Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

White

Gdy White usłyszała odpowiedz Crimson się trochę zdziwiła. Sądziła że pokaże chociaż zdziwienie czy szok, może zada parę pytań ale nie spodziewała się zwykłego ,,spoko". Nie chciała jednak tego ciągnąć dalej wiedząc że nie zrobiła dobrze wyjawiając tą historię... A po za tym była zmęczona do tego stopnia że oczy same jej się zamykały. - Dzięki, ty również - Odpowiedziała klaczy z którą dzieliła łóżko. Przewróciła się na bok i przytulając poduszkę zamknęła oczy. Wyglądało na to że to koniec tego dnia i wszystko dobrze się skończyło. 

 

Sinister

- Albo pójdę tam sama... - Wiedziała jednak że to nie będzie to samo bez Crimson i White. Chciała mieć jakąś znajomą widownie by się móc pochwalić. - Sekret jest w tym że nie kierowałam każdym pociskiem osobno a jedynie myślałam o osobach których nie chce trafić - Uśmiechnęła się, to było dużo prostsze niż brzmiało. - Nie wiem jakie życie ma gwardzista śmierci, nigdy nim nie byłam - Stwierdziła. - Ale ciekawe co bym mogła zaoferować temu Christanowi... - Powiedziała z zastanowieniem, zapłata za swój talent była kusząca. Rozmowę przerwał jednak dosyć brzydki stwór który zrobił coś co nie podobało się innemu handlarzowi. Typowy spór. Schowała Stalkera do torby i zwróciła się do gwardzisty. - To do zobaczenia, ide załatwić swoje sprawy - Ruszyła dalej nie chcąc brać udziału w kolejnych kłopotach które by ją tylko spowolniły

 

- Wiesz gdzie sprzedają te kamienie? - Spytała Sinister Star gdy zostawiła zamieszki za sobą.

- Nie - Odpowiedziała krótko. - W zasadzie nie spytałam ale pewnie gdzieś na targu - Wzruszyła ramionami. 

- To najpierw sprzedam swój towar - Stwierdziła. - I potem będzie czas na zakupy... - Mruknęła z zastanowieniem czy powinna kupować to co jest potrzebne Star. - A ty się zastanów co będę z tego miała - Uśmiechnęła się do niej. - Sama mnie nauczyłaś by zawsze żądać zapłaty...

- Wiem - Sposób w jaki powiedziała to Sinister trochę ją zdenerwował. - Co powiesz na wizytę u siedzimy Czarnej róży? Pokaże ci trochę czarno magicznych sztuczek a oni również w tym temacie wydają się dobrze obeznani. 

- Hmm, zastanowię się - Nie wiedziała gdzie powinna się udać na swoje stanowisko więc podeszła do gwardzisty i po prostu zapytała. - Gdzie znajdę stragan numer F11? - Pokazała mu zawieszkę która nosiła na szyi. 

 

Batty 

Gdy pomieszczenie znowu wypełnił ryk ginących bestii Batty magią zatkała sobie uszy by choć trochę lepiej to znieść. 

- Nienawidzę gdy to robią - Stwierdziła oglądając się na znikające szczątki potworów. Następnie spojrzała na gwardzistę i Peace Ordera by zaraz potem zauważyć jak zakrwawiony materiał ląduje obok niej. - A myślałam że ogiery są takie twarde... - Wyglądało na to że nie każdy. Szybko wyciągnęła ze swojej torby małą butelkę z gęstym płynem i polała nim najpierw pierwszą ranę a za chwilę drugą. Substancja prawie natychmiast zaschła tamując krwawienie bez potrzeby żadnego dodatkowego wiązania jak przy używaniu zwykłych bandaży. Wiedziała że chyba potrzebuje zaklęcia leczącego ale... Bała się go używać na kucykach a dwa cudy jednego dnia to za dużo. - Dasz radę wytrzymać do rana? - Spytała gwardzistę z nadzieją i przy okazji go delikatnie szturchnęła by upewnić się czy kontaktuje. - Nie mam kwalifikacji do tego i mogę mu zaszkodzić zamiast pomóc - Zwróciła się do Peace Ordera. - Może spróbujemy obudzić tą medyczkę? - Wiedziała jednak że z tym będzie raczej ciężko skoro strzelanina jej nie obudziła. Nie skomentowała jego broni uznając że to nie jest ten moment na taką rozmowę. 

 

Ogier w zbroi widząc jak stwór padł przed ze spokojem przeładował broń a potem splunął w miejsce gdzie było ciało bestii. Wydawał się spokojny sądząc po jego ruchach jednak jego serce i tętno świadczyły co innego. - Trzeba sprawdzić jak się tu dostały i czy nie ma ich więcej... - Stwierdził i ruszył w głąb pomieszczenia a pozostała dwójka towarzyszyła mu w tym zadaniu. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Najwyraźniej to miejsce zawsze było oblegane przez różne istoty, bo mimo zmieniającej się godziny tłumy nie zmniejszały się. Mógł dziwić fakt, że Crystal nie wie o tym miejscu mimo takiego zainteresowania, a może wiedziała tylko nie wykazywała zainteresowania tym dziwnym rynkiem. Gwardzista, którego zaczepiła Sinister spojrzał na zawieszkę klaczy, a potem wskazał kopytem stoisko, które stało całkiem niedaleko. Co ciekawe było puste, najwyraźniej mimo obecnego tu braku zasad przestrzegano zasad gwardii. Wszyscy więc zajmowali miejsca, które wcześniej wynajęli. Stanowisko Sinister nie różniło się od innych, wykonane z drewna gdzie mogła rozłożyć towar i miała miejsce gdzie mogła spokojnie usiąść w postaci prostego krzesła. Widać nie dbano tu specjalnie o wygodę. Stanowisko klaczy było między dwoma straganami. Po prawej klacz jednorożca o trawiastej barwie sierści i seledynowej grzywie sprzedawała biżuterie, która przyciągała zwłaszcza zainteresowania klaczy ciągnących swoich partnerów by kupić jakieś świecidełko. Po lewej stronie natomiast siedział ogier, ziemski kucyk o szarej sierści i brązowej grzywie sprzedający sidła i pokarm dla różnych stworów. Na jego stoisku panował większy spokój, więc spokojnie w chwilach przerwy czytał książkę. Ciekawa sytuacja jednak na przeciw straganu Sinister, bo był tam ogier, którego już wcześniej widziała i właśnie sprzedawał swój towar zainteresowanym klientom.

 

Baza

- Nie jestem śpiący... - wysilił się na uśmiech, ale nie do końca mu wyszło przez męczenie widoczne w jego oczach. Zaraz jednak pojawiła się ta cała Batty, na którą teraz spojrzał. Nie buntował się gdy polewała jego rany nieznanym mu płynem. Ufał już jej, a poza tym nie miała powodu go oszukać, przecież i tak był jednym kopytem w grobie bez pomocy. Mimo wszystko nie spodziewał się tak szybkiego zatamowania krwotoku. Chciał nawet trochę poruszać kopytem, ale czuł się jednak zbyt zmęczony. - Jesteś niczym anioł nadziei - słabo uśmiechnął się do klaczy, która już drugi raz dziś go  uratowała. - Przeżyje jestem żołnierzem dam radę dotrwać - znów powiedział słabo, a potem spojrzał na Ordera. - Tobie również dzięki za niedawne wsparcie - buntownicy, którzy poszli przeszukać pomieszczenie nie mieli szansy natknąć się na kolejne stwory jak i ślady by tamte poprzednie zrobiły gdzieś wyłom. Wszystko wskazywało, że te dwa musiały tu z nimi siedzieć przez cały ten czas. Atak stworów za ścianą również zdawał się uspokoić.

 

Biblioteka

Mimo początkowego niewielkiego zainteresowania, gwardziści szybko zaczęli ignorować rekruta. Wszyscy byli zajęci przeszukiwaniem tekstów w książkach. Zwykle były to tematy poświęcone czarnej magii. Gwardzista, który był najbliższy cesarzowej najszybciej zdawał się zignorować młodego rekruta, czytając notatki z książek z niebywałą prędkością. Nie sposób było się dowiedzieć co czyta, bo wszystko było zapisane w nieznanym języku. Część rzeczy z książki zapisywał w swoim notatniku jakby czegoś tam szukał. Co ciekawe, również tutaj gwardziści chodzili w pełnych pancerzach zupełnie jakby nigdy ich nie ściągali.

- Mamy problem - nagle powiedział gwardzista wchodzący do środka. Wszyscy za wyjątkiem gwardzisty robiącego notatki unieśli głowy z nad książek. - Odkryliśmy kolejny niewielki obóz buntowników, mimo wszystko nieźle uzbrojonych. Któryś z was musi to załatwić

- Zaraz się tym zajmę - mruknął jeden z gwardzistów. - Tylko skończę stronę. Gdzie mają ten obóz?

- Niedaleko Ponyville

- Czyli do kolacji się ogarnę - wzruszył kopytami.

Edited by Magus
Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Po udzieleniu przez Batty pierwszej pomocy uśmiechnął się.

- Bardzo ciekawa medycyna, przydałoby się nam coś takiego.

Rozejrzał się po pomieszczeniu. Słysząc rozmowę buntowników oraz cichnące uderzenia tych stworów uspokoił się.

- Odpoczywaj, sam zostanę na straży. Panna Batty może spróbować obudzić sanitariuszkę jeśli jest taka potrzeba, uważam jednak, że powinna sobie dłużej wypocząć. Jeżeli któryś z was jest chętny na noc wspaniałych wrażeń to zapraszam na wspólne stróżowanie.

Wziął swoją broń, przejrzał ją, a następnie wrócił na stanowisko.

 

Dawn Spark

 

Spojrzałem na gwardzistę. Kusiło mnie mocno zapytać się czy mogę dołączyć, ale szansa na to była zerowa.

