skutków magii z pokracznych stworzeń to nie problem. Nikt jednak nie miał dość mocy, by zakończyć obecny proces, który już trwał w najlepsze. Wkrótce wszystko zostanie zrealizowane. Teraz jednak musiała chwilę spokojnie pomyśleć. Przyciągnęła do siebie złote berło, którym uderzyła o ziemią. Fala energii jaka się z niego wydobyła, wytworzyła potężne światło, które wypełniło całą sale tronową na niewielką chwilę przy tym wszystko rozjaśniając. Niewiele to jednak zdradziło o klaczy na tronie. Jej pyszczek był ukryty pod hełmem, a ciało pokrywał dziwny biały pancerz, tylko tyle można było dostrzec przez te niewielką chwilę. Niedługo potem grunt zaczął pękać, a jego kawałki uniosły się w powietrze, tworząc z siebie kamienne schody. Powoli podniosła się z tronu i ruszyła ku schodom. Gdy dotarła na ostatni szczebel, na jej drodze stanęła pozłacana brama, która nie wyglądała jakby była częścią pomieszczenia. Nawet nie była umieszczona  w ścianie, tylko unosiła się w powietrzu jakby za nią nic nie było. Klacz ponownie uniosła berło, a brama stanęła przed nią otworem. Powoli weszła do środka, a gdy tylko się tam znalazła, brama zniknęła, a podłoga znów powróciła do wczesnej formy.

 

Las Everfree

Stworzenia zadrżały na słowa tajemniczej istoty, wydając z siebie nieprzyjemne dźwięki, przypominające piski i skomlenie. Nawet drzewa wokół zaczęły szeleścić jakby chciały pokazać, że sobie tego nie życzą. Niedawno jednak agresywne stworzenia, nie ukazywały już gniewu, zamiast tego tarzały się grzbietami po trawie, zupełnie jakby sprawiało im to ból. Pamięć o dawno utraconej wolności była dla nich tak odległa, że czuły jednocześnie ulgę, zrzucając swoje jarzmo szaleństwa, a także lęk przed tym, co teraz wydawało się tak nieznane i odległe. Nie sposób było zgadnąć jak długo cierpiały, uwięzione w szaleństwie demonicznej magii, jednak można było założyć, że trwało od wielu lat. Ich ciała zaczęły się powoli zmniejszać, osiągając rozmiar małego psa. Łapy coraz bardziej zanikały pod podbrzuszem, tak, że niemal nie było ich widać i można by pomyśleć, że stworzenia poruszają się szorując brzuchami po ziemi. Długie białe kolce, pokrywające całe ich grzbiety, ogony i głowy, zaczęły się zmniejszać i zanikać na niektórych częściach ciała. Ogony po utracie kolców były pokryte brązową sierścią, a pyski zaczęły przypominać bardziej szczurze, jednak były nieco dłuższe niż te szczura, ale zamiast nosa na końcówce ich pysków, można było dostrzec dwie małe pionowe linie, które najpewniej miały go zastępować. Ponadto nie było u nich widać śladów zębów, a oczy stały się bardziej brązowe i przestraszone. Tajemnicze stworzenia przestały ukazywać agresje, a bardziej wyglądały jakby teraz się bały. Nawet zaczęły się spłoszone wycofywać do krzaków, co wyglądało niezwykle zabawnie, biorąc pod uwagę, że nie widać było ich dolnych kończyn. Mimo to, las nadal pozostał niezmienny. Ponura aura stała się nawet jeszcze gorsza, jakby nie spodobało mu się, że intruzi mieszają się w tutejsze prawa. Gdzieś w jego odmętach coś z zainteresowaniem jednak obserwowało całe zajście, na razie, nie ukazując swej postaci.

 

Posterunek gwardii

Zewsząd dochodziły dźwięki broni palnej i dziwnych nieprzyjemnych pisków. Część kucyków ziemskich, przetrzymywała z cały sił bramy palisady, gdy coś po drugiej stronie nacierało na nią z dużą siłą. Inni gwardziści stojący na wieżach, próbowali ostrzeliwać nieznanego intruza. Nagle przez drewnianą konstrukcje, przebiło się wielkie białe odnóże, które uderzyło jednego z kucyków z taką siłą, że ten potoczył się do tyłu. Inny gwardzista szybko za pomocą miecza, odciął obrzydliwą część ciała, co zakończyło się kolejnym piskiem stwora po drugiej stronie. Gdy napór na bramę dobiegł końca, część gwardzistów pobiegła sprawdzić, co stało się z gwardzistą, który niedawno oberwał

- Cholerna stonka  - warknął, patrząc na odcięte odnóże i powoli się podnosząc. Najwyraźniej nic poważnego mu nie było.

- To już chyba wszystkie - stwierdził inny gwardzista, patrzący przez lornetkę.

- Niech któryś się upewni - warknął oficer do podwładnych. Jeden z gwardzistów powoli pchnął bramę i wyszedł na zewnątrz. Na ziemi walały się cielska przerośniętych białych robali. Z ich ciał nadal skapywała błękitna glutowata krew. Przypominały żuki, nawet nieco większe niż kucyki. Gwardzista spostrzegł, że jeden ze stworów jeszcze rusza żuwaczkami i szybko wbił w niego włócznie.

- Nie zlej się tylko - zaczął się śmiać jeden z gwardzistów.

- Wal się - warknął wyciągając włócznie z cielska. - Dlaczego to cholerstwo tak rośnie?

- Cholera wie - wzruszył ramionami inny. - Podobno to sprawka jakiegoś spaczenia, czy coś, ale skąd się to bierze nikt nie wie i chyba lepiej nie wiedzieć

- Widzisz jeszcze jakieś? - wtrącił znów dowódca do gwardzisty za bramą.

