Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Niklas

Nabór na MG

Recommended Posts

No, jako że dział RPG/PBF się ładnie rozrósł, przyda się zmienić wstęp w tym temacie na bardziej... aktualny :P

Zatem... jeśli chcielibyście poprowadzić użytkownikom naszego forum sesję, śmiało zapisujcie się, wypełniając poniższy formularz:

[b]Doświadczenie:[/b]
[b]Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?:[/b]
[b]Dlaczego Ty?:[/b]
[b]Wady, zalety (swoje, oczywiście):[/b]
[b]Kontakt (mail / gg / aqq / skype)
[b]Przykładowe WŁASNE opowiadanie:[/b]

Doświadczenie: czyli czy mieliście jakieś doświadczenie jako MG, czy to będzie Wasz pierwszy raz.
Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: czyli w jakich innych światach, prócz Equestrii, jesteście w stanie poprowadzić gry. Możecie tutaj wpisywać też realia ficów MLP, np. Fallout: Equestrię czy Silent Ponyville.
Dlaczego Ty?: czyli po prostu napisz coś o sobie i przekonaj mnie, że to Ty jesteś godnym kandydatem na bycie MG.
Wady, zalety (swoje, oczywiście): bo nikt nie jest doskonały.
Kontakt (mail / gg / aqq / skype / cokolwiek-tam-macie): Sprawa jasna jak słońce, czyż nie?
Przykładowe WŁASNE opowiadanie: to najważniejszy podpunkt formularza i na niego będzie położony szczególny nacisk. Chcę zobaczyć, jak pracuje Wasza wyobraźnia. Napiszcie od siebie jakieś interesujące, krótkie opowiadania. Zauważyłem jednak, że niektóre osoby miewają problemy z zapisem dialogów, dlatego prosiłbym, by takowy znalazł się w waszej opowieści. Pamiętajcie tylko, że ma być jedynie jego CZĘŚCIĄ, a nie większością. :drurrp:

Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam powodzenia. Na chwilę obecną podania będą oceniane tylko przeze mnie, czasem wspomoże mnie w tym Zegarmistrz.
Jako że MG przestali być Avanidius i Tarreth, chętnie przyjmę JEDNĄ osobę.
Życzę powodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: Prowadziłem sesję na własnym forum przez 6 miesięcy. uczestniczyłem w 10 różnych sesjach więc mam spore doświadczenia Dlaczego Ty?: ponieważ mam dużo czasu i chętnie poprowadzę jakąś ciekawą historię Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Świat Pradawnych (mocno zmodyfikowany Gothic + podróże międzywymiarowe) // czyli ogromny crossover łączący wszystkie znane mi realia, również świat Perosjan (dostałem zgodę twórcy) oraz Zombie apokalipsę Wady, zalety (swoje, oczywiście): Zalety: dużo czasu, ciekawy umysł wypełniony przeróżnymi historiami, chęci Wady: sporadyczne okresy lenistwa i braku weny (na szczęście krótkie) Kontakt (mail / gg / aqq / skype):Mail: [email protected], gg: 41970047, skype: theswordmaster7 Przykładowe WŁASNE opowiadanie: Dzień chylił się ku zachodowi. Rzadko uczęszczaną drogą, przecinającą wschodnie lasy, szedł człowiek. Wędrowiec ów, sądząc po ubiorze, przybył z daleka. Miał on na sobie zielony płaszcz z kapturem, idealnie zlewający się z leśną roślinnością. Przez plecy przewieszony miał łuk wraz z kołczanem pełnym czarno opierzonych strzał oraz trzy miecze w bogato zdobionych pochwach. Dwa bliźniacze ostrza długości ok. metra i o połowę dłuższy miecz półtora-ręczny. Twarz wędrowca ukryta była w cieniu kaptura. Jedyną widoczną jej częścią były jego usta i podbródek. Zmierzał na zachód. Minąwszy ostatni zakręt ujrzał przed sobą ostatni odcinek jego leśnej wędrówki. Odetchnął głęboko i ruszył na przód. Przeszedłszy parę metrów wyczuł czyjąś obecność, jednak nie dał tego po sobie poznać. Nie minęło pięć sekund, gdy drogę zastąpili mu bandyci. Było ich dziewięciu. Największy z nich, zapewne herszt, dobył miecza i powiedział: – Zatrzymaj się! Jeżeli nie chcesz byśmy poharatali ci buźkę to oddaj nam swoją broń i wszystkie inne wartościowe rzeczy jakie masz przy sobie. – Na waszym miejscu – odpowiedział wędrowiec głosem zimnym jak lód – zszedłbym z tej drogi i nie próbowałbym mnie atakować. No, chyba że się wam życie znudziło – to powiedziawszy dobył mieczy. Herszt natychmiast zakrzyknął „Brać go!” Skoczyli na niego z wrzaskiem. Herszt jako pierwszy zamachnął się na niego mieczem. Atak ten nawet nie dotarł w pobliże wędrowca, który ciął bandytę na krzyż dwoma mieczami. Z niesamowitą prędkością uskoczył przed jednoczesnym ciosem czterech najszybszych, zatrzymał się za nimi i jednym cięciem pozbawił całą czwórkę głów. Pozostali rozbiegli się w panice. Wędrowiec wytarł miecze z krwi i wsunął do pochew. Uklęknął przy martwych bandytach i rzekł – Niech Addanos ulituje się nad tymi duszami – potem, wciąż kierując się na zachód, wyszedł z lasu i ruszył w dalszą podróż. W gospodzie Orlana, jak w każdy niedzielny wieczór, gwarno było i rojno. Trudno się temu dziwić, bowiem Tawerna „Pod martwą harpią” miała reputację najlepszej w promieniu wielu mil. Było już po godzinie dwudziestej i na zewnątrz panował półmrok, gdy do karczmy wszedł strażnik miejski. – Niech żyje król! – zawołał od progu. Na sali rozległ się entuzjastyczny okrzyk większości: „Niech żyje!”. Strażnik usiadł przy ladzie, gdzie został serdecznie powitany przez Orlana. – Witaj Martin. Co podać? – spytał Orlan. – Piwo i gulasz – odpowiedział Martin. Gospodarz nalał mu piwa i zaglądając za kotarę krzyknął – Silas, gulasz dla Martina. Migiem – po czym postawił przed strażnikiem piwo. Pół minuty później zza kotary wyszedł młody, siedemnastoletni chłopak, niosąc na tacy porcję parującego gulaszu i kilka kromek chleba. Wyłożył zawartość tacy przed klientem – Jest coś jeszcze do zrobienia wujku? – spytał Orlana. – Na razie nie. Możesz iść do kuchni coś zjeść. Jak będziesz potrzebny to cię zawołam – padła odpowiedź. Następnie zwrócił się do strażnika – powiedz mi przyjacielu, co słychać w mieście. – W mieście ciągle panuje spokój – powiedział – ha. Jak tak dalej pójdzie to nie będziemy mieli nic do roboty. Nawet bandyci się uspokoili Rozmowa trwała jeszcze kilka minut. Po kolacji Martin wyruszył z powrotem do miasta. Pozostali goście również zaczęli opuszczać tawernę. Wybiła godzina dwudziesta pierwsza i w karczmie zostało zaledwie pięciu gości, którzy mieli tu powynajmowanie pokoje. Wtedy właśnie do gospody przybył ostatni dzisiaj, niespodziewany gość. Wędrowiec w zielonym płaszczu pewnym krokiem podszedł do kontuaru – Poproszę grzane piwo – powiedział do Orlana. Ten o nic nie pytając odchylił kotarę i krzyknął – Kufel grzanego piwa. Tylko szybko – następnie odwrócił się do gościa i rzekł – witam w gospodzie „Pod martwą harpią” wędrowcze. Mam na imię Orlan i jestem właścicielem tej tawerny. Chciałbyś coś jeszcze? – zapytał. Przybysz lekko się uśmiechnął – Na razie potrzebuję tylko grzanego piwa – odrzekł – wieczory są coraz chłodniejsze – dodał. Miał rację, bowiem był to szósty dzień pierwszego miesiąca długich deszczy. Kotara odchyliła się i z kuchni wyszedł Silas, ostrożnie niosąc piwo. Postawiwszy je przed zamawiającym, spojrzał na Orlana i wrócił do kuchni odprawiony ruchem ręki. Przybysz zdjął rękawice z brązowej skóry i ujął ciepły kufel w obie dłonie. Na środkowym palcu prawej dłoni tkwił srebrny pierścień z szarym kryształem w oczku. Nie zdejmując kaptura wypił parę łyków, po czym odstawił kufel i spojrzał na karczmarza – Odnoszę wrażenie że gapisz się na mój pierścień – rzekł - Nie wiem do końca co o nim sądzić. - To Kryształ Cienia. Znasz ten kamień? – zapytał przybysz. Orlan odrzekł – Owszem. Witaj na miejscu spotkania Bracie Pierścienia. Wędrowiec uśmiechnął się po raz drugi, po czym dopił piwo i spytał – Ile bierzesz za pokój? – Dla Brata Pierścienia. Zupełnie nic – dodał podając niewielki klucz – oto klucz do twojego pokoju. Schodami na lewo, czwarte drzwi po prawo. Dobrej nocy życzę – powiedział Orlan. Przybysz uśmiechnął się po raz trzeci i odrzekł – Nawzajem. O ósmej zejdę na śniadanie – po czym wstał i udał się do wyznaczonego pokoju