Po ukończeniu czytania zamknąłem książkę, po czym wziąłem oba egzemplarze ze sobą szukając kogoś, kto mógłby udzielić mi zgody na ich wypożyczenie.

Nie mogąc znaleźć nikogo jakoś mocniej się wyróżniającego zbliżyłem się do losowego gwardzisty. Dosyć długo wpatrywałem się w autora, było w nim coś majestatycznego. Ta aura nie przypominała niczego mi znanego, przyciągała ale jednakowo wywoływała uczucia porównywalne ze strachem.

Wyczuwając moment, w którym gwardzista zmieniał stronę książki postanowiłem go zapytać.

- Przepraszam, że przeszkadzam w lekturze ale chciałbym się zapytać, czy książki można wypożyczyć oraz jeśli tak to do kogo się zgłosić. Jestem nowym rekrutem i eee... bardzo chętnie wykorzystałbym wiedzę w nich zawartą do zwiększenia swoich szans na dołączenie do szwadronów.

Spojrzałem na niego naśladując ich obojętny grymas, czekając na odpowiedź.

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister 

,,Jak dotąd wszystko się układa'' - Pomyślała z zadowoleniem i skierowała się w stronę swojego stoiska. Proste, drewniane krzesło nie stanowiło do niej przeszkody, w istocie zdarzało jej się spać na podłodze u siebie w domu gdy po skończonej pracy nie miała nawet siły dotrzeć do łóżka. Usiadła na nim i spojrzała w prawą stronę. Trochę się skrzywiła na ten widok widząc błyskotki, dla niej to była tylko zbędna fanaberia i odwróciła głowę w lewą stronę. Wzdychnęła widząc sidła i przystąpiła do rozkładania swojego towaru. Na pierwszy ogień poszła amfetamina, znaczki z kwasem i marihuana... I tak naprawdę to było tyle z jej typowych narkotyków. Miała jednak ze sobą całą gamę używek mniej spotykanych a w śmiesznie niskich cenach za to co oferowały. W końcu szczerze mówiąc nie były nielegalne ponieważ spis zabronionych substancji nie był tak obszerny a do tego te specyfiki rosły na drzewach i wystarczyło je wyekstrahować z całej reszty. LSA, DMT, Salvia Divonorum, Ibogaina, Kratom i wiele innych... Jedyny minus był taki że miała to raczej w niewielkich ilościach. Nie była pewna czy znajdą się tutaj chętni na nowe doświadczenia. Gdy skończyła rozkładać swoje dobra spojrzała na przeciwko siebie i aż się odezwała zdziwiona. 

- No nie... - Mrugnęła parę razy jakby sprawdzając czy to nie jest halucynacja. -  A może to i dobrze? - Podpatrzyła ceny na jego stanowisku i ustawiała swoje trochę niższe...

 

Batty

- To dobrze - Odpowiedziała z ulgą mimo że słowa gwardzisty najpewniej po części były kłamstwem. Przynajmniej tak czuła. - Ale nie jestem aniołem nadziei - Uśmiechnęła się. - Na tyłku mam wnyki a nie... - Szukała w myślach czegoś co mogłoby przedstawić nadzieję ale niestety nie była w stanie. Wyglądało na to że to coś było dosyć ulotne i nie do opisania. - Jej alegorię - Teraz zwróciła się do Peace Ordera nie chcąc zużywać kolejnych sił rannego ogiera na rozmowę. - Medycyna? Powiedziałabym że nie do końca. Po prostu wiem że pod korą drzewa którego nazwy nie znam jest lepki płyn który zasycha w kontakcie z powietrzem i rozpuszcza się tylko w alkoholu. Tyle i aż tyle ale więcej mi nie potrzeba by działało nieźle - Wzruszyła ramionami. - Powinna odpocząć... - Zgodziła się z nim, ona sama przed chwilą była niemal martwa. - Ale jeśli poczułby się gorzej obudź mnie, spróbuje zaklęcia leczącego ale wolę traktować to jako ostateczność. A co do twojej i mojej broni... Jak dla mnie dystansowa wygrywa z tą której zasięg jest ograniczony przez kopyto. 

 

- W takim razie skoro nie ma dziury ktoś ma pomysł jak się tu te wredoty dostały? - Spytał jeden z ogierów nie ukrywając zdziwienia. 

- Przez wentylacje którą tu weszliśmy? - Odpowiedział niepewnie również używając pytania. - Ale to bez sensu, są za duże by się zmieścić. 

- Wydaje mi się że to sekret którego nie odkryjemy - Stwierdził ten w zbroi uznając że nie ma sensu się nad tym głowić. - A dasz radę sam? - Odezwał się do Peace Ordera. - Radzisz sobie całkiem nieźle, w razie czego nas obudzisz a my będziemy spać przy broni. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Na początku mało kto podchodził do Sinister, była jednak niesprawdzona i nowa, a ogier który tu handlował najwyraźniej był już nieco znany z jakości swojego towaru. Klienci natomiast od błyskotek ciężko by byli zainteresowani czymś tak obrzydliwym i prostym co zwykle przyciąga motłoch. Podobna sytuacja była przy stosiku z sidłami, bo klienci którzy tu przychodzili, a było ich niewielu, też nie szukali używek. Oczywiście sytuacja taka trwała niedługo, bo ciężko było nie zwrócić uwagi na towar, który sprzedawała Sinister. Kilka kucyków przechodziło jakby niepewnie przyglądając się cenie na obu stoiskach, jakby nie mogli uwierzyć, że ta klacz sprzedaje je znacznie taniej. W końcu kilkoro klientów pojawiło się wokół jej stoiska patrząc na towar.

- Zwraca ci się to? - spytał w końcu jeden z klientów patrząc na towar.

- Jakieś wadliwe lub gorszej jakości? - spytała zaintrygowana klacz, patrząc na jej towar.

- Wszystko co sprzedaje jest nic nie warte - padło nim Sinister mogła odpowiedzieć na pytanie klientów. - Dzisiaj zatruła cały bar swoim towarem - mówił ogier ze stoiska naprzeciwko. - Na dodatek nic nie jest testowane, nie to co moje, co ma gwarancje. Poza tym spójrzcie jak ona wygląda, to bardziej ćpunka niż kontrahentka - w tłumie potencjalnych klientów zaczęły się niepewne pomruki, a on krzywo się uśmiechnął.

 

Baza

Gwardzista powoli zamknął oczy wydając przy tym płytkie oddechy, świadczące, że nadal żyje. Najwyraźniej był strasznie wyczerpany, nie wiadomo jak wiele czasu minęło odkąd mógł na chwilę zmrużyć oko, nie mówiąc o jego obecnej ranie. Dźwięk ataku bestii powoli stawał się coraz cichszy, aż całkiem ucichł, zupełnie jakby stwory opuściły bazę, uznając, że na razie się nie dostaną. Czas więc przemijał spokojnie, wystarczyło tylko oczekiwać na świt kiedy to stwory będą mniej aktywne. Oczy otworzył w końcu kolejny gwardzista, ale nie była to medyk. Ogier niepewnie się rozejrzał po pomieszczeniu, nie wiedząc gdzie jest, a zanim ktoś go spostrzegł schował się za skrzyniami. Zauważył, że nieznajomi nosili pancerze, które należały do dawnych buntowników i szybko połączył fakty. Ponownie bezszelestnie zaczął się przemieszczać, aż nie dostrzegł czegoś co go zamurowało, a był to jego nieprzytomny dowódca. Ponownie niczym cień zaczekał na odpowiedni moment i szybko zabrał swojego nieprzytomnego dowódce szybko się z nim chowając. Nie wiedział co mu zrobili, ale widząc krew wokół, zaczął podejrzewać, że go torturowali by wydobyć informacje. Pozostało pytanie jak się tu dostali i jak się wydostać. Było ich za wielu na samotną walkę, a on nie miał swojej broni. Musiał odwrócić czymś ich uwagę. Spojrzał w okolice zamkniętej bramy, czy nadal mogły tam być? Wystarczyło tylko je wpuścić, a potem skorzystać z zamieszenia i uciec.

 

Biblioteka

- Te księgi to skarb Crystal. Ona i jej kapłani to strażnicy wiedzy. Te księgi możemy czytać tylko tutaj - powiedział bez emocji gwardzista. - Jeśli coś tak bardzo cię zaintrygowało zrób sobie notatki, to najlepsze wyjście - ponownie wrócił do swojej księgi, ale potem podniósł wzrok. - Rekrut? Ciekawe, zwykle żaden nie ma odwagi tu przychodzić. Miałeś do czynienia z czarno magicznym artefaktami, czy tyko z samą magią? A może teraz nadrabiasz... - nim dokończył, nagle w bibliotece nadszedł pusty plask. Wyróżniający się gwardzista zamknął księgę, którą czytał, a potem schował notatki.

- Czterech... - nagle powiedział bezbarwnym tonem, ale każdy mógł usłyszeć. Nikt jednak nie zareagował. - Mam sam wybrać?

- Jesteśmy zmęczeni po ostatnim razie... Jesteś nietypowy i... - jęczący gwardzista znalazł się na ziemi, mimo, że zdawało się nic nie stać. Ten którego moc była nietypowa nawet się nie ruszył i nie wyglądał by rzucił zaklęcie, po prostu stał w miejscu, a tamten co mu odpowiedział leżał obolały na ziemi jakby nie wiadomo co go spotkało.

- Jesteście żałośni! - warknął w ich kierunku i zaczął iść ku wyjściu z biblioteki. Nikt jednak nie zareagował na te oskarżenie tylko wrócili do ksiąg.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

- Powinienem dać sobie radę, odpoczywajcie.

Co chwilę przyglądał się kucykom w głębi sali, jednak w miarę postępu czasu robił to w coraz dłuższych interwałach. Gdy ponownie obrócił się nie był w stanie dostrzec dwóch kucy - jednego z rannych oraz samego dowódcy gwardzistów.

- Co wy do cholery planujecie?

