Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

White

- Znaczy... - Zaczęła niepewnie jakby sama zdziwiona swoim zachowaniem nie wiedząc do końca co ją do tego natchnęło.  - Masz racje Pumpkin, to nie w jej stylu jakby się zastanowić... - Nagle jednak spojrzała na ogiera i kontynuowała. - Ostatnio dużo się działo - Powiedziała najwyraźniej chcąc się wytłumaczyć i przeszła do kolejnej sprawy. - Wczoraj wieczorem widziałam ją jeszcze na dachu i to dobrze że jednak potem położyła się spać - Niby ta informacja dodawała spokoju ale mimo to nadal nie wiedzieli gdzie jest Crimson. - Pójdę się rozejrzeć po śniadaniu - Zdawało się to nie być złym pomysłem. W końcu z tego co mówiła Sinister spotkała ją w mniej uczęszczanym zaułku. 

 

Batty

Jeszcze chwile się przyglądała jak owoce odrastają jakby zahipnotyzowana tym zjawiskiem. Czasami uznawała że widziała już wszystko a potem znajdowała się w innym miejscu i spotykała nowe, dziwniejsze i bardziej pokręcone rzeczy niż wcześniej. Można powiedzieć że to jeden z powodów dla których podróżowała i rzadko zatrzymywała się gdzieś dłużej. Gnało ją do przodu uczucie że jeszcze tyle jest do zwiedzenia... Odmachała jeszcze osobliwemu skorpionowi I podobnie jak zawsze ruszyła w kierunku Speara by potem wrócić do pozostałej dwójki.

- Jestem - Odezwała się do niego by zwrócić na siebie uwagę. Odmiennie jak wcześniej teraz broń niosła na plecach a w lewitacji trzymała cztery owoce. - Możemy wracać. - Dodała biorąc w magiczny uścisk jeszcze drewno. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Mimo wszystko sprawa jest dziwna - powiedziała wyraźnie zamyślona Pumpkin po niedawnym wyjaśnieniu White. - Najpierw Crimson zostaje pobita przez gwardię, a na drugi dzień znajdują martwy patrol - pokręciła głową wyraźnie roztargniona. - Crimson jednak musi gdzieś tu być, nie mogła przecież od tak opuścić miasta

- Później o tym pomyślimy - wtrąciła się mama Pumpkin. - Twoja koleżanka ma racje, nie ma co nad tym teraz rozmyślać, bo to nic nie zmieni. Zjecie coś, a może ona też niedługo wróci. Przecież też musi być głodna - Pumpkin pokiwała głową nie dodając nic więcej i ruszyła za rodzicami do jadalni. Pumpkin jak i reszta jej rodziny usiedli przy stole i każde w milczeniu jadło swoją porcje. Dopiero kiedy Pumpkin skończyła zaczęła szeptać swoje nowe przemyślenia do White.

- Moja mama miała racje powinna być głodna, a nadal jednak nie wróciła - powiedziała nerwowo patrząc jak jej rodzina powoli kończy posiłek. - Wiesz jak dobrze Crimson zna to miasto? Myślisz, że mogła się zgubić i teraz nie wie jak wrócić? - pytała z coraz większym przerażeniem, ale nadal tak aby jej rodzina nic nie usłyszała.


Okolice bazy

- Znalazłaś jedzenie? - to było pierwsze pytanie Speara na widok tego co miała Batty. - Byliśmy tu kupę czasu jeszcze zanim wytłukli oddział i nigdzie nie byliśmy w stanie znaleźć nic jadalnego. Wciąż tylko żywiliśmy się wojskowymi racjami żywnościowymi - odwrócił na chwilę wzrok w kierunku, z którego przyszła klacz i pokręcił głową. - Dziwne... Nie rozumiem dlaczego wcześniej nie wykryłem tej osady - znów spojrzał na owoce. - Może lepiej sprawdź czy nie są trujące, bo jak znam Pearl to rzuci się na nie bez zastanowienia - pokręcił lekko głową na samą myśl o tym. Powoli ich oczom też ukazał się znajomy kształt, a przy tym obóz gdzie mieli czekać sojusznicy. Widać było nawet Pearl siedząc pod palmą, która najwyraźniej jeszcze ich nie dostrzegła.


Obóz gwardii

Większość myśli tutejszych gwardzistów odnosiły się do terenu jaki ich otaczał. Niemal żaden nie krył się przy tym, że uważał to za gówniane zadanie i chciałby jak najszybciej wrócić do Canterlotu stolicy królestwa kucyków żeby otrzymać nowe zadanie w nieco lepszym miejscu. Jasno można było też wywnioskować, że dowodziły tu jednorożce. Kucyki będące w stanie używać magii miały górować nad innymi. Jeśli chodziło o więźniów to głównie jako wykroczenie przejawiał się bunt albo niechęć do cesarzowej. Z myśli gwardzistów dało się zauważyć, że jednorożce ceniły swoją panią, ale kucyki innych ras były tu raczej z przymusu i braku możliwości zdobycia lepszej pracy. Co ciekawe jednak nikt z nich zdawał się nie wiedzieć jak wygląda cesarzowa, w wyobrażeniach oddanych jej gwardzistów przejawiała się jako niemal istota niebiańska, nie mająca kształtu, który można od tak opisać, ale przy tym niesamowicie piękna. Zwykli gwardziści widzieli w niej raczej białego, ale niezwykle postawnego jednorożca. Wszyscy mieli wykonywać jej rozkazy, ale jednocześnie żaden z nich nie przyjął rozkazów bezpośrednio od niej. W myślach gwardzistów przejawiały się też myśli dotyczące trwającej wojny związanej z istotami zwanymi podmieńcami czy gryfów oraz kucyków zwanych sponyfikowanymi. Według tego co się powtarzało sponyfikowani mieli być istotami, które wcześniej nazywano ludźmi, ale za zbrodnie wobec kucyków zostali zmienieni przez poprzednie władczynie dwa alicorny w kucyki. Wściekli ludzie wypowiedzieli wojnę kucykom, która zdawała się trwać w nieskończoność, a przy tym przelewać krew wielu niewinnych. Wtedy miała pojawić się obecna władczyni, która obaliła dawną władzę, a na koniec zdusiła opór dawnych ludzi, sprawiając, że ci zaczęli się ukrywać przed jej gniewem.

Link to comment
Share on other sites

OBÓZ GWARDII/OKOLICZNY LAS

 

Zarys, oraz sposób zabudowyobiektu, jaki został dostrzeżony po kilku godzinach lotu nad grupą strązników, świadczył o tym, że jest to budowlaa typowo wojskowa.  

Stąd też emblementaris cofnął czar na złónieży, a nastepnie ukrył się na obrzeżach lasu znajdującego się nieopodal jednostki wojskowej dalej będąc pod zaklęciem niewidzialności, zastanawiając się prz  tym nad pojamnymi więźniami będzie. Czy poniosą jakieś konsekwecje mimo, iż oni nawet nie spiskowali przeciw władczyni, o jakiej usłyszał.

Link to comment
Share on other sites

White

- Jest dziwna... - Zgodziła się jeszcze ze słowami Pumpkin i ruszyła za jej rodziną do stołu. Nic więcej jednak nie dodała tylko usiadła na jednym z wolnych krzeseł i jedząc swoją porcję pogrążyła się w myślach. Zastanawiała się właściwie co się stało w nocy... I czy Crimson naprawdę mogła uciec bez słowa. W swoim życiu nie poznała wiele kucyków takich jak ona... To znaczy z niecodziennym i czasami dziwnym usposobieniem ale nawet biorąc to pod uwagę nic, dosłownie nic nie miało sensu. Z drugiej strony nie chciała wierzyć że została porwana we śnie, to nie tak że było to niemożliwe ale jakie są akurat szanse że trafi akurat w tą noc? Jeśli tak się stało to musiała mieć naprawdę niezłego pecha... Trzecia, ostatnia opcja również nie pasowała. Crimson niby mogła stracić nad sobą panowanie i się mścić na gwardii ale wczoraj wieczorem gdy siedziała na dachu szopy wydawała się spokojna. 

- Niestety - Cicho odpowiedziała wyrwana z ciągu myśli. - Chyba nie zna go zbyt dobrze - Nie była pewna czy dobrze pamięta ale Crimson nigdy nie była w ty mieście. Przecież pomysł odprowadzenia Pumpkin w nocy nie odpadł bez przyczyny. - Ale ona odnajduje się w chaosie - Lekko się uśmiechnęła wspominając bójkę z baru na czarnym rynku. Prawie każdy walczył na każdego a jej wydawało się to nie przeszkadzać. 

 

Batty

- Można powiedzieć że znalazłam - Odpowiedziała krótko jakby posługiwała się eufemizmem opisującym kradzież. - A tak naprawdę owocowy skorpion mnie poczęstował... Przynajmniej z początku a potem sama się poczęstowałam, w miejscu zerwania odrosły praktycznie od razu nowe - Obejrzała się za siebie jeszcze ostatni raz jakby chciała się upewnić czy wydarzyło się to naprawdę, zwłaszcza jak Spear dodał że nie wykrył tej osady. - Masz na myśli oazę? - Zmarszczyła zdziwiona brwi i pokręciła głową na boki szukając jakiś domów czy czegoś w tym stylu. - Powinny być w porządku - Powiedziała po czym dodała znacznie ciszej. - Nie smakowały trująco...

 

 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Chaosem? - powiedziała nieco zaskoczona Pumpkin. - Masz na myśli jak ten mityczny Discord z opowieści? - mówiła dalej wyraźnie zaskoczona, zdawała się nawet nad tym rozważać. - Ale gdyby tak było, to chyba byłoby coś widać, bo nie ma żadnych śladów takiego chaosu, a przynajmniej nic o tym nie mówili

- Może mam pomysł jak można się rozejrzeć za waszą koleżanką - powiedział nagle ojciec Pumpkin, kończąc śniadanie. - Muszę zawieść do koszar gwardii zapasy, to jest jak przepustka. Może na miejscu dowiemy się czegoś nowego, chyba, że wolisz sama się rozejrzeć - powiedział z całą pewnością w kierunku White.


Okolice bazy

- Owocowy skorpion? - Spear wyglądał na szczerze skołowanego kiedy o tym wspomniała. - Tu żyją jacyś roślinożercy? - dodał chwilę później, oglądając się do tyłu. - Wszystko zawsze tu zżerało się nawzajem - teraz wyglądało jakby mówił do siebie, ale wrócił na ziemię gdy Batty zaczęła mówić o osadzie. Na pysku ogiera pojawiło się wyraźne zakłopotanie. - No tak... Wybacz... Miałem oczywiście na myśli oazę - nim jednak Batty odpowiedziała do ich uszu dotarł donośny głos radosnej Pearl.

