Jump to content

Wyżal się.


Mellie
 Share

Recommended Posts

godzinę temu Maffle Fluff napisał:

Żeby to był tylko pierwszy raz gdy zapomniałem o niej. Mam wrażenie, że z moją pamięcią jest coś nie tak. Za szybko zapominam potrafię przez 5 min stać stać pokoju i myśleć czemu tu przyszedłem mimo, że przed chwilą pamietałem . Może nie brzmi to dziwnie ale zdarza mi się to często. Co do twi to przyszło mi to do głowy (chyba) po tym jak to zrobiłem, a sam myślałem, że dzielę z nią tylko wady.

Tak samo mam problemy z pamięcią często nie wiem co robiłem np: dzień wcześniej  ale to nic ja nawet nie potrafię sobie wyobrazić wygladu osób które znam chodzi o twarze rodziny,znajomych, ktoś mi coś mówi a często po 2 minutach ju mogę o wszystkim zapomnieć te problemy mam chyba dlatego ze jestem po 6 operacjach lewego oka i od kilku lat szorycuje się kroplami do oczu i innymi lekami i jest sporo efektów ubocznych tak ogólnie przez to cierpię prawie na wszystko już mi włosy wypadają a mam dopiero 18 lat 

Link to comment
Share on other sites

45 minuty temu Ylthin Maruda napisał:

:despair:

 

Kiksy pamięci krótkotrwałej? Mam tak nagminnie. Jeśli martwisz się, że to coś poważniejszego (zwłaszcza, jeśli masz inne objawy - zawroty głowy, migreny, omdlenia, problemy z koordynacją ruchów...), możesz załatwić sobie wizytę u neurologa.

HAHAHAHAHAHAHAHAHA ta jasne, mam kilka z tych problemów tak bylem u neurologa nie nie pomógł mi powiedział że nie wie co mi jest inni lekarze tez nie wiedzą a z czasem jest gorzej za kilka lat zapomnę jak się nazywam i gdzie mieszkam btw co do ruchów ja chodzę tak jakbym bym najebany xD

Link to comment
Share on other sites

Może masz niedobory, np. potasu? Hiperurykemia? Albo się nie wysypiasz, stresujesz czy za mało jesz?

 

Aber: w pierwszej kolejności bym Ci zrobiła dokładną morfologię. 

 

 

Jakie badania Ci robili?

 

EDIT: zbadaj jony, azot pozabiałkowy, kwas moczowy, TSH, FT3, FT4.

Edited by Cahan
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Ciąg dalszy wyżalania się. 

Mineło kilka tygodni. Już za dwa dni bedzie sprawa rozwodowa moich rodzicow. Nie wiadomo czy zostanę powołana na swiadka czy nie. Oby nie, strasznie się boję. Bo jak to tak, stanąć twarzą w twarz z ojcem i mówić co zrobił źle. Jesli mne jednak wezmą to chyba tylko wejdę na sale i krzyknę ,,DAWAJ ALIMENTY''.

Wszyscy chodzą wokoł mnie jak na szpilkach. Wszyscy się denerwują i stresują, i mimo że ja też, to i tak moim obowiązkiem jest pocieszanie wszystkich.

Drugi powod do żalenia się, to moja kicia. Kilka dni temu spadła z balkonu. Spacerowała po barierce, ale jakiś pies szczęknął i ją przestraszył. Do tej pory nie miałam możliwości i okazji iść do weterynarza. Finanse i w ogole. Ale jutro juz prawie na pewno pójdę. Mam nadzieję ze nie za późno. Wydaje mi się że może mieć stłuczone żebra i cos nie tak z łapką. Oby weterynarz nie kosztował zbyt wiele, teraz koszty sprawy i tak są bardzo wysokie.

