Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Mellie

Wyżal się.

Recommended Posts

2 godziny temu Zena92 napisał:

@Serena To może zabrzmieć dość dziwnie, ale najlepsze co można zrobić w twoim przypadku, kiedy nie radzisz sobie ze swoją sytuacją w domu to pójść do psychologa. Można podyskutować z nim naprawdę wiele spraw i dojść do ważnych wniosków. Może po kilku spotkaniach zrozumiesz na czym polega twój problem i uda Ci się naprawić relację ze swoimi bliskimi. Mogą Ci także zaproponować wzięcie udział w terapii grupowej. To by było nawet lepsze rozwiązanie. Sam na takie spotkania uczęszczam i spotkałem wiele osób z podobnymi do Twoich problemami. Pozdrawiam.

 

Dziwne to bardziej zabrzmiało w kwestii próby naprawienia relacji z bliskimi. Co do reszty się zgadzam. Dzwoniłam do poradni zdrowia psychicznego. Umówiłam się na nfz do psychiatry, bo muszę mieć skierowanie od niego do psychologa. Poza tym się muszę dowiedzieć co mi najlepiej pomoże. Termin na wrzesień dopiero mam. Przy czym jak mi coś wypadnie bo się trafi, że praca będzie to umówić się muszę na popołudnie. I tak sobie ustawię, że nie będę nic przekładać.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety, terminy zawsze są odległe jak to w naszej służbie zdrowia bywa. Jeśli chciałabyś się więcej dowiedzieć coś w tym temacie to pisz śmiało na priv.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu Zena92 napisał:

Niestety, terminy zawsze są odległe jak to w naszej służbie zdrowia bywa. Jeśli chciałabyś się więcej dowiedzieć coś w tym temacie to pisz śmiało na priv.

 

W kwestii mówisz jak wizyta u psychiatry wygląda czy o czym mówisz ?. Ja i tak za dużo nie piszę. Nie chcę narzekać i się użalać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyznam się, że nie czuję się rozumiana przez rodzinę, ich znajomych. Mam alergię na kakao. Jak zjem dużo to kicham jak osoba uczulona na pyłki.

I co słyszę weż czekoladkę, chodż na cukierka. Trudno mi zachować umiar potem. Wiem, że nie powinnam jeść czekolady. A na moje tłumaczenia o alergii to słabo to do nich dociera.

Byłam w Urzędzie Pracy i zamknęłam sprawę tamtej firmy(okazało się, że żadnych dokumentów nie złożyli). Dotarło do mnie, że na rodziców nie mogę nigdy liczyć i nie mam w nich wsparcia. Jedynie mogę na siebie liczyć.

Trochę to boli, ale trudno. Dla nich jest co innego ważne.

Czasem sobie myślę po co zrobiłam prawko. Poszłam na kurs w wieku 19 lat, bo zdaniem rodziców w wieku 18 lat byłam niedojrzała do tego. Na pierwszych jazdach z instruktorem czułam się tak jakby mnie ktoś za karę posadził, bo zdarzało mi się ze stresu płakać. Potem się przyzwyczaiłam. Od czasu jak mam dokument a mam go od 2011 roku nie jeżdżę w ogóle. Rozumiem to że auto kosztuje i rodziców nie byłoby stać na nie, ale nigdy nie pytali mnie czy chce pożyczyć auto. Boje się wsiąść za kółko i jechać po ulicy zwłaszcza jak masa idiotów jeździ.

Mam zamiar przeprowadzić się do Trójmiasta gdzie jest lepsza komunikacja miejska w związku z czym prawko nie będzie mi w ogóle potrzebne. Ogólnie mieszkam w takiej dzielnicy Elbląga że lepiej jest mieć auto bo autobusy rzadko jeżdżą.

Edited by Serena

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja matka taką szopkę odwala że hej. Co roku zamawia mszę za swoją mamę, mi i bratu każe chodzić z darami. Dzisiaj do mnie z pretensjami była czemu poszłam do pokoju, a poszłam tylko na chwilę bo włosy musiałam ułożyć. Ja też poszłam z odzywką do niej. Ona do mnie, że się burzę. Tylko, że mnie do tego prowokuje.

Pieprzy mi, że mam z ludżmi siedzieć przy stole i jej to kompletnie nie obchodzi, że w samotności czuję się o wiele lepiej.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu Serena napisał:

Moja matka taką szopkę odwala że hej. Co roku zamawia mszę za swoją mamę, mi i bratu każe chodzić z darami. Dzisiaj do mnie z pretensjami była czemu poszłam do pokoju, a poszłam tylko na chwilę bo włosy musiałam ułożyć. Ja też poszłam z odzywką do niej. Ona do mnie, że się burzę. Tylko, że mnie do tego prowokuje.

