Jump to content

Tawerna ''Pod Rdzawym Ostrzem''


Guest
 Share

Recommended Posts

Szary jednorożec odniósł wrażenie, że ktoś wcisnął mu wypowiedź o potworach strzelających czymś z oczy w usta. Tak, jakby te słowa same z nich wyszły, bez kontroli własnej woli kuca. No cóż, zdarza się. Dobrze, że wypił niewiele cydru, bo mogłoby być znacznie gorzej. Milczał przez chwilę, wyobrażając sobie jak gorzej właściwie mogłoby być. Wzdrygnął się na tę wizję. Gdy skończył rozważania, zaczął mówić drużynowy muzyk. Wsłuchał się w jego pieśń i na moment pogrążył się w nostalgii. O, tak... wspomnienia z Akademii tylko w części dotyczyły nauki. Otrząsnął się z myśli o tym, co było.

- Gratuluję zaszczytnych wyróżnień i tytułów - rzekł poważnie Echo do Minora. W jego głosie nie było ironii. No, może odrobinę. - Doprawdy wielkie to osiągnięcia. - Wyszczerzył się paskudnie. Jako, że już zaczął mówić, uznał, że powie, co i on ukończył.

- Ja zaś jestem absolwentem Canterlockiej Akademii Magii. Osiągnięcia na polu samej magii raczej nie najwyższe, lecz, jak to określali profesorowie "powyżej przeciętnej", cokolwiek miałoby to w ich mniemaniu znaczyć. Ogólnie z magią "radzę sobie". Podczas studiów jednak bardziej skupiałem się na historii i w tej dziedzinie jestem o wiele lepiej wykształcony. Zresztą tego dotyczy właśnie mój znaczej. - Kiwnął głową w bliżej nieokreślonym geście, wskazującym na ozdobiony znaczkiem bok. - Od chwili ukończenia CAeMki, edukuję się, można rzecz na własne kopyto. Zarówno w sztukach magicznych, jak i w wiedzy historycznej.

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 102
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

-Nauczyciele i rodzice mówili o mnie "cudowne dziecko" - powiedziała z dumą. - Miałam najlepsze wyniki w klasie, choć jakoś trudne to nie było. Teraz do Akademii w Canterlocie może się dostać każdy, o ile zapłaci, a w mojej klasie większość kuców to były rozpieszczone jednorożce bez talentu i zapału do nauki. Większość odeszła po roku, kiedy ich rodzice spostrzegli, że nic z tej nauki, a oni tylko wydają grube pieniądze, posłali je do normalnej szkoły. Później odkryłam swój talent. Od tego czasu studiuję różne zaklęcia związane z medycynę i pomocne mi przy wywarach, ale do tego czasu opanowałam już wiele innych zaklęć...

Zawstydzona stwierdziła, że strasznie się rozgadała. Miała nadzieję, że nie zanudziła swoich towarzyszy...

Link to comment
Share on other sites

Subtle zawstydził się słysząc o osiągnięciach reszty drużyny. On nie odbył nawet podstawowego szkolenia w sztuce magicznej.

- Ja jestem... samoukiem - zabrał wreszcie głos - Przez ostatnie lata podróżowałem po Equestrii ucząc się rozmaitych czarów i sztuczek. Nie udało mi się jednak nabrać głębszego doświadczenia w tej sztuce. Posiadam jednak pewien unikalny talent... coś jak wyjątkowo rozwinięta empatia, dzięki czemu potrafię wyczuć intencje kierujące obecnymi wokół istotami.

- Miałem nadzieję, że od was nauczę się czegoś więcej o magii - powiedział zaczerwieniony ogier wodząc wzrokiem po obecnych i zatrzymując go na chwilę na Twilight - predyspozycje ponoć mam, albo chociaż tak mi mówiono. Znam się też w pewnym stopniu na zielarstwie i szamaństwie, moi rodzice... - głos uwiązł mu w gardle - nieważne, mam nadzieję, iż przydam się wam w tej podróży - zakończył kulawo i dość niepewnie.

