Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
SPIDIvonMARDER

Na Ostrzu Iluzji - Antologia filozoficznych opowiadań lunarnych [Oneshot][Antologia]

Recommended Posts


Tak samo stąd ten wstęp o stosach trupów itd (swoją drogą, tak! To było nawiązanie do Martiniego i poreta, ale obraził się Dolar i Verlax. To bardzo wymowne, w sumie całkiem zabawne).

 

W sumie już pisałem, że mnie to akurat osobiście nie dotknęło, jednak chyba muszę to powtórzyć, tak na wszelki wypadek - mnie osobiście to nie obraziło. Napisałabym wielkimi literami i pogrubił, żeby na pewno dotarło, ale zepsułbym tym samym estetykę zdania. Musze liczyć, że to wystarczy.

 

Tymczasem zobaczymy co napisali Magnat, Flutterpony i Malvagio...

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie musisz Cahan wierzyć w cokolwiek. Faktów jednak nie zmienisz. Ja naprawdę tyle napisałem (np. antologię opowiadań do Thiefa, to było chyba 16 tekstów). Niejedne wakacje zamiast pod blokiem, to spędziłem przed klawiaturą. Kucyki to nie jedyny fandom, w którym się udzielam.

 

Błąd z Omegą wiem, że tam jest, postanowiłem poprawić go w wolnej chwili. Lecz jeśli ja zrobię błąd, to jest to tragedia i bicie w dzwony, więc w sumie niczym mnie nie zaskoczyłaś.

 

Jeśli moje inne prace tak Ci się podobają, to szkoda, że w ich temetach nie recenzji. Bo teraz jedyna recenzja, którą mi dałaś, to ta negatywna najgorszego wg Ciebie tekstu. To śmierdzi pewnym hejtem.

 

Zresztą już Twoja wypowiedź na facebooku (i Ylthin) wiele o Was mówią. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czytałam tylko Alikorna. I nie skomentowałam z jednego powodu - nie miałam wówczas na to czasu, a potem pamięć się zatarła, a mi się nie chciało. Musiałabym przeczytać jeszcze raz, a tak szczerze, to mi się nie chce.

 

 

Błąd prawem człowieka. Ale gdybyś nie zrobił tego w PDFie "bo to przecież jak książka, tylko w Google docs, to by już tego nie było. I nie byłabym taka poirytowana, gdyby nie otoczka, w jaką Antologię wpakowałeś. Bo to spory przerost formy nad treścią. Twierdzisz, że to książka? Dobrze, ocenię jak książkę, a nie fanfika. Nie wydaje się niedokończonych i niedopieszczonych książek.

 

I jeszcze co do "Zmory" - kobieta/dziewczyna użyte przez narratora jako określenie na klacze to duży błąd. Poulsen już wyjaśnił zawiłości języka angielskiego, nie będę się powtarzać.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytałem całość i Tak też to ocenie, jak całość.

 

Zacznę od pomysłu antologii w tym temacie. Podoba mi się on, nawet bardzo. Luna, pani snów, która jednocześnie ma wątpliwości co do realnego świata. Jeszcze tego nie widziałem, ale ten krótki opis wystarczył żebym zaczął z zapartym tchem czytać.

 

Dalej, kolejne opowiadania. Tu niestety nie udało się utrzymać równego poziomu. Są lepsze i gorsze, choć żadne nie podpada pod kategorię tragedia, żenada czy podobne. Co prawda nie ma też żadnego, które wgniotło mnie w fotel, ale oceniając jako całość, to efekt dobry. Nie wybitny, ale dobry.

 

Strona techniczna. Tu niestety dość kulawo. O ile literówki jeszcze moim zdaniem idzie przeboleć (choć nie w tytule) to formatowanie kuje w oczy. Niestety nad tym można by popracować przed pierwszą publikacją.

 

Dalej, Hype. Przed każdym tekstem pojawia się krótka informacja o twórcach, niestety niekiedy są strasznie przesadzone i sprawiają, że czytelnik spodziewa się góry czekolady, a dostaje jedną kostkę. Osobiście wywaliłbym wszystkie te teksty, albo ograniczył je do jednego zdania, które nie narobi smaku.

 

Okładka bardzo dobra, nawet mimo, że tekst z niej wyłazi. 

 

Podsumowując, pomysł dobry, a tekst wymaga tylko kilku poprawek i będzie gitara. Całość zrobiła raczej pozytywne wrażenie, choć wiadomo czego nie urywa.

