Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

Cień Nocy [NZ][Fantasy][Dark][Violence][Adventure][Romans]

Recommended Posts

 Ja również miałem okazję przeczytać ten tekst. Pierwszą  połowę rozdziałów przeczytałem wczoraj, drugą dzisiaj, i o to moja opinia.

 

Tekst wielowątkowy, w którym nie dostrzegłem błędów stylistycznych, ani ortograficznych. Zresztą one są moją piętą achillesową, czego dowodem są teksty pisane przez zemnie niezależnie, czy test jest pisany przez osobę bardziej oświadczoną, czy mniej (w drugim przypadku bym pewnie zauważył ważniejsze błędy, ale niekoniecznie moje sprawdzanie ich świadczyło, że potrafię stwierdzić, czy to sekst dobrze napisane pod tym względem), wiec to zostawiam bardziej doświadczonym unserom.

 

Dlatego przejdę do fabuły i do postaci. A więc:

 

a) Duża różnorodność postaci. Każda z nich  jest dobrze wpasowana w główny wątek, jakim jest odzyskanie korony przez Night Shadow która mimo, iż jest jednorożcem ze skrzydłami nie ma cech Mery Sue że tak ujmę), lecz jest klaczą, która ma swoje słabe (a nie tylko mocne) strony. Stąd też mogę powiedzieć, że Cahan rzeczywiście  pod tym względem się spisała.


b) Świat przedstawiony jest także różnorodny. W tekście jest dużo akcji, oraz opisów miast otoczenia, warunków atmosferycznych, i życia  W trakcie czytania zaciekawił mnie jeden z wątków a mianowicie miasto alicornów i jego opis.   I teraz trochę głupia myśl z mojej strony, ale do mi tam. To tylko myśl

Spoiler

 

Spoiler

by uwolnić miasto z klątwy. Wymyśliłem na to sposób jak tego nie więcej dokonać, ale tego nie uczynię. Nie chodzi bynajmniej o sam fakt zaczerpnięcia wątku miasta, ale sam aspekt techniczno-fabularny. Dosyć złożony i niedorzeczny (oraz głupi) w sam sobie zwłaszcza, że mam tylko i wyłącznie założenia fabularne, a nawet tytuł. 

Ale raczej nie zrealizuję tego i innego tytułu nawiązującego powszednio do przeczytanego tekstu nawet, jeżeli zakończę (o ile zakończę pisać exodus), z uwagi na nieregularny charakter pisarski u mnie. Bo co prawda bez niego też można by było pleść wątek miasta alicornów, ale pewne małe zawiłości techniczno-fabulane mogły by powodować wrażenie dziwności.

 

Nie traktujcie więc jej, jako coś nie miłego, albo coś, co będzie zrealizowane. Powtarzam. To tylko myśl (koncept), a nie coś, co napisałem ze zwykłej złośliwości.

 

Pozdrawiam.

Edited by Król Etirenus
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozdział IV przeczytany.

 

Beware the spoilers!

 

No i kolejny dobry rozdział za mną. Tym razem podczas lektury czułem się jakbym gonił pasikonika, bo co i rusz przeskakiwano z tematu na temat. Wyszło to jednak całkiem zgrabnie, na dodatek dostaliśmy oprócz dalszej części drogi głównej bohaterki również nieco solidnego światotworzenia, szczególnie w dziedzinach geograficzno-politycznych. Jak podczas pierwszej lektury stwierdzam, iż Darkness Sword to moja ulubiona postać, coś w jego pragmatycznym podejściu do otaczającej go rzeczywistości doskonale mi pasuje. Może chodzi po prostu o fakt, że jest nader kompetentnym władcą? A przynajmniej póki co sprawia takie wrażenie. Jego odpowiednik z kraju Słońca też nie wypada najgorzej. Może sprawia wrażenie nieco optymistyczniejszego, ale składam to na karb zwiększonej ilości witaminy D w organizmie.

 

Jeżeli chodzi o przygody Night Shadow to bardzo aprobuję postać Kotka. Głównie dlatego, że jest kociakiem rzecz jasna. Reakcję jego matki też uważam za dobrze opisaną. Oczywiście można było napisać jak to zaatakowała główną bohaterkę i poniechała morderczych zamiarów dopiero kiedy mały wystąpiłby w obronie swojej przyszywanej mamki, ale podejrzewam, iż wypadłoby to o wiele gorzej. W sumie hołubię w duszy (której nie mam) nadzieję, iż ta mantykora okaże się strzelbą Czechowa i jeszcze ją w fanfiku zobaczymy. Naturalnie po kilku/kilkunastu latach. W sumie przez chwilę zastanawiałem się, czy mała jadowita kicia nie będzie towarzyszyć Night - wtedy można byłoby powiedzieć, że wraz z młodą księżniczką tworzą parę podobną do Gratcha i Richarda Rahla (oj, oberwę za to porównanie...). Natomiast Random Adventure ma minusa na starcie. Skurwykuc strzela do kotków! Co z tego, że latających, jadowitych i drapieżnych?

 

Podsumowując rozdział był prima sort, czytało się go szybko i przyjemnie. Takich więcej proszę.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozdział V przeczytany.

 

Beware the spoilers! Albo i nie...

 

Kolejny rozdział, będący bezpośrednią kontynuacją poprzedniego. To samo miejsce, ten sam czas. Tylko ekipa się powiększyła. Znacząco. W sumie tą wesołą kompanię pamiętam jeszcze z pierwszego czytania. I mimo odruchowej sympatii w znacznej mierze też mnie irytują. Czym? Tą ich wydumaną demokracją. Nie chce wracać? To niech zostanie z nami. Do kurzej wątróbki, Night Shadow nie jest jakąś poszukującą przygód awanturniczką, tylko rozkapryszonym, nieposłusznym, niewychowanym i tępą jak beczka smalcu smarkulą, która żyje złudzeniami i gucio wie o życiu. Ani ona nie ma prawa podejmować decyzji jakie podejmuje, a oni już tym bardziej nie mieli prawa dawać jej jakiegokolwiek wyboru. Napój usypiający, obroża na róg i wysyłka Pony Expresem do rodzinki. To byłaby jedyna słuszna i naturalna opcja. Ale nieee, oni dają jej szansę na szybką śmierć... Tak, tak wiem wtedy fanfik szybko by sie zakończył, a poza tym jojczę i mędzę w kółko o tym samym, na dodatek jestem szowinistyczny i niepoprawny politycznie. No jestem. A za każdym razem jak czytam jej roszczeniowe, wydumane pierdoły o tym jak to kiedyś zasiądzie na tronie to krew mnie zalewa i szowinizm wbija na kolejny poziom. Naprawdę rzadko główna bohaterka fanfika irytuje mnie aż do tego stopnia co Night SHadow. Jeżeli ona na końcu fanfika nie zginie jakąś prozaicznie banalną śmiercią, którą spowoduje jej własne zadufanie i idiotyzm to będę szczerze nieszczęśliwy.

 

Ale rozdział ogólnie bardzo dobry, tak jak poprzednicy. Poznajemy nowych bohaterów, dowiadujemy się o tajemniczej lokacji, więc i światotworzenie jest śladowa ilość. W zasadzie, oprócz subiektywnych odczuć opisanych powyżej nie mam się do czego przyczepić.

 

Fajne, pisz dalej xD

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hm, jak to się stało, że do tej pory nie skomentowałem najnowszego spośród zremasterowanych rozdziałów? Pewno znowu zaspałem :twilight6:

 

No cóż, w takim razie na sam koniec maratonu nadrabiam zaległości związane z „Cieniem Nocy”, odkrywając, że o ile rozdział V był całkowitym rewritem, o tyle rozdział VI najwyraźniej przeszedł niewielkie, ale istotne z punktu widzenia zawartości merytorycznej oraz technicznej zmiany. Sami wiecie, diabeł tkwi w szczegółach. Myślę, że dosyć dobrze pamiętam co istotniejsze fragmenty „Cienia Nocy”, akurat wędrówka ku Alikorngard zapadła mi w pamięci, toteż podczas lektury miałem silne wrażenie deja vu. No, chyba, że serio czytałem już ten rozdział, tylko nie zarejestrowałem go jako zremasterowanego. To by oznaczało, że z moją pamięcią coraz gorzej, o wydajności to już nie wspomnę.

 

Spoiler

Oczywiście, że czytałem xD Po prostu opinia z jakichś powodów nigdy nie wykroczyła poza konsultacje prywatne, ale miałem trochę czasu na przemyślenia. Niewiele się zmieniło, jest tak samo dobrze, jak było w momencie premiery zremasterowanego rozdziału szóstego ;)

 

W każdym razie, szósty rozdział to nie tylko podróż oraz magiczny trening w plenerze, czego jak najbardziej należało się spodziewać w przygodzie osadzonej w klimatach klasycznego fantasy, ale także pewna doza światotworzenia, ekspozycji historii, która to ekspozycja zostaje wypowiedziana ustami Bastard Spella. Ponieważ autorka nie lubi tracić czasu, przy okazji zdecydowała się na rozbudowanie jego postaci. Stąd, nie tylko dowiadujemy się o tym, co się wydarzyło i dlaczego obecnie Alikorngard jest tak niebezpiecznym miejscem. Nie tylko otrzymujemy pierwsze znaki, że boskość Celestii i Luny to, mówiąc brzydko, ściema tysiąclecia, zaś poddani alikornich sióstr, zindoktrynowani od maleńkości, błądzą niczym pijane dzieci we mgle. Poza tym wszystkim, dowiadujemy się co Bastard Spell robił w Canterlocie, jaka stoi za nim historia, no i dlaczego zmuszony był uciec.

 

Jest sporo szczegółów wartych zapamiętania, chociaż początkowo treść usiłowała sprzedać czytelnikowi to, że Alikorngard jest głównym specjałem, bardzo szybko zacząłem zastanawiać się nad wszystkim, tylko nie nad upadłym, przeklętym miastem alikornów – zaciekawiło mnie to, że najwyraźniej sam Darkness Sword, władca Królestwa Nocy, nie daje wiary w boskość Celestii i Luny, w ogóle, podważa nauki Kościoła Harmonii, toteż na jego włościach za powątpiewanie nie grozi kara, czego nie można powiedzieć o Equestrii, gdzie wystarczyło, że Bastard Spell zwinął kilka ksiąg zakazanych (Skąd my to znamy?), by całym uniwersytetem zainteresowała się gwardia. Takie drobne rzeczy sprawiają, że czytelnik zaczyna wątpić w to, czy w tym konflikcie (Złe słowo – może bardziej w ramach konkurencji, jaka naturalnie wytwarza się między państwami. Stawką są oczywiście wpływy.) są jakiekolwiek pozytywne strony, ale jednocześnie zastanawia się jak tam jest, w tych królestwach. Wisienką na torcie jest kolejne zarysowanie tego, jak wielka jest wola walki i decydowania o samej sobie Night Shadow – mam na myśli jej wnioski o tym, że Bastard Spell miał wybór, a także przemyślenia o tym, jak by to było, gdyby Alikorngard nie upadło, a ona przyszła na świat właśnie tam, będą wolną, nieskrępowaną cudzymi rozgrywkami politycznymi.

 

Chyba kiedyś nie zwróciłem na to szczególnej uwagi, ale jest to również moment, w którym przewiną się rzeczy, które przez co wrażliwszych mogą zostać uznane za przejawy rasizmu. Chodzi mi o spór o hierarchię ras, kto za co odpowiada i jak to alikorny, mimo swoich słabości natury... nazwijmy to, reprodukcyjnej, są lepsze, przeznaczone do rządzenia, a pozostałe kuce winne być im posłuszne (oczywiście z ziemskimi na samym dole tejże piramidy). Widać różnice światopoglądowe między Spellem, a Nighty, a przy okazji przekonujemy się o słuszności stwierdzenia, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tym bardziej, można odnieść wrażenie, że to świat bezwzględny, zimny, niebezpieczny, a dobro i zło są kwestiami względnymi. I taka kreacja mi odpowiada. Pamiętajmy, że to jest prequel, że z punktu widzenia serialu, jest to zamierzchła epoka i nie mam problemu z wyobrażeniem sobie, że w mrocznych czasach tak właśnie mogło to wyglądać. Wydaje się, że to niewiele znaczące wstawki, lecz jeżeli wczytać się w to głębiej, od razu widać, że część rzeczy ma drugie dno i że jest tutaj pole do własnych domysłów oraz spekulacji. Świat przedstawiony po prostu ciekawi, prosi się o odkrywanie, jednakże oszczędność w dawkowaniu informacji nie pozwala przestać o tym myśleć i nie czekać na ciąg dalszy.

 

Ale historia Alikorngardu, sama w sobie, chociaż nie należy do najoryginalniejszych, jest ciekawie przedstawiona i co by nie mówić, jest smak na ciąg dalszy, na eksplorowanie, przygody i niebezpieczeństwa. Jest klimat, do tego świetnie nakreślony dzięki przemyślanej stylistyce oraz dopracowanych opisach, co mnie się bardzo podoba. Aczkolwiek, jest troszkę szkoda, no bo czytałem oryginalną wersję fanfika, stąd wiem, że ryzyko będzie się wiązać z ofiarami... No, ale nic więcej nie powiem. Tym bardziej, że kolejne zremasterowane rozdziały jeszcze się nie ukazały.

