Jump to content

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Drużyna Wolnej Equestrii)


kapi
 Share

Recommended Posts

Atlantis stał w rogu sali.Sali którą opanował mrok,sali w której rozpadały się ściany i podłoga,w której znajduję się ciała zdrajców i wrogów.Wśród tego mroku i ciał a także krwi można było wyczuć strach tych którzy przeżyli jeszcze a także nienawiść rozpierającą co po niektórych w tym samą księżniczkę koszmarów znaną jako Nightmare moon.Atlantis mimo wszystkich dotychczasowych myśli nadal się bał przyszłości,gdyż nie był pewien czy Nick został zabity z kopyt NMM gdyż nie dojrzał tego co się tam stało gdyż Atlantis był zajęty pomaganiem Shadow o której nie wiedział co ma myśleć.Czy ma myśleć pozytywnie czy negatywnie.Te i inne sprawy przeszły przez głowę za nim się nadeszła jego kolej w walce przeciwko komuś kogo nie powinni pokonać ale może miało być inaczej.Wtem zauważył jak Masked w okrutnej swej formie walczy z NMM.Biło z niego przeklęte światło które rozświetlało mrok koszmaru NMM mimo iż było podobne do tego co emitowała jego przeciwniczka.Atlantis skrawkiem świadomości zauważył że z każdą chwilą sala rozpada się szybciej lecz nic na to nie mógł poradzić.Z tego co zauważył że teraz jest jego kolej lecz nie wiedział jak się przemóc,jego ciało wołało by uciekał i nigdy nie wracał lecz ktoś wewnątrz niego szeptał mu do umysłu żeby został i walczył.Wnet przed jego oczyma ukazał się obraz Blue,pięknej klaczy.Obraz ów przełamał bariery fizyczne i psychiczne.Uniósł się na podłogę ,jego grzywa falowała od energii a jego oczy świeciły biały światłem jak cały on a z jego oczu popłynęło kilka łez.Od razu ustawiły się przed Maskedem jedna za drugą i zaczęły formować kształtem kręgi zaś ich obwody były ze złotych inskrypcji lecz niestety na nie wiele gdyż moc NMM była zbyt duża nawet dla niego i odrzuciła w go w tył.Po chwili się ocknął,czuł się wymęczony.Wstał i walczył dalej lecz po użyciu kilku zaklęć zapadła się podłoga i wielu nie przyjemnych widokach.

Atlantis wiedział że to jest jedyna szansa na udaną akcję dlatego skupił się jak mógł a jego ciało wibrowało a umysł pracował na podwyższonych obrotach a jego oczu uleciało kilka kolejnych łez,te Ttłzy się rozpraszały i pędziły coraz szybciej i szybciej tworząc białą mgłę która miała za zadanie ukryć prawdę i obecność Atlantisa wnet z grzywy wystrzeliło wiele włosów które zaczęły lecieć we wszystkie strony a miały za zadanie stworzyć iluzje Atlantis.Zaś ostatnim zaklęciem było zaklęcie teleportacji które miał wykonać by móc założyć obręcze na rogu NMM.

Edited by Wiecznie WnerwionyAtlantis
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Masked czuł się pełen energii, czuł potęgę i chęć zdobycia więcej i więcej. Pragnął siły, jednak nie poddawał się temu pragnieniu, pozostając w miarę trzeźwym na umyśle. Ręce z lekka mu drżały, a śmiech co chwila wydobywał się z jego ust. Patrzył na NMM jak na równą sobie, lecz z pogardą gdyż dała sobą zawładnąć. Znał jej siłę i wiedział że może się jej przeciwstawić, jednak teraz były ważniejsze sprawy. Ten jednorożec bowiem ponownie próbował przypuścić atak na panią nocy. Mężczyzna nie przejąłby się nim gdyby nie obietnica wstępu do archiwów i jego własne plany. Postanowił więc pomóc owemu magikowi.

 

-Dziś zginiesz Nightmare...

 

Padły słowa z jego ust, a brzmiały niczym słowa szaleńca. Następnie Masked szybką inkantacją posłał w królową nocy serię pocisków utworzonych ze światła, choć wiedział iż te nic nie wskórają przeciwko niej. Jednak to nie był koniec bowiem Masked wprawnie przeszedł ku kolejnej inkantacji, do której tym razem bardzo się przyłożył. Słowa dobierał dość ostrożnie, a wszystko zdawało się przybierać formę pieśni, od której po plecach przechodziły ciarki. Masked najwidoczniej bardzo starał się by zaklęcie dobrze wyszło.

Link to comment
Share on other sites

-Świetnie! Ostrzeliwują nas!

 

MT zamierzał skupic sie na swoich skrzydłach tak by mogły go osłaniać jak tarcza, były z metalu więc powinny go w miarę chronić, jednak teraz jego głównym celem było stworzenie bariery, ochrona przedewszystkim, mimo to chciał pomóc też inaczej

 

-Rebon! Jeśli jeszcze kiedyś nie uwzględnisz w swoich planach zasłabnięcia to postaram sie żeby tym twoim wspaniałym nużką poluzowały się śrupki! A tak praktycznie, mozerz kopnąć ściane albo sufit tak żeby sie zawaliła?!- jednorożec krzyczał, jednocześnie dlatego że był zły na nieudany plan a z drugiej strony dlatego że OSTRZLIWALI GO

Link to comment
Share on other sites

Mag Krwi otrząsnął sie z udpadku. Rozglądną się po sali, zobaczył rozwścieczoną NMN ,a przed nią humanoidalna postać. Masked. Stał przed księżniczką jak by byli równi sobie. Gniew jaki emanowała NMN był tak ogromny można było go wyczuć w całej sali nawet nie trzeba było na nią nawet patrzeć by go odczuć. Takie miał wrażenie Poison. Zdawało mu się także ,że duża część z tej złość jest skoncentrowana na Maskeda, z pewnością irytowało ją z jaką łatwością odbijał jej zaklęcia.

 

Spectra postanowił wykorzystać wykorzystać jej brak opanowania, i zatakować ją magią światłą ,której szczerze nie znosił ale jego zajomość podstaw wystarczy by zrobić tak mrocznej istocie jaką teraz jest przynajmjej małą krzywdę. Po chwili Poison wypowiedział zaklęcie by posłać serię kul światła w księżniczkę.

Link to comment
Share on other sites

Alchemik osłabiony ale nadał zdolny do poruszania się, przeskoczył za osłonę w korytarzu by uniknąć ostrzału. W jego głowie pojawiały się coraz to nowe pomysły jednak nie wiedział jaki mogą mieć skutek.

- Szczerze - krzyknął do MT nie wychylając się - jak już przystąpiłem do transmutacji zorientowałem się, że ten plan nie wypali. No nic, pozostało nam tylko walczyć.

