Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

White

Można powiedzieć że odetchnęła z ulgą gdy Crimson nie była na nią zła... Przynajmniej w tym momencie. 

- Cześć rozrabiako... - Odpowiedziała na jej powitanie zastanawiając się nad swoją dalszą kwestią. Nie wiedziała od czego zacząć ale wiedziała że musi się streszczać, czas w tym momencie był ważny. - Nie sądzisz że taka nagła zmiana charakteru mogła wydać się podejrzana wczoraj w nocy? - Zapytała próbując ją nieco naprowadzić.  - Cieszę się że się dobrze bawiłaś ale nie wiem co wczoraj robiłaś - Otworzyła ze zdenerwowania szerzej oczy gdy uzmysłowiła sobie że podmieniec który ukradł jej wygląd mógł zaciągnąć Crimson do łóżka. - I mam nadzieje że wy nie... Nie ważne - Nie dokończyła ale musiała przejść do rzeczy. - Na miasto wyciągnął cię podmieniec a teraz jesteś poszukiwana przez gwardię i twój wizerunek wisi na połowie ulic... Jak to ujęli, ,,nie unikniesz najgorszej kary za podniesienie kopyta na strażników dzisiejszego porządku''. Wiem że to pewnie nie ty ale mam wrażenie że gwardia nie będzie słuchać wyjaśnień - Nakreśliła jej sytuację w jakiej się znaleźli. - Nikt nie ma opuszczać miasta ale my musimy się stąd jakoś wydostać. Masz jak się przemalować lub zmienić wygląd? - Zapytała i rozejrzała się za jej torbą. Zastanawiała się czy posiada tam farbę czy cokolwiek do charakteryzacji. - I musimy się umyć bo podmieńce znajdą nas wszędzie. 

 

Batty

- Może jeszcze masz tą szansę... - Odpowiedziała już śpiącej towarzyszki. Wyglądało na to że Batty sama nie wiedziała czy mieć nadzieję czy ją porzucić... Pokręciła głową i uzmysłowiła sobie że naprawdę z chęcią by teraz zapaliła ale nie miała co. Nigdy nie przywiązywała do tego wagi w przeciwieństwie do Kati która na pewno posiadałaby co najmniej dwie paczki. - To dobrze że nie masz mi tego za złe - Dodała wiedząc że i tak Pearl jej nie słyszy. - Gdy z nikim się nie zostaje na dłużej łatwo się rozstaje z każdym - Skrzywiła się wracając myślami do smoczycy którą też zostawiła za sobą. Wiedziała że ta chciała udać się z nią, Batty nie miała nic przeciwko temu jednak to raczej nie miało szans się udać. Nie w tej nowej Equestrii. Wstała i delikatnie podniosła Pearl lewitacją tak by jej nie obudzić. - Minął zaledwie dzień a ja już zaczynam tęsknic za tym łuskowcem? - Spytała samą siebie po chwili ściszonym głosem... A potem skierowała się do obozu już więcej do siebie nie mówiąc. Miała ten zwyczaj, prawdopodobnie po to by nie zapomnieć jak to się robi podczas długich, samotnych wędrówek. Czasami jednak objawiał się w nie do końca prawidłowych momentach ale... Wzruszyła ramionami wiedząc że i tak tego nikt nie słyszał. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Czekaj... - powiedziała nagle Crimson, unosząc kopyto, w ten sposób dając znak, że potrzebuje chwili aby zebrać myśli. - Przyszłaś do mnie w nocy... Znaczy chyba nie ty... - skrzywiła się w wyraźnej irytacji. - Pytałaś mnie o wiele rzeczy... Znaczy najpierw wysłuchałaś, potem byłaś taka miła i chciałaś żebyśmy razem gdzieś poszły, fakt było to dziwne, ale i miłe, a teraz mówisz mi... - Sama myśl o tym musiała ją zniesmaczyć. - Kurwa... Mam nadzieję, że ja i tamta serio nie... - Wtedy też otworzyła szeroko oczy jakby dopiero do niej dotarło co powiedziała teraz White. - Zabiłam? Ale ja nigdy nikogo nie zabiłam... Nie jestem święta i parę razy kogoś do szpitala posłałam, ale chyba nikogo jeszcze nie zabiłam... - spojrzała na Pumpkin jakby miała nadzieję, że ta powie, że to jakiś żart, ale klacz patrzyła tylko na nią smutno. - Czyli teraz jestem wyrzutkiem? W sumie nic nowego... Może znajdę sobie dziuplę na czarnym rynku - westchnęła ponuro, patrząc w okno. - Nic nie mam, bo nic nie brałam, ty miałaś stawiać, a ja jak debilka dałam się nabrać - Nagle mocniej zmarszczyła brwi. - Już tu są... - Faktycznie pod budynkiem zebrał się niewielki oddział gwardii. Crimson nagle obróciła się do towarzyszek. - To mnie szukają nie was, jakoś sobie poradzę, uciekajcie, bo jeszcze bekniecie za współudział

- Nie możemy, prawda White? - pisnęła Pumpkin patrząc ze strachem na towarzyszkę.


Obóz

- Już po randce? - rzucił zrzędliwie Spear, widząc jak Batty niesie klacz na grzbiecie. - Słychać was było, aż za dobrze i chyba wolę nawet nie myśleć, co tam wyrabiałyście - Nie skomentował, że jego towarzyszka spała. Sama Pearl też nie rzucała się w czasie transportu i nie przebudziła się, musiała być naprawdę wyczerpana.

- Starczy już - powiedział ponuro Lance, a zaraz potem spojrzał na Batty. - Możesz położyć ją przy ognisku, a potem samej się położyć, wezmę pierwszą wachtę, Spear kolejną, a potem ty lub Pearl - spojrzał na śpiącą towarzyszkę. - Może ona powinna, w końcu, to my jesteśmy żołnierzami, a o świcie wyruszamy w drogę


TAJEMNICZA BUDOWLA

Wnętrze budowli okazało się już w niektórych miejscach zmurszałe. Najpewniej istniało nawet czasem zagrożenie, że coś się nagle zwali. Mimo wszystko większość konstrukcji wydawała się stabilnie trzymać. Wokół widoczne były różne korytarze, które przywodziły na myśl na swój sposób labirynt, a pod niektórymi ścianami stały zbroje, lecz te zdawały się pochodzić z bardzo odległych czasów. Wiele z nich było nawet zardzewiałych. Widać było jednak również gobeliny, lecz te zostały tak zdewastowane, że ciężko było stwierdzić co mogły dawniej przedstawiać. Widoczne były również ślady walki, ale nie bronią, a raczej magią, zniszczenia świadczyły jasno o używaniu tu dużej mocy magicznej.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

TAJEMNICZA BUDOWLA

 

Dogłębna analiza obiektu przyniosła  efekt w postaci odnalezienia paru wejść bardziej, lub mniej zablokowanych na kilku wysokościach. Jednakże ogier nie zamierzał sprawdzać i odgruzowywać każde zablokowanych wejść do pomieszczeń nie tylko z uwagi na fakt, że trwało by to zbyt długo, ale także dlatego, że poczuł zmęczenie. Także głód i pragnienie dało mu się we znaki. 

 

Z tego też powodu alicorn po wylądowaniu zwyczajnym chodem zaczął badać otoczenie wokół budowli, a raczej jej otoczenia znajdującego się  po tej samej stronie, co samo gruzowisko,  gdyż na przeciw gruzowiska był las. 

 

Co prawda w trakcie wcześniejszego przelotu skrzydlaty jednorożec z początku uznał, że dworek jest otoczony przez las, ale nie docenił przy tym obszary, który po wylądowaniu był większy, jeżeli chodzi o przestrzeń wolną od drzew typowych dla lasów.

 

Teraz, gdy był na ziemi, mógł on sprawdzić lepiej ten obszar, gdzie też znajdowały się dwie o wiele mniejsze i także zrujnowane budowle.

Po podejściu do nich spostrzegł, że jeden z nich nie jest duży, lecz raczej był w czymś w rodzaju skrytki nie mającej charakteru obronnego, zaś drugi z nich przypominał mu spichlerz, w którym po odnalezieniu odpowiedniego miejsca udał się spac rzucając czar niewidzialności na wypadek, gdy ktoś lub coś zakłóciło jego sen.

Edited by Król Etirenus
Link to comment
Share on other sites

White

White swoim smutnym spojrzeniem starała się nie do końca patrzyć w oczy Crimson. ,,A może powinnam ich zabić?' , Pomyślała o tej trójce podmieńców. ,,Może wtedy daliby mi spokój... A teraz wychodzi na to że Crimson zostanie wyrzutkiem i to tylko dlatego że wcześniej ocaliłam kapłana Crystal.'' Nie chciała w to wierzyć ale ciężko zaprzeczyć istnieniu faktom które sama widziała. - Nawet jeśli ktoś Cię widział jak kogoś zabijałaś... To nie byłaś ty - Powiedziała szeptem chcąc dać jej do zrozumienia że dla niej jest niewinna a cały ten burdel to fiesta urządzona przez sługusów Chrysalis. Oczy White co chwilę zmieniały położenie, najpierw patrzyły się w dół a potem w lewy górny róg jej pola widzenia jakby chciała znaleźć jakiejś wyjście z tej sytuacji. - To nie może tak być - Nadal mówiła cicho ale głos był przepełniony protestem i... Jakby gniewem ale trzymanym na wodzy. Coś jak wzbierająca fala która jeszcze nie wiedziała gdzie ma swój kulminacyjny moment. - Bo to przeze mnie jesteś w tym bagnie... - Wyglądało na to że White nie chce odpuścić i tak po prostu uciec jednocześnie skazując na dożywotnią niedolę swoją przyjaciółkę. - Ja... Ja to postaram się odkręcić... Przecież ktoś musiał Cię widzieć na mieście - Przyśpieszyła tempo mówienia. - Wyjaśnimy sprawę bo znajdziemy jakieś alibi. znowu będzie wszystko w porządku. 