 

Tak czy owak, dostaliśmy kolejny niezwykle klimatyczny, wciągający kawałek tekstu, gdzie oprócz żmudnej wędrówki mamy garść historii, a także rozwinięcie charakterystyk postaci, głównie Night Shadow oraz Bastard Spella, gdzie między wierszami można doszukać się kilku detali, które urozmaicają świat przedstawiony i dają znak, że w rzeczywistości sprawy są zdecydowanie bardziej skomplikowane, zaś życie w tych starych, mrocznych czasach – dużo trudniejsze, niż na pierwszy rzut oka.

 

Aha, byłbym zapomniał – rodzinie Brodatych też się nie upiekło i nawet przodek Starswirla ma swoje za uszami. Aczkolwiek, to zależy od tego, po czyjej stronie się stoi, komu dany czytelnik przyznaje słuszność. Niemniej, jeżeli ktoś sądził, że wzmianki o Equestrii, Celestii, Lunie, czy Harmonii to jedyne odniesienia do kanonu i poddawał pod wątpliwość, że to prequel, teraz powinien zauważyć, że powiązań z serialem z czasem jest coraz więcej i że wbrew pozorom nie jest to oderwane od świata kanonicznego uniwersum. W ogóle, ciekawy smaczek z Kościołem Harmonii – kto czytał opowiadania o pogańskich kucach może kojarzyć ów kościół, czy wręcz pomyśleć, że mamy do czynienia z jednym, wielkim Cahanverse ;)

 

Jest jeszcze jedna postać, która uzyskuje nieco więcej czasu antenowego – Random Adventure. Tutaj wprawdzie nie ma jakiegoś znaczącego rozwinięcia jego postaci, ale jest to jeden z kucy, który w Alikorngard już był i przeżył, dzięki czemu może opowiedzieć swoją historię komuś niewtajemniczonemu. Co by nie mówić, jego przestraszona kreacja wypadła wiarygodnie, dzięki czemu czytelnik otrzymuje kolejne zapowiedzi, że bohaterów czeka ciężkie wyzwanie. Na razie jeszcze nie wiadomo jakie (o ile nie czytało się oryginalnego „Cienia Nocy”), nie wiemy kogo postacie spotkają na miejscu i z czym będą zmuszone walczyć, ale już mamy podstawy, by spodziewać się czegoś dużego, niepokojącego. Prawie jak w oryginalnym „Resident Evil 3”, gdzie jeszcze zanim po raz pierwszy spotykamy Nemesisa, dostajemy od innej postaci informację, że do miasta wysłano coś, co upatrzyło sobie za cel protagonistkę i że nie ma przed tym ucieczki.

 

Wiadomo, o pomyślne losy większości bohaterów możemy być spokojni – w końcu gdyby było inaczej, skąd ciąg dalszy historii, oczekujący na remaster – ale dla nastroju udajmy, że po rozdziale szóstym niczego nie ma i podumajmy nad tym kto przeżyje, kto się wykaże, co się stanie :D

 

Można miejscami odnieść wrażenie, że dialogi dominują nad opisami, a ekspozycja wypowiadana przez Bastard Spella z czasem przybiera długą, za długą formę, jednakże nie powiedziałbym, że przez to staje się niewiarygodna. To nie jest tak, że Bastard spontanicznie postanawia wygłosić wykład i nikt mu nie przerywa, natomiast informacje dotyczące dawnych dziejów w żadnym momencie nie są zbyt szczegółowe i zbyt precyzyjne, by mowa zaczęła brzmieć nienaturalnie. Poza tym, zaczęło się od tego, że ciekawska Night Shadow zaczęła pytać go o to, co ją interesuje, między wierszami dorzucając własne komentarze. Czyli jest to ekspozycja, ale jednocześnie dialog między dwiema postaciami, gdzie jedna wie, czego się spodziewać (kontrast do Randoma – Bastard ewidentnie jest opanowany i spokojny), zaś druga jeszcze nie, ale chciałaby wiedzieć, uważa, że ma do tego prawo.

 

Co jeszcze? Pozostali Łowcy są, towarzyszą nam, udzielają się, ale na razie trzymają się z boku, okazyjnie wchodząc w interakcje czy to z Bastardem, czy Night Shadow, zwłaszcza pod koniec, gdy przychodzi pora poćwiczyć zaklęcia. Sympatyczna końcówka, małe rozluźnienie klimatu przez dalszą drogą. Miły akcent, jeżeli dobrze napisany, to zawsze się ceni, a tutaj był dobrze napisany. W ogóle, znów ciesza opisy tkania poszczególnych zaklęć, co jest nie tylko okazją ku temu, by objaśnić jak alikorny tworzą i rzucają zaklęcia, ale również by ukazać emocje Night Shadow oraz jej stosunek do wybranych postaci, skąd wypływają określone odczucia. Podobnie, jak przy Bastardzie, mamy dwa w jednym :)

 

Miałem pewne wątpliwości, czy aby w paru miejscach autorka nie wykorzystała okazji na rozszerzenie rozdziału (w końcu chciałoby się więcej tego, co się lubi) ale po namyśle, nie wiedzę innych możliwości, niż ewentualne konwersacje Night Shadow z pozostałymi towarzyszami podróży i ukazanie stosunku każdego z osobna do wyprawy, co wprawdzie mogło by być rozwinięciem poszczególnych charakterów, ale z drugiej strony w praktyce mogłoby się okazać sztucznym przedłużaniem rozdziału, a tak, jak jest teraz, mamy sprawne tempo akcji, najważniejsze informacje, rozwinięcie tych najistotniejszych postaci, ok.

 

Rozdział jak najbardziej polecam, remaster póki co idzie dobrze, aczkolwiek mimo wszystko, przy szóstym rozdziale był mały niedosyt (chyba jedyna rzecz, która przyszła mi z czasem, początkowo chyba tego nie odczuwałem... a może tylko się niecierpliwię), ale to nic poważnego, by popsuć wrażenia z czytania. Dla dotychczasowych czytelników po prostu ciąg dalszy, gdzie opisy cieszą oko, postacie czyta się z łatwością, są dobre w odbiorze, a klimat spełnia swoje zadanie i pozwala się wciągnąć, wczuć. Dla nowicjuszy – niezbadany teren, powrót „starej” historii w odświeżonym wydaniu, miejscami może wydać się rzemieślniczą robotą, ale namawiam, by wczytać się w szczegóły i spróbować to sobie wyobrazić, zauważyć, że w gruncie rzeczy jest to świat znacznie bardziej rozbudowany, po prostu jeszcze nie wiemy o nim wszystkiego. Liczę, że w miarę kolejnych rozdziałów będziemy odkrywać, coraz więcej i więcej. Dlatego też tym bardziej polecam przeczytać i przekonać się samemu, co to za historia ;)

 

A w tak zwanym międzyczasie, zacieram ręce i czekam na więcej.

  • Upvote 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytany rozdział VI.

 

Beware the spoilers! Albo i nie...

 

I kolejny rozdział z Night Shadow w roli głównej. Szczerze mówiąc liczyłem że tym razem trafią się jakieś polityki, intrygi i tym podobne łakocie i witaminy. Zamiast tego dostałem marsz przez las, ćwiczenie czarów i lekcję o historii Alikorngardu. I też jestem bardzo zadowolony, bo zostało to podane w naprawdę dobrej formie. I było wybitnie ciekawe, przynajmniej dla mnie. Ładny kawałek światotworzenia, który pięknie podkreślał różnice istniejące między królestwami, a jako bonus poznałem historię Bastard Spella. I muszę powiedzieć, że tym chętniej czekam teraz na przygody w przeklętym mieście.

 

Z innych kwestii to z podszytym irytacją rozbawieniem obserwowałem pokazy charakteru Night Shadow. Ten jej rasizm i odruchowe wywyższanie się i uznawanie za resztą jest komicznie uroczy. Szczególnie, iż reszta kompanii ma na to kompletnie wywalone, chyba że młoda zaczyna przesadzać. Podoba mi się jak pokazano dynamikę tej grupy, choć mogłoby być tego nieco więcej.

 

No i wszystkie remasterowane rozdziały za mną. Teraz pozostaje czekać.

 

Fajne xd.

Pisz dalej.

 

PS: Doigrałaś się tym tekstem o kucach ziemskich! Moja fanfikowa zemsta będzie straszliwa! :D

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po wielu nocach zmagań przedstawiam Wam remaster rozdziału 7. Pierwotna wersja miała jakieś 20-30 stron, ta liczy ich 65. Ostrzegam, że będzie mrocznie, krwawo i dość brutalnie.

 

Rozdział VII

 

Zaszły też inne zmiany - zdecydowałam się podzielić opowiadanie na części.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejny, siódmy rozdział zremasterowanej wersji "Cienia Nocy" jest dziełem, przy którym miałem plan spędzić jeszcze trochę czasu, na etapie prereadingu i korekty. Szczęśliwie dla czytelników, autorka mnie uprzedziła, toteż już w ten ostatni dzień tygodnia roboczego możemy cieszyć się nowym materiałem, trudno o lepszy początek weekendu ;)

 

Jednakże pozwolę sobie uściślić, w kontekście tego, co chciałem wykonać – rozumiem jak najbardziej chęć budowania poszczególnych opisów ze zdań prostych, krótkich, celem nadania dynamizmu, zamierzonej chaotyczności, elementu zaskoczenia, lecz zważywszy na to, że rozdział (dużo dłuższy i bogatszy w content, względem poprzedniej wersji) posiada fragmenty spokojniejsze, w niektórych miejscach próbowałbym połączyć co krótsze zdania w jedno dłuższe, rozbudowane, by w ten sposób skomplementować ów spokojniejszy ton, jaki raz po raz udziela się w rozdziale.

Podkreślam, jest to tylko i wyłącznie moja subiektywna sugestia, w znacznej mierze wynikająca z własnych upodobań, nie jest to sprawa obiektywna, jak ortografia czy interpunkcja, zatem z pewnością niczego Państwo nie tracą w związku z tym, że "zaspałem" z nadprogramowymi propozycjami względem formy rozdziału :rdblink: Zakładając oczywiście, że decyzją autorki, rzeczywiście cokolwiek trafiłoby do finalnej wersji tekstu.

 

Powracając na chwilę do wyżej wspomnianych spokojniejszych fragmentów, nie powiedziałbym, że były to elementy podpadające pod [Slice of Life], ale z pewnością w płynny sposób spowalniają one akcję, dając czas na wzmocnienie klimatu oraz zwracając uwagę czytelnika na szczegóły, czy przeżycia wewnętrzne protagonistki. Każdy, kto czytał i wciąż pamięta stary rozdział siódmy (opatrzony wówczas innym tytułem), od razu zauważy jak wiele nowych rzeczy dodała autorka, przy okazji dużo, dużo lepiej realizując szeroko pojętą tajemniczość – zgodnie z zapowiedzią, w sposób mroczny, krwawy, niekiedy całkiem brutalny, na przykład w postaci opisów odnoszonych obrażeń.

 

Główną bohaterką oczywiście pozostaje Night Shadow i to w znacznej mierze wokół niej krążą przedstawione w rozdziale wydarzenia, ale Łowcy, w mojej ocenie, otrzymali całkiem sporo czasu na to, by mieć swoje momenty i brać udział w fabule w sposób aktywny (a im bliżej końca, tym tejże akcji więcej), choć najbardziej spośród znajomych najemników błyszczy Bastard Spell. Występ Javelin Ichora oraz Blood Makera uznaję za satysfakcjonujący i taki, który się zapamiętuje, Random Adventure zdawał się przebijać w początkowych partiach rozdziału, potem, na moje wyczucie, "przewijał się", ale robił swoje, podobnie jak Awful Look, który z kolei wybił się pod koniec... Lecz z zupełnie innych powodów.

 

Spoiler

Może to tylko ja, ale końcowe zmagania, odniesione obrażenia, a także to, że cudem ocalał i został stamtąd zabrany żywy, poskutkowały tym, że zwróciłem większą uwagę na tego bohatera, dobrze zapamiętując to, że był tam z resztą ekipy i działał wraz z nimi.

 

Przyjąwszy zlecenie od samego Darkness Sworda – ojca Night Shadow – bohaterowie wędrują do upadłego przed laty Alikorngard, w poszukiwaniu Amuletu Alikorna. Nie wszyscy są zdecydowani na wyprawę, bowiem nie będzie to ich pierwszyzna, zaś nauczeni doświadczeniem, wiedzą już, czego się spodziewać. Istotnie, na miejscu czyha mnóstwo niebezpieczeństw, spośród których nieumarli wydają się stanowić najmniejszy problem – nie to, co wciąż chodzi po przeklętej ziemi stanowi największe zagrożenie, lecz to, co kryje się w głębinach, a co najwyraźniej wzywa do siebie Night Shadow. Z czasem, bohaterka doświadcza niepojętego, walcząc z tytułowymi grzechami, przeszłością, ale również własnymi słabostkami. Nie oznacza to jednak, że w trakcie tej niezwykłej wędrówki nie znajdzie sojusznika. Powróciwszy do rzeczywistości, wraz z Łowcami zmierza ku ostatecznej konfrontacji z królem Alikorngard, który wciąż tkwi we własnym limbo, jak się okazuje, wraz z poszukiwanym przez bohaterów Amuletem Alikorna. Czy są gotowi uiścić cenę jednego życia, by odejść z pustymi kopytami, a może zaryzykują wszystko, by uzyskać szansę na zdobycie Amuletu? Odpowiedzi znajdziecie w tekście.