- To chyba wszystkie - powoli wszedł do środka, zamykając bramę i spojrzał na dziurę, którą zrobił w niej jeden z robali. - Chyba musimy to załatać

- Innym razem - oficer ściągnął hełm, ukazując fioletowego ogiera o niebieskiej grzywie. - Przed chwilą dostaliśmy rozkaz z samej góry. Mamy otworzyć bramę i na razie wycofać się na bezpieczną odległość

- Co?! - wrzasnął nagle jeden z gwardzistów. - Jeśli stonka przejdzie, może zniszczyć całe uprawy i zabić wielu cywili

- Co za różnica? - burknął dowódca. - To sponyfikowani są na pierwszym szlaku, a istnieje zagrożenie buntów w tych rejonach podobno. Jeśli się sami nie obronią to im pomożemy i wtedy zrozumieją może, że bez nas nic nie zrobią, a jeśli sobie poradzą będziemy musieli dokładnie przyjrzeć się okolicy - gwardziści nie wyglądali nadal na przekonanych, jednak rozkaz był z góry. Nie byli pewnie czy to pomysł Crystal, ale nikt nie miał zamiaru się upewniać. Żołnierze zaczęli pakować swoje rzeczy i się wycofywać, gdy jeden z nich otworzył bramę.

 

Wiadomości ze świata

W okolicach Manehattan, wciąż trwają prace wykopaliskowe. Obowiązuje całkowity zakaz kręcenia się w okolicach wykopalisk. Każdy nieupoważniony, który zostanie złapany w tej okolicy skończy w więzieniu. Dementowane są również plotki o zagrożeniu związanymi z wykopaliskami. Trzęsienie ziemi, które pojawiło się w ostatnim czasie, nie ma związku z wykopaliskami, był to niewielki uskok, który zrobił tylko drobne szkody.

 

Ostatnio zostało pojmanych kilka podmieńców na naszych terenach. Najpewniej próbowali szpiegować nasze działania. Nadal nie wiadomo jak długo tu byli. Nasza pani stara się zapewnić nam bezpieczeństwo, niestety robale nadal się ukrywają przed jej wzrokiem. Wszyscy miejcie oczy szeroko otwarte. Gdy zobaczycie, że wasz przyjaciel podejrzanie się zachowuje, nie wahajcie się poinformować gwardii. Pamiętajcie to nigdy nie były i nie będą wasi przyjaciele. Jesteśmy dla nich tylko posiłkiem.

 

Dementowane są równie plotki, jakoby coś rozbiło się nad lasem Everfree. To miejsce jest przeklęte i nikt o zdrowych zmysłach się tam nie zapuszcza. Wszystko wskazuje, że był to kawałek złomu, który spadł z nieba. Najpewniej resztki jakiegoś samolotu.

 

Teraz coś o froncie. Podmieńce utraciły kolejne ze swoich miast. Nasi gwardziści z niewielkimi stratami zdołali przejąć kolejną część ich terenu. Jeśli Chrysalis, nie zaprzestanie ataków na nasze ekspedycje, istnieje groźba ataku na ich stolice. Gryfy zdołały odzyskać część swoich terenów, jednak przy licznych stratach. Nasi eksperci uważają, że było to pyrrusowe zwycięstwo i długo nie będą w stanie kontrolować odbitych terenów, bo gwardia już mobilizuje się do kontrataku.

 

Świątynie Crystal w całej krainie, zachwalają się coraz większą ilością wiernych. Spotkania są otwarte dla wszystkich. Każdy kto chce okazać swoją miłość naszej pani, może pojawić się w godzinach wieczornych z ofiarą. Mówił wielki kapłan kultu.

 

Wkrótce odbędzie się rytuał dla wszystkich jednorożców, które jeszcze go nie odbyły. Każdy  jednorożec ma obowiązek się wstawić w świątyni w swojej wiosce, gdzie odbędzie się rytuał i wtedy zostanie wybrana jego przyszłość. Wstawienie się jest obowiązkowe dla wszystkich, zarówno sponyfikowanych jak i rodowitych kucyków. Na każdego kto się nie pojawi, będą czekały poważne konsekwencje.

Edytowano przez Magus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Eastwind wzdrygnęła się, widząc scenę mordu na magicznym ekranie, ale nie odwróciła wzroku. Sombra też organizował publiczne egzekucje. Bez ładu, bez sprawiedliwości. Jedynym ich celem było sianie terroru. Ale Eastwind się nie bała. Nie mogła sobie na to pozwolić.

 Popatrzyła na strażnika. Nie był stąd. Szybko odwróciła wzrok. Nie mógł zobaczyć wrogości w jej spojrzeniu. Nie mógł zobaczyć, jak ledwo powstrzymuje się od wyciągnięcia żyłki schowanej w jej ubraniu i zaduszeniu go na śmierć. Mogłaby to zrobić - na ćwiczeniach w podziemiach bez problemu powaliła Lapiza, a ten był przecież żołnierzem. Ale to nic by nie pomogło - mówiła sobie. Przyjechaliby nowi na ich miejsce, a Towarzystwo pozostałoby bez przywódcy.

 Mogła też wysadzić tory i powstrzymać nowych strażników przed przybyciem. Przeczuwała jednak, że nie powstrzymałoby to Crystal. Ta rzecz nie była normalnym jednorożcem, a może nawet w ogóle nim nie była. Samodzielnie pokonała całą straż Canterlocką i księżniczki-alikorny.

 Ekran wyłączył się. Ale jest nadzieja. Nie po raz pierwszy mierzymy się z czymś nas przerastającym. Poprzednim razem wygraliśmy. Kiedyś wygramy po raz kolejny.

 Klacz powróciła do swojego biura. Siedział już tam Green.

