Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

- Zastanawiające, nieprawdaż? 

- Ten dym? No trochę. Unosi się akurat na posterunkiem. Z jednej strony świetnie, bo zarówno nieczyści ucierpią, jak i ci cholerni zdrajcy. Jednak z innej, to mamy ten problem że nie dostanę tej paczki - Terens, przyłożył kopyto do podbródka - Zostań tu i jak coś zauważysz, to pędź na złamanie karku do naszych, żeby cokolwiek zorganizować. 

- Nie martw się, możesz na mnie polegać. 

Legat kiwnął głową i odszedł z obrzeży wioski, w stronę swojego domu. Nie nadtrawiwszy na żadnych strażników, nie musiał się martwić o swoje nerwy. Jasne, zdawał sobie sprawę z tego, że wkrótce sytuacja wróci do wcześniejszego, ale jeśli los będzie z Legionem, to może uda się pozbyć na stałe okupanta. 

- Psss - dosłyszał głos z boku. Spojrzał w stronę jednego z zaułków. Dostrzegł średniej wielkości kuca, ukrywającego się w cieniu. Podszedł do niego. 

- No, co jest? 

- Wybacz że ci przeszkadzam, Legacie, ale mam świetne wieści - powiedział wyraźnie uradowany - Niedawno byłem w naszej tawernie. 

- Jak chcesz mi powiedzieć że nie przepiłeś wszystkiego...

- Nie nie. Kilku tamtejszych dość mocno wyrażało swoją niechęć do rządzących. Dosiadłem się i po krótkiej wymianie zdań, obiecałem że pomogę im w spełnieniu ich marzenia. 

- Pewny jesteś że to nasi?

- Znam ich zbyt długo, jestem przekonany. Tylko...jest problem. Wybywacie z wioski, do kogo mam się zwrócić? 

- Idź do Victora. On zostaje i wszystkim się zajmie. Ale dyskretnie, dobrze? To że tych pionków mało, nie znaczy że możemy się bawić jak szlachta za Nerona. Bo i status inny, a i materialnie kijowo. 

- Tak tak. Nie praw mi tu historii. Zachowaj je na to, żeby dzieciarnie zachęcić. Widzieliście te tumany? 

- Owszem. Mam nadzieje że nic nas nie zaatkaje. Bo wtedy zbierze się więcej wojska, a wtedy za nic w świecie, nie uda się nam z tą akcją. Za długo tu siedzimy. Widzimy się jutro. 

- Jasne. 

Kuc zniknął w uliczkach, a legat szedł dalej

Link to comment
Share on other sites

     - Mam tak wiele pytań - mówiła spuszczając łeb, by nim kiwnąć ogierowi że może z nim iść, gdziekolwiek potrzebuje. W tym samym czasie zwracając uwagę Mask zmieniając wektory ruchu jej ucha, by ją tylko delikatnie za nie pociągnąć, a ta ruszyła za nimi... Pilnowała jej tak jak obiecała, a Fate zachowywała się jak spore dziecko obserwujące wszystko wokół swoimi dużymi niebieskimi oczami pełnymi srebra... Widziała parę wersji Ponyville ale ta wydawała się jej jedną z najgorszych.. - Co tu się stało? - zapytała wreszcie niepewnie nie będąc wstanie tego wytrzymać tej konspiracji... Dlaczego to wszystko się działo wokół. Czemu Celestia pozwoliła na coś takiego? A może te siostry były zła? Nie umiała tego dopuścić do siebie... Ale szła ciekawa tego co opowie jej ogier... Oglądając się od czasu do czasu na Mask... Czy nadal tam jest, ta wreszcie zrównała się z jej bokiem i wyszeptała jej parę ciepłych słów...

     - Będzie dobrze mała - mówiła... a takiego tonu jeszcze u niej nie słyszała. 

Link to comment
Share on other sites

White 

- A panu gdzie się tak śpieszy? - Powiedziała nieco oburzona, nie było do końca wiadomo czy z powodu tej próby kradzieży czy przez to że ten ogier ją potrącił i nawet się tym nie przejął. Jak tylko złapała równowagę która została zachwiana przez to nagłe naruszenie strefy osobistej złapała sprawcę w lewitacje i podniosła go pół metra nad ziemie, tak by nie mógł dotknąć swoimi kopytami gruntu. Skierowała się dumnym krokiem w jego stronę z wyrazem wyższości na twarzy.

- Przeprosisz, parę słów skruchy i będziemy kwita. - Wiedziała że jego szansę na ucieczkę maleją z każdą sekundą. Jeszcze kiedy rządziła księżniczka Celestia mógł liczyć na dosyć łagodną karę w postaci grzywny ale Crystal chyba wolała ostrzejsze metody. Z całą pewnością narobił sobie kłopotów kradnąc w tych czasach ale to nie było jej zmartwienie. 

Link to comment
Share on other sites

Świątynia

Kolejne jednorożce, przychodziły do kapłana, który dotykał ich rogów berłem. Większość jednorożców, nie ujawniała według berła wielkiego potencjału magicznego, który mógłby zainteresować obecną władczynię. Jeśli jednorożce już przejawiały niesamowite zdolności magiczne, to okazywały się również rodowite. Sponyfikowani, nie wykazywali ponadprzeciętnej mocy, ale to akurat było normalne. W najstarszych zapiskach było zapisane, że bardzo niewielu dawnych ludzi, poznało tajemnice magii, a od czasu panowania Crystal, wszyscy tacy notorycznie znikali, choć domyślano się co ich spotykało naprawdę. Crystal, nie raz okazywała niechęć do dawnych ludzi, więc co mogło czekać takiego jednorożca? Co ciekawe, berło, nie tylko mierzyło poziom magiczny. Za każdym razem gdy podchodził kucyk i ten okazywał się sponyfikowany, berło zaczynało wysyłać impuls magiczny, a kapłan wtedy baczniej przyglądał się takiemu jednorożcowi. Ci, którzy okazywali przeciętny poziom, byli odsyłani, jednak gdy poziom przekraczał założenia, kapłani kierowali takiego kucyka na bok. Jak twierdzono, to początek ich podróży, a w Canterlocie, wytyczą im jaką ścieżkę dokładnie obiorą. Teraz przyszła kolej klacz, o jasno zielonej sierści i granatowej grzywie. Lekko się ukłoniła, a kapłan przyłożył berło do jej rogu. Kula na berle przyjęła barwę fioletu.

 

- Masz potencjał, drogie dziecko, dołącz proszę do innych - lekko się uśmiechnął.

- Czy to oznacza, że poznam Crystal? - spytała nagle klacz, unosząc głowę, a kapłan znów na nią spojrzał.

- Chciałabyś poznać naszą panią? - spytał zadowolony.

- Bardzo - uśmiechnęła się klacz. - Sponyfikowani zabili bez litości całą moją rodzinę, a ona wymierzyła im sąd i chce jej za to podziękować

- Wszystko zależy od naszej pani - powiedział spokojnie kapłan. - Mało kto ją mógł zobaczyć, lecz każdy kto doznał tego zaszczytu, opisywał to jako niesamowite zjawisko. Być może dostrzeże twój potencjał i zaprosi cię na spotkanie - klacz uśmiechnęła się i znów pokłoniła, odchodząc do innych wybranych, gdy podchodziły kolejne jednorożce.

 

W międzyczasie, młody ogier przemieszczał się długimi korytarzami świątyni. Najwyraźniej ani on ani kapłani, nie dostrzegli, by ktoś za nimi podążał. Co nie mogło dziwić. Ogier rozglądał się wokół, jakby trafił na wycieczkę, a kapłani idący obok niego, nie mieli nic do powiedzenia. Prowadzili go w milczeniu, nic nie wyjaśniając. W końcu jednak ich podróż dobiegł końca, gdy stanęli przed ślepym zaułkiem. Nie była żadnej drogi, tylko gruba kamienna ściana. Ogier wyglądał na zdezorientowanego, bo rozglądał się jakby czegoś szukając, ale nic tu nie było. Patrzył na kapłanów z nadzieją, że coś wyjaśnią, jednak ci nie reagowali, nadal tylko stali niczym pomniki, patrząc w kamienną ścianę. Nagle rogi pod ich kapturami, otoczyła magiczna aura, a na ścianie pojawiły się jakieś symbole. Były to słowa, jednak nie były w mowie ludzkiej ani kucykowej. Cokolwiek było tam napisane, mało kto, byłby w stanie to przeczytać. Na ścianie pojawił się magiczny okrąg, a potem ściana, na której był okrąg, zniknęła, zostawiając w sobie pokaźną dziurę wypełnioną ciemnością, którą nie sposób było przebić wzrokiem. Ciemność z pomieszczenia zaczęła wylewać się na korytarz, zupełnie jakby to król Sombra ją za sobą sprowadził. W niedawno powstałej dziurze, pojawiło się nagle, zielone niewielkie światło, które zbliżało się coraz bardziej. Ciężko było coś dostrzec, przez ciągnącą się ciemność, jednak najpewniej ogier, który tu przybył z kapłanami, sam się teraz bał. Nie tego się spodziewał. W końcu z ciemności wyszedł kucyk, w zbroi gwardzisty. Przynajmniej tak się mogło wydawać, na pierwszy rzut oka. Na jego zbroi było coś, co przypominało żyły, ale utkane z dziwnej zielonej energii, a ponadto na zbroi był namalowany symbol figury szachowej, przedstawiającą królową. Tajemniczy "gwardzista", spojrzał na kapłanów i przerażonego ogiera.

 

- Z własnej woli, czy zmuszony? - spytał tajemniczy osobnik. Nie sposób było rozpoznać jego płci, bo głos był zmodulowany.

- Wybrał drogę cienia - powiedział jeden z kapłanów, bez emocji, a wtedy mroczny kucyk znów spojrzał, na powoli wstającego ogiera.

- Imię? - spytał, jednak nie kapłana, a kucyka, który wybrał drogę.

- Ni... - nie dokończył, bo nagle potoczył się po ziemi, uderzając w okoliczną ścianę. Nie trudno było się domyślić, że mroczny gwardzista go uderzył. Jednak zrobił to tak szybko, że nawet nic nie było widać. Zupełnie jakby czas się na chwilę zatrzymał. Po prostu ogier chwilę temu stał, a teraz wyglądało jakby się od tak potoczył pod ścianę. Jednak na tym widowisko się nie skończyło. Mroczny nagle pojawił się tuż przed nim. Można by pomyśleć, że użył teleportacji, lecz to nie było to. Po prostu pojawił się przed nim, od tak, nim kucyk się pozbierał i zbliżył głowę bezpośrednio do niego. Ochotnik cały drżał, gdy gwardzista patrzył mu w oczy.

- Nie masz imienia - powiedział lodowato. - Żaden z nas nie ma imienia i rodziny. Co było kiedyś, już nie istnieje. Ten którym byłeś dawniej, przepadł. Wszyscy już nie żyjemy i jesteśmy tylko narzędziami w kopytach naszej władczyni. Nie ma znaczenia, czy umrzesz dziś, jutro, czy za dziesięć lat. Nikogo to już nie obchodzi. Wchodząc na naszą drogę, stałeś się jednością ze śmiercią. My umieramy i zabijamy, nic inne się nie liczy, rozumiesz? - zdezorientowany ogier, pewniej pokiwał głową w ramach potwierdzenia, najpewniej chcąc pokazać swoją determinacje. Jednak mroczny gwardzista, widząc to, pokręcił głową. - Nie rozumiesz, ale zrozumiesz. Chodź za mną - powiedział twardo, znów wchodząc w niedawno powstałą ciemność. Ogier ruszył, jednak na chwilę się zawahał, patrząc na kapłanów, którzy wcale na to wszystko nie zareagowali i teraz najpewniej też nie zamierzali tego zrobić. Przełknął ślinę i wskoczył w ciemność, a gdy w niej zniknął, ściana znów stała się taka jak dawniej, a ciemność wypływając z dziury, równie szybko zniknęła. Kapłani powoli się odwrócili i zaczęli odchodzić.

 

Okoliczne wsie

Mimo unoszącego się nad okolicami posterunku gwardii dymu, nic nie wskazywało, by mogły panować jakieś kłopoty. Przynajmniej przez jakiś czas. Pierwszy ślad, że dzieje się coś niepokojącego, mógł zauważyć przechadzający się Legat. Obok jednego z pól, widać było coś niecodziennego, a zarazem niepokojącego. Na ziemi ciągnął się spory ślad krwi. Nie można było być pewnym, czy należy do mieszkańca, gwardzisty, czy może tylko zwierzęcia. Jednak mimo to, ślad ten mógł niepokoić. Prowadził w gęste pola kukurydzy, z których dochodził jakiś szelest. Mogła to być równie dobrze ofiara, jak i napastnik, który zrobił tu najwyraźniej coś bardzo strasznego.

 

Tajemniczy kucyk

Niewiedza klaczy, była bardzo intrygująca. Nie sądził, że jeszcze ktoś może nie wiedzieć o rytuale, czy o tym co się tu działo. Trwało to już przecież od lat. Zaraz jednak zauważył, jak dołączyła do niej ta druga klacz. Ta pierwsza wydawała się na swój sposób urocza i niewinna, jednak ta druga... wyglądała jak jej zupełne przeciwieństwo. Ciężko były w dzisiejszych czasach zobaczyć, by tak różne kucyki potrafiły się porozumieć. Miał tylko nadzieje, że się nie pomylił i jego chęć pomocy, nie sprawi, że klacze nagle okażą się tak naprawdę oszustkami, które wydadzą go gwardii. Nie raz już się tak przecież zdarzało. Ogier jednak nie odpowiedział na pytanie klaczy, tylko cały czas szedł czujnie. Szli tak dobre kilka minut, aż zaczęli się oddalać od miasteczka. Gdziekolwiek kucyk prowadził nieznajome, wyglądało, że starał się je jak najbardziej odciągnąć od innych mieszkańców. Mimo to ogier, nie wykazywał wrogich wibracji, które mogłyby wskazywać, że ma złe plany wobec nieznajomych. Sam wyglądał jakby nie był do końca pewny, czy klacze nie są dla niego zagrożeniem.

