Jump to content

Recommended Posts

No... schody w dół zdecydowanie nie kojarzą mi się z Horrorami od Rainbow Dash które mi opowiadała za dzieciaka... kurwa ani trochę. No nic. Zajebałem tego tutaj wiec jakieś Boboki czy Hoboćki nie są mi już straszne. Chuj tam iż w ciemnych miejscach wystarczy iż ktoś mnie dotknie i chuj już szczam pod siebie... KAŻDY MA SIĘ PRAWO CZEGOŚ BAĆ... u mnie to Ciemność...

Ośmiornice...

Wampiry...

Oraz oczywiście Delfiny... to są chore stworzenia... CHORE!

No nic... z bronią gotową do ataku, schodzę na dół gotowy na atak jakiegoś paskudztwa.

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 577
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Siedzę w spokoju delektując się alkoholem i oczekuje na posiłek. Na swój sposób bawi mnie, to zmartwienie innych. Wprawdzie stojąca woda, to problem, ale nikt ich przecież nie chce zabić. „Panikują, a prawdziwe zagrożenie jest gdzie indziej.” 

Po zjedzonym posiłku zabieram z sobą szklankę whiskey i udaje się na zewnątrz jeżeli są tam stoliki, by zapalić fajkę i w spokoju poczekać na gryfkę. „Wszak i tak nie mam nic do roboty…”

Link to comment
Share on other sites

Moon

 

Wchodząc do środka przez chwilę znajdowałeś się w ciemności która wydawała się być... cóż, typowa. Ale po chwili, lampy w suficie zabłysły i zostałeś oświecony. Przed tobą znajdował się stojak na zbroję. Błękitna, ze srebrnym zbrojeniem i łuskowatą kolczugą. Zamiast hełmu był kaptur, do Całość ozdób wydawała się trochę rybia.

 

Jäger

 

Na zewnątrz były stoliki więc bez problemu mogłeś się tam udać.

Spędziłeś tak jakieś dwadzieścia minut. Może trzydzieści. Nagle poczułeś jak delikatny, ciepły oddech łaskocze twoje ucho. 

- Długo czekałeś? - znajomy głos gryfki. 

Link to comment
Share on other sites

Podchodzę do zbroii rozglądając się uważnie za zagrożeniami. Po chwili jak upewnie się iż wszystko będzie dobrze to spoglądam na stan swojej zbroii. Cóż... po tym jak ten stwór pare razy mną miotał to zgaduje iż jest ledwo w lepszym stanie od mokrego papieru toaletowego... no nic. Tak czy siak ściągam zbroje i zaczynam mierzyć owy pancerz. Nawet fajny... plus moje ulubione kolory... oraz pasuje do mojej nowej broni głównej, bo zresztą jak kazdy żołnierz miałem trening bronią drzewcową, i tutaj jest ona na moim 2 miejscu sprawności... na pierwszym są miecze ale tylko dlatego iż lepiej mi nimi szło... co jest oczywiście oczywiste. No nic... mierzę zbroje i spoglądam na coś co dałoby mi jakieś odbicie...

Link to comment
Share on other sites

<Uśmiecham się na dźwięk znajomego głosu i lekki szmer powietrza na uchu. Obracam głowę w jej kierunku z uśmiechem.>

- Całą wieczność…

<Wypuszczam leniwie dym z fajki.>

- Napijesz się czegoś?

<Zamawiam alkohol lub inny napitek, o który poprosi Geyla.>

- Jak spotkanie z kapitanem i ważniejsze pytanie ile masz wolnego czasu?

< Uśmiecham się zawadiacko popijając łyk whiskey.>

Link to comment
Share on other sites

Moon

 

Ciekawą rzeczą w tej zbroi było to, że była za duża. Przez jakieś dwie sekundy, bo zaraz potem się dopasowała. Leżąc na tobie idealnie. Jednak w pomieszczeniu w którym byłeś nie było żadnego lustra. W zasadzie nie było tu nic innego, jednak, zaraz po wyjściu z pokoiku, wracając do sali w której walczyłeś, na środku pomieszczenia znalazłeś coś, co już raz widziałeś. Portal, podobny jak ten który już raz widziałeś. W zamku...

