Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

[Samhain 2018] Wzgórze Ognia

Recommended Posts

Batpony posmutniał. Widać było, że zebra coś wyczuwała. Czyżby było to zwycięstwo wiedźm? Możliwie, jak wszystko inne w tym świecie. 

- Zebro zmęczę cię jeszcze trochę. Ta kupka popiołów pachnie jakoś wyjątkowo? Różni się od zwykłego prochu czymś szczególnym?

Batpony spojrzał na umęczonego kucyka w paski, powinien się cieszyć, że cierpiała przecież właśnie tego niedawno pragnęła, jednak Rubby było żal zebry. Sama nie wiedziała dlaczego. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zecora zrobiła głęboki wdech i wydech. A potem parę następnych. Nawet tak prozaiczna, odruchowa i prosta czynność wymagała od niej teraz nadzebrzego wysiłku.

 

- To coś niegdyś nie było spopielone, wniosek jest jeden, zostało spalone. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na wzgórze ognia dotarli dosyć szybko. Widok ogromnego, drapieżnego ptaka z dziwny pakunkiem trzymanym w zaciśniętych szponach drapieżnika skutecznie odstraszał przelatujące od czasu do czasu pegazy. Nie mogły wiedzieć co się dzieje, jednak nie było czasu na wyjaśnienia. Olbrzymi ptak wylądował, wzniecając potężny podmuch wiatru, zdolny zrywać i porywać do powietrznego tańca liście drzew rosnących z dala. Dopiero pod samym dębem, ptak okrył swoją prawdziwą tożsamość i z powrotem przybrał postać podmieńca. Ten, nie czekając na nic, chwycił na worek przewożący ważny transport oraz zrzucił jakąkolwiek warstwę materiału. Teraz już każdy mógł dostrzec skrystalizowanego kucyka, Vocala, a w dodatku pokrytego dziwną wysypką.

 

– Zebro! – krzyknął Alrix ku niej. W tym momencie zauważył, że Dziadek również dotarł na miejsce. On również mu pomógł podczas lotu. – Mamy problem. Jeden z naszym przyjaciół został dotknięty tą, dziwną chorobą, a stało się to, jak użył lewitacji na księdze, która znaleźliśmy u Starlight, podczas naszej imprezy!

 

Podmieniec zastukał w wytrzymały kryształ i wspojrzał zmartwiony na kucyka wewnątrz.

 

– To na wypadek, gdyby choroba była zakaźna. Powiedź mi proszę zebro, że posiadacie również sprawdzone metody leczenia także takich chorób!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zecoro musisz na pomóc. - W oczach starca zobaczyć można było przerażenie. - Jest tak jak powiedział pan Alrix. Czy możesz coś zrobić, to wszystko stało się gdy Vocal dotkną tej przeklętej księgi. Panna Starlight musiała zakląć go w krysztale aby choroba zbyt szybko się nie rozwijała. Ufam iż może nam pani pomóc.

Edited by MagiMemNon

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zebra przetarła oczy ze zdumienia. W pierwszej chwili obeszła ostrożnie bryłę kryształu, mrucząc pod nosem dziwne słowa w swoim języku.

 

- To dziwne schorzenie musi być zróżnicowane, sposoby diagnostyki przez kryształ są mi jednak nieznane. Sądzę, że spowodowała to magia przeklęta Koszmaru, sądzę też, że uda nam się pozbyć tego czaru. - Zecora spojrzała w dziwne, puste oczy podmieńca i w zwykłe, przerażone ślepia kucyka. - Ma ja dla was również inne wieści, posłuchajcie sami, bo w głowach się nie mieści. Podczas Samhain pani Cake mnie odwiedziła i zaiste, ze sprawą dziwną tutaj przybyła. W swej piwnicy odnalazła szmatę brudną od płynu czerwonego, boi się, że przez Pinkie koszmarem dotkniętego. Myślę, że dwa dni temu, podczas tego święta, wzmocniona została koszmarna moc przeklęta.

