Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Włamywacz

Słysząc nagle dobiegający głos, ogier zmarszczył brwi. Był przekonany do tej pory, że ma do czynienia z innym ogierem, tymczasem głos wskazywał na co innego. Nie podobał mu się jej ton. Wydawała się, aż nazbyt pewna siebie lub tylko udawała. Na dodatek najwyraźniej była buntowniczką, przynajmniej tak sądził po jej słowach. Przynajmniej tyle szczęścia, że nie przepadała za gwardią jeśli nią rzeczywiście była. W końcu tajemnicza rozmówczyni ujawniła swoje oblicze. Wzrost był całkiem przeciętny, ale wydawała się wygimnastykowana patrząc na jej ciało, co było kłopotliwe. To rodziło problem, bo mogła być szybka. Zauważył, że ta zaciska na czymś kopytko. Przez chwilę, zastanawiał się, czy to pistolet, czy coś w tym guście. Zaraz jednak, zobaczył jak wzrok klaczy kieruje się na jego zdobycz. Okazało się, że ogier trzyma jakieś zwierciadło, ale nie było wykonane ze szkła, tylko z nietypowego kryształu, niespotykanego raczej nawet tutaj.

 

- Nie radzę - nagle powiedział ponuro. - Jeśli masz zamiar mnie czymś zaatakować i zabrać mój łup, to sobie daruj - nie można było tego zauważyć przez materiał osłaniający jego pysk, ale ogier lekko się skrzywił. - Ani ja, ani ty, nie wiemy do czego to jest. Nie wiesz nawet komu to sprzedać, więc nic byś z tego nie miała, poza problemami. Tylko... - nagle zmarszczył brwi. - Cholera jasna - zaczął nagle krążyć po pokoju. - Miałem zabierać i znikać, żadnych świadków, a tym bardziej ciekawskich klaczy. Teraz nie można stąd wyjść normalną drogą. Gwardia będzie tu niedługo, ale w tej chwili jej patrole blokują uliczki, nie można wyjść niezauważonym, drogą, którą tu wleźliśmy - warknął bardziej zły na siebie, że przewidział obecnej sytuacji. - Każda chwila jest cenna, a ja je tracę na rozmowy z Tobą - spojrzał wściekle na klacz, ale zaraz potem westchnął. - Nie dam rady im wszystkim i nie sądzę, że Ty dasz radę. Masz teraz dwa wyjścia, odejść głównymi drzwiami i wyjaśnić gwardzistom, na których wpadniesz po drodze, skąd się tu wzięłaś, albo iść ze mną próbując ucieczki - warknął od niechcenia. - Wolałbym jednak żebyś wybrała drugą opcje, bo nie bardzo chce żebyś im coś o mnie mówiła, nawet jeśli nie widziałaś mojego pyska - nagle ruszył w kierunku Eastwind jakby nie zważając, że może być groźna. Minął ją jednak już nic nie mówiąc i idąc w kierunku schodów. Najwyraźniej nie zważał już na to w co uzbrojona jest klacz, chcąc tylko się wydostać z pułapki.

 

Canterlot

Ciekawskie spojrzenia, nie odstępowały od White. Wszyscy dalej się jej przyglądali niczym celebrytce, zarówno gdy wchodziła na dworzec jak i z niego wracała. Komentarze nie mijały. Nic dziwnego, że miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Nagle do jej uszu mogły dotrzeć kroki. Te stawały się jednak coraz głośniejsze. Ktoś bardzo szybko biegł w jej kierunku. Gdy był już jednak przy samej White, kucyk nagle ją wyminął i podbiegł z kwiatami do jakieś klaczy, która nagle go pocałowała. Nic ponadto się nie stało, dalej jednak śledziły ją spojrzenia i szepty. Być może jednak podmieńce i bandyci póki co nie wykazywali nią zainteresowania.

 

Tajemnicza klacz

Słowa Sinister sprawiły, że nagle mina klaczy się zmieniła. Zamiast niedawnego uśmiechu pojawił się nagle gniew, a brwi się zmarszczyły. Czyżby jednak klacz miała swoje granice, a Sinister je właśnie przekroczyła? Wszystko wskazywało, że tak jest. Teraz wyglądało to tak, jakby rozmówczyni jednorożca miała ochotę rzucić się na nią z kopytami. Nic takiego jednak nie nastało. Zamiast tego mimika ziemskiego kucyka znów się zmieniła i nagle wybuchła ogromnym śmiechem.

 

- Ty to potrafisz wleźć na odcisk - przetarła delikatnie łezkę, która upłynęła jej z oka z powodu śmiechu. - Naprawdę cię polubiłam, ale powinnyśmy się stąd zwijać - przyłożyła teatralnie kopyto do ucha.

- Przeszukać tamten zaułek! - wrzasnął męski głos, nie trudno było się domyślić czyj.

- Widzisz, my tu sobie zawiązujemy więzi, a panowie się denerwują - wzruszyła lekko ramionami. Nagle idąc powoli ku wyjściu z zaułku. - Porozmawiamy po drodze, bo żadna z nas nie chce na nich wpaść, prawda? - lekko mrugnęła do Sinister.

Link to comment
Share on other sites

White

Zaniepokoiła się gdy usłyszała hałas kroków zmierzających w jej kierunku, szybko odwróciła głowę i spostrzegła kucyka z kwiatami. Czyżby zabójca wysłany przez kolegów rabusia czy podmieńce? W tym bukiecie bez problemu mógł ukryć nóż czy sztylet ale czy nie prościej by było gdyby nie podszedł do niej spokojnie i dyskretnie? Wyszłoby na to samo ale White miałaby mniej czasu na reakcje. Przezornie złapała swoją broń w lewitacje by w ostatniej chwili móc się bronić, nie chciała jej wyciągać w miejscu publicznym bez powodu ale chciała mieć jakieś szansę na odpowiedzenie atakiem. Ogier jednak ją wyminął zatrzymując się przy klaczy która go pocałowała. Koniec końców okazało się że nie miał złych intencji a gdyby go zaatakowała miałaby kolejny problem tym razem z gwardią. Miała już dosyć dzisiejszego dnia, wykończyło ją stanie w kolejce do rytuału a teraz to poczucie ciągłego niebezpieczeństwa nie pomagało dlatego przyśpieszyła swój krok w stronę domu. Teraz gdy była od niego około trzysta metrów wpadła na pewien pomysł co miał szansę sprawić że zgubi osoby śledzące ją a przynajmniej utrudni im zadanie. Użyła teleportacji i znalazła się w dobrze znanym sobie pokoju, szybko zasłoniła okna i wiedziała że zaraz pójdzie spać uprzednio wypijając szklankę wody. Wiedziała że to nie będzie do końca komfortowy sen ale miała nadzieje że osoby z którymi zadarła aż tak szybko się nie zmobilizują.

 

Sinister

Przyglądała się reakcji klaczy na jej słowa, najpierw zobaczyła złość a w głowie Sinister od razu pojawiły się myśli w jaki sposób może ją obezwładnić w razie ataku. Jej możliwości były ograniczone ponieważ najprostsze sposoby zawierały użycie czarnej magii, kucyk który jest zwija się z bólu nie jest zbyt groźnym przeciwnikiem jednak oznaczało to kłopoty ze strony gwardii. Promień magiczny z kolei wydawał się zbyt słaby by skutecznie ją powstrzymać ale ta nagle wybuchła śmiechem co wskazywało że ochota na morderstwo jej przeszła tak szybko jak się pojawiła. 

- Polubiłaś mnie? - Spytała zdziwiona ponieważ chwilę temu wydawało jej się to raczej niemożliwe. Gdy usłyszała głosy gwardzistów odwróciła głowę w stronę skąd przyszła. Czyżby byli to ci w pomalowanych zbrojach? Jeśli tak to na pewno nie są w dobrym nastroju i mogą przyczepić się do wszystkiego. - Wydaje mi się że masz racje... Chociaż nie wiem jak ty ale ja w torbach spreju nie mam, najwyżej mnie przeszukają i puszczą wolno - powiedziała uśmiechając się jakby chciała tutaj zostać jednak po chwili ruszyła podążając za klaczą. 

 

Link to comment
Share on other sites

Canterlot

Nagłe zniknięcie White, sprawiło, że wszyscy się nieco zdziwili. Raczej mało kto tak bez powodu teleportował się w środku miasta. Mimo to nie było to coś na tyle nadzwyczajnego, by zawracać tym sobie głowę. W końcu kto już nie widział teleportacji? W miejscu jednak, w którym niedawno jeszcze stała klacz, podszedł jakiś kucyk. Chwilę stał rozglądając się wokół, aż nagle na jego twarzy, nie rozkwitł delikatny uśmieszek i zaraz potem zniknął w okolicznym tłumie.

 

Tajemnicza klacz

Ostatnia uwaga Sinister, nie została skomentowana przez jej rozmówczynię. Zapewne dlatego, że nie było czasu. Zaledwie chwilę po odejściu obu klaczy, nagle pojawiła się gwardia, jednak nikogo już nie zastali. Mimo to, dało się zauważyć nadal charakterystyczne C na murze. Napis, którego nie zdołała dokończyć klacz, przez nagle pojawiającą się Sinister. Mimo to gwardziści już wiedzieli, że tajemniczy wandal sobie z nimi pogrywa. Najpierw pierwszy napis i ich zbroje, a teraz to. Kimkolwiek był ten wandal, dawał im jasno do zrozumienia, że robi co chce pod ich nosem. W międzyczasie, klacz nic nie mówiła w kierunku Sinister. Dopiero po pewnej chwili zdecydowała się otworzyć usta. Najpewniej czekała, aż się oddalą.