- Jesteście?! - piszczała wyraźnie szczęśliwa. - Już chcieliśmy za wami ruszyć - rzuciła okiem na to co nieśli. - Macie drewno i owoce! - krzyczała pełna ekscytacji. - Nie mam pojęcia co robiliście, ale chyba to była niezła zabawa - wyszczerzyła zęby.

- Ona je znalazła - powiedział Spear, wyjaśniając sprawę owoców.

- Naprawdę? - spojrzała zaskoczona. - Jesteś niczym nasz skarb - nim Batty zdążyła zareagować Pearl złapała ją w krótkim przyjacielskim uścisku, a potem puściła. - Naprawdę dziękuje - mówiła z niekrytą radością, a potem spojrzała wyraźnie łapczywie na jeden z owoców. Zaraz pojawił się także Lance, który był wyraźnie zadowolony ich powrotem.

- Napotkaliście jakieś problemy? - spytał chwilę później. Spear spojrzał na Batty jakby, uznając, że to ona ma zdecydować, co powie.


Obóz gwardii

Nowi więźniowie zostali zabrani do jakiegoś namiotu polowego najpewniej na przesłuchanie. Kolejne godziny w obozie, to były treningi czy wypuszczanie patroli po okolicy. Trwało to tak, aż do wieczora. Nadal nie widziano więźniów zabranych na przesłuchanie, ale o zmroku gwardziści zamieszkujący obóz ustawili się jak na jakimś zebraniu pod dużą drewnianą palisadą. Wszyscy stali w równym rzędzie, a chwilę później na mównicę przed nimi wyszedł najwyraźniej ich dowódca.

- Wojna wymaga poświęceń, a przy tym respektu. Nasza pani zapewniła nam pokój i dobrobyt, okupiony ciężką pracą, ale winne temu są poprzednie władczynie, które zniszczyły tę krainę. Nie możemy tolerować aktów nienawiści wobec naszej obecnej pani - właśnie wtedy zaczęli wprowadzać więźniów. Nie było wśród nich świeżo pojmanych, a ci, którzy musieli być tu od jakiegoś czasu. - Dawne ludzkie kundle zasługują na tylko jeden los - każdemu ze sprowadzonych więźniów zaczęto nakładać sznury na szyje. Było to troje ogierów i jedna klacz. Jeden z pojmanych rozpłakał się ze strachu, gdy reszta nie wyrażała strachu.

Link to comment
Share on other sites

Ogier z zamaskowaniu w  lesie bacznie obserwował  to, co dzieje się w obozie,

Gdy usłyszął, że pojmane kuce mają zostać straceni mimo, iż raczej według niego nie spiskowali wobec cesarzowej postanowił jskoś zapobiec ezekucji.

W tym czelu eblementsris ponownie urzycił na siebie zaklęcie miniaturyzacji (mimo bycia dalej nieweidzialny za sprawą wciąż nie cofniętego zaklecia niewidzialności), poleciał w stronę bazy, a gdy tylko znalazł się na jej terenie zaczał przeszukiwać dokumentu, w któym była wzmianka o straceniu pojmanych.

Skrzydlaty jednorożec za swój cel obrał sobie nmiot dodwódcy obozu, gdyż tam, jak się okaszało, odnalazł poszukiwany dekret, kóry za pomocą zaklecia zmienił tak, ażeby wypuścić aresztowanych.

Nie zmienił stylu rozporzadzenia , w jakim ów dokument zostął napisany, lecz nadał mu brzmienie wkazujące na akt łoski, by po tem poszpiesznie i niezauważalnie opuścić namiot najwyzszego zwierzchnika obozu, a potem sam garnizon i jego otocznie, i schować się ponownie w tym samym lesie, gdzie czekał na dalszy rozwój wypadków, zaraz po wylądowaniu, obserwując obóz.

 

Edited by Król Etirenus
Link to comment
Share on other sites

 

White

- Nie o coś takiego mi chodziło. - Powiedziała nieco zaskoczona interpretacją swojej rozmówczyni... Ciężko jednak nie przyznać że Pumpkin również miała racje. - Raczej miałam na myśli chaos jako to czego nie znamy a nie takie ekstremum jakie potrafi zrobić jedynie Discord... - White wyglądała jakby była przygotowana że draconequus pojawi się znikąd i wywinie jakiś numer co niestety nie miało miejsca. Paradoksalnie jego obecność byłaby ulgą. Po pierwsze oznaczało by to że Crystal nie zdołała go pokonać a po drugie być pomógłby w poszukiwaniu Crimson po paru czy kilkunastu prośbach. Podobno Fluttershy go... Sprowadziła na lepszą drogę ale nadal pozostał sobą. - Wydaje mi się że przyda mi się pomoc - Odpowiedziała przerywając swój ciąg myśli. - Prawda jest taka że również mogę się tutaj zgubić...

 

Batty

Nie odpowiedziała już Spearowi tylko przyglądała się szczęśliwej Pearl i Batty mimo zmęczenia czuła że ten stan również jej się odrobinę udziela. Z jednej strony przyczyniała się do tego szczerość i moc tej radości ale również fakt że na pustkowiach naprawdę ciężko o kogoś aż tak pozytywnego. 

- To nic... - Próbowała się wciąć między zdania tej dwójki ale jedna z osób wydawała się o wiele bardziej pobudzona niż powinna i od razu po niespodziewanym komplemencie została z zaskoczenia przytulona. Było widać że jej się to spodobało nawet bardziej niż powinno a może po prostu dobre słowo ją speszyło. - Ty chyba też masz coś dobrego że tak ci humor dopisuje? - Zapytała odzyskując rezon i gdy odłożyła drewno na skraj obozu dodała: - Jakbyś ruszyła to byś nie straciła kąpieli w oazie - Uśmiechnęła się a potem nagle się skrzywiła przypominając sobie ten odór szczątków rozbebeszonego pająka. - W zasadzie... Nie napotkaliśmy nic z czym sobie nie poradziliśmy - Nie skłamała odpowiadając Lance'owi ale z drugiej strony nie powiedziała prawdy że o włos mogło się to skończyć w drugą stronę. - Mają w środku sok pod tą cienką skórką, polecam przebić kłem - Zwróciła się do Pearl ale nie podała jej owocu jakby zamierzała się przez chwilę po siłować z użyciem magii i poprzekomarzać. 

 

Sinister

Nie wiedziała w zasadzie co się dzieje za nią więc nastawiła uszu próbując usłyszeć dźwięk ściąganego hełmu... Nie mogła w zasadzie zrobić niczego więcej chyba że próby odgadnięcia co myśli ten ogier się do czegoś zaliczają. Powoli czuła się jakby położyła swój los na szali i czekała czy waga jej grzechów przeważy ciężar po drugiej stronie. Coś jednak ją ratowało w tej sytuacji, czymś go zainteresowała ale nie wiedziała jeszcze co to takiego i nie mogła sobie pozwolić żeby to zepsuć

- Może i zagadka wydaje się bez sensu... - Odparła jakby przyznając rację ale nie dała jeszcze za wygraną.  - Uczucia dla ciebie również takie są, prawda? - Spytała ale nie oczekiwała na odpowiedz więc zapewne chciała wskazać podobieństwo. - Może prawdziwą intencją tej gry było sprawdzenie jak zachowasz się poznając coś czego nie znasz... A nie zapominajmy że uczucia dla ciebie też były obce i musiałeś je jakoś poznać - Teraz się uśmiechnęła, Star nieświadomie jednak pomogła. - Zaufałeś świeżo poznanej klaczy, nie zdjąłeś hełmu który zakłóca Ci postrzeganie świata a na sam koniec nawet nie obejrzałeś tych motyli z każdej strony. - Nie wiedziała czy zrozumie tą analogię, starała się to dobrze wytłumaczyć ale miała nadzieje że również zbije to go z tropu. - Czy to jest to co spodziewałeś się usłyszeć wiedząc co chce powiedzieć przez moją zagadkę? 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Skoro tak - powiedział ogier powoli wstając i przecierając pysk serwetką kiedy skończył jeść. Nie nawiązał jednak do rozmowy klaczy o Discordzie, być może uznał to za temat na tyle nierealny, że nie widział powodu. Jakby nie patrzeć minęło tak wiele czasu odkąd ostatnio widziano Discorda, że kucyki zaczęły nawet uważać jego istnienie za bajkę. - Przygotuje powóz i rzeczy, a gdy będę gotowy możecie do mnie dołączyć, zawołam was jak skończę - nie czekał już jednak na odpowiedź, a powoli odszedł od stołu. Pumpkin za to znów konspiracyjnie spojrzała na White.

- Czyli też wierzysz w istnienie Discorda? - szepnęła cicho tak żeby reszta rodziny przy stole jej nie słyszała. - Większość kucyków uważa, że to tylko bajka, ale słyszałam, że nawet Crystal nie mogła zmienić go na powrót w kamień i chodzą słuchy, że zamknęła go w Tartarze, a drzwi zablokowała magiczną pieczęcią - zaraz jednak spojrzała ponuro w okno. - Krótko się znamy, ale tak wiele wam zawdzięczam - przełknęła lekko ślinę. - Powiedz czy jeśli ona jest uwięziona, to ją tak zostawimy? Albo jeśli... - chyba nie miała odwagi dokończyć tego pytania, widać, że zaczynała się coraz bardziej niepokoić.


Okolice bazy

Lance chyba dostrzegł w tonie Batty, że coś musiało się jednak stać, co zresztą wskazywała jego zaniepokojona mina. Mógł najpewniej spytać Spear'a o to co się stało, ale chyba nie chciał tego robić, być może uznał, że nie bez powodu klacz nie chce do tego wracać. Spear rzucił tylko spojrzenie na klacz, ale nie wychylał się aby opowiedzieć swoją wersję. Chyba nadal czuł, że ma u niej dług. Jedyna Pearl zdawała się nie zwracać uwagi na niedawny ton klaczy, bardziej skupiając się na tym co teraz robiła. Obserwowała unoszący się owoc z niezwykle cwanym uśmiechem, co jakiś czas patrząc przy tym na Batty. Pearl nie wydawała się zdenerwowana jej zachowaniem, a bardziej jej zacięta mina dawała znak, że jest gotowa przyjąć wyzwanie. Wyciągnęła przednie kopyta przed siebie i lekko opuściła głowę kiedy jej róg zaczął delikatnie świecić. Czego Batty nie mogła przewidzieć, to, to, że Pearl zrobi zmyłkę, bo zamiast rzucić zaklęcie wskoczyła w nią całym ciałem, sprawiając, że obie zaczęły się lekko staczać, aż w końcu nie przestały lodując w piachu. Pearl momentalnie teleportowała się nad Batty nim ta miała szansę w ogóle wstać, patrząc na nią teraz z cwanym uśmiechem z góry.