Pieprzy mi, że mam z ludżmi siedzieć przy stole i jej to kompletnie nie obchodzi, że w samotności czuję się o wiele lepiej.

 

Jak się u kogoś mieszka, to trzeba się dostosować. Wyprowadź się i spokój.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę że za bardzo się przejmujesz tym wszystkim. Skoro co roku macie mszę za babcie to widocznie waszej mamie jej brakuje. Nie gniewaj się o pretensje typu poszłam na chwilę do pokoju się uczesać a mama robi aferę. Mogła to być chwila zdenerwowania związana z tą sytuacją.

Wspólne siedzenie przy stole to pewnie po to żeby być bardziej zgraną rodziną. Nie warto się o to burzyć. Kiedyś będziesz maiła czas na bycie samotnym, bez rodziców, brata (a i teraz nie musisz z nimi siedzieć 24/7). Ciesz się tym póki jest.

 

Jak szukasz pracy to popytaj w urzędzie pracy o jakieś kursy. Kolega poszedł na kurs CNC i jakoś mu się udało załapać w normalnej firmie i wiedzie mu się nie najgorzej. Gadanie o tym co powinnaś robić możesz puszczać koło uszu. Chyba nie wywalą Cię z domu?

Edited by EmSki
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
15.07.2016 at 22:34 Serena napisał:

 

Czasem sobie myślę po co zrobiłam prawko. Poszłam na kurs w wieku 19 lat, bo zdaniem rodziców w wieku 18 lat byłam niedojrzała do tego. Na pierwszych jazdach z instruktorem czułam się tak jakby mnie ktoś za karę posadził, bo zdarzało mi się ze stresu płakać. Potem się przyzwyczaiłam. Od czasu jak mam dokument a mam go od 2011 roku nie jeżdżę w ogóle. Rozumiem to że auto kosztuje i rodziców nie byłoby stać na nie, ale nigdy nie pytali mnie czy chce pożyczyć auto. Boje się wsiąść za kółko i jechać po ulicy zwłaszcza jak masa idiotów jeździ.

Mnie mówili że bardzo ważne jest dbanie o własne potrzeby i uczucia, umiejętność ich wyrażania i rozmawiania o nich. Czasem rzeczywiście nie warto czekać aż ktoś inny zauważy twoją potrzebę i uczucia i coś z tym zrobi. Może lepiej było po prostu zapytać czy możesz pożyczyć auto. Wiem że to trudne. Sam mam z tym problem. Najpierw może będą niechętni, będą się bać że coś się stanie. Ale jak 2-3 razy wszystko będzie ok to będą mieli mniejsze problemy z tym. Budowanie zaufania to naprawdę ciężka praca. Tak samo jak z budowaniem zaufania do samego siebie i podnoszenie poczucia własnej wartości. Trzeba przede wszystkim próbować. Terapia grupowa ma tę cechę, że jesteś w kontakcie z innymi ludźmi i często porusza się dość trudne tematy i zachodzą różne relacje między pacjentami. Pod okiem specjalisty można bez większych konsekwencji spróbować różnych stylów zachowania lub przećwiczyć coś co w rzeczywistości byłoby bardzo trudne, chociażby zadbanie o własne potrzeby.

 

17.07.2016 at 11:29 Salto napisał:

 

Jak się u kogoś mieszka, to trzeba się dostosować. Wyprowadź się i spokój.

Cóż, takie dość cyniczne stwierdzenie raczej osobie w sytuacji Sereny nie pomoże, a wręcz rzuci ją w jeszcze głębszy dołek. Osoby z takimi problemami raczej nie stwierdzą że slogan "wyprowadź się i spokój" im pomoże. Prędzej wyraża brak niezrozumienia uczuć i sytuacji i jeszcze bardziej obniża własną samoocenę takiej osoby. To co tobie wydaje się być błahostką dla Sereny może być problemem nie do pokonania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu Zena92 napisał:

Lecz uważam że da się to przekazać w sposób bardziej przystępny dla takiej osoby z problemami.

 

A co jest nie przystępnego w "wyprowadź się i spokój"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie jest odpowiednie miejsce na taką dyskusję. Poza tym dlaczego tak uważam napisałem w jednej wcześniejszych wypowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie teraz Zena92 napisał:

To nie jest odpowiednie miejsce na taką dyskusję. Poza tym dlaczego tak uważam napisałem w jednej wcześniejszych wypowiedzi.

 

Skoro to nie jest odpowiednie miejsce na taką dyskusję, to po co ją zacząłeś?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Takie wyprowadzenie się dla spokoju byłoby dla mnie swoistym "spaleniem za sobą mostu". Warto powalczyć o dobre relacje z rodziną.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu Salto napisał:

 

Skoro to nie jest odpowiednie miejsce na taką dyskusję, to po co ją zacząłeś?