 

- Gdyby zajrzeli do mojej torby, popełniliby głupstwo - wzruszyła ramionami, dopiero teraz odpowiadając na zaczepkę. Jednak nie rozwinęła tej myśli. - Nadal chce mi się śmiać, gdy wspominam to jak mi się odgryzałaś - lekko się uśmiechnęła. - Ale fakt, masz racje, tak świata nie zmienię i szczerze mówiąc niewiele mnie to obchodzi. Świat pod każdą władzą jest do bani. Niezależnie kto rządzi, zawsze jest podział na gorsze i lepsze sorty. Cóż więc, jak mogłabym określić to co robię... - przyłożyła kopytko do pyszczka w zastanowieniu. - Chyba po prostu zabijam czas w głupi sposób. Wnioskuje, że ty robisz te swoje interesy by łatwo zarobić, jednak dla mnie, to, to samo, co moja zabawa. Jedyna różnica jest taka, że ty na tym zarabiasz, a ja mam tylko ubaw - nie wyglądało, jakby ją to dotknęło. - Jedyny problem to ta sprawa kucyków ziemskich, strasznie to męczy. Nawet mnie próbowali wysłać na jakąś farmę. Gdyby nie moje talenty, pewnie tak by zrobili - pokręciła lekko głową. - Sama zaczynam za wiele gadać - nagle się zatrzymała. - Jak sądzę to tutaj zmierzałaś - spojrzała kątem oka, na kolejki jednorożców, próbujące wejść do budynku. - W takich chwilach nie chciałabym być jednorożcem - mruknęła, patrząc na tłum.

Link to comment
Share on other sites

Początkowo wyglądało na to, że plan powiódł się całkowicie. Eryk miał nadzieje że za chwilę uda się całkowicie zwyciężyć. Niestety los miał z goła inne plany. Zaczął dostrzegać, że jego kompani z wolna padają. Póki co niewielu, ale pewno będzie ich więcej i to znacznie. Przemyślał szybko całą sytuację, oraz to co może zrobić. Podjął wreszcie niebezpieczną decyzję. 

- Victor! - wrzasnął - Do mnie!

Kuc przebił się błyskawicznie przez szeregi by stanąć obok przywódcy. 

- Rozkazy?

- Zabierz oddziały okrążające i każ im się wycować. Jeśli stronki za wami podążą, starajcie się ich wyeliminować. Jeden robal, dwa kuce. Pierwszy ma odciągać uwagę, a drugi odcinać odnóża.

- A jeśli za nami nie ruszą? 

- Wtedy stosujecie taktykę atak odskok. Po pierwszym, odczekacie moment, uderzacie, odstępujecie i tak bez przerwy. 

- Robi się! - kiwnął głową i wrócił do swoich by wykonać polecenie. 

- Terens! Trzymaj się przyjacielu, i przekaż drwalom żeby starali się odcinać te przeklęte kończyny. 

Zastępca usłyszawszy polecenie, wydarł się do swoich. 

- Chłopcy! - tu zwrócił się do rolników - Nie odstępujecie. Jeszcze trochę i pokonamy tę zarazę. 

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

Walka coraz bardziej uszczuplała siły stonek. Ze trzydziestu, które niedawno zaatakowały, została już około dwanaście. Mimo to, głupotą by było uznać już zwycięstwo. Im mniej liczne, tym bardziej wpadały w furię, atakując wszystko na swojej drodze. Strach musiał być zupełnie obcy tym stworzeniom, gdy wpadały w gniew. Mimo jednak swojej furii, zaledwie cztery ruszyły za wycofującymi się oddziałami. Podczas gdy inne zostały, nadal atakując kucyki, które stały im na drodze do jedzenia. Najwyraźniej, mimo agresji, głód nadal pozostawał na pierwszym miejscu dla większości z nich. Stonki próbowały się osłaniać również przed atakami ze strony drwali. Odnóża, mimo, że były bardzo silne, to jednak zwykle odpadały pod wpływem uderzenia silnym narzędziem z dużą siłą. Stonki, które traciły kończyny, piszczały bardziej niż inne, najpewniej z powodu bólu i próbowały pozostałymi odnóżami zabić agresora.

Link to comment
Share on other sites

Im mniej, tym walczą zacieklej, bo przecież każda jednostka musi wykonywać pracę za wielu - przeszło przez myśl Eryka - Dobra. Trzeba trochę zmienić taktykę. 

- Panowie! - krzyknął - Na mój znak, macie się rozproszyć! Ci z widłami, oddalcie się i pozbądźcie kawałków mięsa, a drwale i preotrianie...macie współpracować, i postarać się otoczyć pojedyncze stonki i wtedy eliminujcie. 

- Zwariowałeś?! - zaprzeczył Terns - Wymordują nas. 

- Nie, bo będziemy mieć więcej miejsca, a te robale nie będą mogły nas przygnieść. Zachowajcie mobilność. Uwaga...Teraz!

Zgodnie z rozkazem, rolnicy rzucili się do oddalenia od przeciwnika, by w następstwie wykonać powierzone im polecenia. 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

Nagle za kucykiem od farby w spreju pojawiła się Star wyraźnie niezadowolona że jedyna osoba z którą może rozmawiać zakłada nowe znajomości, to było nie po jej myśli by Sinister miała jakikolwiek przyjaciół prócz niej. 

- Posłuchaj mnie. Razem możemy więcej... Tylko ja i ty. - Nie bez powodu najpierw wspomniała o sobie. - Pomyśl o tym co Ci obiecywałam.

- Pieniędzy nigdy za wiele - Powiedziała kompletnie ignorując Star, nie chciała by inni myśleli że ma jakieś problemy z głową gadając do kogoś kto jest widoczny tylko dla niej. Pobyt w pokoju bez klamek razem z ogierami w białych kitlach jej się nie uśmiechał. Ciężko powiedzieć że polubiła tą klacz. Mieli cechy wspólne takie jak brak miłości co do ograniczeń czyli prawa ale ona wydawała się zbyt... Władcza? Szantażem próbowała pokazać że rozdaje karty i dopiero gdy zobaczyła że Sinister nie ma słabego charakteru jakby dała za wygraną. 

-  Nie sądzisz jednak że wcześniej było lepiej? - Kontynuowała. - Nie było takiego rygoru i tylu podziałów.  Wtedy raczej nie wysyłano przymusowo kucyków ziemskich na farme - Starała się pokazać że jednak każda władza jest inna i jedna jest bardziej do bani niż druga. - Wyżej się tylko stawiali snoby-jednorożce z Canterlot i to w zasadzie chyba tyle - Tymczasem Star nie dawała za wygraną i przeszła przez swoją konkurencje stając miedzy nią a Sinister tak by jej wzrok musiał się na niej skupić.

- Gdyby nie ja nic byś nie osiągnęła - Znowu się odezwała. - Nadal byłabyś zgnębionym źrebakiem płaczącym w kącie przez JEDEN błąd a dzięki mnie stałaś się tą która rozdaje cierpienie - Uśmiechnęła się - Jednak twoja moc pozwala na jeszcze więcej. Wiem to bo nasze zdolności są bardzo zbliżone. Nigdy Ci tego nie mówiłam ale sądzę że jesteśmy spokrewnione... 

- Jestem ciekawa skąd ta twoja niechęć do systemu i co sprawia że przez dogadywanie się z systemem którego tak nie cierpisz nie skończyłaś na farmie - Powiedziała znowu ignorując Star ale tym razem patrzyła się na nią bo nie miała innego wyboru. Miała nadzieje że kucykowi z którym rozmawia nie wyda się dziwnym że jej wzrok jest skupiony jakby miała coś na nosie. - Ja kiedy byłam żrebakiem popełniłam błąd. Gdybym teraz wróciła do swojej rodzinnej wioski powitały by mnie okrzyki "Wiedźma wróciła" i "Uciekajcie bo rzuci na was zły urok". Jeśli lubisz zgadywanki po tym drugim możesz próbować wywnioskować moje imię - Po tych słowach ustawiła się w kolejce do rytuału i z całą pewnością nie wyglądała na zadowoloną że musi w niej marnować swój czas. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

Nowa taktyka, obrana przez kucyki, nie wydawała się zaskoczyć owadów, co nie było zresztą dziwne. W końcu agresywne stonki miały tylko na celu pozbyć się przeszkody w drodze do żarcia. Niewiele interesowało te owady, jaki kucyk je teraz atakuje, byle tylko się go pozbyć. Szybko się okazało, że ryzykowna taktyka była skuteczna. Kolejne insekty pomimo prób obrony, nie były w stanie obronić się przed atakami drwali i pretorianów. Odnóża owadów, odrąbane od ciała, po kolei opadały na ziemię, aż owady stawały się zupełnie bezbronne. W końcu po licznej grupie, została już tylko jedna stonka, która utraciła już większość kończyn. Mimo to nadal się czołgała, pomagając sobie ostatnią zachowaną kończyną. Nie można było zaprzeczyć, że wola walki i przetrwania były naprawdę silne w tych insektach.

 

Nieznajoma

Gdy Sinister mówiła, klacz zdawała się słuchać każdego jej słowa. Nie wcinała jej się, chociaż czasem nabierała ją na to ochota. Mimo wielu nieprzyjemnych rzeczy, które można było o niej powiedzieć, to wysłuchać kogoś potrafiła, oczywiście jeśli miała na to ochotę i czas. W tym wypadku rozmowa była interesująca i nawet nie zwracała większej uwagi, że klacz przestała w pewnym momencie patrzeć na nią, a patrzyła chyba na coś innego. Zresztą widziała już tyle pokręconych i powalonych rzeczy, że taki widok ją nie bardzo robił. Nawet jeśli okazałoby się, że Sinister była nienormalna w jakimś stopniu, to niewiele ją to obchodziło. Sama również nie uważała się za do końca normalną. Zresztą w jej uznaniu, wszystko co normalnie było nudne. Nie przeraziło ją również, że Sinister dawniej coś tam zrobiła, co przybiło do niej piętno jakiś zacofańców. Dopiero gdy ruszyła do kolejki, klacz ruszyła w jej kierunku i stanęła tuż obok. Chwilę patrzyła na tłum przed nimi, aż zdecydowała się odezwać.