 

Podejrzewała, że da radę odwrócić rozwój choroby, magiczne dolegliwości zazwyczaj dobrze reagowały na kuracje czarami. A dopóki purpurowy ogień nie rozleje się po niebie, dopóty była nadzieja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Starzec nieco się rozpromienił. - Dziękuję ci Zecoro, nie darzę pani gatunku szczególną sympatią, ze przyczyn osobistych. Ale doceniam bardzo to co pani dla nas robi. Widocznie nie każdy przedstawiciel pani rasy musi być do cna zepsutym bandytą. - Vocal Voice jest jednym z nas, a my nie zostawiamy, swoich na pastwę losu. Bardzo się cieszę słysząc, że to nic poważnego, ale musimy jakoś uwolnić z tego kryształu. Niestety nie jestem jednorożcem i nie mogę tego zrobić.

Edited by MagiMemNon

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vocal uwięziony w krysztale nie do końca wiedział co się dzieje. Nie dość, że miał ograniczone pole widzenia przez to, że nie mógł ruszać głową, to kryształ sam w sobie trochę załamywał światło, przez co nie widział wszystkiego. Czuł strach i nie pewność. Przez jego brawurowe zachowanie grupa miała dodatkowy problem.

-Po co w ogóle ruszałem tę książkę?- Myślał.- Trzeba było poczekać, a już na pewno nie używać w stosunku do tego magii. Wywołałem tylko niepotrzebne zamieszanie i poczucie winy u Starlight...-

Nie był pewien co się z nim stanie. Od kiedy był uwięziony w krysztale nie wiele słyszał.- A jeśli to koniec? Co jeśli choroba jest nieuleczalna? Co pomyślą w radiu? Pomyślą, że po prostu uciekłem zrzucając moje problemy i niedokończone audycje na ich grzbiety? Zaczną mnie szukać? A tutaj? Co o mnie myślą Brown Galion, Cindy, Rubby i Alrix? Uważają mnie za nieodpowiedzialnego idiotę? Wybaczą mi moje zachowanie? Co jeśli Zebra nie znajdzie leku i mnie spali na stosie?- Te i wiele więcej pytań kłębiło się w głowie jednorożca, a całkowity brak możliwości ruchu jedynie potęgował narastającą panikę.

Edited by Suchar

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier po dłuższej chwili milczenia zwrócił się w stronę Alrixa i powiedział. - Panie Alrix musisz zająć się Vocalem, a ja pobiegnę do Starlight wytłumaczyć jej kilka ważnych rzeczy, tak jak ustaliliśmy. Mam nadzieję, że uda się pomóc naszemu towarzyszowi. - Galion spojrzał w stronę Zecory. - Czy mogłaby pani przygotować dla niego jakieś lekarstwo? - Skończywszy zdanie najszybciej jak tylko mógł, zbiegł w dół zbocza i jeszcze tylko na pożegnanie dodał. - Niech los zawsze nam sprzyja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po wizycie u Luny, Cindy pędem poleciała na wzgórze. Chciała wiedzieć, co z przyjacielem. Wylądowała niedaleko, wzbudzając bardzo silny powiew wiatru, po czym podbiegła do kucyków, patrząc z troską na tego, zaklętego w krysztale.

-Wymyśliliście coś? Luna twierdzi, że to klątwa. Podobno nie jest śmiertelna, na szczęście.... 

Podeszła nieco bliżej i popatrzyła na uwięziony pyszczek ogiera tak, że on też mógł ją widzieć. 

