Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Guest

Tawerna ''Pod Rdzawym Ostrzem''

Recommended Posts

Guest

Tawerna - jest to początkowy akt prologowy mający na celu (jakby to określić...) Małego tematu organizacyjnego dla określonej drużyny. Tak, aby dodać więcej klimatu i ogólne nabycie małego doświadczenia, aby gracze wiedzieli, jak mają pisać uczestnicząc w sesji. Pomysł na stworzenie tego wątku zawdzięczamy pewnemu użytkownikowi, który dostarczył odpowiednie informacje mi i Hoffmanowi, po czym - zabraliśmy się do realizacji. Myślę, że pomoże to graczom jak i pod względem doświadczenia, jak i pod względem klimatu całej sesji.



test2pn.png


,,Lawendowa klacz pewnym krokiem weszła do tawerny. Mimo wczesnej pory budynek
był przepełniony. Twilight rozejrzała się w poszukiwaniu znajomych twarzy.
Nagle spostrzegła jak ktoś w oddali machając kopytem próbował zwrócić na
siebie jej uwagę. Po chwili wzrok wszystkich jednorożców siedzących przy
największym stole zwrócił się w jej stronę. To nieco skrępowało Twilight, ale
ostatecznie ruszyła w stronę największego stołu przy którym siedziała jej
ekipa. Na stole leżały dwie talie kart (najwyraźniej nowi przyjaciele czekali
na nią już od dłuższego czasu skoro zdążyli rozegrać kilka partii pokera),
kilka talerzy z resztkami zamówionych posiłków oraz wiele kufli, zarówno
pustych jak i wypełnionych po brzegi cydrem. Każdy kuc miał przy sobie plecak
lub torbę podróżną. Nie dało się ukryć, że wszyscy byli w dobrym humorze.''

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czerwony kuc siedzący najbliżej klaczy uśmiechnął się.

-No nareszcie. Już baliśmy się, że będziemy musieli rozegrać jeszcze kilka partii przed twoim przyjściem-odwrócił się do swoich towarzyszy- Chyba przegrałem zakład, co nie? Kto obstawił, że Twilight przyjdzie mniej więcej teraz?-zadał pytanie i nie czekając na odpowiedź odwrócił się do lawendowej klaczy- Już się troszkę zapoznaliśmy-nagle przyłożył kopyto do twarzy- Zapomniałem się przedstawić. Jestem Fire Hooves, ale możesz mówić mi Burned. Uprzedzę twoje pytania. Nie, ten sławny pożar sprzed kilku lat to nie moja wina. Ale jego ugaszenie już tak. Może teraz niech inni się przedstawią?-odwrócił się do stołu.


Można tak?

Share this post


Link to post
Share on other sites

W rogu pomieszczenia siedział ogier, który pomimo ciepła panującego w tawernie był okryty opończą, a szeroki kapelusz rzucał cień na jego twarz.

Wbrew nieprzyjemnemu wrażeniu, jakie robił na pierwszy rzut oka, kucyk uśmiechnął się na widok Twilight, a następnie wstał z miejsca i zdjął nakrycie głowy, lekko się przy tym kłaniając. Uczynił to z wyraźnym wahaniem, bo wszyscy obecni w pomieszczeniu mogli teraz ujrzeć jego czerwone oczy, bardzo kontrastujące z białym umaszczeniem.

- Nazywam się Subtle Sense *zaczął mówić z wyraźnym zakłopotaniem* - jestem dumny, mogąc wyruszyć na wyprawę z tak słynnym kucykiem jak Twilight Sparkle. Doceniam też to, że zaakceptowaliście mnie, mimo mojego odmiennego wyglądu *powiedział, zwracając się do całej drużyny, po czym opadł z powrotem na krzesło i chwycił niedopity kufel cydru*.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W kierunku zebranych dziarskim kłusem podszedł czarno-biały kuc niosąc na głowie kufel pełen cydru.

-Czołem Towarzyszko! - Powiedział, po czym teatralnym gestem zasalutował lawendowej klaczy, uważając aby nie uronić ani kropelki złocistego trunku.