 

- Może po kolei - lekko wzruszyła ramionami. - Nie tylko Ty masz monopol na posrane dzieciństwo - lekko się uśmiechnęła. - Żadna władza nie była dobra, bo mi nie pomogła w tym świecie. Życie nauczyło mnie tylko, że trzeba walczyć o przetrwanie. Liczę tylko na siebie i swoje zdolności odkąd pamiętam - przyłożyła kopytko do swojej torby. - Nie mogę jednak zaprzeczyć, że za czasów Celestii było nieco łatwiej w życiu - szepnęła imię dawnej władczyni, tak by nie słyszały jej obecne tu kucyki. - Nie jestem dobra w zgadywankach... Cholera wie Shadow, Black, Dark, a może Blody? - gdy się lepiej przyjrzało. ruchom kopytka klaczy na torbie. Można było zobaczyćm że robi nietypowy gest. Dopiero potem ją otworzyła, a następnie włożyła tam kopytko, wyciągając kulę, trochę podobną do tej co ostatnio pofarbowała gwardzistów. Rzuciła okiem czy nikt nie patrzy i gdy była pewna, wrzuciła kulkę do najbliższego zaułku. - Nie wiem jak ty, ale ja nie lubię marnować życia i... - nim dokończyła, z zaułku, do którego wrzuciła tajemniczy przedmiot, nadszedł głośny huk. Zbyt cichy by w samej świątyni to słyszeli, ale na tyle głośny, by kolejka się rozbiegła na wszystkie strony, przerażona myślą o zamachu. - No i patrz, nie ma kolejki, jacy uczynni są tutejsi mieszkańcy - krzywo się uśmiechnęła.

Link to comment
Share on other sites

     - My nie musimy spać... To Fate jest śpiochem, a ja nawet już nie pamiętam... Jak to jest spać... Śnić. - Heze przysiadła na moment na swoim metalowym zadku myśląc dość intensywnie, a ciche buczenie wypełniło pomieszczenie. Przymykała powieki, a z pod nich iskrzyły delikatnie jej oczy, coraz gwałtowniej im więcej myśli kłębiło się w jej głowie... Bardzo szybko jednak spojrzała na ogiera przyglądając się dokładnie tak jak robiły to zwykłe źrebaki spotykające kogoś ciekawego... - No nie możecie widzieć bo ta rzeczywistość to jeden z wewnętrznych planów materialnych... a ja jestem z Mechanusa z ziemi wałów, trybów i zębatek gdzie dzień i noc trwa zawsze po 12 godzin, a to już obrzeże wieloświata... a wy nie zaczęliście szarpać tej rzeczywistości. Jest stabilna - mówiła klekocząc lekko swym głosem spoglądając na kucyka... - Masz może duży kamień księżycowy i parę rubinów? - zapytała znikąd... Właśnie ich potrzebowała do naprawienia silnika ich statku. Zastanawiała się tylko jak bardzo te surowce są powszechne w tej rzeczywistości. By móc uruchomić potężną maszynerie... - Bardzo by mi się te materiały przydały. Tak jak dwie tony miedzi... drugie tyle żelaza i trochę węgla...

     Mask tylko o wspomnieniu o ich śnie uśmiechnęła się dość drapieżnie rażąc go delikatnie swym dosłownie krystalicznym uśmiechem...  Pegaz zaczęła podgryzając swoje pióra na skrzydle, jakby naprawdę się o nie troszczyła i pielęgnowała je by wyglądały dobrze, a w locie jej nie przeszkadzała krzywa lotka, czy taka która miałaby za chwile wypaść... Nie odezwała się jednak gdy ją prowokował. Jakby wszystko było w najlepszym porządku...

Link to comment
Share on other sites

Night Tale

Słysząc słowa jakie wypowiedział źrebak, ogier lekko potarł kopytem grzywę. Z całej tej trójki, Dancing of the Fate coraz bardziej przypominała mu kucyka. Zaraz powróciło mu wspomnienie niedawnej rozmowy, gdy nadmieniła, że chciałby wiedzieć co się stało z jej krainą. Ona pochodziła z Equestrii teraz to rozumiał, ale teraz była inna. Jak mogło do tego dojść? Rzucił kątem oka na swoją tablice, na której były rozrysowane jego teorie. Nadal nie mógł w to uwierzyć, ale ona najwyraźniej zdołała rozgryźć zagadkę, nad którą męczył się od tak dawna. Ponownie jednak skupił wzrok na mechanicznym źrebaku, słuchając o jej krainie.

 

Kolejny świat tak bardzo inny niż wszystkie. Dzień i noc trwające zaledwie po dwanaście godzin, co wydawało się nierealne. Z drugiej jednak strony, świat ludzi też taki się na początku wydawał. W końcu nawet nie potrzebowali pomocy przy wznoszeniu słońca i księżyca. Chciał poznać jak najwięcej szczegółów o świecie tej mechanicznej istoty. Właśnie chciał ją spytać, gdy w ostatniej chwili ugryzł się w język, Ponownie sobie przypomniał słowa Dancing of the Fate. Miał prawo tylko do jednego pytania, nic więcej. Pytanie już padło, więc wykorzystał wszystko do czego miał prawo. Lekko westchnął w myśli, załamany tym jak wiele rzeczy mógłby się teraz dowiedzieć, ale nie miał prawa do korzystania ze źródła wiedzy. Gdy padło pytanie źrebaka, spojrzał kątem oka na Qualm Mask. Najwyraźniej nie miała ochoty zaszczycić go odpowiedzią na pytania, być może było to spowodowane niedawną umową o braku pytań. Zaczynał mieć jednak wrażenie, że ona po protu za nim nie przepadała. Może denerwowała ją jego pacyfistyczna natura. Właściwie to sam się sobie dziwił, że udzielił im schronienia. Jeśli gwardia odkryłaby jego zainteresowania, wiedział, że czekałoby go kilka lat w lochu lub dyby, ale za ukrywanie uchodźców z innych światów, to byłaby chyba najlżejsza kara. Sam już nie wiedział po co się w to ładował. Spojrzał kątem oka na piętro, gdzie miała spać Dancing of the Fate i pokręcił głową.

 

- Nie zbieram kamieni szlachetnych - lekko westchnął. - Rubiny to nie problem. Equestria jest pełna kamieni szlachetnych. Jeśli są konieczne, wyzbieram je w jaskiniach. Kamień księżycowy może być niewielkim problemem, bo jego skupiska występują w dosyć nieprzyjemnym miejscu, ale spróbuje pomóc - mruknął, a potem zmrużył oczy. - Węgiel jest powszechny, więc to też nie problem, ale stal i miedź to inna kwestia... - lekko się skrzywił. - Gwardia zabiera te zasoby, nawet złomowiska są pod ochroną. Przeniesienie ton takich materiałów, zwróci na nas uwagę. Chyba, że chcecie to przenieś w kapeluszu Dancing of the Fate. Jeśli chodzi o te kamienie szlachetne... jeśli są natychmiast potrzebne, mogę po nie pójść nawet teraz - spojrzał kątem oka na Qualm Mask, domyślając się, że mu na to nie pozwoli, bo nadal mu zapewne nie ufała.

 

Canterlot okolice pałacu

Zaraz po tym jak narada wojenna się zakończyła, wszyscy odeszli w swoją stronę. Tylko tajemniczy gwardzista, który wywołał nie małe poruszenie podczas obrad, ruszył w stronę pałacu, w sobie tylko znanym celu. Inni gwardziści jakby nigdy nic przepuszczali kucyka, nawet na niego nie patrząc. Nie było pewne, czy wywołuje w nich strach, a może bardziej obrzydzenie. Mimo to kucyk zdawał się nie zwracać na to uwagi, gdy zbliżał się do celu swojej podróży. Wielka brama sali tronowej stała zamknięta przed nim. Mimo to nie zwracał na to uwagi. Róg kucyka otoczyła zielona aura, a przeszkoda przed nim zaczęła otaczać się czernią. Ciemność sięgnęła jego ciała, zupełnie jakby chwyciła go w łapska. Zaraz potem zniknął, a brama znów była taka jak wcześniej zanim tu przyszedł. Gwardzista znalazł się w zupełnie nowym mrocznym pomieszczeniu. Dawniej była to sala tronowa  dawnych władczyń, teraz jednak należała do prawdziwej władczyni. Powoli zaczął rozglądać się po sali, ale nic nie dostrzegł.

 

- Jesteś tu? - spytał, hełm nadal modyfikował głos kucyka. Odpowiedź jednak nie nadeszła. Kucyk powoli sięgnął swego hełmu i go zdjął. Okazało się, że gwardzistą była klacz o szarej sierści i krwisto czerwonej grzywie. Zaczęła znów rozglądać się po sali swoimi błękitnymi oczyma. - Matko... - nagle świtało rozjaśniło całe pomieszczenie. Klacz powoli się odwróciła do jego źródła. Widziała jak nad nią otworzyła się brama, a potem podłoga zaczęła pękać. Odsunęła się szybko na bezpieczną odległość, czekając. Obserwowała jak po kolejnych stopniach schodzi klacz, a każdy jej krok był wykonany z istnie królewskim majestatem. W końcu gdy dotarła na ziemię wszystko znów wróciło do dawnej normy.

