Jump to content

Ułomność fizyczna młodzieży,syndrom fotela informatycznego.


Major
 Share

Recommended Posts

2 minuty temu Pawlex napisał:

@Phosky to wygląda mniej więcej tak:

Podczas internetowej kłótni powoli dochodzi do porozumienia. Nagle nie wiadomo skąd zjawia się śmieszek/debil/gruby, zapryszczały pan któremu bardzo się nudzi i podburza obie strony do kolejnej kłótni.

Cały cykl powtarzać w nieskończoność. 

 

Może się tak zdarzyć, ale nie jest to reguła.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Klasa trzecia gimby. Moja sprawność fizyczna jest znikoma, psychika siadła już dawno. Owszem, umiem zrobić tego pierniczonego fikołka do tyłu czy mostek, ale to nie równa się temu, co umiałam kiedyś. Jako młodsza wersja Ampere siedziała w szpitalach a w przerwach między szpitalami siedziała w domu czytając. Potem jeszcze się okazało że mój kręgosłup to okrutny chichot Matki Natury. Plus, nadeszła operacja. Koniec końców, nauczyłam się jeździć na rowerze w wieku czternastu (duh) lat, na wuefie ćwiczę dopiero od kilku miesięcy.

Ale staram się jakoś poprawiać kondycję i temu służy mi chodziarstwo, przez co mogę wyciągnąć 10 km/h chodem ^^

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...
3 lutego 2016 at 16:04 Ampere napisał:

Klasa trzecia gimby. Moja sprawność fizyczna jest znikoma, psychika siadła już dawno. Owszem, umiem zrobić tego pierniczonego fikołka do tyłu czy mostek, ale to nie równa się temu, co umiałam kiedyś. Jako młodsza wersja Ampere siedziała w szpitalach a w przerwach między szpitalami siedziała w domu czytając. Potem jeszcze się okazało że mój kręgosłup to okrutny chichot Matki Natury. Plus, nadeszła operacja. Koniec końców, nauczyłam się jeździć na rowerze w wieku czternastu (duh) lat, na wuefie ćwiczę dopiero od kilku miesięcy.

Ale staram się jakoś poprawiać kondycję i temu służy mi chodziarstwo, przez co mogę wyciągnąć 10 km/h chodem ^^

 

Brawo, brawo.. To teraz mówi dziewczyna z kilkoma zbędnymi kilogramami. Owszem, mam te kilo, no i przez to na W-Fie jestem przedostatnia, a i tak dziwię się, że w ogóle jestem przedostatnia. Ludzie, ja jestem w szkole sportowej, i mam W-F codziennie, do tego piątkowy basen, i co? Nie schudłam.

Apeluję do wszystkich: nie tyjcie, bo wasze odchudzanie skończy się dopiero duży szmat czasu póżniej. Naprawdę duży.

Edited by Sparkle
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Ćwiczenia oczywiście nie dadzą kompletnie nic, jeśli nie stosuje się odpowiedniej diety, choćby człowiek miał się zaćwiczyć na śmierć. Wiem, co mówię, bo sam schudłem dopiero wtedy, kiedy zmieniłem nawyki żywieniowe - a wtedy schudłem w tempie, w które sam nie mogłem uwierzyć. Jeśli ktoś chce poczytać historię grubasa, któremu udało się schudnąć tak, że nikt nie wierzy, jak mówię, ile kiedyś ważyłem (a nawet nikt nie podejrzewa, że mogłem być gruby), to w nocy albo jutro rano coś spreparuję. 

Link to comment
Share on other sites

Mój wójek który też jest maratończykiem bo wciągnęliśmy w to go i bardzo mu się to spodobało :) z 90kg na 70 w rok skoczył^^ tylko wiadomo dieta,bieganie,morsowanie i tłuszczyk szybko sie zużywa ^^ teraz z nami po 42 km biega.

Link to comment
Share on other sites

Nie jest git, lol. Żeby cię zrozumieć trzeba to tak z trzy razy przeczytać, a i tak do końca nie działa. 

 

Gratulacje dla wujka, ale niektórzy na przykład mają większy problem ze schudnięciem. Przykład: ktoś kto przyjmuje leki sterydowe. Wtedy tyje się nie ze względu n złą dietę, tylko zaburzenia w metabolizmie. 

Link to comment
Share on other sites

Jedzenie odgrywa ważną rolę w naszym samopoczuciu,chyba nawet najważniejszą.Najgorszy wróg sportowców to przetworzony cukier,ostatnio zjadłem 1 paczkę żelek 5 godzin przed treningiem,a potem umierałem,zgaga,kolka,brak siły.

Link to comment
Share on other sites

Tak sobie gniję w pokoju i myślę: ”Ja nie mogę! Jak nie ruszę dupska, to całe życie tu zmarnuję. Co robić?". Tutaj właśnie zaczyna się problem - co robić? Z natury jestem leniem, nie będę tego ukrywał. Bardzo trudno zmusić mnie do wyjścia na świeże powietrze. Najlepszą zachętą w tym przypadku jest kontakt ze znajomymi, ale jednak powinienem z potrzeby samej w sobie ruszyć w kierunku drzwi.