- Wiedziałaś, że teraz każą nam przychodzić do jej świątyni? - powitał ją pytaniem jednorożec, machając jej przed pyszczkiem gazetą.

- Pokaż.

 Eastwind uważnie przeczytała wskazany artykuł w gazecie. Potem przeleciała przez całą resztę stron.

 Propaganda, kłamstwa, propaganda. To było śmieszne, jak oczywiste były te nieprawdy. "Nie, nic w tym lesie nie ma, nie szukajcie dalej". Szczerze mówiąc prasa mówiła całkiem dużo tymi zaprzeczeniami. Ilekroć zaprzeczała, że się coś działo, wiadomo było, że COŚ się działo.

- Ciekawe, ciekawe... Chyba będziemy musieli się kiedyś razem wybrać do tej świątyni.

 Szczerze mówiąc, East od dawna planowała już odwiedzenie świątyni, jeśli tylko po to, aby zaspokoić ciekawość. Źrebaki tej konwertytki z trzeciej dzielnicy, Peanut Butter, miały zająć się właściwym szpiegowaniem pod przykrywką poszukiwania zgubionego kociaka. Eastwind nie przepadała za używaniem dzieciaków, ale ta robota była najodpowiedniejsza właśnie dla nich. Crystal nie zezwoliła też na razie na ostre kary dla nieletnich - z resztą, kto chciałby je wykonać?

 Dzień minął pomarańczowej klaczy dosyć spokojnie. Po poradę przyszedł tylko hodowca owiec, któremu strażnik zabrał jedną ze stada. Eastwind nie mogła mu wiele pomóc, więc nie wzięła od niego zapłaty. Do drugiej czytała tomik przetłumaczonej poezji chińskiej podarowany jej przez Black Mason, wysoką klacz z Towarzystwa. Nic kontrowersyjnego, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Następnie dokończyła robotę papierkową z poprzedniego dnia i odesłała papiery do gwardii bez wypełnienia ich, spowalniając ich pracę. Zwali się to na Greena.

 Po skończeniu dnia pracy Eastwind uważnie zamknęła wszystkie szuflady i drzwi. Zostawiła swoje specjalne okulary ukryte w domu, zjadła skromny obiad i udała się do świątyni. Kątem oka zobaczyła przy wejściu Peanut Butter z bliźniakami w strojach galowych i z burym kotkiem. Przywitały się przyjaźnie, ale nie weszły w rozmowę.

- Pan Wibrys!

 Młoda klaczka w różowej sukience i okularach krzyknęła, rzucając się w pościg za kotem, który niezwykle zwinnie przemknął pod nogami strażnika i wpadł do świątyni.

 Za klaczką z kolei ruszył ciemnogrzywy ogierek, noszący na piersi ciemnoniebieską broszkę.

 Peanut tylko westchnęła, nie mogąc przecisnąć się przez tłum.

- Spokojnie. Zaraz wrócą. Wiesz, jak to z dziećmi - powiedziała Mistrzyni Spelologiczna do swojej Akolitki, kładąc jej kopyto na plecach w przyjacielskim geście. Za chwile wejdzie do tej świątyni jako zwykła obywatelka. Żadnego szpiegowania. Tylko słuchanie. Pożegnała się z Peanut Butter i do wejścia ustawiła się z Greenem.

 Źrebaki rozdzieliły się w świątyni, ogierek udając, że szuka po głównej sali, a później wchodząc na pulpit. Klaczka natomiast wbiegła w jakiś boczny korytarz nie zwracając uwagi na popleczników Crystal.

 W tym czasie w jaskini pod ulicami miasta dwóch ogierów ubranych w ukrywające tożsamość szaty wpatrywało się w taflę swoich luster. Nad nimi stała zamaskowana klacz z dodatkową kamerą i notatnikiem.

- Widzicie coś przez te broszki?

- Na razie tylko nogi. Nogi, nogi... Jacyś klerycy czy coś. Normalka.

- Chwila, chyba coś mam.

- Nareszcie. Głupio się czuję, siedząc tutaj przebrana jak jakiś gościu z czerwonego Ku Klux Klanu.

Edytowano przez Mattia Magna L

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Eryk wracał do domu bez pośpiechu. Cieszył się z tej chwili spokoju. Zwłaszcza wiedział, o tym, iż za dwadzieścia cztery godziny, będzie musiał wysilić się najbardziej od czasów tamtej zimy, kiedy to spichlerze nie był wystarczająco zaopatrzony. Jedyny syn starszego wioski, musiał sobie dużo odmawiać, aby reszta familii mogła przeżyć. Tamte miesiące nie należały do łatwych, aczkolwiek poskutkowały. Rodzina wytrzymała, a on sam jeszcze bardziej się uodpornił. W obecnej sytuacji, a także przyszłych działaniach, ta umiejętność jest pewno okaże się niezwykle przydatna. 

Spokojnie maszerując, zastanawiał się nad przyszłymi działaniami,  w wypadku zwycięstwa, albo porażki. Oba warianty posiadały równy procent wydarzenia, toteż musiał dokładnie rozpatrzeć wszelkie ewentualności. Odwrotu, zniknięcia czy nawet...śmierci. Jako cynik w pierwszej kolejności te gorsze. 

 

Z letargu wyrwał go dopiero inny kuc, co w niego wpadł, pędząc nawet nie bacząc na drogę. Wylądowali od razu na gruncie. 

- Ał, cholera, uważaj jak łazisz - warknął, masując pysk.

- Sam uważaj, ty... - zaczął drugi, ale niespodziewanie słowa utknęły mu w gardle. 

Podniósł się i otrzepał, po czym przyjrzał się drugiemu. Miał ciemno-czerwoną pastę, oraz granatową grzywę.  

- Aha. To ty Marek - westchnął, podając mu kopyto.