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Blizny Wspomnień" przeczytane.

 

No! Jest o wiele przyjemniej. Podpisuję się pod słowami Albericha - jak na debiut (publikacyjny) wypadło bardzo dobrze. Nie jest co prawda idealnie, potknięcia występują, ale przeważają dobre strony.

 

Beware the spoilers!

 

Zacznijmy może od tego, co przyciągnęło moją uwagę najmocniej - tło wojenne. Nie ukrywam, że lubię tego typu opowiadania, a tutaj na dokładkę jeszcze wyjątkowo odpowiadał mi okres - skojarzenia z wojną secesyjną i burską nasunęły się niemal natychmiast. Opisy uzbrojenia były dobre i podane w taki sposób, że nawet osoba, która w temacie jest zupełnym laikiem zorientuje się o co chodzi. Zresztą opisy ogólnie uznałbym za jedną z najmocniejszych części tego opowiadania - czytało się je z prawdziwą przyjemnością. Historia głównego bohatera, który przybywa zza morza na pomoc Celestii jest interesująca, a jego specyficzny charakter sprawia, iż poznawanie jego kolejnych perypetii jest zwyczajnie ciekawe.

 

Podobała mi się scena w Everfree - nie była przesłodzona, uprzejma i ckliwa. Ot, spotkanie przemytnika, nielegalny handelek okraszony stosowną dawką nieuprzejmości, wynikającej ze wspólnej historii ich krain i wulgarne słownictwo - wszystko to sprawia, iż całość jest taka brzydko prawdziwa, zupełnie odstająca od obrazu cukierkowej Equestrii.

 

Scena z uleczeniem Luny również powinna być zaliczona na plus - po raz kolejny zgadzam się z Alberichem, że motyw zwycięstwa przez okropieństwa jest po prostu dobry. Gdyby Nexus zaczął nawijać o honorze, przyjaźni i miłości byłaby to tragedia, a tak wszystko wyszło pięknie.

 

Jeszcze chciałbym wrócić do charakteru głównego bohatera - jest zdecydowany, pragmatyczny, wiec czego chce i nie waha się od czasu do czasu rzucić mięsem. Innymi słowy, widać, iż nie jest to żaden mięczak, czy przesadnie ugrzeczniony doktorek, lecz twardy zawodowiec, a jego, ujawniana w retrospekcjach, wojskowa przeszłość tylko kładzie solidny fundament pod takie zachowanie i je urealnia.

 

Przejdźmy teraz do wspomnianych na początku potknięć:

 

- Dialogi - w porównaniu z opisami wypadają słabo, Miejscami są strasznie drętwe i naiwne, co skutecznie psuje przyjemność płynącą z lektury. O ile przy opisach wszystko było dobrze, to nad nimi musisz popracować, gdyż nie wypadają naturalnie. Zdecydowanie do poprawy.

 

- Stylistyka - czasami zdarzał się zachwiany szyk, w zdaniach, co było dosyć irytujące, jednak były to raczej wyjątki niż reguła. Pojawiały się również niefortunnie skonstruowane zdania, choćby:

 

Pewnego dnia pojechała za swoim wybranym do Equestrii gdzie, pomimo jego śmierci, pozostała do końca.

O wiele lepiej brzmiałoby napisanie czegoś w stylu "pozostawała nadal" lub czegoś w tym guście. Użycie słów "pozostała do końca", sugeruje, że jej pobyt już się zakończył i to raczej ostatecznie, co stoi w sprzeczności z tym, że przekazała swojemu "bratu" prezencik. Jestem przekonany, iż to zniknie, gdy będziesz pisał więcej - kwestia wprawy.

 

- Sceny z Twilight - zupełnie niepotrzebne. Wprowadzenie jej do opowiadania i zdecydowanie zbyt szybko zakwitające uczucie pomiędzy nią a głównym bohaterem było nieprzyjemnym zgrzytem na tekście. Na szczęście motyw nie był rozwinięty, ponieważ inaczej mielibyśmy tutaj typowy przykład "shippingu jednego gestu", co nie jest mile widziane w opowiadaniach. Powiedziałbym, że wprowadzenie na jej miejsce dowolnego OC byłoby o wiele sensowniejsze. Na przykład jakiegoś godnego zaufania gwardzisty, który byłby wprowadzony w całą sytuację i w razie czego mógłby służyć wsparciem. Nie pojawiłby się motyw shippingowy co korzystnie wpłynęłoby na tekst.

