Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Czarny rynek

- SPA lub fryzjer? Chyba mnie z kimś mylisz. Sama zajmuje się swoją grzywą, nikomu nie daje tykać - poruszyła głową, by ją rozwiać, co wyglądało dość komicznie, biorąc pod uwagę, że nie była za długa. - Szkoda by było gdyby ją ruszyli - mruknęła bardziej chyba do siebie. - Szczur też może dziabnąć, mysz również, ale jednak nikt ich nie rozbiera na części pierwsze - uśmiechnęła się krzywo, mówiąc swoją ripostę. - Ta zamiast gryźć będzie zapewne połykać w całości - powiedziała, wracając do tematu Gryzeldy. W książce, którą przeglądała Sinister był dokładny opis budowy broni palnej, wybuchowej jak i pojazdów wojskowych. Opisy szczegółowo pokazywały budowę tych maszyn i potrzebnych materiałów, które mogły być bardziej problematyczne do zdobycia. Nie było też oczywiście opisów broni masowego rażenia, czy najnowocześniejszych maszyn ludzi. Broń opisywana w książce była do przełomu dwudziestego wieku w normie czasu ludzi. - Mówiłam już, miałam powody do tej demolki - lekko się nadąsała. - Całkiem szybko się uwinęłyśmy - mruknęła, a potem spojrzała na Sinister. - Twój upiór też tu jest, czy gdzieś sobie polazł?

 

- Niestety tylko wybrani mają możliwość korzystania z tego daru, ale nie wszyscy to rozumieją - powiedział ponuro. - Młode z czasem dorasta - mruknął, słysząc historie o uczennicy upiora. - Nie lekceważ magii przyjaźni, skoro nawet króla chaosu mogła przemienić. Najwyraźniej i twoja protegowana zaczęła patrzeć innymi kategoriami. Nie wiem czy możesz jeszcze coś uzyskać z tępego narzędzia, to jak wiara w cuda - westchnął. - A jeśli chodzi o nasze usługi... To oczywiście, że się nie podoba, ale my nie jesteśmy organizacjom charytatywną, nie działamy za ładne uśmiechy i przytulanie - lekko się skrzywił. - Mimo, że nie pożądamy materialnych dóbr, jest coś co nam jest potrzebne - zmrużył oczy. - Na pewno nie werbujemy tak jak myślisz, by zostać członkiem Czarnej Róży trzeba tego chcieć i to czuć. Nie można kogoś zmusić. Wracając jednak do ceny... Nasze ciała zawsze będą miały ograniczenia, a żeby wzmacniać się w pewnych rytuałach potrzebujemy krwawych kamieni. Wystarczy jeden niewielki woreczek, a wtedy możemy zacząć próbować ci pomóc. Te kamienie jednak nie są tak łatwo dostępne. Tutejsi sprzedawcy sprzedają je za duże pieniądze, a z naszymi przedstawicielami nie chcą rozmawiać. Boją się nas zbyt bardzo, by robić z nami interesy. Normalnie występują w kopalniach pod Canterlotem, więc sama widzisz, mamy bardzo utrudnione zadanie. Biorąc jednak pod uwagę zmiany jakie zaczęły dziać się wraz z przybyciem Crystal, potrzebujemy tych kamieni do naszych dalszych badań. Wszystko ostatnio staje na głowie, a my musimy wiedzieć czemu

 

Harpie

Kolejna maszkara spadła, zostając trafiona, jednak gdy zaczęto strzelać do kolejnych, te zaczęły rozlatywać się na różne strony, by rozbić swoją grupę, a tym samym utrudnić ostrzał. Ludzka broń, która miała za wolny wystrzał, nie stanowiła większego problemu dla potworów, gdy jej unikały dzięki zwinności i szybkości. Problemem pozostawał szybszy rewolwer, który nawet zdołał musnąć jedną z nich w skrzydło, ale nie zranić na tyle mocno by ją zatrzymać. Wciąż więc w powietrzu pozostawały trzy harpie, które mimo ostrzału zbliżały się coraz bardziej. W międzyczasie ognisty oddech Katie, spalił harpie na popiół, a wiwerna zdawała się ignorować rozwścieczoną smoczyce, kierując się bliżej gór. Jak się okazało było tu gniazdo wiwern. Samica pilnowała jaj gdy samiec najwyraźniej próbował przegonić atakujące harpie, które próbowały dobrać się do gniazda. Wszystko wskazywało, że był to po prostu instynkt, a harpie traktował jak zagrożenie dla gniazda, co nie było dziwne.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Sinister

- Hmm - Zareagowała na wieść że Crimson sama zajmuje się swoją grzywą. - To w zasadzie widać... - Powiedziała jakby coś było nie tak. Nie mogła pozostać dłużną za tą babcię. - Musisz popracować nad tymi rozdwojonymi końcówkami, polecam odżywkę którą stosuje Fleur de Lis... No i mogłabyś się jednak częściej je farbować bo masz odrosty - Dodała ze skrzywioną miną jakby było to co najmniej odrażające. - Szczur co prawda może dziabnąć ale jest na tyle rozgarnięty że jeszcze nie dziabnął tego nie odpowiedniego kucyka - Wskazała na siebie kopytem. - A co do tej... Nazwijmy ją roboczo Gryzelda nie będzie musiała używać zębów by rozłączać na przykład jednorożca - Uśmiechnęła się zastanawiając się w co ją uzbroić. Jak na razie przeglądając tą książkę wiedziała jedną rzecz, ciężko będzie się zdecydować bo każdej rodzai broni przecież się nie zmieści. - Ta... Dziecko nie dostało swojego cukierka - Wystawiła jej język przyrównując jej zachowanie do źrebaka. - Wygląda na to że gdzieś poszła, chyba nadal próbuje otworzyć tą księgę o czarnej magii - Powiedziała rozglądając się by upewnić się że Star na pewno nie ma przy nich. - Czemu pytasz?

 

- Wtedy jeszcze nie wiedziałam że istnieje coś takiego jak magia przyjaźni - Odpowiedziała akolicie zagryzając wargę. - Niestety nie wiem o Discordzie zbyt dużo jednak wiem że tępe narzędzie nie zawsze warto spisywać na straty. Widzisz, można je naostrzyć a do tego potrzeba tylko odrobiny pracy i odpowiedniej okazji... A cuda same się nie zdarzają - Stwierdziła z uśmiechem. - Powinnam być martwa setki lat temu a jednak tutaj jestem i z tobą rozmawiam. Czy to nie jest przykład cudu który stworzyłam? - Jej głos sprawiał wrażenie jakby uznawała się za lepszą od niego. - Jestem ciekawa jaką zakazaną wiedzę straciliście w odmętach czasu a co wasze pokolenia dołożyły od siebie tworząc nowe czary... - Trochę się rozmarzyła ale zaraz wróciła na ziemie. - Strach silniejszy niż chęć zysku? - Spytała z zaskoczeniem. - To coś nowego - Wzruszyła kopytami i kontynuowała. - Zgaduje że mają innych kupców ale to stawia pytanie do czego je można jeszcze wykorzystać - Star zawsze była spragniona wiedzy. - A więc mam przekonać moje tępe narzędzie by kupiło taki woreczek i dało ci go do kopyta? 

 

Batty 

- Teraz chyba zaszarżują! - Krzyknął zaniepokojony dowódca widząc że zarówno on jak i inni muszą przeładować broń. 

- Na to czekam... - Odpowiedziała Batty celując w kolejną harpię, jako jedyna nie szastała amunicją i mimo że miała jedynie sześć pocisków zostały jej jeszcze cztery. Miała nadzieje że zdąży zrobić to co chce zanim zbyt wiele ogierów zostanie rozszarpanych. Po raz kolejny nacisnęła spust i liczyła że trafi, zrobiła wszystko co mogła biorąc pod uwagę nawet znikomą poprawkę na prędkość z jaką poruszał się okręt i cel. 

 

- Ta... Odlatuj. Nie ma tutaj miejsca dla naszej dwójki - Stwierdziła widząc jak mało przeciwników zostało a ona jeszcze nie zdążyła w żadnym zatopić swojego ostrza. Odrzuciła pistolet w stronę Batty nie chcąc go przypadkiem zgubić podczas szarpaniny i wzbiła się do lotu kierując się na osamotnioną harpię. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- A czy ja ci wyglądam na jednorożca, by przejmować się takimi bzdurami? - wzruszyła kopytami, jakby wcale jej to nie ruszyło. - Niestety jednak, jeśli ty używasz jej odżywki, to radzę zmienić, słabo coś na ciebie działa - zrobiła niewinną minę, a w międzyczasie, sprzedawca spojrzał na książkę Sinister.

- Tylko ta książka? - spytał. - To będzie piętnaście bitów. Crimson kontynuowała rozmowę, jednak na tyle cicho, by Sinister mogła ją zrozumieć, a przy okazji nie zagłuszyć sprzedawcy.

