Alberich

Brony
  • Zawartość

    164
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

373 Wzorowa

O Alberich

  • Ranga
    Elvenking
  • Urodziny 03/26/1993

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9912212

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miasto
    Będzin
  • Zainteresowania
    Pisanie – prozy, rzadziej poezji lub satyry.
    Czytanie.
    RPG – standardowe, świecowo-turlane, w prawie każdym towarzystwie i każdym settingu.
    Matematyka bo studia, ale też trochę dlatego, że jest spoko.
    Filozofia, dzięki której świat staje się ciekawszy i głębszy.
    Polityka, którą ponoć nie interesują się wyłącznie niewolnicy i szaleńcy.

    Oprócz tego interesuję się czym popadnie, trochę słucham Elvenkinga, trochę innych zespołów, zachwycam się "Pierścieniem Nibelnunga" lub kreskówkami, walczę z nerwicami, pomagam innym zrozumieć samych siebie... no i pomagam sobie, jak tylko jestem w stanie.
  • Ulubiona postać
    Fluttershy, na zawsze.

Ostatnio na profilu byli

9609 wyświetleń profilu
  1. Wszystkiego najlepszego od czytelnika! Szkoda, że ostatnio w kwestii twoich ff ani widu, ani słychu, ale kto wie... Sto lat!