 

Batty

- Zazdrościsz? - Spytała krótko Speara mimo tego że Lance najwyraźniej chciał zakończyć ten temat zanim zacznie się na dobre. Nie była jednak jego podwładną więc w zasadzie mogła to łatwo zignorować. Z drugiej strony i tak nie chciało jej się rozmawiać z tym zrzędliwym osobnikiem więc tylko zmarszczyła brwi... I jej spojrzenie zdawało się wyrażać jedynie jedno krótkie zdanie: A co ciebie to obchodzi?. Uratowała mu życie więc przynajmniej mógłby być mniej złośliwy... Zwłaszcza w momencie w którym każdy był zmęczony. Położyła Pearl przy ognisku wcześniej upewniając się że na ziemi nie ma większych, tych mniej wygodnych kamieni a obok niej swoje miejsce znalazł jeden z owoców którego nawet nie zdążyła zjeść. - Miałeś szansę na randkę w pewnej dziurze ale nie moja wina że Ci się nie spodobała. - Spear na pewno wiedział o którą chodzi a Lance mógł pomyśleć że chodziło o bazę buntowników. Przynajmniej tak uznała Batty. - Wezmę trzecią - Znała się nieco na wartowaniu i wiedziała że ta na ogół uznawana jest na najgorszą. Podobno w tym czasie sen stawał się najgłębszy. Sama ulokowała się z tej samej strony ogniska co Pearl ale w pewnej odległości od niej. Po chwili położyła się na boku opierając głowę o plecak a pod nim był jej pistolet, zawsze wolała mieć go przy sobie z różnych względów. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Crimson wpatrywała się w gwardię zbierającą się przed budynkiem i marszczyła przy tym brwi. Jeśli się bała to zręcznie to ukrywała. Mimo wszystko słuchała White do końca, obserwując jak gwardziści powoli wdzierają się do środka. Znów odwróciła wzrok i teraz spojrzała na swoje niedawne towarzyszki słabo się przy tym uśmiechając. Nie wydawało się aby było to fałszywe. Powoli podeszła do nadal przygnębionej tym wszystkim White, a następnie położyła jej delikatnie kopytko na grzbiecie.

- Smutek nie pasuje do twojej urody - powiedziała z nieznikającym uśmiechem i nim mogła zareagować szybko cmoknęła ją w usta. - To tak na wszelki wypadek gdybyśmy się już nie spotkały i w ramach przeprosin - Właśnie wtedy White mogła poczuć silne uderzenie w żołądek. Crimson po raz pierwszy spoglądała na nią smutno gdy jej kopyto niespodziewanie uderzyło jej towarzyszkę. Pumpkin patrzyła na to wszystko zszokowana, najwyraźniej nic nie rozumiejąc. Crimson zaraz skierowała na nią wzrok. - Kiedy się skończy pomóż jej wyjść, nikt się do was nie przyczepi, bo będzie wyglądało na napaść z mojej strony - Znów spojrzała na White i ponownie rzuciła jej kolejny słaby uśmiech nim wybiegła prosto na korytarz. Przez chwilę słychać było okrzyki wściekłości gwardzistów i kilka przekleństw typowych dla tej klaczy, ale chwilę później nie było słychać już nic. Z oczu Pumpkin nadal płynęły łzy, a warga się jej trzęsła, ale wyciągnęła kopyta ku White aby pomóc jej wstać.

- Musimy iść - mówiła niemal piskliwym głosem.


Obóz

Spear rzucił Batty nieprzyjemne spojrzenie, kiedy ta wspomniała o tamtym incydencie, ale wyraźnie nie chciał poruszyć tego tematu. Lance też nie wydawał się szczególnie zainteresowany tym co wyprawiają jego podwładni i ich gość. Zgodził się również na to aby Batty przejęła ostatnią wachtę, co jasno sugerowało, że jej ufał. Spear tego nie skomentował, a tylko poszedł na swoje miejsce i położył się na poduszce, którą stworzył z pomocą swojej magii. Samej Pearl nie wydawało się przeszkadzać spanie na twardej ziemi, bo wyglądała na kompletnie pogrążoną w śnie, co jakiś czas poruszając kopytami i coś mrucząc pod nosem. Lance w tym czasie wspiął się na najwyższą skałę i obserwował całą okolice wokół. Czas płynął w najlepsze i nie wydawało się aby coś miało się stać. W pewnym momencie Batty mogła poczuć jak ktoś porusza ją kopytem. Gdy otworzyła oczy mogła dostrzec Speara nad sobą.

- Twoja kolej, chyba, że mam budzić Pearl - powiedział zrzędliwie jak to on i spojrzał na nadal śpiącą obok niej klacz. Na niebie widać było pierwsze ślady zbliżającego się powoli poranka.


TAJEMNICZA BUDOWLA

Noc wydawała się spokojna, a przynajmniej nic nie zbliżało się do ogiera do takiego stopnia aby mógł poczuć zagrożenie. Z lasu wokół co jakiś czas dochodziło wycie wilków i inne dźwięki, które z pewnością należały do czegoś niebezpiecznego. Las przez to mógł się nawet kojarzyć z dziką puszczą. Co jakiś czas wiatr również dawał o sobie znak poruszając gałęziami. Noc przemijała powoli, a na niebie pojawiły się pierwsze ślady poranka. Poza tym jednak pojawił się nowy dźwięk czegoś co musiało być w pobliżu i poruszało się dość nietypowo.

Link to comment
Share on other sites

White

Trochę się zdziwiła widząc na twarzy Crimson ten nikły uśmiech... Wydawał się nieco nie na miejscu w tej sytuacji bo nie wyglądało na to że miała plan. - Ale... - Próbowała jeszcze coś odpowiedzieć ale ktoś skutecznie jej to przerwał niespodziewanym buziakiem a chwilę potem poprawił uderzaniem w żołądek. White zgięła się w pół i upadła na podłogę, podobnie jak Pumpkin w pierwszej chwili wyglądała zszokowana takim obrotem sprawy ale to szybko ustąpiło grymasowi spowodowanym przez ból. Oddychała ciężej przez chwilę trzymając się za trafione miejsce... Jako jednorożec nie była zbyt wytrzymała na ból, zwłaszcza jeśli ktoś wiedział jak go zadać. Tylko szczerze mówiąc mogła się spodziewać tego co tu się wydarzyło ale tak to już jest jeśli coś nam przysłania trzeźwy osąd sytuacji. Tym czymś dla White było poczucie winy i żal bo mogła temu zapobiec jeszcze wczoraj... Gdy Crimson rzucała jej ostatnie spojrzenie mogła odnieść wrażenie że nawet nie jest zła a jeśli już to na siebie że przed tym ciosem się nie uchyliła. 

- Ta... - Odezwała się ale mimo krótkiej, twierdzącej odpowiedzi jeszcze chwilę poleżała na deskach i sama wyglądała jakby zamierzała wylać parę łez ale raczej nie ze smutku. Podmieńce chciały ją ukarać w inny sposób więc to zrobiły w najbardziej tchórzliwy i niemoralny sposób jaki mogły... Ale chyba nie chciała się mścić a raczej mieć po prostu od nich spokój. Pytanie tylko czy to był koniec. - Nie płacz, może coś na to poradzimy... - Tylko nie miała pojęcia jak, Crimson ucieczką sama potwierdziła swoją winę ale z drugiej strony, czy i tak zostałaby wysłuchana przez gwardię? W coś takiego ciężko było uwierzyć. White chwyciła kopyto Pumpkin i wstała wyglądając przez okno. Miała nadzieje zobaczyć po prostu nie złapanego uciekiniera.

 

Batty.

- To już...? - Spytała ledwo słyszalnym głosem ale mimowolne przewrócenie na drugi bok poszło jej całkiem sprawnie. Zupełnie jakby miała osobny pasek energii do tej czynności... Bez wątpienia pobudka bardzo musiała ją zaskoczyć jakby noc okazała się nieco za krótka jednak nie zamknęła ponownie oczu i powoli wstała. - Skoro mnie obudziłeś to bez sensu żeby ona jeszcze wstawała- Wydawała się mocno nieobecna, może dlatego że dla kucoperzy ranek to nie była dobra pora do aktywności. Mimo to nie była zła jakby kontaktowała że dzień wcześniej sama wyraziła taką wolę. - Zaraz się ogarnę, idź spać - Faktycznie, z każdą chwilą miała bardziej otwarte oczy i mniej śpiący głos. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Pumpkin nie miała najwyraźniej tyle odwagi co White, bo nadal stała jak skamieniała. Sama jednorożec podeszła do okna w bardzo złym momencie. Właśnie mogła zobaczyć jak kucyk, którego poznała nie tak dawno temu jest właśnie wyrzucany brutalnie z budynku. Pyszczek Crimson był posiniaczony, nie mówiąc o limie oraz spływającej z nozdrzy krwi. Okoliczne kucyki się tylko temu przyglądały, ale nikt nie reagował, a Crimson też nie wydawała się być w stanie dalej walczyć. Na ulicę wyszli zaraz gwardziści, ale nie wydawali się chętni aby pomóc pojmanej. Jeden z jednorożców nawet uniósł ją w powietrze i brutalnie rzucił o ziemię. Najpewniej powtórzyłby to gdyby nie inny, który go zatrzymał. Spętali Crimson linami i nie czekali, aż się pozbiera tylko zaczęli ciągnąć po ziemi ledwo żywą klacz. Wśród gapiów jednak widać było również uśmiechającą się klacz, która pomachała Crimson zupełnie jak na pożegnanie, a potem zaczęła odchodzić w głąb tłumu.

- Oni ją zabiją - pisnęła Pumpkin. - Jutro ją powieszą albo gorzej... - z trudem była w stanie złapać powietrze.