 

Tak przedstawia się zarys fabularny najnowszej odsłony zremasterowanego "Cienia Nocy". Jak nietrudno zauważyć, mamy szereg nowych wątków, co oczywiście oznacza nowe sceny, lokacje, a także momenty, w których to udzieli się to mroczniejsze, tajemnicze oblicze tej części historii, choć w inny, bardziej wyrazisty sposób, niż zapamiętaliśmy. Wszystkiego jest więcej, jest to też obszerniej i lepiej opisane, jednym z moich ulubionych przykładów jest opis Alikorngard. Lokację tę możemy sobie bez problemu wyobrazić, także kolorystycznie, a jednocześnie pole do własnych wyobrażeń jest na tyle szerokie, że mimo pewnych podstaw, jakie dała nam autorka, w zależności od odbiorcy, każdy może mieć nieco inną wizję upadłego miasta alikornów. To jest, moim zdaniem, świetne, za to się kocha słowo pisane :D W podobny sposób zrealizowano przeżycia wewnętrzne Night Shadow – powiedziałbym, że jej reakcje na to, co się dzieje, na istoty, które napotyka, myśli, a także chwile słabości, to wszystko czyni z niej postać, którą tym bardziej chcę śledzić, której tym bardziej chcę kibicować i która nabiera głębi, po prostu.

 

Spoiler

Przyznam jednak, że pewnym zaskoczeniem wydała mnie się częstotliwość, z jaką zbierał się w niej żal, napływały łzy do oczu, czy też nachodziły zwątpienie i myśl, że to wszystko musi być snem, że lada moment zbudzi się z powrotem w swojej komnacie. Ciekawie się to czytało. Najwyraźniej wypadło mi z głowy, że Nighty wciąż jest bardzo młoda i od stosunkowo niedawna zbiera doświadczenie :twilight3:

 

Innym przykładem są opisy zniszczeń różnych struktur, śladów pozostawionych przez czas, a które dają nam pojęcie o tym, co kiedyś mogło się wydarzyć, podobnie zresztą są opisywane obrażenia, rany, stan, w którym Night Shadow zastaje kolejne trupy, wliczając w to nie tylko kwestie cielesne, ale także zniszczenia ubioru. Czy to jakieś zastygłe strużki, pęknięcia, plamy krwi i ropy, czy niepokojące wrażenie "normalności", jakby lada moment miał wstać nowy dzień, a na zewnątrz mieliby wyjść mieszkańcy Alikorngard, jak gdyby nigdy nic złego się nie wydarzyło, te drobne szczegóły mają duże znaczenie i wspólnie tworzą, mimo nastroju, barwną treść, którą doskonale się śledzi i która, jakkolwiek przewrotnie miałby to brzmieć, żyje w wyobraźni odbiorcy ;)

 

Nie chciałbym spoilerować niczego więcej, toteż powiem tylko tyle, że po lekturze czuję się "najedzony" – rozdział ma aż sześćdziesiąt sześć stron (Serio, tyle się u mnie wyświetla, choć na ostatniej widnieje tylko jedno zdanie. Pewnie jakiś glitch po mojej stronie xD), ale wciąga jak diabli, chociaż jednocześnie starałem się wyłapywać różne usterki i zwracać uwagę na formę, w ogóle nie zauważyłem upływu czasu, który to czas okazał się naprawdę dobrze spędzony. Jak dla mnie, tempo akcji zostało poprowadzone praktycznie bezbłędnie. Były fragmenty, w których dominowała akcja, napięcie, robiło się przy tym mrocznie, czuć było zagrożenie, a z drugiej strony, przewijały się momenty spokojniejsze, koncentrujące się na psychice i przeżyciach głównej bohaterki, tam również było pewne napięcie, mrok, niebezpieczeństwo wyziewało z każdego kąta. Ale nie są to jedyne rzeczy, które pozostają wspólne dla obu typów scen. Przez cały czas czuć przygodę, czytelnika trzyma się poczucie, że dzieje się coś ważnego, wszystko zostało podlane sytą porcją fantastyki, z elementami grozy do smaku. Obawiałem się troszkę wrażenia czysto rzemieślniczej pracy, jednakże, nawet jeżeli to właśnie jest na rzeczy, nic a nic tego nie odczułem. Dodatkowo, przejścia między fragmentami bogatszymi w akcję, pojedynki, zaklęcia, próby ucieczki, a scenami prowadzonymi spokojniej, skupiającymi się na Night Shadow, są bardzo płynne, toteż ani razu nie wydawało mi się, że akcja nagle szarpie do przodu albo zostaje sztucznie stonowana. Znakomita robota!

 

Kreacje bohaterów, choć dużo lepsze i bardziej urozmaicone, to jednak radykalnych zmian w ich charakterach nie uświadczymy. I chyba bardzo dobrze, w końcu po co naprawiać coś, co nie jest zepsute? Postacie są po prostu takie, jak je zapamiętaliśmy z poprzedniej wersji, tylko lepiej zarysowane, aktywne, powiedziałbym, że bardziej żywe, przez co żywiej zapadają w pamięci, a ich losy chce się śledzić z większym zaangażowaniem. Mamy zatem satysfakcjonujący rozwój znajomych charakterów, spośród których najwięcej zyskał w mojej opinii Bastard Spell. Wydał mnie się bardziej zdeterminowany, nieustępliwy, dużo silniejszy.

 

Spoiler

Zwłaszcza pod koniec, co wynika z Amuletu Alikorna, ale Spell był znakomity w tej roli. It felt so right :D

 

...no i wypadł wiarygodnie jako lider: ten przywódca najemników-pegazów, ten nauczyciel młodej królewny, alikorna. Bardzo dobrze wykonana postać, miałem wrażenie, że na jego kreację przeznaczono sporo czasu i skierowano dużo wysiłku. Plus, doceniam chwilę niepewności, kiedy to...

 

Spoiler

...nie wiemy na sto procent, czy Spellowi odbiło, czy nie, czy nadal stoi po stronie łowców i Night Shadow, czy coś się z nim stało.

 

Spoiler

Pewne rzeczy nie zmieniają się nigdy, stąd, jeżeli pamiętacie, z którym bohaterem rozstaliśmy się podczas poprzedniej wizyty w Alikorngard, wówczas na tym polu z pewnością zabraknie zaskoczenia.

 

Zyskują także kreacje Javelin Ichora oraz Blood Makera. Szczegółami nie tylko zadbano o nieco lepsze nakreślenie relacji między tymi dwoma, ale znacząco, o ile mnie pamięć nie myli i oczywiście moim zdaniem, zwiększono ich siłę. Bohaterowie ci walczyli moim zdaniem skuteczniej, co ciekawie kontrastuje ze strachem, gdy zbliżali się do zamku, na początku. Mimo obrażeń, pewnej przewagi przeciwnika (również zważywszy na otoczenie oraz warunki), nie poddawali się, potrafili zadawać uszkodzenia...

 

Spoiler

...i to dosyć poważne, jak odrąbanie toporem rogu jednego z walczących po stronie nieumarłego króla alikornów.

 

Generalnie, zrobili na mnie wrażenie, jako wiarygodni wojownicy, podejmujący walkę i mimo braku perspektyw na odniesienie zwycięstwa, w sensie, zabicia na śmierć wszystkich przeciwników, potrafili stawić opór dostatecznie długo, by dać czas swemu przywódcy oraz "zabezpieczyć" ucieczkę.

 

W tym wszystkim przewija się gdzieś Green Crossbow, co do którego mam chyba najmniej do powiedzenia. Po prostu jest sobą i robi swoje. Chociaż bardzo dokładnie podkreślono jego wiarę w Harmonię, nie przypominam sobie tych szczegółów z poprzedniej wersji. O Randomie oraz Awfulu już wspominałem, nie mam więcej do dodania w tej materii.

 

Mamy zatem kompetentnie wykreowane i poprowadzone postacie, jedne oczywiście pełnią ważniejszą rolę, robią więcej, a także spędzamy z nimi więcej czasu, drugie natomiast wspierają je, działają sobie, niby nic wielkiego, ale ich obecność cieszy, bo bez nich fabuła, na tym konkretnym etapie, nie byłaby kompletna. Świetna sprawa ;)

 

Powracając jeszcze do głównej bohaterki, jej zapadających w pamięć, charakterystycznych momentów jest więcej, vide rozgryzanie pułapki opartej na iluzji i wyszukiwanie bezpiecznego gruntu, czytało się to jak grę w platformówkę, sympatyczna rzecz :) Innym razem są to kolejne próby, którym jest poddawana Nighty, a także pomysł wykorzystania talentu do iluzji celem zdobycia artefaktu, w miarę możliwości, bez walki. Za każdym razem było to interesujące, utrzymane w odpowiednim nastroju, wszelkie okazje do pochylenia się nad przemyśleniami, emocjami, wątpliwościami czy aspiracjami Night Shadow, zostały wykorzystane dobrze, niekiedy nawet w troszkę zaskakujący sposób, przynajmniej dla mnie.

 

To pozostawia mnie z kwestią pojedynku wieńczącego rozdział. Cóż, to chyba najtrudniejsza dla mnie sprawa. To prawda, że build-up tej walki został zrealizowany bardzo dobrze, obszernie, klimatycznie, dobrym tempem i tak dalej, i tak dalej. To prawda, że wymiany zaklęć, opisy poszczególnych akcji, obrażenia, to także mocna strona finału rozdziału, gdzie nie tylko akcja znajduje swoją kulminację, ale również ogólny chaos oraz poczucie zagrożenia (co jest niemałym osiągnięciem, zważywszy na to, że przecież mamy ciąg dalszy, wiemy, komu się uda, że ci bohaterowie mają przed sobą przyszłość), co owszem, nadaje dynamizmu i stwarza napięcie, dzięki czemu śledzi się to na skraju krzesełka. Natomiast, mam pewne wątpliwości, czy walka ta nie okazała się troszkę przeciągnięta. Nie zrozumcie mnie źle, to było bardzo satysfakcjonujące zwieńczenie, ale myślę, że było ono nieco za długie. Tak, to jest możliwe – można coś przeciągnąć i uczynić to męczącym, nużącym, a można przeciągnąć, ale nie stracić przy tym satysfakcji, ustrzec się przez wrażeniem przesytu. Przeciągnięcie walki oznacza, że protagoniści dłużej wymieniają kolejne ataki, wykonują uniki i odnoszą uszkodzenia, a to rodzi pytanie jak to wytrzymali i ujmuje troszeczkę wiarygodności, że istoty te, w tym konkretnym świecie przedstawionym, funkcjonującym na takich, a nie innych zasadach, faktycznie mogły to przeżyć.

 

Jasne – Bastard Spell może być usprawiedliwiony, skoro...

 

Spoiler

...czerpał z Amuletu Alikorna.

 

Jednakże co do reszty, łącznie z Night Shadow, pod koniec zaczynałem już trochę powątpiewać. Początkowo uwagę na tym polu zwracał przede wszystkim Awful Look, ale im dłużej nad tym rozmyślałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że coś za żywotni są ci awanturnicy. Akurat Awful...

 

Spoiler

...ledwo to przeżył i pewnie do pełnej sprawności już nie powróci.

 

Ale co do reszty, próbowałem to sobie wyjaśnić, że to przecież doświadczeni najemnicy, pewnie dużo trenują, są zahartowani, a jednak nadal trzymały mnie się wątpliwości. Co chyba jest pewną sprzecznością, no bo w końcu dzięki temu zyskały kreacje Javelina i Blooda, Bastard Spell mógł zabłysnąć, a poza tym, mamy kontynuację realizacji myśli, że alikorny nie są maszynami do niszczenia wszystkiego i zabijania każdego byle mrugnięciem oka – obrywa nie tylko Night Shadow, ale także nieumarłe alikorny i to od "byle" pegazów – a mimo to, jak dla mnie, trwało to trochę za długo. Może to przez wgląd na chaotyczność, która zapewne miała dopełniać efektu – po pewnym czasie człowiek zaczyna się do tego chaosu przyzwyczajać i w jakimś sensie ulega on "uporządkowaniu", więc i emocje nie są już takie, jak początkowo, gdy walka się rozkręcała.

 

Niemniej, końcówka godnie zamyka rozdział i wzbudza apetyt na kolejne zremasterowane rozdziały. Zwłaszcza, że im dalej, tym więcej nowości, tym lepiej wykonane są znajome sceny, tym bardziej dopracowane opisy i kreacje postaci, jest także klimat, który wręcz wylewa się z ekranu i nie pozwala się oderwać. Wszystko, czego dusza zapragnie ;)

 

Podsumowując, mamy bardzo dobry miks przygody z fantastyką, z pewną domieszką grozy, całość utrzymana jest w tajemniczym, mrocznym nastroju, dzięki któremu rozdział ma charakter, nie pominięto przy tym bohaterów, których kreacje cieszą i satysfakcjonują, zaś obok akcji, tajemnicy, znalazło się miejsce na pewne światotworzenie, głównie w materii lore alikornów, z czego wynika rozbudowa charakterystyki Night Shadow – ciekawskiej, zdeterminowanej, acz nadal posiadającej pewne słabe punkty, z którymi również toczy walkę. Wszystko to jest bardzo zajmujące i nie tylko zachęca do dalszego odkrywania fabuły, ale również do obserwowania rozwoju postaci królewny, czytelnik chce zobaczyć, jak staje się coraz silniejsza i jak dąży do celu.