-Me miano Minor Sax, dla znajomych Minor. Ale mniejsza o mnie, pytanko na start. Po primo gdzie się wybieramy, a zresztą to też nieważne, ważna jest sama wyprawa! - Kuc nawijał jak nakręcony. Dosłownie emanował ekscytacją, a jego źrenice były nieprzyzwoicie rozszerzone. Kufel na jego głowie chybotał się na wszystkie możliwe strony, lecz ogier wytrwale utrzymywał go w pionie. Po dłuższej chwili bełkotu kuc zaczął wyśpiewywać stare Öber Celestiańskie pieśni wędrowne, przygrywając do tego na swoim dębowym klarnecie.

-Ale mniejsza z tym, polać waćpannie cydru? Aaaa, waćpanna nawet nie odpowiada, bo jedyna poprawna odpowiedź to TAK! - Krzyknął muzykant, po czym zamaszystym ruchem kopyta zrzucił na stół kufel cydru.

Twilight bezradnie szukała wzrokiem ratunku, aż jeden z pegazów siedzących nieopodal podsumował jednym gestem zachowanie ogiera.

artyci.jpg

_____________________________________________________________

Może być?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No... może czas abym i ja się przedstawił. - odezwał się nieśmiało piegowaty jednorożec w bordowej pelerynie - Gleipnir. To moje imię. Możliwe, że znasz mnie z widzenia Twilight. Od jakiegoś czasu mieszkam w Ponyville... eee... a raczej przebywam. No bo nie da się ukryć, domu własnego nie mam. Na szczęście mój namiot przetrzyma każdą pogodę. - powiedział Gleipnir po czym wziął następny łyk cydru

Kilku zgromadzonych patrząc jak jednorożec przechyla kufel i spija ostatnie krople napoju porozumiewawczymi spojrzeniami starało się dać Gleipnirowi do zrozumienia, że już wystarczy. Ten jednak prostym gestem uspokoił ich po czym kontynuował wypowiedź.

- Cóż, wcześniej nie uczestniczyłem w takich wyprawach, ale jak to mówią zawsze jest ten pierwszy raz. Postaram się was zbytnio nie spowalniać... że sobie pozwolę na taki marny żarcik.

Wszyscy zgromadzeni przy stole wymienili się pytającymi spojrzeniami. Widząc to Gleipnir westchnął po czym wyjaśnił jak się sprawy mają.

- Wybitnym magiem nie jestem, ale znam się na zaklęciach spowalniających, pętających, jak się postaram to i nawet ograniczyć zdolność lotu potrafię... aczkolwiek z tym nie zawsze wychodzi tak jakbym sobie tego życzył. Tak więc postaram się was zbytnio nie spowalniać!

Tym razem wszyscy zrozumieli co jednorożec miał na myśli. Barman postawił przed Gleipnirem następny kufel. Czując, że wypijając go do dna narazi się co niektórym towarzyszom podróży nieśmiało zapytał:

- Ekhm... ma ktoś ochotę na dolewkę?

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tymczasem Echo siedział przy stole, wraz z pozostałymi, lecz w przeciwieństwie do nich milczał. Był właśnie po spektakularnej, tak do dobre słowo, spektakularnej przegranej partii pokera. No ale cóż, zdarza się. Mógł być sobie historykiem, co poprzez wizje poznaje przeszłość, lecz nie sprowadzało się to do przewidywania jakie karty mają konkurenci. Będzie więc musiał zapamiętać i wbić sobie do upartego łba, nie grać w pokera! Znaczy do czasu, aż nadarzy się ku temu okazja. W milczeniu obserwował jak jego nowi towarzysze witają się z fioletową klaczą, która dopiero co przekroczyła próg tawerny. Nie można było odmówić im entuzjazmu. Szczególnie temu, biało-czarnemu, który podszedł do nich i przywitał się jako Minor Sax. Szary ogier uśmiechnął się lekko. Wyprawa mogła okazać sie całkiem ciekawa. Słysząc pytanie Gleipnira, pokręcił tylko głową.

- Ja sobie daruję. - Rzucił zielonookie spojrzenie spod czarnej grzywy w stronę Twilight.

