Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Sinister

Nie przejęła się zbytnio odpowiedzą jej konkurenta, to nie był pierwszy raz gdy ktoś używał gróźb by zastraszyć Sinister i szczerze mówiąc na ogół spełzały na niczym konkretnym. - Dzięki - Powiedziała cicho do gwardzisty po tym jak ją zaprowadził w odpowiednie miejsce. Zastanawiała się czy powinna dać mu jakiś napiwek bo w końcu zrobił więcej niż do niego należało ale uznała że jest niepotrzebny. W końcu prosiła tylko o kierunek a nie o eskortę. Ruszyła w kierunku sklepu wypełnionego magią i rozejrzała się po amuletach. Może kupi coś więcej niż to po co tu przyszła? Wydawało jej się że stać ją po tym jak sprzedała cały swój towar. - Dostanę tu krwawe kamienie? - Spytała sprzedawcy. Nie wiedziała które są właściwe ponieważ nigdy nie widziała ich na swoje oczy. 

 

Batty

Buntownik spojrzał się na nią jakby nie wiedział co odpowiedzieć ale nie można było być pewnym. Zbroja zasłaniała całą mimikę twarzy. - Najpierw wtrącasz się w nie swoją rozmowę a potem nieudolnie próbujesz mnie obrazić? - Słowa tej klaczy go nie ugodziły. Znał swoją wartość jako mechanik czyli jego zdaniem miał podobną specjalizacje co ona. Z tą różnicą że ona leczyła kucyków a on naprawiał maszyny. - Dziękuje za propozycje ale jestem zmuszony podziękować, większość gwardzistów która była pod twoją opieką już nie żyje a to kiepska reklama - Pokręcił głową. - Będę polegał na sobie - Odpowiedział Peace Orderowi jednak nie szeptem by każdy to usłyszał.

 

- Kto teraz będzie stał na warcie? - Batty spytała resztę. Nie wiedziała przez ile czasu stróżował Peace ale chyba przydałoby się go zmienić. Fire tymczasem ponownie się położyła podobnie jak pozostała dwójka buntowników. - Mogę ja i...? - Czekała aż ktoś zgłosi się na ochotnika. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- To zależy - powiedział nagle głos zgłębi pomieszczenia, a potem powoli wyłonił się ogier o dość starczym wieku. Można było pomyśleć, że widział całą niemal wojnę z ludzkością. Nie miał jednego oka, a zamiast niego opaskę. Grzywa była potargana i siwa, a sierść żółta choć już bardziej kremowa. Na grzbiecie nosił starą płachtę, która zakrywała kawałek jego ciała. - Każdy szanujący się sprzedawca liczy na zysk, ale ja patrzę na co innego - zmarszczył lekko brwi przyglądając się klaczy. - Chce wiedzieć w jakim celu i komu coś sprzedaje - zaczął się zastanawiać nadal patrząc na Sinister. - A ty wręcz cuchniesz mroczną magią - machnął kopytem. - Nie mówiąc, że prowadzisz coś za sobą, ale do końca nie wiem co. Może chowańca albo jakiś efekt nekromanckiej magii. Nietypowa jednak wydaje się twoja aura - potarł kopytem pysk. - Po co ci te kamienie?

 

Baza

- Jeśli były tylko dwa, to nie tak źle - mruknęła jakby na samo wspomnienie dawnych zdarzeń nie było jej przyjemnie. - Dziękuje, że nam pomogliście choć nie musieliście, bo formalnie wszyscy nadal jesteśmy wrogami - powiedziała patrząc na dowódce. - Formalnie, bo ja jestem lekarzem, a nie żołnierzem, chce leczyć, a nie zabijać - znów spojrzała na buntownika. - Rozmowa dotyczyła także mnie, bo rozważasz co z nami zrobić, a co do reszty naszego oddziału... Nie było co leczyć, ale to trzeba było widzieć na własne oczy - nie ciągnęła jednak dalej tego tematu. - Ja już raczej nie zasnę - powiedziała teraz w kierunku Batty. - Spałam za wszystkie czasy. Nie ma ze mnie pożytku w walce, ale na pewno będę umiała ostrzec wszystkich - mruknęła podnosząc kopyto dowódcy. - Powinien odpocząć. Nie spał od dwóch dni

- Powinniśmy wezwać oddziały śmierci - wtrącił nagle Spear. - Oni szybko rozprawią się z tymi stworami i...

- Wszystkimi innymi - wtrąciła Pearl tym samym mu przerywając. - Nie umiesz okazać wdzięczności za pomoc

- Może dadzą uczciwy proces za ich pomoc

- Zaczynam myśleć, że i twój mózg tkwi w zadzie - wyraźnie chciał coś powiedzieć na te uwagę, ale mu nie pozwoliła. - Naprawdę myślisz, że ktoś tu przyjdzie? Gdyby tak było już dawno by tu byli. Zostaliśmy skazani na śmierć. Miałam od samego początku złe przeczucia co do tego miejsca, a teraz potwierdzają się w najgorszy możliwy sposób. Spróbuj zrozumieć, że gdyby nie oni już byłbyś martwy. Dowódca bronił nas, ale sam był już wyczerpany. Dał z siebie ile mógł i niemal go zabiłeś swoją głupotą, więc jeśli nie masz do powiedzenia czegoś mądrego lepiej milcz, bo tylko obnażasz swój intelekt - Spear nic już nie powiedział.

 

Umysł Mighta

- Wskazówki? - Might uniósł wzrok, czując nagły atak towarzysza. Zupełnie się nie spodziewał po nim takiego ataku. Chyba nawet chciał coś powiedzieć, ale sobie darował zwłaszcza gdy powiedział, że nic nie obchodzi go jego los. - To trwałoby stulecia, a wy tak długo nie żyjecie... - wymruczał głos dochodzący zewsząd. - Szwadrony śmierci? Interesująca nazwa dla istot śmiertelnych, o tak kruchym życiu. Eksponujecie się tym by straszyć innych, tocząc te swoje wojny... - głos zamilkł jakby myśląc nad tym wszystkim. - Czyli wy nie wiecie zapewne nic? No tak, to ma sens, ktoś kto otwiera zakresy takiej magii musi być czymś innym. Ta siła dochodząca z waszego świata i ten obcy ślad, ale do czego dąży? - zdawało się, że teraz prowadzi konwersacje ze sobą. - Tak to nam na razie wystarczy, sporo ciekawych rzeczy i rozważań... - nagle pojawiło się coś na kształt drzwi, z których wypadało światło. - Możecie wyjść, musimy to wszystko przeanalizować. Zabawne w sumie, że nic nie wiecie, ale zapewne się dowiecie, pytanie do czego tego potrzebuje, bardzo dziwne...

- Chodźmy - szepnął Might. - To nie jest część próby, a my nie musimy walczyć skoro pozwala nam odejść

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Chyba sanitariuszka wiedziała jak potoczy się akcja, kiedy wrócą do siebie. Crystal na pewno im tego nie daruje. Wolał jednak nie składać jej żadnych propozycji, dopóki się stąd nie wydostaną - ten głąb mógłby wtedy odwalić coś głupiego.

- Dobrze, skoro tak to trochę odpocznę. Też jestem na chodzie lekko ponad dzień, także po dłuższej chwili stałbym się większym problemem aniżeli pomocą. W razie czego proszę budzić, pomogę.

Kiedy zaczął się oddalać usłyszał wzmiankę o szwadronach śmierci. Momentalnie wzbudziło to w nim gniew, przypominając sobie kilka zdarzeń, których był świadkiem w przeszłości.

Odwrócił się i powiedział mocno zdenerwowanym tonem, próbując zachować spokój.

- Wspomnij o nich jeszcze raz albo chociaż pomyśl o nasłaniu ich na nas to przysięgam, że własnymi zębami powyrywam ci wszystkie kończyny.

Ogarnął się lekko, chociaż dalej było widać, że lekko się dygota. Bez dalszego słowa oddalił się w kierunku skrzyń, gdzie próbował zasnąć z bronią  zaciśniętą w kopytach.

 

Dawn Spark

 

Ukłoniłem się ponownie.

- Bardzo dziękuję za rozmowę, jeżeli jestem jakoś w stanie się wam przydać to zapraszam do umysłu mojego lub... jego.

Zauważając drzwi i widząc reakcję Mighta uznałem, że chyba mu przeszło.

- Idź przodem. Widocznie okazali nam swoją łaskę.

Po wyjściu przez drzwi wróciłem do swojego ciała. Towarzysz wyglądał na lekko skonsternowanego, ale jego umysł chyba wrócił na właściwe tory.

Przyjrzałem się sobie, rozejrzałem po pokoju, a następnie zwróciłem do jednorożca.

- Jakoś się udało. Zapamiętam na przyszłość,  żeby zamiast na spokojnie podchodzić do ciebie agresywnie - nie jest to zbyt miłe, ale tylko w ten sposób jestem w stanie cię ogarnąć. Ale już nieważne, daliśmy radę. 

Chwilę po tym zdałem sobie sprawę, że ktoś puka do drzwi. Coś wyczuli?

- Dobra, nic nie miało tu miejsca.

Zbliżyłem się do drzwi, po czym je otworzyłem.

Udało ci się z nimi porozmawiać, wow. No ale za to przygotuj się na konsekwencje. Hehe.

Edited by Mizanth
Link to comment
Share on other sites

Sinister

Wpatrywała w ogiera zastanawiając się co powinna odpowiedzieć. W pierwszej chwili pomyślała że może nienawidzić czarnej magii ale amulety i inne przedmioty które miały z nią związek z tym się nie łączyły... I o jakiego chowańca mu chodzi? W jaki sposób mógł wyczuć Stalkera?

- Jak mnie nazwał?! - Star podniosła głos uznając że to o niej mowa. Sinister tylko spojrzała na nią katem oka i wydawało jej się że komuś zjeżyła się sierść na karku. 

- Zależy - Powiedziała do sprzedawcy kręcąc głową. - Nie lubię tego słowa... I od razu cuchnę czarną magią? - Spytała nie wiedząc skąd. - Może oblałam test w świątyni gdy lampka w berle zaświeciła się na czarno ale bez przesady. Ostatni raz używałam jej z godzinę temu więc powinna się już trochę ulotnić - Również machnęła kopytem. 

- Nie mów mu prawdy - Wtrąciła się Star po tym jak się uspokoiła. - Wtedy na pewno nie sprzeda, jakoś go urób. Wierze że tego nie spieprzysz - Dodała otuchy swojej uczennicy. 

- Chcesz wiedzieć kim jestem? - Spytała się delikatnie uśmiechając. - Jestem klaczą która na powrót pragnie zaznać spokoju i wolności, tego co zostało mi zabrane nie z mojej woli czy winy... I w tym mają mi pomóc te kamienie.

- Aż tak ci przeszkadzam? - Odezwała się lekko urażona podnosząc brew.

 

Batty

- Czy... - Buntownik w zbroi znowu chciał się odezwać gdy usłyszał pewną wzmiankę ale ktoś mu przerwał.

- Dobranoc - Uciszała go Batty nie chcąc znowu ciągnąć tego tematu.