Link to comment
Share on other sites

Gleipnir uśmiechnął się po czym zabrał głos. Sprawiał wrażenie jakby nabrał jeszcze więcej pewności siebie, na pewno nie był już tak spięty jak przed chwilą gdy upomniała do Moonlight.

- Cieszę się że nie jestem jedynym samoukiem... aczkolwiek to nie jest tak do końca trafne określenie. Kilkakrotnie próbowałem podjąć naukę w różnych magicznych szkołach ale nie byłem dość dobry... albo nie odpowiadał mi program nauczania, a może też nie mogłem przyzwyczaić się do dyscypliny. - Widząc wątpiące spojrzenia nowych przyjaciół Gleipnir czym prędzej zabrał się za bardziej szczegółowe wyjaśnienia. - Spokojna głowa. Może nie mam świadectwa ani nawet żadnego dyplomu ale zapewniam Was, że swoje potrafię. To nie jest tak że całkowicie zawaliłem naukę w szkole. W różnych miejscach zdałem kilka klas tylko nie mogłem jakoś przez te ostatnie egzaminy przebrnąć a perspektywa powtarzania wszystkiego od nowa mi nie odpowiadała. Podczas swoich przygód z różnymi magicznymi akademiami nauczyłem się tego i owego ale też sporo się dowiedziałem korzystając z doświadczeń innych no i samemu próbując coś tam rozwikłać.

Kończąc wypowiedź Gleipnir odetchnął cicho po czym oparł się wygodnie i zaczął wpatrywać się w sufit tawerny. Raz po raz zerkał na pozostałe stoliki odkrywając że gości zaczęło przybywać i to w dosyć szybkim tempie. Nie minęło sporo czasu i między stolikami zaczęli krążyć kelnerzy niosąc gorące posiłki i napoje których zapach uniósł się w powietrzu wypełniając nozdrza całej grupy.

- Chyba robi się tłoczno... - rzucił nieśmiało Gleipnir.
- A ja bym jeszcze coś zjadła. - dodała Deezee
- Nie krępuj się. Wracając na chwilę do kwestii mojego "wykształcenia" muszę przyznać, że jak do tej pory ze wszystkich jednorożców jakie spotkałem i od których czegoś się nauczyłem najlepiej zapamiętałem taką jedną, o imieniu Trixie. Nie powiem, sprytna jest, ale usta jej się nie zamykają co potrafi wyprowadzić z równowagi. W sumie to gdyby nie ona nie przybyłbym tutaj. Słyszałem jak pokazałaś gdzie jej miejsce Twilight. Niezła historia, naprawdę. No, ale już nic nie mówię żeby nie było że obgaduję koleżankę. Coś czuję że po wyprawie to Wy będziecie nowymi najlepiej zapamiętanymi jednorożcami jakie spotkałem. Mam nadzieję, że pozwolicie mi się czegoś od Was nauczyć? Ja ze swojej strony mogę zaoferować pokaz zaklęć spowalniających i dezorientujących, jeśli jest to dla Was jakaś nowość...

Gleipnir znów poczuł się mały wobec doświadczenia i wykształcenia Twilight i innych. Martwił się że nie poradzi sobie gdy wyprawa na dobre się rozpocznie. Miał ochotę zatopić swoje zmartwienia w cydrze ale to raczej nie był najlepszy pomysł.

Edited by Hoffman
Link to comment
Share on other sites

-Jak już mówiłam, mimo, że byłam najlepsza, to trudne to nie było... - dodała z uśmiechem klacz. - A ostatnimi czasami zajmowałam się jedynie moim talentem, ale jeśli jest coś, czego mogę nauczyć was, to oczywiście...

Spojrzała na Gleipnira, po czym powiedziała: -Jeśli byś mógł, to ja chętnie bym się czegoś o tych zaklęciach dowiedziała. Niby gdzieś tam słyszałam, ale jeszcze nie próbowałam.

