Jump to content

Recommended Posts

Kto chce się zapisać a nie widział tematu z zapisami ma tutaj o tu: 

66606_1210895567_a3b4_p.jpeg

Witamy w sierocińcu...

Witaj w miejscu przeznaczonym specjalnie dla osieroconych dzieci. Oto stary budynek w którym kiedyś również znajdowało się podobne miejsce, jednakże zostało zamknięte z pewnych mało znanych nam powodów. Planujemy odnowić ową budowlę. Już niedługo będzie ona wyglądać jak piękny dom, o którym marzy każde dziecko.

 

"Znalazłam się w punkcie bez wyjścia. Nie mam pojęcia co to jest za dom i nie wiem czy chcę to wiedzieć. Jednak gdy tylko tu wchodzę czuję niesamowity niepokój przeszywający mnie całą. Chcę stąd uciec jak najdalej i jak najszybciej, a jednocześnie chcę wiedzieć co skrywa to miejsce. Ktokolwiek to przeczyta i znajdzie coś w tym domu, niech wie, że długo tu nie zawita. To miejsce jest pełne zakamarków i niebezpiecznych miejsc. Uciekajcie. Uciekajcie najszybciej jak możecie, jeśli wam życie miłe, bo to miejsce was pochłonie..."

 

Wstęp z poprzedniego tematu, każdy wie o co chodzi bla bla bla.

 

Regulamin sesji:

1. MG, czyli ja, ma zawsze rację.

 

2. Jeśli MG nie ma racji patrz punkt 1

3. ORTOGRAFIA na pierwszym miejscu

4. Proszę o wypowiedzi w grze, które będą miały minimum niż trzy linijki. To wcale nie jest takie trudne

5. Sterujemy TYLKO swoją postacią i nie decydujemy o tym co robią, mówią i co dzieje się z postaciami innych użytkowników.

6. Co do tego co dzieje się od strony otoczenia o tym decyduję JA i tylko JA

7. Osoby które nie będą przestrzegać zasad będą karane, innymi słowy ich postacie będą się spotykać z nieszczęściami.

8. Nie chcę widzieć tu nielimitowanego internetu, i phone'ów, tabletów i innych takich. Żyjemy w takim miejscu że nie i kropka

9. Gdy mówię że macie zwolnić z tempem pisania to tak ma być

 

Lista uczestników:

MG: Szeregowa WWhite Fox

Mephisto von Pyra

- Darnok2

- Kruczek

- Seluna

- Lucjan

- Gray Picture

- Oksymoron

Trzeba wiedzieć tyle, że budynek wygląda jak na zdjęciu na samej górze. Dokładniejsze opisy, ewentualnie zdjęcia, pojawią się później.

ZACZYNAMY ZABAWĘ!

Dziś nastał nowy dzień. Każde z was zostało przywiezione do starego, lekko zniszczonego budynku - waszego nowego sierocińca. Opiekunki, które będą się wami zajmować wydają się miłe więc wszystko powinno być dobrze, no chyba że jest się uzależnionym od internetu, z tym tutaj już gorzej. Nie znacie tu nikogo, ponieważ zostaliście przeniesieni z waszych poprzednich sierocińców do właśnie tego tutaj. Trzeba by się ze wszystkimi zapoznać, rozpakować swoje rzeczy i ogarnąć co i jak w tym oto miejscu. Jedyne przeczucie, dość nie miłe, które męczy każdego z was. To złowrogie uczucie, które jakby mówiło, a raczej starało się powiedzieć żeby stąd uciekać a przynajmniej nie wtykać nosa w nie swoje sprawy, lepiej... Trzymać się z daleka od wszelkich zakamarków tego domu.

Właśnie stoisz przed swoim nowym domem i starasz się wyobrazić sobie jak teraz wszystko będzie wyglądać.

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 204
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Devi stanęła przed nowym sierocińcem ubrana w jasnoniebieską sukienkę z krótkimi rękawami i brązowopomarańczowy szalik. W prawej ręce trzymała skórzaną, wytartą walizkę ze swoimi rzeczami i rozglądała się po otoczeniu.