- Ah te klacze - Położył się na podłodze i próbował zasnąć dając za wygraną. 

- Czym są te oddziały śmierci? - Spytała zaciekawiona. - Nigdy nie słyszałam o nich, może dlatego że nigdy nie byłam w Equestrii - Wzruszyła ramionami. - Zatamowałam krwawienie waszego dowódcy, może być lekki problem przy zdejmowaniu ,,opatrunku" - Zaakcentowała to słowo wiedząc że do końca nim nie jest. - Znam się trochę na czarach leczących ale nie jestem w nich ekspertem więc nie chciałam ryzykować że spieprzę coś bardziej aniżeli pomóc. Zwłaszcza że dało się to zrobić w inny sposób - Ciekawiło ją czy zada pytanie jak może posługiwać się magią gdy nie widać u niej rogu. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Sądzisz, że ja potrzebuje czegoś by zauważyć jaką magią władasz? - lekko się skrzywił zadając to pytanie. - Ja nie potrzebuje żadnych bereł i innych tego typu rzeczy żeby zauważyć twoją aurę. To nie świątynia, a ja nie jestem kapłanem - machnął kopytem z niechęcią, a potem wysłuchał tego co miała do powiedzenia dalej. - Mroczna magia jest dla wybranych, ale każdy idiota, który myśli, że rzuci kilka zaklęć zaraz jest potężny, a to potem niszczy jego naturę, bo nad tym nie panuje. Nie wyglądasz na kogoś kto szuka wolności i spokoju - wszedł głębiej do sklepu. - Niewielu wie jak można wykorzystać te kamienie, a gdy to wiedzą może być problem. Większość jednak uzna, że jest to kamień dekoracyjny do ogrodu. Ty jednak zdajesz się wiedzieć czym częściowo są skoro tak ujmujesz sprawę. Słyszałaś kiedyś nazwę Czarna Róża? - spytał unosząc brew.

 

Baza

- Chyba ktoś już ich spotkał - mruknęła Pear na reakcje Ordera. Spear nic nie odpowiedział, tylko spojrzał na niego wściekle. - Ciekawe pytanie... - kontynuowała Pearl odpowiadając na pytanie Batty. - ....ale nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Niegdyś podobno byli kucykami jak ty czy ja. Potem jednak wybrali inną drogę. Wyparli się tego kim są, poddali się woli cesarzowej oddając całą swoją wolną wolę jej i stając się jej ostateczną bronią. Słuchają tylko rozkazów bezpośrednio od niej. Nigdy nie strajkują i nie ukazują litości czy miłości, wyzbyli się jak to nazywają tych słabości wybierając nowe życie. Całkowicie są oddani woli cesarzowej i oddadzą za nią życie bez wahania i sprzeciwu. Zawsze gdy się pojawiają wypełniają swoje zadanie, niezależnie czy mają zabić dziecko czy nawet własną rodzinę. Ciała walają się wszędzie gdzie postawią swoje kopyta. Ta formacja składa się z tylko uzdolnionych jednorożców, a potem przekraczają jeszcze bardziej swój poziom. Ich magia nie jest już taka jak nasza. Jedni mówią, że są nieśmiertelni, a inni, że nie można ich zabić konwencjonalną bronią. Jedno jest jednak pewne, budzą strach nie tylko w sercach wrogów, ale nawet sojuszników. Nigdy nie wiesz kiedy zechcą zabić nawet ciebie - skrzywiła się lekko mówiąc to wszystko. - Nikt jednak nie wie ile w tym prawdy, a ile plotek - machnęła kopytem i spojrzała znów na Batty. - Nie jesteś jednorożcem czystej krwi, a władasz takimi zaklęciami? Musisz mieć talent. Kto cię nauczał?

 

Koszary

- Co właściwie się stało? - spytał ogier widząc nagle jak Dawn i Might znów się ruszają. - Byliście tu cały czas, ale w ogóle się nie ruszaliście, a teraz wszystko ok?

- Nie ma znaczenia - mruknął twardym tonem Might gładząc się po głowie, a potem spojrzał na Sparka. - Dzięki, że mi pomogłeś. To nie było przyjemne, ale gdyby nie ty pewnie już by było ze mną krucho. Chyba lepiej tego nie wspominać. Nie wiem co to były za stwory, ale lepiej ich unikać - mówił gdy Dawn powoli otwierał drzwi, a za nimi stał jeden z gwardzistów.

- Kto używał magii? - spytał twardym tonem obserwując całą trójkę. Zarówno Might jak i drugi ogier patrzyli po sobie jakby nie wiedzieli co powiedzieć. Żaden najwyraźniej nie chciał wsypać towarzysza. - Odpowiadać! - ryknął bardziej wściekle.

- To byłem ja - powiedział nagle Might.

- To prawda? - spytał teraz pozostałą dwójkę

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Miał problemy z zaśnięciem, jednak po chwili udało się odpłynąć.

 

Kłusując po drodze w lekko poszarpanym uniformie zauważył w oddali dym. Dowództwo odradzało mu spacer w te rejony,  gdyż podobno dalej czaiło się tu niebezpieczeństwo. Z relacji wywiadu wynikało, że lojaliści użyli nowej broni. Czegoś, czego jeszcze do tej pory nie widzieli.

Póki co gwardia nie zapuszczała się na tereny zajęte przez buntowników. Dzięki ich przewadze technologicznej udawało im się utrzymywać status quo,  jednak po obaleniu księżniczek zaczęto atakować te tereny. Nikt nie przejmował się tym, że główne starty ponosili atakujący. Teraz ponoć  po raz pierwszy zdarzyło się  coś z goła odmiennego. Kontakt z kilkoma bazami został utracony, spore siły rozbite, a wiele kryjówek w cywilnych miejscach znalezionych i zniszczonych. Właśnie tutaj mieli uderzyć nową bronią.

Po dotarciu na miejsce zauważył płonące zgliszcza. Widok mocno go sparaliżował. Po okolicy walały się ciała, często rozczłonkowane.

Zwymiotował. Zapach oraz widok były nie do zniesienia.

Gdy udało mu się ogarnąć zaczął przeszukiwać zgliszcza poszukując ocalałych. Na marne się to jednak zdało, gdyż w okolicy nie było żadnego żywego stworzenia. W domach natrafiał na zwłoki klacz oraz źrebiąt.

Było to na tyle abstrakcyjne, że z początku wydawało mu się,  iż śni. Jednak to nie był sen: on rzeczywiście się tam znajdował, a ból w żołądku tylko o tym przypominał.

Przez cały czas czuł jak coś go obserwuje. Gdy wyszedł z ostatniego domu nagle usłyszał rechot. Po spojrzeniu w miejsce z którego usłyszał śmiech zauważył mgłę formującą postać kuca. Wyglądał... strasznie.

- To spotka was wszystkich, żałosne podistoty. Stoicie na drodze Imperatorki do naszego zwycięstwa, jednak długo to nie potrwa. Zgnieciemy was jak robaki, którymi jesteście.

Ponownie usłyszał śmiech. Nie wiedząc co robić próbował sięgnąć po broń. Kuc błyskawicznie pojawił się za nim, po czym uderzył słabym promieniem magicznym w plecy.

Wstał, po czym spróbował zaatakować oponenta. Ponownie usłyszał śmiech, po czym poczuł przerażający ból. Był bezsilny. Czuł, że to może być jego koniec.

- Czym wy na Celestię jesteście?

Rechot stał się jeszcze bardziej męczący.

- Jesteśmy przedłużeniem woli Imperatorki, esencją potęgi jednorożców. Czymś, czego wy nigdy nie doświadczycie. Swoją drogą ciekawe słowa jak na ludzkiego buntownika, czasem potraficie zaskakiwać.

Ponownie poczuł ból.

- Czyli teraz zginę?

Istota spoważniała, po czym znowu przemówiła.

- Nie, ktoś musi opisać reszcie tych żałosnych robali to, co je spotka. Masz szczęście w nieszczęściu, gdyż tym kucem będziesz Ty. Miłej zabawy.

Jednorożec oddalił się kawałek, po czym wyparował. Peace jeszcze przez chwilę próbował walczyć, po czym zemdlał.

Sen o raju przeminął.

 

 

Dawn Spark

 

- Nie ma sprawy, ja...

Nie zdążyłem kontynuować, gdyż za drzwiami pojawił się gwardzista. Doceniłem to, że drużyna próbowała mnie kryć, widocznie dobrze ich wybrałem.

Chwileczkę myśląc nad odpowiedzią zdecydowałem się przyznać do winy. Lekki blef, półprawda.

- Towarzysze próbują mnie kryć, proszę ich o to nie winić. To byłem ja, Mighta rozbolała głowa więc postanowiłem pomóc. Było przy tym trochę komplikacji, ale jednak się udało. Nie wiedziałem, że praktykowanie zaklęć jest tutaj zabronione. Mogę zapewnić, że postaram się, aby do tego więcej nie doszło.

Skłoniłem się.

- Naturalnie jestem gotowy na przyjęcie kary, pod warunkiem, iż nie będzie się to wiązało z zakazem wstępu do biblioteki.

Zauważyłem lekkie zaskoczenie na pysku gwardzisty. Bawiło mnie to, gdyż podobno nie odczuwają żadnych emocji. Jednak ta cząstka dalej w nich tkwi, skryta gdzieś za cieniem. Potencjalna powierzchnia do ataku.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Nie - Odpowiedziała bez chwili zastanowienia. - Dosyć dobrze oceniłeś mnie na wejściu... Ale uznałam że dodam jakieś tło tak żeby nie odpowiedzieć jednym zdaniem - Uśmiechnęła się gdy znowu to robiła ale zaraz ten wyraz twarzy zniknął. Dokładnie w momencie gdy wspomniał o idiotach używających zaklęć potężniejszych niż ich poziom wtajemniczenia. Prawie spotkało ją to samo... Była na samej krawędzi ale nie spadła w przepaść. - A dlaczego uznajesz że nie szukam spokoju i wolności? Mam to napisane na pysku? - Lekko się zdenerwowała ponieważ według niej ocenił ją o wiele za szybko. Nie rozumiała tego, raczej nie zamieszkała by tak daleko od reszty kucyków gdyby nie to... - Tylko nie mów czegoś w stylu zestarzejesz się to zrozumiesz - Pokręciła głową. Przez moment chciała powiedzieć że potrzebuje błyskotek do ogrodu ale uznała że to za głupie a tu okazuje się że byłoby nawet dobre. - Czarna róża? - Zapytała ukradkiem patrząc na Star która szybko zaczęła wyjaśniać co o nich wie. - Jeśli o to chodzi to nigdy żadnego z ich przedstawiciela nie spotkałam ale podobno czarna róża jest prawdą której słabi nie pojmą... Bo nie wiedzą że liczy się tylko moc i wiedza - ,,Star u nich by się podobało'' - Pomyślała i zaraz jeszcze dodała: - No i coś że mają klasztor daleko w górach ale w których to mnie zabij a i tak nie powiem bo nie wiem - Wzruszyła ramionami. 

