Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Baltimare

- Historia twoja i sinister musi być naprawdę ciekawa - powiedziała zaraz po wysłuchaniu White. Przy okazji prowadziła ją na targ aby kupić wspomniane wcześniej owsiane ciastka. - Nie poznałam jej za bardzo, ale wydaje mi się, że ciebie szanuje. Dziś raczej o to ciężko... To znaczy... - Pokręciła lekko głową. - Nie chciałam nic złego mówić, ale dzisiejsza gwardia jest inna, brakuje tam kucyków takich jak ty - powiedziała ponuro i na chwilę zamilkła, kiedy były blisko straganu. Pumpkin wydawała się być świadoma, że ściany mają uszy. Sama wybrała ciastka i nie pozwoliła za nie zapłacić White, najwyraźniej czując, że nadal jest jej coś winna. Dopiero gdy odeszły od miejscowych kucyków zdecydowała się mówić dalej. - Ja też z kolei uważam, że Crimson jest dobra i z całą pewnością nie zasługuje na to co chcą jej zrobić, ale tak sobie myślę - Zaczęła niepewnie się rozglądać. - Mówiłaś coś o podmieńcach, a co jeśli oni nawet teraz nas obserwują i będą nam próbowały przeszkodzić? Lub co gorsza teraz czają się na Sinister? - Rzuciła niepewne spojrzenie rozglądając się dookoła.


Pustynia

- Poważnie? - spytał z niedowierzaniem Spear nim Batty jeszcze pokazała im zawartość swojego mieszka.

- A co jesteś zboczony i chciałbyś patrzeć co będziemy tam robić? - Pearl wyszczerzyła zęby do niego. - Jak dla mnie możemy nawet dla oszczędności wziąć pokój z jednym łóżkiem - Gwardzistę zamurowało, a Lance to zignorował, najwyraźniej uznając, że mają teraz większe problemy. Dopiero, kiedy Batty pokazała co sama ma i jasno w ten sposób powiedziała, że chce się dorzucić.

- Ten diament może być sporo warty, a co do opium... To chyba lepiej tym nie handlować, nawet jeśli to sponyfikowani, to nadal jesteśmy gwardzistami. Poza tym... - Rzucił klaczy zakłopotane spojrzenie. - Wiesz... To trochę niezręczne, bo ty i tak nam już sporo pomogłaś, a domyślam się, że nie masz za bardzo jak zarobić tym bardziej w Canterlocie może być z tym ciężko. Myślę, że we trójkę damy radę, a ty nie będziesz musiała pozbywać się ostatnich oszczędności


Las Everfree

- Obie widzę macie niezły problem - Nie kryła swojego rozbawienie widząc ich kłótnie. - Serio gdybym ja była na waszym miejscu... - Spojrzała na Star. - To bym sobie odeszła w zaświaty albo sama nie wiem - Teraz skierowała wzrok na Sinister. - Skoro tak jej nie znosisz to zrób jej to ciało i wtedy da ci spokój. Chyba, że wolisz się z nią męczyć, może jesteś jednak masochistką - wzruszyła kopytami. - A co do reszty tej historii, to nie wiem jak to jest. Mnie moja matka za krzywe spojrzenie by rozwaliła, a co dopiero próbę zabójstwa. Nie wiem jak jest z czarną magią, bo używam jej odkąd się urodziłam - Jej róg poczerniał, a oczy spowił fioletowy dym, a chwilę później powstał przed nią cienisty kuc o jej kształcie. - Chętnie bym się sprawdziła z prawdziwym mistrzem czarnej magii. Ten cały Sombra, to dopiero byłby przeciwnik - Westchnęła jakby rozmarzona, aż znów nie spojrzała na Sinister. - Co do twojej propozycji... Powiedzmy, że się zgodzę, ale to równa się konfliktowi interesów. Matka mnie stworzyła abym była doskonała, abym była tym czym powinny być kucyki. Czy moje pragnienia mają znaczenia wobec odmowy błogosławieństwa jakie mi dała?

Link to comment
Share on other sites

White

- Jest ciekawa... - Potwierdziła. - Mimo że byłam częścią tej historii sama nie do końca wierzę że tak to się potoczyło - Dała się prowadzić Pumpkin, w końcu to ona znała to miejsce dużo lepiej. Również zaczęła na powrót mówić gdy oddaliły sie od straganu. - To chyba najważniejsze - Zgodziła się. - Szanowanie to wstęp do wszystkiego innego. To znaczy gdy kogoś szanujesz to go nie oszukasz, prawda? Jeśli kogoś szanujesz masz powód by się z nim zaprzyjaźnić i tak dalej... A Crimson po prostu jest niewinna ale niestety wiemy to tylko my i te nieszczęsne podmieńce. Co do nich, to chcą bym zapłaciła za to co zrobiłam więc nie zdziwiłabym się jakby co najmniej część z nich trzymałaby się blisko mnie by obserwować jak cierpię... I co najgorsze nie jest powiedziane że im to wystarczy, bo tak naprawdę moja obecność naraża również Ciebie, więc nie będzie to głupie jeśli w pewnym momencie się wycofasz. Sinister ma tego swojego pupilka koło siebie więc powinna być bezpieczna.

 

Batty 

- To nie zima, nie trzeba spać w jednym łóżku by było cieplej. No wiesz, nie będzie nam nazbyt gorąco? - Powiedziała z uśmiechem ale zaraz zwróciła się do gwardzisty. Zabawa zabawą ale były sprawy równie ważne. - Przekroczyliśmy granicę Equestrii? - Spytała nieco zaskoczona. - Podobno nie wolno posiadać niektórych rzeczy... Potem mi jeszcze powiecie co wywalić - I jak powiedziała tak zrobiła, bez mrugnięcia okiem wyrzuciła malutką butelkę czemu towarzyszył odgłos tłuczonego szkła. - W Canterlot kogoś mam więc nie powinno być problemu... A jeśli jednak nie mam to nie ma powodu bym tam została. Poza tym możecie potraktować to jako pożyczkę. 

 

Sinister

- Gdy Spell mówiła o tym że jesteśmy na siebie skazane przez niefortunne zbiegi okoliczności... Dobrze przestawiła istotę sytuacji - Powiedziała to nieco z grymasem jakby nie chciała przyznawać jej racji. - Po za tym, chciałabyś być wskrzeszona przez kogoś kto z chęcią by Cię zamordował podczas twojego pierwszego oddechu w nowym ciele? Nie mówię że tak się stanie ale tego nie zaryzykuje. Nie po to poszedł cały mój trud. 

- Może jestem masochistką, kto wie... Ale czy każdy z nas po trochu nie jest? Życie nie jest wcale lekkie ale i tak to robimy gdy mamy ku temu chociaż parę powodów a tak się składa że akurat mam więc tą moją prababcię jakoś zniosę... Bez urazy oczywiście ale mówię jak jest - Nie musiała nawet spoglądać na Star by wiedzieć że ją to uraziło. - Matka chyba nie powinna taka być a Sombra został pokonany więc nie wiem skąd pomysł że byłby dla Ciebie równym przeciwnikiem. W końcu pokonałaś elementy prawda? - Spytała. - A twoje pytanie zdaje się być podchwytliwe jak sam szlag. To znaczy kładziesz mnie w trudnym położeniu - Zmrużyła oczy grając w otwarte karty. - Wiesz że jeśli oczekujesz szczerości nie powinno się stawiać zwykłych kucyków w takich sytuacjach? - Powiedziała z uśmiechem. - Powiem tyle że Twoja matka po coś stworzyła Cię z wolną wolą... I po za tym, czy to naprawdę konflikt interesów? Zwykła ciekawość? Nie wydaje mi się. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Nie boje się - powiedziała pewnie, co było dość nietypowe jak na nią. - Zawdzięczam wam wszystko. Gdyby nie wy nawet wolę nie myśleć co by mnie spotkało - lekko się wzdrygnęła na samą myśl. - Poza tym pierwszy raz czuje się jakbym brała udział w czymś tak niesamowitym - lekko się uśmiechnęła prowadząc ją za sobą. - Nie chce aby Crimson coś się stało, ale co do twojej drugiej przyjaciółki, to przecież nie weźmie swojego strażnika do miasta i podmieńce mogą nasłać na nią gwardię jeśli się pod nich podszyją - Skrzywiła się na samą myśl. - Wiesz, że one są przekonujące, na pewno nie raz z nimi już walczyłaś - spojrzała niepewnie w dół. - Dlaczego mnie nie podejrzewasz? Mogły przecież mnie też podmienić, kiedy zostawiłaś mnie wtedy w hotelu. Jak to robisz, że jesteś taka spokojna? Ja już teraz ledwo panuje nad stresem, kiedy o tym myślę, a to nie na mnie się uwzięły


Pustynia/miateczko

- Noce bywają zimne - Pearl lekko się do niej uśmiechnęła na wspomnienie o tym. - Poza tym coś zawsze można wymyślić - Spear spojrzał z niesmakiem na Batty, kiedy ta pozbyła się czegoś nielegalnego. Jego mina sugerowała jasno, że nie potrafi zrozumieć jak to jest, że jest tu z nimi.

- Jak będzie trzeba prześpisz się u mnie - Ton Pearl jasno sugerował, że nie przyjmie odmowy. - Pomogę ci tę osobę znaleźć w razie czego

- Wracając do tematu - odchrząknął Lance. - To jeszcze nie teren Equestrii, a wioski raczej nie odwiedza gwardia. To niewielka mieścina dla przyjezdnych, ale ma nieciekawą reputacje, więc musimy być gotowi na wszystko - wyjaśnił spokojnie. - No dobra, nie ma co zwlekać - Jak powiedział tak zrobił i powoli ruszył. Spear i Pearl byli za nimi.
Miasteczko okazało się naprawdę niewielkie. Nie było schludne, a nawet nieco zapuszczone. Było tu kilka domów, na oko dwadzieścia i w prostym wykonaniu. Poza nimi był tu bar gdzie słychać było pijackie krzyki i piosenki oraz niedaleko motel. Był też niewielki sklep gdzie raczej nie było wielkich ilości produktów do wyboru. Na uliczkach walały się gdzieniegdzie pijane kuce, które były raczej ignorowane przez miejscowych, którzy obchodzili ich dookoła. Porządku pilnowała tu najwyraźniej grupa najemników. Na ulicy widać ich było około dziesięciu ubranych w mundury wojskowe przypominające dawnych ludzi, ale przerobione tak aby mógł założyć je kucyk. Uzbrojeni byli w noże i niewielkie pistolety. Nie licząc jednego, który miał coś na kształt staroświeckiego karabinu. Wyróżniał się szramami i opaską na oku i najwyraźniej im dowodził. Spear spoglądał na to to wszystko z niesmakiem.

- I oni się dziwią, że ich świat upadł? - spytał w końcu. - Są tylko dowodem na to jak świat ludzi potrzebował zmiany

- Możesz być ciszej? - warknęła Pearl. - Nie będę stawała za tobą jak zaraz ktoś się na ciebie rzuci - Ogier rzucił jej krzywe spojrzenie. - Urocze miejsce, prawda? - spytała, patrząc na Batty.


Las Everfree

- Masz inaczej mówiąc przesrane - spojrzała na Star. - Ktoś chyba musiał ostro cię nie lubić, że skazał cię na taką sytuacje - pokręciła lekko głową. - Mi w każdym razie wydajesz się całkiem zabawna. Szkoda, że nie masz ciała, bo wydajesz się wiedzieć czym jest dobra zabawa - Teraz spojrzała na Sinister.