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, to spróbuję raz jeszcze. Doświadczenie: Siedzę w tym biznesie od lat, mam za sobą wiele ukończonych sesji, zarówno jako MG jak i gracz. Specjalizuję się w multisesjach, dla mnie to nic ogarnąć 4-5 graczy w jednej sesji. Grając u mnie wybierasz dobrą zabawę, częste odpisy, i przede wszystkim pomoc dla laików. W moich sesjach każdy powinien znaleść coś dla siebie. Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Głównie własne światy, ale jeśli znajdą się chętni, mogę poprowadzić sesję w realiach Wiedźmina, Transformers, TMNT, Marvel, oraz WoW. Oczywiście dla typowych kucolubów też będzie miejsce. Mistyka, fantasy, SF, kuce, i ninjaklimaty - to mogę wam zaoferować na wstępie. Dlaczego Ty?: Bo mam cierpliwość, czas, i masę pomysłów. Dla początkujących oferuję pomoc, a dla doświadczonych wyjadaczy, ciekawe sesje. Wady, zalety (swoje, oczywiście): Zalety - cierpliwy, pomysłowy, otwarty na propozycje innych, Wady - czasem może mnie nie być na GG do 3 dni, bywam trudno dostępny, co nie znaczy że olweam sobie sesje. Poprostu praca, i pisanie innych epickich dzieł też pochłania mój czas. Kontakt (mail / gg / aqq / skype): [email protected] GG - 31276107 Przykładowe WŁASNE opowiadanie: Nowy Jork, bliżej nie określona przyszłość. Od czasu swoich narodzin, Wojownicze Żółwie Ninja, byli szkoleni przez swego mistrza Splintera, do jednego, najważniejszego zadania – pokonania straszliwego, i bezwzględnego Shreddera, przywódcy Foot Clanu. Shredder dzięki swoim wpływom, i władzy, zamienił swój klan, w potężną między narodową korporację, i zaczął zdobywać coraz większe wpływy na całym świecie. Żółwie widząc jak ich nemezis zdobywa coraz większą władzę, postanowiły raz na zawsze skończyć ze Shredderem. Pewnej ciemnej, burzowej nocy, Żółwie, Splinter, włamali się do siedziby Foot Clan w NYC, i starli się w straszliwej walce ze Shredderem i jego sługami. W trakcie walki nastoletnim mutantom udało się wreszcie zabić potężnego wojownika jakim był Shredder. Lecz cena zwycięstwa była wysoka. W trakcie walki razem ze Shredderem, zginął również mistrz Splinter. To był straszliwy cios dla czwórki braci. Leonardo, jako najstarszy z rodzeństwa, wziął na swoje barki przewodzenie drużynie. Jednak ból związany ze stratą ukochanego mistrza, nadal trzymał go mocno, przez co jego przywództwo nie było dla drużyny za dobre, pomimo jego wielkich starań. Większość czasu spędzał w pokoju Splintera, medytując, i próbując nawiązać kontakt z duchem senseia. Raphael natomiast znalazł ujście dla swojego gniewu i żalu, poprzez całonocne patrole i walkę z przestępczością. Bez wytchnienia tropił, i likwidował kryjówki Foot Clan, oraz Purple Dragons, najsilniejszego gangu w NYC. Wierzył on że Splinter nadal żyje, gdyż skoro nie odnalazł ciała szczura, nadal ma nadzieje na zobaczenie swojego ojca żywego. Donatello, najinteligentniejszy z braci, zaszył się w swoim laboratorium, i bardzo rzadko z niego wychodził. Zaczął pracować nad najróżniejszymi urządzeniami, i technicznymi gadżetami. Jednak gdy był na ukończeniu jednego projektu, porzucał go i zaczynał nowy. Ciągle pracował. Żeby zapomnieć…. Mikelangelo, najmłodszy z żółwi, zdawał się przeboleć, i pogodził się ze stratą Mistrza, i jako jedyny zachował dawną pogodę ducha, i rozrywkowe usposobienie. Pomagał braciom we wszystkim, jak tylko potrafił. Był jak iskierka nadzieji i radości w tym ponurym okresie ich życia, starał się jak tylko mógł aby utrzymać rodzinę w całości. Ale niebawem i ta iskierka może wkrótce zgasnąć jeśli pozostali bracia się nie zmienią…. Ale Splinter w swojej mądrości przewidział taką ewentualność, że kiedyś może go zabraknąć. Dlatego pozostawił swoim synom tajemniczą szkatułę. Żółwiom udało się ją otworzyć. Tego dnia każdy z braci poczuł w sobie coś dziwnego, tajemniczą siłę, której nie rozumieli. Jedyną wskazówkę stanowiła notatka pozostawiona przez ich mistrza – ‘’Gdy nadejdzie czas, zrozumiecie jaką posiadacie teraz moc, moi synowie…’’. I faktycznie, jakiś czas później, czterej bracia odkryli u siebie zdolności jakich nigdy by nie podejrzewali…. Wróg jednak nie śpi. Po śmierci Shreddera, władzę nad Foot Clan przejęła jego adoptowana córka, Karai. Ogłosiła ona vendettę, i przysięgłą śmierć Żółwiom, za śmierć jej przybranego ojca. Również Purple Dragons, pod przywództwem tajemniczego Khana, stali się groźniejszymi przeciwnikami, i przejęli część terytoriów wcześniej należących do Foot Clan. Choć obie organizacje walczą ze sobą, to mają jeden wspólny cel – zabić Żółwie. Jednak dzieje się też coś innego. Nad Nowym Jorkiem gromadzą się czarne chmury, dosłownie i w przenośni. Słońce prawie tu nie dociera, zaś w powietrzu wisi ciągle widmo tajemniczego zagrożenia. Dodatkowo pewnej nocy, do portu przybywa kontenerowiec, na którego pokładzie znajdują się NMutants, grupa tajemniczych mutantów z Europy. Ich pojawienie się jest równoległe z pojawieniem się tych dziwnych zjawisk nad miastem. Kim oni są? Jakie mają zmiary, i co planują… nie wiadomo. W obliczu takich zagrożeń, Żółwie muszą się zjednoczyć… albo inaczej zginą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaprawdę powiadam wam, że nie ma wznosu bez upadku ani drugiej szansy bez pierwszej próby.