- skoro inni już się przedstawili, nadszedł czas i na mnie - zaczął. - Past Echo. Lub po prostu Echo. Szybciej i lepiej brzmi. Jestem... wędrownym historykiem. Tak to chyba można nazwać. - Uśmiechnął się nieznacznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-ja poproszę odrobinę- odpowiedziała błękitna klacz znad pustego kufla- Moonlight Star, jakby ktoś jeszcze nie wiedział. Widziałam cię kiedyś Twilight, w bibliotece Canterlot, czytałaś a ja szukałam jakiejś książki na weekend. Mam pytanko, odnośnie tego za ile wyruszamy? I czy mamy czekać czy się dosiądziesz?- dodała z uśmiechem na twarzy- chodź tu jest wolne krzesło

Share this post


Link to post
Share on other sites

~ Umpf... za dużo cydru jak na jeden dzień... ~ Pomyślała, niebezpiecznie chybocząc się na krześle. ~ Uhh... ale przecież... cydr nie może się zmarnować...! No to wezmę może jeszcze jeden, ostatni kufelek...

- A ja chętnie napiję się jeszcze trochęęę... - Klacz skinęła potwierdzająco głową do Gleipnira, spoglądając pustym wzrokiem na dno opróżnionego przez nią kufla. Zerknęła kątem oka na kucyka imieniem Echo.

Nie miała zamiaru upijać się AŻ TAK bardzo jak Minor, chociaż po głębszym zastanowieniu była tak bardzo upita cydrem jak on. Bez powodu parsknęła śmiechem, ale zaraz potem się uspokoiła, czując na sobie spojrzenia innych. Kopytkiem doprowadziła do porządku swoją rozczochraną grzywę i sprawdziła czy na pewno na jej szyi wisi medalik w kształcie płatka śniegu. Podobało jej się to towarzystwo, a jej humor poprawił się jeszcze bardziej gdy wygrała jedną z partii pokera, w którego grała już nie pierwszy raz w życiu. To właśnie ona obstawiała, że lawendowa klacz przyjdzie właśnie teraz, ale nie miała zamiaru się tym teraz zajmować. Uśmiechnęła się krzywo do Twilight i wydęła usta, myśląc co mogłaby powiedzieć do tak świetnego i potężnego jednorożca jakim jest Sparkle.

- WitaAAj... Twilight. Maaam na imię Snowflake. - Przedstawiła się, prawie spadając z krzesła. - Mnie chyba będziesz pamiętać, bardzo często bywam w twojej bibliotece. Teeeż mieszkam w Ponyville. Czkk! Upff... sorry... - Czknęła, zasłaniając kopytkiem usta. Zaśmiała się i czekała na odpowiedzi jednorożca, na pytania zadane przez inne kucyki. Już nie mogła doczekać się wyruszenia z nią w wielką podróż!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Srebrna, uśmiechnięta od ucha do ucha klacz siedziała na jednym ze stołków, widocznie krępowała ją taka ilość kucy. Na szyi miała zawieszony drewniany naszyjnik, który dostała od mamy kiedy ta dowiedziała się, że wyjeżdża.

-Ja nie piję - powiedziała klacz srebrna klacz. - Tylko od święta.

Spojrzała na swój pusty kufel, po czym popatrzyła na innych i powiedziała:

-No dobrze, to może jeszcze troszkę, w końcu wyjątkowa okazja... - Po czym zwróciła się do Twilight: - Cześć! Jeśli mnie nie pamiętasz, to nazywam się Deezee. Chociaż, możesz mnie kojarzyć, często bywam u ciebie w bibliotece, ja to ta od ziół - powiedziała z uśmiechem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gleipnir nieco zmieszany jeszcze raz rozejrzał się dookoła mierząc spojrzeniem całą grupę. Uśmiechnął się pod nosem po czym dokończył swoje śniadanie. Wycierając serwetką usta postanowił zacząć nowy temat.

- Drodzy przyjaciele, a jak tam Wasze rodziny? Wiedzą w co się pakujecie? Moja matka i ojciec są dosyć daleko, od lat nie mamy kontaktu, podobnie jest w przypadku mojej starszej siostry. Przybyłem do Equestrii z południa jeszcze jako dwunastoletni źrebak. Miałem uczyć się magii w państwowych szkołach ale nie za bardzo mi to wyszło. Nie skłamię jeśli powiem, że odwiedziłem niemalże wszystkie uczelnie w kraju. - opowiadał Gleipnir. - Obiło mi się o uszy że w Equestrii przebywa mój kuzyn, który przybył tu jeszcze wcześniej ode mnie. Strasznie chciałbym go zobaczyć, nie będę ukrywał że to kolejny powód dla którego zdecydowałem się wyruszyć z Wami. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko? - zapytał nieśmiało Gleipnir.