Zacząłem aby wytłumaczyć jak wygląda myślenie osoby z trudnościami i dlaczego lakoniczne "wyprowadź się i spokój" nie zadziała.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu EmSki napisał:

Takie wyprowadzenie się dla spokoju byłoby dla mnie swoistym "spaleniem za sobą mostu". Warto powalczyć o dobre relacje z rodziną.

 

A co ma jedno do drugiego?

 

1 minutę temu Zena92 napisał:

Zacząłem aby wytłumaczyć jak wygląda myślenie osoby z trudnościami i dlaczego lakoniczne "wyprowadź się i spokój" nie zadziała.

 

No tak, lepiej mówić że wszystko będzie dobrze i owijać w bawełnę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiem tak: Jedynie zrozumie to ktoś kto przez to samo przeszedł i miał nadopiekuńczych rodziców.

Niektórzy z was przez to nie przeszli i tego nie pojmują.

Tylko, że tak jest. Mam 25 lat i nadopiekuńczych rodziców. Nie mam własnego życia. Żadnej prywatnej przestrzeni. I tak owszem mam zamiar się z domu wyprowadzić gdy znajdę pracę. Od wczoraj już wysyłam CV do trójmiejskich firm.

Zwykły przykład: Sylwester - idę na dyskotekę. Moja matka mi mówi, że mam wrócić o tej godzinie, bo ona to nie może spać.

Edited by Serena
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

I tak się już we mnie pojawia to poczucie, że szkoda mi nerwów na to by się nimi przejmować. Robię swoje i dążę do wyprowadzki z domu. Wiara moja wzrosła, że mi się uda.

Inne zachowanie jakie widzę u mojej matki to te, że dla twojego dobra to ty powinnaś więcej z ludżmi przebywać jej zdaniem.

Moim to jest tak: Nie zna mnie. Zawsze dla niej było wszystko inne ważniejsze. Nigdy nie pytała się co u mnie i jak się czuje. Poza tym jako dziecko jak jej mama żyła to widziałam podobny mechanizm kontrolowania. Krzyki, wrzaski o to, że dlaczego wracasz póżno z pracy.

Dzięki swojej pasji to o dziwo nie sądziłam, że ja coś mogę kochać. Zawsze myślałam, że nie jestem do tego zdolna. Poza tym przestało mi zależeć na ich uwadze, aprobacie. Niech mi nie pomagają w niczym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sry, że przerywam, ale tylko chcę coś z siebie wyrzucić
Czuję się beznadziejnie, od wielu miesięcy... a może i od ponad roku? nie odczułam szczęścia, radości, nie byłam wesoła. Odczuwałam tylko smutek... teraz nie czuję nic. Zero. Null. Jeżeli ciało jest naczyniem na duszę to czuję się jak rozbity słoik. Jeżeli już coś robię to robię to, bo mi matka karze, a nie chce słuchać kolejnego darcia mordy "ty mała upośledzona leniwa kurwo".
Każdego dnia myślę o zapierdoleniu się, zgromadziłam 6 opakowań Apapu, ale boję się, że to za mało i skończę co najwyżej w kolejce do przeszczepu wątroby i nerek.
Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, nikogo do wyżalenia się. W sumie to jestem teraz już tak samotna, że gdybym ogłosiła wśród moich "znajomych", że oddam milion złoty w gotówce to nikt by tego nie usłyszał.
Mam psa... co prawda musi mieszkać u dziadka, ale codziennie odwiedzam Lulu. Lecz mam już tak uszkodzoną psychikę, że nawet więzi emocjonalnej do psa nie mogę wytworzyć.
Chciałabym wrócić do psychiatryka, nikt by na mnie nie krzyczał, nie poniżał, nie obrażał. Leżałabym sobie całymi dniami na sali, a wieczorami pytała się i rozmawiała gdzie można w Łodzi zdobyć coś żeby się zaćpać. Dawaliby mi leki psychotropowe, a kto wie, może bym dostała coś od lekarza o działaniu narkotycznym?
Żyję tak, jakby jutro miało być gorsze. Idę spać z myślą, że już nigdy się nie obudzę. A potem przychodzi rozczarowanie.
Z całego serca pragnę umrzeć, choćby w długotrwałych cierpieniach, ale brakuje mi odwagi żeby ze sobą skończyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minuty temu Agleć ^^ napisał:

Sry, że przerywam, ale tylko chcę coś z siebie wyrzucić
Czuję się beznadziejnie, od wielu miesięcy... a może i od ponad roku? nie odczułam szczęścia, radości, nie byłam wesoła. Odczuwałam tylko smutek... teraz nie czuję nic. Zero. Null. Jeżeli ciało jest naczyniem na duszę to czuję się jak rozbity słoik. Jeżeli już coś robię to robię to, bo mi matka karze, a nie chce słuchać kolejnego darcia mordy "ty mała upośledzona leniwa kurwo".
Każdego dnia myślę o zapierdoleniu się, zgromadziłam 6 opakowań Apapu, ale boję się, że to za mało i skończę co najwyżej w kolejce do przeszczepu wątroby i nerek.
Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, nikogo do wyżalenia się. W sumie to jestem teraz już tak samotna, że gdybym ogłosiła wśród moich "znajomych", że oddam milion złoty w gotówce to nikt by tego nie usłyszał.
Mam psa... co prawda musi mieszkać u dziadka, ale codziennie odwiedzam Lulu. Lecz mam już tak uszkodzoną psychikę, że nawet więzi emocjonalnej do psa nie mogę wytworzyć.
Chciałabym wrócić do psychiatryka, nikt by na mnie nie krzyczał, nie poniżał, nie obrażał. Leżałabym sobie całymi dniami na sali, a wieczorami pytała się i rozmawiała gdzie można w Łodzi zdobyć coś żeby się zaćpać. Dawaliby mi leki psychotropowe, a kto wie, może bym dostała coś od lekarza o działaniu narkotycznym?
Żyję tak, jakby jutro miało być gorsze. Idę spać z myślą, że już nigdy się nie obudzę. A potem przychodzi rozczarowanie.
Z całego serca pragnę umrzeć, choćby w długotrwałych cierpieniach, ale brakuje mi odwagi żeby ze sobą skończyć.

 

Nie jestem specjalistą, ale zacznij pisać wiersze. Tak dla siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@ Temat wyżej 
Ja mam 21 lat i co do spraw jeżeli chodzi o wychodzenie i takie tam opowiem wam coś z mojego doświadczenia. Do 18 byłem wychowywany wręcz pod kloszem, po 18 moi rodzice wyszli z założenia że swoje zrobili i jak se pościelę tak się wyśpię - głownie to zawdzięczam pewnym wydarzeniom o których zaraz wam powiem. Gdy miałem 17 lat to pojechałem na imprezę mówiąc że wrócę tego samego dnia i że jadę na takie ognisko ze znajomymi gdzie ogólnie będzie grzecznie. Wróciłem na drugi dzień z rozjebanym telefonem, kacem jak stąd do księżyca, śmierdzący wódą na 100m. Chyba większej awantury nie miałem w domu, oczywiście był szlaban na internet wychodzenia i td. Cóż... parę tygodni później postanowiłem to powtórzyć. Głównie dlatego że wszyscy z mojego otoczenia jeździli imprezowali ogólnie strasznie zazdrościłem im tego a przede wszystkim tego że nie byli wychowywani pod kloszem tak jak ja. Chciałem tego zasmakować, zobaczyć jak to jest zaszaleć a nie siedzieć przywiązany jak kundel do swojej budy bo - "Ojeju jesteś za młody, coś ci się stanie lepiej idź się poucz albo posprzątaj pokój". Między czasie również mieszkałem w internacie gdzie wychowawcy bardzo skrupulatnie spełniali prośby rodziców. Zacząłem z czasem się otwierać na nowe znajomości i robić kolejne odpały + do tego sztuka negocjacji urabiania rodziców i wychowawców doprowadziła do tego że po tych wydarzeniach rodzice stwierdzili że cokolwiek by mi powiedzieli i tak zrobię to po swojemu. Oczywiście cokolwiek się wtedy działo starałem się to robić ze zdrowym rozsądkiem (czasem różnie to wychodziło zawsze była ta doza rozsądku). Do czego dążę, niekiedy rodzicom się zaradza przesadzić jeżeli chodzi o stawianie przez nich granic więc niekiedy trzeba delikatnie lub stanowczo pokazać że też mamy prawo wyrazić swoje zdanie na temat tych granic i zacząć je umiejętnie przesuwać (nie burzyć ich całkowicie a przesuwać). 

@Agleć ^^

Powiem tak... Po apapie to co najwyżej to Ciebie porządnie szczyści i dostaniesz nie przyjemnego zatrucia, także nie warto. Co do tego strachu przed ostatecznym krokiem... też to miałem nie raz i tyle powiem że Depresja to gówno i jakkolwiek kto by to opisywał tego się nie da zobrazować gdyż ma wymiar indywidualny. Kiedyś mój kumpel "tańczył sobie" na linie pod sufitem aż jego matka gdy to zobaczyła przerwała ten balet... gdy mi to opowiadał wspomniał że w trakcie żałował tego i chciał to przerwać gdyż zobaczył najpiękniejsze momenty swojego życia i dziękował matce że wtedy przyszła. Ćpać ? Nie polecam przy depresji, bo w tedy masz bad tripa i uczucie się pogłębia. Chcesz pogadać ? To wbijaj na pw, nie gryzę, lubię gadać. sam próbuję wyjść z depresji to akurat może będzie nam raźniej ;) . 