- Miałaś mnie tak nie nazywać - warknęła, nowo przybyła, kierując się do tronu.

- Proszę o wybaczenie - powiedziała szybko, oddając ukłon siadającej na tronie klaczy. Niedawno przybyła, nic nie powiedziała, tylko rozłożyła się wygodnie, kładąc berło obok siebie.

- Czego chcesz? - spytała w końcu ze znużeniem.

- Chciałam zdać raport - uderzyła kopytkiem o pierś. - Dochodzą nas słuchy o buntach niektórych kucyków. Rozkazałam poczynić kroki, które nie pozwolą im się rozrosnąć. Ponadto wysłałam grupę gwardzistów do lasu Everfree, by zbadano miejsce dziwnej katastrofy, która miała miejsce. Udało nam się również wykryć kolejne grupy szpiegujących nas...

- Pytałam o raport, a nie o to czym się zajmowałaś - warknęła znużona tym całym monologiem. Nagle jej róg otoczyła aura o seledynowej barwie, a cała komnata pokryła się figurami szachowymi. - Nie powiedziałaś mi niczego czego bym już nie widziała - rozciągnęła się na tronie, wyraźnie znużona. - Wykorzystanie robactwa do dania nauczki? Mało oryginalne - lekko ziewnęła.

- Uznałam, że to ich nie zabije, przynajmniej nie wszystkich, a będziemy wiedzieć więcej o ich uzbrojeniu - mówiła rozgorączkowana.

- Wiem więcej niż muszę - lekko zmarszczyła brwi. - Odwołaj gwardzistów z lasu Everfree

- Czemu?  - szybko jednak pożałowała tego pytania, zwłaszcza gdy ujrzała wzrok klaczy przed sobą. Zawsze zapominała, że Crystal nigdy nie tłumaczyła się ze swoich decyzji. - Oczywiście, zrobię to

- To dobrze, bo to strata czasu - klacz powoli wstała z tronu. - Gwardziści nic nie znajdą, bo tam ich już nie ma

- Mamy kogoś znaleźć? - nagle spytała, robiąc krok do przodu.

- Nie - powiedziała twardo.

- Zabiję dla ciebie każdego, niezależnie kto by to nie był. Ja i oddziały śmierci dorwiemy każdego, kogo nam wskażesz, ma... - nie dokończyła, czując znów na sobie spojrzenie przewiercające jej duszę.

- To jest coś innego niż zwykle - powiedziała bardziej do siebi,e mrużąc oczy. - Mamy turystów, ale wiem gdzie są - przesunęła kolejne figury szachowe.

- Czasem tego nie rozumiem - mruknęła niepewnie, ale widząc brak reakcji władczyni kontynuowała dalej. - Masz dość mocy by samej zmasakrować buntowników w zalążku i zapewne te istoty...

- Życie przypomina szachy - dodała przesuwając kolejne figury. - Zrób jeden głupi ruch, a cała gra się posypie. Potrzebna jest cierpliwość i dobrze wykonany plan - mówiła, obserwując każdą figurę, aż nagle spojrzała na swoje berło. - Jestem zmęczona - lekko ziewnęła. - Chce poznać właściwy raport

- Ta... tak... to znaczy... oczywiście - lekko przełknęła ślinę. - Wykopaliska nadal trwają. W Manehattan przebiegają bez zakłóceń, ale w krainach podmieńców i gryfów wciąż jesteśmy atakowani i nadal nie zlokalizowaliśmy wszystkich...

- Czyli właściwie nadal nic nie macie - mruknęła i spojrzała na przedmiot obok siebie. - Berło pochłania tak wiele sił, ale gdy skończę będzie to warte swej ceny - krzywo się uśmiechnęła.

- Oczywiście - mruknęła opuszczając wzrok. - Co z tymi turystami?

- Na razie chce patrzeć. Jest ich troje i wyczuwam w nich coś znajomego, ponadto jest z nimi jakiś słaby jednorożec, ale nim nie trzeba zawracać sobie głowy - nim padło pytanie o kucyka o istoty, Crystal zmrużyła oczy. - Brał udział w rytuale, więc wiem - to wystarczyło za całą odpowiedź.

Link to comment
Share on other sites

     - Jeżeli nasz statek ma polecieć w całej swej okazałości... - mówił źrebak terkocząc dość delikatnie swym głosem, gdy skomplikowany instrument muzyczny wystukiwał odpowiednie tony zestawem smyczków, młoteczków i piszczałek, co było do wychwycenia przez zupełnie normalne ucho. Że jej głos nie był bez skazy, jednak dość melodyjny.

     - Będę musiała wcześniej czy później zdobyć te kamienie, z resztą sobie poradzę... Nawet bez pozostałych materiałów... Całkiem sporo jednak zgubiłam przy lądowaniu... - westchnęła dość leniwie, podchodząc do jego tablicy marząc ją dość delikatnie, zanim magią nie ujęła kredy i nie rozrysowała czegoś czego nie mógł zrozumieć. Wypełniła się masą symboli. Masą przejść i odnośników... że najdrobniejsze literki musiały być czytane przy pomocy lupy. Pokazała coś na tablicy... Jej lewą skrajną stronę. - Tu się urodziłam...Chociaż moi rodzice pochodząc z wewnętrznych krain... - Uśmiechnęła się, a ogier dopiero z daleka mógł dostrzec że ma przed sobą na płasko rozrysowaną sferę z masą krain wewnątrz i jeszcze większą na jej skraju. Nic jednak nie uciekało po za pewną granicę, jakby to było niemożliwe. - Z tym zajdziesz o wiele dalej... Skróciłam twą podróż o jakieś 40 lat... Nie polecam przejść bazujących na gwałtownych żywiołach... Jak woda, czy ogień... Szukałabym czegoś przy ziemi. Przy drzewach magii... Jednak ze swoją magią nie dasz rady. Jeśli trafisz źle, udusisz się, upieczesz, utopisz... Albo będziesz spadać bez końca, a masz na to 68% szans...

     - Za dużo mu powiedziałaś Haze... Nie powinnaś się tym dzielić - powiedziała Qualm... zmazując jeden ze znaków, że na pewno załamała tym całkiem sporo z tego co zostało zapisane... Ogier patrząc na to mógł zrozumieć całkiem wiele, nie wszystko. Znaki te przewalały się w staroequestriańskim, w księgach zaklęć to wszystko miało znaczenie.. W tamtym momencie właśnie pegaz wyszła idąc na górę. - A ty nie wygadaj się bardziej - syknęła... Na co źrebak tylko wystawił mu język.

***

     Fate położyła się na łóżku, zawijając delikatnie w kołdrę... Położyła jedną świeczkę na stołku zapalając ją z pomocą swojej magii, która zaczęła delikatnie wibrować, gdy kolejne runy zaczęły błyszczeć na fioletowo rozciągając drobną barierę... Co ciekawe wszystkie cienie w pokoju znikły... Magia wydawała się załamać tworząc bezpieczną sferę, dzięki której czuła się bezpieczna. Dopiero w tamtym momencie zamknęła oczy, zaczynając pochrapywać cichutko... Pegaz widząc ją, przyłożyła kopyto do bariery... zastanawiając się czemu zamknęła się sama...

Link to comment
Share on other sites

Manehattan

Po ostatnim ataku na konwój, ulice miasta były niemal zasypane gwardzistami. Wszędzie kręciły się patrole, poszukujące podejrzanych osobników. Wywieszono również ogłoszenia o nagrodzie dla każdego kto poda informacje dotyczące buntowników, którzy dokonali ataku. Gwardziści zaczepiali czasem nawet przypadkowe kucyki, przeszukując ich torby lub inne rzeczy, gdzie można by ukryć skradziony przedmiot. Kolejną sprawą była blokada przy bramach do miasta. Każdy kto próbował opuścić miasto, musiał najpierw pokazać co przenosi.

 

Night Tale

Głos mechanicznego kucyka i jego "ciało" z pewnością zwracały uwagę ogiera. Już wcześniej wielokrotnie zauważał, że jego obecni goście mają niesamowite nieznane mu zdolności. Jednak w przypadku tego kucyka było zupełnie inaczej. Ta istota normalnymi gestami wyrywała się poza coś, co kiedykolwiek by widział. Ponadto bardzo interesował go ten statek. Czy było możliwe, że dzięki niemu przełamały granicę wymiarów? A jeśli tak było, to czy on byłby zdolny stworzyć choć częściowo podobny?

 

Zaraz jednak skupił się na tym jak Haze nagle podeszła do tablicy. Widząc jak zaczyna wycierać wyniki jego pracy, oczy ogiera rozszerzyły się w lęku. Uniósł kopyto w górę chcąc coś powiedzieć, ale zamarł. Teraz i tak było za późno. Właśnie ujrzał jak wiele miesięcy jego rozważań, nieodwracalnie przepadło. Nim jednak zdołał całkiem popaść w rozpacz, nagle otworzył szeroko usta, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Wiele rzeczy, które zostały rozpisane było dla niego niezrozumiałych. Mimo to nie mógł zaprzeczyć, że klacz przyśpieszyła jego plany. Zastanawiał się czy dzięki temu uda mu się dokończyć swoje badania, nawet nie zważając na zagrożenie przed którym go ostrzegała. W końcu zdawał sobie z nich sprawę nim jeszcze zaczął się w to zagłębiać. Nim jednak zdołał lepiej się przyjrzeć wszystkim nowo powstałym zapiskom, nagle wtrąciła się Qualm Mask. Nie był pewny co właśnie wytarła, ale wiedział jak nawet niewielka zmiana mogła tu wszystko zepsuć. Nic jednak nie powiedział tylko opuścił głowę, podłamany, widząc jak ta najwyraźniej idzie do Dancing of the Fate.