-Mam nadzieję że do nas wrócisz.. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Starzec już po raz ostatni wspinał się na okryte złą sławą wzgórze. Dziś miał wskazać ostatniego winnego, ale czy aby na pewno cały ten koszmar się skończy? Na miejscu zebrał się spory tłum kucyków, czekający na to co za chwile miało nastąpić. Brown Galion przepchnął się przez tłum kucyków, po czym odwróciwszy się do nich zakrzykną. - Mieszkańcy Ponyville zebraliśmy się tutaj aby spalić ostatniego posądzonego o czary kucyka. Ale czy wtedy cały ten koszmar się skończy? - Ogier zamilkł na chwilę chcąc sprawdzić reakcję tłumu. - Nie to nie będzie koniec. Skąd możemy mieć pewność, że kucyki w innych częściach Equestrii, obawiając się o własne życie nie chwycą za pochodnie? Powstaną grupy samozwańczych łowców czarownic. Możliwe, że wkrótce w całej Equestrii zapłoną stosy. Ostatnim razem spotkałem na tym wzgórzu naszą ukochaną księżniczkę Twilight Sparkle, powiedziała mi wtedy kilka ważnych słów. “Przyjaźń zginęła wraz ze mną w purpurowych płomieniach, teraz jest tylko walka o przetrwanie”. Nie do końca zgadzam się z jej słowami, ale jedno jest pewne nadchodzą wielkie zmiany, Equestria już nigdy nie będzie taka sama. Więc jeśli fanatyczne zastępy kucyków, będą z pieśnią na ustach mordować niewinnych w imię większego dobra, to miejcie pewność, że ja oraz mam nadzieję moi niedawno poznani towarzysze niedoli, będziemy maszerować na czele tych potępionych legionów w samo serce otchłani, ponieważ dla nas już nie ma ratunku, my przeklęci przez “bogów” potępieni przez pobratymców, nic nam już nie zostało tylko walka, walka o przetrwanie w nadchodzącym nowym porządku świata. To nie wiedźmy sprowadzą na nas koniec, my sami to zrobimy. - Ogier po krótkiej chwili milczenia dodał. - Przyjaciele, tak do was kieruję te słowa Alrixie, Vocalu, Cindy i Rubby. Byliście ze mną w tych trudnych chwilach. Ofiarowaliście mi największy dar jaki kucyk może otrzymać, waszą przyjaźń. Dlatego też proszę was teraz o jedno. Brown galion wyciągnął przed siebie kopytko. - Czy staniecie u mego boku, podczas naszej ostatniej próby? Pokażmy Księżniczce Twilight, że się myli, że w tym zepsutym świecie jest jeszcze miejsce na przyjaźń.

  • Thanks 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zecora przybiegła zdyszana na Wzgórze Ognia.  Musiała je na chwilę opuścić, żeby zabrać z chatki leki potrzebne do uzdrowienia nieszczęsnego Vocala. Ogier czekał tam gdzie go zostawiła, co nie powinno nikogo dziwić. Podziękowała niebiosom, gdy dostrzegła znajomą sylwetkę Księżniczki Luny. Żeby uzdrawiać musiała najpierw mieć kogo.

 

- Księżniczko, czy łowcę tego byś uwolniła? Chciałabym żeby mikstura go uzdrowiła.

 

Luna nie odezwała się, tylko odczarowała Vocala. Zebra natychmiast do niego pokłusowała i wlała mu do gardła jeden z eliksirów. Wysypka zaczęła znikać w oczach.

 

- Dobrze - zaczęła Pani Nocy - skoro wszyscy są zdolni by oddać swe głosy, to niechaj to zrobią. Tylko niech powiedzą nam dlaczego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Batpony imieniem Rubby Night idąc na wzgórze czuła się dziwnie, nie dlatego, że był to prawdopodobnie ostatni raz kiedy będzie stała na tej ziemi, lecz dlatego, że mieszkańcy zaczeli mówić do niej po imieniu. Już nie była jakimś tam bliżej nie znaną postacią, próbującą kryć się na uboczu. Była uważana powszechnie za łowcę, na którego spadnie odpowiedzialność za pogrożenie tego świata w śmierci, bądź chwale kolejnych dni. Czy każda kłótnia przyjazna rozmowa czy co cokolwiek innego zmieniły batponego? Na pewno, ale czy na gorsze tego już klacz nie była wstanie stwierdzić.

Rubby podeszła do swoich nowych przyjaciół. Tak przyjaciół, bo jak inaczej mogła nazwać grupkę stworzeń, z którymi sprzeczała się, imprezowała czy nawet rozrabiała psując innym humor. To był dobry czas. Warty strachu i cierpienia. Pomyślała rozpakowując pakunek, z którym przyszła w którym było pokrojone ciasto marchewkowe. Klacz poczęstowała przyjaciół, po czym podeszła do Zecory i Luny. 

- Częstujcie się. - rzekła wręczając klaczą po kawałku i nim zdołały zareagować zostawiła alikorna i zebrę samych.   

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lekko spóźniona na wzgórzu wylądowała Cindy. Oddychała nieco ciężej niż zwykle, przez szybki lot. Skrzydłem dała znać innym że potrzebuje chwili na odsapnięcie. Zaraz zagłosuje.

