Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Niklas

Nabór na MG

Recommended Posts

Doświadczenie: Wiecie... Pierwszy raz taki duży projekt.  Ogólnie to zawsze byłem uczestnikiem, ale Moonlight zawsze mnie namawiała, że gdyby ona pojechała gdzieś, to ja mam prowadzić sesję. Powiedziała, że umiem, że dam radę. Natomiast ja odmawiałem. Nie czułem się na siłach, ale teraz... Postanowiłem spróbować. Trzeba się kiedyś ośmielić...
Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Inne realia... Na sam początek to oczywiście My Little Pony. Później można spróbować m.in.  Sesje w klimatach postapokaliptycznych (coś jak "The Last of Us"), świat Gwiezdnych Wojen, świat gry Warframe (bardzo zbliżonej klimatem do Mass Effect), klimaty westernowe, może też być skomputeryzowany świat (Watch_Dogs), postaram się też nie zepsuć świata Metra... Ogólnie mogę się również dostosować do światów proponowanych przez uczestników. Będę po prostu pisał jakie światy są do dyspozycji, a inni mogli dawać swoje propozycje. Ja się przygotuję i wybór świata należałby do użytkowników. 
Dlaczego Ty?: Dlaczego ja... To takie pytanie na które dość ciężko mi odpowiedzieć. Mogę powiedzieć, że przychodzi do mnie taki czas, że mam chęć pisać różnego rodzaju historie. Można powiedzieć, że tylko to jeszcze jakoś mi wychodzi...  Rano nachodzi mnie sporo pomysłów, więc często cierpię na depresję, że nie mogę nigdzie tego spisać. Mogę dodać to, że mam kilka pomysłów na sesje w tych klimatach, które wymieniłem. W moim mózgu roi się od pomysłów. To mnie czasem przeraża... Więc oferuję dużą paletę do wyboru jeśli chodzi o sesje i pomysły na nie. Nie powinno być więc aż tak tragicznie. Mam też jako tako czas, więc nie powinno być problemu z odpisywaniem. Oczywiście to czas wakacji, więc zdarzy się, że wyjadę na obóz i do rodziny. Potem szkoła, więc odpisy mogą być nieregularnie, ale postaram się, by nie było to odczuwalne.
Wady, zalety (swoje, oczywiście):  To może zaczniemy od wad... 
- JA. JESTEM. LENIEM - to moja największa wada.  Napady lenistwa mam codziennie, ale potrafię się przemóc (Tak jak teraz, kiedy to piszę).
- Cierpię też na brak weny - to również zdarza się codziennie, ale są to krótkie napady, więc nie ma z tym problemu.
- Często piszę spontanicznie, przez co zdarzają się błędy - nie jest to często, a ja sprawdzam również co napisałem, więc nie jest źle.
- Niekiedy mam problemy z opisywaniem postaci. Po prostu piszę tak, jakby nikt tam nie miał uczuć - wiem, że to duży błąd, dlatego BARDZO często zwracam na to uwagę przy pisaniu.
- Więcej grzechów nie pamiętam, ojcze Nicolasie. Za wszystko serdecznie żałuję i obiecuję, że będziecie ze mnie dumni.
 
Zalety!
- Jak wspomniałem, mam wiele pomysłów odnośnie sesji.
- Może 3h dziennie na komputerze to nie tak dużo, ale wystarczy mi, by odpisywać w sesjach.
- Chęci! Lubię pisać historyjki. Sprawia mi to frajdę.
- Kolega mi kiedyś powiedział, że moją zaletą jest całokształt. Nie wiem czy się to przyda, ale piszę na wszelki wypadek.
- Poczucie humoru! Czasem specyficzne, ale jest!
Kontakt (mail / gg / aqq / skype):
- E - mail (na którego wchodzę rzadko): [email protected]
- GG: 32253334
- Skype: hippis19
Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
 
Storm Shadow spał spokojnie w swojej kajucie, kiedy nagle zabrzmiał alarm. Szybko zerwał się na równe kopyta i stanął przed drzwiami, które natychmiast rozsunęły się. Ogier zaczął biec w kierunku mostku kapitańskiego. W połowie jego drogi, statek przechylił się nieco na lewą stronę, przez co Storm stracił równowagę i przewrócił się. 
Okazało się, że dwaj zwiadowcy Steleerów odnaleźli statek i postanowili poprawić swoją celność. Ich posiłki były już w drodze, a krążownik Shadowa był słabo przygotowany na walkę. Zawsze w pobliżu krążyły pomniejsze myśliwce uzbrojone w dwie potężne wyrzutnie plazmowe, które skutecznie odpierały ataki niemilców. Zaś sam krążownik "Euforia" uzbrojony był w kilka karabinów laserowych i posiadało jedno gniazdo snajperskie, z którego doświadczony snajper potrafił zestrzelić myśliwiec wroga, gdy znajdował się dostatecznie blisko. Niestety ci dwaj byli sprytniejsi i nie zbliżali się do krążownika.
Storm Shadow'owi wreszcie udało dobiec się do mostku kapitańskiego. Jego siwe ciało zdobiły sińce, gdyż statek co rusz przechylał się na różne strony od strzałów zwiadowców, natomiast jego czarna, długa grzywa była w kompletnym nieładzie. Ogier szybko ustawił się w szeregu, razem z innymi żołnierzami. Wszyscy wpatrywali się w fioletową postać siedzącą na krześle tyłem do nich. Po chwili tenże kucyk odwrócił się do czekających ogierów. Była to klacz. Miała długą, fioletową grzywę z różowym pasemkiem i gwiazdą na swoich bokach. Była to komandor Twilight Sparkle. Spojrzała na wszystkie ogiery i zaczęła przemawiać.
- Słuchajcie! Zwiadowcy Steleerów nas znaleźli - klacz mówiła donośnym głosem, więc wszyscy ją słyszeli - Niestety nasi obrońcy polecieli zrobić zwiad, więc jesteśmy znacząco osłabieni -  komandor spojrzała się w stronę siwego jednorożca - Ty! Jazda na gniazdo snajperskie! A reszta do broni i pozycje! Musimy zestrzelić tych cholernych zwiadowców! - te ostatnie słowa fioletowa klacz wręcz wykrzyczała.
Storm Shadow pędem pobiegł do windy, która zabrała go na najwyższe piętro. Kiedy wysiadł, podbiegł do drabiny na środku pomieszczenia i wspiął się na swoje miejsce. Stąd miał doskonały widok na otaczające okręt myśliwce wroga. Wziął leżące na podłodze pudło amunicji, po czym załadował swój karabin snajperski i zaczął ostrzał. 
W tym czasie reszta ogierów pobiegła do zbrojowni, która znajdowała się na najniższym poziomie krążownika. Wszyscy wzięli karabiny plazmowe oraz po dwa granaty, które wybuchały, gdy tylko zetkną się z jakąś powierzchnią. Każdy z żołnierzy wziął też mały pistolecik, którym mógł wystrzelić owe granaty. Po zabraniu uzbrojenia, każdy z ogierów rozbiegł się w swoją stronę, by zająć stanowiska bojowe. Kiedy się już rozłożyli, zaczęli ostrzał obydwu myśliwców. 
Po długiej i intensywnej wymianie ognia jeden z wrogich stateczków wreszcie został zestrzelony. Nie była to jednak zasługa Storm'a, lecz żołnierzy, którzy wykorzystali gdy myśliwiec zniżył nieco lot.  Widząc, że nic więcej nie zdziała, ogier zszedł ze swojego stanowiska. W tym samym czasie przez tunel czasoprzestrzenny dotarło wsparcie wrogich sił. Jeden krążownik, zbliżony rozmiarami do "Euforii" oraz kilka pomniejszych, silnie uzbrojonych myśliwców. Statek snajpera nie miał praktycznie żadnych szans, lecz żołnierze, którym udało się zestrzelić jeden z myśliwców Steleerów nie poddawali się. 
Ogier, który zszedł z gniazdka snajperskiego znajdował się w zbrojowni. Wziął ostatni karabin plazmowy oraz pistolet laserowy. Kiedy miał już wychodzić, kątem oka zauważył wiszącą na ścianie katanę. Wziął ją na wszelki wypadek i wybiegł z pomieszczenia. Po chwili znów znalazł się na mostku kapitańskim. 
- Komandorze Twilight! - krzyknął stanowczo.
Fioletowa klacz odwróciła się w jego stronę i uniosła nieco brew. Było widać, że nie jest zadowolona z widoku Storma.
- Co Ty robisz z tym karabinem i kataną? Miałeś siedzieć na górze i ostrzeliwać myśliwce do cholery! - jednorożka powoli schodziła po schodach i krzyczała na ogiera.
- Proszę o pozwolenie na użycie Wardash'a - jednorożec odpowiedział ze stoickim spokojem.
Komandor zaśmiała się i spojrzała z politowaniem na ogiera.
- Wardash? Na serio? A co niby... Taki nieudolny snajper mógłby nim zrobić? - fioletowa klacz wręcz naśmiewała się z Shadowa.
- Chcę włamać się do krążownika wroga i spowodować samozniszczenie - Storm nadal mówił spokojnie, jakby nie słyszał szyderstw pani komandor.
- No dobra... W zbrojowni jest twój egzemplarz zbroi. Weź i idź do kapsuły. Ona sama podleci do krążownika - klacz mówiła równie cicho jak czarny ogier. Po chwili uśmiechnęła się szyderczo, jakby wiedziała, że to się nie uda.
Tymczasem jednorożec udał się po raz kolejny do opustoszałego już pomieszczenia w którym znajdowała się broń. Rozglądnął się dookoła i zauważył wiszącą na ścianie białą zbroję z czerwonymi elementami, która pokrywała całe ciało razem z głową. Szybko założył owego Wardash'a. Zbroja nie dość, że była niebywale odporna na pociski, pozwalała również stanąć ogierowi na dwóch kopytach. Storm Shadow wybiegł ze zbrojowni i udał się do doków, które znajdowały się na tym samym poziomie. Znalazł korytarz, który prowadził do kapsuł ratunkowych. Wszedł do jednej z nich, po czym zamknął drzwi. Usiadł w fotelu i patrzył się na pole bitwy. 
A na nim działo się naprawdę sporo. W pewnych momentach nie można było odróżnić czyje pociski laserowe są czyje. Jednak sprawne oko mogło zauważyć żołnierzy "Euforii", którzy strzelali zielonymi wiązkami lasera. Walka była bardzo zacięta. Myśliwców wroga było już znacznie mniej, ale nie obyło się również bez strat na pokładzie krążownika jednorożca. Kiedy Storm był już niedaleko wyjścia awaryjnego statku Steleerów, doszło do wybuchu na pokładzie dowodzonym przez komandor Twilight. Wybuch był w dokach. Tych samych, z których kilka chwil temu czarny jednorożec odlatywał w kapsule ratunkowej. Gdyby dłużej zwlekał z podjęciem decyzji o próbie dostania się do wrogiego krążownika, prawdopodobnie już nie zdążyłby odlecieć.
Na szczęście kapsuła razem ze Stormem na pokładzie bezpiecznie doleciała na miejsce. Ogier wywarzył drzwi, po czym otworzył swoją kataną otwór wentylacyjny i wszedł do niego. Zmieścił się w nim bez problemów. Po chwili czołgania się, postanowił wyciąć w podłodze dziurę, przez która zejdzie na pokład. Jak postanowił, tak zrobił. Wyciął kataną nieduży otwór przez który się przecisnął i zszedł po cichu na pokład krążownika. Stanął na dwóch kopytach i zaczął powoli przemieszczać się do środka statku. Storm już nie raz studiował anatomię krążownika Steleerów. Zbiór korytarzy, a w środku wielkie pomieszczenie, gdzie na środku stoi wielka kolumna z panelem sterowania. Shadow co prawda nie do końca wiedział, którym korytarzem ma iść, ale wiedział, że w którymś momencie oba z nich się ze sobą łączą. Więc nieważne którędy pójdzie i tak dotrze do swojego celu. Wybrał lewy korytarz. Był to dobry wybór, gdyż znajdował się tam tylko jeden strażnik, który go pilnował.
Steleer wyglądał wręcz jak pancernik. Z twarzy może przypominał kucyka, lecz reszta jego ciała już nie. Poruszał się na dwóch łapach, a jego brzuch i plecy były dobrze opancerzone. Storm mógł użyć katany i odciąć mu łapy, lub wbić ją w łeb. Mógł również strzelić karabinem w jego pancerz i liczyć na to, że laser go przebije. Ogier zdecydował się jednak na to pierwsze rozwiązanie. Wziął katanę i gdy strażnik tylko się obrócił, wbił mu ostrze w głowę. Trysnęła z niej krew ochlapując kombinezon Storma, jak i ściany dookoła. Jednorożec jednak się tym nie przejął i pobiegł dalej.
Biegł tak jeszcze przez kilka korytarzy po cichu zabijając patrolujących go strażników. Za każdym razem jego Wardash stawał się coraz bardziej czerwony od krwi. Kiedy wreszcie udało mu się dotrzeć do głównego pomieszczenia, szybko schował się za jakąś zasłoną. W tym przypadku był to kontener magazynowy. Dosyć mały, ale dzięki temu nikt nie widział Storma. Teraz musiał zmienić taktykę. Trzeba było zabić pięciu Steleerów, którzy pilnowali panelu sterowania. Na początek wyjął swój pistolet i strzelił w sufit. Grupa natychmiast rozbiegła się, co ułatwiło Shadow'owi sprzątniecie ich. Na pierwszy ogień poszedł strażnik, który patrzył się na dziurę, którą zrobił ogier. Dostał wiązką lasera prosto między oczy. Szybko podbiegł do niego jego przyjaciel. On również dostał laserem w głowę. Zostało jeszcze trzech. Już żaden z nich nie odważył się podejść pod kolumnę. Jeden z nich okrążał pomieszczenie dookoła. Kiedy gość stanął tyłem do Storma, ten szybko strzelił mu w tył głowy. Jeden ze strażników zauważył ogiera i biegł w jego stronę. Ten szybko podniósł swoją katanę i odciął głowę Steleerowi. Potem chwycił pistolet i strzelił kilka razy w pancerz nadbiegającemu strażnikowi. Obydwoje padli na ziemię. Teraz jednorożec mógł spokojnie zająć się panelem sterowania statkiem. 
Kiedy stał już przy kolumnie, przed jego oczyma pojawiła się holograficzna klawiatura numeryczna, a po chwili odezwał się kobiecy głos "Wprowadź kod". Storm niewiele myśląc wpisał "1234", po czym zaakceptował. Po jakichś pięciu sekundach znów odezwał się ten sam kobiecy głos "Kod poprawny. Autodestrukcja za jedną minutę.". 
Storm Shadow szybko ruszył do najbliższych drzwi. To nie była ta sama droga, którą tu przyszedł. Biegł ile miał sił w kopytach i błagał, by na końcu korytarza znajdowała się jakaś kapsuła ratunkowa...
Edited by Panda Hippis

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hippisie... nie zapomnij również o twoich częstych dołach oraz braku cierpliwości do niektórych osób... (czyt. Wizio)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz rację mój drogi przyjacielu. Jednakże pragnę dodać iż to tylko do Ciebie nie mam cierpliwości. 

A co do moich dołów... To prawda, mam je dosyć często, ale jakoś sobie z nimi radzę... Zazwyczaj to objawia się po rozmowie z kimś lub wieczorem..