  2. Ja tam należę do tych zgorzkniałych starofanów, co to narzekają jak to kiedyś było lepiej i w ogóle. Siedzi się z przyzwyczajenia, bo maszyna fandomowa nie jest tak łatwa do zatrzymania, a fanfików i dyskusji się trochę poczyniło, więc szkoda odchodzić. Serialu nie oglądam od połowy sezonu trzeciego, czyli w sumie więcej odcinków nie znam niż znam. Kiedyś po prostu stwierdziłem, może racjonalnie, może nie, że nie mam ochoty zmieniać sobie obrazu kucyków, jaki mi został. Od czasu do czasu rzucałem tylko okiem na wyrywki lub odcinki związane z Fluttershy (chociażby do działu). Teraz, jako siwy, cierpiący niczym Stara Werterowa emeryt, wyruszyłem obejrzeć Flutter Brutter. Cóż... popełniłem błąd. Odcinek wybitnie mi się nie podobał, nie wiem, na ile jest przekrojem obecnego stanu serialu, na ile ja sam jestem zrażony, po prostu mi się nie podobało. Wyobraźmy sobie teraz, że jesteśmy w filmie o kung-fu. Zamiast po ludzku powiedzieć, odejdziemy w dygresję i anegdoty, by potem sprać komuś ryj w imię dziejowej sprawiedliwości. Otóż zastanawiałem się nieraz, co właściwie było fenomenem tego serialu, który zapoczątkował cały fandom. Były to urocze, miłe postacie, które zwyczajnie przyjemnie się oglądało. Przerysowane co nieco charaktery pomagały, a nie przeszkadzały, wszystko to było jednak dopełnione lekkością i niekwestionowaną zaletą serialu – dojrzałymi problemami. Pisałem o tym kiedyś z Irwinem, zamiast szukać rozwiązań egzotycznych trudnych spraw (nomen omen), pokazywano, że przyjaźń w swojej prostocie rozwiąże większość trudności. Że trzeba być ze sobą szczerym, pogadać, dać se czasem siana, pomóc komuś, innym razem odpuścić i pozwolić mu żyć po swojemu... Elegancja Francja. Daleki jestem od idealizowania serialu, nie był anielskim dziełem, które w swoim miłosierdziu dały nam niebiosa, tylko solidną kreskówką dla dzieci, nadającą się i dla starszych. W dodatku zostawało mnóstwo miejsca na fanowskie prace, fanfiki, komiksy, arty, wolne rozwijanie świata. Wszystko działało i dało nam piękny, solidny fandom. Na nieszczęście twórcy najwyraźniej nie zrozumieli, skąd wziął się ich sukces. Gdzieś na wysokości trzeciego sezonu punkt ciężkości targetu niebezpiecznie przesunął się w stronę bronies. Według mnie ewolucja serialu była potrzebna, sam jednak nie byłem pewien, w jakim powinna iść kierunku. Dopiero obejrzenie "Avatara", który jako serial animowany jest znakomity, uświadomiło mi, która droga byłaby najwłaściwsza. Oczekiwałem stopniowego wprowadzania coraz trudniejszych i dojrzalszych problemów, spraw ciężkich i nietuzinkowych, które jednak nie są nierozwiązalne. Zobaczyć, jak kucyki toczą nierówną walkę z chandrami, które terroryzują niejednego człowieka, ale dzięki sile charakteru i swojej przyjaźni wychodzą z nich zwycięsko. Jakby jeszcze dodać do tego większą ciągłość fabularną, trochę retrospekcji i wewnętrznego dramatu, efekt mógłby być niewiarygodny. Niestety, poszli raczej w stronę zaspokajania fanów. Nie zawsze tragicznie, szło to raz lepiej raz gorzej, ale pojawił się problem – jak uniknąć robienia cały czas tego samego? Przecież postacie muszą chociaż trochę się zmieniać, uczyć się czegoś po kilotonach lekcji u Celestii. Może ktoś o tym nie pomyślał wcześniej? Nie wiem, jednak zaczęto to za późno, a Fluttershy stała się ofiarą tego zjawiska. Dobra, przydługi wstęp mam za sobą. Odcinek niestety niesie ze sobą bagaż błędów i wypaczeń, jak mówiłem, jeśli tak ma wyglądać cały sezon, to ja spasuję. Do rzeczy: – Fluttershy. Zmieniła się. Jak cholera. Znaczy, tak po prawdzie, to te pierwsze trzy sezony, które widziałem, już to pokazały. Z aspołecznej cichej myszki, którą była na początku, stała się dobrą, choć cichą i pozbawioną pewności siebie przyjaciółką, by powoli wyrabiać w sobie stanowczość, asertywność i przebojowość. Morały szły ogólnie takie, że w życiu trzeba napierdalać, ale nie trzeba być złym, że małe kroki też się liczą, że wyładowanie na kimś swojego gniewu to nie asertywność a agresja, a odwaga i tak przyjdzie w trudnych chwilach. I to, nawet pomimo takich potknięć jak out of character w "Putting Your Hooves Down" działało. Problem w tym, że Fluttershy w tym odcinku nie jest po prostu asertywna i pewna siebie, jest zwyczajnie wredna. Czochrana przez brata wygląda jak nabzdyczona osa, która ma ochotę zrobić małżonkowi aferę o dwa piwa z kumplami. Ostro i dobitnie pokazała swojemu nieporadnemu społecznie bratu, że ma się ogarnąć. Za ostro i za dobitnie, bo on sobie z tym nie radził. Gdy pod koniec mówiła mu, jaki to jest utalentowany i jak go będzie wspierać, wyglądało to raczej żenująco i nienaturalnie. Nie mogła od tego zacząć? Nie, musiała pokazać mu, kto tu rządzi, odciążyć swoich jeszcze bardziej nieogarniętych rodziców. Ogólnie – gruzy charakteru, z uroczej i dającej nadzieje dla nieśmiałych ludzi, zmieniła się w jędzę, która najpierw rani, a potem próbuje kogoś ogarnąć, po przecież nie siebie. – Rodzina Fluttershy. Jej rodzice są całkiem spoko (z wyjątkiem wyglądu, personalnie do gustu mi nie przypadł), niestety głównie z powodu ubogości charakteru. Zephyr natomiast... był po prostu wkurwiająco niefajny. Taki przekonany o własnej wspaniałości, żerujący na innych dupek. Znowu – rozumiem, że to mogło mieć związek z morałem, ale dało się to zrobić inaczej, moim zdaniem lepiej. Na dobrą sprawę nie wiem, komu tu kibicować, bo