Podszedł bliżej, po czym się odezwał. Wiedział, że może  zbudzić tym resztę kucy, ale wolał nie ryzykować jakiejś zasadzki.

- Dobra, co to za cyrk? Już się rozmyśliliście? Albo kończycie tę zabawę w chowanego albo sam was poszukam.

Nie otrzymując odpowiedzi zdjął lancę z pleców i uruchomił ją. W tej ciszy można było usłyszeć dźwięk podobny do tego, który wydaje świeżo uruchomiony transformator. Interesował go fakt, że reszta kucy z gwardii pozostała na swoich miejscach.

Chcą zaryzykować ich poświęceniem, żeby się nas pozbyć?

- To wasza ostatnia szansa, wyłazić!

Podniesiony głos z pewnością był w stanie obudzić większość załogi. Peace wziął lancę do pyska, po czym zaczął sprawdzać pomieszczenie.

 

Dawn Spark

 

Czyli notatki, hmm. Wynika z tego, że będę musiał spędzać tutaj więcej czasu.

Miałem już zabierać się do odpowiedzi, gdy zaczęło się to dziwne przedstawienie. Przyglądałem się w ciszy, a kiedy było już po wszystkim postanowiłem wrócić do tematu.

- Dobrze zatem, dziękuję za pomoc.

Odłożyłem księgi na miejsce, a następnie ruszyłem w stronę wyjścia. Byłem bardzo ciekaw tego, w jaki sposób autor uzyskał taką moc. Zapewne ma to związek z jego bliskimi kontaktami z Crystal, może kiedyś dowiem się czegoś więcej na ten temat.

Kontynuując rozmyślania o tym, co miało miejsce w bibliotece wróciłem do miejsca naszego zakwaterowania. Będąc już w środku zauważyłem tylko gadatliwą dwójkę, wyglądali na lekko przerażonych.

- Jak wam poszło? I co z resztą, już odpadli?

Nie czekając na odpowiedź wskoczyłem na łóżko, po czym zacząłem grzebać w torbie. Wyjąłem stos czystych kartek i pióro odkładając je na stolik obok, a następnie zacząłem notować to, co zapamiętałem z lektury. Chciałem też zdążyć narysować okładkę tamtej księgi, może będzie to w stanie jakoś wskazać mi drogę.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

Siedziała na swoim krześle niczym się nie przejmując wiedząc że to tylko kwestia czasu zanim ktoś się skusi. W końcu nadeszła ta chwila... Ale ktoś znowu musiał ją ośmieszyć opowiadając kłamstwa?

- Przynajmniej nie okłamuje innych kucyków - Stwierdziła beznamiętnie. - Wkroczyłeś do akcji zanim cokolwiek zdążyłam sprzedać w tym barze - Uniosła jedną brew. - Czyżby ogier sprowadzający ,,najlepszy" towar z całej Equestrii boi się małej konkurencji? Może i jestem ćpunką - Nie bała się tego przyznać. - Ale i chemikiem. Dostajecie towar prosto od producenta, producenta który używa go na sobie i dba o to by był jak najlepszy. A ceny są takie niskie bo całość zysków ze sprzedaży idzie do mnie, nie ma dodatkowych szczebli na tej drabinie które upominały by się o zapłatę i chrzciły towar by więcej dostać  - Spojrzała na sprzedawcę który usiłował ją oczernić. - Może się boisz że tak naprawdę masz na przykład towar amfetaminopodobny bo połowa tego co tam jest to wypełniacze?

 

Batty

Spała w najlepsze gdy nagle z czarnej pustki wydobyło ją głośniejsze zdanie... Brzmiało ono ,,Albo kończycie tę zabawę w chowanego albo sam was poszukam''. Nie miała pojęcia o co mogło chodzić dopóki nie otworzyła oczu i zobaczyła że dwoje  gwardzistów uciekło lub zniknęło. Tylko dokąd lub gdzie? Z początku się nie odzywała i spróbowała zlokalizować zguby po dźwięku jednocześnie analizując sytuacje. Wątpiła że cokolwiek co tutaj zaszło stało się przez dowódcę któremu przecież pomogła dwa razy i był w stabilnym ale krytycznym stanie. Czyżby drugi ogier co oberwał w głowę się obudził i nie wie co się dzieje? Albo kolejne dwa potwory się przedarły i znalazły już swoje ofiary? Była prawie pewna że to pierwsza opcja, Peace Order raczej by z tymi stworami nie rozmawiał. 

- Nie rób nic głupiego - Odezwała się zaspanym głosem kierując go w eter. - Uratowałam Lance Irona przed tymi gragulami dwa razy i nie pozwolę by ktoś to zniszczył - Może trochę nagięła fakty ale próbowała mu uświadomić że tylko nie potrzebnie naraża siebie i swojego dowódcę. - 

 

Reszta ogierów w tym czasie również się obudziła jednak dwójka z nich było zbyt zdezorientowanych by od razu połapać się co było na rzeczy. Rozglądali się tylko tępo po pomieszczeniu próbując cokolwiek zrozumieć. Trzeci za to miał delikatny sen i nie miał tego problemu. Podniósł się z większym wysiłkiem z podłogi niż zwykle przez dodatkowy ciężar w postaci zbroi i ruszył w kierunku zamkniętego przejścia. Nie chciał by uciekinier z niego skorzystał i wpuścił tu te paskudy. 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Ja boję? Nie bądź zabawna - powiedział na cały wywód Sinister jej konkurent. - Jestem w tym interesie zanim ty wiedziałaś co to jest w ogóle skręt. Kto kupi towar od kogoś kto nie ma gwarancji działania? Widzicie ją? Tak się kończy po zażywaniu jej towaru

- A mnie w sumie przekonała - powiedziała nagle jakaś klacz. - Skoro bierze swój towar i nadal żyje, to chyba warto spróbować

- W sumie cena kusząca, a to ona dyktuje warunki tego biznesu, więc czemu nie - powiedział ktoś inny. Część klientów nadal nie wyglądała na przekonanych, ale coraz więcej zbierało się pod straganem Sinister i każdy zamawiał co innego w różnych porcjach. Kolejni przechodzący klienci z zainteresowaniem podchodzili do straganu klaczy by zobaczyć co takiego sprzedaje i czym wzbudziła takie zainteresowanie tłumów. Nagle spomiędzy tłumów klientów wyłonił się jej konkurent.

- Sądzisz, że jesteś bezpieczna, bo zapłaciłaś gwardzistom za obstawę? Oni chronią tylko na czarnym rynku. Mam wielu wpływowych przyjaciół, jak tylko dowiedzą się gdzie mieszkasz spalą twój dom, a te twoje koleżaneczki skończą na licytacji, rozumiesz?

 

Baza przebudzony gwardzista

- Myślisz, że się boję? - mógł usłyszeć Peace. Głos jednak rozchodził się ze wszystkich stron, co było dziwne, nie sposób było namierzyć gdzie jest właściciel głosu. Musiał użyć zaklęcia aby trudniej go było namierzyć - Gwardzista cesarzowej nie boi się śmierci. Widziałem rzeczy, których ty żółtodziobie nigdy nie zobaczysz. Jesteście buntownikami, pariasami, którzy nie mają honoru ani godności. Mój dowódca jest nieprzytomny i ciężko ranny. Torturowaliście go tylko po aby zdobyć informacje, ale nie oddam wam go, prędzej sam go zabije, a potem siebie nim wpadnie znowu w wasze kopyta. Nie wiem co zrobiliście z Pearl, ale mam nadzieje, że dosięgnie was za to kara. Nigdy nikogo nie zabiła, nawet leczyła takich jak wy i sprzeciwiała się egzekucjom na was, ale mówiliśmy jej, że jesteście zwierzętami bez honoru, co tylko udowodniliście - nagle jednak zamilkł słysząc kolejny głos. - Znasz imię mojego dowódcy? - spytał zdziwiony. - Wiesz o gragulach, a raczej o tym jak je nazwaliśmy? Ale dlaczego? - spojrzał na swojego nieprzytomnego dowódcę. - Panie zdradziłeś nas dla nich? Powiedz coś? - mówił niczym załamany nerwowo. - Cesarzowa tu przyjdzie osobiście, ocali nas, ona nas wszystkich kocha jak swoje dzieci, dlaczego to zrobiłeś? Czemu bratasz się z nimi? Odpowiedz! - wszystko wskazywało, że przebudzony gwardzista jest na skraju załamania nerwowego i już nie myśli logicznie. - Cesarzowo my nigdy byśmy cię nie zdradzili gdzie jesteś? Nie zostawiaj nas tu. Zmażemy te plamę na honorze, obiecujemy oddać się pod twój osąd, a nawet zginąć z twojego rozkazu, ale przybądź tu - mówił już niemal załamany.

 

Koszary

- Czyli i tobie się powiodło? - mruknął ogier bez większych emocji, siedząc spokojnie na łóżku jakby nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Gorzej jednak było z Mightem, którego oczy były przekrwione i lekko dygotał.

- Ja... ja... Widziałem to... - mówił jakby był niespełna rozumu. - Nie miało prawa istnieć, ale widziałem było tam, czułem to...

- Chyba spieprzyło mu mózg - mruknął ogier. - Gwardziści twierdzą, że nie oszalał i to tylko szok. Niby za kilka godzin, może dni ma dojść do siebie, ale do tego czasu kontakt z nim może być utrudniony co Might?

- Widziałem... Widziałem... - mówił nadal do siebie.

- W każdym razie i tak skończył lepiej niż jeden, który był jak warzywo. Nie było cię na placu to nie widziałeś tego jego pustego wzroku jak bez duszy gdy wynosili go za kopyta, aż ciary przechodziły - wzruszył kopytami

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Po tej prowokacji był w stanie rozerwać gwardzistę na strzępy, wspomnienie egzekucji wzbudziło w nim ogromne pokłady smutku i złości.

Po chwili jednak opamiętał się, gdy po słowach Batty przeciwnik wpadł w panikę. Odłożył broń na bok.