 

Wizerunek poszczególnych lokacji jest budowany również poprzez niuanse, które owszem, mają znaczenie i nadają całości smaku oraz charakteru. Dzięki szczegółom, dobrze wkomponowanym w treść, możemy sobie wyobrazić kolejne rzeczy, a otoczenie wydaje się żywe, plastyczne. Widzimy oczyma wyobraźni barwy, struktury miejsce, zniszczenia, wręcz czujemy smród śmierci, a jednocześnie wiele możemy sobie wizualizować samodzielnie, co sprawia, że wrażenia z lektury mogą być różnorodne w zależności od czytelnika, pomimo pewnej wspólnej podstawy. Stąd, rozdział nie jest "sztywny", a my swobodnie brniemy dalej, aż do zakończenia. Plus, ciekawe zagadki i tajemnice do rozwikłania po drodze. Ostatecznie, była to lektura wciągająca, ciekawa, miejscami nawet zaskakująca, innym razem budząca niepokój, ale zawsze ujmująco tajemnicza, nastrojowa. Gorąco polecam zarówno nowym, jak i dotychczasowym czytelnikom, zwłaszcza tym, którzy pamiętają stary "Cień Nocy" :aj5: Osoby, które chciałyby napisać coś przygodowego, mroczniejszego, a którym przydałaby się inspiracja, też powinny zajrzeć. Raczej się nie rozczarują.

 

Zachęcam także do komentowania i dzielenia się własną opinią. Co sądzicie o tym rozdziale, czy przebił wszelkie oczekiwania, a może czegoś Wam zabrakło? Co Was zaskoczyło, a co udało się przewidzieć, no i jak zapatrujecie się na końcowy pojedynek? Czy był za długi, a może w sam raz, a może – w końcu co człowiek, to opinia – przydałoby się go jeszcze więcej? :D

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w dalszym pisaniu, a także remasterowaniu.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Hoffman

Odnośnie scen walki, to przyznaję, że też miałam wątpliwości czy nie są za długie zważywszy na to z jaką siłą mierzą się bohaterowie, ale prawda jest taka, że całe starcie 

Spoiler

Trwało tak naprawdę chwilę - może ze 3 minuty, które w ogniu pojedynków stały się dla bohaterów znacznie dłuższe. A i nieumarły król (swoją drogą, w rozdziale raz pada jego imię, ciekawe, czy ktoś je znajdzie xd) potrzebował żywych ofiar i żywego nekromanty. Trupy średnio nadają się do rytuałów. Awful przeżył tylko ze względu na natychmiastową kauteryzację rany. Swoją drogą, rozważałam zabicie go w tej wersji. Jest tyle różnych zgonów, które chciałabym wcisnąć do tego fanfika, trzeba je gdzieś rozdysponować.

 

Pozostaje też kwestia mechaniki walki w tym świecie, ale myślę, że tu pewne kwestie przyniosą kolejne rozdziały. Podobnie jak to czym jest Amulet Alikorna.

 

 

Z ciekawości - czytałeś kwestie po łacinie?

 

A także:

Spoiler

Czy domyślasz się kim był Manetenebras?

Oraz czym były trzy wizje w koszmarze?

 

Edited by Cahan
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na początku zacznę od tego, że komentarz miał być znacznie dłuższy, ale wspaniały edytor tej strony jest najgorszym edytorem jaki kiedykolwiek widziałem na jakikolwiek forum i prędzej ci on usunie posta niż pozwoli usunąć/dodać zwykły spoiler, a Ctr+Z wywali go w całości zamiast wywalić ostatnią zmianę + domyślnie nie zapisuje szkiców. Nie mam siły go napisać od nowa w całości, więc część z tego skrócę.

 

Co do zasady, w 100% zgadzam się z komentarzem Hoffmana, zarówno co do tego co wskazuje jako dobre i co do tego co wskazuje jako problematyczne. W moim odczuciu końcowa walka się przedłużała i niespecjalnie tutaj obrona "a w rzeczywistości to ona trwa 3 minuty" cokolwiek tu broni. Tu nie chodzi o to ile realnie trwa, ale ile się czuje, że trwa. Ale szczerze, to są detale. Klimat lał się ze stron, opisy były przepiękne, prowadzenie postaci (przede wszystkim Night Shadow) było świetnie poprowadzone. To najlepszy rozdział Cienia Nocy, bez dwóch zdań. I powiem więcej - ciężko będzie to przebić, jeśli nie niemożliwe. Bo to jedna rzecz, że Cahan z rozdziału na rozdział obiektywnie pisze lepiej (pod względem różnych kategorii) ale konkretnie to co przedstawiał ten rozdział (czyli inkursja do zapomnianego Alikorngradu) to jest coś co raczej będzie ciężkie do przebicia tematycznie.

 

W rozdziale było bardzo dużo światotworzenia, co zasługuje na pochwałę też - było to światotworzenie nie takie bezpośrednie - nie wynikające z opowieści, ale raczej z obserwacji bohaterki. Mało rzeczy było wyjaśnione bezpośrednio, i dobrze. Bo to daje do myślenia i pozwoliło mi to dojść do całkiem ciekawych wniosków:

Spoiler

 

Zacznę z grubej rury. Bastard Spell grubo się myli co do powodów dla którego Alikorngrad upadł (o czym się rozwodził w rozdziale VI). I ten nowy rozdział daje bardzo dużo poszlak co do tego co najprawdopodobniej się wydarzyło.

Ciekawa rzecz na którą zwróciłem uwagę przy czytaniu - z kontekstu wiemy, że wojska Unicornii prawdopodobnie nigdy do samego Alikorngradu się nie wdarły, prawdopodobnie oblegały miasto, rozprzestrzeniły sztuczną zarazę i czekały aż miasto padnie. Wiemy też, że miasto zostało zachowane “praktycznie w oryginalnym stanie dzięki magii”. A mimo tego, Night Shadow widziała rzeczy, które nie mają w tym kontekście sensu. Dlaczego pomnik Harmonii, która jest źródłem legitymizacji boskiej potęgi alikornów i ich mandatu do rządzenia ma odcięty łeb? Dlaczego w ogóle tyle destrukcji wewnątrz miasta? Kucyki nabite na pal były ot taką wzmianką, czy kryło się za tym coś więcej? Wreszcie, kluczowy cytat od Manetenebrasa: że w Alikorngradzie od kilku lat przed upadkiem działo się źle. 

 

Teoria: ostatni król Alikorngradu (o którym wiemy, że nazywał się Magnus) był tak niepopularny i nielubiany przez swoją własną bratnią szlachtę alikornów, że te same alikorny nie walczyły by go bronić. Innymi słowy, to nie “odsiecz alikornów spoza Alikorngradu się spóźniła”. Tej odsieczy nigdy nie było. Alikorny spoza Alikorngradu pozostawiły szalonego Magnusa na pastwę losu i ucieczką do przodu zaczęły się ustawiać bez niego. Ciężko bowiem uwierzyć, że odsiecz “nie dotarła na czas” gdy to oblężenie musiało potrwać dosyć długo by ta pandemia mogła sprowadzić takie spustoszenie. Mamy dowód na opór wobec Magnusa wśród samych alikornów (Manetenebras). Mamy dowód na silne represje (kucyki nabite na pale). Mamy zniszczone posągi i źródła legitymizacji władzy - prawdopodobnie rozruchy wewnątrz samego miasta. Wreszcie, samo nauczanie post-factum. Jeśli rasa alikornów uważa się za przeznaczoną do rządzenia, to ostatni król Alikorngradu raczej prezentowałby się jako figura tragiczna do której alikorny by nawiązywały w tradycji romantycznej, jako ostatni król ze złotej epoki władzy tej rasy. Ale Night Shadow w ogóle go nie rozpoznaje - co sugeruje, że same alikorny chciały o nim zapomnieć - bo jeśli wiemy, że były inne alikorny poza Alikorngradem, to musiały one wiedzieć, znać jego ostatniego króla i mieć napisane o nim cokolwiek w swoich kronikach. Ponieważ Night Shadow ani Bastard Spell tej wiedzy nie mają, można podejrzewać, że po upadku Alikorngradu alikorny specjalnie odcięły się od tej tradycji. Wreszcie - brak wsparcia i odsieczy dla Magnusa mógł ułatwić potem alikornom przetrwanie w świecie, w którym alikorny narobiły sobie tyle wrogów - Magnus przyjął na siebie nienawiść wszystkich ras by alikorny po jego nieuniknionym upadku mogły wrócić do pseudo status-quo. 

 

Podsumowując - to nie siła jednorożców sprawiła, że Alikorngrad upadł, to same alikorny nie wróciły do Alikorngradu i jego szalonego króla by go bronić, pozostawiając Magnusa na pastwę losu. Po części był to brak lojalności, po części ucieczka do przodu, po części odraza do ich szalonego króla. Żadna “odsiecz dla Alikorngradu” nie była spóźniona, bo nie istniała. W tym kontekscie, to nie jednorożce Unicornii doprowadziły do zagłady miasta, ale same alikorny.

 

To tyle jeśli chodzi o pełne teorie jakie mam po przeczytaniu tego rozdziału. Co do innych rzeczy jestem mniej pewny. Wszystkie “tajemne szepty” co Night Shadow słyszała pochodziły od Magnusa, ale już jak interpretować wizje, ciężka sprawa. Manetenebras po opisie wyglądu i pokrewnym imieniu wygląda na pra-pra-pra-pra-pra-praprzodka Night Shadow. Ale ponieważ to jest tak “oczywiste”, to możliwe, że tak wcale nie jest. Tu już wchodzimy w areę większych spekulacji. 

 

 

Napisałem już do Cienia Nocy nieco komentarzy, przeczytałem wszystkie rozdziały zreworkowanego opowiadania - nadszedł już ten czas. Oddaję głos na “Epic”. Opowiadanie to jak najbardziej na to zasługuje i naprawdę gorąco czekam na kolejne rozdziały.

Edited by Verlax
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

W przyjemnością powracam do "Cienia Nocy", choć tym razem, by odpowiedzieć na kilka pytań oraz poteoretyzować. A raczej, nadinterpretować. Albo jeszcze lepiej - zgadywać. Długo o tym myślałem, ale dyskusja w ramach czytania rozdziału siódmego na Kąciku Lektorskim zachęciła mnie, a raczej, ośmieliła, by wyjść znacznie dalej poza ramy, które sobie pierwotnie ustaliłem. Szczególnie myśl, jakoby postacie miały naprawdę małe pojęcie o historii i nie mogą wiedzieć, co jest grane, skoro obiektywnie nie mają źródeł wiedzy, ani skąd się dowiedzieć... Zupełnie, jak czytelnicy :D W jakimś sensie. Autorka zapewne będzie mieć niezły ubaw z tego, jak usiłuję znaleźć drzewo siedząc na gałęzi, ale liczę, że cokolwiek, co sobie dopowiedziałem, wyda się w miarę ciekawe ;)

 

 

Dnia 9.04.2021 o 21:34, Cahan napisał:

(...) ale prawda jest taka, że całe starcie (UTAJNIONE)

 

Nooo...

Może to moje spaczenie po gierkach retro, ale nie powiedziałbym, że

 

Spoiler

trzy minuty

 

to chwila. Ale to tylko ja ;) Ale rozumiem, że inaczej czas płynie, gdy się steruje i ogląda to na ekranie, a inaczej, kiedy się to czyta, gdzie w tekście rzeczy są opisywane słowami, nie obrazem. Wciąż, nie pomyślałbym, że trwało to właśnie tyle, bo czuło się, że trwało nawet dłużej. Że poszczególne akcje trwały zbyt długo. No, ale zgodzę się z przedmówcą, to są detale.

 

Spoiler
Dnia 9.04.2021 o 21:34, Cahan napisał:

Swoją drogą, rozważałam zabicie go w tej wersji. Jest tyle różnych zgonów, które chciałabym wcisnąć do tego fanfika, trzeba je gdzieś rozdysponować.

 

Przyznam, że momentami rzeczywiście myślałem, że to właśnie on zginie zamiast Blood Makera, zaś to, że Blood trzymał kryształ (co poniekąd czyniło go "podejrzanym" co do nadchodzącego zgonu), w takim rozdaniu potencjalnie jawiło się jednocześnie jako nowość i jako zwrot akcji. Gdyby Ci bohaterowie rzeczywiście w tej wersji "zamienili się miejscami", to przyznam, że byłoby to coś, czego się nie spodziewałem. Ponieważ pod tym względem ostatecznie rozdział pozostał wierny poprzedniej wersji: żegnaj, Blood, a ty, Awful... może następnym razem.

 

 

Dnia 9.04.2021 o 21:34, Cahan napisał:

Z ciekawości - czytałeś kwestie po łacinie?

 

Bez ściemniania – zdecydowanej większości kwestii po łacinie nie czytałem, zaś przy pierwszym czytaniu jedynym, nad czym się pochyliłem, było znaczenie imienia

 

Spoiler

Manetenebras

 

Gdyż zaciekawiło mnie to, dlaczego miałby być zwany również

 

Spoiler

Dark Mane'm, co oczywiście budzi skojarzenia z młodszym bratem bliźniakiem Night Shadow.

 

Zważywszy na zapowiedzi, że w tekście przewinie się łacina, od razu skojarzyłem sobie imię z tymże zacnym językiem i spróbowałem je przetłumaczyć. Pierwsza próba niewiele dała, więc podzieliłem imię na dwa człony. Zadziałało.

 

Spoiler

Morning Dark

 

W nawiązaniu do jednego z Twoich pytań, odnośnie tego właśnie osobnika...