Trzeci, błahy powod z czego nawet sama z siebie się śmieję. 5 listopada mam pólmetek i wcześniej się smuciłam, że nie mam z kim iść i w ogole. Ale jakos tak wyszło, że idę z kimś kogo praktycznie mało co znam. Ta impreza może być ciekawa. Czemu ja się na to zgodziłam lol

 

ale jak tak o wszystkim mysle to i tak uważam, że w mojej sytuacji jestem mega dzielna i silna. Kto da rade przetrwać jak nie ja? 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

@Celly

Najważniejsze jest, że potrafisz utrzymać pozytywy... oby tak dalej ^^ W sumie zabawne, że wszyscy chcą byś to Ty ich pocieszała, kiedy w sprawie rozwodu to właśnie dziecko jest najbardziej poszkodowane. Współczuję bardzo. Mam nadzieję że sprawa minie szybko byś nie musiała za bardzo stresować się i sobie psychiki ryć przy niej. No i że wyjdzie jakoś...dobrze. O ile w ogóle może wyjść dobrze. 

Z kotem to aż straszne... idź czym prędzej, pożycz pieniądze o ile masz od kogoś, bo cóż, może być rzeczywiście za późno w końcu.

A co do imprezy...to wydaje się to dobra odskocznia od wcześniejszych problemów ^^ Może poznasz kogoś ciekawego, bliskiego i będziesz jeszcze silniejsza dzięki temu?

Link to comment
Share on other sites

Ja ostatnio też się trochę podejrzewam o łysienie, bo po roku golenia się prawie na łyso, ostatnio trochę zapuściłem włosy i za każdym razem, jak widzę, że jakiś mi wypadł, przeżywam straszne żale. Niby 50-100 dziennie wypada, a ja widzę ich dziennie tylko kilka, plus nie czeszę się praktycznie, więc nie wyczesuję tych już umierających. Rozum i internety podpowiadają, że nic się nie dzieje, wizualnie też nie wydaje mi się, żebym miał ich mniej, niż choćby ten rok temu, ale serce pełnym jest wątpliwości. Straszne. 

Link to comment
Share on other sites

21 minuty temu Seluna napisał:

Ja tam nie mam problemów z włosami. Są lśniące, długie i puszyste.

 

~

Mam straszną niemoc twórczą.

Pierwszy raz, odkąd pamiętam, mam taką sytuację, że siadam do komputera, mam zaplanowaną całą fabułę opowiadania wraz z zwrotami akcji i w ogóle, kładę ręcę na klawiaturę...

...i nic. Zero pomysłów na opis. A przecież zaraz mają być lasery, samochody i wybuchy ;____; .

 

Tak samo z rysowaniem, tylko tutaj dochodzi jeszcze syndrom "po co to wszystko, to nie ma sensu, dla kogo ja to robię"...

 

Nagle mam mnóstwo pomysłów, ale kompletnie nie wiem, co z tymi pomysłami zrobić. Czyli odwrotnie jak zazwyczaj.

Po pierwsze i najważniejsze nie przejmuj się tym za bardzo. Im bardziej się zaczniesz stresować tym że nie możesz nic wymyślić tym gorzej będzie. Będziesz się mocniej załamywać i dobijać że nie wychodzi. Trzeba poczekać aż nadejdzie natchnienie i wtedy działać.
Robisz to wszystko dla siebie. Nieważne ile ludzi docenia twoją twórczość i tak robisz to dla siebie, żeby się rozwijać i tworzyć coś kreatywnego.

Ja dawniej się przejmowałem zbytnio że tu oo nie mniej lajków na tym rysunku tutaj coś się starałem bardziej to mniejszy odzew był i po co to wgl. Nie ma co patrzeć na takie aspekty. Rób to co uważasz za stosowne dla siebie i to co Ci się podoba, a nie innym. Jeśli robisz coś co kochasz to inni to docenią. Nieważne ile ludzi będzie podziwiać.

 

Kocham to jak moja sygnatura idealnie podkreśla każdą moją wypowiedź.