- N-nie masz mi tego za złe, prawda? - spytał drżącym głosem. 

- Daj spokój, zdarza się.

Podciągnął się i wyprostował. 

- Dzięki. Skąd wracasz? 

- Od kowala. Miał mi naprawić kosę. Właściwie dobrze żeśmy się spotkali, bo musisz do niego iść. Ponoć ma dla ciebie jakieś zlecenie, czy coś. 

- Oczywiście, po drodze tam zajrzę. Przeglądałeś już gazetę?

- Widzisz, wiedziałem że o czymś zapomniałem. Mam nadzieje że Klaudia ją przyniosła.  

- Nie musisz się tym przejmować. Nic nowego. Podmieńcy i gryfy dostały w po tyłkach, złapano kilku szpiegów, świątynie...standard. 

- Jak tak dalej pójdzie to wojna skończy się zanim stary Julian dobije pięćdziesiąt lat. 

- Pewno i tak. No, to muszę iść, bo jeszcze sporo roboty do zrobienia, nie? - zaśmiał się i powoli zabierał się do dalszej drogi. 

- Jasne jasne. A powiedz jeszcze...jak ci minęło spotkanie z moją siostrą? 

Zatrzymał się, a przez jego ciało przeszedł silny dreszcz. 

- Posłuchaj mnie - stanął przed nim frontem - Nie ubije cię, bo uważam że jesteś dobrą partią. Ale jak raz ją skrzywdzisz...lepiej szybko opuść wioskę. Zrozumiano? - przybliżył się do niego pyskiem, tak bardzo jak tylko mógł.

- Co było na spotkaniu? - zapytał cicho.

- W nocy stąd wybywamy. Ty i rekruci opiekujcie się wszystkimi. Wrócimy koło popołudnia. 

- Jak najbardziej, czaję! - odpowiedział normalnie. 

- No. Idź już. 

Minęli si, a każdy odszedł we własną stronę. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Fate odetchnęła, gdy jej oczy zaczęły tracić blask po paru mrugnięciach, a magiczna moc ją opuszczała... Patrzyła na to co zrobiła i wiedziała że to było dobre... Oswobodziła stworzenia z więzów, które je krępowały... Zwróciła się po chwili do Miror, a cały statek już wielkości butelki wpakowała sobie do kapelusza, od tak jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Haze na to patrzyła... to było dziwne... Czuła swoje ciało, jednak nie potrafiła go od tak zlokalizować.

- Widzisz da się rozwiązywać problemy bez używania przemocy... - Brzmiało w jej głosie zadowolenie i samouwielbienia...

- Wcale nie odpaliłaś się... - westchnęła spoglądając na busole... Gdy już miała zupełnie zwyczajny wygląd. Niebieska grzywa opadała delikatnie na różowe czoło zakręcając delikatną falą, a na świat patrzyła przez szare błyszczące oczy... Normalna pegaz o zadbanych skrzydłach które mimo wszystko delikatnie błyszczały... Pióra miały niebieski odcień... Co było już zupełną rzadkością.

- A ty byś sprawiła sobie róg - odburknęła jej - w takich szatach, bez rogu? Każdy stwierdzi że coś tu jest nie tak... - marudziła moment oglądając się jeszcze na klaczkę... - A ty nie powinnaś tak się pojawiać... Wracaj do swojego pokoju... - powiedziała, górując wyraźnie nad eterycznym źrebakiem, który w sekundę rozpłynął się w powietrzu. Jak mgła... - Nie każdego nie dziwi widok istot bez ciała... - wyszeptała zaczynając iść w stronę Ponyville... Fate niższa od niej o głowę doskoczyła do niej, krocząc dość równo... Jednak biała w tamtej chwili już jednorożec rozglądała się co chwile... Cały czas miała wątpliwości.

***

Mist znalazła się w dziwnym miejscu gdzie nie działały normalne prawa fizyki typowe dla planu materialnego... Czarny świat pełny różnych przedmiotów oświetlało pojedyncze, naprawdę maleńkie źródło światła, a gdy próbowała ruszyć statkiem, a raczej tym co z niego zostało, spowodowała tylko jego obrót dookoła własnej osi...

- Czy to jest ta słynna sfera kieszonkowa? - zapytała sama siebie próbując jeszcze coś dostrzec z pomocą reflektora... Książki... więcej książek... całkiem spora mgławica się rozciągała... Spleśniała kanapka? Zaobserwowała jej uwagę bo po stopniu jej rozkładu mogła stwierdzić że znajdowała się tam bardzo długo. Jakieś lustro odbiło jej promienie oświetlając kolejną aż w wielką pajęczynę promieni... a jej wzrok pogrążył się w ogromie obiektów. Zadawała sobie wiele pytań. Czy o wszystkim tym pamiętała? Czy o niej nie zapomni...

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Świątynia

Wewnątrz budynku były tłumy kucyków. Nie mogło dziwić, że wszyscy niemal byli tu jednorożcami. W końcu rytuał był tylko i wyłącznie dla nich. W inne dni, świątynia była dla wszystkich, ale nie tego dnia. Wszyscy zgromadzenia siedzieli na wyłożonych na podłodze poduszkach. Niestety, nie każdy się dostał i część kucyków tkwiła na zewnątrz, czekając na swoją kolej. W okolicach bogato zdobionego ołtarza, obsadzonego licznymi klejnotami i złotem, stało sześcioro ogierów w czerwonych habitach,nie sposób było zobaczyć jak wyglądają przez kaptury, które zasłaniały im całe głowy, a szaty zasłaniały ciała. Tuż za ołtarzem, na ścianie widniała mozaika, przedstawiająca klacz jednorożca, stojącą nad zebranymi tłumami kucyków i obdarzająca ich światłem. Klacz na mozaice, była biała niczym śnieg o złotej długiej grzywie. Wyglądała tutaj zupełnie jak uosobienie dobroci i miłości dla poddanych. Wszyscy jednak wiedzieli, że to tylko wyobrażenie kapłanów, na temat obecnej pani Equestrii i wcale nie musi tak wyglądać. Nagle kapłani pod ołtarzem się pokłonili, gdy przyszedł kolejny, w bardziej zdobionym granatowym habicie pokrytym gdzieniegdzie złotem i klejnotami. W jego kopycie spoczywało drewniane berło ze szklaną kulą na szczycie, wypełnioną cząstką energii magicznej. Pokłonił się przed mozaiką, a potem odwrócił się do zebranych.

