Skocz do zawartości

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Zawartość

    3977
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    110

Wszystko napisane przez Dolar84

  1. Dolar84

    Odcinek 7: Bats!

    Airlick ma oczywiście rację A teraz do rzeczy. Zdecydowanie najlepszy odcinek z dotychczasowych - przebił nawet przezabawne Power Ponies. Jest sporo gagów, doskonała piosenka, i ciekawa, choć przewidywalna fabuła (no ale po MLP nie spodziewam się głębi w stylu Ingmara Bergmana ). Poza tym mamy całą Mane 6 co zawsze jest plusem i nawet każda z nich ma swoją rolę. Przejdźmy do wylistowania plusów: - Oficjalne uznanie Batponies. To znaczy, że Sarosianie (kto czytał Background Pony wie o czym mówię) są kanonem. RADOŚĆ! - Fluttershy jak wampir. Radość has been doubled! Nosflutteratu stało się przynajmniej częściowym kanonem. - Piosenka. Jako człowiek będący fanem musicali wszelakich po prostu się w niech zakochałem (biedny przycisk powtarzania na YT...). Jest dokładanie taka jaką spodziewałbym się usłyszeć, poza tym ma przezabawny tekst. Ale i tak ukradła ją Rarity swoimi dwoma wersami. Ten głos pasował tam po prostu idealnie. Aktorce podkładającej głos przyznaję Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Libacji z Dębowymi Mocnymi, a w wysoce wątpliwym przypadku spotkania jej osobiście, muszę mieć pod ręką kapelusz, by pył sprzed jej nóg zmiatać, gdy zegnę się w ukłonie podkreślającym podziw dla jej geniuszu. - Sporo nawiązań (jak zwykle zresztą). I chociaż strój stracha na wróble raczej zrzucam na karb przypadku, to chcę wierzyć, że inspiracja Falloutem miała jakiś udział w jego doborze. - Polaryzacja stanowisk AJ i FS zakończona wcale sensownym kompromisem pozwalającym na rozwój całości sadu, kosztem niewielkiej jego części (a jeżeli populacja za bardzo wzrośnie to zawsze można użycić czegoś do jej... zredukowania ) - Interesujący pomysł na owocożerne Wampirogacki - Pinkie Pie jak zwykle niszcząca system (i logiczne myślenie). Największe plusy za końcową rozmowę z Fluttershy no i oczywiście za swobodną wariację na temat "Women! I vanna zuck your blood!" - Łaknąca cydru RD. W sumie się jej nie dziwię. To naprawdę doskonały napitek - Morał zachęcający do szukania kompromisów i nie rzucaniu się na pierwsze, zwykle najradyklaniejsze rozwiązanie. Oraz uczący do pewnego stopnia umiejętności bronienia niepopularnego stanowiska, jeżeli jest się przekonanym o jego słuszności. Jak również minusów: - RD robiąca z siebie artystkę ze spalonego teatru. Ot, amatorszczyzna. Gdzież jej do prawdziwej mistrzyni, czyli Rarci. - Fluttershy i jej podejście... no cóż, tak już mam że szczerze i dogłębnie nienawidzę wszystkiego co podchodzi pod określenie "eko-oszołomstwa". - Nijaka Twilight. Jest poważna, rozsądna i jakaś taka... odległa. Zabierzcie jej te skrzydła i oddajcie neurozy, które miała jako bibliotekarka - było to o niebo zabawniejsze. Podsumowując: Jeżeli miałbym oceniać odcinek jako taki, to daję 9/10 (duży wpływ na genialna piosenka). Jeżeli zaś ograniczyć ocenę wyłącznie do odcinków 4 sezonu, to należy się 10/10 (równie duży wpływ ma genialna piosenka). PS: Fish - zanim zaczniesz narzekać, że pomimo minusów daję najwyższą ocenę, to uświadom sobie proszę, iż one nie wykluczają możliwości jej przyznania. Subiektywne odczucia to prawdziwa potęga
  2. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  3. Nie czepi się, ponieważ traktuje [brak tagu] jako jeden z tagów autorskich. Gdyby nie było w ogóle - no wtedy bym pluł jadem i tupał nogami Co do samego opowiadania to jest krótkie i przyjemne. W sumie osobiście przyporządkowałbym je do Slice of Life, może z niewielką, minimalną wręcz, domieszką randomu. W każdym razie napisane jest bardzo przystępnie i oferuje miłe spędzenie kilku minut na lekturze - ot tak, żeby się odprężyć. Pomijając jednego byka na początku, strona techniczna wydaje się być bez zarzutu. Czekamy na kolejne teksty.