Obóz

- Mam nadzieję, że wiesz co robisz, bo powierzamy ci nasze życie - rzucił niechętnie Spear, ale faktycznie wyglądał na wyczerpanego i długo się nie buntował, a zamiast tego poszedł się położyć. Nie trwało długo nim z jego strony zaczęło dochodzić ciche chrapanie. Pearl również nadal spała, musiała być bardzo wyczerpana, chyba nawet jako gwardzistka nie przywykła do wczesnego wstawania. Lance również odsypiał swoją wachtę śpiąc z boku. Ognisko już całkiem zdążyło zgasnąć, a słońce wznosiło się coraz wyżej. W obozie panował spokój, ale na widoku Batty mogło ukazać się coś niezwykłego, bo z ziemi wylazło coś co przypominało czterometrową gąsienicę. Stworzenie nie poruszało się w ich kierunku, ale mimo to nie wyglądało nadzwyczaj przyjaźnie i mogło to dać wniosek, że pod nimi również może czaić się zagrożenie.

Link to comment
Share on other sites

White

Mimo że znała się z Crimson dosyć krótko zdążyła ją polubić. Co prawda, z początku nie sądziła że będzie to możliwe ale z biegiem czasu coś się zmieniło... A teraz patrzyła jak gwardziści nie szczędząc przemocy wyciągają ją z budynku. Wzięła na siebie całą wagę tych okoliczności ratując zarówno Pumpkin jak i White. Już wcześniej biała klacz przeczuwała że Crimson jest dosyć solidną osobą, taką która nie odwróci się pod wpływem presji sytuacji od rodziny czy kucyka którego po prostu polubiła. W tym momencie tylko to udowodniła...

 

Popatrzyła na tłum który tylko stał... I nikt nie miał odwagi by coś zrobić ale nie zamierzała ich oceniać. Przecież sama nie miała wystarczająco woli by wystąpić przeciwko stróżom prawa mimo że wiedziała coś jeszcze. Znęcali się nad niewinną osobą, nie tym kucykiem co trzeba. Poczuła jak do oczu znowu napływają jej łzy bo znowu czuła się bezsilna... Jednak to nie było niczym nowym, tak było od tego przeklętego szturmu na Canterlot którego pamięta aż za dobrze. Próbowała się pozbierać ale udało jej się tylko na tyle by w codziennym życiu móc udawać że wszystko jest w porządku. Im dłużej stała przy oknie tym było gorzej bo teraz ktoś rzucił Crimson o podłoże a potem, zanim mogła mieć szansę na podniesienie się ciągnęli ją po ziemi. Zupełnie jakby traktowanie jak żywą istotę już się jej nie należało. A potem... Mimo takiego rozproszenia White coś zauważyła, coś co nie zgadzało się w tym całym obrazku. Klacz która jako jedyna wydawała się szczęśliwa, jedyna która pomachała kopytem.. Nie trzeba było dużo rozumu by od razu domyślić się kto to mógł być. 

- Wiem... - Powiedziała ze smutkiem. - Ale to jeszcze nie koniec. Oddaj klucz w recepcji. - Rzuciła przedmiot Pumpkin. - Ja być może zamierzam zrobić coś głupiego... - ,,I może w końcu się ogarnąć'', dodała w myślach i teleportowała się na koniec tłumu, tak by spotkać tego odchodzącego kucyka i nawet nie zamierzała przez moment spuszczać jej z oczu. Wiedziała o ich zdolnościach i nie chciała dać się nabrać jak źrebak. Zastanawiała się tylko kiedy ich spojrzenia się spotkają...

 

Batty

- Chyba wiem - Odpowiedziała udając niepewność. - W końcu jakoś dożyłam tych... - Zawsze ją to denerwowało bo chciała się pochwalić że wcale tak mało nie przeżyła ale... No właśnie nie wiedziała do końca ile. - Nie ważne. - Spojrzała jeszcze na niego dość niechętnie i przy okazji zastanawiała się co mu jest. ,,Przecież uratowałam go już dwa razy więc nawet jeśli teraz go zawiodę to jestem jeszcze raz na plusie'', pomyślała i nieco się uśmiechnęła. To nie miało żadnego znaczenia bo nie chciała ryzykować życia Pearl i Lance'a, oni byli więcej warci niż ten jeden dupek. 

 

Gdy się rozbudziła przypomniała sobie że nie zapytała czy na poprzednich wartach coś się działo ale jeśli Spear nic nie powiedział to zakładała że było spokojnie. Cieszyła się na tą myśl bo to oznaczało że w jej przypadku powinno być podobnie... Jednak prawo Murphiego było bezlitosne i dało o tym znać w postaci czterometrowej gąsienicy. ,,Co u licha?'', Pomyślała przystając w miejscu parę metrów od stworzenia. Broń co prawda miała przygotowaną... Ale to nie zawsze był najlepszy pomysł. Spotkała się z podobnymi zwierzętami i wiedziała że najprawdopodobniej i to jest czułe na drgania i dźwięk. Wzrok pod ziemią nie wydaje się potrzebny. ,,Ty ale nie chrap'', spojrzała się w stronę Speara i magią przekręciła mu głowę na bok by język nie utrudniał przepływu powietrza i przymknęła mu pyszczek by oddychał przez nos. Na ogół to pomagało a tą wiedzę wyniosła gdy nocowała na podłodze razem z innymi delikwentami w schronisku. Od tamtego momentu życie stało się dla niej o wiele prostsze. Gdy pozbyła się przynęty wypadało się zająć tym stworzeniem a więc wybrała większy kamień i uderzyła nim parę razy o ziemie symulując kroki zwierzęcia. Miała nadzieje że zachowa się w najbardziej przewidywalny sposób a tymczasem przyłożyła ucho do podłoża. Też miała dobry słuch i próbowała ocenić czy jest coś jeszcze pod obozem. Co prawda wątpiła w to ale wypadało się upewnić. 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Nawet jeśli Pumpkin miała jakieś wątpliwości co do tego co chciała teraz zrobić White, to nie dostała szansy ich wyrazić. Klacz zniknęła tak nagle i niespodziewanie, że wszelkie słowa utknęły jej tylko w gardle. W mieście natomiast pojawiło się zaskoczenie, kiedy nagle wśród kucyków pojawiła się niespodziewanie ta jednorożec. Okoliczni mieszkańcy szybko jednak wrócili do swoich zajęć i starali się nie zwracać na nią uwagi. Wszyscy zachowywali się, aż nazbyt spokojnie, zupełnie jakby niedawne straszne wydarzenia nie miały miejsca. Nikt nawet nie oglądał się na plamy krwi jakie zostawiła po sobie Crimson. Klacz, którą zdecydowała się śledzić White szła niezwykle spokojnie, nie ukazując sobą nic podejrzanego, a przynajmniej do czasu, aż się zatrzymała i niespodziewanie odwróciła patrząc na White. Nadal nie były tu same, bo wokół pełno było innych kucyków.

- Wybacz, ale mam wrażenie, że za mną idziesz - powiedziała niezwykle pewnym siebie tonem. - Chciałaś czegoś ode mnie czy to tylko przypadek?


Obóz

Zgodnie z przewidywaniami Batty, olbrzymi insekt skręcił w miejsce gdzie wywołała niedawny dźwięk. Insekt poruszał się dość niemrawo, wręcz leniwie, co sprawiło, że najpewniej łatwo mogli uciec gdyby zaszła taka potrzeba. Spear miał za to twardy sen, bo nawet nie zareagował, kiedy klacz go przekładała na inną stronę. Natomiast, kiedy przyłożyła ucho do ziemi mogła usłyszeć, że bezpośrednio pod nimi nic nie było, ale kilka metrów dalej coś z pewnością ryło pod powierzchnią i najwyraźniej było tego sporo.
W międzyczasie Pearl leniwie otworzyła oczy. W pierwszej chwili zupełnie nie rozumiała gdzie jest, ale szybko zrozumiała. Nie miała jednak pojęcia jak się tu znalazła. Potarła delikatnie kopytkiem oczy, próbując sobie przypomnieć co właściwie robiła wczoraj przed zaśnięciem. W końcu się podniosła i zaczęła się rozciągać lekko przy tym ziewając. Nagle dostrzegła też Batty, która już nie spała, a zamiast tego przykładała ucho do ziemi.

- Co robisz? - spytała nadal ziewając. - Jestem głodna, ty też? Może zrobię jakieś śniadanie - znów rozejrzała się po obozie widząc śpiących towarzyszy. - Długo spałam?

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

White

- Przypadek - Odpowiedziała bez cienia zastanowienia. Wiedziała że nadal ma na sobie ich zapach skoro ta klacz zdała sobie sprawę że jest śledzona nawet nie odwracając głowy. Zastanawiała się jednak jakie to ma ograniczenia, czy wiatr wiał w jej stronę? Batty wiele razy mówiła że jest to kluczowe przy podkradaniu się do zwierzyny ale White nigdy nie była w tym ekspertem. - A raczej cała seria waszych przypadków gdy postanowiliście wziąć na celownik... Kogoś kto wam nie zawinił. - Raczej nie miała wątpliwości z kim tak naprawdę rozmawia. - Zawsze wiedziałam że jesteście plugawymi stworzeniami które się chwycą wszystkiego by osiągnięć cel ale nawet dla was powinny istnieć jakieś granice. - Wykrzywiła się w geście odrazy i wyglądała jakby chętnie przypuściła by atak tylko po to aby ją zdemaskować ale nie była tak głupia. Wiedziała że tłum i gwardia najpewniej żle zrozumieją jej intencje wiec teraz musiała odpuścić mimo swoich emocji. - Ostrzegam że to jeszcze nie koniec. 