- No to lepiej żeby wtedy ona cię nie dziabnęła z powodu gorszego dnia - mruknęła, patrząc w sufit. - Poza tym, ten cukierek był tego wart, mamusiu - uśmiechnęła się psotnie, a potem lekko zmarszczyła brwi. - Sama nie wiem, chyba z ciekawości. Porąbana sprawa, gdy ona coś na mnie gada ci na ucho, a ja nawet nie mogę usłyszeć. Pomyślałam, że znowu to robi

 

- Czasem tępe narzędzie jednak traci ostatecznie swój blask i nawet najlepszy go już nie zwróci - mruknął, mrużąc oczy. - Nie powiem ci zbyt wiele o magii przyjaźni, bo jest dziedziną, której unikamy. Działa niczym zaraza... Deprawuje i psuje innych, a my nie możemy temu ulegać, jest zupełnie inna niż nasza magia. My przełamujemy delikatną barierę między życiem, a śmiercią, ale jest to potężna i groźna magia, co sama zapewne zresztą wiesz, cudzie... - ciężko było stwierdzić, czy się droczył z upiorem, mówiąc te końcówkę, czy może naprawdę uważał, że jest przykładem cudu, o którym mówi. - Nie powiem ci jednak więcej, bo to podchodzi pod sekrety naszego zakonu, a co do kamieni... Mają liczne możliwości, gdy wiesz jak ich użyć. Zwykłe jednorożce widzieć w nich będą tylko klejnoty, ale niewiele wiedzą - pokręcił lekko głową. - Nie będę się zagłębiał w to, ale mogę powiedzieć, że są potrzebne w naszych rytuałach. Kupiec jednak uważa nas za szarlatanów i nami gardzi, a zmusić go do współpracy tutaj nie możemy - lekko się skrzywił. - Ja nic nie mówię. Chcesz naszej pomocy, zrób co uważasz. Opętaj go lub innego kucyka i je dla nas zdobądź. Zwykle upiory potrafią robić to na godzinę, chyba, że ty masz ograniczenia. Możesz też skorzystać z niej. Nie liczy się dla mnie jak to zrobisz, ale rezultat

 

Harpie

Pocisk klaczy leciał prosto na potwora i wszystko wskazywało, że trafi, aż ten nagle nie zrobił zwrotu, unikając ataku. Dwie harpie wleciały prosto w atakujące je kucyki i szponami zaatakowały dwa z nich. Jedna z nich, chwyciła jednego z kucyków z niebywałą szybkością, niczym sokół, który polował na gryzonia. Uniosła ofiarę w powietrze, próbując z nią wylecieć, gdy jej szpony wbijały się w jego ciało. Druga z harpii wleciała w drugiego kucyka, tocząc się z nim za odział i zaczęła natychmiast wbijać w niego szpony. Wyglądało, że chce go oskórować na miejscu. Trzecia, która próbowała dolecieć do reszty, została nagle zaatakowana przez Katie, która w nią nagle wleciała. Harpia syknęła wściekle na gada i zaczęła wbijać swoje szpony w jej ogon, próbując ją od siebie przegonić.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Jakbyś trochę schudła i założyła urodzinową czapkę to byłoby nawet blisko... - Zmrużyła oczy jakby naprawdę sądziła że wtedy ktoś by ją z nim pomylił w tym wypadku. - Niestety nie często mam czas pielęgnować grzywę. Jestem bardzo zajętą, pracującą klaczą która nie przejmuje się swoim wyglądem - Uśmiechnęła się wskazując na to że to nie tędy droga jeśli chce ją urazić. - Tylko ta - Teraz zwróciła się do sprzedawcy będąc zaskoczona niską ceną. Podała ogierowi jego należność i odwracając się kontynuowała rozmowę z Crimson. - Nie dziabnie, aktualnie nie ma zębów a co dopiero mówiąc o reszcie ciała. W zasadzie to jeden z powodów dla których obawiam się przywrócić ją do życia. Nie obchodzi mnie ile kucyków zacznie znowu krzywdzić ale będzie na mnie polowała chcąc mojej części mocy a wiem że gdy umierała była silniejsza ode mnie... - Gdy to mówiła po raz pierwszy było słychać w jej głosie strach. - Ta, przynajmniej teraz masz pewność że w barze tequili nie zabraknie. Nie przejmuj się nią, potrafi robić to cały czas o każdej osobie z którą zamienię więcej niż pięć zdań. Teraz jednak gdy nie używam tyle czarnej magii co kiedyś jej słowa nie mają takiego znaczenia. 

 

- Gdybym mogła opętywać kucyki to życie byłoby o wiele bardziej zabawne - Stwierdziła ze smutkiem. Robiła wiele rzeczy żeby się nie nudzić ale czasami to nie wystarczało.  - Niestety tymczasowo czasy dawnej świetności mam za sobą. Chociaż jest coś o czym wcześniej nie pomyślałam... - W jej głowie zrodził się pewien pomysł by spróbować coś innego. - Przyjaźń deprawuje? A to ci niespodzianka - Była trochę zła że nie powiedział o niej więcej ani o innych przykładach użycia tych kamieni. - Kupiec wami gardzi? Ja bym mu pokazała że nie powinien... To zwykle działa. - Stwierdziła podając mu swoją metodę.- Jeśli je zdobędę... To raczej nie będzie dzisiaj więc jak znajdę ciebie? Jesteś tutaj codziennie i przeglądasz księgi? 

 

Batty 

- A to ci zwinna cholera... - Stwierdziła widząc że stwór uniknął pocisku. Gdy dwie harpie wleciały w tłum kucyków Batty postanowiła zrobić użytek ze swojego rogu, iskierki magii wydobywające się spomiędzy jej włosów jasno to sygnalizowały. Nie była w tym jednak tak dobra jak inne jednorożce... Zawsze zajmowało to dłuższą chwilę przez co dwójka ogierów została potraktowana pazurami a jeden z nich nawet porwany w powietrze. Ten drugi wykorzystując swój nieprzeładowaną broń spróbował uderzyć ją w brzuch mając nadzieje że go wypuści. Nie chciała pozwolić im tak po prostu zginąć, ta motywacja dodała jej sił i w końcu wyczarowała barierę i rozszerzając ją chciała odepchnąć harpie.

- Zabijcie je! - Krzyknęła skupiając się na podtrzymywaniu zaklęcia. Jeden z ogierów odrzucił swoją strzelbę i podniósł dwustrzałowy pistolet mając nadzieje że jest nabity. Wycelował i spróbował trafić w przeciwnika który był zajęty ściąganiem skóry z jego współtowarzysza. 

 

Kati tymczasem wleciała w trzecią harpię i zadała jej jedną ranę... Ta jednak nie pozostała dłużna i zaczęła wbijać swoje pazury w ogon smoka. Wydała cichy odgłos spowodowany bólem i ze wściekłością zanurkowała w kierunku przeciwnika by kolejnym ciosem odciąć jej skrzydło lub przynajmniej je uszkodzić tak by nie mogła dalej latać. 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- W sumie jeśli chcesz oddać swój róg charytatywnie, to mogę skorzystać - lekko się uśmiechnęła. - A co do tego twojego upiora, to ona żyła dawno temu, teraz czasy się zmieniły. Poza tym jak szuka silnego jednoroga, to niech spróbuje ukraść magię Crystal, ta ma chyba jej nadmiar - wzruszyła kopytami. - Zresztą ona i tak już nie żyje i pewnie nie wróci, skoro ty nie chcesz jej ożywić. No dobra, pogadałyśmy, mamy książkę, więc jest chyba dobrze. To co teraz? Idziemy do baru, szukamy White, czy twojego upiora? Chociaż o to ostatnie, chyba nie trzeba się martwić, w końcu i tak nie żyje, a chyba nikt nie zadzwoni po pogromców duchów

 

- Wystaw kopyto - mruknął, a gdy upiór to zrobił, ogier również wyciągnął swoje. Jak się okazało, jego sierść musiała być szara, co wskazywało kopyto. Nagle na kopycie upiora wylądował kamień, co ciekawe był tak samo eteryczny jak ona. Zaraz potem ogier schował kopyto pod swój płaszcz. - Nie wszystko można pokazać, a Czarna Róża musi pozostać neutralna. Interweniujemy kiedy to konieczne, więc możesz uznać, że masz niezwykłe szczęście - spojrzał prosto w oczy upiora. - Gdy będziesz gotowa, zniszcz kamień, a on zabierze ciebie przed drzwi naszego klasztoru. A jeśli masz ochotę zabrać kogoś ze sobą, to wystarczy, że ciebie złapie

 

Harpie

Bestia, która została nagle uderzona w brzuch, wściekle syknęła i rozluźniła uścisk tym samym, uwalniając ogiera ze szponów. Nim jednak zdążył nacieszyć się wolnością, chwyciła go za tylne kopyto i trzymała tak, że jego głowa wisiała w dół do ziemi. W tym czasie, druga harpia wbiła głęboko pazury w drugiego kucyka, próbując dobrać się do mięsa. Co najgorsze, robiła to żywcem, bo jej ofiara nadal wyrywała się i wrzeszczała. Nim jednak zdołała do końca rozpracować ciało ofiary, nagle nastąpił huk, po którym harpia wściekle syknęła i padła martwa na kucyka, którego próbowała oskórować. W międzyczasie harpia, która trzymała kucyka za kopyto, puściła go gdy dostała barierą. Wściekle syknęła na Batty i zaczęła lecieć teraz na nią. Cięcie Katie okazało się skuteczne i harpia zawisła teraz, trzymając jej ogon szponami, gdy nie mogła machać skrzydłami.

- Wredna mała wiwerna! - syknęła w kierunku smoka, zaciskając szpony na jej ogonie

Link to comment
Share on other sites

Sinister 

- Nie ma mowy - Powiedziała z przekonaniem. - Naprawdę mało rzeczy robię charytatywnie. Powiedzmy że próbowałam i to po prostu nie działa... - Trochę się skrzywiła wspominając dawne dzieje. - Nie ukradnie magii Crystal... To niemożliwe żeby tak po prostu jeden jednorożec podszedł do drugiego i poczęstował się jego magią. Nie wiem o tym zbyt wiele ale jestem pewna że to złożony proces. Ja mam w sobie krew Star więc ze mną ma łatwiej dlatego - W tym momencie przerwała widząc jak jej upiór ucina sobie pogawędkę z nieznajomym ogierem. - Nie byłabym tego taka pewna, nie tylko ja znam czarną magię na tym świecie a Star właśnie znalazła kogoś kto ją widzi a teraz nawet otrzymała od niego jakiś przedmiot... To zwiastuje problemy - Stwierdziła zastanawiając się co powinna z tym faktem zrobić. Nie mogła przecież wyrwać jej tego kamienia... - Ale to nie pora na to, idźmy po White a potem do baru - Powiedziała kierując się do wyjścia z biblioteki. - Chyba muszę się napić.

