Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

White

,,Tak, to tylko moja paranoja'' - Pomyślała po rozejrzeniu się na boki. Zaraz potem spojrzała znowu na Pumpkin która wyglądała już dużo lepiej. Jakby odnalazła swój spokój i jeszcze coś. White nie do końca była pewna co to takiego ale słowa klaczy rozwiały wszystkie wątpliwości. - No ładnie - Powiedziała zadowolona. - To dobre nastawienie - Sama z niego często korzystała. Pamiętała każdą chwilę w której cel przewyższał strach... I robiła to co uważała za słuszne. 

 

Gdy dotarli do domu pozwoliła Pumpkin streścić wszystko co zaszło po drodze. Nie wyglądało to najlepiej. Crimson, nawet jeśli wszystko się uda w tym mieście jest skończona. Co gorsza, w reszcie też jeśli gwardia roześle listy gończe więc zostaje jej ukrycie się na czarnym rynku. Pytanie jednak co to za życie? Pod pewnymi względami nie różniło się to od sporej celi... Ale to nie były problemy na teraz. Najpierw trzeba rozwiązać jeden a dopiero potem kolejne. Sukcesywnie, raz po razie a potem sprawy się układają. Dla White zawsze to działało. 

- Cieszę się że chcesz pomóc - Powiedziała. - Doceniam wdzięczność... Wydaje mi się że lepiej będzie jeśli się rozdzielimy żeby gwardia nie widziała nas razem - Nie była pewna że wszystko się uda ale wolała tego głośno nie mówić przez wzgląd na Pumpkin. - Pozostaje kwestia sygnału. Takiego który przejdzie pod okiem gwardii a mi powie że to dobry moment... Chyba że obejdzie się bez niego - Spojrzała na ogiera. - Ile czasu trwa sprawdzanie zapasów? Bo może mogłabym obserwować posterunek gdzieś z boku i widząc was, przystąpić do akcji. 

 

Batty

Skineła głową na wyjaśnienia Lance'a. Najwyraźniej dla niej kupowanie najpotrzebniejszych rzeczy było chlebem powszednim. 

- Daj spokój Pearl - Powiedziała nie spodziewając się od niej przeprosin. Nie o to jej chodziło. - Mam podobne myśli, sama najchętniej bym ich odstrzeliła... Jeszcze jeden raz nie zrobiłby dużej różnicy a świat byłby nieco lepszym miejscem - Skrzywiła się. - Ale cenię własne życie, to nie miejsce na bycie dobrym gdy chroni ich przeklęte prawo - Pokręciła głową. Tak po prostu nie powinno być. - Ruszajmy po znowu zostawią nas w tyle. 

 

Sinister 

- No no, już nie udawaj takiej porządnej panny - Zganiła ją patrząc z niezadowoleniem. ,,Liczyłam na to że zdechniesz''- Pomyślała wiedząc że ta gra najwyraźniej trochę potrwa. ,,Ale to tylko dlatego że to oznacza moją wygraną'' - Dodała jakby się okazało że D opanowała również telepatię. - I muszę przyznać że cwane pomyślane z takim użyciem magii, sama nie wiem czy bym na to wpadła... Ale przyznaj że to nie twój pierwszy raz z taką próbą prawda? Miałaś więcej szans. - Stwierdziła umniejszając jej sukces. Nie chciała być gorsza. Rzuciła kością i znowu wypadła dwójka. Skrzywiła się na ten widok ale go nie skomentowała. - Pewnie bym ją zabiła. To nie jest do końca wybór a konieczność... Jest silniejsza ode mnie i chce mojej mocy, samo to już mówi wszystko - Ruszyła na swoje pole. - Musiałabym ją zabić zanim doszła by do siebie po wskrzeszeniu by samej móc żyć - Nie brzmiała jednak na zdeterminowaną. - A gdybyś była w to zamieszana... Pewnie próbowałabym cię przekonać, nie wiem czy by się udało ale jeśli nie to prawda jest taka że nie wiele to zmienia. Najwyżej po zabiciu jej, zabiłabyś mnie - Wzruszyła ramionami. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites


Baltimare

- Sygnał byłby korzystny, a my byśmy wiedzieli, że wszystko przebiega zgodnie z planem - powiedział nagle ogier, ale chyba nie miał pomysłu jak mógłby wyglądać owy sygnał.

- Chyba wiem co możemy zrobić - Pumpkin podała White małe lusterko. - Gdybyś użyła magii byłoby to zbyt widoczne, ale gdybyś na chwilę wykorzystała światło słońca tak aby mnie oślepiło będziemy wiedzieli, że tam jesteś i tylko czekasz na nas - Ogier przytaknął nie dodając nic w sprawie tej części planu.

- Czas na sprawdzenie? - podrapał się lekko po brodzie. - Zależy od ilości towaru, który przygotujemy. Zbiory były ostatnio obfite, więc możemy zyskać dla ciebie co najmniej godzinę. Im więcej też towaru tym większe szanse, że wszyscy na chwilę opuszczą posterunek. Raczej nie będą spodziewali się kradzieży czy ucieczki będąc niedaleko

- Co o tym myślisz? - spytała zaciekawiona Pumpkin.


Podejrzane miasteczko

Klacz chociaż początkowo była wyraźnie zaskoczona reakcją Batty równie szybko też się uśmiechnęła. Najwyraźniej bardzo jej zależało i cieszyła się, że jej towarzyszka potrafi zrozumieć jej emocje, a nawet czuła podobnie.
Na zewnątrz Lance i Spear stali już koło sklepu czekając na nie. Nie widać było niedawnych agresorów, a miejscowi najemnicy robiący tu za stróży prawa już wrócili na swój posterunek. Podobnie jak pod motelem i tutaj był jakiś ogier, ale ten nie zwracał uwagi na przejezdnych zbyt zajęty zwracaniem resztek pokarmu zmieszanych z alkoholem. Zapach z pewnością nie należał do przyjemnych, ale nikt nie zwracał na to uwagi.
W środku jak się okazało sklep nie był bogaty w towar. Był to niewielki sklep z dość mało przyjemnym sprzedawcą, który nie wyglądał jakby dbał za często o higienę. Kopytem dłubał w swoim uchu opierając się o ladę i ze znużeniem spojrzał na nowych klientów, ale nic nie powiedział. Towar choć nie pierwszej jakości miał podniesioną cenę. Wszystko wskazywało, że mógł sobie na to pozwolić przez brak konkurencji.
Warzywa nie wyglądały najlepiej, były z pewnością jadalne, ale nie wyglądały na świeże. Podobnie zresztą było z pieczywem. Najbezpieczniej wyglądało słone spakowane jedzenie jak paluszki czy chipsy.

- Czy to jest to co myślę? - spytał Spear niemal z odruchem wymiotnym. Jak się okazało ogier patrzył na mięso, nie wyglądało na zepsute, ale mimo wszystko mięso.

