Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

[Samhain 2018] Wzgórze Ognia

Recommended Posts

– Magu! – odezwał się podmieniec, nieco zdziwiony nagłym przybyciem ogiera w szacie ozdobionej czarodziejskimi gwiazdami. Obejrzał go od kopyt, do głowy. Po raz pierwszy widział kogoś tak ubranego, jednak z wieści, jakie docierały do jego roju, mógł spokojnie, bez ryzyka stwierdzić, że ma do czynienia z czarodziejem. Okulary i kozia bródka, brakuje jedynie czarodziejskiego kapelusza, pomyślał Alrix. Takie jednorożce są bardzo potężne i dumne, dlatego lepiej odnosić się do nich z szacunkiem, którego tak wymagały. 

 

– Mistrzu... – schylił swoją głowę. Ostatnio zdarzało mu się to robić coraz częściej. Lepiej zachować ostrożność w kontaktach z kucykami, tym bardziej, że znajdował się na ich terenie.

– Dyskutujemy nad tym, kto jest winny, mistrzu. Pomysły na to są różne. Może podzielisz się z nami swoją mądrością, o wielki i błogosławiony przez... łaskę magii... – Alrix skrzywił się na twarzy. Pewnie robił z siebie kompletnego durnia, jednak jego wiedza o etykiecie oraz nadawanych tytułach nie była zbyt szeroka. Nigdy nie spodziewał się obcować z kimś tak wysoko postawionym, dlatego musiał korzystać ze strzępków informacji, plotek i gdzieś zasłyszanych pogłosek.

 

Następnie usłyszał tupnięcie zebry. Domagała się głosów w sprawie. Rzeczywiście, wszyscy stawali się coraz bardziej niecierpliwi. Po raz zagrać głos raz jeszcze i przypieczętować swoją decyzję... 

 

– Ja wciąż obstaję przy Minuette.

 

Mówiąc to, wzdrygnął się na widok gwardii Księżniczki Twilight. Znów ją zobaczył. Kucyka, którego skazał na śmierć, który płonął żywym ogniem, wznosząc lament w przestworza. A teraz była tu znowu. Odrodzona. Wskrzeszona z nekromancji. Parła przed siebie dumny krokiem, z wysoko uniesionym czołem. Czy ona tylko udawała taką pewność siebie? Czyżby chciała zamaskować swoje emocję, ubierając na siebie maskę surowości? Podmieńcowi aż zakręciło się w głowie. Jeżeli i tym razem by się pomylił, to nie będzie mieć pojęcia, co ze sobą zrobi. 

  • Thanks 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobrze nie ma co zwlekać, bo pani Zecora już zaczyna mieć myśli samobójcze. - Pomyślał starzec po czym zwrócił się w stronę księżniczki Twilight. - Księżniczko bo mamy tutaj mały problem przyjaźni, gdyby zechciała pani nam pomóc.

  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cindy uniosła lekko brew, widząc kto zjawił się na wzgórzu. A dopiero co rozmawiali o samoobronie, no nie? Samoobronie w karczmie, na wypadek jakiegoś ataku. Ciekawe jak tu zamierzałby się obronić, w obecności Luny. Jej zdziwienie wzrosło, kiedy zobaczyła drugą postać spośród podejrzanych. 

Podeszła do Sunbursta i oparła się o jego bok. 

-No cóż, trudno to wytłumaczyć. Oni - tu wskazała na całą resztę poszukiwaczy. 

-Nie potrafią się zdecydować z kogo mamy zrobić podpałkę. Byliśmy zgodni. - spojrzała znacząco na zebrę i księżniczkę. -Ale ktoś to zepsuł. 

Zaraz potem jednak, usłyszała co mówi starzec i Alrix. Prychnęła rozbawiona. 