- Uratowaliśmy wasze tyłki, a teraz tak się próbujecie odpłacić? Wielkie dzięki.

Oddalił się od skrzyni, powoli idąc w stronę bramy.

- Nawet jeśli się ogarniecie i pomożecie nam stąd uciec za wspomnienie o egzekucjach masz u mnie gwarantowany oklep. Wyłaźcie, mamy wystarczająco dużo wrogów za ścianą.

 

Dawn Spark

 

Nie wyglądało to za ciekawie, im mniej kucy w mojej drużynie tym mniejsze szanse na wygraną.

- Czyli reszty już tutaj zapewne nie zobaczymy, kiepski to znak.

Po naszkicowaniu okładki książki zbliżył się do towarzyszy.

- Spróbuję mu pomóc, nic tutaj nie widziałeś. Pilnuj tylko, żeby nikt tu nie wszedł.

Skupiając się rozświetlił róg, po czym przyłożył go do czoła jednorożca. W tej chwili zamknął oczy, a następnie

przeniósł się do umysłu Mighta.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Dobry wybór - Stwierdziła z radością gdy pierwsza klacz zdecydowała się kupić coś czego jeszcze nie znała. Uwielbiała ten moment w którym przyznaje się do jednego z oszczerstw i obraca je ku swojej korzyści. - Obiecuje że się nie zawiedziecie na tym co sprzedaje - Obsługiwała kolejno klientów pakując wybrane przez nich dobra i dając zapisaną na małej kartce informacje dotyczące działania, dawkowania oraz drogi przyjmowała. Na straganie również miała takie opisy ale czasami ciężko było je zapamiętać a były kluczowe by dana substancja zadziałała jak należy. Nowości które miała do zaoferowania na rynku jednak szybko się skończyły bo nie spodziewała się takiego wzięcia ale nadal została amfetamina, marihuana i LSD w cenach tylko nieco niższych niż u jej konkurenta... Który w tym momencie jej groził będąc pośród tłumu klientów.

- Co tam sapiesz? - Spytała z prowokacją w głosie. - Coś o tym że sam jesteś bezradny i potrzebujesz pomocy przyjaciół? - Uśmiechnęła się ze współczuciem. - I że są tak wpływowi że mają nacisk na twój tył? 

 

Batty

Nie sądziła że ten gwardzista jest w tak okropnym stanie psychicznym i jej słowa jeszcze to pogorszą... Chciała mu jedynie uświadomić że nie musi się jej obawiać.

- Peace, trochę delikatniej bo moim zdaniem nie pomagasz - Wiedziała że przyda się każda para kopyt do walki z tymi potworami, zwiększało to szansę na sukces. - Słuchaj - Zwróciła się do ogiera znajdującego się chyba na skraju szaleństwa. - Uspokój się, wszystko jest w porządku. Nie jestem buntownikiem a Pearl ma się dobrze - Podeszła do medyka ich oddziału i starała się ją wybudzić. - Uleczyłam ją i dochodzi do siebie - Miała nadzieje że jeśli usłyszy że z nią wszystko w porządku opamięta się. - I nikt nie torturował twojego dowódcy. Wiesz że ta rana nie pochodzi z broni palnej a żaden kucyk nie ma na tyle siły by przebić się przez zbroję, kość i jeszcze raz zbroję - Chciała spowodować u niego chociaż ślad logicznego myślenia.

 

Buntownik w zbroi pilnował wejścia by przypadkiem nie zostało otwarte, reszta go nie obchodziła wiedząc że to najważniejsze. Nie dbał o to czy ten gwardzista zabije siebie i swojego dowódcę a troszczył się tylko o siebie i swoich przyjaciół. Pozostała dwójka która zdążyła się ogarnąć zaczęli się rozglądać po pomieszczeniu z bronią w kopytach. Fire która również teraz się obudziła szczerze mówiąc nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Nie miała pomysłu jak przekonać ogiera na skraju szaleństwa by oprzytomniał więc po prostu nie włączyła się do tej dyskusji. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Pożałujesz tego szmato - warknął jeszcze tylko nim odszedł nic więcej nie robiąc. Najpewniej miał ochotę coś zrobić, ale wolał nie narażać się gwardzistą. W międzyczasie zainteresowanie towarem Sinister narastało z każdą chwilą coraz bardziej. Z niewielkiej grupki zrobiła się już znacznie większa, a towar klaczy coraz bardziej znikał z lady. Mogła z pewnością uznać to za sukces, bo nie dość, że towar się najwyraźniej przyjął, to jeśli klienci będą zachwyceni miała już miejsce gdzie mogła handlować bez większych przeszkód.

- Jeżeli naprawdę nie dajesz ściemy i ten towar działa jak mówisz, to będę u ciebie częściej kupować - powiedział jeden z ogierów powoli odchodząc. Nagle jakiś kucyk zaczął przyglądać się towarowi Sinister i na nią spojrzał.

- Jesteś zainteresowana wymianą handlową? - nagle połową jego twarzy zmieniła się ukazując oblicze podmieńca, a potem znów przybrał postać kuca. - Większość naszej krainy to jałowa pustynia, ale są pewne miejsca gdzie rosną zioła niespotykane u was. Nie musisz się martwić, nie wiążą mnie kwestie polityczne z gniazdem, po prostu zarabiam. Słyszałem jak mówiłaś, że jesteś chemikiem. Mam kilka nietypowych ziół, które może mogłabyś przetestować. Sam próbowałem je wykorzystać, ale testy na sobie niestety są nieskuteczne. Nie reaguje na tego typu używki, a nie chce zabić potencjalnych klientów. Dałbym ci te próbki za darmo, a ty następnym razem byś mi powiedziała czy do czegoś się nadają. Jeśli byłabyś zainteresowana mógłbym nawet dać ci ich wtedy więcej żeby zrobić wspólny interes na tym

 

Baza

- Pomożemy? - spytał z drwiną. - Czemu mielibyśmy pomagać buntownikom? - nagle jednak zamilkł, znów słysząc te klacz. Położył swojego dowódcę na ziemi i zaczął przyglądać się jego kopytu. Nie był lekarzem jak Pearl, ale potrafił co nieco zauważyć. - Gragule... - w końcu tyle wyszło z jego ust gdy zaczął się zastanawiać co zrobić. Zjednoczenie się z buntownikami było jak zdrada, ale ta klacz mówiła, że nie jest buntownikiem. Jak miał jej jednak ufać? Dlaczego ktoś kto nie był buntownikiem trzymał się z nimi? Klacz, którą próbowała obudzić Batty nadal zdawał się zbyt wyczerpana aby zareagować. Poruszyła jednak lekko kopytem na jej próby obiudzenia. - Czemu im pomagasz? - spytał nagle Batty. - Nie jesteś przecież jedną z nich - mówił dalej gwardzista niepewnie. - Dlaczego mam ci zaufać? Przyszliście do tego grobowca, bo chcieliście nas zapewne zabić, ale się spóźniliście one były szybsze - znów głos zaczął mu się łamać. - Czy Pearl może coś powiedzieć? Chciałbym tylko ją usłyszeć, wtedy będę miał pewność co do waszych intencji

 

Koszary

- Nie no z naszej grupy z tego co wiem wszyscy dali radę, tylko gdzieś poszli. Najgorzej jest z Mightem, chyba go to lekko przerosło - potem dotarły do niego kolejne słowa Dawna. - Chwila, ale co ty właściwie chcesz mu zrobić?

Nim jednak odpowiedział zaklęcie zaczęło działać. Umysł Mighta raczej nie wyglądał tak na co dzień. Teraz przypominał scenerie jak z horroru. Wszędzie unosiła się gęsta mgła, która otaczała bezkres umysłu ogiera. Nie sposób było cokolwiek przez nią dojrzeć zupełnie jakby pustka otaczała całe to miejsce. Na środku tego całego dziwnego miejsca siedział Might, który cały czas bełkotał do siebie leżąc na ziemi zakrywając głowę kopytami jakby nie miał odwagi patrzeć. Cokolwiek go przeraziło najwyraźniej nie chciał tego ujrzeć. Mimo niekończącej się mgły coś zdawało się w niej kryć, ale nie chciało się pokazać. Zupełnie jakby obserwowało teraz Dawna.

- To tu jest... - mówił teraz bardziej wyraźnie przerażony Might i nagle coś go złapało i zaczęło za sobą ciągnąć głębiej we mgłę gdy ogier zaczął wrzeszczeć ze strachu.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Gdy już zbliżył się do bramy warknął tylko przez zęby.

- Przysięgam, zabiję go własnymi kopytami.

Położył lancę na ziemi, po czym przekręcił na połowie jej wysokości. Przód lekko się wysunął, a w szczelinie można było zauważyć świecący na fioletowo kryształ.

Przyjrzał się jej, po czym cofnął do poprzedniego trybu.

- Broń ostatniej szansy.

Obejrzał resztę swojego wyposażenia. Osłony kopyt były nienaruszone, jedynie trochę powycierane. Zbroja również znajdowała się w stanie bardzo dobrym, co zwiększało znacznie szansę na przeżycie bezpośredniego trafienia.

- Mam nadzieję, że ta sanitariuszka się obudzi, może będzie w stanie przemówić temu cymbałowi do rozumu.

Ponownie podniósł broń, stojąc w gotowości  na wypadek,  gdyby lojalista chciał zrobić coś głupiego.

 

Dawn Spark

 

Znalazłem się w miejscu pełnym mgły. Nie sądziłem, że ten czar zadziała, widocznie mam w sobie więcej siły niż myślałem.

- Mamy przerąbane. Najpierw ty,  potem ja a na końcu my obaj.

Kawałek dalej znalazłem załamanego nerwowo Mighta.

- Uspokój się, to tylko iluzja twojego umysłu.

Nie zdążyłem powiedzieć nic więcej, gdyż coś wciągnęło go w głąb mgły. Zaczął wrzeszczeć, nic dziwnego.

