Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

White

Można powiedzieć że od spotkania Crimson życie White przybrało trochę więcej akcji. Z jednej strony przestało być nudne i zwykłe jednak przez to bardziej męczyło... I spokojna noc jak ta była bardzo wskazana. Otworzyła senne oczy przy pierwszym pianiu koguta ale nie śpieszyła się by wstać a jedynie przewróciła się na drugi bok. Nie przejmowała się nawet gdy inni zaczęli hałasować, przynajmniej do pewnego momentu.

- I tak już nie spałam - Odpowiedziała Pumpkin gdy ta lekko uchyliła drzwi. Na wieść że Crimson znikneła spojrzała odruchowo w kierunku stodoły i skierowała wzrok na dach mając nadzieje że może śpi na nim. - Nic mi nie mówiła - Powiedziała zaniepokojona ignorując że za niedługo będzie obwieszczenie cesarzowej. Teraz jej to nie obchodziło. ,,Z jakiego powodu miałaby uciekać?'' - Pomyślała ale szybko uznała że to nie ma zbytnio sensu... Chyba że był jakiś powód o którym nie wiedziała. Z drugiej strony bardziej liczyła na to żeby była bezpieczna i nie w kopytach gwardii. - Naprawdę szukałaś wszędzie? - Postanowiła się upewnić. - Może jeszcze ja sprawdzę... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Trochę mnie tu nie było, ale jestem pewna, że zajrzałam w każde miejsce w stodole, które znam - powiedziała niepewnie Pumpkin. Na dachu, na który patrzyła White też nie było widać Crimson. Na pyszczku klaczy pojawiła się niepewność. - Ja też zniknęłam wtedy... A nawet nie wiem jak... A co jeśli... - jej głos zaczął się łamać. - Crimson wygląda na silną, ale ci gwardziści... kłopoty w tamtym strasznym miejscu, z którego mnie uwolniłyście... - widać było, że Pumpkin zaczyna się bać. - Ale mogła wyjść tylko na spacer, prawda? - wyraźnie na siłę się uśmiechnęła, a jej pytanie brzmiało bardziej tak jakby oczekiwała, że to White zdoła ją przekonać, że nie ma się czym martwić i na pewno się znajdzie.


GOSPODA/KARCZMA

Gwardziści przeszukujący pomieszczenia w karczmie byli tam dobrą godzinę. Część z nich obstawiała wejście żeby mieć pewność, że nikt nie wejdzie ani nie wyjdzie bez ich wiedzy. Oczywiście zwykli gwardziści łatwo dali się oszukać, a przy tym nie zauważyć, że ktoś zdołał się jednak wydostać. Reszta gwardzistów, która przeszukała cały budynek opuściła go jakiś czas później. Poza jednak znów uzupełnionymi tobołami wyprowadzili z wnętrza budynku jakiegoś wyrywającego się ogiera, który uspokoił się chwilę po tym gdy został uderzony kopytem w brzuch, a poza nim wyprowadzono także dwie klacze, które szły w przeciwieństwie do ogiera posłusznie za gwardzistami, którzy je pojmali, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że walka i tak nie ma w tym wypadku sensu. Chwilę później gwardziści zaczęli znów maszerować, zostawiając za sobą karczmę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- To dziwne... Powiedziała na wieść że naprawdę Crimson zniknęła. - I niepokojące - Dodała ciszej jednak wiedziała że zauważenie tego faktu w niczym nie pomogło. -  Jednak na razie nie ma co zakładać czarnego scenariusza, w końcu nie jest małą klaczą która na noc musi wracać do domu... A do tego umie się obronić - Uśmiechnęła się. To z pewnością była cenna umiejętność nawet jeśli nie zamierzało się jej używać. Lepiej jest być przygotowanym niż bezbronnym wiedząc że świat to nie jest już cukierkowo-piękne miejsce i czasami po prostu trzeba stanąć za swoim zdaniem... Lub w obronie innych. - Wiem to bo widziałam - White zapewniła Pumpkin. - Chodźmy jednak coś zjeść i obejrzeć to obwieszczenie, jeśli nie pojawi się do tego momentu pójdę jej szukać... - ,,Oby nie zrobiła nic głupiego'' - Pomyślała wiedząc że pewien gwardzista nadepnął jej na odcisk.

 

Batty

Szczerze mówiąc nie zwracała uwagi na owocowego skorpiona a skupiła się na kąpieli i nasłuchiwaniu innych, nieznanych dzwięków które mogłyby oznaczać kłopoty. Starała się raczej śpieszyć by nie kazać czekać Spearowi zbyt długo... I do tego Lance'owi i Pearl którzy również mogli się niepokoić że zajmuje im to po prostu za dużo czasu. Z jej żwawych ruchów które starały doprowadzić się do porządku jej waniliową grzywę wyrwał świst powietrza oznaczający że coś w nią leciało, coś małego ale nie oznaczało to że nie jest to niebezpieczne. Odruchowo obróciła głowę i tak szybko jak przeszła w stan gotowości wyszła z niego gdy okazało się że to był tylko owoc... Złapała go w lewitacje zanim ten zdążył upaść na ziemię i spojrzała zdziwiona na skorpiona. - Dzięki? - Powiedziała nieco niepewnie. Pierwszy raz jakiekolwiek stworzenie czymś ją poczęstowało bo te, które spotykała w swoim życiu prędzej miały ochotę na poczęstowanie się nią. Nie narzekała jednak na tą miłą odmianę i swoimi, nieco wydłużonymi kłami z racji bycia w połowie kucoperzem naruszyła skórkę i pozwoliła sobie na spróbowanie soku. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Tak, zapewne masz racje - mimo niedawnego strachu, na pyszczku Pumpkin pojawił się wyraz ulgi. Najwyraźniej słowa White nieco podniosły ją na duchu. Sama klacz nic już nie powiedziała chyba chcąc wierzyć w to co powiedziała White. Powoli zaprowadziła za to White do jadalni gdzie rodzina Pumpkin składająca się najwyraźniej z jej rodziców i dwóch źrebaków (klaczki i ogiera) już siedzieli przy stole. Posiłek, który przygotowano głównie składał się z owoców, ale nie było też ich nadmiernie dużo, co sugerowało, że większość musiała zabierać gwardia. Na widok White wszyscy się uśmiechnęli.

- Mam nadzieję, że dobrze spałaś - powiedziała mama Pumpkin do White. - Nadal nie wiemy jak mamy ci się odwdzięczyć za ratunek naszej córki

- Pumpkin już ci pewnie powiedziała o koleżance - wtrącił niepewnie ogier. - Wszędzie jej szukaliśmy, ale nie było po niej śladu. Mamy nadzieję, że nic jej nie jest - zaraz jednak lekko się uśmiechnął. - Na pewno tak jest, tu nic nie powinno dla niej stanowić zagrożenia - nim zdołali to bardziej wyjaśnić, a przy tym usiąść do posiłku pojawił się dźwięk zapowiadający poranne obwieszczenie. Rodzina Pumpkin z nią samą wyruszyła przed dom aby zobaczyć.


- Dziś przekazujemy tragiczną wiadomość - powiedział ponuro herold na magicznym ekranie. - Nie opowiemy o wieściach z frontu ani o nowych egzekucjach, bo nie ma na to miejsca. Ktoś napluł wczorajszej nocy naszej cesarzowej prosto w jej niebiański pyszczek. Wielokrotnie było mówione, że ktokolwiek podniesie kopyto na strażników dzisiejszego porządku tym samym podniesie kopyto na samą cesarzową, a takie zachowania będą karane z największymi konsekwencjami. Wiedźcie, że winny tej zbrodni nie uniknie najgorszej kary. W Baltimare zostały znalezione ciała jednego z patroli. Na czas śledztwa nikt nie ma prawa opuszczać miasteczka, aż winny zostanie znaleziony. Nie musicie się obawiać o własne bezpieczeństwo, bo gwardia wkrótce złapie winnego tego niegodziwego czynu - Pumpkin spojrzała niepewnie na White, a ta mogła się domyślić o czym ona teraz myśli.


Okolice bazy

Owoc, który ugryzła Batty z pewnością był jadalny, bo nie wywołał u niej efektów ubocznych, a poza tym był niezwykle słodki, a sok z jego wnętrza skutecznie gasił pragnienie. Sam ofiarodawca owocu już jednak nie zwrócił uwagi na Batty pogrążony we własnym posiłku. Najwyraźniej te nietypowe owoce pomagały przetrwać tutejszym roślinożercą ekstremalne, a przy tym i nieprzyjemne warunki tego rejonu. Nic też nie wskazywało aby w najbliższej okolicy miało pojawić się zagrożenie. Najpewniej gdyby było inaczej ten nietypowy skorpion, który w tym miejscu był na dole łańcucha pokarmowego już by uciekał.

- Wszystko tam z tobą dobrze?! - rozniósł się krzyk Speara, który najwyraźniej dostrzegł, że Batty długo nie wraca. Skorpion na chwilę uniósł ciało na nieznany głos, ale widząc brak zagrożenia wrócił do posiłku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White 

Pozwoliła się prowadzić idąc za Pumpkin w pewnej odległości. Jak na razie nie do końca wiedziała co o tym myśleć bo opcji na to co mogło się stać było zbyt wiele. Można powiedzieć że Crimson wyparowała jak igła w stogu siana ale ona ze swojego uciekła i wyszła zwiedzać każdy inny. 