 

W końcu jednak dotarli do jakiegoś prostego drewnianego domu, na skraju miasteczka. Wokół, nie było niemal żadnych kucyków. Najbliższy sąsiedni dom, był około dziesięć minut drogi stąd. Ogier najwyraźniej wolał mieszkać z dala od innych. Nadal jednak nic nie mówił, tylko zaczął powoli iść do domu. Wnętrze okazało się całkiem przestronne. Salon z dwoma sofami i kanapą, a zaraz obok kuchnia i schody na piętro, gdzie najpewniej była łazienka i sypialnia. Jedyne co można było zarzucić ogierowi, to bałagan. Wszędzie walały się liczne książki o niecodziennych tytułach, takich jak "Inne wymiary", "Goście z innych światów" czy "Mosty do nieznanych miejsc" i wiele innych. Ponadto uwagę mogła też zwracać tablica z rysunkami różnych planet, a wszystkie miały dorysowane strzałki, które kierowane były na środek, na którym widniał napis "Centrum wszystkiego?" Nagle kucyk zrzucił plecak, odsłaniając znaczek,, przedstawiający błyszczącą gwiazdę.

 

- Musicie wybaczyć, całą te konspiracje. Dziś trzeba uważać, a za moje zainteresowania mogę mieć kłopoty przy dzisiejszym prawie - skrzywił się lekko. - Sporo ryzykuje, przyprowadzając was tutaj - nagle jednak spojrzał na Fate. - Jednak dostrzegłem w tobie coś co umarło u nas dawno temu, te niewinność, którą utraciliśmy wraz z przybyciem do tego świata - lekko posmutniał, a zaraz potem westchnął. - Mam nadzieje, że nie popełniłem błędu, obdarzając was zaufaniem - rozejrzał się po domu. - Wybaczcie bałagan. Nie miewam gości, bo mało komu można ufać w dzisiejszych czasach? Masz masę pytań - znów spojrzał na Fate. - Ja mam swoje, jednak najpierw odpowiem na twoje, byśmy się nie zaplątali w ich plątaninie - lekko się uśmiechnął. - Jestem Night Tale, proszę rozgośćcie się - pokazał kopytem na kanapę i sofę, a sam ruszył do kuchni, zaparzyć herbatę. - Spytałaś co się stało - powiedział z kuchni. - Nie wiem jak wiele wiecie, ale chyba słyszeliście o upadku księżniczek, bo kto by nie słyszał - mruknął dość niechętnie. - Same wiecie, gdy wybuchła wojna między nami, a sponyfikowanymi i były to ostatnie dni wojny. Księżniczki się odsłoniły i pojawiła się Crystal - lekko posmutniał, wspominając dawne czasy. - Najpierw księżniczki Luna i Celestia, a potem powierniczki elementów harmonii. Ostatnie upadło Kryształowe Królestwo, a na koniec zniszczyła armię sponyfikowanych. Nikt nic o niej nie wie, ale same wiecie, lepiej się jej nie narażać, bo ona widzi wszystko - lekko się skrzywił. - Rytuały trwają odkąd ona obwołała się cesarzową Equestrii. Nikt nie wie jak wygląda, a rytuały mają podobno oceniać nasz poziom magiczny. Gdy ktoś ma talent w tym zakresie, ma szansę wyruszyć do Canterlotu, dalej się szkolić lub tak jak ja, nie mieć go - znów się lekko skrzywił. - Dawniej byłem badaczem i podróżnikiem. Zawsze interesowały mnie teorie innych wymiarów, jednak wiedza to za mało, by zostać wybranym. Ponadto, obecnie nie pozwala się na tego typu zainteresowania, więc tu utknąłem ze swoimi teoriami i badaniami, wszystko robiąc w tajemniczy - powoli wrócił, kładąc na stole trzy kubki herbaty i cukier. - Czy coś jeszcze chciałybyście wiedzieć? - lekko się uśmiechnął.

 

Złodziej

Ogier, zupełnie nie spodziewał się, że jakaś rozhisteryzowana klacz go złapie. Spodziewał się problemu tylko ze strony gwardii, jednak nie przypadkowych gapiów. Cholerna bohaterka, pomyślał próbując wyrwać się z całych sił z tego pola magicznego, jednak było to na nic. Nawet nie słuchał co do niego gadała, bo był tak wściekły, że krew go zalewała. Nim jednak cokolwiek powiedział do klaczy, już podeszło dwoje gwardzistów, nieco zdziwionych, tym niecodziennym widokiem.

- Wspaniała obywatelska postawa - mruknął gwardzista, widząc wyrywającego się ogiera.

- Zapłacisz za to - nagle warknął w stronę White, pochwycony ogier. - Mam wielu przyjaciół i jak się o tym dowiedzą, dorwą cię

- Niech się pani nie martwi. Nie raz się odgrażają - powiedział w stronę White, drugi gwardzista.

 

Wojska Crystal

W Equestrii pojawił się nowy problem związany z używkami. Alkohol czy papierosy, nie stanowiły wielkich problemów, jednak narkotyki to był już spory problem. Mieszkańcy potrafili być kłopotliwi i bez tego. Problemem jednak pozostawało znalezienie dilera. Wysłano więc do najgorszych dzielnic gwardie pod przykrywką, która miała za zadanie wytropić dilerów, a potem przesłuchać pojmanych, by zakończy ten haniebny proceder. Najgorszy jednak problem, stanowiły czarne rynki, bo te zwykle potrafiły zniknąć, nim przybywała gwardia, będąc szybciej ostrzeżonymi. Ponadto zaczęto poszukiwać wszelkie kucyki, które zażywają te świństwo, by zabrać je na przesłuchanie, które pomoże wskazać producenta i sprzedawcę.

Link to comment
Share on other sites

     - Moje imię to Fate... - zawahała się, ale tylko na moment - Dancing of the Fate... - dopowiedziała dopiero po dłuższym momencie całe swoje imię, które zdradzało swe staroequestriańskie korzenie. Zapisane w niezwykle starych historiach i to tylko tych nielicznych... O ile jeszcze ocalały. - A to jest Qualm Mask... - Wskazała kopytkiem na towarzyszkę która jej przerwała zaraz potem... Panosząc się dość bezczelnie po pomieszczeniu, a jej oczom niewiele mogło od tak umknąć. Gdy nawet niektóre kartki wokół niej latały... a nie była przecież nawet jednorożcem... Robiły to delikatne powiewy powietrza.

     - Niezły jesteś - powiedziała Mask delikatnie zaskoczona, patrząc na te wszystkie zapiski... Widziała od samego początku że ogier nie miał daru... Nie widział rzeczy których nie powinien, bo jego oczy były zadziwiająco zwykłe. Dla niej wręcz ślepe... To jednak jego teorię nawet bez tego, pozostawały zadziwiająco trafne, gdy przechodziła pomiędzy kolejnymi zbiorami... Fate chciała coś powiedzieć, ale wyprzedziło ją kopytko, każące jej zostać cicho... Przynajmniej jeszcze przez moment.

     - Twoje teorię są zadziwiająco trafne, ale nie powinieneś próbować łamać granic bez talentu magicznego... Te światy w większości są nieprzyjemne... Nie przeżyjesz tego... O ile szczęście ci nie dopisze... - Stanęła naprzeciwko ogiera, doskonale wiedząc o czym mówiła... a ten mógł zauważyć że jej oddech był dziwny... Nie był ciepły... Nie było w nim tego ciężkiego powietrza, czy nawet zapachu... A jej oczy. Dziwnie matowe ale głębokie, jakby były niewyobrażalnie stare, mimo że klacz wyglądała na dość powabną. Wtedy odezwała się Fate siadając na fotelu i oglądając cały ten spektakl... Z delikatnym uśmiechem. Jak to ona wiecznie uśmiechnięta i delikatnie nieobecna.

     - Nie wiemy zupełnie nic na temat tego świata z czasów teraźniejszych. Jak do tego wszystkiego doszło... - Pokręciła klaczka delikatnie głową, po czym zaczęła mówić dalej... Nie zwracając uwagi na ostrożność. Może właśnie spełniała jedno z marzeń ogiera? - Byłybyśmy wdzięczne gdybyś zaczął od początku... Chciałabym się dowiedzieć co stało się z moją krainą przez ten okres czasu... Może od momentu koronowania Księżniczki Twilight Sparkle? O ile to miało miejsce... - powiedziała, a jej wzrok utkwił się w jedną z map... Czy jemu mogło chodzić o Sigil jako centrum... Wyglądała na wyjątkowo zamyśloną. - Albo powrotu Księżniczki Luny, bo to na pewno miało miejsce...

Link to comment
Share on other sites

- Eryk! Eryk, wstawaj! - dosłyszał lider, wiercąc się na hamaku. 

- Czego znowu? Jest już wieczór - burknął.

- Kurna, obudź się, krew znaleźli!.

Otworzył oboje oczu i jak oparzony zeskoczył na grunt, patrząc na tego, który go obudził. 

- Jak, gdzie i kiedy? - zapytał pędząc do szopy po swój toporek. 

- Terens przechodził przez wioskę, i dostrzegł jakąś strugę, obok pola kukurydzy starego Johana. Ja akurat szedłem do sklepu, zatrzymał mnie i kazał przybiec po ciebie! 

- Trzeźwo myślący widzę - mruknął pod nosem - Dobra, idę, ty w tym czasie pędź po Victora - rzucił na odchodne, galopując już na złamanie karku w stronę tamtego miejsca. 
Kiedy dotarł, dojrzał dwóch innych ogierów z widłami oraz samego swojego zastępce. 

- Pięć minut pospać nie mogę? 

- Nie mam pojęcia co to jest. Wolałem posłać po wsparcie, niż samemu grać bohatera. 

- I bardzo dobrze. Dobra panowie. Ubezpieczajcie mnie. Jak coś wyskoczy i zacznie mnie konsumować, zadźgajcie, bez względu na to, czy wilk, albo gwardzista. Rozumiemy się?

Kiwnęli głowami. 

Cezar dobył swojej broni, wziął kilka wdechów, a następnie rozpoczął marsz ku poruszającym się łodygom. Nie można powiedzieć że czuł przerażenie, ale z pewnością niepewność. 
Kiedy odległość między nim, a obszarem wynosiła kilka kroków:

- Pokaż się. Jeśli będziesz współpracować, to nic ci się nie stanie. 

Link to comment
Share on other sites

Night Tale

słysząc imię klaczy, zmarszczył lekko brwi, jakby się nad czymś zastanawiał. Miał wrażenie, że imiona tego typu były wypisywane w dawnych księgach, które dawno temu udało mu się zdobyć w swoje kopyta. Były to jego białe kruki w bogatej kolekcji. Nim jednak zdołał cokolwiek powiedzieć o swoich rozmyśleniach, nagle usłyszał drugą klacz. Nie spodziewał się, że w jakikolwiek sposób zdoła wzbudzić jej zainteresowanie, bo ta do tej pory wyglądała na obojętną wszystkim i mniej zainteresowaną niż Dancing of the Fate. Zaczął teraz więc przypatrywać się zaciekawieniem Qualm Mask, bo raczej do tej pory nikt nie interesował się jego badaniami. Zresztą komu miał zdradzić swoje wyniki? Wiedza ta była obecnie zakazana, a jego odkrycia zaczęły rozrastać się z czasem, gdy doszło do wojny i wtedy nikt takimi rzeczami się już nie interesował. Więc zawsze pozostawał sam ze swymi badaniami, odkąd tylko pamiętał.

 

Z chwilą gdy Qualm Mask  przeszła do tematów o niebezpieczeństwach, związanych z innymi wymiarami, chciał nawet coś powiedzieć. Jednak, gdy klacz stanęła naprzeciw niego, poczuł się zakłopotany i opuścił wzrok. Widać było, że naprawdę rzadko miewał towarzystwo, zwłaszcza damskie. Uniósł jednak głowę, zauważając coś nietypowego. Szybko spostrzegł, że widząc odległość jaka dzieliła go od Qualm Mask, powinien być w stanie wyczuć ciepło jej oddechu, albo przynajmniej jakiś zapach. Nic jednak takiego nie było. Zaczął się zastanawiać, co może być tego powodem. O ile Dancing of the Fate, wykazywała cechy jego rasy, tak Qualm Mask wydawała się zupełnie obca.

 

Dalsze rozmyślania jednak, zostały teraz przerwane przez Dancing of the Fate, siedzącą w fotelu. Słysząc pytanie Fate, znów zmrużył lekko oczy, patrząc teraz na klacz na fotelu. Z jej słów mógł wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze musiała być kucykiem, to pewne, bo wyraźnie zaznaczyła "moją krainą". Jednak jej pytania dawały do myślenia. Wychodziłoby, że jego teoria o różnych wymiarach Equestrii, jest słuszna. To nie była lina czasu, po prostu każdy wymiar szedł innym torem. Więc nie było powiedziane, że inne wymiary toczyły podobne wojny jak ta u nich. Ile mogło być takich wymiarów? Setki? Tysiące? A może miliony? Księżniczka zdołała złamać barierę w jednym, stąd ich spotkanie z ludźmi. To by wyjaśniało również ostrzeżenie Qualm Mask. W końcu okazało się, że ich przyjście do świata ludzi, było jedną wielką katastrofą. Istoty podobne do ludzi, a pewnie i groźniejsze, mogły zamieszkiwać te światy. Zresztą już teraz mieli z tym niezły bałagan. Był niemal pewny, że to co działo się choćby w lesie Everfree jest skutkiem zabaw obecnej władczyni, z magią między wymiarową. Pokręcił głową po niedługiej chwili, wracając na ziemię.

 

- Przepraszam - uśmiechnął się ciepło, jak mógłby to zrobić tylko prawdziwy kucyk. - Czasem odchodzę w głąb własnego umysłu, analizując zbyt wiele, a potem zapominam o tym co mnie otacza - opuścił lekko wzrok zawstydzony. Zaraz jednak uniósł go ponownie. - Dancing of the Fate, pytasz mnie o wiele rzeczy, których nigdy na oczy nie widziałem - słabo się uśmiechnął. - Mam zaledwie dwadzieścia siedem lat i większość mojej wiedzy pochodzi z ksiąg, a te, które mnie pytasz, gdy się zaczęły jeszcze mnie na świecie nie było, w niektórych przypadkach - wskazał kopytem na bogatą biblioteczkę. - Spróbuje wam pomóc się odnaleźć, jednak na tyle ile będę w stanie - przyłożył kopyto do brody, próbując zebrać myśli. - Nie mylisz się, według tego co wiem Nightmare Moon wróciła z księżyca, ale szybko została pokonana, gdy księżniczka Twilight Sparkle poznała magię przyjaźni i ze swoimi przyjaciółkami pokonały ją, zmieniając znowu w księżniczkę Lunę - Powoli ruszył do biblioteczki, wyciągając jedną z ksiąg, zatytułowaną "Dzieje Equestrii". - Nasz świat, zaczął w tamtym czasie zapisywać na nowo historie. Powrócił Discord - przewrócił na kolejną stronę, pokazując rycinę, jak powierniczki elementów, zamieniają go ponownie w kamień. - Poznaliśmy nową wrogą nam rasę, gdy nas zaatakowała - kolejna rycina ukazywała walkę z podmieńcami, w czasie królewskiego ślubu. - Powrócił Król Sombra i Kryształowe Królestwo - przełożył na kolejną stronę, pokazując upadek złego króla. - Zreformowano Discorda - przewrócił na nowy obrazek, na którym draconequus podaje łapę Fluttershy. - Oczywiście pojawiła się również księżniczka Twilight Sparkle - nowa strona, ukazała koronacje księżniczki. - Potem pojawił się nawet Tirek - kolejna rycina tym razem ukazująca pokonanego centaura. - Ostatnie czasy naszej krainy to Storm King, a potem wszystko się popsuło - zamknął książkę, po tym jak ostatnia rycina, pokazała obrazek pokonanego tyrana. Zaraz potem lekko posmutniał i ciężko westchnął.