  4. Tym samym z radością ogłaszam, iż "Żelazny Księżyc" otrzymuje tag [Epic]. Gratulujemy.
  5. Masz wiele racji, ale spójrz też na drugą stronę sytuacji. Załóżmy sytuację (i to że mamy otwieracz) - czytasz opowiadanie, które bardzo Ci się podoba, akcja rozwija się doskonale, opisy zapierają pierść w dechach i w ogóle mamy cud, miód i orzeszki. A tu nagle jak diabeł z pudełka wyskakuje jakieś określenie, którę jest dla Ciebie odpychające. W tym momencie następuje zgrzyt, i znaczna część przyjemności z lektury idzie się giwzdać (że tak to kolokwialnie ujmę). I teraz jest dylemat - czy czytać dalej, mając pewność, że napotkasz na kolejne słowa, które będą powodować zgrzyt Twoich zębów, czy zrezygnować z lektury (która ma być w końcu przyjemnością)? Obawiam się, że na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi - naturalnie nie można po czymś takim twierdzić, że opowiadanie jest słabe, a co najwyżej, że jest przekreślone dla osoby akurat je czytającej. Oczywiście pod warunkiem, że niechętna dowolnem określeniu osoba nie uzna, że tekst jest na tyle dobry, że można mu wybaczyć uszkodzenia szkliwa powstające podczas zgrzytania zębami przy lekturze i podejmie decyzję o jej kontynuowaniu. W takim przypadku naprawdę pomogłoby ustalenie odgórnych norm których wszyscy musieliby się trzymać. Czy jednak ma to sens? Twierdzę, że nie, gdyż jednolitość przynajmniej w pewnym (o ile nie w znaczącym) stopniu zabiłaby kreatywność i wszystkie teksty stałyby się podobne. Sztywne normy najlepiej zostawić pismom urzędowym - tam się sprawdzają, a od opowiadań im wara. Akurat ta forma jest specyficzna i z całą pewnością nie będzie się każdemu podobać jednak ma swoje zastosowania. Brzmi wręcz doskonale jeżeli użyjemy jej w rozmowach nadętych arystokratów, ale już dla zwykłej komedii jest zbyt... górnolotna. Poza tym nigdy nie można stosować tego w liczbie pojedyńczej - "klacz z jednorożca" zdecydowanie brzmi równie przyjemniej jak tarty o siebie styropian. Tutaj zgadzam się z tym, że ostateczna decyzja należy do autora tekstu - tak właśnie powinno być. Natomiast nie widzę nic złego w ewentualnej próbie przekonania rzeczonego autora do innej formy. Może się z tym zgodzić lub nie - i tak w końcu będzie tak jak zdecyduje. Naturalnie to przekonywanie też nie może być zanaddto upierdliwe czy wręcz być zmuszaniem. Raczej coś na zasadzie wymiany poglądów uciętej w chwili, gdy autor zdecyduje się na wersje ostateczną. Sposób mówienia AJ jest niestety praktycznie nieprzekładalny. Można oczywiście spróbować użyć gwary wiejskiej, ale jak to napisał psoras, u nas kojarzy się ona zdecydowanie negatywnie. Osobiście polecam pisanie normalnie (no chyba że trafi się jakiś rarytas godny wykorzystania) i doprecyzowywanie akcentu w opisach towarzyszącym dialogom. Przekład słownictwa Pinkie jest zdecydowanie prostszy, ponieważ sporo jej wypowiedzi to neologizmy, czy poprzekręcane słowa, które dają tłumaczowi sporą swobodę w działaniu. Oczywiście nie należy z nią przesadzać.