- Było w porządku - Odwzajemniła uśmiech. Nie chciała przechwalać warunków ale również nie zamierzała w związku z tym kłamać. - W zasadzie nie musicie - Odpowiedziała po chwili zastanowienia. - Kiedyś to byłby mój obowiązek a dzisiaj to jedyne co mogę próbować zrobić z tym światem - Mruknęła nieco ciszej jakby wyznawała coś co było nie w porządku, nie pamiętała czy kiedykolwiek nadmieniła cokolwiek na temat swojej przeszłości ale po tych słowach raczej powinni się tego domyślić. - I tak wiem że zniknęła - Zmarszczyła nieco brwi nie rozumiejąc dlaczego tak się stało. - Oby - Dodała wiedząc że Crimson może stanowić zagrożenie sama dla siebie. 

 

,,Zaczyna się niezbyt miło'' - Pomyślała. Słuchała co Herold miał do powiedzenia w milczeniu jakby zwracając uwagę tylko na sam ekran i zdawało się że z każdym jego słowem White szerzej otwiera oczy. ,,No nie'' - Rozejrzała się nagle po zebranych by zbadać ich reakcje. 

- Nie chciałam mieć racji ale ona potrafi stanowić zagrożenie dla samej siebie - Od razu założyła że wie kto załatwił tych gwardzistów. - Pytanie czy już uciekła i jej tu nie ma czy miała mniej szczęścia i potrzebuje pomocy... - White wiedziała że Crimson jest twarda i umie o siebie zadbać ale niestety wypadki przy pracy potrafiły się zdążyć w mało odpowiednim momencie. - Ktoś z was próbował znaleźć jej ślady żeby zobaczyć w którą stronę się udała? - Chyba zamierzała przyśpieszyć śniadanie. Żałowała również że nie było wraz z nią Batty albo Sinister z tym jej stworem. Wtedy poszukiwania na pewno okazałyby się bardziej owocne. 

 

Batty 

- Mhhm - Nie spodziewała się czegoś tak dobrego... I w dodatku do tej pory ciężko było jej przetrawić fakt że owocowy skorpion ją poczęstował. Spojrzała na zwierzę jeszcze raz zamierzając je potem naszkicować w swojej książce. Co prawda, nie miała o nim zbyt dużo informacji ale ta jedna okazała się tak szczególna że aż warta opisania. Nagle chwilę rozkoszy przerwał czyjś krzyk. 

- Ta... - Odkrzyknęła wycierając pęciną resztę soku z ust. - Zaraz wracam ale jeszcze... - Nie dokończyła rozglądając się  jeszcze za czterema owocami by podzielić się nimi z resztą. Potem, powoli skierowała się do Speara zabierając swoje rzeczy.

 

Sinister

Sinister na jego słowa wykrzywiła pyszczek w grymasie, na szczęście miała tą ulgę że była odwrócona od niego tyłem i nie mógł tego dostrzec. 

- Jeśli tak to odebrałeś to jest mi po prostu przykro... Jednak nie taka była moja intencja - Jej słowa były szczerze. - Tak naprawdę obie starały się coś udowodnić i obie wierzymy że mamy racje a ocena należy do ciebie - Zaczęła się nieco pocić bo naprawdę wplątała się w bagno.

- Niby czym? - Star, nadal pozostając kompletnie spokojną odpowiedziała pytaniem na pytanie wcinając się w wypowiedz swojej byłej uczennicy. 

- Nie chce żebyś przepadł - Odpowiedziała po chwili zastanowienia Spell rozważając różne możliwości. - Jak na mój gust wydaje się to o wiele za proste - Najwyraźniej jego propozycje uznała za pułapkę.- Bo mam żadnej pewności że nie przepadniesz mnie zamiast siebie... - A tymczasem dwa motyle o odcieniu niebieskiego praktycznie identycznym dla ludzkich oczu nadal pozostawały na tym samym miejscu. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

LOT W NIEZNANE 

 

Tymczasem ogier obserwujący poczyniania nieznaej mu grupy kucyków ubranych ubiur wskazujący na to, że są żołnierzami, nie interweniował, lecz nasłuchiwał to, co się dzieje.

Upewniwszy się, że pojmani zostali wypuszczeni po schwytaniu, pokazaniu swojej siły wobec nich i rutynowym, jak się okazało przesłuchaniu nie świadczącym wobec spisku przeciwko panujacej cesarzowej strażników, wzbił się w powietrze i poleciał zwyczajnym tempem już w normalnej (nie miniaturowej) postaci skryty nadal pod zaklęciem niewidzialności.

Zastanawiał się przy tym, nie tylko nad tym, jaki ma cel w życiu, ale także, nad celem swojego lotu, gdyż za bardzo nie wiedział, w jakim kierunku skrzydła go zaniosą. 

Stąd też nierzucając się w oczy, z bezpiecznej odległości,  dalej będąc czujnym, oraz okrytym pod zaklęciem niewidzialności swój lot, odbywał według kierunku marszu i lotu (na znacznie wyższej wysokości) grupy wojskowych, gotowy błyskawicznie zareagować na wypadek działań mogących wpłynąć negatywnie na niego, gdyż tak na prawdę nie znał ich zamiaru, ani ich intencji wobec niego, Nie znał też tej cesarzowej, o jakiej wspomnieli,i iwypowiadali się od czasu do czasu w trakcie pogawędki toczonej miedzy sobą.

Jednym słowem. Dystansował się o tych, którzy go kierowali do miejsca embemetarusowi niezanemu, nie slędząc ich bynajmniej, lecz lecąc nieco na luzie.

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Mimo spontanicznej reakcji White, a przy tym jej licznych pytań, rodzina Pumpkin z nią samą stała jak skamieniała po niedawnym obwieszczeniu, zupełnie jakby sami nie mogli uwierzyć w to co zostało przed chwilą powiedziane. Potrzebowali chwili aby chyba również zrozumieć, co chciała im przekazać klacz. Gdy zaczęła pytać o Crimson, rodzice White spojrzeli po sobie nadal zdziwieni, zupełnie jakby nie mogli uwierzyć, że Crimson, to zrobiła. Może była to mentalność ziemskich kucyków, że te nie chcą widzieć w sobie nawzajem mordercy, a może ciężko było im uwierzyć by ziemski kucyk mógł pokonać oddział jednorożców. Jako pierwsza wątpliwości wyraziła na głos Pumpkin.

- Może to nie ona... - wyszeptała cicho. - Myślisz, że zdołałaby pokonać w pojedynkę oddział gwardzistów? - nie dając szansy odpowiedzieć White, odezwał się ojciec Pumpkin.

- Nie znaleźliśmy śladów twojej koleżanki, to znaczy musiała spać w szopie, bo jest ślad na sianie, że ktoś tam leżał, ale nie mamy pojęcia jak wiele czasu minęło od jej zniknięcia - lekko się zamyślił. - Może powinniśmy rozejrzeć się w mieście, ale ziemskie kucyki nie są tam mile widziane - dodał bardziej ponuro.


Okolice bazy

Nietypowy skorpion, nie wydawał się bronić owoców, kiedy Batty je zbierała, zupełnie jakby był gotowy się podzielić i całkiem szybko stało się jasne dlaczego. Zaraz po tym jak Batty zabrała owoce, na drzewie zaczęły rosnąć niezwykle szybko nowe. Można było odnieść wrażenie, że drzewo działa jak pod wpływem hormonu wzrostu. Co jeszcze ciekawsze, gdy klacz się oddaliła dziwny skorpion znów na nią spoglądał i zaczął wymachiwać ogonem w jej kierunku, zupełnie jak na pożegnanie, a chwilę później wrócił do posiłku.

Sam Spear nie dostrzegł jeszcze Batty, ale stał cały czas czekając, aż ta wróci. Najwyraźniej kiedy potwierdziła, że żyje nie widział powodu do zmartwień. Na całe szczęście nie wyglądało też aby coś zaatakowało jego.


Las Everfree

Nowe słowa Sinister nieco zbiły ją z tropu. Była pewna, że się jej bała, ale ostrożność z jaką do niej podchodziła była zaskakująca. Czemu nic nie próbowała zrobić? Dlaczego jeszcze nie uciekała? Musiała się domyślać jaka jest między nimi przepaść i mimo swojego parszywego wyglądu zachowywała logiczną ocenę, a nie często coś takiego spotykała. Znów spojrzała na motyle, a jej kopyta na chwilę znalazły się na hełmie jakby już chciała go unieść, ale w ostatniej chwili się wycofała.

- Zagadka nie ma sensu - nagle powiedziała, a potem wskazała kopytem niebo. - Niebo nie jest błękitne, a obecnie granatowe, ale może stać się także szare, czarne, a nawet białe i czerwone - pokazała na motyle kopytem. - Wiem co chcesz powiedzieć przez swoją zagadkę, ale patrząc przez taką interpretacje pytania żaden z motyli nie ma koloru nieba, obie odpowiedzi są błędne


Patrol gwardii

Niezdający sobie sprawy z tego, że są obserwowani, gwardziści maszerowali dalej w swoim szyku. Uzupełnione zapasy pozwoliły im skierować się do obozu gdzie mieli tymczasową bazę. Marsz z ich strony trwał około godzinę zanim dotarli do garnizonu za miasteczkiem. Obóz otaczał drewniana, ale z pewnością gruba palisada, wokół wykopana była fosa, ale nie wypełniona wodą, a drewnianymi ciosami.