 

Jäger

 

- Och, nigdy nie pogardzę czymś do picia. Zwłaszcza, jeśli ma sporo procentów - stwierdziła siadając naprzeciwko ciebie.

- Cóż... morze dalej stoi, więc mam stawić się jutro. Spotkanie z kapitanem minęło nieźle, o ile zignoruje się fakt, jak zdenerwowany jest, mamy straszne opóźnienia. Na dodatek, nawet jakby morze dziś uznało, że chce jednak z nami współpracować, to i tak dziś już nie wypłyniemy bo jest zbyt późno - dodała i westchnęła. 

Link to comment
Share on other sites

Stoje i patrze na portal. hmm... albo ten portal zaprowadzi mnie na brzeg tam gdzie mnie wciągnięto, albo zaprowadzi mnie do biblioteki gdzie wogóle się dowiedziałem celu wyprawy... albo wyśle mnie do wymiaru gdzie będę umierał powoli i w potwornej agonii. No cóż... więc wchodzę. I tak nie mam tutaj nic do roboty... a zostać tu nie chce, więc zbytnio wyboru nie mam. Tak więc idę i wchodzę do portalu. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni, jak to mówią. No a poza tym jak wcześniej zaznaczyłem innej drogi nie ma... więc mimo wszystko muszę skorzystać z tej.

Link to comment
Share on other sites

<Spoglądam na gryfkę.>

- Rozumiem twoje rozgoryczenie, bo sam podobnego doświadczyłem…

<Patrzę w przestrzeń z zamyśleniem.>

- Choć trochę w inny sposób. Może jest coś co chciałabyś robić tego wieczoru poza piciem i rozmową? Nie żeby mi, to przeszkadzało, ale założę się, że miasto oferuje jakieś dodatkowe atrakcje. 

<Spoglądam na szklankę alkoholu.>

- Choć opowieści bywają równie ciekawe.

Link to comment
Share on other sites

Moon

 

Pierwsze twoje uczucie to chęć wyplucia własnego żołądka, który zdawał się wywrócić na drugą stronę. Zupełnie jakby ta podróż była bardziej nieprzyjemna niż ta poprzednia. Jednak nie wiesz nawet kiedy, wylądowałeś na zimnej, marmurowej posadzce. Do twoich nozdrzy prawie natychmiast dotarł zapach papieru, kurzu i czegoś bliżej nieokreślonego, przed tobą było pomieszczenia którego dokładniej nie potrafiłeś opisać. 

 

Jäger

 

- Mało przesiaduję w portach, ale założę się, że jest tu coś ciekawego, więc zajęcie się znajdzie - stwierdziła, wkrótce przed otrzymaniem swojego trunku, z którego też wzięła łyk. 

I już miała zaproponować jakieś rozwiązanie, ale wtedy wydarzyło się coś raczej nieprzewidywalnego. Wasz stolik został przewrócony. Przez kogoś... 

To nie tak, że ktoś podszedł i go przewrócił, ktoś został rzucony z dość dużą siłą i lądując przewrócił wasz stolik. Tym kimś okazał się Starlight Glimmer, która z trudem podniosła się z miejsca w którym była. 
Szybko zauważyłeś też co nią cisnęło.

Był to posąg... 

A przynajmniej tak ci się zdawało. Nie kojarzyłeś istoty, albo postaci jaką miał przedstawiać, ale ciało centaura stworzone z białego kamienia definitywnie sprawiało, że myślałeś, że to posąg. Moment... czy ten posąg nie stał wcześniej na środku rynku? 