Link to comment
Share on other sites

-Jak już mówiłem, jeśli coś jest związane z wysoką temperaturą to najpewniej to znam- zamyślił się, po czym się uśmiechnął- Nie za wielu kucom podoba się moja magia, ale jeśli ktoś będzie się chciał ode mnie uczyć to z chęcią będę pokazywał co i jak-odwrócił się do Gleinpira- Z chęcią bym takie czary zobaczył. Jeszcze nigdy o nich nie słyszałem, a sądzę, że są pomocne i ciekawe.

Link to comment
Share on other sites

- No dobra. Sprawa numer jeden, czyli zaklęcia spowalniające. - zaczął Gleipnir widząc zainteresowanie Deezee. - To w zasadzie nie jest trudne, już proste inkantacje potrafią tak wpłynąć na koordynację ruchów oponenta że ten będzie poruszać się wolniej, niezdarniej, wbrew swojej woli. To nie są długie formuły ale dla lepszych efektów lepiej posłużyć się nieco bardziej skomplikowanymi... czyli tymi z którymi czasem mam problem. - Gleipnir zniżył nieco ton jakby żałował tego, że nieświadomie przyznał się do tego że zdarza mu się zapomnieć o zaklęciach które mają być jego specjalnością.

- No i? Co się wtedy dzieje? - pytała Deezee

- No i wtedy... kopyta stają się ciężkie jak ołów. Nie można ich podnieść, pójść dalej, nic. Im większa moc maga tym dłużej to trwa. Uprzedzam Wasze pytania, z moją mocą maksymalnie z pięć sekund jeśli czegoś nie pomylę, ale wyćwiczę się i spokojnie podwoję ten czas. - wyjaśnił Gleipnir

- Wiesz... jeśli trwa walka.... i jeśli to odpowiedni moment... i dwie sekundy bezruchu mogą okazać się znaczące. - odezwał się Fire Hooves.

- Możliwe. Druga sprawa, czyli czary pętające. - zaczął nowy temat piegowaty jednorożec w bordowej pelerynie.

- Eee... to przed chwilą to nie było to? - zdziwił się Minor Sax.

- Nie, zaklęcia pętające dotyczą tylko istot które potrafią latać. Na przykład pegazów labo gryfów. Ich zadaniem jest utrudnienie latania. Na podobnej zasadzie co wcześniej, rozumiecie, skrzydła stają się cięższe, opór powietrza wokół nich wzrasta, te sprawy. - wytłumaczył Gleipnir po czym przeszedł do ostatniej sprawy. - Zaklęcia dezorientujące są najtrudniejsze, ale najciekawsze. Przeciwnik nie rozpoznaje swoich sojuszników, ogranicza się mu pole widzenia, pojawiają się w jego głowie dekoncentrujące szumy, robi się senny, odczuwa zmęczenie fizyczne. Niezła sprawa, ale większość zaklęć pozostaje na razie poza moim zasięgiem. Ale kogoś oszołomić, albo wmówić mu że nie jestem jego wrogiem, to potrafię. Ale wciąż kosztuje mnie to sporo energii i nie trwa zbyt długo. Ale ciągle ćwiczę.

Jednorożec dał chwilkę czasu aby reszta grupy przemyślała sobie to o czym opowiedział po czym zwrócił się do Fire Hoovesa.

- Ogień, żar... potężny żywioł. Opowiedz o tym co nieco. Jakie zaklęcia stosujesz najczęściej? Udało ci się kiedyś zapanować nad na przykład pożarem?