Fluttershy jest wredna, a jej brat drażniący. Już chyba najlepiej wyszła ta nieszkodliwa Dash w tle. – Konstrukcja odcinka i morał, który dobił odcinek. Pomysł był cholernie trudny i dojrzały, właśnie czegoś w tym rodzaju oczekiwałem po odcinkach (jak wyżej). Trochę nie dla dzieci, dla których jest zbyt odległy, ale trudno. Tak po prawdzie wielu ludzi naprawdę nie umie rozwiązać tego węzła gordyjskiego, bo przecież krewnemu przypał powiedzieć, że pasożytuje, zwłaszcza, jeśli jest taki bezradny. Z jego perspektywy wygląda to nawet gorzej, przecież niejeden z nas nieraz sądził, że nie radzi sobie z życiem, że nie znajdzie sobie miejsca i nie nadaje się do dorosłości. Nawet niekoniecznie dlatego, że jest się egocentrycznym kutaczem, życie po prostu bywa ciężkie i ma przykrą tendencję rzucania nas na głębokie wody... Dlatego można było tyle wycisnąć... Niestety, kolejny raz poszli... nawet nie na łatwiznę, tylko zwyczajnie dziwną i głupią drogą. Historia jest o tym, że nie należy się poddawać, doprowadzać rzeczy do końca, postarać się. Ok, ale dlaczego w taki sposób? To samo co na końcu, można było osiągnąć na początku. Gdyby Fluttershy rzuciła do niego "Słuchaj Zephyr, ja wiem, że jest ciężko dorosnąć i nauczyć się żyć na swoim, ale przecież dasz sobie radę, nie dość, że większość sobie z tym radzi, to ty jesteś utalentowany. Myślisz że ja miałam łatwo? Życie terroryzowało mnie jak kalifat Equestrię, ale dałam sobie radę, bo mam przyjaciół. Przecież nie zostawimy cię na lodzie, ogarnij się, a my ci w tym pomożemy. A teraz chodź, znajdziemy ci jakieś zajęcie, a w tle będziesz się uczył tego co lubisz." Odcinek wcale nie musiałby się tu skończyć, przecież nie jest aż tak łatwo. On by próbował, nie wychodziło by mu, dostawałby wsparcie. Jeśli tak bardzo chcieli asertywnej Fluttershy, to i na nią znalazłoby się miejsce, gdyby Zephyrem trzeba potrząsnąć albo faktycznie kazać poszukać sobie miejsca gdzie indziej. Wszystko jednak ze wsparciem, a nie wrednym "do roboty patafianie!" Spójrzcie, jak ze zmianą postaci i ogólnej konstrukcji zmienia się wydźwięk odcinka. Zamiast wyganiania nieudacznika i podśmiewania się z frajerów, mamy pomoc, starcie z grozą życia, lekcję o wytrwałości, nawet o stanowczości i asertywności by się znalazło. No i przyjaźń od początku do końca, a nie "Ale frajer, ale frajer", który nagle zmienia się "kochamy cię!". Tyle by wystarczyło. A jakby jeszcze rozszerzyć całość na parę odcinków, że Zephyr powoli zdobywa zaradność i umiejętności w zawodzie... "Ale cóż nam marzyć o tem". – Piosenka... jakaś taka zbędna. Nie mogę powiedzieć, czy dobrze zrealizowana czy nie, zwyczajnie mi tam nie pasowała. Rozwiązywanie spraw muzyką jest jakimś takim regresem... Czas na smutne pytanie – czy to mnie tak praktycznie pozafandomowa starość chłoszcze, czy zwyczajnie nie ma dokąd wracać? Wiecie, tak po prawdzie, to mam co czytać, w co grać, co oglądać... Ale jednak człowiek przesiedział z kucami w cholerę i trochę czasu... Jakoś tak tęskno. Starzejemy się, Panie i Panowie. Ja się starzeję. Może nie powinienem porównywać odcinka z tym, jaki moim zdaniem powinien być, może powinienem dać se siana z kreacją Fluttershy, jaką pamiętam z dawnych sezonów. Chyba jednak więcej nie będę już oglądał. Szkoda. Tak czy inaczej, odcinek mi się nie widział. Pozdrawiam wszystkich ciepło!
  3. Ja pisałem (że się starzeje, nie umiera, ale mniej więcej wychodzi na to samo), a i owszem. Problem w tym, że i mnie ta przykra przypadłość dopadła, straciłem zapał i wcale nie jestem lepszy od reszty koła emerytów. A mówiąc "za późno" miałem raczej na myśli odgrzewanie naprawdę starych kotletów. Coś jakby na forum komputerowców odpowiedzieć komuś po dwóch latach, trochę przypał. Jednak, jak tak teraz mówisz, może i szkoda... Jak wrócę na weekend do domu to zobaczę, co się da zrobić.
  4. @StyxD Tak nieco od końca: To: Może "determinacja w sercu" nie była nawiązaniem świadomym, a moją nadinterpretacją. Sam tak bym tego nie odbierał, głównie za sprawą kontekstu, chociaż analogia jest zabawna i niepozbawiona trafności. Jest różnica między wolnością rozumianą jako obraną ścieżką życia, a jako próbą wydostania się ze szponów zorganizowanego systemu. Trochę kwestia skali, trochę okoliczności. Zresztą "morał" "Szklanej Kuli" ma w moich oczach coś z szukania mniejszego zła, więc daleki jestem stawiania tego wyboru jako jednoznacznie pozytywnego. Przy okazji – zwlekałem z odpowiedzią na Twój dawny komentarz pod moim fikiem, trochę na zasadzie tradycyjnego "jutro się zrobi", trochę dlatego, że dobrze byłoby odpowiedzieć innym. A teraz minęło tyle czasu, że cytując pewną piosenkę: "Jest mi tak, jakby już było za późno". W sumie szkoda, bo materiał zarówno do polemiki, jak i podziękowań (parę uwag było kąśliwych, ale boleśnie celnych), miałem nadzwyczajny.
  5. Spóźnione świętami i życiem recenzje: OCENY Ogólnie gratuluję wszystkim uczestnikom, poziom konkursu był bardzo przyzwoity. Postarałem się jak najwięcej powiedzieć w swoich mini recenzyjkach i jak najlepiej opisać, co mi się podobało (a co nie) w Waszych opowiadaniach. Przepraszam Was serdecznie, że publikuję to tak późno. Pozdrawiam ciepło uczestników i obserwatorów konkursu!
  6. Wszystkiego co najlepsze! 100 LAT! Żebyś po raz kolejny napisał coś na miarę 'Opowieści o Szklanej Kuli'! Weny pod korek i marzeń spełnienia!