- Ciebie nadal nie jestem pewna - zmarszczyła lekko brwi. - Myślisz, że przyjęłam na siebie atak elementami? Nie jestem durna. Tu trzeba było to rozegrać jak należy. Wiedziałam po prostu jak je wykiwać, a Sombra wydawał się w opowieściach niezwykły. Zgubiła go jednak jego pewność siebie - pokręciła lekko głową. - Twoje słowa strasznie mieszają mi w głowie i nie wiem co o tym myśleć - Zaczęła chodzić chwilę w kółko, aż nie stanęła. - Nie lubię niczego zostawiać przypadkowi - Nagle się nachmurzyła. - Chyba mojego podopiecznego już coś zjadło, bo nadal nie wraca - Uderzyła kopytem w ziemię. - Tyle po mojej rozrywce, a miałam nadzieję, że zrobię mu chrzest bojowy - Zmarszczyła brwi patrząc na Sinister. - Co powiesz na to? To ja wybiorę grę, w którą zagramy. Jeśli wygrasz spróbujemy tego co proponujesz, a jeśli ja wygram, to... Sama nie wiem może zapewnisz mi rozrywkę za niego. Jesteś w stanie pójść na taki układ i zaufać mi co do uczciwości takiej gry? Sama oczekujesz w końcu zaufania ode mnie

Link to comment
Share on other sites

White

- Ale czy masz powód by się nie bać? - Spytała. - To nie tak że zawsze znajdzie się ktoś by cię obronić, a ja... Cóż, już raz zawiodłam i efekty widać dookoła - Zagryzła wargę. - Nie tylko raz jeśli liczyć by to co się stało z Crimson ale tak, jeśli do tej pory nie łamałaś prawa - Ściszyła głos. - To jest to coś wyjątkowego. Co do mojej przyjaciółki, ona sama jest niebezpieczna a nie tylko jej strażnik, dlatego się o nią nie martwię. Co prawda, ma tendencje do robienia głupich rzeczy ale jakoś umie z nich wychodzić - Spojrzała na Pumpkin. - Nie podejrzewam ciebie bo wydajesz się taka sama, podmieńce mogą kogoś udawać ale nie są idealne. Można się zorientować, stąd jestem spokojna. A nad stresem panuje bo byłam gwardzistką, to nie pierwsza taka sytuacja. 

 

Batty 

- Mam więc nadzieje że to będzie jedna z tych nocy - Powiedziała do Pearl. - Z tych zimnych - Dodała z uśmiechem. - Bo wtedy można pokazać na co nas stać by kogoś ogrzać - Puściła do niej oko. Szła dalej w milczeniu rozglądając się na boki, raczej nie była zaskoczona tym co widziała. - Dom jak każdy inny - Skomentowała obserwując najemników ale nie przyglądała się im zbyt długo by nie prosić się o kłopoty. Zastanawiała się czy któregoś z nich przypadkiem nie zna ale chyba nie. To już zbyt daleko od terenów po których podróżowała. - Co robimy? - Spytała cicho. - Idziemy załatwić spanie a potem jakieś żarcie? Tutaj lepiej nie wyglądać na zagubionego...

 

Sinister

- Widzisz, nie miałam innego wyjścia - Odpowiedziała Star beznamiętnie. - Rzuciłaś kiedyś niedokończone zaklęcie? - Spytała by zobrazować sytuacje na temat tego co się stało. - Ale jeśli masz do wyboru śmierć albo szansę na życie każdy wybierze tak samo. 

- Jak prawie każdego złoczyńcę którego zna Equestria - Skwitowała Sinister. - Czy kogoś pominęłam? - Spytała. - Historia to nie mój konik i okazuje się że czarna magia nie jest mile widziana w szkole. To chyba też nic nowego... - Śledziła gwardzistę wzrokiem gdy ta ją okrążała, przynajmniej do momentu gdy nie groziło to skręceniem karku. - I chyba nie mam wyboru jak pójść w ten układ - Powiedziała. - Żeby w końcu z tej naszej paplaniny coś wyszło... Ale pamiętaj że jeśli liczysz mnie do tej gry to i liczysz mojego zwierzaka, wiesz jestem do niego przywiązana - Nagle podniosła kopytko i otworzyła szerzej oczy. - A nie, czekaj. Zgubiłam linę - Zaczęła się obracać w poszukiwaniu rzeczonego przedmiotu. - No nie, znowu? - Uśmiechała się przy tym. - Ale chyba wiesz o co mi chodzi.

 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Mój kolega kiedyś mi powiedział, że podmieńce można poznać po kolorze krwi, bo mają inną niż my - powiedziała na głos co myśli. - Gdybyś chciała się mimo wszystko upewnić, to mogę się skaleczyć żebyś zobaczyła - Słabo się uśmiechnęła. - Uważam też, że nikogo nie zawiodłaś. Crimson też nie była na ciebie zła, a jestem pewna, że wcześniej też robiłaś co mogłaś - Jej wzrok delikatnie spoważniał. - Widzę, że się boisz, że i mnie wykorzystają, ale ja nic nie znaczę. Nie sądzę żeby one brały mnie na poważnie
W międzyczasie zaczęły docierać pod duży niezbyt zadbany budynek. Widać było kilka starych ogierów siedzących na werandzie. Szybko można było dostrzec, że ten ośrodek zamieszkują tylko ziemskie kucyki, więc łatwo było założyć, że jednorożce mają zapewne lepsze warunki jak to zwykle w obecnej Equestrii. Jeden z wypoczywających ogierów o siwej grzywie i szarej sierści wstał i uśmiechnął się na widok Pumpkin.

- Czy to mała klaczka, którą widywałem dawniej na targu - Delikatnie się uśmiechnął. - Dawno cię nie widziałem, ale wyrosłaś - Ogier spojrzał na drugą klacz i lekko westchnął. - Jednorożec? - spytał zdziwiony. - Pracujesz dla jednorożca?

- Nie... - powiedziała lekko zmieszana. - To moja koleżanka i chciała o coś pana spytać - Mrugnął jeszcze bardziej zaskoczony.

- Jednorożec przyjaźni się z ziemskim kucykiem i chce spytać o coś ziemskiego kucyka? Świat chyba znowu stanął na głowie albo cesarzowa kopnęła w kalendarz - Kilka starych ogierów zaczęło się cicho śmiać. - No, ale skoro mogę coś dla was zrobić, to pytajcie - Pumpkin spojrzała na White, chcąc jej w ten sposób dać znać, że może mówić.


Podejrzane miasteczko

Pearl uśmiechnęła się dwuznacznie na propozycje Batty, ale nie miała już okazji tego skomentować. Jej towarzysze też sobie darowali w tym Spear. Wszyscy byli świadomi, że teraz mają większe problemy niż podejrzanie dziwna bliskość gwardzistki i ich obecnej towarzyszki. Lance wyraźnie chwilę rozważał nad jej pytaniem, aż w końcu zdecydował się odezwać, ale robił to cicho.

- Nie powinniśmy zbyt otwarcie pokazywać jakie mamy środki finansowe - Pearl i Spear skinęli lekko głowami. - Proponuje więc na początek sprawdzić motel, a potem wejść do sklepu

- To chyba rozsądny pomysł - przytaknął Spear. Skierowali więc swoje kroki do dość starego budynku. Widać było, że motel ma lepszy czas już za sobą i raczej ciężko tu o niezwykłe wygody. Pod nim stał jakiś podejrzany ogier, który zignorował wchodzących do środka Lance'a i Spear'a. Jednak odwrócił wzrok na przechodzącą Batty i zagwizdał nieprzyjemnie obserwując jej tyłek i szczerząc lekko zęby. Zareagował również co oczywiste na Pearl.

- Chcesz zarobić, skarbie? - spytał grubym nieprzyjemny głosem. Klacz lekko się skrzywiła. Mogła bez problemu sobie z nim poradzić, bo miała szkolenie wojskowe, ale wiedziała, że miała nie zwracać na siebie uwagi.

- Wolałabym nie. Jestem już zajęta - Z trudem się uśmiechnęłam.

- Przecież nie ma go tu i nie musi się dowiedzieć - Nie dawał za wygraną.


Las Everfree

- Nie wiem jak to jest - powiedziała szczerze. - Nie rzucam niesprawdzonych zaklęć i nigdy bliska śmierci nie byłam - wzruszyła kopytkami. - Ale chyba na twoim miejscu zrobiłabym podobnie, chociaż nadal uważam, że masz przesrany los - Zaraz jednak znów zwróciła uwagę na Sinister.

- Jesteś strasznie zabawne - wyszczerzyła lekko zęby. - Pierwszy raz mnie ktoś tak bawi. Nie spodziewałam się też, że się zgodzisz, aż mam ochotę nagiąć zasady gry żeby dać sobie większe szanse - Spojrzała na strażnika klaczy. - Normalnie w takim wypadku po prostu rzucam komuś wyzwanie, ale nie sądzę, że ty nawet z jego pomocą chciałabyś ze mną walczyć - Lekko westchnęła. - Możemy pójść też do tartaru i sprawdzić czy nadal jest tam ten cały Tirek, o którym słyszałam historie - uśmiechnęła się bardziej. - Chyba wiesz kto to, prawda? Zadanie mogłoby polegać na tym kto pierwszy go pokona - podrapała się lekko po brodzie. - To jednak chyba znowu nie do końca fair. Eh niełatwe zadanie. Może więc zrobimy tak. Co wolisz? Gra planszowa, zabawa w chowanego lub berka. Wydaje się to całkiem fair, a przynajmniej tak sądzę. Chyba, że masz zastrzeżenia

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

White

Nie odezwała się już tylko z lekkim wymuszeniem odwzajemniła słaby uśmiech Pumpkin. Najwyraźniej wysoko stawiała swoje wymagania i nie chciała by na kolejną osobę spadł ciężar jej decyzji. To po prostu było nie w porządku że podmieńce wybrali taki sposób by ją ukarać... Ale czego innego mogła się spodziewać gdy pokazała że umie się bronić? Niestety nie może być zawsze przy każdym i tu kryła się słabość którą tak bezczelnie wykorzystali. 

Na ziemie wróciła na ziemie dopiero gdy do Pumpkin zagadał jakiś ogier. Spojrzała na niego i po dalszym ciągu rozmowy już wiedziała kim jest. Jak zwykle podział rasowy, kiedyś prawie nieistniejący teraz ukazywał się w pełnej okazałości. Ani jednego jednorożca nie było na werandzie a najpewniej i w całym ośrodku... Ale przynajmniej budynek był zadbany, to już coś. 
- Albo wrócił do normalności - Mruknęła niezbyt głośno. - Pumpkin powiedziała mi że pracował pan, znaczy zaprojektował - Poprawiła się wiedząc że jest architektem. - Obecny posterunek gwardii, to prawda? - Na chwilę zamilkła by ocenić jego mowę ciała, jak zareaguje na to pytanie. - Sprowadza mnie właśnie ten fakt, chciałabym wiedzieć o o tym budynku coś więcej. Jak jest zbudowany. - Zerknęła na chwilę na przyjaciółkę a potem na ciastka kupione na straganie. Chyba myślała że to dobry moment właśnie na coś takiego. 

 

Batty 

Odwzajemniła uśmiech Pearl ale nic więcej już nie dodała gdy wszyscy zamilkli. To powoli nie było miejsce na żarty, nie ważne czy prawdziwe czy nie, teraz liczyło się skupienie. 

- Wyglądamy lepiej niż te chlejusy, to już wiele znaczy - Odpowiedziała na uwagę Lance'a, również zachowała delikatny ton. Nie skinęła głową jednak poszła za nimi do starego budynku. Nie wyglądał dobrze ale jak zawsze, niezbędne minimum jakim było łóżko powinien mieć. Typa gapiącego się na jej tyłek zignorowała, niestety nie zdążyła poprawić niezbyt długiego płaszcza by mu to uniemożliwić. ,,Cóż, przeżyje'', pomyślała o swoim błędzie. Wtem usłyszała że Pearl oberwało się gorzej bo ją zaczepił... Spojrzała na niego, potem na przyjaciółkę i się odezwała.

- Dla ogierów to zawsze musi być on, co nie? - Powiedziała. - Jakby nie było innych możliwości.

 

Sinister

- A więc masz może dla mnie nieco współczucia? - Star zastukała kopytkami, co ciekawe nie stanęła na tylnych ani nie poleciała na twarz jakby grawitacja na nią nie działała. - Bo mocą przyjaźni możesz to naprawić - Powiedziała i jakby, dopiero po chwili dotarło do niej znaczenie tych słów. Obróciła się i zażenowana sytuacją dodała tylko: - Japierdole, co ja robię. Aż taka ze mnie desperatka? - Wyglądało na to że nie liczyła że to zadziała... A może to był żart z jej strony?

- Ja też nie - Zignorowała Star, najwidoczniej miała w tym masę praktyki. - Ale czasami lubię rzucić monetą... - Pokręciła głową. - Czasami żle się to kończy - Spell wyraźne była zaskoczona gdy gwardzista wymieniał jako swoje gry walkę z nim lub odwiedziny Tireka w tartarze. Chociaż w tym drugim miała jeszcze jakieś szanse, mogła wyczekać odpowiedni moment i ukrasć zwycięstwo przy odrobinie szczęścia. - Ale liczę że zwróciłam na siebie twoją uwagę - ,,Niestety'', dodała w myślach. - I być może nawet mnie trochę polubiłaś, dlatego liczę że dostanę taryfę ulgową - Prawie wystawiła język ale powstrzymała się. Nie była pewna jakby to zostało odebrane. - Zabawna w chowanego raczej odpada, wyczuwasz nawet duchy a co dopiero mnie. Gra planszowa brzmi najbezpieczniej ale nie wiadomo co chorego Ci strzeli do łba bo to brzmi nudno jak na inne propozycje... A więc berek? - Spytała. - Ale jeszcze zaczekaj - Zmrużyła oczy. - Co jeśli przegram? Kijowo się gra nie znając stawki. Zwłaszcza jeśli chodzi o zapewnianie rozrywki za kogoś kogo coś zjadło. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Pytanie nieco zaskoczyło ogiera, co wskazywał wyraz jego pyska. Spojrzał to na jedną to na drugą klacz, a następnie idąc za wzorkiem White skierował swój na ciastka. Najwyraźniej szybko zrozumiał do czego to zmierza. Wyciągnął kopyta po prezent, a następnie spojrzał na White.