Szybko rozejrzał się wokół i zobaczył obok siebie trupa z muszkietem. Nie zastanawiając się wziął go i sprawdził czy została jakąś amunicja a przy okazji wydawał rozkazy.

- Szybko za osłony i jak się da wynieście rannych. Czekać aż będą przeładowywać, wtedy strzelajcie!

Następnie zwrócił się do adiutantna:

- Powiedz najbliższej grupie szturmowej, że potrzebujemy wsparcie. Niech przyślą kilku żołnierzy!

Edited by Rebon Alchemist
Link to comment
Share on other sites

Zawalona zamkowa komnata wypełniła się mrokiem. Wiktor, który dobiegł do niej chwilę kaszlał, gdy ciemny dym dotarł do korytarza. Obejrzał się do tyłu, nie widział nikogo, ale słyszał wyraźnie co raz bliższe kroki.

 

Nick nie wychylał się, jego ciało pozostało pod gruzami, gdzie tamował krwawienie. Zaczął się zastanawiać, czuł jak fragmenty kamieni sypią się na niego. Wstrząsy ogarniały całe pomieszczenie. Changeling skupił się i jego świadomość odpłynęła od bólu. Czy to tamowanie krwawienia, czy chwila spokoju dodały mu trochę sił. Wiedział, że nie jest dobrze, ale już nie był aż tak przybity do ziemi jak przedtem. Z ciekawości podniósł się na kopyta, co mu się udało, jednak jeszcze nie wychodził z ukrycia.

 

Atlantis toczył ciężką walkę ze sobą. Cała sala pełna była magicznych energii zakazanych przez księżniczki, a on sam był tą latarnią światła, której blask gasł co raz bardziej przytłoczony mgłą. Jednak w chwilach słabości przypominał sobie o Blue. Wtedy to łzy płynęły z jego oczu, a w serce wstępowało poczucie obowiązku i oddanie. Wszystkie te krople smutku zaczęły jaśnieć lekkim błękitnym blaskiem i rozpraszać się. Lekka niczym rosa chmura otoczyła zmęczonego ogiera. Ciemność została odepchnięta z jej obrębu i był to jedyny rozświetlony punkt w całej komnacie. Włosy na głowie Atlantisa rozlały się po obszarze jego mgły. Na końcach przekształcały się w moc i formowały iluzję, która po chwili stanęła przy magu.

 

Masked ponownie zebrał moc, kulistymi ruchami rąk uformował kilka pocisków, z których biło blade światło. Czarnoksiężnik wysyłał pulsujące kule, za którymi ciągnęła się smuga, tam gdzie myślał, że jest Nightmare Moon. Te wleciały w ciemność ginąc w niej niczym kamienie rzucone w otchłań morza. Po chwili jednak rozległ się dziwny energetyczny dźwięk, który zniżał się. Następnie seria wybuchów przebiła się przez ciemność na chwile ukazując nikłe światło, któremu wtórowały dźwięki pękających skał. To jednak nie obchodziło Maskeda. Z jego czerwonych, rozpalonych oczu wypływała czerwona energia, która formowała się w kształt run, pokrywających jego ciało. Później, gdy jego słowa brzmiały kunsztownie zaczęły z nich formować się postaci. Czerń wypełniała je od środka, jakby okalając płaszczem. Na koniec z ust Maskeda wypłynęły dwie chmury, które wpłynęły do głów konstruktów. Te wyglądały zupełnie jak ich twórca. Po chwili jednak runy spaliły im skórę i pokryły czerwonym płomieniem, a obie iluzje wyskoczyły ku chmurze cienia, gdzie zniknęły w mroku. Masked jednak nie skończył, a jego usta poruszały się bez emocji, w wielkim skupieniu tworząc ostatni element zamierzonego przez niego czaru.

 

Poison czynił podobnie do czarnoksiężnika, tyle, że on skupił się na kulach światła. Wytworzył ich ponad dwa razy więcej niż Masked i całymi falami posłał w ciemność. Te świecąc smutnym światłem zagłębiły się w chmurę.

 

Wtedy Atlantis teleportował się do samej Nightmare Moon. Ujrzał przez chwilę dwie pary oczu. Błyszczące srebrnym blaskiem tęczówki Shadow i potężne zasnute mrokiem ślepia Nightmare Moon. Klacz właśnie blokowała swymi sztyletami uderzenie rogu Królowej Koszmarów. Ciało alikorna spływało  krwią z kilku ran, najwyraźniej zadanych już podczas walki. Róg Shadow rozbłysnął, a klacz teleportowała się za swą przeciwniczkę i patrząc w oczy Atlantisowi zamiast rzucić się do rogu, postanowiła ułatwić ogierowi zadanie i zamachnęła się na zad przeciwniczki. Ta jednak stała się przez chwilę niematerialna, a czarny pocisk wystrzelił z mroku, szyjąc do Shadow. Ta zablokowała się swymi sztyletami, które najwyraźniej mogły zatrzymywać niektóre czary, jednak klacz była już słaba i jej kopyta nie wytrzymały. Pocisk uderzył ją, a ta odleciała w tył. Nightmare Moon już chciała ruszyć za nią, gdy nadeszła fala kul światła, zagradzając drogę i uderzając w panią nocy. Jednak jej tarcza zdawała się śmiać z nich i pociski odbiły się w ziemię, nagle jednak nadeszła druga fala, której alikorn zdawał się nie spodziewać i ta przebiła się częściowo. Kule zbladły i pomniejszyły się, jednak wybuchły na ciele przeciwniczki. Tą odrzuciło w tył, a trzecia fala jeszcze poprawiła. Atlantis już dolatywał do rogu aby założyć pierścienie antymagiczne, gdy Nightmare Moon otworzyła oczy. Z ziemi wystrzeliły w jej stronę kolczaste pnącza, jarzące się czerwienią, które wbiły się w nią. Masked poczuł, że udało mu się złapać ofiarę. Wtedy zza Atlantisa przyleciały dwie iluzje czarnoksiężnika, które poruszały się szybciej niż mag światła. Nightmare Moon wydała z siebie złowrogi szept i na napastników wystrzeliły potężne mroczne kolce. Pędziły z olbrzymią prędkością, iluzje odparły kilka pierwszych, ale w końcu rozpadły się od uderzeń. Atlantis okrył się złotą tarczą, która jakby rozpuściła pociski. Gdy już prawie doleciał nagle jego umysł ogarnęła ciemność.