Edited by FrozenTear7
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Na WFie zrobili nam test sprawnościowy (bieg wahadłowy, 20 m) i pomiary. Projekt ministerialny, badania sprawności studentów w Polsce.

a) Po 800 m zeszłam na bok z tętnem 195, kolką i ostrym bólem w drogach oddechowych. Godzinę później wciąż mam podrażnioną krtań i kaszlę. Nie, nie jestem astmatyczką.

b) Jestem 1 cm niższa i 3,5 kg cięższa, niż wynikało z dotychczasowego mierzenia i ważenia. Gdy ma się mało centymetrów i dużo kilogramów - każda jednostka w górę czy w dół to bez mała koniec świata.

c) BMI to... Mieszczę się w górnym przedziale normalnej wagi, tuż pod magiczną wartością 24 (nadwaga). Procent tłuszczu w organizmie (to też nam liczyli) - niecały punkt procentowy powyżej dolnej granicy (12,7%). Albo jestem zbyt niska, albo mam autentycznie grube kości (czego wskaźnik BMI nie uwzględnia).

d) Mam za szeroką talię.

e) Facet cały czas marudzi, że jestem ładna, atrakcyjna i co tam jeszcze.

f) Przywalę w twarz każdej osobie, która zaproponuje mi rekreacyjne bieganie jako lek na problemy psychiczne. Mam serdecznie dość słuchania "a może zacznij biegać, od razu poprawi ci się nastrój", zwłaszcza, że każdy WF przypomina mi, jak żałośnie słaba jestem oraz ile zapaleń krtani przechorowałam jako dzieciak.

Link to comment
Share on other sites

Pocieszę Cię jeszcze bardziej: ja nigdy w życiu nikogo nie miałem (a już trochę lat na karku mam)... i powiem Ci szczerze, w pewnym okresie życia bardzo było mi z tym ciężko (aż dziw bierze że nie mam zrytej psychiki - o ile sam o sobie mogę tak powiedzieć). Ty przynajmniej kogoś miałaś i wiesz jak to jest - masz o czym marzyć. Podczas gdy ja tego nawet nie wiem... i szczerze mówiąc (pisząc) już nie chcę już wiedzieć. 

Edited by Chip
Link to comment
Share on other sites

Lepiej kochać i stracić niż nigdy miłości nie zaznać.

Czas leczy rany i patrz na przeszłość pozytywnie. Pamiętaj dobre chwile i miej je na zawsze w sercu. Życie idzie do przodu i trzeba się nauczyć jak iść dalej nieważne jak to mocno boli.

Edited by FrozenTear7
Link to comment
Share on other sites

Cóż dawno tu nie pisałem, gdyż nie było powodu do użalania się, ale od 2 dni mam dosłownie parszywy humor. bowiem powiem wprost moja psyche nie wytrzymała tego, ze mój o 12 lat ode mnie młodszy brat traktował mnie jak niewolnika i szmatę, a rodzinka miała to totalnie w plocie, a moje żale i wybuchy bezsilnej, pierwotnej złości za napady histerii wiec w końcu dałem mu się sprowokować i doszło do rękoczynów. Przyznam szczerze, że obudziło się we mnie coś pierwotnego innymi słowy nie myśalem o niczym innym by brata dosłownie "zagryźć" by poczuł ból. Skonczyło sie na hryji w której w wiekszości mi się oberwało i gadaniu, że nikogo nie szanuję i mam rodzinę wszytki gdzieś poczułem siz zawstydzony i upokożyny bowiem przy okazji tej sytuacji tata nałożył mi bana na kompa po 24, ale przyjąłem to bo co było robić, a bratu nie oberwało się porwie wcale, ale myślę że też będzie czuł zawstydzenie czy jakieś wyrzuty, ale nie rano wstaje z chytrym uśmieszkiem i słowem beka na twarzy i ,jedzie mnie dalej.