Obóz pilnowany był przez uzbrojone oddziały gwardii, które tutaj głównie ukazywały broń białą. Z powietrza dało się zauważyć liczne namioty za palisadą oraz kolejnych pięćdziesięciu żołnierzy. Widać było również flagi, na których ukazany były dziwny kryształowy okrąg. Grupa, która była śledzona przeszła przez główną bramę mówiąc przy tym: chwała cesarzowej. Przybyła grupa zaczęła rozkładać sprowadzone zapasy, które nadzorował inny kucyk. Co ciekawe widać było, że wśród żołnierzy największą hierarchie mają jednorożce, bo kucyki ziemskie zostały sprowadzone do ciężkiej fizycznej pracy, a pegazy do patroli wokół. Zresztą to właśnie jednorożców było tu najwięcej. Poza kucykami w zbrojach było tu też najwyraźniej kilkoro więźniów. Część z nich była trzymana w dużej klatce, a reszta w dybach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

LOT W NIEZNANE 

 

Podczas gdy gwardia rozmawia między sobą, ogier dalej leciał kilkaset metrów nad nimi sporadycznie i bez jakiejś głębszej analizy zastanawając się nad potraktowaniem pojmanych przez nich kucy, którzy nie byli odpowiedzialni za atak na wspomnianą przez żołnierzy władaczynie.

 

Według ogiera byli neutralni, chociażby dlatego, że mieszkali, i funkcjonowali na prowincji państwa ząrzadzanego przez wspomnianą cesarzową. Nie mieli broni, ani nic, co mogło by budzić podejrzenia, jeżeli chodzi o sprzyjaniu władczyni, czy też tym, którzy są jej przeciwni.

 

Stąd też Emblementaris rzucił na cała brygadę zaklęcie wybranych myśli, ażeby dowiedzieć się o ich władczyni podstawowych informacji, takich jak, jakie po za samą wiedzą są jej motywy działania czy też to, co powoduje, że kuce nieopawiadający się żadnej ze stron są karani. 

Ponadto ważne też było zapoznanie się co nieco z obszarami, nad jakimi lecący nad grupą patrolujących pegaz z rogiem przelatywał, ażeby móc ewentualnie przeszkać w celu poszukania miejca bezskepowanego odpoczynku, czy tez zwyczajnego skosztowania posiłku, a nawet podjęcia się pracy na nie kontrowersyjnym stanowisku pracy, w celu nawet minimalnego zarobku, czy też skromnego wyżywienia się w tajemnicy z uwagi na niepewność jutra, i  w ogólnej sytuacjji w jakiej żył i znajdował się Eblementaris.

 

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Znaczy... - Zaczęła niepewnie jakby sama zdziwiona swoim zachowaniem nie wiedząc do końca co ją do tego natchnęło.  - Masz racje Pumpkin, to nie w jej stylu jakby się zastanowić... - Nagle jednak spojrzała na ogiera i kontynuowała. - Ostatnio dużo się działo - Powiedziała najwyraźniej chcąc się wytłumaczyć i przeszła do kolejnej sprawy. - Wczoraj wieczorem widziałam ją jeszcze na dachu i to dobrze że jednak potem położyła się spać - Niby ta informacja dodawała spokoju ale mimo to nadal nie wiedzieli gdzie jest Crimson. - Pójdę się rozejrzeć po śniadaniu - Zdawało się to nie być złym pomysłem. W końcu z tego co mówiła Sinister spotkała ją w mniej uczęszczanym zaułku. 

 

Batty

Jeszcze chwile się przyglądała jak owoce odrastają jakby zahipnotyzowana tym zjawiskiem. Czasami uznawała że widziała już wszystko a potem znajdowała się w innym miejscu i spotykała nowe, dziwniejsze i bardziej pokręcone rzeczy niż wcześniej. Można powiedzieć że to jeden z powodów dla których podróżowała i rzadko zatrzymywała się gdzieś dłużej. Gnało ją do przodu uczucie że jeszcze tyle jest do zwiedzenia... Odmachała jeszcze osobliwemu skorpionowi I podobnie jak zawsze ruszyła w kierunku Speara by potem wrócić do pozostałej dwójki.

- Jestem - Odezwała się do niego by zwrócić na siebie uwagę. Odmiennie jak wcześniej teraz broń niosła na plecach a w lewitacji trzymała cztery owoce. - Możemy wracać. - Dodała biorąc w magiczny uścisk jeszcze drewno. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Mimo wszystko sprawa jest dziwna - powiedziała wyraźnie zamyślona Pumpkin po niedawnym wyjaśnieniu White. - Najpierw Crimson zostaje pobita przez gwardię, a na drugi dzień znajdują martwy patrol - pokręciła głową wyraźnie roztargniona. - Crimson jednak musi gdzieś tu być, nie mogła przecież od tak opuścić miasta

- Później o tym pomyślimy - wtrąciła się mama Pumpkin. - Twoja koleżanka ma racje, nie ma co nad tym teraz rozmyślać, bo to nic nie zmieni. Zjecie coś, a może ona też niedługo wróci. Przecież też musi być głodna - Pumpkin pokiwała głową nie dodając nic więcej i ruszyła za rodzicami do jadalni. Pumpkin jak i reszta jej rodziny usiedli przy stole i każde w milczeniu jadło swoją porcje. Dopiero kiedy Pumpkin skończyła zaczęła szeptać swoje nowe przemyślenia do White.

- Moja mama miała racje powinna być głodna, a nadal jednak nie wróciła - powiedziała nerwowo patrząc jak jej rodzina powoli kończy posiłek. - Wiesz jak dobrze Crimson zna to miasto? Myślisz, że mogła się zgubić i teraz nie wie jak wrócić? - pytała z coraz większym przerażeniem, ale nadal tak aby jej rodzina nic nie usłyszała.


Okolice bazy

- Znalazłaś jedzenie? - to było pierwsze pytanie Speara na widok tego co miała Batty. - Byliśmy tu kupę czasu jeszcze zanim wytłukli oddział i nigdzie nie byliśmy w stanie znaleźć nic jadalnego. Wciąż tylko żywiliśmy się wojskowymi racjami żywnościowymi - odwrócił na chwilę wzrok w kierunku, z którego przyszła klacz i pokręcił głową. - Dziwne... Nie rozumiem dlaczego wcześniej nie wykryłem tej osady - znów spojrzał na owoce. - Może lepiej sprawdź czy nie są trujące, bo jak znam Pearl to rzuci się na nie bez zastanowienia - pokręcił lekko głową na samą myśl o tym. Powoli ich oczom też ukazał się znajomy kształt, a przy tym obóz gdzie mieli czekać sojusznicy. Widać było nawet Pearl siedząc pod palmą, która najwyraźniej jeszcze ich nie dostrzegła.


Obóz gwardii

Większość myśli tutejszych gwardzistów odnosiły się do terenu jaki ich otaczał. Niemal żaden nie krył się przy tym, że uważał to za gówniane zadanie i chciałby jak najszybciej wrócić do Canterlotu stolicy królestwa kucyków żeby otrzymać nowe zadanie w nieco lepszym miejscu. Jasno można było też wywnioskować, że dowodziły tu jednorożce. Kucyki będące w stanie używać magii miały górować nad innymi. Jeśli chodziło o więźniów to głównie jako wykroczenie przejawiał się bunt albo niechęć do cesarzowej. Z myśli gwardzistów dało się zauważyć, że jednorożce ceniły swoją panią, ale kucyki innych ras były tu raczej z przymusu i braku możliwości zdobycia lepszej pracy. Co ciekawe jednak nikt z nich zdawał się nie wiedzieć jak wygląda cesarzowa, w wyobrażeniach oddanych jej gwardzistów przejawiała się jako niemal istota niebiańska, nie mająca kształtu, który można od tak opisać, ale przy tym niesamowicie piękna. Zwykli gwardziści widzieli w niej raczej białego, ale niezwykle postawnego jednorożca. Wszyscy mieli wykonywać jej rozkazy, ale jednocześnie żaden z nich nie przyjął rozkazów bezpośrednio od niej. W myślach gwardzistów przejawiały się też myśli dotyczące trwającej wojny związanej z istotami zwanymi podmieńcami czy gryfów oraz kucyków zwanych sponyfikowanymi. Według tego co się powtarzało sponyfikowani mieli być istotami, które wcześniej nazywano ludźmi, ale za zbrodnie wobec kucyków zostali zmienieni przez poprzednie władczynie dwa alicorny w kucyki. Wściekli ludzie wypowiedzieli wojnę kucykom, która zdawała się trwać w nieskończoność, a przy tym przelewać krew wielu niewinnych. Wtedy miała pojawić się obecna władczyni, która obaliła dawną władzę, a na koniec zdusiła opór dawnych ludzi, sprawiając, że ci zaczęli się ukrywać przed jej gniewem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

OBÓZ GWARDII/OKOLICZNY LAS

 

Zarys, oraz sposób zabudowyobiektu, jaki został dostrzeżony po kilku godzinach lotu nad grupą strązników, świadczył o tym, że jest to budowlaa typowo wojskowa.  

Stąd też emblementaris cofnął czar na złónieży, a nastepnie ukrył się na obrzeżach lasu znajdującego się nieopodal jednostki wojskowej dalej będąc pod zaklęciem niewidzialności, zastanawiając się prz  tym nad pojamnymi więźniami będzie. Czy poniosą jakieś konsekwecje mimo, iż oni nawet nie spiskowali przeciw władczyni, o jakiej usłyszał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Jest dziwna... - Zgodziła się jeszcze ze słowami Pumpkin i ruszyła za jej rodziną do stołu. Nic więcej jednak nie dodała tylko usiadła na jednym z wolnych krzeseł i jedząc swoją porcję pogrążyła się w myślach. Zastanawiała się właściwie co się stało w nocy... I czy Crimson naprawdę mogła uciec bez słowa. W swoim życiu nie poznała wiele kucyków takich jak ona... To znaczy z niecodziennym i czasami dziwnym usposobieniem ale nawet biorąc to pod uwagę nic, dosłownie nic nie miało sensu. Z drugiej strony nie chciała wierzyć że została porwana we śnie, to nie tak że było to niemożliwe ale jakie są akurat szanse że trafi akurat w tą noc? Jeśli tak się stało to musiała mieć naprawdę niezłego pecha... Trzecia, ostatnia opcja również nie pasowała. Crimson niby mogła stracić nad sobą panowanie i się mścić na gwardii ale wczoraj wieczorem gdy siedziała na dachu szopy wydawała się spokojna. 