 

Star o dziwo posłusznie wyciągnęła kopyto w stronę ogiera. Prawdopodobnie tylko dlatego że wiedziała że ma coś do zaoferowania... Kucyk kolejny raz ją zaskoczył gdy wyciągnął eteryczny kamień który mogła nawet dotknąć jednak nie okazała zdziwienia. 

- Rozumiem - Stwierdziła beznamiętnie. Wiedziała że każdy ma sekrety trzymane przed innymi w tajemnicy. - Może szczęście a może tak miało być... A co jeśli ja kogoś dotknę i zniszczę kamień? Również zadziała?

 

Batty

Ogier który uwolnił się ze szponów harpii spadł na okręt... To znaczy prawię bo tylko przednimi kopytami i mimo piekącego bólu dochodzącego z pleców nadal walczył o swoje życie jakby to czego dotąd dokonał było jeszcze niewystarczające. Nie był jednak sam w tej bitwie bo drugi kucyk od razu ruszył mu na pomoc. Chwycił go za kończynę i jednym silnym ruchem wciągnął na pokład.

- Dług spłacony? - Spytał żartobliwie bo w tej sytuacji rolę się odwróciły. Mina mu jednak zrzedła gdy zobaczył że ogier którego uratował upada na ziemie. Wyglądało na to że rany spowodowane pazurami gdy stwór go uniósł okazały się poważniejsze niż wyglądały... Tymczasem kucyk który zabił drugą harpię również ruszył by pomóc swojemu koledze. To była przyczyna przez którą jeszcze żyli, ratowali siebie nawzajem. To prawda że wojna odsłania to co najgorsze w ludziach jednak równocześnie potrafi wyciągnąć z nich jedne z lepszych cech. Braterstwo i poświęcenie tak ważne w trudnych chwilach. Ogier z łatwością podniósł martwego stwora odsłaniając ciało kolegi. Nie wyglądało to dobrze...

- Medyk, szybko! - Krzyknął i kopytem zaczął uciskać miejsce które najbardziej krwawiło próbując zatamować ranę. - Poskładamy cie... - Powiedział próbując dodać mu otuchy. - Jakoś.

Batty z kolei nadal była zajęta podtrzymywaniem zaklęcia które chroniło wszystkich, wiedziała że dopóki bariera istnieje sprawy nie mogą się potoczyć gorzej niż dotychczas. Zignorowała harpię która teraz leciała prosto na nią... Nie powinna się przebić. 

 

Kati natomiast dobrze się bawiła, przynajmniej do momentu aż harpia nie zaczęła gadać obrażając ją. 

- Nie jestem wiwerną ptaszku! - Wykrzyczała bez zająknięcia mimo że pazury wbijające się w jej ogon sprawiały jej ból. - Jak możesz pomylić te marne podróbki jakimi są wiwerny ze SMOKIEM? - To zdanie wypowiedziała równie głośno co poprzednie wyjątkowo akcentując rasę do której należy. - Baw się dobrze nielocie... - Po tych słowach splunęła ogniem celując tylko w jej dłonie by w końcu przestała się nimi trzymać. Nie chciała od razu tego kończyć chcąc ją jeszcze bardziej upokorzyć. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Ciężko mi sobie wyobrazić jak robisz coś charytatywnie, jak mam być szczera - mruknęła idąc za nią. - Skoro jest tak groźna dla ciebie, może powinnaś poszukać sposobu żeby odegnać ją na drugą stronę czy coś. Nie znam się za bardzo na magii, jak wiesz jestem tępym kucykiem ziemskim, ale chyba duchy nie mają za bardzo prawa tu przebywać - zakończyła jednak dalszą dygresje, widząc, że jej rozmówczyni patrzy gdzieś w bok. Zauważyła, że patrzy na jednego z habiciarzy, których zwykła tak nazywać. Chciała powiedzieć że nie muszą się nimi martwić, aż jej rozmówczyni nie otworzyła ust, na co Crimson zmarszczyła brwi. - Żartujesz? - nagle powiedziała. - Jesteśmy we dwie, on tylko jeden. Zabić go nie można, ale przetrzepać sierść to nie problem. Chcesz tak zostawić te sprawę? Może knują coś na ciebie

 

- Być może miało... - syknął spod kaptura. - Świat nigdy nie idzie prostą linią, to wielka rozwidlona droga, a nigdy nie wiadomo, którą z nich obierzemy... - zmarszczył lekko brwi, słysząc jej pytanie. - Interesujące pytanie, bo zakłada, że miałabyś ochotę kogoś zabrać w te drogę - jego wzrok na chwilę wylądował na Sinister, jednak zrobił to tak konspiracyjnie, że klacz nie miała szansy dostrzec jego spojrzenia na sobie. - Odpowiadając na twoje pytanie... - znów spojrzał na upiora. - Możesz tak zrobić. Postaraj się więc nie zgubić kamienia, wbrew pozorom nie są tak łatwo osiągalne

 

Harpia

- Durne koniki - syczała harpia, uderzając w pole swoimi szponami. - Nikt was tu nie zapraszał, to miejsce należy do naszych sióstr - znów uderzyła w barierę, nie chcąc się poddać. - Obrażacie nas, udając, że potraficie latać - zaczęła rysować szponami po polu, wydając przy tym nieprzyjemny dźwięk. - Ohydny sztuczny ptak spadnie, a my z siostrami będziemy ucztować na waszych ciałach - widząc, że kolejne ataki nic nie dają, nagle zaczęła latać wokół, aż nie zaczęła wydobywać z siebie nieprzyjemnego dźwięku, który nie mógł zwiastować niczego dobrego.

- Zginiesz przeklęta jaszczurko! - syknęła, gdy ogień dotknął jej łap. Mimo, że te były zwęglone jeszcze niewielką chwilę się trzymała, aż nie spadła z wrzaskiem w przepaść.

Link to comment
Share on other sites

Sinister 

- Znam jeden - Odparła z uśmiechem. - Mogę się zabić i Star również przepadnie... Widzisz, jesteśmy w pewien sposób związane - Potem jednak wyraz jej twarzy spoważniał. - A mówiąc poważnie nie chce jej odpędzać mimo tego iż obawiam się że kiedyś wróci do prawdziwego życia. W ciężkich chwilach mi pomagała i tylko ona była przy mnie... To trudna sprawa to wytłumaczenia - Wzruszyła kopytami. - To jakbyś... Nie ważne - Tym razem machnęła kończyną. - Nie mam dobrego porównania - Zwiesiła głowę i znowu popatrzyła na ogiera. - To prawda że możemy mu przetrzepać sierść ale co nam to da? Nie odbierzemy tego kamienia bo wygląda podobnie do niej a nawet ja nie jestem w stanie jej dotknąć. Po za tym znam Star, pochwali mi się tym co osiągnęła uznając że i tak jej nie przeszkodzę... Każdy antagonista wyjaśnia swój plan. 

 

Ta... - Stwierdziła nie zważając na to że na nią syknął. - Dlatego przewidywanie przyszłości to taka ciężka sprawa... - Parę razy obróciła kamień przyglądając mu się. Ten ogier naprawdę był niezłe przygotowany na to spotkanie zupełnie jakby je przewidział. Czyżby coś było na rzeczy? Tego nie wiedziała. - Będzie chętna ale jeszcze nie jest tego świadoma... - Powiedziała z przekonaniem. - Spokojnie, nie mam w zwyczaju gubić ważnych rzeczy a już w szczególności takich które są przepustką do nowego życia.

 

Batty

- Byliśmy tu pierwsi! - Odezwał się jeden z wielu ogierów do harpii. Chciał jej pokazać środkowy palec ale w porę zorientował się że stracił tą możliwość dosyć dawno temu... - Przeklęte ciało - Mruknął i stając na tylnych kopytach wykonał gest Kozakiewicza. - To miejsce należy do nas i nie obawiamy się zawalczyć o nie - Reszta która nie zajmowała się rannymi zaczęła głośno klaskać by pokazać że to oni są górą w tym starciu. Tylko dowódca był zaniepokojony zachowaniem stwora który zaczął latać wokół okrętu i wydawać nieprzyjemny dźwięk. 

- Będzie ich więcej?! - Próbował przekrzyczeć tłum pytając Fire czy będą kolejne kłopoty. Ona jednak nie mogła go usłyszeć w całej tej wrzawie... Wiedziała jednak że harpia nie robi tego bez powodu i wyglądało to jakby wzywała posiłki. Obróciła ster i skierowała statek prosto do bazy jednocześnie obniżając lot chcąc skorzystać z dodatkowej energii by przyśpieszyć lot. Rozglądała się na boki obawiając się że faktycznie może być ich więcej...

- Zastrzel ją ktoś! - Teraz krzyknął do swoich podwładnych którzy dali się ponieść chwilą i widząc że jego słowa nie mają efektu sam zaczął strzelać do harpii z rewolweru. 

 

Kati tymczasem z zadowoleniem patrzyła jak przeciwnik spada na ziemie. Nie zamierzała jednak dać jej tak skończyć po kolejnych jej słowach. Po pikowała w dół i w dosyć szybkim tempie dogoniła ją i złapała za obezwładnione skrzydło wbijając w nie swoje pazury. 