Nie była postacią, od której emanowała pewność siebie. Lubiła nowe miejsca, ale nie to. Nie, czuła się tu bardzo dziwnie. Tak jakby była tu jakaś niebezpieczna... pustka? Tak, właśnie to odczuwała. Bała się i powoli to do niej docierało. Brakowało jej przyjaciółek z Indii i czuła, że zaraz chyba się rozklei.

Zacisnęła zęby. O, nie. Jeśli ktoś ma się rozklejać to śmiało, ale nie ona. Ruszyła pozornie pewnym krokiem do drzwi i zapukała.

Link to comment
Share on other sites

Caterina stała przed domem patrząc bez słowa na monumentalą budowlę. Stała tak pośród reszty dzieci i lustrowała otoczenie. Gdy poczuła lekki wiaterek owiewający jej bladą twarz uśmiechnęła się. "Nie podoba mi się to miejsce." pomyślała obojętnie. Ta sceneria była niczym z horroru. - Ciekawe czy w okolicy są kruki. Brakuje tu tylko kruków. - powiedziała do siebie swoim dziecięcym, dźwięcznym głosem. - Będę musiała zapytać pani czy w tych lasach są kruki. Ale to potem. Może ktoś ze mną wywoła duchy, idealny klimat. Zawsze chciałam zobaczyć duchy.

Link to comment
Share on other sites

Lucas ledwo po przybyciu do nowego sierocińca poczuł dziwne, nieprzyjemne, lecz jakże znajome uczucie, mianowicie niepokój, jakże męczący ale i w jego przypadku kojący, to miejsce wręcz zgrało się z jego umysłem a może to jego umysł zgrał się z nim. Kto wie, w każdym razie, mimo iż czuł że chce stąd uciec jednocześnie chciał tu zostać, jego zniszczony umysł w tym miejscu był po prostu na swoim. Jak na razie stał i gapił się na budynek, oczy miał podkrążone i ciągle tupał nogą, do tego drgała mu powieka. Na plecach miał turystyczny plecak ze swoim dobytkiem. Podczas tego stania i gapienia się przez jego myśli przebiegały setki rzeczy, kim będą ludzie z tego ośrodka, co będą od niego chcieli, jak będzie wyglądać to życie i wiele innych. Po chwili ruszył, dziwnie chaotycznym krokiem do drzwi, spojrzał na dziewczynę która stała obok nich ale nie odezwał się. Teraz gapił się w drzwi, świdrującym spojrzeniem. 

Link to comment
Share on other sites

Przed Devi i Lucas'em nagle, same z siebie otworzyły się drzwi ukazując hol. W środku było ciemno ale słońce wchodzące przez okno rozświetlało to pomieszczenie. Całość wyglądała dosłownie jak sprzed wieku. Drewniana podłoga, w której gdzieniegdzie brakowało kawałka deski. Drewniane schody prowadzące na górę, kilka przejść do innych pomieszczeń, ściany z których schodziła farba, czarno-białe zdjęcia w grubych ramach, przedstawiające dzieci jak i dorosłych, stare obrazy oraz wielki stojący zegar z kukułką i wahadłem które ledwo co się huśtało. Oprócz tego stało tam kilka drewnianych, starych komód, dość zniszczonych zresztą. Prócz tego nie znajdowało się tam nic niezwykłego.

To co jedynie mogło zaniepokoić osoby stojące przed drzwiami to to, że na pierwszy rzut oka nikt ich nie otworzył. Nie minęło kilka sekund a zza ramy drzwi wyłoniła się dorosła kobieta. Miała blond kręcone włosy, niebieskie oczy i ciepły uśmiech. Wyglądała na jakieś trzydzieści pare lat. Ubrana była normalnie, szare spodnie i biała koszula z drobnymi, prawie nie widocznymi szarymi paskami, oraz szary sweter i buty na płaskiej podeszwie.

- Witajcie dzieci w waszym nowym domu. - powiedziała ochoczo zapraszając dwójkę do środka ruchem ręki.