- Podobno niektórzy sponyfikowani są gotowi je jeść, nawet jeśli oznacza to dla nich niestrawność i inne problemy gastryczne, to ich wyraz buntu i pokaz, że nadal są tym kim byli - Lance też nie wyglądał na zachwyconego tym znaleziskiem, kiedy tłumaczył, a Lance mruknął coś o barbarzyńcach. - Bierzcie, to co najdłużej wytrzyma podróż. Ja rozejrzę się za płynami

Pearl, która się oddaliła kawałek poszła w międzyczasie na bok i znalazła lodówkę, a tam coś przez co nie była w stanie się powstrzymać żeby nie oblizać lekko pyszczka. Rozejrzała się czy ktoś patrzy, a kiedy była pewna sięgnęła kopytkiem po lody. Widać czas spędzony na ukrywaniu się przed potworami, a potem wycieczka po pustyni wzbudziła w niej tęsknotę za tym lodowym przysmakiem i była gotowa nadszarpnąć nieco nieplanowanej gotówki żeby znów go spróbować. Wybór nie był bogaty, bo składał się ze zwykłych lodów czekoladowych i śmietankowych, ale najwyraźniej nie miało to dla niej znaczenia.


Nieznane miejsce

- Zastanawia mnie jakie masz o mnie myśli - zmarszczyła brwi. - Myślisz, że jestem bardziej niegrzeczna niż się wydaje? Może myślisz, że mam nawet swój harem? - Delikatnie się uśmiechnęła. - I nie, nie zdechnę tak łatwo. Chyba naprawdę mnie nie lubisz - wydęła na niewielką chwilę wargę. - Pytasz czy miałam liczne próby? Gdyby tak było, to trochę nie fair byłaby ta gra. Ten świat rządzi się swoimi prawami, ja nie mam na niego wpływu, bo nie ja go stworzyłam. Gdy byłam klaczką moja matka ze mną tu grała, to była nasza zabawa, tak to dzieło mojej matki, a nie moje. Niektóre z tych zadań znam, to prawda, ale jest ich tak wiele, że nawet ja ich wszystkich nie poznałam. Poza tym jesteś pierwszą osobą nie licząc mojej matki, która ze mną gra, więc to swego rodzaju zaszczyt, nie uważasz? - wyszczerzyła delikatnie zęby. - A co do całej reszty, to cholernie patologiczne relacje was łączą. Gdyby zabrała twoją moc mojej też by chciała potem? - spojrzała na kość. - Ta dwójka coś nas prześladuje, tak to nigdy nie skończymy
TEN OGIEŃ WODY SIĘ NIE WYSTRASZY, A BĘDZIE PŁONĄŁ, AŻ SPALI.

Obwieściło hasło, na co klacz lekko zmarszczyła brwi. Chwilę później Stalkera i Sinister otoczyła bańka stworzona z czarnego ognia. Nie było wyjścia, a ogień cały czas płonął, co gorsza bańska powoli się zaciskała. Niewielka iskra spadła na pazur Stalkera, który mimo materiału z jakiego był zrobiony został dosłownie pochłonięty przez płomień. Najwyraźniej nie było dla tego płomienia granic co do tego co ma pochłonąć.

Link to comment
Share on other sites

White

- Masz dobre pomysły Pumpkin - Powiedziała serdecznie się uśmiechając i biorąc lusterko. - Godzina powinna być odpowiednia. Wydaje mi się że Crimson wyciągnę w ciągu pierwszych dziesięciu minut ale im dłużej będą sprawdzać dostawę tym mamy więcej czasu na ucieczkę. Po za tym, jeszcze jedno... Wszędzie są jej listy gończe, będziemy zwracać na siebie uwagę na mieście. Przydałoby się jakieś przebranie żeby chociażby zasłonić te jej charakterystyczne włosy - Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiegoś kapelusza. - I torba Crimson. Miała ją w hotelu czy zostawiła ją w stodole? - Spojrzała na Pumpkin która być może zwróciła na to uwagę. - Wydaje mi się że jej nie miała.

 

Batty 

Bardzo szybko po spotkaniu najemników i agresywnej grupy ogierów ponownie zapanował względny spokój. Kuce rzygające pod siebie to była raczej norma i Batty nie liczyła tego do czegoś niezwykłego. Tak w zasadzie, nikt się nawet specjalnie nie przejął tymi paroma wystrzałami z broni palnej jakby działo się to na porządku dziennym... I być może faktycznie tak było. 

Po dotarciu do sklepu pierwsze na co zwróciła uwagę to ceny. W zasadzie się nie zdziwiła tym widokiem, kto potrzebuje i tak kupi a jak nie ma innego źródła to nikt gdzie indziej nie pójdzie. Nie ma takiej możliwości. Szczerze mówiąc gdyby podróżowała sama kupiłaby jedynie coś na śniadanie i może obiad a dalej z pożywieniem na trasie radziła by sobie sama. Wolała jednak nie ryzykować będąc z ekipą gwardzistów, nie była pewna czy znajdzie się na tyle dziko rosnącego jedzenia dla czterech osób. Widok mięsa jej nie obrzydził, często miała z nim kontakt gdy skórowała zwierzynę i po prostu do jego obecności się przyzwyczaiła. 

,,Mieliśmy się chyba nie rozdzielać...'' - Pomyślała przewracając oczami które chwilę wcześniej podążały za Lance'em. Byli jednak w sklepie, chyba nic złego nie powinno się stać.

- Dobra, Spear. Mięso sobie tym razem darujemy... - Paluszki i chipsy były w porządku ale Batty wiedziała że dało się zejść taniej. - Jest tutaj mąka? - Spytała i rozejrzała się po sklepie w poszukiwaniu rzeczy które ja interesowały. Zobaczyła Pearl przy lodówce ale nie odezwała się by ją powstrzymać. W końcu to ona miała najwięcej gotówki więc mogła sobie pozwolić. Postanowiła jednak mieć ją na oku by ktoś postronny się nią nie zainteresował. - Z wodą i sola będziemy mieć suchary które wyjdą taniej niż te paluszki czy chipsy... I jeśli znajdziemy, zaoszczędzony procent dorzuciłabym do suszonych owoców - Wiedziała że same kalorie nie są najważniejsze a warzywa już dzisiaj wyglądały na nieświeże nie mówiąc już o tym co będzie z nimi jutro czy za dwa dni. 

 