    1. Alberich

      Alberich

      Spoko, dzięki piękne!

  7. Wszystkiego najlepszego. Z okazji twoich urodzin postanowiłem podzielić się z tobą moją rozległą wiedzą na temat czasu i przestrzeni. Uważaj, gdyż wiedza którą pragnę ci przekazać jest wielka.

     

    Spoiler

    „Wszystko ma swój koniec, kiełbasa ma dwa"

     

    1. Alberich

      Alberich

      Dziękuję serdecznie za życzenia, nie omieszkam zapamiętać tej ponadczasowej mądrości.

       

      Chociaż akurat po Tobie spodziewałem się czegoś bardziej... prawicowego. :D

    2. WhiteHood

      WhiteHood

      Cytuj

      Chociaż akurat po Tobie spodziewałem się czegoś bardziej... prawicowego

      Po mnie? To znaczy, że ktoś czyta to co ja piszę? 

      Prawica...lewica...pfff

       

      enjoy-capitalism-1301.jpg

    3. Alberich

      Alberich

      Niechaj Twoją dłoń uściśnie niewidzialna ręka wolnego rynku!

  8. Wszystkiego najlepszego :derp2:

    1. Alberich

      Alberich

      A dziękować, dziękować!

  9. – Panie Admirale (wulgaryzmy wyciąłem), co pan sobie myśli, że ja nie mam życia prywatnego? – Alberich, ja wiem, że ty nie masz życia prywatnego. – Ale może chciałbym mieć! A tak poważnie, to mamy jedenastu uczestników, każdy dał trzy opowiadania, do razem daje trzydzieści trzy prace. Nawet jakbym pisał komcie tylko do samych uczestników, to byłoby to ciągle jedenaście elaboratów. Obawiam się, że będziecie musieli zadowolić się czymś drobniejszym... Nie martwcie się jednak, jakieś recenzyjki będą, zrobię tak, by nikt nie był zawiedziony.
  10. Zdobywam się na jeszcze jednego posta, w którym rozpaczliwie będę wołał o opamiętanie się. Nietrudno zauważyć, w jaką stronę podąża temat, samo opowiadanie też jest jakie jest, a że nie mam ani prawa, ani możliwości interweniować, mogę tylko apelować. TalkativeCloud: Przeczytałem drugi rozdział (czy tam drugą stronę) Twojego opowiadania. Wiele więcej niż ostatnio do powiedzenia nie mam, rady są nadal aktualne, wciąż życzę powodzenia i zdobywania doświadczenia. Pozwolę sobie tylko zauważyć, że komentarze są wyłączone, a jak byk rzuca się w oczy błąd, pisze się "ósmy lutego" nie "ósmy luty". Pierwsza forma jest poprawna w języku polskim, druga sugeruje, że mamy do czynienia z jakimś ósmym z kolei lutym, a nie o to przecież chodzi. Ważniejsza sprawa – spójrz na to, co się tutaj dzieje. Dam Ci radę niezwiązaną z samym opowiadaniem, ale może nawet ważniejszą niż to co pisałem tam – lepiej dyskretnie się wycofać. Nie mówię, że masz przestać pisać, bo to już Twoja sprawa, ale ten temat wybitnie Ci nie służy. Owszem, dostałeś parę rad, owszem, ktoś czyta Twoje opowiadanie, tylko czy to jest tego warte? Opinie są skrajnie negatywne, nawet nie dlatego, że ludziom tak śpieszno do hejtu, po prostu Twoje opowiadanie jest, spójrzmy prawdzie w oczy, słabe. Wielu (bardzo wielu) przesadza tutaj z ostrością i szyderstwem swoich komentarzy, co może nie przynosi im specjalnie chwały, ale jestem w stanie ich zrozumieć. Stwierdzenie, że chcesz się wycofać, poćwiczyć w spokoju, trochę się podszkolić i następnym razem wypaść lepiej nie będzie oznaką słabości czy poddania się, wręcz przeciwnie, sugerowałoby, że nie tylko jesteś zdeterminowany do stworzenia czegoś, lecz również uczysz się na błędach i jesteś gotów się poprawić. Teraz tylko diabelski młyn niechęci i wzajemnych oskarżeń kręci się w najlepsze, zarówno Ty jak ludziska tracą niepotrzebnie czas i nerwy na starcia w komentarzach. A jeśli podoba Ci się popularność jaką zdobyłeś w ten sposób... Wtedy chyba nie mamy o czym rozmawiać. Applejuice: Podpisuję się pod Twoimi słowami i dziękuję za wymienienie mnie w merytorycznej grupie. Nawet jeśli (zresztą podobnie jak ja) zbyt łagodnie oceniasz TalkativeClouda, to przynajmniej słusznie podchodzisz do tematu. Pan Pisak: Jestem pod wielkim wrażeniem zapału, z jakim udzielasz się w tym temacie. Doświadczenie nauczyło mnie jednak, że niechęć i agresja automatu zabijają spór w internecie. Nie jestem przekonany, czy przyszedłeś tutaj cisnąć bekę z nieogarniętego początkującego, czy przedstawić się jako bezkompromisowego wroga chały, bo wątpię, byś kierował się troską o kogokolwiek. Podobnie jak nie mam prawa zabronić autorowi publikowania jego niezbyt górnolotnych tekstów, tak Tobie nie mogę zakazać krytykować. Mam jednak pełne prawo powiedzieć, że sposób w jaki to robisz jest co najmniej wątpliwy, w dodatku jadowity i niemiły. Twórcy do niczego w ten sposób ani nie przekonasz, ani nie zmotywujesz, a sobie wyrobisz jedynie etykietę krytykanta, malkontenta i nienawistnika. Wszyscy: Standardowy problem naszej fanfikowej sceny, który od czasu do czasu wraca – tyle czasu, uwagi i zaangażowania poświęcamy słabym fikom. Nadszedł czas, by się rozejść, co autor miał usłyszeć usłyszał, teraz pozostaje tylko czekać, że wyciągnie jakieś wnioski i spróbuje się poprawić. Zawsze będą pojawiać się ludzie z mniejszymi predyspozycjami, mniej doświadczeni, którym daleko do kunsztu, o ile jednak dobre rady mogą im się przydać, to nasza uwaga i aktywność w takiej a nie innej formie nie przyniesie im raczej pożytku, nam zresztą też nie, napsujemy sobie jedynie niepotrzebnie nerwów. Życzę wszystkim powodzenia i spokoju!