 

- Dancing of the Fate jest kucykiem - nagle mruknął w kierunku Haze. - Nawet jeśli zaprzeczysz, to wiem, że mieszkała tu kiedyś. Umiem słuchać i wyciągać wnioski. Zapewne była potężniejsza ode mnie, podobnie jak Star Swirl również był - za pomocą lewitacji, zdjął jedną z ksiąg na półce. - Znalazłem przypadkowo część jego zapisków wiele lat temu, gdy byłem zaledwie źrebakiem - lekko się uśmiechnął. - Tutaj również rozważał nad innymi światami, podobno nawet udało mu się przełamać te granicę - mówił przerzucając strony. - Niestety, mam wiedzę, ale nie zdolności by z niej korzystać - lekko westchnął. - Podobno jednak istnieją sposoby by wzmacniać naszą magię. Inaczej mówiąc artefakty. Poszukuje również tego. Gdybym taki posiadł, mógłbym zwiększyć swoje szanse - znów lekko się uśmiechnął. - Moi rodzice zginęli, gdy buntownicy zniszczyli nasz dom. Nie miałem nigdy przyjaciół, a teraz o nich trudno. Mam niewiele do stracenia, poza życiem... - spojrzał nagle na źrebaka. - Patrząc jednak w ten sposób, teraz również ryzykuje, pomagając wam, ale nie żałuje tego

Link to comment
Share on other sites

 Eastwind zamyśliła się. Chodzenie za włamywaczem wydawało się dość głupie, zważając na to, że właśnie powiedział: "żadnych świadków". Z drugiej strony, wyjście samej prosto w kopyta strażników z niedawno obrabowanego mieszkania również było głupotą.

 Istniała jednak także trzecia opcja - mogła spróbować zatrzymać przestępcę a potem oddać go w kopyta straży. Normalnie martwiłaby się, że włamywacz ją zdradzi - w końcu powiedziała mu już dosyć o sobie i swoich poglądach - ale szczęśliwie wzięła ze sobą spryskiwacz pełen magicznej wody usuwającej pamięć. Może to nie było najbardziej etyczne rozwiązanie, ale na pewno nie najgłupsze. 

- Idę z tobą - powiedziała i podążyła za nim po schodach. 

 Zobaczy się. 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- To nie była moja intencja by chwalić się kijowym dzieciństwem które w zasadzie nie było takie złe. Po prostu uznali mnie za złego kucyka a ja stałam się tym czym chcieli przy pomocy przyjaciółki - Stwierdziła nadal patrząc się na Star która nie lubiła być ignorowana jednak Sinister wiele razy jej mówiła że nie będzie z nią rozmawiać przy innych kucykach i musiała to zrozumieć. - Para typowych osób by już dawno znało swoje imienia a ja po prostu chciałam dać ci szansę na poznanie mojego w chociażby przybliżeniu - Uśmiechnęła się. - W zgadywankach faktycznie nie jesteś dobra bo poszło Ci tragicznie. Shadow, Black, Dark, a może Blody? - Roześmiała się cytując ją - To dobre imię dla czarno-czerwonego kucyka antagonisty z historią spowitą mrokiem wymyślonego przez dwunastoletniego, góra czternastoletniego kucyka co chce mieć zbyt silną postać w grze rpg. - W tym momencie uwagę Sinister zwrócił nietypowy gest który wykonała nieznajoma sięgając do swoich toreb. Czyżby to był sposób by zajrzeć do jej rzeczy osobistych i nie nadziać się na nieprzyjemną niespodziankę? - To twój talent? Jeśli tak to intrygujący - Spytała z zaciekawieniem. Była niemal pewna że chodzi właśnie o to tylko na czym ta umiejętność polegała? - Przyznam że nie pomyślałam o tym ale to może dlatego że nie sądziłam że kucyki w tych czasach są tak bardzo lękliwe - Spojrzała na świątynie i zaraz po tym ruszyła w jej kierunku - Zaraz wracam, odhaczę to co muszę zrobić zanim wszyscy zbiegną się z powrotem po tym jak odkryją że to fałszywy alarm. Gdyby nie przymus i groźba konsekwencji olałabym ten rytuał i siedziała w domu.

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

     - Była zwykłym kucykiem ziemskim, bez krzty magii... - powiedziała Haze dość odruchowo spoglądając na ogiera tymi swoimi oczami... Widzącymi praktycznie wszystko. Mrugała nimi dostosowując ostrość kolejnych interesujących ją obiektów, gdy niezwykle powoli przemieszczała się po całym gabinecie, sprawdzając wszystko... Miała bardzo brzydki zwyczaj dotykania rzeczy bez pytania.Otwierania, wertowania i poznawania. - Nie mogła być potężniejsza od ciebie w żadnym wypadku - zanuciła tym swoim głosikiem kontrę jego poglądów - zwłaszcza jako źrebię, które znalazło schronienie, po tym jak się zgubiło i odnalazło według woli Mystry... ale w to nie wierzę. Logika temu zaprzecza. - Wyczuwalny był delikatny zgrzyt w jej wypowiedzi, po czym jej nastawienie się zmieniło. - Nie istnieją zbiegi okoliczności o których opowiadała.

     - Wszystko jest możliwe... - Podeszła do niego, stając na tylnych kopytkach, jakby ułożenie znaków, góra dół jej nie bardzo obchodziło... Spoglądała tak na księgę. Wydając się ją czytać o wiele szybciej niż on sam. - Pytanie jak i gdzie... Czy to nie tylko fantazja źrebaka. - Opadła na swoje kopytka, a resory zasyczały delikatnie dostosowując się do obciążenia... - A wzmocnienie twojej magii nie wiele da... Pozwoli ci przeżyć, ale nie koniecznie znaleźć drogę. - Spojrzała na niego dość krytycznie. - Tu trzeba intuicji. Talentu... albo oczu jak u Fate.

Link to comment
Share on other sites

Włamywacz

Nie padło żadna odpowiedź ze strony ogiera, na słowa Eastwind, tylko dalej szedł. Najwyraźniej, nie chciał tracić więcej czasu na rozmowy, wiedząc, że niedługo może być tu gorąco, a to mu się nie uśmiechało. Mimo wszystko nic nie wskazywało, że ogier ma w planach zaatakować klacz lub w jakiś sposób ją oszukać. Zatrzymał się dopiero na piętrze, przed dużym oknem. Zaraz po tym jak klacz do niego doszła, mogła zobaczyć, że okno miało widok na dach sąsiedniego budynku.

 

- Zawsze miej więcej niż jedną drogę ucieczki, to złota zasada - mruknął, a potem kopytem lekko podciągnął materiał na grzbiecie. Okazało się, że na boku chował linę z hakiem. Nim jednak cokolwiek dalej zrobił, skierował wzrok na klacz. - Nie lubię się powtarzać, zwłaszcza gdy nie mam na to czasu, więc słuchaj uważnie - warknął, lekko marszcząc brwi. - Zaraz stłukę to okno, a liną zaczepie o dach sąsiedniego budynku. To jest nasza droga ucieczki, niestety... - lekko westchnął. - Problem jest tylko jeden. Gdy tylko je stłukę, gwardziści zbiegną się w okolice budynku, w którym obecnie jesteśmy, słysząc podejrzany dźwięk. Nie ma więc możliwości, że zrobimy to po kolei, bo wtedy istnieje 60% szans, że zobaczą jedno z nas wiszące na linie - wskazał kopytem na linę. - Jest dość wytrzymała, by utrzymać nas oboje na raz, więc będziesz musiała chwycić się mojego grzbietu i trzymać tak, by nie spaść w czasie lotu - skierował wzrok na klacz. - Mam tylko nadzieje, że nie jesteś nazbyt ciężka, bo nie uśmiechają mi się zakwasy jutro - burknął, kręcąc głową. - Jeśli wszystko zrozumiałaś to potwierdź to i mnie złap, bo mamy tylko jedną szansę i nie ma tu miejsca na żadne błędy

 

Tajemnicza klacz

- A jednak było do bani, skoro banda zacofańców przypięła Ci metkę, chyba, że nie bardzo ogarniam czym jest zrąbane dzieciństwo - wzruszyła lekko ramionami, nie pytając o tajemniczą przyjaciółkę. Zaraz potem wybuchła śmiechem, na odpowiedź Sinister co do imienia. - Nie wiem w sumie, sama nigdy w takie rzeczy się nie bawiłam - przetarła kopytkiem, łezkę w oku, wywołaną śmiechem. - Para typowych osób, poznałaby się w spa albo na ciastku i nie wiem jak Ty, ale ja typowa raczej nigdy nie będę - krzywo się uśmiechnęła. - A co do moich talentów, to mam ich więcej niż się wydaje - lekko westchnęła. - Kucyki czy ludzie, wszyscy są lękliwi - znów wzruszyła ramionami. - Wystarczy wiedzieć jak wywołać ten lęk - zaraz potem spojrzała na świątynie. - Zaczekam tu, jakby co - nagle jej wzrok stał się lekko zmartwiony. - Słuchaj... powinnaś wiedzieć... Nie wiem co z wami robią na tych rytuałach, ale lepiej to zrób i miej z głowy. Nie chcesz wiedzieć co się dzieje, gdy gdzieś się nie wstawisz, a oni się o tym dowiedzą i złapią cię - lekko westchnęła już nic nie mówiąc i opierając się o ścianę. Najwyraźniej, nie chciała więcej o tym powiedzieć. Wyraz jednak jej pyszczka, nie mówił nic dobrego o tych konsekwencjach.

 

Sinister już w wejściu mogła zobaczyć, że to najpewniej ostatnia szansa by zrobić to jeszcze dziś. We wnętrzu stała kolejka jednorożców, podchodzących po kolei do kapłana. Na dodatek na niebie zaczął pojawiać się słaby księżyc, co sugerowało zbliżający się wieczór. Tym razem nie mogła już liczyć na rozpędzenie kolejki, więc musiała podjąć decyzje, czy chce to zrobić teraz.

