Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

 Klacz przewróciła się w łóżku i otworzyła oczy. Nie pamietała już, co jej się śniło, ale prawie na pewno coś nieprzyjemnego. Głównie takie sny miała od przejęcia władzy przez Sombrę. Po jego śmierci koszmary załagodziły się trochę, lecz nigdy nie przeszły.

 Eastwind spojrzała na zegarek stojący na szafce - 03:54. Za wcześnie żeby wstać, jednak East nie czuła się już senna.

 Skierowała swą głowę ku parapetowi, na którym stał niebieski, plastikowy spryskiwacz do roślin doniczkowych. Wczoraj spelolożka napełniła go wodą z podziemnego jeziora. Zbiornik wodny został nazwany Lete, od jednej z rzek greckiego podziemia. Zazwyczaj psiknięcie w twarz wystarczało, by kucyk zapomniał kilku ostatnich minut życia.

 Eastwind wstała i przeniosła spryskiwacz do kuchni, gdzie położyła go na stole obok doniczki z miętą kuchenną. Na wszelki wypadek.

Link to comment
Share on other sites

Ogiery po wytrzymaniu nawały pisków, jęków, oraz wyplucia przez potwora dziwnej substancji, padły zmęczone na ziemię. Bądź co bądź, ale pokonanie takiego wielkiego bydlaka, jest jednak osiągnięciem dość ciężkim. 

- Trzeba ci przyznać Eryk...masz ty łeb - stwierdził Terens, wycierając o trawę siekierę. 

- Zwyczajna zdolność podejmowania decyzji w trudnej sytuacji. Z czasem samo przychodzi. Zwłaszcza jak trzeba zaradzić na tego typu zagrożenia. Szczęście że tylko jeden, bo przy dwóch byłby jednak problem - podszedł i odebrał swoją broń - Pomóż chłopakom. Niech się zbiorą, a te odnóża i całe...to coś, poukładajcie w jedno miejsce. Trzeba będzie to spalić.

- Robi się

- Victor! - krzyknął i w kilka chwil kuc pojawił się obok przywódcy. 

- Co jest?

- Po pierwsze, dzięki za wsparcie. Po drugie, chodź musimy coś sprawdzić.

- Raz, nie ma za co, dwa...im szybciej tym lepiej.

Chwycili mocniej swoje narzędzia obrony i zaczęli iść w stronę miejsca, gdzie do niedawna robal ucztował, by dowiedzieć się, co konkretnie konsumował. Mieli szczerą nadzieje że będzie to jakiś strażnik, a nie ktoś z nich.

Link to comment
Share on other sites

Kryształowe Królestwo

Kilka minut po tym jak Eastwind wstała, ciszę typową dla obecnej pory, zakłócił jakiś hałas. Coś na zewnątrz niedaleko jej domu musiało się przewrócić. Trwało to tylko chwilę i zaraz ponownie zapanowała cisza. Można by było pomyśleć, że to jakiś dachowiec przewrócił śmietnik. To by miało nawet sens, gdyby nie fakt, że dźwięk ponownie rozbrzmiał, jednak tym razem głośniej. Obecny dźwięk, jednak różnił się od poprzedniego, można było usłyszeć coś jak lekki krzyk, który został przerwany, nim rozbrzmiał na tyle głośno by kogoś zaalarmował. Potem znów nastąpił ten sam dźwięk co poprzednio, sugerujący że coś upadło, a potem ponownie cisza. To wykluczało działanie kota.

 

Pola kukurydzy

Ślady krwi, doprowadziły ogiery do ofiary. Niestety nie był to gwardzista i najwyraźniej nie był to jeden z ich grupy. Ciało było tak zmasakrowane, że niewiele można było się domyślić. Ciężko ocenić kim dokładnie była ofiara za życia. Chyba tylko ciuchy zdradzały, że musiała to być klacz, która mieszkała w okolicy. Najwyraźniej dała się zaskoczyć i nim zdążyła uciec, robal ją zmasakrował. Niestety nie było również czasu na rozpacz, bo zaraz do ich uszu mógł dotrzeć znajomy pisk. Ponownie dźwięk, który obecnie był mało pożądany, rozbrzmiał, jednak teraz był cichszy, a jednocześnie brzmiał, tak jakby, nie wydawał go już tylko jeden osobnik. Insekty były daleko to pewne, jednak już można było się domyślić, przybywały z kierunku, gdzie do niedawna był posterunek gwardii. Nie było pewne jak wiele się przedarło i ile czasu im zajmie nim dotrą do zamieszkałych osiedli.

Link to comment
Share on other sites

- O kur...wybacz, ale muszę... - Victor zakrył usta i odszedł kawałek. Eryk usłyszał tylko dźwięk opróżnianego żołądka. 

- Cholera, biedaczka - pokręcił głową - Nie wiem czy możemy zrobić coś innego, jak pochowanie jej. 

- Ech, chyba najlepiej będzie spalić jej zwłoki, znaczy się skremować i włożyć do jakieś urny. Boję się że kukurydza, może być skażona - stwierdził, przecierając pysk. 

- Masz rację przyjacielu. Zwołamy chłopaków.... - zatrzymał się kiedy dosłyszał kolejne piski.

- Też to słyszysz? 

- Niestety. Kurna, niestety! - zaklął, uderzając kopytem o grunt.

- To co robimy? 

Eryk odwrócił się i pobiegł do reszty. 

- Panowie! Sytuacja krytyczna! Za chwilę będzie więcej tego cholerstwa! 

Ogierom oczy rozszerzyły się. 

- Że jak? Ledwo sobie poradziliśmy z tym jednym bydlakiem! - zaprotestował Terens - Jak mamy sobie poradzić z całą hordą?

- Normalnie - stwierdził chłodno - Możliwe że są jeszcze daleko. Mamy trochę czasu, zanim tu przybędą. Potrzebujemy jednak większego wsparcia. Tyle ile się da. Terens! Pędź na rynek i zacznij uderzać w dzwon sygnałowy. Zbierz tylu rolników ile dasz radę. Muszą...mieć widły - podkreślił. 

- Robi się - kiwnął głową i pogalopował w stronę rynku. 

- Victor...odwiedź Luciusa i każ mu zebrać gwardzistów - to powiedział ciszej - Następnie, udasz się do tartaku. Zwołaj drwali i powiedz że ich potrzebują i mają tu przybyć. 

- Widzę co chcesz osiągnąć - westchnął, a potem pobiegł wypełnić zadanie. 

- Wy chłopcy, odpocznijcie trochę, bo może zrobić się gorąco. 

Mieszkańcy usiedli na ziemi, by nabrać powietrza, a w ten czas, syn starszego wioski, obserwował pola kukurydzy, czekając na rozwój wypadków. 

Link to comment
Share on other sites

     - Jeśli rada wiedziała, zostały im jakieś tajemnice przez samą Mystrę zdradzone to z nami się nimi nie podzielili... - powiedziała Fate dość ostrożnie dobierając słowa, gdy jej głowa kręciła się delikatnie w rytm wypowiedzi, a jej oczy najwidoczniej zdradzały swe zamyślenie, gdy raz za razem chowała je za powiekami... A piasek się w nich przewracał delikatnie niespokojny. Moc się w niej burzyła, ale ona była niezwykle spokojna.

     - My wiemy że ma zdolności wybiegające daleko po za możliwości większości mieszkańców różnych światów. - Zamyśliła się dłuższy moment, zastanawiając się czy powinna mówić, z drugiej strony on na pewno nie wiedział nawet czym to wszystko było. - Pokonała komnatę luster... Najprawdopodobniej nie ma własnego odbicia co jest niepokojące... Qualm... byłabyś tak miła pokazać ten moment? I muszę niestety zastrzec że wasza Crystal może okazać się marionetką kogoś innego... - powiedziała ze smutkiem że tak naprawdę nie wie nic. A jedna ze ścian pokoju zaczęła się zalewać płynną rtęcią, ale to nie mogło być to, gdy zapach soli zdominował pomieszczenie. Wyświetliło się na niech jedno ze wspomnień... Gdy oczy pegaz świeciły się jak lampy rzutników.

     Ma szklanym ekranie zaczął się wyświetlać jeden moment w koło zapętlony co wyglądało dosyć śmiesznie ale nic innego nie mieli... Idealnie ostry jednak uchwycony w ostatnim momencie... Cienisty kucyk się do niej uśmiechnął... Błysnął swym okiem, a jedynym wyraźnym szczegółem był jej biały ogon... Coś co trzymał w świetle swej lewitacji Kulę o fioletowym płaszczu całą czarną w środku... Czy to właśnie było oko Sharr, którą trzymała w swej burzliwej seledynowej mocy... Po czym się rozpłynął w następnej chwili jak gdyby wszystkie bariery w całym mieście dla niej jednej nie istniały.

     - Tyle o niej wiemy... Wiemy jak ją znaleźć, jednak tutaj jej moc wydaje się wymieszana... - westchnęła spoglądając na Nighta dość ufnie... Jednak przez jej oczy na nowo przetaczały się jego słowa... Wstała podchodząc do niego, zanim po prostu go przytuliła... Qualm tylko syknęła że nie powinna tego robić... - Ja też zostałam sama wbrew pozorom - westchnęła mu do uszka.