- Witam was wszystkich w tym szczególnym dla nas dniu – powiedział pewnym głosem. Po tonie można było się domyślić, że był sędziwy. – Wiele lat temu żyliśmy w pięknej krainie pełnej dobrobytu, w pokoju i przyjaźni. Niestety, Celestia zmusiła nas byśmy przybyli do złego toksycznego świata, by przynieść ratunek. Mieszkańcy tego świata, zwani ludźmi, nie okazali nam wdzięczności, tylko mordowali naszych braci i siostry, a ich wojny zabrały nam to co nazywaliśmy pokojem i przyjaźnią. Modliliśmy się o koniec i wybawienie i wtedy pojawiła się ona – pokazał kopytem na mozaikę. – Nasza pani, przybyła niczym światło niosące ratunek, niszcząc naszych wrogów jak i dawną zgniłą władzę. Dała nam pokój i miłość, które zostały nam dawniej odebrane – kilka kucyków w tłumie coś do siebie mruczało, jednak nikt nie ukazał otwarcie dezaprobaty. – Dobrze przejdźmy do rytuału. Niech każdy z was podejdzie do świętego berła po kolei i dotknie go rogiem, to pomoże wam zjednoczyć się z naszą panią – pierwsza podeszła jakaś młoda klacz. Widać, że się denerwowała. – Spokojnie dziecko, to nic nie boli – powiedział kapłan, przybliżając berło do jej rogu. Mruknął coś pod nosem, gdy szkło stało się czerwone.

- Coś nie tak? – spytała niepewnie.

- Nic podobnego – uśmiechnął się ciepło. – Jesteś zwyczajna. Przed tobą nie ma przyszłości w radzie kapłaństwa, czy wysokich urzędach. Nie będziesz też nigdy w stanie posiąść tajemnic wysokiej magii. Mimo to, nadal możesz zostać prostym urzędnikiem lub mieć inną spokojną pracę

- A jeśli się postaram? Będę się bardziej przykładać do nauki magii?

- Możesz to robić, lecz swojej energii nie oszukasz. Nie masz możliwości, by posiąść wiedzę tajemną. Berło nigdy się nie myli. Możesz uczyć się latami, ale twoje ciało nigdy ci nie pozwoli przekroczyć pewnych granic – klacz wyraźnie zawiedziona, odeszła od ołtarza. Zaraz po niej przyszedł młody ogier. Kapłan dotknął jego rogu, a kula stała się fioletowa. Otworzył szeroko oczy, patrząc na jednorożca. – Masz potencjał. Musisz wyruszyć do Canterlotu, bo ktoś o twoim talencie, nie może stracić takiego daru

- Wybrałem już drogę – powiedział ogier, marszcząc brwi. – Chce wstąpić na drogę cienia – kapłan zmrużył oczy.

- Zdajesz sobie sprawę, że to droga bez powrotu? Każdy kto podejmie się tej drogi, zyskuje ostateczne zjednoczenie, lecz również mało kto zdołał przeżyć próby, a i potem życie jest zwykle krótkie

- Jestem pewny – powiedział twardo.

- Niech więc tak będzie – znów spojrzał na zebranych. – Bądźcie dumni z naszego brata, albowiem postawił swe życie by służyć pani – zebrani różnie na to reagowali, jednak starali się nie ukazywać niechęci. Kucyk, który wybrał, wyszedł w towarzystwie dwóch kapłanów, a zaraz potem podchodziły kolejne jednorożce, by podjąć się próby.

 

Ponyville

Miasteczko, choć było znacznie większe niż dawniej, nadal pozostawało niezmienione. Przynajmniej architektonicznie. Atmosfera, nie przypominała wcale tej z dawnych lat. Wszędzie chodziły patrole gwardii w ponurych pancerzach, a kucyki nie wykazywały tej samej radości, co nakazywała im ich dawna natura. Mimo, że miasteczko tętniło życiem, było ono jakby sztuczne. Wszyscy niemal zajmowali się własnymi sprawami, ignorując innych jak i nowo przybyłe. W niektórych miejscach dochodziło do przekrzyczeń między sobą, a w jeszcze gorszych wypadkach do kopytoczynów. Fate i Mask już przy wejściu do miasteczka, mogły być świadkami, jak dwa kucyki ziemskie zaczęły między sobą gruntowną wymianę zdań, która była raczej ignorowana przez innych mieszkańców. W końcu jeden z nich, uderzył z całej siły drugiego. To jednak, nie pozostało ignorowane, bo za jego grzbietem już stanął gwardzista, który uderzył go obuchem włóczni w tył głowy. Zamroczony ogier padł na ziemię, a gwardzista zaczął go ciągnąć ku dybom. Ktoś w tłumie spojrzał na to krzywo, jednak nikt ponadto, nie zareagował na wydarzenie. Kolejną ciekawą rzeczą było, że niemal wszystkie jednorożce tłoczyły się pod wysokim budynkiem, który przypominał jakąś świątynie. Wszyscy niemal się tratowali, by dostać się do środka jak najszybciej, jednak mogli to robić pojedynczo, bo dziwne kucyki w czerwonych habitach, wpuszczały pojedynczo każdego,  gdy było dość miejsca.