Jednorożec nie odczuł jakby ktokolwiek miał jakieś obiekcje. Ucieszył się, że jego nowi przyjaciele go rozumieją i z tego zadowolenia jeszcze raz przywołał barmana aby ten przyniósł kolejny kufel cydru.

- Wybaczcie, ale na samą myśl o tym że mógłbym gdzieś-tam spotkać kuzyna po tylu latach dostaję spory zastrzyk energii i zapału do działania. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci, sami rozumiecie...

Gleipnir za pomocą magii podniósł kufel i w ciągu kilku sekund wypił jego zawartość do połowy. Głośno wzdychając rozejrzał się jeszcze raz upewniając się że to wszystko dzieje się naprawdę.

- Ciekawe jak bardzo się zmienił... gdzie go spotkam... czym się trudnił przez te wszystkie lata... - zastanawiał się Gleipnir wpatrując się w stół.

W tym momencie Deezee powoli chwyciła za kufel i odsunęła go tak aby znalazł się poza zasięgiem kopyt Gleipnira. Widząc w oczach jednorożca lekki sprzeciw szybko uspokoiła go i wspomniała, że jeśli ten faktycznie ma szansę spotkać się z kuzynem którego od lat nie widział, to fajnie by było aby coś z tego spotkania zapamiętał. No a poza tym to spotkanie będzie dobrą okazją aby wspólnie świętować także lepiej będzie jeśli Gleipnir zachowa siły na wyprawę i na owe spotkanie.

- Masz rację. Ech... to zawsze był mój mały problem. Nieważne, czy to cydr, jakaś podejrzana dziedzina magii czy też hazard, jeśli się coś wkręcę to potrzebuję czyjejś interwencji aby przestać. Dzięki Deezee. Zatem jak tam wasze rodziny i znajomi? - zapytał jeszcze raz jednorożec pełen entuzjazmu i ciekawości.

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zamilkła. Rozejrzała się niespokojnie po innych i westchnęła.

- Moi rodzice zmarli. Z siostrą jestem pokłócona, wyjechała ona do Canterlotu. Nie widziałyśmy się już od 7 lat. - Powiedziała trochę smutnym głosem. Nie lubiła o tym wspominać. Ale to chyba lepiej żeby wszyscy towarzysze Twilight o tym wiedzieli.

Kelner przyniósł następny kufel, a ta magią uniosła go do ust. Już od jakiegoś czasu udawało się jej zapomnieć o rodzinie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Przykro mi, nie wiedziałam. Ale teraz masz nas będziemy cię wspierać. powiedz o co si połucilyście?- spytała

-rodzice, rodzice nic, apsolutnie nic nie wiedzą, gdyby wiedzieli przykuliby mnie do łóżka- powiedziala z uśmiechem na twarzy- jak im powiem że ide na zakupy, o odrazu dają mi paralizator, nie ufają ani mi, ani mojej siostrze, tylko ona wie, prawie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A czerwony kuc w tym czasie cicho zamówił jedzenie. Po chwili kelner przyniósł parującą miskę zupy. Fire Hooves wyjął z kamizelki flaszeczkę z jakimś dziwnym płynem i dodał do zupy. Przy pierwszej łyżce jego twarz wygięła się w grymasie pokrewnym bólowi, lecz po chwili już była normalna.Nagle ktoś otworzył drzwi, przez co zrobił się przeciąg, który pozwolił poczuć zapach zupy praktycznie każdemu przy stole. Wszyscy poczuli aromat zupy warzywnej z dodatkiem czegoś bardzo ostrego. Kilka kucy musiało podrapać się po nosie.

Skończył po zaczęciu wyznania Moonlight Star. I tuż po tym zamówił kufel cydru.

-Moja rodzina trochę się smuciła, że opuszczam ich na tak długo, ale mam ich jakby błogosławieństwo na tą drogę-uśmiechnął się- W przeciwieństwie do bardziej wierzących w plotki mieszkańców mojego rodzinnego miasta. Oni z wielką radością przyjęli wieść o mojej podróży-westchnął-Ech, gdyby tylko wiedzieli w jakim celu się udałem. Rodzicom to nie przeszkadza. Wymusili tylko na mnie obietnicę, że nie będę wypróbowywał niczego czego się dowiem w odległości mniejszej niż godzina drogi od miasta.