 

Spoiler

...to zasadniczo wyklucza personę, od której, jeżeli dobrze pamiętam, rozpoczął się ród Mooncastle – Dark Shadowa. Tak, atakowałem zagadnienie pod tym kątem. Serio ;)

 

W każdym razie, zmierzyłem się z kwestiami po łacinie przy okazji drugiego czytania, wprawdzie nie odbyło się ono w ramach sugestii drugoplanowych, o których wspominałem poprzednim razem, ale znalazłem trochę czasu w zeszłą sobotę, po czym miałem ładnych parę dni na zebranie myśli i sformułowanie teorii. Uwierzcie mi, analizując szczegóły, rozdział ma naprawdę wiele do zaoferowania, dociekliwy czytelnik powinien móc, w drodze analizy, dopowiedzieć sobie możliwe scenariusze, wpisać je w znaną dotychczas chronologię i w ten sposób wyjść z niejedną teorią na temat tego, o czym tak właściwie był ten rozdział i co próbowała schować przed nami autorka. A także, co tak naprawdę mogło się wydarzyć w tym świecie i jak bardzo błądzą znajome postacie. 

 

Jak się domyślam, zdecydowana większość tych moich domysłów – o ile nie wszystko – nie będzie mieć nic wspólnego z wizją autorki i po prostu okaże się, że cały czas chodzi o coś innego, ale jak wspominałem na początku, liczę, że będzie to co najmniej interesujące, a przy sprzyjających wiatrach, otworzy szerszą dyskusję, o spoilerach, ukrytym lore w "Cieniu Nocy" oraz przyszłości znajomych postaci.

 

Na początek, pytanie odnoszące się do jegomościa, którego hintnąłem w recenzji jako sojusznika, którego w pewnym momencie napotyka Night Shadow.

 

 

Spoiler
Dnia 9.04.2021 o 21:34, Cahan napisał:

Czy domyślasz się kim był Manetenebras?

 

Jak już wiesz, początkowo miałem dwie luźne teorie, jedna z nich była typową pierwszą myślą, natomiast druga czymś, co wysnułem już po przeczytaniu całości i przemyśleniu treści, z którą się zapoznałem.

 

Teraz już wiem, że to było głupie, ale wedle pierwszej myśli byłem skłonny uwierzyć, że to faktycznie była projekcja dorosłego Dark Mane'a po tym, jak nie wyszło z młodym, okaleczonym Dark Mane'm, podczas konfrontacji Night Shadow ze starszym królem, jednorożcem. Na co to by było otchłani (chodzi mi o źródło czarnej magii, pod ziemią)? W sumie, to nawet nie wiem. Może miałaby to być ostatnia, desperacka próba jakiegokolwiek złamania woli u Night Shadow? Próba wzbudzenia u niej zaufania, by za chwilę ją zwieść? Próba wywołania u niej szaleństwa, zniszczenia psychicznego? W każdym razie, jak tylko zdałem sobie sprawę – co wcześniej musiało mi umknąć – że Manetenebras był granatowy, a nie czarny, myśl upadła i postanowiłem do niej nie wracać, w ogóle.

 

Co niektórzy być może zachodzą w głowę, dlaczego to nie upadło natychmiast, jak nastała scena konfrontacji z nieumarłym królem, gdzie przecież Night widziała ciało Manetenebrasa, czyli skoro leżał tam nieżywy, to nie mógł być żadnym widmem, czy projekcją, ale właśnie duchem kogoś, kto istniał i zginął, dawno, dawno temu. No... do tego przejdę później, kiedy pochylę się nad tym, czym obecnie może być cały Alikorngard, ogólnie. A na razie powiem tylko tyle, iż w związku z tą myślą nabrałem sporego dystansu do tego, co widzą i czego doświadczają bohaterowie. Czyjeś ciało leży przede mną, nawet mogę mu wyciągnąć z oka broń? To wcale nie znaczy, że jest prawdziwe :P

 

Stąd przechodzę do drugiej, chyba dużo bardziej wiarygodnej teorii o tym, że ów jegomość jest dalekim, dalekim przodkiem Night Shadow. Ale kim konkretnie? Czy w ogóle mamy jakieś przesłanki, by wskazać podejrzanego?

 

Rozwijając tę myśl, może przyjrzyjmy się samemu Manetenebrasowi. Ogółem, fanfik nakazuje nam sądzić, iż jest on uderzająco podobny do Darkness Sworda – ten sam kolor sierści, te same oczy, tylko grzywa czarna, a nie błękitna. Oczywiście, podobna konfiguracja kolorów o niczym nie przesądza, ba, księżniczka Luna także jest granatowa. A przynajmniej nosi jakiś odcień granatu i co z tego?

Ale do celów rozważań przyjmijmy, że barwy mają znaczenie. Wskazanie jest zatem jasne – być może to przodek wywodzący się z linii ojca. Czerń może być cechą, którą akurat odziedziczył po nim Dark Mane, a co przy okazji objęło umaszczenie. A może i w pewnym stopniu oczy, gdyż, jeżeli dobrze pamiętam, Dark Mane ma pomarańczowo-złote oczy. Można stąd wyciągnąć wniosek, że mamy do czynienia z kolejnym przedstawicielem – mam nadzieję, że niczego nie pomyliłem – linii męskiej rodu, czyli Manetenebras jest jednym z męskich przodków po mieczu.

 

Ale czy wiemy, kim konkretnie? Sprawdźmy, co nam mówi sam o sobie – urodził się zbyt późno, by znać nazwę płonącego miasta, które widziała w koszmarze Night Shadow. Ale najwyraźniej coś o nim wie, skoro zidentyfikował je, jako te, którego nazwa miała przepaść na zawsze, czyli kuce miały o nim nie pamiętać. Wspomina też coś o Pierwszym Pokoleniu. Myślę, że chodzi o potomstwo alikornów, ale tych alikornów, które wedle dawnych wierzeń miały spłynąć z gwiazd, pozostawić potomstwo, a potem powrócić tam, skąd przybyły. Skąd to wiemy? Z rozdziału szóstego. W tym samym rozdziale pada też informacja, że Alikorngard powstał w czasie drugiej ery, a upadł w czwartej, zaś pierwsze alikorny rzekomo pojawiły się w erze piątej, co przecież nie ma sensu. Z najnowszego zremasterowanego rozdziału wiemy, że 4122 lata to co najmniej jedna era od zagłady Alikorngard, a także dokładnie tyle od upadku Chaosu.

 

No więc jak to z tym erami jest...

 

Uważam, że podanie, jakoby alikorny wywodziły się z piątej ery, to bzdura, zapewne jedna z wielu głupot, jakie, zgodnie z bardzo wiarygodną relacją Bastard Spella, kolportuje się w Equestrii, coby utrzymać poddanych w szeregu i przeświadczeniu, że Celestia i Luna naprawdę pochodzą od Harmonii, bogini. Stąd też cała opowieść, że trzy rasy zwróciły się o pomoc do alikornów, by pokonać draconequi, też może mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Tzn. o ile oczywiście Discord jest kanoniczny w ramach "Cienia Nocy", być może Celestia i Luna pokonały go, by im nie bruździł i na kanwie tej bitwy zbudowały całą mitologię, by indoktrynować poddanych.

 

Ale, ale, zapędziłem się. Co z tego wynika? Po pierwsze, poza tym, że był sobie kiedyś Discord, który został pokonany przez Celestię i Lunę, wszystko, co głosi się w Equestrii na temat pochodzenia i mocy alikornów, jest fikcją. Fikcją mającą na celu utrzymywanie kucy w ciemnocie, by były posłuszne. Po drugie, myślę, że to, co wyczytał Bastard Spell podczas swych wizyt w prywatnej bibliotece Celestii, ma o wiele więcej wspólnego z tym, jak naprawdę mogła wyglądać historia alikornów i tego świata, włączając w to oczywiście Alikorngard. Rzeczy pisane najwcześniej od drugiej ery, kiedy owe miasto alikornów – jedno z pierwszych – powstało. Natomiast, skąd Celestia ma u siebie takie rzeczy? Jeżeli dała o sobie znać za czasów piątej ery, to możliwości są dwie: albo ktoś jej tego nadostarczał/ pościągała to różnymi kanałami do siebie w swoich czasach, albo... to też kłamstwo, a ona sama w rzeczywistości wywodzi się czasów, w których Alikorngard jeszcze istniało i może gromadziła źródła na własne kopyto. A w jakim celu? Może po to, by wiedzieć i by pewnego dnia gdzieś powrócić?

 

Warto pamiętać, że nie wiemy konkretnie jak długo istniało Alikorngard. W skrajnych przypadkach, mogło powstać pod koniec drugiej ery, a upaść na początku czwartej, co daje – strzelam – jakieś 5000 lat, może w porywach do 6000, a równie dobrze mogło powstać idealnie na początku drugiej, a upaść w ostatni dzień czwartej, co dawałoby jakieś kilkanaście tysięcy lat. Zależy. Nie wiadomo też za bardzo, co ile w tamtych czasach pojawiało się kolejne pokolenie alikornów. Może młode rodziły się średnio co 50 lat, a może co 500, kto wie?

 

Wszystko to przyda mi się, gdy przyjdzie pora odpowiedzieć na kolejne pytanie, a także podzielić się własną teorią co do Alikorngard, więc... tak, musiałem ;)

 

W każdym razie, mamy pierwszą erę, a także Pierwsze Pokolenie. Alikorngard powstaje w erze drugiej i trwa sobie do czwartej. Czym są "złe rzeczy", o których wspomina Manetenebras? Zważywszy na arras, jego inskrypcję, brak świątyń, jakby "sama Harmonia zapomniała o tym miejscu", a także kuce ponabijane na pal, myślę, że ów nieumarły król (ja tam zgaduję, że imię jego to Inevectus (Ten, Który Został Wyniesiony?), a to Magnus Rex to tytuł, oznaczający Wielkiego Króla) postanowił sprzeciwić się Harmonii i rozpoczął walkę z jej wyznawcami, zaś owe "wyniesienie"/"wzniesienie się", które miałoby oznaczać jego imię, to to, o czym mówią Night Shadow podszepty (AKA druga Night Shadow):

 

Cytat

"Magia nie zna granic, źrebię gwiazd, więc dlaczego się ograniczasz? Sięgnij po nią, wynieś się ponad gwiazdy, ponad Tę, Co Prowadzi i innych."

 

Ta, Co Prowadzi, to oczywiście Harmonia ;) Tylko stąd twierdzę, że chodziło o sprzeciw wobec wiary, która najwyraźniej została szeroko przyjęta i była długo wyznawana, praktykowana. Chociaż pewnie z czasem jej obraz oraz pojęcie o historii ulegały zniekształceniom. To zapewne nie przysporzyło królowi popularności, ale czymś musiał zyskać zwolenników, prawda? Możliwe, że po drodze powstał (Dzięki czarnej magii, przed którą przestrzegał Night Darkness Sword?) Amulet Alikorna, taki atrybut Tego, Który Został Wyniesiony, jako dowód jego prawa do "wyniesienia"? A może był to tylko jeden z wielu kroków?

 

Wiemy co finalnie stało się w mieście i co zabiło jego mieszkańców. Zresztą, inskrypcja chyba wspomina coś o pokłonach, ciałach i krwi... tylko że ja nie znam kompletnie łaciny, a tłumaczenie po internetach, że tak to ujmę, rozmywa szyk i sens, aż niekiedy jest to dla mnie nawet mniej czytelne niż engrishowska lokalizacja "Megamana X6", więc... taa, domyślam się xD

 

Rzućmy okiem jak nieumarły król zwraca się do Night Shadow. Ciekawe wydają się trzy określenia, których wspólnym członem jest "astra" oznaczającego gwiazdę/ gwiazdy. "Astracorngai" coś nie mogę rozgryźć, ale zważywszy na to, w którym dialogu się przewija oraz na kontekst, to zapewne dawna nazwa Alikorngardu. Jest też "Astraligna", które też przewija się w kwestii "po naszemu", więc domyślam się, że to "dawne-nowsze" określenie na "Astraligata", czyli … pasmo gwiazd? Kogoś, kto spłynął z gwiazd? Kto czyta z gwiazd? W każdym razie, o ile niczego nie pomyliłem i cokolwiek zrozumiałem, król wita Night Shadow w domu, jako córkę Astracorngai, ale także tą, w której żyłach płynie krew zdrajcy. Manetenebras jest przez niego opisywany jako tchórz i zdrajca.

 

Zatem pora na ostateczne podsumowanie. Manetenebras pochodzi z trzeciej lub czwartej ery, jest on – najprawdopodobniej – dalekim przodkiem Night Shadow po linii ojca. Ciężko określić, jak daleko był przed Dark Shadowem, ale wiemy tylko to, że robił to, co mu kazano (Żołnierz? A może "zwykły" sługa, który miał się przydać podczas rytuałów?), a także to, że wybył z Alikorngard lata przed jego zagładą i lata po jego zagładzie do niego powrócił. To chyba wystarczy na ogarnięcie potomka, tak sądzę. Kogoś, kto osiedliłby się kawałek dalej i założył ród. A może jeszcze nie on, ale jakiś wnuk, prawnuk? Może, może. Wiedząc, że raczej zdecydowana większość ośrodków władzy alikornów upadła, możliwe, że ów potomek przyczynił się do upadku czyjejś domeny i na jej zgliszczach rozwinęło się królestwo rządzone przez ród Mooncastle Na przykład.