Sinister

- Po co pytasz skoro najwyraźniej czytasz mi w myślach? - Spytała nieco zaskoczona. Powoli nie wiedziała co o tym myśleć. Normalnie, ten rodzaj umiejętności wsadziła by między bajki ale przy niej zaczynała poddawać to kwestionować. - Czy to że liczyłam że zdechniesz było aż tak przewidywalne? - Miała nadzieje że tak. Nie chciała od tego momentu pilnować się w swojej własnej głowie co byłoby nieco niezręczne. - Jak na razie myślę że jesteś w porządku - Powiedziała co o niej sądzi. - I jeśli ta gra to dzieło twojej matki to nie sądziłam że mnie zaprosisz do tej partii. Tak to zaszczyt ale nie rozumiem czym sobie na niego zasłużyłam? Skąd pomysł że co nie co potrafię i nie odpadnę po pierwszym rzucie? A ze Star od początku tak było, ja po prostu tego nie widziałam. Oczywiście dałoby się to naprawić gdyby widziała we mnie coś więcej niż narzędzie... Ale jest chyba zbyt bardzo zaślepiona by zobaczyć we mnie coś więcej. A twojej magii raczej nie chce, chyba że jesteś z jej rodowodu co jest niemożliwe - Przeczytała swoje zadanie i skrzywiła się. Ogień Stalkerowi nie powinien być straszny ale dla niej to zupełnie inna bajka. - Te kości na pewno nie są kantowane? Na sześć rzutów cztery dwójki - Pokręciła głową. W międzyczasie otoczyła ją sfera z czarnych płomieni. Jeden z nich nieco liznął szpon Stalkera który momentalnie spalił. - O w czapę, to żle wróży - Wyrwało jej się a Stalker, wiedząc że to może go skrzywdzić cofnął się bardziej na środek. ,,Teleportacja nie zadziała'', pomyślała kręcąc głową. ,,D też mogła próbować użyć tego zaklęcia w swoim poprzednim zadaniu a jednak tego nie zrobiła''. Wiedziała teraz że to gra Crystal, tak proste rozwiązania nie powinny zadziałać. - Popiół, on zawsze zostaje - Nagle powiedziała patrząc na spalony pazur chowańca. Nie było jednak do końca jasnym w jaki sposób ta wiedza miała być użyteczna. - I chyba zaczynam wiedzieć na czym polega ta gra - Stwierdziła. Wiedziała że grał w nią źrebak więc sposób na pokonywanie trudności liczył się bardziej niż brutalna siła. Nagle poczuła się nieco pewniej. W znajdywaniu luk była raczej dobra. Wyprostowała się, wysoko podniosła głowę i zamachnęła się rogiem w dół posyłając na swoje pole deszcz. Wyglądało na to że padał znikąd - Napis nie kłamał - Uśmiechnęła się słysząc syczenie parującej wody ale to nie był koniec. Nacięła swoją skórę nożem i do przezroczystej cieczy na posadzce dołączyła szkarłatna. Chwilę potem nie padała już woda a krew a ta gdy spotykała się z ogniem dawała już nieprzyjemny zapach. Płomienie jednak były nieubłagane i wysiłki Sinister nie miały na nie efektu. - Trzy, to magiczna liczba - Powiedziała i rzuciła ostatni czar czując już żar na swojej, lepiącej się od krwi sierści. Samo zaklęcie było nietypowe, D ze swojej znajomości magii mogła powiedzieć że wiązało się z czarną magią, z dziedziny nekromancji ale było w nim coś jeszcze. Coś czego nie dało się do końca uchwycić. - Skacz - Rzuciła do Stalkera wskazując wyciągniętym kopytem kierunek. Chowaniec wykonał rozkaz dając susa przez ogień który momentalnie przemienił go w popiół. Chwilę potem, klacz podążyła za nim z podobnym efektem. Można było pomyśleć że to koniec gry ale nic bardziej mylnego. Deszcz, z każdą kolejną kroplą wchodząc w reakcje z popiołem przywracał go do życia. Sprawiał że serce Sinister formowało się na nowo na powrót bijąc i pompując krew przez aortę która wychodziła do nielicznych pęcherzyków płucnych. Z każdą chwilą jednak ich przybywało i proces nabierał tempa. Pojawiały się nowe narządy, nerki, wątroba i mózg. Potem zaczął się formować szkielet, truchło powoli nabierało mięśni i kształtu kucyka. Głowa nagle ze świstem zaczerpnęła powietrzna i wydała z siebie krzyk świadczący o doznawanym bólu. Reszta ciała zaczęła się wiercić rzucana spazmami to na bok to na plecy. Jednak wraz z tym jak pojawiała się świeża skóra przykrywając tkanki wszystko powoli milkło... I dopiero wtedy dało się ponownie poznać Sinister. Dygotała ale była tutaj, przeszła zadanie. Jej chowaniec również ale jego proces odrodzenia był nieco inny. Szybszy bo z tego co się dało zauważyć że oprócz piór i szponów składał się z łusek, galaretowatej cieczy i białych włókien podobnie ułożonych do mięśni. Najwyraźniej również miał narządy wewnętrzne ale raczej nie podobne do tych z żywych organizmów. Szybko wtulił swoją głowę w szyję swojej pani by uspokoić jej zszargane nerwy. 

- Pierwsze zaklęcie od Star - Westchnęła gdy doszła z powrotem do zmysłów. - Za każdym razem przyrzekam sobie że używam go ostatni raz - Podniosła kopyto i położyła je na szyi Stalkera. Najwyraźniej jego zadanie nie ograniczało się do chronienia jej ale też do zapewniania komfortu. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Pochwała White sprawiła, że Pumpkin się delikatnie uśmiechnęła. W międzyczasie na wspomnienie o plakatach z podobizną Crimson ojciec Pumpkin poszedł na chwilę do domu. Nie trwało długo nim wrócił z ciemnym kapeluszem kowbojskim oraz brązową narzutą, która mogła bez problemu pokryć ciało kucyka.
White za to wykorzystała sytuacje i pobiegła do stodoły żeby sprawdzić czy Crimson zostawiła rzeczową torbę. Mijały kolejne minuty i nie wychodziła, ale mogła równie dobrze szukać nadal tej torby, o ile tam była. Nagle jednak pojawił się huk dobiegający ze stodoły na co ogier spojrzał przerażony w miejsce gdzie była jego córka. Ze stodoły zaczął unosić się zgniło zielony dym o zapachu przywodzącym na myśl zgniłe jajka.


Podejrzane miasteczko

- Przypomina się najgorszy czas jaki spędziliśmy podczas poszczenia i ograniczania zapasów - powiedział ponuro Spear na wspomnienie o sucharach. - Nie pamiętam, kiedy jedliśmy coś normalnego

- Jak wrócimy to na pewno zjesz normalnie, ale na razie ma racje. W ten sposób oszczędzimy środki i...

- Chyba coś mam - dobył się z pomiędzy półek głos Pearl. Spear niemal natychmiast rzucił krzywe spojrzenie na widok lodów jakie trzyma, ale klacz to zignorowała. Lance natomiast wyglądał na zaskoczonego znaleziskiem Pearl. Klacz znalazła karton pełen puszek, w których trzymane były różne przeciery warzywne.

- Dziwne... - mruknął Lance biorąc jeden z przecierów. - Wygląda to na racje wojskowe, sami takich używamy, ale skąd oni je mają?

- Sprawdźmy date - stwierdził Spear i jak się okazało była jeszcze roczna przydatność do spożycia.

- Chyba więc weźmiemy puszki i te suchary. Niech każdy spakuje ile zdoła i powoli wracajmy - powiedział Lance.

W międzyczasie drzwi sklepu się otworzyły i zaczęli wchodzić też kolejni klienci. Głównym celem zakupów stały się napoje alkoholowe i bynajmniej nie był to zwykły cydr. Pojawił się nawet jeden z ogierów, który wcześniej zaczepił Batty i Pearl, ale gdy tylko ta pierwsza rzuciła mu się w oczy szybko wyszedł jakby nie chcąc być dostrzeżonym.


Nieznane miejsce

Była naprawdę ciekawa czy sobie poradzi. Im były dalej było coraz gorzej, zdawała sobie z tego sprawę. Zostało im w końcu szesnaście pól do końca, ale najgorsza będzie końcówka i z tego sobie zdawała sprawa. Tortury będą dręczyły je tak długo, aż jedna nie padnie lub nie trafi odpowiedniej ilości pól, wiedziała, że to nie jest przyjemne. Na razie zdecydowała się jej nie odpowiadać obserwując z napięciem jej starania.
Obserwowała co robi klacz, ale kiedy wskoczyła w ogień coś jej tu nie grało, bo ta nie wyglądała na taką co natychmiast się poddaje. Miała racje i odpowiedź nadeszła szybciej niż myślała. Nie było na jej pyszczku obrzydzenia, a raczej uśmiech pełen satysfakcji i czegoś groźnego.