  11. Przyszedłem tu przede wszystkim po to, by ponarzekać na niefortunny tytuł. Fik o tytule "The End of Ponies" już był, w dodatku dość poczytny i napisany przez Shortskirtsa, który karierę jako pisarz w fandomie zrobił nie małą. LINK Swego czasu ktoś bardzo mi zachwalał tamto opowiadanie, więc pamiętam. Prawdę mówiąc nie podejrzewam Cię o plagiat, po prostu niefortunnie trafiłeś z tytułem, co zwyczajnie czasami się zdarza. Niegrzecznie byłoby jednak komentować sam pechowy tytuł, gdy jest jeszcze fanfik. Nie ma go dużo, więc i ja nie będę miał dużo do powiedzenia. Za dobrze to nie wygląda, a jeśli chcesz, by Twoje następne opowiadania były trochę bardziej zdatne do czytania, musisz jeszcze sporo nad nimi popracować. Nie odmawiam Ci pomysłowości ani wyobraźni, bo nawet po takiej próbce sądzę, że masz na czym pracować, musisz jednak nauczyć się podstaw rzemiosła i nieco bardziej zadbać o poprawność tekstu. Sporo się tutaj nie udało, bardzo wiele z tego już wypunktował Sun. Byłoby raczej stratą czasu powtarzanie się z nim, dlatego ja rzucę po prostu kilka porad, które mogą Ci się przydać w przyszłości: – Klient kupuje oczami, stara marketingowa prawda. Profesjonalni czytelnicy redakcyjni, do których należy szukanie talentów w tekstach, najczęściej w ogóle rezygnują z czytania źle wykonanych tekstów, bo spodziewają się, że jeśli twórca nie zadał sobie trudu dopracowania formy wizualnej, to pewnie też nie postarał się zbytnio z jakością tekstu. Tutaj formatowanie nie jest jeszcze najgorsze, choć odstępy między wierszami nieco rażą. Pamiętaj jednak, by ewidentne błędy poprawiać jak najszybciej, gdy tylko masz okazję. – Dopada Cię jeden z częstszych problemów bardzo początkujących i młodych twórców – pisanie sprawozdawcze. Zauważ, że na półtorej strony zmieściłeś mnóstwo informacji: jak zginęła matka bohatera, brat/ojciec, jak doszło do końca świata, na jakich zasadach działa ta dziwna bomba, jak ciężko żyje się w tym świecie. Czasami to cenna umiejętność podać jak najwięcej informacji jak najszybciej, ale zadaniem opowiadania nie jest tylko dawanie konkretów, ale też przekazywanie ich w zdatnej formie. Dlatego dobrze radzę, za każdym razem, kiedy zobaczysz, że istotną informację przekazujesz tylko w kilku suchych zdaniach, zastanów się, jak należałoby ją rozpisać. – Wyciskaj ile się da z każdego pomysłu. Światu zostało tylko 18 lat życia, z tego można wyciągnąć tak wiele, jak bardzo zmienia się mentalność, gdy śmierć jest tuż za drzwiami, jak niektórzy oddają się w hedonizm, inni w ślepą wiarę, jeszcze inni próbują ratować świat. Przypadkowy napastnik wchodzi do domu? To mnóstwo nerwów, krzyków, strachu, a potem krótkie starcie, które ostatecznie przekreśla rodzinę. Między innymi ta zdolność wyciągania treści z prostych pomysłów, budowania dramatu i świata na krótkich wydarzeniach, jest jedną z umiejętności pisarza. Polecam pograć w coś dobrego, poczytać, pooglądać coś, ale dokładnie, z wnikliwym analizowaniem, co i jak tam robią, być może podłapiesz ciekawe rozwiązania. – Pokaż zamiast streszczać i ważne informacje zostaw na później. Jeśli wszystko dostaniemy teraz na tacy, nie będzie nas to specjalnie obchodziło. Najczęściej też większą siłę oddziaływania ma coś, co "zobaczymy" sami, a nie dowiemy się tego po prostu z krótkiego opisu. – Oglądaj pojedyncze zdania i akapity, zastanawiaj się, które można napisać lepiej i poprawiaj je w miarę możliwości. Czasami pewne przekazywane czytelnikowi rzeczy są zbędne, inne nie są rozpisane właściwie, a jeszcze innych brakuje. Poprawki po napisaniu są normalne i często konieczne, nawet u zawodowców. To chyba te najważniejsze rzeczy. Na multiku starego Starcrafta niektórzy wyjadacze, po pokonaniu słabszego od siebie gracza żegnali się z nim miłym: "Pozdro&Poćwicz". Cóż więc mogę dodać, po przeczytaniu tego fanfika i zostawieniu komentarza: Pozdro&Poćwicz. Powodzenia!
  12. Powiem, że byłbym tego bardzo ciekaw. Wątpię, by na razie Hasbro miało planować coś takiego, ale jeśli miałoby dojść do podobnego przedsięwzięcia, to widzę trzy podstawowe scenariusze: Albo będą chcieli zrobić to samo tylko bardziej (w takim razie po co jednak zaczynać od nowa, czyżby formuła serialu do reszty się wyczerpała), w końcu wszystkim się podobało, więc wystarczy ponowić schemat. Sądzę jednak, że to może udać się tylko, jeśli minie naprawdę dużo czasu, bo najlepiej żeruje się na nostalgii. Więc... raczej mało prawdopodobne, będą doić dalej czwartą generację. Jest też możliwość, że po latach wrócą do swojego podstawowego targetu, czyli do pewniejszych i łatwiejszych w obsłudze dzieci. Prosta forma, ugrzeczniona i ładna, mało skomplikowana, taka, by spodobała się dziewczynkom. Część bronies pewnie na to poleci, ale że jeden do jednego mało co się powtarza, to i będzie to nieporównywalnie mniejsza fala. Trzeci wariant to bardziej myślenie życzeniowe, niż faktyczny wniosek – a nuż dojdą wreszcie