Skocz do zawartości

Kanclerz [OSKAR][NZ][Political][Violence]


Recommended Posts

Cóż (nomen omen ;) ):

1. Kreacja Cadance jest taka a nie inna, gdyż jest zgodna z kreacją świata - innymi słowy, u mnie wszystkie postacie (no może poza najgorszymi plebejuszami z Ponyville czy proletariuszami z samego dołu Manehattanu, ale naprawdę dołu) mówią w taki sposób. Generalnie, wynika to z mojej koncepcji (która z kolei wynika z mojego światopoglądu), gdzie Equestria jest po prostu metaforą państwa i porządku przedrewolucyjnego rządzonego w dużym stopniu przez bardzo silny konwenans. Doprawdy, każdy arystokrata (zresztą nie tylko, również większość burżuazji a nawet chłopstwa, choć ci ostatni w nieco innym, acz analogicznym wymiarze) od dziecka był uczony (nieprzychylny rzekł by - tresowany) przestrzegania bardzo złożonego systemu norm społecznych (będących, co warto podkreślić, ze swej zasady normami miękkimi. Kwestia tego, że te normy bynajmniej nie były tak bezzasadne, jak chcieliby niektórzy, jest osobnym zagadnienie,, którego nie sposób tu szerzej omówić. Muszę jednak również dodać, że można z nimi przesadzić, czy raczej źle je interpretować, tak jak to miało miejsce w dyskutowanej przez nas scenie "Fantasii del mare"). Osoba zaś z samej góry hierarchii (czyli w tym wypadku księżniczka) oczywiście może pozwolić sobie na pewną swobodę (co zresztą moja Cadance robi, co sam zauważyłeś), ale tylko w ramach i po uznaniu ogólnego systemu.

Krótkotrwałe przełamanie zaś tego konwenansu, o którym, Drogi Niklasie, wspominasz, z założenia było właśnie krótkotrwałe, było chwilą emocjonalnej słabości, co zresztą sam zasygnalizowałem:

- Choć raz nazwij mnie po imieniu, Twinkleshine. Proszę, na znak, że mi wybaczyłaś

Warto też dodać, że Cadance jest nową i (przynajmniej u mnie) młodą, a nawet bardzo młodą, jak na Alicorny, władczynią de facto obcej (kulturowo i mentalnie) prowincji, która ma pewne zaszłości historyczne z Equestrią. Musi więc jakoś zbudować (a nawet jeśli uznamy, że pobicie króla Sombry dość go zbudowało, to utrzymać) swój autorytet, a to, zwłaszcza w, mówiąc po naszemu, hellenistycznej tradycji kucyków kryształowych, łatwiej osiągnąć majestatem niż poufałością. Z czym, jak sądzę, zgodzi się Dolar.

2. O Spike'u bynajmniej nie zapomniałem, raczej... Nie było dlań miejsca w fabule. No, może drugiego dnia, gdy Rarity nie mogła znaleźć dla siebie miejsca, mogła go poszukać, ale czy czytanie o tym byłoby ciekawe?

Zresztą - jakoś nikt nie pamięta o tym, że nie on sam zniknął. Szukajcie drugiej zguby (podpowiem - jest to OC z marchii wschodniej), a znajdziecie, z kim w tym czasie przebywał Spike. Postać ta miała dostać scenę, która się nie zmieściła, toteż została przeniesiona do kolejnego rozdziału i wraz z nią wyjaśni się los Spike'a.

3. Wszyscy chwalą Marchie Wschodnią, ale co się Wam tak naprawdę w niej najbardziej podoba? Słowiańskie imiona (na czele z zalewem Skarbimirów)? Historia z młodości tytułowego bohatera? Rarity w swej naturalnej roli?

Czy po prostu ustrój i kultura? Liczę na jakieś ciekawe komentarze w tej kwestii.

I na koniec

4. Skrytykowałeś mnie (i słusznie) za błędne użycie imienia księżniczki, a sam błędnie użyłeś nazwiska jednej z głównych bohaterek. Ród Rarity to "di DimanTi", a nie "DiamanDi" ;)

(do niektórych innych uwag odniosłem się w komentarzach w tekście).

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No to tak jak mówiłem, różnica wyobrażeń postaci :P

 

 

 


No, może drugiego dnia, gdy Rarity nie mogła znaleźć dla siebie miejsca, mogła go poszukać, ale czy czytanie o tym byłoby ciekawe?