 

- Jeśli przybyłaś na rytuał, to lepiej się pośpiesz i zajmij dobre miejsce – powiedział nagle w kierunku Fate, jasno brązowy jednorożec, przeciętnej budowy ciała. Wyglądał bardziej na myśliciela niż wojaka. Jego grzywa była krótka i czarna, a znaczek zasłaniał plecak z jakimiś książkami. Jednak jak do tej pory, tylko on zwrócił uwagę na nowe kucyki w mieście. – Stając teraz w kolejce, może zdołasz wejść tam do wieczora, inaczej będziesz czekać do jutra na ulicy. Czasem brak dawnych… - nagle przerwał, widząc, że gwardzista na niego patrzy. – Wybaczcie, nadal się zapominam – powoli zaczął odchodzić.

 

Wsie sponyfikowanych

Mieszkańcy niektórych gospodarstw rolnych, mogli zauważyć mniejsze ilości gwardii niż zwykle. Większość mieszkańców mogło to cieszyć, z drugiej jednak strony, mogło wydać się to również, co dla niektórych podejrzane. Zwykle gwardia, nie wycofywała się bez powodu. W tym samym czasie na niedawno opuszczony posterunek gwardzistów, zaczęła wdzierać się przerośnięta stonka. Na szczęście najwyraźniej gwardia przetrzewiła większość roju, jednak kilka osobników znów się pojawiło. Nie trudno było zgadnąć, że ich celem staną się zamieszkałe nieopodal wioski.

 

Dostawa

Konwój z rzeczami, które miały dotrzeć do Canterlotu, wyruszył. Gwardziści, którzy go eskortowali, mieli ze sobą tylko broń białą. Łącznie była ich ósemka. Dwa pegazy unosiły się nad powozem, a cztery kucyki ziemskie osłaniały tył i przód. Pośrodku poruszały się dwa jednorożce. Poza gwardią, byli tu jeszcze cywile, dwa kucyki ziemskie, ciągnące powóz. Cokolwiek było w powozie, nie było najwyraźniej bardzo istotne, bo zwykle w takich wypadkach, eskorta była większa i lepiej uzbrojona. Zawsze jednak istniała szansa, że celowo zmniejszono eskortę, by zmylić potencjalnych bandytów, którzy zignorują powóz, uznając, że nie ma tam nic cennego.

 

Krańce Equestrii

Przez rozległe piaski, biegł samotnie ogier ubrany w kremowy płaszcz. W zębach trzymał jakąś teczkę, a w jego oczach widać było strach. Biegł jak na złamanie karku, tylko co jakiś czas oglądając się przez ramię. Nigdzie nie widział ścigającego, czy to znaczyło, że go zgubił? Zadawał sobie to pytanie, jednak nie miał zamiaru się przekonać, dlatego dalej pędził, wiedząc, że już niedaleko. Szybko zrozumiał, że jego obawy, nie były bezpodstawne, bo tuż obok jego pyszczka przeleciało jakieś ostrze, zostawiając na jego ciele paskudną szramę. Jednak nadal nie widział napastnika. Wcześniej myślał, że to tylko cholerne bajki, jednak teraz już nie był taki pewny. Na szczęście jego modlitwy zostały wysłuchane, gdy zobaczył wielki właz i pilnującego go dwóch ogierów.

- Thunder? – spytał niepewnie, jeden z nich widząc kucyka.

- Nie teraz – mówił przerażony, cały czas patrząc do tyłu. – Muszę schować dokumenty. Ściga mnie

- Ilu? – spytał drugi, wymierzając karabin i rozglądając się przez lornetkę.

- Jeden – warknął.

- Jeden? – ogier się uśmiechnął i odłożył lornetkę. – To nie problem, szybko go rozwalimy

- Do cholery – warknął Thunder. – On nie jest normalny. Idę schować dokumenty, a wy przetrzymajcie go jak długo się da

- Spoko, nie wejdzie tu – uśmiechnął się pewnie, jeden z nich. Jednak ogier w płaszczu nic nie powiedział, tylko wbiegł do środka.

- Jeden? – zaczął się śmiać do drugiego strażnika. – Widzisz coś? – spytał, gdy ten obserwował teren przez lornetkę.

- Nie, może… - nagle zaczął się krztusić. Drugi odwrócił głowę, widząc jak jego towarzysz leży w kałuży krwi, ale nigdzie nie było napastnika.

- Co jest do cholery?! – wrzasnął, rozglądając się dookoła, jednak nikogo nie widział. To było niemożliwe. Nikt od tak nie pojawiał się i nie znikał.

- Tutaj – powiedział głos za jego plecami. Nim jednak zdołał się obrócić, poczuł jak coś wbija mu się w kark, a zaraz potem padł martwy. Zabójca w nietypowej zbroi, spojrzał na obu strażników, a potem na właz do środka. Wiedział, że będzie ich tam więcej, ale to nie miało znaczenia. Musiał wykonać zadanie. Powoli wszedł do środka.

Thunder w tym czasie, ukrył się w ostatnim pokoju w bazie. Może rzeczywiście panikował. Pomyślał, że w sumie on był sam. Na zewnątrz było dwóch strażników, a wewnątrz też ich kilku było. Niemożliwe by samotny napastnik się tu wdarł. Powoli podszedł do szafki i wyjął z niej szklankę i zaczął nalewać whisky. Nim jednak skończył, nagle szklanka mu wypadła z kopyta, wylewając płyn na podłogę. Z radia dochodziły odgłosy wystrzałów.

- Cholera, gdzie on jest?! – wrzeszczał głos z radia.