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobrze zatem, pora się przyjrzeć temu podaniu...

 

Przede wszystkim mam nadzieję, że te twoje... problemy z Wiziem się nie przełożą na innych. No i że faktycznie te twoje napady lenistwa są dość krótkie. Od lenienia się to wystarczy jedna osoba - moi...

 

Druga rzecz, co się rzuciła mi w oczy, ale nie jest to jeszcze coś poważnego... Odmiana przez apostrof. Zwykle stosujemy takową, gdy dane imię kończy się samogłoską niemą, czyli której nie wypowiadamy - Storm kończy się na "m", które wymawiamy, więc apostrofa być nie powinno. Podobnie jak przy imionach, działa to przy nazwach przedmiotów - wspomniany tutaj Wardash.

 

Trzecia rzecz, dialogi:

- Słuchajcie! Zwiadowcy Steleerów nas znaleźli - klacz mówiła donośnym głosem, więc wszyscy ją słyszeli - Niestety 

 

 

Skoro zaczynasz zdanie dużą literą, wypadałoby dać wcześniej kropkę, czyż nie?

 

Masz również drobne problemy z powtórzeniami, ale myślę, że w tym się wyrobisz w trakcie tworzenia. 

 

Also, serio? Kod 1234? :rainderp:  No ale ok, można to zwalić na arogancję i lenistwo wroga - sądzili, że nikt się nie dostanie, a potrzebowali prostego hasła w razie czego. Jak śmiesznie...

 

Po chwili czołgania się, postanowił wyciąć w podłodze dziurę, przez która zejdzie na pokład. Jak postanowił, tak zrobił. Wyciął kataną nieduży otwór przez który się przecisnął i zszedł po cichu na pokład krążownika. 

 

 

To tak lekko... dziwnie brzmi. Głównie to środkowe zdanie. Spokojnie dałoby się je wywalić i uniknąć powtórzenia w postaci "wycinania". Typu... "Wbił miecz w metal i z łatwością stworzył sobie bezpieczne wejście na pokład krążownika. Znalazł się w niewielkiej ładowni. Stanął na dwóch kopytach i zaczął powoli przemieszczać się do środka statku". Ot, zobacz: lekka różnica, a tekst wygląda zdecydowanie lepiej.

 

Powiem tak: pomysły masz nie gorsze niż kapi, ale troszeczkę ci jeszcze kuleje technika (interpunkcja i powtórzenia). Jednak... dam ci szansę, bo ufam, iż te mankamenty wyrobisz sobie z czasem. Ta, przyjęty.

 

Dzięki zatem za zgłoszenia i do zobaczenia następnym razem!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, miśki, Wizio postanowił zrezygnować z MG (dzięki za bycie nim!),

zatem mamy wakat, więc otworzę Nabór, bo czemu nie?

A nuż znajdzie się ktoś zainteresowany byciem Miszczem?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie:
Kilka sesji w D&D, sesje mówione (czyli ja (MG) siedzie razem z drugą osobą (graczem) i jest RPG)

Dlaczego Ja:
Bo warto rozmawiać Gdyż dysponuje dużą ilością czasu jak i chęci

Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować:


Dark Souls - w tym mrocznym świecie wszystko jest możliwe, a ginięcie jest na porządku dziennym. Najprzeróżniejsi przeciwnicy (od pustych przez smoki po bogów), najprzeróżniejsze przedmioty, świat, w którym jedyną akceptowalną walutą są dusze, jednymi słowy idealne do RPG



Japonia za czasów wojny domowej - wszyscy pragną zostać shogunem, ale tylko najsilniejsi dotrą na sam szczyt i zdołają się obronić przed armią innych osób pragnących przejąć władzę nad shogunatem. No, wszystkim dobrze znani samurajowie, zabójczy ninja czy roninowie, samurajowie których panowie polegli w walce, lub w inny sposób.

Średniowiecze - za tych czasów było ciężko. Gdy kusza nadal uznawana była przez kościół za dzieło szatana jedyną bronią dystansową był łuk. Rycerze jednak korzystali z broni białej, często jadąc na koniach. Gdy jeszcze nie było broni palnej, na polach bitwy biegali zakuci w zbroje wojownicy.

Might & Magic - świat Ashan pod władaniem smoczych bóstw jest pełen niespodzianek. Wszelakiej maści demony oraz zbudowani z przeróżnych kości i ciał nieumarli czekają na nieuważnego podróżnika. Sesje w stylu "Dark Messiah".

Światat rasizmu (jeżeli Niklas wyrazi zgodę) - Ku Klux Klan jest najbardziej rozpowszechnioną organizacją na całej ziemi. Jego członkowie zbierają murzynów do niewoli lub zabijają ich. Możliwe by było należenie do KKK, bycie jednym z murzynów próbującym uciec z niewoli lub należenie do organizacji anty-KKK będąc białoskórym.

Sherlock Holmes - dedukcja to piękna sztuka, a kiedy posługuje się nią dobry detektyw może zdziałać cuda.Takim detektywem jest Sherlock Holmes, który pracuje razem ze swoim asystentem, którym będzie gracz. Do wyboru kilka wersji, zarówno tego z książek, czyli akcja rozgrywa się w przeszłości, bądź tego z seriali odgrywających gdzie akcja jest w czasach teraźniejszych. Znów gdy jest w czasach teraźniejszych są dwie opcje. Albo Sherlock zwykły, albo Sherlock były ćpun, aktualnie na odwyku.

Doomsday - świat zaatakował wirus nazywany kosiarzem, zbierający swe obfite plony co roku. Gdy wirus ten zniknął i myślano, że już zażegnali problem, on powrócił. Akcja jednak będzie odgrywać się będzie przed wydarzeniami z filmu.

Fallout - na pustkowiach czają się nie tylko bandyci, ale również zmutowane zwierzęta oraz rośliny. Jednak największym niebezpieczeństwem jest radioaktywność. Zbyt duża jej dawka może spowodować zgon, a niełatwo od niej uciec. Można również dołączyć do jednej z organizacji, np. Enklawa, NCR, Bractwo Stali, Legion Cezara i wiele innych.

Equestria - wszystkim dobrze znane, nie muszę tłumaczyć.

Świat gracza - czyli wszystko co gracz zaproponuje

Wady:
-Wiek
-Czasem może mi się coś pomylić i źle napisać wyraz

-Często zapominam pisać "ę"

Zalety:
-Dużo czasu po wakacjach
-Bujna wyobraźnia
-Staram przestrzegać się zasad interpunkcji i ortografi
-Zwracam uwagę jeśli ktoś nie używa interpunkcji

Kontakt:
Skype: michalinek666

 

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

 

Edward wyrwał się ze snu. Powoli podniósł się z łóżka, jeśli można to tak nazwać, a następnie przetarł twarz dawno  nie mytymi rękoma. Rozejrzał się dookoła. Znowu ujrzał rozpadające się ściany wymalowane niezbyt ładnymi rysunkami. Bycie bandytą ma jednak swoją cenę. Zawsze któryś członek grupy wymaluje ściany. Ale teraz ma ważniejsze rzeczy na głowie niż rozglądanie się po pokoju. Jako główny zbrojmistrz miał dużo zajęć, a przecież nie zrobią się one same. Kopnął puszkę po jedzeniu i ubrał się w zbroję. Nie była zbyt piękna, ale dobrze zatrzymywała większość ciosów. W końcu była z metalu. Może i samodzielnie zrobiona, ale nadal chroniła prawie jak prawdziwa metalowa. Gdy dotarł do zbrojowni zauważył kilku członków grupy, w tym herszta. Ten ostatni był masywnie zbudowany, również miał metalowy pancerz, ale ulepszony w niektórych miejscach. 

- Szybciej kur**! Czekamy od ch** wie kiedy! - ryknął na Edwarda herszt. Ten przyśpieszył kroku i otworzył drzwi. Stan ich zbrojowni nie był zbyt bogaty. Tu kilka maczet, pistolety, amunicja, kilka innych tego typu broni oraz dwie najlepsze bronie, z których Edward był niesamowicie dumny. Jedna to młot wspomagany, którym się posługiwał, a druga to wyrzutnia rakiet, do której miał jednak ograniczoną amunicję. Zaczął wydzielać broń. Każdy podchodził z kartką na której napisane było wyposażenie, jakie miał dostać. Większość brała maczetę i pistolet 10mm, ponieważ był to zestaw podstawowy. Kilka osób bardziej doświadczonych brało noże bojowe oraz SMG, a tylko dwie osoby elitarne wzięły karabiny snajperskie oraz gazrurki. Herszt wziął młot zwykły i wyrzutnie rakiet, a Edward tylko młot wspomagany. W sumie 30 pakietów, z czego 20 podstawowych. W pokoju mało co zostało. Wszyscy wrócili do swoich zajęć gdy nagle...

- Alarm! Alarm! Legion atakuje! - krzyknął któryś z bandziorów by po chwili dostać kulkę w łeb od okolicznych snajperów. Każdy w obozie zerwał się do bronienia swoich tyłków. Każdy bronił każdego. Legion Cezara miał jednak przewagę liczebną. Po chwil przewagę tą jednak stracił. Kilku legionistów zostało wysadzonych w powietrze za pomocą rakietnicy. Herszt nie martwił się o amunicje. Strzelał we wszystkich przeciwników. Krew lała się na wszystkie strony, a szczątki ludzi walały się na polu bitwy. Legioniści tracili ludzi razem z morale, ale nadal szarżowali na wroga. Wkrótce wszyscy by zginęli od rakiet, gdyby nie jedno zrządzenie losu. Edward w końcu wyszedł z budynku, ale w innej zbroi. Była ona czerwono-czarna z licznymi metalowymi doczepieniami oraz metalowym hełmem z czerwonym pióropuszem. Wyskoczył on na herszta z okrzykiem "In hoc signo taurus vices!" i potraktował go młotem wspomaganym. Zaskoczony przywódca bandziorów zareagował za późno. Noga wygięła mu się w drugą stronę, a on sam zawył z bólu. Upadł na ziemię i zobaczył nad Edwarda z uśmiechem na twarzy.

- Edward... ty ch***... - wycedził przez zęby bandzior.

- Mów mi Cezar. - Edward uśmiechnął się szerzej po czym wstał i zamaszystym ruchem roztrzaskał głowę herszta

 

Bitwa się skończyła. Legion zaraz po zgonie herszta bandziorów z miażdżącą skutecznością wybił resztę przeciwników. Aktualnie wszyscy legioniści stali w szeregu a Cezar wygłaszał swą przemowę.

- Dzięki zgnieceniu przeciwników mamy wolną drogę do Zapory Hoovera. Musimy pokonać wrogów z NCR i ten niezwykle ważny punkt strategiczny będzie nasz.Wymarsz za pięć godzin. - Cezar powoli zaczął się oddalać w kierunku Legata gdy usłyszał za sobą równy głos

- Ave Caesar, morituri te salutant!

(Koniec)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie:

Prowadziłem parę sesji gry M&M (choć tutaj bardziej chodziło o podawanie kart, płacenie złota, dodawanie pionków do KP) , ponadto "bawiłem się" w MG w dziale "Luźna gra ról" gdzie stworzyłem zabawę związaną ze światem Gwiezdnych Wojen (niestety, po niedługim czasie musiałem temat usunąć)

Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować ?:

Oczywiście My Little Pony. Poza tym, Gwiezdne Wojny. Kocham to uniwersum i znam jego filmową część praktycznie na pamięć. Gorzej już z książkami i komiksami o tej tematyce. Ponadto, znam kanon i historię świata Warhammer 40 000 jak również Fantasy. Dodatkowo Mass Effect,( niestety, dane było mi zagrać tylko w pierwszą część gry ), Władca Pierścieni (bazuję głównie na książce). Realia szeroko pojętego Fantasy. No i Steampunk, w którym aktualnie jestem zakochany.

Dlaczego Ja ?:

No cóż. Myślałem i myślałem i stwierdziłem, że nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Po prostu. Uważam, że mam jakieś możliwości do bycia MG, ale jest ich nie za wiele. Przede wszystkim, duża ilość czasu i chęci. Dużo pomysłów (nawet w trakcie pisania tego podania), które ,często są, przez mą własną osobę, duszone w zarodku. Jako iż zbliża się do mnie ( o zgrozo) egzamin gimnazjalny, może być problem z odpisami, głównie ze względu na ogromną ilość materiału dodatkowego jaki muszę opanować ( konkurs przedmiotowy z historii). Mimo to, postaram się jak najczęściej odpisywać na sesjach.

Wady, zalety:

No więc. Zaczynamy od moich wad. Przede wszystkim,

1. Nie lubię gore. Po prostu mnie od siebie odrzucają.
2. Szkoła przede wszystkim. Jak już pisałem, w tym roku mam egzamin od którego, jak mówią, zależy cała moja przyszłość. Wolę więc go nie zawalić, więc, jeśli zostanę MG, uczestnicy moich sesji ( o ile takowi będą) muszą się liczyć z tym, że podczas ważniejszych egzaminów odpisy mogą się nie pojawić.
3. Jestem uparty. Potrafię trwać przy swoim zdaniu do końca, nawet gdy wszystkie argumenty przemawiają przeciw niemu.
4. Będzie to mój PIERWSZY RAZ jako prawdziwy MG w związku z czym mogą się pojawić moje gafy. Postaram się je jednak wyeliminować.
5. Małe poczucie własnej wartości.

6. Mam problem z interpunkcją. Staram się jednak eliminować te błędy.

A teraz zalety:

1. Sumienność- Jak coś obiecuję, to niczym Pinkie. Dotrzymuję terminów, staram się utrzymywać dobre tempo odpowiedzi na sesjach w których uczestniczę.
2. Kontakt ze mną nie jest w żaden sposób utrudniony. Często jestem na forum, więc PW odbieram szybko jak również szybko na nie odpisuję. Udostępniam również swoje GG.
3. Jestem otwarty na propozycję gracza, w końcu ja tylko prowadzę tą grę. Stosuję się do jego uwag, sugestii i pomysłów.

Kontakt :

GG:  47511314

E- mail:  [email protected]

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

             Kolejna noc zapadała nad Equestrią. Kucyki kładły się do snu, upewniwszy się wcześniej, że wszystkie drzwi są dokładnie pozamykane, a okna zaryglowane. Ostatnio bowiem w królewskim mieście, Canterlocie, doszło do fali kradzieży. Z domów znikały stare rodzinne pamiątki, worki z monetami, a nawet aksamitne ubrania i drogocenne futra. Nikt nie widział złodzieja, tym bardziej nikt go nie przyłapał. Właściwie, gdyby nie skradzione mienie, nikt by nie zauważył, ze w nocy ktoś myszkował po domu. Władza była bezsilna, mimo iż zarządzono szeroko zakrojone poszukiwania oraz wyznaczono ogromną nagrodę za wskazanie kto jest złoczyńcą. Nikt jednak się nie zgłosił.