 

 

Jeszcze więcej o tejże postaci:

Spoiler

Ale z Manetenebrasem mam małą teorię. Mianowicie, czym sobie zasłużył na miano tchórza i zdrajcy? Jakoś wątpię, by ucieczka z miasta, na długo przed upadkiem, przesądziła o obu określeniach. Możliwe, że stchórzył i odszedł z miasta, powodując, że w trakcie... czegoś, zabrakło żyć poddanych i nie do końca udało się osiągnąć cel, stąd król nadal poszukuje nekromanty i żywych kucy, by przeprowadzić/ dokończyć rytuał. Albo Manetenebras, niczym Night Shadow, miał z góry ustalony los, ale się wyłamał i co nieco popsuł po drodze. Ale skąd zdrada? Otóż co jeśli Manetenebras był jednym z tych, którzy, wiedząc, co się święci, wybył z miasta i zaczął szukać sojuszników (np. wśród rozsianych po krainie armii alikornów, przez co te nie przybyły na odsiecz), ostrzegając przy tym cesarstwo Unicornii przed tym, co się może stać i w ten sposób ściągnął wroga pod bramy? Może wywołana w mieście zaraza – jeśli prawdziwie w ten właśnie sposób uderzono na miasto i uszczuplono jego populację – nie była efektem (Wyłącznie?) chęci podboju, ale desperacką próbą powstrzymania króla/ przerwania długiego rytuału, powodując, że to, w jaki sposób wygląda dziś Alikorngard, jest niepełnym efektem albo półproduktem tego, do czego dążył król? To brzmi jak zdrada w czystej postaci. No ok, ale czemu zwracać się do nieprzyjaciela, skoro masz alikornie wojska, rozsiane po okolicy? Cóż, jak wspominałem, najwyraźniej król był niepopularny, a poza tym, te kuce mogły nie być zainteresowaniem realizowaniem czyjejś woli, skoro miały swoje plany, stąd może zaoferowały to, że przynajmniej nie będą przeszkadzać.

 

A ponieważ Manetenebras czuł się odpowiedzialny, powrócił do miasta. Swych towarzyszy (odnalezieni uprzednio sojusznicy) wcale nie zabił w przypływie szału, ale po to, by upewnić się, że król nie pozyska potrzebnych mu żywych ofiar? I w tym samym celu, na końcu uśmiercił samego siebie? Bo wiedział już, co może się stać, jeśli król zdobędzie to, czego mu trzeba? W ten sposób uciekł i stał się wiecznym strażnikiem w tym sensie, że przestrzega każdego, kto dotarł wystarczająco daleko, przez tym, by nie ufać Inevectusowi, by uciekać, nawet, jeśli będzie to oznaczać śmierć. Bo najwyraźniej śmierć jest lepsza, niż cokolwiek, co wydarzy się w razie dokończenia rytuału.

 

Cytat

"Widziałaś co zrobił swoim poddanym, zobaczysz, czym się stał. Z tobą zrobi to samo. Zniewoli twoją duszę, wypaczy i zamknie w niekończącym się koszmarze."

 

W sumie, to też ciekawy cytat. Co zrobił swoim poddanym, a z Night Shadow zrobi to samo. Chyba, że ta ucieknie. Ale czy to znaczy, że dusze tychże poddanych utknęły we własnych koszmarach? W takim razie, gdzie jest dusza Manetenebrasa i czy da się go uwolnić z okowów Alikorngard? Te przemyślenia wydają mnie się o tyle ciekawe, o ile rzeczy te dają przebłysk, że po śmierci coś jest i że dusze, po opuszczeniu śmiertelnego ciała, jednak dokądś wędrują. Nawiązując do postawy Bastard Spella z poprzedniego rozdziału – być może Harmonia jednak istnieje? A nawet jeśli nie, to może wciąż istnieje w tym świecie coś na kształt "zaświatów"? Wszakże Manetenebras twierdzi, że na śmierci istnienie się nie kończy. Wprawdzie nie ufam mu tak do końca, ale...

 

O, popuśćmy sobie wodze fantazji – a co, jeśli Manetenebras naprawdę jest powiązany z Celestią i Luną, które również pochodzą z podobnego okresu, co on? Ewentualnie są maksymalnie o kilka pokoleń starsze? A może wręcz cała trójka pochodzi z tego samego pokolenia, tylko one osiedliły się w Everfree i tam stworzyły inny od Alikorngardu ośrodek władzy alikornów, który nie upadł, zaś Manetenebras, który wciąż wierzył w "prawdziwą Harmonię", pozostał w starożytnym mieście? Siostry pewnie w końcu dowiedziały się o upadku Alikorngard, w nawiązaniu do powyższej teorii, pewnie ogarnęły, że Manetenebras maczał w tym kopyta. Wiedząc, co się wydarzyło, pewnie taki brat/ kuzyn okazałby się niewygodny dla ich propagandy, już po pokonaniu Discorda. Na wszelki wypadek, choć Manetenebras od dawna nie żyje, wypierają się, jakoby miały inne rodzeństwo, coby nie było przypału, że wcale nie są jedynymi córami samej Harmonii. Tutaj problematyczni mogą się okazać dalecy potomkowie Manetenebrasa... a raczej pewna potomkini, gdyby ta dowiedziała się zbyt wiele. Pewnie Bastard Spell doczytał, że Celestia i Luna nie wzięły się z Harmonii, tylko z kooperacji pary alikornów, co samo w sobie by wystarczyło, by zadać kłam wierze w ich boskość... ale co on sam może? Zresztą, jeżeli equestriańskie społeczeństwo jest tak ogłupione i zacietrzewione, kto mu uwierzy? Nawet gdyby, Celestia może w ostatniej chwili posłużyć się iluzją i zmienić treść tychże zakazanych ksiąg.

 

No właśnie – ta wesoła teoria oznaczałaby również, że z Celestią i Luną, jakimiś bocznymi gałęziami, jest powiązana sama Night Shadow. Sprawa śmiała i skrajnie niewiarygodna, ale z drugiej strony, zauważyliście ten talent rodowy? :D Manetenebras najwyraźniej ogarnia magię i iluzję, skoro instruuje Night Shadow jak pokonać pułapkę (opartą na krysztale, ale i generującą iluzję). Celestia i Luna sprytnie korzystają z iluzji, by stworzyć wrażenie, jakoby naprawdę wznosiły i opuszczały słońce i księżyc. I wreszcie, mamy Night Shadow, której talentem są właśnie iluzje. Jasne, jasne, naciągnięte do granic możliwości, ale hej, na tym polega radosne teoretyzowanie, czyż nie?

 

Ale ten chichot Bastard Spella, w poprzednim rozdziale... Może skubaniec wie? :lol: W ogóle, Bastard Spell nieźle podczas tego wszystkiego zyskuje rykoszetem – im więcej o tym wszystkim myślę, tym bardziej gościa lubię.

 

 

Sporo się naprodukowałem, a przecież rozchodziło się tylko o to, czy domyślam się, kim jest

Spoiler

Manetenebras,

niemniej, potrzebowałem nie tylko uzasadnienia, ale także wyczerpującej bazy pod kolejne odpowiedzi i teorie, zatem nie przedłużając...

 

 

Spoiler
Dnia 9.04.2021 o 21:34, Cahan napisał:

Oraz czym były trzy wizje w koszmarze?

 

OK, na wstępie, może moje tumaństwo postępuje, ale czy mówimy o trzech wizjach, w sensie: spadanie Night Shadow w tajemniczym miejscu pełnym gwiazd, kosmicznego pyłu i pasm błyskawic, potem wizyta w płonącym mieście, a ostatecznie konfrontacja z królem – jednorożcem? Czy wizyta i konfrontacja liczą się jako jedna, druga wizja, a spotkanie z Manetenebrasem jako trzecia?

 

W każdym razie, wizja z gwiazdami, kosmicznym pyłem oraz błyskawicami przypomina to, o czym wspomniano w poprzednim rozdziale, a o czym już pisałem, w kontekście pochodzenia alikornów. Ale tych pierwszych alikornów, z których zrodziło się domniemane Pierwsze Pokolenie. Abstrahując od tego, czy rzeczywiście tak było, czy Harmonia istnieje, ta scena do złudzenia przypomina właśnie owe spływanie z gwiazd, przybywanie z przestrzeni gwiezdnej/ kosmicznej do świata przedstawionego. A ponad co zapragnął wznieść się nieumarły król Inevectus. A może nawet widział coś z tego, nazwijmy to, wymiaru? Wówczas to, czego doświadcza Night Shadow, mogłoby być jego wspomnieniami... albo wspomnieniami tych pierwszych alikornów.

 

Z kolei wizyta w płonącym mieście, gdzie bardzo długo jedynymi ofiarami zdają się być tylko jednorożce, według mnie wywodzi się ze wspomnień Pierwszego Pokolenia alikornów, już po tym, jak założono Alikorngard, a gdy rozpoczęto podboje ziem należących do innych kucyków: ziemskich, skrzydlatych, jednorożców. Aczkolwiek... nie wykluczam tego, że może to być gród, w którym Pierwsze Pokolenie dokonało pogromu, by na tych właśnie ziemiach wznieść Alikorngard, a dopiero później wyruszyć na dalsze podboje. Pamięć o tym miejscu miała zaginąć, gdyż miała to być starożytna ziemia alikornów i tylko alikornów.

 

To raczej nie były Wojny Zmierzchu, ani podboje dziada Darkness Sworda – jeśli wierzyć Manetebrasowi, to musiało się wydarzyć dużo, dużo wcześniej.

 

OK, konfrontacja ze starszym jednorożcem, królem i od razu kolejna, śmiała teoria. Czyje to może być wspomnienie i kim mógłby być ów król? Get this – wspomnienie pochodzi od Manetenebrasa, zaś owym królem jest nie kto inny niż Plague Brodaty. Jak to możliwe, zapytacie? Rozwijając moje poprzednie domysły, o tym, na czym miałaby polegać zdrada Manetenebrasa, wyobrażam sobie, że być może nasz nowy znajomy chciał tylko powstrzymać króla Inevectusa, a niekoniecznie zależało mu na zagładzie miasta i nawet, jeżeli było to nieuniknione, może liczył na to, że kogoś uda się uratować i nic nie wiedział o zarazie, którą stworzył Plague, a z którym nawiązał "przeklęty sojusz", gdy nikt z alikornów spoza miasta nie miał ochoty walczyć i ginąć, obojętnie, czy za króla, czy za poddanych. W odwecie, przy wsparciu alikornich sojuszników, Manetenebras postanowił się królowi odpłacić, co ponownie przeżywa Night Shadow. Zaś król mówi:

 

Cytat

"Zabawne, że po tym wszystkim nie jesteś w stanie mnie zabić"

 

Bo jaśnie król zechciał wykorzystać okazję i wziąć odwet za jedne z najnowszych podbojów, jakich alikorny dokonały na jednorożcach. I najwyraźniej, wiedząc już o wszystkim, Manetenebras wahał się, czy go wykończyć, czy nie. Cała reszta, którą widzi Night Shadow (mam na myśli Dark Mane'a), może być czymś, co czerpie ze wspomnienia Manetenebrasa, a co zostało "zmienione" pod wspomnienia Night Shadow. To skłania do dalszych przemyśleń, co się działo po upadku Alikorngard, zanim powrócił tam Manetenebras i jakie sekrety kryje on sam, a o czym (Jeszcze?) nie wiemy.

Ano, zapomniałbym – kiedyś "po tym wszystkim" króla wahał się zabić Manetenebras, a teraz, wiedząc, co ów król nawyczyniał od Bastard Spella (rozmowa z poprzedniego rozdziału), opory ma Night Shadow. Jednakże ostatecznie podejmuje odpowiednie zaklęcie, co czyni ją silniejszą od Manetenebrasa. Może być dumny z dalekiej potomkini ;)

 

Chyba, że to miała być jedna wizja – wówczas nie, należy to całkowicie skasować i podpiąć pod zjawienie się Nighty w płonącym mieście, zaś ów król był ówczesnym władcą społeczności, której pogrom urządziło sobie Pierwsze Pokolenie.

 

Natomiast, jeśli ta trzecia wizja to spotkanie Night Shadow z Manetenebrasem, wówczas... tutaj brakuje mi pomysłów, a myślałem o tym naprawdę długo i wyszedłem z domysłami na temat wszystkiego, tylko nie tego, do jakiego wydarzenia mogłoby to nawiązywać. Ale to wyglądało na to, jakby Night Shadow dotarła "do końca" prób i lada moment miała wyjść z koszmaru. U progu "wyjścia" czekał Manetenebras, by po wszystkim powiedzieć jej jak ustrzec się przed nieumarłym królem. Może, zważywszy na to, że gdy spotykamy go ponownie, jest martwy, scena ta miała nawiązywać do ostatniej rozmowy między Manetenebrasem, a jego potomkiem, zanim ten wyruszył do Alikorngard jeden, ostatni raz, a młodego pozostawił z matką? Tego młodego, który potem założył ród Mooncastle/ spłodził potomka, czy też doczekał się wnuka, który to uczynił? Na razie nic innego nie przychodzi mi do głowy.

 

 

Co nieco więcej o tym, dlaczego idę ze swoimi teoriami tak daleko:

Spoiler

Aha – przecież z narracji, dialogów, z wypowiedzi samego nieumarłego króla, wynika co innego, więc skąd ja to biorę i tak dalej, i tak dalej. Otóż nie ufam nikomu, do poszczególnych domniemanych faktów podchodzę z dystansem i wiele sobie dopowiadam, może zbyt wiele, ale trudno, w każdym razie, bazuję na tym, że z poprzedniego rozdziału (chodzi mi o rozmowę Night Shadow i Bastard Spella) wiemy, że oficjalne wersje historii, oficjalne źródła, czyli to, co podaje się przeciętnym kucom jako prawdę, wcale nie jest prawdziwe i może traktować znane wąskiemu gronu fakty bardzo wybiórczo. A to znaczy, że prawdopodobnie zdecydowana większość faktów jest zmieniona/ wypaczona/ pominięta/ nadpisana i de facto nikomu nie można ufać w stu procentach. Po drugie, skąd moje teorie o Manetenebrasie, skoro sam król wspomina, że odwrócił się od swoich, gdy wróg stanął u bram?

