Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

Bitwa Userów [Zabawa][Turniej]

Recommended Posts

Według mnie dalej powinni przejść:

 

1. White Hood. Jego rymy były po prostu lepsze, sam tekst też wydawał się plynniejszy i bardziej z pomysłem. Cudów nie uświadczyłem, na sylaby nikt nie zwracał uwagi. Rapsy White'a są też dłuższe, bardziej rozbudowane. Fakt, w drugiej rundzie Triste się poprawił, ale to niestety nie wystarczyło, jeśli o mnie chodzi.

 

2 i 3. Rzymianin i Kruczek wygrywają walkowerem. Co Wam mogę powiedzieć, chłopaki? Good job!

 

4. Zegarmistrz. Jego rymy były, podobnie jak w przypadku White Hooda, po prostu lepiej napisane i płynniejsze. Poza tym u Sosny czasem pojawiały się rymy dla rymów, nie mające zbyt wiele sensu (ja wiem, że to bitwa na fandomowy rap, ale bez przesady). Również treść rapu Zegara wydaje mi się lepsza, jakaś taka... celniejsza. 

 

Taki werdykt mój z oceną

W życiu Waszym nic nie zmienią

Jeszcze walnę rymy ładnie

Czy bym wygrał? Kto to zgadnie

W slowach moich jest finezja

Pozdro, slowo i poezja!

  • Upvote 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

W takim razie dalej przechodzą: White Hood, Kruczek, Rzymianin i Zegarmistrz! Gratki, panowie!

 

A co z półfinałami? Zmieniam nieco formę, bo poprzednia nie wyszła. Zaczynacie od jutra i każdy ma 2 dni na napisanie swojej części rapsów. Jeśli nie zmieści się w czasie, to odpada.

 

Nasze pary to:

@WhiteHood i @Rzymianin oraz @Zegarmistrz i @Kruczek

Czyli jutro swoje rapsy zaczynają White Hood (przeciwko Rzymianinowi) i Zegarmistrz (przeciwko Kruczkowi).

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Kruczek

 

W końcu jakiś kąsek godny uwagi. Zatem zacznijmy ten karnawał.

 

Na nic zda ci się obrona, kiedy moim wrogiem wrona,

Smoka ci pokaże siłę, choć me słowa są niemiłe.

Ale kto wszystko to tu zliczy, gdy przeciwnik mój jest z dziczy.

Tutaj szczęście twe przepada, walkowerów ot parada,

Mnie po prostu tak nie zgnieciesz, kiedy słowa swoje pleciesz.

Bo tyś tylko jest przyczyna, a zwycięstwa mego wina.

Cobyś mógł się zabrać w troki, a wraz z tobą obiboki,

Które rymy nawrzucały, i bez sensu i bez wiary.

A gdy tylko spojrzysz w górę, to spostrzeżesz tam wichurę,

Która słowem ognia pali, która mury twoje zwali.

Przegrać rola dana tobie, a mi tańczyć na twym grobie.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Zegarmistrz 

Wrona dotarła na miejsce zdarzenia, ekhem, ekhem. 
 

Prawie południe na zegarze, witaj w swoim koszmarze.
Jakoś tu nie widzę Smoka, oto słowa Proroka: 
Chronometr, Samotny Bóg i jego plaga. 
Spójrz w dół, co tam leci? 
To chyba Twoja przewaga. 
 

Zgodnie z moimi wizjami, bawisz się zapałkami. 
Teksty prosto z średniowiecza, brakuje hełmu i miecza, 
chciałeś palić heretyków a jesteś w Klubie Antyków. 
To ja podpalam stos i zostawiam trupa, 
ty bądź grzeczny, Zegarze i sam się przywiąż do słupa.
 

Jeśliś taki skory do tańca, skąd ta mina skazańca? 
Dasz radę się uśmiechnąć, Zegar, ja w Ciebie wierzę.
Ty tańczysz na moim grobie, a ja w nim dawno nie leżę. 
Wstałem i zrozumiałem, że mam coś do zrobienia, 
skopać Ci tyłek, ot co, nie zrzucę tego brzemienia.
 