 

Batty

,,No chyba żartujesz że obudziłaś się akurat w tym momencie'', pomyślała gdy usłyszała pewien znajomy głos należący do najbardziej wyspanego kucyka w tym obozowisku. - Zamknij się - Szepnęła ale dość teatralnie by Pearl mogła ją usłyszeć. Zastanawiała się jak wyjść z tej sytuacji i doszła do wniosku że trzeba obudzić resztę... I oddalić się stąd ale i Spear i Lance na pewno się odezwą zanim ogarną co się dzieje. Dlatego trzeba najpierw sprawić by te robale najpierw zainteresowały się czymś innym. Znowu podniosła ten sam kamień który rzuciła wcześniej i rzuciła go jeszcze kawałek dalej. Nie widziała powodu dla którego ta sztuczka miała nie zadziałać drugi raz. Wskazała kopytem na Pear, potem na Speara i Lance'a chcąc wydać jej jakieś polecenie. Potem Batty nadal przykładała ucho do ziemi pilnując czy coś się nie zbliża w ich kierunku. 

 

Sinister

- Poniekąd w tym problem że nie potrzebujesz kurtyzany - Odpowiedziała dość poważnie. - Bo zapewne rozrywki nie zapewnią Ci te proste, łatwe sposoby. Mam na myśli alkohol i inne narkotyki wszelkiej maści, w zasadzie nie chwalę się ale codziennie przez miesiąc mogłabym ćpać tak by te specyfiki się nie powtarzały. Każdy jednak ma swoje ulubione trucizny więc dla prostoty ograniczam się tylko do paru - Machnęła kopytem. - Chociaż widzę potencjał w czymś innym... - Wahała się  nie będąc pewna czy powinna mówić dalej. Mimo wszystko postanowiła już kontynuować, być może dlatego że już zaczęła a być może dlatego że coś musiała wymyślić bo wymagała tego presja sytuacji. - Jesteś za silna by czuć jakiekolwiek wyzwania W TYM świecie, prawda? - Wygięła usta w lekkim, cwanym uśmiechu... Ale brakowało w nim pewności siebie. Zupełnie jakby miała zamiar wyciągnąć zza swojej grzywy tajemniczą, starożytną broń która powinna zakończyć każde starcie bez najmniejszego problemu. Szkopuł był jednak w tym że nie wiedziała czy zadziała. - Powiedzmy że istnieje sposób żebym ciebie osłabiła... - Zrobiła małą przerwę chcąc zobaczyć najpierw jak Demon Pustki zareaguje na tą wieść. - Musisz mi na to jedynie pozwolić i oczywiście możesz mi całkowicie zaufać w tej kwestii - Nie siliła się by wyglądać na wiarygodną, wręcz przeciwnie. Zachowywała się jakby celowo miało to wyglądać na szemrany interes. 

 

Star... Star nie była zbyt zadowolona z rozwoju sytuacji. Czuła że straciła pałeczkę prowadzenia która teraz znajdowała się w kopytach tej niewdzięcznej Sinister... Ale nie mogła tak po prostu odpuścić. - Z mojego ciała zapewne nie ma już nawet prochu więc ta metoda odpada - Nie powiedziała jednak nic więcej bo coś jednak na tym świecie musiało ją trzymać a więc było to o wiele trwalsze niż kości. Zastanawiała się za to jaki dobry powód mogłaby dać by zostać ożywioną, problem w tym że nie chciała aby to było coś co by związało ją z kimkolwiek. Ceniła niezależność... A po za tym, niby miała propozycje od czarnej róży. Wystarczy poczekać aż ta gwardzistka skończy z Sinister. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Nie do końca rozumiem skąd do mnie ta niechęć, bo ja widzę panią pierwszy raz w życiu - przechyliła niewinnie głowę na bok. Nawet jej wzrok wydawał się wskazywać jej jawne niezrozumienie. - Mam rozumieć jednak, że mi pani grozi? - Rozejrzała się po okolicy. - Nawet będąc jednorożcem istnieją pewne granice. Tak otwarcie komuś grozić na środku ulicy przy gwardzistach - prychnęła z oburzeniem i lekko pokręciła głową. - Wybaczę to jednak pani, bo zapewne jest pani roztrzęsiona tym co zaszło, jak zresztą my wszyscy - Jej warga zaczęła lekko drżeć, ale ciężko było powiedzieć czy ze strachu czy może tłumiła śmiech. - Różne rzeczy krążą o takich jak ona. Podobno gwardziści się nie cackają i może nawet dojść do gwałtu, ale bądźmy szczerzy kto by chciał takiego odszczepieńca jak tamta klacz, nikt by się na nią nie połasił - ostatnie słowa wyraźnie zaznaczyła.


Obóz

Pearl spojrzała nieco zaskoczona na Batty, widać było, że nie rozumiała skąd jej reakcja, a przynajmniej przez chwilę tak było. Spoglądała jak ta rzuca kamień i domyślała się, że nie bez powodu zrobiła to i kazała jej przy tym milczeć. W międzyczasie zgodnie z przewidywaniami klaczy robal poszedł dalej za źródłem dźwięku, a Pearl zaraz wyłapała jej spojrzenie. Szybko, ale jak najciszej poszła obudzić dwoje swoich towarzyszy. Oczywistym było, że Spear miał największy problem wstać, bo spał najkrócej. Nikt jednak nic nie mówił, bo Pearl skutecznie ich uciszyła. Cała trójka zaczęła jak najciszej zabierać co cenniejsze rzeczy z obozu, a następnie dali znak Batty, że mogą odejść. W tej chwili ona musiała ich prowadzić, bo najlepiej wiedziała gdzie było niewidoczne zagrożenie.


Las Everfree

- Nigdy nie brałam narkotyków ani też nawet nie piłam cydru - powiedziała niemal pustym tonem idąc bliżej Sinister. Zaczęła ją okrążać niczym wygłodniały drapieżnik oceniający ofiarę. Przyglądała się każdemu kawałkowi jej ciała. Nawet niby przypadkowo uderzyła ją lekko ogonem w pyszczek. - To możemy sobie natychmiast wyjaśnić - mówiła dalej ją okrążając. - Ty natomiast mówisz gwardzistce, że toniesz w narkotykach, mam uznać to za przykład głupoty czy wyrafinowanego planu? - Wydawało się, że zignorowała teraz Star. - Dajesz mi jednak propozycje dość ciekawą nie powiem i oczekujesz przy tym ode mnie zaufania... Nie powiem, że mnie zaintrygowałaś, ale to nadal trochę za mało aby na coś takiego się godzić - Nagle na jej twarzy pojawił się niemal diaboliczny uśmiech, a kopyto pokrył dziwny czarny płomień. - Zaufanie nie może dziać się od tak. Mogę się zgodzić na tę propozycje, ale jeśli wykiwasz mnie w jakikolwiek sposób... - Zaczęła rozglądać się dookoła, aż nie wyszczerzyła zębów w mrocznym uśmiechu. - Zajmiesz jej miejsce - spojrzała na Star. - Tak... Gdy uściśniesz moje kopyto umowa się zawiąże i tylko ja będę mogła ją zerwać lub zerwie się jak jej dopełnisz, ale zerwanie z mojej strony nie będzie łatwe, więc lepiej abyś nie kantowała. Gdy mnie w jakikolwiek sposób oszukasz, ty staniesz się duchem uwięzionym jak teraz ona w świecie jaki nas otacza, a ona zajmie twoje ciało. Zgadzasz się na taki układ? - wyciągnęła jej kopytko przed pyszczek.

Link to comment
Share on other sites

  • 5 weeks later...

White

- Tymi oczami które masz teraz? Nigdy nie sądziłam że się zgodzę z kimś takim jak ty ale w to akurat jestem skłonna uwierzyć - Zignorowała tą uwagę co do tego że nawet, gdy ktoś jest jednorożcem są dla niego granice. Przynajmniej na tyle na ile mogła bo trafiły w punkt o którym jej rozmówca raczej nie wiedział. White nie czuła się dumna ze swojej przynależności, nie gdy jej pobratymcy zachłystnęli się władzą i uznali że znają jedyną słuszną drogę. To ostanie chyba należało do najgorszej zbrodni, katastrofy mają to do siebie że czają się na obu ekstremach moralnego kontinuum. - Powiedziałam to co chciałam, ciesz się życiem. - ,,Póki jeszcze je masz'' - Dodała już w myślach. Sama nie wiedziała po co było to całe przedstawienie. W sumie wyglądało to tak jakby miała nadzieje że podmieniec sam się ujawni co byłoby doszczętnie głupie. Niestety akurat tej cechy nie dało się im przypisać. No, przynajmniej większości z nich. Zastanawiała się jednak nad czymś innym, czy był to tylko gniew czy rodziła się w niej powoli nienawiść. 

 

Batty

Tak naprawdę nie była przekonana czy te robale stanowią realne zagrożenie ale jednak bezpieczniej było tego nie sprawdzać. Spear będzie najpewniej marudził ale nie obchodziło jej to, będzie mógł się jeszcze chwilę przespać podczas postoju by odpocząć. Jakiś na pewno będzie.  Również pozbierała swoje rzeczy gdy zrobiła to reszta i wskazała kopytem w przeciwnym kierunku do stworzeń które zakłóciły ich spokój. Jeszcze przez parę chwil milczała by się odezwać gdy uznała że odległość jest wystarczająca. - Wybaczcie ale obóz nam się nieco zarobaczył - Wysiliła się na uśmiech chcąc jakby zażartować. ,,Akurat nie mogło to się stać w żadnym innym czasie aniżeli moja warta'' - Pomyślała będąc przez chwilę zła na życie. Szybko jednak odpuściła swoje emocje, tej walki nie mogła wygrać. 