- Niestety - Cicho odpowiedziała wyrwana z ciągu myśli. - Chyba nie zna go zbyt dobrze - Nie była pewna czy dobrze pamięta ale Crimson nigdy nie była w ty mieście. Przecież pomysł odprowadzenia Pumpkin w nocy nie odpadł bez przyczyny. - Ale ona odnajduje się w chaosie - Lekko się uśmiechnęła wspominając bójkę z baru na czarnym rynku. Prawie każdy walczył na każdego a jej wydawało się to nie przeszkadzać. 

 

Batty

- Można powiedzieć że znalazłam - Odpowiedziała krótko jakby posługiwała się eufemizmem opisującym kradzież. - A tak naprawdę owocowy skorpion mnie poczęstował... Przynajmniej z początku a potem sama się poczęstowałam, w miejscu zerwania odrosły praktycznie od razu nowe - Obejrzała się za siebie jeszcze ostatni raz jakby chciała się upewnić czy wydarzyło się to naprawdę, zwłaszcza jak Spear dodał że nie wykrył tej osady. - Masz na myśli oazę? - Zmarszczyła zdziwiona brwi i pokręciła głową na boki szukając jakiś domów czy czegoś w tym stylu. - Powinny być w porządku - Powiedziała po czym dodała znacznie ciszej. - Nie smakowały trująco...

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Chaosem? - powiedziała nieco zaskoczona Pumpkin. - Masz na myśli jak ten mityczny Discord z opowieści? - mówiła dalej wyraźnie zaskoczona, zdawała się nawet nad tym rozważać. - Ale gdyby tak było, to chyba byłoby coś widać, bo nie ma żadnych śladów takiego chaosu, a przynajmniej nic o tym nie mówili

- Może mam pomysł jak można się rozejrzeć za waszą koleżanką - powiedział nagle ojciec Pumpkin, kończąc śniadanie. - Muszę zawieść do koszar gwardii zapasy, to jest jak przepustka. Może na miejscu dowiemy się czegoś nowego, chyba, że wolisz sama się rozejrzeć - powiedział z całą pewnością w kierunku White.


Okolice bazy

- Owocowy skorpion? - Spear wyglądał na szczerze skołowanego kiedy o tym wspomniała. - Tu żyją jacyś roślinożercy? - dodał chwilę później, oglądając się do tyłu. - Wszystko zawsze tu zżerało się nawzajem - teraz wyglądało jakby mówił do siebie, ale wrócił na ziemię gdy Batty zaczęła mówić o osadzie. Na pysku ogiera pojawiło się wyraźne zakłopotanie. - No tak... Wybacz... Miałem oczywiście na myśli oazę - nim jednak Batty odpowiedziała do ich uszu dotarł donośny głos radosnej Pearl.

- Jesteście?! - piszczała wyraźnie szczęśliwa. - Już chcieliśmy za wami ruszyć - rzuciła okiem na to co nieśli. - Macie drewno i owoce! - krzyczała pełna ekscytacji. - Nie mam pojęcia co robiliście, ale chyba to była niezła zabawa - wyszczerzyła zęby.

- Ona je znalazła - powiedział Spear, wyjaśniając sprawę owoców.

- Naprawdę? - spojrzała zaskoczona. - Jesteś niczym nasz skarb - nim Batty zdążyła zareagować Pearl złapała ją w krótkim przyjacielskim uścisku, a potem puściła. - Naprawdę dziękuje - mówiła z niekrytą radością, a potem spojrzała wyraźnie łapczywie na jeden z owoców. Zaraz pojawił się także Lance, który był wyraźnie zadowolony ich powrotem.

- Napotkaliście jakieś problemy? - spytał chwilę później. Spear spojrzał na Batty jakby, uznając, że to ona ma zdecydować, co powie.


Obóz gwardii

Nowi więźniowie zostali zabrani do jakiegoś namiotu polowego najpewniej na przesłuchanie. Kolejne godziny w obozie, to były treningi czy wypuszczanie patroli po okolicy. Trwało to tak, aż do wieczora. Nadal nie widziano więźniów zabranych na przesłuchanie, ale o zmroku gwardziści zamieszkujący obóz ustawili się jak na jakimś zebraniu pod dużą drewnianą palisadą. Wszyscy stali w równym rzędzie, a chwilę później na mównicę przed nimi wyszedł najwyraźniej ich dowódca.

- Wojna wymaga poświęceń, a przy tym respektu. Nasza pani zapewniła nam pokój i dobrobyt, okupiony ciężką pracą, ale winne temu są poprzednie władczynie, które zniszczyły tę krainę. Nie możemy tolerować aktów nienawiści wobec naszej obecnej pani - właśnie wtedy zaczęli wprowadzać więźniów. Nie było wśród nich świeżo pojmanych, a ci, którzy musieli być tu od jakiegoś czasu. - Dawne ludzkie kundle zasługują na tylko jeden los - każdemu ze sprowadzonych więźniów zaczęto nakładać sznury na szyje. Było to troje ogierów i jedna klacz. Jeden z pojmanych rozpłakał się ze strachu, gdy reszta nie wyrażała strachu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier z zamaskowaniu w  lesie bacznie obserwował  to, co dzieje się w obozie,

Gdy usłyszął, że pojmane kuce mają zostać straceni mimo, iż raczej według niego nie spiskowali wobec cesarzowej postanowił jskoś zapobiec ezekucji.

W tym czelu eblementsris ponownie urzycił na siebie zaklęcie miniaturyzacji (mimo bycia dalej nieweidzialny za sprawą wciąż nie cofniętego zaklecia niewidzialności), poleciał w stronę bazy, a gdy tylko znalazł się na jej terenie zaczał przeszukiwać dokumentu, w któym była wzmianka o straceniu pojmanych.

Skrzydlaty jednorożec za swój cel obrał sobie nmiot dodwódcy obozu, gdyż tam, jak się okaszało, odnalazł poszukiwany dekret, kóry za pomocą zaklecia zmienił tak, ażeby wypuścić aresztowanych.

Nie zmienił stylu rozporzadzenia , w jakim ów dokument zostął napisany, lecz nadał mu brzmienie wkazujące na akt łoski, by po tem poszpiesznie i niezauważalnie opuścić namiot najwyzszego zwierzchnika obozu, a potem sam garnizon i jego otocznie, i schować się ponownie w tym samym lesie, gdzie czekał na dalszy rozwój wypadków, zaraz po wylądowaniu, obserwując obóz.

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

White

- Nie o coś takiego mi chodziło. - Powiedziała nieco zaskoczona interpretacją swojej rozmówczyni... Ciężko jednak nie przyznać że Pumpkin również miała racje. - Raczej miałam na myśli chaos jako to czego nie znamy a nie takie ekstremum jakie potrafi zrobić jedynie Discord... - White wyglądała jakby była przygotowana że draconequus pojawi się znikąd i wywinie jakiś numer co niestety nie miało miejsca. Paradoksalnie jego obecność byłaby ulgą. Po pierwsze oznaczało by to że Crystal nie zdołała go pokonać a po drugie być pomógłby w poszukiwaniu Crimson po paru czy kilkunastu prośbach. Podobno Fluttershy go... Sprowadziła na lepszą drogę ale nadal pozostał sobą. - Wydaje mi się że przyda mi się pomoc - Odpowiedziała przerywając swój ciąg myśli. - Prawda jest taka że również mogę się tutaj zgubić...

 

Batty

Nie odpowiedziała już Spearowi tylko przyglądała się szczęśliwej Pearl i Batty mimo zmęczenia czuła że ten stan również jej się odrobinę udziela. Z jednej strony przyczyniała się do tego szczerość i moc tej radości ale również fakt że na pustkowiach naprawdę ciężko o kogoś aż tak pozytywnego. 

- To nic... - Próbowała się wciąć między zdania tej dwójki ale jedna z osób wydawała się o wiele bardziej pobudzona niż powinna i od razu po niespodziewanym komplemencie została z zaskoczenia przytulona. Było widać że jej się to spodobało nawet bardziej niż powinno a może po prostu dobre słowo ją speszyło. - Ty chyba też masz coś dobrego że tak ci humor dopisuje? - Zapytała odzyskując rezon i gdy odłożyła drewno na skraj obozu dodała: - Jakbyś ruszyła to byś nie straciła kąpieli w oazie - Uśmiechnęła się a potem nagle się skrzywiła przypominając sobie ten odór szczątków rozbebeszonego pająka. - W zasadzie... Nie napotkaliśmy nic z czym sobie nie poradziliśmy - Nie skłamała odpowiadając Lance'owi ale z drugiej strony nie powiedziała prawdy że o włos mogło się to skończyć w drugą stronę. - Mają w środku sok pod tą cienką skórką, polecam przebić kłem - Zwróciła się do Pearl ale nie podała jej owocu jakby zamierzała się przez chwilę po siłować z użyciem magii i poprzekomarzać. 