 

Zobaczył Blue, stojącą na ulicy i walczącą swym mieczem. Otaczała ją zgraja changelingów. Z jej oczu płynęły łzy zmęczenia i rozpaczy. Nad wszystkim unosiła się Nightmare Moon, trzymając związanego Atlantisa i śmiała się. Nagle znikąd jakby pojawiła się postać Maskeda, który rozrzucił napastników i zbliżył się do klaczy. Ta spojrzała na niego z nadzieją, lecz jej uśmiech zmienił się w krzyk bólu, gdy czarnoksiężnik wbił jej w bok ostrze swego miecza. Zagłębił swe zęby w jej szyi, a rękami począł rozszarpywać jej ciało. Atlantis wyrywał się, jednak nie mógł nic zrobić, widział jak czarnoksiężnik patrzy na niego a w jego oczach jest szaleńczy śmiech i radość z bólu ogiera.

 

Oczy Atlantisa zaszły mgłą, a ten zaczął spadać w dół. Jego kopyto nie dosięgnęło rogu Nightmare Moon, który jarzył się od wykonywanego zaklęcia. Ogier zobaczył jeszcze w ciemności błysk sztyletów Shadow, która ponownie wyłoniła się z cienia i spadł na podłogę. Lekko się poturbował, jednak ból wyrwał go z koszmaru, w który wpadł. Zdawało mu się, że jeszcze ma przed oczyma obraz rozszarpywanej Blue, jednak po chwili doszedł zupełnie do siebie.

 

Masked trzymał mocno uścisk na przeciwniczce, która próbowała go odtrącić słabiej niż wcześniej, jakby o wiele bardziej zajęta czymś innym. Czarnoksiężnikowi udało się utrzymać zaklęcie i dalej czuł jak ściska ciało Nightmare Moon.

 

Thermal bombardował wszystkich czyniąc z wąskich ulic piekło, jednak changelingów było co raz więcej a niebo w okół zaroiło się od świstających kul. Co gorsza dało się zobaczyć pierwszych magów bojowych, którzy wyszli na ulicę.

 

MT w pierwszym odruchu zasłonił się skrzydłami. Te przyjęły na siebie kilka kul, ratując życie ogiera, jednak tylko cześć się odbiła reszta przebiła stal i zniszczyła ich wnętrze, tak że przy poruszaniu zaczęły zgrzytać i nie wykonywały idealnych, płynnych ruchów. Jednak nie było czasu na myślenie o tym mag szybko stworzył barierę, która poczęła wynurzać się z podłogi. Rebon w tym czasie wydawał rozkazy i schował się. W muszkiecie była kula, którą wystrzelił raniąc changelinga na górze. Zaczął ładować broń, jednak nie było to proste, pomyłka była bardzo prawdopodobna, choć to, iż znał mechanikę ułatwiało zadanie.

 

Wtedy do pomieszczenia wbiegła zmierzająca tu Lenitha. Widząc pogrom i ostrzał z góry włosy zjeżyły jej się na grzywie. Róg rozbłysnął złoto czerwonym blaskiem i wystrzeliły z niego płomienie. Te poleciały w nienaturalny sposób do góry i zajęły sufit, zmuszając wrogich strzelców do opuszczenia stanowisk. Sytuacja się lekko uspokoiła. Poległo jednak wielu rebeliantów. Duża część była też ranna. Parter został opanowany, jednak straty zasmucały. Czas mijał nieubłaganie, a z dworca dochodziły potężne wystrzały armaty.

 

Kikiz przepraszam ,ze wtrąciłem się w Twoją postać, jednak nie byłem pewien, czy zrozumiałaś gdzie jesteś i co możesz robić, teraz masz swobodne pole do dialogu i działania, które będzie mieć znaczenie. Mam nadzieję ,ze nie gniewasz się za to chwilowe przejęcie Lenithy.          

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

(Za każdym razem, gdy widzę teksty typu "Umieraj, Nightmare!" to mam wrażenie, że to do mnie ;_;

I poza tym... Co z Pokemoną, bo podobno była sparaliżowana ze strachu i tyle wiem.)

Edited by Nightmare
Link to comment
Share on other sites

(Bardzo sie ciesze, ze moja postac znow ma cos do roboty. Napisales, ze plomienie wystrzelily z rogu. No a Lenita jest pegazem. Jak juz to mogly wystrzelic z amuletu.)

Klacz uśmiechneła się i odetchnęła z ulgą widząc, że w pobliżu zostali tylko rebelianci. Spojrzala takze na swych pobratyncow wzrokiem pytajacym "Co dalej?"

Link to comment
Share on other sites

-No...Rebon tu szefuje, ja się tam na wojskowości nie znam

 

MT oglądał swoje skrzydła, widok zniszczonej konstrukcji był tak przytłaczający że wynalazca nie zamirzał przypominać alchemikowi ile strad ponieśli, po za tym widząc skrzydła przeszyste przez kule jednorożec poczuł się zupełnie nagi, musi sobie skombinować jakąś zbroje...ale zbroje niestandardową

 

-No tak...co robimy Rebon?

Link to comment
Share on other sites

Nick wstał jednak ciemność i kurz nie pozwalały mu dostrzec żadnego przeciwnika, jedynie poświata magii Atlantisa doleciała do jego oczu jednak changeling nie był w stanie niczego z tym zrobić. Wiedział że to nie najlepszy moment, ale wiedział że musi, Nick położył się, wyjął z torby jabłko i zaczął je jeść, mając przy tym nadzieję że nikt na niego nie wpadnie, na wszelki wypadek ustawił się tak aby widzieć ewentualne zagrożenia, a jednocześnie cały czas będąc pod warstwą gruzów służącą za kamuflaż. Nick przez chwile rozważał opcje zmienienia się w kuca o umaszczeniu koloru tegoż kamuflażu ale uznał że to zbędne i mimo tego iż to leżało w jego naturze nie zrobił tego, wolał po prostu wypocząć. Do głowy Nicka przyszła pewna koszmarna myśl "niewola" jednak nawet changeling ma swój honor i podmieniec nie uciekł... inna sprawa że ze względu na rany nie dał by rady. Nick jadł sobie jabłko i starał się oderwać od strasznej a jednocześnie całkiem realnej myśli, jednak ta nie dawała mu spokoju i w wywiadowcy narastało uczucie przerażenia, jednak po kolejnym gryzie który miał na celu tylko dać uczucie sytości jego umył odzyskał sprawność wystarczająca do uznania że panika tu nie pomorze. Łuk leżał trochę dalej a strzały i nóż nadal były w torbie, nóż był na widoku, więc jedyną trudnością w użyciu go były połamane żebra, dlatego wolnym kopytkiem sięgnął po nóż. Na razie nie widział potrzeby użycia go, ale czół że potrzeba niebawem nadejdzie.