Nagle, wśród ciemnych uliczek dało się zauważyć delikatny ruch cienia. Ktoś, niczym kot, gładko przemykał się po zacienionych miejscach. Cicho i z niesamowitą gracją zbliżał się do domu Golden Belt, jednej z najbogatszych kupców w mieście. W końcu ujawnił się w pełni. Wskoczył na dach jej domu. To był on. Postrach bogaczy, przekleństwo kupców, Silent Scar, najzręczniejszy złodziej w całej Equestrii. Rozejrzał się i wyjął linę z hakiem z plecaka. Zaczepił się i spuścił do domu, kominem. Kucyk, po 15 minutach ostrożnej przeprawy, stanął na dole. Dom był urządzony z wyraźnym przesadyzmem. Okna były zasłonięte lnianymi firanami, a meble obite aksamitem. Podłoga była wyłożona panelami z dębu, a meble robione na zamówienie. Scar jednak skierował swoje kroki w stronę biblioteki. Drzwi znajdowały się w długim korytarzu, były zamknięte kłódką. Kuc zaklął pod nosem i zaczął otwierać toporny już mechanizm. Delikatnie wsunął wytrych do zamka i zaczął nim przekręcać. Powoli, acz nieubłaganie, zamek zaczął zdradzać mu swoje kolejne tajemnice. Po 30 minutach babrania się z kłódką, drzwi stanęły otworem. Oświetlona delikatnym światłem świec, płynącym z kandelabrów, jawiła się jego oczom zapełniona starymi księgami i zakurzonymi manuskryptami, biblioteka. Scar podbiegł szybko, jednak cicho, do podestu znajdującego się na środku pomieszczenia, gdzie leżała księga opatrzona napisem na okładce " TRAKTAT O CZARNEJ KULI". Kucyk szybko schował ją do torby i skierował się ku wyjściu.
Nagle, zza rogu, wychyliła się ledwo widoczna poświata. Wtedy zobaczył go. Strażnik. Szedł w jego stronę, wolnym, acz zdecydowanym krokiem. Ogier musiał szybko myśleć. Kryjówka ! To pierwsze na co wpadł Scar. Rzucił się w stronę półek z książkami, starając się to zrobić najciszej jak mógł. Znalazł się pomiędzy regałami. Strażnik wszedł do biblioteki, nie zauważywszy zdjętej kłódki. Rozejrzał się między regałami i wyszedł.

- "Jakiś świeżak"- pomyślał Scar i wykradł się z pomieszczenia, kierując się w stronę wyjścia z domu.

W holu również znajdowali się strażnicy. Dwóch potężnych ogierów w żelaznych zbrojach z symbolem Gildii Kupieckiej na napierśnikach. Stali przy drzwiach wyjściowych. Scar był przygotowany na taką ewentualność. Jego fach polegał w końcu na przewidywaniu różnych sytuacji. Z pasa wyjął dmuchawkę i parę strzałek. Wsunął dwie i skierował ją w stronę przeciwników. Dmuchnął w ustnik a pociski ugodziły ich. Zaczęli coraz bardziej zamykać oczy, ziewali, aż w końcu padli na podłogę, zmożeni snem. Kuc wyszedł z dworku i skierował się na przedmieścia, ku swojej kryjówce.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nazajutrz, na łamach wszystkich gazet, ukazało się wielkie zdjęcie zniszczonych drzwi oraz nagłówek "KOLEJNY ZUCHWAŁY NAPAD ZŁODZIEJA". Scar, czytając gazetę, o mało nie parsknął śmiechem. Każde wprawne oko nie widziałoby tu roboty złodzieja. Ogier zjadł swoje śniadanie i zaczął wertować księgę. Mimo jego wiedzy, nic z tego nie rozumiał. Każde słowo było zapisane w jakimś dziwnym języku. Niewiele czekając, ubrał się w swój normalny strój na co dzień, zabrał torbę w której był jego rynsztunek, włącznie ze strojem, i ruszył w stronę dzielnicy magów, Alei Wróżek. Spakował książkę, wyszedł z domu, a drzwi zamknął na klucz. Schował go do kieszeni i ruszył. Wsiadł do pierwszego wozu, który jechał w tamtą stronę. Po 15 minutach, był już na miejscu, przed domem swojego starego druha, Dark Star'a, potężnego czarnoksiężnika, zajmującego się głównie podaniami o Czarnej Kuli.

Aleja Wróżek składała się, w większości, z ogromnych wież zbudowanych z białego marmuru, pokrytych lazurową dachówką. Czarnoksiężnik, do którego Scar zmierzał, mieszkał w najniższej z nich. Ta odbijała się na tle innych czarną dachówką i wszechobecnymi kominami. Była tak zbudowana, ponieważ Star, jako nieliczny, zajmował się przywoływaniem atronachów. Szczególnie upodobał sobie żywioł ognia. Często więc dochodziło do różnego rodzaju eksplozji i wybuchów. Kiedy Scar wszedł do środka, Star akurat przeglądał magiczne księgi. Na podłodze leżała masa porozwijanych zwojów, księgi były otwarte w połowie rozdziału, a przy nich naklejone kartki z notatkami. Ogier wyjął z torby księgę i położył ją na stole. Jednorożec, usłyszawszy co się stało, zwrócił się do przyjaciela:

- Och, witaj, mój drogi. Przepraszam, że cię nie zauważyłem, ale byłem zajęty.

- Tak, cześć. Zacznij czytać tą książkę, pamiętaj, że karawana wyrusza dzisiaj.

- Dobrze, dobrze. Już się za to zabieram. Rozmawiałeś z Bladem ?

- Tak. Zobaczymy się z nim przy bramie zachodniej, przy przystanku kupców.

- Dobrze. W takim razie, daj mi 15 minut, zajmij się czymś a ja odczytam księgę.

Scar zaczął przyglądać się pomieszczeniu. Wieża jak wieża, tylko, że pełna bałaganu. Chwycił pierwszy zwój leżący obok niego i zaczął go czytać. Jak zwykle, nic nie zrozumiał. Zwinął go i położył na stole. Nie mając co robić, usiadł i zamyślił się.

Po chwili, ogiera zbudził głos jego kolegi:

- Wstawaj, musimy już iść- powiedział Star i potrząsnął przyjacielem. Jak się okazało, podczas zamyślania, Scar zasnął. Na dobre 4 godziny.

Niewiele mówiąc, przeklinając cicho pod nosem, ruszył razem z przyjacielem ku zachodniej bramie. Dość szybko się tam znaleźli. Okazali strażnikowi swoje glejty i wyszli z miasta. Znaleźli się na nieprzyjaznej ziemi, pogrzebanej pod piaskiem. Taka kraina malowała się teraz przed oczami każdego mieszkańca. Nieprzyjazna kucom, sucha i nieurodzajna. Tylko to zostało z Equestrii po przejściu Kataklizmu. Nikt nie wiedział, co było jego przyczyną. Istniały tylko przesłanki, że to wina Czarnej Kuli i 10 Czarnoksiężników.

Była to stara legenda. Otóż, gdy Equestria była jeszcze pięknym i miłym dla oka krajem, parę jednorożców zapragnęło większej władzy i mocy. Stworzyli więc Czarną Kulę, pełną energii magiczną "baterię", której moc byłą nieskończona. Czarnoksiężnicy zamknęli ją w starym zamków, gdzie przenieśli się wraz z całym swoim majdanem. Wiele dokumentów i magicznych zwojów zawierających potężne czary. Żyli tak sobie, szczęśliwie, powiększając coraz bardziej swoją moc. Zgodnie i solidarnie, zawarli umowę. Żaden z nich nigdy nie położy kopyta na Czarnej Kuli.

Pewnej nocy, kiedy wszyscy smacznie spali, wydarzył się straszliwy wypadek. Do tej porty nie wiadomo, co doprowadziło do tego wydarzenia. Energia Czarnej Kuli wymknęła się spod kontroli. Mimo starań magów, którzy poświęcili swoje życie, magiczna fala rozlała się po całej planecie. Ogołociła krainy z ich energii, większość kucyków stało się złych na wskroś, gdyż mroczna energia wpełzła do ich serc. Stali się nieufni wobec innych. Na szczęście, dzięki staraniom Gildii Czarnoksięzników, udało się, po części, opanować magiczną falę. Wokół największych miast Equestrii powstały magiczne kopuły, chroniące mieszkańców przed skutkami Kataklizmu. Kucyki mogły w nich żyć relatywnie spokojnie. Mimo to, nie brakowało śmiałków którzy próbowali dotrzeć do Zamku Czarnej Magii aby spróbować oczyścić Czarną Kulę i przywrócić w Equestrii spokój.

To właśnie chcą osiągnąć nasi bohaterowie. Właśnie dlatego postanowili wyruszyć. Chcą zrobić coś, co nikomu dotychczas się nie udało.

Scar i Star podeszli do dostojnego szlachcica, odzianego w zbroję ze stali satllinogradzkiej, z wyrytym gryfem na piersi. To właśnie był Blood Blade, jeden z nielicznych jeszcze członków dawnego zakonu Białego Rogu, wojowników chroniących czarnoksiężników podczas ich podróży do dalekich zakątków kraju. Młody ogier obrócił się w stronę towarzyszy i przywitał ich ciepłym uśmiechem:

- Witajcie. Miło was znowu zobaczyć. Mam nadzieję, że jesteście przygotowani.

- A jak- krzyknął Scar i wyciągnął sztylet.

- Moja magia jest do waszej dyspozycji- powiedział z entuzjazmem Star i wyciągnął kostur, kładąc go na ostrzu sztyletu.

- Mój miecz rozbije naszych wrogów, moja tarcza osłoni nas przed ciosami- powiedział Blade i położył insygnia na kosturze i sztylecie. Po chwili, towarzysze wsiedli na ich środek transportu- olbrzymie jaszczury, oswojone i wytresowane przez Stajennych, organizację zajmująca się chronieniem bytów natury które jeszcze zostały na ziemi. Wsiedli na nie i podążyli na wschód, ku małej osadzie Lunagrad.

W końcu, po długim dniu podróży, dotarli do ich jedynego przystanku na tej drodze. Miasto Lunagrad, 1200 mieszkańców, w większości drwali i cieśli. To spod ich kopyt wychodziły najlepsze deski w całej Republice. Nasi bohaterowie zostawili jaszczury w punkcie naboru i udali się do karczmy, gdzie postanowili spędzić noc. Zanim jednak poszli do swoich pokoi, postanowili, jak za dawnych czasów, wypić po kuflu najlepszego cydru. Usiedli przy stoliku, a po chwili otrzymali trunek. Wieczór minął im w atmosferze szczerego śmiechu i dowcipów, jak również muzyki wygrywanej przez tutejszą trubadurkę, Silver Night.. Wszyscy cieszyli się, jednak uznali, że powinni już udać się do swoich pokoi. W końcu musieli być wypoczęci.

Po nocy spędzonej w karczmie, serdecznie podziękowali właścicielowi i ruszyli. W kompanii, przy wesołej atmosferze, weszli do Lasu Cudów. Nie bez kozery tak się nazywał. Żyło w nim wiele magicznych istot, takich jak wróżki, ogniki, smużki, driady, nimfy i wiele innych. Część z nich była przyjaźnie nastawiona do podróżnych, jak leśne kucyki, które żyły w symbiozie z drzewami, przez co toczyły ciągłą walkę z driadami. Starały się one odebrać im ziemię, którą, rzekomo, kucyki im ukradły. Te jednak, poza odpieraniem tych ataków, nie angażowały się w konflikt. Starały się, przede wszystkim, pomagać podróżnikom podczas ich przeprawy przez bór. Nimfy i ogniki natomiast, żyły w wodnych źródłach i bajorach. Były to pomocne duchy, które oczyszczały stawy, sadzawki i jeziora, dając w ten sposób podróżnikom możliwość uzupełnienia zapasów. Za drobną opłatą pomagały również pokonywać głębiny w łodziach uplecionych z przybrzeżnej trzciny. Dzięki temu, wielu wędrowców skracało sobie podróż właśnie przez Las Cudów.

Scar, Star oraz Blade szli dość długo głównym gościńcem, patrolowanym przez oddziały kuców leśnych. W końcu jednak zboczyli z drogi i weszli na mało uczęszczany Szlak Tysiąca Szeptów. To właśnie on prowadził do Zamku Czarnej Magii, zwanego teraz Zamkiem Czarnej Kuli.

Bohaterowie przedzierali się przez chaszcze, które już dawno porosły ścieżkę. Widać było resztki niewielkiej osady, jednak nikogo tutaj nie było. Większość budynków zabrała ze sobą natura. Gdzieniegdzie dało się jeszcze wypatrzyć skrawek muru lub resztki fundamentów. Kuce przeraził nieco ten widok. To, co niegdyś tętniło życiem, zostało w tak szybkim czasie zniszczone. Jako iż powoli zbliżał się wieczór, czarnoksiężnik rozżarzył koniec kostura który zaczął dawać jasne światło. Postanowili czym prędzej udać się na koniec lasu, aby tam rozbić obóz. Tak też zrobili i po 2 godzinach marszu stali przy moście prowadzącym do zamku. Rozbili tam niewielkie obozowisko, nad którym czarnoksiężnik rozłożył magiczną barierę chroniącą wszystkich znajdujących się wewnątrz i nie przepuszczającą nikogo z zewnątrz. Tak zabezpieczeni, wszyscy położyli się spać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Nadszedł ten dzień. Dzień ich próby. Wszyscy wstali, wypoczęci i gotowi na zmierzenie się z niebezpieczeństwami zamku. Każdy po raz ostatni sprawdził swój rynsztunek.W końcu ruszyli. Zamek Czarnej Kuli był tuż przed nimi. Kuce spojrzały po sobie i przytaknęły. Być może rozpoczęła się ich ostatnia przygoda. Uśmiechnęli się do siebie i ruszyli w stronę warowni.

Z zewnątrz zamek wydawał się dużo większy. Ogromnie, smukłe baszty nadawały mu wręcz groteskowy wygląd. Wrota zostały zniszczone przez czas więc główny hol stał otworem. Przez zamkiem znajdowały się kości wielu śmiałków, którym się nie udało.

W środku, w głównym holu, większość rzeczy była podniszczona. Piękne wazy, tkane arrasy, marmurowe kolumny, portrety autorstwa wielkich mistrzów- to wszystko tam było. Kiedy kucyki przechadzały się po korytarzach i salach posiadłości, znajdowały wielkie skarby- skrzynie pełne złota i klejnotów, broń wykuta z najlepszej stali i oprawiona w drogocenne kamienie, starożytne manuskrypty i zwoje. Scar jeszcze nigdy nie widział tylu drogocennych rzeczy na raz. Jego łupy z całego miesiąca były ledwie ułamkiem tego co tutaj się znajdowało. Mimo to, bohaterowie szukali tylko jednego- sali w której znajdowała się Czarna Kula.

Po długich poszukiwaniach, udało się w końcu odnaleźć to pomieszczenie. Weszli przez okute drzwi. Ich oczom ukazała się owalna komnata z obsydianowym piedestałem na środku i dziesięcioma podwyższeniami wokół niego. Na piedestale znajdowała się Czarna Kula. Pulsowała magią, która była w niej zmagazynowana. Na jej gładkiej powierzchni nie dało się dostrzec żadnych zarysowań. Bohaterowie niepewnie podeszli do piedestału. Tak jak zaplanowali, Star podszedł do Kuli i zaczął recytować zaklęcie, mające oczyścić znajdującą się w niej magię. Scar i Blade ustawili się w pozycji obronnej. Kiedy Star skończył mruczeć formułki, Kula zaświeciła białym światłem. Jednorożec uśmiechnął się i chwycił przedmiot telekinezą:

- I już ? -spytał Scar z rozdziawionym pyskiem- Tylko tyle ? Żadnych potworów, akcji, czegokolwiek ?!