-Ty serio myślisz że Księżniczka ci pomoże? Spaliłeś ją. Prooszę cię, to nie czas żeby rozwiązywać jakieś problemiki. Mamy coś większego na głowie. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vocal, po tym co powiedział starzec zrobił krok do tyłu. Po czym dla zmiany tematu powiedział

- Emm... Ja nadal stawiam na Minuette...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzał na strażników z gwardii księżniczki Luny, a wtedy dostrzegł swoją przyjaciółkę.

- Twilight!

Krzyknął zduszony. Tak dobrze było ją widzieć, jednak ogromnie się o nią martwił. Miała ochronę. Czy reszta śmie spalić ją po raz drugi? Ogromnie bał się, że teraz będzie tego bezpośrednim świadkiem. Nie podszedł do niej. Nie tylko ze względu, że chciał dać jej spokój, a zwyczajnie ujrzał podmieńca, który prawie że oddawał mu pokłony. Uchylił szeroko powieki w zdumieniu. Podniósł jedno kopytko w górę.

- Raczej nie zastąpię ci królowej roju... - Zażartował nieśmiesznym żartem, z którego tylko ogier się śmiał.

Nie był dla niego nieuprzejmy. Był bardzo ciekawy kultury podmieńców, jednak teraz nie było czasu na jego ciekawość.

- Daleko mi do Star Swirla, kolego. 

Powiedział już nieco poważniej.

- Nie mogę powiedzieć kto jest winny, a kto nie, bo tego nie wiem. Niemniej jednak sam jestem w gronie podejrzanych.

Spojrzał na resztę zebranych tutaj kucyków, chcąc by go usłyszeli. Bał się, że przez tę śmiałość go oskarżą, ale czuł, że musi to powiedzieć.

- Do dziś nie wychodziłem ze swojej tawerny, informacje od łowców mam znikome. Ale jest jedna rzecz, na którą chciałbym wam zwrócić uwagę...

Zaciął się. Spojrzał w stronę Twilight z pewną obawą. 

- Wiem, że dostaliście jedną wskazówkę. Dotyczyła ona rogu jednorożca. Należał on do czarnoksiężnika, żyjącego tysiące lat temu. Na tym kończyła się ta wskazówka... ponoć. Czy dowiedzieliście się czegoś więcej o pochówku Morula Krwawego? Myślę, że na tym powinien polegać wasz trop. Róg jednorożca żyjącego tysiące lat temu nie ma powiązania z rogami podejrzanych kucyków. Żaden z nas - oprócz Świętej Pamięci Celesti... - nie ma tylu lat. Dlatego wciąż nie rozumiem, dlaczego łączycie jedno z drugim. Nie wiemy na podstawie tej wskazówki czy podejrzany jest jednorożcem czy nie.

Edited by PervKapitan

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na wzgórzu zaczynało pojawiać się więcej kucy. I nie tylko. Ale niektórych gości Luna wolała nie widzieć wśród zebranych.

A widząc coraz to narastającą kłótnie zaczynała rozumieć, że być może zbyt wiele od nich wymagali. Ale wszystko po kolei.

- Twilight. Powinnaś wypoczywać. Jesteś osłabiona, nie musisz być światkiem tego... - przerwała nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa.

W tym czasie jeden z łowczych wyraził swoją opinię o jedno głośności.

- I pozwolić na kolejny bezmyślny lincz?

Głos Luny sączył się niczym lodowata rzeka.

- Jeśli jeszcze nie zrozumiałaś sytuacji, to pozwól że ci ją wyjaśnię. Nie można uratować wiedźm. Można je tylko powstrzymać. Moja straż pilnuje by nikt nie opuścił Ponyvile. Moje zaklęcia zatrzymają każdego jednorożca i pegaza chcącego wymknąć się.

W jej głosie powoli zaczynały górować coraz głośniejsze noty. Zaś jej kopyta otoczył delikatny granatowy płomień.

- Każde palenie przybliża nas do reszty mieszkańców. Każde palenie musi być trafione. W przeciwnym wypadku wszystkim grozi zagłada. A jeśli bez przemyślenia, jak jeden głupiec, wybierzecie kogoś niewinnego, ŚMIERĆ WSZYSTKICH BĘDZIE POŚWIĘCENIEM NA PRÓŻNO.