 

- Equestria osiągnęła coś wielkiego, po tym wszystkim. Magia przyjaźni była potężniejsza niż kiedykolwiek - mówiąc to uniósł wzrok, patrząc poważnie na obie klacze. - Księżniczka Celestia podobnie jak ja teraz, zainteresowała się innymi wymiarami, ale w większym zakresie. Przynajmniej tak słyszałem - pokazał kopytem na tablice ze szkicami planet z różnych światów, którą mogły zobaczyć wcześniej. - Te badania ją podobno tak pochłonęły, że nie myślała o niczym innym. Chciała roznieść magię przyjaźni na inne światy, w których było to możliwe, a które jej nie rozumiały - powoli wstał od stołu i podszedł to tablicy, biorąc kredę i zaznaczając w pętlę, jeden ze światów. Po wielu nieudanych próbach w końcu znalazła to czego szukała - zmarszczył lekko brwi. - Świat zamieszkały przez inteligentniejszą rasę niż my. Jednak nie mającej żadnego pojęcia o magii. Oni uważali magię za wymysł, a stworzenia takie jak my za bajki. Księżniczka obserwowała wiele czasu, ludzi, bo tak nazywała się ta rasa, będąc zaintrygowana ich potencjałem. Wszystko jednak legło w gruzach - znów westchnął. - Ludzie byli bystrzy, ale kierował nimi strach i chciwość. Nie znali przyjaźni tak jak my i sami sprowadzili na siebie zagładę. Wyniszczyli niemal cały swój świat, a gdy zaczęło brakować surowców, zaczęli walki między sobą. Księżniczka wiedziała, że ich rasa jest skazana na zagładę, ale nie chciała tego. Uważała że ludzie mają potencjał. Zebrała najpotężniejsze moce naszego świata i nałożyła oba nasze światy na siebie, tworząc jeden - znów rozrysował to na tablicy. - Odbudowaliśmy to co ludzie utracili, a potem chcieliśmy nauczyć ich potęgi przyjaźni - znów zamknął oczy, jakby z bólem to wspominał. - Wszystko skończyło się porażką. Ludzie zaczęli widzieć w nas zagrożenie przez eliksir, który zmieniał ich w kucyki, a także dlatego, że nie chcieliśmy ich wpuścić do siebie. Za to kucyki, zaczęły powoli przejmować zachowania ludzi. Ponownie ludzkość stanęła na skraju zniszczenia, gdy przestała mówić jednym głosem. Wojny domowe nie zabierały już tylko ludzi, ale i naszych pobratymców. Księżniczka Celestia miała tego dość i użyła radykalnych metod - zmarszczył brwi. - Jednej nocy zmieniła wszystkich ludzi w kucyki, mając nadzieje, że tak lepiej nas zrozumieją, a nasz świat pochłonął cały dawny świat ludzi

 

- Kucyki, nie mogły zabrać wszystkiego - podszedł to tablicy rozrysowując mapę świata. - Mogło to by doprowadzić do konfliktów z innymi rasami, które uznałyby, że mamy zbyt wielką władzę, więc księżniczki z władcami innych ras, podzielili nowy świat na kawałki. Niestety szybko się okazało. że mimo nowej sytuacji, ludzie się nie poddali. Kruchy pokój trwał kilka lat, aż zbuntowani dawni ludzie, nie nauczyli się panowania nad nowymi ciałami. Zaczęli tworzyć armię i odtwarzać swoją broń, by była przystosowana do ich nowych ciał. Nie docenili jednak potęgi magii, która nadal była dla nich obca, a była skuteczną bronią przeciw ich technologii. W Equetsrii wybuchła nowa wojna domowa, która trwała latami. Wszyscy pochłonięci konfliktami, zapomnieli, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta - znów zmarszczył brwi, patrząc na wszystko co narysował.

 

- Wojna wchodziła w decydujące aspekty dla obu stron i gdy większość sił księżniczek była poza stolicą, ta została niespodziewanie zaatakowana, ale nie przez dawnych ludzi, a kucyki takie jak my- popatrzyła na Fate mówiąc to. - Grupa była prowadzona przez klacz, jednorożec zwaną Crystal. Wojska księżniczek, które stawały jej na drodze, były podobno wręcz masakrowane, a potem ona sama miała pokonać księżniczkę Celestię i Lunę jednocześnie - zamilkł, widać było, że te wspomnienie wywołało w nim ból. - Crystal władała magią, której nawet my nie rozumieliśmy i najwyraźniej nasze księżniczki też. Księżniczka Twilight, chciała zebrać przyjaciółki i obalić tyrankę nim stanie się zbyt silna, ale było zbyt późno. Crystal zdążyła pochwycić pozostałe powierniczki harmonii, a sama księżniczka Twilight, nie mogła użyć ich mocy bez przyjaciółek. W desperacji stoczyła samotną z walkę z tyranką, którą przegrała i również została pochwycona. Kryształowe Królestwo, widząc co się dzieje, zabezpieczyło się mocą kryształowego serca, szukając sposobu na opanowanie sytuacji. Crystal jednak nie czekała na ich ruch i ruszyła teraz na nich. Z pomocą dziwnej mocy, złamała barierę królestwa i pokonała wraz ze swoimi oddziałami gwardię księżniczki Cadence. A zarówno ją jak i jej męża zamknęła w lochu z innymi, a kryształowe serce zostało ukryte. Potem by mieć pewność, że Discord jej nie przeszkodzi w planach, użyła elementów harmonii, nikt nie wie jak to zrobiła. Jednak z ich pomocą uwięziła go w jego własnym wymiarze. Wojska Equestrii, bojąc się o los władczyń poddały się bezwzględnie. Sponyfikowani uznali, że to koniec wojny, a oni mają sojusznika - pokręcił głową. - Nowa władczyni zabrała się zaraz potem za nich. Wiedziała gdzie są wszystkie bazy buntowników, jakby miała magiczne oko lub mapę, która wszystko pokazuje, a potem niespodziewanie atakowała. Ludzie mimo technologii, nie potrafili bronić się przed magią potężniejszą niż inne, które do tej pory poznali jak i atakami gwardii nowej władczyni, która nie wahała się nawet używać ich technologii przeciw nim. W końcu i buntownicy ulegli, a Crystal rządzi wszystkim. Nikt nie wie jak wygląda, bo nigdy nie pokazuje się publicznie, jednak nawet i bez tego wzbudza respekt, bo wszyscy wiedzą że jej moc jest potężna, a my bez naszych władczyń i elementów nie możemy jej pokonać. Świat, który widzicie obecnie powstał za jej panowania. Nie ma magii przyjaźni i nikt nikomu nie ufa, bo Crystal widzi wszystko, a nadzieja w nas umarła - ciężko odetchnął po wypowiedzeniu tylu słów.

 

Pola kukurydzy

Szelest nie ucichł, na słowa ogiera. Ponadto pojawiło się coś jeszcze, a był to dźwięk jakby gryzienia. Cokolwiek było w łodygach, najwyraźniej najpierw kogoś zmasakrowało, a potem jakby nigdy nic zaczęło jeść kukurydzę. Nawet ślady krwi były bardziej obwite w tym miejscu. Ciało musiało leżeć niedaleko intruza. Nagle jednak dźwięk chrupania ucichł, a zastąpił go inny. Brzmiało zupełnie jak warczenie zmieszane z piszczeniem. Kucyk nie mógł wydawać takiego dźwięku, ani żadne normalne zwierze. Cezar mógł mieć wrażenie, że ten dźwięk wręcz wwierca mu się w mózg. Zaraz potem tuż nad jego głową, zamachnęło się wielkie białe odnóże, które jednym machnięciem ścięło kilka łodyg, które pospadały na głowę ogiera. Tajemniczy intruz najpewniej uznał, że pozbył się natręta, bo wrócił do chrupania kukurydzy.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

 Źrebak w butach o miękkich podeszwach posłusznie podążył za kapłanami. Początek drogi był niezwykle łatwy - kucyków w świątyni było tak wiele, że bez problemu zasłoniły go one w drodze do korytarza. Kucyk trochę poczekał, żeby podążyć za grupą.

 Czuł się jak ninja. Bał się trochę, że kapłani go zauważą, ale torebka pralinek to torebka pralinek. Podążał do przodu. Nagle poczuł dotyk na grzbiecie i musiał zatkać swoje usta kopytem, by nie okazać zaskoczenia na głos. To była jego siostra, która niespodziewanie wyszła z bocznej wnęki.

-Widziałam jakiąś grupę ogierów przechodzącą tędy - wyszeptała mu do ucha.

- Wiem.

 Rodzeństwo resztę drogi przeszło razem, idąc jedno kilka metrów za drugim.

 Klaczka zatrzymał się pierwsza. Wychyliła nieco głowę za róg i pomachała kopytem do bliźniaka. Przetarła okulary, żeby poprawić widoczność.

 

 Troje kucyków siedziało w milczeniu przed lustrami, uważnie się im przyglądając i nagrywając.

- Możesz się przestać tak trząść? - cicho burknęła operatorka kamery.

- Przepraszam. Nie mogę. 

 Ogier położył lustro na biurku. Drugi poszedł w jego ślady. Klacz przybliżyła się. Wydawała cichy, zadowolony dźwięk.

 

Kiedy czarna otchłań się zamknęła, źrebaki czym prędzej się wycofały w stronę wyjścia. Słyszały za sobą kroki, więc były szybkie. Kiedy dotarły do głównej sali świątynii, nie slyszały już nikogo za sobą. Ogierek podszedł do swojej mamy, która w tym czasie przesunęła się na przód tłumu, a jego siostra została bliżej wyjścia, zasłaniając się jakaś klaczą po prawej.

 

 Eastwind patrzała prawie cały czas w stronę podium, jedynie chwilami spoglądając w stronę Peanut Butter, która nie odwzajemniała jej spojrzenia.

 Nikt nie lubił wysyłać dzieciakow na szpiegowanie, a zwłaszcza na szpiegowanie przyszłych członków oddziałów śmierci. East także się martwiła o źrebaki, ale znacznie bardziej wolała to od niewiedzy. Nieznane było straszniejsza od czegokolwiek innego.

 W końcu niewielki ogierek przytulił się do nogi mamy. Nie wyglądał, jakby właśnie zobaczył śmierć swojej rodziny. To sukces. Oczywiście, że to był sukces. Znakomite myślenie, Eastwind. Jesteś takim wspaniałym liderem, Eastwind. Zasługujesz na medal z ziemniaka.

 Eastwind uśmiechnęła się i powróciła wzrokiem do wybieranych jednorożców. Minęło trochę czasu. Wydawało jej się, że większość jednorożców dotknęła już berła. Green Letter jeszcze tego nie zrobił, ale on ledwo umiał lewitować dwa pudła dokumentów na raz, więc Eastwind się nim nie przejmowała.

 Misja zakończona. Chyba.

Link to comment
Share on other sites

I[Asra Arlas]

Został sam. I tak aż do popołudnia, ścierając kurze z licznych pułek i książek, myjąc podłogi, zrywając zioła z ogrodu i przygotowując je do suszenia. Zabierał z piwnicy już wysuszone, układając kolejne mieszanki, czy to herbat czy to ziół na demony, czy konkretne dolegliwości i pakując je do niewielkich opakowań, które ułożył na regale, w prosty ale estetyczny sposób. Wymył jeszcze okna i zmienił bandaż na klatce piersiowej. Rana po bezkoście wyglądała już lepiej, ale nadal nie był to zaciekawy widok, dlatego polał ją krwią świętego Jana dla pewności, że lepiej się zagoi. Wstawił wodę na herbatę i dokładnie wtedy usłyszał pukanie do jego domostwa. Chciał krzyknąć proszę, by przybysz sam do niego wszedł, jednak skąd mógł wiedzieć czy to nie wróg? Miał jakiś wrogów? Sam nie był pewien, ale w tym świecie nie było bezpiecznie, prawda? Przynajmniej tak mu mówiono. Podszedł więc do drzwi, otwierając je i uśmiechnął się, gdy zobaczył za nimi panią Kybele, szamankę, około sześćdziesiątego roku życia. 

- No nareszcie! Ile mam czekać żebyś mi otworzył, co? Asra? Już myślałam, że zapomniałeś że przyjdę i poszedłeś na polowanie - burknęła, wymachując przy tym swoją białą ogromną grzywą, z licznymi pasemkami błekitu, granatu i fioletu. Jej fryzura była tak na prawdę miszmaszem. Tu dredy, tam kilka warkoczyków, normalne pasma, jakieś koraliki i inne ozdoby. Ale czego można było się spodziewać po szamance? Weszła do domu, nie krępując się i nie czekając aż on ją przepuści. Zaśmiał się cicho.

- Przecież przychodzi pani zawsze w ten sam dzień tygodnia, o tej samej porze. Jak miałbym zapomnieć? - zapytał rozbawiony.

- Nie dwij ze mnie chłopcze. Widzę że posprzatałeś - rzekła, rozglądając się. - To dobrze, to dobrze - dodała bardziej do siebie, wchodząc do kuchni, gdzie czajnik gwiżdzał na palenisku. Ogier wyłączył go pośpiesznie.

- Jak mija pani dzień?

- A dobrze, dobrze... Tylko widziałam tą... Młodą, od burmistrza. Jak jej? Ach tak! Sindbad! Bardzo się spieszyła i nawet nie powiedziała mi dzień dobry.

- Och, jak mogła.

- No właśnie. Kogo jak kogo, ale mnie szanuje się w tej wiosce - rzekła, stawiając koszyk na stole. - Przyniosłam ci jedzenie, co byś z głodu nie umarł. Dwa bocheny chleba, dżem, owoce, warzywa. I gazeta... - mówiła, wyjmując to wszystko. - Złe czasy nadchodzą, chłopcze, złe czasy. Dzisiaj wydano ogłoszenie. Mamy sądzić więcej na polach! I więcej im oddawać! Co to będzie Asra! Możemy głodować...

