Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Dolar84

Twilight Discovers Wikipedia [PL][Oneshot][Random][Komedia]

Recommended Posts

Drodzy Bronies i jeszcze droższe Pegasis.

Oto przed Wami krótka komedyjka autorstwa Fattymagee1 pod tytułem "Twilight Discovers Wikipedia". Nie będę Was zanudzał długimi wstępami i w celach zareklamowania tego fanfika napiszę tylko jedno, krótkie zdanie:
 

Twilight Sparkle odkrywa źródło niemal nieograniczonej wiedzy - co może pójść nie tak?


Twilight discovers Wikipedia PL

Poniżej link do oryginalnej wersji opowiadania:

Twilight Discovers Wikipedia - oryginał

Enjoy! :crazytwi:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest jedna literówka na samym początku "Dlaczego tu też nie ma specjalistycznej literatury o wiwiórkach!? ".....całkiem ciekawe opowiadanie..takie prawdziwe(niestety).Szkoda że za krótkie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widząc ten tytuł spodziewałem się czegoś innego. Wiecie, że dowie się o masie rzeczy o których nie miała prawa dowiedzieć się z książek (Lyra plushie, definicja R34 i inne takie) Mimo to zakończenie było świetne... i takie życiowe :fluttershy3:

Share this post


Link to post
Share on other sites

teraz wiem dlaczego lubię Lunę a nie Celestię po prostu Tia to nudna nie postępowa nauczycielka, która karze dużo czytać bo myśli że to jedyny sposób zdobycia wiedzy, nawte nie zainteresuje swojej uczennicy tematem tylko karze wkuć coś na blachę i zdać z tego referat. A fik zacny spowodował, że spadłem s krzesła

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od jakiegoś czasu mniej się tutaj udzielam... Najwyższy czas wrócić do starego, dobrego zwyczaju odnoszenia się do prac innych. Graj muzyko! Na początku trochę marudzenia. Nie mogę machnąć swojej zwykłej, typowej recenzji, bo to tekst krótki, jeszcze do tego tłumaczony. Muszę jakoś to wszystko ogarnąć... znowu... Koniec gadaniny! Czas działać: Myk, myk disko polo, polo: Tłumaczenie jest zrobione dobrze. Nie znam się aż tak, ale błędy nie rzucają się w oczy, styl jest przyjazny dla czytelnika, interpunkcja do przeżycia (chociaż w kilku miejscach inaczej rozłożyłbym przecinki), żyć nie umierać. W tym miejscu wykonałeś kawał dobrej roboty. Teraz sedno sprawy. Gdyby ktoś mnie zapytał, "Alberichu, dobry człowieku, czytać... nie czytać?" odpowiedziałbym zgodnie z prawdą: "czytać! Nie ma przecież tego wiele, raptem sześć stron. Poza tym... nie jest złe." Nie będę zbyt wiele spoilerował, ale opiszę rzeczy, które mi się podobają. Ciekawy jest sam problem, na który Twilight szuka rozwiązania w książkach (tylko czekać na epicznego fika o historii wiewiórek), pokaz możliwości Wikipedii i co najbardziej mnie ujęło - zakończenie. Gdyby nie ono, uznałbym, że jest ledwie znośnie. Tak... całkiem dobrze. Oczywiście ja napisałbym to inaczej. Moim skromnym zdaniem sporo rzeczy autor mógł tutaj zrobić lepiej, ładniej, sprawniej, ciekawiej.... ale nie zrobił. Trudno i tak mamy do czynienia z ciekawym, krótkim, sympatycznym opowiadaniem. Zapraszam i polecam, Piotr Fronczewski.

Share this post


Link to post
Share on other sites

noo nie spadłem co prawda z krzesła ale jest niezłe. ale spodziewałem się raczej że twilight nie będzie już widziała świata poza wikipedią i będzie z nią spędzać 24 godziny na dobę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwsze, co się rzuca w oczy, zły zapis dialogu na samym początku. Później już były zastosowane poprawne - od myślników. Eehehhe, to zakończenie miażdży xd I zgadzam się z Alberichem - zdecydowanie podnosi jakość całości, które bez niego byłoby co najwyżej przeciętne. Poza złym dialogiem na początku i kilkoma wpadkami z przecinkami, strona techniczna całości wyglądała dobrze. Nie porównywałem z oryginałem, bo mi się nie chciało, ale... wszystko brzmi zrozumiale i sensownie, no i pozostaje w klimacie. Czy to taka typowa Komedia...? Hmm, nie jestem pewien, bo nie zwala z nóg ze śmiechu xd Aczkolwiek random jest... randomowy i jako opowiadanie tego typu Wikipedia jest jak najbardziej godna polecenia, zwłaszcza dlatego, że ma raptem te 5.5, czy 6 stron.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prawda rzeczywiście angielski styl dialogu wkradł się na początku. Wyniknęło to z mojej niechęci do rozpoczęcia pisania od myślnika. Jakoś to tak.... nieodpowiednio....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fic od początku chyba bardziej nastawiał się na epickość zakończenia, niż treści. Uśmiechnąłem się tylko przy ostatnim zdaniu, więc komedia średnia. Za to duży plus FF zgarnia za prawdziwość. Można by również nawet to zakończenie zrobić lepiej - na pytanie Celestii Luna mogła by odpowiedzieć "Tak.", i wtedy klimat byłby bardziej komediowy. Jak nie jak, Fic godny polecenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