-Może to i dobrze- powiedział Star z uśmiechem- Wolałbym nie wiedzieć, co ta magia potrafi zrobić.

-Masz rację tar. Teraz zrobimy to, co planowaliśmy od początku. Zniszczymy ją- powiedział Blade stanowczo i ze stoickim spokojem- Masz potrzebne rzczy ?

-Tak- powiedział Star i wyjął ze swojej torby 4 zwoje z zapisanymi inkantacjami oraz 4 kryształy żywiołów- Te klejnoty posłużą nam do przyzwania Strażników, którzy będą służyli za katalizator energii. Zwoje natomiast zdobył dla mnie Scar. Zawierają one magię podstawowych elementów: Wody, Ziemi, Powietrza i Ognia. Dzięki nim rozdzielimy energię magicznej kuli.

-Dobrze. W takim razie zaczynajmy- powiedział Blade i wziął kryształy oraz zwoje od czarnoksiężnika. Rozłożył je na planie kwadratu, położywszy kryształy na zwojach. Oddalił się i stanął za prowizoryczną barykadą, stworzoną przez Scara z tronów znajdujących się w sali. Star stanął na środku sali, tuż obok piedestału z Czarną Kulą. Rozpoczął rytuał. Na początku, z jego rogu oraz kostura wyleciały niewielkie, niebieskie magiczne iskry, kierujące się w stronę Kryształów Żywiołów. Z tych elementów powoli, pod wpływem magii, zaczęły formować się żywiołami. Wody, ziemi, powietrza i ognia- te 4 stwory miały posłużyć do chwilowego zmagazynowania energii zawartej w Czarnej Kuli. Z przedmiotu zaczęły powoli wychodzić cztery wiązki energii kierujące się w stronę przywołańców. Z rogu jednorożca wydobywało się coraz więcej światła. W końcu wokół atronachów pojawiły się magiczne kręgi, otaczające je i kręcące się z niesamowitą prędkością. Wysilając się jeszcze bardziej, Star użył telekinezy i podniósł zwoje, z których zapisane litery zaczęły powoli opuszczać pergamin i kierować się w stronę stworzeń. Po 15 minutach zostały już tylko puste rolki. Rytuał miał się już ku końcowi. Ostatni fragment miał już miejsce. Na czysty pergamin zaczęła powoli "wlewać" się magiczna energia żywiołaków. Coraz bardziej blade, coraz słabsze- tak właśnie wyglądało to z oczu zwykłego kuca. W końcu ostatnie wiązki energii opuściły rzeczywistość i przeniosły się na zwój. Wtedy też Star upadł. Zza barykady Scar i Blade rzucili się ku niemu i podnieśli. Zwinęli zwoje i wynieśli przyjaciela z sali. Usiedli w głównym holu i ocucili go:

- Cz-czy udało się -spytał oniemiały jednorożec.

- Pewnie, że tak. W końcu się skończyło- powiedział uradowany złodziej.

- To dobrze- powiedział czarnoksiężnik- A więc, co teraz ?

-Została nam ostatnia rzecz- powiedział spokojnie Blade- Musimy przywrócić Equestrii energię.

- No tak. Zapomniałbym o tym- powiedział Scar i spoważniał

- A więc nie ma na co czekać. Wracajmy do komnaty. Skończmy to raz na zawsze- powiedział Star i ruszył w stronę drzwi

- Zaczynajmy- mruknął rycerz i również wszedł do sali, razem ze złodziejem

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Do tej pory nie wiadomo, co się tam stało. Wiemy tylko tyle, że do Equestrii powrócił spokój. Kraina z powrotem się zazieleniła, w wyschniętych rzekach znowu płynęła woda. Kuce, dotknięte straszliwą magią wyzwoloną podczas Kataklizmu, odzyskały to, co utraciły dawno- przyjaźń. Nikt jednak nie wie, co się stało z trójką bohaterów. Ponoć ostatnim, co zrobili, był szczery uśmiech w swoją stronę.

Edited by Mew Two

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgłoszenie na posadę Mistrza Gry.

Podejście 3

Doświadczenie:

Piszę książki, jak i zarówno je czytam.Przez ok. rok rozgrywam RP na serwerach gry Minecraft. Uczestniczę w wielu sesjach, nie tylko na tym forum, lecz też i na stronie WorldofEquestria.pl (Tam je też prowadzę). Wyreżyserowałam przedstawienie szkolne i wymyśliłam jego przebieg, zajęło one 2 miejsce, na 16 możliwych. Na portalach typu Gadu-Gadu, Facebook lub Skype prowadziłam Sesje RPG. Szkolny kącik literacki.

Dlaczego Ja?

Z prostej przyczyny. Mam wolny czas i pomysły siedzące w mojej głowię które się tylko tam marnują, zamiast dawać uczestnikom lub uczestnikowi Sesji tego po co się na nią zapisał. Czyli przygodę, emocje od śmiechu do płaczu i wydarzenia które już do końca życia zostaną mu w pamięci, oczywiście pod pozytywnym względem. Chce pokazać że stać mnie na coś więcej niż bycie graczem.

Jakie INNE realia mogłabyś zaproponować?

1. Walking Dead wszyscy wiemy o co chodzi ^^

2. Intruz - Inspirowane na książce. Gracz może wybrać dwie strony.Kosmity będącym w ciele kucyka lub członka ruchu oporu. Może być też tym i tym. (Szczegóły jeśli ktoś nie wie o co chodzi i nie czytał książki lub nie oglądał filmu napisze jeśli będę MG bo na razie raczej nie ma sensu. Chyba że ktoś poprosi :> )

3.Obyczajowe czyli Equestria może być również zmieszane z przygodą lub wycieczką.

4. Wszystkim nam dobrze "Igrzyska Śmierci " kto ostatnie przeżyje ten wygra.

5. Chyba moje ulubione ^^ "Lord of Time ".OC tu będzie mogło spotkać nie kogo innego jak naszego Doktora Who(ovesa) i zostać jego Asystentem/tką podróżując z nim w czasie i w galaktyce zmierzając się z różnymi potworami i obcymi (nie martwcie się nie zabraknie Daleków ^^ )

6. Wirtualny świat jak w filmie Tron"

7. Świat w którym OC jest w ciągłym ruchu i przemieszcza się w inne miejsca i czas nawet tego nie kontrolując i nie chcąc,"Always in different place"

8. Miejsce gdzie tylko przetrwają najlepsi... miejsce gdzie liczy się tylko kasa i to jak wysoko jesteś postawiony... czyli inaczej... Mafia

9. Super hero - Pościgi, wybuchy, moce nadkucykowe, przeciwnicy, groźba śmierci - Jeżeli nie jesteś tego fanem/fanką nie masz czego w tej sesji szukać.

Wady i zalety:

Zalety:

- Czas.

- Cierpliwość.

- Szeroka wyobraźnia.

- Umiejętność opisywania miejsca i świata gdzie akcja się rozgrywa.

- Nie mam problemów z wymyślaniem imion, nazwisk i tytułów.

- Przebieg całej sesji planuje szybko, więc na jej rozpoczęcie maksimum będzie trzeba czekać 2 dni.

- Zawsze mam plany zapasowe, gdyby coś w danej sesji coś poszło inną drogą.

-Szeroki wachlarz słownictwa,wyrazów itp.

- Wybieram tylko postacie które mają ciekawą historie i sens.

- Oryginalność.

-Ortografia.

- Odpisuję jak najszybciej i nie odkładam tego na potem.

-Nie poddaje się od razu.

- Nauczyłam się już w końcu interpunkcji : P

Wady:

- Mimo że jestem cierpliwa, gdy ktoś złamie za dużo razy zasady które ustaliłam nawet gdy zwracałam uwagę , zamykam Sesje.

-Też jestem człowiekiem, więc mogę wziąć czasami "urlop".

- Nie jestem idealna więc może mi się zdarzy pomylić.

Kontakt :

GG: 42691667

mail : [email protected]

Moje własne opowiadanie:

Otworzyła oczy. Nie wiedziała gdzie jest, wiedziała tylko, że na pewno nie jest tu z własnej woli. Była przywiązana skórzanymi pasami do pionowego stołu operacyjnego. Obok stały przeróżne narzędzia medyczne i jakiś pilot z jednym czerwonym guzikiem. Pokój był cały biały wraz z podłogą, nie licząc kałuży krwi na podłodze i śladów na ścianach, a nawet na suficie. Zaczęła się wiercić. Już prawie udało się jej wyjąć kopyto, gdy przez drzwi wszedł biały jednorożec z zieloną grzywą. Oczy były czerwone, a na twarzy malował się podstępny uśmieszek.

- Widzę, że nasza gwiazdka się obudziła! Gotowa nasz "Zabieg"? - Zaśmiał się szyderczo, po czym podniósł magią skalpel i zamoczył go w butelce kwasu. Jego głos był mroczny i mroził krew w żyłach. Klacz poczuła strach, ale ciągle nie wyjmowała kopytka z pasów. Czekała na odpowiedni moment.

-Kim jesteś?! I co ja tu robię?! Czemu jestem przywiązana?! - Wrzeszczała na kucyka.

- Oh...No tak...Zapomniałem, że podaliśmy ci podwyższoną dawkę, co spowodowało amnezje...Musze ci powiedzieć, że trudno było cię złapać...Lunctus Clade... - Uśmiechną się złowrogo.

- Nie martw się...Przypomnisz sobie wszystko...O ile wcześniej nie zginiesz! - Zaśmiał się kpiąco.

Zbliżył się do niej, już miał wbić w nią narzędzie, gdy ona wyjęła kopytko i uderzyła go w nos z całej siły. Ogier wrzasną z bólu i złapał się za miejsce gdzie został uderzony. W tym czasie klacz szybko wzięła pilot z stolika i nacisnęła czerwony guzik. Zrobiła to intuicyjnie, ponieważ nie wiedziała, do czego on służy. Pasy się odpięły a Lunctus jak najszybciej zeszła z stołu. Popatrzyła na ogiera, który właśnie się odwracał. Zanim zdążył to zrobić kopnęła go w brzuch. On skulił się i przewrócił. Clade nie tracąc czasu uciekła z pomieszczenia.Za drzwiami ciągną się korytarz do przodu, ponieważ sala, w której się obudziła była na samym końcu. Po bokach były pomieszczenia. Prawdopodobnie takie same, w którym przed chwilą była ona. Najpierw nie była tego pewna, ale przekonała się, gdy tylko usłyszała krzyk, który rozprzestrzeniał się echem po korytarzem. Klacz zacisnęła zęby i zaczęła biec wzdłuż korytarzu. Była już przy wyjściu z korytarza, kiedy zabrzmiał alarm. Drzwi zaczęły się zamykać. Z sal wyszły kucyki z zakrwawioną sierścią i czerwonymi oczami. Wszyscy otoczyli klacz. Jeden po drugim zaczęli się na nią rzucać. Uniknęła wszystkie ciosy i ominęła szarże zadając przy tym obrażenia przeciwnikom. Ostatni muskularny kucyk staną jej na drodze do drzwi, które właśnie miały się zamknąć. Lunctus skoczyła w stronę ściany, odbiła się od niej, po czym od grzbietu ogiera i zrobiła tradycyjny wślizg tuż przed zamknięciem się śluzy. Gdy była po drugiej stronie zaczęła się zastanawiać na głos.

-Jak ja to właściwe zrobiłam?

Przemyślenie przerwały dwa kucyki idące w jej stronę, rozmawiały ze sobą, więc jeszcze jej nie zauważyli. Szybko weszła do pierwszego lepszego pokoju. Okazało się, że był to składzik z fartuchami, goglami i kaskami. Szybko się w nie przebrała. Otworzyła drzwi by zobaczyć czy nikogo nie ma. Było czysto, więc szybko wyszła. Po drodze minęła się z paroma kucykami. Chodziła po budynku jak by znała go na pamięć. Wyjście zajęło jej zaledwie 5 minut. Była na zewnątrz. Trwała noc, nagle przed nią wyjechał jakiś czarny wóz, z którego wyskoczyło parę kucyków. Jeden z nich szybko zamachną się na nią z kijem, nie zdążyła zareagować i...Ciemność...

Ciemność panowała...Wrzaski, które za każdą sekundą były coraz głośniejsze...W końcu nastała cisza...Ukazało się pomieszczenie...Bardziej przypominające cele...W środku siedziała mała klaczka..Była pegazem i na oko miała zaledwie 4 latka. Wszędzie miała blizny i siniaki...Sierść była zakrwawiona. Cela się otworzyła, a wraz z tą czynnością klaczka zapiszczała patrząc w dal. Ciemność nastała ponownie...Krzyki...Cisza... Kolejne pomieszczenie, tym razem na środku stało krzesło elektryczne...Siedziała na nim przypięta ta sama klacz...Tym razem wyglądała na 16...Szary kolor sierści...Czarna krótka grzywa i ogon...Znaczka na boku brak. Dookoła stały kucyki w fartuchach...Mówiły coś, ale były to tylko nie wyraźne szepty. Krzesło zostało uruchomione. Wrzask cierpienia i bólu klaczy słychać było dopiero, gdy jeden z kucyków włączył krzesło na stan największy...

Ciemność....

Wrzask....

Cisza.....

Następnym, co można było zobaczyć to już tylko króciutkie ułamki...Ucieczkę z budynku z innymi kucykami...Pościg....Ukrywanie się... Złe kucyki odnalazły kryjówkę...Rzeźnia...Ucieczka...Szarpanina...Stracenie przytomności...I tą samą sale...W której ona się obudziła.

Klacz poczuła zimną wodę, przez co odruchowo wstała otwierając szeroko oczy. Była na tyłach samochodu, będącego w trakcie jazdy. Po swojej wizji wiedziała już, kim jest. Jest jednym z zbuntowanych eksperymentów, na których testowano różne toksyczne i radioaktywne substancje.

- Patrz ona żyje! Mówiłem ci! - Odezwał się ogier o błękitnej sierści.

- Masz szczęście! Przez twoją pomyłkę prawie ją straciliśmy...- Odezwała się zielona klacz prowadząca auto.

- Tylko narzekać umiesz... - Znowu odezwał się ogier. - Wybacz, że cię znokautowałem, ale w tym przebraniu wyglądałaś jak jedna z nich.- Dodał.

Klacz popatrzyła chwilę na nich i uśmiechnęła się

.-Grace? Willow? - Zapytała z niedowierzaniem. - Wy żyjecie? - Cieszyła się.

- Tak, tak samo jak i ty - Uśmiechnęła się Grace.

-, Mimo że myśleliśmy, że już po tobie - Powiedział Willow.

- Cicho Will! Wcale tak nie było! - Warknęła zielona klacz.

Grace jednorożec i Willow kuc ziemny także byli eksperymentami, uciekli razem z Lunctus z laboratorium. Nie są prawdziwym rodzeństwem, ale tak się traktują nawzajem.

Nagle usłyszeli odgłosy strzałów. Kilka przebiło karoserie i przeleciało Clade tuż przed nosem.

-Mamy problem...Trzymajcie się! - Wrzasnęła Grace, po czym przyśpieszyła.

Samochód trząsł się a kule latały wszędzie.

- Zamiana! - Krzyknęła pegazica, po czym zamieniła się z jednorożcem i zaczęła prowadzić.

Strzałów było coraz więcej...Jeden z nich trafił Willa prosto w klatkę piersiową. Upadł na ziemię.