- Chyba tyle wyszło z twojej kąpieli - wyszczerzyła zęby. - No i musisz przyznać, że wygrałam, wtedy dam ci wstać - obie teraz były poza wzrokiem pozostałych gwardzistów, ale ci najwyraźniej zdecydowali się nie przeszkadzać im w wygłupach, uznając, że nie mają ku temu powodu.


Las Everfree

Poczuła się zupełnie skołowana. Jeszcze chwilę wcześniej była pewna, że znalazła słaby punkt tej klaczy, a tymczasem to znowu ta ona górowała. Mogła ją od tak zmusić do posłuszeństwa, a nawet zabrać ze sobą i zmusić ją do spełnienia swojej woli, zrobić z niej swoją prywatną niewolnicę, to ona miała los tej nieznajomej w kopytach, a nie na odwrót. Uczucia... uczucia były słabością, wiedziała o tym, ale czy tego właśnie się spodziewała, to chciała usłyszeć? Uniosła na chwilę wzrok, patrząc w drzewa za grzbietem klaczy. Rekrut nie wracał... Czyżby zawiódł? Przykre... Miała nadzieję, że będzie z niego więcej, ale nie było tego złego, bo miała tu inny równie ciekawy, a może nawet lepszy przypadek.

- Może nim odpowiem, ja spytam o coś ciebie i nie próbuj skłamać, bo to wyczuje - nie do końca było to prawdą, ale liczyła, że rozgryzie to po zachowaniu jej ciała. Zwykła drżąca warga może czasem sporo zdradzić. - Co o mnie myślisz? Boisz się mnie?


Obóz gwardii

Czas egzekucji zbliżał się nieubłaganie i wszyscy oczekiwali z napięciem na jej wykonanie. Wszyscy za wyjątkiem więźniów czekających już tylko na nieuniknione. W momencie gdy miał nadejść czas jej wykonania, a sygnał jej rozpoczęcia obwieszczony, nagle jeden z gwardzistów nakazał przerwać wszystko w ostatniej chwili. Zdziwienie oraz wyraźny bałagan jaki zapanował wśród gwardzistów był jasno widoczny, nikt nie wiedział jak mogło do tego dojść. Dokument stanowczo jednak nie był fałszywy. Jeden z dowódców uspokoił zaraz wyraźnie zmieszanych gwardzistów, unosząc kopyto.

- Łaska naszej pani jest nieodgadniona, ale skoro tak nakazuje los - uniósł kopyto do kata, który zaczął uwalniać wyraźnie zdezorientowanych więźniów. - Nikt nie zna planu naszej pani - powiedział w kierunku więźniów. - Skoro ta jednak czuwa nad waszym losem, tym razem jesteście wolni - więźniowie wyglądali nadal na zdezorientowanych i zszokowanych oraz potrzebowali wyraźnej zachęty żeby odejść. Być może podejrzewali, że to pułapka. W końcu jednak zaczęli iść w kierunku wyjścia z obozu i nikt nie stawał im na drodze gdy jeden po drugim wychodzili.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Uwolnieni więźniowie z niedowierzaniem, ulgą, z normalnym rytmem opuszczali obóz gwardii jeszcze nie będąc pewni tego, czy rzeczywiście są wolni.

Przynajmniej przez sam czas przechodzania przez teren garnizonu, i dopiero po ostatecznym wyjściu z terenu wojskowego wszytkie dotychczas pojmane, a następnie uwięzione, a teraz wolne kuce udały się w stronę miejsca, w którym zostały schwytane.

Ukrywający  sięw lesie eblementaris poczół dume, że udało nu się ocalić życie tych kopytnych, którzy niepokojeni przez wojskowych kierowali się do miejsca, w jakim przebywali przed pojmaniem.

Nie ukazywał jednak jawnie swojego zadowolenia, lecz wyszedł z lasu, wzbił się w powietrze i poleciał w kierunku przeciwnym do tego, na drodze któego znajdkował sie obóz straży cesarskiej, przez chwilę zakryty zaklęciem niewidzialności, kktóre zamienił na takie, za sprawą któego stał się widzialny. 

Z tego też powodu ogier wyostrzył lecąc czujność mimo ubioru, jakiego nosił na ciele, i kapturu ukrywającego jego łeb, oraz panującej nocy, zastanawiając sie, dokąd zaniosą go skrzydła.

Link to comment
Share on other sites

White
- Czy wierzę? - Spytała jakby zaskoczona tym pytanie a potem, po sprawdzeniu czy nikt ich nie słucha dodała: - Raz mi nawet wyciął numer...  Ale wolałabym o tym nie mówić - Pokręciła głową. - I w zasadzie to dobrze że nie mogła go zamienić na powrót w kamień, to znaczy że nie może używać klejnotów harmonii bo jeśli się nie mylę tylko one to potrafią - Mimo wszystko jednak White nie odetchnęła z ulgą, takie pocieszenie niknie wśród tylu przeciwności. Spojrzała znowu na Pearl gdy ta znowu mówiła jak wiele im zawdzięcza ale tym razem tego nie skomentowała by się co chwila nie powtarzać. - Nie zostawimy - Odpowiedziała na kolejne jej słowa. - I na razie o tym nie myślmy tylko ją znajdźmy a potem będziemy działać w razie konieczności. Tak będzie prościej...

 

Batty

Wszystko wydarzyło się dosyć szybko... Zanim jednak tak się stało Batty znieruchomiała i obserwowała Pearl w skupieniu jakby obmyślała jaki kolejny ruch może wykonać. Gdy ta jednak ruszyła w nią całym ciałem oliwkowa klacz najwyraźniej zaspała i nawet nie zareagowała.

- Ty! - Krzyknęła znikąd orientując co się dzieje ale jej wywód został przerwany nagłym atakiem kaszlu... Najwyraźniej wraz z powietrzem zaczerpnęła piasek do gardła. Nie chcąc by to samo stało się z jej oczami zamknęła je i otworzyła dopiero gdy wszystko się uspokoiło.

- Khe, khe - Zaczęła na powrót Batty ale nieco mniej ochoczo niż poprzednio. - Chyba tak... - Nie brzmiała jakby była zawiedziona czy jakby ten fakt jej przeszkadzał. - Ale podoba mi się widok z dołu, nie muszę wstawać - Zadarła nosa do góry chcąc tym potwierdzić że nie żartuje. W normalnych warunkach postarała by się Pearl sypnąć piaskiem w oczy ale to dla niej było zbyt nie miłe a po drugie uważała że coś tak prostego to działa tylko na pijanych ogierów z baru.

Link to comment
Share on other sites

Skrzydlaty jednorożec w tym samym czasie leciał niepokojony przez nikogo od czasu do czasu zerkając a to w jedną, a to w drugą stronę. 

Zastanawiał się przy tym, gdzie tym razem jego skrzydła go poniosą. Gdzie doleci. W jakie miejsce tym razem trafi. Czy napotka kogoś.,

bo predzej, czy i tak ogier ponownie  napotka inne kuce. Będzie też musiał znaleść miejsce do zregenorowania sił, oraz takie, gdzie mógłby

coś zjeść, się napić, jednakże mimo obserwacji otoczenia nie zloklaizował obszaru, gdzie występowały te trzy elementy, to też szukał dalej.

 

 

 

Edited by Król Etirenus
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Pumpkin pokiwała głową z niezwykle pewną siebie miną, zupełnie jakby chciała pokazać White, że jest gotowa na wszystko aby pomóc Crimson, jeśli zajdzie tak potrzeba. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo dobiegł ją i White głos jej ojca. Gdy oboje wyszły na zewnątrz ten już czekał z powozem. Zawartość powozu z pewnością różniła się od ich skromnego śniadania. Cały wypełniony był wszelakimi owocami oraz warzywami, które musiały pochodzić ze wszystkich okolicznych gospodarstw. Ojciec Pumpkin nie wydawał się też narzekać, że musi ciągnąć samotnie powóz. Zapewne ogierowi nie brakowało sił przez lata jakie wypracował w polu.

- Myślę, że możemy iść - rzucił gdy już się pojawiły. - Gwardia złożyła spore zamówienie, ciekawe czy znów idą na wojnę - Pumpkin pokręciła głową z rezygnacją.

- Nie przepadam za naszym obecnym życiem, ale chyba wolę władzę cesarzowej niż królowej podmieńców lub władcy gryfów - powiedział ponuro, najwyraźniej wyrażając swoje myśli na głos.

- Jestem pewny, że twoja koleżanka chyba lepiej wie, co byłoby dla nas lepsze, pewnie nie raz musiała spotykać podobne kreatury. Pamiętaj córciu, kucyk ziemski pracuje, a nie myśli - Pumpkin skrzywiła się ponuro. Zmierzając do miasta już nawet na drodze dało się zauważyć zdenerwowanie, wśród mijanych kucyków. Pumpkin nagle złapała się kopytem za pyszczek i uderzyła delikatnie w bok White, pokazując na coś. Tym co pokazała okazał się list gończy, a na nim bez wątpienia była Crimson. Była według niego poszukiwana za zdradę żywa lub martwa.


Okolice bazy

- Doprawdy? - spytała wyraźnie zdziwiona Pearl, przekrzywiając głowę na bok. - Mam więc założyć, że to piasek jest tak bardzo wygodny czy może zaczęło ci się podobać, że jednorożec patrzy na ciebie z góry? - na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech, a chwilę później się odsunęła i wyciągnęła kopytko w kierunku Batty. - A może powinnam założyć, że to ja mam specjalne względy w tym wypadku - wyszczerzyła delikatnie zęby. - Oczywiście jeśli masz ochotę nadal leżeć tu samotnie to nie widzę problemu albo mogę położyć się obok ciebie i sprawdzić, co tak wyjątkowego jest w tym piasku - wyglądało na to, że droczenie się z Batty sprawiało Pearl sporo radości. Na pewno w jej zachowaniu i słowach nie było wyższości ani złośliwości.