- O. To jest coś ciekawego na co liczyłam - oznajmiła gryfka dopijając trunek. - Więc, sprawdź czy ta tutaj żyje, ja idę to zatrzymać - mrugnęła ci okiem, wzbiła się w powietrze i poleciała w kierunku zamieszania. 

Link to comment
Share on other sites

Kiedy wychodze z portalu niemal od razu padam na podłogę i dostaje odruchu który kończy się wymiotami, lecz nie nastało to. Spoglądam na portal, albo miejsce gdzie jest portal i mówię.

- Zaraza, nie cierpię portali - powiedziałem i wstaje. Następnie udaje się powoli, aczkolwiek ostrożnie do środka pomieszczenia. No cóż... niedawno walczyłem z jebutnym gościem, i wciąż boli mnie wszystko po tamtym nabiciu oraz rzuceniu mną przez praktycznie pół pomieszczenia... ach jak ja teraz zazdroszcze Starlight. Pewnie się teraz bawią i gadają spokojnie w Tawernie oczekując i niecierpliwiąc się na mój powrót... no... jestem pewny iż niemal od razu mnie zabiją jak się tam pokaże po... ile ja tu czasu jestem?

Link to comment
Share on other sites

- Co do?!

<Syknąłem zdziwiony, gdy ktoś uderzył w nasz stolik.>

- Jeżeli chciała pani dołączyć, to wystarczyło zapytać…

<Sprawdzam stan protegowanej Twilight i spoglądam na poczynania gryfki. Która zmierza w stronę posagu. Patrzę na Starlight.>

- Powiesz mi co tu się dzieje, czy to jakaś Ewuestrianska tradycja?

< Czekam na jej odpowiedz, a jeżeli nie była przytomna to cuce ją przed zadaniem pytania.>

 

Link to comment
Share on other sites

Moon

 

Wkroczyłeś do sporych rozmiarów pomieszczenia które skojarzyło ci się z jednym... muzeum. Pod ścianami znajdowały się gabloty, do tego wiele zbroi (zaskakująco mało w kuczych proporcjach), były też wszelakiej maści bronie, medaliony, naszyjniki, księgi, skrawki papieru. Ba, w jednej z gablot było nawet... serce... Twilight pewnie by się spodobało.

Na samym środku pomieszczenia było też podwyższenie, na którym stała zbroja, z tego na co wyglądało, pasowała by na kogoś pokroju piewcę, ale była zdecydowanie większa. 

Przed nią stał jakiś kuc który gdy usłyszał twoje kroki odwrócił się i rozpoznałeś znajomego bibliotekarza. Teraz, zamiast standardowego ubioru, ubrany był w pełną zbroję, bez hełmu. Zdawała się być stworzona tak by przypominała kości. 

- Och? - przechylił lekko głowę, jego róg rozświetlił się i całe twoje ciało zostało przyciągnięte w jego stronę. Potem podniósł cię magią zaczął obserwować twoją zbroję. - No no, ciekawe... byłby to wspaniały dodatek do mojej kolekcji. Jakim cudem ja tego nie znalazłem, hm? Wybiłem każdego, jeden po drugim. A nie znalazłem czegoś takiego. Co za strata - stwierdził stawiając cię na ziemi. - Co tu robisz?

 

Jäger

 

Jak się okazało, Starlight była przytomna. Ba, nawet się podniosła. Mimo wielu siniaków i ran. Oddychała nieregularnie i płytko. Ale zdawała się dać radę stać. 

- To coś... - wdech. - To... nie jest... normalna magia... - burknęła. Nie odpowiedziała na twoje pytanie tylko ruszyła w kierunku posągu. Ledwo, ale ruszyła. 

Link to comment
Share on other sites

Spotykam w tym pomieszczeniu Bibliotekarza. Następnie gwizdam z uznaniem po tym jak skończy do mnie mówić i sam się odzywam z przyjaznym tonem. Ignoruje fakt iż mnie podniósł głównie dlatego iż niedawno byłem miotany po całej sali... ale kij z tym.