- Darmowa lekcja anatomii, no ładnie narażać biedną klaczkę na takie widoki - udała, że mdleje. - Mimo wszystko jestem pod wrażeniem. Poza tym pozwól, że wspomnę o tym o czym mówiliśmy wcześniej. Czy czytam w twoich myślach? Czy jakakolwiek odpowiedź cię usatysfakcjonuje? Nawet jeśli powiem tak lub nie, to nie możesz być pewna, kiedy kłamię. Czemu chciałam z tobą zagrać? Nie miałam z kim grać od dawna, ale ty wydajesz się inna niż wszystkie kucyki jakie poznałam, jest w tobie coś co mnie intryguje. Miło jednak, że uważasz, że jestem w porządku, nikt mnie tak dawno nie określił - słabo się uśmiechnęła. - Co to bycia narzędziem tej Star, to ja zawsze czułam, że jestem narzędziem, ale mym celem jest aby nie stać się tępym narzędziem, więc nie rozumiem twojej niechęci do tego. Poza tym skoro to zaklęcie się sprawdza, to chyba nie ma sensu z niego rezygnować, niezależnie kto je opracował - rzuciła kość i zmarszczyła lekko brwi. - Chyba jednak nie kantują - powiedziała na widok swojej szóstki i ruszyła.
TO ŚWIATŁO LUBI TYLKO SIEBIE
Nie dostała wiele czasu na przemyślenie nowej wskazówki, bo nagle prosto na nią z nieba spadł słup światła przypominający reflektor. Klacz jęknęła z bólu. Wyglądało, że światło ją przygniata i wypala jej skórę po niewielkich kawałkach. Całą siłą mięśni się zapierała żeby wstać, aż nagle rozbrzmiał nieprzyjemny dźwięk trzaskanych kości i znów jęknęła padając na kamiennie pole, na którym stała.
- Nie mogę się skupić... - wydusiła z trudem starając się stłumić krzyk bólu.
Światło coraz mocniej na nią naciskało, a skała pod nią zaczęła pękać. Z jej pyszczka ulała się stróżka krwi i nagle zniknęła. Nie teleportowała się, a zniknęła. Światło przestało świecić chwilę później. Gdy zniknęło ona pojawiła się znikąd na swoim polu.

- Skoro lubi tylko siebie, to trzeba się nim stać - powiedziała obolała. - To nie było zbyt przyjemne uczucie - próbowała rozciągnąć obolałe mięśnie

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

White

- Tylko uważaj w tej stodole - Krzyknęła za biegnącą klaczą i będąc przez chwilą sama wróciła myślami do tego co zamierzają zrobić. Zastanawiała się czy nie ma lepszego pomysłu na uratowanie Crimson... Bo na pewno jakiś był, aktualny plan nie był idealny. Mogło coś pójść nie tak ale niestety nie mieli czasu na układanie rozwiązania do każdego problemu. To co mieli musiało wystarczyć - Ja mam nadzieje że nie proszę o zbyt dużo - Powiedziała gdy ojciec Pumpkin wrócił z przebraniem. Wtem rozległ się huk i White odruchowo spojrzała w stronę stodoły. - Ona chyba nie otworzyła tej torby... - Powiedziała z nadzieją i pognała jej na ratunek. Wiedziała że te kulki raczej nie zabijają ale kto wie jeśli wszystkie wybuchły na raz. Przyśpieszyła biegu nie wiedząc czego może się spodziewać w środku. Czuła smród ale teraz to była drugorzędna sprawa. 

 

Batty

- A tam - Rzuciła do Speara machając kopytem. - Trochę przypraw i tak szybko się nie nudzą - Rozejrzała się po sklepie. Mieli kminek? Powinien być. - Po drodze znajdziemy jeszcze jakieś urozmaicenie - Powiedziała i spojrzała na to co trzymała Pearl. - Jackpot wygrałaś? - Stwierdziła gdy okazało się że przeciery ważne są jeszcze rok. - Ale nie narzekam - Zapakowała to co zmieściła - Trzeba jeszcze zapłacić nie? - Spojrzała na Lance'a i ściszonym głosem dodała. - Jeden z tamtych kręci się przy wyjściu - Oczywiście to mógł być przypadek że się tutaj znalazł... Ale uznała że nie zaszkodzi poinformować innych.

 

Sinister

-  No nie gadaj że nigdy wcześniej nikogo nie kroiłaś skalpelem? - Powiedziała Sinister nadal leżąc na podłodze. Wyglądało na to że była dosyć wygodna. - Cóż, to prawda że nie wiem kiedy kłamiesz a kiedy nie... Ale chyba na razie się szanujemy więc liczę na twoją szczerość. Może jestem naiwna nadal w to wierząc ale na to już nic nie poradzę nie ważne ile razy się na tym przejadę - Odwróciła głowę w jej kierunku obserwując ją do góry nogami. - I tutaj się chyba różnimy bo ja nie zostałam stworzona jako narzędzie a ty najwyraźniej tak... I ja nie rozumiem twojej chęci by być tym narzędziem. Nawet Stalker który został stworzony jako narzędzie przestał nim być a stał się dla mnie kimś więcej... I to nie za moją sprawą a jego, powiedzmy że było dla mnie zaskoczeniem jak rozwinęła się ta relacja. Ja też mam pragnienie by stać się kimś więcej ale nie wiem po co i jak... Chociaż widzę dlaczego możesz to lubić, masz jasność co do tego kim jesteś i co masz robić. Znasz swoje miejsce a w tym jest pewien komfort... I jedna jaskółka wiosny nie czyni - Skomentowała patrząc na kości. Kolejna szóstka rywalki nie podobała jej się ani trochę. - To zaklęcie zakłada że umrzesz a umieranie nie jest przyjemne. To często powoduje ból który jest poza moją strefą komfortu i dlatego mówię że używam go ostatni raz. Wiesz, to takie pocieszenie które po jakimś czasie okazuje się kłamstwem - D dostała ciekawe zadanie. Sinister znowu nie była pewna czy by sobie z nim poradziła więc robiło się ciekawie... Po za tym Stalker momentami może zacząć być ciężarem, zwłaszcza przy niektórych próbach. To nie tak że może zginąć ale wolała żeby nic mu się nie stało. Wróciła do obserwowania zmagań córki Crystal, czyżby dla niej również zaczynało być poważnie? Jej słowa na to by wskazywały ale to jeszcze nie mógł być koniec. To by poszło za łatwo i niestety miała racje gdy nagle zniknęła i pojawiła się znowu. Przeszła zadanie chociaż Sinister nie była pewna jak. - W jaki sposób zamieniłaś się w światło? - Spytała zbita z tropu. Nie słyszała o czymś takim. Nie czekając na odpowiedz podniosła się mimo że szok spowodowany bólem nadal nie minął. Jej ciało się trzęsło a kończyny mimowolnie drgały. - To teraz ja... - Mruknęła do siebie i rzuciła. ,,Cztery'', pomyślała patrząc na wynik. ,,Dwa do potęgi drugiej, to jakiś żart?''. Była trzy pola za swoją przeciwniczką. Gdzie się podziało jej szczęście? Nie wiedziała ale miała nadzieje że zaraz się znajdzie i znikąd wyrzuci dwie szóstki pod rząd. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Wewnątrz stodoły dym był bardziej gęsty i znacznie bardziej nieprzyjemny. Nawet oczy łzawiły od tego intensywnego zapachu. Pumpkin siedziała pod ścianą stodoły chyba nadal była w szoku. Wokół niej były wielkie granatowe kleksy zarówno na ścianach jak i podłodze. Torba Crimson leżała na ziemi otwarta, a z niej wypadło kilka znajomych kulek. Gdy White podeszła mogła zauważyć, że Pumpkin też nie wygląda do końca jak do tej pory. Cała jej sierść była biała, a oczy podkrążone były czarną farbą. Grzywa natomiast stała się różowa i postrzępiona jakby wróciła z koncertu rockowego. Spojrzała na White po dobrej chwili.