OK, nie będę ukrywał – jest to kolejny tekst, z którym mam pewien kłopot, jak go właściwie ocenić. Tym razem jednak, chodzi o coś innego, niż to, o czym pisałem przy okazji „Pinkie And Celestia Have Some Tea” oraz „Tummy Ache”. W ogóle, mam pewną historię z tymże opowiadaniem. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy zobaczyłem tytuł, spodziewałem się... w sumie, nawet nie wiem. Pierwsze skojarzenie to Twilight, komputer, internet i odkrycie Google' a, za pośrednictwem którego trafia na tytułową Wikipedię. Skąd komputery, internety i wszystko inne w tym świecie? Nie wiem i kogo to obchodzi? :P Twilight ma odkryć Wikipedię i tyle w temacie. Wydało mi się wówczas, że mogłoby to być intrygujące i charakterystyczne, mieć taki fanfik, który atakuje nas Twilight używającą komputera i Wikipedii, nie wiadomo jak i dlaczego, ale na tym mógłby polegać urok historyjki.

 

Potem w sumie wpadłem na coś takiego, że być może miałaby to być ponyfikacja Wiikipedii, jako wszystkowiedzącego kucyka, z którym Twilight miałaby rywalizować, coś a'la Dexter vs Mandark z „Dexter's Laboratory”. Wszystko w przerysowanej, kreskówkowej konwencji :D

 

Potem usłyszałem wiele ciepłych słów o opowiadaniu, aż przeczytałem je po raz pierwszy. No i... nie spodobało mi się i prędko wyleciało mi z głowy. Nie tylko przez to, że spodziewałem się czegoś innego, ale, jak zresztą wspominałem, miałem trochę innych pomysłów na to, jak je zrealizować i każdy z tych pomysłów wydawał mi się atrakcyjniejszy. Nie dlatego, że były one moje, ale dlatego, że byłem święcie przekonany, że we właściwych rękach (osobiście nie wydaje mi się, bym nadawał się do tego typu literatury), mógłby powstać z tego kolejny klasyk. Ale taki duży klasyk, wiecie, o co chodzi ;)

 

Zatem szybko zapomniałem o opowiadaniu, a powróciłem do niego niedawno, z okazji maratonu. Czy moje odczucia jakkolwiek uległy zmianie? Nieznacznie. Przede wszystkim, dziś o wiele lepiej – jak sądzę – łapię przesłanie końcówki oraz satyrę na nasz (w sensie, światowy, nie mówię wyłącznie o polskim) system edukacji, który w zasadzie nie wymaga od uczniów własnej, ciężkiej pracy, ale odtwarzania oraz trafiania w klucz oraz na dłuższą metę stara się zniwelować element konkurencji między uczniami, gdzie w niektórych przypadkach (np. w Polsce, ale to moje osobiste odczucie), punktem odniesienia staje się uczeń słabszy, pod którego trzeba spłaszczyć poziom, nawet kosztem tych lepszych, co powoduje ogólne obniżenie poziomu. W takich warunkach, korzystanie z Wikipedii i bezmyślne przepisywanie informacji bez ich weryfikacji może na spokojnie umknąć bez sankcji.

 

Na które to sankcje decyduje się bez mrugnięcia okiem księżniczka Celestia, gdy wychodzi na jaw, że Twilight odkryła Wikipedię (będącą czymś zupełnie innym, niż się spodziewałem, ale pomysł nie jest zły, po prostu nie podpasował mi aż tak, jak alternatywy), w związku z czym nie musi dłużej uprawiać żmudnej pracy ze źródłami, mozolnie weryfikować, redagować, a co za tym idzie – myśleć nad czym pracuje. Sankcje dość daleko idące, gdzie najmniejszym problemem wydaje się być decyzja o ponownym (bo poprzednia najwyraźniej nie przyniosła pożądanych rezultatów) skasowaniu Wikipedii, wcale, co by nie psuła młodzieży.

 

Jednakże sama końcówka nie ratuje opowiadania, które mnie osobiście wydaje się umiarkowanym średniakiem, z zadatkami na coś naprawdę dobrego i zapadającego w pamięć, tylko zrealizowanego bez jakiegoś szczególnego polotu. Jasne, przeszło mi przez głowę, że być może tytuł sporo stracił po przekładzie, ale jednak nie. To znaczy, rzeczywiście, oryginał wydał mi się niezłym średniakiem, polska wersja wypadła troszeczkę słabiej, co chyba zdarza się po raz pierwszy w tym maratonie. Ano właśnie – strona techniczna, konkretniej to zapis dialogowy. Moja Friezo, co tu się stało? :wut: Dywizy zamiast półpauz, zdarza się, ale czemu te dialogi zostały tak dziwnie zapisane i do tego te akapity po dywizach? Chodzi mi o to, że dialogi w całości są jakieś takie „wcięte” w tekście, nie ma tak, że akapit jest tylko przed półpauzą, całe kwestie są wyrównane do akapitu, co wygląda dziwnie i o ile nie utrudnia lektury, o tyle zwraca na siebie uwagę i zastanawia, a co tam się właściwie stało?