- To dlatego Sindbad była dziś taka - nie dokończył, bo klacz uderzyła kopytem w stół.

- Była u ciebie?!

- No... Hmm, tak.

- Co za młodzież! Ojciec szukał jej cały poranek a ona szlaja się po ogierach!

- Właściwie...

- Już ja powiem jej ojcu co ona wyprawia! Ja w jej wieku uczyłam się, żeby mieć jakąkolwiek przyszłość. Chciałeś coś powiedzieć kochanieńki?

- Tylko to, że była u mnie na wróżeniu.

- Ach... To inna sprawa.

- Podejrzewam, że spiskuje ze sponyfikowanymi.

- Sindbad?! Nie mogłaby! To przyniósłby zgubę na naszą wioskę, wiesz przecież!

- Wiem... Dlatego trudno mi dopuścić taką myśl.

- Miejmy nadzieję, że to tylko twoje paranoje chłopcze.

- Miejmy nadzieję - powtórzył, rozkładając gazetę. - O co chodzi z tymi rytuałami? I świątyniami?

- Och! Tak! Przecież! Jesteś jednorożcem! Powinieneś się tam udać! Przy odrobinie szczęścia może pomoże to naszej wiosce, jeśli masz super magiczną moc. Jak wiesz, tutaj nikt ci nie pomoże, ale tam, mogą cię czego nauczyć kochanieńki.

- Tak pani myśli?

- Tak myślę. I powinieneś udać się od razu. Zanim spotkają cię nieprzyjemności z powodu, że nie przeszedłeś ceremoni.

- Rozumiem... - powiedział spokojnie, choć było to dla niego dziwne i zawiłe. Bo czyż to jedno wydarzenie, nie mogło zmienić jego życia całkowicie? Tak przynajmniej myślał. Klacz wstała, zabierając przedmiot.

- To ja będę już wracać. Kucyki na pewno mnie potrzebują.

- Pani poczeka, mam dla pani zioła - rzekł, pakując jej kilka paczek do kosza.

- Dziękuję Asro. I pomyślnych wiatrów w podróży. Poinformuję kucyki że cię nie będzie - rzekła na pożegnanie.

- Bardzo dziękuję - odpowiedział, rozpoczynając pakowanie. Zabrał tylko te niezbędne rzeczy i gdy był gotowy, wybrał się w podróż do najbliżej świątyni, do której miał dzień drogi. 

***

Gdy nareszcie dotarł, był nieco zmęczony, ale wiedział, że to dla jego dobra. Napił się wody z bukłaku, po czym wszedł do budynku rozglądając się dookoła i szukając jakiegokolwiek kapłana.

- Halo? Jest tu kto? - zapytał tylko, dla pewności, by jeżeli ktoś był o wiele dalej, usłyszał go.

Link to comment
Share on other sites

     - Ona ma Oko Sharr... - odezwała się ponuro, że to wszystko jej wina. Qualm, widocznie nadal zła na siebie i przybita tym jak wiele cierpiało z jej zachcianki, ale miała na tyle opanowania że przemówiła dopiero po tym jak ogier skończył mówić, ale jej grzywa mówiła wiele sama z siebie... Bulgotała i przewracała się delikatnie jakby sama żyła... Należała do księżniczki Celestii! A jej kopyto jak trzasnęło zostawiło ślad w twardej dębowej desce... Użyła za wiele siły... Normalny kucyk zasyczałby z bólu... Ona ruszyła dalej jakby nigdy nic... Nie zwracając uwagi na szkodę którą zarobiła... Fate tylko spisała wszystko co powiedział ogier na jednym z bardzo eleganckich pergaminów, swoją zwyczajową czcionką z którą  tylko lekarz mógł konkurować... Z tą różnicą że był to tak zaawansowany stenogram że tylko ona z niego mogła cokolwiek przeczytać.

 

     - Nie dziwię się że pokonała was tak prosto... - Zwróciła się dość bezpośrednio do ogiera... - Władała magią o której nie macie ani pojęcia ani wyobrażenia... Bo nie jest rodzima dla tego świata - zaciągnęła się delikatnie a w jej kopycie na początku pojawiła się fioletowa kulka... która delikatnie zaczęła ciemnieć z czasem, a Fate tylko zasyczała z bólu i bardzo szybko ją uwolniła, a ta zniknęła nie mając skąd czerpać mocy. - Cienisty splot... - stwierdziła, a ogier mógł przez ten moment poczuć jak wielka moc wypełniła ten pokój przez jeden krótki moment... Jakby czarowały tam z trzy niezwykle potężne jednorożce jednocześnie. - Załatwiła nim wszystko. Kryształowe serce... Elementy harmonii... Tylko zastanawiam się jak go opanowała. Jak oparła się korupcji duszy tam uwięzionej? Jak nie dała się opętać upadłej bogini... - Spojrzała pytająco na ogiera, ale wiedziała że on jej na to nie odpowie... Nie mógł. Nie mógł wiedzieć, ani się dowiedzieć.

 

     - Są tu jakieś zasady? - zapytała Qualm, stojąc przy oknie i rozglądając się dość ostrożnie, a Fate jej przytaknęła... - Coś co nie byłoby dla nas jasne... A mogło sprowadzić na nas kłopoty... - mówiła zadając jedno z najprostrzych pytań... Jednak różowa klacz zdawała sobie że dla niego to rzeczy mogą być za oczywiste... I może zapomnieć wspomnieć o czymś niezwykle istotnym jednak i tak postanowiła go zapytać wierząc że może mu się uda... Uchronić je przed niebezpieczeństwem. - Godzina po której nie wolno wychodzić z domu?

 

     - W zamian możesz zadać jedno pytanie które cię trawi... - powiedziała dobrotliwie jednorożec... - Jednak nie mogę ci obiecać na nie w żadnym wypadku odpowiedzi, gdy będziesz chciał za wiele... Nie jesteście jeszcze gotowi na to wszystko. Zresztą już wiecie... A ci ludzie jeszcze byli słabi. Ich technologia prymitywna. - powiedziała patrząc na Night Tale'a ze smutkiem że jego krainę to wszystko spotkało... A Fate zastanawiała się jak by niby miała zabrać Crystal artefakt... Jak naprawić tą krainę? Historię by obrała właściwszy tor... Jednak pegaz ją wyprzedziła.

 

     - Nie myśl o tym... Nie warto - powiedziała na głos zauważając w jej oczach że coś się zmienia... A ta tylko się lekko uśmiechnęła...

Edited by Hoffner
Link to comment
Share on other sites

White

- Wspaniała obywatelska postawa? - Odwróciła głowę w kierunku ogiera który to powiedział - Zrobiłam tylko to co do mnie należało - Miała wrażenie że to zabrzmiało jakby nadal była gwardzistką starego porządku 

- A ty... - Teraz zwróciła się do złodzieja - Myślę że aktualnie nie jesteś w pozycji by komukolwiek grozić. - Wyglądało na to że przez te wszystkie lata bycia strażnikiem Celestii nadal nie wystarczyły by była rozpoznawana jako jeden z nich - Nawet swoimi przyjaciółmi, niestety jakoś nie widzę żeby byli tutaj razem z tobą. - Rozejrzała się wokół i wzruszyła ramionami. - Po za tym umiem się obronić i nie boję się opryszków zajmujących się kradzieżą torebek. - Po tych słowach oddała przestępce w kopyta dwóch kucyków ziemnych by mogli go skuć i wymierzyć karę. 

 

Sinister

- Marnujesz swój talent używając go w ten sposób - Stwierdziła klacz leżąca na hamaku. - Produkcja i handel narkotykami? Tylko na tyle ciebie stać?

- Tak wiem - Odpowiedziała Sinister nawet nie odwracając głowy do niematerialnego jednorożca - Powinnam przywrócić ciebie do życia a potem przejąć władzę nad światem - Kpiąco się uśmiechnęła - Zachowaj te brednie dla siebie. 

- Żałuje że odkąd poznałaś tą White już tak dobrze się nie dogadujemy i nie będę ukrywała że jest mi smutno z tego powodu. - Otarła kopytem łzę z policzka której nawet nie było - Pamiętasz obietnicę jaką złożyła? Miała często ciebie odwiedzać żebyś znowu nie obrała "złej" drogi - W jej głosie było słychać lekkie oburzenie na to określenie - A tak się składa że od dłuższego czasu jej nie widziałam. 

- Masz rację - Sinister nie mogła zaprzeczyć tym słowom - Ale ja to rozumiem i nie mam do niej żalu, gdyby nie Crystal i buntownicy wszystko było by w porządku... 

- Obietnica to obietnica i nic tego nie zmieni, nie wolno ich łamać a kiedy nie jest się pewnym że można je dotrzymać nie składać ich - Powiedziała twardo. Zależało jej by owinąć Sinister wokół własnego kopyta, to była jej jedyna szansa na drugie życie. 

- Każde naczynie pęka pod zbyt dużym naciskiem... - Po jej głosie można było poznać że jest zamyślona - Nie jestem święta czy dobra ale nie wskrzeszę kogoś takiego jak ty. 

- Lepiej bym tego nie ujęła - Jednorożec leżący na hamaku był widocznie rozbawiony - Pytanie tylko kiedy ty się poddasz i pękniesz.

- Mam nadzieje że nie w tym stuleciu - Sinister mimo że się opierała to sama obecność tej halucynacji sprawiało że sianie zła było bardziej atrakcyjne, jakby słowa w tym wszystkim były najmniej ważne a prawdziwy problem stanowiło coś innego. - A teraz znikaj z mojego hamaka.

- Jesteś aż taka niemiła w stosunku do starej przyjaciółki? Znasz mnie dużo dłużej niż tą White i ja jestem zawsze przy tobie w przeciwieństwie do niej. -  Nienawidziła tego białego jednorożca co zniszczył jej plan - Ale jak sobie życzysz - Postanowiła na razie dać jej spokój by wyczekać na lepszą okazję do kuszenia. Postać powoli zaczęła zanikać w powietrzu by po chwili kompletnie wyparować nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.

 

Klacz która odzyskała upragniony spokój zeszła z balkonu na parter i zabierając ze sobą sakiewkę bitów i plecak wyszła z domu kierując się do Ponyville. Musiała zrobić zakupy ponieważ zapasy w jej kuchni były na wyczerpaniu i przy okazji złożyć wizytę w świątyni Crystal. Coś słyszała o tej obowiązkowej ceremonii sprawdzania poziomu magicznego... Nie lubiła prawa i przymusu ale nie podporządkowanie się ciągnęło zbyt dużo nieprzyjemnych konsekwencji. Gdyby nie to nigdy by jej tam nie zobaczyli.

Link to comment
Share on other sites

Słysząc odgłosy chrupania, zacisnął bardziej toporek, mamrocząc coś pod nosem. Kałuża krwi w tym miejscu coraz to bardziej go niepokoiła. 

- Jak sądzisz...wilk? - szepnął jeden z kompanów.

- Nie. One nie podchodzą tak blisko. Zbyt mało ich w tych lasach, żeby stanowiły zagrożenie. To coś bardziej...głupiego - stwierdził. 

Kiedy dźwięki ucichły, przez całe ciało, przeszedł zimny dreszcz, nieprzyjemny i to bardzo. A gdy rozbrzmiał dziwny pisk, zacisnął mocniej zęby, by jakkolwiek to przetrwać, bo uszy w takiej sytuacji zakryć nie mógł ze względu na bezpieczeństwo. 

Niczym oparzony, odskoczył na kilka centymetrów, kiedy dziwne odnóże świsnęło nad jego głową. Towarzysze z widłami przystąpili bliżej. Terens stanął tuż obok przewodniczącego. 

- Na przodków, co to do cholery było? 

- Nie wiem...i szczerze nie chcę wiedzieć - trochę rozdrażniony, stwierdził Eryk, zasłaniając się swoją bronią - Wyglądało...trochę jak kończyna jakiegoś robala. Nie wiem, może chrząszcza. 

- Wielki insekt? I co jeszcze? 

- Nic mnie już nie zdziwi - uspokoił się, wziął głęboki oddech - Dobra, zrobimy tak. Terens, jesteś o de mnie dużo silniejszy.

- Nie ukrywając, zgadza się - stwierdził z uśmiechem. 

- Dobra. Weźmiesz mój toporek. Ty - wskazał na jednego chłopa - Na mój sygnał rzucisz widłami w tamto miejsce - kiwnął w punkt, z którego wystrzeliło to odnóże - Po czym szybko masz się wycofać. 

- Jasne - przygotował się do wykonania jak najlepszego rzutu. 

- Terens, kiedy on pozbędzie się swoich wideł, ty staniesz możliwie blisko, żeby przyjąć prawdopodobny atak. Jeżeli ci się uda, wykonaj cios, przede wszystkim, nie daj się ugryźć.

- Rozkaz.

- A ty - zwrócił się do ostatniego - Jeśli robal będzie leżał na Legacie, masz z całej siły pchnąć napastnika. Tak, żeby mu przebiło wnętrzności. 

- Przyjąłem - ustawił się. 

- Dobra...na trzy...dwa...atak!

Rolnik nabrał powietrza, po czym z całej siły rzucił swoją bronią, a dwaj pozostali nastąpili na pozycje. 

Link to comment
Share on other sites

Świątynia Kryształowe królestwo

Ostatnie jednorożce w świątyni, zebrały się przed kapłanem, a wśród nich był Green Letter. Inne jednorożce, które nie dostały się do świątyni, nadal tkwiły przed bramami, aż na ich drodze nie stanęli gwardziści, informujący o zakończeniu ceremonii na dzień dzisiejszy. Nikt więcej nie był wpuszczany, a ci którzy nie zdołali się dostać, wracali do domów, oczekując następnego dnia. Ostatnie jednorożce podchodziły do berła, jednak jak do tej pory żaden z nich nie wykazywał zdolności, które mogłyby otworzyć przed nimi magiczną przyszłość. W końcu przyszła kolej na Green Lettera. Kapłan powoli zbliżył berło do rogu ogiera, a ten mógł poczuć moc przepływającą przez artefakt. Była to moc dziwna nietypowa, a jednocześnie bardzo silna. Kapłani musieli mówić prawdę, że w berle jest cząstka Crystal. Mógł nawet przez chwilę poczuć te moc. Kapłan powoli zabrał berło, spoglądając jak te staje się czerwone.