- Ja tylko chciałam ją zdjąć, bo była tam... - pokazała kopytkiem na wysoką wieże z siana. - Naprawdę nie chciałam otwierać... - Jej głos jasno sugerowała, że jeszcze do siebie do końca nie doszła. - Czy... czy... Tak już zostanie? - wydusiła w końcu.


Podejrzane miasteczko

Lance nie zignorował ostrzeżenia Batty i lekko zmarszczył brwi. Jego towarzysze szybko dostrzegli po jego minie, że coś jest nie tak, ale nikt nie powiedział nic głośno. Było to rozsądne biorąc pod uwagę jak wiele kucyków się zebrało. Nie wydawali się zwracać na nich szczególnej uwagi, ale nigdy nie było wiadomo gdzie kryje się szpieg. Lance oddalił się na chwilę i podszedł do lady.

- Jest może tylne wyjście? - sprzedawca uniósł ospale głowę i spojrzał na ogiera.

- A bo ja wiem, nie pamiętam, zresztą mam robotę - machnął od niechcenia kopytem. Pearl, która to dostrzegła zareagowała nieco impulsywnie i ruszyła do dowódcy.

- A co takiego robisz, że nie możesz odpowiedzieć? Odkąd przyszliśmy tylko siedzisz, a my grzecznie pytamy czy tak trudno równie grzecznie odpowiedzieć? - sprzedawca spojrzał na nią ponuro.

- Nikt mi nie płaci za bycie miłym. Jak wam się nie podoba to idźcie do innego sklepu, a tak zapomniałem innego w okolicy nie ma - słabo się uśmiechnął. - Więc odwal się mała

- Mała? - Teraz się całkiem oburzyła.

- Wolisz mały? Płaćcie z zakupy i wypad - ponownie machnął lekceważąco kopytem. Pearl najwyraźniej chciała coś jeszcze dodać, ale Lance ją odciągnął.

- Musisz się uspokoić, to bez sensu - powiedział ponuro, a przy kasie zaczęła zbierać się kolejka. - Moglibyśmy się teleportować - powiedział Lance gdy już wrócili. - Nie jestem jednak pewny czy używanie tu magii takiego stopnia jest rozsądne

- Wcześniej je zaatakowali, bo były we dwie, jak wyjdziemy wszyscy to na pewno nic nie zrobią - powiedział pewnie Spear. - W Ponyville szybko takich pacyfikowaliśmy

- Wtedy miałeś zbroje i oddział, a teraz nie mamy takich przywilejów. Poza tym wole nie prowokować tutejszej straży już i tak mieliśmy z nimi problemy - Lance znów spojrzał w tamtą stronę, ale nie było widać nieprzyjemnych ogierów.

- Ja nadal uważam, że trzeba przekonać go żeby pokazał nam tylne wyjście - wtrąciła twardo Pearl.

- Zapewne jak masz wielki mieszek, to pokaże, a tak ma to gdzieś - Spear nie ukrywał w swoim tonie jak beznadziejna jest to sprawa. - Możesz też spróbować iść z nim na zaplecze

- Chyba tylko żeby wybić mu zęby - mówiła nadal z niekrytą irytacją, nie kryła jak taki pomysł w formie nawet żarto ją zirytował.


Nieznane miejsce

- Skalpelem? - spytała patrząc w niebo. - Kiedyś złapaliśmy grupę buntowników, a żeby wydali miejsce bazy musiałam z jednym z nich subtelniej porozmawiać. Nie używałam wtedy co prawda skalpelu, a noża, ale to też krojenie jakby nie patrzeć - wzruszyła ramionami. - Skalpela jako tak chyba nie miałam za bardzo okazji używać. Wiesz ja raczej do typowej szkoły nie chodziłam gdzie go używają na jakiś lekcjach biologii - spojrzała na Stalkera. - Kimś więcej? - powiedziała jakby do siebie i wbiła wzrok w ziemię jakby coś ją lekko ruszyło. - Nie wiem jak to jest być kimś więcej. Mam zawsze robić co mi rozkazano, bo ja mam być przyszłością - pokręciła lekko głową. - Jak to zrobiłam? - Zmieniła temat najwyraźniej nie chcąc wracać do tego co ją na chwilę naszło. - Nie działa to za długo, ale nauczyła mnie tego matka. Na niedługi czas mogę zmienić konsystencje swojego ciała do tego co mnie otacza jeśli źródła, które jest niedaleko jest wystarczająco dużo, patrz więcej niż mnie. Ponieważ światła było więcej mogłam się z nim zjednoczyć. Zakładam jednak, że gdyby trwało to kilka sekund więcej to bym dłużej nie dała rady. W każdym razie sztuczka korzystna, zwłaszcza kiedy uciekasz z pożaru - wzruszyła ramionami i spojrzała na nowe zadanie.

WSZYSTKO Z CZASEM PRZEMIJA

- Ah no tak... To mało przyjemne - Było jak powiedziała, bo Sinister mogła zauważyć, że na ciele Stalkera pojawiają się dziwne plamy, były niewielkie, ale powoli rosły. Jak się okazało była to rdza na jego metalowym ciele. Ale problem jak się szybko okazało nie dotyczył tylko metalu, bo klacz mogła zauważyć jak jej sierść powoli się zmienia i traci naturalny kolor, a mięśnie wiotczeją.

- Czas jest twoim wrogiem, co pewnie zauważyłaś - powiedziała jeszcze D.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

PRZED OPISZCZONYM (PODOBNO) ZAMKIEM.

 

Alicorn odmiany Emblementaris poleciał prosto przed siebie. Nie interesował wnikał  i nie zareagował na rozmowę strażników. Uznał, że to ich sprawa, to też poleciał dalej. Leciał po prostu przed siebie, aż do momentu, gdy po paru godzinach dostrzegł zamek.

Nie była to jednak ta sama budowla, jak tamta, jaką widział wcześniej. Była większa i raczej bardziej typowa dla królewskiego zamku.  Był on cały. Nie zniszczony.

Ogier czół lekki niepokój, a nawet strach podobny do tego, jaki czół na początku widząc tajemniczą budowlę, ale z racji swojego rozważnego podejścia postanowił wylądować na skraju lasu i obserwować zamek.