Link to comment
Share on other sites

Johan stał przed nowym sierocińcem. Ubrany był w ramoneskę, czarną koszulkę bez nadruku, spodnie moro i glany. Na plecach miał plecak typu kostka z kilkoma naszywkami. W środku miał wszystkie potrzebne rzeczy. Gdy patrzył na nowy dom czuł takie jak to określić... zniechęcenie? Tak to było dobre określenie. Chłopak nigdy nie wyczuwał takiego zniechęcenia jak w poprzednim sierocińcu. Westchnął cicho i wszedł za resztą do środka.

Link to comment
Share on other sites

- Dzień dobry. - odezwał się cicho Lucas, jego głos... był smutny, albo raczej ponury, najpewniej zawsze taki był. Wszedł do środka i rozejrzał się po wnętrzu, zniszczone ściany i takie tam. Miejsce zaiste, miało swój klimat, ale kiedy tak patrzał na kobietę która się nimi opiekowała nie widział w niej kogoś kto by do tego miejsca pasował, zdecydowanie była zbyt... pozytywna na takie otoczenie, chociaż w sumie dobrze jest mieć miłą wychowawczynię, zwłaszcza w miejscu takim jak to. Spojrzał na nią i przyglądał się jej starając się ocenić, albo raczej poznać ją dokładniej, robiła dobre pierwsze wrażenie ale kto wie jak będzie potem. 

Link to comment
Share on other sites

- Dzień dobry - powiedziała Devi i po krótkiej chwili namysłu zdecydowała się uśmiechnąć. Przeczłapała kilka kroków, walcząc z ciężką walizką i stanęła przy schodach, czekając. Spojrzała też na dwójkę innych lokatorów i stwierdziła, że spróbuje nawiązać kontakt... Ale to może za chwilę?

Link to comment
Share on other sites

Caterina stała jeszcze dłuższą chwilę w milczeniu obserwując mroczny budynek i wsłuchując się w szum tajemniczego lasu. W końcu poprawiła swoją czarną sukienkę z czerwonym krawatem, podniosła pokaźnych rozmiarów czarną torbę i powoli zaczęła iść do wejścia. Zerknęła po drodze na chłopaka ubranego jakby zapomniał że jest dzieckiem i udawał dorosłego metalowca i zaśmiała się w duchu. Wchodząc po schodkach do drzwi z każdym stopniem podśpiewywała "La-la-la. La la-la-la." Gdy spostrzegła opiekunkę podeszła do niej i wyciągnęła rękę. - Dzień dobry proszę pani. Nazywam się Caterina. - jej głos jak zwykle był słodki i niewinny. - To bardzo ładne miejsce. Też tak pani uważa? - Uśmiechnęła się do niej przekrzywiając głowę i patrząc na nią swoimi wielkimi, czarnymi oczyma. Jej długie, lśniące włosy w kolorze tak ciemnego, że prawie czarnego fioletu podczas machnięcia rozwiały się trochę.

Link to comment
Share on other sites

Oliver spojrzał na budynek, który wydawał mu się ogromny i straszny. W czym z resztą nie było nic dziwnego. Większość rzeczy w porównaniu do tego małego chłopca wydawała się wielka, a przynajmniej bardzo duża. A że Oliver bał się prawie wszystkiego, to nic dziwnego, że ten stary dom wywołał w nim takie, a nie inne uczucia.

- Ale damy radę? Prawda, Króliczku? - powiedział niezbyt pewnie do zabawki mocno trzymanej w jego małych rączkach.

Chwycił mocniej pluszaka i ruszył w kierunku domu ciągnąc za sobą ciężką walizkę.

- Dzień dobry - powiedział do zebranych w holu. Mimo jego starań głos drżący i okropnie seplenił.

Link to comment
Share on other sites

Devi spojrzała na chłopca, który wkroczył do budynku. Miał w ręce maskotkę i też wyglądał na zdenerwowanego.

- Cześć - odezwała się. - Moje imię to Devi. Jakie jest twoje?

Stanęła wystarczająco blisko, żeby ją słyszał, ale nie na tyle, żeby poczuł się zagrożony. Ona sama nie lubiła osób, które od razu po poznaniu "wskakiwały na głowę" i osaczały.