do wniosku, że jeśli udało im się zrobić kokosy banany narodzie kochany na dobrej kreskówce, to trzeba pójść jeszcze dalej i zrobić lepszą. Taką dojrzalszą, z lepszymi morałami, podobnym poziomem postaci, ale jakąś historią tła, a wszystko ze spójniejszą i ciekawszą fabułą, wciąż niby pod dzieci, a jednak na tyle dorośle, by świadomy odbiorca mógł bić brawo. Byłbym nieziemsko rad, gdyby tak się to potoczyło, jednak za bardzo w to nie wierzę. A czy oglądałbym nowe kucyki? Raczej tak, skoro i tak oglądam sporo kreskówek, to dałbym szansę i tej, zwłaszcza przez sentyment. Jeśli jednak zobaczyłbym, że to droga donikąd, to raczej dałbym sobie spokój, tak jak z nowymi sezonami, które oglądam tylko na wyrywki. Przy okazji – uważam, że obecnie poziom spadł w stosunku do pierwszych sezonów (a że jeszcze dochodzi zmęczenie i przetrawienie starych emocji, to już w ogóle kicha), co więcej, nie wierzę, by miał się jeszcze podnieść. Możecie sądzić, że narzekam lub wieszczę złe, ale w moim mniemaniu lepiej krytykować Hasbro, że głupio robi, niż bezkrytycznie pożerać wszystko co zapodają, jak to co poniektórzy robią. To wszystko tylko gdybanie. Czas pokaże.
  13. Hoł, hoł, hoł, k***a Twoja w tę i nazad, obiecałem skomentować tego fika, to i jestem. Nie, wcale się nie spóźniłem o rok. Zresztą szczęśliwi czasu nie liczą. Do dzieła! Hmmm... Co by nie mówić, aprobuję tego fika jako całość. Pewnie, że jedne rzeczy podobają mi się bardziej, inne mniej, jeszcze inne wcale, ale cóż poradzić? Jak do końca na poważnie ocenić fika o tytule "Plasterek Życia", z tytułem dokumentu "eat shit and die", opowiadającego o przygodach kompletnie nieprzystającej do kanonu Octavii? Dlatego porozbijam go na części składowe i ocenię sobie elementy. Nie wiem na ile na miejscu jest dawanie Ci rad, Poulsen, bo jak dla mnie, to większość z tego, co chciałbym Ci powiedzieć i tak wiesz. Jak łamać reguły, to świadomie, a jak! Strona techniczna ok, nie rzucały mi się w oczy błędy, zresztą, przy takiej treści ciężko było się na nich skupić. Ale styl to Ty masz bogaty. Potrafisz kreślić eleganckie opisy, pełne ironii, ciętego humoru, prymitywnego, jednak niezwykle śmiesznego dowcipu, a wszystko w taki sposób, by sklecić ten zbiór różnorakich pierdół do kupy i utrzymać go w ryzach. Szacun! Tak naprawdę chyba dlatego Plasterek w ogóle się broni, bo jest zabawny i napisany z polotem. Sądzę, że potrafiłbyś nawet opisać wrzucanie węgla do piwnicy w taki sposób, by było kąśliwe, nieludzko zabawne i nieprzyzwoite. Czapki z głów! Tak naprawdę to przede wszystkim za to mogę chwalić, bo rzadko kiedy widzę kogoś, kto tak nadawałby się do "House'owania" jak Ty. Zanim przejdę do fabuły... hmmm... świat przedstawiony. Nie powiem, żeby była to jakaś bardzo niesamowita lub innowacyjna wizja, ot tak, kucyki zachowują się najczęściej dość serialowo, przy jednoczesnym dodaniu im wredności, ironii i różnorakich sfer, których nie powinny mieć. Mało tego tekstu, nie za bardzo mam co oceniać Twoją rzeczywistość, jednak zdaje ona egzamin. Wydaje mi się, że to raczej kwestia tego, że dobre opisanie broni tej wizji, a nie dobra wizja daje powód, by ją ładnie opisać. Bohaterki, tu jest, jakby to ująć, nietypowo. Octavia nie ma nic wspólnego z fanowską wizją eleganckiej klaczy, jest gnuśna, obleśna, cyniczna, hedonistyczna, wredna, po prostu zatruwa świat swoją obecnością. Jednak da się ją mimo wszystko lubić, głównie za sprawą jej humoru i ciętych uwag. Jeśli ktoś jest wielkim fanem Octavii, to raczej mu się Twoja wizja nie spodoba, ponieważ jednak ja traktuję ją neutralnie, to wydaje mi się raczej zabawnym pomysłem, niż bezduszną profanacją. Vinyl też uderzył trochę kontrast, fajnie było zobaczyć ją jako dziecko muzycznej rodziny, utalentowane i wykształcone, które po prostu poszło inną drogą. Zresztą pod względem zachowania w mieszkaniu przypomina mi (tylko odrobinę) jedną znaną mi osobę. Ale z tymi bateriami to przesadziłeś. Zresztą, jak Octavia mogła nie zauważyć kolejki elektrycznej w pokoju swojej lokatorki? Lyra, Bon Bon, Celestia i inne postacie tła wypadły ok, choć do teraz nie wiem, czym jest ten wątek z podmieńcowymi płomieniami. To właśnie kolejna rzecz, której nie rozumiem, i którą akurat będę krytykował. Teoretycznie te fragmenty z Lyrą wskazują na istnienie jakiejś poważniejszej fabuły, zastanawiam się jednak, czy ma ona tu sens. W tych czterech rozdzialikach nie tylko jej jeszcze nie ma, ale chyba nie czuję potrzeby, by w ogóle jej szukać. Drobne przygody Octavii, Vinyl i sporadycznie innych kucyków spokojnie wystarczają. Jakbym miał podsumować co sądzę, to zamiast "Plasterek Życia" powiedziałbym "Plasterki Życia". Ot krótkie opowiastki, nie do końca komediowe, nie do końca dramatyczne, wcale nie przygodowe, tzw. "Okruchy Życia" kucyków. Lekkostrawne, szybkie i zajmujące, przyjemnie się je czyta, głównie dla dowcipu i stylu. Nie widzę (i prawdę mówiąc nie wierzę, że to w ogóle istnieje) drogi, w którą zmierza fik, prawdę mówiąc jednak nie obchodzi mnie to specjalnie. Fajna rzecz i tyle. A że chędożą się na potęgę, rzucają niewybredne żarty i ogólnie są dość rozwiązłe te Twoje kuce? Nie moje klimaty kompletnie, ale z drugiej strony, przy takiej dawce dystansu i absurdu, traktuję je raczej jako szyderę z tych wszystkich fików, gdzie przedstawia się je tak na poważnie. Nie ukrywam, że gdyby to wrażenie obśmiania miało ulecieć (a czasem fik zbliżał się do tej granicy), to wiele by na tym stracił. Nawet polecam, bo solidnie. A Ty Poulsen powinieneś rozwijać swoje zdolności stylistyczne, bo już jesteś na niesamowitym poziomie, a ja chciałbym zobaczyć pełnię Twojej mocy. Pozdrawiam serdecznie! Drink piss and live!