- Zapytasz czy można im ufać? - Star chciała zdobyć drugą opinię na ich temat. Wolała się dowiedzieć o nich więcej i najlepiej od kogoś kto nie jest jednym z nich. 

 

Batty 

Uważnie słuchała tego co opowiadała Pearl i z każdym słowem rosło zdziwienie na jej twarzy. - Popaprańcy - Stwierdziła i uświadomiła sobie że chętnie by zapaliła papierosa... Jednak nie było to możliwe, fajki wyszły jej całe dwa tygodnie temu. - I wy jesteście po jednej stronie z nimi? - Spytała by uzyskać pewność. - Ja rozumiem że ja jako że się zadaje z buntownikami nie powinnam tego mówić - Wzruszyła ramionami. - Jeszcze dodając to co wy o nich sądzicie... Ale nie wszyscy są tacy sami - Nie chciała zmieniać czyjegoś zdania, tylko wyrażała swoje. - Ale to co powiedziałaś o nich to brzmi prawie jakby byli potworami z którymi teraz mamy problem. Tak plus minus - Rozejrzała się po pomieszczeniu przypominając sobie że teraz to ona jest na warcie. Polegała głównie na słuchu ale to nie wszystko. - To nie tak że władam, powiedziałabym bardziej że potrafię tego nie zepsuć. Raczej nigdy na tym nie polegam chyba że nie ma innego wyboru tak jak z tobą - Uśmiechnęła się. - Gdy twój dowódca się obudzi musisz mu podziękować bo w pierwszej chwili patrząc na twoją ranę chciałam cie tam zostawić - Wskazała kopytem na niemal rozerwaną zbroję którą nosiła. - Dopóki oddycha jest nadzieja... Dokładnie to powiedział - Znowu posmutniała przypominając sobie o pewnym fakcie. - Uczyła mnie matka pewnej klaczy która z kolei mnie uratowała. Zabawny łańcuszek co nie? - Gdyby nie White nie byłoby dla nich żadnego ratunku. - Nazywa się Aegis, jest uzdolniona w magii defensywnej i leczącej. Z tego co pamiętam chyba nawet uczyła w Canterlot... Ale to było dawno. To nie mój talent a właśnie jej upartość by mnie nauczyć czegokolwiek i nawet coś z tego wyszło.

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Wiek daje wiedzę i doświadczenie, ale tylko jeśli ktoś tego bardzo pragnie - mruknął spomiędzy półek. - Ja jednak uważam tak widząc twoje czyny. Ciężko było nie dostrzec co robisz w barze i z kim się kręcisz, nie mówiąc o twoim zadowoleniu gdy sprzedawałaś te całe używki okolicznym kucom - zaczął układać coś na pulkach. - Nim spytasz czy ciebie śledzę odpowiem ci z góry, że nie. Czasem jednak słyszę i widzę więcej niż to konieczne, a ty wywołujesz wokół siebie tyle zamieszania, że ciężko cię nie dostrzec - westchnął podnosząc jakiś słój wypełniony dziwnym granatowym pyłem i zmieniając mu miejsce na półce. - Czarna Róża, zakłada się, że powstała po buncie księżniczki Luny, ja jednak podejrzewam, że ten zakon trzyma się nawet dłużej, ale wcześniej był mało dostrzegalny. Księżniczka Celestia po objęciu samotnej władzy zakazała czarnej magii, a jej oko skupiło się na ich zakonie. Gwardziści pod jej rozkazem zburzyli ich siedzibę, a niemal wszystkie zapiski spalili. Oczywiście naiwnym było sądzić, że ci od tak znikną. Doczekaliśmy dziwnych czasów, a władza obecnej władczyni sprawia, że czują się bezkarni. Praktykują teraz spokojnie swoją bluźnierczą wiedzę oczekując powrotu tego swojego boga. Trzeba wiedzieć, że nigdy nie robią nic za darmo, a jeśli coś proponują, to tylko dlatego, że im się to kumuluje. To nie są zwykłe kucyki, które spotyka się na co dzień - skierował spojrzenie na jakąś skrzynkę, po którą sięgnął, a potem powoli ją otworzył by pokazać zawartość klaczy. Było tam około dwadzieścia krwiście czerwonych kamieni. Można było odnieść wrażenie, że w ich środku nawet spoczywa krew. Nagle zamknął skrzynkę przed pyskiem klaczy. - Był tu ich przedstawiciel i chciał je kupić, ale za żadne skarby nie podał powodu, dla których chce tych kamieni, więc nie doszło do zwarcia interesu. Spytam wiec raz jeszcze. Po co ci te kamienie? - jego ton stal się poważniejszy.

 

Baza

- Czasy się zmieniły - powiedziała ponuro Pearl. - Księżniczka Celestia próbowała rozmawiać z ludźmi, chciała im wyjaśnić sytuacje, ale ludzie zwykle słuchać nie chcieli - pokręciła głową. - Nie potrafiliśmy prowadzić tak wojny jak dużo bardziej doświadczeni ludzie. Mieliśmy magię, ale oni technologię. Księżniczka wiedziała, że jest tylko jedno wyjście, wtedy też ludzie zniknęli. Zapomniano jednak, że ludzie są dumnym gatunkiem, który walczy do samego końca. Nawet po tej zmianie się nie poddali i chcieli odzyskać swój świat. Kucyki były zmęczone i przerażone rozmiarem tej wojny. Na dodatek podmieńce, które chciały wykorzystać całą te sytuacje - machnęła kopytem. - Crystal... - Spear spojrzał na nią gniewnie, najwyraźniej dlatego, że nie nadała imieniu cesarzowej odpowiedniego szacunku, ale Pearl to zignorowała i kontynuowała dalej. -...Zakończyła wszystko szybko. Chociaż nie każdy jest zadowolony z obecnych zmian, nikt nic nie powie, bo teraz czują się bezpieczni. Kucyki mają władczynię i armię, która na pewno ich ochroni, a ludzie coś czego na zawsze powinni się bać. Sama uczyłam się zawsze na medyka, a do gwardii wstąpiłam by pomagać rannym, niezależnie, po której są stronie. Niewiele poradzę na to kto zajmuje tron. Jest też różnica między potworami za ścianą, a oddziałami śmierci. Ci drudzy zabijają tylko na rozkaz cesarzowej, a stwory, które na nas czekają nie potrzebują niczyjego rozkazu - westchnęła, a potem uśmiechnęła się patrząc na dowódcę. - To dobry kucyk, chociaż w oczach buntowników może być inaczej. Byłby gotowy oddać za nas życie bez mrugnięcia okiem. Nie jestem na ciebie zła. Zachowałaś się racjonalnie, mimo wszystko cieszę się, że nie skończyłam rozerwana na kawałki - słabo się uśmiechnęła jakby mówiła jakiś dowcip. - Aegis? - mruknęła do siebie. - Mam wrażenie, że słyszałam takie imię na uniwersytecie w Canterlocie, ale nie jestem pewna

 

Koszary

- Nie ty będziesz decydować jaka będzie kara i jaki będzie jej rozmiar - powiedział ponuro, a potem spojrzał na Mighta. - Wasza dwójka pójdzie za mną

- Dwójka? - Might lekko mrugnął.

- Chciałeś wziąć winę na siebie, więc nie odbiorę ci tego zaszczytu - wyprowadził oboje z pokoju na korytarz. - Nie wykazujemy współczucia wobec siebie, gdy pytam żądam prawdy. Wszyscy mamy podlegać tylko jednej woli i się nią kierować - mówił przez drogę gdy Might szedł obok Sparka. - Ty natomiast wykazałeś współczucie wobec towarzysza. Gdyby była wojna, a on byłby rany, też byś go nosił na grzbiecie narażając rozkazy? - powoli nacisnął klamkę od drzwi jakiegoś pomieszczenia. Wydawało się, że jest tu pusto, a na dodatek aura i miejsce były bardziej ponure niż zwykle. Nie mówiąc, że pomieszczenie wydawało się naprawdę spore.

- Czego chcesz? - spytał samotny kształt stojący pod ścianą.

- Mam dwójkę, którzy mają zbyt wiele energii - Might zaczął rozglądać się wokół, a potem otworzył szeroko oczy ze strachu szturchając Sparka za kopyto. Jak się okazało pod ścianami tkwili nieprzytomni gwardziści. Nagle kształt podszedł bliżej ujawniając postać najbardziej wyróżniającego się gwardzisty, którego Dawn widział niedawno w bibliotece.

- Skończyłem właśnie trening - machnął kopytem na nieprzytomnych towarzyszy. - Ale w sumie skoro mają za wiele energii... Możesz wyjść - gwardzista powoli wycofał się zamykając za sobą drzwi. Pomieszczenie było teraz jeszcze bardziej ponure.  Might i Sparka zostali teraz sami z tym tajemniczym kucykiem. - Za dużo energii co? - spytał patrząc na oboje. - Góra trzy minuty, możecie zacząć. Spróbujcie mnie zabić - Might spojrzał niepewnie na towarzysza czekając na jego ruch.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Koszmar wyrwał go ze snu. Rozejrzał się dyskretnie po okolicy. Widząc, że wszystko dalej jest w porządku zamknął oczy i nasłuchiwał najprawdopodobniej czekając na moment, w którym ten kretyn ich zaatakuje. Nie miał problemów z resztą ekipy lojalistów, ale w tym przypadku nie miałby żadnych wyrzutów sumienia, gdyby zginął.

Dalej lekko się dygotał. Koszmar często powracał, różniąc się zwykle kilkoma szczegółami. Nie chciał, aby podobny los spotkał jego bliskich.

 

Dawn Spark

 

Ups. To zaboli.

Gdy dotarliśmy do pomieszczenia zauważyłem kogoś znajomego. To był... Autor?

Kopyta lekko się przede mną ugięły. Czułem, że nie będzie to miłe spotkanie. Wiedziałem, że nie mamy nawet najmniejszej szansy na wydostanie się z tego bez szwanku. Nie mogłem się jednak poddać, nawet jeśli ucierpię to zadbam o to, aby nie zawieść zaufania Crystal. Postanowiłem lekko przygotować Mighta na to, co za chwilę się wydarzy.

- To najpotężniejszy gwardzista. Ten, któremu nasza Pani ufa bezgranicznie. Wiedz, że to co nas teraz czeka będzie bardzo, bardzo bolesne. Mam nadzieję, że się szybko nie poddasz.

Zamknąłem oczy próbując skupić swoje myśli. Jakakolwiek forma walki była bezsensowna. Mimo tego dzięki informacjom zawartym w księdze z biblioteki dałem radę się skupić. Przekierowałem całą energię do rogu. Tym razem odezwałem się w kierunku Autora.

- Jestem zaskoczony, że to akurat Pan zmarnuje swój cenny czas po to, żeby dać nam nauczkę. Postaram się, aby chociaż nie było nudno.

Kiwnąłem w kierunku Mighta, po czym błyskawicznie teleportowałem się na bok wystrzeliwując potężnym promieniem w kierunku, gdzie stał Autor. Wiedząc że przeciwnik uniknie trafienia oraz dokona natychmiastowego kontrataku ponownie dokonałem teleportacji kawałek dalej, zostawiając jednak na miejscu iluzję mojej własnej osoby. Ponownie wystrzeliłem, tym razem celując kawałek obok iluzji licząc na to, że tam znajdzie się oponent.