Link to comment
Share on other sites

Mały blondynek przyjrzał się dziewczynie. "Wygląda na miłą" - pomyślał i uśmiechnął się. A raczej spróbował, ponieważ był tak zdenerwowany, że wyszło mu to dość... krzywo, jeżeli można tak określić uśmiech.

- Cześć, Devi - zaczął mówić - Ja mam na imię Olivier. A to jest mój przyjeciel - powiedział lekko unosząc swoją maskotkę, która nie wyglądał na nową, wręcz przeciwnie, była dość zniszczona. - Nazywa się Króliczek.

Link to comment
Share on other sites

Kobieta patrzyła na każde z dzieci. Uśmiechała się do nich. Nie była w żadnym stopniu złą osobą. Bardzo lubiła dzieci, ale sama nigdy ich nie miała. Właśnie dlatego założyła sierociniec, żeby mogła się nimi opiekować i dać im jakieś, choć drobne szczęście.

Spojrzała na każde z dzieci po kolei. Jej wzrok najdłużej zatrzymał się na Lucasie. Pogłaskała chłopaka po głowie uśmiechając się do niego ciepło. Tak samo zrobiła z Olivierem. Chłopiec był w całym towarzystwie najmłodszy więc nie chciała żeby tak bardzo się bał. Po chwili kobieta popatrzyła na Caterinę i uścisnęła delikatnie jej rękę.

- Tak, też uważam że to miejsce jest śliczne i wiem że z pozoru może przerażać, ale zrobię co w mojej mocy żeby je odnowić żebyście czuli się tu bezpiecznie. - powiedziała. Jej głos był ciepły i miły jak jej uśmiech. - W takim razie czekamy jeszcze na kilka dzieci, a później pójdziemy na górę i rozejdziecie się do swoich pokoi. Na razie możecie sobie usiąść w salonie, bo po co macie tak stać. - powiedziała wskazując na wejście do jaśniejszego już pomieszczenia, z kilkoma starymi fotelami, oraz staromodną kanapą. Komodą, szafkami i dużą szafą. To pomieszczenie wyglądało na dużo czystsze niż hol w którym najwyraźniej jeszcze za nic się nie zabrano. Mimo to w salonie i tak ściany były w podobnym stanie co w innych, ale przynajmniej podłoga była stabilniejsza, bez brakujących desek. Na fotelu siedziała jakaś mała, blondynka i zszywała starego, lekko zniszczonego misia jednocześnie przyglądając się osobom w holu.

Edited by Szeregowa WWhite Fox
Link to comment
Share on other sites

Johan spojrzał na kobietę. Nie wydawała się zła. Uśmiechnął się do niej lekko.-Przepraszam panią? Jest tu może biblioteka?- zapytał z nadzieją w głosie.

Johan spojrzał na kobietę. Nie wydawała się zła. Uśmiechnął się do niej lekko.-Przepraszam panią? Jest tu może biblioteka?- zapytał z nadzieją w głosie.

Link to comment
Share on other sites

Kobieta spojrzała na Johana i uśmiechnęła się do niego.

- Biblioteka? Oczywiście. Jest tutaj, na tym piętrze na końcu korytarza. - powiedziała wskazując na przejście obok schodów. - Jest pełna starych książek, trochę tam kurzu, ale wszystko da się przecież zrobić. Trzeba tam poukładać pewne rzeczy bo jeden z regałów przewrócił się kilka dni temu, nawet sama nie wiem czemu. Dlatego wszędzie leżą książki. Później się tym zajmiemy. - powiedziała kierując swój wzrok na nowo przybyłą dziewczynkę. - Witaj. - powiedziała do niej. - Wygląda na to, że czekamy jeszcze tylko na jedną osobę i zacznę objaśniać kilka rzeczy.

Link to comment
Share on other sites

Caterina podbiegła wesołym krokiem do dziewczyny która przywitała się po rosyjsku. Spojrzała jej prosto w oczy i pokiwała głową na znak akceptacji. Przekrzywiła głowę i poprawiła czarną sukienkę. Zarzucił włosami i ponownie zerknęła swoimi czarnymi, okrągłymi ślepiami. - Buon Giorno Signiora! - Caterina powiedziała to spokojnie, poważnie, trochę śpiewnym głosem - Jestem Caterina. Bawimy się w rozmowę w różnych językach?