- Krzycz dalej, łatwiej będzie cię zlokalizować!

Skupiłem całą swą energię w rogu, rozjaśnił się mocniej niż zwykle a mój wzrok wyostrzył się.

- Przysięgam, że czymkolwiek jesteś zadbam o to, aby maksymalnie bolało.

Pocwałowałem w kierunku, w którym stwór pociągnął jednorożca. Nie chciałem walić na oślep, aby nie wystraszyć go bardziej. Może tutaj uda się przetestować kilka nowych czarów?

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister 

- Tak jak myślałam - Przewróciła oczami gdy konkurencja odchodziła. Potem tylko spojrzała na tłum kucyków i krótko mówiąc była w szoku. Nigdy nie sprzedała tyle towaru w tak krótkim czasie... - Nie daje ściemy - Uśmiechnęła się do ogiera który odchodził z ćwiercią grama dmt. Szykowało się dla niego parę krótkich ale intensywnych podróży o ile dobrze to zaaplikuje. Sinister dwoiła i troiła się by obsłużyć kolejnych klientów, radziła sobie całkiem nieźle ponieważ miała wprawę w precyzyjnym odmierzaniu odczynników. Było to niezbędne w wielu reakcjach chemicznych. Nagle podszedł kolejny kucyk na którego się spojrzała gdy częściowo zmieniał postać. - Brzmi interesująco... - Odpowiedziała na jego propozycje. - W szczególności że to moja specjalność. Większość z tego co tu widziałeś pochodzi z roślin a ja tylko wydobywam z nich to co najlepsze... Mogę je przetestować i zobaczyć czy się do czegoś nadają - Pociągnęła nosem w sposób charakterystyczny dla użytkowników amfetaminy. - Jeśli nie przedawkuje - Uśmiechnęła się dając mu znać że tylko żartuje. - Nie masz pewności czy oprócz psychoaktywnych alkaloidów zawierają trucizny?

 

Batty

- Nie jestem jedną z nich - Stwierdziła po raz drugi Batty. Chciała mu opowiedzieć całą prawdę jednak była zbyt długa jak na tą chwilę. - Ale teraz mamy wspólny cel. Wszyscy chcemy wydostać się z tego przeklętego miejsca - Zrobiła małą przerwę. - A dlaczego masz mi ufać? Nie mam jak sprawdzić żebyś to zrobił ale zastanów się jakie masz opcje. Możesz tu zginąć, walczyć z nami uznając że ideały i śmierć w imię kogoś kto cie opuścił ma sens albo... Spróbować ocalić siebie, twojego dowódcę i Pearl. Wrócić do swojej rodziny jeśli jakąś masz - Miała nadzieje że jeszcze ją ma. To byłby dobry powód by przełknął swoją dumę i chociaż przez moment podał kopyto buntownikom. - Wybacz ale muszę - Powiedziała znacznie ciszej w kierunku medyczki i otworzyła za pomocą lewitacji jej powieki by za chwilę błysnąć światłem ze swojego rogu. Oby to był wystarczająco silny bodziec by się ocknęła. - Próbuje ją obudzić ale nie wiem czy to się na cokolwiek zda... Mocno oberwała.

 

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Nie mogłem tego testować na kucykach z wiadomych powodów - mruknął gdy spytała o truciznę. - W gnieździe też bym nie dostał okazu do testów, bo królowa wykorzystuje schwytane obiekty jak wiadomo w innym celu, więc nie pozwoli ich marnować - lekko się skrzywił i nagle zdał sobie sprawę jak to brzmi. - Ej ale żeby nie było, nie jestem wrogiem kucy czy coś, jak mówiłem polityka mi nie leży. Chociaż może zastanawiać jak to wygląda, że nadal mam energię skoro was nie atakuje - lekko się zamyślił. - Dobra, ale to nie o tym. W każdym razie nie zmuszę kucyka by wypróbował te zioła, bo nie chce kłopotów gdyby coś się stało. Moje badania jednak stwierdziły trochę dziwne rzeczy - potarł się kopytem po brodzie. - Zdaje się że te zioła oddziaływują jakoś na magię, ale nie do końca wiem w jaki sposób. Ponadto zdają się się zwiększać skupienie, a jednocześnie wprowadzać w błogi stan, zupełnie jakby się było gdzie indziej. Z pewnością jednak nie wykryłem w tym czegoś co mogłoby wydawać się śmiertelne dla waszych ciał. Wiem, że możesz mi nie ufać, ale z zabijania ciebie nic bym nie miał, a poza tym gdybym chciał zabijać was, to wystarczyłoby zmieniać postać i wciskać to kolejnym kucom. Wracając jednak do zioła, niestety nie mogę stwierdzić więcej, bo nie mam jak przetestować tego, a kuce nie ufają podmieńcom, co nie jest dziwne. Myślę jednak, że oboje możemy mieć jakieś z tego korzyści. Nie tylko więcej zarobimy, ale może dowiem się o jakimś nowym zastosowaniu tego cholerstwa. To byłabyś zainteresowana?

 

Baza

- Nie mówisz jak buntownik... - powiedział niepewnie i spojrzał na dowódcę. - Nadal mi nic nie powiedział... Ja nie chce zabijać mojego dowódcy. To miejsce jest przeklęte - mówił bardziej nerwowo. - Widziałem jak to pakowali do kufra, a potem pojawiły się one... Ginęliśmy jeden po drugim, a teraz znowu chcą nas zabić. Słyszę je wszędzie, jak skrobią ściany, ich przerażające szmery. Jak bardzo pragną to odzyskać - skulił się lekko. - Szybka śmierć byłaby jak wybawienie dla nas wszystkich, lepsze to niż wpaść na nich. Pamiętam jak zostało nas troje. Dowódca nas chronił, a ja próbowałem pomóc, ale potem zrobiło się ciemno, a ostatnie co słyszałem to krzyk Pearl, ale nic nie mogłem zrobić - zaczął łkać bezradnie.

- Co... - powiedział nagle słaby zachrypnięty głos w kierunku Batty. Klacz otworzyła słabo żółte oczy. - Wody... - powiedziała równie słabym głosem. Stanowczo była za cicha by gwardzista mógł ją usłyszeć.

 

Umysł Mighta

Co jakiś czas jednorożec się zatrzymywał, ale gdy Dawn był wystarczająco blisko znowu był ciągnięty zupełnie jakby jakaś siła bawiła się z ogierem w jakąś powaloną zabawę. Might był zbyt przerażony by w ogóle próbować się bronić. Najwyraźniej stawienie czoła tym lękom było ponad jego siły. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że nie sposób było zobaczyć kto się tak bawi. Można było pomyśleć, że cały ten pokręcony świat starał się stanąć na drodze Dawna. Równie denerwująca mogła być cisza. Tylko krzyki Mighta ją zakłócały, poza tym nie było tu słychać nic innego. W pewnym jednak momencie Dawn mógł usłyszeć dziwny nietypowy dźwięk, a potem zobaczyć kształt we mgle, który równie szybko zniknął. Cokolwiek to było, najbardziej chyba przypominało pająka ogromnych rozmiarów, ale na pajęczych odnóżach zdawało się być coś co ciężko byłoby normalnie opisać.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Słysząc rozmowę Batty z gwardzistą rozluźnił się słysząc, że przynosi ona efekty. Dodatkowo pobudka ich sanitariuszki powinna przekonać go o dobrych zamiarach grupy.

Stał dalej wpatrując się w stronę skrzyń. Równie dobrze mogła to być jakaś podpucha. Słychać było załamanie w głosie lojalisty, ale znając ich przebiegłość trzeba uważać,  gdyż są oni w stanie posunąć się do wszystkiego, aby wygrać.

 

Dawn Spark

 

Stwór pogrywał sobie ze mną. Byłem gotowy wystrzelić w niego wszystkim co posiadam, ale przez te gierki nie było to możliwe. Ponadto wrzaski Mighta zaczęły być irytujące.

- Nie możesz spróbować go zaatakować i podbiec do mnie?!! Jeśli zmusisz go do puszczenia mamy dużo większą szansę na zwycięstwo! Czy tym chcesz zaimponować Cesarzowej?

Wiedziałem, że ta próba raczej się nie powiedzie, był zbyt wystraszony. Albo mu teraz pomogę, albo nasze szanse na zdanie testów drastycznie spadną.

Zauważając kształt tego stwora postanowiłem wystrzelić zaklęciem paraliżującym. Najgorszym co mogło się stać było trafienie jednorożca, ale w jego obecnym stanie nie było to niczym, czym należałoby się martwić.

Link to comment
Share on other sites

Sinister 

- Mi też nie - Stwierdziła gdy podmieniec wspomniał o polityce. - Tak samo jak prawo - Skrzywiła się. - Próbowałam ale dla mnie to nie działa. Stęk bzdur dzięki któremu wszyscy co ich przestrzegają czują się cywilizowani... Ale gdy nadarzy się opłacalna sytuacja nie odważa się ich pogwałcić więc to tylko iluzja - Posmutniała wspominając pewne wydarzenie. Z przeszłości gdy próbowała grać według przyjętych zasad ale inny ktoś zawsze je łamał by ją wykorzystać w najmniej spodziewanym momencie. Nie wspominając o tym że lubili też targać jej emocjami by nie musieć uiścić zapłaty na którą zasłużyła. Życie nie było dla niej sprawiedliwe więc przestała się starać być dobra. Zawsze na tym traciła a nie od dziś wiadomo że bycie złym jest dużo prostsze. W pewnym sensie podziwiała za to White. Skąd posiada tą siłę by cały czas pomagać w potrzebie i nie oczekiwać niczego w zamian? - Ale nie o tym teraz - Zbyła temat po dłuższym zamyśleniu i nagle uśmiechnęła się do niego wiedząc że użyła podobnych słów co on. - Już powiedziałam że to wchodzę - Wyciągnęła kopyto by podmieniec mógł je przybić. - Mamy umowę? - Spytała. - Nie musisz zapewniać że mnie nie zabijesz. Martwa ci się nie przydam a wiem jak działa biznes - W międzyczasie lewitacją zabrała małą część z resztek marihuany by wykonać dwa skręty. Wielozadaniowość nie była dla niej problemem. - Po prostu mi powiedz wszystko co udało ci się zbadać na temat tych ziół, ułatwi mi to nieco pracę. Wydają się szczególne skoro wpływają na magie... Nie znam rośliny co by to potrafiła. 