 

Może ktoś doradziłby, co mogłoby mnie zachęcić do jakiejkolwiek aktywności ruchowej. Niedaleko mojego mieszkania znajduje się las jak i również park, więc mam się gdzie wybierać. Potrzebuję jakiegoś bodźca. Tylko gdzie go znaleźć?

Link to comment
Share on other sites

@LeqTune Tak jak napisała @Cahan. Zmuszanie się do ćwiczenia, żeby tylko ćwiczyć to ciężka sprawa. Najlepiej znajdź jakiś ciekawy i tani sport, który będzie dla Ciebie przyjemną zabawą, a nie wymuszoną rutyną. Nie wiem co to by mogło być w Twoim przypadku, ale polecam rower i street workout.

Edited by Phosky
Link to comment
Share on other sites

6 godzin temu Phosky napisał:

@LeqTune Tak jak napisała @Cahan. Zmuszanie się do ćwiczenia, żeby tylko ćwiczyć to ciężka sprawa. 

 

Owszem, ciężka, ale czasami konieczna. Szczególnie na początku trudno jest znaleźć tych 30 minut (20 to minimum), żeby poćwiczyć. Później nie ma z tym problemu. Jeśli ktoś ma siłownię "pod ręką", nic tylko wykupić karnet i profesjonalnego trenera. Niestety mieszkam na "zapupiu" i mogę o tym zapomnieć. Ba, miasteczko jest tak małe, że osoby biegające są uznawane za "nie do końca normalne" ("a ten co tak lata"). Rower odpada (choroba, muszę być wśród ludzi), pływać nie umiem, pozostają ćwiczenia. Podstawowe zestawy można znaleźć w internecie, a hantle nie są takie drogie.

 

Wracając do tematu. Do "syndromu fotela" dodałbym "syndrom wędrówki od ekranu do ekranu". Znudził się internet czy gra, marsz na kanapę i TV do następnego posiedzenia przed "kompem". W przerwie tablet/komórka... Takie mamy czasy. Smutne, ale prawdziwe. Warto zmusić się do robienia czegokolwiek, byle nie ekran: krzyżówki, książki antystresowe (malowanki dla dorosłych czy "połącz kropki". Te ostatnie są genialne. Gwoli ścisłości, kupiłem w Biedronce taką, w której rysunki zaczynają się od 300 kropek, a kończą na +/- 1000), książki, a nawet... Lego. Serio  :P 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Najlepszą motywacją jest to że w końcu jestem w czymś dobry,robię coś co wprawia w zdziwienie nie jednego,jestem jedynym maratończykiem na całą szkołę.Ogólnie na początku nie chcę się,trzeba ruszyć dupę,zadyszka po 1km itd.Ale potem to uzależnia bo podczas biegania wytwarza sie endorfina która uzależniona po jakimś czasie i nie pójście na trening powoduje wkurwienie i wyrzuty sumienia.Ja zacząłem od tego że chciałem sie po prostu poruszać,amatorka itd.Dziś należę do klubu, latam maratony i na buty wydałem 300zł xd co rok ponad 1000 zł idzie na zawody,ciuchy itd, ale nieraz od sponsorów dostaje coś w darowiźnie, więc nie jest źle.

Link to comment
Share on other sites

5 minut temu LeqTune napisał:

W sumie mogę zacząć od podciągania się pod drążkiem przymocowanym do drzwi mojego pokoju. Marnuje się tylko, a mogę zrobić z niego użytek. To będzie dobre na początek.

 

Nawet nie wiesz jak dobre, moim zdaniem lepsze od siłki. Warto też pójść na pole ( w parku/na placu zabaw powinien być jakiś drążek ) i pouczyć się wymyku, bo to też fajne ćwiczenie na początek ( rozwija mięśnie brzucha ).

Link to comment
Share on other sites

10 minut temu LeqTune napisał:

W sumie mogę zacząć od podciągania się pod drążkiem przymocowanym do drzwi mojego pokoju. Marnuje się tylko, a mogę zrobić z niego użytek. To będzie dobre na początek. Dzięki wszystkim za rady, przydadzą się.

Polecam również basen :rd9:

Link to comment
Share on other sites

36 minuty temu LeqTune napisał:

W sumie mogę zacząć od podciągania się pod drążkiem przymocowanym do drzwi mojego pokoju. Marnuje się tylko, a mogę zrobić z niego użytek. To będzie dobre na początek. Dzięki wszystkim za rady, przydadzą się.

Najpierw zobacz w necie jak to sie prawidłowo wykonuję.Żyby ćwiczenie przynosiło efekt musi być wykonane prawidłowo,pamiętaj zrób mniej a dokładnie niż więcej i ch*jowo.

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...