SHADOW

Twoje opowiadanie jest ciekawe. Bardzo lubię Gothica i chętnie czytam związane z nim opowiadania. Podoba mi się również to, że zrobiłeś opowiadanie z perspektywy zwykłego strażnika należącego do Wodnego Kręgu. Poza tym nie widać go zbyt często. Jeśli o mnie chodzi mi się podoba. Ale tak na boku ten końcowy dialog jest wręcz spisany z tej gry. Znam zbyt dobrze na niej.

ARES

Tak jak o Gothicu wiem dużo to tu nie wiem co powiedzieć. Nigdy nie przepadałem za WZN i chyba wstrzymam się od głosu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaprawdę powiadam wam, że nie ma wznosu bez upadku ani drugiej szansy bez pierwszej próby.

SHADOW

Twoje opowiadanie jest ciekawe. Bardzo lubię Gothica i chętnie czytam związane z nim opowiadania. Podoba mi się również to, że zrobiłeś opowiadanie z perspektywy zwykłego strażnika należącego do Wodnego Kręgu. Poza tym nie widać go zbyt często. Jeśli o mnie chodzi mi się podoba. Ale tak na boku ten końcowy dialog jest wręcz spisany z tej gry. Znam zbyt dobrze na niej.

To nie jest strażnik z wodnego kręgu. To zupełnie inna historia. Poza tym dzięki że ci się podoba.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie jest strażnik z wodnego kręgu. To zupełnie inna historia. Poza tym dzięki że ci się podoba. Ale ogólnie chodzi. Orlan, "Martwa Harpia" oraz Martin. Postacie oraz miejsca z Gothica 2. Zmieniłeś trochę fabułę, lecz i tak mi się podoba. Może nie tylko ja przeszedłem pierwszą część 20 razy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

:drurrp:

No i co ja z Wami mam... Shadow - kopywklejka poprzedniego podania, a nie lubię czytać dwa razy tego samego... Ares... a prosiłem o dialogi, prawda? Czemu nie posłuchałeś? :c

No i Yar... który strzelił sobie w stopę tym: http://puu.sh/1NkVl

Serio? Przenosisz swoje wojenki z Zegarem tutaj?

Na chwilę obecną największe szansę ma Ares, ale... chciałbym zobaczyć jeszcze coś... autorskiego. Wiesz, coś, co nie bazuje na jakimkolwiek istniejącym uniwersum. I dodaj do tego dialogi, proszę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

W ogóle to ja jestem bezstronny (Bo nie wiem czy mam prawo głosu w tej sprawie) ale widać że się wysilili w swoich podaniach, o opowiadaniach to już niestety...

Shadow

Jak tak patrze na twoje opowiadanie to serio widać że połowa pomysłów jet spisana z fabuły Gothica, Wiem bo sam go przechodziłem. Postaraj się wymyślić coś własnego, np jak z twojego świata Pradawnych, było by miło jak byś coś takiego napisał.

YarvinleCretin

Twoje opowiadanie było w miarę dobre napisane, więc masz u mnie plusika.

Ares Prime

Tutaj nie wiem co napisać... Żółwie ninja były moją ulubioną kreskówką za czasów młodości (oglądałem na Jetixie), i mam całą drugą serie na DVD do dziś. Najbardziej lubiłem Michelangelo za jego dowcipy... Kurcze za daleko poszedłem od tematu.

To moje zdanie jeśli chodzi o podania. Oczywiście ostateczna decyzja należy do bardziej doświadczonych niż ja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam jeszcze inne opowiadanie:

Miasto Jarkendar jak co dzień tętniło życiem. Pełno było kupców przekrzykujących się i zachwalających swoje towary. Nie można było się temu dziwić, jako że właśnie rozpoczął się Wielki Jarmark. Drogą przez targ szedł młody wojownik w barwach Strażników Kharanrod. Niedawno ukończył Akademię i został Przydzielony do oddziału siódmego. Młodzieniec kierował się do Capitiolu. Śpieszył się bardzo, ze względu na wezwanie od samego przywódcy. Gdy dotarł na miejsce przywitało go chłodne spojrzenie gwardzisty, który zagrodził mu drogę mówiąc:

- Stać. W jakiej sprawie przybyłeś Strażniku?

Młodzieniec wziął głęboki oddech i odparł

- Przywódca Strażników Przeznaczenia wezwał mnie w pilnej sprawie.

Gwardzista zszedł mu z drogi i odrzekł

- W takim razie wejdź. Lecz zważaj na język dobrze ci radzę.

Młody Strażnik wkroczył do środka. W komnacie za biurkiem siedział przywódca. Miał on czarne, krótko przystrzyżone włosy oraz opaskę na lewym oku, które było naznaczone blizną. Ubrany był w łuskową zbroję ze srebrnej rudy.

- Usiądź proszę Drake - powiedział wskazując młodzieńcowi krzesło.

Drake usiadł i zapytał

- W jakiej sprawie mnie wezwałeś Mistrzu Kage?

Kage wyprostował się i odparł

- Ostatnio nasi magowie odnotowali niepokojący wzrost aktywności magicznej w Górniczej Dolinie, na wyspie Khorinis. Chcę byś udał się tam, wraz z jednym z naszych magów i zapewnił mu bezpieczeństwo podczas jego badań nad tym zjawiskiem

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak oto nadszedł czas próby. Czy uznacie że jestem godzien piastowania tytułu MG, czy mam zdobyć więcej doświadczenia i powrócić później... zadecydujecie. Jedyne co mogę teraz zrobić to dać z siebie wszystko.

Doświadczenie:

RPGami zacząłem się interesować dzięki mojemu przyjacielowi, który swego czasu był dla mnie jak starszy brat, a było to już wiele lat temu. Pomimo tego że gram w nie już długo, miałem niewiele szans aby zabłysnąć jako Mistrz, jednak od tamtej pory zawsze "patrzę na ręce" prowadzącym (co zresztą jest dla mnie najlepszym sposobem nauki wszystkiego), więc tak w skrócie można powiedzieć że mam dosyć obszerne doświadczenie, choć nie miałem szansy wykorzystać go w praktyce.

Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?:

Realia nie zależą ode mnie, tylko od gracza, jeśli jest to coś co znam, wtedy możemy ruszyć "z kopyta", jeśli nie znam - gracz będzie musiał trochę poczekać, aż ogarnę choć jego podstawy.

Dlaczego Ty?:

Jest duża szansa że znajdują się na tym forum lepsi ode mnie, ale RPG to coś co kocham, i w co wkładam całe swe serce, więc nawet jeśli zdarzą się jakieś niedopatrzenia, czy braki - będę starał się je nadrabiać moim zaangażowaniem.

Wady, zalety (swoje, oczywiście):

Przez to że stawiam na uniwersalność, mogą się często zdarzyć niedoróbki techniczne, związane z niedoczytaniem zasad, czy czegoś podobnego na temat danego uniwersum. Czasem też w pośpiechu zdarzy mi się jakaś literówka, lub błąd interpunkcyjny, ale to zawsze można naprawić.

Będę się także starał odpisywać najczęściej jak tylko mogę, lecz niestety, czasem net wysiądzie, czasem komputer (mój staruteńki dobry laptop) będzie miał jakieś problemy, czyli to co zwykle.

Kontakt (mail / gg / aqq / skype):

Można się ze mną skontaktować przez GG (43937041), mail ([email protected]), a nawet jeśli uda wam się wychaczyć od kogoś (nie powiem od kogo) mój nr. telefonu to można i w ten sposób (choć to tylko dla desperatów, nię będe także tego ułatwiał, jak ktoś chce mieć do mnie kontakt niemal 24/h niech się trochę pomęczy) oprócz tego standardowo przez PW.