Na naszej walki rozpoczęcie, pomyślałem o małym prezencie:
Proszę, łap kołkownicę, trzymaj kciuk na blokadzie, 
próbuj szczęścia i pamiętaj, masz pełno nabojów w zadzie~
 

  • Upvote 2
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

No popatrzcie drogie panie, wrona czeka już na lanie,

I zobaczą wnet  panowie, lanie będzie co się zowie.

Bo miast wrony za kamrata, dano mi tu ot kurczaka.

Co to gdacze "ma wygrana", a w rosole skończy z rana.

 

Lecz gdzie moja jest maniera, pora spalić tu pozera.

Nie wiem czego ty tu szukasz, skoro słowa tylko rzucasz,

Na wiatr zbędę twe pogróżki, skoro kurze ty masz nóżki,

Wśród zbłąkanych mknąc strumieni, wynik walki się nie zmieni.

 

Lecz ty ze mną chciałeś tańczyć, więc nie będę cię tu niańczyć,

Zapałkami spalę słowa, wnet odejmie ci się mowa,

Hełm i miecz mi niepotrzebny, na twe pierze całkiem zbędny,

Swoją liczbę masz nauczek - mi zostanie tu McKruczek.

 

Lecz nie spuszczaj swojej grady, wszak tyś pewny żeś jest twardy.

A me słowa niczym młoty, wnet rozerwą twoje loty.

Kiedy skończę z tobą wreszcie, nie pokażesz się na mieście.

Bo to sprawa niesłychana, żeby popiół dotrwał rana.

 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Rzymianin

Przyszło nam staruszku miły, stanąć na się dla zgrywy.

Tejże oto gawiedzi, co najmniejszy rym cedzi.  

Ale przejdźmy do konkretów, nie jesteśmy tu dla bzdetów.

Masz przed sobą przeciwnika godnego, nie zniżaj się do poziomy adwersarza poprzedniego.

Słowa swe dobieraj ostrożnie, by nie skończyć z myślą niepłodnie.

Umysł swój wzbij nad szczyty, może to sprawi, że nie będziesz stał jak wryty.

Antyczny mężu oniemiały, Sedesem z Ebonitu zwany.

Rzym miał przetrwać, co się stało?

Jakieś państewko go zdeptało

Jak Cesarstwo upadł i ty upadniesz, filozofie marny.

Duchu dawnej epoki, pora pójść na spoczynek

I przekazać młodym piedestały lirycznych świątynek.

Dumasz, że Wergiliusza wielkość żeś osiągnął

Gdyby to usłyszał, tylko by się żachnął

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Zegarmistrz 
Tik, tak, tik, tak, tik, tak, tik, tak...

 

Dobra Zegar, dość już tej mętnej rozkminy 
teraz jak Mickiewicz - dam ci trzy godziny.
 

Godzina pierwsza, posłuchaj mojego wiersza, 
gaśnie świeczka, na nic zda się ucieczka. 
Cień skrzydeł, myśliwy, usłyszysz moją mowę, 
spada pół tony pierza, lepiej uważaj na głowę. 
 

Nie jestem kurą, Ty zaś jak kogut bez głowy, 
miotasz się bezradnie w kółko, to moje łowy. 
A Ty wpadłeś w moje szpony mimo marnych prób obrony. 
Jesteś skończony. 
 

Godzina druga, moja miła przysługa. 
Dobra rada, zostań przy role-playowaniu, 
bo wiem tyle o balecie, co ty o rapowaniu. 
Poćwicz walkę na słowa i napisz wszystko od nowa.  
Chyba już łapiesz to pomału, jesteś tylko moją przepustką do finału.
 

Są trzy pewne rzeczy, prawda dobrze znana: 
Wszechświat, Czas no i Twoja przegrana.  

Godzina trzecia, nokaut stulecia. 
Gaśnie świeca ostatnia, wpada kula armatnia. 
Spada zegar, zębatki toczą się po podłodze, 
to był strzał ostrzegawczy, ku Twojej przestrodze. 