 

/zaczekajcie troszkę, ok? Ledwo co wróciłam do domu, za chwilę bd mogła pisać xD

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kryzys zażegnany, pomyślał Alrix, z ulgą patrząc jak kryształ, który wcześniej musiał tutaj dostarczy, topniał na oczach wszystkich. Uwolniony z niego Vocal, opadł półprzytomny i zdyszany, zasłaniając swoją twarz od uporczywego kaszlu. Po chwili jego stan się ustabilizował. Pozostał jeszcze problem paskudnej wysypki, ale i on zdawał się być jedynie krótkoterminowy. Zebra podbiegła do schorowanego ogiera i napoiła go nieznanym podmieńcowi wywarem. Nawet w roju Alrixa zdarzało się od czasu do czasu słyszeć krążące po podmieńcach opowieści o skuteczności mikstur warzonych przez zebry, a zawsze przypominali sobie o tym, gdy ich własna medycyna była niewystarczająca. Jeżeli zebra postarała się o to lekarstwo, to podmieniec już nie musi się niczym martwić.

 

A przynajmniej nie musiałby, gdyby przed nim nie stał już ułożony  stos, gotowy, aby zapłonąć. Gotowy, aby pochłonąć kolejną wiedźmę... albo ofiarę. Jeszcze chwila, a będzie po wszystkim. Po dzisiejszym głosowaniu ostatecznie przypieczętują los tej krain i od tamtej chwili, będą musieli czekać na rezultaty tygodni ich starań. Alrix zdawało się, że zbladł nieco na samą myśl...

 

Przez tłum kucyków przepychał się jego przyjaciel, Brown Galion. Stanął na Wzgórzu Ognia, z wysoko podniesionym czołem oraz piersią odważnie wypiętą przed siebie. Była jak posąg odlany z nadziei zdolnej odegnać każde zwątpienie. Wstąpił w niego wigor, energia tak odczuwalna, że momentalnie zwrócił uwagę oraz posłuch wszystkich zebranych. Zapadła cisza. Skupienie skoncentrowało się na starcu. Takiego Galiona Alrix jeszcze nie widział.  Tak, to było to;  do przemówień miał predyspozycje i podmieniec nie uwierzyłby, gdyby ktoś mu powiedział, że występuje przed publicznością po raz pierwszy.

 

 Przyjaciele, tak do was kieruję te słowa Alrixie, Vocalu, Cindy i Rubby. Byliście ze mną w tych trudnych chwilach. Ofiarowaliście mi największy dar jaki kucyk może otrzymać, waszą przyjaźń. Dlatego też proszę was teraz o jedno. Brown galion wyciągnął przed siebie kopytko.  Czy staniecie u mego boku, podczas naszej ostatniej próby? Pokażmy Księżniczce Twilight, że się myli, że w tym zepsutym świecie jest jeszcze miejsce na przyjaźń.

 

– Staniemy – odpowiedział podmieniec, wychodząc przed wszystkich i stając obok starca. – Teraz czas na głosowanie...

 

 

  • Upvote 1
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vocal po uwolnieniu upadł nieco odrętwiały, jednak po podaniu leku zaczął wracać do siebie. Po chwili stanął na nogi, podziękował Zecorze i Lunie I wrócił do reszty. Szedł z nieco opuszczoną głową.

-Ja... Przepraszam... Ta sytuacja u Starlight... To nie powinno mieć miejsca. Nie powinienem tak bezmyślnie brać książki i to za pomocą magii. Zróbcie ze mną co chcecie, przeze mnie mieliście tylko dodatkowe zmartwienie...-Przerwał na chwilę- Przepraszam...

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Było już po czasie, a żaden głos nie został oddany. Księżniczka Luna niecierpliwiła się. Uznała, że da im nie więcej niż dziesięć minut, po czym zrobi  losowanie.

  • Downvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier po dłuższej chwili milczenia odpowiedział. -  Głosuję na Trixie, rzeczywiście ona wydaje się być najbardziej podejrzana. W zbyt krótkim czasie zyskała ogromną moc, według wcześniejszych słów Waszej Wysokości wiedźma która śniła koszmar teraz nie sypia w ogóle, tak jak nasza pani iluzjonistka. Oraz książka kolekcjonerska z gry Krasnykuce Mroźnylandu, oprócz Starlight tylko Trixie grała w tę grę. Być może to niewiele, ale tylko tyle udało się nam ustalić.

 

Edited by MagiMemNon
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cindy złapała wreszcie oddech, po czym unosząc głowę wyżej podeszła do grupy.

-Przyjaźń istniała przed Twillight, może więc i istnieć bez niej. Wy jesteście dla mnie tego dowodem. I.. Dziękuję wam za to.

Zwróciła się oczywiście do pozostałej czwórki łowców. 

-Opuszczając moją wieś sądziłam że kiedy rozpadła się stara paczka kumpel pozostanę sama.. Ale teraz już wiem że nie. Stanę u waszego boku, nawet jeśli miałabym przypłacić to życiem.

Była pewna tego co mówi. I była pewna że nie myli się co do wyboru przyjaciół. 

Prócz tego zwróciła się też do Vocala, podchodząc i.. Przytulając go.

-Nikt z nas nie wiedział że to tak zadziała. Nie wiń się, cieszę się że zecorze udało się Ciebie uleczyć.

Edited by Stormy Mood
  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vocal był nieco zdziwiony, ale jednocześnie niesamowicie uradowany słowami Cindy. Po tym jak go przytuliła z powrotem poczuł się częścią grupy.

Po chwili zwrócił się do ogółu.- Tam, w krysztale miałem trochę czasu na zastanowienie się. Przypomniał mi się tekst który usłyszałem pierwszy raz będąc na wzgórzu ognia. "Pierwszą jest ta która się nigdy nie zmienia, krwawe lice zdobi, strzeż się jej imienia[...]". Ten fragment idealnie pasuje do... Trixie... Słyszałem, że nie do końca się zmieniła. Nadal lubi się przechwalać, nadal się wywyższa i mieszka w bogato zdobionym namiocie. Poza tym w ostatnim czasie posiadła ogromną moc, której wcześniej nie miała i nie do końca ją kontroluje. W innych kwestiach zgadzam się z przedmówcami.- Przerwał na chwilę-

-Oskarżam Trixie.- Po chwili szeptem dodał- Wybacz Starlight...

Edited by Suchar
  • Upvote 2
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasu było już niewiele. Trzeba się spieszyć i oddać głos.

 

– Głosuję na Trixie...– Niepewnie uniósł kopyto do góry. – Ciężko mi o tym mówić... Z tego co wiem, to nie była aż tak potężnym jednorożcem. Skąd w takim razie miałby dostać takiego zastrzyku energii, jak nie od sił zła? Z resztą, w przeszłości wykazano, że była już pod wpływem mrocznej magii, więc była im uległa... Są jeszcze inne wskazówki, które można zinterpretować na niekorzyść Madame Lulamoon...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rubby widziała zgodność wśród przyjaciół. W myślach cieszyła się, że nikt nie głosował na Lyrę, a tym razem nie chciał prowokować sprzeczki i postanowił zagłosować tak jak pozostali. Dojadł kawałek swojego ciasta i uśmiechnął się do zebranych.

- Głosuję na Trixie.  

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cindy westchnęła, siadając. Wzięła ciastko od Rubby, odwdzięczając się uśmiechem. Była taka miła... Cigarette pomyślała sobie że to może być ostatnie takie ciastko w życiu.

Oby nie.

-Ja zgadzam się z Wami. Myślałam nad tym sporo i to wszystko łączy się ze sobą.. Głosuję na Trixie.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnie wieści wstrząsnęły klaczą. Szybko się spakowała, zabierając tylko to, co najpotrzebniejsze, po czym zbiegła na dół. Zostawiła Silver Night tylko ogólnie wskazówki co do prowadzenia tawerny, po czym skupiając się znikła.