 

Night Tale

Słowa wypowiedziane przez źrebaka, uderzyły ogiera niczym łom. Dancing of the Fate była kucykiem ziemskim?! Nie mógł w to po prostu uwierzyć. Gdyby to się wydało... Wolał nawet nie myśleć, co by się stało. Kucyk ziemski był tej gorszej kategorii, według nowych praw Crystal. Ponadto magia była zarezerwowana tylko dla jednorożców, więc gdyby odkryto, że kucyk ziemski włada magią i udaje jednorożca... Aż strach pomyśleć. Nie sprawiało to jednak, że patrzył inaczej na klacz. On sam, nie przejawiał cech wrogich do innych kucyków. Zresztą gdyby się nad tym lepiej zastanowić to i tak był dla nich, chyba obecnie najmniejszy problem. W końcu ukrywał w domu istoty, które w ogóle mogły nie być kucykami. Nawet jeśli je trochę przypominały. Crystal ostro na to zawsze patrzyła.

 

- Nie do końca wiem, czym jest Mystra - powiedział zakłopotanym tonem. - To znaczy z waszych słów, domyślam się, że jest dla was trochę jak dla nas księżniczka Celestia, ale mam za mało informacji niestety, by móc więcej o tym powiedzieć - spojrzał jak źrebak porusza się w jego kierunku na tylnych kopytkach, a potem czyta z niesamowitą prędkością. Coraz bardziej go zaskakiwała z każdą chwilą. To wszystko było takie nierealne. Siedział tu sobie jak nigdy nic, rozmawiając z nieznaną mu istotą, której obecnie kazano by mu się bać i wydać jak najszybciej gwardii. - Nie wiem czy posiadam zdolności, o których wspomniałaś - lekko westchnął. - Mimo to, chce spróbować - spojrzał na źrebaka. - Crystal, może podróżować między światami. Dancing of the Fate, zrobiła to będąc źrebakiem i kucykiem ziemskim, więc może i dla mnie jest szansa, by zobaczyć inne miejsca - nagle dotarł do niego sens słów śpiącej klaczy. Ona również nikogo nie ma i jest młodsza od Qualm Mask. Powiedziała, że różnią się całymi dekadami wieku. Zaczynał rozumieć jak to musi teraz dla niej wyglądać. Zapewne nie pamiętała nawet swojej rodziny. Być może dlatego go polubiła, bo przypominał jej dawne czasy. To by jednak znaczyło, że klacz urodziła się, gdy trzy plemiona nauczyły się już żyć wspólnie. Spojrzał na niebo, gdzie właśnie pojawiał się księżyc. - Crystal podniosła księżyc - zmrużył lekko oczy. - Niedługo nastanie godzina policyjna. Nie wiem, czy to słyszałaś, będąc w kapeluszu, ale lepiej nie chodzić po nocach - lekko westchnął. - Pewnie i ja niedługo zasnę, więc będziecie z Qualm Mask przez jakiś czas zdane na siebie, skoro unikacie snu - lekko się uśmiechnął. Nie był pewny, co się stanie, gdy już zaśnie. Co prawda nie sądził by mu coś zrobiły podczas snu, ale bardziej go martwiło, że gdy się obudzi ich już nie będzie, a on wróci do tego, co było szarej rzeczywistości bez zmian.

Edited by Magus
Link to comment
Share on other sites

Po długotrwałym boju, wszyscy byli zmęczeni, zestresowania, ale jednak, usatysfakcjonowani po tym, jak okazało się że wysiłek się opłacił. Najbardziej wycieńczeni padli na ziemię. Co słabsi psychicznie, kulili się gdzieś na uboczu i kryjąc twarze w kopytach, łkali po cichu. W sumie, nie licząc przywódców, pewnie stało tylko dwóch innych drwali. Widząc ostatniego robala, Terens osobiście odrąbał kończynę i zostawili robala by zdychał. 

- No...muszę ci powiedzieć...nieźle poszło, he? - Victor zwrócił się do Eryka, wycierając pot z czoła. 

- Owszem - westchnął - Ale...mogłem to lepiej rozegrać. A tak, to kilku naszych padło. 

- Nie obwiniaj się. To cud że udało nam się wyjść bez większych strat. Dodatkowo chłopcy przeszli pierwszy poważny trening. W ten sposób bójka ze strażnikami, będzie dziecinną igraszką. 

- Może i masz rację. 

Lucius, cały w śluzie, podszedł do zwierzchnika.

- I jak? Wśród twoich jacyś...

- Nie - bąknął szybko - Byliśmy za szybcy. Mam dobrą wiadomość. Są tak podnieceni, że nie mogą się doczekać aż ruszą na siły Crystal. Masz swoją gwardię...Cezar. 

- A zła wiadomość?

- Przydałoby się również zmotywować innych. Boję się o ich zdrowie. 

Syn starszego, nabrał powietrza, po czym wspiął się na truchło jednego z owadów. 

- Przyjaciele! - zwrócił się do reszty - Wiem że jesteście wycieńczeni i zdruzgotani. Macie do tego pełne prawo. Jednakże...daliście dzisiaj niezwykły pokaz. Pokaz niezłomności, oraz odwagi, dzięki którym udało nam się zatrzymać i wyrżnąć idącą na nas zarazę. Strażnicy opuścili nas w chwili grozy, ale udowodniliście, że sami jesteśmy w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo. Rzecz jasna, sukces nie byłby możliwy, gdyby nie poświęcenie, naszych dzielnych towarzyszy. Zapewniam natomiast, iż ich ofiara nie pójdzie na marne. Powiadam wam, zaczyna się nowy czas. Nie tylko dla naszej wioski, ale i dla wszystkich braci spersonifikowanych. Niech ta myśl natchnie was do dalszej pracy, bo zaprawdę, będzie ona ciężka, a jej owoce, bezcenne. 

Po słowach Eryka, faktycznie nastroje się poprawiły, choć i tak potrzeba było jeszcze trochę odpoczynku.

- Zregenerujcie siły. Potem, opatrzymy rannych, opłaczemy poległych, a te ohydne zwłoki, spalimy, by nie kaleczyły tej ziemi. 

Roboty mieli dużo, to prawda, acz nikt nie zamierzał narzekać. Wykonali zadanie, i tylko to się liczyło. Należało jedynie, posprzątać. 

Link to comment
Share on other sites

     - Mystra, przedstawiana jako Alicorn... - mówiła Haze dostarczając dość prostych informacji, po tym jak zapytał. Rozpalając swój róg, a pomieszczenie wypełniło się dość nieprzyjemnym w dłuższym wymiarze czasu brzęczeniem... Jakby wskazówki w zegarze przeskakiwały parokrotnie szybciej, a parę książek na raz wzleciały z regału, a ona zaczęła dość prędko je wertować... Parę na raz, jednocześnie cały czas mówiąc. - Bogini Magii stworzycielka Sigil... Magicznego splotu. Legenda głosi że to ona dała magię wieloświatowi, dzieląc swoją duszę na nieskończoną ilość części, ale zniknęła już milenia temu zostawiając swoje dzieci blisko swojego serca... Kronikarzy pilnujący by magia nie czyniła zła. To oni trzymają jej legendę, zbierają rozliczne dzieła, historię światów - wyrzekła ostatnie słowa i w tym samym momencie skończyła czytać pierwszą partię i zaczęła z następnymi.

     - I tak nie mogę opuszczać tego budynku, powtarzanie tego wydaje się zbędne. Tak powiedziała Qualm... Że nie pasuje tutaj. Nikt mnie nie powinien widzieć - opowiedziała dokładnie to czego przecież dowiedziała się nie tak dawno temu, a w jej głosie zabrzmiał delikatny smutek. Jakby drzazga że musi się kryć... - Ale cieszę się że mogę z tobą porozmawiać. Kronikarze bywają zarozumiali. Za bardzo oddani swojej pracy. A twoje marzenia są cudowne, ja bym chciała kiedyś zbudować coś co przyćmi działa Primusa, na jeden moment... Ale nie będzie to tak zimne...

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

Owad, który utracił ostatnią kończynę, piszczał, wijąc się na ziemi, lecz nie wykazywał woli walki. Żaden inny się już nie wił. Niektóre odnóża nadal się poruszały oddzielone od ciała, lecz nic ponadto. Niestety dźwięki zwycięstwa zostały zagłuszone, przez nowe piski. Wszystko wskazywało, że nowe owady nacierały na wykończonych obrońców. Zaraz jednak, stało się coś niespodziewanego. Nad głowami wyczerpanych kucyków, przeleciały pegazy, w miejsce, z którego dochodziły piski. Niedługo potem doszło do potężnej eksplozji, a piski ucichły. Niedługą chwilę później, stała się kolejna niespodziewana rzecz. Pojawiły się ogromne ilości gwardii, przerastające liczebnością i uzbrojeniem tutejszych obrońców. Walka z nimi teraz byłaby samobójstwem. Nagle jeden z gwardzistów, którego zbroja miała dodatkowe zdobienia, wyszedł przed szereg. Nadepnął kopytem na zmasakrowane cielsko jednej ze stonek i spojrzał na kucyki ziemskie.