Mogliśmy być kumplami, wyglądasz jak dusza bratnia, 
niestety ta godzina, to chyba Twoja ostatnia. 
Więc weź przykład z Sosny i wreszcie wracaj do lasu, 
zegar tyka, a ja już nie mam  dla Ciebie czasu. 
 

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

@WhiteHood

 

Śmiało powiedz nam, co skrywa ten Twój kaptur,

Który chroni twoich tajemnic, tak jak mur.

Nie zdejmujesz go, więc musi być przyczyna.

Ja obstawiam, że siwizna lub łysina.

 

Ale starczy teraz gorzkich słów zachęty.

To nie czas, by prawić sobie "komplementy".

Wyjmij swoje ostrze, ja przyniosłem wałek.

Swe ataki poprowadzę według strzałek:

 

Góra, dół, lewo, prawo, skok na trzy pralki.

Taki wielki z Ciebie jest mistrz sztuk walki?

Lewo, prawo, góra, dół i bieg po stole.

Ruszasz się jak półmartwa mucha w smole.

Dół, prawo, lewo, góra, gwiazda i salto.

Teraz leżąc, powiedz, czy Ci było warto?

 

Dziś zostawiam Cię już, więc nie będę gnębić.

Wiedz, że ja mam litość nawet dla gołębi.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siwizna czy łysina, powodem mają być rozterki?

Gdy srebro przyozdobi me lico, tylko w powagę się wzbiję, a twoja mądrość zgnije.

W oparach absurdu słów rzuconych na wiatr, gdzie bluzgi innych podobnych tobie hydr, przepadną.

Z powierzchowności swej w pychę się wzbijasz, i tym właśnie umysł upijasz.

Ostrze me chcesz ujrzeć? Patrz więc, podziwiaj, zniesmacz się trochę. W tym ostrzu nie ma połysku, nie ma finezji, nie ma szlifu, ale jest praca w nie włożona i potu kropli miriad.

Spójrz, nawet papieru nie przetnie, a jeno jak dzikie zwierzę, gdy zdobycz w kłach trzyma, rozszarpie.

Żadnej w tym finezji mistrzom przynależnej, ani elegancji, ani ostrości, ale jestem ja, Elukubrat.

Twórca i stworzenie.

Dzień za dniem wykuwam me ostrze w ogniu doświadczeń. I tylko spoglądam w surowy kawał stali, na te kroplę trudu, które zmieniły się w pot i na czas, element który spaja wszystko.

Jak walczyć ze mną chcesz, skoro każdy twój cios to kpina.

Meta jest na wprost nas, a ty chcesz wygrać idąc raz w prawo, raz w lewo?

Pięknym nas baletem raczysz, ale skończ bo się tym tańcem tylko zburaczysz.

Ja wolę proste rozwiązania, blok i pchnięcie. Czego potrzeba więcej?

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@WhiteHood

 

Zarzucasz mi pobieżność, lecz sam jesteś ślepy.

Nie zdając sobie sprawy, pozwoliłeś, żeby

Omamił wzrok twój słów wiaterek przebiegliby.

 

Ten błąd niestety sprawi, że nie ujdziesz żywy

Z tej jatki dźwięcznej, która po oczach cię gryzie

I echem odbija po twej duszy, narcyzie!

(A wiedz, że określenie to jest bardzo trafne.

Pół tekstu poświęciłeś, by opisać marne,

Moim zdaniem, ostrze z fascynacją szaleńca,

A za to jak mniemam, nie dostaniesz ni wieńca).

 

Wracając do sedna człowieku jak pień prosty,

Autorze rymów do prawdy wielce żałosnych.

Naczytawszy się tych moich tekstów wcześniejszych,

Uznałeś, że jesteś de facto potężniejszy.

Przestałeś się starać, zwodzony po przekątnej,

Kreśląc, co Ci przyjdzie w zawierusze trójkątnej.

Tak wpadłeś w me sidła, zastawione po drodze,

A przekonasz się o tym boleśnie i srodze.

 

Taki z Ciebie filozof, kochanek mądrości?

Takim to się podobno łatwo łamie kości.

Przeniosę to na obraz dla naszej wygody,

Pomijając zawiłe mych określeń schody.