 

Zapewne nie, ale wspomnienie jakieś przelotne byłoby na miejscu tutaj.

 

 

 


3. Wszyscy chwalą Marchie Wschodnią, ale co się Wam tak naprawdę w niej najbardziej podoba? Słowiańskie imiona (na czele z zalewem Skarbimirów)? Historia z młodości tytułowego bohatera?

 

Wszystkiego po trochu w sumie. Ogółem, wykreowanie Marchii jako całości.

 

Oczywiście poprawiłem swój błąd, ale jakby nie patrzeć, źle napisane imię Cadance jest zdecydowanie częstszym błędem :P

 

 

http://prntscr.com/4oibtg - i o które tu chodziło? Bo niestety sugestie mają tę wadę, że po odrzuceniu, nie wiadomo już, o co się pytało :P

Edytowano przez Niklas
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

http://prntscr.com/4oibtg - i o które tu chodziło? Bo niestety sugestie mają tę wadę, że po odrzuceniu, nie wiadomo już, o co się pytało

Chodziło o:

Natural… – zaczął Skarbek, lecz natychmiast przypomniawszy sobie o swojej towarzyszce, znacznie bardziej stanowczym głosem dodał: – nie!

Natomiast, nie ogłosiłem jeszcze zapowiedzi, już to nadrabiam!

Już... w rozsądnym czasie ukaże się kolejny rozdział, w którym wysoka rada postanowi rozwiązać trzy najbardziej palące problemy królestwa, metodami zarówno tajnymi, jak i jawnymi, subtelnymi, jak i bezpośrednimi oraz siłowymi, jak i manipulacyjnymi.

Ponownie będziemy świadkami bitew (również słownych, ale tym razem więcej jednak dosłownych) na obu krańcach królestwa (a mimo to przeciwko temu samemu wrogowi!). Dowiemy się również, dlaczego kucyki husarskie noszą skrzydła i czemu tak nie lubią pegazów.

Cóż, gdy inne środki zawodzą zostaje 3 D - Dyplomacja, Działa, Dywersja!

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks later...

Cóż... na pewno odbicie do góry z poziomu do którego fanfik swojego czasu dążył asyptotycznie w dół.

Początek w Kryształowym Imperium o tyle dobry, że pokazuje jak zawiłe są intrygi dworskie, że każdy podejrzewa każdego i tak na dobrą sprawę nikomu nie można ufać. No i mamy przykład kolejnej głupoty/namiętności tworzącej historię, jakoś ci to nieźle wychodzi Kanclerzu.

Tylko ja naprawdę nie mogę sobie wyobrazić Flasha jako "pułkownika"... zwiadowca, posłaniec, członek elitarnych sił rozpoznania, widziałem zbyt wiele memów, bym mógł go sobie wyobrazić jako kogoś inteligetnego.

Fragment z Blinkie Pie mi sie podobał (w końcu trochę fantastyki w magicznej krainie Equestrii), mimo iż był strasznie zamotany narracyjnie, zapodajesz jakąś fioletową klacz i ja sobie łamię łeb, JAKA to klacz, później nagle wyjeżdzasz z jakieś drużyny od jakiegoś niedoszłego gwałtu i zastanawiam się czy to nie było gdzieś wcześniej... i dopiero gdzieś w środku dowiadujemy się, że chodzi o nową postać... później ten numer powtarza się z Bluebloodem, dla mnie są to prymitywne zabiegi narratorskie, który niepotrzebnie komplikują i tak już złożoną historię.

No i w końcu następuje najlepszy fragment w Stallionfortcie, momentami miałem tylko wrażenie, że autor za bardzo pojechał z rozmiarami twierdzy, ale już tam.... w końcu fantasy. Co czyni ten fragment dobrym? Na pewno odmienność miejscowych kucy, niby to juz przejawiało sie wcześniej, ale to zawsze zgrzytało gdy postacie "obrobione" w tylu innych fanfikach nagle okazywały sie szlachcicami, baronami i jeszcze nie wiadomo czym jeszcze. Co prawda dla takiego ingnoranta jak ja różnica między:  tarpanami, bachmatami i hucułami jest niezuważalna, ale to jest zdecydowanie lepsze niz kolejne magiczne mutanty z czułkami, rogami i wypustkami. Co prawda ja tam operuje na poziomie cygańskich kóz i żydowskich baranów, ale takie kresowe kuce są świetne nawet jeśli po 10 linijkach nie wiem kto jest kim.