- Niezłą kolekcje tutaj zebrałeś. Co do tej zbroii to znalazłem ją szczerze przypadkiem wśród "Bólu oraz miotania mną po pomieszczeniu". Do tej posiadłości trafiłem dzięki tej monecie - pokazuje mu ją - Woda w Stableside dosłownie zastygła. Kuce łażą po niej jakby byli jakimiś bogami, a statki nie mogą się poruszać. Ta moneta sprawiła iż "zanurzyłem się" w wodzie i trafiłem do podwodnego pałacu. Tam po eksploracji natrafiłem na wielkiego gościa od którego po jego pokonaniu wziąłem tą broń - pokazuje harpun - a potem znalazłem Klucz. W tronie owego przeciwnika była dziurka od klucza która otwierała przejście do pomieszczenia w którym znalazłem owy pancerz. Wiesz może co dokładnie jest? Skoro mówisz iż jest "wspaniały" to coś mi mówi iz nie masz namyśli tylko wyglądu, nie? - zapytałem się go. W sumie on wie prawie wszystko, więc może też dowiem się co nieco na temat tej wody co się tam strajkuje.

Link to comment
Share on other sites

- Wunderbar!
<Ruszam za Stirlight w kierunku ożywionego w jakiś sposób posągu. "Przecież  nie pozwolę walczyć samicom... tak nie przystoi oficerowi." Pomimo swoistej niechęci do toczenia walki na Equestriańskiej ziemi i właściwie, to trochę za ich kraj. Wszak powinni sami neutralizować swoje problemy, a ja kopytem nie mam obowiązku ruszać,  to duma i butność oficera oraz honor. Nakazały mi ruszyć z klaczą w tamtym kierunku. "Wszak  obliczu śmierci wszyscy jesteśmy tacy sami...">
- Wiesz może chociaż co na niego nie dział? Bo po twoim stanie zakładam, że już się z nim starłaś...
<Wyczekując odpowiedzi, przygotowuje się na wszystko i staram rozeznać, co kto z tym czymś robi i jaki przynosi to efekt. Najpierw ustalam podstawy, a dopiero później spróbuje włączyć się do walki, gdy mniej więcej zauważę sposób, który może być wystarczająco skuteczny.>

Link to comment
Share on other sites

Moon

 

Jednorożec pochwycił monetę w swoją magię, obok niego pojawiła się mała lupa przy pomocy której zaczął uważnie przyglądać się monecie. 

- Hmm... Nie przeniosłeś się pod wodę, tylko do Planu Wody. Ciekawa zabawka, ale mam podobną, więc tej nie potrzebuję - rzucił ją w twoją stronę. - Co do zaś zastygniętej wody, to pewnie coś zdenerwowało zarządców tamtego oceanu. Irytująca gromadka jeśli o mnie chodzi. Założę się, że twoja ukochana, Jaśnie Oświecona Księżniczka Celestia albo jej ukochana poplecznica chętnie by się z nimi zaprzyjaźniły - rzucił, chociaż tytuły obu wypowiedział z obrzydzeniem - Chociaż, założę się, że w swojej niekompetencji nie są w stanie tego rozwiązać - zaśmiał się złośliwie. - Co do zaś samego pancerza, cóż jest to definitywnie rzadkość, większość modeli została stworzona zanim kuce w ogóle zamieszkały w okolicy, oprócz swojej niezwykłej wytrzymałości, sprawia, że dosłownie możesz czuć się jak ryba w wodzie - dodał. - Och jakże chętnie bym go sobie zabrał - oznajmił i spojrzał na ciebie po czym rozświetlił swój róg. Jego wzrok i postawa sugerowały, że faktycznie jest w stanie pozbyć się ciebie by zgarnąć ten pancerz dla siebie. Po chwili jednak jego róg zgasł a on sam się wyprostował. - Ale nie, nie zrobię tego. Za to, jak już będziesz umierał, postaraj się zrobić to bez zniszczenia pancerza.