 

Sinister

- Możesz z całą premedytacją zignorować moje gadanie - Lekko się uśmiechnęła wiedząc jak wiele w tej sytuacji jest po prostu nie tak jak powinno być. - Może to całe chwalenie to tylko przewrotne wołanie o pomoc tonącej osoby? Kto wie, czasami sama nie jestem pewna swoich motywacji ale tak to już... - Zrobiła chwilę przerwy jakby się zacięła. - Nie, nie ważne - Powiedziała jakby dalsza cześć tamtego zdania była nieistotna ale równie dobrze mogła nie wiedzieć w jaki sposób dokończyć tą wypowiedz. - Co do zaufania, to coś śmiesznego... -Przyjrzała się je z zaciekawieniem gdy podniosła kopyto a dopiero potem spojrzała na jej uśmiech. -  Bo jest niby czymś realnym ale gdy pryska nie pozostaje po tym nawet ślad. Niestety nie sądzisz że to co mi proponujesz w tym momencie to umowa a nie zaufanie? - W zasadzie tak naprawdę się zdziwiła i było to widoczne na jej twarzy. Jakby zrozumiała że taki pakt jest konieczny dla Demona Pustki bo nie czuje się na tyle silna by grać w zaoferowaną grę bez zabezpieczenia. Wpadł jej do głowy jednak pewien nowy pomysł. - Słuchaj, nie do końca mi się to podoba bo co jeśli uznasz że Cię wykiwałam bo nie dostałaś tego czego oczekiwałam? A możesz tego nie dostać gdy uścisnę twoje kopyto, tu jest cały problem - Chciała dać swojemu rozmówcy do zrozumienia że potrzebuje bezwarunkowe zaufanie i bez tego całe przedsięwzięcie może nie wyjść. Zastanawiała się jednocześnie czy jej pragnienie rozrywki jest wystarczająco silne by zignorować to co podpowiadał rozsądek. 

 

Star już chyba się pogodziła że przegrała tą dyskusję i to Sinister będzie grać główne skrzypce przez dłuższy czas. Gdyby tylko miała ciało i moc mogłaby temu zaradzić po prostu pokazując swojej uczennicy gdzie jej miejsce. To był główny problem przez ostatnie już kilkanaście lat. Zaczynał już nudzić ale zignorowanie go nie wchodziło w grę, za bardzo tego chciała by po prostu zamknąć na to oczy. To co, jak na razie pozostawało to frustracja i gniew... I w zasadzie nie powinno dziwić ich relacje się pogarszały. Nigdy nie były super ale z biegiem czasu powoli zaczynały sięgać dna. Ponownie zwróciła uwagę na rozmawiającą dwójkę w momencie gdy gwardzistka wspomniała o zamianie ciał. Szybko spojrzała na Sinister, znała ją z kantowania i rzadko kiedy decydowała się na rozwiązanie spraw bez tego. Uznawała to za zabawniejszy sposób. Niby teraz zachowywała się nieco dziwne ale raczej była pewna że sprawa jest przesądzona jeśli uściśnie to kopyto. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Nieznajoma rzuciła ostatni wszechwiedzący uśmiech Batty, a następnie się odwróciła i odeszła bez słowa. Okoliczne kucyki przyglądały się temu wydarzeniu z zainteresowaniem, ale widząc, że nic się właściwie nie stało szybko przestały się interesować. No może nie wszyscy... Najwyraźniej słowa nieznajomej zrobiły wrażenie na co niektórych, bo patrzyli na White z niechęcią. Szczególnie robiły to kucyki ziemskie. Nie robiły tego otwarcie, ale dało się wyczuć napiętą atmosferę. Wszystko wskazywało, że uwierzyły, że White chciała wykorzystywać swój status do atakowania innych bez powodu. W pewnym momencie nawet ktoś rzucił w nią kamieniem.

- Wynoś się lizać kopyta Crystal! - krzyknął agresor, ale równie szybko zaczął uciekać, kiedy pobiegła za nim gwardia. Jeden z gwardzistów zatrzymał się jednak przy White.

- Proszę wybaczyć ten incydent. Te brudasy czasem nie wiedzą gdzie ich miejsce. Jeśli ma pani ochotę możemy pójść na posterunek gdzie złoży pani skargę - powiedział niezwykle dumnym tonem.


Obóz

- Gdyby nie twój czuły słuch mogłoby być z nami kiepsko, znów ratujesz nam życie - odpowiedział Lance, który wyglądał na pełnego energii. Pearl wyglądała za to na zakłopotaną.

- Czemu nikt mnie nie obudził? Przespałam całą waszą wachtę, a następnie niemal nas wskazałam tym robalom. Wbiła ze wstydem wzrok w ziemię. Lance spojrzał na swoją podwładną i słabo się uśmiechnął.

- Jestem pewny, że Batty nie jest na ciebie zła - spojrzał na ich towarzyszkę i znowu na Pearl. - Ja i Spear z pewnością nie jesteśmy. Wiele od ciebie zależy gdyby było najgorzej nasze życia będą w twoich kopytkach - Spear głośno ziewnął, nawet jego krok wskazywał, że był najbardziej wyczerpany.

- W tej chwili to oddałbym wszystko co jeszcze mam za mocną kawę... Po powrocie do Canterlotu wezmę długi urlop i wyjadę jak najdalej. Mam dość pustyni, potworów z innych wymiarów, harpii, skorpionów, wielkiego robactwa i buntowników, na kilka dobrych lat - Lance rzucił na niego okiem.

- Może i urlop dostaniesz, ale nie sądzę, że na lata, wojna może wybuchnąć w każdej chwili - powiedział ponuro.

- Mam pomysł - wtrąciła nagle Pearl. - Skoro najbardziej się wyspałam, może przyśpieszę naszą podróż niewielkimi teleportacjami - Spear wydawała się zadowolony tym pomysłem, ale Lance nie do końca.

- Sam nie wiem... Jeśli zużyjesz zbyt dużo magii na coś takiego, to może się dla nas źle skończyć jeśli będziemy potrzebować pomocy medycznej - spojrzał na Batty. - A ty co myślisz? Też masz prawo głosu, jesteś obecnie jedną z nas


Las Everfree

- Ty oczekujesz ode mnie, że ja powierzę życie dopiero poznanej klaczy, która choć ciekawa, to wiem o niej naprawdę niewiele. Przecież mogłabyś wykorzystać moje osłabienie i mnie zabić, bo wiem teraz za dużo, ale z drugiej strony gdy ja oczekuje zabezpieczenia, uważasz, że to nie przypomina zaufania - zmarszczyła niechętnie brwi. - Masz racje to przypomina umowę, ale daje zabezpieczenie po obu stronach. Jeśli to co mi proponujesz jest faktycznie dla zabawy nic ci nie grozi, ale jeśli spróbujesz mnie zabić lub moja moc nie wróci zajmiesz jej miejsce - znów rzuciła okiem na Star. - Coś za coś abyśmy obie na tym słabo wyszły gdyby doszło do najgorszego. Chyba rozumiesz, że nie chce być tu jedyną przegraną - patrzyła na Sinister nadal z uniesionym kopytem. - Możemy też rozegrać to nieco inaczej. Sama się osłabię, ale na swoich warunkach, przecież to nie ma znaczenia, kto to zrobi, prawda? - W jej oku pojawił się niepokojący błysk, który świadczył, że odpowiedź Sinister pokaże gdzie pokieruje się to dalej.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

White

Nie podobał jej się efekt jaki osiągnęła. Nie taki był cel ale z drugiej strony nie wiedziała czego innego się spodziewała. Ta klacz miała się po prostu przyznać? Próba zasługująca na skwitowanie śmiechem. Nie powinna dawać emocjom wpływać na jej decyzje i ocenę sytuacji mimo że chwilę wcześniej miała zamiar rozszarpać podmieńca, najlepiej tego który odpowiadał za wrobienie Crimson w takie bagno... Z tego ciągu myśli dość boleśnie otrzeźwiło ją uderzenie kamieniem. White zacisnęła zęby i chwytając się za głowę niemo spojrzała na sprawcę tego czynu. Nie była na niego wściekła, chociaż w pierwszym momencie poczuła jak coś się w niej gotuje, znajome odczucie któremu rzadko daje dość do głosu. - Nie będzie takiej potrzeby - Odpowiedziała gwardziście nieco głośniej. Właściwie tylko po to by inni ją usłyszeli i zdziwili się nagłą pobłażliwością. Ten ogier mógł nie rzucać tego kamienia, to nie było potrzebne zwłaszcza jak nie znał całej sytuacji. Tak naprawdę się wtrącił ale każdy może mieć dosyć gdy jest codziennie poniżany... A z drugiej strony, może sama nie była lepsza robiąc taki spektakl na ulicy. Ruszyła z powrotem do budynku gdzie zostawiła Pumpkin, miała nadzieje że nadal tam będzie. 

 

Batty

- Nie jest powiedziane że beze mnie byście zginęli - Powiedziała mając wrażenie jakby ktoś ją przeceniał. Dlatego też nie patrzyła na Lance'a tylko gdzieś w dal. Zastanawiała się ile jeszcze przed nią drogi do White... I w zasadzie nigdy za bardzo nie znała odpowiedzi na takie pytania bo podróżując musiała znać tylko kierunek a odległość często pomijała. Zapominała o niej lub nie pytała, po prostu uznawała że jeśli ktoś zamierza gdzieś dojść powinien zrobić to i tak a odliczanie dni do celu psuje wędrówkę.

- Mogliśmy jakąś wziąć od buntowników - Rzuciła nagle gdy ktoś wspomniał o kawie. - Ale nie było na to za dużo czasu - ,,I przynajmniej sprawa się nie rypła i każdy żyje'', Pomyślała i spojrzała na Spear'a. ,,W większości''. Po czym wróciła do patrzenia w siną dal. Teraz zastanawiała się co u Fire i reszty. Mogła nie mieć za różowo bo jednak wypuściła gwardzistów. Decyzja która wśród większości załogi zapewne będzie się cieszyć złą sławą, zwłaszcza gdy im wszystkim zależało na tym by nikt o nich nie wiedział. Cóż, będzie musiała sobie jakoś poradzić, nie pierwszy ani nie ostatni raz. - Raczej sobie bym to darowała bo nie wiemy gdzie i w czym się pojawimy - Problem ze zmęczeniem magicznym obchodził już ją mniej. Nagła wizja śmierci otrzeźwia każdego... A więc zawsze znajdzie się odrobina sił by wyczarować ostatnie zaklęcie. - Dostałam szybki awans? - Spytała gdy dotarło do niej że dowódca gwardzistów powiedział że jest jedną z nich.