- Dawno nikt mnie nie pytał o pracę - Jego mina sugerowała, że wróciły mu miłe wspomnienia. - Tak... To była dobra robota. Włożyłem wiele serca w ten projekt, jak w każdy inny. Nikt jednak nie docenia pracy ziemskich kucyków, a przynajmniej nie dziś - Ciężko westchnął. - Pewnie dlatego nie chcieli mnie słuchać, że jeden spory kamień jest luźny, a zrobione było to celowo na wypadek gdyby musieli się ewakuować. Jak sądzę dziś pracujący tam gwardziści wcale o tym nie wiedzą. Wystarczy przecież pójść na prawo z dala od okna. Wykorzystać odrobinę siły i pchnąć czwarty kamień. Tak zdecydowanie kucyk by wtedy tam wszedł i wyszedł - Mówiąc to spoglądał w niebo jakby chciał ukryć swoją świadomość o tym, że wie jak istotne informacje im teraz przekazuje. - Tak gdyby tylko ktoś o tym wiedział


Podejrzane miasteczko

Najpewniej Spear co sugerowała jego mina podzielał słowa Batty co do ich wyglądu, który ich wyróżniał, ale nie powiedział nic na głos. Obaj gwardziści byli już w środku starając się rozwiązać obecną sytuacje mieszkaniową. Nie byli też świadomi tego co dzieje się na zewnątrz. Nim Pearl zdążyła coś dodać nagle i niespodziewanie pojawiła się Batty. Klacz na jej widok się uśmiechnęła i podeszła bliżej lekko wtulając się w jej grzywę. Ciężko było powiedzieć czy tylko dla podtrzymania blefu. Ogier wyglądał początkowo na zaskoczonego, ale tylko na chwilę.

- Ale to przecież nawet lepiej - Obleśnie się uśmiechnął. - Na pewno już wam się znudziło i brakuje wam pewnych rzeczy aby zabawa była przyjemniejsza, a tak wszyscy na tym skorzystamy - Mrugnął sugestywnie do Batty.


Las Everfree

- Moc przyjaźni? - spojrzała unosząc brwi. - Ktoś mówił, że miłość i przyjaźń zawsze je ocali, a gdzie teraz są? Nie mów mi, że wierzysz w te banały. Prawdziwa siła pochodzi tylko z naszych własnych umiejętności - W przeciwieństwie do klaczy nie zignorowała ducha, ale zaraz znów spojrzała na Sinister.

- Uważasz mnie za taką psychopatkę? - Wydęła wargę niczym urażona panna, kiedy ta wspomniała o jej chorej wyobraźni w kwestii gry planszowej. Zaraz jednak usłyszała jej pytanie dotyczące nagrody za jej możliwą wygraną, na co lekko zmrużyła oczy i znów podeszła do klaczy, chodząc jakiś czas dookoła niej i obserwując wręcz przeszywająco ją z każdej możliwej strony. - Dobre pytanie... Zwykle inni zapewniają mi rozrywkę niewielkim starciem, ale jak sądzę ty do tego nie przywykłaś - Lekko westchnęła. - Nie wiem może zabiorę cię do domu i zrobię z ciebie zabawkę lub pokojówkę... - Przyłożyła kopyto w zastanowieniu. - A może po prostu pójdziemy na miasto i poszalejemy. Jak sama powiedziałaś, nie sposób przewidzieć co strzeli mi do tego łba - Krzywo się uśmiechnęła.

Link to comment
Share on other sites

White

Odetchnęła z ulgą gdy przekupstwo zadziałało i ogier sięgnął po ciasta. Wiedziała jednak że to nie w tym była główna rola tego że jest im przychylny, kucyki ziemskie wiele wycierpiały w tych czasach i będą cierpieć dalej jeśli nic się nie zmieni. Słuchała z zainteresowaniem i z małym zaskoczeniem przyjęła informacja o luźnym kamieniu służącym za wyjście ewakuacyjne. 

- Cóż, niektórzy uważają się za mądrzejszych niż jest to w rzeczywistości a nawet nie mają pojęcia o tym, czego nie wiedzą - Powiedziała. - A nie zapytają osoby która powinna wiedzieć to najlepiej - Lekko się uśmiechnęła i kontynuowała szeptem również patrząc w niebo. - Trudno, ich strata...  I dziękuje, to naprawdę nam pomoże.

 

Batty 

- Kreatywność to moje drugie imię więc na nudę nie narzekamy - Powiedziała uśmiechając się gdy Pearl przytuliła się do niej i odwzajemniła uścisk kładąc kopytko na jej szyi. - Poza tym czy my wyglądamy na nieprzygotowane? - Spytała marszcząc brwi. - Wybacz mi ale nie ma szans, nie masz nic do zaoferowania... Ale głowa do góry, mam pewien pomysł - Kontynuowała. - Czemu nie zapytasz jakiegoś ogiera? Jak dobrze trafisz to i nawzajem sobie pomożecie - Puściła do niego oko.

 

Sinister Spell 
- Wydaje mi się że żartowałam - Powiedziała Star. - Ale chyba nie zrobiłam tego wystarczająco jasnym - Pokręciła głową. -Jednak, te banały jak je nazwałaś nie były dla Equestrii totalnie bezużyteczne, parokrotnie się przydały - Zauważyła. - Mimo że w nie nie wierzę, dla mnie nigdy nie wniosły nic dobrego. To jest jak... Jak można polegać na kimś i wierzyć że Cię uratuje? Silny nie potrzebuje słabych. 

- Za psychopatkę? - Spytała Sinister. - Raczej nie ale jak już doszliśmy do wniosku że jesteś nieco inna i mam wrażenie że trzeba brać na to poprawkę - Znowu podążała za nią wzrokiem gdy ją okrążała. ..Chyba lubi to robić'', pomyślała ale nie przejęła się tym. Znała dziwniejsze fetysze. Gorsze było to spojrzenie ale dawała radę je wytrzymać, to nie była pierwsza minuta styczności z nią. - A więc nie ma co tego przedłużać, dawaj tą grę planszową - Zmieniła swój wybór. - Ciekawe czy będę mogła powiedzieć a nie mówiłam gdy dowiem się o co będzie w niej chodzić - Uśmiechnęła się.

 

 

Link to comment
Share on other sites

 

TAJEMNICZA BUDOWLA/LAS NAS PRZECIW TAJEMNICZEJ BUDOWLI

 

Był wieczór, lub noc, kiedy eblementaris  się wybudził. Był wyjątkowo bardzo wypoczęty. Jednakże dostrzegł, że spał zbyt długo chociażby po wysokości ciał niebieskich, czy roślinności. Po właściwym przebudzeniu się postanowił poszukać coś do jedzenia, a następnie do picia. Jednocześnie postanowił, że opuści teren ruin i nie będzie ich badać dalej. lecz skupi się na motywie związanym z taki przedłużonym snem.

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Ogier wydawał się zadowolony słowami White, co sugerował jego delikatny uśmiech na starczym pysku. Nie dodał już nic więcej na temat posterunku zupełnie jakby ta rozmowa nie miała miejsca. Nic nie wskazywało aby planował na nie donieść lub chciał skłamać. Otworzył swoje ciastka i jeszcze pożegnał Pumpkin i White życząc obu powodzenia. Kiedy tylko odeszły kawałek, Pumpkin lekko się odwróciła.

- Jak sądzę chcesz tam się włamać - powiedziała nadal szepcąc. - Jak jednak zdołasz to zrobić bez ich wiedzy? Tam zawsze ktoś jest, nie mówiąc, że zauważą zniknięcie zatrzymanego - Zmarszczyła lekko brwi. - Chcesz żebym odwróciła ich uwagę?


Podejrzane miasteczko

Pearl z trudem powstrzymała śmiech słysząc co powiedziała Batty. Inna sytuacja była w przypadku ogiera. Chociaż początkowo wyglądał na zaskoczonego, to zaraz zmarszczył brwi. Jego mina jasno sugerowała, że nie podobało mu się to co powiedziała klacz. Nim obie zdołały odejść wystarczająco daleko ten wyciągnął kopyto chcąc złapać za płaszcz Batty. Szybko tego pożałował, bo Pearl to dostrzegła. Klacz z niezwykłą szybkością chwyciła jego kopyto, a następnie przerzuciła go przez balustradę przez co ten wylądował w błocie.

- Nie dotykaj jej - powiedziała groźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Ogier znów wydawał się zaskoczony, ale nie na długo.

- Cholerna, suko - warknął wstając. Wtedy też z zaułku wyszło kolejnych trzech mu podobnych. - Nie chciałyście po dobroci, to zrobimy to inaczej - Pearl zmarszczyła brwi, a jej róg wręcz iskrzył.


Las Everfree

- Cesarzowa jest najpotężniejsza w krainie, a mimo to nadal otacza się armią - wyjaśniła swój punkt widzenia. - Nawet silny potrzebuje czasem słabych, to jak symbioza, którą można wykorzystać - Znów zaraz jednak skierowała wzrok na Sinister i wyszczerzyła zęby. - Wspaniale. Dawno nie miałam z kim zagrać - Uderzyła kilka razy kopytem w ziemię i nagle cały obraz pociemniał. Ponownie wrócił po niedługiej chwili, a one znalazły się w innym miejscu. Wokół uderzały gejzery z magmą, a drzewa wyglądały jak wysuszone pustkowie. Znalazły się na skalnym pustkowiu gdzie nie było widać niemal nic poza szarym pyłem, a z horyzontu dochodziły niepokojące dźwięki. Gdy się jednak spojrzało się dalej można było dostrzec piękne niepasujące tu odległe światło. Obok Sinister zgodnie z obietnicą był jej towarzysz.

- Żebyś nie myślała, że oszukuje - powiedziała stojąc koło niej. - Nie jesteś tu fizycznie, to obraz naszej jaźni. Nasze ciała są chronione moim polem siłowym i raczej nic im nie grozi. Jeśli zginiesz tutaj fizycznie też nic ci się nie stanie, a po prostu się obudzisz - wyjaśniła, wzruszając lekko kopytkami. - To jedna z moich ulubionych gier - pokazała kopytkiem na światło. - Zwycięzca wygra jeśli dotrze jako pierwszy do mety lub jeśli drugi gracz polegnie w trakcie zabawy. Jak obiecałam możesz korzystać z pomocy swojego zwierzaka i oboje macie wszystkie swoje zdolności - Nagle z nieba spadła duża kostka. - Poruszasz się tyle pól ile wyrzuci kostka i ani pola więcej. Jeśli mnie oszukasz zostaniesz automatycznie wyrzucona z tego świata, a ja wygram. Nie martw się będę wiedzieć jeśli to zrobisz. Dotarcie do danego pola równa się też losowemu zadaniu aby na nim pozostać. Jeśli nie wykonasz zadania cofniesz się w miejsce gdzie rzucona była kość. Wszystko jasne czy masz jeszcze jakieś pytania?


Las naprzeciw budowli

Mrok pochłonął całe to miejsce, a światło księżyca oraz gwiazd były za słabe aby je oświetlić. Nadal zewsząd dochodziło wycie wilków i inne niepokojące dźwięki, których zwykłe kucyki wolały raczej unikać. Na okolicznych drzewach i krzakach nie widać było owoców, które mogłyby zaspokoić głód czy pragnienie. Najwyraźniej w ich poszukiwaniu trzeba było udać się głębiej. Podobna sytuacja była z wodą, której źródła w okolicy nie było. Zamiast tego nadal pozostał niepokojący dźwięk. Miejsce, z którego się wydobywał było niedaleko i co ciekawe tam widać było światło, które poruszało się w rytm dziwnego niepokojącego dźwięku.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

White

- Oby tylko zachował to dla siebie - Powiedziała nadal ściszonym głosem. Rozejrzała się przy okazji czy przypadkiem nie śledzą ich postronne oczy. -  To chyba nasz jedyny, dobry pomysł... A w zasadzie okazja bo co innego jesteśmy w stanie zrobić? Nie będzie żadnych szans na uratowanie jej podczas egzekucji. Więc mamy przekonać ich że Crimson jest niewinna? - Zmarszczyła brwi. - Niestety, nie da rady. Są szczęśliwi bo już mają winnego i to im wystarczy - Mówiła już normalnym tonem była uważna żeby nikt im się nie przysłuchiwał. - I szczerze mówiąc,  wolałabym byś brała w tym udziału. Widzisz, to nie będzie bezpieczne... Chyba że masz naprawdę dobry pomysł jak to załatwić - Spojrzała na nią. - Chciałabym zrobić to jak najbardziej po cichu, tak by się nawet nie zorientowali od razu że czegoś im brakuje. Batty by się tutaj przydała... Ale mogę poprosić Sinister o pomoc, na pewno się zgodzi. 