Machnęła skrzydłami, zlatując z powrotem na ziemię. Nawet nie zauważyła gdy w trakcie tyrady, uniosła się w powietrze, używając Królewskiego Głosu.

Nie oskarżała ich o złe wybory. Ale bała się, że tak naprawdę nikogo nie uratuje.

- Hkm, dlatego, jak poprosiła Zecora, skupcie się na wyborze, a nie na kłótni między sobą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobrze wasza wysokość, a więc bez przedłużania skazuję Minuette. Ona jest winna.

Edited by MagiMemNon

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twilight spoglądała na księżniczkę Lunę – młodszą siostrę Celestii, która spoczywała w pokoju, z dala od tego piekła. Miała jednak cichą nadzieję, że ześle na Equestrię miłosierdzie... 

Luna dojrzała obecność byłej uczennicy Celestii... Kiwnęła głową na znak przywitania a następnie zwróciła się do tłumu, by dokonał wyboru ostatecznego. 

Nagle ktoś wymówił jej imię. 

Oraz słowo przyjaźń

Tym razem nie wytrzymała. Postanowiła jednak utrzymać nerwy na wodzy.

Nie mogę stracić stracić kontroli. Twilight ozpoznała głos kogoś, kto często bywał w jej tawernie. Teraz zamkniętej na cztery spusty. 

Alikorn znalazł się chrapy w chrapy z Starcem. 

– A skąd masz pewność, że ci pomogę, starcze? – Zimne spojrzenie księżniczki skupiało się na oczach starego kuca.– Poza tym nie wydaje mi się, że to problem przyjaźni…

Przez chwilę milczała, po czym spojrzała na srebrzysty glob.

 

– Przyjaźń zginęła wraz ze mną w purpurowych płomieniach – dodała głosem bez emocji. 

 

– Teraz jest tylko walka o przetrwanie – szepnęła cicho, tak, by wiatr porwał jej słowa. 

Edited by Victoria Luna
  • Upvote 1
  • Thanks 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cindy przymknęła oczy, odsuwając nieco łeb i tuląc uszy do siebie. W porządku, słyszała. Księżniczka naprawdę nie musiała mówić AŻ tak głośno. 

Spojrzała na rozgrywającą się sytuację, ignorując słowa Luny. Wyzywała ich od głupców, ale ona nie śmiała zagłosować. Co więc zrobiłaby bez nich? Czy nie głupie byłoby raczej skłócanie jedynej garstki kucyków, która jeszcze szukała wiedźm i śmiała głosować? Wzruszyła ramionami i już, już miała się odezwać, kiedy usłyszała wtrącenie się Twillight. 

-Mówiłam ci. - syknęła w kierunku dziadka. Następnie zaś zwróciła się do Sunbursta. 

-Mieliśmy rację w rozmowie o wskrzeszeniu. Ona -  spojrzała w kierunku księżniczki przyjaźni - Nie jest już sobą. Przykro mi.. 

Wzięła oddech, nadal siedząc przy jednorożcu. 

-Wasz głos jest moim głosem - zwróciła się do tych, którzy wyrażali swoją opinię. Nie będzie podważać kompetencji grupy poszukiwawczej. Nawet jeśli była zbitką randomowych kucyków które akurat znalazły się w pobliżu. Bo ile ona sama mogła mieć kompetencji? Tyle, ile wyniosła z grania w gry planszowe z przyjaciółkami w dzieciństwie. Jej znaczkiem był dym, ale nie ten, który wydostawał się z fajki Sherlocka. I również nie ten, powstający po spaleniu ciał na stosie.