- Masz coś jeszcze do dodania? - Ugryzła skrzydło harpii i wyszarpała kawałek mięsa razem z piórami. - Wiesz, zapomniałam jakie kurczaki są dobre... - Powiedziała z pełną paszczą przez co zdanie było odrobinę mniej zrozumiałe od reszty. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Zanim cię poznałam, myślałam, że moje życie jest popieprzone, ale odkąd coraz lepiej poznałam ciebie, mam wrażenie, że w sumie nie jest u mnie tak źle - pokręciła lekko głową. - Naprawdę macie toksyczny związek, nie ma co - westchnęła. - Nie wiem czy każdy antagonista tak robi, bo jeśli tak, to ciekawe komu Crystal się spowiada? - mruknęła, gdy opuściły budynek i zaczęła rozglądać się wokół. Aukcji już nie było, więc to nieco utrudniało zadanie znalezienia White. - Jakieś pomysły gdzie nasza ślicznotka? Chyba nie rzuciła się na nich tutaj co? - spojrzała na plac. - Nie no na pewno nie, bo wtedy byłoby orędzie, że ją zatrzymano czy coś. To co robimy? Czekamy na nią w barze, czy jak?

 

- Niebywała pewność siebie - krzywo się uśmiechnął. - Zastanawiające, co mogło wywołać śmierć tak wielkiego jednorożca. Niestety i wielcy przepadają, tak jak założyciel, a może założycielka Czarnej Róży, piaski czasu i to zatarły - westchnął. - Złapał księgę, którą czytał gdy się spotkali w kopyto. - Rozmowa z kimś takim jak ty jest niezwykle owocna, ale będę musiał najwyraźniej zabrać księgę ze sobą. Dziś księżyc zaświeci czerwienią, co jest idealny czasem dla kolejnych rytuałów - znów spojrzał na Star. - Wierzę więc, że to nowe życie wkrótce nadejdzie

 

Harpie

Bestia nadal wykonywała swoje nawoływanie, a gdy dowódca próbował strzelić ta zręcznie unikała jego ataków nie zaprzestając upiornej pieśni. W jednej chwili wszystko ucichło, zupełnie jakby świat na te jedną drobną chwilę stanął w miejscu. Z gór pod maszyną dobył się liczny ogromny skrzek, który skutecznie zagłuszył głosy załogi. Z jam w górach zaczęły wylatywać chmary harpii, które zareagowały na nawoływanie siostry. Harpia, która je wezwała uśmiechnęła się jadowicie w kierunku dowódcy.

 

- Aaaa! - wrzasnęła harpia, gdy Kati odgryzła jej kawałek ciała. - Tchórzliwy jaszczur! - wrzasnęła przez zaciśnięte zęby. Jednak nim smok mógł zareagować i do niej musiał dotrzeć liczny skrzek dobywający się z gór.

- Zostaw naszą siostrę przeklęta wiwerno! - wrzasnęła nagle do Kati jedna z dwóch harpii, lecących teraz prosto na nią ze szponami gotowymi do ataku.

Link to comment
Share on other sites

Sinister 

- Może nie powinnam tyle mówić... - Powiedziała cicho jakby do siebie. - Nigdy z nikim tym się nie dzieliłam więc może to zły pomysł - Wzruszyła trochę zrezygnowana kopytami. - Star jest czasami jak stetryczała pra pra i tak dalej babcia. A co do Crystal... Hmm. Może akurat ma dobre intencje i nikt jej nie rozumie? - Zaśmiała się na ten jakby żart. - Albo ma więcej szarych komórek niż typowy złol. Cholera w zasadzie wie - Gdy Crimson nigdzie nie znalazła White również zaczęła się rozglądać. - Raczej się nie rzuciła, to nie podobne do niej a to miejsce nie wygląda jak po bitwie... - W tym momencie jeden z ogierów odszedł od stoiska z czymś co wyglądało na drogie kamienie czy inne błyskotki odsłaniając białą klacz. - Patrz, tam się schowała - Powiedziała pokazując kopytem. - White, idziemy do baru! - Sinister krzyknęła w jej stronę wzmacniając głos magią by przebić się przez harmider panujący na czarnym rynku.

 

- Czas... - Mruknęła ponuro. - Czas powolutku zjada nas wszystkich. Sprawia że ciała najpierw słabną i niedołężnieją, potem gniją by na koniec nie pozostał po nich nawet proch... - Pokręciła głową jakby nie akceptowała tego faktu. - A więc do następnego spotkania - Powiedziała i stała się bardziej przezroczysta jak chwilę wcześniej. - Owocnych rytuałów - Rozpłynęła się w powietrzu całkowicie i ani po niej ani po kamieniu nie pozostał najmniejszy ślad.

 

Batty

- Jesteście z siebie zadowoleni? - Spytał ze złością dowódca. - Banda niesubordynowanych koni! - Skarcił ich i nawet nie spoglądał na harpie słysząc że pod sobą mają dużo większy problem. - Fire, daleko jeszcze? - Spytał z nadzieją że skrycie się w opuszczonej bazie ich uratuje. 

- Tuż za rogiem - Odpowiedziała spokojnie Fire, pilotując tą latającą cegle nie mogła poczuć dreszczyku emocji. - To znaczy za tą górą - Okręt prawie zadrapał poszyciem o szczyt a chwilę potem gdy go minęli pilot jeszcze bardziej skierował dziób maszyny w stronę ziemi... Po kolejnych piętnastu sekundach statek dotknął wody i skutecznie wytracał prędkość brodząc w substancji dużo gęstszym niż powietrze. W oddali widniało dosyć spore wejście do dawnej siedzimy buntowników a w nim tylko ciemność...

- Zostawiliście otwarte drzwi - Zauważyła Batty. - Coś się mogło zagnieździć w środku... 

- Gwardia pukała zbyt mocno i nawet czterdzieści centymetrów stali nie dało rady - Fire zbyła temat. - Mogło ale nie musiało a to nasze jedyne potencjalne schronienie. Przygotować się do desantu! - Krzyknęła do wszystkich.

- Z deszczy pod rynnę... - Kłusowniczka zagaiła sama do siebie. - Oby te słowa nie były potrzebne. 

 

- Dobra - Smok wypluł kawał mięsa i znowu się odezwał a jej głos zabrzmiał jakby zorientowała się że przesadziła... To że znowu nazwali ją wiwerną puściła mimo uszu uznając że to nie odpowiedni moment na kłótnie - Oddaje całą. No... Prawie - Z dużą siłą rzuciła ranną zdobycz w stronę harpii która miała do niej pretensje i tym razem się wznosząc leciała w stronę statku. Może miała nieco brawurowy charakter ale nie była taka głupia by sama porywać się na armię stworów. - Gdy dorosnę to wam jeszcze pokaże! - Krzyknęła na odchodne pełna złości 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Daj spokój - mruknęła. - Ja też nikomu nie mówiłam, że dałam sprać się gwardii - lekko się skrzywiła, a potem spojrzała kątem oka na Sinister. - Wiesz nie będę w to wnikała, może to twoja jedyna rodzina, nie wiem. Ja swojej rodziny nawet nie znam. Starzy pozbyli się mnie jak nic nieznaczącą parę kapci. Chciałabym powiedzieć że zginęli na wojnie czy coś, ale po prostu pozbyli się mnie. Niewiele wiem o swoich korzeniach więc buduje życie po swojemu - lekko westchnęła aż nie dostrzegła jak Sinister zaczyna wołać Whit a gdy ta zaczęła iść w ich stronę przerwała rozmowy o przeszłości. - I co się stało z klaczą z aukcji?

 

Harpie

Bestie pochwyciły ranną towarzyszkę i z nią zniknęły nie wyglądało by leciały za smokiem, ale nie zrezygnowały z ataku na maszynę. Zebrana spora grupa harpii starała się dogonić zanikający okręt, aż ten nie osiadł na wodzie. Stało się wtedy coś cnieoczekiwanego, bo harpie zaczęły nerwowo latać nad maszyną, ale nie zbliżały się zanadto. Wyglądało, że muszą się czegoś bać. Pytanie jednak brzmiało czy bały się wody, czy raczej miejsca, do którego właśnie zbliżała się ich zdobycz.

Link to comment
Share on other sites

White i Sinister

- Ty, White i Star to aktualnie jedyne osoby z którymi utrzymuje kontakt - Stwierdziła na pytanie o jej rodzinę ale nie powiedziała co się z nią stało. - Wygląda na to że ich nie potrzebowałaś skoro poradziłaś sobie bez nich - Wzruszyła ramionami i wyciągnęła dwa papierosy z torby. - Zapalisz? - Spytała Crimson i nie czekając na odpowiedz odpaliła swojego.

- Kupił ją jednorożec, założyli jej obroże i ze swoim gorylem poszli do baru... - Odpowiedziała trochę zdenerwowana gdy była wystarczająco blisko dwóch klaczy by nie musieć krzyczeć. Zachowała jednak większą odległość niż zwykle ponieważ nie chciała wąchać dymu. - Mam nadzieje że starczy mi cierpliwości....

 

Batty 

- Co one robią? - Spytał zaskoczony dowódca zachowaniem harpii. - Nagle przestały atakować?

- To oczywiste że raczej się czegoś boją - Stwierdziła Batty i wyjrzała zza burtę by poobserwować wodę... Nic jednak nie zobaczyła. - Mamy... - Rozejrzała się po okręcie w poszukiwaniu czegoś. - Coś w rodzaju przynęty? - Chwyciła martwą harpię i wrzuciła do jeziora w pewnej odległości od nich. Wycelowała w to miejsce swoją bronią. Statek tymczasem najpierw przybił do brzegu jednak rozpęd który jeszcze posiadał sprawił że wypchnął go odrobinę dalej na ląd. - Opuście okręt, nie róbcie hałasu, nie zbliżajcie się ani do wejścia ani do wody. Wydaje mi się że jest tutaj coś straszniejszego od tych harpii...