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

Przerośnięte owady, wdzierały się na do tej pory zakazany teren. Rośliny, które stawały im na drodze były konsumowane, co nieco spowalniało ich marsz. Można było jednak zobaczyć, że owady odznaczały się wielkim apetytem i były niczym szarańcza, niszcząca wszystko na swojej drodze. Nic dziwnego, że teryny, na których żyły, wyglądały niemal jak pustkowie. Straszny marsz, był obserwowany na tle nieba. Pegaz leciał tak wysoko, by nikt nie mógł go zobaczyć. W pewnym jednak momencie, zaczął oddalać się od chmary i lecieć w kierunku okolicznych wzgórz.

 

- Melduj - mruknął oficer, obserwujący wszystko przez lornetkę. Jego słowa były skierowane do pegaza, który właśnie przybył.

- Stonka przedziera się coraz dalej. Naliczyłem około trzydzieści sztuk - powiedział pegaz. - Większość gwardii została ewakuowana, zgodnie z rozkazem, a ci co zostali, powoli opuszczają miasteczka. Stonka dotrze do zamieszkałych osiedli za około dwie godziny

- Dobrze - stwierdził, patrząc przez lornetkę. - Coś jeszcze?

- Jeden z insektów odłączył się od stada i zmasakrował cywila. Został jednak ubity przez miejscowych

- Używali broni palnej lub innych przedmiotów, które mogą stwarzać zagrożenie i są zakazane, by go zlikwidować? - spytał, lekko się krzywiąc.

- Nie - powiedział krótko. - Zabili go zwykłą bronią, typową dla tego rejonu. Tylko dzięki współpracy, wszyscy żyją - lekko się skrzywił.

- Coś nie tak szeregowy? - oficer, zmarszczył lekko brwi.

- Mam co tego wszystkiego wątpliwości - pokręcił lekko głową. - Gdyby mieli jakąś broń, to cesarzowa by o tym wiedziała i sama nam powiedziała. To nie w jej stylu używać takich metod

- Rozkaz wydała rada, która została wybrana przez naszą panią. Nie nam decydować, czy rozkazy są słuszne, mamy je tylko wypełniać - mruknął bez emocji. - Poza tym, to niemal sami sponyfikowani. Jeśli kilkoro zginie, nikt płakać nie będzie

- To jednak nadal są plony dla nas, nie mówiąc, że nie wszyscy są przeciw nam. Ta klacz nie musiała tam ginąć

- Spokojnie - mruknął oficer. - Zobaczymy jak bardzo są zdeterminowani. Jeśli sobie nie poradzą, to wytępimy stonkę

- Obyś miał racje, sir. W takich ilościach, może być problematyczna - oficer już jednak nic nie powiedział, tylko patrzył przez lornetkę

 

Night Tale

Ponownie coś co wydawało mu się obce. Mystra? Kim mogła być ta istota? Musiała być nad nimi, to pewne. Z zaciekawieniem spoglądał na oczy Dancing of the Fate, zastanawiał się, czy w ten sposób zbierała myśli. Pytań z każdą chwilą było coraz więcej, ale umowa dotyczyła tylko jednego pytania. Zapewne, więc gdyby zadał kolejne, żadna by mu nie odpowiedziała. Spojrzał kątem oka na Qualm Mask, nie sądził by ona chciała cokolwiek powiedzieć. Nawet Dancing of the Fate, mimo, że miła i urocza, raczej nie chciała przekraczać pewnych granic wiedzy. Mimo, że widział już sporo ze strony klaczy, a zwłaszcza Qualm Mask, nie potrafił zatrzymać głodu wiedzy. Mimo, że domyślił się, że wiele rzeczy stanowiłoby dla niego zagrożenie, ciekawość była tak silna, że nie łatwo było nad nią panować.

 

Ponownie jednak skupił się na Dancing of the Fate, gdy ta zaczęła mówić o Crystal. Kolejny zupełnie nowy dla niego termin. Komnata luster? Czymkolwiek było to miejsce, musiało być niezwykle ważne. Widział jak wzbudza w klaczy niepokój fakt, że Crystal zdołała ją przejść. Brak odbicia zdawał się tu być jakimś kluczem. Odbicie posiadała każda istota, więc jak Crystal mogła go nie posiąść? Bardziej jednak zaniepokoił go fakt, że tyranka może być marionetką jakiejś większej siły. Jeśli jednak tak było, to dlaczego wszystko rozgrywało się właśnie tutaj? Czy tamtego dnia, gdy księżniczka złamała drogi wymiarów, stało się coś więcej coś co nie powinno mieć miejsca?

 

Jego uwaga skupiła się na ścianie, wypełnianą... rtęcią? Tak to zdecydowanie musiało być to. Ponownie magia, której raczej nie widywał. Na dodatek Qualm Mask, której oczy nie zachowywały się naturalnie. Ta klacz zadziwiała go coraz bardziej. Nie był pewny czasem, czy nie jest częściowo mechaniczna. To było jednak absurdalne. Elementy mechaniczne, nie mogły żyć. Nawet u ludzi, którzy byli bardzo rozwinięci takie rzeczy się nie pojawiały. Niedługo później ujrzał obraz, który musiał być wspomnieniem, przynajmniej miał takie wrażenie. Zmarszczył lekko brwi. Więc to była Crystal? Niestety zbyt wiele nie dostrzegł. Ukryła swoją postać, by nawet one nie wiedziały. Musiała to wszystko zaplanować, tylko jak? Skoro Crystal chodziła między światami, naprawdę nie musiała pochodzić z jego świata. Biały ogon? Kapłani zawsze pokazują ją jako klacz o złotym ogonie i grzywie. Więc nawet oni nie wiedzą jak wygląda, ta której poświęcili swe życie? Ponadto, przynajmniej teraz widział czego szukają. Nigdy nie widział takiego artefaktu jak ten pokazany na obrazie. Bardzo go to zaniepokoiło, bo fakt, że tak potężne istoty szukają tego przedmiotu, dawał mu przekonanie jak wielką mocą musiała władać Crystal, gdy go używała.

 

Ponownie skupił uwagę na Dancing of the Fate. Moc Crystal wymieszana? Nie do końca to rozumiał. Czyli jej moc składała się na kilka rzeczy? Wyszło na to jednak, że niestety poza tym co już wiedział, nie dostał zbyt wielu odpowiedzi. Tak to jest z pytaniami. Powinien być może bardziej to przemyśleć i wybrać inne. Mimo to, dotrzymały słowa. Nagle jednak otworzył szeroko oczy, gdy Dancing of the Fate go od tak przytuliła. Na jego pysku pojawił się duży rumieniec. To nie było nic nowego, że kucyki się przytulały... przynajmniej dawniej. Teraz coraz bardziej zapominano o takich gestach. On sam już nie pamiętał kiedy ostatni raz miał z kimś tak bliski kontakt fizyczny. Przełknął lekko ślinę, czując jak oddech klaczy dosięga jego ucha. Nie był nawet w stanie zwrócić uwagi na ostrzeżenie Qualm Mask dla towarzyszki. Nie rozumiał jednak, jak Dancing of the Fate mogła być sama. Kim dla niej więc była Qualm Mask? Nikim więcej jak opiekunką? To by miało sens. Ciężko żeby dwie tak bardzo różniące się klacze, mogły nawiązać bardzo bliskie relacje.

 

- To naprawdę przykre... - wyjąkał, nadal czerwony na pysku i lekko kładąc kopyto na jej grzbiecie, w geście wsparcia, przy okazji próbując się zebrać w sobie i nie myśleć o bliskości klaczy. - Ludzie powiadali, że wszystko co ma duszę musi mieć odbicie, więc jeśli Crystal go nie posiada, może jej nie ma - lekko zakasłał. - Istnieje jednak może szansa, że nie było jej odbicia przez formę, którą przyjęła, bo ta, o której wszyscy słyszymy tutaj, na pewno jest fizyczna, tyle wiem na pewno. Wszyscy w każdym razie uważają, że Crystal ma złotą grzywę i ogon, a ciało białe, więc zapewne nawet jej zwolennicy jej nie wiedzieli - lekko mrugnął. - Jeśli postanowiłyście mi zaufać, możecie zająć pokój na piętrze i odpocząć - na chwilę mrugnął, zmieniając temat. - Wiele rzeczy pozostaje dla mnie niejasnych, ale umowa dotyczyła jednego pytania - lekko się uśmiechnął, powoli zabierając kopyto z grzbietu Dancing of the Fate. Najwyraźniej cała obecna sytuacja, sprawiła, że zapomniał o niedawnym incydencie z Qualm Mask.

Edited by Magus
Link to comment
Share on other sites

Z terenu rynku, zaczął rozbrzmiewać nieregularny dźwięk uderzania o dzwon. Decyzją starszego, jeszcze lata wcześniej, udało się złożyć na dość pokaźnych rozmiarów instrument. Rzecz jasna jak na taką wioskę, bo do kościelnych się nie umywały, acz żeby alarmować sprawdzał się doskonale. Terens wkładał całą swoją siłę w to, żeby każdy rolnik usłyszał. I faktycznie się udało. 

Po kilka chwilach, na plac zebrała się grupa zarówno młodych jak i starszych, zastanawiając się, co się wydarzyło. Co paru miało nawet widły, ale nie wszyscy. Legat pośpiesznie wszystko wytłumaczył. Nie każdy uwierzy, jednak kiedy usłyszeli że rozkaz został wydany przez syna starszego, natychmiast wrócili do domów, aby zebrać cokolwiek użytecznego. 