-NIEEE!!!- Wrzasnęła w płaczu jego siostra i wzięła go w kopyta, które zaraz nasiąknęły jego krwią. Zaczęła płakać jak nigdy.-Nie, nie, nie, nie, nie...- Mówiła szybko wtulając się w niego. - NIE! ZOSTAŃ! PROSZĘ...!- Drżał jej głos. -Proszę...Braciszku...

- Tak mi przykro...- Powiedziała Clade smutnym głosem.

Jednorożec puścił swego brata na ziemię. Otworzyła skrzynie i wyjęła rewolwer.

- Grace, co ty robisz? - Spytała szybko klacz przyjaciółkę.

- Mszczę brata... - Odpowiedziała, po czym otworzyła bagażnik i zaczęła strzelać do pojazdów. Udało jej się zestrzelić 3, ale po chwili trafiło w nią 5 kulek.

- Nie!!!!-Odwróciła się i wydarła Lunctus płacząc. Właśnie straciła najlepszą i ostatnią przyjaciółkę.

Ciało było w aucie. Ostatnia przy życiu klacz ścisnęła za kierownice. Obok jechała cysterna z benzyną, źli siedzieli jej już na ogonie. Podniosła, więc pistolet.

-, Aliquam... - Znaczyło to po łacinie "Już czas". Po tych słowach wystrzeliła kulę w stronę cysterny. Gdy kula dotarła na miejsce cysterna wybuchła zabijając ją i wszystkich innych w pobliżu.

***

(Jeszcze jedno podkreślone punkty to te które są nowe :P )

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: 

   Jak teraz na to patrzę, to mogę powiedzieć, że w prowadzeniu sesji pbf, doświadczenie mam całkiem spore. Granie na rozmaitych forach zacząłem gdy miałem jakieś dziewięć lat i od tego czasu (a będzie to już sześć wiosen) często zabawiałem, głównie na roleplayach o tematyce anime.  
Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?:

   Wydaje mi się, że jestem w stanie poprowadzić sesję w każdym uniwersum, po uprzednim zapoznaniu się z nim. Jednak głównie skupiam się na anime: Naruto, Soul Eater, Fairy Tale. Poza tym, bardzo chciałbym spróbować Wiedźmin: Equestria, a także Steampunk.
Dlaczego Ty?:

   Po pierwsze chce mi się pisać i robię to dla przyjemności, nie z przymusu. Kolejnym argumentem może być to, iż nie robię w tekstach błędów stylistycznych, ani ortograficznych; jestem również w stanie odpisywać późnym wieczorem. Na koniec rzecz, która chyba powinna znaleźć się na początku - mam wyobraźnię. Kreowanie kolejnych historii, czy przygód nie sprawia mi najmniejszego problemu, a to ważna cecha dla osoby, która ma zająć posadę mistrza gry.
Wady, zalety:

wady:

- Nigdy wcześniej nie prowadziłem sesji w kucykowych realiach;

- Bywam uparty, jednak można ze mną dojść do kompromisu;

zalety:

Gdy rozpocznę sesję, zawsze doprowadzam ją do końca. Nie robię akcji typu: brak odpisu przez tydzień itp.;

- Dobrze posługuję się językiem polskim, nie popełniam błędów stylistycznych, czy ortograficznych;

pomiędzy:

- Sporo wymagam od siebie, ale jednocześnie od gracza;

- Nie wybaczam błędów na sesjach;

Kontakt:

Skype: mopo98 
Przykładowe własne opowiadanie:

Narodziny
   Sora, to sporych rozmiarów miasto, znajdujące się w państwie Yosei, na Północnym Wschodzie znanego ludziom świata. Na pierwszy rzut oka jest to raj na Ziemi, będący spełnieniem marzeń każdego, dla którego miarą szczęścia jest pieniądz. Żyjący tu ludzie wprost pławią się w luksusach, nie myśląc o niczym innym, niż własny dobrobyt. W metropolii nie ma dzielnic biedoty, a ewentualni żebracy są szybko usuwani przez straże. Przez ten fakt, wielu mieszkańców, którzy cały żywot spędzili w "raju" nie jest świadomych, że za jego murami istnieje inny, gorszy świat. 
   W tym miejscu, w prawdziwym Babilonie naszych czasów, rodzi się Seinaru. Rodzicami chłopczyka są Hirai i Oshiro, nadzwyczaj religijni ludzie, nienawidzący wszelkich sił mroku i cienia. Para nigdy nie opuszczała Sora'y, więc byli ślepie na rzeczy, które działy się w mieście. Ze względu na swego rodzaju kult światła, którego domenę oboje opanowali dali swemu dziecku przydomek "dziecko światłości". Poziom, do jakiego doszła fascynacja rodziców, pokazuje również imię chłopczyka, oznaczające "święty". W takich warunkach, bez żadnych trosk, wychowywał się przyszły mag, czekając tylko aż przebudzi się jego błyszcząca moc.
Dorastanie
   Wraz z biegiem lat, Seinaru coraz lepiej wpasowywał się w wizerunek rodziny. Jego długie, jasne blond włosy, sięgające niemal do połowy pleców co upodabniało już trzynastoletniego chłopaka do ojca. Z twarzy również można było od razu poznać pokrewieństwo. Mały nos, kanciasta szczęka i duże oczy, były niemalże identyczne co u taty. Jedynie kolor tęczówek, miast jak powinno być - bardzo jasny, u chłopaka przypominał noc. Nie wiadomo czym było to spowodowane.
   Jednak chłopak nie tylko wyglądem upodabniał się do rodziców. Ich fanatyzm również przeszedł na syna, co skutkowało jego częstymi modłami, w których prosił o zesłanie na niego mocy światła. Seinaru nie miał przez to żadnych przyjaciół, lecz nie przeszkadzało mu to; szybko jedynymi zapotrzebowaniami Świętego stały się modły i rozmowy na temat jedynej prawdziwej magii, jak nazywali błysk jego rodzice. Prawdopodobnie ta chora sielanka trwałaby dalej, gdyby nie pewne wydarzenia, jakie miały wkrótce spaść niczym piorun, na tę niezwykle religijną rodzinę.
Przebudzenie
   Tego dnia nic nie wskazywało na to, że cokolwiek ulegnie zmianie w losie Seinaru. Chłopak rutynowo spędził większość czasu w kaplicy, skąd wyszedł dopiero późnym wieczorem. Noc była nadzwyczaj ciemna i nie zachęcała do spacerów; większość mieszkańców Sora'y poukrywała się w domach, jedząc sytą kolację, lub przygotowując się do snu. Na ulicach miasta ciężko było więc spotkać żywą duszę, co Świętemu nawet pasowało. Nie lubił mroku, lecz łatwiej znosił go w samotności.
   Mniej więcej w połowie drogi, Seinaru zorientował się, że jest śledzony. Dwie postaci, ukrywające swe twarze pod długimi płaszczami, co jakiś czas pojawiały się za chłopakiem, niemal bezszelestnie. Czternastolatek zląkł się, a było to uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył; zaczął panicznie uciekać na oślep, potykając się w ciemnościach. Za nim, błyskawicznie ruszyły cienie, szybko skracając dzielący ich dystans. Święty skręcił rozpaczliwie w boczną ścieżkę, która miała okazać się zdradliwą. Seinaru pędził przed siebie, aż uderzył o coś twardego, po czym upadł na ziemię. Ślepa uliczka kończyła się wysokim, gładkim murkiem. Nie było ucieczki.
   Blondyn odwrócił się i przyparł plecami do ściany. Postaci były już bardzo blisko; teraz dało się dostrzec, że jedna z nich dzierży sporej wielkości nóż. Uzbrojony osobnik skierował ostrze czubkiem w stronę Świętego, po czym rzekł.
- Nosisz w sobie mrok! Ktoś taki nie może pozostać przy życiu! 
Po tych słowach, mężczyzna przystąpił do ataku. Jego ruchy były wyćwiczone; w trzech krokach znalazł się obok Seinaru i wykonał cięcie od góry. Ruch był tak szybki, że dzieciak nie mógł nawet zareagować. Nie musiał.
   Gdy ostrze zbliżało się do ciała, wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Momentalnie białka Świętego zmieniły swą barwę na czarną, dziwnie błyszcząc. Jednocześnie ciało chłopca otoczyła czarna aura, przypominająca wyglądem pustkę. Była tak twarda, że ostrze noża połamało się przy dotknięciu. Jednak to nie miało być wszystko.
   Mężczyzna błyskawicznie odskoczył, przybierając pozycję obronną. Drugi uczynił to samo, dodatkowo wyjmując z pochwy katanę. Seinaru upadł na kolana i oparł się dłońmi o zimny chodnik. Z jego pleców nagle wyrosły dwie, długie łapy, zakończone dłońmi o ostrych szponach. Ciemność najwyraźniej nie chciała tylko bronić dzieciaka. Ręce bez ostrzeżenia wyrwały ku zamaskowanym postaciom, celując pazurami w serca.
 
   Po paru minutach ziemia zabrudzona świeżą krwią znaczyła miejsce rzezi. Nazajutrz miejscowy piekarz miał odnaleźć brutalnie zmasakrowane ciała i niemal zemdleć na ich widok. Strażnicy, którzy przybyli zbadać sytuację byli bezskuteczni. Nie było żadnej wskazówki co do tożsamości mordercy; na ścianie jedynie widniał napis wymalowany świeżą krwią...
Piekło w Niebie
   Seinaru obudził się w swym łóżku, nie pamiętając kompletnie nic z poprzedniej nocy. Na jego ubraniach nie było ani śladu krwi, więc nic nie wskazywało na to, że chłopak stoi za morderstwem. Wyglądało na to, że dzieciak pod wpływem silnych emocji wpadł w szał, a gdy uspokoił się - ciemność przestała go kontrolować. Teraz jednak Święty zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy i rozpoczął dzień, jak każdy poprzedni. Pierwszą zmianę, chłopak zauważył przy porannej modlitwie z rodzicami.
- Seinaru, moje dziecko! - Rzekła zdziwiona Oshiro. - Na Światłość, jak ty wyglądasz? 
Miała powody do obaw; czarna koszula chłopaka była cała pognieciona. Zdecydowanie nie był to strój godny świątyni. Świętego zaniepokoiła jednak inna rzecz, można nawet powiedzieć, że przeraziła. Gdy spojrzał on w oczy matki, usłyszał zimny, chrapliwy głos.
- Zabij! 
Dzieciak złapał się za głowę i tak samo jak poprzedniej nocy, upadł na kolana. Niesamowity ból zmuszał go do wykonania rozkazu, lecz Seinaru z nim walczył; jego krzyki świadczyły o trudzie, z jakim mu to przychodzi, ale dzieciak nie dał za wygraną. Po chwili męczarnie ustały równie nagle, jak się pojawiły, pozostawiając leżącego dzieciaka w szoku. Żeby tego było mało, niespodziewanie powróciły wspomnienia z poprzedniego wieczoru, raniąc poważnie umysł Świętego. To już było za wiele; chłopak rozpłakał się, patrząc rozpaczliwie na  ojca, który usłyszawszy wrzaski przyszedł do sali. Seinaru wyciągnął do niego rękę szukając pomocy. Nie otrzymał jej jednak
- Ty... Ty nie możesz być moim dzieckiem! - Taka była jego reakcja, na widok syna, którego oczy były całkowicie czarne; którego ciało otaczała smolista aura pustki, upodabniając dziecko do wcielenia samego diabła. Ręka Świętego opadła, zaś łzy zaczęły zalewać całe policzki. 
   Opętany dzieciak patrzył jak jego rodzice przygotowują się do wykonania ataku.
- Nie! Błagam! - Głos mu się urywał; bał się tego co miało się zaraz stać. Bał się siebie. - Dlaczego?!
Wygnanie z Raju
"Śmierć to nieodłączna część życia..."
   Piętnastoletni Seinaru idzie w dół niebiańskimi schodami, nie odwracając się za siebie. Nie da się po nim poznać choroby, która nie trawi ciała, lecz umysł. Szeroko otwarte oczy, teraz już normalnej barwy obiegają horyzont, szukając miejsca, w którym słońce zachodzi. Jakaś jego część pragnie zaczekać z podróżą do zmierzchu, lecz Święty szybko rezygnuje z tej decyzji.
   Morderca, demon, tak o nim mówiono, gdy uciekał z Sory. Strażnicy go nie zatrzymywali, być może ze strachu. Chłopca cieszył ten fakt; nie chciał znowu zabijać, ani patrzeć na śmierć. Miasto światła, w którym Seinaru się wychował, metropolia w którą wierzył całym sercem wyrzekła się go, skazując na wygnanie; wszystkie jego ideały, zostały naraz zniszczone. To byłby cios dla dorosłej osoby - dziecko, nie mało szans tego przetrwać.
- Dokąd idziemy? - Zapytał samego siebie, wzdychając. - Enca? Niech będzie.
 
   I wyruszył, pozostawiając za sobą znienawidzone miasto rozpusty, które niegdyś było jego domem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, zatem nastał czas werdyktów.

Jako że nieco choruję, nie chcę mi się rozpisywać o poszczególnych osobach,

dlatego jedynie wspomnę, na co zwracałem uwagę w obecnym naborze.

 

Najważniejszą rzeczą była, oczywiście, historia. Czy brzmiała ciekawie, poprawnie

i jak się ją czytało. Później zaś patrzyłem na Waszą znajomość ortografii i interpunkcji,

rzeczy niezwykle istotnej u Mistrza Gry, a której niektórzy czasem zapominają

(no bo faktycznie nie jest to takie ważne, gdy prowadzi się sesję klasyczną, czyli ustnie).

Później zaś patrzyłem na pozostałe rzeczy w Waszych podaniach. I nie, Michalinku,

wiek nie można uznawać jako wady czy zalety, bo wiek =/= ogar.

 

Cóż... żadne z podań mnie w pełni nie zadowoliło :P Albo opowieść taka średnia,

albo błędy kłujące w oczy, albo różne pierdółki.

 

 


Ponoć ostatnim, co zrobili, był szczery uśmiech w swoją stronę.

 

Aż się skonsultowałem, jak to mogło wyglądać. Decaded stwierdził,

że walnęli po uśmiechu do swoich odbić w lustrze i tyle ich było widać :rainderp:

 

http://i.imgur.com/qCVM90L.png - i ta dramaturgia tutaj.

Wiesz, chyba... nie do końca o coś takiego chodzi w sesjach xd

Aczkolwiek widzę w tobie potencjał w pisaniu ficów o tagu Random.

 

Dalej... ostatnie podanie... takie dziwne. Raz, że miejscami za dużo przecinków,

dwa... mieszasz czasy i to raczej nie jest wskazane. Raz piszesz w

czasie teraźniejszym, raz w przeszłym i w efekcie w opowiadaniu panuje taki zamęt...

 

Ogólnie jakbym miał wybierać, to albo Mew Two, albo Moposable

U pierwszego podoba mi się historia, ale się kolego trochę pogubiłeś w pisowni

w drugiej części tego podania :P Mopo z kolei w kwestii pisowni zachował się lepiej,

ale nieco zamotał sprawę z czasami i wyszło to... tak sobie.

 

Ostatecznie jednak, po konsultacji, postanowiłem dać szansę Mew Two. Brawo!

 

Dzięki wam wielkie za udział.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, guys, wpierw smutna nowina. Z posady MG rezygnuje Panda Hippis.

Dzięki za bycie wraz z nami!