Edited by Bluedraft

Share this post


Link to post
Share on other sites
godzinę temu Agleć ^^ napisał:

Sry, że przerywam, ale tylko chcę coś z siebie wyrzucić
Czuję się beznadziejnie, od wielu miesięcy... a może i od ponad roku? nie odczułam szczęścia, radości, nie byłam wesoła. Odczuwałam tylko smutek... teraz nie czuję nic. Zero. Null. Jeżeli ciało jest naczyniem na duszę to czuję się jak rozbity słoik. Jeżeli już coś robię to robię to, bo mi matka karze, a nie chce słuchać kolejnego darcia mordy "ty mała upośledzona leniwa kurwo".
Każdego dnia myślę o zapierdoleniu się, zgromadziłam 6 opakowań Apapu, ale boję się, że to za mało i skończę co najwyżej w kolejce do przeszczepu wątroby i nerek.
Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, nikogo do wyżalenia się. W sumie to jestem teraz już tak samotna, że gdybym ogłosiła wśród moich "znajomych", że oddam milion złoty w gotówce to nikt by tego nie usłyszał.
Mam psa... co prawda musi mieszkać u dziadka, ale codziennie odwiedzam Lulu. Lecz mam już tak uszkodzoną psychikę, że nawet więzi emocjonalnej do psa nie mogę wytworzyć.
Chciałabym wrócić do psychiatryka, nikt by na mnie nie krzyczał, nie poniżał, nie obrażał. Leżałabym sobie całymi dniami na sali, a wieczorami pytała się i rozmawiała gdzie można w Łodzi zdobyć coś żeby się zaćpać. Dawaliby mi leki psychotropowe, a kto wie, może bym dostała coś od lekarza o działaniu narkotycznym?
Żyję tak, jakby jutro miało być gorsze. Idę spać z myślą, że już nigdy się nie obudzę. A potem przychodzi rozczarowanie.
Z całego serca pragnę umrzeć, choćby w długotrwałych cierpieniach, ale brakuje mi odwagi żeby ze sobą skończyć.

 

Witaj droga koleżanko, mam nadzieję, że wolno mi się tak zwracać, jestem w szoku, rozumiem, że życie lubi dawać w kość, czasem okres niedoli może trwać kilka miesięcy nieraz kilka lat. Nie wszystko układa się tak jakbyśmy tego oczekiwali, ale zawsze gdzieś na skraju jest ta nadzieje ten promyk, jedna mała iskierka, która chce rozbłysnąć milionem gwiazd. Wiem, że większość pomyśli, że piszę od rzeczy, ale cóż, tak racja nie mogę powiedzieć, że czuję to samo, ale czytając to poczułem ten sam ból, jakby moją skroń przecinało milion żyletek. Nie mam w sercu pustki, jak i w duszy, ale jednak uważam, że kończyć z sobą, życie może być piękne należy mu dać szansę, wiem jak to wygląda, jednak nie szukaj zwolenników w tej metodzie pozbycia się siebie. Trafienie do psychiatryka może okazywać się z jednej strony prostym wyjściem, ale nim nie jest, przebywając z kimś chłoniemy jego odbiór na świat i to jest prawdą, za równo można podczepić to pod dobrą jak i złą stronę. Jeżeli chodzi o branie psychotropów znam osobę, która właśnie po nich, no cóż popełniła samobójstwo, mimo, że na co dzień była normalną osobą, a może ja nie wiedziałem o niej dosyć. Samotność jest największym bólem niema nic gorszego nisz zewsząd ogarniająca ciebie pustka, ale cała czas możesz żyć, wiem, że moje słowa wydadzą się banalnie i wiem, że mogą ciebie nawet urazić, aczkolwiek pamiętaj twoje szczęście zależy tylko od ciebie samej i nikogo więcej, jednak niestety nie jest to tak proste jak może brzmieć. Ale to ty podejmujesz tę ostateczną decyzję, czy chcesz, czy też nie być szczęśliwą. Wiem, że nie mogę mówić w ten sposób, bo wcale ciebie nie znam i nie wiem ile krzywd doznałaś, ale wierzę, że jakaś cząstka ciebie chce żyć. Pozwól tylko nabrać sobie oddechu, daj następnemu dniu drugą szanse, a może stanie się on tym najpiękniejszym. Utraconą radość ciężko do siebie przywrócić to nie jest coś to przychodzi z minutą, na to potrzeba czasu, ale gdy już da się tą szanse życiu i samemu sobie, to jest ona tą najpiękniejszą, taką, o którą walczyłaś i zdobyłaś ją w pocie czoła i krzywd. Ale cóż jest piękniejszego od uczucia, jeżeli twój czyn mógłby zmienić życie innych, dać nadzieję, a to jest jedna z najpiękniejszych rzeczy jaką można dać człowiekowi.Niestety znacznie łatwiej odebrać nadzieję, niż ją ponownie zaszczepić, obudzić w człowieku. Spójrz na życie inaczej, jeżeli nie jesteś w stanie obudzić w sobie tej radości szczęścia, dojrzyj ją w tych, którzy ciebie otaczają, może wtedy uda ci się odczuć to uczucie na nowo, a może i znacznie więcej.