 

Sinister

Nie wiedziała w zasadzie co się dzieje za nią więc nastawiła uszu próbując usłyszeć dźwięk ściąganego hełmu... Nie mogła w zasadzie zrobić niczego więcej chyba że próby odgadnięcia co myśli ten ogier się do czegoś zaliczają. Powoli czuła się jakby położyła swój los na szali i czekała czy waga jej grzechów przeważy ciężar po drugiej stronie. Coś jednak ją ratowało w tej sytuacji, czymś go zainteresowała ale nie wiedziała jeszcze co to takiego i nie mogła sobie pozwolić żeby to zepsuć

- Może i zagadka wydaje się bez sensu... - Odparła jakby przyznając rację ale nie dała jeszcze za wygraną.  - Uczucia dla ciebie również takie są, prawda? - Spytała ale nie oczekiwała na odpowiedz więc zapewne chciała wskazać podobieństwo. - Może prawdziwą intencją tej gry było sprawdzenie jak zachowasz się poznając coś czego nie znasz... A nie zapominajmy że uczucia dla ciebie też były obce i musiałeś je jakoś poznać - Teraz się uśmiechnęła, Star nieświadomie jednak pomogła. - Zaufałeś świeżo poznanej klaczy, nie zdjąłeś hełmu który zakłóca Ci postrzeganie świata a na sam koniec nawet nie obejrzałeś tych motyli z każdej strony. - Nie wiedziała czy zrozumie tą analogię, starała się to dobrze wytłumaczyć ale miała nadzieje że również zbije to go z tropu. - Czy to jest to co spodziewałeś się usłyszeć wiedząc co chce powiedzieć przez moją zagadkę? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Skoro tak - powiedział ogier powoli wstając i przecierając pysk serwetką kiedy skończył jeść. Nie nawiązał jednak do rozmowy klaczy o Discordzie, być może uznał to za temat na tyle nierealny, że nie widział powodu. Jakby nie patrzeć minęło tak wiele czasu odkąd ostatnio widziano Discorda, że kucyki zaczęły nawet uważać jego istnienie za bajkę. - Przygotuje powóz i rzeczy, a gdy będę gotowy możecie do mnie dołączyć, zawołam was jak skończę - nie czekał już jednak na odpowiedź, a powoli odszedł od stołu. Pumpkin za to znów konspiracyjnie spojrzała na White.

- Czyli też wierzysz w istnienie Discorda? - szepnęła cicho tak żeby reszta rodziny przy stole jej nie słyszała. - Większość kucyków uważa, że to tylko bajka, ale słyszałam, że nawet Crystal nie mogła zmienić go na powrót w kamień i chodzą słuchy, że zamknęła go w Tartarze, a drzwi zablokowała magiczną pieczęcią - zaraz jednak spojrzała ponuro w okno. - Krótko się znamy, ale tak wiele wam zawdzięczam - przełknęła lekko ślinę. - Powiedz czy jeśli ona jest uwięziona, to ją tak zostawimy? Albo jeśli... - chyba nie miała odwagi dokończyć tego pytania, widać, że zaczynała się coraz bardziej niepokoić.


Okolice bazy

Lance chyba dostrzegł w tonie Batty, że coś musiało się jednak stać, co zresztą wskazywała jego zaniepokojona mina. Mógł najpewniej spytać Spear'a o to co się stało, ale chyba nie chciał tego robić, być może uznał, że nie bez powodu klacz nie chce do tego wracać. Spear rzucił tylko spojrzenie na klacz, ale nie wychylał się aby opowiedzieć swoją wersję. Chyba nadal czuł, że ma u niej dług. Jedyna Pearl zdawała się nie zwracać uwagi na niedawny ton klaczy, bardziej skupiając się na tym co teraz robiła. Obserwowała unoszący się owoc z niezwykle cwanym uśmiechem, co jakiś czas patrząc przy tym na Batty. Pearl nie wydawała się zdenerwowana jej zachowaniem, a bardziej jej zacięta mina dawała znak, że jest gotowa przyjąć wyzwanie. Wyciągnęła przednie kopyta przed siebie i lekko opuściła głowę kiedy jej róg zaczął delikatnie świecić. Czego Batty nie mogła przewidzieć, to, to, że Pearl zrobi zmyłkę, bo zamiast rzucić zaklęcie wskoczyła w nią całym ciałem, sprawiając, że obie zaczęły się lekko staczać, aż w końcu nie przestały lodując w piachu. Pearl momentalnie teleportowała się nad Batty nim ta miała szansę w ogóle wstać, patrząc na nią teraz z cwanym uśmiechem z góry.

- Chyba tyle wyszło z twojej kąpieli - wyszczerzyła zęby. - No i musisz przyznać, że wygrałam, wtedy dam ci wstać - obie teraz były poza wzrokiem pozostałych gwardzistów, ale ci najwyraźniej zdecydowali się nie przeszkadzać im w wygłupach, uznając, że nie mają ku temu powodu.


Las Everfree

Poczuła się zupełnie skołowana. Jeszcze chwilę wcześniej była pewna, że znalazła słaby punkt tej klaczy, a tymczasem to znowu ta ona górowała. Mogła ją od tak zmusić do posłuszeństwa, a nawet zabrać ze sobą i zmusić ją do spełnienia swojej woli, zrobić z niej swoją prywatną niewolnicę, to ona miała los tej nieznajomej w kopytach, a nie na odwrót. Uczucia... uczucia były słabością, wiedziała o tym, ale czy tego właśnie się spodziewała, to chciała usłyszeć? Uniosła na chwilę wzrok, patrząc w drzewa za grzbietem klaczy. Rekrut nie wracał... Czyżby zawiódł? Przykre... Miała nadzieję, że będzie z niego więcej, ale nie było tego złego, bo miała tu inny równie ciekawy, a może nawet lepszy przypadek.

- Może nim odpowiem, ja spytam o coś ciebie i nie próbuj skłamać, bo to wyczuje - nie do końca było to prawdą, ale liczyła, że rozgryzie to po zachowaniu jej ciała. Zwykła drżąca warga może czasem sporo zdradzić. - Co o mnie myślisz? Boisz się mnie?


Obóz gwardii

Czas egzekucji zbliżał się nieubłaganie i wszyscy oczekiwali z napięciem na jej wykonanie. Wszyscy za wyjątkiem więźniów czekających już tylko na nieuniknione. W momencie gdy miał nadejść czas jej wykonania, a sygnał jej rozpoczęcia obwieszczony, nagle jeden z gwardzistów nakazał przerwać wszystko w ostatniej chwili. Zdziwienie oraz wyraźny bałagan jaki zapanował wśród gwardzistów był jasno widoczny, nikt nie wiedział jak mogło do tego dojść. Dokument stanowczo jednak nie był fałszywy. Jeden z dowódców uspokoił zaraz wyraźnie zmieszanych gwardzistów, unosząc kopyto.

- Łaska naszej pani jest nieodgadniona, ale skoro tak nakazuje los - uniósł kopyto do kata, który zaczął uwalniać wyraźnie zdezorientowanych więźniów. - Nikt nie zna planu naszej pani - powiedział w kierunku więźniów. - Skoro ta jednak czuwa nad waszym losem, tym razem jesteście wolni - więźniowie wyglądali nadal na zdezorientowanych i zszokowanych oraz potrzebowali wyraźnej zachęty żeby odejść. Być może podejrzewali, że to pułapka. W końcu jednak zaczęli iść w kierunku wyjścia z obozu i nikt nie stawał im na drodze gdy jeden po drugim wychodzili.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uwolnieni więźniowie z niedowierzaniem, ulgą, z normalnym rytmem opuszczali obóz gwardii jeszcze nie będąc pewni tego, czy rzeczywiście są wolni.

Przynajmniej przez sam czas przechodzania przez teren garnizonu, i dopiero po ostatecznym wyjściu z terenu wojskowego wszytkie dotychczas pojmane, a następnie uwięzione, a teraz wolne kuce udały się w stronę miejsca, w którym zostały schwytane.

Ukrywający  sięw lesie eblementaris poczół dume, że udało nu się ocalić życie tych kopytnych, którzy niepokojeni przez wojskowych kierowali się do miejsca, w jakim przebywali przed pojmaniem.

Nie ukazywał jednak jawnie swojego zadowolenia, lecz wyszedł z lasu, wzbił się w powietrze i poleciał w kierunku przeciwnym do tego, na drodze któego znajdkował sie obóz straży cesarskiej, przez chwilę zakryty zaklęciem niewidzialności, kktóre zamienił na takie, za sprawą któego stał się widzialny. 

Z tego też powodu ogier wyostrzył lecąc czujność mimo ubioru, jakiego nosił na ciele, i kapturu ukrywającego jego łeb, oraz panującej nocy, zastanawiając sie, dokąd zaniosą go skrzydła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White
- Czy wierzę? - Spytała jakby zaskoczona tym pytanie a potem, po sprawdzeniu czy nikt ich nie słucha dodała: - Raz mi nawet wyciął numer...  Ale wolałabym o tym nie mówić - Pokręciła głową. - I w zasadzie to dobrze że nie mogła go zamienić na powrót w kamień, to znaczy że nie może używać klejnotów harmonii bo jeśli się nie mylę tylko one to potrafią - Mimo wszystko jednak White nie odetchnęła z ulgą, takie pocieszenie niknie wśród tylu przeciwności. Spojrzała znowu na Pearl gdy ta znowu mówiła jak wiele im zawdzięcza ale tym razem tego nie skomentowała by się co chwila nie powtarzać. - Nie zostawimy - Odpowiedziała na kolejne jej słowa. - I na razie o tym nie myślmy tylko ją znajdźmy a potem będziemy działać w razie konieczności. Tak będzie prościej...