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

(jest to część opowiadania, które od jakiegoś czasu planuję "Historia dobrego Nekromanty"

Pewien człowiek stał przed bramami Lasthaven. Od innych wyróżniały go średniej długości, skołtunione białe włosy, równie biały płaszcz, sięgający do kostek, oraz błyszczące nabiodrniki, nakolannice, nakolanniki a także stalowe trzewiki, czyli standardowe części zbroi. Na rękach miał także białe rękawiczki oraz ciężki sygnet na środkowym palcu prawej ręki.

Jednak ludzie go omijali szerokim łukiem, z dwóch jedynie przyczyn. Po pierwsze jego oczy - jadowitozielone, emanujące lekką poświatą - nie były czymś naturalnym. Przynajmniej wśród w pełni żywych. Drugim powodem był znak z tyłu jego płaszcza. Poskręcany wąż, w kolorach jego oczu. Niewielu zdobyłoby się na odwagę podejść do nekromanty, jeszcze mniej do nekromanty, który ma na plecach znak Arvelchulla. A ten przywilej otrzymywali jedynie ci, którzy zrobili coś przełomowego. Lecz nikt, nawet największy głupiec nie podszedłby do Nekromanty Arvelchulla, będącym w dodatku Półmartwym. Było to najgorsze, a zarazem najpotężniejsze połączenie. Półmartwych nekromantów było ledwie kilkuset. Ta droga nie była przeznaczona dla ludzi, którzy chcieli łatwo zdobyć moc. To była droga dla ostatecznie oddanych swojej sprawie, jaka by ona nie była. To oni byli najpotężniejsi, i to oni płacili największą cenę, choć o tym ostatnim tak naprawdę niewielu wiedziało...

Po chwili namysłu Półmartwy postanowił wejść do miasta, jednak nie przewidział jednego: w mieście przebywała aktualnie inkwizycja. I choć Cech Nekromantów istniał oficjalnie, i w pełni prawa, nałożono na niego ograniczenia. Nekromanci nie mogli wskrzeszać nikogo w odległości pięciuset stóp od miasta a także mieli kategoryczny zakaz używania Boskiej Magii ich opiekuna, jednak mogli korzystać ze zwykłej magii, choć tylko w uzasadnionych przypadkach. To ostatnie ograniczenie jednak tyczyło się wszystkich magów.

- Podaj swe imię, a także dowód na oficjalną przynależność do swojego cechu śmieciu! - wykrzyknęła postać w pełnej zbroi płytowej, mieniącej się złotem w południowym słońcu.

- Chcesz dowodu... - wysapał ochrypłym głosem nekromanta. - Dobrze... Zwę się Faust Bloodborne, sługa Arvelchulla... a oto i dowód... - mówiąc to Faust odkrył poły swego płaszcza. Jako że nie miał pod spodem żadnego ubrania, było widać jego klatkę piersiową. To co zobaczył inkwizytor było na tyle porażające, że nieco się cofnął. Dał Faustowi znak, że już wystarczy mu widoku, i odwrócił się by ruszyć w swoją stronę, jednak rzekł jeszcze na odchodnym:

- Zapłaciłeś naprawdę wysoką cenę nekromanto... - powiedział już nieco cieplejszym głosem. - ...lecz czy było warto zapłacić taką cenę za potęgę?

- Nie jestem tacy jak... inni... ja mam prawdziwy... cel, pomimo iż... jestem nekromantą... I ten właśnie cel... odróżnia mnie... od nich... Ja walczę... walczę o lepszy świat... a cenę płaci każdy...nawet ty człowieku... szlachetny inkwizytorze... obrońco uciśnionych... My mamy... po prostu... inną walutę... w której płacimy... za nasze zachcianki... - powiedział Faust, po czym odszedł w swoją stronę, zostawiając inkwizytora z jego przemyśleniami.

- W takim razie, życzę powodzenia... szlachetny nekromanto. - mruknął pod nosem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ech, dobra... za długo już to trwa. A jestem tak leniwy, że nie chce mi się nawet rozpisywać.

Zapoznałem się z tymi dwoma podaniami i poczytałem sobie historyjki. Jakoś nie lubię tego momentu, gdy muszę dokonywać wyboru, ale trudno... Bardziej spodobała mi się opowieść Pumpkina i to właśnie Tobie postanowiłem dać szansę jako MG.

Nie uniknąłeś pewnych błędów, ale mam nadzieję, że będziesz się starać, by być jak najlepszym. IMO trochę mi to sapanie nekromanty nie pasowało do niego. Ale to tylko takie moje odczucie... Poza tym mam też takie jedno zastrzeżenie, jak widziałem twoją grę u Nightmare... Troszeczkę... za dużo tam jednozdaniowych postów. Mam nadzieję, że prowadząc gry, będziesz rozpisywał się nieco bardziej.

Nabór zamykam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nabór otwarty

Goblin oraz Varthy od dłuższego czasu nie wykazywali zainteresowania swoimi działami, dlatego zadecydowałem o pozbawieniu ich funkcji MG. W związku z tym postanowiłem przyjąć kogoś nowego... Póki co czeka na Was JEDNO miejsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: Mam trochę doświadczenia po kilku grach w Dungeons & Dragons, byłem zarówno prowadzącym jak i graczem

Jakie INNE realia mógł byś zaproponować: Przede wszystkim Warhammer 40k, również czasy wojny domowej w Japonii (samuraje itp.), Dungeons & Dragons, świat gracza byłby mile widziany

Dlaczego Ty?: mam nawet dużo wolnego czas jak i masę pomysłów

Wady, zalety (swoje, oczywiście): mam bardzo bujną wyobraźnie (czasem zbyt bujną) i przez to mogę wymyślić różne ciekawe historie, ale czasem mogę po prostu nie mieć pomysłów lub czasu

Kontakt (mail/gg/aqq/skype): mój mail to [email protected], numer gg to 46613085 a skype to Michalinek666

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

(kawałek mojego opowiadania "droga samuraja", jeszcze nie napisany)

-Ale sensei(mistrz)...

-Milcz robaku i przynieś drwa - sensei nie chciał mnie uczyć walczyć, gdy mój brat w tej szkole pewnie walczy już bardo długo. Czasem zastanawiam czemu nie poszedłem razem z nim, tylko poszedłem z tym głupim dziadem który mnie nie uczy tylko każe mi cały czas albo nosić drwa, albo nosić wodę lub inne tego typu rzeczy. Sensei mówi, że jeszcze nie jestem gotów. Ja już jestem gotów, na pewno. Przynajmniej tak myślę. Sensei mówi coś o wyczuwaniu niebezpieczeństwa, co każdy samuraj posiada czyli "szósty zmysł". Od pewnego czasu on się dziwnie zachowuje. Podchodzi do mnie, uderza mnie kijem i odchodzi. Jestem pewien, że zwariował. No ale dosyć gadania, muszę przynieść to drewno. Chwila, wydaje mi się, że w tych krzakach coś siedzi. Lepiej sprawdzę, nie chce żeby jakiś tokage(jaszczurka) mi wyskoczył z tych krzaków. No mam kamyk, teraz wycelować i... Sensei?

-Sensei, nic się nie stało? - a co jak się zezłości?

-Nie robaku, ale skąd wiedziałeś, że tam jestem?

-Nie wiem sensei, tak nagle zdałem sobie sprawę, że coś tam jest, ale nie mam pojęcia jak to się stało - naprawdę nie wiedziałem jak mi to przyszło do głowy

-Pędraku, to nazywa się "szósty zmysł" i każdy samuraj tak ma - sensei się... zaśmiał? Pierwszy raz widzę, żeby on się śmiał

-Ale o to oznacza, sensei?

-Oznacza to, że jesteś gotowy rozpocząć szkolenie samuraja

-Szkolenie samuraja? - nie wierze własnym uszom. On powiedział szkolenie samuraja? Jestem taki szczęśliwy!

-Tak, pędraku. Szkolenie samuraja. Ale nie myśl, że będzie to łatwe. Jeszcze będziesz tęsknić za chodzeniem po wodę i drewno

-Nie zawiodę cię sensei, obiecuje. Będę wielkim wojownikiem, będę walczył na wielkich bitwach!