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Z pewnością reakcja White wywołała zdziwienie wśród okolicznych kucyków, ale nikt nie zareagował na to bardziej inaczej niż tylko rzucanie jej zaskoczonych lub zaintrygowanych spojrzeń. W budynku gdzie niedawno doszło do pojmania Crimson panował spokój, zupełnie jakby nic co niedawno miało miejsce nigdy się nie zdarzyło. Najwyraźniej mimo, że kucykom ziemskim było szkoda jednej ze swoich, to nie chciały się mieszać, a tym bardziej narażać gwardii. Jak się jednak okazało nadal była tu Pumpkin, która teraz stała przed budynkiem z wyraźnie ponurą miną. Na widok White szybko do niej podeszła. Zawahała się jednak, kiedy miała podejść zbyt blisko, patrząc na nią z wyraźną rozpaczą.

- Tak bardzo przepraszam - pociągnęła nosem. - Gdybym wróciła sama nigdy to wszystko by się nie stało. Na pewno żałujesz, że kiedykolwiek mnie spotkałaś, teraz twoja przyjaciółka umrze - Nie mogła powstrzymać dalej łez. - Zrozumiem jeśli teraz mnie znienawidzisz


Pustynia

Spear najwyraźniej nie miał sił na rozmowę, ale lekko jęknął z wyraźną rezygnacją, kiedy Batty wspomniała o kawie buntowników. Ogier zresztą wyglądał na bardzo zmęczonego, ale wyraźnie starał się to ze wszelkich sił zataić. Lance był zaniepokojony tym widokiem, bo wiedział, że w razie walki jego zmęczenie może doprowadzić do błędów. Na wspomnienie żeby zrezygnować z teleportacji Pearl lekko westchnęła, a Lance znów spojrzał na Batty.

- Gdyby to ode mnie zależało to już byś mogła służyć w gwardii na stanowisku oficera, ale sama wiesz jaki rygor obecnie panuje - ciężko westchnął i spojrzał na trasę jaką się kierowali. - Jeśli utrzymamy obecne tępo powinniśmy przed zmrokiem dotrzeć na granice pustynne. Tam zaczną pojawiać się bardziej zieleniste tereny, a stamtąd zaledwie dzień lub dwa do pierwszej niewielkiej osady, a potem mielibyśmy szanse na spokojny powrót do Canterlotu w ciągu kilku następnych dni

- Jestem za, ale nie wiem czy wszyscy damy radę - Pearl spojrzała na Speara. - Może jestem w stanie znaleźć jakieś zioła i przygotować z nich coś co doda ci sił, ale tutaj może być trudno o cokolwiek - spojrzała ponuro na otaczający ich piasek i kości zwierząt.

- Poradzę sobie - powiedział z lekką irytacją Spear.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

White

Odetchnęła z ulgą widząc że Pumpkin nadal stoi przed budynkiem. Dzięki temu nie musiały się szukać nawzajem co byłoby tylko stratą czasu... Ale właściwie White nie wiedziała na co te dodatkowe chwile przeznaczyć, jak na razie nie miała żadnego planu czy pomysłu. - To nie twoja wina - Powiedziała łagodnie ale nie umiała schować smutku w swoim głosie. - Rzecz w tym że dobrali by się do niej gdzie indziej więc to i tak wyszłoby podobnie bez ciebie - Podeszła bliżej do Pumpkin z zamiarem przytulenia jej. Nie wiedziała jak ją pocieszyć w inny sposób. ,,A co jeśli ją też podmienili?'' - Pomyślała. Trochę się wzdrygnęła ale szybko się uspokoiła. ,,Nie, chyba nie ma powodu by wpadać w taką paranoję...'' Zawsze rozwiązywała jeden problem na raz ale teraz zaczynały się nawarstwiać... A do tego zadawała sobie pytanie jak mogła dopuścić do tego by Crimson została wrobiona przez podmieńce w coś takiego. Nie wiedziała jak to odkręcić... I poczuła jak samotna łza spływa jej po policzku.  

 

Batty

Można powiedzieć że ignorowała zmęczenie Speara i nie rzuciła mu więcej jak jedno zaciekawione spojrzenie. Uznała że drążenie tego tematu tylko go rozdrażni, zwłaszcza jeśli faktycznie padał na pysk a pogorszenie relacji czy nastroju nie leżało w nikogo interesie. - W zasadzie nie wiem, spotkałam tylko was a nie widziałam jeszcze żadnych ćwiczeń bojowych czy musztry. - Zaczęła mówić ale zmieniła temat, nie trzeba cały czas rozmawiać o trudach. To w końcu zmęczy każdą osobę która nie umie odwracać od tego swojej uwagi. - Macie jakieś zabawne historię jak jeszcze byliście źrebakami? - Zapytała. Wolała ominąć temat Equestrii uznając że rozmowa zaraz zejdzie na temat wojny. - Sama swoich nie pamiętam... Między innymi dlatego mnie ciekawią

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Klacz pociągnęła lekko nosem gdy White ją przytuliła, ale zauważyła też jak tak z jakiegoś powodu lekko się wzdrygnęła. Nie domyślała się cym było to spowodowane, ale nie widziała sensu w doszukiwaniu się tego. Była tylko prostą klaczą, która nigdy nie przeżywała rzeczy jak jej wybawicielka. Poza tym nie mogła się dziwić, że teraz być może czuje tak wiele nieprzyjemnych emocji, jej przyjaciółce groziła przecież śmierć, a one nic nie mogły zrobić. Naprawdę chciała móc jakoś pomóc.

- A gdyby tak... - Zawahała się i dostrzegła łzę White na co zrobiło jej się bardziej przykro. - No bo... - Zastanawiała się jak to ubrać w słowa. - Twoja koleżanka, ta która została, nie może nam pomóc? Może wiedziałaby jak wyciągnąć Crimson... Wydaje się jakby wiedziała jak sobie radzić z takimi sytuacjami - Przełknęła ślinę zauważając jak to zabrzmiało. - Nie myślę o niej nic złego tylko tak pomyślałam... - Nie dodała nic więcej opuszczając lekko wzrok.


Pustynia

Na wspomnienie o ćwiczeniach gwardii każdy wydawał się reagować inaczej. Lance wydawał się wrócić do przyjemnych wspomnień, co sugerowała jego rozmarzona mina. Pearl nie wydawała się podobnie zachwycona, właściwie to od samego początku odkąd poznała Batty była najbardziej zdystansowana od gwardii. Być może powodem było to, że klacz była bardziej medykiem niż żołnierzem. Tylko Spear wyglądał jakby nadal ze wszystkich sił starał się zachować koncentracje i nie rozpraszać.

- Jak to możliwe, że nie pamiętasz? - spytała zaskoczona Pearl. - Cierpisz na amnezje? Czy użyto na tobie czaru wyczyszczenia? - Lance również spojrzał na Batty.

- Ta druga opcja byłaby przykra, bo stosuje się ją na zbrodniarzach wojennych, którzy są zbyt cenni aby ich zabić, a zbyt niebezpieczni aby puścić wolno. Robi się więc najprostsze według dowództwa wyjście. Pozbawia się przeszłego życia takiej osoby i stara się je zapisać na nowo aby lepiej wykorzystać możliwości takiego kucyka - wyjaśnił ponuro Lance. Wszyscy chwilę milczeli jakby nie mieli nawet ochoty o tym myśleć.

- Kiedyś z moją starszą siostrą - Uśmiechnęła się słabo Pearl zakłócając ciszę i wracając do wcześniejszej prośby Batty. - W Canterlocie w świątyni, kiedy odbywało się wyznaczanie drogi jednorożcom wrzuciłyśmy do środka gromadę skunksów - Pokręciła lekko głową. - Gdybyś widziała minę tych kapłanów i jak uciekali przewracając się o własne kopyta, kiedy jeden dostał smrodem - Oba ogiery spojrzały nieco zaskoczone na towarzyszkę, co wskazywało, że oni również nie znali tej historii.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

White

Zanim skończyła przytulać Pumpkin wytarła z policzka swoją łzę, nie chciała by ktokolwiek to zauważył. Powinna być twarda jako gwardzistka czyż nie? Czasami jednak miała wrażenie że to normalne życie, w nowej Equestrii stworzonej przez Crystal ją w końcu dopadło i zmieniło. Jakby już się nie nadawała do tej roboty... Ale musiała jeszcze raz zagryźć zęby i iść dalej. Sytuacja tego wymagała a te setki treningów jednak czegoś ją nauczyły. 

- Może - Mruknęła cicho. - Ale ona wytnie pół posterunku zanim ją uwolni... A potem pozostałą część by z niego wyjść. Niestety to też nie jest coś co chcemy bo konsekwencje takiego czynu okażą się zbyt wielkie - Pokręciła głową. - Chyba że... - Pomyślała o tym co nauczyły ją te parę dni z Crimson. - Mam pewien pomysł. Masz pojęcie gdzie ją będą trzymać? 