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

Zamrugała parę razy gdy ogier opowiadał fakty o których nie powinien wiedzieć. Zastanawiała się czy potrafi jednak zobaczyć Star lub ją słyszeć... I czy wie o jej spotkaniu z adeptem czarnej róży? Po chwili jednak się odezwała. - To co robię to jedno... Ale dlaczego to drugie - Spojrzała mu w oczy.

- Niezły jest - Stwierdziła Star. - Ciekawe gdzie trzyma kulę lub wyrocznie z ogniem do której wsypuje ten granatowy pył.

- W skrócie dzisiaj nie zrobiłam nic złego. Możesz mi nie wierzyć - Wzruszyła ramionami dając mu do zrozumienia że jej nie zależy na tym. - Patrzeć z innej perspektywy lub nie wiedzieć całej prawdy... To ostatnie jest dosyć dobre bo nie wydaje mi się że masz pojęcie co zrobiło dla mnie to towarzystwo z którym się kręcę - Spojrzała na kamienie, rzeczywiście były piękne i nadawały się na ozdobę w ogródku... Podziwiała je do czasu aż ogier nie zamknął skrzyni. - Zanim odpowiem chciałabym zadać dwa pytania... Czy spodziewałeś się że dzisiaj się tu zjawię?

Star tymczasem dotknęła skrzyni i wyjęła kryształ dany jej przez adepta czarnej róży. Przepustka do nowego życia stała przed nią, można powiedzieć że nawet ją trzymała i mogła ją zabrać... Jednak się wahała czy powinna to zrobić. Czy mogła im ufać że jej nie wykorzystają? Czy te kamienie faktycznie były potrzebne do tego rytuału? Co jeśli one są im potrzebne do powrotu ich boga? Tak wiele pytań bez odpowiedzi ale tak naprawdę liczyło się jedno. Czy to ryzyko jest tego warte? 

 

Batty

- Mnie to wszystko ominęło - Stwierdziła wzdychając. - Ludzie po tej zmianie nie mieli nic do stracenia bo zostało im zabrane dosłownie wszystko... Oprócz tego kim są z charakteru. Nie wiem kto pomyślał że rozgoryczeni po takim ciosie zaczną się pokojowo asymilować - Pokręciła głową. - Co do Irona to faktycznie wydaje się dobry, trochę z nim zdążyłam porozmawiać. A te stwory mają powód. Są rozwścieczone bo Crystal zabrała im coś czego chroniły lub było im potrzebne a teraz my za to płacimy. Nie mówiąc o tym że mogła mi zabrać przyjaciółkę która służyła w starej gwardii. Skoro kojarzysz Aegis znasz może White Wish? To jej córka - Miała nadzieje na jakiekolwiek informacje.

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Jednej z tych klaczy faktycznie nie znam - mruknął pocierając kopytem o brodę. - Jednak Crimson jest tu już całkiem znana, aż się dziwie, że tu nie zamieszkała jeszcze - machnął lekceważąco kopytem. - Poza tym nie uważam byś robiła coś złego, tylko nie sądzę byś była kimś kto szuka spokoju widząc twoje dotychczasowe zachowania - zaraz jednak uniósł lekko brew słysząc pytanie klaczy. - Chcesz kupić coś ode mnie i jeszcze zadawać pytania? - wydawał się naprawdę rozbawiony. - Dawno nie spotkałem kogoś takiego. No, ale dobrze, skoro tak ci zależy zagrajmy w twoją grę - ponownie machnął kopytem. - Nie jestem żadną wyrocznią i nie widzę przyszłości. Nie, nie myślałem, że tu przyjdziesz, takich rzeczy się nie przewiduje. Jakie jest więc drugie pytanie?

 

Baza

- White Wish? - spytała przekrzywiając głowę. - Canterlot jest ogromny... - pokręciła głową jakby nadal myśląc. - ...Ale chyba mieszkała klacz o podobnym imieniu w moim sąsiedztwie, ale nie jestem pewna. Raczej z nią nie rozmawiałam - westchnęła znów rozglądając się po okolicy. - Ktoś wie, która godzina, kiedy zacznie świtać?

- Te stwory to proste bezrozumne istoty - nagle wtrącił Spear. - Pewnie nawet nie wiedzą co straciły. Cesarzowa na pewno lepiej wykorzysta te rzecz. Poza tym ludzie również według ich historii okradali grobowce swoich przodków, co jest nawet gorsze. Ta świątynia jest na naszym terenie, więc jej skarby należą do kucyków

- Tak spróbuj im to powiedzieć - skrzywiła się Pearl patrząc na miejsce gdzie powinny być stwory. - Ona ma racje, ta rzecz nie powinna być ruszana, ale nie dowiemy się co to, dopóki nie wejdziemy do świątyni, a teraz to niewykonalne - skrzywiła się. - Co do twojej przyjaciółki, trzeba mieć nadzieje, że nadal żyje. Nie wszyscy dawni gwardziści polegli tamtego dnia

- Dawna gwardia była za bardzo litościwa, dlatego nie mogli wygrać z ludźmi i dlatego musiała przybyć cesarzowa - powiedział ponuro Spear.

- Jak mówiłam, jeśli nie wiesz co powiedzieć po prostu milcz - rzuciła mu wściekle, a on znowu się skrzywił. - Gdyby nie ta klacz pewnie sam byś został rozszarpany okaż jej nieco szacunku

 

Pokój treningowy

- Naprawdę? - tak jak myślał Dawn, gwardzista ominął promień ze zwinnością, którą nie miał prawa odznaczać się jednorożec, jego ciało i szybkość można było porównać do naprawdę gibkiego pegaza. Zrobił wręcz idealny korkociąg nad promieniem, a potem wybił się od ściany, ale nie w kierunku Sparksa... Might najwyraźniej zdołał dostrzec, że to on stało się celem ataku. Natychmiast otoczył się barierą, ale gwardzista na to nie zważał, tylko poleciał prosto na niego z oboma wysuniętymi przed siebie kopytami. Najpierw pojawił się dźwięk pęknięcia jakby szkła. Wiele można było myśleć o Mightcie, ale na pewno nie był słaby z magii, a tymczasem jego bariera pokruszyła się niczym szklany klosz. Gwardzista nie zatrzymał się i zaraz po przebiciu bariery uderzył go z siłą, którą mógłby się odznaczać ziemski kucyk. Był słychać lekki trzask kości, a potem bezwładne ciało Mighta potoczyło się pod ścianę.

- No to pierwszy z głowy, zostałeś ty - rzucił w kierunku Sparksa. - Mam nadzieje, że wytrzymasz dłużej - gwardzista znów zaczął skakać ze ściany na ścianę z niebywałą szybkością. Widać było, że próbuje zmieszać przeciwnika. W pewnym momencie opadł na ziemię tuż za plecami Sparksa chcąc mu wymierzyć cios w kark.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Ciągle słuchając obrócił się na drugi bok. Ponownie spoglądając na panel dostrzegł, że urządzenie złapało sygnał. Potwierdził wysłanie sygnału ratunkowego, po czym wrócił do poprzedniej pozycji.

Chwilę to potrwa, ale wsparcie powinno dotrzeć tutaj w czasie nie dłuższym niż kilka godzin. Jeśli nie uda nam się stąd wydostać na własną rękę, to wsparcie powinno być w stanie to uczynić. Zastanawiam się tylko, czy lojaliści będą stawiać opór. Mam rachunki do wyrównania z jednym z nich.

Czekał na dobry moment, aby wstać. Wydawało mu się, że ekipy buntowników oraz najemników nie będą przeszkadzać w przeprowadzeniu operacji.

 

Dawn Spark

 

Wyeliminowanie najsłabszego ogniwa, aby być w stanie szybciej pozbyć się większego zagrożenia. Racjonalne.

- Ma to sens.

Zamieniłem się pozycją z klonem. Ten po kopnięciu przez przeciwnika eksplodował.

Nie chcąc zostać wziętym z zaskoczenia stworzyłem kolejne 3 klony rozmieszczone po całym pomieszczeniu. Widząc to, co stało się z Mightem wiedziałem, że żadna tarcza nie jest w stanie zablokować ataków Autora. Mimo wszystko nie poddam się, nie po to tutaj wylądowałem.

Dwie kopie wykonały iluzję bariery. Miałem nadzieję, że oponent złapie się na tę sztuczkę - ćwiczyłem nad tym czarem wystarczająco długo, aby być w stanie stworzyć prawie idealne podróby mojej własnej osoby. Wtem klon bez bariery,  ja oraz drugi wypowiedzieliśmy po kolei słowa, które usłyszałem będąc w umyśle Mighta.

- Gragrt araka seran.

Czekałem na kolejny ruch przeciwnika, będąc przygotowanym na kolejny unik. Zabawa w kotka i myszkę: skoro nie mam szans w ofensywie, to spróbuję bronić się jak najdłużej.

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Drugie pytanie należy do mnie - Stwierdziła Star. - Spytaj co sądzi na temat ufania czarnej róży - Spodziewała się że to nie będzie pochlebna odpowiedz. Z drugiej strony zastanawiała czego się boi, co może stracić jeśli postanowią ją wykorzystać. Czy mogą przejąć jej moc i przy okazji zyskać cenne dla nich kamienie? - A jeśli nie sprzeda ci towaru to postawisz mu ultimatum. Niech się dowie że mogę zabrać tą skrzynię w każdej chwili...

 

Sinister słysząc to na początku wyglądała na zszokowaną... Fakt że może to zrobić z początku zataiła i teraz poczuła się nieco oszukana. Nie mówiąc że wyjdzie na złodziejkę bo wątpiła że ktokolwiek uwierzy w tą historię.

- Mniejsza o to - Odpowiedziała na pierwszy temat. - Drugie pytanie będzie bardziej teoretyczne, przynajmniej dla ciebie. Załóżmy że dręczyłaby ciebie zjawa będąca twoim przodkiem i jedynym sposobem na pozbycie się jej to danie jej nowego ciała... Jakbyś to zrobił? - Nie posłuchała się Star. Wiedziała że jeśli o to spyta to raczej przekreśli szansę na interes. 