-I tego się spodziewałem... Prawdziwy samuraj nigdy nie chce walczyć. Stara się wybrać rozwiązanie pokojowe, a tylko w razie zagrożenia dobywa oręża

-Tak sensei, rozumiem. Postaram się nie walczyć bez potrzeby. Jak będę samurajem oczywiście. - Nie no, ale sensei plecie głupoty. Nawet musiałem go okłamać żeby dał mi spokój.

-Chodź robaku, musimy rozpocząć ćwiczenie. - szybko pobiegłem za mistrzem. W końcu trzeba ćwiczyć, żeby zostać samurajem

(1 rok później)

Sensei nauczył mnie walczyć mieczem i powiedział, że idziemy na jakieś tam walki uczniów, i że ja też biorę w tym udział.

-Pamiętaj pędraku, żebyś dał z siebie wszystko. A co się stanie jak nie wygrasz?

-Mistrz spierze mnie na kwaśne jabłko. Ale nie martw się mistrzu, wygram te zawody. Jestem pewien - mistrz uderzył mnie w głowę - za co?

-Nie bądź pewny siebie. Będziesz walczył z uczniami szkoły A-saro-mara. Słyszałem, że jest tam bardzo dobry uczeń. Nazywa się Obei. A, i będziecie walczyć pod okiem pana Mifune. Ten kto zwycięży, otrzyma nagrodę w postaci dwóch mieczy. Będzie je nosił jak zostanie samurajem.

-Sensei, już chyba się zaczyna

-O, racja. Chodź. Musimy zająć wygodne miejsce - poszedłem za sensei. Zajeliśmy wygodne miejsca i czekaliśmy na pierwszą walkę. Wychodzi jakiś pan... Krzyczy coś na powitanie... Ogłasza kto bierze udział w pierwszej walce... Tak! Jestem w pierwszej walce! Wstaje z miejsca i zmierzam ku polanie, na której ma być walka. Stoję już na miejscu, a mój przeciwnik przede mną. Jest ceremonia przywitania przed walką, obywamy bokkeny(drewniany miecz) i stajemy w odpowiedniej pozycji. I... Już biegniemy. Zadaje cios, którego przeciwnik nie zablokował i tym samym odpadł z zawodów. To był łatwy pojedynek. Chowam bokken i zmierzam ku mistrzu

-I jak było, sensei? Dobrze wypadłem?

-Dobrze pędraku. I mam nadzieje, że tak będziesz walczył

(Kilka walk później)

Jestem w finale. Walczę przeciw temu Obei'owi. Obserwowałem jego styl, i muszę powiedzieć, że jest bardzo dobry. Nie wiem czy dam radę, ale już rozpoczynamy ceremonię przywitania przed walką. Trzeba spróbować. Biegniemy... Zadaję pierwszy cios, ale on to blokuje. Leci na mnie cios za ciosem. Blok górny, na lewo, podskok przed uniknięciem cięcia koszącego, blok na prawo. Teraz moja kolej... Cios z prawej, z lewej, z lewej kilka bloków i kolejne ciosy. Myślę, że będziemy tak walczyć bez końca. Ale jeden mój cios zdołał go dosięgnąć i tym samym wygrywam.

-Zbliż się po nagrodę, chłopcze - usłyszałem za sobą głos jakiegoś mężczyzny i odwróciłem się. Mówił do mnie sam pan Mifune. Podchodzę przed niego, klękam na jedno kolano i czekam co pan Mifune powie - zwyciężyłeś, pokazując doskonały styl i tym samym zasłużyłeś na te miecze - pan Mifune wręcza mi miecze, aż nie mogę wytrzymać z zachwytu - będziesz mile widziany w mojej armii kiedy dorośniesz, chłopcze

-Będę nosił te miecze z dumą, panie mój, a do twojej armii na pewno dołączę jak zostanę samurajem

-Dobrze. Wstań chłopcze, wstań idź już doskonalić swojego ducha, chłopcze - wstałem i zauważyłem, że sensei jest przy mnie

-Chodź idziemy trenować... pędraku

(Koniec jak na razie)

Share this post


Link to post
Share on other sites

[justify]Doświadczenie:

Byłam tutaj MG przez jakiś czas.

Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?:

Oprócz MLP mogłabym prowadzić sesje w realiach różnych książek i anime. To zależałoby od graczy, dostosowałabym się. Jednak na tę chwilę mogę wymienić: Fairy Tail, Nana, Bleach, serie "Dom Nocy", "Zwiadowcy", "Drużyna", "Igrzyska Śmierci". Może udałoby mi się wymyślić też jakieś własne światy.

Dlaczego Ty?:

Myślę, że od tamtego czasu wiele się nauczyłam. I chyba zmieniłam się. Chcę, żeby moje sesje były jak najlepsze i będę się starać z całych sił, żeby takie były. I chcę też, żeby gracze mieli z tego radochę.

Wady, zalety (swoje, oczywiście):

Moją jedyną zaletą jest wolny czas. Oprócz tego pisanie sprawia mi dużo radości i idzie mi to całkiem nieźle, to jednak i tak będzie oceniane w ostatnim podpunkcie... A jeśli chodzi o wady - jest ich dosyć sporo. Przede wszystkim jestem strasznie leniwa, często nie mam ochoty na nic i robię wszystko na ostatnią chwilę. Nie chciało mi się odpisywać w sesjach i przez to wszystkim niszczyłam światy :c Dodatkowo w tych grach panował totalny chaos, wprowadzałam nowe wątki, na które jeszcze nie miałam pomysłu, mieszałam wszystko...

Chyba znalazłam jeszcze dwie zalety: chęć poprawy i zupełnie nowe nastawienie.

Kontakt (mail / gg / aqq / skype):

gg - 45002558

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:[/justify]

[justify]Odgłosy ich kroków rozchodziły się echem po całej komnacie. Podłoga była wyłożona czarnymi i białymi marmurowymi płytami, które tworzyły wzór szachownicy. Na samym środku pomieszczenia stała ogromna, drewniana rzeźba, wyglądem przypominająca kucyka, choć tak naprawdę trudno było to określić. Zdobiły ją zielone pnącza, wyrastające z pomiędzy szczeliny w podłodze. Gdy Reira spojrzała w górę, dostrzegła wyblakłe i wyniszczone już freski o zielonej i czerwonej tonacji.

Przez okna wdzierały się słabe promienie słońca, a wiatr złowrogo świszczał i poruszał dziurawymi zasłonami, które trzepotały niczym skrzydła gigantycznego nietoperza. Reira zbliżyła się do swojego towarzysza, ten jednak obrzucił ją nieco zirytowanym spojrzeniem.

- Miałem rację - stwierdził ponurym tonem, a potem prychnął cicho. - Mogłem cię nie zabierać.

Reira wyprostowała się dumnie i szybko odsunęła się.

- Podobno lepszego jednorożca ode mnie już nie znajdziesz, więc nie marudź - oznajmiła wyniosłym tonem. - I tak nie byłam chętna na tę wyprawę. To ty mnie zmusiłeś.

Frozen odwrócił się, żeby skryć uśmiech. Zaczął iść w kierunku drzwi, które znajdowały się na końcu komnaty. Reira z trudem dotrzymywała mu kroku.

- Tak ci śpieszno na spotkanie z tą bestią? - spytała, starając się przy tym zamaskować nutkę strachu w swoim głosie. Frozen jednak nie dał się nabrać.

- Tak - odparł beznamiętnym tonem. - Im szybciej miniemy Wąwóz Śmierci, tym szybciej zabijemy bestię. A potem bezpiecznie wrócimy do domu.

- W-wąwóz Śmierci? Nie wspominałeś o czymś takim...

Gwałtowny podmuch wiatru zerwał jedną z zasłon, która opadła na podłogę. Reira pisnęła i skryła twarz w bujnej, granatowej grzywie Frozena. Ogier westchnął i rozejrzał się dookoła.