  • Upvote 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podmieniec postąpił ostrożnie krok w tył. Widok gniewnej Księżniczki Przyjaźni był dla niego zaskoczeniem niebywałym, a do tego przypomniało mu to o jego dawnej królowej... Chrysalis. Mierzyła Dziadka zimny spojrzeniem, pozbawionym jakichkolwiek dobry emocji. To nie była ta sama osoba o której tyle słyszał. Ta dobra cząstka, którą tydzień temu spalili, zdążyła ulecieć wraz z popiołami targanymi przez wiatr. Współczuł starcowi i zaciskał zęby, aby coś powiedzieć, że tak nie można traktować poddanych, którzy postanowili wyjść na przeciw wyzwaniu i zmierzyć się z konsekwncjami swoich wyborów, jednak z drugiej strony, nie mógł winić Księżniczki „Przyjaźni” za jej wybuch. Ona też w środku cierpiała. Nawet on to dostrzegł. Podmieniec, dla którego emocje inne niż wieczny głód, jeszcze nie tak dawno były zupełnie obce. Kto wie... być może po przejściu czegoś takiego, jak spalenie na stosie, sam by się zmienił... Może stałby się potworem jeszcze gorszym. Gorszym, niż kiedyś, gdy służył Chrysalis...

 

Dobrze, że przynajmniej czarodziej, którego spotkał był miły i skromny. Z pewnością był zbyt skromny jak na pierwszy rzut jego żółtych ślepi. Czarodzieje tak wyglądający zawsze skrywali pod swoim płaszczem wielką moc. To naprawdę był dla niego ewenement, że mógł poczuć się przy magu bardziej swobodniej, w odróżnieniu od innych jednorożców, które miał okazję poobserwować. Zwłaszcza tych z Towarzystwa Edukacji. A Star Swirl o którym mag wspomniał... też o nim słyszał. Był legendą i podobno miał za jakiś czas odwiedzić rój Thoraxa, aby sprawdzić, jak rozwija się nowa społeczność.

 

– Chodź do nas Dziadku – ruchem kopyta zwrócił na siebie jego uwagę i uśmiechnął się. – Swoje głosy już oddaliśmy, w tym ja, głosują na Minuette. Ciekawe, czy ktoś jeszcze się zgłosi.

  • Upvote 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twilight się zmieniła. Zecora wiedziała, że tak będzie. Ktoś, kogo spalono żywcem, a potem wskrzeszono już nigdy nie będzie taki sam. Wiedziała też, że nawet jeśli wygrają, to piętno Wzgórza Ognia na zawsze z nimi pozostanie. Ich świat się skończył w dniu, w którym Koszmar opętał cztery wiedźmy.

 

Jesień niosła zimno i śmierć. Zbliżało się Samhain, święto zmarłych. A oni byli martwi, wszyscy. Zabito ich serca. Radość. Przyjaźń. Podzielono kucyki. Rzadko ktoś próbował bronić przyjaciół, ze strachu by samemu nie zostać oskarżonym. Dotąd to wszystko drzemało w mieszkańcach Ponyville. Tej nocy zrozumiała swoje koszmary - to oni są Koszmarem. Oni i to, co mają w środku. 

 

Tym będzie koniec - dniem, w którym kuc zawalczy z kucykiem. Spłoną spichlerze, a osłabione źrebięta popadną w objęcia choroby. I dopiero potem przyjdzie śmierć, kosząc ich dusze bez litości. Zagłada nie przyjdzie z dnia na dzień. To byłoby za proste i zbyt łaskawe.

 

Nie mogła do tego dopuścić. Nigdy. Przenigdy.

  • Upvote 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jednorożec zauważył, że nikt nie przejął się jego słowami. Westchnął głośno. Zerknął na Cindy, a następnie na Twilight. Nie będzie już taka sama. Bolało go to ogromnie. Nie powiedział już nic. Spuścił swój łeb i powolnymi krokami podszedł do Zecory. Nie wiedział jak to odbierze, ale zwyczajnie widział jak ona cierpi. Marznie. Była teraz taka sama, zmęczona oglądaniem tylu stosów. Przeprowadziła w dodatku tak okropny rytuał. Zdjął z siebie swoją pelerynę w gwiazdki i obwiązał ją wokół szyi zebry. Usiadł obok niej w milczeniu. Nie odezwał się ani słowem. Były teraz zbędne.