W ten czas, Victor poinformował przywódce pretorianów, a on pobiegł zebrać gwardzistów. Pierwszy Centurion, skierował się natomiast do tartaku, bowiem w tych godzinach, drwale winni jeszcze się przygotowywać do lasu. 

 

- Eryk...jak sądzisz...ile tego będzie? To znaczy, czy damy radę jak przybędzie więcej tych stonek? - młodszy kuc zapytał, patrząc na truchło robaka. 

- Nie martw się. Jeżeli władza cesarzowej nie dała rady nas złamać, to tym bardziej jakieś przerośnięte jedwabniki, głupsze niż podwładni - stwierdził pewnie, pilnując pól kukurydzy. 

- Jasne...pewnie. Ufamy ci. 

- I tyle mi wystarczy - parsknął. 

Czekający, czuli się coraz bardziej niepewnie, kiedy odgłosy konsumpcji narastały. Szczęśliwie, prawdziwej otuchy, dodali im towarzysze, co tłumnie przybyli, z gotowymi narzędziami rolniczymi, naprawdę silni członkowie społeczności z toporkami, oraz elita z maczetami. Można było dojrzeć nawet trochę pochodni. 

- No. Niespodziewaniem się takiej mobilizacji - kiwał porozumiewawczo głową, przeglądając szeregi. 

- W końcu to nasza wspólna robota. 

- Spodziewałem się że pierwsza bitwa będzie wyglądać inaczej...ale narzekać nie zamierzam. Dobrze - kaszlnął i stanął względnie po środku - Sąsiedzi, przyjaciele. Dziękuje wam że poważnie potraktowaliście moje wezwanie i jak zapewne widzicie - wskazał na truchło - Nic nie zmyślaliśmy. Tego typu robaków będzie jeszcze więcej. Ale są głupie. A my, zorganizowani i mamy o co walczyć, niż tylko żeby się nażreć. Od was oczekuję tylko jednego. Stójcie razem, bądźcie dzielni, a wyjdziemy z tego cało. Victor, Terens, Lucius! - krzyknął. 

Niemal od razu, wezwanie stawili się obok niego. Zebrał ich trochę dale, zabrał kilka kamieni i patyk. 

- Dobra słuchajcie i się skupcie. Sytuacja wygląda tak. Nasza wioska - położył kamienie - Ma pola uprawne kukurydzy tylko z jednej strony, i stosunkowo łatwo będzie tego bronić - kijkiem, nakreślił linię, która była ustawiona lekko wklęśle, względem pól - W ten sposób, ustawimy wszystkich, żeby złapać ich w kleszcze. Ale po kolei. Rolnicy z widłami mają stworzyć jeden front, ale z kilkoma przerwami, dla tych z toporkami czy maczetami. Kiedy będziemy pewni, że więcej szarańczy nie przybędzie, zaczniemy zamykać naszą pułapkę, żeby ta masa nie była w stanie uciec - nakreślił strzałki, przekazujące kierunek późniejszego natarcia - I wtedy, nasze...,,oddziały" szturmowe, rzucą się na uwięzionych przeciwników, i zaczną odrąbywać im kończyny. Tych z pochodniami, ustawiamy na końcach lini, żeby odstraszyć stonki, i aby nie zaszły nas od tyłu. Jasne? 

- Jak słońce - kiwnęli głowami. 

- Cudownie. Więc tak...Victor, wybierz kogo chcesz i utwórz prawą flankę. Lucius, ty utworzysz lewą. Terens, ty zadbaj o środek. Pokładam w was wiarę, chłopcy. Ja wejdę na tamten dach. Jest na tyle wysoki, że będą mógł mieć całą wioskę w zasięgu wzroku. Jeszcze jedno. Kiedy robale będą wychodzić z pól, niech rolnicy będą miały broń położoną na ziemi. A podnieść je mają dopiero wtedy, kiedy stonki będą szarżować. 

- Można wiedzieć po co?

- Boję się że mogą mieć szczątkowe ilości inteligencji, więc stal ma zostać im zaprezentowana dopiero wtedy, gdy nie będą mogły się zatrzymać. Dużo łatwiej się nabiją. 

- I teraz ma to sens. 

- Do dzieła! 

Eryk od razu poszedł na swoją pozycje, a jego podkomendni zaczęli wykonywać rozkaz. I w tym  krótkim momencie, słysząc niby marsz, oraz krzyki oficerów, poczuł przedsmak tego, co może go czekać w przyszłości, jeśli dobrze wszystko zaplanuje. Ale na początek wybicie tych robali musi wystarczyć, a dopiero potem walki z rojalistami.

  

Link to comment
Share on other sites

 Miała już wracać do łóżka, spróbować zaznać jeszcze trochę snu, gdy usłyszała hałas i zamarła. Zastrzygła uszami. Zawsze była wrażliwa na nocne hałasy, nie czekała więc na powrórzenie się dźwięku. Wróciła do kuchni, zabrała spryskiwacz i narzuciła na siebie derkę. Sprawdziła, jak łatwo można wyciągnąć z niej garotę. Bardzo łatwo.

 Gdy dźwięk rozbrzmiał ponownie, klacz była już pod drzwiami. Mając już pewność, że to kucyk (lub przynajmniej coś wydającego podobne odgłosy), a nie bezdomny kot, Eastwind przekręciła klucz.

 Zamknęła za sobą drzwi i rozejrzała się. Podeszła najciszej jak mogła do miejsca, z którego wydawało jej się, że dochodził krzyk.

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

- Całkiem nieźle się zorganizowali - mruknął oficer, spoglądając z lornetki na przygotowania.

- Nie mają jednak tego typu broni, o której myśleliśmy - wtrącił jeden z gwardzistów. - Możemy wybić stonkę, nim sprowadzi zbyt liczne zniszczenia

- Faktycznie nie mają - odparł oficer, a jego ton sugerował, że rozważał nad czymś. - Z drugiej strony, czy ta nagła mobilizacja nie jest dziwna?

- Bronią się, więc to chyba normalne - mówił, zdezorientowany żołnierz.

- Widzisz, właśnie tak nie jest. Gdyby to była zwykła hałastra, to by po prostu zaatakowali, wierząc w swoją przewagę nad prymitywnymi robakami. Tymczasem, myślą i analizują

- Co chcesz przez to powiedzieć, sir?

- Bitwa niedługo się rozegra. Przygotuj odpowiednie rozkazy, gdy dobiegnie końca - gwardzista pokiwał głową i szybko poleciał poinformować wszystkich, gdy oficer w tym czasie nadal obserwował.

 

Tymczasem, stonki przedzierały się coraz dalej, pożerając wszystko na swojej drodze. Dźwięk ich pochodu, stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu zebrane kucyki, mogły zobaczyć pierwsze niewyraźne, zbliżające się cele. Piski stawały się coraz głośniejsze z każdą chwilą, gdy były coraz bliżej. Wydawało się, że nic nie może ich zatrzymać. Sytuacja zmieniła się jednak, gdy nagle zatrzymały swój marsz, około dwadzieścia metrów od obrońców. Owady, które cały czas poruszały się, ocierając niemal podbrzuszami o ziemię, teraz stały jak skamieniałe, nie wydając już nieznośnych pisków. Wydawało się jednak, że porozumiewają się między sobą w jakiś nieznany sposób. Nagle każdy, jeden po drugim, zaczął się podnosić, stając prosto. Potem ponownie zaczęły wspólnie piszczeć, donośniej niż do tej pory i wymachując odnóżami. Najwyraźniej próbowały przestraszyć kucyki, pokazując, że są silniejsze fizycznie, być może wyczuły zagrożenie.

 

Kryształowe królestwo

Zaraz po tym jak Eastwind skierowała się do miejsca, z którego dochodził dźwięk, mogła zobaczyć nietypowy widok. Na ziemi leżało dwóch gwardzistów. Najwyraźniej to oni wydali dźwięk, który zwrócił jej uwagę. Co ciekawe nie było śladów krwi ani walki. Nawet zbroje, nie wyglądały aby były uszkodzone. Wyglądało to tak, jakby w jednej chwili stracili przytomność. Przez zbroję nie łatwo było zobaczyć czy nadal żyją, jednak wszystko wskazywało, że tak. Ponadto, klacz mogła zobaczyć, jeszcze jednego gwardzistę, leżącego pod jednym z bogatszych domostw. Podobnie jak poprzedni dwaj, leżał nieprzytomny. Nie mówiąc o tym, że drzwi do domu, pod którym leżał, były wyłamane. Ktokolwiek to zrobił, mógł nadal przebywać w budynku lub już dawno uciec.

Link to comment
Share on other sites

Eyrk przez cały czas stał na dachu, obserwując pole. W między czasie, dołączył do nich kowal, z kilkoma pośpiesznie przygotowanymi toporkami, które miały wspomóc szturmowców. On sam, dostał jednak nakaz aby trzymać się możliwie daleko od walki, bo strata kogoś tak ważnego, byłaby poważnym ciosem dla społeczności. 

Całe to czekanie, dawało się przywódcy we znaki. Rozważał nawet opcję, że ilość oponentów, może być zbyt przytłaczająca, ale świadomość ochrony domu oraz familii, nie pozwalały mu na takie rozkojarzenia. W czasie sprawdzania flanek, mógłby przysiąc, że dostrzegł coś w rodzaju błysku, jakby z lunety. Pewno mu się przewidziało, przez ten cały stres. 

- Widzisz coś? - krzyknął Terens. 