 

Batty

- Można powiedzieć że to amnezja. Wiecie, bywają takie chwile gdy popełniasz błąd a ten kosztował mnie dosyć sporo... Mnie. - ,,Jeśli wiecie o co mi chodzi'' - Pomyślała. - Chociaż po twoim opisie Lance, to co te robaki mi zrobiły nie różni się wiele od tego zaklęcia - Nie powiedziała jednak więcej zmieniając temat na przyjemniejszy spoglądając z uśmiechem na Pearl jakby ją oceniała a potem nie wytrzymała i się roześmiała - I po tym skończyłaś jako ułożona klacz w gwardii? - Na twarzy miała zapisane nieme ,,jak to się mogło stać?'' ale wiedziała że życie potrafi układać scenariusze. - Co można powiedzieć, zapewne do dziś czują... - Kontynuowała. - Czują wagę tamtych chwil. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare
- Niewiele razy tam byłam - powiedziała cicho i na chwilę spojrzała na posterunek. - Czasem tylko z tatą, kiedy dostarcza racje dla gwardii. Posterunek jednak nie wydaje się duży. Z tego co zauważyłam mają tam tylko jedną celę - pokazała kopytkiem tak aby nikt inny tego nie zauważył na okoliczną ścianę. - Ta ściana, to za nią powinna być jej cela, tam ją najpewniej zabiorą do czasu egzekucji. Musisz jednak wiedzieć, że na posterunku zawsze jest minimum czterech strażników z czego trójka to jednorożce. Zakładam, że po południu jest ich najmniej, bo wtedy chodzą na patrole - Nagle spoważniała. - Co chcesz zrobić? Czy mogę jakoś pomóc? Też chcę ją uwolnić

 

Pustynia
Widać było, że temat robaków zainteresował troję jej towarzyszy, ale nim ktokolwiek miał okazję go pociągnąć, Pearl znowu nie dała na to szansy. Temat, który zaczęła Batty wyraźnie ją nieco rozbawił.
- Ułożona klacz? - spytała i lekko pokręciła głową. - Nigdy właściwie nie wiedziałam co chcę robić. Wojna zawsze była dla mnie głupotą, którą zadaje jedynie ból - powiedziała ponuro. - Nie pytano mnie o zdanie, a po prostu zaciągnięto, to albo odpowiednio by się mną zajęto. Gwardia cesarzowej potrzebowała uzdrowicieli, a ja ze swoją magią byłam idealna. Zwykłe kucyki mogą dostać pomoc kucyka ziemskiego, ale magia jednorożca? To jest zarezerwowane dla elit - splunęła w bok.
- Przestań - wtrącił ponuro Spear. - Mówisz za dużo…
- A mam wiecznie kłamać? Nawet nas byli gotowi poświęcić. Gdyby Batty tam nie przyszła już byśmy nie żyli, a według tego w co każą nam wierzyć jest od nas niby gorsza. To co się dzieje nie jest dobre dla nikogo. Nieważne czy urodziło się jednorożcem czy pegazem. Ale powoli o tym zapominamy, a z czasem pewnie całkiem zapomnimy kim naprawdę jesteśmy - Nikt chyba nie chciał odpowiedzieć na to. Nawet Lance nie wydawał się chętny do prowadzenia tej dyskusji.

Link to comment
Share on other sites

White

- Ale wszystko co powiesz może być pomocne - Odpowiedziała. - To że jest jeden posterunek już wiele mówi, na przykład oszczędza nam szukania gdzie ona może być - Słuchała dalej tego co ma do powiedzenia. Przemknęła jej myśl że Pumpkin wie dosyć sporo ale musiał ktoś znać dokładne plany tego budynku. Na przykład ktoś kto go budował a to bez wątpienia mogły być kucyki ziemskie. - Na razie zbieram informacje, będziemy mieć tylko jedną szansę i wychodzi na to że najtrudniejsze nie będzie dostanie się do niej a ucieczka... Dlatego najlepiej byłoby to zrobić po cichu, tylnymi drzwiami jak to często robiła Crimson. Znasz może kogoś kto pracował przy budowaniu tego posterunku? 

 

Batty

- W porównaniu do klaczy co wpuściła skunksa do świątyni?  Nie obraz się ale złagodniałaś na starość - Uśmiechnęła się po czym przybrała bardziej neutralny wyraz twarzy gdy temat stał się poważniejszy. Słuchała i co chwila spoglądała na Pearl. - Pierwszy raz widzę Cię taką ponurą - Czuła że to po części jej wina bo przecież zapytała... Ale nigdy nie wiadomo kiedy się trafi na czyjegoś trupa w piwnicy. - Może nie byłam na wojnie ale wiele o niej słyszałam - Nic dziwnego skoro przebywała tyle w towarzystwie byłych ludzi. - To nie jest coś dobrego - Skwitowała. 

 

Sinister

- Tak, oczekuje że powierzysz mi twoje życie w moje kopytka. - Powiedziała klaszcząc w nie. - Bo widzisz, na ogół światy w których się rodzimy są silniejsze od nas. Kształtują nas a my jedynie reagujemy na zmiany i przeciwności losu starając się w nich nie utonąć... I tak, istnieje szansa że będę próbować Cię zabić a Ty, jeśli jesteś typowym kucykiem będziesz walczyć.. Ale istnieje również szansa - Powoli zmniejszała dzielącą ich odległość. Musiało to być dość nieprzyjemne dla Sinister bo jej twarz delikatnie wykrzywiała się w grymasie. - Że dostaniesz ode mnie coś przyjemnego, coś wartego trudów i ryzyka... Ale jedynie w momencie gdy będę czuła że mam nad Tobą władzę. - Zatrzymała się tuż przed nią ale nie przybiła swojego kopytka. - A ta umowa, nie daje mi tej pozycji - Nie spoglądała jej w oczy. - Da mi to jedynie zaufanie... Ale się nie bój, nie chodzi tutaj o ten rodzaj magii... Z mojej strony nie padnie ani jedno zaklęcie a przynajmniej nie te które masz na myśli.

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- To było dość dawno... - powiedziała lekko marszcząc brwi na niedawne pytanie White. - Byłam wtedy małą klaczką, wcześniej był chyba inny, ale po wojnie wymagał wyburzenia i trzeba było go postawić na nowo - mówiła na głos swoje wspomnienia. - Chyba budowały go kucyki ziemskie... Tak coś pamiętam - Delikatnie potarła kopytkiem policzek. - Nie mogę sobie przypomnieć dokładnie robotników, nawet nie wiem czy nadal są w mieście, ale... Jak byłam mała pracował tu pan Cobalt. On chyba był architektem i zawsze był dla mnie miły, ale... - Wyraz jej pyszczka stał się bardziej ponury. - On nadal tu mieszka, ale ma już swoje lata, teraz chyba mieszka w miejscowym domu starców, bo nie nadaje się już do pracy. Nie wiem czy nadal będzie pamiętał jak dokładnie zbudowany jest budynek, ale jeśli chcesz możemy spróbować


Pustynia

- Wojna... - westchnęła Pearl. - Nie jestem pewna, ale to chyba zależy od perspektywy. Ja nigdy nie chciałam zabijać, a kiedy widzi się jak umierają kolejni oczekujący od ciebie pomocy, widzący w tobie ostatnią deskę ratunku coś w tobie po prostu pęka. Czuje się jakbym zawiodła każdą osobę, która potrzebowała mojej pomocy, a nie mogłam jej pomóc - spojrzała na swoich towarzyszy. - Podobno żołnierz, nie może myśleć, że kogoś zabija na wojnie, a ma robić to machinalnie, to ma być impuls, ale moja rola była jednak inna, ja nie miałam zabijać, a pomagać - Widać było jak parszywie musiała się teraz czuć, ale niespodziewanie zatrzymał się Lance.

- Znam tę okolicę - powiedział nagle i wyszedł trochę naprzód. - Miałem racje, niedaleko jest miasteczko, moglibyśmy tam uzupełnić zapasy i odpocząć, ale... - spojrzał na Speara i Pearl. - To miasto założone przez sponyfikowanych. Jeśli wejdziemy tam w rynsztunku...

- I mamy go tak zostawić? - Spear nawet nie krył oburzenia. Pearl jednak zareagowała jako pierwsza natychmiast zrzucając hełm, a następnie wzięła się za zbroję.

- Róbcie sobie co chcecie, ja za to żelastwo nie pozbawię się możliwości ciepłej kąpieli - spojrzała na Batty. - Chyba też się zgodzisz, że warto choć raz wygodnie wypocząć, prawda?


Las Everfree

- Wiesz? - zmniejszyła również dzielącą je odległość niemal dotykając pyszczkiem jej i patrząc jej bezpośrednio w oczy. Zupełnie jakby toczyły niemą walkę na spojrzenia. - Strasznie filozofujesz, niemal od początku naszej rozmowy. Nie chcesz dać jednoznacznej odpowiedzi, a bawisz się moimi wątpliwościami. Duch, który jest z tobą z góry uzna, że przyjęcie twojej propozycji to idiotyzm, a ty za to proponujesz mi nowe doznania, których mi brakuje - odsunęła się od niej i zaczęła chwilę chodzić w kółko, aż znów się nie zatrzymała i nie spojrzała ponownie na Sinister. - Zwykle jak coś chcę to, to biorę i mogę tak zrobić teraz. Jeśli zechcę mogę cię ze sobą zabrać i zrobić co mi się podoba. Będziesz się stawiać, ale oboje wiemy jaki wynik tego starcia będzie. Jedyne co ci zostanie to duma, że nie dałaś skóry tanio, ale prawdą będzie tylko to, że jedyne co byś sobie zapewniła to więcej cierpienia w drodze do mojego celu. To jednak chyba za proste - przejechała delikatnie kopytkiem pod brodą. - Więc może spytam cię co ty byś zrobiła na moim miejscu będąc w tej sytuacji, a ja ocenię przy tym jak prawdomówna jesteś

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

White

- Gdy zadawałam to pytanie miałam nadzieje że to bardziej świeża sprawa... Ale możesz nas zaprowadzić do tego architekta  - Zadecydowała by nie stać pod posterunkiem dłużej niż to konieczne - Nie jestem pewna jak mu przedstawić tą sprawę bo na pewno zapyta po co nam ta wiedza ale chyba powinien być po naszej stronie? - Snuła domysły starając się wyłuskać ten pomysł który da największe szanse na powodzenie. - I może kupimy mu jakiś drobiazg, coś w stylu czekolady?

 

 

Batty

- Wiesz że gdybyś mogła ich uratować to z pewnością byś to zrobiła? Jeśli tak to nie ma co się obwiniać mimo że to nie jest łatwe - Spojrzała na nią. - Nie lubię gdy jesteś smutna, nie do twarzy Ci z tym - Spróbowała się uśmiechnąć jednak nie wyszło to zbyt dobrze i po chwili odwróciła wzrok. - Czasami tak jest że nie daliśmy rady się czemuś sprzeciwić, kąpieli jednak nie ma co odmawiać. To samo dobro - Zmieniła temat widząc że Pearl jest weselsza i odwróciła się do Speara.