 

- Nie przejmuj się tym - uśmiechnął się do ogiera, ciepło. - Każdy z nas ma znaczenie, w świecie pani. Jeśli masz jakieś wątpliwości wyraź je teraz, a jeśli nie, możesz wrócić na swoje miejsce - powiedział spokojnie kapłan, patrząc na ogiera spod kaptura.

 

Świątynia w wiosce

W przeciwieństwie do wielkich miast w królestwie, świątynie w mniejszych wioskach były znacznie mniejsze. W takich okolicach było mało jednorożców, więc nie spodziewano się nigdy tłumów. Działało tu także mniej kapłanów niż w innych świątyniach. Mimo to były nadal bogato zdobione, jak wszystkie inne. Podobnie jak każdą świątynie i w tej była mozaika, przedstawiająca wyobrażenie Crystal, taka sama jak w każdej świątynia. Najwyraźniej był to wymóg, by każdy pamiętał komu służono. Gdy do budynku przyszedł Asra Arlas, główny kapłan właśnie rozpalał jakieś kadzidła pod mozaiką. Dopiero na dźwięk głosu ogiera, powoli się obrócił. a zaraz potem do pomieszczenia weszło kolejnych dwóch kapłanów. Podobnie jak wszędzie, wszyscy mieli zasłonięte ciała i głowy, tak by nie można ich było poznać. Jeden z kapłanów w fioletowym habicie, spojrzał spod kaptura na jednorożca.

 

- Witaj chłopce - powiedział ciepło. - Jak mniemam, przyciągnęła cię tu wola naszej dobrotliwej pani - spojrzał na mozaikę, przedstawiającą Crystal. - Byliśmy pewni, że nikt nas już dziś nie odwiedzi w tej okolicy, ale zrobiłeś nam niespodziankę. Zaczekaj proszę chwilę nim zaczniemy - powoli odszedł zostawiając Asra z dwoma kapłanami. Podobnie jak zawsze, ci nie ukazali emocji, tylko patrzyli na ogiera. Z pewnością nie byli kompanami do rozmowy. - Na szczęście kapłan, wrócił po niedługiej chwili z berłem. - Proszę zbliż się i poczuj dobroć naszej pani. To nic nie boli zapewniam - kapłan uśmiechnął się ciepło pod kapturem.

 

Night Tale

Słysząc Qualm Mask, ogier lekko mrugnął. Nigdy nie słyszał o żadnym Oku Sharr, był co do tego pewny. Czytał wiele ksiąg o magicznych artefaktach, ale o czymś takim nigdy nie słyszał. Coraz bardziej miał pewność, że klacze były czymś więcej niż się wydawało. Zauważył to ponadto, gdy grzywa pegaz zaczynała szaleć i falowała jak ta księżniczki Celestii, co było niezwykłe. Nie zwrócił uwagi na to, że uszkodziła lekko jego podłogę, bo jakie to miało obecnie znaczenie? Kimkolwiek one były, wiedziały wiele, a mimo to w jego świecie były zagubione i zdane na siebie, zwłaszcza teraz, co było niezwykle smutne, gdy się o tym pomyślało. Widząc zachowanie i reakcje Qualm Mask, zupełnie zapomniał o Dancing of the Fate, która przypomniała o sobie dopiero po niedługiej chwili.

 

Słysząc ją, ogier zamarł. Magia, która nie pochodziła z ich świata? Miał czasem wrażenie, że Crystal nie jest kucykiem, a raczej przybrała jego formę. Trochę jak podmieniec, ale w innej postaci. Spojrzał znów na obie klacze i zmarszczył brwi. Czy ona mogła być taka jak one? Może była jedną z nich, renegatką, a one ją teraz ścigały za zdradę. Ukryła się w jego świecie, uważając, że tu będzie bezpieczna. Spojrzał nagle na Fate tworzącą dziwną kulę, ale nie rogiem, a kopytem, co było niesłychane. Słysząc jej syk, położył kopyto na przód, jakby chciał sprawdzić, czy nic jej nie jest. Szybko jednak zaniechał tych poczynań, widząc jak klacz znów zachowuje się normalnie. Cienisty splot? Czym był ten cienisty splot? Brzmiało jak coś z czarnej magii dla takich jak król Sombra. Nadal czuł dreszcze od tej magii, która wypełniła całe pomieszczenie, gdy Fate tworzyła kulę. Nigdy czegoś takiego nie czuł, jak w tej chwili. Zaraz jednak znów zwrócił uwagę na Dancing of the Fate. Upadła bogini? O czym ona mówiła? Nic z tego nie rozumiał. Ludzie mieli jakiś bogów, czy to było coś w tym stylu? Nie miał jednak czasu, by długo nad tym myśleć, bo ponownie odezwała się Qualm Mask. Słysząc jej pytanie lekko zmrużył oczy, a potem spojrzał na drugą klacz. Wiedza stała się w tej chwili towarem wymiennym. Odpowiedzi za odpowiedzi. Tylko jedno pytanie, gdy tyle się ich cisnęło? Jeśli ludzie byli prymitywni ze swoją technologią, to jak musiał dla nich wyglądać on?

 

- Nie możecie być takie jak teraz - mruknął w końcu ogier, jakby starał się wszystko sobie poukładać w głowie. Spojrzał najpierw na Qualm Mask. - Jesteś pegazem, obecnie w opinii Crystal kimś gorszym - potem spojrzał na Fate. - Musisz na ulicy być jej panią, wśród kucyków. Qualm Mask, nie możesz mówić pierwsza, to Dancing of the Fate musi przejąć inicjatywę, skoro jest jednorożcem. Ona mówi ty tylko możesz patrzeć złowrogo lub wtrącić coś dopiero gdy ci pozwoli. Możesz wybrać sobie rolę do odegrania, być jej strażniczką lub tragarzem, jednak nie możesz wyjść już z obranej roli - ciężko westchnął. - Dancing of the Fate, skoro stać cię na własnego strażnika lub tragarza, jesteś szlachetnym jednorożcem o dużej mocy. Kimś lepszym w oczach Crystal niż ja i Qualm Mask. Musisz okazywać jak dumna jesteś z tego kim się urodziłaś - znów ciężko westchnął. - Nie narzekajcie na obecną władzę, bo to ściąga uwagę. Starajcie się ignorować wszelkie nieprzyjemne rzeczy lub robić dobrą minę do złej gry. Gdy zaczepi was gwardzista, Fate musi mówić. Nie uciekajcie, bo wzbudzicie podejrzenia. Nie pomagajcie i nie ukazujcie współczucia pojmanym kucykom, bo napędzicie sobie i jeńcowi biedy gorszej niż miał do tej pory. Co ranek słuchajcie ogłoszeń herolda i wmieszajcie się w tłum. Nie ukazujcie współczucia dla sponyfikowanych, bo ci są uznawani za gorszych i niegodnych tego. Fate jako jednorożec musi udać się na rytuał, bo jej magia będzie zwracać uwagę gwardii, chyba, że umiecie to jakoś maskować. Ponadto nie wchodźcie do lasu Everfree - zmarszczył lekko brwi. - To kolejny z powodów dla których was zaczepiłem, bo widziałem jak z niego wyszłyście. Myślałem, że jesteście kolejnymi stworzeniami ściągniętymi przez Crystal, ale innymi niż zwykle. Obecnie to śmietnik gorszy niż kiedykolwiek. Crystal bawi się magią międzywymiarową, a wszystko co nieudane tam upycha. Jesteśmy w trakcie wojny z gryfami i podmieńcami, więc lepiej spodziewajcie się wrogości od nich. Nasza waluta to bity. Najbardziej jednak cenne są klejnoty i złoto to się nie zmieniło. Co do godziny policyjnej, zaczyna się o dwudziestej drugiej. Ponadto unikajcie gwardzistów ze zbrojami święcącymi się na zielono. To maszyny do zabijania, stworzone przez Crystal. Nie zostało w nich nic z kucyków - zamknął na niewielką chwilę oczy.

 

- Nim zadam swe pytanie, chce wam powiedzieć parę rzeczy i coś zaproponować  - lekko westchnął. - Crystal, prawdopodobnie włada teraz mocami nie tylko elementów harmonii, kryształowego serca i tego co mówiłyście, ale i mocami księżniczek. To ona wznosi słońce i księżyc, nie ma wątpliwości co do tego. Nie wiem jak wygląda Crystal i nie wiem czym jest cienisty splot i oko sharr i jak Crystal opiera się tej duszy, o której mówiłyście, ale znam kogoś kto był tam, w czasie gdy zaatakowała. Jeden z gwardzistów był tam i ją widział, na dodatek przeżył, ale... - lekko się skrzywił. - Z braku zajęć, jestem wolontariuszem w zakładzie, w którym go zamknięto. Od czasu tamtego dnia, nie ma z nim niemal kontaktu i ciągle coś mamrocze, krzyczy po nocach i płacze, ale może wam uda się coś od niego wyciągnąć. Mogę was do niego jutro zabrać, bo dziś już nas tam nie wpuszczą - lekko westchnął. - Tutaj kryje się też moja propozycja. Jeśli nie macie gdzie się udać i nie znacie obecnego świata, możecie zatrzymać się u mnie. Nie mam tu może wiele miejsca, ale możecie zająć pokój na górze. Tutaj w okolicy gwardia się nie kręci i same widzicie, że raczej nie mam zbyt blisko sąsiadów. Tutaj nie rzucałybyście się w oczy, chociaż tak jakoś pomogę, bo uważam, że nie jesteście złe i możecie zrobić coś czego my nie potrafimy, dlatego chce wam pomóc

 

Canterlot

- Jeśli jeszcze nie brała pani udziału w rytuale, niech się pani lepiej pośpieszy, bo pani nie zdąży - mruknął gwardzista. - Może zaproponują pani naszą drogę. Dobrych żołnierzy zawsze chętnie witamy - dodał na odchodne. Pojmany ogier w tym czasie, wpatrywał się w tłum kucyków, jakby czegoś wśród nich szukał. Zaraz jednak jeden z gwardzistów go pchnął, dając mu w ten sposób do zrozumienia, że ma iść. Zanim zniknął rzucił ostatnie nienawistne spojrzenie klaczy. Słowa gwardzisty były jednak prawdziwe. Coraz więcej jednorożców zbierało się w świątyni i było pewne, że jeśli White się nie pośpieszy, będzie musiała tu przyjść jutro, bo dla niej zabraknie miejsca.

 

Ponyville

Oczom Sinister gdy oddaliła się wystarczająco od domu, mogła ukazać się nietypowa scena, grupa kucyków stała koło jakiegoś budynku i w coś zaciekawieniem się wpatrywała. Gdy się lepiej przyjrzało, można było zauważyć, że wszyscy wpatrują się na kamienną ścianę coś musiało na niej być. Co ciekawe poza zwykłymi gapiami, była tam również gwardia, która coś sprawdzała. Nie mogły to być sprawy związane z rytuałem, bo wszystko działo się w zwykłej okolicy mieszkalnej. Nie mówiąc, że gapie stanowiły różne kucyki, nie tylko jednorożce.

 

Pola kukurydzy

Gdy tylko widły wleciały w pole, znów rozniósł się niemiłosierny pisk spomiędzy łodyg, tym razem jednak brzmiał inaczej niż ostatnio. Najwyraźniej stwór musiał oberwać, ale szybko się okazało, że było to za mało by go zabić. Łodygi zaczęły mocniej szeleścić, a ogiery mogły słyszeć jak piski stwora stawały się coraz donośniejsze. Nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że monstrum właśnie na nich szarżowało. Niszczyło na swojej drodze wszystkie łodygi tnąc je swoim odnóżami, zupełnie jakby to były ostrza. W końcu ogiery mogły zobaczyć monstrum. Owad poruszał wściekle żuwaczkami i odnóżami, niszcząc wszystko co się nawinęło. Z jego ciała wystawały cztery odnóża służące mu za chwytaki i dwa dodatkowe które były jak nogi. Monstrum poruszało się w pozycji prostej, przez co było nieco większe niż dorosły kucyk. Na jego grzbiecie tkwił twardy chitynowy pancerz, ale widły trafiły w żółtawe podbrzusze. Nawet teraz z niego wystawały nadal wbite w niego, podczas gdy z jego ciała wypływała niebieska gluotowata krew. Insekt nacierał prosto na Terensa.

Link to comment
Share on other sites

[Asra Arlas]

Bogato zdobione wnętrze mogło wręcz przyprawiać o uczucie bólu głowy, szczególnie, gdy wpatrzyłeś się w mozaikę, przedstawiającą Crystal. Więc tak wyglądała... Ta która obaliła księżniczki, powierniczki elementów i wybawiła świat. Przynajmniej niektórzy tak mowili, inni mowili że po prostu przejęła władzę. Bo czyż tak bie było? Jednak ogier nie stał po żadnej ze stron, bo i jego wioska nie stała po żadnej. Żyło im się dobrze, zdala od kłopotów i mieszania się w sprawy polityczne. Jak kazano, tak robiono, nadal żyjąc chwilą. Czy obecna ceremonia mogła coś zmienić? Czy jeżeli Asra okaże się kimś, czy będzie to miało skutek na wioskę? Miał nadzieję że nie. Lubił tam cała społeczność i nie chciał od niej odchodzić. Byłoby mu przykro. Uśmiechnął się delikatnie, gdy kapłan powiedział, że zrobił im niespodziankę. Czy przychodziło tu aż tak mało osób? Choć patrząc na to że w jego osadzie wssyscy po za nim byli kucykami ziemnymi, to nic dziwnego. Podszedł do ołtarza, wolnym, ostrożnym krokiem i zaczekał na kapłana z berłem. A gdy przybył, skinął tylko głową nieznacznie, przybliżając się jeszcze bardziej.

Link to comment
Share on other sites

- Kurna...panowie, przetrzymajcie to, zaraz będzie jeszcze gorzej - głośno powiedział, starając się zagłuszyć pisk insekta. 

Pozostali, mimo że ciężko było im to przetrwać, to jednak nie zamierzali paść na ziemię i zasłaniać uszy. Kiedy jednak zobaczyli monstrum, poczuli jeszcze większe obrzydzenie do tego świata, skoro takie robale mogą jakkolwiek istnieć. 

Eryk dostrzegł, że jego taktyka może się średnio sprawdzić. Zaczął szybko analizować sytuację, by wyjść z tego wszystkiego jak najlepiej oraz możliwie ograniczyć straty. 

- Chłopcy, zmiana planów. Na mój sygnał, Terens, zmień się z towarzyszem miejscami. A ty wtedy wystaw widły i złap najmocniej jak potrafisz, żeby przebić się przez miękką cześć tego czegoś. Wtedy ty, przyjacielu, postaraj się odciąć mu kończyny. 