 

Jäger

 

- Fizyczna siła zdaje się być najlepsza... - znowu wzięła głęboki wdech. - Z zaklęć, tylko jedno, które bazowałam na kwasie, zadziałało - dodała.

W tym czasie mogłeś też zauważyć, że Gryfka zablokowała cios figury, z początku wydawało by się, że przednimi kończynami, ale po przyjrzeniu się wyszło, że pięść była jakieś pół metra od niej. 

- Masz coś w zanadrzu co jest albo fizyczne, albo kwasowe? - zapytała Starlight. - Mogę załatwić ci szansę na podejście, jeśli potrzebujesz - dodała. 

Link to comment
Share on other sites

Zamyśliłem się.

- Czyli coś zdenerwowało owych rządców oceanu i oni zablokowali podróż po oceanie poprzez zastygnięcie wody. A ja myślałem iż udało mi się naprawić problem. Jakim jestem idiotą - rzekłem robąc wymuszony uśmiech. Po chwili jednak wracam do niego wzrokiem już lekko spokojniejszym.

- Księżniczek sam nie trawie. Celestia sprawia wrażenie iż ukrywa swoje prawdziwe cele, choć ja tam się nie znam. Luna... no cóż... tutaj jest różnie. Co do Twilight, prawda, ma ona swoje... momenty... - powiedziałem wspominając 2 dni przed wypadkiem gdzie zostawiła otwarte na oścież drzwi na zewnątrz. - Ale mimo wszystko jestem jej gwardzistą do tego lojalnym. Wiem iż to może wydawać się głupie ale według mnie ona jest dobrą i pomocną księżniczką, mimo iż powoduje u mnie niekiedy ból głowy decyzjami. Dlatego prosiłbym jej nie porównywać do miłośniczki szlachty Celestii - rzekłem spoglądając na niego zły. - Ale nie odbiegajmy od tematu. Jako tako iż raczej nie osiągnąłem to muszę wrócić do... swojego Planu... by odkryć jak naprawić ocean - rzekłem i zarząłem myśleć.

- nie pozostaje mi nic innego jak wrócić tą samą drogą jaką tutaj trafiłem - rzekłem wprowadzając się w odruch wymiotny na wspomnienie o portalach. 

Edited by KougatKnave3
Link to comment
Share on other sites

- Coś się znajdzie...
<Idę w stronę oponenta i rzucam na niego pierwszy z czarów, które miałem w zanadrzu użyć. Pierwszym czarem, który rzucam na monstrum, jest lewitacja, aby wybić go jak najwyżej się da, a później sprawić by spadł z trzaskiem, jak głaz którym jest. Oczekuję, aż monstrum runie z hukiem i atakuję go kwasem i powtarzam ataki, aż bydlak się nie rozleci na kawałki. Podrzucam, czekam aż spadnie i atakuje kwasem i tak dopóki starczy mi sił. Pomimo tego staram się cały czas utrzymywać dystans od monstrum, aby nie dać mu szansy na atak. Przed pierwszym atakiem kwasowym krzyczę do gryfki.>
-Geyla odsuń się!

Link to comment
Share on other sites

Moon

 

Twoja pozytywna wypowiedź o Twilight sprawiła, że bibliotekarz się zaśmiał a następnie zbliżył niebezpiecznie do ciebie.

- Dobrą i pomocną księżniczką co? Mówimy o tej samej księżniczce? Tej która przez zwykły łut szczęścia osiągnęła siłę o której wiele studentów magii może tylko marzyć? Ta sama która została zauważona za coś tak zwykłego jak przyśpieszone wyklucie jajka, w czasie gdy o wiele potężniejsi przed nią byli ignorowani? Ta sama która nie potrafi rozwiązać żadnego problemu w pojedynkę? Na pewno mówimy o tej samej księżniczce? - zapytał patrząc na ciebie z wyraźnie niezadowolonym wyrazem twarzy. 