- Mogę Ci ten pancerz przysypać piaskiem z grzywy i nikt nawet nie zauważy.

 

Sinister

- Tak, to idiotyzm - Star potwierdziła co spotkało się z krytycznym spojrzeniem Sinister.

- Chcesz wiedzieć co bym zrobiła w twojej sytuacji? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie - Poprosiłabym o wyłożenie kawy na ławę, bez prowadzenia moich gier i kluczenia pomiędzy rzeczywistością a pięknymi obietnicami - Śledziła ją wzrokiem gdy ta ją okrążała. Było jednak w tym spojrzeniu coś nie tak, jakby oszukiwała spoglądając za nią a nie prosto w oczy. - Wtedy byś wiedziała o co mi naprawdę chodzi ale to dla mnie to opcja bez tej magii... To znaczy, mam pewien zwyczaj gdy gram w karty i los nie obdarzy mnie w danym momencie szczęściem. Lubię wtedy udawać, obiecywać. Ten czar pryska dopiero gdy mój przeciwnik mnie sprawdzi i okazuje się że było więcej krzyku niż to wszystko warte...

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Jest kucykiem ziemskim, niewielu z nas pała miłością do jednorożców - ugryzła się szybko w język. - Przepraszam... Ja naprawdę nie chciałam. Naprawdę uważam cię niemal za starszą siostrę. Ty i Sinister mi pomogłyście nie byłyście takie jak inne jednorożce, które znam. Chociaż... - Znów spojrzała na White. - Nie obraź, ale dziwi mnie czasami, że taka klacz jak ty trzyma się jej i Crimson, znaczy wydajesz się wyróżniać w tej grupie - Pokręciła lekko głową. - Znowu przepraszam... Za bardzo wychodzę poza naszą sytuacje. Kucyki ziemskie nawet w gwardii często nie dogadują się z jednorożcami, bo są zwykle traktowane jako zwierzęta pociągowe i sama wiesz... - Lekko się skrzywiła. - Co do pana Coblata, jednak... On chyba ma wysoki cukier. Możemy mu kupić ciastka owsiane, ale może lepiej mu nie mówmy otwarcie, że chcemy się włamać do aresztu żeby ratować więźnia, bo jak zakładam, to właśnie planujemy


Pustynia

- Dziękuje - Na pyszczku Pearl pojawił się znowu uśmiech. - Ty za to bywasz urocza jak do tej pory w każdej sytuacji

- Znajdźcie sobie pokój - warknął Spear i spojrzał na Batty. - Nie boje się, że ktoś go ukradnie, ale to jak porzucenie służby. Pancerz, to nie powód do wstydu, a dumy

- Musimy zrozumieć pewne rzeczy - wtrącił w końcu Lance. - Szpieg, który zdobywa informacje też musi się czasem pozbyć nie tylko ubrania, ale również tego kim jest dla zadania

- Nie jesteśmy szpiegami - zaprotestował Spear.

- Nie jesteśmy, to prawda, ale walczymy o przetrwanie, a musimy uzupełnić zapasy - Spear lekko westchnął i wraz z Lancem też ściągnął w końcu zbroje. Pancerze zostały zebrane w kupkę, a następnie pokryte piaskiem, jak wcześniej proponowała Batty.

- Zostaje jeszcze sprawa naszych funduszy - Lance spojrzał na wszystkich.

- Mam dwadzieścia monet - powiedział ponuro Spear. - Na coś powinno nam starczyć

- Sto - powiedziała Pearl pokazując pokaźny mieszek.

- Skąd tego tyle masz? - spytał zaskoczony Spear, ale klacz w odpowiedzi tylko wzruszyła ramionami.

- Siedemdziesiąt - dodał Lance.

- Na pokoje powinno nam starczyć - westchnęła Pearl. - Nie jestem pewna jednak czy zgromadzimy tam za resztę zapasy na całą drogę

- Może uda się skromnie coś zorganizować i odpowiednio je potem racjonować - rozmyślał na głos Lance. Żadne z nich wydawało się nawet chcieć prosić Batty o pomoc w kwestii dzielenia kosztów, zupełnie jakby było im głupio o to pytać.


Las Everfree

- I widzisz? To jest właśnie myśl - Na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech. - Kawa na ławę... Jak to przyjemnie brzmi. Jak jest w naszej sytuacji? Czy to co mi proponujesz jest coś warte, a może i tutaj jest więcej krzyku, a my prowadzimy tę rozmowę bez powodu, bo starasz się sobie kupić czas żeby mi uciec i zapomnieć o mnie raz na zawsze - Przechyliła głowę patrząc teraz na Star. - Jesteś jej martwą matką? Zabiła cię i teraz uczepiłaś się jej w ramach zemsty czy wasza relacja jest głębsza? Jesteście w symbiozie, ale nie wydajecie się być z tego zadowolone. Czemu chcesz akurat jej ciała? Jeśli brakuje ci życia możesz wziąć pierwsze lepsze, a jednorożców uzdolnionych też nie brakuje. Dlaczego jej po prostu nie opętasz?

Link to comment
Share on other sites

White

- Nie musisz tyle przepraszać - Powiedziała w miarę pogodnie. - Wiem jak wygląda obecna sytuacja i to że powiedziałaś to na głos nic nie zmienia - Zamilkła na chwilę. - A czemu się trzymam z Sinister? Wydaje mi się że to Cię nie zaskoczy ale to raczej nie przyjaźń - Ściszyła głos. - Czasami myślę że dzieli nas zbyt wiele żeby mogło to zaistnieć więc chodzi raczej o obowiązek. Nie chce zbyt wiele mówić o jej przeszłości ale kiedyś była bardziej zagubiona. Pełna żalu i gniewu. Nie skończyła w lochu lub w gorszym miejscu tylko dlatego że przyrzekłam pewnej osobie że taki wybryk się z jej strony nie powtórzy... Ale to co popchnęło ją w tą stronę nadal gdzieś w niej jest i boje się ze to znowu wyjdzie na powierzchnie - Pokręciła głową. - A Crimson? Zdaje się za bardzo lubić bójki ale tak poza tym nie wydaje się złą osobą... No i kiedyś pewnie ścigałabym ją za mazanie po ścianach farbą ale to już nie moje zmartwienie - Uśmiechnęła się. - Może to być dobry pomysł by mu o tym nie mówić - Pumpkin zgadła co chodziło jej na myśli. - Ale chyba nie wyglądamy na kogoś kto interesuje się architekturą hobbystycznie. Może się uda tak poprowadzić rozmowie że przy okazji wygada się jak zaprojektował ten posterunek. 

 

Batty 

- Dobra myśl Spear -  Spojrzała na Pearl by zobaczyć jej reakcje na to co powie. - Jak weźmiemy wspólny pokój  będzie taniej, prawda? - Uśmiechnęła się i do dalszej dyskusji dwójki gwardzistów nie wtrącała się. Dopiero odezwała się ponownie gdy wzrok Lance'a spoczął na niej gdy każdy wymienił fundusze którymi dysponował - Ze złota trochę

wyszłam. Wiecie, życie ze smoczycą ma pewne minusy - Co ciekawe o plusach nie wspomniała. - Piętnaście monet... Jakiś diament, trochę opium i srebrnych błyskotek - Spojrzała się po reszcie na ich reakcje. Dla niej to wszystko była waluta jak każda inna. - I parę, jeszcze innych rzeczy ale tutaj raczej ich nie spieniężę. 

 

Sinister

Po tej serii pytań, Spell i Star spojrzały na siebie przez dłuższą chwilę w milczeniu. Obie wydawały się niechętne by odpowiadać ale ta druga dała szybciej za wygraną. 

- Sinister faktycznie zabiła swoją matkę ale nie, nie jestem nią - Towarzyszył temu delikatny uśmiech, jakby przypomniała sobie coś przyjemnego. - I...

- To był wypadek i zabiłam ją przez ciebie - Powiedziała Spell wtrącając się. 

- Zabiło ją zaklęcie wyczarowane z twojego rogu więc jak dla mnie sprawa jest jasna. Po za tym, to było dla twojego dobra. Pamiętasz że cię ograniczała? Gdy zniknęła rzucanie zaklęć szło ci dużo sprawniej.

- Może dlatego że czarna magia jest powiązana z odczuciem nienawiści? - Splunęła na ziemie. 

- Pokłócić się możemy zawsze potem, teraz odsuńmy to na bok dobrze? - Star pokazała kopytem na gwardzistę. 

- Nie weźmie pierwszego lepszego ciała bo nie jest odpowiednie. Moje się nadaje bo ma... Jej krew. - Sinister wróciła do odpowiedniego tematu. 

- Ale to też nie tak że potrzebuje akurat jej naczynia, nie gdy oboje obie wiemy jak stworzyć nowe ciało przy użyciu elementów z innego

- Tylko to się nie stanie z powodu innych komplikacji - Teraz z kolei Sinister ucięła ten temat. - Można powiedzieć że jesteśmy skazane na siebie a doprowadziły do tego niefortunne zbiegi okoliczności... Ale wracając do tego co Ci proponuje. Wspominałaś że brakuje Ci rozrywki, że jesteś za silna i nawet walka nie sprawia satysfakcji. Przy okazji brakuje Ci doświadczeń takiego zwykłego, bardziej szarego kucyka... Nie wiem czy wiesz ale istnieje taka gra, w zasadzie jest ich parę rodzajów ale chodzi w nich o mniej więcej o to samo. Często zaczynasz w nich jako nieudacznik, szary niewyróżniający się obywatel społeczeństwa by, być może kiedyś zostać bohaterem po wielu próbach. Czasami jesteś górą a czasami wszystko się wali i nie idzie po twojej myśli... Dwie osoby wystarczą, opcjonalnie można dodawać duchy jeśli ma się z nimi kontakt. 

 

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...