No i przede wszytkim nagle przygody Rarity nabierają... sensu. Jest sama jedna, ale skutecznie służy swoimi umiejętnościami i radą. Ten fragment z budowaniem krosen bardzo mi sie spodobał nawet jeśli jest trochę przesadzony.


Ponarzekałbym na zniknięcie smoka, ale wyobraziłem sobie, że porwał go ukradkiem zły niebiesko-biały wilk, spodobała mi się ta opcja.

Edytowano przez Xelacient
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 months later...

No to opublikowane rozdziały mam już za sobą...

Przyznaję, iż opowiadanie jako całość czytało mi się z dużą przyjemnością, zwłaszcza że styl Markiza jest bardzo przyjemny w odbiorze.

Jak na razie fanfik podzieliłbym na dwie części: pierwszą, w której biednemu Fancypantsowi wali się na głowę tysiąc spraw jednocześnie, jednocześnie potwierdzając wszystkie prawa Murphy'ego, oraz drugą, gdzie dzięki interwencji księżniczki udaje się pokonać buntowników w stolicy, tym samym odsuwając groźbę natychmiastowego upadku królestwa... co jednak bynajmniej nie oznacza ani końca wojny domowej, ani zażegnania zagrożenia. W tej drugiej części kanclerz Fancypants ma okazję zaprezentować swoje umiejętności dyplomatyczne. Królestwo jest w poważnych kłopotach, więc w zamian za neutralność jest w stanie poczynić znaczne ustępstwa, a do tego z racji wzajemnej nieufności, jaką darzą się sąsiedzi Equestrii, jakakolwiek pomoc nie wchodzi w grę... sytuacja nie do pozazdroszczenia i pozostaje życzyć Kanclerzowi szczęśliwego z niej wybrnięcia.

Na plus wybijają się liczne odniesienia do historii. Rewolucja Francuska, Rewolucja 1905 roku, Rewolucja Październikowa, a nawet „rewolucja seksualna” 1968 roku - wszystko jest jasne i czytelne, a do tego dobrze wpasowane w świat przedstawiony. I przede wszystkim Marchia Wschodnia... co się spodobało w Marchii Wschodniej? Na pewno wykreowanie jej na wzór Kresów z Trylogii i zmiana klimatu (dosłownie i w przenośni). Poprzednie rozdziały w większości sprawiały wrażenie dość ciasnych - skupiały się albo na gabinetowych rozmowach, albo na starciach i oblężeniach. Tu zaś autor miał możliwość w pełni rozwinąć skrzydła i pokazać nam zupełnie nowy, stworzony od zera kawałek tego uniwersum, który, nawiasem mówiąc, wyszedł wspaniale.

Na minus? Kilka niezręczności, które już wymienili w moich komentarzach moi poprzdenicy i które albo zostały poprawione, albo (przynajmniej częściowo) wyjaśnione, więc nie są takie ważne. I jeszcze jedno... pozwolę sobie zwrócić szanownemu Markizowi uwagę, iż lokomotywę prowadzi maszynista, nie zaś motorniczy. Dla kogoś niebędącego pasjonatem transportu szynowego różnica może wydawać się minimalna, do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że słowo „motorniczy” pochodzi od wyrazu „motor”. A choć parowóz istotnie wyposażony jest w silnik, nie jestem w stanie wyobrazić sobie choćby odrobinę obeznanej z kwestiami technicznymi osoby, która nazwałaby go motorem.

Podsumowując, ten fanfik był dla mnie samą przyjemnością i na pewno chętnie sięgnę po następne rozdziały, jak tylko się pojawią.

  • +1 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wielcem wdzięczny za ten komentarz!

Na minus? Kilka niezręczności, które już wymienili w moich komentarzach moi poprzdenicy i które albo zostały poprawione, albo (przynajmniej częściowo) wyjaśnione, więc nie są takie ważne

Czy może jednak powie Pan szerzej co konkretnie ma na myśli? Być może któreś z tych "niezręczności" jeszcze nie zostały usunięte i mogą pojawić się również w przyszłości? Czy też to kwestie na tyle nieistotne, że nie warto się na nad tym rozwodzić?

Markizowi uwagę, iż lokomotywę prowadzi maszynista, nie zaś motorniczy. Dla kogoś niebędącego pasjonatem transportu szynowego różnica może wydawać się minimalna, do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że słowo „motorniczy” pochodzi od wyrazu „motor”. A choć parowóz istotnie wyposażony jest w silnik, nie jestem w stanie wyobrazić sobie choćby odrobinę obeznanej z kwestiami technicznymi osoby, która nazwałaby go motorem.