Szlak

Tym razem lecąc ogier mógł dostrzec niewielkie miasto. W jego kierunku co ciekawe zmierzało wiele kucyków, kiedy im się jednak przyjrzało można było dostrzec, że były to tylko jednorożce, zupełnie jakby zmierzały na jakieś spotkanie. Samo miasto nie było ogromne, ale można było dostrzec tam kilka budowli z kamienia. Głównie były to domy, ale również sklepy, miejsca pełne usług rozrywkowych czy hotele. Najbardziej jednak wyróżniał się tu budynek w samym centrum, była to imponująca kamienna budowla inna niż wszystkie pozostałe i to właśnie do niej kierowały się wyraźnie podekscytowane jednorożce. Nie brakowało tu również żołnierzy pilnujących porządku.

Link to comment
Share on other sites

White

Naprawdę nie chciała żeby istniała potrzeba ratowania Crimson z kopyt gwardzistów. Po części to mogła być jej wina, przyczyniła się do tego że czara goryczy się przelała i nienawidziła tej myśli... Ale na razie musiała działać a nie użalać się nad sobą a więc gdy nie zdążyła odpowiedzieć Pumpkin słowami odwzajemniła jej gest i ruszyła na zewnątrz. Trochę się skrzywiła na widok zapakowanego po brzegi wozu gdy przypomniała sobie jak wyglądało śniadanie ale na roztrząsanie tego nie było miejsca bo i tak nic nie zmieni w tej sprawie.

- Cesarzowa wydaje się lepsza niż królowa, to prawda - Potwierdziła słowa ogiera ale bez entuzjazmu. - Ale ciężko powiedzieć że którakolwiek z opcji którą dostrzegamy jest dobra - ,,Naprawdę nie ma żadnej lepszej możliwości?'', pomyślała ale nie zadała tego pytania na głos. - W Canterlot uratowałam jednego z kapłanów w świątyni, tym czynem zdaje się że nadepnęłam im na odcisk. Dowiedzieli się gdzie mieszkam, - Znikąd zaczęła opowieść jakby chciała się nią pochwalić. - Śledzili mnie w drodze do Ponyville i tam zaatakowała mnie trójka z nich... By w zasadzie przegrać i wygadać się że planują atak na Crystal aby zabrać jej moc... - Pokręciła głową wiedząc że obecna gwardia nie spodziewa się niczego innego i będą na to przygotowani. - Wracając do tego kto nami rządzi - Zdała sobie sprawę że nieco zboczyła z tematu, między nimi było już więcej kucyków więc ściszyła głos. - Wybieranie lepszej z gorszej opcji do niczego dobrego nie prowadzi - Zrobiła małą pauzę. - Sprawia że można przeżyć kolejny dzień ale odliczanie do upadku już się zaczęło. - ,,Pytanie czy ktoś je powstrzyma'', pomyślała i znowu nie powiedziała tego na głos. Z jej umysłu wyrwał ją lekki kuksaniec a chwilę potem spojrzała na miejsce w które wskazywało kopyto Pumpkin.... Nie chciała tego zobaczyć a gdy to zrobiła nie mogła temu zaprzeczyć. Crimson naprawdę mocno przeskrobała i niewątpliwie nie jest w dobrej sytuacji. - Nadal możemy złapać ją przed nimi - Szepnęła konspiracyjnie do przyjaciółki. White w tym momencie nie była pewna czy chce pokazywać się gwardii... Jeśli zobaczy ją ten sam kapitan co wtedy wieczorem może być dziwnie ale szła twardo za ogierem. 

 

Batty

- Doprawdy - Potwierdziła słowa Pearl i odwróciła głowę bokiem do niej patrząc gdzieś w dal. - Zakładać możesz wiele... Może piasek jest wygodny a może nie... Może lubię jak ktoś jest na górze a może nie... - Wydawało się że Batty lubi trzymać innych w niepewności. - Może masz u mnie specjalne względy a może nie, chociaż osobiście nie wiem skąd Ci to mogło przyjść do głowy... - Trochę się skrzywiła chcąc tym zagraniem potwierdzić swoje zdziwienie słowami Pearl. - Ale w tej sytuacji jednak jest jedna czy dwie rzeczy które są pewne - Zrobiła jeszcze przerwę by przedłużyć tą chwilę, przy okazji wpatrywała się w nocny krajobraz. - Taki paskudny mieszaniec jak ja nie widzi przeszkód by się trochę ubrudzić - Wyciągnęła kopyto w jej kierunku by je chwycić. - I to że zamiast zakładać wolę ściągać - Puściła jej oko i spróbowała pociągnąć ją w dół by straciła równowagę i wylądowała na piachu. 

 

Sinister

Zaczynało ją to trochę męczyć, miała wrażenie że cały czas musiała się pilnować co mówi i lawirować pomiędzy tym co ma na myśli a tym co pozwoli się z tego jej jakoś wyplątać. Prawdą było że od początku nie chciała za bardzo kłamać, ta aura strachu którą ten ogier wokół siebie rozpościerał zmuszała poniekąd do szacunku. Nigdy czegoś takiego jeszcze nie spotkała i to niepokoiło ją jeszcze bardziej... Jednak z drugiej strony wiedziała że czymś go zaintrygowała gdyby tak nie było ta rozmowa wyglądała by zupełnie inaczej. Star w tym czasie się nie odzywała, stała w miejscu i jakby nad czymś myślała... Ostatnie jednak co można było o niej powiedzieć to to że wyglądała na zadowoloną czy szczęśliwa. 

- Pewnie że się boję - Odpowiedziała na jego drugie pytanie dosyć cicho i przewracając oczami jakby została zapytana o coś oczywistego. Mówiła jednak bez wyraźnego wahania nadal będąc odwrócona do niego tyłem i tuląc swojego chowańca. - Bo dlaczego bym nie miała? - Odwróciła zagadnienie. - Jesteś silniejszy, nie znam twoich zamiarów i niezależnie od tego jak bardzo mi się to może nie podobać jestem na twojej łasce - Czuła że różnica mocy między nimi jest spora. Co prawda lubiła zaskakiwać gdy ktoś z góry oceni ją jako kogoś kto znajduje się na przegranej pozycji, niestety w tej sytuacji znajdowała się różnica bo teraz naprawdę była to prawda. Nie znaczyło to jednak że po prostu zaakceptuje jego wolę gdy zacznie rozporządzać jej osobą, tego jednak już nie powiedziała zachowując to dla siebie. - A co o Tobie myślę? - To pytanie było znacznie trudniejsze i Sinister poruszyła nerwowo ogonem. - W zasadzie ciężko powiedzieć że się znamy - Rzekła w sposób godny dyplomaty. - Ale myślę że jest z Tobą coś nie tak... Jesteś inny od reszty gwardzistów śmierci... - Nie do końca wiedziała jak to nazwać co się z nią dzieje ale wiedziała że przeciętny ogier elity Crystal nie jest do tego zdolny. - Powiedziałabym że wydajesz się zaślepiony i idziesz w jednym kierunku z całym swoim zdecydowaniem. W zasadzie to godne pochwały jeśli ten kierunek Ci odpowiada... - Nie chciała sugerować że ktoś go omotał i zmącił jego wizje postrzegania świata. To jak na jej gust podchodziło za blisko pod działania buntowników z którymi Sinister nie czuła się związana.

 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Zarówno Pumpkin jak i jej ojciec z uwagą słuchali historii White. Oboje wydawali się zaniepokojeni tym co powiedziała, ale każde okazywało to na inne sposoby. Ogier miał niezwykle kamienną minę, ale posłał jej współczujące spojrzenie, najwyraźniej nie wiedział co powiedzieć. Był tylko prostym kucykiem ziemskim, który uprawiał warzywa i choćby chciał, to raczej niewiele mógł pomóc nieszczęsnej klaczy. Pumpkin najpewniej nawet by to jakoś nawet skomentowała, ale teraz co innego ją trapiło. Cieszyła się, że jej ojciec nie zobaczył tego plakatu, ale bała się, że się spóźnią, a gwardia znajdzie pierwsza ich przyjaciółkę. Będąc coraz bliżej miast, cała trójka mogła zobaczyć gwardzistów zaczepiających przechodniów i pokazujących im plakaty z poszukiwaną klaczą. W dybach mimo, że były kucyki, to nie było tam Crimson, ale dwoje ogierów szykowało już sznur pod egzekucje jakby wyrok został już z góry określony. W mieście panowała napięta atmosfera.

- Poszukajcie koleżanki - powiedział nagle ojciec Pumpkin gdy znaleźli się w centrum. Wyglądało jakby nie zauważył obecnego niepokoju albo go zignorował. - Ja w tym czasie pójdę do gwardzistów, nie lubią czekać. Nie musicie się też śpieszyć - powiedział na odchodne i chwilę później ruszył z ładunkiem.

- Co teraz? - pisnęła zestresowana Pumpkin gdy jej ojciec był już na tyle daleko, że nie mógł jej usłyszeć. W okolicy widoczne było targowisko, motel z pokojami dla przyjezdnych, bar czy centra rozrywkowe. - Myślisz, że może być w motelu? - spytała niepewnie i szybko się nerwowo uśmiechnęła kiedy minął je kolejny patrol dwójki gwardzistów.


Pearl

Klacz delikatnie przechyliła głowę, widząc jak Batty odwraca od niej wzrok. Nie była do końca pewne co to ma znaczyć. Zaczęła w głowie chodzić jej myśl, że być może przesadziła i jakoś ją uraziła. Jako urodzona jednorożec z Canterlotu, nie miała raczej kontaktu z mieszańcami czy innymi rasami, bo to miała być obraza. Pearl jednak zawsze trzymała się własnych zasady i nigdy nie patrzyła na innych z góry. Zaraz jednak zmrużyła delikatnie oczy słysząc pokrętne nic nie wyjaśniające odpowiedzi ze strony Batty. Na pyszczku Pearl pojawił się cwany uśmiech gdy klacz mówiła o jej specjalnych względach, zupełnie jakby nie zwróciła uwagi na jej niedawne lekkie skrzywienie. W końcu jednak mimo niedawnych wywodów klacz zdecydowała się przyjąć jej pomoc. Pearl wyszczerzyła delikatnie zęby widząc jak zbliża do niej kopyto.