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- I dobrze - wzruszyła kopytami. - Po co komu tłok? Ja aktualnie, też tylko z tobą i ślicznotką głównie gadam, więc sama wiesz - nie powiedziała nic jednak na komentarz o jej rodzicach, ale w jej wzroku coś jakby się lekko zmieniło. Wyglądało jakby poczuła się wzruszona tym stwierdzeniem. - Wiesz, że nigdy nie odmawiam - mruknęła, sięgając po papierosa. Zaraz potem pojawiła się White i lekko się zaciągnęła, słuchając jej. Dopiero gdy skończyła, wypuściła dym. - Lepiej by jej tobie starczyło - lekko się skrzywiła. - Nie chcesz poznać Christiana, wierz mi - westchnęła. - Czyli najwyraźniej tej klaczy nie miniemy. No dobra, chodźmy, bo stać nie ma co - mruknęła i zaczęła prowadzić obie klacze między tłumami.

 

W miejsce, do którego szły, ruch zaczynał się nieco zmniejszać. Chodziły tu dosyć nieprzyjemne kuce. Niektóre nawet oglądały się z głodnym wzrokiem na White, a jeden nawet pozwolił sobie gwizdnąć i rzucić komentarz. "Nie chcesz poznać prawdziwego ogiera laluniu?" Zaraz jednak zobaczył Crimson i się wycofał. Cokolwiek miało tu miejsce, klacz musiała mieć kiepską opinie, bo tutejsze kucyki starały się jej unikać lub schodzić z drogi. W końcu dotarli do sporego budynku z szyldem o wdzięcznej nazwie "Pod kropelką". Budynek był dość spory, ale trochę zaniedbany. Nawet w rogu leżał jakiś kucyk który coś mamrotał do siebie, a potem wymiotował i śmiał się z tego jakby zrobił coś zabawnego. Z wnętrza budynku dochodziły dzikie dźwięki rozmów i muzyki, a nawet co jakiś czas dźwięk tłuczonego szkła. Nagle z wnętrza baru wyleciał jakiś zapijaczony ogier, a ktoś za nim krzyknął "nie wracaj oszuście." Crismon wydawała się tym wszystkim niewzruszona.

 

Putkowia

Zaraz po tym jak Batty wrzuciła harpie do wody, inne zaczęły odlatywać z wyraźnym piskiem, innym niż do tej pory. Zaraz żadna tu nie została, a wędrowcy znów zostali sami. Okolica była jakaś dziwna i wydawała się martwa. Nie było tu nawet nigdzie roślin, a nawet owadów takich jak muchy. Gdy pojazd dobił na ląd, oczom grupy mógł ukazać się przerażający widok. Gwardziści Crystal tu byli, ale wyglądali na nieprzytomnych lub martwych. Zbroje nawet nie były zniszczone, wyglądały na nienaruszone, a jednak nikt się nie ruszał. Obok nich była ich broń, a wokół leżała zużyta amunicja. Wyglądało jakby strzelali wszędzie wokół, ale co ciekawe nigdzie nie było śladów tego kogo atakowali. Potem stało się coś jeszcze. Martwa harpia będąca w wodzie, po prostu zniknęła. Nic się nie pokazało zniknęła jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nigdzie nie było widać śladów po niej.

Link to comment
Share on other sites

Sinister i White

- Tłok zwykle pcha się do najpopularniejszego gówna - Stwierdziła Sinister strzepując popiół z papierosa na ziemie i przy okazji zauważając zmianę spojrzenia u Crimson. - Twarda jesteś, nie ma co. 

- Dam radę... - Stwierdziła jednak z małym przekonaniem. - Ale nie wiem co ten ogier będzie jej robić... Nikt nie powinien być czyjąś własnością - Już samo nałożenie tej klaczy obroży było wystarczającym powodem dla White by zainterweniować. - Najwyżej usiąść obok mnie - Zaproponowała nie myśląc że ta oferta dla Crimson może zostać odebrana inaczej. - W razie czego przytrzymaj mnie i nie puszczaj... - Dodała jakby zapominając że pewna osoba tutaj na nią leci. 

 

White czuła się nieswojo czując spojrzenia tych brudnych ogierów jakby na coś liczyli... Albo przynajmniej wyobrażali sobie rzeczy które dla niej były nie do pomyślenia. Gdy jeden z nich się odezwał proponując pewną ofertę zatrzymała się na chwilę chcąc go spławić czy chociażby uświadomić że nie ma na to szans sam się wycofał.

- Dlaczego ja nie mam tego problemu... - Powiedziała z żalem Sinister. - Może powinnam zacząć dbać o siebie bo chętnie bym pokazała tym prawdziwym - Ostatnie słowo wypowiedziała z pełną wątpliwością. - Ogierom co ja potrafię.

- Ciesz się - Odpowiedziała niezadowolona White. - Nie musiałabyś się z nimi użerać - Machnęła kończyną nie chcąc o tym rozmawiać. - Za to prawdziwych dżentelmenów na pewno już nie ma w tych czasach...

- A ty znowu o tym - Zaśmiała się. - Właściwie... Każdemu dałaś po pysku tymi kopytkami że schodzą ci z drogi? - Teraz Sinister zwróciła się do Crimson.   

 

Batty

- Z deszczu pod rynnę... - Stwierdziła zszokowana jak ciało martwej harpii zniknęło w mniej niż sekundę a to co ją zabrało nie pozostawiło najmniejszego śladu. - Co do... - Starała się myśleć trzeźwo, nie dając ponieść się emocjom i rozumowi który bronił się przed tym zdarzeniem pytając jak to w ogóle możliwe... Nigdy nie widziała czegoś podobnego i czuła się nie przygotowana. - Zostać na statku i trzymać się razem! - Wydarła się wiedząc że pojedynczo będą lepszym celem. Zastanawiało ją po czym łowca rozpoznaje swoją ofiarę którą atakuje. - Cechy wspólne - Powiedziała pod nosem do siebie. - Między gwardzistami i harpią w wodzie - Przyłożyła kopyto do ust. - Dźwięk i ruch - Mimo jej szybciej reakcji jeden z ogierów zdążył wyskoczyć na ląd i nie mógł wrócić z powrotem. - Nie ruszaj się... - Powiedziała już dużo ciszej tak by musiał wytężyć słuch by to usłyszeć. - Nie wydawaj dźwięku... - Nie wiedziała czy to mu pomoże jednak warto było spróbować. - Ale jak je zabić? Jak zabijają ofiary? - Spojrzała na gwardzistów i ich karabiny. Zgadywała że strzelanie po omacku nie pomaga a po tych kucykach zostały same zbroje. - Żadne stworzenie nie pożera mięsa tak szybko... Dlaczego nie możemy tego zobaczyć? Czyżby były w innym świecie czy wymiarze i najpierw wciągają nas do niego by potem zabić i zjeść? - Przestąpiła nerwowo z kopyta na kopyto. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Mimo, że tego nie okazywała, wciąż myślała o tym co powiedziała jej White. Wiedziała dobrze o co jej chodziło, ale jej propozycja była niespodziewana. Klacz jednak dobrze myślała. Miała racje, że przyda się w tym miejscu ktoś kto ją powstrzyma. Tu nie można było przesadzać. Przez całą drogę do baru i tak była pod wrażeniem. Spodziewała się, że Sinister nie zwróci większej uwagi na to miejsce. W końcu nawet czarny rynek nie robił na niej wrażenia. Ale White... Mimo krzywych min i paru słów, okazała się również całkiem wytrzymała. Chyba nie doceniła tej klaczy. Nauczka na przyszłość, nie oceniaj książki po okładce. Jak widać w tym wypadku się sprawdza.

 

- Nikt mi nic nie udowodnił - uśmiechnęła się krzywo do Sinister, słysząc jej pytanie, a potem pchnęła drzwi by wejść do środka. Wnętrze miało nieprzyjemny zapach. Unosił się tu lekki smród moczu, zapach alkoholu jak i dym papierosowy. Widać było, że wszyscy tutaj nagminnie łamali prawa Crystal. Nie mówiąc, że nawet hazard był tu widoczny. Przy stolikach siedziały ogiery i grały głównie w pokera. Cała knajpa przypominała sporą spelunę gdzie nikt się niczym nie przyjmował, a bójki były na porządku dziennym. Nagle jeden ogier spojrzał na klacze, które właśnie weszły do środka i coś szepnął do innego. Po niedługiej chwili, wiele spojrzeń wbiło się w klacze. Chociaż gdy lepiej się przyjrzało, wszyscy patrzyli na Crimson, która nagle sięgnęła najbliższą pustą butelkę ze stołu i nią walnęła o ścianę, tłukąc przy tym na kawałki. - Wróciłam - rzuciła z uśmiechem.

- Tylko nie ty - wymruczał nagle ogier w średnim wieku o brązowej grzywie i szarej sierści. Jako jeden z niewielu wyglądał nieźle. Najwyraźniej był właścicielem obiektu. - Nie masz dosyć po ostatnim razie?

- Daj spokój... - wymruczała. - Nie było tak źle

- Siedmiu moich klientów wylądowało w szpitalu, a potem miesiąc remontowałem bar...

- Za dużo sobie pozwalali - machnęła kopytem. - No chyba nie odmówisz nam drinka? - ogier z przekąsem spojrzał na Crimson i obie klacze

- Ale bez awantur - w końcu westchnął.

- Mogę spróbować obiecać - uniosła uroczyście kopytko w górę, a potem spojrzała na towarzyszki, prowadząc je do spokojniejszego i czystszego stolika. - Jeden raz kucyk się zabawi, a potem to wypominają - mruknęła kręcąc głową.

 

Pustkowie

Mimo krzyków ze strony Batty i zejścia ze statku jednego z kucyków, nic się nie stało. Tylko wiatr wydawał dźwięki przesuwając ziarenka piasku dalej. Minęła dłuższa chwila, ale nadal nic, zupełnie jakby byli tu sami. Ciało harpii zniknęło, ale od tamtej chwili nic więcej się nie stało. Wyglądało to tak jakby tajemnicze stworzenie się najadło ciałem i zostawiło ich w spokoju. A może się jednocześnie bało ich zaatakować? Nic nie mogło być pewne, jednak nic wskazywało również, że może być tu ktoś poza nimi.