 

46 minuty temu Bluedraft napisał:

@ Temat wyżej 
Ja mam 21 lat i co do spraw jeżeli chodzi o wychodzenie i takie tam opowiem wam coś z mojego doświadczenia. Do 18 byłem wychowywany wręcz pod kloszem, po 18 moi rodzice wyszli z założenia że swoje zrobili i jak se pościelę tak się wyśpię - głownie to zawdzięczam pewnym wydarzeniom o których zaraz wam powiem. Gdy miałem 17 lat to pojechałem na imprezę mówiąc że wrócę tego samego dnia i że jadę na takie ognisko ze znajomymi gdzie ogólnie będzie grzecznie. Wróciłem na drugi dzień z rozjebanym telefonem, kacem jak stąd do księżyca, śmierdzący wódą na 100m. Chyba większej awantury nie miałem w domu, oczywiście był szlaban na internet wychodzenia i td. Cóż... parę tygodni później postanowiłem to powtórzyć. Głównie dlatego że wszyscy z mojego otoczenia jeździli imprezowali ogólnie strasznie zazdrościłem im tego a przede wszystkim tego że nie byli wychowywani pod kloszem tak jak ja. Chciałem tego zasmakować, zobaczyć jak to jest zaszaleć a nie siedzieć przywiązany jak kundel do swojej budy bo - "Ojeju jesteś za młody, coś ci się stanie lepiej idź się poucz albo posprzątaj pokój". Między czasie również mieszkałem w internacie gdzie wychowawcy bardzo skrupulatnie spełniali prośby rodziców. Zacząłem z czasem się otwierać na nowe znajomości i robić kolejne odpały + do tego sztuka negocjacji urabiania rodziców i wychowawców doprowadziła do tego że po tych wydarzeniach rodzice stwierdzili że cokolwiek by mi powiedzieli i tak zrobię to po swojemu. Oczywiście cokolwiek się wtedy działo starałem się to robić ze zdrowym rozsądkiem (czasem różnie to wychodziło zawsze była ta doza rozsądku). Do czego dążę, niekiedy rodzicom się zaradza przesadzić jeżeli chodzi o stawianie przez nich granic więc niekiedy trzeba delikatnie lub stanowczo pokazać że też mamy prawo wyrazić swoje zdanie na temat tych granic i zacząć je umiejętnie przesuwać (nie burzyć ich całkowicie a przesuwać). 

@Agleć ^^

Powiem tak... Po apapie to co najwyżej to Ciebie porządnie szczyści i dostaniesz nie przyjemnego zatrucia, także nie warto. Co do tego strachu przed ostatecznym krokiem... też to miałem nie raz i tyle powiem że Depresja to gówno i jakkolwiek kto by to opisywał tego się nie da zobrazować gdyż ma wymiar indywidualny. Kiedyś mój kumpel "tańczył sobie" na linie pod sufitem aż jego matka gdy to zobaczyła przerwała ten balet... gdy mi to opowiadał wspomniał że w trakcie żałował tego i chciał to przerwać gdyż zobaczył najpiękniejsze momenty swojego życia i dziękował matce że wtedy przyszła. Ćpać ? Nie polecam przy depresji, bo w tedy masz bad tripa i uczucie się pogłębia. Chcesz pogadać ? To wbijaj na pw, nie gryzę, lubię gadać. sam próbuję wyjść z depresji to akurat może będzie nam raźniej ;) . 