- Kto tu dowodzi? - warknął w kierunku obrońców. Powoli zaczął chodzić w jedną i drugą stronę, przyglądając się kucykom. - Niech natychmiast wystąpi przed innych

 

Night Tale

Wsłuchiwał się w słowa Haze, nie wiedząc co do końca myśleć. Mystra była alicornem? Tak jak księżniczki? Patrzył jak róg mechanicznego kucyka zapłonął. Zacisnął jednak zęby, słysząc nieprzyjemny dźwięk, który towarzyszył temu wszystkiemu. Zapomniał jednak o dźwięku, gdy usłyszał co dalej powiedziała. Mystra była czymś więcej niż był w stanie sobie wyobrazić. Tak przynajmniej wynikało z jej opowieści. Jeśli naprawdę ona obdarowała światy magią, to miała najwyraźniej również wpływ na jego. Jeśli jednak zostawiła strażników, którzy mieli pilnować aby magia nie czyniła zła, to czemu pozwolono działać królowi Sombrze lub Crystal? Czemu istniała mroczna zakazana czarna magia? Słysząc jednak dalsze słowa źrebaka, lekko się uśmiechnął. Nikt do tej pory nie chwalił jego marzeń. Zanim pojawiła się Crystal, uważano jego wizje za paranoję.

 

- W tym wypadku, Qualm Mask, ma niestety racje - mruknął ponuro. - Widziałem wiele, ale kogoś takiego jak Ty nigdy. Niestety, nie każdy kucyk byłby do Ciebie przyjaźnie nastawiony. Myślałem, że po zobaczeniu prawdziwej postaci Qualm Mask, nic mnie nie zdziwi, ale szybko odkryłem jak bardzo się pomyliłem - lekko się uśmiechnął. - Ja też się cieszę naszą rozmową. Nigdy nie miałem okazji rozmawiać z istotami z innych światów. Nie licząc ludzi, ale oni nie mają pojęcia o magii i innych wymiarach, a stwory z lasu Everfree, nie są zbyt rozmowne. Niestety, nie bardzo wiem cokolwiek również o Primusie. Domyślam się, że moja niewiedza na temat tak typowych rzeczy musi być irytująca. Mimo wszystko, wierze, że spełnisz swoje marzenie - na niewielką chwilę się uśmiechnął, by zaraz zmarszczyć lekko brwi. - Jeśli dobrze zrozumiałem, Qualm Mask jest kronikarzem, czyli strażnikiem magii wybranym przez Mystre do pilnowania równowagi magicznej. Nie rozumiem jednak, jeśli ona zajmuje się naszym światem. to czemu pozwala na istnienie czarnej magii, a przy tym pojawianie się istot pokroju Sombry lub Crystal. O ile ta druga w ogóle jest z naszego świata - przyłożył kopyto do brody. - Qualm Mask najwyraźniej przewodzi waszej wyprawie, to tłumaczy jej nieufność i niechęć do mnie. Ty musisz być jak mechanik. Przynajmniej takie mam wrażenie, gdy wspomniałaś o statku i budowaniu dział, a Dancing of the Fate, najpewniej jest niczym mediator, bo jest z tego świata - lekko mrugnął. - Statek pewnie jest w kapeluszu Fate i bez niego utknęłyście w naszym świecie jeśli dobrze rozumiem. Jeśli jednak tak jest, to czy Crystal też podróżuje podobną maszyną? Skoro była w waszym świecie i ukradła z niego artefakt? Zastanawiające - mruknął.

Link to comment
Share on other sites

Usłyszawszy nowe piski, już mieli się rzucić do ucieczki, kiedy to pojawiły się pionki królowej. Nikomu przez myśl by nie przeszło, po postawić opór zbrojny. Wszyscy ,,wyżsi stopniem", byli w tym momencie blisko siebie.

- Stójcie spokojnie, zobaczymy co się stanie - szepnął do swoich Eryk. 

Usłyszawszy pytanie oficera, wszyscy popatrzyli po sobie, czekając na reakcję. 

- No to patowa sytuacja - mruknął Lucius - Musimy coś zrobić. 

- Wiem wiem...i chyba mam pomysł, ale musicie mi zaufać. 

Kiwnęli głowami. 

- Victor...ty idź. 

- Co? Niby czemu ja?

Cezar nachylił się nad nim i wyszeptał mu coś do ucha. Ten pokiwał kilkukrotnie i westchnął.

Zrobił kilka kroków naprzód. W ten czas, Terens zbliżył się do swoich. 

- Starszy wioski leży schorowany w domu, więc zapewne nawet nie wie co tu się stało. Zorganizowaliśmy prowizoryczną obronę, a ja mogę się pod tym podpisać? A co? Mamy zakaz walki w obronie swoich upraw? - zapytał, bez wrogości, a ze zwyczajną ciekawością. 

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

- Skądże - mruknął oficer, patrząc na kucyka, który się wychylił. Zaraz potem, znów zaczął rozglądać się po polu niedawnej walki, a na koniec zaczął patrzyć na zebranych obrońców. - Niesamowicie "prowizoryczna" obrona, jak mam być szczery - nie sposób było ocenić wyraz pysku oficera, przez hełm, który zasłaniał całą jego głowę. Ruszył krok do przodu i nagle stanął. Skierował swój wzrok w dół, widząc jak jedna stonka nadal żyje i piszczy, poruszając się po ziemi. Pokręcił lekko głową i nagle wyciągnął miecz, który wbił jej w głowę. - Nauczka na przyszłość, bardzo dobrze się leczą - znów skierował spojrzenie na Victora. - Nie wiedzieliście co jest za posterunkiem, bo to niemożliwe. Mimo to, zdołaliście przygotować obronę i odeprzeć atak w bardzo krótkim czasie. Niesamowity sukces jak na bandę wieśniaków - uniósł kopyto do brody. - No chyba, że to wszystko było przygotowane z myślą o czym innym.. - znów rozejrzał się po obrońcach. - Gratuluje wam waszego zwycięstwa - zwrócił się do wszystkich, - Teraz jednak będziecie pod lepszą obserwacją, chyba nikt nie ma nic przeciw - znów spojrzał na Wiktora, a potem innych, znów mówiąc donośniej. - Jeśli dowiemy się, że któreś z was planuje coś za naszymi grzbietami, to... - nagle nastąpiła teatralna pauza. - Zapłacą za to wasi najbliżsi. Rozumiecie? - spytał podchodząc do Wiktora. - Nie będziemy karać buntownika, o nie. Zamiast tego, taki który, nie akceptuje dobroci naszej pani, będzie musiał poczuć jej gniew. Czy jest lepszy rodzaj bólu niż patrzenie bezradnie jak schorowana matka, mała siostrzyczka lub ktokolwiek inny nam bliski jest na naszych oczach karany chłostą,a my możemy tylko bezradnie patrzeć? - mimo braku możliwości zobaczenia wyrazu pyska ogiera, można było się domyślić, że ten się uśmiecha. - No cóż, ale to na wypadek gdyby coś głupiego przyszło wam do głowy, a teraz rozejść się. My musimy tu posprzątać i upewnić się, że nie przybędzie ich więcej, a wy musicie przygotować się do pracy w polu na jutro - warknął.

Link to comment
Share on other sites

Grupa dowodząca, cały czas patrzyła na oficera, bojąc się czy czasem czegoś nie zwietrzył. Ale usłyszawszy słowa pochwały, uspokoili się, nawet mieli lekką nadzieje, iż zaczną ich szanować...Ale rzecz jasna ta ładna mowa, była tylko grą. Bo jakże to, dumny jednorożec stojący po stronie zwykłych rolników, nie mówiąc już o tym, że są byłymi ludźmi? O co to to nie. Eryk, usłyszawszy o lepszej ochronie, trochę się zmartwił, ale nie zamierzał zmienić planów. Za to naprawdę się zagotował, kiedy dotarła do niego treść nowego prawa. 

Sukinkoty, prawdziwego buntownika nie potrafią złapać, to wykończą słabszych.

Terens dostrzegł unoszenie się przywódcy, więc lekko uniósł kopyto by go uspokoić. Szczęśliwie się udało. 

- J-jasne. Jak słońce - odrzekł Victor - Chodźmy. Trzeba trochę odetchnąć - zwrócił się do reszty. 

Rolnicy, przestraszeni, niemal od razu zaczęli zbierać się do domów.  Będąc w bezpiecznej odległości, główna czwórka stanęła obok siebie. 

- I co robimy? - zaczął Lucius - Zawieszamy akcję? 

- Jeszcze czego. Zgodni z planem, nic nie zmieniamy. Musimy tylko zachować większą ostrożność. Mogę na was liczyć?

Kiwnęli głowami. 

- Dobrze. Wychodźcie ze swoich domostw pojedynczo i uważajcie żeby nikt was nie zobaczył. 

Rozeszli się w swoje strony, pilnując, czy aby ktoś ich nie śledzi. 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Może kiedyś ci to wyjaśnię. - Powiedziała do nieznajomej i skierowała swoje kroki do wnętrza świątyni. Pierwsze co się rzuciło Sinister w oczy to panujący przepych który wywołał w jej negatywne odczucia. Crystal wydaje masę pieniędzy na złote zdobienia i dekoracje podczas wojny na dwa fronty. Nie, jest to całkowicie potrzebne a kucyki niech pracują ciężej motywowane strachem przed przegraną z gryfami lub co gorsza z podmieńcami.

- Mają rozmach... - Stwierdziła Star rozglądając się z podziwem. - Może tego mi zabrakło gdy próbowałam stworzyć własny kult.

Sinister tymczasem stanęła na końcu kolejki i z toreb wyjęła pergamin wraz z piórem feniksa i atramentem. Wyglądało to jakby chciała zrobić pisemne notatki o wyglądzie budynku i całego rytuału ale jej intencje były inne. Umoczyła końcówkę przyrządu do pisania w tuszu i zaczęła pisać.

" - Wydaje mi się że w twoich czasach kucyki były bardziej inteligentne i mniej podatne na propagandę. Zupełnie jakby głupiały wraz z upływem czasu. Crystal też się na tym przejechała gdy wprowadzała czarną magię, nie sądziła że jednorożce stały się tak delikatne."