 

- Nadużywanie wielkich liter - całkowicie rozumiem, iż w zwrotach tyczących się Królewskich Sióstr używa się wielkich liter - to całkiem zrozumiałe. Jednak pisanie z wielkiej każdego "Pan", "Sierżant" czy "Doktor" (choć tu najmniej), jest zdecydowaną przesadą i nieco męczy podczas lektury. Ograniczyłbym ich użycie.

 

Natknąłem się tam na dwie mocne, brutalne sceny, jednak zważywszy na ilość tekstu i to, że są praktycznie tłem, stwierdzam, iż niecelowe jest przenoszenie Antologii do MLN. Niech zostanie tu gdzie jest.

 

Podsumowując - ze względu na fakt debiutu powiem, iż to bardzo dobre opowiadanie (normalnie dałbym dobre), jednak odrobina poprawek na pewno by mu nie zaszkodziła. Póki co najlepsze opowiadanie Antologii.

 

Kolejne komentarze wkrótce.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie o to mi chodziło - przerost formy nad treścią. Obiecujecie złote góry, a dajecie zwykłe fanfiki, które są średnie.

Nie czepiałabym się tak, gdybyście napisali: "Mieliśmy pomysł na antologię na taki temat i napisaliśmy to dla zabawy." A oferujecie niedokończony tekst z opisem "To jest genialne i cudowne".

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Muszę podziękować za dobre słowa o moim opowiadanku. Nie będę ukrywał przy pierwszym razie spodziewałem się krytyki z jaką spotkałem się w innych gronach literackich i gdyby nie Spidi pewnie tego bym w ogóle nie opublikował. Z czystej niepewności.

 

Tylko tak dla sprostowania bo zauważyłem, że niektórym fragmenty z Twilight oraz w Everfree nie spodobały się (albo zostały po prostu źle odebrane).

 

Zacznijmy może od tego drugiego. Mamy tutaj spotkanie dwóch wrogich ras, które kilka lat temu skończyły ze sobą ostatnią wojnę. Dziwnym byłoby gdyby rozmawiali ze sobą bez negatywnych emocji patrząc na "słodycz" krainy, którą próbowałem trochę zbić. Tu też jeszcze jedna sprawa: tak w moim (jeśli mogę tak powiedzieć) świecie poza Equestrią jest jeszcze wiele innych wysp, kontynentów zamieszkanych przez zupełnie inne rasy i wszystko nie zamyka się na tym jednym terenie. A poza krainą kucy nie jest już tak wesoło i kolorowo.

 

No i Twilight... Uznałem, że wstawienie jej doda lekkiego smaczku do opowiadania, a wyszło jak wyszło. Jest to raczej stwierdzenie, jak przepada ona za nauką oraz, miejscami, za uczonymi. Żaden wątek miłosny, nic wielkiego. Do tego (co jak zauważyłem nikt nie dostrzegł) poza sceną w bibliotece Nexus stara się trzymać od niej z daleka. Stroni od kontaktu z innymi poza tym gronem, które musi na co dzień widywać. (skutek wojny)

 

Co do błędów wiem, że jest ich sporo jednak obiecuję poprawę. Szczerze czekałem na komentarz co do "Blizn" decydując się na to czy warto kontynuować temat, czy nie. Z tego co widzę chyba można wykonać kolejny krok.

 

Jeszcze raz dziękuję za komplementy ale mogę mieć jedną prośbę? Możemy się mniej kłócić o błędy? Rozumiem, że miejscami to ważne i tak dalej ale przesada prowadzi to szaleństwa. Moje poprzednie "grono" literackie jakiego byłem członkiem do końca minionych wakacji rozpadło się właśnie przez to, że ludzie zwyczajnie zaczęli już przesadzać. Wiem, sam nie jestem za tym co w kilku miejscach napisał Spidi (wybacz, lecz dla mnie to trochę przesłodzone) jednak wrzucanie na siebie, czy, nazwijmy to po ludzku, obrażanie się na siebie, obrzucanie się nawzajem mięsem nic nie da. Bardzo nie podobały mi się komentarze niektórych przedmówców, ubolewam oraz wspieram na duchu pokrzywdzonych. Ten fandom ma służyć zawiązywaniu przyjaźni, a nie mordowaniu się wzajemnie. Możemy być jak jedna, wielka rodzina i się wspierać wzajemnie? Ale też nie patologiczna wyprzedzając pytania. Mówmy co jest źle (za to dziękuję co do mojego tekstu) ale nie gryźmy się, dobrze?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na starcie zaznaczę, że początkowo nie miałem najmniejszego zamiaru tego czytać. Powód był jeden: PDF. Nie, żebym miał coś do tego sposobu publikacji, ale fanfiki zwykłem czytać na telefonie, a nie lubi on współpracować z wyżej wymienionym dziadostwem (to dla mnie trafne określenie PDF).