 

I jako że to dla nas cios, otwieram nabór.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: Ogólnie pierwszy kontakt z RPG miałam jakieś... 7 lat temu, a zaczęłam od blogów. Później kolejno szły jakieś chaty tematyczne, przez fora, aż w końcu do sesji ustnych. Jako mistrz gry sprawdzałam siły na Królu Lwie(+junior admin, moderator), gdzie zostałam wytypowana oraz na Lethe Ayame, gdzie byłam również administratorką.
Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Jeśli zostanie mi przedstawiony odpowiedni świat, potrafię wpasować się przeważnie wszędzie. Jestem dość elastyczną osóbką. Póki co zostańmy przy RPG zwierzęcych, kucykowych, ludzkich fantastycznych i ludzkich w świecie realnym: bo z takimi miałam najlepszy kontakt.
Dlaczego Ty?: Bo staram się trzymać poziom. Jak już napisałam, jestem elastyczna, ale mam również własne zasady, których się trzymam. Jeśli wiem, że nie poradzę sobie z jakąś sesją, nie staram się jej wziąć na siłę. Podczas samych rozgrywek staram się rozpatrywać każdy szczegół, wyciągać wnioski ze wszystkiego i nie narzucać autorowi postaci nic: w końcu opisuję przede wszystkim skutki!
Wady, zalety (swoje, oczywiście): Zdarza mi się lenić z odpisem, ale przeważnie zdarza się to w sytuacjach, gdy wątek jest nudny (czyt. prowadzę własną postać). Mam niewielkie doświadczenie jako mg (łącznie 1,5 roku grania modem) i czasem bywam roztrzepana. Ponad to nie jestem w stanie poprowadzić scen wulgarnych, erotycznych.
Kontakt (mail / gg / aqq / skype): 34530823 (gg); deskakamien (skype);
Przykładowe WŁASNE opowiadanie: Prolog mojej książki, myślę, że długością jest w sam raz c:

 

 

Smoczy Las, Wielka Puszcza, Gadzi Azyl: wiele nazw dla jednego miejsca, w którym ludzka stopa nie ma szansy witać zbyt często. Okiem człowieka było to tylko kolejne, nieciekawe miejsce, które nie może przynieść żadnego zysku. Technologia wciąż gnała do przodu, a miasta rozrastały się w szaleńczym tempie. Ludzie zapomnieli, co jest ważne. Czasy, w których każdy chce więcej, lepiej i szybciej. Nikt nie miał czasu, by interesować się miejscem, w którym nawet drzewa nie nadają się na ścinkę. Nic dziwnego, że w końcu zamieszkały tam smoki: kiedyś zwierzęta samotne, teraz stworzyły ogromną społeczność. Każde z nich wpasowało się w naturę. Jedne przypominały ogromne, pokrzywione pnie, inne korony drzew, niektóre skały. Znaleźć też można było błękitne smoki, chowające się na dnach jezior. Ogromne, czarne smoczyska żyjące w jaskiniach i wychodzące o zmroku, oraz mniejsze, zielone liszki żyjące w wysokich trawach na otwartym terenie. Były częścią natury, a natura była częścią ich. Jedna tylko istota zdawała się nie pasować. Młoda, niesforna i kłopotliwa. Wszędzie, gdzie się zjawiła, wprowadzała zamieszanie, a jej niesamowicie jasne, białe łuski na myśl przywoływały jedynie śnieg, który pojawiał się tylko raz do roku. Nie pasowała do nich