- Słońce zachodzi - powiedział. - Nie znajdziemy bezpieczniejszego miejsca na nocleg. Powinniśmy zatrzymać się tutaj.

Uwolnił się od Reiry i zdjął z siebie swoje juki. Wyjął z nich dwa grube koce. Jeden z nich rozłożył obok siebie, a drugi rzucił pod nogi klaczy.

- Mam spać na ziemi? - spytała zaskoczona klacz.

Frozen nie odpowiedział. Położył się, a potem odwrócił na drugi bok.

- Dobranoc - mruknął.

Reira stała osłupiała do czasu, aż kolejny podmuch wiatru sprowadził ją na ziemię. Zadrżała i rozłożyła na ziemi swój koc, a potem położyła się na nim. Zacisnęła powieki i spróbowała zasnąć, na nic jednak to się zdało. Wstała i podeszła z kocem do leżącego ogiera.

- Frozen? - szepnęła.

Frozen nie odpowiedział. Oddychał powoli. Reira tupnęła ze złością.

- Nie udawaj, że śpisz! - wykrzyknęła.

Ogier westchnął ciężko i odwrócił się, żeby spojrzeć na klacz.

- Czego?

- Mogę... - Reira zarumieniła się. Wbiła wzrok w ziemię i zaczęła rysować kopytem po marmurowej posadzce. - Mogę się do ciebie przytulić?

Frozen patrzył na nią z uniesioną brwią. Po chwili znów odwrócił się.

- Nie.

- Zimno mi!

- Nie obchodzi mnie to.

- Ale... Frozen!

Wypowiedziała jego imię niemal ze łzami w oczach. Gdy ogier to usłyszał, mimo wszystko postanowił się poddać.

- W porządku - bąknął.

Reira z uśmiechem zajęła wolną powierzchnię koca Frozena, a potem okryła siebie i jego swoim. Przytuliła się do jego grzbietu i oparła podbródek o jego policzek. Frozen z trudem powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć.

- Temperatura twojego ciała zdecydowanie przekracza normę - stwierdził.

Reira uniosła głowę i spojrzała na niego ze zdumieniem.

- Jest ci gorąco? - spytała.

Frozena nieco zdziwił ten zaskoczony ton, więc odparł z wahaniem:

- Tak.

- A czy...

Poczuł, że Reira kładzie swoje kopyta na jego brzuchu i w okolicach serca.

- A jest ci gorąco tutaj?

Tym razem to Frozen poczuł, że się rumieni. Odepchnął od siebie Reirę i wykrzyknął z oburzeniem:

- Nie! Co ci przyszło do głowy?

Odrzucił od siebie koc i wstał. Podszedł do jednego z okien.

- Masz dwa koce. Teraz już ci nie będzie zimno - powiedział oschłym tonem.

Nie miał czasu na coś takiego, jak swoje głupie serce. I brzuch, cokolwiek to miało znaczyć.

Reira już się nie odzywała. Usłyszał, że na nowo okryła się kocem, a wkrótce jej oddech uspokoił się. Zasnęła.

Frozen długo stał przy oknie i obserwował rozciągające się dookoła równiny. Pozwalał, by jego myśli ukoił szalejący wiatr, który rozwiewał mu grzywę i przynosił ulgę. Nie rozmyślał o niczym ważnym. Zamiast tego skupił się na wspomnieniu zapachu jej włosów i tego dziwnego uczucia, które wtedy poczuł.

Z zamyślenia wyrwał go potężny ryk bestii, jeszcze oddalony. Wiedział, że jeśli będzie zaprzątał swoje myśli tak błahymi sprawami, być może już nigdy nie poczuje tego kwiecistego zapachu...

Ten dziwny impuls skierował go do śpiącej klaczy. Położył się obok i z lekkim wahaniem objął ją, a potem przygarnął do siebie. Będzie ją chronił. Bez względu na wszystko.

Jednak ta przygoda dopiero się rozpoczynała...

[/justify]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli o mnie chodzi to bardzo spodobało mi się opowiadanie Applejuice. Jakoś lepiej mi się je czytało. Jej sesje również nie były złe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: Jak byłem w 1-3 klasie pisałem opowiadania na konkursy, no i na forum dotyczącym Kaczora Donalda często

pisałem takie zabawy przygodowe.

Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Nie wiem czy to argument ale mam swoją wymyśloną krainę fantazy (od 1 klasy).

Miałem też pomysł o II wojnie światowej.

Dlaczego Ty?: Nie jestem najlepszy w te klocki, ale uwielbiam pisać historie nie jakieś ,że lektor mówi na 3 strony co moich

kolegów denerwuje, lecz pełne dialogów, akcji i humoru.

Wady, zalety (swoje, oczywiście): Moją zaletą jest wyobraźnia, oczywiście każdy kto składa podania ją ma, ale kiedy byłem

mały nie bawiłem się tam kapslami czy też w piłkę, lecz brałem: karton, butelkę, flamaster, i stoper. Udawałem, że jestem ninja uciekającym

przed mafią która jedzie samochodem z prędkością 113km/h (LOL) i mam coś tam zrobić. Bawiłem się na przerwie w sejm z

kolegami. Moje wady: ortografia (-200pkt.), słabe opisywanie gdzie znajduje się bohater, i wiele.

Kontakt (mail / gg / aqq / skype):

Skype: kubapaszkowicz

Przykładowe WŁASNE opowiadanie:

Drzwi były pokryte złotymi kołami, było to dziwne dla Leona nigdy nie widział złota w jego wiosce monety były robione z srebra.

Poczuł oddech Abrahama.

-Wszystko ok? Pomóc ci w pchaniu-spytał niepokojąco Abraham.-Tak wszystko jest super-Odpowiedział Leon.-Masz klucz?-

-Tak gdzieś tutaj go mam-Towarzysz szperał w torbie, ale nie mógł nic znaleźć.-Emm...nie mam go-

-Lewa kieszeń- Odpowiedział nawet nie zwracając na to uwagi. Włożył klucz do zamka, i przekręcił go. Coś zaczęło zgrzytać, cały

mechanizm drzwi po dwustu latach znowu ożył, Leon wyobrażał sobie co będzie po drugiej stronie wrót, złoto a może obsydian czy też łuski smoków?.Abraham wszedł jako pierwszy, potem on. Zobaczyli ciemność, całkowitą ciemność.

-Daj latarkę- Jednocześnie powiedzieli-Dobra, dobra mam ją. -Abraham zapalił światło latarki- To co ujrzeli zmieniło ich życie.

Leżała tam karteczka z napisem:

,,Skarb nie znajduje się w majątku, lecz w duszy i Bogu''

Chłopcy śmiali i turlali się na podłodze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Well... I cóż ja mam z wami począć...

Przede wszystkim bardzo się cieszę, że aż trzy podania się pojawiły. Widać, że zainteresowanie mistrzowaniem wciąż jest.

Hmm, mamy więc osobę, która zagadywała do mnie w kwestii Naboru na PW, mamy użytkowniczkę, której długo nie mogłem wybaczyć tamtej dawnej gry, no i tego trzeciego...

Moje wady: ortografia (-200pkt.), słabe opisywanie gdzie znajduje się bohater, i wiele.

No to już wiesz co musisz poprawić. W tej kwestii zapoznaj się z tą stronką: http://www.prosteprzecinki.pl/

Dalej... Michalinku, jakoś... dziwnie mi się twoją historię czytało. Może dlatego, że po opowiadaniu spodziewałbym się narracji w trzeciej osobie. I raczej w czasie przeszłym niż teraźniejszym... Tak jakbyś... chciał za dużo faktów przekazać na raz.

No i Soczek...