Ach, proszę o wybaczenie, nie wiem skąd mi się wziął ten błąd!

Zaraz to poprawię!

Inna sprawa że motor istotnie oznacza silnik lub szerzej, zwłaszcza w filozofii, poruszyciel (od łacińskiego moveo,poruszać).

Tymczasem wszyscy niech się gotują, bowiem nowy rozdział jest już na dalekim etapie zaawansowania!

Zobaczymy w nim:

starcia zbrojne na lądzie i morzu oraz przygotowania do jeszcze kolejnych starć!

Bądźcie gotowi!

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

I oto jest - pierwsza część rozdziału piątego!

https://docs.google.com/document/d/1vEFMbwz9YdQwpl0k1dM43M1X3TRd4Baa6Zm4ftMdcf0/edit

a w niej:

korona musi mierzyć z nowymi zagrożeniami na jeszcze innych frontach. Rada regencyjna nie ma jednak zamiaru patrzeć na to z założonymi kopytami lecz przedsiębierze stosowne środki.

Dyplomacją, działami i dywersją postanawia rozprawić z wszelkimi pomniejszymi wrogami, nam nastąpi wielkie starcie z jądrem rebelii.

Zapraszam wszystkich!

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kolejny zacny rozdział. Poza drobną, już poprawioną nieścisłością, jaką były powody, dla których kucyki wypalają trawę, podobał mi się sposób, w jaki wprowadzono nowego przeciwnika dla kucyków - przyznam, że zaczynał mnie powoli nudzić equestriocentryzm we wszelakich opowiadaniach, więc diamentowe psy jako państwo mogące coś zdziałać w walce z kucykami (wykorzystanie kryzysu do osiągnięcia własnych celów?) bardzo mnie cieszy. Trochę szkoda natomiast, że gdzieś zapodziali się kucykowi sarmaci, ale ufam, że znajdę ich w następnym rozdziale.

Edytowano przez Gandzia
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 3 weeks later...

No cóż, pora tedy nadrobić zaległości, które nagromadziły się w zatrważającej ilości jednego rozdziału. I aż jestem zdumiony, że od jego premiery pojawił się zaledwie jeden komentarz. Domyślam się, iż nie jest to najlepszy środek motywujący do pisania, dlatego też śpieszę ze swoją opinią o Rozdziale V.

 

Ogółem trochę dużo było tym razem ścian tekstu. No i przyznam, że nieco... odciągało mnie to od płynnego czytania. A i głosy psów nie należały do najłatwiejszych do zrozumienia. Acz doceniam zabieg stylistyczny.

 

Jednakże rozdział podobał mi się, jak zwykle zresztą. Dużo się działo, ale dało się to wszystko ogarnąć. Część rzeczy idzie po myśli naszego kanclerza, część... zdaje się, że nie do końca. A wyraz pyska Time Turnera musiał być niezwykły, gdy się zorientował, że nikt go już nie popiera :P

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 4 months later...

Kolejny fik Oskarowy na mojej liście. Kolejny, którego lektura była dla mnie niewątpliwą przyjemnością.

 

Na pochwałę zdecydowanie zasługuje polityka i fabuła - są wyborne, zaiste wyborne. Dobrze nakreślone, świetnie rozwinięte i ogółem bardzo na plus. To wręcz największy atut tego fanfika. Czytanie o zmaganiach się Fancypantsa i jego ferajny z problemami, zdrady (choć wiele z nich przewidziałam) to było naprawdę coś. Z fabuły wyróżnia się też intrygująca historia rodziny królewskiej oraz ogółem perypetie rodów Equestrii. Kanclerz to niewątpliwie dzieło nietypowe, ale zdecydowanie wartościowe. 

 

Sam sposób wciskania kucom do głów idei został w moim mniemaniu nieco zbyt uproszczony, jednak nie w stopniu, który kazałby mi go określić mianem błędnego. Choćby komunizm - pięknie przedstawiony komunizm. Wzniosłe hasełka, pod którymi kryje się "zabierz sąsiadowi, bo trawa na jego polu jest zieleńsza". Nawet z perspektywy dzisiejszych czasów widać jak łatwo ludzie wierzą w takie bzdury. Bogaty? Złodziej? Miał bogatych rodziców? Pozbawić go wszystkiego! Całkiem refleksyjne pod pewnym kątem i nie sposób mi nie zgodzić się z Fancypantsem. Zarówno totalna równość jest zła jak i totalna nierówność bez możliwości nobilitacji dla osób wywodzących się z klas niższych.