- Robale są coraz bliżej, to pewne. Kukurydza jeszcze bardziej się porusza. Przekaż naszym żeby mieli kopyta na drzewcach. 

W chwili kiedy stonki znajdowały się te 20 metrów, milicja gotowała się do podniesienia broni, ale zatrzymanie ich, zdziwiło absolutnie wszystkich. 

Natomiast ich piski oraz prezentacja siły fizycznej, spowodowały gwałtowny spadek morale. 

Eryk dojrzał to i przestraszył się, że mogą uciec, ale w tej sytuacji uratował go zastępca.

- Stać na pozycjach, strachajły - warknął na tyle głośno, na ile potrafił - Będziecie walczyć jak bracia i jeśli trzeba, ginąć jak bracia! A jak któremu ktolwiek, przyjdzie do głowy, żeby uciec, a co gorsza tego spróbuje, przysięgam że zostaniecie zabici od naszej stali. Zrozumcie, że los całej wioski nie może zostać zaprzepaszczony, tylko dlatego że zabrakło wam odwagi. Trzymać szyk!

Pretorianie, kiwnęli głowami na tą informację. Zdawali sobie sprawę z tego, jak bardzo sprawa jest poważna, także byli gotowi nawet swoich zabić, tylko po to, aby ratować innych. Również drwale, acz oni, nawet nie myśleli o czmychaniu. W większości, byli to bardzo doświadczone ogiery i niejedno widziały. Więc ten rozkaz został przekazany w głównej mierze dla młodych rolników. 

Fakt faktem, podziałało. Wcześniej trzęsące się linie, starały się zachować spokój i czekały na szarżę wroga, by móc ich nadziać na widły. 

Link to comment
Share on other sites

 Widząc ciała strażników Eastwind zamarła. Rozejrzała się wokół. Dwa ciała tu, jedno tam, wyłamane drzwi. Wniosek tak oczywisty, że nie trzeba go przedstawiać. Jedyne pytania, które pozostawały to jak dlaczego. Nigdzie nie było śladów walk. Klacz pochyliła się ostrożnie nad strażnikiem. Nieprzytomny, oddychający, na pierwszy rzut oka nieuszkodzony. Magia, oczywiście. Pewnie jakiś zdolny jednorożec. Inaczej strażnicy byliby dużo głośniejsi. 

 Eastwind wiedziała, że gdyby doszło do walki, przegrałaby. Ale czy musiało do niej dojść? Napastnik raczej nie przepadał za siłami Crystal, więc mógł być potencjalnym sojusznikiem. Oprócz tego nie zabił żadnego ze strażników, chociaż pewnie nie miałby z tym problemów. Musiał więc preferować nie zabijanie. Lepiej dla mnie. 

 Po chwili namysłu klacz pobiegła do domu o wyłamanych drzwiach. Jeśli ktoś mnie złapie na bieganiu po scenie przestępstwa, troska obywatelska będzie nienajgorszym wytłumaczeniem. Zwłaszcza, że nie umiem dusić strażników siłą umysłu. 

 Klacz przestała biegnąć tuż przed domem i ostrożnie wyjrzała zza wyłamanych drzwi. Jej były lepsze - paranoja o to zadbała. Zamknęłam drzwi? Tak, zamknęłam. W kopycie Eastwind mocno trzymała spryskiwacz. Na wszelki wypadek. 

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

Potężne insekty, jeszcze dłuższą chwilę nie ruszały się z miejsca, wymachując odnóżami i piszcząc. Nie był to jednak raczej przebłysk inteligencji, a wyostrzone zmysły, którymi musiały wyczuwać zagrożenie. Mimo, że same stonki bardziej interesowały się roślinami niż żywymi istotami, to nie miały problemu z rozszarpaniem takiej, gdy ta stawała im na drodze. Teraz mimo wyczuwanego zagrożenia, doszedł jeszcze potworny głód. Dalsze próby odstraszenia obrońców, nie przynosiły efektu, więc owady ruszyły do ataku, wydając przy tym swoje piski. Kolejne stonki maszerowały za sobą. Można było ich naliczyć trzydzieści, gdy szarżowały za sobą prosto na kucyki. Każda grupa miała około pięć osobników, które szarżowały za kolejną niemal się tratując nawzajem, idąc prosto na obrońców.

 

Kryształowe królestwo

Kiedy Eastwind spojrzała do środka, mogła zauważyć jak wielki był to dom. Ten kto tu mieszkał, musiał mieć nie mały majątek. Wszędzie niemal stały półki pełne książek i dziwne przedmioty z różnych kultur, nie tylko tych kucykowych. Nie mówiąc o przejściach do kolejnych korytarzy jak i schodach na piętro, gdzie musiały znajdować się kolejne pokoje. Mimo to, ten kto tu wszedł, nie zniszczył nic za wyjątkiem drzwi. Nawet dziwne przedmioty nie wyglądały na naruszone. Mogła jednak zauważyć na podłodze jakiś kształt, który gdy mu się lepiej przyjrzało dawał obraz nieprzytomnego kucyka. Najwyraźniej był to właściciel nieruchomości, który został potraktowany tak samo jak gwardziści i teraz leżał nieprzytomny w przejściu. Jednak ponadto, nie dało się nic zauważyć. Wszystko wskazywało, że tajemniczy agresor mógł już uciec, przynajmniej, aż z głębi domu. gdzieś w okolicy salonu, można było usłyszeć delikatne skrzypnięcie, jakby ktoś coś otwierał.

Link to comment
Share on other sites

 Eastwind miała ważniejsze rzeczy na głowie, niż oglądanie majętnego, luksusowego, światowego, pięknego, przestronnego domu. Przesunęła wzrokiem po półkach z książkami i egzotycznymi artefaktami. Gdyby to ona włamywała się do czyjegoś domu, to właśnie je by wzięła. Wszystko jednak wydawało się w najlepszym porządku. W przejściu leżał jakiś kucyk. Eastwind sprawdziła tylko, czy żyje. Nie dziwiło jej to już. Zastanawiała się, czy napastnik już uciekł i czy warto było go teraz szukać (przeszukiwanie nielegalnie całej tej masywnej posiadłości nie uśmiechało jej się), gdy usłyszała skrzypnięcie. Pobiegła w jego kierunku.

Link to comment
Share on other sites

White

- Jeśli ma poprowadzić innych tak jak ciebie - Spojrzała podmieńcowi w oczy - Na samobójczą misję którą zniweczyła przypadkowa klacz to mogę spać spokojnie - Była tym zmęczona. Czy każdy pojedynczy bandzior czy złoczyńca po doznaniu porażki musi grozić? Czyżby w jakiś sposób poprawiało im to humor? - I tak uważam się za wielką bo nie jestem nędznym pasożytem potrzebującym kogoś do życia. Między wami a komarami jest tylko jedna różnica, one piją krew a wy zjadacie miłość - W tym momencie przerwała działanie obydwu zaklęć stawiając robala na podłodze świątyni. - Rozumiem że robicie to bo musicie, to wasza droga by przetrwać ale ja i inni na to nie pozwolą - powiedziała stanowczym głosem. - Gdyby jeden z was nie zabił mojego przyjaciela to może miałabym współczucie że natura zdecydowała się na stworzenie was w ten sposób - Teraz spojrzała uratowanego jednorożca i odwzajemniła jego uśmiech.

- Powiedz mi tylko... -  Powiedziała zwracając się do kapłana pełna wątpliwości.  -W jaki sposób Crystal dodała Ci sił w tej sytuacji? - Chyba nie zamierzał przypisać jej czynu jakim było ocalenie jego życia "boskiej" opatrzności.

 

Sinister

Klacz widząc ten napis musiała powstrzymać chęć śmiechu który wydawał się mocno nie odpowiedni w tej sytuacji. Jej uwagę przykuły kulki, przypominały trochę jej broń wypełnioną niezbyt fajnymi substancjami takimi jak kwas, materiały wybuchowe czy galem ale ten śmieszek który to napisał chyba nie ryzykowałby życia innych skoro jego walka z tyranem polegała jedynie na wypisywaniu haseł takich jak to. Zwątpiła w tą myśl gdy z metalowych pojemników zaczął wydobywać się gaz o nieznanym działaniu, chciała jak inni jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca ale kucyk ziemny ją przewrócił a ona miała za mało sił na utrzymanie równowagi. Nie chciała umrzeć w tej sposób ale po chwili okazało się że nic jej nie grozi, była to jedynie farba w spreju ale Sinister była zła na ogiera który myślał tylko o sobie. Wstała a jej źrenice zabarwiły się na zielono, szybko jednak powstrzymała swoją złość nie chcąc używać czarnej magii i być zatrzymaną przez gwardzistów. To by sprawiło zbyt dużo problemów. 

- A żeby Crystal sprawiła że w nocy zmoczysz w łóżko - Krzyknęła oburzona w kierunku ogiera ale nie wiedziała czy te słowa trafią do jego uszu ponieważ były zagłuszane przez śmiechy innych i czy domyśli się że są skierowane do niego. Otrzepała się i ruszyła w kierunku zaułku, nie widziała w nim nic konkretnego ale był to skrót na rynek skąd było blisko do sklepów i świątyni. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Kryształowe królestwo

Zaraz po tym jak klacz dobiegła do miejsca, z którego wydobył się tajemniczy dźwięk, mogła się przekonać, że nie jest tutaj sama. Poza nią i nieprzytomnym gospodarzem była tu jeszcze jedna postać. Posturą na pewno przypominał kucyka, jednak więcej nie dało się ujrzeć. Tajemniczy osobnik, ubrany był w jakiś postrzępiony materiał, który całkowicie zakrywał jego ciało, a na głowie miał kaptur, który również utrudniał zauważenie jakichkolwiek szczegółów. Stał odwrócony grzbietem do klaczy, wpatrując się w pustą skrytkę. Czegokolwiek szukał już to najwyraźniej znalazł.