 

Warto pamiętać, że poza żywymi ofiarami do rytuału, poza nekromantą, on potrzebuje Night Shadow, potrzebuje kogoś, kto pochodzi z Alikorngard, nawet, jeżeli to czyjaś bardzo daleka potomkini. Znaczy, wnuczka. Chyba źle się wyrażałem, ale cały czas miałem na myśli wzór: n x pra + wnuczkę, gdzie "n" oznacza ilość pokoleń, które upłynęły do obecnego momentu w fabule od upadku Alikorngard.

 

W każdym razie, nawet gdyby Nighty nie wymieniła imienia Manetenebrasa, ani nie przywołała go w konfrontacji z królem, ten przecież musiał zdawać sobie sprawę, że skoro opuściła koszmar, musiała go spotkać, jako, że wymknął się otchłani oraz jemu samemu. I że zamienił z nią parę słów. To oczywiste, że będzie mówić w taki sposób, by nawet między wierszami nie zasugerować, że być może Manetenebras miał rację i że miał swoje powody. Nawet z wiedzą, ile alikornów zginęło w męczarniach, po jego spotkaniu, młoda mogłaby dociekać, mając przed sobą Inevectusa, dlaczego Manetenebras zrobił to, co zrobił i ogarnąć, że stało się wielkie zło, ale po to, by powstrzymać jeszcze większe zło. Byle się nie wygadać, tym bardziej, że w owym czasie król raczej nie był zbyt popularny wśród swojej rasy. Obrzydzić Manetenebrasa, przedstawić go jako najgorszego zdrajcę, heretyka, również po to, by wzbudzić w Night Shadow poczucie, że jest coś winna Alikorngard, że powinna zadośćuczynić i zrobić tak, jak się jej mówi.

 

Tyle, że już jakiś czas temu postanowiła, że będzie robić tak, jak uważa, a nie jak ktoś jej każe. Pewnie się chłop deczko zdziwił.

 

Tak poza tym, możliwości te wydają mnie się ciekawe w kontekście bezsensowności wojen, przemocy oraz śmierci niewinnych, czyli motywu, który przewija się na dłużej po raz pierwszy właśnie w rozdziale siódmym. I który zarazem dodaje kolejną warstwę głębi do jej charakterystyki. Jestem bardzo ciekaw, dokąd dalej zabrnie ten aspekt ;)

 

Zatem tyle w ramach odpowiedzi na zadane pytania, przeplatanych własnymi teoriami, mniej lub bardziej śmiałymi, no i interpretacją poszczególnych elementów fanfika. Oprócz tego, w nawiązaniu do tego, o czym już pisałem, mam jeszcze parę szybkich, luźnych przemyśleń.

 

 

Teoria Otchłani:

Spoiler

Czy istnieje Harmonia? Zaryzykuję stwierdzenie, że owszem, ale wątpię, czy jest to to, o czym głoszą współczesne wierzenia i wciąż funkcjonujące w tym świecie kościoły. Po działalności Celestii i Luny chyba nie ma wątpliwości, że prawda uległa zniekształceniu, wypaczeniu. Czym naprawdę jest Harmonia, to chyba wiedzą jedynie pierwsze alikorny. Ale czym jest w takim razie otchłań? Możliwe, że to właśnie tam nie sięgają gwiazdy i to "wzniesienie się", oznacza otwarcie otchłani i sprzeciwienie się Harmonii, ale nie przez wzniesienie się ponad nią dosłownie, ale przez zniżenie się, sięgnięcie ku głębinom, gdzie znajduje się ciemność, czarna magia. Zatem jest to relacja Harmonia (światło, życie) - Otchłań (ciemność, śmierć), coś na tej zasadzie. Oba "wymiary" istniały od zawsze.

 

Cytat

"Wznosząc się tam, gdzie nie sięga światło gwiazd, Night Shadow."

 

Stąd, czy podszepty pochodziły od otchłani, czy od nieumarłego króla? Moim zdaniem on nie stworzył tejże otchłani, on ją tylko otworzył. Wierzę, że ostatnim razem proces nie został przeprowadzony do końca i że pozostał jeszcze jeden rytuał. To jest ta "robota", którą Night Shadow, jako córa Alikorngard, ma dokończyć.

 

Night Shadow oczywiście jest dużo, dużo silniejsza, niż Manetenebras. Nasz znajomy najpewniej ostatecznie nigdy nie wykończył Plague Brodatego, ale Night Shadow, w ramach jednej z wizji, porwała się na ten ruch. Poza tym, uciekł poprzez śmierć. Night Shadow, acz przy bezcennym wsparciu kompanów, zdołała ujść z życiem. To o czymś świadczy ;)

 

 

Każda wizyta w Alikorngard jest spersonalizowana:

Spoiler

Zastanawiam się też, jak daleko sięgają iluzje, których doświadczają bohaterowie. To znaczy, mamy opisaną jedną pułapkę z platformami, ale ciekawi mnie, czy iluzje nie obejmują swoim działaniem większości, a może i całości miasta. W takim układzie, na powierzchni mielibyśmy realny-iluzoryczny byt, którego działania nie da się przewidzieć, ani opisać logicznie, mało tego, wokół hasają sobie nieumarli. W głębinach kryje się otchłań – źródło całego zła. Gdzieś pomiędzy jest nieumarły król wraz ze swoją świtą, zamknięty w limbo – ale chyba jedynym w miarę realnym miejscu w porównaniu z otchłanią, czy iluzjami. No i to właśnie stąd podchodzę z dystansem do wszystkiego, na co natrafia Night Shadow, wliczając w to ciało Manetenebrasa, w nawiązaniu do mojej pierwszej myśli, kto to mógł być. Ale zaraz, skąd się to wzięło, zapytacie?

 

Moją uwagę zwróciła mała rozbieżność w tym, jak miasto opisuje Bastard Spell (ze swojej poprzedniej podróży), a jak je widzimy oczami Night Shadow. Spell wspomina – o ile dobrze pamiętam – o świątyniach, witrażach itd. ale Night z kolei zauważa, że w mieście nie ma świątyń, jakby Harmonia zapomniała o tym miejscu. Jasne – nie zwiedziła całego miasta, pewnie nie szła tą samą drogą, co Bastard Spell poprzednim razem, niemniej to, co widzi, sugeruje zwalczanie Harmonii, na rzecz "wzniesienia się". Stąd, nie wydaje mi się prawdopodobne, by w okresie na długo przed oblężeniem w Alikorngard znajdowały się świątynie.

 

Myślałem o tym i zacząłem sobie teoretyzować, że iluzje działają szerzej i z większymi efektami, stąd każda wizyta w Alikorngard może być... spersonalizowana? Bastard Spell nie kryje swojego powątpiewania w istnienie Harmonii, stąd ostatnim razem iluzje ukazywały mu świątynie, witraże, bogactwa, wszystko na chwałę Harmonii. Night Shadow poszukuje prawdy, jest ciekawa, ale i ma wielkie plany. Stąd iluzje nie bawią się w świątynie, ale ukazują znajomy arras, kuce nadziane na pal, zniszczenia, nawet ta porzucona lalka, ma niebieską suknię (jak bodajże Night Shadow w prologu, chociaż tamta kreacja była chyba srebrno-niebieska, ale wciąż) i patrzy z nienawiścią, zupełnie jak najpewniej czuła się Nighty ze świadomością, że już za nią postanowiono, całe jej życie zostało zaplanowane i kropka, nikt się o jej zdanie nie pyta, nie może sama o sobie zdecydować. Pomijając smaczek, że to nienawistne czy mściwe spojrzenie bierze się raczej stąd, że ta "istota" rozpoznała w Night Shadow daleką wnuczkę pewnego kogoś i nie szczędzi wyrzutów, że jeszcze ma czelność znowu przyłazić do Alikorngard.

 

Ale po co te iluzje? Cóż, może po to, by złamać odwiedzających... a tych, którzy są oczekiwani, doprowadzić do czekającego na okazję króla i po drodze tak ich przekabacić, by zechcieli się poddać. Moim zdaniem, Night Shadow wcale nie była nękana od momentu przekroczenia bramy i w ramach kolejnych wizji, ale od samego początku, jak tylko znalazła się w Alikorngard. Cały czas coś jej przypomina, coś nawiązuje do tego, co przeszła i do tego, co sobie myśli, podpowiadając, że ma coś do zrobienia.

 

 

Przyszłość Night Shadow:

Spoiler

W sumie, jeszcze jeden ciekawy smaczek. Skąd ta myśl, że Manetenbras był słabszy, niż Night Shadow? Moją uwagę zwrócił jego tekst o tym, że całe życie robił to, co mu kazano. Night Shadow taka nie jest. Jestem też ciekaw, czy otchłań posiada zdolność zaglądania w przyszłość tego, kto odwiedza Alikorngard. Manetenebras mówi, by Night Shadow zaakceptowała przeszłość (zapewne również po to, by o nic się nie obwiniać i nie czuć się zobowiązaną wobec kogokolwiek), ale i przyszłość. Mamy pewne spojrzenie w to, co może nastąpić, w postaci protagonistki obejmującej tron, której kłania się cały ród. Spodziewam się, że to nastąpi, ale zostanie okupione niezliczonymi ofiarami, zniszczeniami, może i wbrew woli samej Night Shadow. Skoro sama widzi, jakie te wojny są bezsensowne i tak dalej...

 

Cytat

"Zobaczyła siebie, dorosłą, wysoką i silną, zasiadającą na tronie Mooncastle. Jej rodzina gięła się pokłonach, podobnie jak cały dwór."

 

No i mamy zarazem podpowiedź, jak udało się przeżyć Łowcom poprzednią wizytę w mieście, chociaż w ilości tylko trzech sztuk. Night Shadow była oczekiwana, mieli oni ją doprowadzić do Inevectusa. Otchłań wiedziała, że to się stanie. Pytanie, jakie przeznaczenie mają przed sobą ocaleli z rozdziału siódmego? Co widzieli w swoich koszmarach?

 

W sumie, takie spoglądanie w czyjeś wspomnienia, w poszukiwaniu prawdy, oraz próby odkrycia przyszłości, to brzmi kusząco, co nie? Czy to też obszar, gdzie nie sięgają gwiazdy? Gdzie trzeba się "wznieść"?

 

W ogóle, ciekawe skąd w ten arras, w rodzinnym zamku :D Myślę, że nie tylko Bastard Spell coś wie, ale przede wszystkim Darkness Sword. Póki co, ukrywa to zarówno przez dziećmi, jak i nami, czytelnikami. Jestem zaintrygowany wątkiem Amuletu Alikorna i jaki w tym wszystkim ma plan Darkness Sword, bo myślę, że o coś mu chodzi. I nie są to tylko "normalne" wpływy polityczne.

 

 

Spoiler

Podsumowując wszystko, co sobie dopowiedziałem i nadinterpretowałem, uważam, że w przeszłości wyglądało to tak:

  • Harmonia istnieje, oczywiście, że tak. Tak samo jak Otchłań.
  • Z gwiazd spływają pierwsze alikorny, które pozostawiają po sobie potomstwo – Pierwsze Pokolenie.
  • Pierwsze Pokolenie zrównało z ziemią gród jednorożców i wycięło w pień wszystkich mieszkańców, gdzie następnie wzniosło Alikorngard (druga era).
  • Alikorny rozpoczęły podboje, w poszukiwaniu przestrzeni życiowej, żywności, surowców, standardowe sprawy.
  • W miarę upływu czasu, wierzenia oraz pojęcie o Harmonii ulegają zniekształceniu, a alikorny osiedlają się w różnych miejscach i tam tworzą sobie ośrodki władzy. Coraz luźniej czują się związane z Alikorngard – po co siedzieć na tyłku i być zarządzanym, skoro można samemu zbudować ośrodek władzy, założyć ród i rządzić innymi?
  • Pojawiają się konflikty interesów, a ostatni znany król Alikorngard traci popularność, co potęgują represje na poddanych, odrzucenie Harmonii i plan "wzniesienia się" ponad Harmonię.
  • Z Alikorngard wybywają kolejne kuce, w tym Manetenebras. Przeczuwając, co jest grane, podejmuje próbę powstrzymania króla, ale sam jest zbyt słaby. To dzięki jego zdradzieckiej (względem króla) działalności, żadne oddziały nie przybywają na odsiecz, a jednorożce Unicornii mają idealne warunki do oblężenia.
  • Plague Brodaty nie był do końca szczery i wykorzystał sytuację, by zarazą uśmiercić wszystkich pozostałych przy życiu mieszkańców. Rytuał króla Inevectusa kończy się niepowodzeniem, a na miasto spada klątwa (czwarta era).
  • Manetenebras okazuje się zbyt słaby, by wziąć odwet na Brodatym, ale powraca do Alikorngard wraz z towarzyszami. Tam okazuje się zbyt słaby po raz trzeci, uciekając nieumarłemu już monarsze, uprzednio zabijając towarzyszy, by upewnić się, że jego wróg nie uzyska żywych ofiar potrzebnych do dokończenia przerwanego rytuału.
  • W wyniku różnych okoliczności, kolejne ośrodki władzy, za wyjątkiem Everfree, upadają, co jest na kopyto Celestii i Lunie, które piszą własną historię i tworzą religię, by kontrolować poddanych (piąta era).
  • Z biegiem lat powstają nowe rody, nowe ośrodki władzy, nowe królestwa itd. Jednym z rodów jest oczywiście ród Mooncastle, wywodzący się po mieczu od Manetenebrasa.