 

Kreacja postaci? Różnie. Ogółem jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, jednak są dwa mankamenty. Pierwszy wabi się Luna, a drugi Celestia. Luna, istota stara jak cholera, a zachowuje się jak gimbusiara z okresem, a nie władczyni. Zaś Jej Świetlista Wysokość Celestia chyba przyćpała, bo przypomina zjaraną hipiskę, która gada jakieś bzdury i nie panuje nad własnym państwem, a tymczasem wystarczyło jedno wystąpienie, by komuchy się ogarnęły i przeszły na jedyną słuszną drogę. Na plus są za to szczególnie Fancypants i Rarity.  No i Shining to tradycyjnie idiota.

 

Wiele osób chwali Kanclerza za opisy. No cóż, nie podzielam ich zdania. Uważam że miejscami są bardzo dobre, a gdzie indziej niedostateczne albo w ogóle ich nie ma. Szczególnie pomijasz pomieszczenia i otoczenie bohaterów, choć paradoksalnie klimat spowodowany całą sytuacją polityczną, która jak wspomniałam już wcześniej została świetnie nakreślona, bardzo dobrze pozwala na wizualizację tego co się dzieje. Dlatego ciężko mi jest ocenić tą część fanfika, zważywszy na swoistą nierówność.

 

Strona techniczna jest raczej słaba. Ujdzie, ale brakuje półpauz w zapisie dialogowym. Używasz "-" i nieraz nie dajesz nawet po tym spacji. Widziałam też literówki i błędy innej maści.

 

 No cóż, mimo nielicznych mankamentów fanfik zdecydowanie polecam i czekam na ciąg dalszy.

Edytowano przez Cahan
  • +1 2
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

a tymczasem wystąpiło jedno wystąpienie

 

I występuj tak dalej xd

 

 

Używasz "-" i nieraz nie dajesz nawet po tym spacji.

 

Tyle mu mówiłem, ale nie słuchał xd

Edytowano przez Niklas
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję za te wszystkie uwagi i cieszę się niezmiernie!

 


zdrady (choć wiele z nich przewidziałam)

hmm, czy można prosić o zdradzenie na priv lub w spoilerze jakie konkretnie i dlaczego?


Kreacja postaci? Różnie.

Cóż, co do Luny i Celestii to rozumiem zarzut. Cóż, ta pierwsza po pierwsze w mojej wersji zdecydowaną większość swojego życia spędziła w samotności na zesłaniu (bowiem przed nim była dość młoda jak na Alicorna) co niewątpliwie ma swoje konsekwencje a poza tym, z przyczyn dość zrozumiałych, jako swoiste zadośćuczynienie jest niezwykle cięta i surowa na wszystkie przejawy zdrady wobec korony.
Co do Celesti....
cóż, nie mogę zbyt wiele ujawnić na razie na jej temat.

 

pozwolę sobie natomiast samemu zadać pytanie - a jak OC?


Wiele osób chwali Kanclerza za opisy. No cóż, nie podzielam ich zdania. Uważam że miejscami są bardzo dobre, a gdzie indziej niedostateczne albo w ogóle ich nie ma. Szczególnie pomijasz pomieszczenia i otoczenie bohaterów

]

to akurat prawda i szczerze powiedziawszy nigdy nie miałem do tego dobrej wyobraźni.

 

Cóż, cieszy mnie w każdym razie ta opinia. 

Jednocześnie niestety muszę z żalem stwierdzić, że z przyczyn wielu prace nad dalszym ciągiem obecnie nie są prowadzone i nie wiem czy i kiedy będą.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 years later...

Przeczytane, czas najwyższy napisać komentarz.

 

Pierwsze spostrzeżenie - "od cholery tu szlachty, szlachta na szlachcie po prostu"

 

Chwilę później - "od cholery tu opisów"

 

Trochę później - "kurczę, od cholery tu intryg"

 

Po tym opisie moich wrażeń przejdźmy do meritum. 

 

Zalety:

+ wielowątkowa fabuła, okraszona wszelakimi intrygami - coś, co tygryski lubią najbardziej.