W celu upewnienia się spoglądał na budowlę około piętnastu minut, ale nikt do niego nie przybył. I to zarówno wojskowy, jak i cywil. a to oznaczało, że jednorożec ze skrzydłami  upewnił się, że to zabudowanie jest opuszczone, i  nikt się się nim nie interesuje.

Nie mniej jednak ogier nieświadomy budowli (jej wnętrza) postanowił wylądować na obrzeżach lasu, który znajdował się kilkanaście metrów od budowli  dalej będąc zakryty zaklęciem niewidzialności.

A ponieważ w odróżnieniu od tamtych ruin nie było polany lecz co najwyżej mór otaczający zamek i ścieżka do niego wiodąca prowadziła do niego postanowił zakryć się w pobliżu aż do momentu, gdy obserwujący alicorn będzie miał możliwość zbadania zamku. 

 

 

Edited by Król Etirenus
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

White

Wpadając do środka stodoły nie wiedziała czego się spodziewać ale miała nadzieje że Pumpkin żyje. Te kulki, z tego co zauważyła White nie zabijały jednak nie była pewna do czego zdolna jest ich cała torba zdetonowana w jednej chwili. Gęsty dym gryzł oczy i atakował nozdrza, oczywiście że się skrzywiła na ten zapach ale brnęła dalej. Strach i niewiedza co się stało z jej przyjaciółką ciążyła o wiele bardziej niż ta niedogodność. Wreszcie gdy atmosfera w stodole się trochę rozwiała zobaczyła klacz, żyła ale cóż. Wyglądała jak wyglądała ale na szczęście to da się jeszcze naprawić. 

- Nic się nie stało... - Zaczęła próbując ją uspokoić. - No prawie ale zaraz coś na to zaradzimy - Uśmiechnęła się. Zaklęcie sprzątające powinno poradzić sobie z tą farbą, nie była pewna jak z włosami które najpewniej będzie trzeba mocno potraktować grzebieniem a może i czymś jeszcze. - Ale najpierw wyjdźmy stąd, dobrze? - Lekko ją objęła by poprowadzić ją ku wyjściu. 

 

Batty

 Na uwagę sprzedawcy że nie pamięta czy ma tylne wyjście uśmiechnęła się. Tyle razy spotkała się z takim podejściem w różnych jego wariacjach że to już było czymś zwykłym a jednak bawiło, nic by nie stracił jakby zrobił wyjątek ale po co to robić za darmo skoro można zyskać? Wniosek był oczywisty.

- Wyjdziemy normalnie, po ludzku tylko bądźmy czujni. - Starała się to powiedzieć tylko na tyle głośno by usłyszała to jej grupa. - Tyle w temacie - Spojrzała na kolejkę za nimi. - Płaćmy i się stąd zmywajmy - Spojrzała z oczekiwaniem na Pearl bo miała najwięcej funduszy, najwyżej potem dogadają się co do kosztów... Ale powoli przestawało się podobać Batty jej zachowanie, miała zbyt krótki lont jakby cały czas była rozdrażniona. Gdy zastanowiła się dlaczego tak może być nie musiała długo myśleć. Ta baza, te stwory, otarcie się o śmierć i utrata prawie każdego z jej oddziału to jest coś co mogło dać w kość. Do tego nawet nie miała chwili spokoju więc nic dziwnego że mogła mieć takie nastawienie jakie miała. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Klacz nadal najwyraźniej była zszokowana tym co zaszło. Mimo, że nie stała jej się trwała krzywda, to najwyraźniej szok spowodowany całym zajściem jej nie chciał opuścić. Pewnie dlatego jedynie skinęła głową White, a następnie posłusznie za nią wyszła. Gdy były już na zewnątrz, a promienie słońca na nią opadły, ta nagle się ocknęła jakby z głębokiego snu, ale nadal szła krok w krok za towarzyszką.

- Ja nie rozumiem... - wydusiła po niedługiej chwili. - Czy to jakiś żart? Nie chce oceniać nikogo po pozorach - powiedziała cicho. - Myślałam jednak, że Crimson jest trochę jak Sinister... Obie wydają się groźne i wydają się niczego nie bać. Tylko jeśli tak jest, to czemu broń Crimson nie robi krzywdy? To wygląda jakby chciała kogoś upokorzyć lub zrobić nietypowy kawał - nagle lekko zachichotała. - Wyobrażasz sobie co by było gdyby otworzyli jej torbę na posterunku gwardii?


Podejrzane miasteczko

Mimo, że w Pearl nadal tryskały emocje, to nagle spokorniała słysząc Batty Westchnęła lekko i pokiwała głową wyciągając swoje środki. Spear wyglądał na zaskoczonego. Najwyraźniej był pewny, że to Batty zaraz rzuci się na sprzedawcę i zacznie mu grozić. Ponownie najwyraźniej za szybko ją ocenił. Lance, który chciał aby jak najmniej rzucali się w oczy skinął jej z wdzięcznością głową.

Zaraz po wyciągnięciu gotówki, sprzedawca ją beznamiętnie przyjął, a następnie zabrał.  Zaraz po wyjściu mogli dostrzec, że nigdzie nie ma niedawnych agresorów. Miasteczko odżywało, a tutejsi mieszkańcy wyraźnie jeszcze wczorajsi wychodzili właśnie z domów. Jak na tak niewielkie miasteczko nie brakowało tu na swój sposób ruchu.

- Nie widać ich - powiedział spokojnie Lance. - Nie traćmy jednak czujności

- Może być trudno ich zobaczyć w tym tłumie - westchnął Spear, kiedy kolejne kucyki przechodziły obok niego. - A ty co sądzisz? - Pearl zamiast odpowiedzieć złapała się kopytkiem za głowę.

- Kiepsko się czuje... - Jej ton nie brzmiał jak w sklepie, zupełnie jakby w jednej chwili straciła całą energię. - Kręci mi się w głowie... Chyba muszę umyć oczy... - ruszyła chwiejnym krokiem między przechodzące kucyki.

- Co ty wyrabiasz?! - Lance próbował iść za nią, ale ta zupełnie go ignorowała jakby była w innym świecie.

- Może coś tam zjadła i jej zaszkodziło - mówił nerwowo Spear próbując dotrzymać kroku dowódcy.


Opuszczony zamek

Nic nie wskazywało aby ktoś zmierzał do tego zamku, a wszystko również wskazywało, że pozostawał pusty. Być może nie budził niczyjego zainteresowania ze względu na dość odległy teren, choć mogło się to wydawać dziwne, bo miejsce było idealne choćby jak fortyfikacja obronna dla dobranego oddziału.

Czas mijał, a wraz z nim słońce zaczęło zachodzić. Z chwilą się ciemności coś w zamku się zmieniło, bo w rozległym opuszczonym jakby się do tej pory mogło wydawać miejscu w jednej z okiennic pojawił się słaby blask światła, najpewniej pochodzący z pochodni. Światło przemieszczało się powoli między kolejnymi poziomami, co najwyraźniej wskazywało, że ktoś tam właśnie wędrował po pustych mrocznych korytarzach.

Edited by Magus
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Forum zjadło kilka postów, daje więc ostatni jaki napisałem nim zniknęły

 

Baltimare

O ile wcześniej Pumpkin wydawała się gotowa żeby przybliżyć swoją racje ojcu, to na argument White lekko się zmieszała. Widać było, że myśl o tym, że mogłaby zostać złapana i osądzona za pomoc w ucieczce więźnia podejrzanego o zabójstwo gwardzistów na służbie trochę ją przerażała, co zresztą nie powinno dziwić.
Ojciec klaczy milczał, ale wyraźnie było widać po wyrazie jego pyska, że zgadza się z przyjaciółką córki.