 

Batty

Wszystko wydarzyło się dosyć szybko... Zanim jednak tak się stało Batty znieruchomiała i obserwowała Pearl w skupieniu jakby obmyślała jaki kolejny ruch może wykonać. Gdy ta jednak ruszyła w nią całym ciałem oliwkowa klacz najwyraźniej zaspała i nawet nie zareagowała.

- Ty! - Krzyknęła znikąd orientując co się dzieje ale jej wywód został przerwany nagłym atakiem kaszlu... Najwyraźniej wraz z powietrzem zaczerpnęła piasek do gardła. Nie chcąc by to samo stało się z jej oczami zamknęła je i otworzyła dopiero gdy wszystko się uspokoiło.

- Khe, khe - Zaczęła na powrót Batty ale nieco mniej ochoczo niż poprzednio. - Chyba tak... - Nie brzmiała jakby była zawiedziona czy jakby ten fakt jej przeszkadzał. - Ale podoba mi się widok z dołu, nie muszę wstawać - Zadarła nosa do góry chcąc tym potwierdzić że nie żartuje. W normalnych warunkach postarała by się Pearl sypnąć piaskiem w oczy ale to dla niej było zbyt nie miłe a po drugie uważała że coś tak prostego to działa tylko na pijanych ogierów z baru.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skrzydlaty jednorożec w tym samym czasie leciał niepokojony przez nikogo od czasu do czasu zerkając a to w jedną, a to w drugą stronę. 

Zastanawiał się przy tym, gdzie tym razem jego skrzydła go poniosą. Gdzie doleci. W jakie miejsce tym razem trafi. Czy napotka kogoś.,

bo predzej, czy i tak ogier ponownie  napotka inne kuce. Będzie też musiał znaleść miejsce do zregenorowania sił, oraz takie, gdzie mógłby

coś zjeść, się napić, jednakże mimo obserwacji otoczenia nie zloklaizował obszaru, gdzie występowały te trzy elementy, to też szukał dalej.

 

 

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Pumpkin pokiwała głową z niezwykle pewną siebie miną, zupełnie jakby chciała pokazać White, że jest gotowa na wszystko aby pomóc Crimson, jeśli zajdzie tak potrzeba. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo dobiegł ją i White głos jej ojca. Gdy oboje wyszły na zewnątrz ten już czekał z powozem. Zawartość powozu z pewnością różniła się od ich skromnego śniadania. Cały wypełniony był wszelakimi owocami oraz warzywami, które musiały pochodzić ze wszystkich okolicznych gospodarstw. Ojciec Pumpkin nie wydawał się też narzekać, że musi ciągnąć samotnie powóz. Zapewne ogierowi nie brakowało sił przez lata jakie wypracował w polu.

- Myślę, że możemy iść - rzucił gdy już się pojawiły. - Gwardia złożyła spore zamówienie, ciekawe czy znów idą na wojnę - Pumpkin pokręciła głową z rezygnacją.

- Nie przepadam za naszym obecnym życiem, ale chyba wolę władzę cesarzowej niż królowej podmieńców lub władcy gryfów - powiedział ponuro, najwyraźniej wyrażając swoje myśli na głos.

- Jestem pewny, że twoja koleżanka chyba lepiej wie, co byłoby dla nas lepsze, pewnie nie raz musiała spotykać podobne kreatury. Pamiętaj córciu, kucyk ziemski pracuje, a nie myśli - Pumpkin skrzywiła się ponuro. Zmierzając do miasta już nawet na drodze dało się zauważyć zdenerwowanie, wśród mijanych kucyków. Pumpkin nagle złapała się kopytem za pyszczek i uderzyła delikatnie w bok White, pokazując na coś. Tym co pokazała okazał się list gończy, a na nim bez wątpienia była Crimson. Była według niego poszukiwana za zdradę żywa lub martwa.


Okolice bazy

- Doprawdy? - spytała wyraźnie zdziwiona Pearl, przekrzywiając głowę na bok. - Mam więc założyć, że to piasek jest tak bardzo wygodny czy może zaczęło ci się podobać, że jednorożec patrzy na ciebie z góry? - na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech, a chwilę później się odsunęła i wyciągnęła kopytko w kierunku Batty. - A może powinnam założyć, że to ja mam specjalne względy w tym wypadku - wyszczerzyła delikatnie zęby. - Oczywiście jeśli masz ochotę nadal leżeć tu samotnie to nie widzę problemu albo mogę położyć się obok ciebie i sprawdzić, co tak wyjątkowego jest w tym piasku - wyglądało na to, że droczenie się z Batty sprawiało Pearl sporo radości. Na pewno w jej zachowaniu i słowach nie było wyższości ani złośliwości.


Szlak

Tym razem lecąc ogier mógł dostrzec niewielkie miasto. W jego kierunku co ciekawe zmierzało wiele kucyków, kiedy im się jednak przyjrzało można było dostrzec, że były to tylko jednorożce, zupełnie jakby zmierzały na jakieś spotkanie. Samo miasto nie było ogromne, ale można było dostrzec tam kilka budowli z kamienia. Głównie były to domy, ale również sklepy, miejsca pełne usług rozrywkowych czy hotele. Najbardziej jednak wyróżniał się tu budynek w samym centrum, była to imponująca kamienna budowla inna niż wszystkie pozostałe i to właśnie do niej kierowały się wyraźnie podekscytowane jednorożce. Nie brakowało tu również żołnierzy pilnujących porządku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Naprawdę nie chciała żeby istniała potrzeba ratowania Crimson z kopyt gwardzistów. Po części to mogła być jej wina, przyczyniła się do tego że czara goryczy się przelała i nienawidziła tej myśli... Ale na razie musiała działać a nie użalać się nad sobą a więc gdy nie zdążyła odpowiedzieć Pumpkin słowami odwzajemniła jej gest i ruszyła na zewnątrz. Trochę się skrzywiła na widok zapakowanego po brzegi wozu gdy przypomniała sobie jak wyglądało śniadanie ale na roztrząsanie tego nie było miejsca bo i tak nic nie zmieni w tej sprawie.

- Cesarzowa wydaje się lepsza niż królowa, to prawda - Potwierdziła słowa ogiera ale bez entuzjazmu. - Ale ciężko powiedzieć że którakolwiek z opcji którą dostrzegamy jest dobra - ,,Naprawdę nie ma żadnej lepszej możliwości?'', pomyślała ale nie zadała tego pytania na głos. - W Canterlot uratowałam jednego z kapłanów w świątyni, tym czynem zdaje się że nadepnęłam im na odcisk. Dowiedzieli się gdzie mieszkam, - Znikąd zaczęła opowieść jakby chciała się nią pochwalić. - Śledzili mnie w drodze do Ponyville i tam zaatakowała mnie trójka z nich... By w zasadzie przegrać i wygadać się że planują atak na Crystal aby zabrać jej moc... - Pokręciła głową wiedząc że obecna gwardia nie spodziewa się niczego innego i będą na to przygotowani. - Wracając do tego kto nami rządzi - Zdała sobie sprawę że nieco zboczyła z tematu, między nimi było już więcej kucyków więc ściszyła głos. - Wybieranie lepszej z gorszej opcji do niczego dobrego nie prowadzi - Zrobiła małą pauzę. - Sprawia że można przeżyć kolejny dzień ale odliczanie do upadku już się zaczęło. - ,,Pytanie czy ktoś je powstrzyma'', pomyślała i znowu nie powiedziała tego na głos. Z jej umysłu wyrwał ją lekki kuksaniec a chwilę potem spojrzała na miejsce w które wskazywało kopyto Pumpkin.... Nie chciała tego zobaczyć a gdy to zrobiła nie mogła temu zaprzeczyć. Crimson naprawdę mocno przeskrobała i niewątpliwie nie jest w dobrej sytuacji. - Nadal możemy złapać ją przed nimi - Szepnęła konspiracyjnie do przyjaciółki. White w tym momencie nie była pewna czy chce pokazywać się gwardii... Jeśli zobaczy ją ten sam kapitan co wtedy wieczorem może być dziwnie ale szła twardo za ogierem. 

 

Batty

- Doprawdy - Potwierdziła słowa Pearl i odwróciła głowę bokiem do niej patrząc gdzieś w dal. - Zakładać możesz wiele... Może piasek jest wygodny a może nie... Może lubię jak ktoś jest na górze a może nie... - Wydawało się że Batty lubi trzymać innych w niepewności. - Może masz u mnie specjalne względy a może nie, chociaż osobiście nie wiem skąd Ci to mogło przyjść do głowy... - Trochę się skrzywiła chcąc tym zagraniem potwierdzić swoje zdziwienie słowami Pearl. - Ale w tej sytuacji jednak jest jedna czy dwie rzeczy które są pewne - Zrobiła jeszcze przerwę by przedłużyć tą chwilę, przy okazji wpatrywała się w nocny krajobraz. - Taki paskudny mieszaniec jak ja nie widzi przeszkód by się trochę ubrudzić - Wyciągnęła kopyto w jej kierunku by je chwycić. - I to że zamiast zakładać wolę ściągać - Puściła jej oko i spróbowała pociągnąć ją w dół by straciła równowagę i wylądowała na piachu. 