 

Mam 18 lat, można rzec, że mało wiem o życiu, ale swoje widziałem, a najgorsze co mnie zabija wręcz od środka jest nie tylko człowiek robiący krzywdę drugiemu, ale również ten, który robi ją sobie, wiem jak wiele nie zauważamy, jak wiele pomijamy i jak często przechodzimy obojętni. Do czasu, aż nie zobaczy się czegoś na własne oczy. Miałem kiedyś taki ból trwał on ja wiem do końca pierwszej klasy gimnazjum. Był to moment, w którym "przyjaciele" byli najważniejsi, podążało się często za nimi, wiele głupot, mało własnego ja. To co popularne jest dobre, to co pozwala się poczuć lepszym dobre, w tych przekonaniach byłem. Do czasu aż w wakacje spotkałem osobę chcącą odebrać sobie życie. To zmieniło mnie, dzięki temu mogłem spojrzeć na wszystko od nowa, inaczej. Gdyby nie ten incydent prawdopodobnie nie byłoby mnie tutaj. Rozpoczęcie drugiej gimnazjum było dla mnie największym upokorzeniem poczułem wtedy to, co czyli inni gdy ja i moja grupa się śmiali, byłem najdalej jak się dało od tego, nie byłem w stanie się przez pierwszy czas cieszyć i działo się to wszystko stopniowo, ale udało mi się oddalić od ludzi, od których powinienem zrobić to już dawno temu. Jednak zawsze mogłem liczyć na swoją rodzinę w każdej sprawie, dziękuję mojej mamie, że zabroniła mi wyjść te kilka razy, w tym okresie kiedy proponowano mi narkotyki, na moje szczęście zadziałało wszystko tak, że do dzisiaj walenie z wiadra jest dla mnie swego rodzaju zagadką. Trzecie gimnazjum spędzałem czas z osobami, które na to zasługiwały. Byłem szczęśliwy, jednak cały czas utrzymywałem kontakt z osobą, która w tamtym czasie cały czas prosiła mnie o argumenty "Dlaczego ma żyć" "Co ją ma trzymać przy życiu" - Było to bardzo trudne, nie miałem wiedzy o bólu, żeby móc stosować jakiś argument, nie miałem prawa mówić tej osobie jak ma żyć, przeżyła znacznie więcej, utraciła wszystkich, których miała i to co kochała, a jednak odważyłem się. W technikum poznałem jeszcze lepszych ludzi, mających wyrobione zdanie, wreszcie tam szanuje się czyjeś poglądy jest tak jak ma być, wiem jednak, że nie wszyscy mają tyle szczęścia i nad tym właśnie strasznie ubolewam.

 

Czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce dla młodego optymisty, który lubi zawierać nowe znajomości?

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu Zena92 napisał:

A może jednak kogoś kochasz. Kogoś żywego i kogoś niezwiązanego z twoją rodziną.

 

Niestety nie mam takiej osoby. Jedynie to kocham motoryzację. Nie potrafię ufać ludziom, bo w domu ciągle słyszałam jacy oni są. Słyszałam też jacy ludzie są dwulicowi, okropni. Nie mam żadnych znajomych. Z początku sądziłam, że to normalne bo skoro w domu nikt nie ma. Przestałam się nimi przejmować, bo szkoda mi na to nerwów. Skupiam się bardziej na sobie. Atmosferę w domu to mam tak sztuczną, męczącą. I jak moja mama rozmawia z koleżanką to taką dwulicowość czuje. Poznałam ludzi od złej strony.

8 godzin temu Eter napisał:

I rozumiem że mając te 24 / 25 lat gdy mówią Wam że macie wrócić o tej i o tej godzinie to nie potraficie pokazać środkowego palca? Heh... :forgiveme:

Nie każdy ma taki charakter, że coś takiego potrafi zrobić.

godzinę temu Salto napisał:

 

To akurat dobrze robi. Jak się mieszka u rodziców, to trzeba się do nich dostosować. 

Ty chyba nie przeszedłeś przez kwestie zwaną nadopiekuńczy rodzice. Co innego jest dla mnie to jak nie jestem pełnoletnia. Tylko ja mam więcej niż 18 lat.  I nigdy nie miałam własnego prywatnego życia. Brakuje mi tego. A myślisz, że dla mnie to jest fajne, że przez całe moje życie nigdy rodzice nie pytali się co u mnie, a dla nich jedynie było ważniejsze to co w szkole. Nigdy ich nie obchodziło to co ja czuję. A pojawiła się dziewczyna mojego brata i uwagę poświęcają jej, nowy pies i uwaga poszła na nich. Ja w odstawkę poszłam. Przestałam się nimi przejmować.

 

Poznałam jak to jest jak się depresja do ciebie dobiera. Nigdy za nic nie byłam chwalona. Głównie krytykowana. Nie rozumiałam tego, że jak najzwyklejszy blog w 2 miesiące mógł mieć 2500 odsłon. Nikt mi nie mówił, że jestem w czymś dobra, a nieraz słyszałam jak mój brat chwalił dziewczynę, że jest w tym i tym dobra. Skasowałam bloga (tamta wersja). Potem gryzło mnie sumienie, zaczęłam mieć wszystko gdzieś, leżałam w łóżku i myślałam głównie o tym gdzie się okaleczyć. W wieku 16 lat po raz pierwszy się okaleczyłam. Jedynie to robię jak czuje duże napięcie psychiczne. Dawniej się okaleczyłam, bo rówieśnicy mi dokuczali. W domu słyszałam, że to przez ciebie wszystko.