 

Batty

Spodziewała się tej reakcji ogiera, już nie od dzisiaj wiedziała że zasugerowanie pedalskiego rozwiązania pewnych spraw to ujma na honorze dla wielu... Ale tak naprawdę co to za różnica? Czy doznania nie były podobne? Zresztą, tacy jak on to po prostu chcieli się zaspokoić i nic więcej. Stąd nie miała szacunku dla takich osób. Odwróciła się z zamiarem odejścia ale nagle poczuła dotknięcie na części swojego ubrania. Gwałtownie odskoczyła i po tym, jak znowu spojrzała na swój tył zauważyła jak Pearl przerzuca ogiera przez balustradę. Przez moment milczała a jej spojrzenie wyrażało gniew. 

- O, nawet nie musisz daleko szukać... - Na widok dodatkowych trzech ogierów przewróciła oczami. - Darujmy sobie już grę wstępną i postawmy sprawę jasno. - Powiedziała wyciągając pistolet. Był dwustrzałowy i miał ten sam kaliber co typowa strzelba - To wy nie chcecie po dobroci przyjąć naszej odmowy - Celując w ubrudzonego ogiera spojrzała mu prosto w oczy. 

 

Sinister

- Otacza siebie armią bo nie ma wyboru - Przewróciła oczami. - To jest po prostu... Oszczędność czasu. Jakby jej nie miała to co chwila mógłby przychodzić do niej jakiś chłystek próbując ją zabić bo naruszyła jego poczucie moralności czy jakikolwiek innych ograniczających konstruktów - Skrzywiła się. - Co za tym idzie, słabi są potrzebni tylko dlatego że istnieją... Bo ich istnienie nawzajem stwarza pewną możliwość a jest nią bronie swoich wybrańców przed podobnymi sobie. - Uśmiechnęła się. - Żałosne ale bez nich mogło by być nudno, są jednak na pewien sposób uroczy. 

 

Sinister cierpliwie czekała aż Star skończy swoją dłuższą wypowiedz. Tylko parę razy na nią spojrzała ale nie skomentowała tego co powiedziała

- A nie mówiłam? - Powiedziała wspominając swoje słowa. Rozglądała się i podziwiała tym co się działo wokół niej. - Ale podoba mi się twój styl, przynajmniej na razie. - Pogłaskała swojego pupilka. Lubiła dotyk piór na kopycie. - Rozumiem że on też jest swoim obrazem? - Spytała chcąc mieć pewność. - I mogę korzystać ze swoich narzędzi? Wiesz, jestem dwuklasową postacią. Mag i rzemieślnik w jednym.

 

 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Młoda klacz po wypowiedzi swojej towarzyszki wydawała się nieco zmieszana. Najwyraźniej musiała przemyśleć obecną sytuacje. Nie wydawała się zła, że White nie chce jej narażać. Na swój sposób to rozumiała. Nie umiała walczyć, a jeśli coś by się jej stało, to dawna gwardzistka nigdy by sobie tego najpewniej nie wybaczyła. Nie chciała jej z całą pewnością na to narażać. Pragnęła jednak również jej pomóc, jej jak i uwięzionej towarzyszce. Musiała przemyśleć co zrobić aby nie być kulą u kopyta.

- Nie wiem kim jest ta Batty, ale chyba bardzo na niej polegasz - powiedziała po niedługiej chwili. - W każdym razie nie wiem czy zdążysz na czas ściągnąć tu którąś z nich - dodała ponuro. - Sama powiedziałaś, że jeśli twoja koleżanka się dowie, znaczy Sinister to może zaatakować posterunek nie licząc się z ofiarami. Nie wierzę aby pan Kobalt nas zdradził, ale może mogłabym odwrócić uwagę straży przywożąc nową partię zapasów - powiedziała po niedługiej chwili. - Poza tym czy gdybyś dostarczyła im żywego podmieńca nie mieliby dowodu? Przecież straż sądzi, że nie ma ich w mieście, a tak musieliby przemyśleć obecne stanowisko


Podejrzane miasteczko

Iskrzący od magii róg Pearl nagle zgasł, a sama klacz spojrzała nieco zaskoczona na towarzyszkę. Widać nie spodziewała się, że będzie gotowa zrobić coś takiego. Ogiery też wydawały się zaskoczone, ale i przerażone. Żaden najwyraźniej nie miał broni palnej ani odwagi się teraz zbliżyć żeby nie zostać trafionym.

- Co się tu odwala? - Obcy głos natychmiast skupił uwagę Pearl jak i napastników. Przywódca do tej pory siedzących w spokoju najemników szedł w towarzystwie dwójki pegazów. Dwa ogiery uzbrojone były w niewielki pistolety, a dowódca z karabinem, który wydawał się być jego dumą szedł na przodzie. - Pytałem co się odwala?

- Napadły na nas! - wrzasnął ogier, który niedawno składał Batty i Pearl niemoralne propozycje. - Po prostu sobie staliśmy, a te zaczęły nas bez powodu obrażać. Potem nagle ona wyciągnęła pistolet i nam groziła!

- Kłamca! - wrzasnęła Pearl. - To kłamstwa!

- A jakie masz dowody? - spytał niedawny agresor. - Wasze słowo przeciw naszemu - W powietrze rozniósł się odgłos wystrzałów. Ogier z opaską na oku położył zaraz karabin znowu na swoim grzbiecie. Z budynku wybiegli zaalarmowani wystrzałem gapie, ale także Lance i Spear wyraźnie zdziwienie sytuacją.

- Napadły was dwie baby? Powiedziałbym, że pizdy z was, a nie ogiery - Jego przyboczni zaczęli rechotać. Niedawni napastnicy skrzywili się, ale nie mieli odwagi najwyraźniej na nic więcej. - No dobra dość tego. W tym mieście istnieje tylko prawo, które zarządza jego właściciel, a my jesteśmy jego zbrojną inicjatywą. Nie ma tu gwardii czy zasmolonej cesarzowej, a my - Spear chciał się wyraźnie ruszyć, ale Lance w porę go powstrzymał. Najemnik spojrzał zdrowym okiem na Batty. - Broń palna? Więc jak było? Chcesz coś powiedzieć czy może przyszłaś sprawiać kłopoty, skarbie?


Nieznane miejsce

Wyraz twarzy klaczy sugerował, że zgadzała się z tym co mówiła Star. Ona jednak była inna niż wszyscy otaczający ją słabeusze. Nie była zawodem, a tym czego oczekiwała jej matka. Wciąż brakowało jej wiele do doskonałości, ale wiedziała, że osiągnie wszystko aby tylko była z niej dumna. Nie miała szansy odpowiedzieć niestety upiorowi, bo jej świadomość już znalazła się w grze, którą stworzyła.

- Spodoba ci się jeszcze wiele rzeczy gdy zapewnisz mi rozrywkę - uśmiechnęła się krzywo. - Twoje zwierzątko jest na swój sposób połączone z tobą twoją magię i dlatego może tu przebywać - dodała zaraz odpowiadając na jej pytanie. - Widzę, że nie tylko ja lubię gry rpg - Znów się uśmiechnęła. - Już mi się to podoba, jak do tej pory nie miałam z kim zagrać. Pozwól, że pokaże ci jako pierwsza jak to wygląda - Uniosła za pomocą magi kostkę, którą rzuciła. - Dwa? - skrzywiła się niechętnie. - Liczyłam na co najmniej pięć. No nic przynajmniej mi nie zarzucisz, że kantuje - Zgodnie z liczbą oczek poszła dwa pola do przodu. Nagle na niebie zaczęły formować się wielkie napisy. Walcz albo giń. Wtedy też na polu pojawiły się dwa wielkie konstrukty z czarnego kamienia. Wydawało się, że ich wnętrza są wypełnione lawą. Oba zaczęły wściekle ryczeć i rzuciły się na nią. Klacz nie wyglądała na przestraszoną. Nagle pojawił się przed nią miecz z czystej energii. Zamachnęła się tylko raz, ale z niezwykłą prawie niedostrzegalną prędkością przepoławiając oba stwory, które chwilę później zniknęły. Zadanie wykonane. Nowy napis zastąpił stary, a klacz uśmiechnęła się do Sinister. - Chyba zaliczyłam i wychodzi, że jestem magiem rycerzem, więc też mam powyżej jednej klasy. Wasza kolej - wyszczerzyła zęby

Link to comment
Share on other sites

White

- Nie można polegać na kimś kogo nie ma, a nie widziałam już jej całe lata... - Przewróciła oczami. - Bardziej narzekam - Sprostowała sytuację. Wiedziała jednak że Pumpkin może mieć trochę racji. Częściej niż kiedyś wspominała o pomocy innych, jakby sama stała się bardziej nieporadna. - Tak, Sinister z chęcią by to zrobiła. Tutaj nie mam co zaprzeczać ale dla, powiedzmy czyjegoś dobra przemyślała by tą sprawę i wydaje mi się że dałaby się przekonać że to nie najlepszy pomysł. - A żywy podmieniec, najpierw trzeba takiego znaleźć i mieć pewność że nim jest. Niestety ale wydaje mi się że to oni bardziej wiedzą gdzie my jesteśmy... Ale podoba mi się twój pomysł z dostawą. Jest, w miarę bezpieczny. 

 

Batty

Lekko się uśmiechnęła na widok przerażonych ogierów, zupełnie jakby czerpała z tego przyjemność. Pozwoliła sobie nawet posłać zdziwione spojrzenie Pearl która również wydała się zaskoczona jej wybrykiem. ,,No co? To normalne'' - Pomyślała. Miała już kontynuować ale coś się zmieniło. Wtrącił się ktoś jeszcze i zamierzał popsuć całą zabawę. 

- Typowe - Skomentowała przewracając oczami. Znała tą śpiewkę, zawsze się w ten sposób tłumaczą gdy pojawia się przedstawiciel prawa. Nie zdążyła jednak powiedzieć nic więcej, przez nagły huk wystrzału musiała położyć na chwile swoje uszy. Nie ważne ile razy ktoś strzelał zawsze cierpiała tak samo. Kiedyś chyba będzie musiała coś na to poradzić ale to nie był na to dobry moment. 

- Niestety - Powiedziała. - Jest jeszcze prawo silniejszego - Nadal nie schowała swojej broni. - Tamci chcieli to wykorzystać a ja im tylko pokazałam że nie doszacowali ceny mojego tyłka... Nic więcej, nic mniej. 

 

Sinister

- Oby ale już jest całkiem dobrze, sam brak Star to już coś - Uśmiechnęła się ale tak naprawdę nie wiedziała do końca co o tym wszystkim sądzić. Na pewno jej życie się trochę skomplikowało. Pytanie jednak jak to się rozwinie bo jeśli ta znajomość się rozwinie... Może być różnie ale wolała o tym na razie nie myśleć. - Moje zwierzątko ma imię, Stalker - Sinister pogłaskała go za uchem gdy odwrócił głowę w jej stronę. Poświęciła mu chwilę a potem wróciła do obserwowania gwardzistki, akurat rzucała kością. ,,Dwa? Jeśli tak będzie się starać to nawet obędzie się bez kantowania... Zresztą, ja zawsze mam farta niezależnie od tego czyją kostką rzucam'', - Pomyślała. ,,Ale gorszym problemem będą zadania''. Nie sądziła żeby z taką łatwością poradziłaby sobie z tymi dwoma golemami. - W razie czego mogę być damą którą ocalisz z opałów? - Spytała odwzajemniając uśmiech. Rzuciła kostką i wypadła liczba pięć. - No, mogłaś mnie przepuścić i byś miała swój minimalny wynik na który liczyłaś. - Ruszyła ze swoim chowańcem o odpowiednią ilość pól i czekała na swoje zadanie. 