  • Upvote 1
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zecora spojrzała na Sunbursta, chcąc mu podziękować. Ale żadne dźwięki nie wydobyły się z jej pyska. Była zbyt zmęczona tym wszystkim. Czuła, że ją rozumie. A ona rozumiała jego.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po czym Alrix popatrzył na maga, o którego oparła się Cindy i uśmiechnął się nieśmiele. Czy tych dwoje miało coś do siebie? Czy będąc pomiędzy kucykami ukrywali swoje uczucie? Nie mógł tego wiedzieć, gdyż nie znał ich aż tak bardzo, jednak gdyby okazało się to być prawdą, to jego przyjaciółka miała by przy boku prawdopodobnie jedną z najpotężniejszych postaci w Equestrii. Podmieniec wciąż nie mógł w to uwierzyć, że tuż obok niego stał ktoś taki, a do tego znał Starswirla... to już jednoznacznie przemawiało za jego potęgą. Jeden szczegół tylko nie pasował Alrixowi. Zazwyczaj w otoczeniu tak potężnych jednorożców, podmieńce były w stanie wyczuć potężne zagięcia struktury pola magicznego. Moc takich czarodziejów tkwiła w ciele jednorożca jak uśpiona i skoncentrowana osobliwości, oddziałująca na wszystko wokół. Stwarzało to poważne problemy. Im więcej ktoś mocy posiadał, tym bardziej musiał się postarać, aby nad nią zapanować. Jednak długie trening, skupione na kontemplacji na istotą magii oraz na medytacji, wzmacniały wolę czarodzieja, jednocześnie harmonizując jego przepływ energii wzdłuż ciała. Możliwe również było taka dokładne zapanowanie nad swoją mocą, że taki czarodziej mógł całkowicie ukryć swoją magiczną moc. Dlatego też Alrix zadrżał jużna samą myśl. Czyżby ten jednorożce była aż tak potężny, że ukrył całą moc?

 

– O tak, Magu... – mruknął pod nosem, wbijając wzrok w ziemię. – Słyszałem o tym rogu. Myślałem również nad jego ułożeniem na pentagramie, a także słyszałem co krzyczała... – tu podmieniec przerwał, zerkając na Księżniczkę Przyjaźni. Wolał nawet nie wypowiadać jej imienia. – w każdym razie dziękujemy Ci, za podpowiedzi i mądre prowadzenie. Sprawdzimy trop Morgula Krwawego, o wielki magu – Alrix pochylił się, po czym zdał sobie sprawę, że właśnie tego nie powinien robić. Natychmiast się wyprostować i odchrząkał zakłopotany.

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nikt nie mówił że apokalipsa będzie jednym dniem.. Może Zecora miała rację myśląc w ten sposób, może właśnie wszystko się sypało? Może Koszmar nie opętał tamtych kucyków. Może on stworzył nowe wiedźmy, podczas gdy szukali rzekomo istniejących..  

Posmutniała nieco. Już zagłosowali. Trzeba było się nie kłócić, ostateczny wynik i tak zbiegł się z pierwszym. Luna i Zecora niepotrzebnie wyciągnęły z nich tyle jadu.

Poszła wolnym krokiem za Sunburstem i położyła lekko skrzydło na jego ramieniu. W jej wsi był to gest wsparcia. Nie wiedziała czy tu było podobnie.. 

-To... Dobry gest. - szepnęła, jakby do siebie. Było to jednak słyszalne. Nie wierzyła że Sunburst mógłby być wiedźmą. Widziała ból w jego oczach, kiedy mówili o Twillight. Nie wspominając jej imienia, bo również tu stała. Spojrzała w jej kierunku. Nekromancja nie powinna zostać użyta.. Dla jej dobra. Życie teraz będzie gorsze niż śmierć.