  6. Trzeba znaleźć złoty środek między rzeczywistością a łatwością w odbiorze. Kwestia twarz-pysk... różni ludzie piszą różnie, niektórym to przeszkadza, inni nawet nie zauważają. Są też tacy, którym zdarza się mieszać te określenia i stosować wymienie. "pegazica" - za to strzelam. Bezwarunkowo i bezlitośnie. W żadnym z moich opowiadań czy tłumaczeń ta abominacja się nie pojawi, no chyba że akurat będę ją wyśmiewał. Osobiście polecam formę "biała pegaz/jednorożec", czy wprowadzone przez Marquise Fancypants di Coroni "klacz z pegazów/jednorożców". Canterot/Canterlotu - jak to w jednym ze swoich artykułów SPIDI dowodził obie formy są poprawne. Osobiście preferuję nieodmienną gdyż według mnie brzmi po prostu lepiej, podaczas gdy ta odmieniona jest mi tak samo miła jak usłyszenie dźwięku pazurów przeciąganych po tablicy, czy tartego o siebie styropianu... aż się wzdrygnąłem. Dokładność anatomiczna - tu nie należy przesadzać. Jasne, warto pamiętać że obojczyka nie znajdziemy u kucyków, ale wzruszenie ramionami może być akceptowalne. Patrząc z anatomicznego punktu widzenia kość ramienna i samo ramię występuje, tylko w nieco innym umiejscowieniu niż ludzie sądzą. Poza tym znajdźcie mi formę, która może to stwierdzenie zastąpić? Inna problema - "foreleg" i "hindleg". Niby wszystko jasne - przednia i tylna noga. Ale jak przełożyć dobrze zdanie gdzie kucyk obejmuje drugiego? "Otoczył nogą jej ramiona/barki/plecy" ARGH... przecież to pali w oczy. Czasami trzeba się naprawdę mocno nakombinować, żeby to jakoś brzmiało. "kucyk Ziemi" - auć... bez urazy Tomek, ale to brzmi kiepsko. Ale to też naturalnie kwestia gustu. Władca - twój pomysł jest według mnie fatalny. Dlaczego? Pisanie czy tłumaczenie ma być przyjemnością a nie obowiązkiem, a do tego sprowadzałoby się wprowadzenie (nawet sobie samemu) takiego systemu.
  7. To tylko potwierdza zdanie jakie mam o oficjalnych tłumaczach serialu i tym co należałoby z nimi zrobić gdyby przepisy nie zakazywały (pochodnie-taczki-sznury-pętle-suche gałęzie). No, ale chyba nieco odeszliśmy od tematu głównego, warto do niego wrócić. PS: Cieszy mnie, że temat spotyka się z zainteresowaniem. SPIDI na pewno też się tym uraduje
  8. Przyznaję (choć w wielkich bólach), że Drżypłoszka brzmi przynajmniej nieźle. Nie zmienia to faktu, że za tłumaczenie imion piętnowałbym żelazem. Naprawdę czasmi boje się, żeby ktoś w opowiadaniu nie popełnił kwiatka w stylu "Nieporządek zaczął znowu siać chaos". No zastrzeliłbym.
  9. Twoja wypowiedź, Fire Sky dała mi inspirację na zwrócenie uwagi na kolejną rzecz, która powoduje u mnie natychmiastowe plucie jadem. "Pegazorożce" - za to (i wiele innych tłumaczeń) najchętniej wysyłałbym na Syberię, bez prawa powrotu. Skoro mamy całkiem ładną nazwę "Alicorn" to dlaczego jej nie używać? Nawet ewentualne spolszczenie do "alikorn" nie brzmi tak fatalnie jak "pegazorożec". Nie wiem skąd ludziom się to wzięło...
  10. Przeczytane Co do jakości tłumaczenia wypowiadać się praktycznie nie muszę - jest taka jak zwykle, czyli górna granica stanów wysokich. Co do treści, to stwierdzam, iż jest to opowiadanie terapeutyczne. Idealnie poprawia kiepski lub fatalny humor, a radosna neuroza Twilight jest idealnym balsamem na depresję. aTOM jak zwykle wybrał do przetłumaczenia perełkę. Bezwzględnie polecam! PS: Idę zakąsić słownikiem w cynamonie. PPS: Gdyby tylko nie to "ona"....