Przede wszystkim jestem strasznie leniwa, często nie mam ochoty na nic

JA CI ZARAZ DAM LENISTWO! Do roboty się bierz, ale to już :v

Soczkowa awansuje do dalszej rundy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok then... widzę, że jest zainteresowanie userów, dlatego też ponownie otwieram nabór na MG. Tym razem postoi otwarty nieco dłużej niż ostatnio. Obiecuję. :drurrp:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doświadczenie: Mam trochę doświadczenia po kilku grach w Dungeons & Dragons, byłem zarówno prowadzącym jak i graczem

Jakie INNE realia mógł byś zaproponować: Przede wszystkim Warhammer 40k, również czasy wojny domowej w Japonii (samuraje itp.), Dungeons & Dragons, Equestria, dawna Grecja (bogowie greccy, postacie mitologiczne itp.), średniowiecze, świat gracza byłby mile widziany

Dlaczego Ty?: mam nawet dużo wolnego czas jak i masę pomysłów

Wady, zalety (swoje, oczywiście): mam bardzo bujną wyobraźnie (czasem zbyt bujną) i przez to mogę wymyślić różne ciekawe historie, ale czasem mogę po prostu nie mieć pomysłów lub czasu

Przykładowe własne opowiadanie:

(Opowiadanie D&D)

Jorin wszedł do karczmy. Odrazu poczuł jej nie nie miły zapach. Podszedł do karczmarza, grubego łysego mężczyzny z brodą i dwoma bliznami na brzuchu, który "wylewał się" na zewnątrz

-Coś nowego? - spytał Jorin karczmarza

-Podobno w podziemiach smoczy syn zamieszkał. Górę złota i różnych szlachetnych kamieni ma. Ubij go pan, to nie tylko jego skarby pan zdobędzie. Wójt jeszcze za głowę zapłaci - karczmarz odpowiedział na pytanie. Jorin zamierzał wyjść z karczmy, ale coś przykuło jego uwagę. Był to niziołek, i prawdopodobnie też był poszukiwaczem przygód.

-Dlaczego mam być sam podczas podróży? - pomyślał Jorin u podszedł do niziołka - Ej, ty, chodź no na chwile, chce z tobą chwile pogadać

-Już idę - niziołek powoli wstał i podszedł do Jorina - O co chodzi?

-Czy ty jesteś poszukiwaczem przygód? - spytał Jorin

-Tak, jestem poszukiwaczem przygód. A tak przy okazji, nazywam się Eldon - niziołek podał rękę Jorinowi

-Jorin, też jestem poszukiwaczem przygód - uścisnął rękę Eldonowi - Czy może potowarzyszył mi chwwilę?

-Dobrze, ale pamiętaj. Dzielimy się nagrodą - niziołek poszedł tam gdzie siedział wcześniej - Rano przed tą karczmą - powiedział i poszedł dalej. Jorin wynajął pokój i poszedł się przespać.

Obudził się rano. Wciąż był zaspany, ale wstał i zaczął się pakować. Wyszedł z pokoju i wyszedł na dwór. Zobaczył tam pięć trupów, ale nigdzie nie było sprawcy.

-A, to ty - nagle z cienia wyłoniła się mała postać. Jorin zobaczył, że był to Eldon

-Zostawiamy ich. Trzeba jak najszybciej dobiec do podziemi - powiedział Jorin, po czym powolnym krokiem udał się w stronę celu.

Widać było już wejście do podziemi, gdy Jorin poczuł, że coś go trafiło w plecy. Upadł na ziemię, a z rany zaczeła sączyć się krew. Z ogromnym trudem ręką wymacał coś co sterczało z jego pleców. Wyciągnoł to zadawając samemu sobie ogromną ilość bólu i zbliżył to przed swoje oczy. Zobaczył, że był to mały bełt z wydrapanym napisem "podarunek od Eldona".

-Nie myślałeś chyba, że podziele się z tobą złotem - usłyszał głos niziołka

-Nie zabijesz mnie tak łatwo - powiedział Jorin krztusząc się krwią

-Założymy się? - Eldon wyciągnoł z plecaka pistolet skałkowy i strzelił prosto w głowę Jorina. Po tym strzale widać było tylko zwłoki którym brakowało połowy głowy. Koniec.

(Opowiadanie WH40k)

Avidius, kapitan oddziału szturmowych kosmicznych marine przebywał w swojej kwaterze polerójąc swój miecz łańcuchowy

-Kapitanie - do pokoju wszedł członek oddziału którym dowodził. Avidius odwrócił się do niego

-O co chodzi? Oby tylko było ważne - kapitan powiedział do człowieka który przed chwilą wszedł do jego pokoju

-Wszystko co mówił ten Niebianin z imperium Tau się sprawdza. Nekroni połączyli siły z Tyranoidami i mają zamiar napaść na naszą planetę - powiedział pospiesznie marine

-Dobrze, czy on nadal jest na naszej planecie? Mówił, że tu zostanie.

-Tak kapitanie, nadal jest na planecie. Czy mam go tutaj przyprowadzić?

-Bardzo bym prosił - szturmowy marine szybko opuścił pokój. Avidius powrócił do polerowania swojego miecza.

Po jakiś dwóch godzinach spędzonych na polerowaniu miecza i pistoletu boltowego do pokoju wszedł ten sam marine co wcześniej

-Już jest - powiedział do Avidiusa

-Dobrze, za chwile przyjdę - powiedział Avidius po czym podszedł do drzwi. Wyszedł z pokoju i skierował się korytarzem w lewo. Następnie podszedł do jednych z drzwi i otworzył je. W środku na krześle siedział z wyglądu podobny do człowieka o niebieskiej skórze. Jedynie głowę miał inną.

-A więc jednak chcesz by wojownicy Tau ci pomogli, nieprawdaż kapitanie? - Niebianin spytał Avidiusa

-Rozważyłem twoją propozycje i cofam to co wcześniej powiedziałem. Jednak chcę, żeby wojownicy Tau nam pomogli. Z ich pomocą wygramy tę bitwę - Avidius powiedział do Niebianina

-Dobrze więc, pomożemy wam w obronie planety. Na jakiś czas będzie zawieszenie broni pomiędzy dwoma stronami. Obie strony na tym zyskają, prawda?

-Prawda. Wroga spodziewamy się za trzy dni. Kiedy przybędzie wsparcie ze strony Tau?

-Jeszcze dzisiaj kapitanie, już są przy planecie. Przed przyjściem tutaj wysłałem wiadomość o przysłanie wojsk koło planety. Będziesz miał dużo czasu na zobaczenie ile oddziałów przysłało imperium Tau - mówiąc to Niebianin wstał z miejsca i skierował się w stronę wyjścia. Kapitan poszedł za Niebianinem i również wyszedł z budynku. Chwilowo oślepiło go światło z zewnątrz. Kiedy przyzwyczaił się do światła zauważył statki imperium Tau. Nie mógł ich policzyć

-Z tego co wiem jest tam 30 oddziałów wojowników ognia, 10 oddziałów pancerzy "Stealth" (...) - Avidius usłyszał za sobą głos Niebianina

-Czyli mówiąc krótko jest ich dużo? - spytał go

-Tak. Jest ich dużo, bo szykuje się wielka bitwa - powiedział Niebianin do Avidiusa.

(Dwa dni później)

Kapitan Avidius ciągle trenował. Musiał być w pełni przygotowany na nadejście bitwy. Nagle do pokoju ćwiczeń wpadł jeden z marines

-Kapitanie, już są na orbicie - wydyszał marine i szybko wybiegł. Avidius również wybiegł na zewnątrz i zobaczył zbliżające się statki Tyranoidów i Nekronów.

-A więc za chwile będzie tutaj rzeź - pomyślał i szybko zaczął wydawać rozkazy marines gdzie mają się ustawić. Niedługo potem rzeczywiście była rzeź.