 

Otóż równa płaszczyzna piaskiem jest pokryta

Zupełnie nie suchym, bo dusza nienapita

Odkryłaby od razu, że to piach wilgotny.

Na błękitnym niebie obraz słońca samotny.

 

A toczy się po równinie golem włóczęga,

Który idąc przez piaski do celu, nie pęka.

Wokół niego podskoczy skoczek akrobata.

Ty jesteś golemem, a ja ten, co tak lata.

Idzie golem powoli, lecz trochę koślawo.

(Jak Twoje składnie, wersy i rymy, jak całość).

Tymczasem doskwiera i łaskocze go skoczek.

(Tak samo i ja się z Tobą mym słowem droczę).

Golem tylko ręką, jakby muchę przeganiał,

A pół drogi o sile swojej wielkiej gadał.

Nie patrzy pod nogi i uwagi nie zwraca,

Przez myśl mu nie przejdzie, że się właśnie zatraca.

Ślepota to najpewniejsza jest jego wada

I choć do celu idzie, to w muł się zapada.

 

Dlaczego go skoczek nie wyprzedzi najpierwszy?

Zamiast tego po bokach mocno mu węszy

I raz w lewo, raz w prawo dość sprawnie uskoczy.

Może po prostu sobie lubi tak okroczyć.

W tym czasie nasz golem widzi metę po prostej

I choć jest w błocie do kolan, nie złamiesz mocnej

Jak stal jego woli, zatem pewnie by doszedł,

Gdyby go nagle wcześniej nie przegonił skoczek.

 

I tak myśli golem po pas zakryty w błocie:

„Czego potrzeba więcej ty przeklęty kocie,

By cię przewrócić, pokonać albo przegonić”?

Czasem się wystarczy po prostu raz ukłonić

 

- odpowiadam.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobrze, czas na wyniki ode mnie:

1. Zegar i Kruczek

Typuję Zegara, gdyż te rymy były lepsze. Pierwsze wejście Kruczka było gorsze od drugiego - gubiłeś rymy i rytm, często dość mocno. 

 

2. Rzymianin i White Hood

Dobra, jest dość słabo. Ale jednak typuję Rzymianina, gdyż jego 1 raps nawet ujdzie, a cała reszta już nie ujdzie. Powody standardowe.

  • Upvote 1
  • Confused 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Para pierwsza: Kruczek vs. Zegar
W mojej opinii wygrał Zegar. Dlaczego? Obaj Panowie mieli ciekawe rymy i pomysł na szermierkę slowną, ale u Zegara było to płynne. Zachowany rytm i rymy zapewniają mu niniejszym zwycięztwo w moich oczach.

 

Druga para: White Hood vs. Rzymianin

W mojej opinii wygrał Rzymianin. Dlaczego? Cóż, tutaj rapsy mnie nie zachwyciły, szczególnie u White Hooda. Rytm żył swoim życiem, rymy wydawały się w zasadzie losowe. Rzymianin rapował płynnie, dlatego w moich oczach zwycięża.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Rzymianin

 

To będzie zabawne. Prawie tak zabawne, jak nazwanie sałatki z kurczaka - Cezar.

Zwykle dla każdego wybieram osobny rytm, ale tutaj poczynię wyjątek. Lecimy.

 

Teraz wypadł mi Rzymianin, więc postawie sprawę na nim.

Bo choć nie dał on drapaka, jego rymy dają raka.

Od czytania oczy bolą, słowa denne jego dolą,

Lecz wciąż zgrywa on tu greka, ja powalę go, Eureka!

 

I parlament nie pomoże, gdy w twe plecy wbiję noże,

A gdy skończę to zabawę, z chęcią przejdę się na kawę.

Dół po tobie tu zostanie, takie tobie spuszczę lanie,

Zgniotę cię jak tępą ciszę, naszym widzom wszystko spiszę.

 

*switch*

 

Teraz padną słowa których nigdy się nie boję,

Bo mój chłopcze drogi, dla ciebie się roztroję,

A żeby tu naprawić wszystkie twoich rapów szkody,

Pozamiatam tobą ściany no a potem może schody.