 

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Klacz nadal nie wiedziała kim jest Batty, ale nie chciała w to wchodzić. Przed wszystkim dlatego, że teraz nie bardzo miały czas na takie historie, ale też dlatego, że czuła, że dla White to głębsza sprawa, jej ton to zdradzał. Sądziła, że ma też racje co do Sinister, bo raczej opanowałaby się dla Crimson, ale cieszyło ją, że spodobał się również pomysł, który ona zaproponowała.

- Nasza farma jest głównym dostawcą żywności dla tutejszej gwardii. Powiedz tylko słowo, a porozmawiam z tatą i zawieziemy im jedzenie. Nie będzie w tym nic podejrzanego, bo z rozkazu cesarzowej kucyki ziemskie mają nadwyżki żywności dostarczać armii - westchnęła na samą myśl o tym. - Kto by pomyślał, że może to się kiedyś okazać pomocne


Podejrzane miasteczko

Ogier spoglądał na Batty, kiedy mówiła i wtedy gdy chowała uszy aby uchronić się przed dźwiękiem wystrzału. Poruszał okiem po wyjaśnieniach obu stron to na nią i Pearl to na tamtych jakby starał się znaleźć rozwiązanie problemu, aż na jego twarzy pojawił się krzywy niezbyt przyjemny uśmiech.

- Ciekawe więc na ile byś go wyceniła? - Jego przyboczni znów zarechotali. - Nie lubisz jak śpiewa? - Spojrzał na swój karabin. - To najpiękniejsza muzyka na świecie - Znów zaczęli rechotać, ale nagle uniósł kopyto i jak na zawołanie przestali. - Nie będę wnikał kto zaczął i dlaczego, mam to mówiąc szczerze w dupie, ale gdy sięga się po broń sprawa robi się większa - Znów spojrzał to na klacze to na nich. - Prawo silniejszego bez broni, a ja sędziuje. Jedna z was przeciwko jednemu z nich na ubitej ziemi tylko kopyta bez magii i broni. Wygrany jest wolny przegrany pójdzie z nami. Kto będzie reprezentował?

- Mogą tylko używać kopyt? - spytał niepewnie jeden z napastników.

- Tak powiedziałem - Największy z tamtej grupki kucyk ziemski wyszedł pewnie na środek. - No wasza kolej - Pearl chciała wyjść, ale zatrzymał ją Lance.

- Ja będę walczył - Agresorzy wyrazili oburzenie.

- Nie ma szans - powiedział przywódca najemników.

- Czemu niby? Jesteśmy z nimi to też nasza sprawa - wtrącił Spear.

- Jesteście nie jesteście nie moja sprawa. Do zwykłej bójki bym się nie mieszał, ale skoro tamta wyciągnęła broń palną sprawa wygląda inaczej. One były zaczepione walczą o swój honor, proste. Chyba, że wolą jednak skorzystać z ich propozycji, to nie wnikam - Lance i Spear nie wyglądali na zadowolonych, ale prowokacja lepiej uzbrojonych najemników mogła dla nich wszystkich źle się skończyć.

- Ja pójdę, dobra? - szepnęła Pearl do Batty. - Nie musisz się dla nas wciąż narażać, a powinnam sobie z nim poradzić, byłam przeszkolona w walce

- To która idzie? - spytał ponownie przywódca najemników.


Nieznane miejsce

- Jeśli wystarczająco ładnie poprosisz - powiedziała na jej prośbę o możliwy ratunek, szczerząc przy tym zęby. - Pięć? - pokręciła z rezygnacją głową widząc, że ją przegoniła. - Cholera niektórzy mają farta. Zapomniałam o czymś wspomnieć... Im dalej będziemy tym zadania będą trudniejsze. Więc lepiej na siebie uważaj i ty Stalker też - powiedziała pokazując, że zapamiętała imię zwierzaka. PRZETRWAJ OSTRY DESZCZ. - Uuuu kiepsko, postaraj się chronić ciało, nie chce patrzeć jak się haratasz nawet jeśli fizycznie to nie wpływa na ciebie - Chwilę po jej słowach nad Sinister i Stalkerem zawisła wielka nietypowa chmura, z której zaczęły spadać metalowe długie na metr szpikulce, spadały nich i teren wokół nich niczym ulewny deszcz.

Link to comment
Share on other sites

TAJEMNICZA BUDOWLA/LAS NAS PRZECIW TAJEMNICZEJ BUDOWI/LOT W NIEZNANE

 

Ogier po zaspokojeniu głodu i pragnienia opuścił  wspomniane tereny i po wzbiciu się w powietrze polecał w prosto przed siebie, oglądając z góry tereny, nad jakimi przelatywał. Oczywiście chronił się zaklęciem niewidzialności.

Link to comment
Share on other sites

White

-  Wydaje mi się że im wcześniej to zrobimy tym lepiej. Dla Crimson też nie jest lekko tam w środku - Stwierdziła zastanawiając się co ich zostawiona przyjaciółka może teraz przeżywać. - Więc możemy wrócić do ciebie, przygotujecie się i dostarczycie jedzenie a ja... Wyjdę nieco wcześniej i poczekam na odpowiedni moment i zrobię moją część - Nakreśliła plan, wydawał się prosty ale nie brał pod uwagę komplikacji. - Coś pominęłam? - Spytała zastanawiając się dalej. - I przed tym musimy się pożegnać. Jak się uda to będą jej szukać więc nie może tutaj zostać. 

 

Batty

- Poczekaj - Powiedziała do Pearl i zwróciła wzrok na dowodzącego ogiera. Jeśli choć trochę znał się na kucach powinien znać to spojrzenie, Batty nie zamierzała się zgadzać z tym co osądził i mógł nawet przez chwilę odnieść wrażenie że zamierza zrobić coś głupiego. - Może się jednak trochę wysilisz co?  - Spytała ignorując jego wcześniejsze zaczepki. - W tym pojedynku wiadomo kto ma większe szanse - Stwierdziła uznając że musi wiedzieć o co jej chodzi. - I to jest efekt tego że postanowiłam ich nastraszyć by mieć spokój? Nie powiedziałabym żeby to było w porządku - Podsumowała i zaproponowała swoje rozwiązanie. - Nikomu nic się nie stało, po prostu się rozejdziemy i nie będzie problemu. 

 

Sinister

- A co dla ciebie oznacza wystarczająco ładnie? - Spytała. - Wiesz, pewnie nie chcesz żebym za szybko odpadła bo to byłoby rozczarowujące nieprawdaż? - Podsunęła pomysł który mógł wpłynąć na jej chęć pomocy. - Jakbyś wcześniej powiedziała to też bym rzuciła jakąś dwójkę czy trójkę a piątkę zachowałabym na potem by przeskoczyć te trudniejsze zadania. - Miała udawaną skwaszoną minę jednak jak tylko pojawił się napis na powrót się skupiła. Nie chciała dać fatalnego występu. ,,Postaraj się chronić ciało'' - Powtórzyła w myślach słowa gwardzistki. - Dzięki kapitanie oczywistość - Mruknęła pod nosem mając już plan jak to zrobić. Jej oczy wypełniła zieleń a jej nadmiar ulatniał się w postaci fioletowej poświaty. Po chwili Sinister zamieniła się w czarny dym a szpikulce przeleciały przez niego nie czyniąc mu żadnej szkody. Postanowiła użyć sprytu zamiast typowego zaklęcia ochronnego w postaci bariery. Wyglądało jednak na to że zapomniała o swoim zwierzaku. Kolce, przyszpilając go do ziemi przebijały jego ciało na wylot... Wyglądało na to że zginął tak szybko że nawet nie czuł bólu, nie wiercił się w agonii. To było jednak mylne wrażenie. Stalker spośród innych chowańców wyróżniał się co najmniej jedną rzeczą. Nie ważne ile razy został nakłuty czy przebity, jemu nie robiło to różnicy. Cały metal który wszedł w kontakt z jego gęstą, zielono-żółtą krwią zaczął płonąć tak gwałtownie że zmuszał by zamknąć oczy lub odwrócić wzrok od tego oślepiającego blasku. Gdy pożarł przygasł po zaledwie kilku sekundach okazało się że Stalker znów stoi tak jak wcześniej, bez widocznych ran nie licząc paru zmierzwionych piór a Sinister ziewa tuż obok niego. - Zgaduje że twoja kolei - Powiedziała z chytrym uśmieszkiem patrząc na swoją przeciwniczkę, chciała zobaczyć jej reakcje.

 

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Baltimare
Klacz z uwagą słuchała planu jaki opracowała White. Jej mina nieco się zmieniła dopiero, kiedy usłyszała jego końcówkę. Patrzyła chwilę w milczeniu na klacz przed nią, a następnie z trudem się uśmiechnęła. Widać było, że ewidentnie z trudem powstrzymuje smutek i nie chce nic zdradzić.
- Spodziewałam się, że do tego dojdzie - mówiła niemal łamliwym głosem. - Chciałabym pójść z wami, ale wiem, że nie nadaje się do waszego świata. Naprawdę mi będzie was brakowało. Wiem, że znamy się krótko, ale mimo to przy tobie czułam się jakbym miała starszą siostrę. Jestem ci wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobiłaś i chcę abyś o tym pamiętała. Nigdy nie sądziłam, że w tej nowej Equestrii spotkam jeszcze od kogoś tyle życzliwości. Obiecaj mi, że jeszcze kiedyś się spotkamy w lepszym czasie i miejscu

 

Podejrzane miasteczko
- Może więc określę to inaczej? - powiedział marszcząc brwi. Jego głos jasno sugerował, że ciężko z nim negocjować. - Wasza czwórka weszła nie wiadomo skąd do naszego uroczego miasteczka - Pearl z trudem powstrzymała parsknięcie. - Nie robiliśmy o to problemów, bo zawsze przyda się ktoś z gotówką. Zostałyście zaatakowane i się broniłyście z tym też nie ma problemu. Jedynym problemem jest tutaj - wskazała na nią kopytem. - Twoja broń palna. Tutaj tylko ja i moi chłopcy ją mają. Nie musiałaś po nią sięgać, bo co najmniej jedna z was umie czarować - spojrzał na Pearl. - Ty też masz jakiś róg lub wyrostek, nie moja sprawa - machnął lekceważąco kopytem. - Nie chcesz walczyć? Dobra, proponuje inny układ. Na czas waszego pobytu oddasz nam swoją broń i będziemy mieć pewność wtedy, że nie robisz problemów

- To nie fair! - wrzasnęła Pearl. - Ona wyciągnęła, bo się broniła, oni też mają broń - pokazała kopytkiem na słabo schowany nóź ogiera.

- Życie jest nie fair - najemnik wzruszył kopytami. - Nie uwierzę, że nie pokonałabyś noża swoim rogiem, słodka dupeczko - Pearl zrobiła krok naprzód wyraźnie wściekła, ale powstrzymał ją Lance. - Jak widzę ogiery w waszej grupie są najbardziej rozsądne - Znów spojrzał na Batty. - Oddaj broń, wypad z miasta albo walka jeden na jednego, wybór należy do was


Nieznane miejsce

- To zależy - odpowiedziała na pytanie Sinister o możliwy ratunek. - Zwykle jak podwładni błagają mnie o litość, to bardziej mnie to drażni, nie ma nic bardziej żałosnego niż płaczący i błagający ogier - zmierzyła Sinister wzrokiem. - Zakładam, że widok łez u ciebie to rzadkość, to mogłoby być ciekawe - Na jej pyszczku pojawił się uśmiech, kiedy Sinister skomentowała pułapki. - Spokojnie, nie unikniesz najgorszych im dalej gra tym gorzej - Obserwowała co zrobi jej przeciwniczka i nawet nie ukryła swojego zadowolenia po wszystkim. - To rozumiem. Nareszcie szykuje mi się dłuższa zabawa. Ciekawe zastosowanie jednego z zaklęć czarnomagicznych. O ile pamiętam dawniej używał go upadły monarcha Kryształowego królestwa. Chciałam nawet powiedzieć, że jesteś zimna i bezwzględna, że tak poświęciłaś towarzysza, ale jak widzę to zbyt szybki osąd - spojrzała na Stalkera. - Zaczynam ci go zazdrościć, moje zabawki zwykle szybko się psuły. No nic - rzuciła kościom i padło sześć. - To rozumiem i zyskuje przewagę - Ruszyła rzuconą ilość pól i stanęła w wyznaczonym miejscu. WAHADŁO SPRÓBUJE CIĘ STRĄCIĆ. - Mogłam się domyślić - westchnęła, a chwilę później ziemia wokół niej zaczęła się rozpadać. Wokół niej zostały tylko niewielki kolumny, które były od siebie trochę oddalone, a przestrzeń między nimi wypełniała wydająca się być bezdenną dziura i niekończąca się ciemność. Platforma, na której obecnie stała z trudem obejmowała całe jej ciało, ale kolejne były znacznie mniejsze. Dorosły kucyk mógłby na nich stanąć zaledwie jednym kopytem. Na tym jednak obecna przeszkoda się nie kończyła. Nagle z nieba spadły wahadła, które zakończone były ostrzem tak wielkim, że mogły bez problemu przepołowić ciało kucyka. Wszystkie blokowały dostęp do kolejnych kamiennych kładek wciąż poruszać się bardzo szybko to w lewo czy prawo. - Magia oczywiście w tym wypadku nie działa - powiedziała, a na dowód Sinister mogła dostrzec, że jej róg tylko lekko iskrzył, ale nie była w stanie rzucić żadnego zaklęcia. - Jak zakładam twój kompan też miałby problem nawet z lataniem. No nic, nie ma co - Nagle wskoczyła i stanęła na jednym kopycie omijając jedno z wahadeł bez największego problemu. Poruszała się z niezwykłą gracją, zwinnością i szybkością, która nie pasowała do jednorożca, a bardziej pegaza. Była teraz niczym pegaz bez skrzydeł, kiedy pokonywała kolejne przeszkody. Została następna kolumna, ale tym razem wahadło niemal ją dorwało. Nie uderzyła jednak w nie, a stanęła na nim i z niego wyskoczyła na kolejną kolumnę. Pokonała całą pułapkę i rzuciła uśmiech Sinister. - Martwiłaś się o mnie?