 

Batty

Nie dziwiła się że gwardzista jest mocno rozbity, to miejsce mogło złamać każdego swoim wyglądem. Szarość metalu i betonu przygnębiała cały czas. Nie było tu ani jednego drzewa czy kępki trawy, motyli czy owoców które można byłoby skosztować i rozkoszować się ich słodkim smakiem. Znalazła się tu zaledwie parę godzin temu i już zatęskniła za tym wszystkim... A ten ogier był tu najdłużej. - Potem gdy zrobiło się ciemno pojawiłam się ja. Zabiłam tego demona i wraz z dowódcą przetransportowałam was tutaj - Opowiedziała mu co się stało podczas jego utraty świadomości. - Więc okazałbyś trochę wdzięczności - ,,A nie świrował chcąc się zabić" - Pomyślała jednak tego nie dodała. - Ryzykowałam żeby sprawdzić kto nie stracił nadziei i nadal walczy o swoje życie mimo że sprawa wydawała się beznadziejna... Ale gdyby on się poddał, odłożył karabin i czekał na śmierć nie byłoby żadnego z was tutaj. Strzelając może nie zaszkodził potworowi... Ale zrobił coś co było dużo ważniejsze niż to dając znak że żyje - Według niej nie była bohaterką tego ratunku a ich dowódca.

 

- Zaraz ci coś dam tylko trochę się podnieś - W pozycji leżącej zbyt łatwo było o zakrztuszenie. Wiedziała jednak że Pearl jest raczej zbyt słaba by to zrobić samemu więc jej w tym trochę pomogła. Przy okazji rozejrzała się po innych czy nie mają przypadkiem czegoś w czym mogliby mieć wodę... Niestety każdy uznał że wyprawa będzie krótka i nie wzięli żadnych dodatkowych rzeczy. ,,A kto jest zawsze przygotowany bo cały dobytek ma przy sobie?" - Pomyślała nieco zażenowana. - ,,Kto jak nie ja". Wygrzebała z torby szklaną butelkę w połowie zapełnioną lekko zielonym płynem. Odkręciła ją i podała spragnionej klaczy. - Smak może być nieco dziwny - Batty go lubiła ale dla innych w większości przypadków budził mieszane odczucia. - Przepłucz gardło i odezwij się głośniej by dać znać swojemu koledze że żyjesz. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Wybacz... - powiedział przybijając kopyto z Sinister. - Wiesz już przywykłem do łatki "to podmieniec lepiej go unikać" - lekko się skrzywił. - Miałem jednak jak widzę racje co do ciebie, a czasy są ciężkie dla wszystkich. Wojna wpływa nie tylko na kucyki - skrzywił się lekko, a potem wyciągnął niewielki mieszek. - Dobrze, ale przejdźmy do interesów. Roślina w surowej postaci wydaje się nie posiadać swoich nietypowych zdolności, jest warta tyle co chwast. Możesz więc sobie to wyobrazić? Hodujesz to w ogrodzie, a gwardia nic ci nie zrobi, bo uzna, że masz roślinkę dekoracyjną - wybuchł lekkim śmiechem. - Niestety hodowla tego to już gorsza sprawa, bo ona lubi tereny bardziej wilgotne, powiedziałbym bagniste. W każdym razie uwalnia swoje możliwości w czasie spalania. Możesz więc zrobić z niej nawet skręta. W mieszku masz już przygotowane próbki, które możesz sprawdzić, dam ci je za darmo, bo wiadomo testy. Jeśli uznasz, że są użyteczne to znajdziesz mnie na stanowisku B11 tam próbuje sprzedawać swoje rzeczy, ale marnie mi to idzie. No to mam nadzieje na owocną współpracę - jeszcze jej rzucił.

 

Baza

Zapadło milczenie gdy ogier rozmyślał nad każdym słowem klaczy patrząc to w ich stronę, a to na dowódcę. Kompletnie nie wiedział co powinien zrobić. Nie ufał im to pewne, ale klacz miała w końcu informacje, których mieć nie powinna. Poza tym co by jej zależało czy zginie on i dowódca. Nie miała potrzeby utrzymywać go przy życiu gdyby była buntownikiem. Jednak jeśli nim nie była to co takiego tutaj robiła? W między czasie Pearl nic nie odpowiedziała na niedawne słowa klaczy i robiła co kazała. Zapewne byłaby bardziej zdziwiona tym wszystkim gdyby nie zmęczenie, które czuła teraz najbardziej. Nawet nie zwracała uwagi co pije, tylko po prostu przełykała co jej dano. Dopiero gdy skończyła spojrzała słabo na Batty.

- Co... gdzie...

- Pearl, to ty? - nagle powiedział gwardzista, a klacz słabo mrugnęła.

- Spear? - powiedziała słabo i znów spojrzała na Batty. - Kim jesteś?

- Dobrze wychodzę - powiedział w końcu gwardzista wychodząc z pomiędzy skrzyń ze swoim dowódcą na grzbiecie bez broni.

 

Umysł Mighta

Zaklęcie, które zostało wystrzelone w kierunku stwora zniknęło we mgle podobnie jak potwór. Nie było też żadnego dźwięku, więc ciężko było powiedzieć czy dostał. Might jednak znów siedział dygocząc i mamrocząc do siebie, ale już nic go nie ciągnęło. Mimo to świat nadal pozostawał bez zmian. Najwyraźniej strach, który czuł ogier nie chciał przeminąć tak łatwo albo nadal dostrzegał coś czego nie widział Dawn. Powoli jednak podniósł wzrok, rozglądając się niepewnie wokół. Ciężko było powiedzieć czego szukał skoro nic nie było widać. W końcu jednak skupił swoją uwagę na Sparku.

- Skąd się tu wziąłeś? - spytał niepewnie znów się rozglądając. - Tu nie jest bezpiecznie, to nie jest mój lęk. To miejsce... Sam nie wiem, poczułem jak ta magia zaczęła na mnie wpływać, a potem - złapał się za głowę. - Te istoty nie istnieją, prawda? To wszystko jest kłamstwem, prawda?

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Kontynuował obserwację sytuacji, nie odzywając się więcej. Nauczony doświadczeniem dalej czuwał.

Powiedział cicho w stronę pozostałej dwójki stojącej przy bramie.

- Bądźcie czujni, to może być podstęp.

Spojrzał na ekran znajdujący się na prawym przednim kopycie, po zapaleniu się wskazał brak zasięgu.

 

Dawn Spark

 

Zauważając Mighta zbliżyłem się do niego, po czym podałem mu kopyto.

- To twój lęk, dlatego jest aż tak przerażający. Mogę spróbować ci pomóc zawalczyć z nim, ale ostateczny cios nie będzie do mnie należał. Chyba nie chcesz nas zawieść, prawda?

Uśmiechnąłem się.

- Istnieją, ale tylko w twojej głowie. Jako że znam kilka bardziej zaawansowanych czarów postanowiłem em... wejść do twojej głowy i pomóc? Nie wiem jakie mogą nam grozić za to konsekwencje, ale prawdę mówiąc utrata ciebie znacząco zmniejszy nasze szanse na przyjęcie do szwadronów. A teraz wstawaj, znajdźmy to coś i nakopmy mu do tyłka.

Sytuacja mocno się poprawiła, zaczął odzyskiwać sprawność umysłu. Teraz tylko rozwalić to ścierwo i można będzie zająć się czymś innym.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Nie wybaczę - Nagle spojrzała mu w oczy. - Ja tego po prostu nie robię. A co do wyobrażania roślin dekoracyjnych jako używki - Ponownie się uśmiechnęła. On na pewno nie wiedział jak wygląda jej dom. - Potrafię to sobie wyobrazić bo mam takich pełno, w środku i na zewnątrz. Bagno jednak będzie problemem bo koło siebie takowego nie posiadam... Ale może się uda w dużej, podmokłej doniczce? Kto wie, zobaczymy - Wzięła od niego mieszek z próbkami. - Dzięki, zobaczę co da się z tym zrobić. Nie jestem pewna ile zajmą mi testy bo mam trochę innej roboty do zrobienia ale jak znowu pojawię się na rynku to wpadnę do ciebie i przekaże wyniki - W międzyczasie Sinister sprzedała prawie wszystko i zaczęła zwijać swój stragan. - Nie ufają ci? - Zaciekawiła się dlaczego jego interes się nie kręci. - Do zobaczenia w takim razie - Dodała jeszcze nie oczekując odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.