 

Sinister

Zaczynało ją to trochę męczyć, miała wrażenie że cały czas musiała się pilnować co mówi i lawirować pomiędzy tym co ma na myśli a tym co pozwoli się z tego jej jakoś wyplątać. Prawdą było że od początku nie chciała za bardzo kłamać, ta aura strachu którą ten ogier wokół siebie rozpościerał zmuszała poniekąd do szacunku. Nigdy czegoś takiego jeszcze nie spotkała i to niepokoiło ją jeszcze bardziej... Jednak z drugiej strony wiedziała że czymś go zaintrygowała gdyby tak nie było ta rozmowa wyglądała by zupełnie inaczej. Star w tym czasie się nie odzywała, stała w miejscu i jakby nad czymś myślała... Ostatnie jednak co można było o niej powiedzieć to to że wyglądała na zadowoloną czy szczęśliwa. 

- Pewnie że się boję - Odpowiedziała na jego drugie pytanie dosyć cicho i przewracając oczami jakby została zapytana o coś oczywistego. Mówiła jednak bez wyraźnego wahania nadal będąc odwrócona do niego tyłem i tuląc swojego chowańca. - Bo dlaczego bym nie miała? - Odwróciła zagadnienie. - Jesteś silniejszy, nie znam twoich zamiarów i niezależnie od tego jak bardzo mi się to może nie podobać jestem na twojej łasce - Czuła że różnica mocy między nimi jest spora. Co prawda lubiła zaskakiwać gdy ktoś z góry oceni ją jako kogoś kto znajduje się na przegranej pozycji, niestety w tej sytuacji znajdowała się różnica bo teraz naprawdę była to prawda. Nie znaczyło to jednak że po prostu zaakceptuje jego wolę gdy zacznie rozporządzać jej osobą, tego jednak już nie powiedziała zachowując to dla siebie. - A co o Tobie myślę? - To pytanie było znacznie trudniejsze i Sinister poruszyła nerwowo ogonem. - W zasadzie ciężko powiedzieć że się znamy - Rzekła w sposób godny dyplomaty. - Ale myślę że jest z Tobą coś nie tak... Jesteś inny od reszty gwardzistów śmierci... - Nie do końca wiedziała jak to nazwać co się z nią dzieje ale wiedziała że przeciętny ogier elity Crystal nie jest do tego zdolny. - Powiedziałabym że wydajesz się zaślepiony i idziesz w jednym kierunku z całym swoim zdecydowaniem. W zasadzie to godne pochwały jeśli ten kierunek Ci odpowiada... - Nie chciała sugerować że ktoś go omotał i zmącił jego wizje postrzegania świata. To jak na jej gust podchodziło za blisko pod działania buntowników z którymi Sinister nie czuła się związana.

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Zarówno Pumpkin jak i jej ojciec z uwagą słuchali historii White. Oboje wydawali się zaniepokojeni tym co powiedziała, ale każde okazywało to na inne sposoby. Ogier miał niezwykle kamienną minę, ale posłał jej współczujące spojrzenie, najwyraźniej nie wiedział co powiedzieć. Był tylko prostym kucykiem ziemskim, który uprawiał warzywa i choćby chciał, to raczej niewiele mógł pomóc nieszczęsnej klaczy. Pumpkin najpewniej nawet by to jakoś nawet skomentowała, ale teraz co innego ją trapiło. Cieszyła się, że jej ojciec nie zobaczył tego plakatu, ale bała się, że się spóźnią, a gwardia znajdzie pierwsza ich przyjaciółkę. Będąc coraz bliżej miast, cała trójka mogła zobaczyć gwardzistów zaczepiających przechodniów i pokazujących im plakaty z poszukiwaną klaczą. W dybach mimo, że były kucyki, to nie było tam Crimson, ale dwoje ogierów szykowało już sznur pod egzekucje jakby wyrok został już z góry określony. W mieście panowała napięta atmosfera.

- Poszukajcie koleżanki - powiedział nagle ojciec Pumpkin gdy znaleźli się w centrum. Wyglądało jakby nie zauważył obecnego niepokoju albo go zignorował. - Ja w tym czasie pójdę do gwardzistów, nie lubią czekać. Nie musicie się też śpieszyć - powiedział na odchodne i chwilę później ruszył z ładunkiem.

- Co teraz? - pisnęła zestresowana Pumpkin gdy jej ojciec był już na tyle daleko, że nie mógł jej usłyszeć. W okolicy widoczne było targowisko, motel z pokojami dla przyjezdnych, bar czy centra rozrywkowe. - Myślisz, że może być w motelu? - spytała niepewnie i szybko się nerwowo uśmiechnęła kiedy minął je kolejny patrol dwójki gwardzistów.


Pearl

Klacz delikatnie przechyliła głowę, widząc jak Batty odwraca od niej wzrok. Nie była do końca pewne co to ma znaczyć. Zaczęła w głowie chodzić jej myśl, że być może przesadziła i jakoś ją uraziła. Jako urodzona jednorożec z Canterlotu, nie miała raczej kontaktu z mieszańcami czy innymi rasami, bo to miała być obraza. Pearl jednak zawsze trzymała się własnych zasady i nigdy nie patrzyła na innych z góry. Zaraz jednak zmrużyła delikatnie oczy słysząc pokrętne nic nie wyjaśniające odpowiedzi ze strony Batty. Na pyszczku Pearl pojawił się cwany uśmiech gdy klacz mówiła o jej specjalnych względach, zupełnie jakby nie zwróciła uwagi na jej niedawne lekkie skrzywienie. W końcu jednak mimo niedawnych wywodów klacz zdecydowała się przyjąć jej pomoc. Pearl wyszczerzyła delikatnie zęby widząc jak zbliża do niej kopyto.

- Czemu przyszło mi to do głowy? Bo ja... - cokolwiek chciała powiedzieć, nie zdołała dokończyć. W momencie gdy kopytko Batty chwyciło jej, miała zamiar pomóc jej wstać, ale nie spodziewała się najwyraźniej, że był to podstęp leżącej na ziemi klaczy. Efekt tego mógł być tylko jeden i Pearl opadła głową w piach tuż obok leżącej towarzyszki. Pearl początkowo wydawała się zdezorientowana, ale zaraz jej mina spoważniała i spojrzała niezwykle chłodnym wzrokiem na Batty. - Jak śmiałaś?! - zabrzmiała zupełnie jak nie ona. - Ktoś taki wybrudził majestatyczną grzywę rodowitego jednorożca?! - zmarszczyła brwi, ale zaraz na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech. - To zasługuje na karę, a ja o niej zdecyduje - mówiąc to chwyciła piach w kopyta i rzuciła go nad Batty, sprawiając, że ten zaczął na nią opadać niczym nieprzyjemny deszcz. - Wystarczy ci? - spytała pewnie z figlarnym uśmiechem.


Las Everfree

Poruszała lekko głową w jedną i drugą stronę, starając się bardziej przyglądać Sinister kiedy ta zaczęła mówić. Czyli jednak... Bała się jej jak wszyscy inni, jest inna, jest obietnicą swojej matki, zawsze tak będzie, a jednak... Uniosła kopytko w górę, spoglądają na nie. Czemu w głosie klaczy przed nią nie było dumy? Czemu nie padła przed nią plackiem na ziemię, ukazując szacunek? To jak mówiła wydawało się sprawiać córce Crystal jakiś rodzaj przykrości. Może dlatego, że to pierwszy kucyk, który rozmawiał z nią tak swobodnie, wszyscy inni natychmiast wiedzieli kim jest, ale nie ona. Ta klacz jednak czuła jej moc, a nadal nie zachowywała się jak inni...

- Czekam na kogoś... - powiedziała dużo bardziej ponuro. - Ale mrok tego lasu chyba go już pochłonął - uniosła wzrok, patrząc ponuro na okoliczne drzewa. - Szkoda był obiecujący - ciężko westchnęła i znów spojrzała na Sinister. - Zamiast tego spotkałam jednak ciebie - zmarszczyła lekko brwi. - Jest ze mną coś nie tak? - pytanie nie zostało jednak zadane z wrogością, a ciekawością. - Czemu jest ze mną nie tak? Nie zrobiłem ci krzywdy... - powiedziała ponuro, patrząc na Sinister i lekko przekrzywiając głowę. - Jak to jest nie być nie tak? Co robisz żeby nie być nie tak? Pokażesz mi to? Chcesz mnie tego nauczyć? - prośba sama ją zaskoczyła, mogła ją zmusić do tego, ale czy wtedy też nie byłoby nie tak?

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Zauważyła współczujące spojrzenie ogiera ale nie zareagowała na nie, w zasadzie to stanowiło kiedyś jej codzienne obowiązki i w zasadzie miała bezpieczne miejsce do spania więc jak na razie się tym nie przejmowała. Bardziej martwiło ją poruszenie panujące w tym miejsce... Wiedziała co to oznacza, czas działał na ich niekorzyść i cholera wie gdzie mogła się ukrywać Crimson. Bez wątpienia miała dość charakterystyczny wygląd... Ale może go w jakiś sposób zmieniła? Rzuciła okiem na inne kucyki zamknięte w dybach i sznur przygotowywany przez gwardzistów specjalnie dla nich. Wykrzywiła twarz w grymasie wiedząc co ich czeka. Nie poświęciła im jednak dużo czasu wiedząc że ma coś innego do roboty i zaczęła się rozglądać za ich zgubą tak mocno że nawet nie odpowiedziała ogierowi których ich prowadził. 

- Motel może nie być złym pomysłem... - Odrzekła ale coś podpowiadało jej by zajrzeć najpierw do baru. Crimson lubiła takie miejsca ale z drugiej strony rozum argumentował że tam byłaby za bardzo widoczna przez swój wygląd... - Potem zajrzymy na szybko do lokalu z napojami wyskokowymi - Ruszyła w stronę pensjonatu dość szybko ale nie na tyle by zgubić Pumpkin. Przed samym wejściem planowała zwolnić by nie wzbudzać podejrzeć że jest w pośpiechu.