 

Las naprzeciw budowli
Korony drzew rosnące wysoko zasłaniały co było skryte pod nimi. Pojawiały się dźwięki istot zamieszkujących las, ale z wysokości w płaszczu nocy ciężko było coś zauważyć. Tylko w jednym miejscu gdzie dochodziło światło widać było jak coś porusza się między drzewami. Z koron drzew wyleciały nietoperze, ale nie były zwykłe, a wielkie niczym kucyk. Nie wydawały się jednak zwracać uwagi na przelatującego ogiera.

Edited by Magus
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

LOT W NIEZNANE/PODEJRZANE MIASTECZKO (okolice)

 

Eblementaris tymczasem opuścił teren, gdzie były ruiny.  Poleciał w nieznane I bez określonego celu. Leciał tak i leciał, aż do momentu, kiedy to w oddali dostrzegł zabudowania. Po podleceniu bliżej spostrzegł w oddali grupę kucy, ale na razie nie zareagował, ale postanowił polecieć na druga stronę by wylądować na niewielkiej polanie i skryć się w lesie, nie reagując na to co się dzieje w miasteczku.

Edited by Król Etirenus
Link to comment
Share on other sites

White

Przystaneła na chwilę jakby zbierając myśli. Najwidoczniej nie spodziewała się takiej reakcji Pumpkin. 

- Naprawdę nie wiem co powiedzieć - Spojrzała na jej twarz czy przypadkiem nie ma na niej paru łez. - Nie sądziłam że to dla ciebie znaczy aż tak wiele. Wydawało mi się to po prostu właściwym zachowaniem... I tak, lepiej żebyś została. To tutaj masz swoje życie i wielu czekało na twój powrót, wczoraj wieczorem to pokazali bardzo wyraźnie - Z całą pewnością Pumpkin za swoją rodziną również tęskniła. - Kiedyś się jeszcze spotkamy, masz moje słowo. 

 

Batty 

Przewróciła oczami gdy łopatologicznie tłumaczył jej winę. Może nie było to ładne zachowanie ale najwyraźniej Batty o to się nie troszczyła. To że czwórki ogierów nie przekonał iskrzący się róg a dopiero pistoletowa dwururka świadczył o tym że sponyfikowani magię mają w dupie a przekonuje ich tylko ołów. W zasadzie nie było to dla niej coś nowego. Nie widziała z tej sytuacji idealnego wyjścia o jakie się starała. Bez broni straci główny argument który mówił by trzymać się od niej z daleka. Jeśli wybiorą nierówną walkę... Co prawda Pearl miałaby spore szansę wygrać ale Batty rozpatrywała najgorszy scenariusz. Taki w którym jej pobita przyjaciółka jest zabierana właściwie nie wiadomo gdzie przez ogiera który nazwał ją słodką dupeczką. Tutaj też coś zgrzytało ale naglę znalazła pewną lukę. 

- Broń palna jest problemem tak? - Spytała. - Więc proszę, broń palną. - Rozładowała pistolet z amunicji i podała go dowodzącemu ogierowi. Nie kwapiła się by oddać coś co wyglądało na rewolwerową strzelbę którą nosiła na drugim boku, tego którego nie widział... A tak poza tym, była magiczna więc sam stwierdził że jest w porządku. Co prawda, mógł o tym nie wiedzieć ale czy Batty wiedziała o tym że nie powinna straszyć innych w ten sposób? No właśnie. - To pamiątka, ma do mnie wrócić - Nie cierpiała się z nią rozstawać ale okazało się to najlepszym wyjściem z możliwych.

 

Sinister

- Kiedyś płakałam, to było dosyć dawno temu - Stwierdziła. - W najgorszą już wpadłam, nazywa się... Właściwie jak mam się do ciebie zwracać? Wiesz, demon pustki czy obietnica tego co ma nadejść to nie do końca mi brzmi - Przystawiła kopytko do pyszczka. - Może być Ma... Właściwie może nie. Wydaje mi się że musze to jeszcze przemyśleć. - Było blisko, prawie zrobiła coś czego mogła znacząco pożałować. - Lubię to zaklęcie, jest proste, ratuje tyłek przed wieloma rzeczami i ma całkiem dobry efekt... A Stalker, cóż. Wykonałam go w ten sposób by nie musieć się przejmować sobą gdy martwi się o mnie - Nieco szerzej otworzyła oczy gdy po rzucie kostką okazało się że wypadło sześć. Faktycznie nieźle ale to jeszcze o niczym nie świadczyło. Miała przewagę ale rzuciła również raz więcej. - Dostałaś niezły tor przeszkód, ja bym nigdy go nie przeszła choćbym miała tysiąc szans - Pokręciła głową podziwiając jej jakby nienaturalną zwinność. Pierwszy raz widziała jednorożca który się tak poruszał. - Mój zwierzak też co nieco potrafi, nawet wydaje mi się że dałby radę Ci dorównać w tym tańcu - Gdy skończyła mówić właśnie minęła ostatnie wahadło które prawię ją trafiło. Nie wiedziała czy Obietnica tego co ma nadejść słuchała tego co mówiła ale dla niej nie robiło to żadnej różnicy. - Raczej martwiłam się o to że ci się uda, wiesz też chce wygrać - Powiedziała rzucając kostką. Niestety wypadła tylko dwójka i Sinister przeklęła w duchu. Potrzebowała jedno oczko więcej by się z nią zrównać ale nadal nie było najgorzej... Tu rządził przypadek a ona jemu ufała, wiele razy pokazywał na co go stać. Nie zastanawiając się dłużej ruszyła na swoje pole. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare
Na pyszczku Pumpkin pojawił się delikatny, ale teraz zdecydowanie niewymuszony uśmiech po obietnicy ze strony White. Nic więcej już nie było do dodania. Plan był przygotowany teraz wystarczyło go zrealizować.
Aby dojść do domu klaczy znowu musiały przejść przez miasto. Wszystko na powrót toczyło się tu własnym życiem i nikt już nie wspominał o niedawnych incydentach, no prawie nikt… White i Pumpkin mogły usłyszeć rozmowę przechodzących na patrolu gwardzistów, którzy akurat ku nieprzyjemnemu zrządzeniu losu znaleźli się niedaleko.
- Mówisz poważnie? - pytał jeden z nich. - Ona nie wygląda raczej interesująco
- No cóż… Może uznał, że może sobie poużywać. Wiesz zabiła jego kumpla, uznał, że jest bezradna, więc kazał nikomu nie zaglądać i chciał najwyraźniej wykorzystać okazję żeby bardziej cierpiała. Nie docenił jej, bo zaraz usłyszeliśmy jego wrzaski. Słuchaj tu nie ma co… Ta klacz dosłownie złamała mu kopyto i wybiła zęby. Nie ma mowy o pomyłce, ona ich zabiła, to urodzona morderczyni
- I tak to zostawiliście? - spytał z niedowierzaniem drugi.
- A ty byś zostawił? Rzuciliśmy ją na ziemię i spraliśmy. Muszę powiedzieć, że jest harda. Leżała krztusząc się i ledwo ruszając, ale nie płakała ani nie jęczała. Doczołgała się jak żałosny robal pod ścianę i tam położyła
- Jesteś pewny, że przeżyła? - Trochę się zaniepokoił co wskazywał jego ton.
- Ma przetrącone kopyto i kuleje, ale żyje. Zresztą lepiej dla niej by było gdyby zdechła. Słyszałem, że jej egzekucja ma być pokazem tego co czeka każdego kto podniesie kopyto na cesarskiego gwardzistę. Słyszałem plotki o rozerwaniu na strzępy, wrzuceniu do mrowiska czy nawet obdarciu ze skóry żywcem
Chociaż Pumkin się starała nic nie ukazywać, to można było zauważyć jak trudno jej zachować spokój. Niemal cała pobladła i chodziła tak jakby miała zamiar zemdleć. Nawet wyraz jej twarzy wskazywał na to, że ma ochotę zwymiotować.

 

Podejrzane miasteczko
Chyba wszystkich równie mocno zaskoczył ten ruch ze strony Batty. Pearl spojrzała na nią nic nie rozumiejąc, zwłaszcza, że jeszcze niedawno jej wyraz pyszczka wskazywał, że jest gotowa do walki. Lance i Spear też wydawali się zaskoczeni. Niedawni prowokatorzy całego incydentu wydawali się tym zmieszani, a przywódca tutejszych najemników niechętnie sięgnął po jej broń. Widać było, że nie tego oczekiwał.

- Zepsułaś całą zabawę - westchnął patrząc na to co mu dała. - Niezła jest - stwierdził po dokładnym obejrzeniu. - Takie pamiątki są najlepsze, ale nie będę wnikał. Nie taka była umowa. W każdym razie nie musisz się martwić będzie na naszym posterunku w depozycie. Jak będziecie opuszczać miasto możesz ją odebrać
 - Ale… - wtrącił ogier przygotowany do walki. - One nas zaatakowały i… - zamilkł równie szybko na dźwięk wystrzału i na widok śladów po kulach pod jego kopytami. Przywódca najemników patrzył na niego zimno zdrowym okiem nadal trzymając swoją broń.

- Zdecydowałem, a jak się nie podoba to złóżcie u mnie skargę - Nie wyglądało aby któryś był chętny.

- Jesteś pewna? - szepnęła Pearl. - To znaczy… Przykro mi, bo to nie powinno tak być, ale widzę, że ta broń dla ciebie wiele znaczy. Nie wiem czy można im ufać, nie wydają się honorowi - Nagle mrugnęła wyraźnie zaskoczona. - Martwiłaś się o mnie i dlatego nie chciałaś żebym walczyła? - Wyraźnie próbowała ukryć zakłopotanie. Niedawni agresorzy rzucili im jeszcze wrogie spojrzenie, ale na więcej już się nie odważyli.


Nieznane miejsce

- Nie kłamiąc jestem bardzo ciekawa jak obecna ty byś płakała, bo źrebaki często płacą, to naturalne - mówiła otrzepując swoje ciało z niewidocznego kurzu. - Najgorsze? Uważasz, że jestem, aż tak niedobra - Starała się przybrać niewinną minę, ale słabo jej to szło. Najwyraźniej zbyt rzadko to robiła. - Jestem ciekawa jak chciałaś mnie nazwać, ale wracając… Mów mi po prostu D, tak będzie prościej, a jak to sobie w głowie odczytasz zależy od ciebie - spojrzała na Stalkera. - Chętnie bym z nim więc zatańczyła, ale przykro mi również, że ciebie rozczarowałam - znów próbowała udawać, ale teraz współczucie. - W każdym razie jak widzę nadal prowadzę, a po tym co powiedziałaś lepiej żeby nie trafił ci się podobny tor przeszkód, bo nasza zabawa za szybko się skończy - spojrzała na formujący się napis. UTRZYMAJ CIAŁO I ZAWARTOŚĆ ŻOŁĄDKA. - Uuuu mam nadzieję, że jadłaś niewiele przed naszym spotkaniem. A co do trzymania się… Tu może być problem - Faktycznie był, bo kamienne pola na jakich stały były raczej gładkie i nie sposób było dostrzec tu coś czego można się trzymać. - Spróbuj nie zwymiotować, nie lubię takich widoków - Chwilę po tych słowach pole na którym stała Sinister i Stalker wzniosło się w powietrze i nagle zaczęło się kręcić wokół własnej osi. Na początku spokojnie, ale przybierało coraz bardziej na sile, aż osiągnęło już niemal prędkość, która przypominała testy astronautów. W tej pozycji ciężko było o koncentrację potrzebną do rzucenia jakiegokolwiek zaklęcia.