  14. Minęło sporo czasu, dwa miesiące, a ja mając wiele na głowie trochę zapomniałem szczegółów tego fanfika. Czytając nowy rozdział miałem wrażenie, że wiem w jaką stronę on zmierza, nadążam za nim, ale ulatują mi pewne niuanse. Bywa i tak, niestety, a nie miałem ani czasu, ani sił, by czytać wszystko od początku. Komentarz nie będzie tak długi jak poprzedni, zwyczajnie musiałbym powtarzać sam siebie. Dodam jednak parę nowości, może uda mi się naprowadzić Cię na coś konkretnego. A i jeszcze jedno – pokornie ostrzegam, będę bezczelnie krytykował. Jak się nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że rozdział I podobał mi się bardziej niż ten. Tam miałem wrażenie, że może i nie jest idealnie, ale wszystko zmierza w dobrą stronę, że mamy do czynienia z porządną historią, przemyślaną fabułą, nieco zgrzytającym momentami, ale jednak niezłym stylem. Teraz.... teraz to już sam nie wiem co myśleć. Dlatego po prostu rzucę parę luźnych uwag: – Jak poprzednim razem narzekałem na "udziwniane" opisy, tak tym razem będę miotał klątwy na coś zupełnie przeciwnego. Z jednej strony to mnie posądzano czasem o łopatologię, więc niby nie mam co wytykać jej innym, ale... No kurcze, nie robię tego po to, by Cię poniżać, tylko chcę zwrócić uwagę na pewne sprawy. Zaznaczyłem jedno zdanie, które jest sztandarowym tego przykładem: "Lazurowa klacz aż się wzruszyła." Poważnie? Cholera, naprawdę? Po ciężkiej scenie, gdzie po raz pierwszy od początku opowiadania ktoś ze szczerego serca pomógł Trixie w czymkolwiek, jednocześnie jej nie poniżając lub obgadując, na pewno jest to wspaniałe podsumowanie. Nawet nie chodzi mi o to, że masz nie podsumowywać takich scen, nie, moim zdaniem spokojnie można to robić, a czasem nawet należy, ale nie takim banałem! Dalej było też podobne: "Jej obietnica nie była tylko pustymi słowami. Naprawdę chciała porozmawiać z Trixie i z całego serca życzyła jej szybkiego powrotu do zdrowia." To nie bolało aż tak jak wcześniej, ale tez wypadło blado. Naprawdę czytelnik może się tego domyślić, a jeśli chcesz to podsumować, zrób to z elegancją. Wiem, że potrafisz, bo sporadycznie trafiały się celne przemyślenia i kozackie fragmenty. Niestety, te słabsze bardziej zapadają w pamięć. – Jeszcze bardziej boli mnie ta znieczulica kucyków. We wcześniejszym rozdziale sądziłem, że tylko Trixie ma jakieś pozytywne intencje, teraz niby doszły Fluttershy i nieszkodliwa Pinkie, ale dostaliśmy jeszcze więcej niechęci. Twilight nie ma, Applejack zachowuje się boleśnie podejrzliwie (z jednej strony to zgodne z jej naturą, z drugiej jednak jest elementem szczerości, może zauważyłaby, że Trixie nie udaja. A może udaje?), służba jeszcze gorzej niż wcześniej. Ja rozumiem, co mogłeś chcieć tym pokazać i jaki efekt chciałeś wywrzeć na czytelnikach, tylko że obraz przestaje się domykać. Chciałem powiedzieć, że aż tak złych ludzi (lub kuców) nie ma, ale niestety, chyba są... Tak czy inaczej wolałbym, byś poszedł inną drogą. Chłodną obojętnością, najgorszym rodzajem współczucia, odrazą, a nie ciągłą manifestacją pogardy i nienawiści. – Mało z tego rozdziału wynikało. Fluttershy pomogła Trixie, były sceny z przeszłości, Trixie wylądowała w szpitalu, Trixie została zwyzywana przez służbę i poniżona przez inne kucyki, a wszystko na dwudziestu paru stronach. Nawet nie chodzi mi o to, że akcja wolno biegnie, bo idzie szybko, ale jak mało nowości się dowiadujemy. Pewnie będę czytał następne rozdziały, ale z rosnącym niepokojem o całokształt. Co bym nie mówił, jednak moją ciekawość zdobyłeś. Pozdrawiam ciepławo!
  15. Uff... Cieszę się, że załatwiliśmy to jak dżentelmeni. Twoja odpowiedź sprawia mi ogromną radość, nie tylko dlatego, że przyjąłeś do wiadomości moją krytykę, ucieszyło mnie też, że podjąłeś z nią polemikę. Słusznie, słusznie, takim samym przegięciem jest przyjmowanie do wiadomości każdej krytyki, jak i żadnej. Ktokolwiek by nie był krytykującym. Zresztą... jeśli argumenty są sensowne, to traci na znaczeniu, czy recenzentem był uznany twórca, czy ktoś z ulicy. Cieszę się, że w tej sprawie mamy o czym rozmawiać. By pięknie i elegancko zamknąć sprawę odpowiem na krytykę mojej krytyki, nie mam prawdę mówiąc ani sił, ani motywacji do polemiki. Dlatego o każdą z wymienionych przez Ciebie rzeczy nie będę się kłócił, a raczej dokładnie wyjaśniał, co ja miałem na myśli. Już teraz widzę, że otworzy nam to prawdziwą kopalnię tematów, dlatego z góry zastrzegam, że jeden Pan Bóg wie, ile to