 

Batty

- Wiem że jest duży... Przynajmniej z tego co opisywała bo na własne oczy nigdy nie widziałam - Miała mieszane odczucia co do odpowiedzi która otrzymała. Z jednej strony budziła nadzieje za to z drugiej nic nie było pewne. - Dzięki, musiałam spróbować tego pytania. Martwię się o nią a tymczasowo tutaj utknęliśmy - Pokręciła głowa. - To ciekawe Spear. Najpierw mówisz o nich same najgorsze rzeczy a potem usprawiedliwiasz to co zrobiła twoja władczyni tym że ludzie również robili coś podobnego... Do niej nie czujesz wstrętu bo jest kucykiem? - W jej głosie było trochę prowokacji. - Po za tym na jakiej podstawie uważasz że to wasz teren? Bo ktoś narysował mapę i zaznaczył kolorem że to wasze? No proszę cie.. - Uśmiechnęła się na myśl jaki to głupi pomysł. Przynajmniej dla niej. - A co do godziny to chyba nikt nie ma zegarka... Ale po części jestem kucoperzem więc zawsze kiedy świta zaczynam być trochę senna. Dam znać kiedy. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Interesujące pytanie - mimo, że jego ton na to nie wskazywał, to wzrok, który ukazał mówił co innego. Powoli podszedł do jednej z półek patrząc na słoje pełne dziwnych składników. - Zmarłym należy się spokój. Jeśli ta osoba by nie żyła, powinna zrozumieć, że jej sprawy dobiegły końca, a teraz czas na nowe pokolenie, a jeśli tego nie rozumie zastanowiłbym się nad kilkoma sprawami. Na początek spróbowałbym zbadać swoją genealogię aby się upewnić czy na pewno jesteśmy spokrewnieni. Potem zastanowiłbym się czy to na pewno jedyne wyjście. Być może istnieje inna metoda, o której ta zjawa nie mówi, bo nie chce tak naprawdę zaznać wiecznego spokoju, a jeśli tak jest to rozważyłbym jej cele i plany. Jak powiedziałem ci na początku czarna magia nie jest dla każdego, ale można jej używać na różne sposoby. Nekromanci pętają zmarłych nakazując im służbę, zwykle wbrew ich woli. Jednak są zaklęcia, które mogą zapewnić przejście tej zjawie na drugą stronę, nawet jeśli nie ma na to ochoty, to inne duchy zabiorą ją ze sobą, a jeśli wróci można tak w kółko ją odsyłać, aż się znudzi. Pytanie jednak powinno nie brzmieć, co chce tak właściwie ta zjawa, a czego ty chcesz, bo czy naprawdę tak bardzo chcesz jej pomóc, czy może jednak czujesz obawę czym ta pomoc może się skończyć - delikatnie się uśmiechnął.

 

Baza

- To nieco utrudnia sprawę - mruknęła Pearl powoli wstając. - Niestety nie mogę ci pomóc jeśli chodzi o twoją przyjaciółkę, mogę mieć tylko nadzieje, że wszystko dobrze. Musisz w to wierzyć - uśmiechnęła się przytykając ucho do ściany. - Chyba wróciły do świątyni, zwykle nie są takie ciche, zawsze wydają jakieś dźwięki - zmarszczyła lekko brwi. - Może powinnam pójść to sprawdzić - Spear, który patrzył niezadowolony na Batty nagle się podniósł gdy na chwilę jego wzrok skierował się na Ordera.

- On coś ukrywa! - wrzasnął pokazując na niego kopytem. - Ma przy sobie jakiś nadajnik czy coś, widziałem! Pearl to zdrada, on chce nas pozabijać - klacz lekko mrugnęła niepewnie patrząc na Batty, z którą niedawno rozmawiała, a teraz na ogiera. Najwyraźniej nie była pewna czy wierzyć jego słowom.

- I tak nie przeżyjemy jeśli zostaniemy sami - westchnęła słabo. - Jeśli naprawdę chcecie nas zabić, to pozwólcie nam chociaż na szybką śmierć. Wiem, że to i tak za dużo, ale choć o tyle chce prosić

- Co?! - wrzasnął wściekle. - Ja się nikomu nie dam zabić! - nadal wrzeszczał. - Jestem żołnierzem, a nie tchórzem! - spojrzał na Batty. - Wiedziałaś, że coś ukrywa? Jeśli tak to po co nas ratowałaś?

 

Pokój treningowy

Nagły wybuch klona zadziwił gwardzistę, ale nie na tyle by nie zdążył w porę odskoczyć. Złapał się ściany zupełnie jakby się do niej przykleił i obserwował wszystko. Ciemność nie była dla niego problemem. Przywykł już do mroku i zjednoczenia się z nim. Rekrut jednak wprawiał go w pewną konsternacje. Wydawał się ciekawy i podejmował logiczne rozwiązania. Wiedział, że bezpośrednia walka nie ma najmniejszego sensu, co wskazywało, że rozumiał dzielącą ich granice mocy. Myślenie taktyczne było niezbędne, jednak większość chciała się popisać. Całe te zdumienie zniknęło zaraz po obcych słowach Sparka.

- Co ty do mnie powiedziałeś?! - wściekłość jaka pojawiła się w tonie gwardzisty mogłaby zmrozić przerażeniem nie jedno serce. Zeskoczył niemal natychmiast ze ściany na sam środek między klony, a oryginał. Jego róg, aż iskrzył się od zmagazynowanej magii. Zaraz potem nastąpił wybuch mocy, który rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu. Nie był to zabójcy wybuch, ale z pewnością mógł zadać spory ból.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Po słowach lojalisty wstał powoli udając, że dopiero się obudził.

- Nawet odespać nie dasz kretynie?

Ziewnął, po czym zbliżył się do nich zostawiając broń przy skrzyniach.

- Jeśli dobrze usłyszałem, to Pani towarzysz zaczyna siać panikę. Nie wiem co wam nagadał, ale mogę przysiąc, że z mojej strony nic wam nie grozi. Reszta jak sądzę myśli w ten sam sposób.

Następnie spojrzał poddenerwowany na Speara.

- Przysięgam, że jeśli jeszcze raz zaczniesz wywoływać zamęt,  przez który stwarzasz zagrożenie życia nas wszystkich, to wezmę tę lancę i wbiję w ten twój pusty łeb.

Spojrzał na rękaw.

- Kombinezon ma wbudowane funkcje monitoringu funkcji życiowych, tym razem sprawdzał sen. Sen, który zniszczyło mi wspomnienie tego, co Szwadrony Śmierci zrobiły w wiosce pełnej cywili. To potwory, a ty wspierając je jesteś kimś na podobnym poziomie, co wcale nie zwiększa mojego szacunku do ciebie. Podoba ci się mordowanie bezbronnych, prawda?

Zbliżył się do niego na bardzo krótką odległość.

- Jeżeli przez ciebie zginie choć jeden kucyk, to cię zabiję. Natychmiastowo. Nie pozwolę, aby taka kupa gówna spowodowała śmierć kogokolwiek, rozumiesz?! Mam na myśli wszystkich, z twoją ekipą włącznie. Twoja Cesarzowa zrobiłaby dokładnie to samo co ja, z tym że zamiast stosować ostrzeżenia zrobiłaby to bez mrugnięcia okiem. Może w pewnych aspektach ma rację.

Odsunął się kawałek, z trudem powstrzymując od uderzenia oponenta.

 

Dawn Spark

 

Ups, chyba się zdenerwował.

Nie mając dużo czasu na myślenie postanowiłem użyć pola siłowego, z większym natężeniem na tyły, aby jak najbardziej zamortyzować uderzenie w ścianę.

Trafienie zniszczyło kopie, a mnie całkiem mocno sponiewierało. Czułem ból oraz zauważyłem krew, która zaczęła spływać mi po prawej stronie głowy, zmniejszając widoczność.

Nie poddam się 

- Ha... Ha...

Niby śmiech, ale bez emocji. Byłem ciekaw, co Autor jeszcze może zrobić.

Utworzyłem kolejną kopię, próbowałem więcej, ale nie dałem rady. Zamieniłem się miejscami z klonem, po czym użyłem zaklęcia niewidzialności i zbliżyłem do niego.

Kopia skuliła głowę, po czym przemówiła moim głosem.

- Nie jestem godzien walki z taką potęgą. Poddaję się, niech Nasza Pani ulituje się nade mną.

Stanąłem kawałek dalej, gromadząc w rogu energię i przygotowując się do oddania strzału. Jeśli teraz nie wyjdzie to jedynym co mi zostanie będzie prawdopodobnie unikanie ciosów do momentu, aż wreszcie zostanę trafiony.

Edited by Mizanth
Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Odesłać ją? - Odpowiedziała z uśmiechem. - Próbowałam, nie da rady. Jedyne co by pomogło to zabicie siebie i jej przy okazji ale to średni interes - Wzruszyła ramionami. - Chce jej pomóc bo wiąże mnie umowa - ,,Dostaniesz nowe ciało'' - Przewróciła oczami wspominając to. - ,,Wcale cie nie oszukałam Star obiecując White że tego nie zrobię... W końcu nigdy nie powiedziałam tobie że że to ja je wykonam. Niestety, potem był tylko problem by znaleźć kogoś kto by to potrafił. - A czego się obawiam to moja sprawa która ciebie nie dotyczy. Skoro znasz powód to sprzedasz mi kamienie czy nie? Moja zjawa którą nazwałeś chowańcem chyba zaczyna się trochę denerwować... - Skrzywiła się mając nadzieje że poczeka jeszcze parę chwil. Wolała to rozegrać po dobroci wiedząc że na ogół jest to lepszy sposób. - 

Batty

- Co innego mi pozostało - Batty odpowiedziała markotnie Pearl. - Może ja powinnam pójść? - Spytała ją. - Wiesz, mam broń która się przyda jak coś pójdzie nie tak... A ty jako jedyna osoba zdolna do pewnego leczenia jesteś zbyt ważną dla grupy - Spojrzała na Speara który nagle wrzasnął a potem znowu na sanitariuszkę. - Co do tego czy chcemy was zabić nie mogę mówić za wszystkich... A w szczególności za Ordera. Jedynie co mogę zrobić to zapewnić że ja tego nie zrobię - Wzruszyła ramionami. - Nie, nie wiedziałam że coś ukrywa. Pierwszych spotkałam was, dopiero potem jego i zgadnij co. Nie jara mnie przeszukiwanie ogierów - Lekko się uśmiechnęła. - A uratowałam was bo poczułam że powinnam. Jak już wspominałam możesz mi nie wierzyć ale nie obchodzi mnie to. 

 

Reszta oprócz Kati znowu się obudziła przez nagły hałas.

- Prawdziwy żołnierz nie musi o tym przypominać każdemu co chwila - Odezwał się znowu ogier w zbroi buntowników. - Chyba że wie że to kłamstwo i próbuje przekonać samego siebie - Pokręcił głową a potem spojrzał na Ordera. - Wydaje mi się że gdybyś jednak zdecydował się go przebić tą lancą wyświadczyłbyś przysługę wszystkim. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Czyli pytanie nie było do końca retoryczne? - uniósł z zainteresowaniem brew. - Nie sądzę by zabicie siebie rozwiązało ten problem, bo zapewne ta zjawa spróbuje potem skorumpować kogoś innego - westchnął najwyraźniej niewzruszony tym, że upiór zaczyna się denerwować. - Być może mógłbym ci je sprzedać - znów spojrzał na skrzynkę. - Mam jednak wrażenie, że nie tobie na nich zależy, a bardziej temu twojemu duchowi - mruknął ze znużeniem. - Nie mam pojęcia jaka umowa was wiąże, ale ciekawe czy ten duch tak samo ją postrzega jak ty. Poza tym taka pomoc powinna być chyba jakoś opłacalna, samo odczepienie za taką pomoc? To trochę mało - machnął w końcu kopytem. - To jednak twoje życie i sama powinnaś o sobie decydować. Jeden kamień kosztuje 50 bitów - zmarszczył brwi. - Jednak lepiej to przemyśl, bo może stracisz więcej niż tylko pieniądze

 

Baza

- Ja pójdę... - nagle dobiegł znajomy głos nim Pearl lub Spear zdążyli coś powiedzieć. Lance chwiał się lekko powoli wstając. - Ty Batty dość już zrobiłaś moim zdaniem, a ty Pearl jesteś medykiem. To oddziały cesarzowej wypuściły te cholerstwa, więc to my powinniśmy tylko ryzykować

- Sierżancie... - Pearl szybko podbiegła mu pomóc wstać. - Nawet jeśli cię wyleczę, nie jesteś w dostatecznej formie by walczyć, a co dopiero uciekać

- Poradzę sobie - powiedział ponuro. - Wiemy najwięcej o tych stworach, a tkwienie w miejscu nie jest rzeczą, która pomoże. Poza tym to nie w moim stylu

- Nawet jeśli, to zbędne ryzyko. Obecnie każdy lepiej się sprawdzi od ciebie. Jesteś wyczerpany i niedawno mocno oberwałeś - klacz nie ustępowała.