Link to comment
Share on other sites

Lucas nie zareagował na bycie pogłaskanym, po prostu poszedł do salonu po czym usiadł w fotelu, wcześniej kładąc plecak na ziemi, spojrzał na szyjącą dziewczynkę i zaczął stukać palcami w swoje kolano, bardzo szybko, jego powieka wciąż drżała co potwierdzało tylko jedno, miał niedobór magnezu. Przez chwilę jeszcze patrzył na dziewczynę, nic nie mówił, po prostu patrzał, potem wbił wzrok w podłogę wciąż stukając palcami w kolano. 

Link to comment
Share on other sites

Chłopiec mocno się zaczerwienił, gdy opiekunka pogłaskała go po głowie, ale z drugiej strony to było nawet przyjemne. Oliver pomyślał, że to miejsce nie będzie aż tak straszne, jak mu się wydawało. Właściwie, to może to być całkiem miło. Tak, nie ma się czego bać. Wszystko będzie dobrze. Uśmiechnął się, a następnie uściskał rękę Devi.

- Dobrze - przytaknął - będę cię poprawiał. Powinnaś powiedzieć "popraw", zamiast "napraw". A skąd jesteś? Jak tam było? - dopytywał się blondynek z typową dla niego ciekawością.

Link to comment
Share on other sites

*tururururu mam nadzieję że kwestia autobusu nie zostanie uznana jako oddziaływanie gracza na otoczenie, w końcu pisze że już was przywieziono, w każdym razie z góry sorki jeżeli zrobię coś źle xd tururururur*

Oczywiście, spóźnienie. 
Przez szybę zalatującego kocim moczem autobusu, dostrzegłem zarys posępnego budynku. Prawą ręką mocno ściskałem lekko pobrudzoną walizkę, aby przy mocniejszym zahamowaniu nie upuścić jej na stopę. Lewą ręką nerwowo poprawiałem rozczochrane włosy, próbując jak najszybciej doprowadzić je do ładu. Ostatecznie zrezygnowałem i nałożyłem na głowę czapkę, zakrywając większość fryzury. 
Ten gest w pewnym sensie dodał mi otuchy. Autobus wyhamował z głośnym piskiem opon i po chwili wylądowałem na trawniku przed sierocińcem. 
Jego posępne mury wcale nie wydawały się przyjazne. Może to tylko kwestia starości budynku, materiału z jakiego został wykonany albo innej bzdety którą dorośli zwykle zajmują sobie głowę. Nie miałem pojęcia co mnie spotka. 
Byłem ubrany w dość ubogi strój, zza kołnierzyka marynarki wystawała mała, słabo widoczna dziura, natomiast spodnie były całe pomięte i lekko wyświechtane. Nie dodawało mi to pewności siebie. To miejsce sprawiło, że poczułem się kompletnie rozdarty. Z jednej strony liczyłem na nowe znajomości, nowy start, wśród całkiem nowych ludzi. Z drugiej natomiast uderzał niepokój i atmosfera tego miejsca. Nie przekroczyłem jeszcze progu, a im bliżej się znajdowałem, tym bardziej miałem ochotę wrócić do cuchnącego autobusu i poprosić o przeniesienie do innego sierocińca. 
Wolnym krokiem doczłapałem się do drzwi, ostatni raz poprawiłem czapkę i z wyrazem niepewności na twarzy zapukałem.

Link to comment
Share on other sites

Kobieta słysząc pukanie podeszła do drzwi i otworzyła je. Spojrzała na chłopca stojącego przed wejściem i po chwili na jej twarzy znów zagościł ciepły uśmiech.