                Powiem wprost może jestem wariat, ale dla mnie nie jest normą olewać to że się dostało słuszny opierdol. To tak mnie wkurwiło, że bylem zgryźliwy, cały dzień i dochodząc do scjencji, zakończonych w końcu tym że tata zrobił mi bajzel na biurku, który potem ja musiałem sprzątać. W tym momencie  gdyby mnie zobaczyć to ewidentnie byłem jak Twilight z Lesson Zero albo jak Rarity z koszmaru Sweetie Belle - zacząłem jęczeć co ze mną nie tak, co jeszcze poprawić i gdzie popełniam błąd, ale w końcu posprzątałem i zacząłem grać w diablo III z kumplem. Było mi tak błogo, że zapomniałem o Banie i wrzuciłem RD chill out niestety usłyszal to vtata i spokojnie choć wkurwiony powiedział masz karę

   

     .Oczywiście dziś czekam na krę, a jej nie ma tylko wykład moralny, że nie trzyma się ustalonych zasad, a ja tłumacze się ze się zapomniałem okazuje skruchę, a tata na to że znowu nikogo nie szanuję itd.  Ja już po prostu nie wiem może rzeczywiście jestem wariatem, ale ludzie życie to nie tylko nauka nad Książkiem i wykonywanie prac domowych jak animatron, a ja mimo swej fizycznej niepełnosprawności chcę żyć na tyle, na ile mi pozwala moje Mózgowe porażenie dziecięce, a niestety samodzielnie zrobię co prawda więcej niż inny z tą chorobą, ale zostało to okupione latami rehabilitacji i jeżdżenia do lekarzy, a co najważniejsze szczerą miłością matki do dzecka, ale jednak pewnych rzeczy nie zrobię, bo albo ich nie potrafię, albo mnie ich nie nauczono w wieku młodzieńczym np nie znam się na kasie i nie wiem jak obślugiwać konto bankowe do końca, ale to mojej rodzinie nie przeszkadza wymagać ode mnie bo jak to oni mówią "Najwyższy czas się nauczyć", no więc się uczę, ale zamiast motywacji w stylu "nie szkodzi ważne ze się starałes doceniam to" to jest " eh mogłeś lepiej" albo "liczy się efekt i nie obchodzi mnie to jak do tego dochodzisz" albo życzenia w stylu ja sobie nie życzę tego i tego, a ja na pewne rzeczy nie mam wpływu, czuję się presję ze muszę rbyć wszytko wiedzieć, a w podziękowani tylko wyzwiska i gadanie ze nie mam do niczego praw bo uwaga genialny cytat NIC Nie Robię, a Studia to co  Nic ? Sam się na nie zdecydowałem i zaryzykowałem i trwam na nich, bo chcę coś w sym życiu kurde osignąc ale nie chcę też stracić sweogo altruizmu i ludzkiego oblicza ale przez presję niestety to się dzieje, co mnie bardzo niepokoi, bo nie che sie stać zwykłym szarym smutnym Polakiem, który marudzi jak to wszytko jest do luffu.

 

Jednocześnie zwracam się do was drodzy forumowicze z naciskam na tych którzy zdążyli mnie poznać byście mi szczerze odpowiedzieli na pytanie" Czy jestem kłamliwym, niewdzięcznym, kombinatorem, który was tylko wykorzystywał tak mówi mój brat ? Jak mnie Oceniacie ?

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Przyszedłem się wyżalić, ponieważ czuję się w tym momencie tragicznie - miałem ponad 2 tygodniową przerwę od treningów siłowych, lecz dzisiejszego dnia postanowiłem ćwiczyć. Wykonałem wszystkie ćwiczenia na klatkę piersiową, po czym przystąpiłem do katowania mięśni brzucha: kiedy czułem już ogień, strasznie męczyłem się pomiędzy seriami, zaczęła boleć mnie głowa, finalnie byłem zmuszony do przerwania treningu. To wydarzenie jest powodem mojego złego samopoczucia - mam doskonałą dietę, ćwiczę od dłuższego czasu, co dało mi - przyznam się nieskromnie - ciało na podobieństwo greckiego boga. Wysiłek fizyczny stał się moją pasją, której nie chcę porzucić, ponieważ jest ona jedną z rzeczy, która czyni mnie szczęśliwym człowiekiem. Nie wyobrażam sobie, aby kolejne próby przystąpienia do pracy zakończyły się tak, jak miało to miejsce dzisiaj.