+ większość postaci została bardzo dobrze wykreowana

+ opisy, które słusznie nagrodzono Oskarem

+ styl, choć tu są pewne wyjątki, w ostatecznym rozrachunku jednak jest na plus

+ wszelakie odniesienia do historii i nie tylko - kto czyta kontrowersyjne fiki, ten zrozumie pewien easter egg

 

Wady:

- znikanie postaci, np. wspomniany wcześniej Spike, Luna

- tłumaczenia nazw własnych

- interpunkcja (myślniki zamiast półpauz w zapisie dialogowym) i literówki

Podsumowując, opowiadanie to jest istotnie warte przeczytania. Polecam je każdemu temu, kto ma wolny czas

 

Ocena: 8,5/10 :fleur:

 

Pozdrawiam i czekam na dalszą część.

 

P. S.: Zapraszam w piątek o 20 na omówienie tego opowiadania w Klubie Konesera Polskiego Fanfika.

  • +1 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mam za sobą pierwszy rozdział kanclerza i musze przyznać, że to bardzo ciekawe dzieło. Już od poczatku mamy fajne, rozległe, ale nie nudne opisy i dobrą, wielowątkową, wciągającą fabułę. Do tego te tytuły, tytuliki, koligacje, ta cała polityka... Wprost czuć wylewajace się intrygi i plany. Aż przypomina mi się pewna animacja.  Każda z postaci ma swoją głębie, co tym bardziej jest na plus. 

Nie jest to dzieło pozbawione wad. nie są one jednak zbyt wielkie. Boli głównie brak spacji po myślnikach (powinny być półpauzy, ale to bym przebolał). Miejscami zdarzyły się też literówki, ale niewielkie. 

Mieszane mam też uczucia dotyczące konwencji autora, co do pisania zwrotów wielką literą. Tłumaczył sens tego i aj ten sens rozumiem, ale z drugiej strony... po prostu mi się wizualnie nie podoba. 

Niemniej fanfik jest naprawdę dobry i wart przeczytania, a tym bardziej kontynuacji. Od siebie dodam, ze po korekcie i ukończeniu bym go chętnie wydał. 

  • +1 2
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 8 years later...

„Kanclerz” autorstwa Marquise Fancypants di Coroni jest fanfikiem, którego mógłbym postawić tylko trochę niżej niż „Krwawe słońce” Verlaxa. Oznacza to, że jest znakomity.

 

W tym komentarzu poruszę tematykę zaprezentowaną w prologu i dwóch rozdziałach. Wbrew pozorom jest to niemały kawałek materiału. Autor pisze bowiem niezwykle treściwie. 

 

„Kanclerz” to fanfik, jakich nie widziałem jeszcze w polskim fandomie MLP:FIM, nawet wśród tych z tagiem „Political”, który też jest niewiele. Porusza on problem rewolucji. Teoretycznie fanfik Dolara „Aleo he polis” porusza podobny problem, ale wątek rewolucji jest tam bardzo pobieżnie przedstawiony i nie jestem pewien, czy to, co tam zaszło można nazwać rewolucją. Rewolucja w „Kanclerzu” nie przypomina mi żadnej konkretnej, być może najbliższa jest rewolucja francuska z lat 1789-1799, ale tak naprawdę i to porównanie jest na wyrost. Odnoszę wrażenie, że Marquis Fancypants di Coroni dokonał pewnej syntezy przyczyn zjawisk rewolucyjnych, jakie zachodziły w Europie od końca wieku XVIII do początku XX wieku. Potem przeniósł te wnioski na grunt Equestrii.

 

Wnioski są ciekawe i nawet stwierdzam, że podejmując podobne przemyślenia także do nich doszedłem. Rewolucja wymaga trzech lub co najmniej dwóch czynników. Po pierwsze jest to sytuacja, gdy stare elity posiadają pełnię władzy politycznej, nie będąc jednak całkowicie domiujące w życiu gospodarczym. Po drugie, władza musi być na tyle mało wydolna lub mało szanowana, że jej polecenia przestają być odczuwane jako wiążące. Po trzecie, aczkolwiek nie zawsze jest to regułą, zachodzi interwencja czynników zewnętrznych. W przypadku „Kanclerza” są to wszystkie te trzy czynniki.

 

Equestria jest krajem, który przeszedł proces industrializacji, lecz jednorożce należące do arystokracji zachowały pełnię władzy politycznej. Ich przedstawicielem jest w fanfiku Fancy Pants, chociaż tutaj jest znany jako wicehrabia Canterlotu Fancy Pants di Coroni, tytułowy „Kanclerz”. Dochodzi jednak do sytuacji, gdy kraj znajduje się w stanie zagrożenia wojną z „Wilczą Konfederacją”, jedną a nawet dwoma. Zapada decyzja o mobilizacji sił na wypadek wojny. Ale Manehattan odmawia. W tym samym czasie w Clouds dale trwa sejmik pegazów, które lokalny przywódca może wykorzystać jako swoją prywatną armię, a w Ponyville dochodzi do otwartego buntu przeciw władzy.