 

Batty 

Gdy Batty usłyszała pytanie Pearl przewróciła oczami. ,,Kolejny raz mam to mówić?'' - Pomyślała już tym zmęczona. - ,,Super". - Mam nadzieje że w razie czego mnie uratujesz Peace - Rzuciła sarkastycznie do niego. Przez moment zastanawiała się dlaczego w imieniu ma to słowo ale doszła do wniosku że ją to nie obchodzi. - Nawet nie wiesz jak trudne pytanie mi zadałaś - Pokręciła głową odpowiadając gwardzistce. Najchętniej po prostu by ją zignorowała ale jednak nie była ogierem. - Jedni nazywają mnie kłusowniczką, inni złodziejką lub najemnikiem, jeszcze inni moczymordą - Wzruszyła ramionami. - Ale prawda jest taka że najlepiej mi pasuje określenie podróżniczka. Od dziesięciu lat nie zagrzałam żadnego miejsca dłużej niż na parę dni... Spear - Nagle się do niego odezwała i odwróciła głowę w jego kierunku. - Chcesz wiedzieć jak się tutaj znalazłam z buntownikami? To proste, mam sprawę w Canterlot i zabrałam się z nimi bo lecieli w podobnym kierunku. Wiele razy z nimi piłam i pracowałam więc większość z nich nie jest mi obcych - Oddaliła się odrobinę od improwizowanego łóżka Pearl i położyła się na podłodze jednocześnie kładąc swoją broń po lewej stronie. - Ale nie będę tego bardziej wyjaśniać, dzisiaj i tak już mówię za wiele - Zwykle podróżowała sama, często nie miała z kim pogadać i można powiedzieć że przywykła do tego. Tymczasem wyjęła z plecaka drugą butelkę podobną do tej pierwszej. - Hmm, o wiele za mało... - Mruknęła do siebie nie zadowolona. - Tylko się mi tutaj nie pozabijajcie. - Dodała jeszcze. Uznała że zrobiła to co do niej należało a teraz nie zwracając uwagi na innych próbowała zapić problemy. 

 

- A mógł siebie jednak zabić, byłoby mniej problemów - Stwierdził buntownik w zbroi pilnujący bramy. Oddalił się jednak od niej gdy zobaczył że gwardzista wychodzi od innej strony. - Ale witaj w naszych skromnych, zrujnowanych progach - Przekazał mu że ta baza kiedyś należała do nich i przyszli ją odzyskać. - Jak będziesz sprawiał problemy to tylko zaznaczę że dawno nie karmiliśmy smoka - Uśmiechnął się z wyższością i wskazał kopytem na śpiącą Kati. Pozostała dwójka ogierów nadal trzymało broń w kopytach jakby miało się stać coś niespodziewanego. 

- Wystarczy Chlorine - Teraz odezwała się Fire. - Jestem dowódcą tej grupy i liczę że pierwsze, złe powitanie mamy za sobą. Ja też nie jestem optymistycznie nastawiona do tej współpracy ale wygląda na to że w tej sytuacji naprawdę potrzebujemy siebie nawzajem... - Skrzywiła się. Buntownicy i gwardia walcząca po tej samej stronie, tego jeszcze nie grali. - Jeśli jednak chcesz odejść tam masz wyjście - Wskazała kopytem na szyb wentylacyjny. - Ale nie czeka cie tam nic miłego. Chyba coś o tym wiesz. 

- A jeśli ujdzie z życiem i zawiadomi innych? - Odezwał się ten sam ogier co wcześniej. - Nikłe szanse ale jeszcze nikt nie powiedział mi co będzie dalej jak ogarniemy ten burdel. Puścimy ich wolno i będziemy liczyć że nic nie powiedzą? Patrząc na niego nie sądzę. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Podmieniec nic więcej nie powiedział widząc, że klacz wie już wszystko czego chce i po prostu odszedł. Gwardziści też nie przeszkadzali Sinister się spakować ani nie przekazali dalszych instrukcji. Najwyraźniej umowa była otwarta do czasu sprzedaży, a co dalej zrobi to była jej sprawa. Kilkoro klientów nie było też zadowolonych, że się spóźnili na jej wyprzedaż. Najwyraźniej plotki o towarze Sinister szybko się rozeszły po okolicy. Jedyną osobą, która nie ukrywała zadowolenia na jej wyniesienie się był ogier z konkurencyjnego straganu, który już zapraszał potencjalnych klientów klaczy do siebie. Nie zabrakło przy tym oczywiście haseł typu "U mnie towar nigdy się nie kończy" albo "Wybraliście dobrze, lepiej kupić u kogoś sprawdzonego niż u kogoś kto raczkuje w interesie". Rzucił jeszcze tylko Sinister pełne satysfakcji spojrzenie, za którym miała najpewniej kryć się informacja aby więcej nie pojawiała się na nie swoim terenie. W międzyczasie większość kucy i innych istot dalej robiła zakupy, a inni szli na arenę by popatrzeć na walki.

 

Baza

- Czekaj co? - rzuciła Pearl jakby próbowała się w tym wszystkim połapać, ale zaraz potem spojrzała na swojego towarzysza i podbiegła do nieprzytomnego dowódcy. - Wyczerpanie i rozległe obrażenia, ale ktoś mu wcześniej pomógł - mruknęła bardziej do siebie. - Na razie powinien odpoczywać, niewiele zrobię, bo nadal czuje się wyczerpana, ale dzięki pomocy, której mu udzielono najgorsze ma za sobą - znów rzuciła okiem na towarzysza. - Powiesz mi łaskawie co ty wyrabiasz?

- To buntownicy Pearl, nawet teraz naradzają się przeciw nam, musiałem... - nagle dostał promieniem magicznym i potoczył się pod skrzynie.

- Mimo, że jestem wyczerpana, to w tym wypadku sobie nie mogłam darować - rzuciła mu wściekłe spojrzenie. - Jeśli dowódca się nie ocknie, to tylko przez ciebie, bo jesteś kretynem. Widziałam, że siada ci na mózg, ale do tego stopnia

- Ja tylko...

- Gdybyś był taki dzielny gdy inni ginęli, a ty pierwszy rzuciłeś się do ucieczki gdy reszta oddziału nadal walczyła

- Byliśmy na straconej pozycji i...

- To cię tłumaczy? Chcesz odzyskać honor w ten sposób? - nagle spojrzała teraz równie wściekle na buntowników. - A ty lepiej staraj się mówić ciszej swoje plany - rzuciła w kierunku buntownika, który myślał nad przyszłością. - Jesteśmy otoczeni przez te szkarady, tylko taką przyszłością obecnie powinniśmy się martwić. Nawet nie wiemy jak wielu z nas przeżyje - znów podeszła do dowódcy układając go pod skrzynią, a Spear nic więcej nie powiedział tylko się skulił jakby urażony.

 

Umysł Mighta

- Nie, mylisz się - ogier pokręcił głową słuchając Sparka. - Znam swoje lęki, to zaczęło się potem - nadal najwyraźniej próbował dojść do siebie. - Zaraz po tym jak zaczęła się próba stawiłem czoła swoim lękom, ale potem... - głos mu się na chwilę złamał. - Nasz świat nagle zaczął się rozpływać na moich oczach. Wszędzie słyszałem bezradne wrzaski, a potem pojawiła się ta mgła - wskazał kopytem na wszystko co ich otaczało. - Słyszałem gwardzistów, ale ich nie widziałem, a potem robiło się coraz gorzej z każdą chwilą. Nie wiedziałem już co jest prawdziwe, a co tylko wymyślone, a najgorsze... - nagle całą okolice dobiegł dziwny dźwięk, z pewnością nie wydany przez znane stworzenie. - Musimy uciekać! - krzyknął teraz. - Znowu tu nadchodzi! Nie wiem co to jest, ale uwierz mi lepiej tego unikać - mówił z nieskrywaną grozą.

Link to comment
Share on other sites

[Qualm Mask] [Dancing of the Fate]
- Tego już się nie dowiesz... bo nie spróbowałeś. Dobrej nocy - powiedziała tylko na odchodne, gdy nazwał ją oszustką... Położyła uszy po sobie i zamknęła drzwi za sobą, a w powietrzu rozległ się długi syk. Była widocznie złą, zanim wszystko w niej wygasło, a oczy na nowo zmatowiały, a sam ogier stał się na niej znów niczego nieznaczącego pyłku. To już było za nią. Poszedł sobie, Rozłożyła skrzydła i zatrzepotała nimi zanim na nowo je złożyła by zajrzeć co takiego robiła Fate siłująca się z nieznaną sobie magiczną siłą.
- Odwiedził nas ten sam Narcyz - powiedziała zaglądając tylko głową do pokoju - szukał klaczy pałającej się czarną magią, dziś jednak niczego takie nie widziałam... nie poczułam... A ty Fate?  - zapytała białej klaczy gdy ta spoglądała ze sporą dozą skupienia na magię która tak usilnie chciała się wydostać.
- Nie teraz - mruknęła tylko biała klacz nie potrafiąc już skupić się na czymś innym.

Edited by Hoffner
Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Roześmiał się na reakcję sanitariuszki. Proste ale skuteczne.

Kiwnął głową patrząc na buntowników, po czym zbliżył się do Pearl.

- Bardzo Pani dziękuję za reakcję. Wasza pomoc nas uratowała.

Ukłonił się spoglądając w stronę medyczki oraz Batty, po czym wrócił na posterunek.

- A skoro teraz wszystko już mamy załatwione spróbujcie ogarnąć się na szybko i idźcie spać. Lepiej jeśli będziecie wypoczęci, zanim weźmiemy się za próby przebicia na zewnątrz.

 

Dawn Spark

 

Nie jego koszmar, hmm... ciekawe. A może to inny Głos wdziera się do jego mózgu? W moim wypadku było to tak dawno temu, że już zapomniałem lub... chciałem zapomnieć.

- Uciekając nic nie udowodnisz. Wstawaj, poskromimy to razem.

Skleiłem się z Mightem, aby być w stanie go chwycić jeśli stwór porwie któregokolwiek z nas. Przygotowałem się do zaatakowania go wszystkim co mam, nie byłem jednak pewny czy to właściwe rozwiązanie.

- Jeśli jest to o czym myślę, to raczej warto spróbować się z tym dogadać zamiast walczyć lub też uciekać.

Teraz zwracając się do stwora zacząłem krzyczeć.

- Jeśli jesteś jego Głosem to może nieco wrzuć na luz?! Skoro macie współpracować ku chwale Cesarzowej to może zaczniecie pomagać sobie nawzajem, zamiast próbować wykończyć drugiego? Mądre to jest?!

Znowu spojrzałem na towarzysza.

- Wydaje mi się, że to twoja próba. Skoro nie dajesz rady z nim walczyć to spróbuj em... dać się ponieść? To tylko siedzi w twoim umyśle, a jeżeli to Głos to musisz jakoś się z nim dogadać. Tak czy inaczej jestem tu obok, i spróbuję ci w tym pomóc.