- Chyba go trafiłem! Nie, to nie był on!

- Do cholery! Zabił Rogera!

- Moje kopyto… aaaa! – wrzeszczały kolejne głosy do radia.

- Do cholery, to jeden kucyk!

- Nic nie widzę!

- O Boże! Steve nie żyje, a był obok mnie! Aaaaa! – Thunder cały zbladł. Jak to było możliwe? Jeden cholerny napastnik, a wybijał ich niczym świnie?

- Mamy go! – wrzasnął, ktoś w końcu. Thunder uśmiechnął się, słysząc to. Nikt nie był niepokonany i to był dowód. – Złapaliśmy go w magiczną pieczęć! – mówił rozentuzjazmowany głos, w radiu. To zapewne był Charles. – Już nie jesteś taki twardy, co? Widzisz, umiemy trochę używać tej waszej magii

- Ej, co jest do cholery?! – wrzasnął nagle ktoś inny. – Spójrz na magiczne pęta, one jakby gniły? Cholera, szybko zastrzelcie go nim ucieknie! Aaaaa! – rozległy się kolejne krzyki i odgłosy karabinów, aż po kilku chwilach wszystko ucichło. Thunder się cofnął pod ścianę i wyciągnął rewolwer. Nie był pewny, czy mu się do czegoś przyda, ale nie odda skóry tanio, już to sobie postanowił. Ku jego zdziwieniu, napastnik wszedł normalnie do pomieszczenia. Zbroja jak u gwardzisty, tylko te cholerne zielone strumienie, przepływające przez nią niczym żyły z krwią na ciele. Co to do cholery było? Poza tym wymalowana białą kredą, figura szachowa na jego zbroi, chyba królowa, pomyślał.

- Myślisz, że możecie nas zatrzymać? – warknął ogier w płaszczu. – Pokonaliśmy niemal Celestie, to możemy i te waszą Crystal. Możecie nas zabijać, ale wrócą kolejni

- Masz racje, co do jednego – powiedział napastnik, pusto bez emocji. Thunder tylko mrugnął, a ten pojawił się przed nim, wbijając ostrze w jego kark. Powoli podszedł po teczkę, a potem przyłożył kopyto do piersi. – Melduje, że misja wykonana – powiedział w powietrze i nagle zniknął tak samo jak się pojawił.

Edytowano przez Magus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White 

Nie, nie mogła pozwolić by... Nagle z zamyślenia wyrwało ją pukanie do okna, odwróciła głowę i jej oczom ukazał się ptak o czarnym upierzeniu z małym plecakiem. Ten widok dosyć mocno zdziwił White, dawno niczego nie zamawiała a już zwłaszcza kruczą pocztą, oczywiście jeśli takowa istniała. Uchyliła szybę i wpuściła zwierzę do środka, wyjęła z torby prostokątny kawałek papieru i odczytała krótką wiadomość. Niejaki kucyk o inicjałach S.S. proponuje spotkanie w Ponyville... Wiedziała o kogo chodzi, znała tylko jednego jednorożca którego imię i nazwisko zaczyna się od tej litery. Miała dzisiaj ćwiczyć, robić to co zwykle w próbie stania się lepszą ale była to bardziej rutyna niż faktyczny wysiłek. Była niemal pewna że nigdy nie zrówna się chociaż w połowie z mocą jaką posiada Crystal... Dlatego bez żalu postanowiła zrobić sobie dzień wolny i najpierw pójść do tej świątyni by mogli wybrać jej przyszłość. Była ciekawa co usłyszy dlatego nie zwlekała dłużej i wyszła ze swojego domu zabierając ze sobą pokrowiec z bronią.

 

Sinister

Nagle na barierce balkonu wylądował kruk który obwieścił głośnym "krr" że wrócił ze swojej misji jakim było zebranie zamówień od klientów z Manehattanu, Sinister za pomocą lewitacji otworzyła czarny plecach na jego grzbiecie i wyjęła około 18 małych kartek. Pierwszą z nich od razu wyrzuciła ponieważ był to tylko cennik co dawało 17 przesyłek do wykonania. Na szybko przeczytała wszystkie skrawki papieru i wyglądało na to że wszystko ma na stanie, marihuana, amfetamina czy lsd. Co prawda był to nielegalny interes ale Sinister traktowała to jako rozsyłanie szczęścia w tych ponurych czasach, to była tylko pomoc która zabierała chmury ukazując słońce.

- Dobrze się spisałeś - Pochwaliła skrzydlatego listonosza gładząc go kopytem po grzbiecie - Możesz się napić, zjeść i odpocząć. Masz wolne. - Niestety nie mogła rozmawiać z krukami, przynajmniej ona nie rozumiała ich mowy ale one wydawały się wiedzieć o co chodzi a przy odrobinie magii mogła je skłonić do realizowania swoich celów. Wstała z hamaku i zeszła po spiralnych schodach na korytarz by następnie trafić do swojego domowego laboratorium. Było to pomieszczenie o kształcie koła z dość dużym stołem na którym swoje miejsce miała cała aparaturą potrzebna do produkcji używek a przy ścianach stały półki z odczynnikami chemicznymi. Szybko odnalazła precyzyjną wagę i po kolei wsypywała do strunowych woreczków odpowiednią ilość towaru. Gdy skończyła kompletować zamówienia zapakowała je do małych plecaków i wyszła znowu na balkon, zagwizdała a po krótkim czasie zleciało się kilkanaście ptaków. Każdego zaopatrzyła w pakunek i wydała polecenie mówiąc gdzie znajduje się cel ich podróży, za parę dni powinny wrócić razem z zapłatą w postaci czystego złota czy diamentów. Nie obawiała się że nie dostanie pieniędzy... Już spotkała parę razy takich cwaniaków i szybko uzupełnili brakującą wpłatę, stan jaki powoduje narkotyk skażony czarną magią nie jest miłym przeżyciem. 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Dziwne, nie sądzisz? 