 

To, co mi się niesłychanie podoba w tym fanfiku, to próba stworzenia systemu politycznego Equestrii i powiązania go z systemem prawnym. Coś, czego nie było nawet w „Aleo he polis”. Nie chodzi tutaj o np. dziedziczenie tronu. Chodzi o system rad, jakie są zwoływane przez Celestię i to, kto w nich się znajduje i próba przekształcenia tych instytucji, nieobradujących ciągle w próbą stałej reprezentacji politycznej. A wychodzimy od czegoś tak prostego jak to, kto może być burmistrzem w Ponyville, wszystkich procedur z tym związanych, dzięki czemu poznajemy lepiej prawo Equestrii. Potem przechodzimy na poziom nieco wyższy, do Manehattanu. I w tym momencie zobaczyłem kunszt autora, trwa tam bowiem dyskusja, czy lekceważenie rozkazu kanclerza o przeprowadzeniu mobilizacji jest równoznaczne z lekceważeniem rozkazu księżniczek. I co ciekawe, w tej dyskusji zapada wniosek, że tak. Czołowi przedstawiciele burżuazji miejskiej dochodzą do wniosku, że są lojalni wobec księżniczek, tylko nie wobec kancelarii ich kanclerza. Oczywiście te wnioski są bzdurne, ale w tym kontekście jak najbardziej ciekawe. Autor zręcznie przedstawia nam instytucja ogólnokrajowe i lokalne, pokazuje niejednolitość podziału administracyjnego kraju i to, że np. pegazy mają własny samorząd, ale już Manehattan, czy Ponyville mają własny, oparty na innych zasadach. Przyznam, że czytałem z przejęciem te fragmenty. Zwykle podział administracyjny jest w fanfikach traktowany bardzo po macoszemu, nie mówiąc o wynikających z tego konsekwencjach. Warto pamiętać, że autor pisał fanfika przed odcinkiem „Księżniczka Spike”, który rzucił bardzo dużo światła na ustrój panujący w Equestrii.

 

Jeśli coś mnie zastanawia, a co jest raczej niehistoryczne, to to, że do prób wymuszenia reform dochodzi w sytuacji zagrożenia wewnętrznego. Wydarzenia rewolucyjne zwykle zachodzą w spokojniejszym czasie: przykładowo do rewolucji amerykańskiej doszło po wygraniu wojny siedmioletniej przez Brytyjczyków, do rewolucji francuskiej po tym, jak król Ludwik XVI zwołał przedstawicieli trzech stanów, aby uchwalić nowe podatki. W Rosji w 1905 i1917 obie rewolucje miały miejsce z powodu porażek wojennych. Tzw. Jesień ludów 1989 r. to skutek nieudanych reform gospodarczych. Moim zdaniem, jeśliby się tego trzymać do próby zmiany ustroju powinno dojść nie tuż przed grożącą wojną, ale w jej trakcie.

 

Podobnie rewolucja w Ponyville sięga od razu po maksymalistyczne hasła uspołecznienia majątku rodziny Apple i państwa Cake. Zasadniczo są to przedstawiciele klasy średniej. Ci byli jednym z zapleczy rewolucji we Francji i w ogóle przemian parlamentarnych w Europie wieku XIX. Powinni to zatem być potencjalni sojusznicy rewolucji w Ponyville, a tymczasem zostali skreśleni. Moim zdaniem, już samo to spowodowałoby wielką niepopularność rewolucji i jej haseł nie tylko w Ponyville. Właściwie jakiekolwiek powiązaniem rewolucji z Ponyville i odmową Manehattanu w przeprowadzeniu mobilizacji stałoby się zapewne niemożliwe. Więcej, pewnie sami by ją chcieli przeprowadzić, aby chronić swoje majątki. W każdym razie po tym, jak zobaczyliby kunktatorstwo władzy Celestii.
 

Jednak mogą bronić autora w ten sposób, że po po pierwsze rewolucję wywołują siły zewnętrzne, a w każdym razie wrogie samej państwowości Equestriańskiej. Ich celem jest m.in. wyeliminowanie Mane6, a więc takie działania mają sens. Po drugie elity Cloudsdale, Manehattanu i Ponyville mają wspólnego wroga, czyli koronę.