Link to comment
Share on other sites

Kiedy Atlantis spadł przez krótką chwilę walił kopytami ze złości i rozpaczy w podłogę już miał zaatakować Maskeda gdy się otrząsnął i zrozumiał że to tylko iluzja rzucona na niego przez NMM.Dlatego zamiast na Maskedzie Atlantis postanowił się wyżyć na NMM za użycie tej iluzji na nim,za ból umysłowy który mu sprawiła lecz wcześniej musiał przygotować się na kolejny atak który miał niedługo wyprowadzić dlatego zaczął od siebie.Zauważył że jego ciało było lekko obolałe przez upadek,więc żeby mniej bolało wymasował miejsca gdzie czuł ból.Po chwili zaczął na szybko analizować sytuacje.Z tego co zauważył Shadow była już mocno zmęczona i poraniona prawie tak samo jak NMM.Masked też był ranny lecz nie widział po nim zmęczenia a Nick gdzieś zniknął lecz pewne było że nie opuścił pomieszczenia w którym się znaleźli gdyż był zbyt ranny na ten wyczyn.

 

Atlantis po krótkiej walce z sobą postanowił jeszcze raz zaatakować,dlatego najpierw postanowił uleczyć Shadow,potem wysłał swoją iluzję do szukania Nicka a następnie postawił zaporę mentalną na sobie by NMM nie mogła próbować jeszcze raz swojego ataku.Ale tym razem użył wielu zaklęć teleportacji na sobie by w razie gdyby był atakowany zrobić unik i nałożyć te obręcze na róg NMM.Jednorożec miał nadzieję że tym razem się uda.Wiedział że każda chwila walki z nią sprzyja wrogowi.

Link to comment
Share on other sites

Wiktor spojrzał na korytarz i ukrył się za kolumną, jeśli to byli wrogowie to trzeba ich jakoś oszukać... Wtedy wpadł na genialny pomysł, zaczaił się.... dla pewności wyciagnął karabin by w sytuacji zagrożenie misji drużyny zamkowej, wejść i oddać strzał w NMM

Link to comment
Share on other sites

Magic krył się za strzępkami tego, co było kiedyś wyposażeniem budynku. Nic więcej nie mógł zrobić. Cholera, Rebon, wymyśl coś, bo wszyscy tu zginiemy! - wrzasnął jednorożec. Wiedział, że znajdują się w fatalnej sytuacji i potrzebują wręcz cudu, żeby wyjść z tego cało. Ale nadal miał nadzieję na szczęśliewy koniec.

Link to comment
Share on other sites

Czarnoksiężnik zdziwił się strasznie że NMM tak słabo próbuje wyrwać się z jego łańcuchów. Zaczął więc wyśpiewywać kolejne dwie inkantacje, a każda z nich rozświetlała jego rany po runach na całym ciele. Również dwa z jego pierścieni zalśniły blaskiem kiedy kolejne słowa padały na królową nocy niczym kamień. Był to czar którego nie mogła znać, bowiem był on bezpośrednio powiązany z Maskedem we własnej osobie. Mężczyzna miał wielką nadzieję że bitwa zaraz się skończy, przyłożył więc również wszystkie swoje siły by utrzymać NMM w potrzasku.

Link to comment
Share on other sites

Pokemona skulona ze strachu podniosła głowę. Jej oczy spojrzały na czarne chmury dymu, okalające wszystko dookoła. Wstała i powoli ruszyła przed siebie. Gdzieś w oddali jakieś krople wody kapały z sufitu. Czarna mgła trochę się rozwiała i mała klacz zobaczyła, że nie jest w komnacie tylko w korytarzu. Był on długi, po bokach znajdowały się gargulce, których twarze wykrzywiał złowieszczy uśmiech. Słyszała jakiś odległy szelest, który zdawał się wypowiadać jej imię. Raz po raz wzbudzając gęsią skórkę. Gdy obejrzała się za siebie, spostrzegła, że ściany falują niczym woda w jeziorze, a po obróceniu wzroku korytarz nie był taki sam. Rozwidlał się teraz na trzy odnogi. Nagle z jednej z nich coś się wyłoniło. Kilka zielonych oczu zaświeciło w ciemnościach i przeszło w czerwień. Pojawiły się straszne, białe i zachlapane świeżą krwią zęby, ustawione w kilku rzędach. Ciemny kształt świsnął w powietrzu rzucając się na małą. Pokemona nie wytrzymała, w jej umyśle zrodził się głos Alter, która wołała o dojście do kontroli nad ciałem. Pokemona nie wahając się uczyniła to. Kilka ciosów i krew rozbryznęła się po ścianach. Klacz uczuła przyjemność i wspaniałość jej zapachu i nagle oniemiała. Przed nią leżała nie jakaś dziwna bestia, tylko rozciągnięte wnętrzności i otwarta skorupa rozszarpanego ciała Animal. Po chwili zobaczyła, że jest sama na okrągłej polanie w lesie, a z mroków wychodzą kucyki, które znała, lubiła, a nawet kochała. W jej sercu zrodził się smutek, jak ona się wytłumaczy? Wtedy znów ozwał się głos Alter, która chciała zabijać. Pokemona się opierała, ale nic nie skutkowało. Pod kłami klaczy rozszarpywane były kolejne ciała, z których uchodziło życie, aż w końcu Alter odeszła, a sama Pokemona czując dziwną radość w zabijaniu, mordowała z zimną krwią. Na raz płakała z bólu, cierpienia i jednocześnie ogarniało ją fanatyczne szczęście. Następnie zaczęła odczuwać, to co czuły ofiary podczas rozrywania i to także wprawiało ją w euforię bólu, a także wykończenie psychicznie. Nagle coś wszystkim zatrzęsło i cały koszmar zniknął. Klacz otworzyła oczy w okół niej był dym, ona leżała na podłodze, ale tym razem zobaczyła walkę. Masked właśnie wykonywał kolejną inkantację, wewnątrz ciemnej chmury coś błyskało. Pokemona odzyskała w pełni świadomość i zdała sobie sprawę, że to wszystko był koszmar. Zastanawiała się tylko jak długo trwał stan, w którym leżała skulona na podłodze.

 

Nick dalej trwał bezpiecznie pod gruzami. Mimo bólu udało mu się sięgnąć do noża, który przysunął do siebie. Z góry dochodziły go odgłosy walki, a sala rozbrzmiewała złowrogim głosem Maskeda. Gdzieś za zasłoną dymu dało się słyszeć kroki.

 

Atlantis otrząsnął się i trzeźwo zanalizował sytuację. Widział, że Shadow jest zmęczona ciągłą walką z potężnym przeciwnikiem, dlatego mag skierował swój róg w ciemność. Kilka błękitnych kul, przypominających bańki mydlane uniosło się w powietrze. Atlantis poczuł, jak docierają do celu i wspomagają przywódczynię rebeliantów. Ogier poczuł przypływ radości, bowiem magiczna aura Nightmare Moon po chwili osłabła, jakby pod wzmożonym silnym atakiem. Następnie Atlantis zabrał się do następnego dzieła, jego róg rozbłysnął, a z serca wydobyła się cząstka magicznej energii, która zaczęła się formować. Po chwili obok prawdziwego ogiera stanęła jego dokładna kopia, tylko że bardziej przezroczysta. Ruszyła ona szybko, przeszukać gruzy.