Kelner właśnie przy słowie "miasta" przyniósł jego cydr. Podał mu niewielki brylancik i odebrał kufel, z którego zaraz trochę upił.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Moja siostra nazywała się Clevleen, jest rok starsza ode mnie. Po śmierci rodziców... po prostu odeszła. Nie powiedziała zupełnie nic. Płakała. Zanim odeszła, spytałam ją dla czego to robi, dlaczego nie chce zostać w tym domu, dlaczego wygląda, jakby olała sprawę ich pogrzebu. - Westchnęła. - Pokłóciłyśmy się. Powiedziałam jej, co myślę o jej zachowaniu, o tym że odchodzi. Zatrzasnęła za sobą drzwi i odeszła. Bez powodu. Nie mam pojęcia dla czego, zostałam sama... Nawet nie wiem czy jeszcze żyje i jak się ma. - Skończyła swoją przemowę.

Kelner podszedł również do niej i postawił kufel. Pociągnęła następny łyk cydru i uśmiechnęła się.

- Naprawdę nie chcę już o nich wspominać i nie chcę psuć sobie tak dobrego humoru! - Zaśmiała się. W głębi duszy nadal chciała zobaczyć swoją siostrę. Być może w tej podróży napotka się na nią i pogodzi, po siedmiu latach rozłąki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Minor (z pomocą dwóch tęgich ogierów z linami) w końcu usadowił się na krześle.

Nie był do końca zadowolony z faktu, iż jego swoboda ruchów została ograniczona, lecz aby zachować wrażenie poczytalnego zaczął bazgrolić na serwetce. Może nie wyglądał najdoroślej bazgrząc na papierku, ale przynajmniej mógł w względnym spokoju uporządkować swoje przytłumione, odrobinę przegiętą ilością wypitych kufli pełnych złocistego cydru, myśli.

" Hmm... co by tu nabazgrać? Ach! Już wiem!"- Pomyślał muzykant, po czym jego umysłem zawładnęła jego ulubiona, rytmiczna, synkopowa muzyka taneczna.

-Ach, ten piękny

- Westchnął Minor, biorąc do ust wyciągniętego z aktówki "Kopalnioka". Gdy wyrazisty, ziołowy smak Öber Celestiańskiej landrynki dotarł do kupek smakowych ogiera, ten wyrzucił magią kartkę za plecy i powrócił do rzeczywistości.

Siedział razem z grupką jednorożcy wszelkiej maści, począwszy od szarego Echo, a skończywszy na jaskrawo multi-kolorowej Moonlight. Usłyszał rozpoczęcie tematu rodzin i historie kilku kucy siedzących przy stole. W chwili, gdy Snowy opowiedziała historie swojej rodziny, nabrał ochoty na zanucenie jakiegoś marsza żałobnego, lecz w końcu uznał iż byłoby to BARDZO w złym guście. Widać landrynka nie ocuciła go do końca.

Gdy pary zupy warzywnej Fire Hooves'a dotarły do nozdrzy Minor'a, od razu zostały zniwelowane przez ziołowy aromat kolejnej z landrynek.

"Kurczę, muszę zacząć sobie dawkować tą przyjemność, bo jak tak dalej pójdzie to nie będę miał co ciamkać przez drogę!"

Kuc pogrążony w rozmyślaniach postanowił w końcu dołączyć do rozmowy.

-Rodzina mówicie? Maine Familie nie wie co się ze mną wyprawia odkąd wybyłem do szkoły muzycznej.- Zaśmiał się ogier, parodiując Öber Celestiański akcent - Pewnie myślą, że ich kleine Jungen w końcu się ustatkował, i gra w jakiejś Big Messing Band.

-Kończąc już ten wywód, mógłby ktoś ściągnąć ze mnie te liny?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy temat w jakiś nie do końca zrozumiały dla Echo sposób, zszedł na rodziny członków niedoszłej jeszcze drużyny, wspomniany Echo westchnął cicho. Nie, żeby nie trawił rozmów na takie tematy. Był to dla młodego ogiera temat raczej neutralny. Po prostu jakoś umykało jego rozumowaniu, jakie ma to mieć znaczenie dla ich wyprawy. Oczywiście nie omieszkał tego skomentować.