- Zabezpieczyła to przed magią? - spytała choć wiedziała dobrze, że tak najwyraźniej jest po niedawnej próbie White. Była zła na siebie, że poszła po rzeczy Crimson. Za to, że nie była wtedy bardziej ostrożna. - A co jeśli jednak będę wam potrzebna? Co jak was też złapią? - Nadal próbowała się zapierać resztkami argumentów.

- Kochanie... - westchnął ogier. - Co byś mogła wtedy zrobić nawet gdybyś tam była? Myślisz, że twoja przyjaciółka nie kazałby ci uciekać? Sądzisz, że chciałaby abyś się dla niej narażała? Ja na pewno bym nie chciał abyś dla mnie to robiła

- Ale ona to jednak dla mnie zrobiła - wyjaśniła ponuro. - Naprawdę nie mogę nic zrobić?


Podejrzane miasteczko

Pearl nawet jeśli coś poczuła to tego nie okazała, a nawet nic nie powiedziała, jej spojrzenie było pozbawione blasku, ale najgorsze stało się chwilę później. Spear nie odpowiedział, a stał jak jego towarzysze, jego oczy też stały się pozbawione blasku. Batty została więc zupełnie sama z potwornym bólem głowy otoczona przez tłum gapiów. Wtedy też nagle pojawili się tutejsi strażnicy, a raczej najemnicy. Otaczający Batty i jej towarzyszy kordon rozchodził się na boki, a dowódca tej grupy, który wcześniej skonfiskował broń Batty przyglądał się całej czwórce i spojrzał na jednego ze swoich.

- Powiedz gubernatorowi, że kasa nie poszła na marne i chyba to działa - Teraz spojrzał na Batty i nagle rzucił jej chusteczkę. Najwyraźniej chciał żeby przycisnęła ją sobie do nosa i zatkała krwotok. - Ty chyba jeszcze rozumiesz co do ciebie mówię. Pewnie dlatego, że nie jesteś jednorożcem, a przynajmniej nie w pełni. Gubernator czyli ten kto tu rządzi kupił w pewnym tajnym miejscu coś ciekawego. Miało to chronić jego wioskę przed gwardią - spojrzał po całej grupce. - Wy chyba nie jesteście gwardzistami, a przynajmniej tak zakładam, bo jednorożce od nich nie trzymałyby się z kimś takimi jak ty, bez obrazy, to tylko fakt podparty wnioskami. Nie spodziewaliśmy się, że turystycznie odwiedzą nas jednorożce o najwyraźniej ponadprzeciętnych zdolnościach magicznych, tych bardziej czułych na magię. Zwykłym nic nie grozi, ale im silniejszy w te klocki, to sama widzisz - spojrzał na jej towarzyszy. - Twoja dziewczyna najwyraźniej jest z was najbardziej podatna co sugeruje, że ma najwięcej energii magicznej potem byliby tamci. Mówiąc najprościej cała wasza magia uderzyła w was i stępiła wasze mózgi, ale ponieważ ty do końca nie jesteś jednorożcem na ciebie działa to inaczej. Pole będzie pokrywało miasteczko do rana, zawsze włączamy je na noc dla bezpieczeństwa. Radziłbym do tego czasu ograniczać rzucanie zaklęć, bo nie odpowiadam za to co się może stać - wzruszył kopytami. - Co do twoich kumpli... - spojrzał jak trzyma Pearl na smyczy. - Powinnaś zabrać ich do pomieszczenia, najlepiej tam gdzie się zatrzymaliście, to powinno stłumić działanie tego cholerstwa do rana i zostawić was tylko z lekką migreną. Poradzisz sobie z zaciągnięciem ich czy mamy ci pomóc?

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

White

- I wygląda na to że ma naprawdę dobrą recepturę - Wysiłek jaki pochłonęła próba magicznego usunięcia przebarwień na grzywie i sierści Pumpkin sprawiła że White musiała wziąć jeszcze parę głębszych oddechów. - Słuchaj, twojemu ojcu nic nie grozi. W końcu nie będzie robił nic podejrzanego prawda? - Spojrzała na niego by potwierdził. - A ja w końcu jestem byłą gwardzistką. Poradzę sobie i nie pozwolę im mnie złapać - Uśmiechnęła się ale niezbyt szczerze. Po prostu chciała pokazać że w to wierzy. - Ale jeśli coś by poszło nie tak, coś nieprzewidzianego... - Dobrze wiedziała że prawie zawsze potrafi to wystąpić w nawet najlepiej ulepionym planie. Tak zwany czynnik losowy, element chaosu który sprawiał że życie nie zawsze idzie po naszej myśli. - Znajdź Sinister, i powiedz co się stało. Z Ponyville idziesz na południe w kierunku lasu Everfree. Gdy napotkasz opuszczoną chatkę nad rzeką skręć w lewo i idź jeszcze jakieś 25 minut. Pilnuj by nie zbliżyć się do granicy lasu, nie jest tam bezpiecznie. Potem powinnaś zobaczyć swój cel, zapukaj mocno ale nie próbuj wchodzić do środka. Może jej nie być więc możliwe że będziesz musiała zaczekać... I w każdym razie nie zbliżaj się do ogródka, wydaje mi się że parę roślin ruszały się same z siebie. 

 

Batty

,,I co się lampicie?'' - Pomyślała z irytacją. Nie wiedziała co robić a sytuacja wymknęła się spod kontroli. Była ostatnią o swoim rozumie i nie wiadomo ile jeszcze to potrwa. Jeden strzał odda ale walczyć nie jest w stanie... Wtem zjawili się najemnicy i z początku nie wiedziała czy to dobrze czy żle. Równie dobrze mogła by to być jakaś grubsza zmowa by ograbić całą czwórkę a potem wykorzystać tą ładniejszą połowę grupy. 

- Jeszcze tak - Wycharczała z liną w pysku a potem spojrzała podejrzliwie na chusteczkę. Może mu nie ufała albo uznała że może być czymś nasączona. Niezależnie od powodu została na ziemi i Batty skupiła się na wypowiadanych przez ogiera słowom. Nie chciała zgubić ich sensu a było ich dosyć sporo. - Prawie zrobiłam coś głupiego - Stwierdziła poprawiając pasek na której zwisała jej duża broń. Gdy spojrzał jak trzyma Pearl na smyczy wypluła linę z ust i przydeptała ją kopytem. Drugą pęciną wytarła strużkę krwi wypływającą z nosa. Prawdopodobnie ją bardziej roztarła niż zmazała ale w tym stanie nie wiele ją to obchodziło. - Nie roztroję się - Rozejrzała się za ogierami z jej grupy którzy powoli acz skutecznie oddalali się w dwie różne strony. - W trójkącie jeszcze dam radę ale czwartego bierzcie na siebie - Szybko przywiązała linę do paska na broń zostawiając około półtora metra długości i poszła nakierowywać Lance'a w kierunku hotelu. Nie był ciężki do prowadzenia, wystarczyło go tylko poprawiać gdy schodził na boki. Możliwe że dałaby radę ogarniać i Spear'a... Ale chciała mieć kogoś z przedstawicieli prawa przy sobie mimo że całkowicie im nie ufała. Zawsze to ochrona przed kimś kto chciałby wykorzystać tą gówniana sytuacje w której się znaleźli. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Ojciec Pumpkin skinął lekko głową zgadzając się z White. Nie widać było w jego geście wahania, zupełnie jakby był pewny, że im się powiedzie. Oboje jednak słuchali planu awaryjnego na wypadek gdyby stało się coś czego nie przewidziano. Ogier chyba nie był do końca pewny co myśleć o tym co usłyszał, ale na pyszczku Pumpkin pojawiła się niespodziewana determinacja. Teraz to ona się nie wahała, kiedy zaczęła mówić.