- Widzę że w końcu udało ci się dotrzeć. Czekaliśmy na ciebie, mój drogi. - powiedziała jednocześnie wpuszczając go do środka. - Widzę, że wszyscy już są. - stwierdziła spoglądając kolejno na każde z dzieci. - Emma! Zejdź proszę na dół, do salonu. Poznasz wszystkich. - zawołała. Wszystko wskazywało na to, że w domu jest jeszcze jedna osoba. Po krótkiej chwili z górnego piętra dało się usłyszeć czyjeś kroki. Nagle na szczycie schodów pojawiła się jakaś bardzo wysoka dziewczyna, nie wyższa od opiekunki ale i tak wysoka. Miała długie, złociste włosy i piegowatą buzię. Ubrana była w białą koszulkę z napisem "Yes, it's bigger on the inside", ciemne dżinsy, niebieskie trampki i granatową bluzę. Szybko zbiegła na dół i z szerokim uśmiechem na twarzy popatrzyła na wszystkich obecnych.

- Hejka. - powiedziała wesoło.

- No dobrze, dobrze a teraz zapraszam wszystkich do salonu. Omówimy parę kwestii i poznamy się. - powiedziała opiekunka z uśmiechem i poszła do pokoju siadając w jednym z foteli i czekając aż reszta dzieci się tam zbierze.

Link to comment
Share on other sites

-No tak. Stres. - Caterina popatrzyła ze smutkiem na nową koleżankę. Nie wwidząc nadziei na konwersacje przyjrzała się reszcie jej nowych współmieszkańców. Najmłodszy chłopiec, jakaś ciemna dziewczynka, zauważony wcześniej metalowczyk, jeszcze kolejny chłopak, dziewczynka mniej więcej w jej wieku i ostatni który się spóźnił. "Ładna gromadka" pomyślała spokojnie i w podskokach podbiegła do nowej opiekunki. Spojrzała na nią w górę swoimi wielkimi smolistymi ślepiami i pomachała jej wesoło, po czym uśmiech zgasł, a Caterina podeszła do niej powoli i złapała ją za rękę. Ponownie na nią spojrzała i powiedziała dźwięcznym, pustym głosem - Będzie Pani dla nas dobra, prawda? Widzę to w pani oczach, pani musi być dobrą osobą.

Link to comment
Share on other sites

Kobieta przyjrzała się niezwykłemu zachowaniu dziewczynki. Uśmiechnęła się do niej.

- Oczywiście. Będę starała się być dla was jak najmilsza byście czuli się tutaj jak najlepiej. - powiedziała. - A czy jestem dobrą osobą to sama nie wiem... Właściwie to staram się jak mogę. Po prostu bardzo mi zależy na waszym bezpieczeństwie.

Emma weszła do salonu i usiadła obok jakiegoś chłopaka, który stukał palcami o kolano. Uśmiechnęła się do niego jak najbardziej przyjaźnie. Wiedziała że zapewne są w podobnym wieku więc może trochę warto się z kimś zakolegować. Postanowiła że jednak na razie nie będzie się odzywać.

Anabelle wciąż siedziała zszywając zapewne swojego misia. Popatrzyła swoim lustrującym wzrokiem na Caterinę i przyjrzała jej się uważnie.

- Masz ładne włosy. - powiedziała do niej swoim dziecięcym głosem i uśmiechnęła się lekko.

Link to comment
Share on other sites

Jak na razie Lucas tylko siedział w milczeniu i przyglądał się wszystkim, w zasadzie to była dość ciekawa grupa, trochę dłużej zatrzymał wzrok na włosach tej dziewczyny która miała włosy do kolan, potem jednak na całokształcie kolejnej dziewczyny która zeszła z góry, była, no ładna, to trzeba jej przyznać, przynajmniej na standardy Lucas'a, gdy usiadła obok niego spojrzał na nią, ale po chwili znowu wrócił obserwowania reszty, chociaż mimowolnie wzrok uciekał mu na nią, po chwili przestał stukać palcami o kolano i spojrzał na plecak, obejrzał go jednak nie dotykał, jakby oceniał, nie wiadomo co. Po chwili spojrzał na wychowawczynię. W zasadzie to on po prostu siedział i się gapił, tym smutnym, zmęczonym i świdrującym wzrokiem. A gapił się na wszystko, tak jakby starał się zapamiętać całe to pomieszczenie tak dokładnie jak tylko się da. 

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share


Discord Server

Partnerzy

  • For Glorious Equestria
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts
×
×
  • Create New...