Edited by Stormy Mood

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zecora zrobiła krok do przodu, lecz Luna zasłoniła ją skrzydłem.

 

- Odpocznij. To moje brzemię.

 

Róg Pani Nocy zalśnił i wokół drewnianego słupa zmaterializowały się łańcuchy, które, niczym ożywione węże, wystrzeliły w tłum, szukając ofiary, gotowe zawlec ją na stos.

 

- Przemówiliście. Minuette, czy raczej Koszmarze, zostajesz skazana za czarostwo i knucie przeciwko Equestrii. Obyś znalazła oczyszczenie w płomieniach.

 

Okowy znalazły cel, wpijając się w ciało niespodziewającej się tego niebieskiej klaczy. Oplotły ją dokładnie, łamiąc przy tym róg i nie dając nawet czasu na krzyknięcie. Powoli zaczęły ciągnąć obezwładnioną ofiarę w kierunku miejsca kaźni.

 

- Nawet gwiazdy, w swej nieskończoności, nie zdołają mi wybaczyć... - szepnęła Luna.

 

Pośrodku placu łańcuchy przykuły kuca do ziemi. Buchnęły płomienie od razu wzbijając się wysoko ku górze. Iskry rozświetliły nocne niebo niczym gwiazdy, po czym zgasły, tak jak i życie płonącego kucyka.

 

Tym razem Lunarna Księżniczka nie chciała ryzykować, że ktoś wbiegnie w ogień, dlatego przykazała straży otoczyć miejsce egzekucji.

 

Patrząc w płomienie, zastanawiała się. Ile jeszcze mogą znieść? A ile zniosą?

  • Upvote 1
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

A więc do tego to wszystko doprowadziło. Jeśli tak miał wyglądać koniec to może nie ma się tak naprawdę czego bać. Przynajmniej wszyscy zginiemy będąc razem. Patrząc na Cindy obejmującą Sunbursta skrzydłem poczuł radość. Nawet w tych mrocznych czasach jest jeszcze miejsce na miłość. Razem być może uda nam pokonać przeciwności losu. 

Edited by MagiMemNon
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rubby podczas całego zamieszania była obecna jedynie ciałem. Jej dusza i myśli były zupełnie gdzie indziej, w szczęśliwych wspomnieniach jedynym miejscu gdzie mogła czuć się bezpiecznie. Jednak gdy do jej uszu dotarły wieści o spaleniu Minuette zamiast Lyry poczuła ulgę. Jej przyjaciółka była bezpieczna i tylko to się teraz liczyło. Batpony otarł łzy i usiadł podziwiając płomienie. Nie bał się ich. Dla klaczy stały się ciekawe, tak ciekawe, że była gotowa podejść i ich zanużyć się w ich świetle....

___________________________________

Rubby nie odeszła od stosu do puki z dentystki nie została sam proch, którego nikt już nie pilnował. Dopiero wtedy podeszła na miejsce wzięła garstkę i przesypała go z kopyta na kopyto jednocześnie w jej głowie panował mrok.  

   

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sparkle patrzyła bezradnie na klacz prowadzącą w kierunku stosu. Niebieski jednorożec wodził błagalnym wzrokiem, poszukując pomocy. Nikt jednak nie odważył się wyciągnąć do niej pomocne kopytko. Po kilku krokach nieszczęśnica spróbowała uciec, jednak wyszkoleni strażnicy niemalże natychmiast ją złapali. Mineutte zaczęła krzyczeć i na przemian szlochać, próbując wyrwać się z uścisku gwardzistów.

Wszyscy chcieli, żeby już to się skończyło.

W końcu doprowadzono oskarżoną do stosu, który miał uwolnić ją z życia a nas od wiedźmy. A przynajmniej tak sądziły kucyki...

Twilight nie słyszała rozmowy Zecory z Luną, lecz widać było, że księżniczka chce osobiście wykonać egzekucję. Zebra nie wyglądała za dobrze, więc chętnie przystała na taką opcję. Przez chwilę w sercu alikorna zagościło współczucie i żal.