Link to comment
Share on other sites

godzinę temu Tric napisał:

Przyszedłem się wyżalić, ponieważ czuję się w tym momencie tragicznie - miałem ponad 2 tygodniową przerwę od treningów siłowych, lecz dzisiejszego dnia postanowiłem ćwiczyć. Wykonałem wszystkie ćwiczenia na klatkę piersiową, po czym przystąpiłem do katowania mięśni brzucha: kiedy czułem już ogień, strasznie męczyłem się pomiędzy seriami, zaczęła boleć mnie głowa, finalnie byłem zmuszony do przerwania treningu. To wydarzenie jest powodem mojego złego samopoczucia - mam doskonałą dietę, ćwiczę od dłuższego czasu, co dało mi - przyznam się nieskromnie - ciało na podobieństwo greckiego boga. Wysiłek fizyczny stał się moją pasją, której nie chcę porzucić, ponieważ jest ona jedną z rzeczy, która czyni mnie szczęśliwym człowiekiem. Nie wyobrażam sobie, aby kolejne próby przystąpienia do pracy zakończyły się tak, jak miało to miejsce dzisiaj.

To jest przemęczenie,zwolnij to przejdzie,dieta może nie być idealna,może jesteś wypłukany z np magnezu lub innego minerału.Też miałem podobne objawy przy przemęczeniu,tylko ja jestem lekkoatletą.

Link to comment
Share on other sites

Wyżalę się.

 

Hanzie robią się strasznie zaborcze wobec mojej osoby. Wszyscy się zarzekali, że drugi rok na moim kierunku to betka, że to na pierwszym jest odsiew, że jest najwięcej materiału i w ogóle. Kłamali, a ja wierzyłem. Tymczasem ostatni miesiąc był jak jazda bez trzymanki na kocie pędzącym za fiolką z walerianą. Z jednej strony robię, co lubię, ale z drugiej natłok materiału jest okrutny, przez co myśl o rzuceniu wszystkiego i zaszyciu się w bambusowym gaju (albo bardziej przyziemnym utopieniu w Wiśle) pojawia się coraz częściej. :spike: 

Link to comment
Share on other sites

Produkowanie konspektów na lekcje matematyki odbiera mi smak życia niczym rządy PiS-u. Moja pani prowadząca sama nie wie, czego chce, sama nie wie, co mam w konspekcie, ale na wszelki wypadek stwierdza, że "w sumie spoko, ale popraw cały, nowy wyślij na mejla i wpadnij za 3 dni, bo wcześniej nie mam czasu, elo xD".

 

A, i jeszcze herbata mi wystygła. 

Edited by TW Soli
Link to comment
Share on other sites

Tak na poważnie to chyba nigdy się tu nie żaliłam. I szczerze to nie sądziłam, że poczuję potrzebę by się swoimi smutkami dzielić na publicznym forum. 

 

Więc czuję się dziwnie. Trwa to już dobrych kilka miesięcy, bo zaczęło się gdzieś tak pod koniec maja i od tego czasu stopniowo nasila. Najpierw było to okropne zmęczenie wszystkim. Szkołą, udzielaniem się na forum, zajmowaniem zwierzakami, rysowaniem...wszystkim. W nocy nie mogłam się wyspać. Królik dobijał bo gryzł klatkę i nic nie mogłam na to poradzić, a spać przy tym nie potrafię. Przekładało się to na zaniedbywanie studiów. Studia też zaczęły mnie męczyć. Wpakowali mnie w specjalizację, której nie chciałam i wiele przedmiotów było z nią związanych. Zaczęłam się tam czuć źle. 