- Nie wiem, jakie ma to znaczenie, ale moja rodzina, w te liczbie rodzice, mieszkają w Canterlocie. I w zasadzie tyle. Nie widziałem ich od dłuższego czasu. To... snoby. Pewnie woleli by, abym siedział w Canterlocie "jak przystało na porządnego jednorożca", zamiast włóczyć się po Equestrii. Tak szczerze mówiąc, to niewiele obchodzi mnie ich zdanie. - Kuc spojrzał na Minor Saxa i wyszczerzył się, słysząc jego prośbę.

- Ale tak wyglądasz znacznie zabawniej - zażartował. Mimo to, nie uwolnił nowego kompana. - A tak wracając do dyskusji, pytań i tak dalej... Co was skłoniło do uczestnictwa w tej wyprawie? - zapytał pozostałych. - Gleipnir chce znaleźć kuzyna, a reszta? - dodał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Minor wciąż siedział na krześle spętany jak baleron.

Był zły, że po raz kolejny w swoim życiu jest przywiązany do krzesła...

"Hmm, chyba ostatnią osobą, która przywiązała mnie do krzesła była, kurcze jak ona się nazywała, A! Rope Clench!To było chyba po moim pierwszym koncercie w tamtej spelunce na obrzeżach Canterlot. To była zdecydowanie najgorsza randka w życiu!"

Ogier zaczął wspominać z wyraźnym grymasem na twarzy. Na szczęście jego wspominki przerwał Echo swoim pytaniem.

-Hmm, co mnie skłoniło do udziału w tej wyprawie? Tak szczerze, uznałem ją za dobry pretekst do przedłużenia mojej i tak długiej wędrówki. Poza tym może znajdę jakieś starożytne melodie pozostawione dla potomnych przez ówczesnych bardów? Mógłbym nawet zapoczątkować nową erę w muzyce, Erę Odnowienia! Hmm... Nad nazwą jeszcze musiałbym popracować.

Minor znów odpłynął w swoich marzeniach o zmienieniu świata swoją twórczością.

"Ach, gdybym był ja znany

dybu dybu dybu dybu dybu dybu daj

Cały dzień bym same frykasy jadł

Gdybym znany bym ja!"

Rozmyślania nad piosenką rozwiał mu ból towarzyszący ocieraniu się sierści o liny.

"Zaraz, zaraz... Czemu sam się nie rozpętam z tych lin? Przecież mam róg, do siana!" Pomyślał ogier, po czym spróbował rozciąć line rogiem. Mimo iż jego starania wyglądały komicznie, nie był to zbyt efektywny sposób.

"A może spróbuję rozplątać to magią?" Pomyślał zażenowany kuc, który swoim wariackim miotaniem po podłodze zwrócił na siebie uwagę chyba wszystkich kucy w tawernie.

Minor magią chwycił wystającą końcówkę liny, która przez jego ostatnią próbę zacisnęła się jeszcze mocniej, i pociągnął jak najmocniej. Cała lina elegancko odplątała się z muzyka, pozostawiając go skołowanego na środku parkietu tawerny.

-Co się przed chwilą wydarzyło? - Zapytał się sam siebie ogier.

Zewsząd dało się usłyszeć chichoty rozbawionych kucy, a Minor aby zachować chociaż jeszcze odrobinę godności zaczął śmiać się razem z nimi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czerwony kuc pośmiał się delikatnie. Nie chciał obrazić Minor Sax'a. Wyczuł ciszę, która zapadła po jego odpowiedzi. Nie chciał. By trwała ona za długo.

-Co mnie skłoniło?-zadał pytanie jakby sam do siebie- Ogień to ważna część naszego społeczeństwa. Można powiedzieć, że bez ognia nie wyszlibyśmy z ery paleokucyka. Lecz spowodował on od tego czasu wiele szkód- kilka kucy z pewnością nie wiedziało, po co on to mówi- Trochę zboczyłem z tematu. Chciałbym sprawdzić, czy w przeszłości nie stworzono artefaktów lub czarów zdolnych gasić każdy ogień. Jeśli stworzono takie, to chciałbym powielić je i umożliwić ich wykorzystywanie każdemu kucykowi. A jeśli nie, to poznać jak najwięcej magii ognia by stworzyć takie artefakty.