- Czemu przyszło mi to do głowy? Bo ja... - cokolwiek chciała powiedzieć, nie zdołała dokończyć. W momencie gdy kopytko Batty chwyciło jej, miała zamiar pomóc jej wstać, ale nie spodziewała się najwyraźniej, że był to podstęp leżącej na ziemi klaczy. Efekt tego mógł być tylko jeden i Pearl opadła głową w piach tuż obok leżącej towarzyszki. Pearl początkowo wydawała się zdezorientowana, ale zaraz jej mina spoważniała i spojrzała niezwykle chłodnym wzrokiem na Batty. - Jak śmiałaś?! - zabrzmiała zupełnie jak nie ona. - Ktoś taki wybrudził majestatyczną grzywę rodowitego jednorożca?! - zmarszczyła brwi, ale zaraz na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech. - To zasługuje na karę, a ja o niej zdecyduje - mówiąc to chwyciła piach w kopyta i rzuciła go nad Batty, sprawiając, że ten zaczął na nią opadać niczym nieprzyjemny deszcz. - Wystarczy ci? - spytała pewnie z figlarnym uśmiechem.


Las Everfree

Poruszała lekko głową w jedną i drugą stronę, starając się bardziej przyglądać Sinister kiedy ta zaczęła mówić. Czyli jednak... Bała się jej jak wszyscy inni, jest inna, jest obietnicą swojej matki, zawsze tak będzie, a jednak... Uniosła kopytko w górę, spoglądają na nie. Czemu w głosie klaczy przed nią nie było dumy? Czemu nie padła przed nią plackiem na ziemię, ukazując szacunek? To jak mówiła wydawało się sprawiać córce Crystal jakiś rodzaj przykrości. Może dlatego, że to pierwszy kucyk, który rozmawiał z nią tak swobodnie, wszyscy inni natychmiast wiedzieli kim jest, ale nie ona. Ta klacz jednak czuła jej moc, a nadal nie zachowywała się jak inni...

- Czekam na kogoś... - powiedziała dużo bardziej ponuro. - Ale mrok tego lasu chyba go już pochłonął - uniosła wzrok, patrząc ponuro na okoliczne drzewa. - Szkoda był obiecujący - ciężko westchnęła i znów spojrzała na Sinister. - Zamiast tego spotkałam jednak ciebie - zmarszczyła lekko brwi. - Jest ze mną coś nie tak? - pytanie nie zostało jednak zadane z wrogością, a ciekawością. - Czemu jest ze mną nie tak? Nie zrobiłem ci krzywdy... - powiedziała ponuro, patrząc na Sinister i lekko przekrzywiając głowę. - Jak to jest nie być nie tak? Co robisz żeby nie być nie tak? Pokażesz mi to? Chcesz mnie tego nauczyć? - prośba sama ją zaskoczyła, mogła ją zmusić do tego, ale czy wtedy też nie byłoby nie tak?

Link to comment
Share on other sites

White

Zauważyła współczujące spojrzenie ogiera ale nie zareagowała na nie, w zasadzie to stanowiło kiedyś jej codzienne obowiązki i w zasadzie miała bezpieczne miejsce do spania więc jak na razie się tym nie przejmowała. Bardziej martwiło ją poruszenie panujące w tym miejsce... Wiedziała co to oznacza, czas działał na ich niekorzyść i cholera wie gdzie mogła się ukrywać Crimson. Bez wątpienia miała dość charakterystyczny wygląd... Ale może go w jakiś sposób zmieniła? Rzuciła okiem na inne kucyki zamknięte w dybach i sznur przygotowywany przez gwardzistów specjalnie dla nich. Wykrzywiła twarz w grymasie wiedząc co ich czeka. Nie poświęciła im jednak dużo czasu wiedząc że ma coś innego do roboty i zaczęła się rozglądać za ich zgubą tak mocno że nawet nie odpowiedziała ogierowi których ich prowadził. 

- Motel może nie być złym pomysłem... - Odrzekła ale coś podpowiadało jej by zajrzeć najpierw do baru. Crimson lubiła takie miejsca ale z drugiej strony rozum argumentował że tam byłaby za bardzo widoczna przez swój wygląd... - Potem zajrzymy na szybko do lokalu z napojami wyskokowymi - Ruszyła w stronę pensjonatu dość szybko ale nie na tyle by zgubić Pumpkin. Przed samym wejściem planowała zwolnić by nie wzbudzać podejrzeć że jest w pośpiechu.

 

Batty

Z dziwnym zadowoleniem patrzyła jak wykonany przez nią podstęp się powiódł i Pearl ląduje głową w piasku. ,,Mam nadzieje że zdążyła chociaż zamknąć oczy'', pomyślała oczekując na jej reakcje... Podniesiony głos rodowitego jednorożca jednak oznajmił że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Oczywiście nie licząc grzywy która teraz była ubrudzona. Batty z początku wydawała się zdziwiona podchwyceniem zabawy przez jej przyjaciółkę ale szybko wróciła do swojej roli. Lekko schyliła głowę i położyła po sobie uszy wysłuchując wywodów nieprawdziwie oburzonej klaczy. - Au, tylko nie to - Zapiszczała gdy piach zaczął na nie spadać. - Jakie... Potężne zaklęcie - Brzmiała jakby naprawdę nie mogła uwierzyć że taka moc istnieje. ,,Ciekawe czy powinniśmy ustalić bezpieczne słowo zanim to się wymknie spod kontroli...'', pomyślała i nie mogła powstrzymać rozbawienia, nie powiedziała jednak tego na głos. - To pani decyduje czy kara jest wystarczająca - Odrzekła z pełnym poważaniem gdy powstrzymała swój uśmiech.

 

Sinister

,,A co mnie to interesuje?'', pomyślała gdy ogier powiedział że czeka na kogoś. ,,Chyba nie chce żebym zajęła miejsce tej zagubionej osoby...''. Zastanawiała się czy przypadkiem nie zwraca na siebie zbytniej uwagi i czy to sprawi że to spotkanie połączy ich drogi na nieco dłużej. 

- Czy ciemność musi coś robić by wystraszyć źrebaka? - Rzekła na stwierdzenie że nie została wyrządzona jej krzywda - Nie, wystarczy samo to że jest... I z Tobą chyba jest podobnie - Wzruszyła ramionami i na razie nie rozwinęła tematu. - Jak to jest nie być nie tak? - Spytała jakby z nostalgią. - To było tak dawno temu że niemal o tym zapomniałam... Bo ze mną też jest raczej coś nie tak - Zastanawiała się czy jest choć trochę możliwym że są do siebie chociaż odrobinę podobni. Sinister zdziwiona takim wnioskiem otworzyła nieco szerzej oczy ale bez przeszkód kontynuowała starając się skupić tylko na jednej rzeczy. Pomagało to zapomnieć o tym że odczuwa strach. - Widzisz, wystarczyło że berło Crystal wypaplało wszystkim w świątyni że władam czarną magią żeby społeczeństwo mnie wykluczyło a gwardia... Nie ważne - Trochę się zapomniała że nie powinna tego mówić i miała nadzieje że ogier nie wiedział co tam się stało. - Przestałam być taka jak inni i nie znalazłam drogi powrotnej więc szukanie jej chyba na nic się nie zdaje - Wyrzuciła nadal mając w głosie żal. - Ciemność z biegiem czasu się nie zmienia a dorośli jednak przestają się jej bać - Wróciła do poprzedniego zagadnienia.. - Bo to oni się zmieniają, zaczynają rozumieć że tam nie ma nic strasznego... Jednak trudno oczekiwać od innych żeby się zmienili by móc Ciebie zrozumieć... Żeby po prostu dojrzali bo dla większości jest to za trudne. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Pumpkin tylko kiwnęła głową na propozycje White, a potem bez słowa ruszyła za nią do wspomnianego motelu. Wnętrze budynku okazało się nie być specjalnie wyszukane, wydawało się, że jest to miejsce gdzie każdy przyjezdny mógł znaleźć pokój w niedużej cenie. Nie było tu także za dużego ruchu. Cały korytarz był pusty, nie licząc jednej pary, która najpewniej dopełniała ostatnich formalności przed wynajęciem. Stary jednorożec, będący tu recepcjonistą podał chwilę później klucze parze życząc im przy tym miłego pobytu, a chwilę później się odwrócił. Tylko na chwilę uraczył spojrzeniem White i Pumpkin, ale nie zwrócił na nie większej uwagi, a przynajmniej początkowo tak było. Poprawił lekko okulary i zaraz uśmiechnął się do White.

- To pani? - powiedział w jej kierunku, wyraźnie jakby ją znał. - Zapomniała pani czegoś? Koleżanka jeszcze śpi, ale nie budziłem jej jak pani prosiła - Pumpkin spojrzała wyraźnie zdezorientowana na White jakby oczekiwała od niej jakiegoś wyjaśnienia tej sytuacji.


Pearl

- Mówisz ja decyduje? - krzywo się uśmiechnęła, nadal leżąc na brzuchu. Jej spojrzenie jasno sugerowało, że jeszcze nie skończyła i nadal myśli co można jeszcze zrobić w ramach rekompensaty za niewinny żart Batty. - W normalnym wypadku posłałbym cię spać bez kolacji, ale to chyba jednak za okrutna kara - mówiła z nieukrywanym rozbawieniem. Najwyraźniej jej również brakowało chwili odetchnięcia po tym wszystkim. Wciąż wbijała podejrzanie wzrok w Batty, aż jej wzrok skupił się na czymś nietypowym. - To jak stoisz mieszańcu z siłą? - pytanie z pewnością było nietypowe. Podczołgała się bliżej Batty i lekko dotknęła ją kopytem w bok. - Dasz radę zapewnić niewielki lot pod gwiazdami szlachetnemu jednorożcowi? - pytała, ale nie zabrała jednocześnie kopytka z ciała klaczy.


Las Everfree

Przechyliła lekko głowę, to co powiedziała jej ta klacz, a zapewne tego nie chciała było wystarczającym powodem aby mogła teraz wziąć ją za grzywę i zataszczyć do Canterlotu. Zaczynała powoli coś sobie przypominać o pewnym incydencie i późniejszej ucieczce podejrzanej. Była niemal przekonana, że to właśnie ona. W takiej sytuacji nawet w wypadku tak silnego podejrzenia mogła bez skrępowania ją zabrać siłą, a jeśli ostatecznie wyszłoby, że się pomyliła, to najwyżej dostałaby później od kogoś pisemne przeprosiny. Zresztą... Sam fakt, że posiadała czarną magię uprawniał ją do tego, że mogła ją ze sobą teraz zabrać, ale coś nadal nie dawało jej spokoju...