 

Jäger

 

Lewitacja nie powiodła się, bo istota była zdecydowanie zbyt ciężka, ale w momencie gdy poradziłeś jej ucieczkę, zobaczyłeś jakby uderzenie w ziemi, pozostawiające po sobie odcisk, jak ten od łapy a sama Geyla odskoczyła. 

Wtedy też twój róg rozświetlił się i zielona energia poleciała w kierunku kamiennej istoty. Zaraz po spotkaniu z kamienną formą, zmieniła się w zieloną ciecz, która to zaczęła syczeć i wypalać kawałki ciała istoty, ale jak na razie to nie wydawało się byś zrobił tym zbyt wiele, poza zwróceniem na siebie uwagi, teraz już pędzącego, kamiennego centaura. 

Link to comment
Share on other sites

Westchnąłem. Nie chciałem wywołać u niego złości, lecz domyślałem się iż w dużej mierze to się tak skończy.

- Spójrz na to iż znam ją dopiero od pół miesiąca. Moja opinia na jej temat jest wciąż mała by dać ci dostatecznie dokładną odpowiedź na jej temat. Twilight nie jest typową księżniczką, prawda. Denerwuje ją nazywanie jej tytułem, nie zachowuje się też jak Księżniczka i zgadzam się, lepiej dla niej byłoby gdyby nie była nią i mimo iż się stara... to z tego co słyszałem nie zawsze wychodzi jej. A co do jej "radzenia sobie ze wszystkim, a z przyjaciółmi Nader wszystkim" jak mi powiedziała pierwszego dnia kiedy się u niej zjawiłem, za pomocą tamtego Białego Pegaza, domyśliłem się iż nie mogą zapobiec wszystkiego. Mimo iż jest moją przełożoną, i ta cała wyprawa jakby jest mym obowiązkiem - rzekłem i spogladam na random pancerz - To jednak w głównej mierze robie to dla moich przyjaciółek z Dzieciństwa które też były ofiarami tego ataku. ZWŁASZCZA Shy - dopowiedziałem i wróciłem do niego wzrokiem. - Mimo wszystko sądząc po twojej reakcji i odpowiedzi... ty byłeś tym "O wiele potężniejszym co był ignorowany", mam racje? - zapytałem się 

Link to comment
Share on other sites

Bibliotekarz po chwili zaśmiał się pod nosem. 

- Nie, jestem trochę straszy od najmłodszej księżniczki. Pamiętam jeszcze czasy na długo przed tym jak udało się jej też sprowadzić Lunę na dobrą drogę. Cóż, jestem pewnie od niej silniejszy. Ale czy byłem wtedy? Nie wiem. Jednak na pewno wiem, że istnieją kucyki bardziej przystosowane na pozycje władzy. Powód mojego odejścia był o wiele bardziej... Złośliwy. Po prostu miałem ochotę pokazać Celestii, że magia którą zabroniła mi studiować jest o wiele lepsza niż te przyjazne pierdolenie - przewrócił oczami. - Ale cóż, życzę ci powodzenia w ratowaniu swojej... przyjaciółki... czy co ty tam mówiłeś. Nie umieraj zanim nie znajdziesz miecza, ale jak już musisz to uważaj na zbroję i takie tam a teraz sio. Mam parę rzeczy do zrobienia - gestem kopyta poradził ci abyś wyszedł. 

Link to comment
Share on other sites

Kiwam mu głową. Przed wyjściem jednak zatrzymuje się i mówię na odchodnę.