Link to comment
Share on other sites

White

Było spokojnie, jak przed burzą... Idąc przez to miasto do domu Pumpkin miała tylko nadzieje że chmury ich zamiarów nie przyniosą wielu błysków. Wtem jednak usłyszała pewną rozmowę i szybko się zorientowała że ta dwójka gwardzistów musiała rozmawiać o Crimson. Z początku spojrzała na nich z zaciekawieniem ale całkiem prędko przeszło to w coś innego. ,,Jak tak można?'', pomyślała odwracając wzrok. ,,Przecież to... Zupełnie jakbyśmy stawali się ludźmi''. Była rozgoryczona a jej poczucie sprawiedliwości legło w gruzach. ,,Nawet nie mają odpowiedniej osoby, niestety oni tego nie wiedzą.'' Przez takie sytuacje White potrafiła na moment znienawidzić życie, przez nieporozumienie prowadzące do niepotrzebnej krzywdy... A zło, drzemiące w innych tylko rozpędzało całą tą karuzelę. Musiała to jednak odsunąć na bok, musiała być silna zarówno dla Crimson by ją móc uratować jak i dla Pumpkin by pomóc jej w tym momencie.

- Potrzebujesz chwili? - Spytała przystając na moment. White nie wydawała się zdenerwowana a raczej smutna. - Nie mdlej mi tutaj. 

 

Batty

,,No co?'', pomyślała patrząc po innych i obserwując ich zaskoczenie. Z kolei oni mogli wyczytać to nieme pytanie z wyrazu jej pyszczka. - Wy mi swoim pojawieniem też więc jesteśmy kwita - Powiedziała patrząc na ogiera przyglądającemu się jej broni. Wiedziała że gdyby dostał ją z amunicją to pewnie z powrotem otrzymałaby same łuski. Potem zwróciła się szeptem do Pearl. - Też mi się to nie podoba... Ale tak zdecydowałam. Niektóre rzeczy znaczą dla mnie więcej - Zwróciła uwagę jeszcze na utaplanego w błocie ogiera. Gdy spotkała się z jego gniewnym spojrzeniem wystawiła mu język i odsłoniła swoje lekko wydłużone kły. W zasadzie zdziwiła się jego zachowaniem, mógł naskarżyć że ma jeszcze drugą broń ale tego nie zrobił. Cóż, jego strata. - Do widzenia, miło było - Odwróciła się i weszła w głąb pomieszczenia.

 

Sinister

- Zapewne tego nie zobaczysz, nie wiem czy nadal wiem jak to się robi - Stwierdziła i uśmiechnęła się na jej drwiącą minę. - I nie, lepiej nie pytaj jak chciałam cię nazwać, tylko się wkurwisz... A jak kiedyś będziesz mi czytać w umyśle i się na to natkniesz to uznaj że moje usta prawie wyprzedziły pomyślunek. D, może być chociaż krótkie i bez tego czegoś. - Była zadowolona, to lepsze niż nic. - Moje, na przykład skraca się do Sin. Oznacza to grzech lub winę w jednym z języków ludzi. Nawet to określenie mi pasuje - Powiedziała i spojrzała na Stalkera. - On by go przeszedł, nie ja więc się nie martw - Wystawiła język i spojrzała na swoje zadanie. Zmarszczyła brwi. -Jaka zawartość, od dwóch dni nie jadłam - Zdała sobie sprawę że powinna umierać z głodu ale tak nie było. Ten promień którym została potraktowała na samym początku znajomości musiał mieć cudowne właściwości. - Dobra, ja załatwiłam połowę a ty drugą co? - Nie było już czasu na rozmowę z D, platforma zaczęła się podnosić. Sinister wskoczyła na plecy Stalkera i mocno owinęła kopyta wokół jego szyi. On sam, oblizał swoje pazury u obu przednich łap i zaczął przepalać nimi kamień. Nikt nie powiedział że nie można zrobić sobie uchwytu w tej karuzeli. - Dobrze się zaczepiłeś? - Spytała a jej zwierzak pokiwał głową. Sinister tego nie mogła widzieć ale szpony przeszły przez całą grubość kilkunastocentymetrowej platformy. Wszystko zaczęło się rozpędzać, cały świat wirował tak szybko że przestała rozpoznawać krajobraz. Faktycznie czuła się niedobrze ale na całe szczęście nie musiała utrzymać zawartość żołądka. Okazało się jednak że to nie będzie główny problem a coś innego. Przeciążenie dawało się jej we znaki i to co widziała z każdą chwilą coraz bardziej ciemniało. Nie była pewna czy starczy jej sił by się utrzymać... Niestety, gdy koło przyśpieszyło jeszcze bardziej nim się obejrzała już leciała do tyłu ale to nie był koniec. Stalker wykazał się refleksem i złapał ją owijając swój ogon o jej tułów. Zrobił to dosyć delikatnie, uważając by nie została skaleczona przez jeden z jego kolców. Wyglądało na to że przeciążenia powyżej 10 g nie wpływają na jego samopoczucie. Gdy było po wszystkim, nieco zmarniała Sinister potrzebowała chwili by dojść do siebie.

- I co? - Powiedziała leżąc. Nadal kręciło jej się w głowie. - Twój zmysł estetyki jest zadowolony? - Spytała i pogłaskała swojego wybawcę. - No kto jest moim rycerzem, no kto? - Mimo wszystko uśmiechnęła się wiedząc że nadal jest w grze. Pazury jej chowańca musiały być wysuwane, teraz miały zaledwie kilka centymetrów długości. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare
Nie odpowiedziała od razu na pytanie. To co usłyszała, wywołało w niej nieprzyjemne emocje. Potrzebowała chwili aby przełknąć te niepokojące informacje. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić co musiała teraz przechodzić ich przyjaciółka. Sama myśl sprawiła, że znów poczuła jak coś podchodzi jej do gardła, ale w porę to powstrzymała.
- Przepraszam… Ja po prostu nie umiem sobie tego wyobrazić - Z wyraźnym trudem mówiła każde kolejne słowo. - Co teraz? Jeśli ona nie może chodzić, to nie uciekniecie daleko. Może potrzebować pomocy medycznej… - Zaczęła bardzo szybko i niekontrolowanie łapać oddech.

 

Podejrzane miasteczko
Odpowiedź Batty sprawiła, że na pyszczku Pearl pojawił się niewielki rumieniec. Ogier, któremu pokazała język rzucił jej jeszcze jedno nieprzyjemne spojrzenie nim zniknął z kumplami. Najemnicy też się już nie obrócili, ale zaraz dołączył do klaczy Lance i Spear.
- Co rozumiecie przez niezwracanie na siebie uwagi? - Spear nawet nie ukrywał irytacji. - Nie było nas zaledwie chwilę i…
- Jak nie masz do powiedzenia nic mądrego to lepiej się zamknij - Pearl rzuciła mu takie spojrzenie, że się cofnął.
- Teraz nie ma to znaczenia - rzucił porozumiewawczo Lance. - Wiemy już jednak, że obserwują nas na każdym kroku, a my nie możemy opuścić miasta bez ich wiedzy skoro zabrali broń Batty - skrzywił się na samą myśl.
- To tylko broń nie możemy… - Nie dokończył widząc jak róg Pearl zaczął iskrzyć.
- Słyszałeś, że jest dla niej ważny - mówiła przez zaciśnięte zęby
- Tym będziemy się martwić później - Lance spojrzał na całą trójkę. - Wynajęliśmy dwa pokoje. Nie ma powodu zużywać nadmiernie środków. Jeśli nadal wszyscy jesteśmy zgodni co do podziałów… - Spojrzał po całej trójce. - Tak, chyba lepiej będzie jeśli zostaniemy jak jest. Teraz jednak proponuje zrobić zapasy i przy okazji rozeznać się w naszej obecnej sytuacji. Czy wszyscy się zgadzają?
- Nie mam nic przeciwko - mruknął Spear.
- W tym wypadku się zgadzam. Chyba lepiej abyśmy na razie się nie rozdzielali, bo znowu sprowokujemy bójkę - rzuciła krzywe spojrzenie na Speara.


Nieznane miejsce

- Nie bardzo orientuje się w językach martwych ras. Ludzie przegrali, bo byli słabi i głupi, to przecież oczywiste. Ale skrót Sin brzmi całkiem uroczo. Co do mojego wkurwienia… Przecież złość piękności szkodzi - wyszczerzyła lekko zęby patrząc jak Sinister pokazała jej język. Jej uwaga jednak szybko skupiła się na zadaniu jej przeciwniczki. Musiała przyznać, że zręcznie wykorzystała towarzysza, a na dodatek niewiele brakowało, a przegrałaby gdyby nie ich synchronizacja. Zaczynała być pod coraz większym wrażeniem umiejętności tej klaczy. Co jeszcze ciekawsze nawet nie zwymiotowała i chciała więcej. - Coraz bardziej mnie cieszy, że zgodziłam się na jego wsparcie, bo to wydłuża zabawę - spojrzała na swoje kości. - Zakładam, że nie nauczyłaś się wszystkiego sama, a pomagał ci ten przyjazny duszek. Jak to z wami jest? Matkuje ci, a ty jak zbuntowana córka nie masz ochoty słuchać? Nie martwisz się co może teraz robić wokół twojego ciała lub czy odchodzi od zmysłów? A co twojego posiłku… Tylko mi wytrzymaj do końca. Jak już z tobą wygram może znajdę ci jakąś bułkę - Gdy Sinister odpowiadała ona rzuciła kością marszcząc lekko brwi. - Cholera… Znowu dwójka - westchnęła i weszła na wybrane pole. TRZYMAJ SIĘ CIEPŁO. - Jakże komicznie - skrzywiła się patrząc na zbierającą się wokół niej zawieję śnieżną. Pancerz na jej ciele zaczęły pokrywać kawałki lodu. Jej róg zaczął iskrzyć, ale nawet co ciekawe energia magiczna zamarzła. - Słabo, co? Zapewne nie masz ze sobą gorącej herbaty, prawda? - Jej kopyto zaczął pokrywać lód. Uderzyła nim mocno i się skruszył z niego. - Mam chyba tylko jedno podejście w tej sytuacji - Zaczęła napinać całą mięśnie w kopytach, aż nagle wystrzeliła niczym pocisk. Wpadła prosto w środek zawiei śnieżnej i momentalnie zmieniła się w bryłę lodu, ale nie zatrzymała się, a leciała dalej niczym pocisk, aż wydostała się ze śnieżnej pułapki. Stała zamrożona niczym pomnik krótką chwilę, aż lód, który ją pokrył nie zaczął topnieć. Około dwie minuty później cały ustąpił, a ona była wolna. - Jestem cała przemoczona i mi zimno - powiedziała próbując otrząsnąć się jak pies. - Obym nie dostała grypy czy coś, ale póki co zabawa trwa nadal, prawda Sin? - uśmiechnęła się do Sinister.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

White

- Będzie dobrze - Powiedziała próbując ją jakoś pocieszyć. Nie wiedziała jednak jak, nie była w stanie odebrać czy wymazać czyiś krzywd a te właśnie Pumpkin odczuwała w tym momencie. - Staraj się o tym nie myśleć tylko skupić się na zadaniu, tylko w ten sposób jej pomożesz - Rozejrzała się znowu na boki patrząc czy ktoś się im nie przysłuchuje. Może to już wyglądało na paranoję ale wolała być pewna jak tylko mogła że plan się uda. Sama już była poddenerwowana i pod presją sytuacji ale starała się tego nie okazywać. Czuła że to ona musi być teraz tą silną, w końcu była w gwardii prawda? To musiało coś znaczyć. - I uleczę jej rany jak tylko się do niej dostane, w końcu to jest coś co umiem bardzo dobrze. Można powiedzieć że sprawa się trochę skomplikowała ale styl w jaki ją rozwiążemy się nie zmienił. 

 

Batty

,,I tak po prostu sobie idą?'',  Pomyślała obserwując ogiery które ich zaczepiły się wycofują. ,,Coś za łatwo się poddali''. Była niemal pewna że będą z nimi jeszcze problemy. 