- Mówisz więc, że jesteś jak źrebak bojący się nocy, a ja jestem teraz tą nocą - spytała z wyraźnym zainteresowaniem. - Mimo to uważasz, że też jesteś inna podobnie jak ja - przechyliła głowę na drugą stronę. - To znaczy, że dwie klacze, których nie rozumieją inni mogą zrozumieć się nawzajem? - zbliżyła kopyta do hełmu, a chwilę później go uniosła, ukazując oblicze niezwykle atrakcyjnej klaczy o jasno szarej sierści oraz krwisto czerwonych oczach i grzywie. - Nie ładnie z tobą zagrałam - zrobiła krok na przód, a jej ton był niezwykle chłodny. - Co mam teraz z tobą zrobić... Chcesz w tej chwili uciekać czy sama masz jakiś lepszy pomysł?

Link to comment
Share on other sites

TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU.

 

Tym czasem ogier dalej leciał, a to nad lasami, a to nad łąkami i miasteczkami, aż nagle lecąc ponownie nad lasem dostrzegł, mając skierowany swój wzrok na prawo wystającej budowli ceglanej wśród drzew, do której postanowił dolecieć mimo, iż nie wiedział, czym jest ta budowla, oraz czy ktoś jej nie zamieszkuje. Jednakże ciekawość i zmęczenie spowodowane długim lotem, oraz głód i pragnienie spowodowały, że alicorn postanowił postąpić tak, jak uznał za stosowne, a nie dalej kontynuować lotu.

Stąd też zaczął obniżać swój lot, aż do momentu, gdy jego kopyta dotknęły ziemi, czując si przy tym bezpiecznie głównie ze względu na fakt, że miał na sobie pelerynę, oraz ubiór maskujący jego sylwetkę.

Co ciekawe w trakcie lotu zrezygnował z zaklęcia niewidzialności głównie dlatego, że przez całą drogę nikt go nie zaczepił, oraz także dlatego, że w pewnym momencie latał wyżej niż sporadycznie widziane pegazy, jakie od czasu do czasu przelatywały niżej, gdy je spotykana swojej drodze.

Nie mniej jednak teraz kiedy był na ziemi ponownie rzucił czar niewidzialności na siebie, by następnie udać się w stronę wyjścia z lasu, pomknąć w kierunku budowli, która okazała się kompletną ruiną, która na podstawie ogólnego zarysu i dwóch, jak sie okazało prawie zniszczonych, i ledwie stojących wież była dworkiem lub pałacem nie mającego jednak charakteru wojskowego, na co wskazywało chociażby otoczenie pozbawione budynków militarnych, czy też żołnierzy, oraz rolników, i terenów rolnych.

Pałac, lub też dwór był jedynym budynkiem otoczonym pośród lasu przynajmniej jeżeli chodzi o stronę, z której nadciągał ogier, który idąc tak, spoglądał się a to na prawo, a to na lewo, a to w tył, w celu upewniania się  tego, czy nie jest śledzony, aż do momentu, gdy nie dotarł do masywnych drzwi budynku.

 

Edited by Król Etirenus
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

White 

Jak tylko znalazła się w środku budynku uznała że Pumpkin mogła mieć rację co do tego by tutaj poszukać Crimson. Zwykły, typowy motel zdawało się być miejscem gdzie mogła się zatrzymać po nieprzespanej nocy... I nie było tu tyle kucyków co mogło by na ną donieść. Zanim nadeszła ich kolej w kolejce do recepcji czekała dosyć niecierpliwie, raz nawet spojrzała za siebie chcąc sprawdzić czy patrol nie kieruje się w tą stronę ale zaraz skupiła się i starała się zachowywać naturalnie. Szło jej to bez najmniejszego problemu, przynajmniej do momentu aż starszy jednorożec nie zachowywał się w sposób jakby ją znał. - Tak... - Odpowiedziała po krótkiej chwili zdezorientowania. - To znaczy czy mógłby mi pan przypomnieć numer pokoju w którym śpi? - Spytała grzecznie zastanawiając się o co chodzi w tej sytuacji. Na pewno tutaj wcześniej nie była a więc ktoś musiał się za nią przebrać? Czy to była Crimson która wynajęła sobie pokój pod przykrywką? Tylko nie miała jak się rozdwoić... Nie myślała jednak nad tym jak to możliwe, za chwilę wszystko się okaże. - Potrzebuje czegoś od niej. 

 

Batty 

- Jak stoję z siłą? - Zapytała nieco zdziwiona tym pytaniem trochę wcinając się w jej słowa. Wcześniejszą groźbę o braku kolacji najwyraźniej puściła mimo uszu najwyraźniej uznając taki akt za zbyt złowrogi i okrutny że nawet nie była w stanie jego powtórzyć. Mimo to uśmiechnęła się delikatnie wiedząc że miecze bywają obusieczne. - A czy szlachetny jednorożec nie powinien umieć wyczarować sobie skrzydeł? - Jej zaskoczenie nie odpuszczało i teraz nawet zmarszczyła brwi... - Skoro tak to mogę jakiś substytut zapewnić. - Nie czekała na odpowiedz Pearl i podniosła ją powoli lewitacją wydając przy tym dźwięk jakby był to dla niej ogromny ciężar. - Tak w zasadzie tobie brak kolacji by się przydał. - Dodała wredną uwagę z udawanym wysiłkiem. Przenosiła ją swoją magią nad piaskami, centymetry nad niewielkimi wydmami by potem podnieść jej lot najwyraźniej z zamiarem wykonania beczki... Ale wtedy Batty ziewnęła i chyba straciła koncentracje i Pear przez sekundę mogła poczuć jak swobodnie upada. Wszystko jednak wyglądało na zaplanowane i zanim uderzyła w ziemie została chwycona ponownie. - Ups, niech mi pani wybaczy! - Powiedziała nieco z paniką w głosie ale jednak wyszczerzyła zęby w uśmiechu 

 

Sinister

Dla Sinister ta rozmowa zdawała się ciągnąć zdecydowanie już za długo ale raczej nie mogła nic na to poradzić. Wiedziała jednak że musi bardziej uważać by znowu nie powiedzieć paru słów za dużo jak na przykład co było w tej przeklętej świątyni. Z drugiej strony tak naprawdę nie zrobiła tam nic złego, nikogo nie skrzywdziła i obaj o tym wiedzieli. Tylko reszta społeczeństwa dostało bajkę o tym że jaka to jest niebezpieczna... - Może tak a może nie. Jakbym miała odpowiedzieć jednym słowem podziałabym ,,zależy''-  Odpowiedziała na jej pierwsze pytanie. Zdawało się że dla Sinister to bez różnicy czy rozmawia z klaczą czy z ogierem. Jedyną oznaką zdziwienia było podniesienie uszu jakby chciała lepiej usłyszeć w jakiej formie mówi o sobie gwardzista.  - I co w związku z tym? - Odpowiedziała po chwili przerwy nieco prowokującym tonem. - Nie pierwszy raz ktoś udaje tego kim nie jest i oszukuje, tak w życiu po prostu jest i jedyne co wypada to się przyzwyczaić - Zastanawiała się co robi teraz Star, od dłuższego momentu się nie odzywała... Miała tylko nadzieje że nie patrzy na tą klacz bo wraz ze wcześniejszym ostrzeżeniem nie skończy się to miło. Chyba że demon pustki zmienił zdanie, nie powiedziała jednak tego jasno więc Sinister wolała nie ryzykować. - Obie wiemy że nie zrobiłam nic złego więc nie, nie będę uciekać. - Postawiła twardo na swoim ale ciężko było określić po co. Przecież jeśli chciała żyć mogła po prostu wybrać ucieczkę... - Jeśli w takim razie masz mnie zabić zrób to teraz - Dodała bez emocji jakby naprawdę było jej wszystko jedno. Prawda była taka że nie chciała tutaj zginąć bo miała niedokończone sprawy... Ale czasami ma się po prostu dość. - A jeśli nie i niczego ode mnie nie chcesz to z chęcią odejdę - Zaakcentowała ostatnie słowo. 

 

Tymczasem Star, jako że była odwrócona w kierunku gwardzisty widziała jak klacz zdejmuje z głowy hełm i odsłania swoje prawdziwe obliczę. Eteryczna postać wydawała się mocno zaskoczona, może trochę oszołomiona tym widokiem ale też jakby... zawiedziona. Najwyraźniej bardziej liczyła na ogiera. Nie wtrącała się jednak w rozmowę tylko lekko się uśmiechnęła gdy jej niegdyś podwładna nieco zmieniła podejście co do gwardzistki. Wiedziała dlaczego tak się stało... Bo działo się to za każdym razem gdy ktoś oskarżał ją o coś czego nie zrobiła czy dawał jej oznakę że wcześniej kłamał. - Takie ciało nie może być naturalne prawda? - Spytała z wyraźnym zainteresowaniem którego źródło było dosyć oczywiste. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Cóż... - wydukał wyraźnie zdezorientowany ogier, Pumpkin też wyglądała jakby miała teraz masę pytań do White. - To pani płaciła za pokój, a przy tym nie mogę zaprzeczyć, że dała pani pokaźny napiwek za co szczerze dziękuje - podrapał się pod brodą. - Chyba wzięła też pani klucze... - Pumpkin znów spojrzała zaskoczona na White. - A tak... Pamiętam... Wzięła pani klucze i powiedziała, że wrócić popołudniu, a tamtej pani mam nie budzić do tego czasu, ale wychodzi, że wróciła pani wcześniej - Mrugnął wyraźnie zaskoczony. - Zgubiła pani klucz? Nic nie szkodzi jest zapasowy, ale powinna pani uważać, bo za kolejny już będę musiał pobrać opłatę - Niemrawo się odwrócił do klaczy ściągając klucz z charakterystyczną zawieszką dwadzieścia dwa. - Pokój na piętrze drugi na końcu korytarza w rogu, ale przecież pani to wie, przepraszam - Recepcjonista podał klucz White, a Pumkin cicho szepnęła do jej ucha.

- Co się tutaj dzieje? - spytała z wyraźną niepewnością.


Pearl

Zaraz gdy tylko wzniosła się w powietrze zaczęła krzyczeć, ale bynajmniej nie ze strachu, był to okrzyk pełen radości i ekscytacji. Wyciągała kopyta jakby chciała złapać nimi gwiazdy na niebie. Ciekawe jednak było, że gwardziści przy ognisku nie zwracali uwagi mimo, że najpewniej je słyszeli. Najwyraźniej oboje uznali, że klaczom przyda się nieco rozrywki, zwłaszcza po wszystkim co je spotkało. Pearl wydawała się też puścić mimo uszu uwagę Batty o jej wadzę, a nawet kiedy ta ją niemal puściła, gwardzistka nie wydawała się przerażona, zupełnie jakby już w pełni zaufała drugiej klaczy. Gdy jednak w pewnym momencie znalazła nad Batty, nie było to co prawda wysoko, ale była jednak nad nią, krzywo się uśmiechnęła i teraz to jej róg zaczął święcić i się momentalnie teleportowała opadając na grzbiet klaczy przed sobą.