Wakacje jak nigdy prawie całe przesiedziałam dosłownie nic nie robiąc. Pod koniec na moment nieco się polepszyło gdy uznałam, że muszę zmienić kierunek studiów. Zrobiłam to, pochodziłam miesiąc i...nagle stało się to. Apogeum beznadziejności. 

 

Obecnie czuję się tak jakbym miała dość życia, ale zarazem wcale o tym nie myślę. 

Nie mam sił na naukę. Ciągle jestem zestresowana. Ciągle jestem smutna, no, prawie ciągle. Nic mi się nie chce. Prawie całe dnie śpię, a rano nie chcę wstawać więc śpię dalej. W domu już prawie się nie odzywam. Boję się...nawet nie wiem czego. Każdej nocy przed zaśnięciem chce mi się płakać. Do tego rodzice dają w kość, ciągle na mnie narzekając i trując dupę jak to rodzice. Zaczęłam się do nich wrogo odnosić. Nie wiem co robić... 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Królikom zdaje się zęby rosną całe życie i muszą je "piłować". Daj mu najlepiej jakichś gałązek czy czegoś innego twardego.

Co do wstawania to zauważyłem, że jak wstaje o 5:30 to jestem bardziej wyspany i mniej zamulony niż jak bym wstał o 11:00 gdy mam wolne. Taka pętla - im dłużej leżę, tym bardziej nie chce się wstawać :) Daj sobie budzik na drugi koniec pokoju, tylko o łagodnym tonie, najlepiej narastającym (ponoć gdy ma się denerwujący budzik to podświadomie śpi się gorzej, bo spodziewamy się niemiłego dźwięku na pobudkę).

Link to comment
Share on other sites

Problem z królikiem rozwiązał się. Póki było wystarczająco ciepło to sobie po balkonie hasał całą dobę, a potem jak wrócił do domu to sam z siebie przestał w nocy hałasować. Także chociaż tyle. 

 

Czasami wstaję bardzo wcześniej. 7:00 na przykład. I rzeczywiście nie czuję się wtedy śpiąca i zamulona, ale prędzej czy później dopada mnie to otępienie, które teraz czuję niemal bez przerwy. Ale w sumie co mi szkodzi. Spróbuję. 

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu Uszatka napisał:

Trwa to już dobrych kilka miesięcy, bo zaczęło się gdzieś tak pod koniec maja i od tego czasu stopniowo nasila.

4 godziny temu Uszatka napisał:

Najpierw było to okropne zmęczenie wszystkim.

4 godziny temu Uszatka napisał:

Obecnie czuję się tak jakbym miała dość życia, ale zarazem wcale o tym nie myślę. 

Nie mam sił na naukę. Ciągle jestem zestresowana. Ciągle jestem smutna, no, prawie ciągle. Nic mi się nie chce. Prawie całe dnie śpię, a rano nie chcę wstawać więc śpię dalej. W domu już prawie się nie odzywam. Boję się...nawet nie wiem czego. Każdej nocy przed zaśnięciem chce mi się płakać.

 

Może to moja prywatna przeczulica, ale... przeszłabym się do psychologa. Najlepiej prywatnie, jeśli finanse pozwolą, kolejki w publicznych przychodniach są absurdalne. Jeśli taki stan utrzymuje się przez dłuższy czas i cały czas się pogarsza - możesz z czystym sumieniem podejrzewać depresję.

Czarnowidztwo z mojej strony? Może i tak. Ale czarnowidztwo uzasadnione. Zresztą szybka, wczesna diagnoza = większa szansa na wyleczenie, a zaburzenia depresyjne same z siebie nie przechodzą. Gdyby przechodziły - nie wycofałabym się ze spartolonych studiów.

 

 

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...