  11. Z innych irytujących, a dosyć często występujących potknięć, można wymienić używanie zaimków osobowych. W naszym języku naprawdę nie trzeba pisać "Ja powiedziałem" "Ja zrobiłem" i tak dalej... Niestety taka tendencja jest wyraźna i to akurat spowodowane jest dużą ilością treści angielskich - "I did", "I make"... U nich jest to niezbędne - u nas absolutnie niewskazane.
  12. Zauważa, iż wielu czytelników stara się wyszukać w treści tego opowiadania sens lub przyłożyć do niego coś takiego jak logiczne myślenie. Zapewniam, iż to się nie uda. W moim odczuciu ideą jaka przyświecała autorowi było właśnie skonstruowanie czystego absurdu i to udało mu się w sposób idealny poprzez całkowite uprzedmiotowienie Sweetie Belle, która na dodatek wydaje się przyjmować sytuację jako coś absolutnie normalnego. Mistrzostwo w postaci czystej. Jednak jeżeli będzie starali się zaszufladkować to opowiadanie, lub szukać w nim drugiego dna, to na 99% będziecie rozczarowani. Dlaczego 99%? Ponieważ pisał to Shortskirtsandexplosions, a w większości jego opowiadań nawet drugie dno ma swoje drugie (albo i trzecie) dno, wolę więc się ubezpieczyć na wypadek, gdybym sam pomylił się w odbiorze tego tekstu. Osobiście traktuje go jako modelowy przykład zorganizowanego absurdu i czerpię radość z jego lektury. I to pomimo faktu, iż Sweetie "Dictionary" Belle jest dla mnie postacią bardzo sympatyczną.
  13. Przeczytane Rzeczywiście krótka lektura, jednak niewielka objętość tekstu nigdy nie powstrzymuje mnie, gdy widzę tag slice of life. Jeżeli chodzi o treść - rzeczywiście mamy tu do czynienia z wycinkiem życia. Wszystko jest jasne i proste, takie... codzienne, a jednocześnie opisane w sposób, który sprawia, że trudno się oderwać od kolejnych słów. Bohaterowie opisani są dobrze i szeroko - mamy wgląd w życie części rodziny i wyjaśnione powody takiego a nie innego zachowania innych bohaterów. Od strony technicznej nie widziałem niczego do czego możnaby się przyczepić (nie żebym się spodziewał znaleźć zważywaszy na osobę autora i moje mierne doświadczenie korektorskie). Tylko to zakończenie... Mam nadzieję, że zdecydujesz się wrzucić kolejne teksty.
  14. Na szczęście to co napisałeś zdarza się już coraz rzadziej. Pewnie, niektórzy dalej wywalają się na takich rzeczach, ale jest to stopniowo eliminowane - i dobrze. Problemem są jednak idiomy. Widziałem przykłady, gdzie starano się tłumaczyć je dosłowonie, zamiast szukać polskiego odpowiednika lub zręcznego obejścia problemu. A coś takiego boli... naprawdę boli...
  15. Z pewnością brzmi lepiej niż abominacje w stylu "pegazica" czy "jednorożka". Część ludzi jakoś nie może sobie uświadomić, że w naszym języku słowa "pegaz" i "jednorożec" nie występują w rodzaju żeńskim, dlatego stosują wyżej wymienione paskudztwa. Mając do wyboru to lub odmianę czasownika, bez wahania decyduję się na to drugie, zamienie z formami "klacz jednorożca" lub "klacz z pegazów" (ukłony dla Markiza). Co zaś do problemu słowa kucyk. Fakt - używanie słowa "klacz" jest zręczne i poprawne, jednak ileż można? Powtórzenia w końcu też wyglądają fatalnie. Czy warto więc pisać coś w stylu "kucyk zrobiła"? To trudne pytanie - rzeczywiście nie brzmi to najlepiej, ale w ostateczności... polevałbym jednak kombinowanie na inne sposoby, żeby wyrazić to co ma się do przekazania. W Niklasowym opowiadaniu to nie rzuca się jakoś specjalnie w oczy i na pewno nie odbiera przyjemności z lektury. Naturalnie to subiektywna opinia
  16. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  17. Nie mogę się do końca zgodzić akurat z przytoczonym tu przykładem. Śmierć tegoż gońca, która doprowadziła do niepowodzenia jego misji miała kluczowe znaczenie dla dalszych wydarzeń. Chodziło mi raczej o postacie, których zejście naprawdę nie ma żadnego wpływu na dalsze losy danej książki lub opowiadania.