 

 Korona jest sama sobie największym wrogiem. Przede wszystkim dosłownie, Equestria, jakby całkowicie ignorowała swoją władczynię. I nie bez powodu. Celestia jest szalenie bierna w tym fanfiku. Generalnie przychyla się do wniosków innych, sama nic nie proponując. Dlatego na plan pierwszy w tym fanfiku na czoło wysuwa się księżniczka Luna. Ale nie tylko Celestia jest bierna. Twilight także została w ogarniętym rewolucją Ponyville i… jest tam. Ogólnie tak przedstawiona Celestia przypomina mi potężnie znerfioną wersję z ostatnich dwóch sezonów. Twilight, jednak jest typem bohaterki, dlatego tutaj akurat zachowuje się jak nie ona. Może to jest uzasadnione jakimś załamaniem nerwowym, nie wiadomo. W każdym razie absolutne bierność Celestii zmusza jej otoczenie do działania. Konkretnie Lunę i jej wojskowych. W tej sytuacji Celestia mi trochę przypomina mi nawet nie króla Ludwika XVI, czy cara Mikołaja II. Przypomina mi uniwersalny typ władcy, który nie wie, co robić, więc wycofuje się i pozwala działać innym. Odnoszę wrażenie, że kucyki po prostu kochają swoją władczynię, ale się jej nie boją. A nie boją się, bo ta nic od nich nie wymaga, ale też, jakby i ona nie ponosiła odpowiedzialności, Jak to ładnie ujął autor, porównując alikornicę do brytyjskich monarchów „Królowa panuje, ale nie rządzi”. Odnoszę wrażenie, że tak faktycznie wygląda władza Celestii w MLP:FIM. Autor po prostu antycypował i doszedł do wniosków, które zostały niezależnie od niego, tak czy inaczej wprowadzone do serialu przez autorów.

 

Pytanie brzmi, czy fanfik ma wady? Tak, ma kilka. Zacznę może od Twilight Sparkle.

 

Kiedy czytałem „Kanclerza” zastanawiałem się, czy autor nie zaczerpnął jednej rzeczy od twórców serialu: teleportacji, wtedy kiedy fabuła na to pozwala. Naprawdę, Twilight była całkowitym „koksem”, jeśli chodzi o magię w miasteczku i samodzielnie mogłaby zapewne przeteleportować przyjaciółki z rodzinami poza Ponyville. Ale nie robi tego. Po tym wszystkim co dokonała Twilight sądzę, że sama by mogła uśmierzyć bunt.

 

Od strony formalnej, tekst budzi pewne zastrzeżenia. Po pierwsze jest to właściwie ściana tekstu. Po drugie autor oddziela fragmenty „porucznikami”, nawet jeśli opisują one wydarzenia i te „poruczniki” nawet nie posiadają odstępu od poprzedzającego i następnego akapitu. Prawie cała akcja opiera się na dialogach, opisów wydarzeń jest niewiele, a opisów miejsc to już w ogóle prawie nie ma. Jeśli coś jest w serialu, to dobrze, ale jeśli nie ma to już widz sobie musi co wymyślić jak coś może wyglądać. Przy czym same dialogi zaczynają się od „-”, po których nie ma odstępów. Poza tym w tekście jest dużo literówek, zwłaszcza problem z poprawnym zapisem słowa „Ekscelencjo”. Wpierw myślałem, że to może cecha jednej z postaci, ale ten problem się powtarza w sposób zupełnie losowy. Do innych przypadków można zaliczyć „nozdzry”, „wyciagnął” etc. 
     
 Na koniec muszę przyznać, że autor napisał tekst nie tylko będący ciekawą analizą rewolucji (pomimo wskazanych przeze mnie błędów). Napiszę więcej, autor jest prorokiem. Przewidział zalew brzydkich i otyłych kobiet w grach wideo.


 

Cytat

 

Sztuka ludzi nie promuje piękna, jest turpistyczna i pozbawiona moralności.

 

 

 

Nie wiem, tylko czy mieszanie świata ludzi i kucyków naprawdę jest warte tego, żeby wyrywać czytelnika z immersji. Moim zdaniem nie. Również moim zdaniem, „Kanclerz” jest znakomitym fanfikiem, któremu czytelnik powinien dać szansę.

Edytowano przez Obsede
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×
×
  • Utwórz nowe...