 

- Ludzie mieli pewne przysłowie - klacz po tonie głosu, mogła wywnioskować, że to musiał być ogier. Jego ton był niezwykle twardy, a jednocześnie strasznie zimny. Powoli obrócił wzrok, w kierunku gdzie ukrywała się klacz. Teraz mogła również zauważyć, że nawet pysk zasłaniał jakimś materiałem. Widać było jedynie jego ciemnopomarańczowe oczy, które wydawały się pozbawione uczuć. - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, cokolwiek by nie można powiedzieć o tej rasie, trzeba przyznać, że to przydatne przysłowie - zbliżył kopyto do pyska, na coś patrząc. - Gwardziści będą tu za około dziesięć minut, więc nie jesteś jednym z nich - najwyraźniej nie wiedział gdzie dokładnie jest Eastwind, ale mimo to, wiedział, że nie jest tu sam. - Znam ułożenie ich patroli, bo długo ich obserwowałem, więc wiem nawet kiedy zmieniają się nawzajem. Sądziłem, że zostawienie tamtych dwóch przygłupów odstraszy ciekawskich gapi, ale najwyraźniej się myliłem - lekko westchnął. - Co chcesz teraz zrobić? Spróbujesz mnie zatrzymać, aż przybędzie tu gwardia? Myślisz, że możesz tego dokonać? A może sam chcesz mnie złapać, licząc na order od cesarzowej - lekko przechylił głowę, czekając na reakcje. Ciężko było stwierdzić czy czegoś nie planuje. - Możesz jeszcze uciec, czasem to najlepsze wyjście - dodał jeszcze ma koniec.

 

Canterlot

Podmieniec nic już nie powiedział, na słowa jednorożca, tylko podejrzanie spokojnie opuścił głowę i dał się wyprowadzić gwardzistom. Zupełnie jakby nie czuł wściekłości swoją porażką. W miejscu gdzie do tej pory panował chaos spowodowany niedawnym atakiem, wszystko zaczynało wracać do normy. Kucyki, które nie zdążyły wybiec ze świątyni, znów zajmowały swoje miejsca, czekając w kolejce. Cała sytuacja, sprawiła jednak, że klacz znalazła się na początku niedawnej kolejki, w której stała. Kapłan słysząc jej słowa uśmiechnął się.

 

- Nic w życiu nie dzieje się przypadkiem, moja droga - powiedział niezwykle ciepło. - Gdyby nie rytuał naszej pani, nie byłoby cię tutaj, a ja bym nie żył. Jak inaczej to rozumieć, niż fakt, że przygnało cię do nas jej słowo. To była również moja próba. Skoro przeżyłem, nadal mam zadanie by służyć naszej władczyni z całych sił. Ale gdybym zginął, być może nie byłbym warty służby u niej i dlatego los mnie tak pokarał. Musisz pamiętać, że nasza władczyni przybyła tu aby naprawić dawny zgniły świat. Jest czymś więcej niż każde z nas może sobie wyobrazić - nagle sięgnął po berło. - Pozwól, że sama poczujesz jej dobroć. Choć tak w niewielkim stopniu ci się odwdzięczę, za twą bezinteresowną pomoc - powoli zbliżył berło do rogu klaczy, a ta mogła poczuć to samo co każdy inny. Moc inną niż wszystkie. Coś odległego i niezrozumiałego. Kula na berle w tym czasie przybrała barwę fioletu, a kapłan widząc to uśmiechnął się.

 

Ponyville

Nikt nie zareagował na słowa Sinister, najwyraźniej uważając, że nie ma sensu. W końcu teraz każdy dbał o siebie, więc kogo obchodziła nazbyt nerwowa klacz? Ogier w oczach każdego zareagował jak trzeba. Patrz na siebie potem na innych, tak działał ten świat. Gwardziści dalej coś warczeli o tym co zrobią, gdy dorwą żartownisia, gdy klacz odchodziła. Ponadto nic więcej się nie stało. W zaułku w pierwszej chwili wydawało się, że nikogo nie ma. Przynajmniej takie było pierwsze wrażenie. Ktoś właśnie wypisywał sprejem w tym zaułku, kolejne miłe graffiti, mówiące co myśli najwyraźniej o obecnej władzy. Kucyk zdążył napisać tylko zielonym sprejem C, bo zaraz się odwrócił słysząc najwyraźniej kroki Sinister i opuścił sprej. Wandal okazał się być kucykiem ziemskim i zarazem klaczą, jednak dość nietypową. Jej sierść była w barwie zgniłej zieleni, a grzywa była w barwie fioletu zmieszanego z czerwienią, podczas gdy ogon był fioletowo niebieski. Nie trzeba było geniusza, by się domyślić, że farbowała zarówno ogon jak i grzywę. W uchu miała liczne kuliste kolczyki, a co najciekawsze, nawet nie miała malutkiego kawałka ucha. Spojrzała na Sinister niebieskimi oczyma i lekko zmarszczyła brwi.

 

- Powiedziałabym przypał - lekko wzruszyła ramionami, wyciągając paczkę papierosów. - Pozwolisz? - nie czekała jednak na odpowiedź i spokojnie zapaliła papierosa. - Przypadek sprawił, że tu jesteś, czy bawisz się w policjantkę? - zmrużyła delikatnie oczy. - Patrząc jednak na ciebie, nie wyglądasz mi na kogoś kto kocha system, ten czy jakikolwiek inny, co szanuje - wypuściła trochę dymu z ust. - Chyba, że się mylę i masz ochotę zarobić dając mnie tamtym - znów wzruszyła ramionami. - Mi to tam bez różnicy - krzywo się uśmiechnęła

Link to comment
Share on other sites

Obrońcy stali dzielnie, nie tracąc przy tym choćby grama czujności. Kiedy nadszedł moment ataku, ,,oficerowie" prędko zmierzyli wzrokiem wszystkich podkomendnych, aby wyeliminować teoretyczny szkodliwy element. Szczęśliwie nie zanosiło się, na taki incydent. 

Wreszcie nadszedł moment próby. Kiedy to horda robactwa przypuściła atak, Terens dał sygnał szturmowcom, aby ci byli gotowi w każdej chwili, do wykonania planu. 

- Czekać...czekać... - powiedzieli wszyscy trzej, skupiając wzrok na przedzie. 

I wtedy! Gdy odległość między obrońcami a atakującymi była na skraju, a nie zapowiadało się na to, żeby przeciwnik nagle zwolnił...

- Teraz! - wrzasnął Eryk, na tyle ile mógł. 

Rolnicy chwycili za swe widły. Unieśli je, tworząc najeżone żelazem mury, aby nadziać stonki, i tym samym pozbawić je możliwości swobodnego manewrowania. 

Link to comment
Share on other sites

White

Patrzyła jak niedoszły zabójca opuszcza świątynie ze spuszczoną głową, wyglądało na to że czuł się winny ale White odrzuciła tą myśl jako zbyt nierealną. Czyżby coś planował kontaktując się z innymi podmieńcami w Canterlot? To już wydawało się bardziej prawdopodobne a obmyślać mógł tylko dwie rzeczy - ucieczkę albo zemstę. White nie była tylko pewna czy dla jednej jednostki która jest wysyłana na misję samobójczą opłaca przeprowadzać się ratunek a zatem została tylko druga, mniej miła dla niej opcja. Gdy wybawiła tego kapłana od niebezpieczeństwa nie myślała o konsekwencjach swojego czynu przez co teraz prawdopodobnie ma na pieńku z resztą roju. Czy da radę im sprostać? Chciała być pewna i móc powiedzieć zdecydowane tak ale od środka zżerała ją niepewność. Ilu ich może być? Dwudziestu, trzydziestu czy raczej pięćdziesiąt? Miała jednak nadzieje że się tego nie dowie. 

- Nie wierzę ani w los ani w przeznaczenie - Przekrzywiła głowę, nie wydawało jej się że wynik rzutu kośćmi jest ustalony od samego początku gry. - To prawda że gdyby nie rytuał nie było by mnie w tej świątyni ale z drugiej gdyby nie było tego budynku podmieniec nie przeprowadziłby w nim zamachu na jakiegoś kapłana - Uśmiechnęła się - Jak do tej pory Crystal bardziej zniszczyła mi życie aniżeli je naprawiła, zobaczymy jednak  co będzie dalej - Gdy spojrzała na berło mina jej trochę zrzedła. Po tym co pokazała naprawdę uznają ten sprawdzian za niezbędny? Z chwilą gdy jej róg dotknął przedmiotu poczuła moc obecnej władczyni która okazała się prawie niezmierzona i niezrozumiała przez co White nie mogła ocenić tego doświadczenia jako przyjemnego. Tymczasem kula zmieniła swój kolor na fioletowy co oznaczało że znajduje się w kręgu potężnych jednorożców. - Zgaduje że to była tylko formalność? - Było słychać że jest zadowolona z wyniku. - Jaką przyszłość to przede mną otwiera? 