 

Bo ogień mojej kuźni, przekuje moje słowa,

Na oręż wnet gotowy, spokojna twoja głowa,

A kiedy kurz opadnie, i z dymu wyjdę śmiało,

Wnet się przekonasz bardzo, że walki wciąż mi mało.

 

Lecz to dla ciebie ja zmieniam rytm mój,

Bo słowa me konszą niczym wściekłych os rój.

A gdy ogień ci dogaśnie, słów  huragan twoich zgaśnie,

To ja wciąż po tobie lecę, gasząc twego życia świecę.

 

*switch*

 

Mały centurionik stawia kroczek se za kroczkiem,

Lecz ja w niego tak dowalę, że mu rymy wyjdą boczkiem.

Nie zostanie z niego plama, z ust mu leci krwawa piana,

Z twarzy szpetna z niego dama, Ja zaś twierdzę - toć on lama.

 

Lecz zasady mówią jasno, rymy me pakuję ciasno,

Żeby mój przeciwnik durny, po spaleniu wlazł do urny.

Ta zaś wpadnie do klozetu, bo twe rymy są z szaletu,

A mnie rola tu przypadnie, ot za spłuczkę ciągnę ładnie.

 

 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Zegarmistrz

 

Wiedz, że na błędach się uczę, nasyca to moją duszę.

Na trudną walkę się skuszę, zaraz Cię zgrabnie uduszę.

Powoli Rzym budowano i z różnym wrogiem zmagano.

Rozegra się tu misterium i tak powstanie imperium.

 

Biedaku, nie śpisz po nocach, siedzisz przed ekranem w kocach.

A krew ma trudno przepływać, radzę naczynia pozmywać.

Takie masz kwalifikacje, obaj wiemy, że mam rację.

Źle biegasz, szybko się pocisz, potem głupoty tu wnosisz.

 

Chodzisz niczym koń kulawy, zęby masz brudne od kawy...

Inna to jednak "nowela", kawa Twe zęby wybiela.

Nie znajdziesz większej próchnicy, idąc stąd aż do stolicy.

Będą podziwiać to wnuki, każdy ząb to dzieło sztuki.

 

Nie marnuj swojego głosu dla swego ze słów bigosu.

Gotując takie potrawy, zadbaj o dobre przyprawy. 

Bo bigos to jest niedobry i jedzą go tylko bobry.

A teraz są na wymarciu, to norma po takim żarciu.

 

Za szybki masz czas reakcji, przyda się zabieg kastracji.

Nawet najszybsza Twa strzała do celu nie doleciała.

Pogódź się, czasem tak bywa, gdy każda strzała jest krzywa.

Też nie zabłyśniesz urokiem, bo jesteś zwyczajnym ćwokiem. 

 

Skaczesz jak jakaś niemota, zgrabniejszy jest hipopotam.

Przestańmy bić się na raty i walczmy na gołe klaty.

A gdy już dotrę na metę, będziesz już tylko pasztetem.

A wtedy zjedzą Cię kotki, przestaniesz być taki słodki.

 

Dla mnie jesteś niczym pyłek, skarbnica błędów, pomyłek.

Mażąc swoje ciało smalcem, okazałeś się padalcem.

Chciałeś jakoś tu zabłysnąć i do mety się prześliznąć.

Byłeś tak bardzo uparty, a teraz masz brzuszek zdarty.

 

Niby się łatwo nie dajesz, a nawet na palcach stajesz.

Dzielnym jesteś wojownikiem, lecz cały czas niewolnikiem.

Stoisz na mojej arenie, a w lesie byłbyś jeleniem.

Zanim zetrę Cię na tarce, Jeszcze jedną dam Ci szansę.

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No popatrzcie mili państwo, szczekać umie małe draństwo,

Zaraz braknie ci podkładek, kiedy tu ci skopię zadek.

Centurionik nam się stawia? To dopiero będzie sprawa!

Kiedyś byłeś bohaterem, teraz będziesz zwykłym zerem.

 

Lecz to sprawa niesłychana, za twe tempo jest nagana,

Lecz twe rymy coraz lepsze, choć oblicze coraz tępsze.

Ale kto to zliczył by tak, kiedy mój przeciwnik głuptak.