 

W tym samym czasie Masked zaczął wymawiać kolejną inkantację. Wpierw słowa zabrzmiały metalicznie i czarnoksiężnik upewnił się w trwałości swych łańcuchów. Później znów jego runy rozbłysły krwawym światłem, a słowa zaczęły palić powietrze. Czuł swą ofiarę i wiedział ,że obrona przez którą musi się przedzierać za chwile ustanie, musi się złamać, musi...

 

Nagle powietrze rozdarł potężny podmuch, który rozniósł chmury cienia, brzmiały w nim słowa zabarwione wściekłością i skończoną cierpliwością:

- Dość tego! Gińcie w Koszmarze!

Cała ciemność i mrok nagle wręcz skrystalizowały się i popędziły w stronę przez chwile widocznej Nightmare Moon. Ta okryła się nimi niby płaszczem, a z mroku wydobywał się tylko jej złowrogi wzrok. Z oczu ciekłą moc w najczystszej postaci. W całunie widniały skrzydła okryte zbroją z czarnego żelaza z runami. Masked uczuł ból w całym ciele. Myślał, że już przebije się przez wolę wroga, gdy nagle mimo wszystkich sił, Królowa koszmarów odbiła z największą łatwością jego zaklęcie. Magiczny łańcuch rozpadł się w drzazgi, po sali pędziły teraz fale mroku, które wyniszczały całą magię. Każdy czarodziej to czuł. Nightmare Moon pozbawiała ich sił, gdy próbowali się bronić przed falami. Ci, którzy mieli słabszą wolę popadli w trans podobny, do tego, z którego wyszła przed chwilą Pokemona. Nie miało znaczenia którą magią włada Królowa, jej siła była tak wielka, że nikt nie spotkał czegoś podobnego. Masked zrozumiał ile mocy potrzeba aby osiągnąć nieśmiertelność. Jeśli Nightmare Moon miała jej tyle, a była tylko długowieczna. Ściany wytrzymały tylko chwilę, zaraz poczęły się starzeć i kruszeć, odpadając w wielkich fragmentach. Wiktor, który przyczaił się poczuł osłabienie, nie był w stanie podnieść karabinu w stronę celu, chciał już wypalić, ale upadł na ziemię. Zobaczył w korytarzu gwardzistów biegnących do komnaty, którzy nagle rozpadli się w proch, a ich dusze jako czarne cienie poleciały do Nightmare Moon. Każda fala zdawała się co raz silniejsza, a nacierały sekunda po sekundzie. Atlantis padł na kolana, nie był w stanie utrzymać tego naporu, jego świadomość powoli odpływała. Masked podobnie, tyle tylko, że jego ciałem zawładnął ból, taki ból, jakby każda jego komórka była rozrywana w jego dawnym, żywym ciele. Jego runy pokryły się granatem i czernią. Sufit również zaczął się walić i gdy wszystko zdawało się przegrane wobec nieposkromionej i niepowstrzymanej potęgi, jaką dysponowała Królowa Koszmarów, gdy powietrze rozbrzmiewało słowem "gińcie w Koszmarze" nagle wszyscy uczuli ulgę. Wszystko ustało w mgnieniu oka, wraz z ogromnym błyskiem dobywającym się z miejsca, gdzie unosiła się przeciwniczka.

 

Po około dziesięciu sekundach wszystkim wróciła świadomość. Zobaczyli Shadow, która zadaje ranę za raną Nghtmare Moon, tnąc ją ze straszliwą prędkością. Jej dwa kunsztowne sztylety, błyszcząc księżycowym blaskiem, który jakby wypalał ciemność, kruszyły runiczną zbroję, spod której tryskały strugi krwi. Twarz Pani nocy była wykrzywiona w grymasie bólu i złości. Shadow zrzuciła kaptur i bez uczuć na twarzy, z oplatającą ją śnieżnobiałą grzywą i oczami, w których krył się smutek i współczucie, dalej cięła od góry. Królowa Koszmarów na rogu miała zatknięty srebrny pierścień, który jarzył się runami, a jego brzegi lekko popękały od nadmiaru mocy. Obie postaci zbliżały się do ziemi, aż w końcu spadły na gruzy w tumanie kurzu.

 

Wszyscy podbiegli. Ujrzeli nieprzytomną od ran Nightmare Moon i Shadow, która zdążyła nałożyć na róg dodatkowe pierścienie, kopyta ująć w kajdany i zaczęła wiązać długą i solidną liną bezwładne ciało. Nie była to ta sama bezduszna Shadow, którą widzieli w gabinecie, ta choć jej cielesna powłoka dalej nie wyrażała najmniejszego uczucia, to jednak oczy zdradzały wszystko. Był w nich bezgraniczny smutek, tak jakby uwolniona fala okrutnej rzeczywistości uderzyła właśnie w klacz. Silne ruchy przywódczyni miały w sobie jakąś niespotykaną wcześniej delikatność, a źrenice zaszkliły się wodą, która uformowała się w jedną łzę, ta skapnęła na zawaloną kamieniami podłogę. Shadow kończąc obezwładnianie podniosła wzrok na przychodzących i rzuciła tylko jednym, pustym słowem, które jednak skrycie w dalekiej intonacji wyrażało to, o czym mówiły oczy:

- Dobra robota.

 

 Cała komnata była w opłakanym stanie wszystko co nie było kamieniem czy metalem skończyło w drzazgach. Ściany ledwo się trzymały, przez wielkie dziury w walącym się suficie wpadało światło księżyca i gwiazd. Podłogę stanowiło wielkie gruzowisko, zawalające większość korytarzy. Drzwi, przez które weszli wisiały smutno nad nimi, całe poniszczone i wyrwane. Całe skrzydło fortecy, której działa nie powinny wzruszyć, które opierało się oblężeniom wyglądało na kompletnie zniszczone i niechybnie runęłoby, jeśli Nightmare Moon choć chwile dłużej używała swej mocy. Miejsce, gdzie kiedyś znajdowały się piękne witraże było teraz jakby luką do wielkiego grobowca wypełnioną rozbitymi kawałkami szkła. Co chwila z sufitu czy ściany spadał kolejny odłamek kamieni. Gdzieś w oddali korytarzy słychać było krzyki strażników i szybkie kroki biegu oraz szczęk zbroi. Jakimś cudem wszyscy w sali przeżyli upadki głazów bez większej szkody. Moonlight Star opadła na dół w gruzy, wraz z kawałkiem rozkruszonej ściany. Pręty wyszły częściowo z jej ciała. Dalej nie mogła się ruszać, ale chociaż leżała na ziemi i nic nie nabijało jej bardziej na straszliwe metalowe kolce Maskeda. Teraz drużyna musiała się wydostać z zamku i dostarczyć Nightmare Moon do podziemi, gdzie changelingi raczej by już jej nie odbili.