- Cieszę się że nareszcie to przyznałaś że jestem mądrzejsza - Powiedziała z uśmiechem wiedząc że Sinister nie o to chodziło. - I przy okazji obraziłaś całe swoje pokolenie.

"- Co ja poradzę że większość to idioci. Kto uznaje ją za lepszą od poprzedniej władczyni jest niespełna rozumu, jakby nikt nie widział dokąd to wszystko zmierza. Sprawuje takie same rządy jak Celestia ale jej polityka jest bardziej stanowcza, każe tyrać w fabrykach, wprowadza podział rasowy i publiczne egzekucje. Ona rządzi strachem faworyzując jednorożce gdy one są mniejszością, jeśli reszta kucyków..." - Nie zdążyła dopisać ponieważ Star jej przerwała. 

- Z tym ma racje, jednorożce są więcej warte - W jej głosie było słychać aprobatę. - Niech walczy jeden wyszkolony magicznie jednorożec wobec trzem kucykom ziemskim, przy odrobinie szczęścia może zbliżą się na trzy metry zanim wszyscy padną martwi. Co z tego że dwie trzecie kucyków się zbuntują jak nie wygrają, to tak samo bezcelowe jak twoje próby bycia dobrym i wyrzekaniem się własnego talentu jakim jest czarna magia bo White mówi że jest zła.

" - Star, wiem że jej nie lubisz ale ona mnie uratowała. Gdybym słuchała ciebie cały czas teraz byłabym zamieniona w kamień czy gniła w lochu najpierw u Celestii a teraz u Crystal."

- Nieprawda. Celestia może i by cie trzymała w celi ale wydaje mi się że Crystal byłaby zadowolona mając po swojej stronie jednorożca z talentem do czarnej magii. Musiałabyś tylko zwrócić na siebie jej uwagę i zgodzić się współpracować. Tylko tyle i nie rozumiem co ci w tym przeszkadza. Zdaje mi się że ja też poznałabym nowe zakazane sekrety a przynajmniej zdobyła wiedzę potrzebną do praktyki bym mogła się uczyć gdy w końcu odzyskam ciało.

" - Co mi w tym przeszkadza? Ty mnie nauczyłaś że jedyne co się liczy to przyjemność z życia, wiedza i moc a innych trzeba wykorzystywać. Masz racje, gdy byłam młoda i słaba inni mnie gnębili bawiąc się moim kosztem. White jednak wskazała mi inną drogę, co jeśli mogę się zmienić i przestać czerpać przyjemność z krzywdzenia innych. Swoim talentem dać im coś z czego będą się cieszyć, sprawić że świat odczuje stratę gdy zginę a nie ulgę."

- Zadziwiające... - Powiedziała trochę zdumiona. - Niby się z nią nie spotkałaś od dłuższego czasu a teraz zaczynasz gadać zupełnie jak ona - Zdziwienie jednak szybko zostało zastąpione przez uśmiech. - Muszę cie jednak rozczarować bo nie zmienisz tego, jesteś sadystką tak samo jak ja i nie ważne jak bardzo się powstrzymujesz przyjdzie moment gdy twoje starania okażą się bezcelowe bo nie możesz zaprzeczyć swojej naturze.

Czas na rozmowę dobiegł jednak końca, Sinister była druga w kolejce i jednorożec przed nią właśnie kończył rytuał. Szybko schowała pergamin, pióro i atrament do toreb i przygotowała się na swoją kolej. Wyraz twarzy Sinister nie był sympatyczny, wyglądała jakby przed chwilą z kimś się pokłóciła i nadal odczuwa złość. 

Link to comment
Share on other sites

Okoliczne wsie

- Wiecie co macie robić - mruknął oficer, w kierunku kilku gwardzistów. - Ten, który podał się za dowódcę, ma mieć całodobowy ogon. Chce wiedzieć wszystko o jego znajomych i rodzinie

- Może poprośmy o pomoc oddziały śmierci - odparł jeden z gwardzistów.

- Wiesz dobrze, że nikogo nie słuchają. Tylko cesarzowa może wydać im polecenia. Poza tym jeśli nie upilnujemy bandy rolników, upokorzymy się w oczach władczyni i całej gwardii - spojrzał na ciała stonek i poległych. - Na razie zajmijcie się tymi, nim jakaś zaraza nas dopadnie

- Spalić ciała? - spytała gwardzista. Oficer spojrzał na pole bitwy.

- Nie na razie nie. Pozwolimy im pożegnać jutro poległych, a potem się tym zajmiemy. Na razie martwe kucyki wsadzić do trumien, a stonki wypalić. Na tyle jeszcze można im pozwolić - zgodnie z rozkazem, gwardziści zaczęli zbierać to co zostało z poległych i wypalać ciała stonek. Dym zaczął wzbierać się nad okolicą, a światło ognia dochodziło do domostw.

 

Świątynia

Kucyki zdawały się nie zwracać uwagi na to co robi Sinister, Rytuał był najwyraźniej ważniejszy, niż to co wypisuje jakaś przypadkowa klacz. Kilku gwardzistów zwróciło wzrok w jej kierunku, jednak nic więcej nie zrobili. W końcu pisanie, mimo wszystko nie było zakazane. Ostatni kucyk, który stał przed Sinister, odszedł ze skwaszoną miną, po tym jak berło go nie wybrało. Najwyraźniej miał nadzieje na wielką przyszłość, która go ominęła. Kapłan powoli zbliżył się teraz do klaczy, posyłając jej ciepły uśmiech. Spostrzegł jednak wyraz pyszczka klaczy, domyślając się, że coś ją zdenerwowało.

 

- Nie denerwuj się dziecko, w tak radosnym dla nas wszystkich dniu - powiedział ciepłym tonem i zaraz potem zbliżył berło do rogu Sinister. Podobnie jak każdy inny, klacz mogła poczuć moc obecnej władczyni Equestrii, tak bardzo inną niż wszystkie. Mroczną, a jednak w zupełnie innym stopniu niż ta, którą ona znała. - Dobrze, a teraz.... - kapłan nie dokończył, tylko otworzył szeroko oczy, widząc jak berło wypełnia się czernią, która wręcz z niego wykapywała. - Czarna magia,,, - powiedział do siebie, bardziej zdziwiony niż przerażony.

 

Zaraz potem klacz mogła usłyszeć szepty, zarówno kucyków za sobą jak i kapłanów mówiących do siebie. "Jesteś pewny?" Mówił któryś z kapłanów. "Nie ma wątpliwości, berło się nie myli" "Każdy kto uczył się czarnej magii, jest zarejestrowany, więc jak?" "Crystal nie uznaje czarnej magii za złą, ale zaprzestała jej nauk, po sami wiecie czym?" "Czy ona też jest niestabilna?" "Skąd posiada wiedze, skoro wszystkie księgi są w bibliotekach pani?" Kucyki stojące niedaleko Sinister, odsunęły się od niej, niczym od trędowatej. "Mój kuzyn uczył się czarnej magii i oszalał" "Czy ona też jest potworem?" "Może przyszła nas pozabijać?" Najwyraźniej mimo władzy Crystal, przeciętne kucyki nadal nie ufały czarnej magii. Nagle w kierunku klaczy ruszyła piątka gwardzistów.

- Pozwoli pani z nami. Musimy zadać parę pytań - powiedział jednorożec, stając przed nią, gdy reszta zablokowała jej drogę ewentualnej ucieczki.

Link to comment
Share on other sites

     - Wszystko pokręciłeś... - zachichotała naprawdę głośno, a piszczałki w jej krtani doszły do głosu... Zagrały dość wysoko, przeciągle i brzmiały jeszcze długo, gdy już następne słowa były gotowe opuścić jej usta. - Fate widzi i prowadzi, podobno nawet czas odkrywa przed nią swe tajemnice... - powiedziała to dość krytycznym naprawdę nie wierząc w tą ostatnią informacje. - Qualm jest tu za karę, z tego co wiem, domyślam się - zamyśliła się przez jeden moment i zawahała - pilnuje jej by ta nie zrobiła czegoś naprawdę niemądrego... To przez nią wszystko to się dzieje... Nie dopilnowała swoich obowiązków, ale odemnie tego nie wiesz... - Wypięła dumniej pierś. - Ja poruszam się po wieloświecie z największą wprawą... One są ograniczone do ślepego losu. - Mówiła dość spokojnie... Miała jeszcze coś powiedzieć, ale zaprzestała, gdy pierwsze młoteczki i piszczałki uderzyły wydobywając z niej pierwszą nutę.

     - O to powinieneś zapytać Fate... O magię... - powiedziała naprawdę ostrożnie nie chcąc niczego pomieszać. - Ja znam się raczej na innych rzeczach.. A jeśli chodzi o Crystal... Jeśli jest tak potężna nie potrzebuje żadnej maszyny. To nie byłoby nic dziwnego. - Potakiwała sobie głową, jednak nie umiejąc odpowiedzieć całkowicie pewnie na to pytanie. - Jest wiele istot które naturalnie pokonują granicę... - Uśmiechnęła się, a z astralnych oparów które wydobyły się z jej rogu powstał jej statek... Morze mgieł, kurtyn które miało nieskończoną ilość płaszczyzn, Po tym wszystkim płynęły one w trójkę... - Statek był potrzebny by poruszać się wśród mgieł eterycznych, kolejnych kurtyn... Bo mimo że świat jest tamten dość pusty to trafiłyśmy tam na największego możliwego potwora... - Według jej słów trwała akcja... Wielki potwór je zaatakował, a one wpadły do wiru... I trafiły do tego świata. Po tym wszystko się rozmyło...

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...