 

Batty

Z dziwnym zadowoleniem patrzyła jak wykonany przez nią podstęp się powiódł i Pearl ląduje głową w piasku. ,,Mam nadzieje że zdążyła chociaż zamknąć oczy'', pomyślała oczekując na jej reakcje... Podniesiony głos rodowitego jednorożca jednak oznajmił że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Oczywiście nie licząc grzywy która teraz była ubrudzona. Batty z początku wydawała się zdziwiona podchwyceniem zabawy przez jej przyjaciółkę ale szybko wróciła do swojej roli. Lekko schyliła głowę i położyła po sobie uszy wysłuchując wywodów nieprawdziwie oburzonej klaczy. - Au, tylko nie to - Zapiszczała gdy piach zaczął na nie spadać. - Jakie... Potężne zaklęcie - Brzmiała jakby naprawdę nie mogła uwierzyć że taka moc istnieje. ,,Ciekawe czy powinniśmy ustalić bezpieczne słowo zanim to się wymknie spod kontroli...'', pomyślała i nie mogła powstrzymać rozbawienia, nie powiedziała jednak tego na głos. - To pani decyduje czy kara jest wystarczająca - Odrzekła z pełnym poważaniem gdy powstrzymała swój uśmiech.

 

Sinister

,,A co mnie to interesuje?'', pomyślała gdy ogier powiedział że czeka na kogoś. ,,Chyba nie chce żebym zajęła miejsce tej zagubionej osoby...''. Zastanawiała się czy przypadkiem nie zwraca na siebie zbytniej uwagi i czy to sprawi że to spotkanie połączy ich drogi na nieco dłużej. 

- Czy ciemność musi coś robić by wystraszyć źrebaka? - Rzekła na stwierdzenie że nie została wyrządzona jej krzywda - Nie, wystarczy samo to że jest... I z Tobą chyba jest podobnie - Wzruszyła ramionami i na razie nie rozwinęła tematu. - Jak to jest nie być nie tak? - Spytała jakby z nostalgią. - To było tak dawno temu że niemal o tym zapomniałam... Bo ze mną też jest raczej coś nie tak - Zastanawiała się czy jest choć trochę możliwym że są do siebie chociaż odrobinę podobni. Sinister zdziwiona takim wnioskiem otworzyła nieco szerzej oczy ale bez przeszkód kontynuowała starając się skupić tylko na jednej rzeczy. Pomagało to zapomnieć o tym że odczuwa strach. - Widzisz, wystarczyło że berło Crystal wypaplało wszystkim w świątyni że władam czarną magią żeby społeczeństwo mnie wykluczyło a gwardia... Nie ważne - Trochę się zapomniała że nie powinna tego mówić i miała nadzieje że ogier nie wiedział co tam się stało. - Przestałam być taka jak inni i nie znalazłam drogi powrotnej więc szukanie jej chyba na nic się nie zdaje - Wyrzuciła nadal mając w głosie żal. - Ciemność z biegiem czasu się nie zmienia a dorośli jednak przestają się jej bać - Wróciła do poprzedniego zagadnienia.. - Bo to oni się zmieniają, zaczynają rozumieć że tam nie ma nic strasznego... Jednak trudno oczekiwać od innych żeby się zmienili by móc Ciebie zrozumieć... Żeby po prostu dojrzali bo dla większości jest to za trudne. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Pumpkin tylko kiwnęła głową na propozycje White, a potem bez słowa ruszyła za nią do wspomnianego motelu. Wnętrze budynku okazało się nie być specjalnie wyszukane, wydawało się, że jest to miejsce gdzie każdy przyjezdny mógł znaleźć pokój w niedużej cenie. Nie było tu także za dużego ruchu. Cały korytarz był pusty, nie licząc jednej pary, która najpewniej dopełniała ostatnich formalności przed wynajęciem. Stary jednorożec, będący tu recepcjonistą podał chwilę później klucze parze życząc im przy tym miłego pobytu, a chwilę później się odwrócił. Tylko na chwilę uraczył spojrzeniem White i Pumpkin, ale nie zwrócił na nie większej uwagi, a przynajmniej początkowo tak było. Poprawił lekko okulary i zaraz uśmiechnął się do White.

- To pani? - powiedział w jej kierunku, wyraźnie jakby ją znał. - Zapomniała pani czegoś? Koleżanka jeszcze śpi, ale nie budziłem jej jak pani prosiła - Pumpkin spojrzała wyraźnie zdezorientowana na White jakby oczekiwała od niej jakiegoś wyjaśnienia tej sytuacji.


Pearl

- Mówisz ja decyduje? - krzywo się uśmiechnęła, nadal leżąc na brzuchu. Jej spojrzenie jasno sugerowało, że jeszcze nie skończyła i nadal myśli co można jeszcze zrobić w ramach rekompensaty za niewinny żart Batty. - W normalnym wypadku posłałbym cię spać bez kolacji, ale to chyba jednak za okrutna kara - mówiła z nieukrywanym rozbawieniem. Najwyraźniej jej również brakowało chwili odetchnięcia po tym wszystkim. Wciąż wbijała podejrzanie wzrok w Batty, aż jej wzrok skupił się na czymś nietypowym. - To jak stoisz mieszańcu z siłą? - pytanie z pewnością było nietypowe. Podczołgała się bliżej Batty i lekko dotknęła ją kopytem w bok. - Dasz radę zapewnić niewielki lot pod gwiazdami szlachetnemu jednorożcowi? - pytała, ale nie zabrała jednocześnie kopytka z ciała klaczy.


Las Everfree

Przechyliła lekko głowę, to co powiedziała jej ta klacz, a zapewne tego nie chciała było wystarczającym powodem aby mogła teraz wziąć ją za grzywę i zataszczyć do Canterlotu. Zaczynała powoli coś sobie przypominać o pewnym incydencie i późniejszej ucieczce podejrzanej. Była niemal przekonana, że to właśnie ona. W takiej sytuacji nawet w wypadku tak silnego podejrzenia mogła bez skrępowania ją zabrać siłą, a jeśli ostatecznie wyszłoby, że się pomyliła, to najwyżej dostałaby później od kogoś pisemne przeprosiny. Zresztą... Sam fakt, że posiadała czarną magię uprawniał ją do tego, że mogła ją ze sobą teraz zabrać, ale coś nadal nie dawało jej spokoju...

- Mówisz więc, że jesteś jak źrebak bojący się nocy, a ja jestem teraz tą nocą - spytała z wyraźnym zainteresowaniem. - Mimo to uważasz, że też jesteś inna podobnie jak ja - przechyliła głowę na drugą stronę. - To znaczy, że dwie klacze, których nie rozumieją inni mogą zrozumieć się nawzajem? - zbliżyła kopyta do hełmu, a chwilę później go uniosła, ukazując oblicze niezwykle atrakcyjnej klaczy o jasno szarej sierści oraz krwisto czerwonych oczach i grzywie. - Nie ładnie z tobą zagrałam - zrobiła krok na przód, a jej ton był niezwykle chłodny. - Co mam teraz z tobą zrobić... Chcesz w tej chwili uciekać czy sama masz jakiś lepszy pomysł?

Share this post


Link to post
Share on other sites

TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU.

 

Tym czasem ogier dalej leciał, a to nad lasami, a to nad łąkami i miasteczkami, aż nagle lecąc ponownie nad lasem dostrzegł, mając skierowany swój wzrok na prawo wystającej budowli ceglanej wśród drzew, do której postanowił dolecieć mimo, iż nie wiedział, czym jest ta budowla, oraz czy ktoś jej nie zamieszkuje. Jednakże ciekawość i zmęczenie spowodowane długim lotem, oraz głód i pragnienie spowodowały, że alicorn postanowił postąpić tak, jak uznał za stosowne, a nie dalej kontynuować lotu.

Stąd też zaczął obniżać swój lot, aż do momentu, gdy jego kopyta dotknęły ziemi, czując si przy tym bezpiecznie głównie ze względu na fakt, że miał na sobie pelerynę, oraz ubiór maskujący jego sylwetkę.

Co ciekawe w trakcie lotu zrezygnował z zaklęcia niewidzialności głównie dlatego, że przez całą drogę nikt go nie zaczepił, oraz także dlatego, że w pewnym momencie latał wyżej niż sporadycznie widziane pegazy, jakie od czasu do czasu przelatywały niżej, gdy je spotykana swojej drodze.

Nie mniej jednak teraz kiedy był na ziemi ponownie rzucił czar niewidzialności na siebie, by następnie udać się w stronę wyjścia z lasu, pomknąć w kierunku budowli, która okazała się kompletną ruiną, która na podstawie ogólnego zarysu i dwóch, jak sie okazało prawie zniszczonych, i ledwie stojących wież była dworkiem lub pałacem nie mającego jednak charakteru wojskowego, na co wskazywało chociażby otoczenie pozbawione budynków militarnych, czy też żołnierzy, oraz rolników, i terenów rolnych.

Pałac, lub też dwór był jedynym budynkiem otoczonym pośród lasu przynajmniej jeżeli chodzi o stronę, z której nadciągał ogier, który idąc tak, spoglądał się a to na prawo, a to na lewo, a to w tył, w celu upewniania się  tego, czy nie jest śledzony, aż do momentu, gdy nie dotarł do masywnych drzwi budynku.

 

Edited by Król Etirenus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...