A wydaje mu się panie, że panowie same dranie.

 

Rzekłem raz że nie zabijam, kiedy twoje rymy zbijam,

Ale co będzie z naszej walki, kiedy słowa piszesz z kalki,

Ja swe pełne produkuje, a na ciebie je marnuje,

Przecież nawet odnowione, mumie nie chcą cię za żonę.

 

Rymy dajesz poprawione,i chcesz za nie wręcz koronę,

Ale prawda będzie taka, wciąż twe słowa dają raka,

Choć wspomniałem o tym wyżej, do wygranej nie masz bliżej.

Bo na błędach twa nauka, tak wodnista jak twa jucha.

 

Ale czego się spodziewać, po kimś kto pozwala ziewać,

Nudziarz z niego oczywisty, atak jego zamaszysty,

Lecz technika ta do kitu, desperacją wali mi tu,

Twe przechwałki to nie Kult, bo ja na to Deus Vult!

 

Bo jam Młot jest czarownico, wnet obalę twoje lico,

Noc Zielona w mej przysiędze, tyłek Sosną ci uwędzę,

Opłakiwać będzie cię brat, bo me słowa niczym granat,

Lecz za późno na twe smęty, bo ty dawno już rąbnięty.

 

A pochówek będzie skromny, boś do końca tyś był krnąbrny,

Trumny twojej domknę wieko, krew twa rzadka niczym mleko,

Gołowąsem cię nazwali, ciuchy twojej już sprzedali,

Z Czasem twój ostatni taniec, Tu twej baśni smutny koniec.

Edited by Zegarmistrz
Literówki i ortografy T_T
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Zegarmistrz

 

Zbliża się już zakończenie - czeluście albo zbawienie.

Rozbrzmiewa ogień w powietrzu, słychać go nawet na deszczu.

To już finałów finały, czują to moje sandały.

Ale się nie ciesz, ty oso! Bo mogę biec dalej boso.

 

Nie chciałeś mi się pokłonić, muszę Cię zatem pokroić.

Lecz zacznijmy od początku, ugotuję Cię we wrzątku.

A jest w tym ironia taka, że często mówisz o rakach.

Podzielisz los skorupiaka, bez względu na to, co gdakasz. 

 

Lecz jak ktoś za długo leży, zaraz się robi nieświeży. 

Muszę zasmucić Cię bratku, tak właśnie jest w tym przypadku.

Jednak to nie błąd kucharza, bo ma on rangę mocarza.

Co jest za życia zepsute, to w garze będzie przy trute.

 

Nie powiedziałeś gadzino! Lecz już rozlane jest wino.

I mięso do wyrzucenia, a szkoda - tyle jedzenia!

Nie to, że bym był wybredny, ale za czyn tak haniebny,

Spotka Cię najsroższa kara. Pożegnaj ziomków i nara.

 

Nie poczynisz więcej zmyłek, złoję Cię na goły tyłek.

Brzydką twą mordkę obiję, tak jak śmietanę ubiję.

Gdybyś był sprytny jak orka, wskoczyłbyś dawno do worka.

Związałbym go osobiście, a potem utopił w Wiśle. 

 

Gdybyś tak pływał, jak pisał, miotałbyś się, dławił, ryczał.

I poszedłbyś zaraz na dno, bo tak też tworzysz byle co.

Straciłeś wszystkie osłony, więc teraz jesteś zgubiony.

Mogę z tobą zrobić wszystko, zakopać w ogródku blisko.

 

I jest już myśl pozytywna - będzie plantacja warzywna.

Marne to jednak rzemiosło, zwiędłoby, co by urosło.

Nici z takiego nawozu, wiem, że nie oszukam losu.

Bo jesteś do cna zepsuty - marny materiał na buty.

 

Ja wiem, że Ty się starałeś, na próżno, bo już przegrałeś.

Myślę, że wiesz doskonale, czasu nie oszukasz wcale.

Zegary Cię otaczają, ostatni marsz wybijają.

Rozbrzmiewa klęski godzina - to ci dopiero nowina...