  18. Pełna zgoda w tej kwestii. Oczywiście czasami można też pójść w drugą stronę i śmierć mniej ważnego bohatera opisać tak jakby był niezmiernie istotny dla fabuły. Ot tak dla zmyłki i ewnetualnego wprowadzenie nowych wątków.
  19. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  20. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  21. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  22. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  23. Absolutnie i całkowicie nie zgadzam się z tym zdaniem. Żeby opisać tragizm wojny (ponieważ wojna zdecydowanie jest tragedią), wcale nie trzeba sięgać po aspekty umysłowe i psychiczne jak byłeś to uprzejmy stwierdzić. Naturalnie można - jest to jeden ze sposobów i dzięki niemu efekt może być wprost oszałamiający, ale tak naprawdę wystarczy opisać tak prozaiczne rzeczy, jak życie ludności cywilnej zmuszonej do egzystencji podczas działań wojennych. Polecam tutaj doskonały opisy, które znalazły się w opowiadaniu Equestria: Total War. Znajdziesz tam zarówno odwołania do psychiki, jak i opisy rzeczy prostych i prozaicznych, które doskonale pokazują jaką tragedią jest wojna i wspaniale uwypuklają rzeczony element tragizmu. Naturalnie można napisać opowiadanie wojenne, które nie będzie musiało być oznaczone jako Tragedy. Nie jest to nawet takie trudne, ale muszę powiedzieć, że nie znam wielu typów opowiadań, do których ten tag pasowałby lepiej niż do opisów wojny.
  24. Co daje opowiadaniu popularność? Przede wszystkim to, że jest dobrze napisane - tu nie ma że boli (nie, nie powiem czym są żebole!), wysoki poziom musi być. Niestety to nie wszystko. Renoma - jeżeli masz wyrobioną dobrą renomę wśród ludzi, to sięgną po opowiadania widząc nick lubianego autora - dokładnie tak jak powiedział to Foley. Ale nie pisząc nie jesteś w stanie wyrobić sobie takiej renomy. Wniosek? Trzeba pisać i mieć nadzieję Znajomi - fakt, możesz mieć X ludzi, którzy Ci skomentują opowiadanie, jednak to prowadzi do tak zwanego fanbojostwa (nie znoszę tego). Wbrew pozorom, coś takiego może potencjalnego czytelnika odstraszyć, a nie przyciągnać. Tak, wiem... ludzie są dziwni. Marketing - prawda jest taka, że dobra reklama nigdy nie zaszkodziła żadnemu opowiadaniu. Czy to rozmowa o nim na SB, czy wspomnienie go w innym poście, czy też jego recenzja w Brohoofie lub MANEzette - to naprawdę doskonale wpływa na popularność o czym przekonał się Alberich, gdy jego słynne "Zegary" po recenzji powróciły na top zainteresowania (nie żeby potrzebowały reklamy - teksty tego autora bronią się same). Choć nie jest to rzecz niezbędna, to na pewno przydatna. Odnoszę się teraz do podniesionego tematu Cupcakes i.... tego drugiego. Cupcakes zdobyło popularność przez róznego rodzaju filmiki i parodie, które często-gęsto pojawiały się na YouTube. Śmiem twierdzić, że bez tego popularność tegoż opowiadania byłaby znacznie mniejsze. A "SAM"? To powinno zostać wypalone ogniem i żelazem z internetu, a jego autor umieszczony w zakładzie zamkniętym. Dożywotnio i bez prawa zwolnienia. Sugerowałbym wręcz leczenie elektrowstrząsami. Tak na wszelki wypadek.
  25. Czytajcie, czytajcie. Trzeba powiedzieć, że Poulsen się postarał i naprawdę warto było czekać na ten doskonały fragment opowiadania. I tak - chcemy więcej (w stosownym czasie, naturalnie ).
×
×
  • Utwórz nowe...