Edited by Hoffman
Link to comment
Share on other sites

-Zapanować nad pożarem-Fire Hooves uśmiechnął się- Stary, ja swój znaczek dostałem za zgaszenie pożaru. Cała moja wioska płonęła, a ja złapałem cały ogień w bańkę powietrza i wysłałem ją do góry. Nie wiem, co się działo później bo zemdlałem. Ale faktem jest, że umiem panować nad ogniem-zamyślił się przez chwilę i odwrócił do baru-Kelner, poproszę o kufel wody- skierował się do rozmówcy- A dokładniej nie nad ogniem, lecz nad ciepłem. Ogień w moich czarach jest tylko na pokaz. Dla satysfakcji. Bo normalnie wytwarzał bym tylko powietrze, które dziwnie faluje. A co do ilości czarów, to tak naprawdę znam ich bardzo mało. Wytworzenie temperatury to.... to..... No cóż, umiem tylko powiedzieć, iż powoduje to gigantyczne podgrzanie ciała, które chcę podgrzać. Oczywiście znam czary płomieni. To też ciekawe rzeczy, ale jak sam zbadałem, mało efektywne. Potrzeba nieporównywalnie więcej energii niż do wytworzenia temperatury- kelner przyniósł kufel wody. To był ten sam kuc, któremu dał napiwek-Może zaprezentuję- nagle obok kufla pojawiła się kula ognia, a woda w kuflu zaczęła wrzeć Kilka kucy się odsunęło, lecz od ognia praktycznie nie bił żar- Zobaczcie, takie drobne porównanie. Ogień to tak naprawdę kilka zjawisk. A ciepło to jedno. Dla obu użyłem tej samej energii. Lecz podtrzymanie płomieni nadal zużywa moją magię. A podgrzanie wody jest jednorazowe. Choć jeśli chodzi o podgrzanie powietrza, to bardzie opłaca się użyć ognia. Ale jest jedno ale. Czar bańki. Wytwarza on specjalną bańkę, którą można wypełnić byle czym. Można ją zrobić tak, by wytrzymała określone uderzenie. Coś bardzo podobnego do magicznego przeniesienia przedmiotu. I tu dochodzimy do kolejnego czaru, który znam, a mianowicie zapanowania nad ciepłem. Jest to czar, który pozwala mi oddzielić ciepło od danego ciała. Jego wada jest taka, iż muszę to ciepło trzymać w bańce wypełnionej jakimś gazem. Choć, jeśli chodzi o wodę, to wystarczy para wodna- zgasił ogień. Nagle z wody wyleciała niewielka kulka dziwnie falującego powietrza. Jak na rozkaz woda przestała ona wrzeć. W ogóle przestała zachowywać się jak podgrzana woda. Fire Hooves upił jej łyk. Postawił ją na stole- Nie martwcie się, można ją pić. Jest ktoś chętny? Teraz jest lodowata. Tu jest całe ciepło-wskazał na dziwne powietrze. Przez chwilę się zastanawiał, po czym rozszerzył bańkę. Powietrze jakby przestało falować- Jest ktoś odważny do włożenia tutaj kopyta? Temperatura wewnątrz niej jest jak w bardzo upalny dzień. I właśnie tego czaru używam do chronienia się przed wszystkim, co ma podwyższoną temperaturę. Choć w sekrecie powiem, iż badam możliwość zmiany temperatury i ognia w magię. Badania to za duże słowo, to raczej rozmyślania. Jak na razie myślę, co powinienem zrobić-lekko palnął się w czoło- Ale zaczynam mówić o czarach, których nie znam. Z innych czarów znam jeszcze zmianę ciśnienia. Czar bardzo powiązany z bańką. Pozwala on szybko odizolować bardzo wielkie temperatury od otoczenia. No cóż, to by było na tyle ważnych czarów związanych z ogniem. Jest ich jeszcze kilka, ale są one niepraktyczne. Ach, zapomniałbym. Znam też większość podstawowych czarów jednorożców. W większym lub mniejszym stopniu. Czy ktoś jeszcze zna coś ciekawego?-odwrócił się do Minor Sax'a- Spróbuję zgadnąć. U ciebie magia w jakiś sposób jest powiązana z śpiewem?