- A... i jeszcze raz chciałem ci podziękować za informacje jakie mi dałeś. Oraz postaram się zabardzo go nie uszkodzić - powiedziałem z uśmiechem i upewniając się iż mam tą monetę ruszam w drogę powrotną. Teraz kurwa muszę wymyślić jak wrócić do swojego Planu... czy wymiaru... kurwa wiecie o co chodzi. Dobrze więc. Spróbuje dostać się tą samą drogą jaką tutaj przybyłem czyli wychodzę z Świata Bibliotekarza, przez pałac wracam do "Dziedzinca" Przed pałacem i staram się wykombinować jak mogę wrócić stamtąd... no chyba iż po drodzę znajdę inne przejście do mojego planu.

Link to comment
Share on other sites

<Widząc szarżującego centaura, rzucam ponownie zaklęcie i uskakuję na bok. Kierując się w stronę jakiegoś solidnego budynku, aby wykorzystać go jako kowadła, kiedy monstrum natrze ponownie. Cały czas atakuję bestię kwasem, by mieć pewność, że skupia na mnie swoją uwagę. Kiedy znajdę się przy narożniku budowli, to wyczekuję odpowiedniego momentu na unik, aby mieć pewność, że mój oponent wbije się w twardą ścianę, po czym ponawiam ataki czarami. Tak dla pewności.>

Link to comment
Share on other sites

Moon

 

Ciekawą rzeczą było to, że nie wylądowałeś tam gdzie wszedłeś. Zamiast tego, wylądowałeś w miejscu gdzie kiedyś pewnie stał budynek.W pewnym sensie. Przestrzeń zdawała się być załamana gdy patrzałeś w kierunku ulicy, zupełnie jakbyś wyglądał z wąskiej uliczki. Jednak, miejsce gdzie byłeś było definitywnie większe, szerokie na co najmniej na trzydzieści metrów. Na pewno trafiłeś w dobre miejsce? 
Musiałeś, przecież to było to samo miasto. Ale skoro tak to gdzie właśnie byłeś?

 

Jäger

 

Niestety, centaur był zaskakująco szybki, temu też twój unik się nie powiódł i zostałeś odesłany uderzeniem kilkanaście metrów dalej. Na szczęście dla ciebie, zamiast wylądować normalnie na ziemi zostałeś pochwycony przez gryfkę. 
- Jesteś chyba trochę za wolny na takie uniki, co? - zapytała odstawiając cię na ziemię. 

W tym czasie posąg odwrócił się i spojrzał na ciebie. Ale jego uwaga została szybko odwrócona gdy oberwał zaklęciem od Starlight. 

Link to comment
Share on other sites

Wzlatuje w powietrze uważając dokładnie na cokolwiek co mnie może zaatakować. W międzyczasie też staram się też wypatrzeć gdzie dokładnie jestem. Jak mnie jebnęło do jeszcze innego Planu i znów mnie czeka jakaś walka z bossem to ja kurwa nie wytrzymam. No ale nic. Szukam jakiegoś punktu wzrokiem który by mi pomógł by w rozeznaniu się, gdzie ja kurwa jestem. Jeśli też przy okazji zobaczę jakiegoś mieszkańca to się pytam dla pewności. A jak spotkam Starlight albo Stara, to kurwa nawet jeszcze lepiej. No cóż... robię tak jak planuje, jednocześnie uważając.

Link to comment
Share on other sites

-Ależ skąd! Po prostu z jego pomocą chciałem nauczyć się latać, albo wpaść ci w ramiona. Wersja do interpretacji własnej…

<Spoglądam na ożywiony posąg i próbuje dostrzec, czy doznał jakiegoś poważniejszego uszczerbku.>

- Musimy go czym szybko powalić… bo takie odbijanie uwagi na dłuższą metę może okazać się zgubne.

<Czekam aż nasz przeciwnik zbliży się odrobine ku Starlight i wypływam wiązkę kwasu z rogu, aby zmienić jego uwagę.>

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share


Discord Server

Przydatne Linki

  • Regulamin Forum
  • Ogłoszenia
  • Ekipa Forum
  • Złóż Podanie

Partnerzy

  • For Glorious Equestria
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • 6pony
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts
×
×
  • Create New...