Ale ostatecznie wylała się pokaźna fala hejtu, więc postanowiłem sprawdzić, o co ten raban.

Zdążyłem przeczytać trzy pierwsze opowiadania.

 

 

Achtung Spoiler!

 

Po primo - "Zmora". A raczej "Żmora", gdyż takie "przekreślone" zet zwykłem czytać jako żet :P Zanim zapomnę... Liczba dziewięćdziesięciu opowiadań rzeczywiście wydaje się nierealnie duża, jednak... Jak tak spojrzałem na siebie, to w zasadzie gdybym policzył wszystkie swoje (czyli włącznie z tym pisanymi od wieku lat sześciu (serio, wtedy napisałem swoje pierwsze "opowiadanie". Miało może z osiem stron, pisanych czcionką "dziecięcą", masę błędów (aczkolwiek nie ortograficznych) i zupełne zero opisów, ale... było!), kończąc na tych najświeższych), to wyszła by naprawdę pokaźna sumka. Na pewno o połowę mniejsza od tej Spidiego, ale wciąż taka, która powoduje w pierwszej chwili niedowierzanie.

Dobra, wracamy do treści. Co do "kobiety", to rzuciliście się jak Piłsudski na komucha :P Mi osobiście to określenie również nie przypasowało i sam zdecydowanie bym go nie użył, to nie mam zamiaru za nie ganić autora. Przeboleć przeboleję, ale jak już szukamy synonimów, to z dwojga złego lepsze "dziewczyny" (girls) czy "chłopaki" (guys).

 

Dalej, ogólny początek opowiadania lekko mnie odrzucił, jednak tylko i wyłącznie z powodów prywatnych - mój gust nie polubił się z ciężarną Sweetie Belle. Następnie... nie mam już wiele do dodania. Serio. Po prostu czytałem, bo czytałem. Nie porwało mnie, nie nasunęło mi też żadnych przemyśleń itepe. Ciekawie przedstawiona Luna, wydaje się być zupełnie stuknięta szalona, ale jej "filozoficzna gadka" do mnie nie trafiła. Może dlatego, że nie przepadam za "filozoficznymi gadkami" :P Co jest trochę śmieszne, bo kiedyś dawno miałem ksywkę "Fizolof" (pisownia zamierzona, gdyż osoba, która ją wymyśliła nie potrafiła poprawnie wypowiedzieć "filozof" :lol: ).

 

Podsumowując, "Zmora" nie porywa, jednak nie mam jej do zarzucenia żadnych poważniejszych "żali" - po prostu nie trafia w mój gust, co nie znaczy, że jest słaba. Dodam też, że na mniejsze błędy (interpunkcja i takie tam, bo za karygodne ortograficzne urywałbym głowy) nie zwracam uwagi, jeśli tekst jest ciekawy.

Ocena: 5/10

 

Drugi tekst:

Sam opis autora wywołał u mnie tylko ironiczny uśmiech w stylu "Srsly...?". Zwyczajnie zabrzmiało to dla mnie nieco śmiesznie, może nie zdołałem wczuć się w klimat? :dunno: To opowiadanie ma już zdecydowanie lepszy początek, wczułem się w czytanie, nie mam nic do zarzucenia. Reszta już tylko utrzymała poziom. O dziwo ciężko jest mi coś więcej tu powiedzieć, ale skoro nic nie przychodzi mi do głowy, to nie będę lał wody.

Tekst jest dobry, w moim mniemaniu lepszy niż "Zmora". Czytało mi się przyjemniej.

Ocena: 6/10

 

Dritte, czyli "Blizny..." Magnata.