Odczekali, aż potwór nie znajdzie się w odpowiedniej odległości, a koniec końców rolnik naskoczył przed niego, wystawiając swoją prowizoryczną broń, a Legat stanął z boku, gotując się do zadania ciosów.

Link to comment
Share on other sites

 Ciemnozielony jednorożec spuścił głowę zawiedziony. Wiedział, że nie jest najlepszy w czarowaniu, ale obecność tej magii... Była taka inna od wszystkiego, co kiedykolwiek poczył, że przez chwilę spodziewał się, że ten wynik także okaże się inny, niespodziewany.

- Nie, proszę pana.

 Uśmiechnął się i odszedł na swoje miejsce obok swojej asystentki. Eastwind odpowiedziała mu podobnie nieszczerym uśmiechem.

 Miał wiele wątpliwości co do swojego znaczenia.

 

 Po opuszczeniu świątyni Eastwind i Green Letter rozmawiali przez chwilę, a potem się rozeszli. Oboje wrócili do swoich mieszkań w świetle latarni ulicznych.

 Eastwind zamknęła drzwi na klucz, zasłoniła okna zasłonami i zapaliła światło w niewielkiej łazience. Jednak zamiast wziąć prysznic, klacz wyjęła ze schowka pod prysznicem pęk kluczy i zeszła do piwnicy. Minęła worki mąki kukurydzianej i duże butle o niepewnej zawartości (wody w alkoholu). Przeszła przez ukryte przejście w szafie aby znaleźć kolejne drzwi zamknięte na kłódkę. Wpisała kombinację. Drzwi się otworzyły. Eastwind zamknęła je z powrotem i podążyła wykutym w twardej skale korytarzem na dół.

 Pomarańczowa klacz nie potrzebowała światła, żeby poruszać się po podziemnych korytarzach. Sama je odkryła i była wśród tych, którzy je opisali. Po przejściu stu trzech metrów (licząc od drzwi) skręciła w lewo. Korytarz wydawał się tutaj bardziej naturalny. Szybko jednak doszła do kolejnego znaku odecności kucyków - metalowych drzwi oznaczonych białym iksem. Eastwind zapukała, wystukując kod i weszła do środka.

 W pomieszczeniu przy owalnym stole siedziało już kilka osób. Wysoka granatowa klacz uśmiechnęła się do pomarańczowej i wskazała jej miejsce koło siebie.

- Witajcie Towarzyszko. Co tak późno? - zapytała z fałszywym wschodnim akcentem.

- Byłam na ceremonii.

- My właśnie będziemy oglądać. Usiądźcie.

 Na ścianie wisiał ciemny ekran, który nagle rozjaśnił się i pokazał wejście do świątyni. Akolita podał Eastwind pełny transkrypt. Przez chwilę było słychać niewyraźne krzyki (napisy na dole ekranu: "Pan Wibrys!"), a zaraz potem obraz zmienił się w masę nóg. Spomiędzy nich widać było postaci kapłanów. Niedługo potem na ekranie pojawiły się słowa kapłana. Ciemna klacz wywróciła oczami.

 Na wspomnienie drogi cienia po sali unosiły się szepty. Kuc ziemski uciszył resztę i wrócono do oglądania. Podobna sytuacja wydarzyła się, gdy na ekranie

pojawił się ciemny portal.

  Po zakończeniu seansu akolita dotychczas siedzący na gościnnym krześle na krańcu stołu wstał i rozdał wszystkim kopytnie pisane dokumenty. Na pierwszej stronie była ogólna specyfikacja celów i planowanego przebiegu akcji, a także środków do tego potrzebnych. Następnie skrócony opis aktualnego przebiegu misji. Połowa strony była pusta, jakby niedokończona. Starsza klacz zapytała się o to akolity, ale on odpowiedział, że wg protokołu wnioski wyciąga się dopiero po spotkaniu. Ogier z pilotem przytaknął.

 Następne strony zajmował skrócony transkrypt rozmów (tekst żołnierza miał w środku kilka znaków zapytania) i ważniejsze zdjecia. Końcowe strony stanowiła lista jednorożców, które wykazały się wartą uwagi mocą i strona poświęcona berłu. Eastwind zauważyła, że była prawie całkowicie pusta.

- Mój informator powiedział, że energia magiczna berła jest niepodobna do tej zwykłego jednorożca. Zmienić źródło z "niepewnego" na "Crystal".

 Asystent zanotował uwagę.

- Wiecie, w sumie mogliśmy temu fanatykowi założyć nadajnik - głos zabrał młodszy kuc o niebiesko-różowej grzywie.

- Zwariowaliście?! Źrebięta miały podejść do oddziałów śmierci i założyć pluskwę? I co jeszcze, dzwoneczek?!

- Czarna ma rację. Twój pomysł jest zły.

- Przepraszam. Tylko proponowałem.

- Dobrze już, dobrze. A teraz co z tej akcji wynieśliśmy? - odezwał się starszy ogier.

- Po pierwsze: potwierdzenie informacji, że cel rytuałów to poznanie przez Crystal potencjału jednorożców w całym królestwie, aby lepiej wykorzystać ich magię, wyłowić talenty i ewentualne problematyczne jednostki. Po drugie: my też będziemy mieć dzięki temu wykaz jednorożców w naszej okolicy.

- Po trzecie: wiemy, że tyranka rozsyła swoje artefakty po całym kraju. Proponuję przejęcie, choćby chwilowe, i przebadanie go w celu lepszego zrozumienia magii Crystal. Oczywiście będziemy musieli najpierw znaleźć zasoby i dobrze to rozplanować, a przede wszystkim to przegłosować, ale liczę na nas.

- Po czwarte: lepiej rozumiemy teraz budowę świątyni. Wszyscy wiemy, że to jedno z bardziej prawdopodobnych miejsc, w których może być ukryte Kryształowe Serce. Tyranka nie ukryłaby go, gdyby jej nie mogło zagrozić. Naprawdę musimy dostarczyć tam wtykę.

- Tutaj przechodzę jednak do ostatniej sprawy, którą chciałam poruszyć. Wszyscy widzimy, że w tym mieście żyją kucyki, które są przeciwko nam. Niebezpieczni fanatycy wielbicielki autorytaryzmu, przemocy, rasizmu i czarnej magii. Nie możemy pozwolić, żeby się o nas dowiedzieli. Widzieliśmy dziś w akcji tylko jednego z nich. Naprawdę nie chcemy, żeby sprowadzono tu więcej oddziałów. Przypominam więc - nie ufajcie obcym. Mówcie rodzinom, kiedy i gdzie wychodzicie, jeśli macie możliwość. Nie chodźcie sami po zmroku. Pozostańcie czujni. To tyle z mojej strony. Głos dla ciebie, Dziadku.

 Starszy ogier nazwany Dziadkiem poprosił akolitę o przyniesienie mu kilku dokumentów. Black Mason dorzuciła do tego jeszcze kilka próśb. Starsza klacz barwy piaskowca jak zwykle nie mówiła zbyt dużo. Była nieoficjalną ekspertką wojenną, ale oddziały śmierci nie były podobne do niczego, co wcześniej spotkała na kartkach kronik lub w prawdziwym życiu.

 W końcu akolita powrócił z zamówionymi aktami. Starszy kucyk i Black Mason mu podziękowali, a potem wszyscy zaczęli przeglądać akta.

- Uuu, słabo u nas z jednorożcami. Sami konwertyci albo przeniesieni. Albo przeniesieni konwertyci - "przeniesieni" znaczyło "tajemniczo zniknęli i ich ciała nie zostały znalezione".

- A ta śliczna różowa?

Eastwind spojrzała na Mason obrażona.

- Morning Dew. To konwertytka.

- Serio? W życiu bym nie zgadła. Jesteście pewne, że nie przejdzie?

- Berło wyłapuje wszystkich konwertytów. Mamy jeszcze kilku przyjaciół poza granicami KK... - zaczęła Eastwind.

- I żaden z nich nie jest wolny. Drukarz i Archiwista są zbyt kluczowi, żeby ich ryzykować, lojalność Szklarza wątpliwa, E.A.P. mieszka w Canterlocie, a tam ochrona jest zbyt silna. Mieliśmy jeszcze jednego pod Baltimare, ale jego żona urodziła chore dziecko i teraz ma jechać na badania do Fillydelfii. W życiu się nie zgodzi.

- Może Orange? - zaproponował młodszy ogier.

- Przeniesiona - odpowiedziała Eastwind.

- Och, przykro mi. Hmm... A ten twój Greentext czy jak mu tam?

 Eastwind wstrzymała oddech. Green nic nie wiedział o konspiracji, a nawet, jeśli coś podejrzewał, wiedział, aby się nie wtrącać. Jeżeli go wtajemniczy, to nie wie... Nic w sumie nie wie.

- Pomyślę nad tym. Jutro z nim o tym porozmawiam.

- Kto za? - zapytał się młody ogier.

On, Dziadek i Mason podnieśli kopyta.

- Kto przeciw? - nikt nie podniósł nogi.

- Kto wstrzymuje się od głosu? Dobrze, Towarzyszko. Przegłosowane.

 Reszta spotkania przebiegła według Eastwind bardzo szybko. Ustalanie planów, wyciąganie wniosków, uzupełnianie papierów, rozpatrywanie wniosków, głosowanie, nałożenie pełnych kostiumów ochronnych i zanurzenie akolity obecnego przy spotkaniu w lodowatym jeziorze pełnym środków amnestyzujących...

 Eastwind wróciła do domu, pogasiła światła, dwa razy upewniła się, że zamknęła wszystkie drzwi i położyła się do łóżka. Potrzebowała snu. Jutro zajmie się czymś trudniejszym - rozmową z drugim kucykiem.

Link to comment
Share on other sites

White 

- Zdążę... - Mruknęła pewna siebie i zniknęła w błysku teleportacji zajmując ostatnie miejsce w kolejce. Czasami żałowała że mieszka w stolicy jednak nie miała innego wyboru, gdy jeszcze była gwardzistką dojazd jej się nie opłacał. Było to piękne miasto ale nienawidziła go w takich chwilach jak ta. Zawsze gdy działo się coś ważnego przyjeżdżały tłumy i wszędzie tworzyły się długie szeregi złożone z kucyków do sklepów, do kas i do wszystkiego innego włączając w to świątynie. W jej środku zobaczyła wizerunek Crystal która została przedstawiona jako biała klacz o złotej grzywie... White zapamiętała ją w nieco inny sposób, w zbroi zakrywającej całe ciało podczas rozrywania gwardzisty promieniem magicznym. Ta mozaika nie miała w sobie dużo prawdy, może i obdarowywała światłem ale jedynie jednorożce a nie pegazy i kucyki ziemskie. 

- Biel i złoto, pierwszy symbolizuje czystość i niewinność a drugi kojarzy się z luksusem i bogactwem - Powiedziała to na tyle cicho że raczej nikt nie powinien tego usłyszeć - Ja na ich miejscu dodałabym w tym wszystkim trochę plam czerwieni... - Jej wzrok skierował się na kopyta nowej władczyni - Idealnie by tam pasował.

 

Sinister

Gdy zobaczyła grupę kucyków i gwardii stojących przy kamiennej ścianie wiedziała co to może oznaczać. Czyżby znowu ktoś wypisał obraźliwe słowa w kierunku naszego znamienitej i światłej władczyni jaką jest Crystal? Cóż za bluźnierstwo... Ta, to ta co wprowadziła czarną magię do szkół i zaraz potem ją wycofała bo zbyt dużo jednorożców zaczęło płakać bo widziały rzeczy. Co prawda nie były to lekkie przeżycia gdy sama zaczynała naukę tych zakazanych praktyk ale dała radę i nie zwariowała. Czyżby była pod tym względem silniejsza od innych jednorożców? Wyglądało na to że tak ale niewątpliwie swoje zasługi miał ktoś jeszcze... Star pomogła jej przy zgłębianiu tych zakazanych praktyk i nigdy jej nie opuściła gdy potrzebowała pomocy. Niewielu doświadczyło tego co ona - wrażenia że cały świat pogrążony jest w chorobie i rozkładzie. Czuła jak całe jej ciało gniło wydzielając nieprzyjemny zapach i powoli zostaje zjadane przez robaki. Była świadoma każdego ruchu tych setek larw które drążyły tunele w mięśniach, kościach czy nawet w mózgu. To był moment gdy miała dosyć i chciała z tym skończyć... Nie z nauką ale ze sobą. Zanim to jednak zrobiła jej nauczycielka ją powstrzymała, mimo to że ona również wyglądała tak samo jak Sinister jej umysł pozostał nieskażony. Powiedziała że nie pozwoli by jej jedyna uczennica przegrała z czymś co nie jest realne po czym ją przytuliła, z cała pewnością nie był to najprzyjemniejszy uścisk ale zdecydowanie uratował jej życie. Poczuła jak staje się senna by po chwili zasnąć a gdy się obudziła wszystko wróciło do normy. 

- Może to będzie coś kreatywnego - powiedziała z nadzieją i ruszyła w stronę zbiegowiska. Na ogół nie interesowały ją wyzwiska i ta cała walka między władzą i buntownikami ale jej ciekawska natura wygrała. 

Link to comment
Share on other sites

Notka informacyjna

W kryształowym Królestwie raczej niewiele mogę teraz zrobić. Jednak myślę, że można wspomnieć o sprawie snu. Wiadomo, nad snami, by nie śniły się koszmary, czuwała księżniczka Luna. Obecnie jej nie ma. Mimo to mieszkańcy raczej rzadko narzekają na koszmary. Kapłani twierdzą, że to dobrotliwa natura Crystal pozwala innym spać spokojnie, bo teraz ona czuwa. W każdym razie zdarzały się przypadki, że wrogowie obecnej władczyni byli dręczeni koszmarami. Oczywiście, nie musi być tak, że teraz nagle wszyscy są przez nie dręczeni. Jak obecnie widać, Crystal raczej ma inne sprawy na głowie i wszystko zostawia gwardii, co będzie potem, okaże się. Koszmary dręczą również, większość kucyków bawiących się czarną magią, ale to już inna sprawa. Mattia Magna L, jeśli nie chce Ci się czekać, aż u innych minie dzień, możesz zacząć kolejny u siebie. Każdy jak zawsze zaczyna się obwieszczeniem herolda, ale zwykle daje te same informacje, czyli by szanować obecną władczynie i to co zrobiła dla świata, więc na razie nic co mogłoby być istotne. Gdy będą pojawiały się informacje istotne dla wszystkich, postaram się zrównać czas, tak by każdy mógł odpowiednio zareagować. Więc jakby co możesz zaczynać kolejny dzień jeśli masz ochotę.