Link to comment
Share on other sites

Minor z wielką uwagą wysłuchał wykładów z zakresu magii praktycznej swoich przyszłych kompanów. Z miłą chęcią przystąpił do odpowiedzi na pytanie Fire Hooves'a.

- Hmm... To zależy. Muzik którą gram lub śpiewam na estradach i ulicach, jest jak to niektórzy określają "magiczna", lecz magii do jej stworzenia używam co najwyżej do przytrzymywania instrumentu lub naciskania klap, knefli. Cały jej charakter nadaje samym sobą, dosłownie oddaje słuchaczowi cząstkę siebie. Das Muzik słuchaczowi się podoba, czasami sypnie groszem. W końcu TO mój talent.

-Sprawy mają się jednak inaczej, gdy faktycznie zabarwię swoją twórczość szczyptą magii. W takowym wypadku mogę w zależności od charakteru mojej muzyki mogę dosłownie wpłynąć na zachowanie, poglądy słuchacza. Przydatne, co nie? Jest to stosunkowo efektywne, w zależności od charakteru odbiorcy.

Muzyk pochylił się nad stołem i ściszył odrobinę głos.

-O wiele lepszy efekty uzyskuję, gdy używam tak zwanej muzyki para fizycznej. To mało znana technika, której nauczyłem się od mojego mentora Tin Noise'a. Polega na wprawianiu w drganie powietrza, używając jedynie swojej magii. Osobiście nie lubię tej techniki, gdyż jest strasznie męcząca, lecz i tak wypada ją od czasu do czasu przećwiczyć. Tych, którzy chcą posłuchać zapraszam za mną na dwór. Tu jest zbyt wiele potencjalnych słuchaczy.

Minor nie spoglądając kto za nim ruszył, wybył na chwilę z tawerny, po czym kawałek dalej przyjął odpowiednią postawę.

Z całej siły zaparł się kopytami, a jego róg rozbłysł jasnym białym światłem i wnet tych, którzy byli na dworze zewsząd otoczyła jakże intrygująca

Jednorożec "pograł" jeszcze około trzech minut, po czym upadł na twarz.

-Może mnie ktoś zataszczyć do środka?- Wymamrotał Minor, leżąc plackiem na trawie.

Link to comment
Share on other sites

Fire Hooves podszedł do muzyka i przytaszczył go do drzwi tawerny.

-Skoro zaczęliśmy pokazy to i ja się włączę.

Na niebie zaczęły pojawiać się różne istoty stworzone z ognia, takie jak smoki, kuce i gryfy. Każda istota co jakiś czas atakowała niebo różnokolorowymi, ognistymi pociskami. Stopniowo stworzenia znikły, a na niebie pojawiły się fajerwerki, które przez kilka chwil oświetlały niebo. Czerwony kuc zatoczył się do zmęczonego kompana. Wspólnie ledwo się tocząc doszli do stołu.

-Wiem, nie wyglądało to zbytnio widowiskowo, ale uwierzcie mi, w nocy te czary prezentują się wiele lepiej- odwrócił się do siedzącego Minor Sax'a- Ale ja przynajmniej zostawiłem sobie trochę energii na później.-uśmiechnął się- Znaj umiar i nie imponuj innym poza granicę twoich możliwości-dyskretnie przybliżył się do niego- Co jak co, ale twoja magia nie jest zbyt widowiskowa. Zbyt wielu klaczom ją nie zaimponujesz-powiedział w pełnej konspiracji.

Link to comment
Share on other sites

Minor przez dłuższą chwilę siedział otumaniony na swoim krześle. Gdy znów był w pełni sił postanowił odpowiedzieć Fire Hooves'owi.

-To co zaprezentowałem na podwórzu to nie była MOJA magia. Tak jak wspominałem moim talentem jest granie pure Muzik lub z małą domieszką magii, a Tamto to jej całkowite przeciwieństwo. Osobiście nie lubię Tamtej techniki, ale muszę Ją czasem ćwiczyć, gdyż sytuacjach krytycznych jest całkiem, a nawet bardzo przydatna.