- Teraz jednak to ja chyba powinnam prosić o wybaczenie - powiedziała niemal troskliwie. - To co tam mówiłaś o mojej wadze? - spytała nadal leżąc brzuchem na jej grzbiecie.


Las Everfree

Spojrzała niezwykle chłodno na Sinister, zupełnie jakby jej wzrok miał dać odpowiedź, co do jej przyszłego losu. Gdy padło pytanie Star, na niewielką chwilę oczy klaczy się zmrużyły, a jej róg zaczął intensywnie świecić. Nie było tajemnicą, że zbierała się tam istnie destrukcyjna magia, łatwo można było wyczuć, że teraz mogłaby zdezintegrować nawet wielką skałę stojącą jej na drodze. Energia zbierała się coraz mocniej, aż nagle i niespodziewanie przestała. Niedawno zebrana magia zaczęła powoli zanikać, aż całkiem nie zniknęła, a na pyszczku klaczy nie pojawił się cwany uśmiech. Zbroja na jej ciele zaczęła się zmieniać, przyjmując formę brązowej kurtki z wełnianym kołnierzem, a sierść przybierać kolor żółci, gdy grzywa stała się biała.

- Mogłabym cię zabić lub puścić - lekko zmarszczyła brwi. - Mam jednak inny pomysł - wyszczerzyła lekko zęby. - Zapewnisz mi rozrywkę, nie pamiętam, kiedy z kimś tak ostatnio rozmawiałam, więc chce zobaczyć jak to jest bawić się twoimi oczami, oczywiście nie musisz się zgadzać - uniosła sugestywnie przednie kopyto. - To jednak mogłoby mnie urazić - powiedziała już znacznie mniej przyjemnym tonem, a potem spojrzała kątem oka na Star. - Chcesz się przekonać jak bardzo potrafi być naturalne? - Ciężko było stwierdzić, co kryło się w tym pytaniu, bo ton klaczy skrył wszelkie emocje, kiedy je zadała.


TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

Wokół ruin nie było niemal śladów życia, a kucyki najwyraźniej nie miały zamiaru zapuszczać się wgłąb lasu. Nie było możliwości aby ktoś mógł podążyć za nim, aż tak daleko. Nie było tu również śladów buntowników walczących z cesarzową czy jej wojska, ale las wokół, nie wydawał się wcale taki spokojny jak mogłyby się wydawać. Gdzieś pośród gałęzi w jego gęstwinach pojawiały dziwne bardzo prymitywne, ale z pewnością niebezpieczne dźwięki. Stworzenia zamieszkujące pośród drzew raczej nie były pokojowe i lepiej było ich unikać. Z pewnością czaiło się tam też coś dużego, bo co jakiś czas widać było jak drzewa się trzęsły, być może to dlatego kucyki unikały obecnie lasów.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

 

Drzwi te były dosyć masywne o stylistyce i budowie typowym dla dworku, lub pałacu.

Ogier od chwil stanięcia przed nimi zaczął czuć niepokój a nawet narastający strach spowodowany faktem, że nie wiedział, co znajduje się drzwiami, bo chodź sama budowla była praktycznie zniszczona, to jednak ta  część budowli z wejściem do wnętrza, oraz dwie inne widoczne elementy  gruzowiska była w miarę cała.

Spoglądając tak na ruiny zaczął zastanawiać się, czy odtworzyć drzwi i wejść do wnętrza, czy też opuścić to miejcie i polecieć dalej, 

Ostatecznie po namyśleniu się postanowił że wejdzie do wnętrza.

Najpierw jednak wzbił się w powietrze w celu zrobienia rekonesans gruzowiska z góry rzucając na siebie chwile wcześniej zaklęcia nierozpozowalności ażeby każdy przybywający w pobliżu, czy przelatujący nie poznał, z kim ma do czynienia.

 

Link to comment
Share on other sites

White 

Również była zdezorientowana podobnie jak ogier z recepcji z tą różnicą że nie chciała dać po sobie tego poznać... Mimo że nie do końca jej to wychodziło. - Musiał mi chyba gdzieś wypaść... - Powiedziała zupełnie jakby zastanawiała się jak to się mogło stać. - Przepraszam za ten wypadek, dopilnuje by sie nie powtórzył - Wzięła klucz i odwróciła się do recepcjonisty bokiem. - Dziękuje panu. - Odebrała klucz i dopiero teraz rzuciła spojrzenie na Pumpkin mówiące że sama za bardzo nie ma pojęcia co tu się dzieje. - Nic tu nie ma sensu. - Powiedziała będąc już na piętrze. - Chyba że... - Nagle przystanęła jakby coś do niej dotarło. - Cholera jasna, wrobili ją. - Zdała sobie sprawę że jej przyjaciółka może nie wiedzieć o kogo chodzi więc szybko uzupełniła. - Podmieńce - Rzuciła cicho. - Zabrali ją w nocy, potem rozbili oddział co by się zgadzało bo Crimson nie zabija. - Dla White przynajmniej na razie było to prawdą, nigdy nie widziała by pozbawiła kogoś życia. - A dziś rano podszyli się pode mnie. - Z każdego wyjaśnienia niestety to chyba najbardziej wiarygodne. - Słuchaj, jeśli tak było to ktoś może jej pilnować. Zaczekaj tu i jakby co... Ratuj się. - Pumpkin mogła zauważyć że White nie miała swojej broni jakby jej zapomniała. Mimo to ruszyła dalej w kierunku drzwi wraz z kluczem z zamiarem ich otwarcia. Nie wiedziała co spotka po drugiej stronie ale zdawała się nie bać. 

 

Batty

Trochę się skrzywiła gdy Pearl znowu ja zaskoczyła. ,,Nawet nie krzyknęła'' - Pomyślała i aż pokręciła głową z niezadowolenia. Dalej zastanawiała się jakby tu ją przestraszyć gdy nagle coś ją przygniotło... Dosyć spore coś sądząc po masie bo z płuc Batty zostało momentalnie wydarte powietrze owocując dość głośnym ,,ugh''. Przez moment wydawało się że się udusi co Pearl powinno naprawdę dać do myślenia ale jej poduszka na szczęście w porę otrząsnęła się z szoku i odpowiedziała. - Chcesz mnie zabić? - Spytała jakby całkiem poważnie ale bez gniewu... Jedyne co zdradzało Batty to jej delikatny uśmiech po którym poprzednie przedstawienie mogło się wydawać jedynie grą aktorską. - Kurde chyba zapisze się do tej gwardii jak tak dobrze karmią... - Parsknęła śmiechem jakby wyobraziła sobie reakcję Speara na tą wiadomość.

 

Sinister

Znowu nie oglądała się za siebie i jedyne co robiła to zdawała się czekać na wyrok... Tak naprawdę jednak się zastanawiała czując całą tą niszczycielską potęgę czy znowu ten demon z nią pogrywa czy teraz już naprawdę przegięła. ,,Poniekąd śmierć nie wydaje się taka zła'' - Przyznała przed samą sobą niezbyt wiele myśląc o otoczeniu. Na swój sposób to pomagało... Mimo że zachowywała się jak źrebak który zamykał oczy gdy miało się stać coś złego. Jak zwykle jednak najgorsze nie nadeszło a Sinister zdawała się powoli oswajać do tego dziwnego zwyczaju... I w pewnym momencie nawet wydała dźwięk jakby próbowała powstrzymać parsknięcie śmiechem. 

- Nie zrozum mnie żle ale nie jestem kurtyzaną by kogoś zabawiać - Sinister najwyraźniej lubiła stąpać na krawędzi. ,,I wolałabym żeby nikt nie bawił się moimi oczami'' - Dodała już w myślach nie mając na tyle odwagi by powiedzieć to na głos. - Jestem jedynie ćpunką i pracoholiczką. Moje życie to dragi, praca i okazjonalne integracje z kucykami. - Mówiła luźno, dość szczerym tonem. Nietypowe podejście jak na nią. - Jak Ci mogę zapewnić coś co ciebie zainteresuje? - Puściła Stalker i odwróciła się dopiero teraz do niej twarzą. Zobaczyła już nowy wygląd gwardzistki co nieco zdawało się ją zdziwić ale nie kwestionowała tego a po prostu przyjęła do wiadomości. - Słuchaj, musimy dzisiaj?  - Zapytał nagle. - Coś wymyślę... - Najwyraźniej nie chciała odmówić ale nie miała pojęcia co zaproponować. - Chyba że... Dawno tego nie robiłam ale mogłabym spróbować - Sprawiała wrażenie jakby trochę się uśmiechnęła. 

 

Star tymczasem wydawała się zaniepokojona bardziej niż Sinister podczas kolejnego pokazu siły nowo poznanej klaczy. Najwyraźniej bardziej martwiła się o swoje życie... I wyraźnie była niezadowolona z tego jak zachowywała się jej podopieczna. Zawsze była zbyt krnąbrna i nierozważna, nie myślała o ryzyku i tego co mogłaby osiągnąć gdyby zdecydowała się być bardziej... Po prostu posiadać odpowiednią twarz do danej sytuacji. Gdy przedstawienie się skończyło pokręciła głową i milczała czekając na swoją kolej. 

- Tak - Odpowiedziała bez wahania na zadane jej pytanie. - Szczególnie jakbym dostała swoje... 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Podmieńcy wrobili Crimson? - wydusiła z siebie Pumpkin po niedługiej chwili szoku, ale najwyraźniej nie chciała odpuścić i nadal ruszyła za White, mimo niebezpieczeństwa. - Ale to bez sensu... Jak podmieńce mogły znaleźć się na naszej farmie? Przecież to... - Chyba nie wiedziała co powiedzieć, bo równie szybko urwała, nadal poruszając się za towarzyszką. - Dlaczego chcieli wrobić Crimson? Przecież ona nie miesza się do ich spraw - mówiła na głos, gdy obie weszły na piętro, o którym mówił recepcjonista. Jak się okazało na korytarzu było pusto, chyba, że podmieniec przybrał formę jakiegoś przedmiotu. Pumpkin nawet niepewnie poruszyła okoliczną dużą doniczkę, ale ta nie zareagowała w żaden sposób. Klucz, który dostała White też idealnie pasował do pokoju, o którym wcześniej słyszała. Wewnątrz pomieszczenia był bałagan, wiele rzeczy leżało porozrzucanych, a w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach potu. Niewiele było widać przez opuszczone żaluzje, ale słychać było delikatne pochrapywanie. Jak się okazało na dużym dwuosobowym łóżku spała klacz, której tak szukały, teraz cała zawinięta była w pościel. Jasno jednak było widać, że nie była tu wcześniej sama, bo na łóżku były wyraźne ślady, że ktoś wcześniej musiał stąd wstać, zostawiając ją samą.