 

Świątynia w wiosce

Kapłan, powoli zbliżył berło do rogu ogiera. Ten mógł poczuć potężną moc, płynącą z berła. Inną niż wszystkie, odległą i bardziej nieznaną. Nic dziwnego, że kapłani mówili, że była w nich jakby cząstka samej Crystal. Uczucie jednak minęło, równie szybko jak się zaczęło, z chwilą gdy kapłan zabrał berło. Nie było żadnych skutków ubocznych. Po prostu przez chwilę, można było poczuć obecność Crystal i części mocy jaką władała obecna władczyni. Kapłan powoli zbliżył berło do siebie i otworzył szeroko oczy, gdy kula przybrała barwę fioletu.

 

- Niesamowite - mruknął pod nosem i znów spojrzał na jednorożca. - W małych miasteczkach takich jak to. Rzadko można spotkać jednorożca o takim talencie jak twój - lekko się uśmiechnął. - Tutaj nie zdołasz go rozwinąć, a są pisane ci rzeczy wielkie. Zostając tutaj zatracisz moc, a wyruszając do Canterlotu czekają cię rzeczy wielkie. Być może nawet uda ci się spotkać naszą panią. Wiem, że nie jest to decyzja, którą można podjąć od razu, ale przemyśl to jak najszybciej, bo taka szansa jest tylko jedna. Gdy się zdecydujesz, powiedz nam byśmy mogli wszystko przygotować - lekko się uśmiechnął

 

Pola kukurydzy

Jak już wcześniej można było zauważyć, owad choć wielki, nie wykazywał zbyt wiele intelektu i rządził się tylko swoimi instynktami. Wcześniej był to głód, a teraz ból i furia, po niedawnym ataku. Szarżował nie patrząc na nic, chcąc tylko przegonić intruzów. Nie było więc dziwne, że nabił się na widły jednego z ogierów. Dźwięk wideł które wbijały się w insekta z pewnością nie był przyjemny, ale nie tak jak to, co nastało zaraz potem. Owad zaczął znów głośno piszczeć, ale ponieważ był bliżej, dźwięk mógł być bardziej nieznośny. Z jego ciała znów zaczęła się wylewać glutowata krew, a przy tym strasznie wierzgał. Kucyk, który trzymał widły, mógł poczuć jak silne było to stworzenie. Wściekłość i ból musiały dodać mu więcej sił, bo zaczął ciągnąć oprawcę ku sobie, wymachując przy tym odnóżami na wszystkie strony. Jedno było pewne, nie chciał tanio sprzedać skóry.

 

Konwój

Pegaz nim spostrzegł atak, miał już zbyt mało czasu na reakcje. Pociski celnie ostrzelały skrzydła ogiera, a ten spadł na ziemię, czołgając się i jęcząc pod ścianą, nie będąc w stanie się ruszyć z powodu bólu. Gwardziści osłaniający się za polem siłowym, nie dostrzegli klaczy zakładającej ładunki i czającej się za powozem. Starali się utrzymać jak najdłużej nim przybędą posiłki. Nieuwaga została przypłacona stratą tarczy magicznej, a tym samym obrony. Ostrzał skutecznie trafił jednego kucyka ziemskiego i jednorożca. Podczas gdy pozostała trójka szybko wycofała się do zaułka, chroniąc w nim. Jeden z trafionych jednorożców jeszcze żył, bo zaczął się powoli odczołgiwać od wozu, zostawiając za sobą ślady krwi. Powoli po okolicy rozniósł się głos alarmu, co sugerowało, że okoliczni gwardziści już wiedzą i zaraz zaleją całą okolice.

 

Canterlot świątynia

Podobnie jak w każdej świątyni, kapłan rozpoczął formułę, która wychwalała dobroć i miłość Crystal, a zaraz potem zaczęto przechodzić do rytuału. Przed White podchodziły kolejne kucyki. Te, które dostąpiły zaszczytu i berło ich wybrało, odchodziły na bok, czekając na przyszłość, którą wybrało im berło. Teraz ścieżki magii i wszystkie inne drogi stały przed nimi otworem. Tych, których jednak berło wskazywało, na zbyt słabych odsyłano, dając kilka ciepłych słów. Jednorożce również reagowały różnie, na wybory berła. Jedne były szczęśliwe, że nie muszą zmieniać swojego życia, niepewne co ich będzie czekało, jeśli berło ich wybierze. Najwyraźniej, co niektórzy byli tu tylko, by uniknąć kłopotów związanych z nieobecnością podczas rytuału. Byli jednak tacy, którzy byli wręcz załamani, że nie zdołali się dostać i mimo ciepłych słów kapłanów, odchodzili smutni z powodu swojej przeciętności. Powoli zbliżała się kolej White. Nim jednak nadeszła, jakaś klacz zaczęła się przepychać przez kolejkę, nawet minęła bez słowa White. Kucyki coś mruczały pod nosem "Jak tak można?" "Co to za wychowanie?" Gwardziści pilnujący ołtarza, również spostrzegli przepychającego się kucyka i ruszyli w jego stronę. Nim jednak doszli, nagle klacz otoczył zielony płomień i na oczach przerażonych kucyków przybrała postać podmieńca. Wszyscy wpadli w panikę, krzycząc i niemal tratując się nawzajem, gdy gwardziści już biegli w kierunku intruza. Podmieniec jednak już sobie obrał cel i leciał, sycząc prosto na kapłana. Na jego kopycie spoczywało jakieś ostrze, którym najwyraźniej planował go zabić.

 

Ponyville

Zbiegowisko kucyków, widząc wchodzącą w tłum Sinister, ustąpiło jej miejsca, tak by również mogła zobaczyć powód tego zbiegowiska. Klacz nie myliła się, bo na ścianie naprawdę tkwiło dość wymowne, wymalowane hasło, na obecną władczynie Equestrii. Jego treść nie była zbyt długa, a brzmiała następująco "Crystal, możesz mi naskoczyć ;*". Gwardziści jednak co ciekawe, nie przyglądali się samemu napisowi, a dziwnym kulkom na ziemi, przypominającym szare piłki.

 

- To znowu on? - mruknął jeden z nich, wyraźnie niezadowolony.

- Za dużo już sobie pozwala tym brakiem szacunku - warknął drugi.

- Ale co to jest? - spytał trzeci, wskazując kopytem na piłki. - Broń jakaś?

- Nigdy dotąd nikogo nie zabijał, tylko te napisy - znów mruknął pierwszy. - Zaklęcie pokazało, że to nie jest broń i nie wykazuje zagrożenia

- Więc sprawdź co to jest - znów, wtrącił drugi.

- Ja? - spytał jednorożec. - Nie ma mowy. Mam żonę i córkę, nie chce by dostali informacje o moim zgonie

- Mięczak - warknął. - Sam to zrobię - powoli zbliżył kopyto, ale wyraźnie niepewnie. Gdy tylko dotknął piłkę, ta się jedynie lekko potoczyła. - I co? - powiedział pewnie, aż nagle wszystkie piłki wydały dziwny dźwięk i zaczął z nich wydobywać się różowy gaz. - Trujący gaz! - wrzasnął do kucyków, a gapie zaczęli szybko uciekać, niemal się o siebie przewracając. Dla wrzeszczących ze strachu gwardzistów było jednak za późno, bo chmura ich dosięgnęła. Gapie patrzyli na to przerażeni, aż chmura nie uniosła się w górę i zamiast przerażenia, na ich pyszczkach zaczęły pojawiać się uśmiechy. Zbroje gwardzistów stały się nagle całe różowe. Żołnierze patrzyli zdziwienie na miny kucyków, aż nie spojrzeli na siebie.

- Twój pancerz jest... różowy - mówił zszokowany.

- Twój też! - wrzasnął inny i spojrzeli na chmurę, która ułożyła się w napis "Zabawa trwa! ^^". Zaraz potem zniknęła. - Jasna cholera, jak go dorwę, to na rok zamknę go w dybach, osobiście - warknął wściekle, aż nie usłyszał chichotów i się odwrócił. - A wy na co się gapicie?! Nie macie nic do roboty?! Wynocha, bo was zatrzymam za nielegalne zgromadzenia - kucyki zaczęły odchodzić, chichocząc pod nosem, gdy gwardziści próbowali pozbyć się z siebie wstydliwej farby, warcząc przy tym, czego nie zrobią ze sprawcą, gdy go dorwą. Poza gapiami ktoś jeszcze przyglądał się przedstawieniu, jednak tajemnicza osoba chowała się bezpiecznie w zaułku, gdzie tylko wprawne oko mogło ją wypatrzyć.

Link to comment
Share on other sites

     - Ale ona jest z 12 dekad starsza... - powiedziała Fate nerwowo patrząc na Mask... - Jak nie więcej... Całe milenium - Przełknęła ślinę, uśmiechając się jak to ona miała w zwyczaju w każdej sytuacji jakby miała to załatwić problem... Na co druga klacz tylko na nią niezwykle krzywo się spojrzała.

     - Wstydziłabyś się... - rozbrzmiała wbijając jej szpilkę w jej światopogląd... - Nie jestem aż tak stara... a strażować miałam ci od samego początku - ucięła temat podchodząc do ogiera... Dość odważnie, a jej postać całkowicie zastygła...

     - A może ty jesteś jak plaster miodu... ściągasz i zabijasz we śnie... Mówisz że nie wolno tutaj ufać. Okazywać współczucia... Siebie pokazujesz jako tego dobrego - wysyczała dość delikatnie... a zapach orzeźwiającej soli się od niej zaczął delikatnie wydobywać. - Jaką mamy pewność że ty też nie jesteś tym złym? - Spojrzała na niego ostrzej tymi swoimi szarymi, matowymi oczami, które wyglądały na niezwykle stare...

    - Przestań! Nie strasz go... - pisnęła Fate ale zaraz się zamknęła czując jaka aura się w niej zbiera... a iluzja się rozbiła... Różowa klacz której ciało pokrywało lustro i sól od kopyt w górę rozłożyła iście królewsko swoje skrzydła... Pegaz wydawała się w niego wpatrywać przez lustrzany ekran zakrywający praktycznie cały jej pysk... Mieszała się w niej agresja i spokój, gdy kryształowe pióra dzwoniły delikatnie. W dość uspokajającej symfonii.

    - Właśnie dlatego nie powinieneś próbować podróżować przez wymiary... - zaskrzeczała swoim głosem, nie podbijając już go, by brzmiał jak u prawdziwej klaczy... Dostojnie i zmysłowo. Miał naturalny wydźwięk... - A teraz kucyku... powiedź mi... Czy masz jakieś złe intencje względem nas? - zadała niezwykle proste pytanie... które powinno paść od samego początku. Jakby wszystko co powiedział straciło na znaczeniu...

Link to comment
Share on other sites

Night Tale

Słysząc słowa Dancing of the Fate, delikatnie zmarszczył brwi, w zastanowieniu. Patrzał to na nią, to na Qualm Mask. Gdyby miał je oceniać po wyglądzie, to Dancing of the Fate, dochodziłaby do wieku około dwudziestu lat, może miałaby z dziewiętnaście. Natomiast jeśli chodziło  Qualm Mask, to powiedziałby, że jest może nawet lekko starsza od niego, około trzydziestki na oko. Wpływały tu również inne czynniki niż ich wygląd, a był to charakter, który zdołał lekko u nich poznać podczas rozmowy,  a w głowie nakreśli dzięki temu ich portrety psychologiczne. Mimo to, kwestia wieku nie mogła go zaskoczyć. Czy w ich świecie nie było istot, które miały tysiące lat, a mimo to zachowywały młody wygląd? No właśnie, to mówiło samo za siebie. Jednak, różnica wieku liczona w mileniach, wydawała się naprawdę zaskakująca.

 

Głębsze rozważania nad tym musiały jednak zaczekać, bo spostrzegł jak Qualm Mask idzie w jego stronę. Znów odczuwał lekkie zakłopotanie tym wszystkim, które minęło, zaraz po słowach jakie padły z jej ust. Poza tym mógłby przysiąc, że przez chwilę wyczuł coś jak sól, gdy mówiła. Ponownie Dancing of the Fate, pokazała swoją uroczą naturę, gdy starała się to przerwać. Nie mylił się, były zupełnie inne. Mimo to nie winił Qualm Mask za jej wątpliwości. Nim jednak cokolwiek powiedział, Qualm Mask nagle zmieniła postać. Wiele ostatnio widział, jednak czegoś takiego nigdy. Lekko się cofnął, widząc pokrywające ją lustro i potknął przy tym o sofę, przewracając się na grzbiet i uderzając głową o podłogę, przez co lekko stęknął i zaczął masować sobie tył głowy kopytem. Nie był to jednak strach, a bardziej ekscytacja sprawiła, że tak zareagował. Słysząc głos, który się z niej dobył, lekko mrugnął. Był zupełnie inny niż wcześniej. Domyślał się, że w tej postaci przejrzy jego zamiary, ale nie miał się czego bać, bo był szczery przez cały ten czas.

 

- Dancing of the Fate, Qualm Mask ma racje - powiedział, patrząc na drobną klacz, a potem zaraz na drugą, bez strachu w oczach. Nagle na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech. - To prawda nie możecie mi ufać. Jednak głupotą by było wtedy wierzyć, w to co wam do niedawna powiedziałem. Mogę przecież po waszym wyjściu powiedzieć gwardii o was. Może was też oszukałem co do informacji, które podałem i one sprawią, że obie wpadniecie w kłopoty. Nie macie co do mnie żadnej pewności, tak jak ja co do was - lekko westchnął. - Podobnie ja się naraziłem, mówiąc wam tak wiele o sobie. Może mnie oszukałyście, a ja się co do was myliłem. Co prawda pokazałaś, że nie jesteś taka jak ja - powiedział do Qualm Mask. - Ale mówiłem wam, że Crystal bawi się magią międzywymiarową. Może was ściągnęła, a wy dla niej pracujecie, a gdy wyjdziecie, wydacie mnie gwardii, a potem będziecie się śmiać w tłumie, widząc jak pokazowo wykonują na mnie egzekucje - zmarszczył lekko brwi. - Nie jestem potężny Qualm Mask, ale widziałem już wiele w ostatnim czasie, i to co pokazałaś mi teraz, mnie nie przeraża - powoli wstał z podłogi i zbliżył się do klaczy, patrząc w jej oczy. Jego niedawne zakłopotanie zniknęło jak za użyciem magicznej różdżki. - Nie mam co do was złych zamiarów. Chce wam tylko pomóc, bo tak mnie wychowano i taka jest moja natura. Jestem kucykiem, niezależnie co by się nie działo. Więc jeśli uważacie, że nie mogę wam pomóc albo jestem zbędny do waszych planów, możecie odejść, droga wolna lub mnie zabić, jeśli się mylę co do was. Wolę to niż pokazową egzekucje - powiedział bardziej pewnie niż dotychczas podczas całej rozmowy jaką mieli.