Edited by Serena

Share this post


Link to post
Share on other sites
godzinę temu Salto napisał:

 

To akurat dobrze robi. Jak się mieszka u rodziców, to trzeba się do nich dostosować. 

Hah. Ja uważam że człowiek pełnoletni powinien mieć trochę więcej swobody niż ktoś kto ma 15 lat. Tutaj chodzi po prostu że rodzice często nie chcą zaakceptować że dziecko już dorosło i zamiast pomagać mu "wyfrunąć" to jeszcze bardziej podcina mu się skrzydła. Mi na szczęście udało mi się wyjechać na studia więc nikt nie stoi nade mną i nie mówi co mam robić, lecz raz na kilka dni muszę zdać relację przez telefon niestety co i tak jest dużo wygodniejsze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu Zena92 napisał:

Hah. Ja uważam że człowiek pełnoletni powinien mieć trochę więcej swobody niż ktoś kto ma 15 lat. Tutaj chodzi po prostu że rodzice często nie chcą zaakceptować że dziecko już dorosło i zamiast pomagać mu "wyfrunąć" to jeszcze bardziej podcina mu się skrzydła. Mi na szczęście udało mi się wyjechać na studia więc nikt nie stoi nade mną i nie mówi co mam robić, lecz raz na kilka dni muszę zdać relację przez telefon niestety co i tak jest dużo wygodniejsze.

No właśnie tu jest inaczej. Tak jest u mnie nie rozumieją tego. Jedynie dzięki pasji, której oni nie akceptują (bo jak to dziewczyna może się interesować motoryzacją) czuje, że żyję. Moje życie jest inne. Nigdy się nie uśmiechałam bez powodu. Rzadko to robiłam. Teraz to jak sama jestem w pokoju często mi się zdarza.

A jestem jedyną osobą w domu co uprawia sport, ma pasje. Zaczęłam mówić, że coś mi się nie podoba. A zwłaszcza to jak mi mama mówi, że dla twojego dobra powinnaś przebywać więcej z ludźmi. A na razie w domu jestem i szukam pracy w Trójmieście, bo chcę jak najdalej być od rodziny. Moja matka mnie nie zna i nie wie, że zraziłam się do przebywania z rówieśnikami dzięki złym doświadczeniom i braku wsparcia w domu. Poza tym o czym miałam z nimi rozmawiać jak mam nadopiekuńczych rodziców.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu Agleć ^^ napisał:

Sry, że przerywam, ale tylko chcę coś z siebie wyrzucić
Czuję się beznadziejnie, od wielu miesięcy... a może i od ponad roku? nie odczułam szczęścia, radości, nie byłam wesoła. Odczuwałam tylko smutek... teraz nie czuję nic. Zero. Null. Jeżeli ciało jest naczyniem na duszę to czuję się jak rozbity słoik. Jeżeli już coś robię to robię to, bo mi matka karze, a nie chce słuchać kolejnego darcia mordy "ty mała upośledzona leniwa kurwo".
Każdego dnia myślę o zapierdoleniu się, zgromadziłam 6 opakowań Apapu, ale boję się, że to za mało i skończę co najwyżej w kolejce do przeszczepu wątroby i nerek.
Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, nikogo do wyżalenia się. W sumie to jestem teraz już tak samotna, że gdybym ogłosiła wśród moich "znajomych", że oddam milion złoty w gotówce to nikt by tego nie usłyszał.
Mam psa... co prawda musi mieszkać u dziadka, ale codziennie odwiedzam Lulu. Lecz mam już tak uszkodzoną psychikę, że nawet więzi emocjonalnej do psa nie mogę wytworzyć.
Chciałabym wrócić do psychiatryka, nikt by na mnie nie krzyczał, nie poniżał, nie obrażał. Leżałabym sobie całymi dniami na sali, a wieczorami pytała się i rozmawiała gdzie można w Łodzi zdobyć coś żeby się zaćpać. Dawaliby mi leki psychotropowe, a kto wie, może bym dostała coś od lekarza o działaniu narkotycznym?
Żyję tak, jakby jutro miało być gorsze. Idę spać z myślą, że już nigdy się nie obudzę. A potem przychodzi rozczarowanie.
Z całego serca pragnę umrzeć, choćby w długotrwałych cierpieniach, ale brakuje mi odwagi żeby ze sobą skończyć.

Psychologiem nie jestem, nie pomogę. Ale proszę, przesłuchaj tej piosenki:

 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...