Starlight pojawiła się w jasnym błysku światła. Była wściekła i zaskoczona. Obrzuciła wszystkich łowców lodowatym spojrzeniem… wszystkich oprócz Galiona, który był dobrym przyjacielem i pamiętał o złożonej ongiś obietnicy.
-Chcecie spalić Trixie… - Starlight szła powoli w kierunku łowców... obserwując ich uważnie. -Czy mogę poznać dowody, jakie zebraliście? Czym kierowaliście się? Co zadecydowało, że zgodnie skazujecie Trixie na śmierć?
Zatrzymała się kilka kroków od łowców, uderzając kopytkiem w ziemię.

Edited by Starlight Sparkle
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trixie i wzrost mocy? Zecora zastanawiała się co takiego ją ominęło. Jeśli tak, to faktycznie może coś w tym było.

 

Jeszcze raz, ostatni raz, a potem... potem gorzka wygrana lub słodka zagłada. Koniec horroru. Nie było nadziei ani radości, a tylko pragnienie zakończenia tego koszmaru. Zebra pragnęła tylko się obudzić we własnym łóżku i odkryć, że ostatni miesiąc to tylko zły sen.

 

Mżyło przez cały dzień, stos nie będzie dobrze płonąć. Widziała jak straże Luny dokładają nieco suchego drewna na podpałkę, żeby zechciał się w ogóle zająć ogniem.

 

- Podjęliście decyzję. Dobrze, więc... - rozległ się głos Księżniczki Luny. - Trixie Lulamoon, niech ogień oczyści twą splugawioną duszę. Niechaj wypali zarzewia Koszmaru, byś mogła odrodzić się po drugiej stronie, skąpana w blasku dnia naszej drogiej siostry!

 

Odpowiedziała jej cisza. Lunarni gwardziści weszli w tłum, ale niebieskiej jednorożki w nim nie znaleźli. Zecora spojrzała na wąski sierp malejącego Księżyca i pomodliła się by wybór okazał się słuszny. 

 

W końcu strażnicy wrócili, wlokąc za ogon, stawiającą opór klacz. Przyszło ich mniej niż wyruszyło, w dodatku dowódcy brakowało miecza.

 

- Zostawcie mnie! Czego chcecie od Wielkiej i Potężnej Trixie?! - krzyczała magiczka. A potem dostrzegła stos: - Nie, nie, to pomyłka! Trixie nie ma z tym nic wspólnego! Staaaaarlight! Staaaargliiight! Ratuj!

 

Szlochająca Starlight wyciągnęła kopyto w stronę czarodziejki, jednak uzmysłowiwszy sobie jak beznadziejna była sytuacja, zniknęła w tłumie. Nie mogła pomóc przyjaciółce.  Nie dałaby rady pokonać Gwardii Nocy ani granatowego alikorna.

 

I tak zrobiła dużo by ratować przyjaciółkę. Więcej niż inni. 

 

Przyjaźń umarła w płomieniach jeszcze przed Księżniczką Przyjaźni.

 

Zebra pragnęła odwrócić wzrok, ale nie mogła. Nie chciała tego oglądać. Nie chciała widzieć, jak potężne kucoperze z gwardii Luny przywiązują do stosu walczącą klacz. Jak Trixie uwalnia się z więzów i galopuje w stronę Everfree. Jak Pani Nocy zagradza jej drogę i skuwa magicznym łańcuchem, po czym teleportuje na miejsce kaźni i podpala wilgotne od deszczu drewno. Jak klacz kaszle i łapie oddech wśród dymu. A potem traci przytomność, nim płomienie objęły jej ciało.

 

Smród dymu.

Smród strachu.

Smród cierpienia.

 

Przyszedł czas oczekiwania. Co się stanie? Czy wygraliśmy? A może nie? Może niedługo wszyscy zginiemy?

 

Stos płonął, rozświetlając ciemność nocy. Trzeszczały bierwiona, strzelały iskry. A Zecora płakała.

  • Upvote 4
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja bardzo przepraszam panno Starlight, obiecałem pani, że nie spalę panny Trixie bez dowodów, ale niestety zbyt wiele na nią wskazuję. Proszę nas zrozumieć, pragniemy tylko ci pomóc. Mam nadzieję, że kiedyś mi pani wybaczy. - Starzec wskazał na swych przyjaciół. - Proszę niech pani nie ocenia ich zbyt pochopnie, oni naprawdę robią tylko to co konieczne.

Edited by MagiMemNon

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...