Link to comment
Share on other sites

White i Sinister

White Była w stanie zignorować wiele rzeczy. Hazard? Nic strasznego, przecież ten kto nie chce przegrać fortuny w karty nie musi brać w tym udziału. Bójki również nie wymykały się ponad jej zrozumienie. Obydwie strony liczą że wygrają a niektórzy robią to dla zabawy czy sportu. W tej sytuacji osoby postronne również mogą się w to nie mieszać jeśli nie chcą. Problem pojawiał się dopiero przy tym kucyku... Ona nie chciała zostać sprzedana i nie mogła nic na to poradzić. Krótko mówiąc to był sposób by zdenerwować White. Wracając do baru zapach alkoholu i dymu papierosowego który się tu unosił nie był jej obcy ale odór moczu to inna kwestia. Naprawdę? - Rozbrzmiało w głowie białej klaczy. - Jak można się tak schlać żeby zapomnieć pójść do toalety... - Nawet nie brała pod uwagę że ktoś mógł to zrobić z lenistwa. Cofnęła lekko nos nie chcąc wąchać tego zapachu i jednocześnie przypomniała sobie podobną sytuacje. Już raz stchórzyła i nie zamierzała zrobić tego ponownie. - W zasadzie to nie odór rozkładającego się ciała... - Westchnęła, podniosła wysoko swoją głowę zarzucając grzywą i dumnym krokiem szła za Crimson.

 

Sinister za to nie miała absolutnie żadnych problemów z barem i tym co się w nim znajdowało. Zapach moczu? Wiele odczynników chemicznych ma gorszy i bardziej ostry zapach więc można było powiedzieć że była przyzwyczajona. Hazard, nieprzyjemne kuce czy margines społeczeństwa również jej nie ruszał. Sama uwielbiała gry w których stawką często były spore pieniądze. Gdy oczy wszystkich zwróciły się na Crimson a ta stłukła pustą butelkę Sinister tylko się uśmiechnęła i zbliżyła się do niej.

- Wejście smoka? - Wyszeptała jej na ucho jak mówiła coś uwodzicielskiego a potem zwróciła się do właściciela. - A to biedaki - Miała na myśli tych co wylądowali w szpitalu przez odniesione rany. - Mocniej ucierpieli fizycznie czy psychicznie? - Spytała niewinnym głosem. - Brr. Bić się w siedmiu z jedną klaczą i przegrać to musi być trauma...

Link to comment
Share on other sites

Bar

Towarzyszki Crimson wydawały się wywoływać mieszane emocje wokół klienteli. Wszyscy przyglądali się głównie Crimson, którą już znali, ale nie ignorowali jednocześnie jej towarzyszek. Sinister była całkiem typowa dla takiego miejsca. Nie raz widziano podobne klacze w okolicy Czarnego rynku. Część z nich nawet zarabiała na swoje utrzymanie ciałem. Jednak widok White, to była zupełnie inna sprawa. Takie klacze nie były tu typowym widokiem w tym lokalu, no chyba, że ktoś taką kupił. Nie miała jednak na sobie smyczy, więc to wykluczało by została wcześniej przehandlowana. Oczywiście, niedawne zaintrygowanie zmieniło się w nerwowe pomruki dochodzące z okolicznych stołów. Stało się tak głównie przez Sinister i jej nie utrzymywanie języka za zębami. Cokolwiek zaszło podczas tamtej bójki, najwyraźniej we wszystkich zachowało uraz. Właściciel powoli podszedł do stolika trójki klaczy, a potem spojrzał na Sinister.

 

- Najwyraźniej wasza koleżanka za wiele wam o sobie nie powiedziała - rzucił na niedawny komentarz klaczy, a potem spojrzał po całej trójce. - Dobra, co chcecie? Mamy niewielkie problemy z... - zauważył na sobie wzrok Crimson i szybko dokończył. - ...Winem, nawet o tym nie myśl - powiedział w jej kierunku, a ta wzruszyła kopytami.

- Potrafisz czytać mi w myślach, że wiesz o czym myślę? Stary z takim talentem się marnujesz w tej budzie - ogier lekko się skrzywił. - Dla mnie tequila i nie żałuj - powiedziała z nieukrywanym uśmiechem.

- A wy co chcecie? - spytał, patrząc teraz na obie klacze.

Link to comment
Share on other sites

Sinister i White

- W takim razie może co nieco opowiesz mi o niej na zapleczu? - Powiedziała zalotnym głosem i nieco zmrużyła oczy... Po chwili kontynuowała jakby przed momentem nie padła żadna propozycja. - Pojadę po klasyku z moich stron - Ze swoich toreb wyjęła bibułkę i marihuanę z widocznym dodatkiem innych ziół. - Macie tutaj wódkę robioną na pokrzywach? - Spytała wiedząc że są raczej marne szanse na to. - A jeśli nie macie tego syfu to niech będzie ta tequila, nie wiem jak to się stało ale nigdy jej nie próbowałam więc teraz najwyżej będzie ten pierwszy raz - Uśmiechnęła się wypowiadając ostatnie dwa słowa i odwróciła się w stronę Crimson. - Też ci skręcić? 

- Ja dziękuje... - White odparła ogierowi wiedząc że nie wzięła ze sobą więcej gotówki niż parę monet. Było jej trochę głupio z tego powodu ale naprawdę nie spodziewała się wypadu do kawiarni a co dopiero w takie miejsce. - Po za tym ja rozumiem że to czarny rynek, brak zasad przyjętych przez ogół i kultury osobistej... Ale czy mógłbyś rozważyć wprowadzenie chociaż jednej? - Spytała i zanim kontynuowała zrobiła małą przerwę. - Brzmi ona nie szczać pod siebie. 

- Nie no - Tak szybko jak zaczęła mówić sama sobie przerwała by polizać bibułkę która bez odrobiny wilgoci się po prostu nie sklei. - Nie wygłupiaj się i zamów coś - Kiwnęła jej głową by się nie martwiła o rachunek. 

- W takim razie... - Co prawda rzadko w ogóle piła alkohol a jak już to najczęściej wino i była niepocieszona tym że mają z nim problemy. - Cola z dodatkiem delikatnej w smaku whisky. Najlepiej Tullamore Dew - Nie zamierzała się spić ale odrobina na rozluźnienie jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

 

Batty

Każdy rozglądał się dookoła próbując coś zobaczyć... Mimo że okolica wydawała się nienaturalnie martwa i nieprzyjemna nie wydawało się że coś im grozi jednak nikt nie czuł się bezpiecznie. Dużo osób widziało jak ciało martwej harpii jakby rozpłynęło się w powietrzu...

- Ja... - Batty znowu się odezwała po chwili ciszy i czuła na sobie wzrok wieli kucyków. - Nie spotkałam się z niczym podobnym... - Pokręciła głową wiedząc że jeśli tutaj coś jest nie wie jak sobie z tym poradzić. - Mam przeczucie że powinniśmy stąd odlecieć tak samo jak te harpie. 

- Nie lecieliśmy taki kawał by teraz zawrócić - Odezwała się Fire która wyszła zza sterów i zatrzymała się na dziobie okrętu. - Sprawdźmy co jest w środku... - Wskazała kopytem na wejście do dawnej bazy buntowników. - Może ta harpia na chwilę starczy temu drapieżnikowi. 

- Nie jestem przekonana że... - Chciała powiedzieć coś więcej jednak Kati która przyleciała przerwała jej. 

- Co jest? - Spytała widząc że wszyscy mają jakieś niewyjaśnione opory przed zejściem na ląd. - Będziemy tak sterczeć? 

- Chcesz iść pierwsza to proszę bardzo - W tym momencie odebrała swój pistolet od innego kucyka i uzupełniła amunicje chowając dwa dodatkowe pociski do uchwytu broni. - Coś tutaj jest... Ci gwardziści nie zabili się sami a harpie również tego nie zrobiły...

- Proponuje zebrać parę osób i udać się do środka. Kati pójdzie pierwsza skoro chce, ja bo najlepiej znam rozkład pomieszczeń tej bazy, Batty bo ma najlepszą broń i słuch - Wyjawiła swój pomysł. Naprawdę jej zależało by się nie poddać i nie zawrócić z podkulonym ogonem. - I dwóch lub trzech innych kucyków jakbyśmy coś spotkali...

- Nadal uważam że to głupi pomysł... - Jednorożec z genami kucoperza znowu wyraził swoje wątpliwości. - Ale w zasadzie chciałabym się dowiedzieć co to...

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Wybacz, tego nie mamy - mruknął, nie odpowiadając tym samym na niedawną propozycje Sinister. Jedyna jego reakcja objawiła się zmarszczonymi brwiami, jakby go zirytowała samym pomysłem. Nie zareagował nawet na skręcanie bibułek przez klacz. - Więc dwie tequile - spojrzał na Crimson spod byka. - Już ją uczysz swoich przyzwyczajeń? - klacz tylko niewinnie się uśmiechnęła, na co pokręcił głową, a potem spojrzał na White. - Niestety, nie stać mnie na opłaty dla gwardii Christiana. Nie mam zamiaru też znowu dostać czymś w łeb. Więc jak dla mnie niech robią co chcą - potem zapisał w notatniku zamówienie White. - Zaraz wracam, z łaski swojej nie róbcie problemów - dodał przed odejściem, głównie w kierunku Crimson, która teraz skupiła się na Sinister.