- Możesz na mnie liczyć. Zaczekam na was, ale jeśli zbyt długo to potrwa odnajdę Sinister i ją sprowadzę

- Tak... - Ogier podrapał się lekko po brodzie. - Miejmy nadzieję, że nie będzie to jednak konieczne - powiedział zakłopotany. - A gdyby jednak, to lepiej nie zbliżaj się do tego ogródka i może lepiej weź na wszelki wypadek kogoś ze sobą

- Nie martw się, tato, poradzę sobie - Najwyraźniej niedawne przygnębienie całkiem z niej uszło.

- No dobrze - uśmiechnął się lekko. - Więc ruszamy moja droga? - spytał teraz White.


Podejrzane miasteczko

- No to dobrze, że nie zrobiłaś - odparł dowódca najemników i w jego głosie nie było urazy. - Nie chciałbym was zabijać, a potem tłumaczyć się z tego gówna - wzruszył kopytami i spojrzał jak ta umiejętnie zajmuje się swoimi dwoma towarzyszami, ale został jeszcze jeden. - Cholera... Powinni mi dać podwyżkę, co ja tragarz? - spojrzał z niechęcią na pozbawionego woli Speara. - Najpierw ta akcja z rana, a teraz mam go prowadzić? A taki był zwykle spokój

- Ja mogę to zrobić! - powiedział nagle z tłumu jakiś miejscowy ogier o brązowej sierści. Wyglądał niezwykle przeciętnie, ale był też wyraźnie zaniedbany. - Znaczy odciąże pana

- Serio? - spytał patrząc zdrowym okiem na niego. - Miło z twojej strony - Nieznajomy już wyciągnął kopyto w stronę Speara, ale dowódca najemników go zatrzymał. - Niech najpierw zdecyduje nasz gość - powiedział nagle innym tonem do Batty. - Chcesz miłą acz podejrzaną pomoc tego ogiera czy wolisz znacznie mniej przyjemnie użerać się z nami?

- Podejrzaną? - powiedział jakby urażony. - Jestem tylko miły

- Ta, a ja za często nie spotykam nikogo miłego, nie wiem jak ona. W każdym razie, to jej kumple, więc ona decyduje - oboje spojrzeli na Batty.

Link to comment
Share on other sites

White

- Tak, powinniśmy - Odpowiedziała ogierowi. - Ale wypadałoby się pożegnać bo po tej akcji nie będę tutaj wracać przez jakiś czas. Tym gwardzistom można wiele zarzucić ale głupi nie są. Niestety mogli widzieć Crimson na wczorajszej imprezie i przez to mogą przeszukać to miejsce w pierwszej kolejności. A więc... Pumpkin, miło było Cie poznać - Podeszła do niej by ją uściskać. - Jeszcze się zobaczymy ale jak sprawa nieco przycichnie, obiecuje. 

 

Batty

- Do cholery - Batty się oburzyła patrząc na dowódcę. Jej zdaniem robił problemy z niczego. - Jakbyście nas kurwa poinformowali że macie takie urządzenie to nie byłoby tego jebanego problemu... - Miała nadzieje że zajarzy że to również ich wina. Potem dodała już znacznie spokojniej jakby swoją całą frustrację wlała w poprzednie zdanie. - A tego pana to chyba bóg opuścił jeśli myślał że się na to zgodzę - Nie odezwała się do niego bezpośrednio ale zmierzyła go wzrokiem od kopyt aż po głowę. Nie wierzyła w uczynność przypadkowych osób w takich miejscach. Najpewniej by okradł Speara w odpowiednim momencie określając to mianem zapłaty za usługę... A jakby się okazało że jest z tamtą czwórką ogierów co chciały sobie ulżyć wykorzystując dwie nowe klacze mogłoby być jeszcze mniej przyjemnie. - Już wolę się użerać się z profesjonalistami. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Trzymam cię za słowo - powiedziała Pumpkin odwzajemniając uścisk. - Jeszcze raz dziękuje, że nie byłaś obojętna na mój los i proszę powiedz Crimson, że mi przykro, że nie mogłam tam być

Gdy obie się już pożegnały ojciec Pumpkin w towarzystwie White ruszył. Jak każdemu kucykowi ziemskiemu mimo wieku nie brakowało mu siły. Nie pozwalał oczywiście White sobie pomóc, bo to zwróciłoby na nich niepotrzebną uwagę. Jednorożcowi przecież było niegodne zniżać się do czegoś takiego. Gdy byli już blisko miasta, ale tak, że nikt ich nie widział ogier się zatrzymał i zdjął z siebie uprzęże podchodząc do wozu.

- To dla ciebie - powiedział dając jej dwie płachty jedną jasno brązową, a drugą zgniło zieloną. Poza tym była tam biała chusta na głowę i żółty kowbojski, ale już znoszony kapelusz. - Tak ukryjesz się z koleżanką - powiedział spokojnie. - Teraz powinniśmy się rozdzielić - westchnął. - Powinnaś zająć swoje miejsce, a ja wejdę powoli sam do miasteczka. Straż mnie nie zatrzyma widząc dostawę, ale musisz dać mi sygnał jak tylko mnie wypatrzysz jak wcześniej ustaliliśmy, że jesteś na miejscu - mruknął. - Dałem do jednej z płacht kawałek szkła, który możesz wykorzystać żeby przekierować światło słońca na moje oczy - pokiwał lekko głową. - Na posterunku może zostać jeden lub dwóch gwardzistów, nie możesz pozwolić im uruchomić alarmu. Czy wszystko zrozumiałaś?


Podejrzane miasteczko

- No wybacz jaśnie pani, że nie wiedzieliśmy, że mamy tu do czynienia z wyjątkowymi jednorożcami - sztucznie się ukłonił. - Następnym razem na powitanie przygotujemy kwiaty i szampana

- Głupia suka - powiedział zirytowany ogier na odrzuconą pomoc. - Żeby cię coś zerżnęło na pustyni - dowódca najemników nie zareagował na obelgę, miał to najpewniej gdzieś. Podszedł za to do Speara i założył mu linę na kark. Następnie spojrzał na Batty. - Wybacz, ale wstążki i serpentyny mi się skończyły, więc kumpel ci się poociera nieco. Dobra prowadź gdzie mam go zabrać i miejmy to z głowy, bo mam inne ważne sprawy

- A my szefie co mamy robić? - spytał jeden z najemników.

- Jeden pójdzie na wszelki wypadek ze mną, a reszta na posterunek - spojrzał na Batty. - Nawet jak jesteś kontuzjowana, to nie ufam wam na tyle żeby iść samemu, bez urazy

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...