Jego kufel nadal był prawie pełen pomimo czasu jaki minął. Spróbował odrobinę, po czym się skrzywił.

-Kelner, czy mogę poprosić o lód?

Po chwili kelner przyniósł lód, który Fire wrzucił do kufla. To był ten sam kuc, któremu dał brylancik.

Share this post


Link to post
Share on other sites

BlackFlame siedział przy stoliku w milczeniu popijając cydr i przysłuchując się rozmowom... Myślami wciąż powracał do odbytych wypraw i zastanawiał się czy ta będzie się mocno różnić od poprzednich... Doszedł do wniosku że tak gdyż jeszcze nigdy nie odbywał wypraw w tak licznym gronie. Zazwyczaj podróżował sam. Po chwili miał dosyć cydru. W końcu ile można pić to samo. Zawołał więc barmana i rzekł swoje pierwsze słowa

- Barman. Poproszę najmocniejszy trunek jaki tu macie.

Nie bał się że się spije jako że miał bardzo mocną głowę a trunek z menażki wolał zachować na później.

Chwilę później barman nalał jakiegoś trunku do kieliszka a BlackFlame natychmiast go wychylił. Uśmiechnął się i spytał resztę

- Wiecie może kiedy wyruszamy? Siedzeniem w miejscu raczej nic nie osiągniemy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Subtle Sense nie zaśmiał się, kiedy Minor wylądował na środku tawerny z głupią miną. Zdawał się być zbyt pochłonięty własnymi myślami. Nie podobało mu się, że ma opowiadać o swoich krewnych. Postanowił więc powiedzieć tylko tyle, ile trzeba.

- Nie wiem co się dzieje z moją rodziną, musiałem ja opuścić z powodu pewnych... niesprzyjających okoliczności - powiedział sucho - wolałbym nie rozmawiać na takie tematy, jeśli łaska.

- A co do tego, dlaczego podjąłem się tej wyprawy... - Subtle zawiesił na chwilę głos - i tak podróżowałem po Equestrii bez celu. Pomyślałem, że z wesołą kompanią może być znacznie ciekawiej - biały jednorożec powiódł wzrokiem po obecnych. Ciągle miał wrażenie zaszczucia i bał się odrzucenia przez towarzyszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-przygoda-odpowiedziała- taka porządna, pełna niebezpieczeństw i tajemnic- dodała z ekscytacją, niemal krzycząc- no i oczywiście rozwój magii...-ściszyła głos

Share this post


Link to post
Share on other sites

Srebrna klacz spojrzała na ich niepewnie. Nie zdawała sobie sprawy, jakie trudne życie miały te kuce...

-Moi rodzice nic nie wiedzą - powiedziała zgodnie w prawdą. - Mam z nimi dobry kontakt, ale nigdy nie chciałam się zwierzać. Mimo wszystkich kłótni, są dla mnie najbliższymi osobami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Twilight która jak do tej pory siedziała i w milczeniu przysłuchiwała się rozmowie teraz postanowiła zabrać głos. Trochę żałowała, gdyż wszystko co słyszała bardzo ją interesowało ale z drugiej strony chciała chociaż zacząć temat wyprawy.

- Wybaczcie, że zmienię temat, ale... mam nadzieję, że sięgnęliście do literatury chociaż troszkę i wiecie czego się spodziewać. Nie będę teraz opowiadać o wszystkim aczkolwiek chciałabym, ale chyba nie będziecie mieli na to ochoty. Po prostu rzućcie okiem na mapę.

Twilight położyła na stole mapę Equestrii na której znajdowały się także naniesione przez nią uwagi, punkty i adnotacje. Nie dało się ukryć, że grupa nie miała ochoty tego wszystkiego czytać i wolała jeszcze trochę porozmawiać, zapoznać się. Widząc to Twilight schowała mapę.

- No dobra, na razie odpuszczam, ale nie mamy całego dnia. - napomknęła Moonlight.

- Spokojnie Twilight, ze wszystkim zdążymy. Poza tym nie wyjawiaj nam na co możemy natrafić podczas ekspedycji bo zepsujesz niespodziankę - powiedział Minor.

- Mimo wszystko lepiej abyście wiedzieli o pewnych rzeczach... - mruknęła w stronę Subtle'a.