- Co takiego? - spytał Eryk, sprawdzając stan zebranego drewna - No nieźle, będziesz sobie mógł zrobić wolne w przyszłym tygodniu. Świetnie się spisałeś. 

Pomarańczowy kuc przewrócił oczyma - Nie widzisz tego? Gwardzistów coś niebezpiecznie mało się robi. To trochę podejrzane. 

- Ja na twoim miejscu bym się cieszył. Jeżeli ten stan utrzyma się do wieczora, mamy większe szanse na ucieczkę. A jeśli odechce im się przychodzić aż do południa jutro...przyjacielu, to dopiero będzie. 

- Wyjątkowo entuzjastycznie do tego podchodzisz. Nie poznaję cie.  

- Czasem należy mieć więcej pozytywnych myśli, niż tych negatywnych. Spokojnie, nie przyzwyczajaj się - sięgnął do torby i zaczął wyliczać należność - Dobrze pamiętam, 30 monet? 

- Daj że spokój, nie musisz płacić. 

- Muszę, bo mi będziesz chciał wsiąść jeszcze odsetki. Trzymaj - podał mu mały worek. 

- Dzięki... - rozejrzał się - Cezar. Miło tak, żeby mnie na akcję nie zabierać? 

- Ktoś musi utrzymać porządek. Ty jesteś, póki co rzecz jasna, trzeci w hierarchii po mnie. Przewodzisz wszystkim, jak na razie. Pamiętaj, że jakby coś, masz dostęp do magazynu. 

- Pamiętam pamiętam. Nie bój się. Dobra, muszę iść, jeśli się nie zobaczymy, to powodzenia życzę - kiwnął głową i odszedł.

Rzeczony kuc, zwał się Victor. Był jednym z pierwszych, którzy dołączyli do Legionu, co znaczy również że najwcześniej zaczął swój trening. Zdając sobie sprawę jak ważna jest hierarchia wojskowa, Legat oraz Cezar, mianowali go pierwszym Centurionem. Rzadziej nazywany Primus Pilus. Fakt faktem że jego pozycja nie odpowiada zasobom, bo żołnierzy było ledwo trzy decurie. No i nie pełne. Aczkolwiek, jak już się pozyska nowych rekrutów, to kadra oficerska nie będzie raczej stanowić problemów. Najpierw skompletuje się centurię, następnie kohorty, a koniec końców pełny legion. Przynajmniej takie są ustalenia wstępne. 

W samym składowisku drewna, znajdowała się mała klapa, prowadząca do czegoś w rodzaju piwnicy. W niej, Eryk złożył kilka sztuk przygotowanych lekkich pancerzy, wykonanych z tkaniny. Dodatkowo, wzmocnionych, kupionymi kiedyś w mieście starymi ,,zbrojami" futbolistów. Teoretycznie nie mogły obronić przed kulami karabinowymi, jednakże w sytuacji bójki, sprawdzały się świetnie. Parę razy to sprawdzali. Prócz tego, przemianowali co nieco, by nie biegać w kolorowych pancerzach, tylko w miarę jednolitych. Zgodnie z poleceniem, każdy członek organizacji, dostał rozkaz by trzymać jeden u siebie, w wypadku zagrożenia. Wierząc w pomysłowość swoich ludzi, zaufał im że schowali je w takich miejscach, że nikt nie powołany ich nie znajdzie. 

- No...wygląda na to że wszystko jest już przygotowane na naszą akcję. Chyba pora się kimnąć - westchnął i odszedł na swój hamak, rozwieszony między dwoma drzewami. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     Dwie klacze szły dość spokojnie przez las, a on przestał się im wydawać tak straszny jak na początku... Te ogromne stwory które je przywitały... Cała ta moc która ściskała delikatnie ich serca, oddalała się i słabła z każdym ich krokiem ku słońcu. Nawet Fate zwodziły jej własne oczy, bo wydawało jej się i mogła się tego nawet zarzekać że drzewa schodziły im z drogi i chowały swe pokręcone korzenie, równając ścieżki im bliżej wyjścia byli... a po jego opuszczeniu przywitał je widok łąk i pól, a gdzieś w oddali... Osadę. Parę dymków pnących się ku górze... Wydawałoby się: spokojne życie. 

     Właśnie taką sielankę w tym świecie zapamiętała i jakie było jej zdziwienie gdy dotarła do samego miasteczka, gdzie napotkała na to czego się nie spodobało. Przemoc... Brak empatii czyli tego w co wierzyła... Tego czego brakowało jej w społeczności Sigil... a tu nie była znaleźć na pierwszy rzut oka... Tego się nie spodziewała. Tą wizję Equestrii zawsze miała za wzór.. Co tu zaszło przez 1000 lat? Zadawała sobie wiele pytań. Wtedy jej rozmyślenia przerwały słowa ogiera... Jaki rytuał... Jaka religia tu zapanowała... Co zastąpiło przyjaźń i braterstwo? Wzajemne zrozumienie...

     - Przepraszam... - zawołała podbiegła do niego, opuszczając bezpieczny bok Mask, którego się tak usilnie trzymała od kiedy przekroczyli bramy wioski. - Jaki rytuał? - zapytała, prawie szepcząc, jakby ta widza była zakazana... Na jej pysku widać było ogromne zdziwienie. - Proszę mi wybaczyć przybyłyśmy z daleka... Bardzo daleka...

     Różowa pegaz w tym czasie otworzyła busole... Sprawdzając kierunek... Zmrużyła oczy... Nie wiedząc do końca co powinna na temat tego myśleć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się