Bardzo często oddalała się od lasu. Starała się zaprzyjaźnić z człowiekiem. Fascynowali ją: wtedy jeszcze nie miała pojęcia, że liczą się dla nich tylko dobra materialne. Nic dziwnego, że wkrótce wydano informację o jej istnieniu. Wojsko zareagowało natychmiastowo.
Nikt nie zauważył, kiedy ludzie zdołali wedrzeć się w serce Smoczej Puszczy. Nikt wcześniej nie domyślał się, że wiedzą o jej istnieniu. Gdy tylko zadecydowano o walce, okazało się, że interesują się tylko jedną, młodą smoczycą. Reszta mieszkańców lasu ukryła się więc i zostawiła ją na pastwę ludzi.
Walcz.
Nie miała siły dłużej biec. Przedzierała się przez zarośla, zdecydowanie zbyt często obijając o drzewa. Pysk miała poharatany przez gałęzie, łuski na piersi porysowane. Straciła cały blask, a jej ciało stało się matowe z powodu licznych, bliższych spotkań z mokrą ziemią. Nie miała pojęcia, że podczas tak krótkich chwil, można zrobić komuś taką krzywdę:  błona w prawym skrzydle została przecięta, a do końcówki przykleiło jej się jakieś urządzenie, którego nie potrafiła usunąć. W jej piersi tkwiło kilka strzał, grzbiet był cały poorany różnego rodzaju ostrzami. Największa rana znajdowała się wzdłuż lewej łopatki, co znacznie utrudniało przebieranie łapami. Nie była przystosowana do poruszania się po ziemi, nigdy wcześniej też nie była zmuszona do dłuższego biegu. Ciało, z powodu znacznej utraty krwi, odmawiało posłuszeństwa.
Walcz.
Wiedziała, że jej bracia gdzieś tam są. Ukrywają się i czekają, aż zagrożenie minie. Ona nie mogła. Jej zapach zbyt bardzo wyróżniał się na tle lasu; kolor jej łusek tak bardzo kontrastował z delikatną zielenią puszczy, że pomimo usilnych starań, zawsze ją odnajdywano. Biegła więc, potykając się o ranne skrzydło, które było obciążone tym ludzkim czymś, czego nie potrafiła nawet opisać. Wlokła je za sobą, niby jasny płaszcz zabrudzony szkarłatną cieczą i błotem. Upadła anielica.
Trudno jest opisać przerażenie stworzenia, które właśnie straciło szansę na przeżycie. Wszyscy się od niej odwrócili. Stado: jedyna rodzina. Stworzenia, które kochała i za które bez wahania oddałaby życie. Nigdy nie podejrzewała, że są to jednostronne uczucia.
Walcz.
Odruchowo starała się złożyć ranne skrzydło, przez co nadepnęła sobie boleśnie na staw łączący kości skrzydła, i upadła ciężko na ziemię przetaczając się kawałek dalej. Podniosła wzrok.
-Nero!- krzyknęła, dostrzegając nad sobą znajomy pysk. Potężny samiec ukrył się w przydrożnych paprociach. Jego chropowata skóra powierzchnią przypominała kamień, a ciało zdawało się być tylko kolejnym skalnym zębem wystającym z ziemi. Jego pysk pozostawał obojętny, ale głęboko w złotych ślepiach czaił się smutek.
-Nie mogą się dowiedzieć, że jest nas więcej.- odezwał się, a jego pysk zbliżył do jednej z głębokich ran, którą smoczyca nosiła na łopatce.
-Możemy walczyć, jest ich...-
-Nie!- warknął, przerywając.- Nie.- dodał po chwili ciszej. Był stanowczy, a jego upór sprawiał, że smoczyca traciła wolę walki. Oboje wiedzieli, czym mogłaby się skończyć pomoc wobec niej. Nie zmieniało to faktu, że samiec wciąż pozostawał najbliższą jej osobą.
Złotooki przejechał językiem po ranie, która chwilę potem się zasklepiła, a po ogromnym cięciu nie została nawet blizna.
-Dziękuję.- szepnęła.
-Biegnij.- odpowiedział tylko wpatrując się w nią niewyraźnie. -Już!- ryknął, zmuszając ją do dalszej ucieczki. Pozostała w jednym miejscu zdecydowanie zbyt długo. Okropne pieczenie podczas poruszania łopatką zniknęło, ale mimo to samica powoli traciła panowanie nad własnymi łapami. W końcu bieg stał się automatycznym odruchem. Czymś, czego jej łeb nawet nie rejestrował. Była wykończona, poobijana i straciła mnóstwo krwi. Dawny blask łusek zniknął za cienką warstwą błota i krwi. Mimo to biegła nieprzerwanie. Nie mogli odebrać jej wolności. Była smokiem.
Będzie walczyć.
Przeżyje.
Wróci do rodziny.
Kilka godzin później padła wyczerpana. Walczyła, aby utrzymać świadomość, a łapy trzęsły się jak gdyby dalej nakazywały ruch. Przez chwilę miała nadzieję, że udało się jej uciec. Nie minęło wiele czasu, gdy do jej uszu dobiegło stłumione ujadanie psów.
~~~~
 
Dostrzegli jej bezwładne cielsko w gęstych, obumarłych krzewach jeżyny. Ogromne, jak na tą roślinę, ciernie poutykały pomiędzy jej łuskami, drażniąc delikatną skórę pod nimi. Bok unosił się ciężko, a oddech było słuchać już z daleka.
Walcz.
Poruszyła się gwałtownie, otwierając ślepia i wlepiając je w niewyraźny kształt stojący tuż przy jej pysku. Kiedy zdążyli się tak zbliżyć? Zamachnęła się łapą odrzucając mężczyznę gdzieś na bok. W pierwszym momencie chciała go chwycić i odgryźć głowę, ale poruszanie szponami było prawie niemożliwe. Ostatkami sił, ale z zastrzykiem adrenaliny uniosła łeb i zamachnęła się nim, plując dookoła ogniem. Wrzask poparzonych był ukojeniem. Strzeliła ogonem, zwalając z nóg kilka innych osób: jeden z ludzi nabił się na ostry róg wyrastający z jego końcówki. Strzeliła nim ponownie, zrzucając ciało. Ryk, przepełniony nienawiścią do czegoś, co kiedyś tak ją fascynowało, rozniósł się po puszczy.
-Piękna, prawda?- odezwał się jeden z mężczyzn. Zeskoczył zwinnie z konia i wręczył jego wodze jednemu ze swoich podkomendnych. Stracili tuzin pobratymców podczas pogoni, pomocy wymagało kolejne kilka osób, a mimo to na jego twarzy malowało się zadowolenie.
-Biała smoczyca. Albinoska. Jest jak diament wśród naszych smoków. Przypomnij mi: ile mamy gadów ziejących ogniem?- odwrócił się utkwiwszy zimne spojrzenie w jednym ze swoich podwładnych. Tamten wyglądał, jak gdyby zaraz miał paść nieprzytomny. Trząsł się jak osika i w sumie niewiadomo do końca, co tutaj robił. Zapewne on sam nie wiedział. Mężczyzna nie czekając na odpowiedź, dodał:
-Żołnierzu, upewnijcie się, że przez następne kilka dni nie będzie mogła używać ognia. Odetnijcie jej to... coś... dzięki czemu może. Później nasz chirurg poskłada ją do kupy.- odpowiedział, zerkając kątem oka na wciąż walczące zwierzę. Na jego twarzy pojawił się grymas, gdy zauważył nieudolne próby przytrzymania samicy i miny osób, które nie miały pojęcia co robić lub co robią.
-Unieruchomcie łeb i ! Kurwa, uważaj na ścięgna! Co nam po gadzie, który nie będzie mógł nawet stać?- wydarł się. Nikt nie wiedział, że smoczyca rozumie ich słowa. Tylko ludzie znali podział na języki i nigdy nie potrafili dogadać się z własnymi bliźnimi. Szamotanina, która mogła przypominać walkę, stała się nieco bardziej zawzięta. Mimo to wkrótce Biała została całkowicie unieruchomiona, otępiona narkotykami i 
załadowana do ciasnej ciężarówki. No, być może nie małej, ale z pewnością nie nadającej się na jej rozmiary. Pod jej skrzydłami ulokowano cztery jaja.
 
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli wszystkie sesje poszły się sypać ;___; ?

 

 

Wszystkie sesje Hippisa zostały umieszczone w Archiwum. Hippis obiecuje, że wróci, ale... trudno powiedzieć, kiedy to będzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: Współtworzyłem forum agothis.xaa.pl, możecie spytać tamtejszych. Byłem developerem i dbałem o lore forum (klimaty kucyków) i po części za mechanikę, a także prowadziłem kilka sesji na forum Pony Utopia, gdzie miałem kandydować na moda, ale zrezygnowałem na rzecz Agothisa.

 

Jakie INNE realia mogę zaproponować: Wiedźmin, TES, (Zaszalejmy) Postal i Absurd Totalny (a w jakich realiach? To nie ważne, ale mogę absurd wrzucić na życzenie graczy), Silent Hill/Ponyville, Eragon (Alagaesia), Gothic, Fallout, Resident Evil, Brutal Legend, oraz sesje dla userów, którzy ukończyli 18 lat (i nie, nigdy nie przeprowadzę sesji, której jedynym celem ma być clopping, ale może być tym sesja owiana. To samo z gore).

 

Dlaczego ja?: Mam doświadczenie. Budowałem jedno forum niemalże od podstaw, z innymi ludźmi. Jestem kontaktowy i ugodowy, uważam, że MG powinien dać graczom jak najwięcej swobody, pozwolić im się bawić, dostosować się bardziej do nich niż oni do niego (zachowując przy tym zdrowy rozsądek). Uważam też, że sesje mają - rzecz jasna - bawić przede wszystkim graczy, a nie stawać się dla nich swego rodzaju brzemieniem, które mają ciągnąc za swojego MG. W sesjach zawsze staram się dogodzić graczom i często konsultuje z nimi wszystko przed i w trakcie jej trwania. Jestem też autorem ficów, ale o tym później.

 

Moje wady i zalety:

Zalety:

  • Myślę, że mam poczucie humoru
  • Jestem komunikatywny
  • Staram się dać jak najwięcej swobody działań graczom na sesjach
  • Spontaniczność
  • Jestem ugodowy.
  • Sumienność

Wady:

  • Nie toleruję chamstwa i cwaniactwa. Niestety, ale tego drugiego nie potrafię przebaczyć.
  • Mimo, iż jestem wyrozumiały i cierpliwy, nagminne prowokowanie mnie może skutkować wybuchem agresji z mojej strony (gratuluję paru osobom, którym udało się mnie do tego stanu doprowadzić).
  • Graczy, którzy spowalniają sesje, mam w zwyczaju dzielić na różne kolejki, oddzielając ich od reszty ekipy, przez co ci "szybsi" nie są spowalniani. Dla niektórych to minus.
  • Gdy zacznę już z absurdem, to nie potrafię przestać, więc zastanówcie się, zanim zaczniecie prosić o takie wstawki :P
  • Lubię robić na złość osobom, które wpieprzają postacie, które manifestują w sposób NACHALNY swoje poglądy. Nie jakoś mocno, ale np. żartem ze strony npc (aż taki gnój ze mnie nie jest, spokojnie).
  • Lubię też robić sobie jaja z postaci OP (i ich OP zachowań)

Kontakt: kontakt.jpg

 

Czy robię to dobrze? :P

Nie no, tak poważnie:

 

Przykładowe Własne Opowiadanie:

 

Tu wstawiam FF napisane przeze mnie:

http://mlppolska.pl/watek/6812-comedy-niezwyk%C5%82e-przypadki-aby/

http://mlppolska.pl/watek/6063-wytrych-s...%2Botwiera

http://mlppolska.pl/watek/5055-tcbsad-apokalipsa-wed%C5%82ug-twojego-sumienia/

http://mlppolska.pl/watek/5452-slice-of-lifesen-pani-nocy/ <- najkrótszy z wymienionych

 

Jest jeszcze troszkę FF w My Little Seduction, ale nie podam do nich linków, by nie złamać regulaminu forum.

 

 

A oto opowiadanko:

 

 

      Oprócz tradycyjnej drogi na wzgórze warowne, istniała jeszcze druga - bardziej niebezpieczna - o której nikt nie miał pojęcia. Pod zalesionymi, mglistymi lasami, pod powierzchnią ziemi, istniała dawniej kopalnia, którą zamknięto z bliżej niezbadanych przyczyn. Wejść do niej można było na dwa sposoby: albo posiadając klucz do spichlerza (w którego piwnicy była klapa do tychże kopalń), albo posiadając dorodną beczułkę dynamitu, by wysadzić stalową plombę, którą zamknięto wejście do kopalni, u podnóża wzgórza.

Takową posiadała Lotus. Ściskała ją w swych kopytkach, uśmiechając się sama do siebie... 

Kremowa, niebieskooka, czarnogrzywa jednorożec, o bystrym spojrzeniu i smukłym ciele... 

Wiatr zmierzwił jej włos, jakby chcąc wygonić ją spod włazu. Ale ona pozostała nieugięta. Ssssss... lont zaczął się palić, podpalony magiczną iskrą, beczka pomknęła w kierunku blachy. 

      Tym razem jej grzywa została potargana przez silny podmuch, wywołany eksplozją. Metaliczny trzask, zgrzyt i huk, i tumany kurzu, wzbijające się w powietrze, niczym chmura, niczym zasłona dymna, przysłoniły jej sylwetkę. Przerażone ptactwo dało o sobie znać, uciekając w przestworza, drąc się blade ze strachu. Ignorancka straż nawet nie wszczęła alarmu. Zresztą - skoro nawet nie było tu wartowników, to i tego było się na próżno doszukiwać. 

      Lotus czekała, aż kurzawa opadnie... w końcu ujrzała, że plomba została wgnieciona do środka i wybita weń, leżąc gdzieś dwa metry od "futryn". A za futrynami mrok, echo i wyczuwalna aura jakby wrogości, która dawała o sobie znać, gdy z szelmowskim uśmiechem wkroczyła do środka, przy akompaniamencie głuchego stukania jej kopytek. 

     Magiczne światło oświetlało jej drogę. Kopalnia... belki, wózki, porzucone narzędzia, gdzieniegdzie całkiem dobre lampy olejowe i naftowe. Nawet można było - jakby się przypatrzeć - ujrzeć i żyły żelaza i ołowiu. Raz nawet ujrzała geodę ametystu, położoną bałaganiarsko na torach kolejki. Ale nie zwracała na to uwagi. Liczył się teraz jej cel - wejść do warowni. Błądziła po korytarzach, szukała... pięła się w górę, dopóki nie natrafiła na rumowisko - dalsza droga na górę była zawalona, a ona zużyła jedyną beczkę prochu, na jaką było ją stać. 

- Szlag... - mruknęła pod nosem Lotus.

    Początkowa pewność siebie zaczęła ją opuszczać. Przysiadła pod stertą gruzu i zaczęła płakać, rozklejając się w przeciągu sekundy.  Wtargnęła tu tak łatwo... miała to zaplanowane, od wielu miesięcy, by teraz to trafił szlag. A ona chciała tylko... zobaczyć swojego ogiera, który jest tu razem ze stacjonującym wojskiem, żołnierza. Nie miał tu wstępu nikt, bo to obiekt wojskowy, ale Lotus chyba nie wytrzymałaby kolejnego roku bez niego... tup. Tup. Tup...

Ktoś tu szedł, i to w jej kierunku. Podniosła łebek, rzucając blade światło na jeszcze bledszego starca, odzianego w jakieś potargane szmaty. Trzymał w pysku lampę, podpierał się czekanem. Jego brodę brudziły jego własne kopyta... 

Klacz zbladła z przerażenia, a latarnia stuknęła, kładziona na ziemię.

- Czemu wchodzisz do mojego domu bez zapowiedzi? - zagrzmiał gruby, zmęczony głos ogiera.

Lotus była tak zmieszana, że nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.

- J... ja... ja nie wiedziałam... - przełknęła ślinę - ja nie wiedziałam, że tu mieszkasz... pozwolisz mi wyjść? Przysięgam, że już cię więcej nie... - nagle poczuła coś zimnego na swoich nogach - ZOSTAW MNIE!

Jej nogi drętwiały, a jednocześnie czuła, jak coś zimnego zaczyna je okalać. Spojrzała starcu w oczy. Jeden raz. Pierwszy i ostatni, nim stała się kamieniem... jej niemy krzyk do dzisiaj odbija się echem po skalnych ścianach kopalni, a Skarbnik do dziś nie przestał jej pilnować...

Nim straciła świadomość, przypomniała sobie o innych rzeczach, na które nie zwracała uwagi... na przykład na posągi, które wymijała, przedzierając się ku górze... wydawały się jej wołać, tętnić życiem. Faktycznie, tętniły. I chyba dalej tętnią, bo ona świadomości nie straciła. Słyszy i czuje każde kapnięcie na nią wody, każdy krok dziada, słucha jego opowieści, dręcząc się myślą, że nigdy nie zobaczy Sham'Shira, nigdy już jej nie przytuli i nigdy... nie wezmą ślubu.

Edited by Feather
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Środa time, więc jak obiecałem, pora przeczytać podania.

No i cóż... tym razem są tylko dwa, tylko po co daliście

wasze historie w cytaty? Dunno, niepotrzebnie zresztą.

 

Dahlio, jeśli chodzi o błędy: rzuca się w oczy brak odstępu

przy myślniku - ZAWSZE go oddzielamy od wyrazów, zapamiętaj.

Poza tym, dialogi. Gdy kończysz je, przykładowo, "- powiedziała",

NIE kończysz zdania przed myślnikiem kropką.

Dałbym ciebie do Decadeda na nauki, ale wciąż nie zrobił swojej

stronki o pisowni, więc muszę zasugerować ci lekturę tegoż:

PISOWNIA DIALOGÓW DLA CZARNYCH DAHLII

 

Dobrze jednak, że z przecinkami takich problemów już nie dostrzegłem.

To się chwali, naprawdę.

 

Idziemy dalej... Piórkowiec...

Niby nic wielkiego, ale zauważyłem pewną niekonsekwencję w twoim

spisie wad i zalet. Skoro wymieniasz już je od nowego akapitu,

albo kończysz je niczym, albo kropką/przecinkiem/dwukropkiem

(w tych dwóch ostatnich przypadkach, ostatnią pozycję na liście

kończysz po prostu kropką), a nie raz tak, raz siak :P

 

Ciekawe rzeczy można zauważyć w podaniach, co nie?

No, oczywiście nie każdy na takie rzeczy zwraca uwagę, heh.

Historia nie najgorsza, na poziomie Dahlii, chociaż pozbawiona

błędów w kwestii dialogów (choć było ich zauważalnie mniej).

Trochę tak dziwnie przeszedłeś na czas teraźniejszy w końcówce,

spokojnie mogłeś tutaj ciągnąć opowieść w przeszłym.

 

Ok, zatem pora na werdykt... Dwa podania, jedno miejsce...

Dość równy ich poziom, ogier i klacz... Pora na rzut monety...

...

Ok, stanęła na kancie, wow. Zatem... wybieram waszą dwójkę, a co.

Brawo, macie rangę MG i jesteście teraz grubi :P

 

To tyle. Cya next time.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, nastąpiło zwolnienie blokady maszyny losującej,

więc szukam MG na miejsce Feathera. 

Tylko proszę: postarajcie się dbać o naszą polszczyznę xd

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: Jako gracz ukończyłem jedną sesję, w obecnej chwili w jednej uczestniczę na forum, a w drugiej prywatnie. Prowadzę również prywatną sesję jako MG od pół roku. 

Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Oprócz ukochanej Equestrii? Przede wszystkim uniwersum wykreowane przez A. Sapkowskiego, czyli lore “Wiedźmina”. Poza tym byłby to Mass Effect. Możliwe, że potrafiłbym wykrzesać jakąś sesję na bazie mojej wiedzy o uniwersum The Elder Scrolls. Świat Fallout też jest mi znany, ale w żadnym wypadku nie jestem ekspertem. No i jest jeszcze Morda w Kompot. A, no i Gothic.
Dodatkowo bardzo lubię crossoverować świat MLP z dowolnym innym, podatnym na taki zabieg.

Dlaczego Ty?: Hm… Pomyślmy. Przede wszystkim mam dużo czasu, więc raczej nie powinna się zdarzyć sytuacja, w której odpowiedzi nie będą przychodzić miesiącami.
Jestem też kreatywny i jestem człowiekiem z wyobraźnią. Ponadto mam pewne doświadczenie pisarskie. Fafnik, który piszę zbiera na razie dość wysokie oceny, a i wcześniej zdarzało mi się coś napisać. Staram się pisać jak najpoprawniej, unikając przy tym poważniejszych błędów. Najważniejsze jest to, ze potrafię tworzyć spójne i czytelne zdania. 

No i lubię gry RPG, lubię wczuwać się w historie, które MG tworzy razem z graczem. 

Wady, zalety: Rozpiszę je tak:
Zalety:
- Wspomniana kreatywność
- Dostępność
- Lubię nawiązywać kontakty, więc w razie czego można się ze mną łatwo dogadać

- Jestem ugodowy, zawsze jestem chętny pójść komuś na rękę, byleby była zabawa

Wady:
- Jestem trochę niecierpliwy
- Nie toleruje wielu rzeczy: głupoty, chamstwa czy ignorancji

- Bywam leniwy

- Normalnie jestem spokojny, ale kiedy ktoś mnie wkurzy to potrafię być złośliwy

Kontakt (mail / gg / aqq / skype):
Mail: [email protected]
GG: 48315123
Skype: lagodzinski5

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
Moim własnym opowiadaniem jest chociażby “Wiedźma”

A oto opowiadanie pisane na potrzeby podania:

Korytarz rozświetlany był jedynie przez wątłe światło lampy naftowej. Ich kroki niosły się echem przez cały zamek. Mijali po drodze przeróżne obrazy kucyków w bogatych, szlacheckich strojach, od czasu do czasu minęli jakąś zbroję. Deszcz bił w okiennice grubymi kroplami, na zewnątrz grzmiało i wył wiatr.
Zatrzymali się, kiedy ich droga rozgałęziała się na dwa kierunki: prosto i w lewo.
- To był bardzo, bardzo zły pomysł - stwierdził Emerald, wątły kucyk ziemny o pomarańczowej maści i błękitnej grzywie.
Oswald, jego towarzysz - czarny pegaz z granatową grzywą, rozglądnął się i jakby zaczął zastanawiać.
- Myślę, że powinniśmy iść tam. - Wskazał przejście po lewej. - Jak pójdziemy prosto, zapewne znowu wrócimy do główniej sali.
- Przypomnij mi, dlaczego ja się na to zgodziłem? -jęknął Emerald.
- Bo mamony nigdy za wiele! Przypominam ci, że się za pół roku żenisz. Nie chcesz wyprawić takiego weseliska, żeby nawet księżniczkom zrzedły miny? Oj, daj spokój! Boisz się duuuchów?
- Nie, ale… - Rozejrzał się po ciemnym korytarzu. - Tu jest strasznie.
- Weź się w garść! - Oswald klepnął Emeralda w bok. - A teraz podnoś lampę i idziemy!
Dwóch przyjaciół skręciło w boczne przejście. Korytarz prowadził prosto do jednego pomieszczenia - biblioteki. Jak to biblioteka - pachniała atramentem, papierem i kurzem. Setki książek na półkach, jeszcze więcej leżących luzem na ziemi. Regałów było mnóstwo i tworzyły niemal labirynt, w którym o zgubienie się było bardzo łatwo. Wystarczyło zagapić się na moment.
Księgozbiór zawierał literaturę z niemal każdej dziedziny. Od biologii, przez chemię i fizykę, aż po tajemnicze arkana magii. Nie brakowało też zwykłych powieści i opowiadań.
Emerald i Oswald błądzili między regałami jeszcze przez dłuższy czas. Kucyk ziemny zaczynał się coraz bardziej bać. Cisza, jaka tu panowała była zbyt ciężka, jakby nienaturalna. Jego przyjaciel zdawał się tego nie zauważać. Zależało mu tylko na znalezieniu drogi do skarbu. We dwóch zakradli się do opuszczonego zamku na bezdrożach, wiedzeni chęcią łatwego zarobku. W zasadzie to Oswald był nią wiedziony. I przy okazji przywiódł za sobą Emeralda.
- Jestem pewien - powiedział pegaz - że gdzieś w bibliotece jest jakieś sekretne przejście. Zawsze jakieś jest w bibliotece.
- Oswald… tam chyba coś się rusza…
- To poświeć i sprawdź. - Pegaz przewrócił oczami. - Dawaj to!
Oswald odebrał lampę od przyjaciela i poszedł we wskazane miejsce. Rozejrzał się, pokręcił głową i wrócił do Emeralda, który właśnie przyglądał się jednemu z regałów.
- Ty panikarzu - westchnął pegaz, odkładając lampę.
- Chyba miałeś rację. Poświeć tu.
Zdziwiony Oswald wziął lampę do pyska i uniósł ją. Emerald właśnie wskazywał na jedną, wyróżniającą się wśród innych, książkę. Połyskiwała w blasku lampy. Oswald dotknął jej. Była zimna. I twarda. Była z metalu. Pegaz pokiwał z uznaniem głową i spróbował wyciągnąć książkę. Obaj usłyszeli dźwięk otwieranego zamka, a po chwili przesuwania się czegoś ciężkiego po podłodze.
Jeden z regałów odsunął się, otwierając przejście schodami na dół.
Oswald klepnął Emeralda w bok na tyle mocno, że kucyk ziemny mało się nie przewrócił.
- Ty to jesteś jednak mózg! - powiedział z zadowoleniem Oswald, kiedy oddał lampę Emeraldowi.
Zeszli schodami na dół. Im niżej schodzili tym robiło się coraz zimniej. Teoretycznie było to normalne. Jednak temperatura spadała na łeb na szyję prawdopodobnie poniżej zera. Oswald szczękał zębami, a Emerald z oczywistych względów szczękać nie mógł.
Pomieszczenie, do którego zeszli przypominało salę tronową. Sklepienie podpierały kolumny, a na końcu pomieszczenia stał tron. Oswald był pewien, ze skarb jest gdzieś w pobliżu. Mimo okropnego zimna, uśmiechnął się.
Ni stąd ni zowąd zawiał bardzo silny i zimny wiatr, który zgasił ogień w lampie, a Oswalda przemroził do kości.
- Ku-ku-ku-kurde… Em-em-em-emerald?
Pegaz zaczął szukać przyjaciela po omacku, jednak za nic nie mógł na niego natrafić. Zdziwiło go, że kucyk ziemny nie upuścił lampy, ani nie przeraził się. Choć w zasadzie mógł zemdleć.
Pomieszczenie zostało w mgnieniu oka oświetlone przez cztery błękitne kule energii, które pojawiły się znikąd. Oswald najpierw zdziwiony, potem przerażone zaczął szukać Emeralda. Znalazł go szybciej niż się spodziewał.
Ale nie tak, jak się spodziewał.
Kucyk ziemny siedział na tronie jak gdyby nigdy nic. Zdenerwowany pegaz podszedł do niego z zamiarem zaprezentowania swojego zasobu bluzgów, ale nagle zatrzymał się. Gdy tylko przyjrzał się Emeraldowi. Kucyk ziemny miał spuszczoną głowę. Wpatrywał się w podłogę mętnym wzrokiem, który mógł oznaczać tylko jedno.
Emerald był martwy.
Oswald zaczął się cofać. Panicznie i w pośpiechu. Bał się. Bał się jak nigdy dotąd. Czuł lęk, zaglądający mu wgłąb duszy i ściskający za serce. Czuł okropne poczucie winy. Emerald wielokrotnie mówił, że chce wracać. Ale Oswald go nie słuchał. Teraz pegazowi niewiele brakowało do zrobienia pod siebie.
Cofając się, nadział się na coś. Lub raczej… na kogoś.
Krzyknął przerażony i upadł na posadzkę. Odwrócił się, a do oczy napłynęły mu łzy. Chciał płakać ze strachu. Normalnie, gdyby zobaczył jasnoszara klacz jednorożca z przepiękną szkarłatną grzywą i takimi samymi oczami zapewne ucieszyłby się, nabrał pewności siebie i zagadał.
Ale nie teraz.
- Co się stało, mój kochany? - spytała seksownym głosem.
Oswald zaczął czołgać się w tył, ślizgać i jąkać.
- Nie cieszysz się na mój widok? Dlaczego? Ja ‘bardzo’ cieszę się, że tu jesteś. Tyle lat byłam taka samotna… A dziś pojawiliście się wy. Twój mierny przyjaciel nie wzbudził mego zaciekawienia… Ty jesteś taki silny, męski…
Czarny pegaz dalej wycofywał się bez przeryw, co chwila upadając na zad i ślizgając się. Nie spuszczał klacz z oczu. Choć nie miało to wielkiego znaczenia. Klacz zatrzymała się. Oswald przyspieszył tępo swojej “ucieczki”. Nie uciekł daleko. Natknął się na tron i kopyta martwego Emeralda.
Jęknął panicznie, gdy klacz pojawiła się nad nim i złapała kopytami za twarz. Zaczęła głaskać go po głowie, nachylając się nad nim.
- Tak… Jesteś idealny. - Uśmiechnęła się, ukazując pokaźne kły. Oswald zaczął jęczeć. - A od teraz będziesz mój…
Zniżyła głowę, pocałowała go, a potem szepnęła do ucha:
- Na zawsze...

Edited by Zodiak

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie:

     Moderatorka na forum Rainbow Factory Project, regentka na MLPPolska - to również o czymś świadczy, prawda? Sposób komunikacji z innymi, zachowania, styl pisania - a co się z tym wiąże - poprawność ortograficzna, interpunkcyjna, gramatyczna. Uczestniczyłam w wielu sesjach na różnych forach, niekoniecznie tutaj. Piszę wiersze. Poza tym brak innego doświadczenia w sprawach GM’owania.

Jakie INNE realia mogłabyś zaproponować?:

    Przede wszystkim standardowo Fallout Equestria, Silent Ponyville i czasy New Lunar Republic/Solar Empire; Rainbow Factory, bądź przykładowo inny postapokaliptyczny świat, zaraza, podziemne stworzenia z mackami... Świat ludzi, różne wymiary w różnym czasie i przestrzeni według opisu gracza; światy z filmów, książek, anime, do czego dostosuję się - zapoznam z fabułą i miejscem, czasem, w którym to się rozgrywa i ogólnym sensem. Przyjmę również realia stworzone i jasno przedstawione przez graczy.

Dlaczego Ty?

    Czy to przypadkiem nie pokrywa się z następnym punktem, z zaletami? Naszymi pozytywnymi cechami, które pozwolą zostać nam Mistrzem Gry? Być może. Odpowiem jednak pokrótce - oferuję rozwinięte i bogate słownictwo, jak również o podobnych cechach akcje. Nie mam większych problemów z ortografią, dysponuję dużym zasobem czasowym i możliwościami.

Wady, zalety (swoje, oczywiście):

    Zacznijmy od wad, których mam nadzieję wykryć w sobie jak najmniej. Z pewnością niektórym wydawać się może niekomfortowe pisanie z 12-letnią osobą - na tej samej zasadzie mam nadzieję, że sesje w dziale [+18] będą możliwe w moim przypadku do prowadzenia. Nienawidzę nieprzestrzegania ortografii i naginania zasad języka polskiego w nagminny wręcz sposób - choć może to i dobrze - co będę oceniać uważniej podczas sprawdzania, zatwierdzania kart postaci do sesji (choć szczerze mówiąc sama z pewnością popełniam błędy, a zwracam innym uwagę na te kolosalne). Moja samoocena bywa momentami bardzo niska, co doprowadza mnie do obłędu - staram się jednak nie okazywać uczuć z życia codziennego w sesji.
Uważam, zupełnie szczerze, że mój poziom pisania jest co najmniej wysoki. Może trochę mniej. Zdarza mi się gubić niektóre przecinki, czy zrobić bezsensowną literówkę - poza tym, hah, dialogi! Proste jak drut, czego niektórzy nie potrafią za Lunę zrozumieć.
    Mam dużo wolnego czasu - nie kolosalnie dużo, na tyle jednak, by móc swobodnie prowadzić sesje i sprawować się jako MG. Staram się ubarwiać swoje opisy i rozwijać myśli, nie pędzić jednak ze zdarzeniami - pewne cechy można zaliczyć do kreatywności, jak, sądzę. Zdecydowanie otwarta na propozycje użytkowników, ich opinie i sugestie. Cierpliwa, staram się utrzymać dobry kontakt z graczami nawet poza sesją.

 

Kontakt:

 

Gmail: [email protected]
GG: 46725148 (na gg bywam najczęściej)
Skype: joanna.placak

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:
 
    Jak sądzę jest to niedługie opowiadanie podpadające pod Grimdark. Jeśli ktoś jednak będzie uważał to za Gore, które według mnie takowym nie jest, to wypadałoby ostrzec. Ostrzegam. Jeśli oceniający zapragną, podam przykład innego. Mogą nawet po chamsku usunąć, to coś było napisane specjalnie na potrzeby rekrutacji na MG. Edit. Jednak to chyba leciutkie... takie tylko leciutkie gore. Albo mocny grimdark. W ogóle niestraszny, można czytać chyba. Że też zgotowałam coś takiego na rekrutację, po co mi to było...
 


     Zgrabne, smukłe smugi białego dymu przecięły cmentarną ciemność. Ciemność mroczniejszą od wszystkich, w której nie widać własnego kopyta przed twarzą, a najcichszy dźwięk przyprawia o dreszcze. Próżnia, wszechogarniająca pustka, w której boisz się drgnąć chociaż, by nie runąć w otchłań. Do nozdrzy dobijał się ostry, wiercący zapach, dostając się do płuc i doprowadzając do chorobliwego obłędu. Złote płomienie stały na baczność, nieruchomo, w ciszy pożerały lśniący szkarłatem czerwieni wosk, jakby knot wcześniej nie istniał. Delikatne światło zlewało się z szorstką skórą milczącej postaci. Ktoś nawet o doskonałym wzroku mógł dopiero po chwili dostrzec, że surrealistycznie wyglądający kuc siedzi po turecku pomiędzy owymi walcowatymi świecami wysokości młodego gryfa. Jego oczy są zamknięte, powieki co chwilę lekko drgają. Wokół panuje nieznośna, grobowa wręcz cisza. Głośne wibrowanie w głowie nasilało się, uciążliwe bzyczenie przewiercało na wylot całe ciało, wrzynając się w skórę jak miriady Paraspritów.
    Sypki, pomarańczowy proszek kręgiem otaczał kuca, zaległ na zimnej, gładkiej powierzchni. Symetryczne wcięcie w kole przed nim zapłonęło, za nim reszta magicznego okręgu. Przed nim leżał długi, stary sztylet. Długi róg wydawał się płaski, tkwiły w nim nienaturalne dziury – równie podejrzanym faktem był brak grzywy i fikcyjne, nie z tego świata wręcz, kopyta, ubrudzone czymś ciemnym. Gdy czarny jednoróg otworzył oczy, z łatwością rozpoznałby go każdy bez wyjątku. Małe źrebaki uczą się tym na historii, biologii, chemii - stwór żyjący za czasów Pierwszych Powierniczek Elementów Harmonii, niespotykany już. Ogromy podziemnych kolonii za przywództwem Królowej Chrysales I, jej córki Księżniczki Changelle, jej potomków – Friddey’a i Galeseia, oraz całej dynastii Changelanów przez prawie 100 lat po śmierci pięciu Elementów, władał Equestrią. Teraz rasa ta jest tępiona, jak i od początku XXIII wieku.
    Oczy jego płonęły turkusem. Tak, jego oczy... Świetliste, wydawać by się mogło, że nie mają źrenic, żadnego konkretnego kształtu. Oczy zwężające się przy wyczuciu źródła miłości. Nienamacalnej, cennej, którą żywią się od początku ich istnienia. Uczucie to pozwala im żyć, trwać w roju. Podmieniec. Czarna, mroczna szkarada, postrach wszystkich żyjących istot - brutalne, bezlitosne bestie.

        – Leve kanpe. Nou mande charite, nou santi nou nou libere. Leve kanpe... – Wyszeptał, mrużąc oczy i powtarzając swoją kwestię kilkakrotnie.

    Nicość zapłonęła. Zielonawa poświata spod skrzyżowanych, dziurawych kopyt oblała światłem obszerne pomieszczenie, ujawniając szczegóły. Gdyby była tu jakaś żywa dusza - od 2056 roku Changelingi wyszły ze spisu światowego stworzeń żywych - nie wytrzymałaby tego widoku. Pokój żywcem wzięty z filmu o ludożercach po polowaniu, którzy postanowili studiować Łówstwo Głów na Uniwersytecie im. Mordecza. Ciszę co chwilę przerywało ciche kapanie małych kropli na ziemię. U sufitu wisiały grube, zardzewiałe łańcuchy i liny. Stryczek. Zmasakrowane ciała nieżyjących źrebiąt. Mały pegaz, jednorożec, kuc ziemny, a nawet jedna zebra i gryf. W kręgu można było dostrzec niewyraźny zarys jeszcze jednej, małej ofiary... W miejscu ich oczu zionęła czarna dziura, bezwzględna ciemność. Taka, jak w oczach Podmieńców. Opustoszałe, pozbawione uczuć, miłości, czarne źrenice wpatrujące się przed siebie.

        – Viktim nan te depoze, leve! Ou satisfè grangou epi bay kontantman nou an, blesi nou gori. Leve non, Rèn... Changeling rive lè li nan lanmò anivèsè Anniversary! - Krzyczał coraz głośniej w niezrozumiałym języku.

    Chrypliwy, głęboki głos odbijał się echem po pomieszczeniu. Złowrogi, taki, którym krzyczą potwory z bajek czytanych źrebakom na dobranoc. Zdawał się swoją siłą i agresją powalić na kolana Cerbera stojącego na straży Bram Tartaru, czy stado mantykor.
    Nagle krąg z “wcięciem” wokół siedzącego po turecku Podmieńca, stworzony ze sproszkowanych kości gryfa i jednorożca, zapłonął. Świece rytualne zgasły, zgaszone jakby trzepotem skrzydeł. Changeling otworzył perłowe oczy. Teraz były puste, wpatrujące się z obłędem w dal - jeśli mogły wyglądać bardziej potwornie, wyglądały. W przerażającym geście stwór zaczął bełkotać i drżeć.

        – Władczyni Podziemi, Córo Szatana - vini non, wè la a, genyen!

    Cała ziemia zadrżała. Podmieniec obcym wzrokiem, z obłędem wziął do kopyta ostrze przed sobą - podłużny sztylet. Krzyk przepełnił milczącą salę, gdy nóż z chrzęstem wbił się w twardy tylko pozornie tors. Ciało z hukiem upadło na ziemię, po której sączyła się czerwona posoka, oczy Podmieńca wróciły do dawnej formy. Rytuał nie skończył się jednak. Płomienie z okręgu stały się zielone. Po pomieszczeniu rozeszła się woń stęchlizny i pleśni.
    Szum. Nagle rozlega się jękliwy, potworny głos, władczy ton wybija się ponad wszystko.

        – Cóż mam uczynić, nędzniku? Jakim powodem jest wyrwanie mnie z objęć śmierci i sędziwości? – Zagrzmiał kobiecy, chrypliwy głos, dochodzący zewsząd.

        – O Pani... – charczał Podmieniec, dławiąc się łzami. – Rój potrzebuje pomocy. Zapomnieli o tobie, nie w-wiedzą...

    Salę przepełnił potworny, gromki śmiech, który huczał w uszach jeszcze przez pewien czas. Wszystko nagle zgasło, mrok pożarł ostatnie promienie światła. Panika ogarnęła wykrwawiającego się stwora. Rozległ się huk i szuranie. Głośny trzask. Śmiech owej Pani, jak ją nazwał.

        – Ofiara przyjęta. Ten, który wskrzesił mnie, umrze.

        – Harmonia... P-przyjaźń i moc Elementów Trzecich... – dygotał na ziemi, mamrocząc. – J-ja... przez c-całe życie... te ofiary...

        – Podmieńcu, nie wątp w mą potęgę. Realna forma odrodziła się we mnie, ciało Władczyni powróciło.

    Jednorożec, pegaz, kuc ziemny, zebra, gryf. Ofiara Ras do rytuału. Wszyscy z nich to obdarzone największą miłością istoty w Equestrii. Ich serce przepełnione żarnym umiłowaniem i przyjaźnią, niezastąpioną. Czymś, czym żywią się Changelingi. Jednak kluczem była szósta ofiara. Mała klacz. Róg i skrzydła. Alicorn, potomek Królowej Cadence i Króla Shining Armora. Chaos w kraju, cierpienie w sercu. Nie żyła. Bezimienny malec nie żył.

        – Egzystuję ja, Twoja Królowa. Tron Equestrii obalony będzie, dokonam tego ja, z rojem moim – głos zdawał się realistyczny, zbliżający się. – Powstaniesz i będziesz Królem, wskrzeszycielu.

        – Vini non, wè la a, genyen, Rèn! – Dziurawe kopyto w ciemności dotknęło czoła Podmieńca, charczący oddech gasł, cichszy - odstępy pomiędzy wdechem były coraz dłuższe.

    Róg zabłysł zielenią. Czarne skrzydła, emanujące w ciemności oczy, wężowe źrenice. Tak, teraz będę o niej pamiętać. Przypomną sobie, podziemne kolonie i ból. Miłość pożartą, siłą wyciągniętą z ich ciała, pustkę w środku. Zmiana ciał, rój i sobowtórzy, możliwość zmiany. Strach. Equestria w chaosie, pod władaniem Changelingów. Mrok. Minęło zbyt dużo czasu, ale przypomną sobie.

        – Prawdziwa Królowa Chrystalis powróciła. – Wyszeptała, zanosząc się gromkim śmiechem.

Edited by KreeoLe

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tym razem trafiły się naprawdę zacne persony,

wow, jakże mi miło.

Nie ma co, Zodiak i Kree zostają MG.

 

Przy czym mam drobne uwagi do Kree jeśli chodzi

o konstrukcję dialogów. Naprawdę, gdy kończysz wypowiedź

wielokropkiem albo wykrzyknikiem/znakiem zapytania,

NIE piszesz wtrącenia odnarratorskiego dużą literą :P

Ot, taka drobną uwaga.

 

Nabór closed.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...