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przybyłam, przeczytałam, oceniłam i się już trochę zmęczyłam. Dobrze, jeśli chodzi o rymy i treść, to wygrywa Zegarmistrz. Jednak muszę powiedzieć, że poziom Rzymianina bardzo się poprawił i był bardzo zbliżony do tego zegara, który po prostu lepiej Cię pojechał i głównie dlatego typuję go na zwycięzcę finałów.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

A według mnie to Rzymianin powinien wygrać. Obaj Panowie trzymali podobny rytm i rymy, ale w swojej ostatniej wypowiedzi pojazd Rzymianina był po prosu lepszy, bardziej kreatywny.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

To może oznaczać tylko jedno: będzie fajt, jakiego nie widziało MLPPolska. Ja vs. Zodiak będziemy walczyć o wyniki i złoty łańcuch z Zebrice. I to Wy, będziecie nas oceniać. Poza Rzymianinem i Zegarem, którzy mogą napisać co o nas myślą, ale z oczywistych względów nie weźmiemy ich zdania pod uwagę (sorry, może następnym razem).


 

Proszę, proszę, no kogo my tu mamy? Chyba dziś nie obejdzie się bez dramy.

Wybacz stary, ale gustu, to ci brak. Tak sędziujesz, że naprawdę nie wiem jak.

Sam przecież widzisz kto lepiej rymuje, lecz ktoś taki jak Ty tego nie czuje.

Co ty możesz wiedzieć o rymowaniu, kiedy nie radzisz sobie w pisaniu?

Kiedykolwiek jakiś konkurs wygrałeś? Nigdy, a przecież bardzo się starałeś!

Lepiej sobie odpuść kolejne próby, bo tak tylko powstają same nudy.

 

Już lepiej naszykuj sobie chusteczki, bo zaraz odkopię te Twoje teczki.

Cóż to? No tak, przecież “być” powtórzenia, oto są błędy Twojego istnienia.

“Zaschło jej w sutach” to już klasyka, coś chyba słyszę… Czy to jest muzyka?

Tak, chóry anielskie grać zaczynają, bo usłyszały żeś jest miękką fają,

że się przywitasz z kumplem swym stresem, kiedy już przegrasz ze mną z kretesem.

 

I co? Mam kopać i orać Cię dalej? Wracaj do domu, meliski se nalej.

Popłacz w poduszkę i przytul kota, bo fajna jest ta puchata niecnota.

Naprawdę szkoda, że futra właściciel jest słaby jak Karmazynowy Mściciel.

Zodiaczku, nie masz tu nic do gadania, rolę przegranego łap do zagrania.

Na kolana, proś o wybaczenie, chcę dziś usłyszeć Twe głośne beczenie.

Edited by Cahan
Zgubiłam kropkę :P
  • Upvote 2
  • Like 2
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał

Ani tu, nie prywatnie, nie w innych komentarzach

Nie bardzo wiem, jak możesz zarzucać mi brak gustu

Czytając wypociny Martina, do stron dwustu

Opisujace genitalia czy jakieś nudy

Teraz, pozwolisz proszę, rozwieję Twe ułudy

 

Powiedz, ile stron swoich fanfików napisałaś?

A teraz powiedz, ile komentarzy dostałaś?

No zobacz, jak dla mnie to mówi samo za siebie

Jak Ty to zrobiłaś? Myślę i myślę i nie wiem

Postaram się skończyć szybko, choć i tak będzie źle

A o Twoim upadku świadczy fanfik TCB

 

Pławiłem się w komentarzach i głosach na Epic

Podczas gdy Twój Cień Nocy dopiero się lepił

Zresztą, czego się spodziewać po celestiafagu?

Zawsze robić dobrze Celestii? To chyba nałóg. 

Nie usłyszysz jak płaczę, klękać też nie zamierzam

Bo jestem po prostu lepszy i mam lepszego zwierza!

  • Upvote 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sugerujesz, że moich fików nikt nie czyta?

Coś mi tutaj naprawdę bardzo mocno zgrzyta.

Dużo wspaniałych opowiadań napisałam.

I wiesz co? Komentarze do nich otrzymałam!