 

 

Uff... To by chyba było na tyle tych moich teorii. Przyznam, że wymyślanie tego, spisywanie uzasadnień, argumentów oraz wpisywanie całości w to, co już mamy, było dla mnie niemała frajdą :D Tym bardziej przychylam się do opinii Verlaxa, że do tej pory to najlepszy rozdział i o ile poprzeczka wisi niebotycznie wysoko, myślę, że jest możliwe napisanie kolejnego kawałka, co najmniej tak samo dobrego tekstu w ramach "Cienia Nocy".

 

Oczywiście zachęcam do lektury, jeżeli jeszcze tego nie uczyniliście, a także do dyskusji oraz snucia teorii :)

 

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zacznę od tego, że pragnę podziękować @Hoffman i @Verlax za Wasze komentarze. Powiem Wam, że Wasze teorie mają sens i odkryły część prawdy, ale jednocześnie okazały się zupełnie niecelne w wielu innych miejscach. Cóż, pewne wątki będą dalej kontynuowane, więc może ktoś rozwiąże zagadkę, kiedy otrzyma po prostu więcej danych :D. Najciekawsze dla mnie, jako autorki, było poznawanie myśli czytelników, zarówno tu, jak i podczas czytania na Bronies Corner. Bo rzeczy, które wydawały mi się aż zbyt jawnie wyeksponowane... nie zostały odnalezione. Nie mówiąc o ich interpretacji. To interesująca informacja zwrotna, choć jeszcze nie wiem co z nią zrobię. Bo wiecie, czasami kusi mnie by kiedyś wyjaśnić całe lore, opowiedzieć wprost historię, ale... mam wrażenie, że to by ją zepsuło. Nie wiem ile ujawniać w rozmowach z czytelnikami, w postach na forum, w samym fanfiku oraz w jego spin offach. W sumie chętnie bym się dowiedziała jak Wy się na to zapatrujecie.  I tak pewnie koniec końców zrobię, co zechcę, ale... Sama nie wiem.

 

Tak samo jak nie wiedziałam, czy podejmuję dobre decyzje, pisząc ten rozdział. Dawno nie byłam aż tak niepewna tego, co robię, mimo że to czułam.

 

@Verlax

Spoiler

Masz rację odnośnie imienia nieumarłego króla. Ale z robienia  z niego postaci romantycznej, to szczerze mówiąc prychłam hardo. Ale masz rację, te opisy i słowa Manetenerbasa nie są przypadkowe. Po prostu sytuacja była... nieco bardziej skomplikowana.

 

O samym Alikorngard mało kto pamięta z różnych powodów. Ale najważniejszy jest taki, że to było bardzo dawno temu. Kolejnym jest samo położenie miasta - w kotlinie otoczonej wysokimi górami, przez które ciężko przelecieć - z powodu silnych wiatrów i prądów powietrza. Na terenach niezamieszkałych i omijanych przez kucyki. Myślę, też, że mogę bezpiecznie zdradzić, że od czasu Upadku działo się wiele rzeczy i dlatego cywilizacja wygląda jak wygląda. Z pismami jest za to kolejny problem - język, który znają nieliczni, o ile ktokolwiek.

 

Jeśli chodzi o podszepty... Zauważ w jakim one są języku. I w jakim języku mówi Magnus. A przede wszystkim to, że on założył, że Night Shadow zna swoją mowę ojczystą.

 

 

@Hoffman

Spoiler

"Wiemy co finalnie stało się w mieście i co zabiło jego mieszkańców. Zresztą, inskrypcja chyba wspomina coś o pokłonach, ciałach i krwi... tylko że ja nie znam kompletnie łaciny, a tłumaczenie po internetach, że tak to ujmę, rozmywa szyk i sens, aż niekiedy jest to dla mnie nawet mniej czytelne niż engrishowska lokalizacja "Megamana X6", więc... taa, domyślam się xD"

Tak, tłumaczenie łaciny to horror. Szczególnie, że nikt mi jej nie korektorował (no no kto :rainderp:?), a ja nie jestem mistrzynią gramatyki łacińskiej. Prawda jest taka, że wiele współczesnej twórczości po łacinie, to niegramatyczny bełkot - choćby ta wykorzystywana w grach od Fromsoftware. Powiedziałabym, że łacina jest bardzo symbolicznym i wieloznacznym językiem, trudnym do interpretacji. Szczególnie, że łatwo ją przeinaczyć i zatracić sens.

 

"Ale czy to znaczy, że dusze tychże poddanych utknęły we własnych koszmarach? "

Myślę, że zostanie przywiązanym do własnego, martwego ciała, nad którym się nie ma kontroli, to rodzaj koszmaru.

 

"Manetenebras najwyraźniej ogarnia magię i iluzję, skoro instruuje Night Shadow jak pokonać pułapkę (opartą na krysztale, ale i generującą iluzję)."

A tu pozwolę się zacytować: 

– Nie. Urodziłem się za późno, by znać jego nazwę. Pierwsze Pokolenie chciało, by została pogrzebana na zawsze. Nie wiem też wiele o gwiazdach ani o otchłani. Nie byłem potężnym magiem ani uczonym. Przez całe lata robiłem to, co mi kazano, ale potem wiele się zmieniło. Złe rzeczy zaczęły się dziać w Alikorngard wiele lat przed upadkiem i nie mogłem przyglądać się temu bezczynnie.

 

Dnia 17.04.2021 o 07:46, Hoffman napisał:

OK, na wstępie, może moje tumaństwo postępuje, ale czy mówimy o trzech wizjach, w sensie: spadanie Night Shadow w tajemniczym miejscu pełnym gwiazd, kosmicznego pyłu i pasm błyskawic, potem wizyta w płonącym mieście, a ostatecznie konfrontacja z królem – jednorożcem? Czy wizyta i konfrontacja liczą się jako jedna, druga wizja, a spotkanie z Manetenebrasem jako trzecia?

 

1. "Gwiazdy". 2. Płonące miasto. 3. Otchłań.

 

Dnia 17.04.2021 o 07:46, Hoffman napisał:

OK, konfrontacja ze starszym jednorożcem, królem i od razu kolejna, śmiała teoria. Czyje to może być wspomnienie i kim mógłby być ów król? Get this – wspomnienie pochodzi od Manetenebrasa, zaś owym królem jest nie kto inny niż Plague Brodaty. Jak to możliwe, zapytacie? Rozwijając moje poprzednie domysły, o tym, na czym miałaby polegać zdrada Manetenebrasa, wyobrażam sobie, że być może nasz nowy znajomy chciał tylko powstrzymać króla Inevectusa, a niekoniecznie zależało mu na zagładzie miasta i nawet, jeżeli było to nieuniknione, może liczył na to, że kogoś uda się uratować i nic nie wiedział o zarazie, którą stworzył Plague, a z którym nawiązał "przeklęty sojusz", gdy nikt z alikornów spoza miasta nie miał ochoty walczyć i ginąć, obojętnie, czy za króla, czy za poddanych. W odwecie, przy wsparciu alikornich sojuszników, Manetenebras postanowił się królowi odpłacić, co ponownie przeżywa Night Shadow. Zaś król mówi:

 

Powiem, że to nie jest wspomnienie Manetenebrasa. Manetenebras wie, bo trafił tam w taki sam sposób jak NS - on i jego drużyna wpadli w pułapkę. Zaś sam król jednorożców dalej jest częścią płonącego miasta, a nie osobną wizją. Ogółem o płonącym mieście planuję dość sporo napisać w jednym ze spin offów. Nawet nie wiem, czy na konkurs Dolara nie napisać m.in. spin offu o historii starożytnych alikornów. Albo czegoś o Celestii i Lunie.

 

Dnia 17.04.2021 o 07:46, Hoffman napisał:

Warto pamiętać, że poza żywymi ofiarami do rytuału, poza nekromantą, on potrzebuje Night Shadow, potrzebuje kogoś, kto pochodzi z Alikorngard, nawet, jeżeli to czyjaś bardzo daleka potomkini. Znaczy, wnuczka. Chyba źle się wyrażałem, ale cały czas miałem na myśli wzór: n x pra + wnuczkę, gdzie "n" oznacza ilość pokoleń, które upłynęły do obecnego momentu w fabule od upadku Alikorngard.

 

W zasadzie to on potrzebował nie tyle Night Shadow, co kuca nadającego się na wystarczająco silnego nekromantę. 

 

Dnia 17.04.2021 o 07:46, Hoffman napisał:

W każdym razie, nawet gdyby Nighty nie wymieniła imienia Manetenebrasa, ani nie przywołała go w konfrontacji z królem, ten przecież musiał zdawać sobie sprawę, że skoro opuściła koszmar, musiała go spotkać, jako, że wymknął się otchłani oraz jemu samemu. I że zamienił z nią parę słów. To oczywiste, że będzie mówić w taki sposób, by nawet między wierszami nie zasugerować, że być może Manetenebras miał rację i że miał swoje powody. Nawet z wiedzą, ile alikornów zginęło w męczarniach, po jego spotkaniu, młoda mogłaby dociekać, mając przed sobą Inevectusa, dlaczego Manetenebras zrobił to, co zrobił i ogarnąć, że stało się wielkie zło, ale po to, by powstrzymać jeszcze większe zło. Byle się nie wygadać, tym bardziej, że w owym czasie król raczej nie był zbyt popularny wśród swojej rasy. Obrzydzić Manetenebrasa, przedstawić go jako najgorszego zdrajcę, heretyka, również po to, by wzbudzić w Night Shadow poczucie, że jest coś winna Alikorngard, że powinna zadośćuczynić i zrobić tak, jak się jej mówi

 

Powiem tak - czego by Manetenebras dokładnie nie zrobił i niezależnie od tego ile wie sam Magnus - to co mówi nieumarły król, to jego perspektywa. Niezależnie od tego, czy jest szczery, czy nie. Ale jakikolwiek sprzeciw wobec jego władzy, to zdrada.

 

Odnośnie spersonalizowania Alikorngard - Bastard Spell podczas pierwszej wizyty zwiedził inną część miasta. To, co widzi Night Shadow, to mały wycinek, jedna ulica.

 

 

O reszcie się nie wypowiem. Ani twierdząco, ani przecząco. Na pewno czas przyniesie więcej odpowiedzi. I pewnie jeszcze więcej niedopowiedzeń.

 

 

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam^^

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem przyjemność pomagać Cahan przy tym rozdziale. I och, co to była za przyjemność.

 

Zacznijmy od tego, że ten rozdział to istna kula śniegowa jeżeli chodzi o napięcie i klimat. Strona po stronie klimat robi się coraz cięższy i mroczniejszy, a także niepokojący. Sam opis miasta nietkniętego przez ząb czasu, wspaniałego i zapierającego dech w piersiach mocno kontrastuje z koszmarem jaki czai się w środku. Co bardzo mi się podoba, nieumarli mieszkańcy to nie zwyczajne potwory, które w innej historii mogłyby pewnie posłużyć jedynie za mięso armatnie. Ot, zwykłych przeciwników w scenie akcji. Tutaj są ponurą i przerażającą siłą, z którą nie da się tak łatwo walczyć. Nasi bohaterowi żyją tylko dlatego, że miasto skrywa jakąś mroczną tajemnicę. Mieszkańcy snują się jak duchy i faktycznie stanowią świadectwo jakiejś zapomnianej tragedii. Cahan świetnie buduje atmosferę grozy. Nie ma scen walki, a jedynie powolna eksploracja z setkami nieumarłych potworów dyszących Night Shadow i pozostałym Łowcom w kark. Ciągle wiszące w powietrzu zagrożenie. Niepewność.

 

Jeżeli chodzi o wizje i koszmary, to czułem się zupełnie jak Night Shadow. Zagubiony i zaniepokojony. Jest krwawo i mrocznie, co tylko pomaga w budowaniu klimatu zagubienia i zaszczucia. Do tego dochodzą bardziej... abstrakcyjne przeżycia młodej księżniczki. One wprowadzają grozę w stylu Lovecrafta, czyli strach przed czymś nieznanym i niezrozumiałym. Jasne jest, że to co czai się w trzewiach Alicorngard, jest czymś naprawdę złym. W tym przekonaniu utwierdza spotkanie Night z uwięzioną duszą dawno zmarłego alicorna. To diametralnie podnosi stawkę, bo nagle okazuje się, że coś (w stronę czego podróżnicy zmierzają) ma władzę nad duszami. I to jest przerażające na swój własny sposób.

 

No i wielka finałowa walka. Potężna scena akcji, poprzedzona wprowadzeniem jednego z lepszych złoczyńców w fanfikach. O nieumarłym królu powiem tyle: jestem przekonany, że jego uwolnienie byłoby dla świata przedstawionego najczarniejszym scenariuszem. Stwarza tak duże zagrożenie. Sama walka z nim jest dynamiczna i przepełniona akcją. Do tego stopnia, że sam się w niej trochę pogubiłem xd

 

Rozdział ma ponad 60 stron, ale czyta się go bardzo szybko dzięki świetnemu budowaniu napięcia. Zwyczajnie człowiek chce zobaczyć co będzie dalej.

Podsumowując: kawał mrocznego i soczystego rozdziału, bogatego w gęsty klimat. Wincy!

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...