 

Poza tym, wczytując się w tekst, natrafimy na niejedną literówkę, co też nieco mnie zaskoczyło. Kilka przykładów:

 

Cytat

„To napradę wzbudzało podziw.”

 

Cytat

„Tu pisze, że moim osobistym asystentem jest młody minotaur o imieniu Mike.”

 

JEST NAPISANE, GODDAMMIT:flutterage:

 

W sumie, może tu się na moment zatrzymam i wspomnę o kreacji Twilight oraz jej interakcjach z Wikipedą. Mianowicie, co mi tu nie gra – jak na kogoś, kto tak uwielbia się uczyć i kto ma z tym doświadczenie, a przy tym jest ulubioną uczennicą samej Celestii, Twilight strasznie łatwo ulega Wikipedii, co wręcz wydało mi się do niej niepodobne. Wpis, jakoby jej asystentem był minotaur Mike powinien być pierwszym sygnałem ostrzegawczym, że coś tu jest nie tak i że to nie do końca wiarygodne źródło. Poza tym, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ale Twilight łatwowiernie porzuca dotychczasowe, znane jej doskonale i zweryfikowane metody badawcze, nawet nie przejmując się tym, czy to, co znajdzie w Wikipedii o wiewiórkach, będzie w całej rozciągłości zgodne ze stanem faktycznym.

 

Swoją drogą, tutaj jeszcze nawiązując do poprzedniego akapitu, o systemie edukacji – jasne, że jednocześnie wymaga on masy bezsensownych, nieprzydatnych w dorosłym życiu rzeczy, czego wypracowanie na temat wiewiórek w antycznej Equestrii jest świetną reprezentacją, ale to nie znaczy, że powinno się w takim razie bezrefleksyjnie wypełniać polecenia nauczycieli, nieważne jak głupie by nie były, tyle, że poprzez zastosowanie drogi na skróty w postaci Wikipedii. Bo to nie jest tak, że Twilight wykazuje się krytycznym myśleniem, czy też zadaje trudne pytania, kwestionuje – po prostu nadal wykonuje polecenia, tylko, że w oparciu o Wikipedię, co chyba jest pogłębieniem problemu, bo nie dość, że biernie przyjmuje wszystko, czym raczy ją Celestia, to jeszcze w ramach tego będzie biernie przyjmować to, co wyrzuci z siebie wolna encyklopedia.

 

Cytat

„- spytała Księżniczka Luna, stojąc po drugiej stronie pokoju i przygotowując się do podniesienia ksieżyca.”

 

Cytat

„A dla nas, nauczcieli i mentorów, rozwiązywanie zleconych zadań przez studentów łatwiejszą drogą, jest najgorszym złem. (...) Czy tego właśnie pragniesz Luno? Młodych kucyków kwestionująych nasz doskonały system edukacyjny???”

 

Tego typu błędów znajdziemy troszkę w tekście, natomiast, im dłużej eksplorować wątek systemu edukacji, tym lepiej dociera do człowieka, że to w gruncie rzeczy prosta, ale zgrabna satyra, tylko, że... skryta między wierszami zupełnie przeciętnego opowiadania. Opisy są satysfakcjonujące i skonstruowane na tyle dobrze, że wszystko możemy sobie wyobrazić, oczywiście w odpowiednio kolorowym, kreskówkowym stylu. Interakcje Twilight oraz Wikipedii może nie wzbudzają jakiegoś szczególnego szału, ale żadnego politowania też nie – po prostu sobie są i funkcjonują, pchają fabułę do przodu.

 

Cóż więcej mogę powiedzieć, klimat był, lecz nie tak wyraźny, jak zazwyczaj ma to miejsce w starych, angielskich opowiadaniach, przełożonych przez Dolara84 za młodych lat forum. Nadal trzyma się mnie wrażenie, że koncept dało się zrealizować na inne, lepsze sposoby, natomiast ten, na który się zdecydowano, wykonano pozostawiając wiele do życzenia. Opowiadanie samo w sobie nie jest złe, ale mnie osobiście nie wydało się szczególnie dobre i mam kłopot z tym, by uznać je nawet za średniaka. Tzn. oryginał tak, przekład – niekoniecznie.

 

Mimo wszystko, jest to jakiś tam kawałek fanfikowej historii, a sam tekst nie jest długi i ze spokojnym sercem można sobie do niego zajrzeć i wyrobić własną opinię. Przekład spełnia swoje zadanie, choć zastanawiają niedoskonałości formy, głównie zapis dialogowy. Czasu przeznaczonego na czytanie nie żałuję, ale zwyczajnie szkoda, bo potencjał jest tu moim zdaniem znacznie większy, niż się wydaje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...