- Cóż, cokolwiek to jest raczej nie ma szponów na dwa metry, wzrostu jak zamek królewski, paszczy w której zmieści się pół Ponyville, oczu z których strzela nie wiadomo czym i jeśli nie lata to moim zdaniem nie ma czego się obawiać - powiedział beztrosko Echo.

Twilight przewróciła oczami. Podchodziła do wyprawy znacznie poważniej niż reszta i nie zamierzała tego ukrywać. Lepiej pomyśleć dwa razy i ubezpieczyć się niż potem żałować.

- Ech... jeden dla mnie. - powiedziała Twilight widząc barmana niosącego następną tacę z napojami.

- Gleipnir, ty już niczego nie ruszaj! - upomniała jednorożca Moonlight.

Twilight widząc zadowolone miny doszła do wniosku, że jednak nie powinna zbytnio się spieszyć a zamiast tego dać szansę do zapoznania się także sobie.

- Jak tam Wasza wiedza magiczna? Macie jakieś dyplomy, czy coś podobnego? Pochwalcie się swoimi doświadczeniami z przeszłości. - Twilight spostrzegła, że wszystkie oczy są skierowane w jej stronę - Aha... cóż, więc ja... Zdobyłam swoją wiedzę przez multum godzin poświęconym na lekturę książek o magii. Dodatkowo, zyskując aprobatę od Księżniczki Celestii, stałam się jej uczennicą, co tym bardziej pomogło mi w dalszej edukacji, a obecnie potrafię niemalże bezbłędnie czarować. A teraz Wasza kolej. - powiedziała Twilight biorąc łyk... herbaty (raczej nie wypadało ryzykować zbytnim rozluźnieniem atmosfery i wyruszeniem po tym jak wszystkich przestanie boleć głowa, prawda?)

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ja jestem raczej samoukiem, ale dobrze mi idzie, to co umiem. A zajmuję się ogniem i wszystkim, co się do niego odnosi. No, może nie sprecyzowałem dokładnie. Zajmuję się nie ogniem, a baaardzo wysokimi temperaturami. No i znam się trochę na jego gaszeniu, rozumiesz, ciut chłodu albo wytwarzanie czegoś bliskiego próżni. Przez lata eksperymentów jestem też niewrażliwy na ogień. No, słowo niewrażliwy nie jest najodpowiedniejsze. Po prostu automatycznie niweluję skutki ognia na moje ciało i ubranie. Oczywiście znam też podstawy magii- czerwony upił łyk już zmrożonego cydru- A z jakiś lekcji to jakiś czas byłem na wymianie w Canterlocie. Przez ten czas sporo siedziałem w bibliotece-pominął powód, dla którego to robił- No i miałem wyniki porównywalne do pełnych studentów. A jak u was?-zapytał się stołu- Coś sądzę, że w opowieści Minor'a ważną rolę będzie grał cydr. Czyż nie?-zwrócił się do Minor Sax'a.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po tym jak organizatorka wyprawy poruszyła temat wykształcenia Minor podniósł się z siedziska, aby zabrać głos.

- Ja osobiście skończyłem Magiczny Öber Celestiański Kindergarten, z wyróżnieniem "Za najładniej pokolorowane obrazki", Magiczą Öber Celestiańską Grundschule z tytułem "Najbardziej węglastego kucyka w roczniku" i Manehatteńską Musikschule, ekhm Szkołe Muzyczną...

Kuc poczuł się znów jak w swojej starej, dobrej Musikschule.

-Ach, te nieprzespane noce spędzone na wkuwaniu wszystkiego, co się nawinęło. Ach, te monotonne lekcje, podczas których nauczyłem się tak wielu ważnych rzeczy. Ach, te wszystkie wieczory spędzone z kumplami przy... -Minor spojrzał się konspiracynie na FireHooves'a -oranżadzie oczywiście.

I tamte Prywatki!

Muzyk mimowolnie zaczął śpiewać popularną melodie...

-Gdzie się podziały tamte prywatki?

Gdzie te klacze, gdzie tamten świat.

Gdzie się podziały nasze wspomnienia?

Tamtych szalonych wspaniałych lat...

*Bum-Bum-Bum-Bum*

Z letargu wyciągnął go trzask szklanki zbitej, w bliżej nieokreślonym miejscu

- Ale to też nieważne... -Powiedział doniosłym tonem Minor- Liczy się to, że Wielka Wyprawa jest coraz bliżej!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...