- Albo są dobrze wychowani albo spróbują jeszcze raz - Stwierdziła nie mówiąc nic do Speara. Nie było to potrzebne... Ale Pearl stała się jakaś inna. Batty zdała sobie z tego sprawę gdy patrzyła na jej iskrzący róg. Albo może była taka zawsze ale dopiero teraz to pokazała? Tego nie wiedziała. - Moją bronią nie ma co się przejmować. Na razie jest bezpieczna więc załatwmy resztę spraw  - Zgodziła się z Lance'em i podeszła do Pearl. - Zawsze jesteś taka groźna czy tylko jak zdejmujesz tamto żelastwo? - Spytała szeptem. 

 

Sinister Spell 

- Bez niego bym nie grała - Powiedziała wiedząc że sama w tej grze nie miałaby zbyt wielu szans. - Chcesz wiedzieć jak to było? - Spytała z lekkim wzdychnięciem jakby nie chciała o tym rozmawiać. - To od początku. Matkować mi nie matkuje, już prędzej zważając na jej wiek to babciuje mi - Na jej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek. - Kiedyś między nami było dobrze, potem się zepsuło bo przejrzałam na oczy co ze mną robi. Jeszcze jakby odrobinę mnie poważała ale nie, to nigdy nie miało miejsca. Uczyła mnie tylko dlatego żebym ją wskrzesiła. To był jedyny interes... A skończyło się tak że obie nie mamy do siebie zaufania. Teraz nie powie mi jak ją wskrzesić bo boi się że chwilę po tym ją zabije więc teraz szuka kogoś innego, kogoś kto ją przy okazji obroni - Pokręciła głową jakby żałowała że tak to się potoczyło. To nie tak że oprócz nienawiści do Star, nie czuła do niej innych emocji. Po części faktycznie była dla niej jak matka ale nie chciała jej wybaczyć pewnych spraw. - A kto by się nią teraz przejmował? To nie tak że może umrzeć czy coś więc ,,jakoś to przeżyje'' - Najwyraźniej lubiła z tego faktu żartować. - Jak ją znam to jest odczuwa głębokie niezadowolenie i niesprawiedliwość że została tak potraktowana - Wzruszyła ramionami. - Spoko, nie jestem aż taka głodna. Jakoś ten twój promień na to też pomógł... Po za tym mam środki blokujące głód - Dodała tak dyplomatycznie jak tylko mogła. Potem już tylko obserwowała jak D radzi sobie ze swoim zadaniem. Sin, z tego co widziała nie chciałaby go dostać. Nie lubiła zimna. - Niestety nie mam - Odpowiedziała krótko. Zastanawiała się po co zwleka? Przecież im dłużej stoi w tym mrozie tym gorzej. Czyżby chciała się popisać?. Nie wiedziała ale na to wyglądało... A potem stało się jeszcze dziwniej. Wystrzeliła się z mięśni kopyt jak pocisk, zamarzła lecąc przez środek zawieruchy a na sam koniec stała jak posąg. ,,To nie tak że będąc zamarzniętym na kość można robić cos innego'', Pomyślała nie wiedząc co ma robić w tym momencie. Temu lodowi trochę zajmie aż stopnieje... Zakładając że D żyje ale musiała. Gra się nie skończyła a ona sama nie wybrała by tego sposobu wiedząc że nie da rady sprostać ujemnej temperaturze. 

- Jesteś pierdolnięta - Skwitowała. - Wiesz że powinnaś umrzeć? Typowy kucyk by to zrobił... Nie - Zaprzeczyła temu co powiedziała. - Typowy organizm by umarł. Przecież woda się rozszerza gdy zamarza i rozrywa tkanki...

Link to comment
Share on other sites

PODEJRZANE MIASTECZKO (okolice)

 

Wokół miejsca, przy którym wylądował ogier nie było nic ciekawego. nikt go nie zauważył, a nikt nie zaatakował. Ponieważ Emblementaris nie był głodny, ani zmęczony postanowił ponownie polecieć w okolice miasteczka, nad jakim przed chwileczką przelatywał. Nie miał określonej przyczyny, dla której tego postanowił tego dokonać. No może po za ciekawością. Stąd tez alicorn wzbił się w powietrze i skierował się w stronę miasteczka.  Po krótkim przelocie on dostrzegł zabudowania, i kuce. Nikt go nie widział, gdyż był on podpływam zaklęcia niewidzialności.  Lecąc tak zainteresował się rozmową grupy żołnierzy stacjonujących w tym miasteczku, to też z ukrycia postanowił ich podsłuchiwać z miejsca zwyczajnego i takiego, by nikt go nie zauważył mimo zaklęcia niewidzialności.

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Nic nie wskazywało aby ktoś bardziej niż powinien był zainteresowany obiema klaczami. Zdarzyło się, że co prawda, że przechodzące ogiery lub klacze rzucały im krótkie spojrzenia, ale równie szybko wracały do swoich spraw. Pumpkin potrzebowała jeszcze niewielkiej chwili aby się uspokoić, ale w końcu na jej pyszczku pojawiło się coś niezwykłego, a była to determinacja.

- Nie możemy zwlekać, ona nas potrzebuje - powiedziała bez wahania.
Znów ruszyła wspólnie z towarzyszką w kierunku farmy jej rodziny. Po drodze nie napotkały już żadnych trudności. Farma pełna ziemskich kucyków wydawała się bezpiecznym miejsce, ale nie można było być pewnym czy jakiś podmieniec i tutaj się nie krył. Ojciec Pumpkin właśnie pracował przy zbiorach, ale dostrzegł ją i White idące w jego stronę. Córka streściła mu wszystko zaraz po dotarciu. Ogier słuchał z uwagą patrząc to na nią, to na towarzyszącą jej klacz. Dopiero, kiedy przestała mówić spojrzał znowu na jednorożca.

- Mamy wobec was dług wdzięczności za to, że uratowałyście moją córkę i oczywiście pomożemy. Tylko musimy być pewni wszystkiego. Czy będziesz oczekiwać jakiegoś sygnału? Zaczekasz na nas na miejscu, a jeśli tak, to gdzieś się skryjesz czy raczej pójdziesz z nami? Przygotowanie dostawy zajmie nam około godzinę, ale nim dotrzemy ze wszystkim powinnaś więc doliczyć kolejne trzydzieści minut


Podejrzane miasteczko

Lance i jego podwładni spojrzeli w kierunku gdzie zniknęli niedawni agresorzy. Wyglądało, że żaden z nich nie ma wątpliwości co do ostrzeżenia Batty. W tej jednak sytuacji niewiele mogli zrobić poza czekaniem na to co może się stać. Każdy wiedział, że prowokowanie bójki wcale nie było na ich obecną korzyść i tak już zbyt bardzo rzucili się w oczy.

- Będziemy więc bardziej uważni, a skoro nie masz zastrzeżeń, to na początek proponuje uzupełnić zapasy. Nie pozbywajmy się głupio pieniędzy tylko wybierzemy co jest nam potrzebne do przetrwania - wyjaśnił, a następnie ruszył. Spear ruszył zanim, ale nim Pearl zdążyła dołączyć nagłe pytanie Batty sprawiło, że się lekko zarumieniła.

- Przepraszam - powiedziała na tyle cicho żeby oni nie słyszeli. - Wiem jak muszę teraz wyglądać w twoich oczach - opuściła lekko wzrok. - Po prostu... Ja nienawidzę, kiedy ktoś tak na mnie patrzy jak tamci - skrzywiła się na samo wspomnienie. - Jakbym była niczym więcej jak tylko kształtami w ich zboczonych wyobrażeniach. Poza tym, to jak potraktowali też ciebie... Coś we mnie po prostu pękło... Zawsze staram się brać więcej niż to konieczne aby udowodnić, że nie jestem w niczym gorsza, ale w takich chwilach nerwy potrafią mnie ponieść. Obiecuje starać się nad sobą panować gdyby znowu coś takiego miało miejsce


Nieznane miejsce

- Pierdolnięta? - wydęła wargę. - Ranisz moje biedne serduszko - Złapała się komicznie za klatkę piersiową. - A jednak tu jestem, prawda? A może jestem zombie? Czyżbyś się bała, że już mnie nie zobaczysz? - wyszczerzyła się wracając do jej uwag. - Widzisz, jestem bardzo gorącokrwistą klaczą o czym może jeszcze się przekonasz - krzywo się uśmiechnęła. - No dobra, ale żebyś nie oskarżała mnie o oszustwo - westchnęła z rezygnacją. - Jak widziałaś nawet moja magia zamarzał, kiedy chciałam jej użyć, a przynajmniej do pewnego stopnia. Gdybym chciała zewnętrznie coś zrobić, to gówno mogłam, ale nie wewnętrznie. Nie stałam tam na darmo czekając i się chłodząc, a za pomocą magii zwiększyłam temperaturę swoich organów wewnętrznych tak aby doszczętnie nie zamarznąć. Lód, który mnie pochłonął otoczył więc mnie zewnętrznie, ale nie zamroził najważniejszych organów, cała filozofia - wzruszyła ramionami. - Wracając jednak do twojej toksycznej relacji. Czy zabiłabyś ją gdybyś miała szansę, byłabyś na to gotowa? Co byś zrobiła gdyby mnie poprosiła żeby ją ożywić, a ja bym się zgodziła?

PODEJRZANE MIASTECZKO (okolice)

- Naprawdę, to tak zostawimy szefie? Śmierdzi to z kilometra - mówił jeden z podwładnych jeszcze co jakiś czas odwracając głowę w kierunku nietypowej grupki co tu niedawno przyszła. - Trzy jednorożce i ta... Nie mam pojęcia co to jest. Ma róg, a przynajmniej jakby, ale skrzydła nie jak pegaz... Nie mówiąc o tej broni... - Jego dowódca zdrowym okiem spojrzał na broń, a następnie w miejsce gdzie zniknęła grupka.

- Nie płacą nam za myślenie - powiedział w końcu. - Mamy robić swoje i robimy. Nie obchodzi mnie co to za jedni, jak mają kasę to zarządca tego pierdolnika jest zadowolony i mi wystarczy. Niewielu tu trafia, więc każdy dodatkowy szmal się przyda

- Mimo wszystko jednorożce w takim miejscu i w takim towarzystwie... - wahał się kolejny.

- Dziwi cię to? Może dawni ludzie, wiadomo, że w stolicy nikt takich nie chce, więc błąkają się gdzie się da byle ich nie dorwali służbiści tej zasranej cesarzowej - skrzywił się dowódca.

- W sumie masz racje, szefie, ale chętnie bym popatrzył jak te laleczki walczą o swoją racje, brak nam ostatnio rozrywki - westchnął następny.

- Może jeszcze będziesz miał okazje popatrzeć jeśli znów narobią jakiś problemów, a póki co chodźmy - znów spojrzał na broń. - Chciałbym ją dokładnie obejrzeć, nie jestem pewny skąd wytrzasnęła taką zabawkę. Może z czarnego rynku, ale nigdy takiej tam nie widziałem, może uda się z niej coś wyciągnąć jak po nią przyjdzie

 

PODEJRZANE MIASTECZKO (okolice)

- Naprawdę, to tak zostawimy szefie? Śmierdzi to z kilometra - mówił jeden z podwładnych jeszcze co jakiś czas odwracając głowę w kierunku nietypowej grupki co tu niedawno przyszła. - Trzy jednorożce i ta... Nie mam pojęcia co to jest. Ma róg, a przynajmniej jakby, ale skrzydła nie jak pegaz... Nie mówiąc o tej broni... - Jego dowódca zdrowym okiem spojrzał na broń, a następnie w miejsce gdzie zniknęła grupka.

- Nie płacą nam za myślenie - powiedział w końcu. - Mamy robić swoje i robimy. Nie obchodzi mnie co to za jedni, jak mają kasę to zarządca tego pierdolnika jest zadowolony i mi wystarczy. Niewielu tu trafia, więc każdy dodatkowy szmal się przyda

- Mimo wszystko jednorożce w takim miejscu i w takim towarzystwie... - wahał się kolejny.

- Dziwi cię to? Może dawni ludzie, wiadomo, że w stolicy nikt takich nie chce, więc błąkają się gdzie się da byle ich nie dorwali służbiści tej zasranej cesarzowej - skrzywił się dowódca.

- W sumie masz racje, szefie, ale chętnie bym popatrzył jak te laleczki walczą o swoją racje, brak nam ostatnio rozrywki - westchnął następny.

- Może jeszcze będziesz miał okazje popatrzeć jeśli znów narobią jakiś problemów, a póki co chodźmy - znów spojrzał na broń. - Chciałbym ją dokładnie obejrzeć, nie jestem pewny skąd wytrzasnęła taką zabawkę. Może z czarnego rynku, ale nigdy takiej tam nie widziałem, może uda się z niej coś wyciągnąć jak po nią przyjdzie

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...