- To może ja pójdę - powiedział nagle Spear. - Jeśli ich nie ma, wydostanę się poza bazę i może sprowadzę pomoc

- Te pustkowia ciągną się w cholerę - powiedział ponuro dowódca. - Kogo niby chcesz sprowadzić?

- Może gdzieś stacjonuje oddział gwardii...

- Odmawiam - powiedział twardo Lance. - Buntownicy czy nie, jestem im coś winny - powiedział ponuro i usiadł pod skrzyniami. - Powiedzmy sobie szczerze, musi iść tam ktoś kto jest szybki lub zna się na magii. Jestem tu najlepszym jednorożcem jeśli chodzi o magię, więc łatwo się teleportuje jeśli trzeba

- Jesteś wyczerpany sir - warknęła Pearl, próbując uleczyć jego kopyto. - Stać cię tylko na jedną teleportacje

- Takie życie na wojnie - machnął zdrowym kopytem. - Inna opcja to pegaz, który jest dość szybki i zwinny by się uratować - spojrzał na Batty. - Przejawiasz cechy latającego kucyka i jednorożca, ale twoja magia szwankuje, a z tego co wiem kucoperze nie są tak zwinne jak pegazy. Jeśli ktoś ma jednak inny pomysł chętnie wysłucham, bo sam też nie lubię samobójczych misji

 

Sala

- Jesteś masochistą? - warknął gwardzista słysząc jego śmiech, a potem uniósł brew (czego nie było widać przez hełm) słysząc skomlenie Sparka. - Jednorożce są wybrane, bo mają wiele atutów, które mogą stać się równie wadami - kończąc te słowa fala mroku spłynęła po ciele gwardzisty, a ten nagle zniknął. - Sądzisz, że możesz mnie nabrać na tak prostą sztuczkę? Wyczułem magię, którą w sobie zbierałeś, więc ta żałosna podróbka mogła oszukać tylko amatora - głos zdawał się dochodzić ze wszystkich stron. - Niewidzialność? Powiedz co taki nieśmiały? Wobec cesarzowej jestem niczym amator, ale wciąż znam parę sztuczek - Dawn mógł poczuć się dziwnie zupełnie jakby dochodził do niego dźwięk jakby coś się zbliżało, ale niczego wokół nie było. - Jak to jest gdy zmysły zwodzą? Najpierw słuch, a potem zapach? - nozdrze ogiera wypełnił fetor zgnilizny. - Został jeszcze... - teraz mógł odnieść wrażenie, że całe to miejsce ożywa. W kierunku ogiera zaczęły iść kuce ukształtowane z otaczającej go ciemności.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Zaczął zastanawiać się, co zrobić dalej. Jeżeli pozwoli gwardzistom znaleźć pomoc to bardzo możliwe, że cała reszta zostanie aresztowana lub też zginie. Najlepszą opcją byłoby przytrzymanie ich tutaj aż do momentu dotarcia wsparcia -  wtedy szanse przetrwania wzrosną.

A teraz pytanie: czy pozwolić ich przywódcy iść, tym samym skazując go na śmierć ale równocześnie ratując nasze tyłki, czy puścić Speara, który jeśli się przedrze ściągnie ogon, który z pewnością nas wykończy.

- Czyli mamy kilka opcji: albo pojawią się tutaj proequestriańscy buntownicy, którzy zrobią porządek z nami i lojalistami. Przybędą gwardziści, którzy postanowią nas zaaresztować i zamordować albo moi, którzy za brutalność rozszarpaliby lojalistów na strzępy. Ciekawy wybór, naprawdę.

Zatoczył krótkie kółko wokół zgromadzonych.

- Najlepsze co możemy zrobić, to próba wybicia się stąd na własną rękę, wtedy rozeszlibyśmy się w spokoju tam skąd przybyliśmy. Równocześnie zmniejsza to nasze szanse na przeżycie, gdyż jest nas tu mało. Do prawdy żałosna sytuacja.

Rozejrzał się po pomieszczeniu.

- Ale wy zapewne lepiej wiecie o czym zadecydujecie, toteż już się nie wtrącam. Wracam do pilnowania wejścia.

Wrócił po broń, po czym ponownie stanął przed bramą obserwując dalszy ciąg wydarzeń.

 

Dawn Spark

 

Autor zaczął manipulować moimi zmysłami.  Wycofałem kopię i pozbyłem się niewidzialności.

- Ano tak, zapomniałem przecież o tym małym szczególe.

Widząc cienie pędzące w moją stronę zaatakowałem je słabszym promieniem, nie było problemów z ich zniszczeniem jednak wiedziałem, że nie tędy droga.

- Akurat chwilę temu przechodziliśmy przez coś podobnego. Ciekaw jestem, czy ponownie uda się skontaktować z tymi istotami. A tak poza tym to bardzo szanuję za ciężką pracę w postaci napisania tych wszystkich książek. Widząc Pańskie zasoby wiedzy i mocy widzę, że Cesarzowa jak zwykle się nie myliła.

Wiedząc, że za chwilę przegram postanowiłem zamknąć oczy i skupić cała resztę posiadanej energii.

- Chociaż próbowałem, czyż nie? Może następnym razem będzie lepiej.

Czując, że nie stać mnie na więcej wybiłem się w górę, po czym powtórzyłem zaklęcie, którym zostałem wcześniej trafiony przez przeciwnika. Nie miało ono takiej samej siły, ale i tak było to całkiem solidne uderzenie.

Wylądowałem na podłożu. Byłem wyczerpany ale mimo wszystko stałem na wszystkich kopytach. Tym razem już bez żadnych sztuczek ukłoniłem się.

- Z mojej strony to by było na tyle, przedstawienie skończone.

Czując w dalszym ciągu efekty manipulacji umysłem postanowiłem się im poddać. Trwałem tak sztywno w tej pozycji czekając na to, co miało się za chwilę wydarzyć.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Powiedziałam że dla ciebie będzie teoretyczne - Uśmiechnęła się. - Dla mnie nie. Spodziewałam się w sumie że zrozumiesz że to powód dla którego chce te kamienie - Nie była pewna czy jest to potrzebne do tego rytuału. Miała mało informacji i odetchnęła z ulgą gdy okazało się że tak jest. - To prawda że jej bardziej na tym zależy, w końcu pali jej się grunt pod kopytami... I nie boje się że coś stracę, gdyby tamto zaklęcie się udało w pełni nie rozmawiałabym tutaj z tobą jako ja więc można powiedzieć że miałam dużo szczęścia. Gdy się odrodzi będzie słabsza ode mnie dlatego wątpię że coś mi zrobi a w momencie w którym sprawy się zmienią zniknę i mnie nie nigdy znajdzie... I to nie samo odczepienie ode mnie - Pokręciła głową. - Mam co do niej mieszane odczucia, z jednej strony zyskałam z drugiej straciłam - Głos jej się prawie załamał gdy wypowiadała ostatnie słowo. - Chce to jednak zakończyć bo mam dosyć zastanawiania się czy chce mi pomóc czy jednak zepchnąć mnie na złą drogę... - Już się nie uśmiechała, to nie było zabawne. - Jeden powinien wystarczyć.

 

Batty

Była nieco zaskoczona że ich dowódca nagle się obudził i wykazuje się taką postawą. Niedawno prawie by się wykrwawił, nadal był ranny i chodzenie raczej powinno sprawiać mu ból.

- Jesteś pewny że jesteś w stanie chodzić z przebitym na wylot kopytem? - Rzekła do niego. - Co z twoją kością? Jeśli postawisz na niej ciężar może przebić kolejne tkanki i znowu spowodować krwawienie... Ja jestem szybka, może moja magia nie jest najlepsza ale broń mnie nie zawiedzie, do tego potrafię się skradać i mam czuły słuch. Usłyszę zagrożenie zza rogu - Jej zdaniem była najlepszą osobą na misję zwiadowczą. W końcu robiła już to wiele razy. 

 

- Z tego co mówiłeś za dnia w bazie nie powinno być ich za dużo - Teraz odezwała się Fire. - Wybijemy to co jest w środku, obronimy jedyne wejście a w między czasie naprawimy cięższy sprzęt który tutaj mamy. Wydostaniemy się na zewnątrz i będziemy mieć około pięćdziesięciu naszych których możemy uzbroić... - Zrobiła przerwę na zastanowienie się. - Tylko ktoś wie jak zamknąć tą świątynię? Jeśli ma tradycyjne wrota to nie ma problemu ale co jeśli potrzebna jest magia? - To były bardzo stare ruiny więc jej zdaniem to mogło wchodzić w grę. W międzyczasie zaczęła przeszukiwać kolejne skrzynie chcąc znaleźć ważną rzecz jeśli wydostaną się na zewnątrz. Był to pistolet sygnałowy którym mogłaby dać znać że żyją. 

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Nadal uważam, że w sprawy zmarłych nie powinno się mieszać, ale uznam, że wiesz co robisz - westchnął ciężko sięgając po szkatułkę i wyciągając kamień. - Wiesz czemu nazywają je krwawymi? - spytał wkładając kamień do mieszka. - Nikt niemal nie wie gdzie występują, a w Crystal Empire nikt z pewnością ich nie znajdzie. Legenda mówi, że powstały gdy najstarsze smoki zaczęły umierać chroniąc swoich skarbów, a ich krew zaczęła spływać po klejnotach, które ją wchłonęły. W ten sposób smoki na zawsze związały się ze swoimi skarbami. Bajeczka, a może prawda i nauczka mówiąca co czeka każdego za chciwość. Co by to nie było, jestem ostatnią osobą, która wie gdzie je znaleźć - powoli podał zapakowany mieszek Sinister, odbierając przy tym zapłatę. - Uważaj na siebie mała i przemyśl dobrze czy warto wszystkim ufać, tym bardziej zjawom, które nie wiadomo co mogą skrywać

 

Baza

- Próba przebicia nie ma sensu - powiedział nagle Lance, na niedawne gdybanie Ordera. - Stwory reagują na hałas. W dzień są mniej aktywne, ale jeśli zaczniemy prowadzić otwartą walkę zaczną zalewać nas z tej przeklętej świątyni. Jedyna opcja to przedostać się po cichu, a potem możemy uciekać lub spróbować zamknąć świątynie

- Te stwory... - mruknęła Pearl, gdy nadal jej róg świecił nad kopytem dowódcy. - Batty słusznie zauważyła, że atakują, bo coś im zabrano. One nawet nie jedzą nas, a atakują jakby były wściekłe, nie zastanawia nikogo co oddziały śmierci cesarzowej mogły im zabrać?