Przyznam iż Tamta technika nie jest zbyt efektowna, lecz jest zdecydowanie efektywna.

-Ale nic to,

Link to comment
Share on other sites

Szara klacz wpatrywała się z podziwem w Fire Hooves'a i Minor Sax'a.

-Dlaczego ja tak nie umiem? - zapytała z żalem, po czym zwróciła się do muzyka: - Zagrasz jeszcze tak kiedyś? To było... wspaniałe!

Spojrzała na Fire Hooves'a i powiedziała: - Zrobisz zajączka? Wieeeesz, takiego ładnego, puchatego zajączka, który kica po łące! - poprosiła i jeszcze powiedziała: - ja niestety nie mam co pokazać, bo cóż, przygotowywanie mikstur nie jest jakieś widowiskowe. - Uśmiechnęła się.

Link to comment
Share on other sites

Szary ogier ruszył rzecz jasna za innymi ba zewnątrz, aby popatrzeć jak robią z siebie błaz... znaczy się, jak dają pokazy swoich nadzwyczajnych zdolności.

- Hmm... Interesujące... - stwierdził krótko Echo, gdy kuce się popisywały. Nawet wyciągnął że swojej sakwy notatnik i zaczął w nim coś zapisywać, utrzymując zeszyt jak i ołówek magią. Po chwili zamknął notes i wrzucił go do torby.

- Rzadko kiedy widuje się tak... rozwinięte talenty magiczne - przyznał. - Ale żebyście nie poczuli się zbyt dumni i nie popadli w samozachwyt dodam, że historia pamięta znacznie lepszych - dodał ze złośliwym uśmieszkiem. - Sam widziałem, można rzec - powiedział na koniec.

Link to comment
Share on other sites

Fire Hooves odwrócił się do Deezee.

-Zajączka?- wyglądał na wielce zamyślonego- Daj mi trochę odpoczynku i rysunek, a mogę spróbować. Choć ostrzegam, że taki puchaty to on nie będzie.

Teraz odwrócił się do Echo.

-Nie przeczę, były kuce, które osiągnęły wielokrotnie większy poziom magii niż ja. Ale muszę powiedzieć, że pokazy to ostatnie, o czym mogę powiedzieć, że się na tym znam. A nie sprecyzowałeś, co widziałeś. Bo jeśli był to pokaz jakiegoś wędrownego maga, to nie oczekuj zbyt wielkiej praktyczności czarów. Bo tak naprawdę nie liczy się moc ani potęga czarów, a umiejętność ich sprytnego używania-nawet sam nie zauważył, jak zaczął mówić mądrze.

Link to comment
Share on other sites

Szara klacz wyrwała Echo notatnik i ołówek, po czym narysowała w nim zajączka... zajączkopodobne. W każdym razie miało długie uszy, łapki i słodki pyszczek.

-O takiego zajączka! - zwróciła się do Fire Hooves'a, po czym powiedziała do Echo (Echa?): - przepraszam, ale twój notatnik był najbliżej!

Link to comment
Share on other sites

Klacz pokiwała głową.

-Pewnie, może być mały! - zawołała. - Ja lubię zajączki, nawet kiedyś jednym się opiekowałam. Jeszcze raz dziękuję!

Po czym zwróciła się do Echo (Echa?):

-Jeszcze raz przepraszam, ale ja napraaaawdę szybko chciałam tego króliczka narysować!

Link to comment
Share on other sites

Past Echo zmarszczył brwi na słowa Hoovesa.- Nie sprecyzowałem, racja. Wybacz. To był pewien jednorożec o imieniu Shining Flame, jeden z największych mistrzów magii związanej z ogniem w Equestrii. Żył jakieś dwieście lat temu, ale może o nim słyszałeś... No dobra, to teraz zabrzmiało nieco dziwnie, ale tak widziałem go. Na tym polega mój talent. Widzę przeszłość, wspomnienia związane z osobami, przedmiotami i miejscami. Przydatne w pracy. - A co, jak się wszyscy chwała tym co potrafią, to i Echo może! Po tym zwrócił się do Deezee.