 

Sinister

Sinister była lekko zaskoczona gdy ujrzała klacz o dosyć niezwykłym wyglądzie w tym ciemnym zaułku, widać że była pracowita bo rysowała kolejne graffiti. Najpierw jej uwagę zwróciły te wszystkie kolory jakimi odznaczały się farbowana grzywa i ogon a następnie ubytek w postaci kawałka ucha. Zastanawiało ją jakim cudem gwardziści nie domyślają się że to właśnie ona jest sprawcą tych wszystkich malunków na ścianach? Chyba od razu widać że lubi farbę. 

- To zależy... - Powiedziała zastanawiając się i szybko otworzyła swoje torby widocznie czegoś szukając - Nie jestem pewna czy wzięłam ze sobą swoją odznakę szeryfa... - Nie było jednak sensu poszukiwania czegoś czego nie miała więc zamiast symbolu prawa wyjęła własnokopytnie skręconego papierosa - Wygląda na to że masz dzisiaj szczęście. Niestety zostawiłam ją w domu więc z zabawy w policjantkę nici a zatem jesteś wolna.  - Stwierdziła i rozglądając się czy nikt nie patrzy odpaliła fajkę od płomienia który pojawił się znikąd. Trochę ją zdziwiło że klacz upiększająca mury sprejem tak trafnie oceniła jej stosunek do systemu. Czyżby ten pióropusz aż tak bardzo ją zdradzał? - Nie potrzebuje pieniędzy, interesy którymi się zajmuje są dosyć dochodowe a po za tym zanim bym zakapowała gwardii co się tutaj dzieje ty byś była już milę stąd więc nie miałoby to najmniejszego sensu 

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

Owady, rozpędzone w szaleńczej furii, szarżowały prosto na kucyki. Nawet wtedy, gdy przed nimi pojawiły się widły, te się nie zatrzymały. Cielska pierwszych z nich nabiły się prosto na kolczastą zaporę. Nie uśmiercało to jednak insektów, a bardziej powodowało ból i unieruchamiało. Podobnie jak przy walce z pierwszym insektem i te wściekle wymachiwały odnóżami, próbując trafić kucyki trzymające widły. Ich siła fizyczna była znacznie większa niż kucyka, więc te mogły mieć problem, gdy owady wiły się we wściekłym amoku. Najgorsze były jednak ich piski, które teraz rozbrzmiewały niczym okrutny chór. Kolejne stonki, które nadciągały za tymi, które się nabiły, nie okazywały współczucia dla cierpień pobratymców. Liczył się tylko instynkt i potworny głód, który nimi kierował. Co gorsza stonki, które dotarły za tymi pierwszymi, rozrywały na strzępy, te które nabiły się na widły. Kawałki ich ciał nadal wisiały na widłach blokując ostre zakończenie narzędzia, a ciągnąca się krew i wnętrzności owadów, przelewały się  po polu i obrońcach. Owady wykorzystywały fakt, że na widłach nadal tkwiły resztki insektów, które się nabiły. Zbliżyły się bardziej do obrońców i teraz wymachiwały odnóżami, starając się rozszarpać rolników trzymających widły.

 

Canterlot

- Nic nigdy nie jest przesądzone - kapłan się uśmiechnął i zdawał się nie zwracać uwagi, na wcześniejsze słowa klaczy o obecnej władczyni. Być może uważał, że potrzeba czasu by zrozumieć jak działa obecny świat. - Ja nie mogę podjąć za ciebie decyzji, nikt tego nie może - wskazał kopytem na kilkoro jednorożców. - Możesz jak oni, wyruszyć by zwiększyć swój potencjał i liczyć, że zdołasz spotkać naszą panią lub... - znów się bardziej przyjrzał White. - Sama pokazałaś, że nie obca ci jest siła. Ktoś taki jak ty, mógłby zdziałać wiele dobrego, służąc obecnej władczyni, w gwardii lub obierając drogę cieni - lekko się uśmiechnął. - Cokolwiek by to jednak nie było, nie musisz tego robić teraz. Wszyscy wiemy, że taka decyzja zawsze wymaga czasu i może zmienić życie. Jeśli jednak się zdecydujesz, wystarczy, że tu wrócisz i nam powiesz - ponownie się uśmiechnął.

 

Nieznajoma klacz

- Nie jestem przekonana... - znów zaciągnęła się papierosem i wypuściła dym. - Jesteś w końcu jednorożcem, a ja tylko żałosnym, niskiej kategorii, kucykiem ziemskim. Wystarczy dobre zaklęcie i jestem obezwładniona, a ty masz nagrodę, chyba, że nie bardzo w czary lubisz się bawić - cwanie się uśmiechnęła. - Ale ogólnie szkoda, że nie będzie zabawy w policjantkę, myślałam, że masz chociaż kajdanki - znów się zaciągnęła, a zaraz potem położyła niedopalonego papierosa i przydeptała go kopytem, ruszając powolnym krokiem w kierunku klaczy, aż się z nią zrównała. - Teraz jednak obie jedziemy na jednym wózku - chytrze się uśmiechnęła. - Jeśli mnie zgarną, mogę się rozpłakać i powiedzieć, że znam kogoś kto robi dziwne interesy - teatralnie jej mina nagle stała się taka jakby faktycznie miała się rozpłakać. - Nim jednak zaczniesz mówić coś w stylu, że nie powiedziałaś mi co to za interesy, to zastanów się, czy więcej bym na tym straciła, czy zyskała? No sama wiesz, jeśli działasz legalnie, to tylko wkurzę gwardzistów, że przeciążam im ich przepracowane tyłki, każąc ścigać kogoś niewinnego, co jest mi na kopyto gdy ich wkurzam. A jeśli miałabym racje, to być może puściliby mnie wolno i dali order czy coś - lekko westchnęła. - Trzeba przyznać, że świat to jedno wielkie gówno, powiesz coś za dużo i nie jest dobrze - znów zrobiła kilka kroków teraz stając za Sinister. - Z drugiej strony jak zgarną ciebie, możesz powiedzieć, że znasz wandala z Ponyville, który uraził dumę gwardii, a ci na pewno by się ucieszyli taką wiadomością i może tobie skrócili wyrok - uśmiechnęła się, jakby to wszystko, była jedna wielka pokręcona gra. - Co teraz zrobimy? Ja widzę dwa wyjścia, albo zaczniemy się nagle bić i jedna z nas wyjdzie cało, wtedy jest pewność, że ty nie sprzedasz mnie albo ja nie sprzedam ciebie lub się zaprzyjaźnimy, co być może da nam lepsze korzyści - ponownie się uśmiechnęła. - Chyba, że wolisz po prostu się rozejść, jednak wtedy, nie mamy pewności co do siebie

Link to comment
Share on other sites

Eryk początkowo rad był z osiągniętych efektów, znaczy zatrzymania pierwszej fali insektów. Jednak kiedy dostrzegł drugą szarżę, oraz to co z niej wynikło, zaklął cicho i błyskawicznie zaczął analizować sytuację. Zdał sobie sprawę, że nie da się tak po przywrócić ściany wideł do wcześniejszego stanu używalności. 

- Terens! - krzyknął na całe gardło - Dopilnuj utrzymania frontu! 

Legat odwrócił się w stronę swoich i zaczął prawić o tym, że lepiej dla nich będzie, jeśli chociaż postarają się zatrzymać napastnika. 

- Victor, Lucius! - warknął drugi raz - Zabrać grupy szturmowe i okrążyć robale od tyłu!

Dwaj oficerowie, kiwnęli głowami i zabrali się do natychmiastowego wykonania manewru, aby minąć całe zgrupowanie, a następnie uderzyć od pleców. 

W ten czas, syn starszego zszedł z dachu i odebrał swoją maczetę od kowala. 

- Na niebiosa, co ty czynisz?! - zapytał pośpiesznie. 

- To co muszę - odrzekł. 

Gwizdnął na pozostałych mu drwali i jednego pretoriana, oraz swego zastępce. 

- Panowie! Zrobimy teraz coś bardzo głupiego, ale uważam że to jedyna opcja, by pozbyć się tej zarazy. 

- Daj tylko rozkaz.

- W takim razie....Za mną! - krzyknął do nich, chwycił swoją broń i zaszarżował na pozycje insektów. Drwale oraz Terens, ruszyli za nim. 

Link to comment
Share on other sites

White 

- Rozumiem - Stwierdziła bez emocji i po chwili skierowała się do wyjścia ze świątyni. Wiedziała na pewno że nie wybierze drogi cienia, nie była aż tak stuknięta by w tak głupi sposób zaprzepaścić swoje życie ale wrócenie do bycia gwardzistką kusiło już o wiele bardziej. Był jednak jeden problem a były to metody stosowane przez Crystal które na gust White były zbyt brutalne. Czy dałaby radę uderzyć przypadkową klacz obuchem włóczni ponieważ wyraziła swoje odmienne zdanie podczas egzekucji? Była niemal pewna że w ostatniej chwili pohamowałoby ją sumienie, już prędzej zatrzymała by ją w inny sposób tak by nie stała jej się krzywda. Miała zbyt dobre serce by zachowywać się tak jak tamten ogier. Dla White bycie żołnierzem oznaczało ochranianie tych którzy są za słabi by bronić się sami w myśl zasady "Słabi są silni siłą silniejszych". Nadal myślała o tych dwóch zdarzeniach z dzisiejszego dnia, o złodzieju torebek i zabójcy wysłanego przez Chrysalis. O ile zwykłego rabusia i jego bandy się nie boi to starcie z rojem podmieńców stanowiło zagrożenie. Lękała się że złapią ją w momencie gdy nie będzie mogła walczyć, jedną z rzeczy których najbardziej się obawiała to bezradność. Czy wiedzieli gdzie mieszka? Miała nadzieje że nie bo w przeciwnym razie mogą zaatakować ją w jej własnym domu podczas snu. Gdy była już na zewnątrz budynku swoje kroki skierowała na dworzec by na jutro rano kupić bilet do Ponyville, niestety za dużo czasu straciła na tym rytuale by odwiedzić Sinister jeszcze dzisiaj i miała cichą nadzieje że nie będzie jej to przeszkadzać.