Jednak widok płonącej żywcem klaczy przywrócił chłód. Ofiara krzyczała, błagając o szybszą śmierć. Jej łzy leciały ciurkiem, by po chwili wyparować. Wrzaski z każdą chwilą przybierały na sile. W końcu krzyk osiągnął apogeum bólu i bezradności.

Nikt nic nie zrobił. Wszyscy odwrócili spojrzenia od tej sceny.

Oprócz Twilight Sparkle i księżniczki Luny.

Luna w pewien sposób chciała dodać otuchy Minuette, która za chwilę miała wyzionąć ducha. Nie chciała, żeby była sama. Robiła to też z ogromnego poczucia winy i świadomości brzemienia jaki spoczywał na jej barkach.

Twilight natomiast patrzyła, by zapamiętać tą chwilę. Musiała wiedzieć. Pragnęła tego.

Chciała zapamiętać bezsilność kucyków, ich obojętność... Gotowość do poświęceń.

 

W końcu krzyki ustały. Minuette zamieniła się w szary pył.

Jeszcze jeden stos zapłonie...

 

O pięć za dużo.

  • Sad 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cindy spojrzała w kierunku stosu. Minuette... Żal było jej przez moment jednorożca. Jednak nie okazywała tego. Jej uczucia ponownie przyćmiły się. Wewnętrznie odsunęła otaczające ją wydarzenia od siebie. 
A więc i ja mam to w sobie. Przeklęta historia, przeklętej wsi. Każda z nas musi w czymś zawinić. 

Odwróciła się od stosu, notując tylko, że Rubby patrzyła w ogień jak zaczarowana. Ona nie czuła tej potrzeby. Tak jak wcześniej nie czuła potrzeby patrzenia na zaklęcie nekromancji. Jej "rola" tego wieczora została wypełniona. 

Droga Rado, wrócę do Was jako morderczyni. Mam nadzieję że przyjmiecie mnie, tak jak to czynili nasi przodkowie. 

Westchnęła ciężko, przypominając sobie dlaczego opuściła Houndsmoor. Kto by pomyślał, że zostanie tam byłoby lepszą decyzją. 

-Zanocuję w twojej tawernie, jeśli mi pozwolisz. - słowa te skierowane były do Sunbursta. Wyprane z energii, przepełnione zmęczeniem i znużeniem. Kłótnia wyciągnęła z niej całą chęć do działania. Jeszcze wczoraj wieczorem latała po tawernach, starała się zbierać strzępki informacji, dlatego przybyła niemal w ostatniej chwili. Teraz, po tym co się stało nie miała ochoty na nic. 

Grono Założycieli, gdziekolwiek jesteście - jeśli teraz patrzycie na Ponyville z czeluści kucykowych piekieł, czuwajcie nad nami. Bo postępowaliśmy słusznie. 

Odeszła kilka kroków od czarodzieja i zebry, aby mieć miejsce i rozłożyła skrzydła. Wraz z ich machnięciem wzbiła się ku górze. Luna nie musiała się obawiać, nie będzie próbować wylecieć poza teren zaklęcia. To byłoby równie bezsensowne jak pozostanie tu. Po prostu potrzebowała pomyśleć.. A najlepiej myślało się leżąc w chmurach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier spojrzał na Cindy. Docenił jej gest, chociaż takowego nie znał wcześniej. 

Większość kuców już widziała jak wygląda cotygodniowy lincz. Jednak Sunburst oglądał go po raz pierwszy. Sierść zjeżyła mu się na ciele, przysunął się bliżej Zecory, chcąc jeszcze bardziej ją wesprzeć w tym wszystkim. Nie tylko Twilight nie będzie taka sama po tym wszystkim. Okropny rytuał odcisnął na zebrze ogromne piętno. Chociaż doceniał gest fioletowej klaczy to czuł, że musi bardziej pomóc pasiastemu kucykowi. Oparł łeb o jej szyję, tym samym odwracając wzrok od płomieni. Przymrużył oczy. Słuchał tych krzyków. To wystarczyło. 