Bowiem wszyscy bronies mnie znają i kochają,

Nawet wycie me przeraźliwe nagrywają!

Robi ono jako broń masowej zagłady,

Ale ludzie! No bez przesady, bez przesady.

 

Może fiki z [Epic] nie są mi pisane,

Ale to moje dzieła są tu bardziej znane!

Zodiak, Ty się mój drogi na “Wiedźmie” skończyłeś,

Bo cóż Ty jeszcze takiego dużego zrobiłeś?

Chyba że wliczyć tu wszystkie “być” powtórzenia,

Tego to narobiłeś za cztery istnienia!

 

Mój fanfik TCB, to coś co każdy już zna,

A główną bohaterką w nim jestem sama ja!

Po prostu jestem we wszystkim lepsza od Ciebie,

Tak będzie nawet, gdy całkiem zgniję w glebie.

Też byś tak chciał? Proszę, zapomnij o czymś takim,

Już zawsze będziesz zerem, siakim czy owakim.

 

To że naprawdę uwielbiam mistrza Martina?

Mam lepszy gust od Ciebie, to nie Twoja wina.

Nikt nie jest bez winy, mój idol w sumie też,

Opisy genitaliów to nie jest mięsny jeż.

Wątki polityczne, intrygi oraz spiski…

Mam w Ciebie ładować kolejne pociski?

 

Obrażać tak Celestię i mojego kota?

Toż to wielkie wstyd, hańba i sromota!

Ja już nawet tego nie skomentuję,

Bo na takich jak Ty zwyczajnie pluję.

 

Edited by Cahan
  • Upvote 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz rację, jestem zerem, nie będę się spierał

Lecz zapominasz, że są liczby mniejsze od zera

I Ty, Cahan, jesteś dokładnie jak taka liczba

Nic nie wnoisz, psujesz nastrój, a jeszcze się wywyższasz

 

Ty znana i kochana? Chyba w innym świecie

Wszyscy znają prawdę, więc wrednej gęby nie ciesz

Nikogo nie oszukasz pozorami grzeczności

Wszakże jesteś znana ze swojej złośliwości

 

Boli mnie od tych Twoich żałosnych rymowanek 

Napisanych koślawie i w fatalnym stanie

Ogarniasz dział Zecory - nie wiem jak to się stało

Chociaż nie, przepraszam. Wiem: bo mi się nie chciało

 

Z Twoimi fanfikami jest podobna sprawa

Dlaczego mają poziom? Bo ja Ci je poprawiam

Moje "być", "jestem" i "będę" każdemu się zdarza

Twoich gaf nie wypomnę, nie chcę Cię upokarzać

 

Twoje wady mógłbym tak ciągle mnożyć i mnożyć

Ale boję się, że ich końca, mógłbym nie dożyć

Pluj jadem do woli, wynik jest dość oczywisty

Nie możesz mnie pokonać, jestem zbyt zajebisty!

  • Upvote 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobrze, pierożki, piszcie w komentarzach kto według Was powinien wygrać ten pojedynek - ja czy Zodiak. Możecie (i byłoby mi bardzo miło) gdybyście to jakoś uzasadnili, aczkolwiek nie jest to konieczne. Czas macie do poniedziałku, do godziny 23:59

 

EDIT: Przypominam, że ja i Zodiak bijemy się o wyniki finałów, ponieważ wyszedł nam remis.

Edited by Cahan

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybór między Cahan a Zodiakiem jest trudny, właściwie oboje dość mocno się powtarzają. Ostatecznie po kilkukrotnym przeczytaniu pojazdów uznałam, że te Cahan podobają mi się bardziej. Jako pierwsza wspomniała o Tobiaszu (Tobiasz: +10 do oceny), szczególnie przypadł mi do gustu ten dwuwiersz:

Cytat

I co? Mam kopać i orać Cię dalej? Wracaj do domu, meliski se nalej.

Popłacz w poduszkę i przytul kota, bo fajna jest ta puchata niecnota.

Zodiak dla odmiany sam sobie zaprzecza (pierwsza i ostatnia linijka drugiej tury) i nawet nawiązania do matematyki go w moich oczach nie ratują.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...