 

Sinister

- Ah tak - Powiedziała trochę urażona Sinister. - A więc pogrywasz w ten sposób? Myślałam że jesteś bardziej w porządku - Teraz wiedziała że musi się bardziej pilnować co mówi innym osobom których nie zna. Była jednak przyzwyczajona do zachowania White która odznaczała się dużo większą dozą szlachetności. - Ale niech będzie - Spojrzała jej w oczy. - Bicie się w tym miejscu mi nie odpowiada bo zaraz jakiś przypadkowy kucyk zwróci uwagę na harmider i hałas jaki wywoła bójka a to o krok od pojawienia się gwardii i wtedy obie mamy problem. Pozostaje działanie razem albo rozejście jednak skoro już wiem że nie działasz bezinteresownie to pytanie brzmi co da nam wspólna przyjaźń? Oczywiście uznając że takowa istnieje w tych czasach - Teraz na twarzy Sinister również pojawił się chytry uśmiech i odsunęła się od klaczy o parę kroków. - Nie boje się że powiesz gwardii o moich interesach, nie wiesz gdzie mieszkam a ja na jutro mogę wyglądać jak zupełnie nowa osoba.

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

Kierowane dziką furią i innymi pierwotnymi instynktami owady, nacierały dalej na rolników odgradzających im drogę od przyszłego posiłku. Zdawały się nie zwracać uwagi na to, że są otaczane i część z nich zdechła przez co nieco ich siły uszczuplały. Najpewniej ktoś myślący zacząłby to analizować, jednak stonki wykazywały się tylko szczątkową inteligencję. Po ziemi przelewały się resztki ciał niektórych z nich, jak i ciała tych kucyków, które zostały trafione odnóżami. Szybko można było spostrzec, że kończyny owadów w połączeniu z ich wielką siłą były zabójcą bronią. Zaledwie jedno machnięcie mogło przepołowić kucyka. Dopiero gdy droga ucieczki została zagrodzona całkowicie, owady zdawały się dostrzec nowe zagrożenie. Nagle rozdzieliły się na mniejsze grupy, próbując zaatakować kucyki które zablokowały im tylną drogę jak i rolników chroniący pola. Wymachiwały przy tym jak zawsze odnóżami i piszczały, próbując odstraszyć przybyłe kucyki,

 

Canterlot

Niestety, White mogła się przekonać dość szybko, że nie łatwo będzie zapanować nad nerwami. Najwyraźniej niedawne wydarzenia w świątyni, dotarły już na ulice. Cześć kucyków w końcu zanim uciekła, mogła zobaczyć jak ta chwyta podmieńca nim ten zabił kapłana. Mimo, że ulice były spokojne to wiele kucyków obserwowało ją gdy przechodziła. Nie wyglądali wrogo i mogli być zwykłymi plotkarzami, w końcu taka sytuacja jak w świątyni nie dzieje się na co dzień. Czy można jednak było mieć pewność, kto w tym wypadku nie był zagrożeniem? W końcu kumple rabusia wcale nie różnili się niczym od przeciętnego kucyka. A podmieńce nigdy nie miały problemu wmieszać się w tłum. Idąc w swoją stron,ę mogła słyszeć liczne szepty. "To ona?" "Tak widziałem jak pokonała podmieńca" "Słyszałem że zabiła go bez litości, masakrując jego ciało na ołtarzu" "Podobno nienawidzi wszystkich z nich". Tak jak często w takich wypadkach, wiele plotek było podkoloryzowanych, ale to nie było nic dziwnego, a mogło bardziej niepokoić klacz, bo dawało jej nowy wizerunek, który mógł bardziej sprowadzać na nią gniew podmieńców.

 

Tajemnicza klacz

- Zdefiniuj w porządku - uśmiechnęła się, ukazując zęby. Nie dała jednak jej odpowiedzieć. - Czy twoim zdaniem byłabym bardziej w porządku, gdybym odeszła od tak nie ukazując błędów, które zrobiłaś? Ja bym może pokręciła nosem, ale inny kucyk... cholera wie na kogo trafisz - wzruszyła ramionami. - Spojrzałaś na mnie oceniając z góry, po zachowaniu i wyglądzie, ale nie pomyślałaś, że mogę być gwardzistką w przebraniu, szukającą tajemniczego wandala. A żeby go zmylić sama zaczęłma takiego udawać - znów się uśmiechnęła. - Wiem jak to brzmi, ale potrafię ich rozpoznać i nie raz widziałam jak przebierali się niczym łachmyta, by wytropić taką jak ja czy ty. Ponadto, znów powiedziałaś mi coś czego nie powinnaś - przyłożyła kopyto do ust, przyglądając się rozmówczyni. - Umiesz zmienić wygląd, co też mogłabym przekazać gwardii, a oni by się bardziej postarali, wiedząc, że muszą uważać. Mówisz mi tyle ciekawych rzeczy. Zupełnie jakbyś chciała mi zaimponować, tymczasem bardziej zdradzasz swoje sekrety co nie jest dobre - lekko westchnęła kręcąc głową. - Pytanie twoje powinno brzmieć bardziej, czy nie możesz sobie pozwolić na taką przyjaźń - chytrze się uśmiechnęła. - Nie będę cię przekonywać, że przyjaźń istnieje, bo w to nie wierze - wzruszyła ramionami. - Ale to ładniej ubrane słowo niż  mówić wspólne interesy. W każdym razie jak do tej pory, ja tobie pokazałam jakie zrobiłaś błędy, więc wiesz, co może zaoferować po części moja przyjaźń, ale ja nadal nie wiem co może zaoferować twoja

Link to comment
Share on other sites

     W pewnym momencie kapelusz Fate zaczął się ruszać dość chaotycznie, jakby coś w nim było uwięzione, spadł z jej złotej czupryny, potoczył się po podłodze. a z jego wnętrza wreszcie wydobyła się kolejna postać... Patrzyła na nich z pomocą dwóch delikatnie świecących kryształów, na tle zwietrzałej miedzi... Mechaniczny kucyk rozejrzał się po pokoju. Zamrugał, a liczne mechanizmy zabrzęczały delikatnie gdy zrobiła parę kroków, by pokazać kim jest... Niewielkim źrebakiem z błyskającym na czerwono kryształem w piersi... Licznymi mechanizmami które kręciły się zza osłonami stanowiącymi jej ciało. Zarzuciła poskręcaną srebrną grzywą, jakby były to odpadki z tokarki... Zaszumiały delikatnie... Gdy kolejne kawałki metalu ocierały się o siebie...

     - Zapomniałaś o mnie Fate - powiedziała z delikatnym oburzeniem i źrebięcej swawoli... Popatrzyła na to jak klaczka obejmowała ogiera, ale wycofała się równie szybko jak Haze zaczęła na nich patrzyć. Night miał okazję zweryfikować swoją teorię że Qualm wcale nie jest mechanicznym kucykiem... Prawdziwy przed nim właśnie stał. - Na szczęście udało mi się zrozumieć na jakiej zasadzie działa ta twoja sfera kieszonkowa... - westchnęła dość cichutko po czym jej uśmiech przepełnił się złośliwością. - Wstydziłabyś się za te wszystkie spleśniałe kanapki tam poukrywane.

     - No przepraszam - przewróciła oczami, a źrebak bardzo szybko rozglądał się po pomieszczeniu... Jej oczy w tamtym momencie wydawały się jak skanery... Prześwietlały dosłownie wszystko licznymi promieniami... Jakby nic nie stanowiło dla niej granicy.

     - Heze Mustale - zabrała głos Qualm paraliżując wzrokiem mechanicznego kucyka... a jej kryształowe kopytko uderzyło parę razy o deski. - Uspokój się... To nie czas na takie ekspresje... Powinnaś zostać w kapeluszu. Zwracasz na siebie uwagę jako jedyna... - Patrzyła na nią tymi swoimi szarymi oczami. Nie znalazło się w nich krztyna emocji, mimo że jej głos mówił coś więcej.

     - Wybacz Night... - pokręciła delikatnie głową Fate idąc ku górze... - ale tylko ja skorzystam z twojej propozycji, a twoje domysły niestety są błędne. Lustra są straszne... - zadrżała delikatnie na samą myśl o tym co się tam znajdowało. Jakby lustro było największym okropieństwem ich świata. W pewnym momencie jej kapelusz śmignął przed nosem ogiera. Jakby nie chciała o nim zapomnieć.