 

Na stacji kolejowej nastała chwila stagnacji, tak cenna dla changelingów. Rebon myślał nad następnymi rozkazami. Cały parter został przejęty, groźba ostrzału z góry była zażegnana dzięki szybkiej akcji Lenithy. Wróg natomiast najprawdopodobniej przegrupowywał siły i najpewniej obsadzał kolejne pociągi. W drzwi wbiegł kolejny posłaniec:

- Nasze oddziały zrezygnowały z próby przejęcia dworca bezpośrednio, zbyt ciężki ostrzał dział. Changelingi mają zbyt dobre pozycje, poza tym są bezpieczne w pociągach pancernych. Kapitan oddziału Green Sparka wysłany tu do pomocy twierdzi, że jedynym sposobem natarcia jest uderzenie od budynku głównego, w którym teraz jesteśmy i pyta, czy już został opanowany. Radzi również wysłać strzelców od strony peronów, aby uniemożliwić dalsze obsadzanie pociągów pancernych. Kapitan wycofał wszystkie siły z peronu aby nie tracić żołnierzy. Co mam mu odpowiedzieć? - zakończył wodząc wzrokiem i nie wiedząc, kto tutaj dowodzi.

 

Po chwili wpadł kolejny posłaniec:

- Nasze wojska obsadziły już pozycję do szturmu na bramę do górnego miasta. Prowadzą wymianę z dobrze zorganizowaną strażą. Na szczęście Green Spark już przerzucił swoje główne siły i szykuje się do ataku od tyłu. Przejął dowodzenie nad siłami szturmowymi z jednostek płk. Grima. Niespodziewanie pojawił się smok, który jednak działa na naszą korzyść wprowadzając zamęt na tyłach nieprzyjaciela. Królewskie skrzydło fortecy zaczęło się walić nie wiem czy to dobrze świadczy, ale mam też takie informacje. Green Spark chce wiedzieć czy ma się obawiać kontrataku i ostrzału z tutejszego peronu, czy już spacyfikowaliście wroga i możemy przystąpić do całkowitej ofensywy do środka miasta? -  Adiutant mówił wszystko wodząc wzrokiem po zebranych, jakby szukając Grima, jednak spojrzawszy na wyczekujący wzrok Rebona zaczął mówić co miał do powiedzenia.

 

Trzeba było działać szybko, gdyż każda sekunda dawała większą przewagę changelingom, a szansę na wygranie bitwy, które na początku były dobre teraz zaczęły stopniowo maleć.

 

Tymczasem przyleciał kolejny adiutant:

- W koszarach nasze siły z wolna posuwają się do przodu. Pierwszy impet uderzenia został już odparty i teraz sam gaz działa. Changelingi ponoszą ciężkie straty, lecz zorientowały się w sytuacji i już pierwsze oddziały z koszar ruszają na pomoc miastu. Dowództwo szturmu na tamtą część przesłało większość swych sił do pomocy w szturmie na bramę, gdyż nie spodziewają się przełamania na terenie koszar. Karzą przekazać, że gaz wybije wszystkich, którzy tam zostaną, a siły które zostawili wraz z trującymi oparami umożliwią zajęcie i zabezpieczenie całego budynku, jednak odradzają przeprowadzania ofensywy w tamtym rejonie właśnie z nich dopóki całość nie zostanie zabezpieczona, gdyż changelingi zadają nam ciężkie straty w próbach szturmu, raniąc swymi muszkietami i wygrywając w ciasnych korytarzach wyszkoleniem.

 

(Przepraszam kikiz za tą gafę z rogiem, mam nadzieję, że mi wybaczysz, i że znajdziesz sobie jakieś zajęcie w centrum akcji i szturmu na perony :pinkie: )  

         

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

Nick leżał dalej i choć nie wiedział co dokładnie się działo poczuł swego rodzaju ulgę. Momentalnie wszystkie hałasy ustały nikt nie walczył, nikt nie krzyczał, tylko jedno nie dawało mu spokoju: ostatnie co usłyszał nie brzmiało jak królowa. Do podmieńca zaczęło dochodzić co tak właściwie się stało, początkowo nie chciał się z tym pogodzić, jednak wyglądało na to że musiał. Nie był to też dla niego jakiś wielki szok rozważył wcześniej te opcję, jak na walkę miał wyjątkowo dużo wolnego czasu. Zamierzał przez chwile wyjść, ale uznał że rebelianci nie zdążyli by jeszcze się wynieść, wolał więc chwilę jeszcze poczekać w ukryciu aby i go nie wynieśli. Jedyne co na razie dodawało mu otuchy to dzierżony w kopytkach nóż, nie mniej na chwilę obecną wolał go nie używać. "Hmm dość ciekawa sytuacja, możliwa do przewidzenia, a jednak nie oczekiwana, najgorsze jest jednak to że nic co mnie dotyczy na razie nie zależy ode mnie" ta myśl trochę go zmartwiła, ale nie była tak straszna jak kolejna "Muszę się zdać na łaskę kucy?!" To było za wiele tylko jedna gorsza rzecz mogła go spotkać, a najgorsze to że przed niewolą w tej sytuacji nie ucieknie. Pozostała mu więc cicha nadzieja że jednak go nie znajdą, ale znając ich możliwości i ta nadzieja zginęła.

Link to comment
Share on other sites

 Thermal czuł, jak ogarnia go zmęczenie. Od kiedy wyleciał, ciągle był skupiony. I to zmęczenie było ceną tego skupienia. Wzbił się wysoko w powietrze i zaczął krążyć, ponownie przeglądając sytuację w mieście. A ta nie była kolorowa. Gdzieniegdzie wygrywali, lecz posiłki zbyt często przechylały szale zwycięstwa na korzyść tyranów. Widział dwa miejsca, gdzie jego pomoc mogła się przydać - centrum miasta oraz zewnętrzne części miasta. Jednak nie był głupi. Był pewien, że w centrum będzie najwięcej magów. A ich obawiał się najbardziej.

 - Yellow, błagam, poradź sobie - wyszeptał, pamiętając świst kul, i zanurkował w dół. Jeśli nie zdoła pomóc w ich pokonaniu, może chociaż opóźni ich kontrofensywę. Może dzięki temu grupa w zamku zdoła uratować Księżniczkę Lunę. 