-Otworzyć ogień! - krzyczał Avidius do swoich żołnierzy. Zobaczył jak radzą sobie jego tymczasowi sojusznicy. Strzelali do przeciwników z równym zapałem co marines. Niebianin z tyłu przyzywał strzał orbitalny kasty powietrza. Nagle jednak przypomniał sobie, co ma robić. Poleciał wraz z innymi szturmowymi marines prosto w szeregi Nekronów. Rozwalili kilka maszyn, gdy jeden z oddziału Pariasów uderzył Avidiusa w tył. Kapitan upadł na ziemię, wypuszczając z rąk miecz i pistolet. Parias kopnął go, żeby ten leżał twarzą ku niemu. Avidius teraz zobaczył kto go zaatakował. Była to pół-maszyna pół-człowiek. Połączenie metalu Nekronów i ludzkiego ciała.

-Teraz zginiesz nędzny człowieku, albowiem musi zginąć każdy kto przeciwstawia się woli Nekronów - powiedział Parias. Avidius nie wiedział, że jakiś Nekron potrafi mówić. Parias podniósł swoją broń w górę gdy nagle rozleciał się na kawałki pod wpływem potężnego strzału. Avidius natychmiast się podniósł i zobaczył kto go uratował. Był to jeden z wojowników Vespidów, którzy służyli Tau. Kapitan podniósł swój miecz i pistolet po czym szybko odleciał do punktu skąd strzelali wszyscy marines. Jednak gdy przyleciał zobaczył zbliżającą się fale Tyranoidów. Pół oddziału szturmowych marines nie żyło, a jeden z drednotów leżał na ziemi zniszczony. Avidius nagle przypomniał sobie o jednej rzeczy. Wleciał prosto w środek wojsk nieprzyjaciela i wezwał nalot na jego pozycje po czym szybko odleciał, a raczej próbował. Jeden z Karnifexów strzelił w niego ze swojego działa jadowego. Avidius spadał na ziemię.

-Już nadchodzę, Imperatorze - zdołał powiedzieć w myślach zanim zginął roztrzaskując się o ziemię. Niebianin oraz wszyscy inni zauważyli przelatujące statki kosmicznych marines które zrzucały bomby. Już wiedzieli, że wygrali tą bitwę.

Kosmiczni marines nie cieszyli się z wygranej. Armie Nekronów i Tyranoidów zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę. Stracili kapitana oraz wielu braci. Dla ich zakonu Avidius na zawsze pozostanie przykładem poświęcenia. Koniec.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już poprawione, dobrze jest (chyba). A tak naprawdę to mi nie wcięło tylko musiałem na chwile tacie laptopa pożyczyć a nie chciałem wszystkiego do początku pisać, no to wstawiłem takie jakie było.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałam się zapisać kilka dni temu, ale skoro znów otwarty, to się zgłoszę.

Doświadczenie: Na innym forum (tu) przy Naborów na Moderatorów zostałam wybrana jako Opiekunka Opowieści. Potem, chyba kilka miesięcy, administratorka(Chay) zaproponowała mi okres próbny jako moderator globalny. Kilka dni potem jakaś inna moderatorka zrzekła się posady, więc objęłam jej posadę. Stworzyłam kiedyś, na innym forum, dom mojej postaci i wątek miał 39 stron.

Jakie INNE realia mógłbyś zaproponować?: Hmm... Prócz Eqeustrii? Wiem! Króla Lwa(KL)! Tyle fanów, że kilka mogłoby się tu zapisać.

Dlaczego Ty?: Na forum wpadam jako pierwszą stronę, kiedy tylko włączę internet. Mam też bujną wyobraźnię, co pomaga MG w sesji.

Wady, zalety (swoje, oczywiście): Jestem bardzo wrażliwa na błędy ortograficzne, nie na darmo dostałam dyplom 3 z ortografii, i jeszcze jako jedyna 6 z dyktanda. Być może będę reprezentować klasę, ale o tym tu nie mówimy. Bardzo rzadko przymykam oko na takie właśnie błędy. Moją wadą jest to, że nie jestem profesjonalistką w temacie wojen, ale jakoś takie sesję będę próbować zrobić.

Kontakt: Mail; [email protected]

Przykładowe WŁASNE opowiadanie: Dam tu najlepsze, teraz wymyślone(świat KL) z moją lwią OC(by Chay):

Biały śnieg, który zaczął zasypywać piękną i niemałą okolicę, zaczęła uderzać w ciało brązowej lwicy o pomarańczowych oczach. Przeszkadzał jej, ponieważ się szybko topił i powstawała zimna woda. Bardzo zimna woda.

Biały proch, już opadły, zaskrzypiał pod jej łapami, które się spieszyły. Niemalże przedtem, o mało się nie przewróciła. Jeszcze wtedy miała cytat '' Spokojnie jak na wojnie.'' Jednak, pomimo bólu, musiała dobiec do swojego stada.

Ale zaraz, zaraz... Nie opowiedziałam wam tego, co zdarzyło się przedtem! Bardzo przepraszam, już wspomnę.

''Nasza bohaterka, czyli brązowa lwica z pomarańczowymi oczami i białym pędzelkiem ogona, nazywa się Karinda. Najmłodsza z rodu królewskiego stada Złotych Lwów. Czasami się nawet zastanawiała, czy w ogóle może należeć do tego stada. Przecież ma ciemną sierść, nie to co złote, rude lub ewentualnie białe lwy. Lecz każdy jej przyjaciel mówił, że ma złote serce. Choć czasem niecierpliwa, zawsze pomoże każdemu w potrzebie.

Przejdźmy więc teraz do historii;

Poranek na złotej sawannie lśnił, mieniąc się kolorami. Co prawda, był to częsty widok, lecz przywódczyni stada, Chay, złota siostra z łatkami na nogach, czuła, że stanie się coś złego, więc wygłaszała, żeby nie wychodzić spoza Lwiej Skały. A nasza główna bohaterka, musiała zobaczyć, co z kilkoma rannymi zwierzątkami. Jednak, gdy przyszła, znalazła... spaloną połowę Krainy Kwiatków, mieszkania Karindy.

W środku poczuła gniew... zaczęła biec przed siebie, nie zważając na nic. Dotarła aż do granicy Afryki. Nagle poczuła spaloną i szarą ziemię.

Trochę dalej, rozmawiało 8 lwów; 3 czarne, 2 szare, 1 biały i pozostałe złote. Wszystkie miały czerwone ślepia.

- Wygnańcy - Rzuciła cicho, powarkując. Próbowała się nie zdemaskować, śledząc wzrokiem złe lwy. Szeptały coś niezrozumiale, aż w końcu jeden z nich rzucił zdanie:

- Zabić Złote Lwy. - Reszta tylko przytaknęła, a brązowa w porę uciekła. Za tym ciemnym terenem było mnóstwo śniegu. Jednak, kawałek przed zimnym puchem, przewróciła się, pozostawiając małą ranę na łapie. ''

Jednak dobrnęliśmy do tego fragmentu. Więc go dokończę, jak już opowiedziałam.

Biegła, najszybciej jak mogła, by ostrzec stado. Jednak nie dała rady, i padła na śnieg z wycieńczenia. Ciężko sapała, stojąc na granicy śmierci.

Zaczęła żałować, że nie spędziła ostatnich chwil życia z rodziną i przyjaciółmi.

Obok jej łapy powstała mała czerwona kreska.

- To koniec - Powiedziała, żegnając się z życiem. Spuściła głowę, i już nią nie poruszyła.

Nazajutrz grupka tuzina lwów, w większości szare i czarne, przechodziły przez śnieżną pustynię, gotowe pobić ich dawnego wroga.

Nagle ich uwagę przykuło ciało lwicy. Lekko pobrudzone brudnym śniegiem. Miała na pysku uśmiech, ciesząc się, że już nigdy nie zazna bólu i walki. Ledwo jeden biały lew ledwie zdążył wziąć wdech, by przemówić, duża warstwa śniegu spadła na brązową, szczypiąc oczy ciemnych.

Bo mimo to, że lwica była ciemna...

... miała złote serce.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...