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Raczkuje? - Spytała chłodno jej konkurenta po tym jak znalazła się tuż koło jego straganu razem z odpalonym skrętem. - Chcesz wojny? Będziesz ją miał - Chuchnęła mu dymem prosto w twarz. - Następnym razem gdy się tu pojawię wezmę znacznie więcej towaru - Powiedziała głośniej by więcej kucyków mogło to usłyszeć. - I będę mieć większy wybór - Drwiąco się uśmiechnęła. Nie zamierzała jednak poświęcać mu dużo czasu i praktycznie od razu odeszła w kierunku głównej alejki. Czuła przyjemny ciężar pieniędzy w swoich torbach.

- Szybko ci poszło - Stwierdziła Star znowu się znienacka pojawiając. Wydawało się że nawet jak jej nie ma wie co robi Sinister. - To teraz kamienie?

- Ta... - Mruknęła. - Tylko gdzie je dostać - Rozejrzała się wokół. - Wiesz może gdzie da się dostać coś takiego jak krwawe kamienie? - Zapytała kolejnego gwardzistę o wskazówkę.

 

Batty 

Pociągnęła łyka z butelki lekko się przy tym krzywiąc. Zamknęła na chwilę oczy i delektowała się uczuciem ognia przepływającego przez jej przełyk gdy stało się coś niespodziewanego... Wyglądało na to że te parę sekund wystarczyło by przegapiła jak sanitariuszka traktuje gwardzistę z promienia magicznego. Lekko się uśmiechnęła wyobrażając sobie reakcje White która na pewno nie byłaby zadowolona z czegoś takiego. Mimo to z tego co mówiła Pearl należało mu się za jego zachowanie i Batty zaczynała ją lubić. Wreszcie ktoś kto myśli podobnie do niej co do obecnej sytuacji. 

 

-Bo co? - Buntownik w zbroi nagle wybuchnął śmiechem. - Postrzelisz mnie z promienia jak jego? - Wiedział że magia nie podziała na niego równie skutecznie. W końcu ich pancerze były cięższe i bardziej nastawione na ochronę przed czarami. - Wal śmiało, tylko połaskocze. 

 

Link to comment
Share on other sites

Dom Nighta

Dziwna rzecz nadal nie chciała współpracować z Fate, a Qualm Mask zdawała się reagować na to dosłownie odpychająco. Zaledwie gdy klacz wróciła, dziwna nieznana magia starała się być jak najdalej od niej. Zupełnie jakby to coś czuło swoistą niechęć do klaczy. Przez kolejne upływające chwile, nadal próbowała się wydostać ze swojego więzienia, ale z czasem zapał tego czegoś zanikał. Można było nawet mieć wrażenie, że to coś myśli i rozumie. Nie wiadomo jak wiele czasu minęło, ale noc powoli zaczynała mijać, co wskazywało światło wychodzące zza okna. Wtedy stało się znowu coś dziwnego. Cząstka magii, która przez ostatnie godziny wyglądała już na ospałą, zaczęła teraz szaleć, próbując się wyrwać bardziej niż do tej pory. Oddalało się jak najbardziej mogło od światła słońca, które powoli się do tego zbliżało. Na schodach w międzyczasie pojawił się Night nadal lekko zaspany.

- Wcale nie spałaś? - spytał zdziwiony na widok klaczy. Qualm wiedział, że nie sypia, ale myślał, że chociaż Fate odpocznie.

 

Czarny rynek

Na niedawne słowa Sinister, ogier powiedział jej tylko o tym czy zdoła w ogóle jeszcze tu dotrzeć. Zdecydowanie można to było uznać za groźbę w kierunku klaczy. Nie pobiegł jednak za nią, zbyt bardzo zajęty ściąganiem kasy od klientów. Gwardzista, którego zaczepiła Sinister spojrzał na nią bez emocji, a potem powiedział aby poszła za nim. Nie darował sobie przy tym komentarzy, ale bardziej do siebie, o tym jak powinni im płacić za nadgodziny lub dodatkowe zadania gdzie robili za informacje jak teraz. Po niedługiej chwili dotarli w okolice sklepu, który sprzedawał nietypowe rzeczy. Zdecydowanie były tu świecidełka, ale nie takie typowe. Klejnoty, które tu sprzedawano nie wyglądały jak te z Crystal Empire. Natomiast biżuteria przypominała bardziej amulety, z których, aż biła magia. Z pomieszczenia nie dochodziło żadne światło jakby było kompletnie puste, ale budynek nie był zamknięty.

 

Baza

- Nie wiem w czym uratowałam, ale przyjmuje podziękowanie - powiedziała z lekki uśmiechem w kierunku Ordera, a potem skupiła się na dowódcy, ale przy tym nie zamilkła. Mimo być medykiem zdawała się nie martwić, że jest otoczona przez buntowników. - Nie, nie postrzelę - powiedziała z wyraźną kpiną, w stronę buntownika. - Zostałam lekarzem z kilku powodów. Potrafię choćby zauważyć jakie części ciała znalazły się w niewłaściwym miejscu - zmrużyła delikatnie oczy. - Myślę jednak, że mogę ci pomóc. Szybki zabieg i zamienię miejsce twojej głowy z twoim zadem, bo mam wrażenie, że mózg rozwinął się w nieodpowiednim miejscu - wzruszyła kopytami nie zrażona tym co powiedziała i znów zaczęła obserwować ranę dowódcy. Spear nic nie powiedział jakby nie chciał już prowokować Pearl, może wiedział czym to się może skończyć.

 

Umysł Mighta

- Gragrt araka seran? - te dziwne nieznane słowa padły nagle z nieznanej strony, zupełnie jakby cała kraina przemówiła. Might też zdawał się nic z tego nie rozumieć, bo patrzył niepewnie wokół. - No tak... - syknął ten sam głos, ale teraz zrozumiałym dla nich językiem. Choć ton nadal pozostawał dziwny zupełnie obcy jak od czegoś zupełnie nieznanego. - Zapomniałem, że proste istoty nadal porozumiewają się tym prymitywnym językiem. Nie wiem czym jest głos, o którym mówisz, ale wiem, że wszystko ma zasady. Coś narusza delikatną sferę magii, a przy tym i wymiarów przez co tak proste złożone ze zwykłej materii istoty wchodzą do naszego świata, a inni są ściągani do waszego. Nawet nie potraficie nas zobaczyć, co za prymitywne istotki

- O czym ty gadasz?! Czego chcesz?! - wykrzyczał Might, który zebrał się na odwagę.

- Do tej pory to my widzieliśmy ludzi czy takie istoty jak wy. A teraz dzięki tej nowej magii coraz więcej z was wkracza do nas. Wracacie, ale zwykle popadacie w obłęd gdy spotykacie nas. Nie jest to dziwne, w końcu jesteśmy poza waszym zrozumieniem

- Nie chce tu być! - wykrzyczał znów Might. - Wypuść nas!

- Kradniecie różne rzeczy, przychodzicie tu i jeszcze macie żądania? Jakie to irracjonalne. Jednak ty przeszedłeś tu inaczej - najwyraźniej powiedział teraz w kierunku Dawna. - Ta magia nie jest dla ciebie niczym nowym, dlatego nie popadłeś jak tamten w swoisty obłęd. Ciekawy całkiem z ciebie osobnik. Mało, który daje radę

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Bardzo spodobało mu się jej poczucie humoru. Była zbyt ogarnięta jak na marionetkę Crystal.               

- Jeśli będę jakoś w stanie pomóc to jestem do waszej dyspozycji. Kiedy dochodziliście do siebie zaatakowały nas dwa stwory, które chyba wcześniej już były w tym pomieszczeniu. Uratowaliśmy waszego dowódcę, ale stracił sporo krwi. Poza raną w kopycie chyba nic mu nie jest, ale dobrze że już doszła Pani do siebie, może uda się postawić dokładniejszą diagnozę.

Szepnął do buntownika obok.

- Może lepiej jej nie prowokuj, kto ci pomoże jeśli zostaniesz ranny? Jak widzieliście nawet opatrunku nie dam rady założyć, a panienka Batty raczej nie ma nieograniczonych ilości tej magicznej substancji.

 

Dawn Spark

 

A więc to ten język. Hmm, może spróbował bym to wykorzystać.

- Wybacz o potężny, że marnuję twój czas, poza tym pewnie nie przyszedłeś tutaj w tym celu, ale czy mógłbyś dać mi jakieś wskazówki odnośnie nauki waszego języka? Jest to bariera, która stoi na przeszkodzie mojego lepszego zrozumienia arkan czarnej magii. A tak poza tym to bardzo dziękuję za docenienie.

Ukłoniłem się, po czym wróciłem do Mighta.

- Słuchaj głąbie, bo już zaczynasz działać mi na nerwy. Albo ruszysz tyłek i spróbujesz stawić mu czoła, albo zostawię cię tutaj na pożarcie, zawiedziesz naszą Panią a na koniec zostaniesz na resztę życia wrzucony do psychiatryka. Dociera to do ciebie, czy nie?!

Wziąłem zamach przednim kopytem, po czym zdzieliłem go kilka razy po pysku.

- Nie zepsujesz tego, słyszysz?! Twoje tchórzostwo nie odbierze nam szansy na zwycięstwo. Wstawaj i walcz w chwale, albo zgiń w niemocy i pogardzie!

Ponownie zwróciłem się do mgły.

- Niestety ta mała interferencja była konieczna, aby zwiększyć nasze szanse na dostanie się do szwadronów śmierci, przepraszam jeśli w jakiś sposób wam przez to przeszkadzam. Jestem gotowy na przyjęcie twojego ataku. Nie wiem jak to wygląda z Mightem, ale szczerze mówiąc coraz mniej zaczyna mnie to obchodzić.

Edited by Mizanth
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...