- Nie szkodzi. W tym notesie jest i tak wiele bazgrołów, więc jeden zajączek nie zmienia zbyt wiele. W sumie ładnie narysowany - zarzucił pochwałą.

Link to comment
Share on other sites

- Widzę, że już zaaklimatyzowaliście się w towarzystwie innych podróżników. - powiedziała Twilight

- Myślę, że wszyscy są już gotowi do drogi i możemy ruszać w pierwszą zaplanowaną lokalizację. Co Wy na to? - zapytała prawie że przywódczym tonem.

Link to comment
Share on other sites

- Jestem gotowy. Jak zawsze zresztą - odparł BlackFlame wychylając kolejny kieliszek.

- Twilight. Jeżeli mogłabyś to powiedz gdzie się najpierw udamy. - dodał po chwili. Naprawdę nurtował go cel wyprawy. Zastanawiał się do czego mogą się przydać jego zdolności. Poza rozniecaniem ogniska oczywiście.

Link to comment
Share on other sites

-No to chyba nie zrobię ci tego króliczka-powiedział zamyślony Fire Hooves, lecz czuł, że powinien, bo obiecał. Po chwili wpadł na pomysł. Kilka okolicznych kuców mogło zauważyć niewielki płomyk nad jego głową(if you know what i mean)

- Kelner, mocna kawa z pięcioma łyżkami cukru-krzyknął do kelnera. Po chwili przyniósł on parujący kubek kawy. Czerwony kuc wyjął jedną z swoich buteleczek i wlał do kawy kilkanaście kropel. Wypił ciecz z kubka za jednym łykiem. Na jego twarzy można było zobaczyć odrazę- Ohydne jak diabli, ale daje kopa lepiej niż najsilniejsze kuce ziemne. Poczekaj chwilę-powiedział do Deezee.

Po chwili poczuł znajome uczucie spowodowane nagłym skokiem cukru w krwi. Niewielki zastrzyk energii dała też kawa i ostry sos, lecz wiedział, że to chwilowe uczucie-Dobrze, chodź na zewnątrz-skierował się do wyjścia-Nie wiem, ile zdołam utrzymać czary, ale sądzę, że kilkanaście sekund króliczek sobie pokica-doszedł do polanki tuż przed tawerną. Upewnił się, że Deezee stoi za nim. Jego róg się rozjaśnił.

-Tylko radzę go nie dotykać. Ogień ma niską temperaturę, ale i tak może poparzyć nieodpornego kuca.

Po chwili uformował zajączka. Wyszedł mu nawet lepiej niż się spodziewał. Przez prawię minutę kicał on kilka centymetrów nad ziemią, po czym wyskoczył w niebo i zniknął. Kuc lekko się zatoczył, lecz nadal dzielnie stał.

-I jak, podobało się?-zapytał się Deezee powoli i ostrożnie idąc do tawerny. Po chwili stał przy stoliku.

-Przepraszam za opóźnienie, ale już jestem gotowy- ciekawie się to kontrastowało z zmęczeniem wręcz bijącym od niego. Zauważył to- Na serio, mogę iść. Nie jest jeszcze ze mną tak źle. Bywałem w gorszych sytuacjach i mogłem iść.

Link to comment
Share on other sites

Subtle zerknął na Twilight z wyraźną wdzięcznością. Nie było mu łatwo tak od razu rozmawiać o osobistych sprawach z kompanami. Miał nadzieję, że podczas trwania wyprawy nieco się na nich otworzy i język mu się rozwiąże. Ale póki co...

- Jestem gotowy - poinformował zwięźle przywódczynię, po czym podopinał swój płaszcz i włożył na głowę kapelusz.

Link to comment
Share on other sites

 Share


Discord Server

Partnerzy

  • For Glorious Equestria
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts
×
×
  • Create New...