- Kogo to obchodzi? - warknął Spear. - I tak tego nie odzyskają, a ta wiedza nikomu nic nie da. Lepiej wynośmy się z tego przeklętego miejsca i zapomnijmy o tym co tu zaszło...

- Nie bardzo chce byś się narażała - powiedział ponuro dowódca do Batty przerywając Spearowi. - I tak wiele zrobiłaś, ale nie można też zaprzeczyć, że twoje myślenie jest najbardziej logiczne - zaraz potem zaczął słuchać Fire. - Twój pomysł wydaje się dobry, ale hałas je tu ściągnie. Nawet jeśli jest ich tu mało, to ściągniemy im posiłki ze świątyni - zaczął pocierać się kopytem po brodzie patrząc po wszystkich, a jego wzrok zatrzymał się na Katie. - Ogień... Nie jest co prawda jakoś bardzo dla nich zabójczy, ale nie lubią go. Gdybyśmy mieli napalm moglibyśmy wpuścić go do odciętych pomieszczeń i spróbować wywołać kontrolowany pożar, to by mogło przegnać, te które zostały. Chyba, że Katie? - nie był pewny czy zapamiętał imię. - Jest w stanie wytworzyć ogień o podobniej temperaturze, ale to ryzyko, bo może je rozjuszyć. Gdy używaliśmy zaklęć opartych na ogniu wpadały we wściekłość i próbowały wyeliminować tego kto ich używa. Strasznie irytująca sprawa

 

Sala

- Wątpliwości co do planu cesarzowej nigdy nie powinny istnieć - powiedział głos dochodzący z ciemności. - Mówisz, że przechodziliście to niedawno, więc możesz wykorzystać wiedzę w praktyce - słychać było drwinę dochodzącą przy każdym słowie. - Pytanie jak wiele rzeczy istnieje, a jakie są tylko wytworem twojej wyobraźni? Zupełnie jak przeciwnicy, z którymi walczysz - po ostatnich słowach jakie Dawn rzucił mógł poczuć silne uderzenie gdy nagle gwardzista zmaterializował się przed nim. - Nieźle jak na rekruta - teraz nie było żadnych emocji w jego głosie. - A co do tych istot, lepiej nie wtykaj nosa tam gdzie nie trzeba i sprawdzaj co mówisz na przyszłość. Masz zadania, które ci przydzielono i się ich trzymaj. Nie uderzyłem cię zbyt mocno, możesz więc zabrać kolegę i wracać do swojej kwatery. Na przyszłość unikaj również problemów, bo kara będzie gorsza

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Przysłuchiwał się rozmowie obserwując jej uczestników. Znając życie buntownicy schowali gdzieś jakieś drobne zapasy napalmu, może rzeczywiście uda się przebić.

Czyli raczej damy radę się przebić. Ciekaw jestem, czy Siły Interwencyjne dotrą na czas - przyda się ktoś do osłaniania odwrotu. Pytanie tylko co zrobić z tym osobnikiem? Jego głupota może być bardzo niebezpieczna.

 

Dawn Spark

 

Po otrzymaniu uderzenia od Autora nie nastąpiło nic więcej. Zostałem wyjątkowo łagodnie potraktowany.

- Tak jest sir, zapamiętam. Dziękuję za interesujący pojedynek.

Obolały ukłoniłem się ponownie, po czym jakimś cudem udało mi się podnieść Mighta magią. Wyszedłem z pomieszczenia i udałem w kierunku naszej kwatery.

Było to doprawdy ciekawe przeżycie, wytrzymać tak długo w walce z najpotężniejszym członkiem gwardii. Najpewniej tkwi we mnie spory potencjał, tylko jak go wykorzystać?

Dotarłem do pomieszczenia, po czym wszedłem do środka. Położyłem Mighta na jego łóżku, samemu przemywając głowę wodą. Nie czekając na pytania towarzyszy zacząłem.

- Dostaliśmy spory wycisk, ale chyba udało nam się... udało MI się wyjść z tego cało. Mój kamrat niestety dostał pierwszy. Nie dziwię się, że nie dał rady - z czymś takim nie mieliśmy jeszcze do czynienia.

Użyłem magii do wyleczenia ran.

- W sumie jak na karę to było całkiem nieźle. Ciekawe, co on ma do powiedzenia.

Po wszystkim wskoczyłem na łóżko, wyciągnąłem kolejną książkę i zacząłem czytać.

Muszę przyznać, że spisałeś się całkiem nieźle. Może będą z ciebie... jednorożce?

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- A zmarli nie powinni się mieszać w sprawy żyjących ale no co poradzić - Westchnęła. Star w tym czasie cofnęła się od skrzyni, odwróciła się w kierunku Sinister i wyglądała na zmieszaną. Jakby dwie skrajne emocje ze sobą walczyły. - Jest wiele legend i moim zdaniem większość z nich po prostu nadaje znaczenie... Tylko jedno mi w tym nie gra. Skoro to klejnot ze smoczą krwią to czemu zwiemy je kamieniami? - Spytała zdziwiona. - Krwawy klejnot brzmi lepiej niż krwawy kamień ale chyba nie wszystko musi mieć sens... - Tak jak jej życie. Czy miało jakiekolwiek znaczenie czy cel? Była tylko klaczą ze smykałką do czarnej magii... Z początku uważała go za dar ale przekonała się z biegiem czasu że to również przekleństwo. Najpierw spowodował cierpienie a potem słodki smak zemsty będący jedyną, małą satysfakcją... Mogła uciekać, tak samo jak z tej świątyni ale czy inni powinni piętnować ją za jej talent? Nie, nie zrobiła przecież nic złego. Przynajmniej wtedy ale i tak to nie pomogło. Dlaczego więc świat który ją odrzuca ma nie cierpieć? Nie rozumiała tego i tylko White stała na przeszkodzie by to się stało. W nocy po tym zajściu miała sen, tego co mogłaby pokazać w świętym miejscu dla tych wszystkich kapłanów. Każdy kucyk uciekłby z przerażeniem a kto by nie zdarzył doznałby pokazu do czego zdolna jest czarna magia... I tylko pomyśleć że to co potrafi to tylko mały procent umiejętności Star. Może taka śmierć nie miałaby sensu ale prowadzenie życia ciągle dając nogę nie ma go wiele więcej. 

 

- Znam podobną legendę - Nagle się odezwała z zamyślenia. - Według niej dawno temu żył smok lubujący się w ciepłej krwi co stało się jego uzależnieniem. W szczególności upodobał sobie słonie ale pewnego razu się przeliczył. Stary słoń gdy umierał zmiażdżył mu głowę a krew obu gigantów się zmieszała i zrodziła dotychczas niewidoczne drzewa... O pniach potężnych niczym nogi słonia i o kępach liści ostrych jak smoki - Odebrała mieszek z kamieniem wymieniając go na odliczone pięćdziesiąt bitów. - W obu przypadkach coś sprowadziło śmierć ale prawda jest taka że i tak by nadeszła. Te smoki z legend jednak żyły jak chciały i wątpię że nie wiedziały co może je za to spotkać a i tak uznały że warto. Dla innych droga życia warta potępienia, ja jednak widzę w tym coś więcej... Przyjemność. Czy to nie stanowi chociażby części napędu wszystkich? Ktoś kto lubuje się w kawie... Codziennie wie że ma po co wstawać z wyrka by oddać się chwili przyjemności przed pracą której niekoniecznie lubi ale nie ma innej możliwości w tym niesprawiedliwym świecie - Skrzywiła się. - A każdy odczuwa przyjemność z czego innego. Wracając do dracen bo tak się nazywają te rośliny. Z nich pozyskuje się żywo czerwoną żywicę z kolei nazywaną smoczą krwią. Ma dość ciekawe właściwości, tamuje krwawienie, przyśpiesza regeneracje ran i chroni przed zakażeniami. Oprócz tego wykazuje mistyczną moc, wzmacnia rytuały i wykorzystuje się ją do... - Spojrzała na Star. - Odprowadzania zagubionych dusz i nieproszonych bytów. Niestety w ostatnim przypadku oceniam to jako średnio skuteczne bo pomaga na chwilę ale to może dlatego że korzenny zapach nie wszystkim się podoba - Wzruszyła ramionami. - W każdym razie dzięki... - Wyglądało jakby zamierzała odejść ale coś ją powstrzymało.

- Mówiąc swoją ostatnią radę nie miałeś na myśli tylko zjaw? - Spytała zaciekawiona. - Crimson również, mam racje? - Tego nie była pewna ale tak to zinterpretowała. - Powiesz mi o niej coś więcej? W barze próbowałam wyciągnąć coś od barmana ale chyba nikt nie chce o tym mówić. 

 

Batty 

- Tu nie chodzi o to co zrobiłam ale o to do czego najlepiej się nadaje - Stwierdziła patrząc na dowódcę ze spojrzeniem sugerującym że nie zamierza o tym dyskutować - Jest jednak powiem problem... Nie sadze że te stwory polegają tylko na dźwięku, nie atakują przecież karabinu tylko użytkownika. Jak ratowałam Irona razem z Kati wyczuł nas mimo że byliśmy znacznie ciszej niż zagłuszający nas karabin. Bez szans jednak żeby poczuł zapach bo tutaj nie ma wiatru - Wydawała się zmieszana. - Są też zbyt precyzyjne, jeden z tej dwójki przebił przecież kopyto. One widzą w jakiś sposób mimo braku oczu... Więc w tych korytarzach wystarczy jeden by zablokować nam ucieczkę i nie możemy go w takim wypadku zabić bo reszta się zbiegnie.

 

- Co do ognia - Teraz odezwała się Fire. - Chciałam zalać każde otwarte pomieszczenie paliwem i je podpalić. To było dobre rozwiązanie do momentu w którym dowiedziałam się że gniazda nie ma tutaj i wychodzą ze świątyni... W zasadzie to też był plan w razie ataku gdybyśmy przegrywali, taka ostatnia deska ratunku by odzyskać utracone pozycje. Nasze zbroje umożliwiają przebywanie do piętnastu minut w ogniu, oczywiście jeśli nie są podziurawione - To był jeden z powodów przez których więcej ważą i bieganie w nich to na ogół słaby pomysł. - Ale nic z tego bo rdza wyżarła dziurę w zbiorniku i cała łatwopalna dobroć uleciała - Jej wyraz twarzy nie ukrywał niezadowolenia. - Mamy jednak napalm ale tylko jako uzbrojenie dla samolotów w formie bomb. Niestety w innym składzie bo tu trzymamy rzeczy których eksplozja nie przekroczy wytrzymałości tamtych drzwi - Wskazała na nie kopytem. - Czyli Kati i parę miotaczy ognia ale odnoszę wrażenie że to za mało... I Spear ma racje, nie ma sensu powtarzać tego samego błędu. Mamy podobną ilość osób co wy i skoro wam się nie udało to nam też nie. Musimy wymyślić jak je wykiwać i pozostać niewykrytym - Spojrzała na Batty licząc na nią. 