Link to comment
Share on other sites

     - Bo ja jeszcze nic nie pokazałam... - prychnęła rozeźlona pegaz kłapiąc kryształowymi zębami przed jego nosem... Dalej się wpatrując w niego z ogromną uwagą. Jakby próbowała złamać jego wolę... a delikatna słona mgiełka  rozprzestrzeniła się po podłodze dość złowieszczo... A w tym wszystkim wyczuwalna była woń oczyszczającej siarki. - A ty jesteś za arogancki... widzieć wiele nie zwalnia od strachu... Tylko głupcy się nie boją, albo ci co wiedząc za dużo. Arogancko pewni że im nic nie grozi... - syknęła, a wszystkie myszy które gdzieś mieszkały w domu zaczęły usiekać, próbując się nie udusić w nowej atmosferze... Nie dla każdej los był łaskawy... Niektóre w parę sekund wyschły na wiór. To była jej moc? Albo jedna z jej części. Bo na pewno nie odkryłaby wszystkiego. Jednak sam widok duszącego stworzenia... Szukającego ratunku, próbującego się desperacko wspinać wyżej, a mgła jak głodny stwór podążała za nimi. Nie dając szans, był zwyczajnie okrutny... Jakby Mask nie miała poszanowania do życia. Nie do tego.

     Fate na to wszystko patrzyła z niesmakiem... Nie podobała jej się ta ofiara, jednak jej z kolei nie było warto interweniować. To były tylko myszy... Jednak wyraz jej pyszczka mówił naprawdę wiele. Usta otworzyły się i zamarły, by zmienić w prostą linie... Nie wypowiedziane słowa zniknęły gdzieś w jej głowie.

     - Opowiesz jeszcze o rytuale... - spojrzała na niego znowu pytająco. Ignorując całą scenę którą wykonała Mask... Jakby podświadomie mu zaufała, jednak tembr jej głosu mówił co innego. Zwątpienie i konieczność zdobycia wiedzy. Był jak na razie jedynym źródłem wiedzy, oprócz ich własnych oczu... A jego wizja nawet grała w tym wszystkim dobrze.  - Co czeka tych którzy się okażą godni... Silni mocą... Co ich czeka? - dopytywała się delikatnie. - I przepraszam cię za nią - odezwała się w pewnym momencie czym zwróciła na siebie uwagę tej drugiej. Coś syknęła dość głośno w powietrzu, gdy tamta znów jako zwykła pegaz wpatrywała się gdzieś przez okno... Jednak jej oczy już nie były utkwione w niebo które jej było tak rzadko widzieć, a w Fate, która mówiła nadal dość uparcie. - Ona się o mnie troszczy...

Link to comment
Share on other sites

Kwestia czarnego rynku. Ponieważ wiele rzeczy jest zakazanych, można je dostać na czarnym rynku. W obecnej Equestrii panuje jeden wielki czarny rynek, który cały czas zmienia lokalizacje, zawsze urządzając się poza miastami, żeby uniknąć namierzenia przez gwardię. Czarny rynek ma swojego lidera i jest raczej neutralny w stosunku do wojny. Jedyne na czym zależy tam wszystkim, to złoto i klejnoty. Wszystko ma swoją cenę w tym miejscu.

 

Konwój

Nie trwało długo, nim cała okolica została zalana tłumami gwardzistów.  Ciężko było zliczyć żołnierzy, którzy teraz tu przybyli. Część z nich zajęła się rannymi gdy reszta zaczęła przeszukiwać okolice. Atak na wszystkich tutaj byłby samobójstwem. Tym razem, nie dość, że gwardia była liczniejsza to i lepiej uzbrojona. Tym razem nie mieli ze sobą tylko włóczni i mieczy. Gwardziści szli uzbrojeni w ciężką broń palną, a za nimi jechał opancerzony pojazd. Pojawienie się tego typu broni sugerowało, że sprawa została wzięta poważnie. Zwykle gwardia unikała używania pojazdów o innym napędzie niż tradycyjny, w postaci kucyków ziemskich, ciągnących powozy. Nagle z megafonów na pojeździe wydobył się głos.

 

- Wszyscy mają ustawić się pod ścianę do kontroli. Proszę opuścić mieszkania i udostępnić je do przeszukania - gwardziści w tym czasie zaczęli wchodzić do okolicznych domów, wyprowadzając na zewnątrz szarpiących się lokatorów. W międzyczasie, Lily mogła odkryć, że jej łupem padła jakaś tabliczka, wykonana najwyraźniej ze zwykłego kamienia. Były jednak na niej wypisane dziwne symbole w nieznanym języku. Gdy jednak na tabliczkę padła niewielka odrobina słońca, ta stawała się nagle seledynowa, w miejscu gdzie padło słońce. Problem zostało rozszyfrowanie języka. Niewielu było speców od tego, a niemal wszyscy byli związani z gwardią. Najlepszym sposobem w takich wypadkach pozostaje czarny rynek.

 

Night Tale

Lekko się cofnął do tyłu, widząc reakcje Qualm Mask. To prawda, że klacz do tej pory pokazywała się jako ta mniej miła. Teraz jednak, miał wrażenie, że pała do niego czystą wrogością. Zaczynały powoli targać nim wątpliwości, czy powinien był się w ogóle mieszać. Na co tak właściwie liczył? Miał nadzieje, że okażą mu wdzięczność? Pozna może w końcu kogoś, kto choć trochę go rozumie? Tymczasem poznał istotę, która nie miała szacunku dla żadnego życia, nawet tego najmniejszego, nie widząc jak ważne jest. Może tak właśnie było dla takich istot, które były poza zrozumieniem, a dla nich życie takich jak on, było niczym nic nie warta chwila. Mimo, że starał się nie okazywać strachu i pewnej dozy złości, czując jak atmosfera wokół się zmienia, znów zaczął się wycofywać od agresywnej klaczy.

 

Wszystko wróciło znów jednak do normy, gdy odezwała się Dancing of the Fate. Nie odpowiedział jednak na jej pytanie, tylko podszedł ponuro w miejsce gdzie leżały myszy, które nie zdołały uciec. Lekko poruszył kopytem ich wysuszone ciała i zamknął oczy w smutku, starając sobie wszystko ułożyć w głowie. Nikomu nie ufał od wielu lat i może tak powinno zostać. Miał swoje badania i nikomu nie przeszkadzał, tymczasem nie był już pewny czy zrobił jak należy pomagając im. Natura nakazywała pomagać, jednak czy to nadal obowiązywało? Zrozumiał jednak że wcześniejsze pytanie Qualm Mask, o to czy stanowi dla nich zagrożenie, było tylko jej zabawą. Prawda była taka, że ta klacz bez mrugnięcia okiem mogła go zabić. Tak jak te biedne myszy, bo dla niej najpewniej był tylko insektem, nic ponadto.

 

- Rozumiem to... - powiedział krótko, ale i bardzo pusto, jakby tracąc niedawną radość. - Dobrze mieć kogoś w tym świecie, kto się o ciebie troszczy. Ja zostałem sam, nie mam już nikogo poza swoimi badaniami... - lekko westchnął. - Zostają wybrani... - mruknął pod nosem, aż znów nie otworzył ust, by rozwinąć te myśl. - Jednorożce, które zostają wybrane, mogą wyruszyć do Canterlotu, zgłębiać wiedzę magiczną, która jest poza granicami takich jak ja. Niektórzy mają nawet szanse zobaczyć podobno Crystal osobiście, ale nie znam nikogo kto by miał okazje - podniósł głowę, patrząc na Dancing of the Fate. - Moc Crystal przechodzi przez berła kapłanów. Czułem ją gdy mnie nim dotknęli. Jej wola jest silniejsza, a moc większa niż jakiegokolwiek kucyka jakiego znam. Być może cię wyczuje, jeśli spróbujesz tego rytuału, o ile już o was nie wie. Nawet jeśli jednak spróbujecie udziału w nim, to dziś już nie zdążycie. Kapłani kończą dziś rytuały, a ci, którzy nie weszli do świątyni, muszą czekać do jutra na swoją kolej - nagle zmarszczył brwi. - Spytam więc ja... - nagle ciężko wciągnął powietrze. - Kim jest Crystal? Czy to kucyk taki jak ja i każdy inny jednorożec, tylko przepełniony szaleństwem mocy? Czy jest taka jak wy? Zdradziła was i uciekła do naszego świata, ukrywając się?

Link to comment
Share on other sites

White

Gdy usłyszała głosy narzekających kucyków które stały za nią odwróciła głowę i zobaczyła przepychającą się klacz której najwyraźniej znudziło się czekanie na swoją kolej. 

- A ty gdzie się wybierasz? - Powiedziała dosyć ostrym tonem jednak stało się coś co zmieniło sytuacje, jednorożec okazujący brak wychowania przestawił wszystkim swoje prawdziwe obliczę i jako podmieniec zaczął szarżować na kapłana - A to zmienia postać rzeczy. - Nie zamierzała uciekać w panice jak inni, parokrotnie walczyła z tymi robalami i w pojedynkę nie stanowiły wyzwania. Rzuciła zaklęcie tarczy magicznej ale o o odwróconym działaniu, dzięki temu nic co było w środku nie mogło jej opuścić dopóki nie zostanie zniszczona a każdy atak z zewnątrz przechodził. Plan polegał na tym że podmieniec uderzy w ścianę zaklęcia z dużą siłą i zostanie przynajmniej lekko oszołomiony a zaraz po tym złapie go w lewitacje by zatrzymać go w miejscu. Nie była pewna czy jej interwencja jest potrzebna ale chciała przeprowadzić ją w taki sposób by nikomu nie stała się krzywda. Kapłan na pewno był silnym jednorożcem, nie wiedziała jednak czy zna odpowiednie czary jak na przykład zaklęcie ataku czy wykaże się dobrym refleksem. Istniała jednak możliwość że posiada odpowiednią wiedzę oraz szybkość reakcji by użyć promienia magicznego i White nie chciała by uderzył on w przypadkowego kucyka. Wtedy to byłaby jej wina a ona nie chciała mieć nikogo na sumieniu. 

Link to comment
Share on other sites

- Trzymaj się przyjacielu! Musisz trochę wytrzymać! - krzyknął Eryk, starając się zagłuszyć pisk robala, bo bądź co bądź dźwięk tego paskudztwa. 

- Teraz Terens! Atakakuj!

Kuc zacisnął zęby, otrząsnął się i podbiegł do najbliższego odnóża, zamachnął się siekierą i wykonał cios z góry na dół. 

Wtem, przybył Victor wraz z drugim młodszym farmerem z widłami.

- Rychło w czas, chłopcy. 

- Jansy gwint, co to jest!?!
- Póki co nie ma czasu na wyjaśnienia. Macie jakąś broń? 

- Ja zabrałem tą...wiesz co!

- Cudownie! Postaraj się odciąć odnóża z jego lewej strony. A ty młody, szarżuj na podbrzusze. Przyda nam się wsparcie. 

Kiwnęli głowami i zabrali się do roboty, mając nadzieje że uda się utłuc to dziwactwa. Eryk, ze skrzyżowanymi brwiami, obserwował jak jego kompani starają się zabić owada. Przy okazji, starał się wyprzeć myśl, że tego typu dziwactw może być więcej.

Link to comment
Share on other sites

Świątynia Canterlot

Zgodnie z przewidywaniami White, podmieniec nie zdążył wyhamować i uderzył głową w barierę, która się nagle pojawiła. Kapłan, który dopiero przed chwilą zdołał się odwrócić, zobaczył syczącego podmieńca próbującego wyrwać się z lewitacji. Wiedział, że gdyby nie ta nagła interwencja, zapewne już by nie żył. Zaczął szukać wzrokiem gwardzisty, który go ocalił, ale ku jego zdziwieniu zamiast gwardzisty, zobaczył klacz. Jedna z tych, które przybyły na uroczystość i go ocaliła. Kapłan się delikatnie uśmiechnął do White. Crystal nad nim czuwała, był tego pewny. Nagle wokół wyrywającego się podmieńca zebrali się gwardziści. Nagle jeden z nich, który był jednorożcem spojrzał na nią.

- Możesz go wypuścić - powiedział w jej kierunku. -  Nikomu już nie zrobi krzywdy - gdy to powiedział pegazy otoczyły go w powietrzu, tak, by podmieniec nie mógł wylecieć, podczas gdy kucyki ziemskie z jednorożcami otoczyły go na ziemi.

- Uważasz się za wielką? - syknął podmieniec, w kierunku White. - Nie jesteście niczym więcej niż naszym pokarmem. Wkrótce nasza królowa nas tu poprowadzi, a wtedy ukradnie moc, tej waszej żałosnej cesarzowej. A wy skończycie jako nasz posiłek - syczał.

- Nie wiem jakim prawe profanowałeś naszą świątynie - powiedział ponuro kapłan. - Ale nie boimy się was i będziemy czekać. Crystal, doda nam sił w walce

 

Pola kukurydzy

Cięcia okazały się nad wyraz skuteczne. Kolejne odnóża odpadały pod wpływem ataku, wydając przy tym bardzo nieprzyjemny dźwięk chrupania. Było to jednak niczym, przy dźwiękach bólu jakie wydawał sam insekt. Każdy atak potęgował już i tak jego nieznośne piski. Lepka ciecz wytryskiwała z jego ciała, a nawet część z niej chlapnęła jednemu z ogierów w pyszczek. Mimo jednak nieprzyjemnego smrodu i odczucia, nie wywoływała żadnych skutków ubocznych jak zatrucie. W końcu owad wydał ostatnie piski i padł plackiem na ziemię. Zaraz jednak podniósł ponownie głowę, lekko się czołgając i poruszając żuwaczkami. Trwało to jednak niewielką chwilę, bo zaraz wydał ostatni pisk i w końcu padł bez życia, a z jego ciała zaczęła sączyć się krew, która zalewała ziemię. Niektóre odnóża mimo odcięcia od ciała, nadal się delikatnie poruszały. Nie stanowiły jednak już zagrożenia, były to raczej nerw,y po tak nagłym odcięciu. Niektóre nawet powoli zaprzestawały delikatnych, ale wyglądających nieprzyjemnie ruchów.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...