Link to comment
Share on other sites

Atlantis poczuł że plan pomocy dla Shadow się powiódł i  w tym samym czasie jego samego ogarnęło pozytywny uczucie dzięki któremu mógł walczyć dalej.Kuc zauważył że następny ruch nie był tak dobry jak sobie to wyobrażał.Wtem nagle usłyszał krzyk NMM a potem poczuł podmuch wiatru i utratę sił przez coś co uczyniła czarna jędza a następnie odczuwał tylko ból i to że za chwile może stracić przytomność.Po około kilkunastu sekundach wszystko ustało.Wstał i po kilkudziesięciu sekundowej podbiegł do Shadow i odezwał się: -Co zrobić ze szpiegami?- lecz zaraz po tym dopowiedział : - Zajmę się naszymi gośćmi którzy za chwilę mają tu wpaść z wizytą- Po czym zrobił parę kroków w kierunku skąd słyszał krzyki.Wyjął Mała figurkę na ziemię i z natchnieniem w sercu,zaczął powiększać Golema aż on wyrośnie do odpowiednich rozmiarów.*Atlantis miał nadzieje że Podmieńcy będą przeklinać dzisiejszy dzień przez całą wieczność,w końcu 5000 straconych żołnierzy to będzie wielki ból w ich koślawych sercach.*Te myśli przelatywały przez głowę Kuca oraz wiele innych które jeszcze bardziej wspierały na duchu dzielnego jednorożca choć odczuwał lekki strach gdyż nie wiedział co się dzieje z Blue.

Link to comment
Share on other sites

Masked szybko się opamiętał i ukrył twarz za sferą ciemności, wiedział bowiem że nie znajdzie maski zbyt szybko. Zaczął również rzucać kolejną inkantację, skupiając się na niej okropnie, gdyż jeszcze nie ochłonął po całej bitwie i moc wciąż pulsowała w jego żyłach. Próbował odkryć miejsce w którym leżą zdrajcy.

 

-Ja z Shadow odprowadzimy NMM do podziemi, może znajdę jakiś sposób by ją odmienić. Ty Atlantis nie zapomnij o Archiwach które mi obiecałeś. Musicie jednak pomóc teraz Reszcie rebelii. Zdrajczynie dajcie mnie, powinna leżeć gdzieś tam.

 

Wskazał na miejsce gdzie ją ostatnio zostawił, wiedział bowiem gdzie mogła upaść, a przesłuchanie jej mogło być opłacalne. Poza tym czuł głód i chciał się pożywić.

 

-A zdrajcę zabijcie, dwóch zakładników to już problem. Atlantis, spróbuj go wykryć, nie powinien stanowić zagrożenia.

 

Mężczyzna podniósł mocą NMM by zaraz móc przenieść ją w bezpieczne miejsce, bowiem teleportacja w miejsce gdzie już była nie stanowiłaby problemu, szczególnie że wciąż miał pełne pierścienie. Czekał jedynie na zdrajczynię, którą miał się zająć i oczywiście Shadow.

Edited by Jaenr Linnre
Link to comment
Share on other sites

Dakelin po wstaniu zaczęła szukać jakiejkolwiek krwi. Gdzieś muszą dawać krew. Kuce otrzymują obrażenia różnych rodzajów. Część to postrzałowe, część to cięte. W obydwu przypadkach krew wypływa. Gdzieś tu musi być. Wampirzyca patrzyła w miejscach gdzie by się tego spodziewała, ale też próbowała szukać węchem. Zdjęła kaptur. Teraz szukała tak, aby nie zwracała na siebie uwagi.

Link to comment
Share on other sites

Gdy Nick leżał spokojnie na ziemi, Atlantis wyjął z kieszeni swego golema. Postawił na ziemi i skierował na niego lekko lśniący niebieską barwą róg. Przez konstrukta przeszło kilka błyskawic, przez co zaczął się powiększać i wykonywać drobne ruchy. Po chwili urósł do swych właściwych rozmiarów ponad 3m. Atlantis mógł wydawać mu rozkazy za pomocą umysłu, zatem golem wiedział, iż ma przypilnować drzwi. Kroki zbliżały się i już za chwile gwardziści mieli pokazać się w korytarzu. Konstrukt Atlantisa podniósł swą ciężką i toporną rękę, z której wysunęła się długa lufa, mierząca wprost w głąb korytarza.

 

  Masked uniósł Nightmare Moon, która bez przytomności wygięła się lekko do dołu. Czarnoksiężnik zdziwił się, gdyż spojrzał na podłogę i dostrzegł swą maskę, która powinna być przysypana gruzami, na wierchu, prawie nietkniętą (nie licząc obrażeń od jego własnej mocy). Założył ją pośpiesznie i skupił się na swym zmyśle krwi. Jako wampir potrafił bez większego problemu wyczuć, gdzie się ona znajduje. Jego umysł przetwarzał informacje. Odrzucał miejsca, w których nie mogli się znajdować ranni zdrajcy i tak doszedł do tylko kilku punktów. Obszedł salę po kolei i znalazł Moolight Star. Ta leżała na ziemi i przyglądała się mu, jeszcze żywa. Zostały dwa miejsca pod gruzami, jedno głębiej, a drugie płycej, w pobliżu ściany. Rozumowo to drugie dawało większe szanse na znalezienie drugiego rannego kuca.

 

Shadow wstała i zwróciła się do Maskeda:

- Idź za mną, wrócimy z nią do podziemi, korytarzem nie przejdziemy, a z nią nigdzie nie możemy się teleportować, gdy ma na sobie te kajdany. My się przeniesiemy, a ona zostanie. Atlantis zatrzymaj ich w przejściu tak długo jak zdołasz. Gdy zobaczysz, że twój golem nie wytrzymuje, uciekaj, nie chcemy stracić kolejnego maga. Teleportuj się do mnie tym kryształem. Koniecznie tym, a nie magią, gdyż ją mogą wykryć. Każdego, kogo będziesz trzymał także przeniesiesz. (to powiedziawszy dała mu mały świecący bielą odłamek skalny) Zajmijcie się tym zdrajcą i wracajcie do podziemi. Nie chcemy zostawać tu dłużej ,bo nas wyrżną, a tak będą nas szukać po całym budynku i stracą czas.

 

Pozostali ruszyli, zebrawszy cały swój sprzęt, za shadow i Maskedem. Moonlight została wzięta przez nich i przerzucona przez grzbiety. Atlantis został sam, jego golem pilnował korytarza, a on przeszukiwał gruzy w okolicy, gdzie wskazał Masked, aby odnaleźć Nicka. Mag po chwili spostrzegł wsunięte głęboko pomiędzy gruzy kopyto i wypływającą krew. Trudno było stwierdzić, czy kuca przygniotło ,czy sam się tam wsunął dla ochrony, ale wystający kawałek gruzu uniemożliwiał bliższe oględziny. Aby się przekonać Atlantis musiał wejść do wnęki narażając się na ewentualny cios.