Link to comment
Share on other sites

Night Tale

Widząc jak kapelusz Dancing of the Fate zaczyna szaleć na jej grzywie, lekko cofnął głowę. Nie był pewny, czy jakaś mysz przypadkiem jej tam nie wlazła gdy uciekała przerażona przed mocą Qualm Mask. Widząc jednak, że klacz nie reaguje na to. tylko dalej go przytula, nie wiedział, co do końca myśleć. Czyżby nie czuła, że coś jej chodzi po głowie? Zaraz po tym jak kapelusz spadł z grzywy klaczy, jego zdziwienie wcale się nie zmniejszyło, a bardziej wzrosło niż do tej pory. Nie był do końca pewny co ma przed sobą. Przypominało źrebaka, jednak nie był pewny czy tak mógł określić tego... Kucyka? Maszynę? Nie wiedział jak zareagować na ten widok. Jedyna reakcja, która go teraz opisywała to szok. Zaledwie niedawno prawdziwa postać Qualm Mask go zszkowała, ale to było nic przy tym co widział obecnie. Poczuł również jak Dancing of the Fate nagle go puszcza. gdy to stworzenie na nich spojrzało. Czyżby zrobiła coś złego lub zakazanego? Qualm Mask nie wydawała się przesadnie reagować na to co zrobiła.

 

Słysząc słowa mechanicznego kucyka. skierował spojrzenie na kapelusz Dancing of the Fate. Wymiar kieszonkowy? Zignorował słowa o kanapkach. zastanawiając się jak wielki musiał być ten świat. Wyglądał tak niepozornie. Każda z nich skrywała sekrety i władała mocą jakiej nie rozumiał. Mimo to najwyraźniej i Heze Mustale? Tak ją chyba nazwała Qualm Mask, miała szacunek do tej twardej klaczy. Nim jednak jakoś zareagował. nagle znów spojrzał na Dancing of the Fate. Nie bardzo rozumiał czemu lustra są straszne. ale sposób w jaki to powiedziała bardzo go zaniepokoił. Zaraz jednak jego wzrok skupił się ponownie na klaczy. gdy jej kapelusz świsnął mu przed nosem. Chwilę patrzył jak Dancing of the Fate w końcu znika w korytarzu. Dopiero po niewielkiej chwili zdawał się wrócić na ziemię. Lekko pokręcił głową i spojrzał na pozostałe dwa "kucyki" które z nim zostały.

 

- Jeśli tylko Dancing of the Fate skorzysta z mojej propozycji, to co z wami? - spytał w końcu, patrząc na obie klacze. - Heze Mustale, nie przedstawiłem się, wybacz, jestem Night Tale - nie był pewny jak się do niej zwracać. Najpierw myślał, czy spróbować jak ze źrebakiem, ale postanowił porzucić te myśl. W końcu Dancing of the Fate i Qualm Mask, wyglądały na młode klacze, ale ich prawdziwy wiek nie mieścił się w głowie. Z tą mogło być podobnie. - Qualm Mask ma racje... to znaczy nie zrozum mnie źle, ale my raczej nie widzimy na co dzień takich kucyków jak ty. Jak gwardziści cię zobaczą, mogą wrzucić cię do lasu Everfree, uznając, że jesteś jedną z istot, która uciekła z tego miejsca - zaraz potem spojrzał na Qualm Mask. - Jeśli zdecydowałaś się mi zaufać, to mi to schlebia, ale chyba nie zostawisz tak tu samej Dancing of the Fate. Mówiłaś chyba, że masz ją chronić, więc nie wiem czy to rozsądne byś się oddalała jak stanie się coś niespodziewanego. Jeśli to prawda co mówią i Crystal widzi wszystko, to może tylko czeka, aż się rozdzielicie, bo wtedy będziecie słabsze - mówił niepewnie, starając sobie ułożyć wszystko co teraz widzi w głowie.

 

Piętro

Jak się okazało na piętrze były dwie pary prostych drzwi naprzeciw siebie. Jedne z nich prowadziły do łazienki gdzie była prosta szafka z lustrem i wanna. Pomieszczenie nie było duże, ale zadbane. Drugim pomieszczeniem było miejsce, o którym mówił ogier. Podobnie jak łazienka, pomieszczenie nie było zbyt duże, ale można było po nim się łatwo poruszać. Jedynymi rzeczami w pomieszczeniu było łóżko z zielono kołdrą i poduszką. Jak się okazało było dla jednej osoby, więc małe szanse. że we trzy klacze by się pomieściły. Obok stała szafka, a na niej mała lampka. Ponadto w rogu stała już tylko szafa z ubraniami. Poza tym w pomieszczeniu było jedno okno, a z niego idealny widok na okolice.

Link to comment
Share on other sites

 - Zapewniam cię, że nie mam w swoich planach wsadzania cię do więzienia - zaczęła mówić przyciszonym głosem.

Zrobiła małą pauzę na myślenie. Powinna brzmieć jakby wiedziała co robi. 

- Nie czuję sympatii do cesarzowej i nie obchodzą mnie jej ordery. Nie zamierzam cię zatrzymywać. Na razie tylko, jak to ująłeś, ciekawsko się gapię. Rozglądam. Zbieram informacje. Spokojnie, nie dla Niej. I tak, zamierzam wkrótce uciec... 

 Klacz wychyliła głowę, jednocześnie delikatnie zbliżając się do ogiera. Nie weszła na scenę przestępstwa po to, żeby wrócić bez żadnej przydatnej informacji. Chciała wiedzieć, co on trzyma w kopycie.

 - Ale najpierw możesz szybko zaspokoić moją ciekawość. W końcu byłam już w gorszych miejscach niż w piekle. 

Uśmiechnęła się delikatnie, mrużąc oczy dla wyostrzenia wzroku, i zacisnęła kopyto na spryskiwaczu. Gdyby ogier ją zaatakował z bliska, mogłaby psiknąć mu w twarz i zdezorientować na tyle, żeby zdążyć uciec. Wolała jednak uniknąć konfrontacji. Nie przyniosłaby ona korzyści nikomu prócz straży. 

Link to comment
Share on other sites

White

Te wszystkie szepty na jej temat jakie słyszała wywołały w White mieszane odczucia. Z jednej strony zawsze chciała być rozpoznawalna, w końcu to było jej marzenie by być popularną ale jednocześnie była niemal pewna że te plotki potrwają tylko krótką chwilę. Stawiały ją natomiast w niezbyt korzystnej sytuacji, każdy kucyk mógł być wspólnikiem rabusia czy robalem pod władzą Chrysalis i bez trudu jeden z nich mógł ją śledzić podczas jej drogi powrotnej do domu. Czy mogła coś na to poradzić? Iść szybko do fryzjera by zmienić kolor grzywy i jej uczesanie? Mogła jednak nie była przekonana że to wystarczy by zmylić potencjalne osoby które by ją szpiegowały. W końcu musiałaby się jeszcze pozbyć swoich charakterystycznych wysokich podków a bycie niższą o trzy centymetry jej nie pasowało. Po dłuższej chwili dotarła na dworzec i na szczęście stanęła w krótkiej kolejce do kasy. Gdy nadeszła jej kolej podeszła do okienka i odezwała się. 

- Dobry wieczór. Poproszę jeden bilet na rano do Ponyville, normalny - Powiedziała do kasjerki.

- Rano jadą dwa, jeden o siódmej drugi o dziewiątej. Który pani bardziej odpowiada? - Zapytała klacz siedząca za szybą. 

- Ten o dziewiątej. - Odpowiedziała po której chwili zastanawiania się. Nie chciała jechać aż tak wcześnie ponieważ była świadoma że Sinister często pracuje do późnej pory i rano odsypia. 

- 15 bitów poproszę - Po tym jak White uiściła opłatę podała jej bilet. 

- Dziękuje, do widzenia - Biała klacz razem ze świstkiem papieru opuściła dworzec i skierowała się do swojego miejsca zamieszkania. Miała przeczucie jakby ktoś ją śledził i nie odstępował nawet na krok. Była jednak bezsilna w tej sprawie, nie mogła sprawdzić czy faktycznie ktoś za nią podąża czy może udziela się jej coś na wzór paranoi. 

 

Sinister

- A jesteś? - Spytała z udaną podejrzliwością. - Wyolbrzymiasz moje "błędy" - Ostatnie słowo powiedziała jakby nie była przekonana że zrobiła coś złego. - Nie wyjawiłam żadnego sekretu. Zmienić wygląd może każdy, cóż to za problem zdjąć pióropusz, założyć soczewki zmieniające barwę oczu i przefarbować włosy na inny kolor. Czy to brzmi jakby było to dostępne tylko dla wybranych? Nie wydaje mi się. Nie powiedziałam również czym się zajmuje, co prawda nie masz nic do stracenia jak powiesz gwardii że kucyk z piórami na głowie prowadzi dziwne interesy ale co jeśli ja też nic nie stracę? - Wzruszyła ramionami. - Mi to tam bez różnicy - Powiedziała celowo używając jej słów. - I mogę pozwolić sobie na brak twojej przyjaźni bo widzisz... Nie jestem kucykiem ziemskim bez perspektyw którego życie to rysowanie haseł przeciwko Crystal i wkurzanie gwardii. Mam nadzieje że masz świadomość że ona się tym nie przejmuje a za kilkadziesiąt lat umrzesz a system jak był tak będzie - Jej mina przybrała współczujący wygląd. - Może oceniam Ciebie z góry wiedząc o Tobie niewiele ale ty postępujesz podobnie. Uznałaś mnie za głupią czy nierozważną po dwóch zdaniach. Załóżmy jednak że mam coś do zaoferowania ale wyjawienie tego według Ciebie będzie błędem a ja nie lubię się nie uczyć - Uśmiechnęła się złośliwie.

Edited by Shey
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...