 

- Jeszcze pytasz? - uśmiechnęła się w kierunku Sinister, gdy barman odszedł, a zaraz potem dodała. - Jest trochę nerwowy, ale ogólnie spoko - wzruszyła kopytami, rozglądając się po barze. Jak na życzenie White, nawet jeden ogier sikał pod ścianą, śmiejąc się z tego, a potem nagle upadł zasypiając w swoim moczu. Niedługo później pojawił się barman, który położył dla Sinister i Crimson zamówienie w niewielkich szklankach. Natomiast drink White miał nieco większą zawartość. Najwyraźniej tequila była lepsza lub zawierała w sobie więcej alkoholu. Crimson patrzyła na swojego drinka z nie małym zadowoleniem, a jej wzrok sugerował, że już nie mogła doczekać się by go wypić. Nagle jednak zmarszczyła brwi i nagle złapała White pod stołem mocno za kopyto, że klacz musiała to poczuć. Crimson nie patrzyła jednak na nią, a gdzieś w bok. Jak się okazało, patrzyła na miejsce gdzie siedziała grupa ogierów, która się z czegoś śmiała. Jednego z nich White mogła poznać, bo to on kupił klacz którą widziała. Nawet ona tu była i siedziała na podłodze nadal na smyczy, patrząc ze smutkiem w przestrzeń, gdy ogier głaskał ją po grzywie jak psa.

 

Pustkowie

Cisza i niepewność z pewnością stawały się dla wszystkich nie do zniesienia. Nic jednak nadal się nie działo, a miejsce naprawdę wyglądało na opuszczone. Można było nawet odnieść wrażenie, że wszyscy doznali masowego złudzenia optycznego, a sytuacji z harpią nigdy nie było. W momencie gdy kopyta wybranego zespołu dotknęły ziemi, ponownie nic nie zaszło. Otaczała ich śmierć i zniszczenie, ale nic ponadto. Najwyraźniej żaden z gwardzistów nie przeżył starcia, które musiało wydarzyć się tu kupę czasu temu. Jedyny dźwięk, na który obecnie mogła być wyczulona Batty był wiatr. Przynajmniej było tak, aż nie znalazł się zupełnie nowy dźwięk, który mógł z pewnością na chwilę wzbudzić czujność klaczy. Szybko jednak okazało się, że to kilka kamyków spadło z pobliskiego wzgórza. Droga do dawnej bazy buntowników trwała bez zastrzeżeń, a jednak można było odnieść wrażenie, że coś cały czas ich obserwuje. Drzwi do bazy były lekko otwarte. Najwyraźniej gwardziści nie zdążyli ich domknąć. Nie było nic widać, bo z środka wypływały ciemności, które tylko dobra latarka mogła rozświetlić. Jeśli jednak na wzroku nie można było polegać, to nadal pozostał węch, a zapach, który dochodził z wnętrza nie napawał optymizmem. Z lekko otwartego przejścia wyczuć można było zapach czegoś zgniłego i zepsutego.

Link to comment
Share on other sites

Sinister i White

- Spodziewałam się tego - Machnęła kopytem jakby to było nieistotne. - A nawet jeśli i tak nie byłaby lepsza od tej co robiła moja mama... - Trochę przygasła gdy wspomniała o tym ale w tej samej chwili skończyła skręcać jointa. Od razu go odpaliła, zaciągnęła się parę razy dymem i dobry humor powrócił zadziwiająco szybko... Prędzej niż by to wynikało z działania używki. - Mam jedną receptę na nerwowość i spięcie. Nazywa się... - Przerwała i z delikatnym uśmiechem szukała w myślach słowa które jej umykało. Przy okazji czuła jak napięte mięśnie przez dźwiganie reszty towaru wracają do normalnego stanu i przestają boleć. - Zielone z fioletowym to doskonałe połączenie na to - Podała Crimson swój medyczny wyrób uznając że nie będzie miała problemu z tym że już używał go kto inny i wyjmując drugą bibułkę zaczęła skręcać kolejnego. 

 

- Ah, tak - Biała klacz odparła na słowa ogiera w ten sposób uznając że szkoda języka by wypowiedzieć co o tym sądzi. Chwilę potem jak na nieszczęście właśnie zauważyła jednego, skrajnie pijanego kucyka oddającego mocz pod siebie... Odwróciła głowę w innym kierunku i przysłoniła kopytem jedno oko nie chcąc na to patrzeć. W międzyczasie barman przyniósł zamówienie i White, podobnie jak Crimson nie mogła doczekać się by go skosztować uznając że odrobinę pod wpływem alkoholu lepiej zniesie to miejsce. - Mam nadzieje że... - Nie dane było jej dokończyć ponieważ poczuła że ktoś ją złapał pod stołem. Zdziwiona spojrzała się na Burn a potem rozejrzała się po pomieszczeniu szukając przyczyny jej zachowania. Nie zajęło to zbyt długo by doskonale zrozumiała o co chodzi. - To ten ogier - Stwierdziła ze złością w głosie. - Ma pieniądze i wydaje mu się że mu wszystko wolno... - Pokręciła głową. - Albo przynajmniej tyle na ile mu starczy portfela - Złapała magią swojego drinka i wzięła delikatnego łyka nie zważając na wcześniejsze obawy że ktoś z obsługi mógł dodać coś od siebie do whisky. Nic nie wskazywało na to że zamierza wyrwać się z uścisku Crimson. 

 

Batty

- Też czujecie się obserwowani? - Batty spytała z niepokojem czując jak serce podchodzi jej do gardła. Rzadko kiedy się bała... Tak naprawdę strach w niej wzbudzało tylko to czego nie znała. 

- Nic dziwnego - Stwierdziła Fire która szła jako druga zaraz za Kati. - Taka okolica sprzyja takiemu uczuciu - Również była zdenerwowana i gwałtownie machała ogonem. 

- Strach was obleciał? - Głos smoka był raczej kpiący. - Dopóki mnie coś nie ugryzie nie uwierzę że coś tutaj jest - Gdy dotarła do drzwi schyliła się i zajrzała do środka nie zważając na przykry zapach. Jako jedyna miała zdolność widzenia przy sporym braku oświetlenia.

- Da się to szerzej otworzyć? - Kłusowniczka zignorowała słowa poprzedniczki zadając pytanie pegazowi. - Lepiej jest mieć bezproblemową drogę ucieczki...

- Raczej nie... - Odpowiedziała Fire kręcąc głową. - Zgaduje że zasilanie padło, najpierw trzeba byłoby je przywrócić włączając jedną z turbin i mieć nadzieje że kable są nietknięte. Te drzwi sporo ważą, to jednak trzydzieści centymetrów stali. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Klacz zaciągnęła się spokojnie podarunkiem od Sinister, na razie nie reagując na słowa White, chociaż zdziwiła się gdy ta nie zaczęła się wyrywać w chwili gdy ją złapała. Może tak się przejęła tym wszystkim, że zupełnie zapomniała, że ma zareagować. W każdym razie jej nie puszczała. Nie tylko dlatego, że to było przyjemne złapać ją za kopyto, ale i lepiej było nie ryzykować żeby nie zrobiła czegoś głupiego. Miała jednak racje, skoro gość miał wypchany portfel, mógł tu właściwie robić co chciał. Masz kasę to dyktujesz tu warunki, proste. Crimosn jednak nie ostrzegła White by nie piła jeszcze trunku, najwyraźniej wiedziała, że picie tu nie stanowi zagrożenia mimo panującego wokół klimatu. Zaraz potem spojrzała na Sinister.

 

- Musiałaś mieć ciekawą mamę - zauważyła, najwyraźniej próbując rozładować atmosferę. - Jak jeszcze powiesz, że nauczyła cię skręcać, to można ją mianować na matkę roku - nie była to drwina, bo głos klaczy był szczery. Kilka ogierów z zaciekawieniem teraz zaczęło spoglądać na Sinister. W międzyczasie, Crimson wyjęła skręta i sięgnęła po tequile. - Stęskniłam się za nią - spojrzała jednak kątem oka na White nim zaczęła pić i szepnęła w jej kierunku. - Trzymaj nerwy na wodzy. Jeszcze się zdążysz z nim rozmówić

- Przepraszam - nagle powiedział ogier w brązowym płaszczu, podchodząc do stolika klaczy i patrząc na Sinister. Był to jakiś pegaz o całkiem dobrej posturze. Miał szarą sierść i granatową krótką grzywę. Wyglądał lepiej niż większość tutejszej klienteli - Masz może coś na handel? - spytał, patrząc na skręta. Nie było tajemnicą, że zaraz i inni zaczęli patrzeć z zainteresowaniem.