wszystko zajmie miejsca. Do dzieła: Przede wszystkim, przy całym szacunku dla twórczości Żeromskiego i moim zdaniem całkiem niezłego, choć klasycznie przegadanego "Przedwiośnia", nieraz spotkałem się z negatywnym porównaniem "bohater jak Cezary Baryka". Tak, teoretycznie chodzi tu raczej o bagaż denerwujących cech, niż o niewiarygodną kreację, ale postać wiele razy były krytykowana. Nie mam rzecz jasna zamiaru podważać Twojego argumentu atakiem na kanon lektur. Warto jednak mieć na uwadze, że takie zarzuty stawia się największym tuzom literatury światowej, raz słusznie, a raz nie. A niestety, kreacje psychologiczne, są najczęściej kwestią imponderabiliów, takich ulotnych szczegółów i zachowań, że ciężko je zebrać. Ostatnio znajomy w odpowiedzi na mój zarzut o "wydmuszki" spytał mnie, jak ma z tym walczyć, a ja nie byłem mu w stanie dać konkretnych rad. Choć, co by nie było, jego problem jest trudniejszy, łatwiej naprawić wadliwą kreację, niż zbudować dobrą od podstaw. Frost jednak miał charakter, a że moim zdaniem wyszło to niewiarygodnie... Kolejna, przykra sprawa jest taka, że w literaturze nie ma opcji oddania pełni zawiłości ludzkiej psychiki. Mamy tylko ograniczoną ilość słów i jakoś trzeba sobie radzić. W dodatku różni ludzie podchodzą różnie do problemu – jak bardzo można poświęcać detale motywacji i intencji dla dobra całej konstrukcji i dramatyzmu. Moim zdaniem tak daleko, aż nielogiczności i nieścisłości nie zaczną zatruwać obrazu. Gdzie jednak jest ta granica? Cholera wie, każdy ją definiuje po swojemu. Wątpię więc, byśmy do czegoś doszli w rozmowie, uznaję jednak, że zrobiłeś co zrobiłeś świadomie, co już jest pozytywnym efektem. O wiele wartościowszy w pracy twórczej jest błąd popełniony z własnej intencji, niż przypadkiem. Ok, przyjmuję do wiadomości, choć nie ukrywam, że tak wizja średnio mi pasuje. Bohater może nie był zbyt lotny, ale dzieci potrafią niczym papierek lakmusowy reagować na sytuację w domu. Brak lotności brakiem lotności, wolność wolnością, ale brak matki tak długo i dziwne zachowanie ojca wyraźnie ma szansę podkopać stabilny świat, nawet nie od razu z teorią, że ktoś umiera, ale na przykład, że rodzice się ze sobą nie dogadują. Znowu wchodzimy w niuanse, jednak co poradzić, że na nich właśnie buduj się solidność i kunszt. Pewnie moglibyśmy się sprzeczać więcej i mocniej, gdyby opowiadanie było dłuższe, ale na sześciu stronach mamy ledwie jakiś zarys, wątpię więc, byśmy do czegoś konkretnego doszli. Tak czy inaczej – rozumiem, co masz na myśli. Łohoho, to jest dopiero problem wielkiego kalibru. Tak naprawdę pisarz musi działać jak, przechodząc na chwilę do języka informatyki, emulator. Nie mamy możliwości przeżyć wszystkie, zobrazować i przetestować każdych emocji, jesteśmy ograniczeni wyłącznie bagażem naszych doświadczeń. Ja na przykład sądzę, że większość mojego życia to straszne nudy, jak więc ulepić na podstawie tego jakąś pasjonującą historię? Nie tylko chodzi o doświadczenie życiowe, ale stałą pracę nad rozumem, empatią i wyobraźnią, by z małych życiowych obserwacji i doświadczeń umieć zbudować wielką konstrukcję. Tak naprawdę mało mamy możliwości, by zweryfikować zachowanie w takich sytuacjach kryzysowych. Często to kwestia znakomitego wykonania, przedstawienie nowej palety emocji z nieziemską finezją, może sprawić, że uwierzymy w coś, co w życiu nie miałoby miejsca. Tak naprawdę wiara ma ogromne znaczenie, tak długo, jak jesteśmy w stanie uwierzyć, że coś działa, tak długo możemy to kupić. A potrzebnych umiejętności i doświadczenia, jak pisałem, nabierzesz spokojnie. Myślę, że szybko doszedłem do takich a nie innych wniosków, jak sam mówisz prawdziwych, bo sam przez to przeszedłem. Był taki czas, że po robieniu "sam do końca nie wiem co i jak" chciałem pójść dalej, napisać coś poruszającego, dającego do myślenia, z przesłaniem, coś, co spokojnie można nazwać "poważnym". Przyjaciele jednak (i bezkompromisowe życie, którego nie da się oszukać) pokazali mi, że pewnych progów nie da się przeskoczyć. Owszem, trzeba trenować, owszem, trzeba się doskonalić, tak samo jak konieczne jest celowanie coraz wyżej i stawianie sobie jakichś wymagań. Jednak to wszystko wymaga, czasu, pracy, dorośnięcia do pewnych spraw, pokory i cierpliwości. Sam jestem na siebie czasem wściekły, że nie potrafię pisać tak, jak nieraz bym chciał, że nie dorastam do poziomu, na którym siebie widzę. Cóż jednak poradzić, nie ma windy do jakości, są tylko oblodzone schody bez poręczy. Tym niemniej życzę Ci serdecznie, byś kiedyś swoje wymagania spełnił. Niezwykle się cieszę, że miałem okazję porozmawiać na takim poziomie. Jeszcze raz to samo – ćwicz dalej, rób co do Ciebie należy, aż będziesz miał z czego być dumny. Wtedy pewnie przyjdę jeszcze raz, tym razem nie po to, by ostrzegać i krytykować, ale w celu złożenia gratulacji. Pozdrawiam raz jeszcze! EDIT: Do wszystkich, którzy wieszczą o mojej niedawnej śmierci – nie wierzcie plotkom. Płotkom na wszelki wypadek też nie. No i przy pierwszej okazji donieście mi, który mądrala rozpowszechnia takie rewelacje.