Pearl

Pierwsza reakcja Batty nieco zaskoczyła, klacz. Zaczęła się nawet zastanawiać czy przypadkiem nie przesadziła i naprawdę jej czegoś nie zrobiła. Na całe szczęście szybko się okazało, że nic się nie stało, a jej niedawna reakcja była tylko kolejnym wygłupem ze strony jej towarzyszki. Pokręciła lekko głową patrząc teraz na nocne niebo i oparła wygodniej kark o bok klaczy. Niewielką chwilę milczała obserwują liczne świecące punkty na ciemnym niebie, aż zdecydowała się w końcu coś powiedzieć.

- W gwardii są całkiem surowe zasady, ale ty pewnie byś to przetrwała - słabo się uśmiechnęła. - Na pewno byłabyś lepszym żołnierzem niż ja. Sama nienawidzę przemocy, ale ktoś musi pomagać cierpiącym - westchnęła ponuro. - Ta której szukasz... Co zrobisz jeśli odkryjesz, że nie żyje? - nagle lekko posmutniała. - To znaczy... Nie myślę tak, ale chyba powinnaś przemyśleć taką ewentualność - powiedziała bardziej ponuro.


Las Everfree

- Czy wyglądam na kogoś kto potrzebuje kurtyzany? - powiedziała dość chłodno na pierwsze stwierdzenie Sinister. - Jedyne co mnie zabawia, to przetrącanie kości kolejnym gwardzistom, mają zapewniać mi rozrywkę, ale to nudzi na dłuższą metę - skrzywiła się niechętnie. - Nikt nie może mi dorównać, bo jestem... - uniosła na chwilę kopytko patrząc na nie ponuro, ale nie dokończyła tej myśli. - Jeśli bym cię puściła, to uciekniesz, bo się mnie boisz, musiałabym więc zabrać ciebie ze sobą, żeby mieć pewność, że wywiążesz się z umowy - Jej ton sugerował, że wcale nie żartowała z tym pomysłem. - Jak do tej pory improwizujesz i zapewniłaś sobie moją uwagę, co możesz mi wierzyć jest dość rzadkie - lekko przekrzywiła głowę. - To jaką masz być może myśl? - Nim jednak Sinisterodpowiedziała spojrzała na Star. - Nie mam pojęcia jak długo nie żyjesz, ale chyba twoje ciało zmieniło się już w proch, gdyby było coś tam jeszcze ciekawego, to mogłabym je odtworzyć za pomocą magii krwi, ale byłabyś pewnie osłabiona jakiś czas - wzruszyła ramionami. - Zresztą nie mam jak na razie powodu aby to robić


TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

W pobliżu nie było śladów jakiekolwiek kucyka, budowla musiała być od dawna opuszczona i najwyraźniej nie przyciągała do siebie zarówno buntowników jak i gwardzistów cesarzowej czy nikogo postronnego. Powodem najwyraźniej był las, którego starano się unikać. Co ciekawe nawet niebezpieczne stwory zamieszkujące las nie zbliżały się za bardzo do budowli, zupełnie jakby istniała niewidzialna ściana dzieląca te ruiny od reszty okolicy.

Link to comment
Share on other sites

White 

- Ja, Pearl. To ja - Powiedziała kręcąc głową jakby chciała żeby okazało się to tylko złym snem. - To wszystko moja wina - Położyła po sobie uszy gdy prawda zaczynała powoli ją przygniatać. Nie powtrzymało ją jednak to od wejścia do pokoju, wiedziała że będzie musiało jakoś przetrawić to co się stało a im wcześniej tym lepiej... Uciekanie od podobnych sytuacji jeszcze nigdy w życiu jej nie pomogło. Po drodze rzucała krótkie spojrzenia na porozwalane rzeczy zastanawiając się czy Crimson mogła walczyć ze swoimi napastnikami i niestety przegrać... Gdy wreszcie skierowała wzrok na śpiącą przyjaciółkę White jakby zapomniała o Pumpkin. Westchnęła widząc to w jak bardzo beztroskim stanie się znajduje... Gdy tak naprawdę groziło im wszystkim niebezpieczeństwo zarówno ze strony gwardii i podmieńców. Co do tych pierwszych raczej wątpiła że uwierzą w prawdę bo wydawała się tylko ckliwą, nieszczęśliwą historyjką wymyśloną na poczekaniu by tylko uniknąć sprawiedliwości. Z kolei drudzy byli po prostu robalami, z tym się raczej nie dyskutuje a rozgniata kopytem. 

- Ja się wmieszałam w ich sprawy a pokonując trójkę z nich najwyraźniej tylko bardziej ich wkurzyłam - Wróciła do tematu i zaczęła wyjaśniać. - I najwyraźniej chcą żebym zapłaciła za to krzywdząc innych... Albo dorwać mnie - Skrzywiła się. Naprawdę wykorzystywali szemrane metody... Jednak czy takowe istniały gdy ktoś po prostu chce osiągnąć swój cel? - Na szczęście jest cała - Powiedziała oceniając stan Crimson. - Trzeba ją obudzić i jakoś ją stąd zabrać - Podeszła do łóżka ale nadal trzymała pewien dystans jakby nie chciała poczuć ciężaru kopyta wyrwanego ze snu kucyka. Zdała się jednak na odwagę i szturchnęła ją w bok będą gotowa odskoczyć...

 

Batty

- Nie za wygodnie Ci? - Spytała gdy lekko się obejrzała za siebie i dostrzegła że ktoś opiera swój kark o jej bok. Chwilę potem, gdy nie otrzymała odpowiedzi również zamilkła i poświęciła swoja uwagę gwiazdom.... A raczej jednej, konkretnej. Tej od której Batty wyznaczała kurs swoich wędrówek. To dzięki niej nigdy nie zgubiła drogi do domu, mimo że od trzynastu lat nigdy tam nie dotarła. Winiła to tym że był zbyt na uboczu i zbyt nie po drodze... Wiedziała  jednak że zawsze może tam wrócić i to liczyło się najbardziej. 

- Nie jest to dla mnie komplement - Skitowała krótko jednak chwilę potem wysiliła się na dłuższą wypowiedz. Pearl akurat na to zasługiwała. - I nie wiem czy dałabym radę się podporządkować zasadom które ustalił ktoś inny niż natura - Skrzywiła się. Nie do końca wiedziała dlaczego jest w tym stylu ale zwalała to na swoje usposobienie albo coś co miało miejsce zanim straciła pamięć. - A wy idziecie tam gdzie wyśle was przełożony - Zamilkła na chwilę zbierając myśli ale w końcu kontynuowała. - Ktoś musi ratować życie, White... Zawsze starała robić to samo więc chyba byś się z nią dogadała - Wysiliła się na krótki, nikły uśmiech. Był dość wymuszony. - Nie wiem, na razie staram się o tym nie myśleć. Czeka nas jeszcze trochę drogi i lepiej być czujnym.

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Nawet jeśli Pumpkin chciała coś powiedzieć po zwierzeniu przyjaciółki, to chyba nie miała odpowiednich słów. Na pewno jej współczuła, co jednoznacznie wskazywało jej spojrzenie, ale było także pewne, że to wszystko przerastało tak prostą klacz jak ona. Mimo tego gdzie jakiś czas temu była więziona, to nie potrafiła sobie wyobrazić jak to jest wpaść w konflikt z takimi stworzeniami jak podmieńce, sama pierwszy raz widziała je zresztą na czarnym rynku. Gdy tylko weszły do pokoju gdzie miała przebywać ich kolejna przyjaciółka, złapała się nieco przerażona za pyszczek, nie była pewna co zrobili Crimson, ale bała się, że było to coś strasznego. Sama Crimson co ciekawe po szturchnięciu kopytem otworzyła niezwykle leniwie oczy i niewielką chwilę wydawała się zdezorientowania, aż nie zobaczyła White i słabo się uśmiechnęła.

- No dzień dobry, słoneczko - powiedziała rozciągając się na łóżku i rozglądając po pokoju. - Gdzie ja jestem... - spytała zdezorientowana i znów spojrzała na White kręcąc głową. - Wiedziałam, że coś tam ukrywasz, ale muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś. Wtedy jak przyszłaś w nocy i mnie wyciągnęłaś na miasto, to całkiem miła niespodzianka... - skrzywiła się łapiąc za wyraźnie bolącą głowę. - Co my tak właściwie wczoraj odwaliłyśmy? Nie pamiętam kiedy się tak uwaliłam żeby mieć taką dziurę w pamięci - rozejrzała się po pościeli wokół i mrugnęła zaskoczona. - Czy my? - Najwyraźniej była w szoku, że ich wyjście mogło mieć taki finał.


Pearl

- Bardzo chciałabym ją poznać - powiedziała nieco sennym głosem, patrząc na niebo. - Z twojej opowieści wynika, że możemy być całkiem podobne charakterami - zaczęła lekko ziewać. - Mam szczerą nadzieję, że ją znajdziemy, bo obiecuje, że ci pomogę jak tylko będę potrafiła - słabo się uśmiechnęła. Nie wydawała się też zdenerwowana tym co powiedziała wcześniej Batty o gwardii. - Wiesz... Mimo koszmaru jaki mnie tu spotkał, to cieszę się, że mogłam spotkać kogoś takiego jak ty i naprawdę nie mam za złe, że spisałaś mnie na straty przy naszym pierwszym spotkaniu, chciałaś w końcu przeżyć, to... - nie do kończyła, bo powieki nagle jej opadły i klacz zasnęła.

Link to comment
Share on other sites

TAJEMNICZA BUDOWLA POŚRÓD LASU

 

Tymczasem ogier badał ruiny pod kątem poszukiwania jakichkolwiek niezawalonych miejsc, czy pomieszczeń, z nawet żywych istot, ale po kilkunastu godzinach wstępnych i szybkich oględzinach nie natrafił na żywych. Jeżeli zaś chodzi o pomieszczenia było podobnie, to też skupił się odrobinę skrupulatniej na obserwacji zrujnowanej budowli.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...