Gdy pegazica postanowiła już opuścić miejsce spojrzał na nią dość nieobecnym wzrokiem. Kiwnął potwierdzająco głową na pytanie. Sam chwilę siedział jeszcze przy zebrze. Dopiero gdy ogień zgasł podniósł się, prostując kości.

- Hej. Wiem, że jeszcze tydzień, ale odpoczywaj.

Ruszył w stronę tawerny. Po drodze minął się z Księżniczką Przyjaźni. Zatrzymał na niej wzrok. W jej oczach było coś, co Sunbursta przerażało. Nie zamierzał jednak olać swojej przyjaciółki. Stanął tak, że ich łby były w jednej linii. Nie stał jednak blisko, ponieważ straż by do tego nie dopuściła. Zadbał jednak tonem oraz głośnością głosu, by usłyszała to.

- Zobaczyłaś co chciałaś. Teraz odpocznij.

Nie dał jej odpowiedzieć, po prostu odszedł. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Batpony podszedł do zebry, uśmiechnął się krzywo. Po czym jakby wcześniejsze wydarzenia nie miały miejsca zapytał. 

- Ta miska z wodą jest jakaś niezwykła? Może ma jakieś inskrypcje lub jest wykonana z żartkiego materiału czy może po odwróceniu woda z niej nie ucieka?  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wzgórze Ognia zdążyło już odetchnął po ostatnim skazaniu. Atmosfera tego miejsca zdążyła się rozproszyć, podobnie jak dym, który uleciał gdzieś w przestworza. Pomimo tego miejsce to pogrążyło się w smutnym milczeniu, pozbawionym dźwięków przyrody. Straszliwe rzeczy, które wydarzyły się na tym wzgórzu odebrały siły życiowe naturze, doprowadzając do zwiędnięcia kwiatów oraz wyszarzenia trawy, która stała się krucha, przez co rozsypywała się pod ciężarem kopyt. Podmieniec poleciał tuż pod rozłożysty dęb, gdzie jak zawsze zebra oczekiwała na przybycie innych. Ktoś już przed nim przybył, a była to Rubby, kucykoperz, który zdążył zapytać o miskę z wodą. Trzeba będzie spytać o coś jeszcze.

 

– Witaj zebro. Ja natomiast chciałbym spytać o ten płomień rytualny. To magia typowa dla zebr. A do tego została zakazana. Jak do tego doszło i jakie jest znaczenie ognia w kulturze zebr? Nn co zazwyczaj Was naprowadzał podczas podobnych rytuałów?

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zebra obudziła się zziębnięta i obolała. Jej ciało domagało się więcej snu, ale nie mogła mu na to pozwolić. Zresztą tam tylko czekały na nią koszmary. Musiała wstać, musiała odpowiedzieć na pytania swych gości. Jakby tego nie zrobiła, to całe poświęcenie byłoby zbędne. Sprawę należało poprowadzić do końca.

 

Powitała kucoperkę i podmieńca uprzejmym skinieniem głowy. Upiła łyk zimnego rumianku, zaparzonego poprzedniego wieczora. Gardło miała suche i obolałe. Najwidoczniej w nocy znowu krzyczała. Śniły jej się płomienie, pożerające jej ciało i duszę.

 

- Miska była zwykła, z gliny ulepiona, symbolizować ma wodę, która obudzona - zwróciła się do Rubby. Po czym odpowiedziała na pytanie podmieńca: - Ogień jest jednym z pięciu żywiołów, wiedzieć to powinien każdy z pachołów. Płomień purpurowy to rzecz właściwa dla Koszmaru, ja sama nie znam tego czaru. Niektóre zaklęcia są bogom niemiłe i na dodatek ze wszech miar zgniłe. - Zebra skrzywiła się. Na jej pysku malowała się odraza.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...