 

Tymczasem Shadow poprowadziła całą grupę innym korytarzem do krótkiego pomieszczenia ze zbrojami. Poruszyła jedną z nich i otworzyła przejście. Wszyscy zaczęli wchodzić. Szli ciemnym korytarzem. Każdy Pamiętał ile zajęło to poprzednio, a teraz musieli jeszcze taszczyć ze sobą Nightmare Moon. Shadow jednak prowadziła zdecydowanym krokiem, a jej biała grzywa, zakrwawiona w kilku miejscach zdawała się lekko świecić.

 

Thermal lawirował swą bestią niszcząc wrogów. Zobaczył, że całe dolne miasto zostało oczyszczone, również dzięki jego pomocy. Oddziały rebeliantów zebrały się i rozpoczęły atak na bramę. Kuc zobaczył, że od tyłu zachodzą changelingów oddziały, które przeszły najprawdopodobniej podziemiami i wezmą w kleszcze obrońców bramy. Niestety z wysokości ujrzał też kolejne zorganizowane oddziały armii, które śpieszyły na pomoc. Z kolei dalej w dolnym mieście rozlegały się strzały, a na dworcu płonął ogień. Co raz któreś działo z pociągu pancernego wystrzeliwało w budynek, druzgocząc ścianę. Pomoc smoka była potrzebna wszędzie, ale to on musiał zdecydować gdzie uderzyć. Wiedział, że od tego zależy kilkaset żyć rebeliantów, a nawet zwycięstwo czy porażka.

 

Do Rebona, pośród huku wystrzałów i latających drzazg cały czas przychodzili posłańcy. Nieśli wieści o tym, co zobaczył Thermal. Atak na bramę rozpoczął się. Green Spark zaraz ma wkroczyć i zmieść obrońców od tyłu. Całe dolne miasto poza dworcem zdobyte, jednak changelingi umacniają się z każdą chwilą i przejmują więcej pociągów, z których prowadzą ostrzał. Trzeba było podjąć decyzję, czy iść dalej ze swoimi siłami, zostawiając silny punkt obrony nieprzyjaciela za sobą, narażając swe tyły ,czy zdobyć go za wszelką cenę ,licząc się z dużymi stratami. Natomiast do uszu nowego dowódcy dotarła również wieść o zawaleniu się skrzydła zamku. Koszary przestały być zdobywane, tylko gaz robił swoje. Zostawiono w nich kilkudziesięciu rebeliantów, którzy zabezpieczają teren, a reszta jest w drodze jako rezerwy dla poległych na ulicach. Szpital powoli się zapełnia i powstał problem z transportem rannych przez zatłoczone przejścia podziemne.

 

W Kolejna kula wystrzelona z działa przebiła jedną ze ścian pomieszczenia, w którym znajdował się Rebon. Drewno poszło w drzazgi i poraniło rebeliantów, a także odsłoniło ich na ogień muszkietów z pociągu, który teraz było widać przez wyrwę jakieś 150m od nich. Lenicie śmignęła kula obok szyi chybiając zaledwie o parę cm. Z każdą sekundą ginęli, lub odnosili rany kolejni rebelianci na dworcu. Potrzebna była konkretna decyzja, bo każda zwłoka ciągnęła za sobą kolejne ofiary.

 

Dakelin tymczasem znalazła parę trupów w pomieszczeniu i korzystając, że większość kucy zajęta byłą kryciem się przed ostrzałem udało jej się wypić trochę krwi. Od razu poczuła się lepiej. Posoka byłą brudna i nie najlepiej dożywiona, ale zawsze trochę pomogło. Dakelin wiedziała, że nie jest z nią dobrze, ale powoli wychodziła z najgorszego. Obok siebie widziała Rebona i innych towarzyszy, którzy stali i jakby nie mogli się zdecydować co robić, a kolejne kuce ginęły.         

 

    

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

MT czekał na decyzje Rebona, nie podobało mu się co się działo, nadal zakrywał się tarczą (znaczy nic nie zrobiłem od mojej ostatniej czynności więc sądzę że nadal wykorzystuje tarcze) i chętnie by zakwestionował by dowództwo Rebona ale wiedział że sam nie potrafi dobrze dowodzić i nie zna się na walce wojskowej. Myślał również o wprowadzeniu broni palnej do projektu swojej zbroi którą już planował w głowie

 

<Jak to wariactwo się zakończy będę mógł dokończyć mój projekt...Jeśli przeżyje. Magic jesteś idiotą, mogłeś zostać w pracowni wróg by tam nie dotarł a nawet jeśli to byłbyś przygotowany, a tak to proszę jesteś całkiem goły a ostrzeliwują cie BRONIĄ PALNĄ! Więc dlaczego tak się narażam?>

Edited by SolarIsEpic
Link to comment
Share on other sites

Nick widział Atlantisa, wiedział co zapewne zaraz się stanie i wolał tego uniknąć pomyślał chwilę "hmmm albo mnie zabije albo weźmie w niewolę... nie wiem co gorsze, nie mniej lepiej się stąd wynieść zanim zaczną strzelać" Nick nie miał zamiaru go ranić bo po co? jeśli to zrobi zginie, jeśli jakimś sposobem poderżnie mu gardło sam się wykrwawi albo dostanie kulką od swojego. Mógłby tak wyliczać w nieskończoność jednak zamiast użalać się nad swym losem lepiej jest zrobić coś aby nie był on aż taki straszny. Podmieniec zebrał się w sobie i zawołał do jednorożca.-Co chcesz ze mną zrobić?

Link to comment
Share on other sites

Atlantis odebrał runę deportacyjną od Shadow po czym zaczekał aż  reszta drużyny wyszła Atlantis zajął się poszukiwaniem Nicka którego po kilku minutach przeszukiwaniu gruzów zauważył czyjeś kopyto prawdopodobnie nicka.Atlantis miał już zajrzeć do wnęki ale się zawahał i cofnął gdyż się obawiał,tego iż mógłby oberwać od nicka który prawdopodobnie żyje i leży tam uzbrojony i mógłby go zaatakować.Lesz po chwili usłyszał głos Nicka który prawdopodobnie był szpiegiem wroga.Atlantis się odezwał na słowa nicka: -Widzisz,ja jeszcze nie wiem co dokładnie mam zrobić ale jest jedno jest pewne, że wykorzystam się przeciw wrogom Equestri- Po zaczął inkantacje zaklęcia magicznego więzienia na Nicku.

Edited by Wiecznie WnerwionyAtlantis
Link to comment
Share on other sites

(zielonkawy kolorek pisma, bo changeling)

-Może zaczniesz od przeniesienia nas w miejsce gdzie nas nie rozstrzelają?-zapytał obojętnie. Po chwili poczuł że dzieje się z nim coś dziwnego, chciał zaprotestować ale: jeśli wróg ma tracić siły na coś zbędnego niech to robi, po drugie nie miał za bardzo siły aby to zrobić. Zamiast protestować zaczął godzić się ze swym losem.

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...