- Właściwie skoro nie jest dla nich zabójczy to dlaczego można je przepędzić ogniem? - Znała dużo zwierząt które odczuwały przed nim strach ale to nie miało sensu. Gdyby te stwory dzieliły te same odczucia nie skakały by w kierunku tego kto go używa. 

- Rakiety naprowadzane na podczerwień kierują się na największe źródło ciepła - Odpowiedziała Fire jej typowym lotniczym przykładem. - Szczególnie te wczesne. Można było je zgubić lecąc w stronę słońca bo było znacznie jaśniejsze niż sygnatura cieplna silników odrzutowych - Wzruszyła ramionami a kucoperz spojrzał na nią jakby powiedziała coś mądrego. To by miało sens czemu są mniej aktywne w dzień, nikt nie lubi być ślepym. - I przydałoby się obudzić Kati, niech ktoś jej zamknie pysk i nozdrza - Praktycznie jeden z niewielu skutecznych sposobów na wyrwanie jej ze snu. 

- Teraz twoja kolej Sulfur - Buntownik w pancerzu spojrzał na ogiera obok. 

- Ale ty masz zbroję chroniącą przed pazurami, wiesz jakie ona ma odruchy... - Odezwał się ze swoim kontrargumentem. Miał racje. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Być może tak je zwą, bo nie zawsze nimi były. Może bezcenne kamienie leżące wokół smoków nabrały wartości po ich śmierci. W każdej legendzie warto doszukać się drugiego dna - zamilkł jednak i uniósł brew gdy klacz wspomniała o podobnej legendzie. - To prawda, że warto kierować się tym co dla nas przyjemne, lecz z czasem nawet przyjemność staje się mdła i nudna, czy wtedy też warto było oddać życie niż szukać wielu innych przyjemności, które na nas czekają w całym naszym długim życiu? - odpowiedział najpierw na opowieść Sinister, a potem przekrzywił lekko głową. - Jesteś jeszcze młoda i nie jest to obraza. Mało kto przeżył tak wiele lat na tym świecie co ja. Nikt jednak nie słucha starszych, a przy tym zwykle doświadczonych - lekko się uśmiechnął. - Ta klacz po prostu ma talent do ładowania się w kłopoty, a trzymając się jej sama się o nie prosisz. Nikt o niej nie mówi, bo wiedzą, że nie lubi jak się o niej mówi, a wolą nie psuć jej humoru, bo wtedy bywa groźna. Nikt nigdy nie wie co jej strzeli do głowy. Musisz jednak pamiętać, że władasz czarną magią, a ona wbrew swojej woli jest blisko z gwardią. Tylko dlatego nie została posłana z resztą ziemskich kucyków do pracy na roli i nie musiała uciekać tutaj

 

Baza

Zarówno dowódca jak Pearl i Spear zaczęli po sobie patrzeć, zaraz po słowach, które powiedziała Batty. Nikt wcześniej tak o tym nie myślał. Wcześniej zakładano że muszą reagować na wibracje w powietrzu czy coś w tym guście, a teraz mogło się okazać, że byli w błędzie. Może gdyby wtedy wiedzieli zdołaliby zamknąć świątynie i pozbyć się stworów. Lance zaraz jednak skierował spojrzenie na Fire, która zaczęła mówić.

 

- Cholera... - warknął Lance gdy Fire skończyła. - Wasze pancerze niewiele pomogą, a nasze nie będą w tym wypadku lepsze. Stworzono je raczej z myślą o pociskach i broni białej do walki z ogniem służy nam pole siłowe - znów zaczął myśleć na głos.

- Możesz chyba wstać - powiedziała nagle Pearl. - Wolałabym jednak żebyś oszczędzał te kopyto - dowódca zdawał się ją ignorować.

- Batty powiedziała coś interesującego, a potem jeszcze ty - wskazał kopytem na Fire. - Skoro nas widzą to musi być sposób żeby nas nie widziały. Każdego można oszukać jeśli nie chodzi o wzrok, tak jak te rakiety, o których mówiłaś - powiedział powoli wstając. - Daleko do tego pomieszczenia z napalmem? - pytał ignorując przekomarzankę dwóch buntowników, którą z kolei obserwował Spear.

- Litości - w końcu powiedział w ich stronę. - To jest zaledwie młody smok. Nie to co te duże dorosłe, boicie się nastoletniej jaszczurki? - spytał z wyraźną drwiną w głosie.

 

Koszary

- Jesteście? - spytał nagle ogier widząc jak Dawn przynosi Mighta. W pomieszczeniu byli już wszyscy inni i patrzyli równie zszokowani na Mighta. - On chyba żyje co? - spytał niepewnie patrząc na towarzysza.

- Ta oddycha - powiedział kolejny. - Ten to ma pecha najpierw nie dał rady z zadaniem, a teraz... No właśnie? Co się stało?

- Dawn użył magii żeby mu pomóc i chyba się wkurzyli nieco...

- To magia jest zakazana?

- Ja bym powiedział, że raczej pomaganie innym jest zakazne

- Ciekawe kiedy się ocknie - pokręcił głową. - Co wam właściwie zrobili?

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Co za irytujący typ.

- Dobra, ja pójdę skoro to taki wielki problem.

Zbliżył się powoli do smoczycy, po czym zaczął ją lekko szturchać, mówiąc spokojnym głosem, jak gdyby budził dziecko ze snu.

- Pora wstawać. No dalej, nie ociągamy się, już wystarczy.

 

Dawn Spark

 

Dalej czytając zacząłem odpowiadać na pytania.

- No więc tak. Pojedynkowaliśmy się z gwardzistą, co było karą za lekkie oszukiwanie. Might miał tyle szczęścia, że zszedł po pierwszym ataku. Skrócić to można do tego, że jeśli będziemy łamać reguły to skończy się dostaniem oklepu po pyskach.

Ziewnąłem.

- Słyszał któryś z was jak można dostać przepustkę na kilka dni? Muszę dostać się na ważne wydarzenie w Las Pegasus, które wkrótce się odbędzie. W zamian za pomoc eee... służę radą pod warunkiem, że nie będzie ona polegała na zbytnim ułatwieniu wam życia. Po tym pojedynku trochę zajmie mi dojście do siebie.

Wstałem z łóżka podchodząc do śpiącego towarzysza. Zapaliłem lekko róg.

- Nie marnujmy czasu na czekanie. Wstajesz.

Poraziłem Mighta słabym promieniem elektrycznym w celu obudzenia go. Chyba podziałało, gdyż odskoczył gwałtownie na bok.

- No śpioszku, jakoś udało nam się wydostać. Zadowolony?

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Może - Stwierdziła patrząc na niego. - A większość poszukiwaczy przygód zabrało złoty i klejnoty zostawiając cenniejszy dla niektórych skarb? Może ale kto wie czy tak było - Znowu na chwilę się zamyśliła chcąc odpowiedzieć na jego pytanie. - Tylko co jeśli te poszukiwania spełzną na niczym i przyniosą tylko rozgoryczenie?  Nie wiem - Pokręciła głową. - I też mam chyba talent do ładowania się w kłopoty - Wzruszyła ramionami. - Chce pójść na rytuał jak każdy tylko po to by mieć spokój i pójść do domu zająć się sobą? Nie, nic nie robiąc wzbudziłam masową panikę. Chce popić w barze? Zaraz znajdzie się ktoś kto będzie próbował mnie okraść. Może zbyt bardzo afiszowałam się z towarem ale nikt nie pomyśli że mam coś w zanadrzu że się nie boję kolesia z nożem. Chce sprzedać towar by zarobić? Nie, zaraz znajdzie się drugi handlarz któremu będzie się to nie podobało i będzie mi grozić - Wzruszyła ramionami. - Wiem że Crimson jest blisko z gwardią ale gdyby zamierzała mnie im sprzedać dlaczego by mnie ratowała przed nimi w tej świątyni? Nie widzę ku temu powodu...

 

Batty
- Około siedemdziesiąt metrów w prawo jeśli wyjdziemy przez drzwi - Fire odpowiedziała na pytanie dowódcy. - Jeśli to prawda że widzą w podczerwieni to można byłoby się zasłonić jakimś izolatorem ciepła. Nie wiem, styropian, wełna szklana czy coś w tym rodzaju. Nasze niektóre samoloty chyba w poszyciu miały jakiś izolator ale nie jestem pewna

- Pomyślcie czasami - Westchnął buntownik w zbroi. - Skoro nasze pancerze nie wpuszczają ciepła to znaczy że go też nie wypuszczają przez co ciało się przegrzewa. Rozwiązuje to wymiennik ciepła na plecach, tam gdzie są nerki i przepływa przez nie większość krwi. To sprawia że widzą tylko ten radiator ale gdy wiemy że będziemy pracować w ogniu zamiast niego montujemy pakiet zawierający... - Potarł kopytem brodę. - W zasadzie sam nie wiem co ale są tam substancje które pochłaniają ciepło. Reakcja endotermiczna czy jakoś tak. 

- Więc wystarczy być cicho i założyć pancerz z tym czymś? - Nie była przekonana do tej drugiej opcji. - Ile to waży?

- W cholerę - Pokręcił głową. Dla kucyka ziemskiego to nie był taki problem ale dla jednorożca już większy. Nawet jeśli używał lżejszej wersji dla swojej rasy. - Ale skoro i tak nie będą nas chronić przed przebiciem szponem tych bestii to można się pozbyć warstwy z aramidów, zaoszczędzi to z jedną czwartą a być może jedną trzecią masy chyba. 

- Jeśli nikt nie ma lepszego pomysłu to pomóż mi to założyć - Nadal chciała być tą co to wypróbuje. - Jeśli się uda nie będziemy musieli szukać napalmu i odbijać bazy by zdobyć cięższe uzbrojenie które nie gwarantuje sukcesu. Pójdziemy tylko do świątyni, zamkniemy wrota i... Te co są poza świątynią po prostu nie znikną nie? Ale i tak to jest mniejszy problem. 

 

- Litości? - Roześmiał się drugi buntownik do Lance. - I nie nazywaj jej jaszczurką, nie lubi tego. Dzisiaj jedna harpia ją tak nazwała i teraz jest lżejsza o jedno ugryzienie... Skończyło by się to dla niej znacznie gorzej gdyby nie setki czy tysiące harpii nie poleciały na pomoc - Kati na próby obudzenia Ordera zareagowała jedynie obróceniem się na bok... I rozłożeniem swoich skrzydeł w kierunku osoby która jej przeszkadzała. - Wcześniej nie obudziła jej strzelanina a ty próbujesz takiego delikatnego sposobu? - Spytał go. - Tu potrzeba czegoś mocniejszego.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...