 

Baza

Smoczym oczom Katie, ukazał się widok niczym z horroru. Kolejne ciała gwardzistów leżały porozrzucane w środku niczym szmaciane lalki. Wyglądało jakby część gwardzistów próbowała uciekać na zewnątrz, ale nie zdołali tego dokonać. Nawet jeden wyciągał jeszcze kopyto w kierunku ledwo otwartych drzwi. Niemal udało mu się je przecisnąć, ale zabrakło kilku centymetrów. Najbardziej niepokoił chyba widok gwardzisty przybitego do ściany własną włócznią, a nawet dwóch, którzy wisieli czymś przywiązani do sufitu. Za jednym z gwardzistów leżących pod ścianą był wypisany wielki napis o krótkiej treści "OBŁĘD"

Link to comment
Share on other sites

Sinister i White

- Robiła ten wyrób na sprzedaż - Stwierdziła beznamiętnie. - A jak czasami zniknęła jej jedna butelka to na ogół tego nie zauważała... - Wzruszyła ramionami uśmiechając się przy tym. - Nie zajmowała się jednak tak bardzo narkotykami jak ja, to znaczy nie typowymi bo jest dużo ziół o działaniu odurzającym a nie ma ich w spisie. Dobra była, potrafiła odpowiednią mieszanką wyleczyć katar w dwa dni a wiadomo że on zawsze trwa siedem dni... W szczególności u ogierów - Zaśmiała się. - Skręcać się nauczyłam w zasadzie sama kiedy odkryłam że ze sprzedając narkotyki zarobię dużo więcej niż sprzedając chwasty - Sinister poczuła na siebie wzrok White i mimo że nic nie powiedziała wiedziała o co chodzi. - No co? - Spytała zaskoczona. - To ich wybór czy to kupują czy nie... Po za tym jak nie ja to kto inny a ja dbam o jakość i nie wciskam syfu który ma szansę zabić. Przynajmniej jeśli masz mózg i nie przedawkujesz tego w cholerę - Przerwała na chwilę skręcanie skręta i sięgneła po swoją Tequile. Nabrała odrobinę powietrza w płuca, wypiła łyk trunku i dopiero po wydechu się odezwała. - Ugh, kopie mocniej niż wódka - Przetarła usta kopytem i zauważyła że ktoś ma do niej interes. - Coś się znajdzie... - Zaczęła jakby chciała się trochę podroczyć. - Hah, wcale nie wzięłam całej torby - Przeszło jej przez głowę że ktoś może spróbować odebrać jej te dobra ale coś zabrało tą myśl... - Mam trawkę, amfetaminę, lsd i trochę opium w płynie. Kokainy niestety nie zabrałam, wszystko ostatnio wysłałam do Manehattanu i nie zdążyłam zrobić kolejnej porcji ale jeśli chcesz coś czego nie wymieniłam... - Zmrużyła oczy. - Zapytaj, mam też trochę mniej spotykanego towaru.

 

White nadal siedziała zmęczona, ze złym humorem i trzymana przez Crimson. Tylko spojrzała się krzywo na Sinister gdy wspomniała o handlu narkotykami jednak nic nie powiedziała. W zasadzie wiedziała że ma rację, jak nie ona to kto inny a jej towarem przynajmniej nikt się nie zatruje...

- Na razie nie stara się aż tak bardzo bym straciła kontrolę... - Odpowiedziała szeptem Crimson patrząc najpierw na nią a potem na skręta. - Ale jeśli zacznie zabawiać się z nią tutaj na oczach wszystkich to nie wiem co zrobię

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Nie ma co, klacz, która musiała mieć niezłą renomę. Dziś pędzenie takich trunków też mogłoby zapewnić małą fortunę, zwłaszcza, że niemal wszystko ostatnio zakazane - Crismosn lekko się skrzywiła myśląc o tym. - Jednak fakt, na dragach większa kasa, ale i większy wyrok - krzywo się uśmiechnęła, widząc jak Sinister sięga po swojego drinka, zupełnie jakby spodziewała się jej reakcji. Widząc jak reaguje po wypiciu, lekko zachichotała. - A co myślałaś? Nie robię wojny w barze o zwykły syf. To nektar bogów - powiedziała, pijąc teraz swoją, ale reagując w mniejszym stopniu niż Sinister. Nie dziwne, w końcu była zaprawiona w boju. Potem spojrzała na White. - Gdyby to był jeden z niedomytych tutejszych meneli, pewnie by tak zrobił, ale on na takiego nie wygląda. Zaczeka pewnie, aż będą sami, ale może jeszcze... - nim dokończyła, ogier nagle uderzył tamtą klacz w tył głowy, tak, że przewróciła się plackiem na ziemię i lekko stęknęła. Crimson lekko westchnęła. - To właśnie chciałam powiedzieć. Pewnie próbuje ją wytresować, by znała swoje miejsce

 

- Jestem tutejszym gwardzistą - powiedział niedoszły klient do Sinister. Normalnie mogło to oznaczać kłopoty, jednak tutaj najwyraźniej nie o to mu chodziło. - Właściwie od niedawna - mruknął ze skrępowaniem. - Mam dziś chrzest bojowy, to będzie moja pierwsza nocna służba i potrzebuje... - w jego głosie można było dojrzeć niezręczność. - Masz coś co pozwoli mi zachować jasność umysłu do rana? Inni zwykle coś biorą, ale kotu nie chcą powiedzieć co to jest, więc muszę liczyć na dealerów, ale ty zdajesz się znać na swojej pracy. Więc myślisz, że coś znajdziesz?

Link to comment
Share on other sites

Sinister i White

- Miała... - Odpowiedziała najpierw Crimson wyraźnie błądząc w wspomnieniach. - Ale ja ją trochę popsułam... - Mimo wszystko uśmiechnęła się. - Widzisz, pomagałam jej przy pędzeniu tego a reszta wioski miała stracha że klacz ze smykałką do czarnej magii może dodać coś od siebie... - Wróciła do zwijania skręta i z zadziwiającą sprawnością dokończyła go. - Co prawda mocno kusiło ale nie chciałam się mścić psując dzieło matki - Odpaliła papierosa z ciekawszym wnętrzem i zaciągnęła się. - Może i większy wyrok ale wystarczy nie dać się złapać co nie? - Wskazała kopytem na nią. - Chyba coś o tym wiesz -  Wzięła kolejny łyk alkoholu znowu się przy tym krzywiąc ale odrobinę mniej niż poprzednim razem. - W zasadzie nigdy tego nie piłam czyli można powiedzieć że przeżyłam swój pierwszy raz z tequilą przy tobie - Parsknęła śmiechem nie mogąc wytrzymać i nagle o czymś sobie przypomniała. Klient nadal czekał.

 

White za to słuchała Crimson i uważnie przyglądała się całej sytuacji. Gdy ogier uderzył tamtą klacz wystarczająco mocno by ta upadła na podłogę wyraz twarzy byłej gwardzistki się nie zmienił i mogło by się wydawać że jednak to jej nie ruszyło...

- Jedyną osobą co zasługuje na tresurę w tym barze jest on sam - Rzekła twardo - I ci co szczają pod siebie - Dodała nie zapominając o tym fakcie. Nadal wpatrywała się w oprawcę niewinnej istoty nie przejmując się że może to dostrzec. - Naprawdę boli mnie to że nie mogę jej pomóc w tym momencie... - Tylko na chwilę spuściła go z oczu by napić się swojego drinka. 

 

- Świeżak co? - Spytała bez cienia złośliwości Sinister w momencie w którym White rozmawiała z Crimson. Mimo to wydawała się odrobinę rozczarowana, liczyła jednak na osobę która będzie bardziej znać się na rzeczy i która kupi większą ilość towaru... Nie zwykła handlować z klientami co nabywali narkotyki tylko na własny użytek. - Trzy z czterech rzeczy które zaproponowałam odpadają od razu - Zaczęła jakby chcąc go zmartwić. -  Ale amfetamina będzie prawie idealna - Uśmiechnęła się do niego i wyjęła kilogramowy pakunek... - Pewnie nie wiesz jak działa - Zaczęła szukać w swojej torbie czegoś jeszcze i po chwili wydobyła prostokątny kawałek plastiku nakładając jedną, standardową dawkę. - Po tym poczujesz przyjemne, przyśpieszone bicie serca, zwiększoną koncentracje,  brak potrzeby snu i jedzenia... - Z porcji narkotyku ułożyła kreskę i położyła przedmiot po jego stronie stołu. - Mniej więcej taką ilość bierze przeciętna osoba i będzie działać przez około dwie, trzy godziny jednak jeśli nigdy tego nie próbowałeś zalecam mniejszą dawkę... Bo nie ma róży bez kolców. Są efekty niepożądane takie jak uczucie chodzenia owadów po skórze czy urojenia prześladowcze. To pierwsze jest w zasadzie niegroźne a to drugie nie wystąpi jak nie przegniesz z ilością - Musiała go trochę nastraszyć, ona również była nowa i jeśli ten gwardzista zeświruje zaszkodzi jej wizerunkowi w tym miejscu jak inni się dowiedzą skąd ma towar. - Więc pytanie czy się decydujesz i jeśli tak to ile tego chcesz?

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- I tak reagujesz nieźle - uśmiechnęła się Crimson. - Większość zaraz wymiotuje lub tarza się po ziemi po pierwszym razie - zaraz potem spojrzała na White. - Z bywalcami niewiele zrobisz - skrzywiła się lekko, widząc jak inny ogier wymiotuje gdzieś w kącie. - Wiesz na co dzień są otoczeni zasadami, teraz nie chcą o nich słuchać. Zwróć komuś uwagę, a zrobi się niezła rozróba - spojrzała w sufit. - Jeśli jednak masz ochotę by do niej doszło, wystarczy powiedzieć - uniosła sugestywnie brew. - W takich chwilach sporo się dzieje. Rzeczy znikają przez zamieszanie i nigdy nie wiadomo gdzie, a inni uciekając by uniknąć guza - mówiąc to, spojrzała teraz na skuloną klacz, chcąc dać jasno do zrozumienia White, że wystarczy słowa, a wywoła zamieszanie, a ona w tym czasie będzie mogła wyprowadzić klacz. - To takie pokręcone czasy jakby nie patrzeć

 

Młody gwardzista zdawał się nie słyszeć tego co mówi Crimson lub nie rozgryzł jej aluzji. Teraz skupiał się tylko na Sinister, słuchając jej wykładu o towarze, który posiadała. Kolejne spojrzenia skierowały się przy tym na klacz. Ciężko było powiedzieć czy zainteresowali się faktem, że mają do czynienia z profesjonalistką, a może myśleli, że klacz miała ciekawy towar i myśleli, że łatwo będzie jej go pozbawić. Kilka kolejnych ogierów podeszło bliżej stolika by się przyjrzeć całej sytuacji. Gdy Sinister zaczęła wspominać o efektach ubocznych jej towaru na niewielką chwilę, na pysku ogiera pojawiła się niepewność. W końcu lekko się przemógł.

- Ile chcesz za jedną kreskę - spytał, starając się ukryć niedawną niepewność. Cena mogła być kluczem do zainteresowania kolejnych chętnych.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...