Ostrzeżenie o brutalnych scenach dało mi nadzieję, że może coś mnie w końcu wciągnie. Na pewno zaciekawiło mnie, gdy w tekście pojawił się wojskowy. Niestety, początkowy zapał szybko minął. Rzekłbym, że nawet się nudziłem. Następnie znów nabrałem nadziei, gdy nasz bohater dostał rewolwer, jednak uleciała ona równie szybko, co się pojawiła (Niestety, Foley, nie tym razem...) - czasy owej "militarystyki", która występuje w tekście należą do tych, które uważam za średnio ciekawe :P Chwilę później zostałem ponownie zaskoczony przeskokiem do sceny batalistycznej i zaciekawienie od razu odżyło. Tutaj przyznaję, że wyszła ona na plus i zdecydowanie ją aprobuję. Później... cóż, było nieźle :)

Podsumowując, sceny bardziej "wojskowe" przypadły mi do gustu, reszta była po prostu... hm... w porządku, aczkolwiek nierówna (np. sceny z Twilight w moim mniemaniu na minus). Do tego całkiem niezłe zakończenie

Ocena: 7/10

 

Na przeczytanie następnych tekstów nie wystarczyło mi czasu, wińcie za to publikację w PDF :P

 

Takie ogólne spojrzenie na całość (do tej pory) - jest nieźle, aczkolwiek nie powala.

Edited by Foley
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozsiadam się wygodniej na łóżku i odkładam na moment pomarańczkę.

"A więc", myślę, "ktoś mnie wo... uch... umm... tak."

Po chwili milczenia wracam do skubania kwaśnych cząstek soczystego owocu, myśląc: "To ja może pójdę i coś napiszę...".

OK. Zacznijmy od tego, że przepraszam za zbyt ostry ton swojego komentarza na Facebooku. Nazywanie prężnych fandomów lokalnych skupiskiem zmutowanych, namnażających się intensywnie komórek nie było w dobrym guście, a przekręcanie nicku Malvagio to raczej szczeniacki gest, przyznam. Co nie zmienia faktu, że ilekroć ktoś nazywa Mala "mistrzem" i zaprasza go na prelekcje Tribronies, zaczynam przewracać nie tylko oczami. Kwestia gustu, najwyraźniej.

Ale, ale, ale. Nie ukrywam - pisałam to wszystko pod wpływem tak zwanego "herrszlagu", znanego w mowie powszechnej pod dużo mniej zaszczytnym i cenzuralnym mianem. Rzeczony herrszlag trafił mnie po tym, gdy przeczytałam górnolotną wypowiedź Spidiego na temat twórczości fandomu.

Brawo, Spidi, podniosłeś mi wtedy ciśnienie do podręcznikowej normy - z 90/60 na 120/80. Bo owszem, do twórczości fandomowej wbiłam się hehe-komedyjkami i takie też komedyjki dominują w moim portfolio, ale (jak zauważył Verlax, przyprawiajac mnie o iście buraczany rumieniec) nie oznacza to, że komedie mojego autorstwa nie zawierają głębszych, filozoficzno-społecznych refleksji. "A gdybym..." poruszało kwestie moralności, działania w imię ideałów czy natury zła i konieczności poświęceń dla wyższych wartości. W nieukończonej "Beczce Cydru" (Dolar mi świadkiem) wprowadzam wątek odmiennych wyznań (lunaryci/solaryci), prześladowań religijnych, stereotypów i uprzedzeń - pomińmy milczeniem fakt, że robię to wyłącznie dla żartów o "metalach-satanistach". Kilka innych moich fików (które mam w planach, choć nie wiem, czy te plany zrealizuję) obraca się wokół wątków: śmierci, samobójstwa, depresji, poświęceń, biurokracji, szaleństwa, utraty bliskich, wykluczenia ze społeczeństwa, nienawiści na różnym tle, hipokryzji, pamięci i tożsamości, przekleństwa/błogosławieństwa nieśmiertelności, tęsknoty, macierzyństwa, miłości... A gdybym tak zaczęła grzebać, wyszłoby tego znacznie więcej. Wszystko to w opowiadaniach o charakterze głównie komediowym, osadzonych w uniwersum kolorowych kucyków.

I tu dochodzimy do sedna. Do głównego nieporozumienia.

Spidi, fiki piszą fani dla fanów. Piszą ludzie uzdolnieni (np. Dolar, Irwin, Alberich, Madzia etc.), piszą ludzie utalentowani raczej w innych dziedzinach - piszą wszyscy. I czytają wszyscy (małe uogólnienie/hiperbola, ale... rozumiecie, co mam na myśli). A większość czytelników nie szuka w opowiadaniach o pastelowych taboretach filozofii, głębokich rozważań czy mądrości życiowych - szuka lekkiej przygody, szybkiej lektury, która może - ale nie musi - poruszać parę głębszych tematów i skłaniać do zadumy. To tak, jakbyś wziął teraz np. książki Fabryki Słów i zaczął narzekać, że nie masz tam analizy dzieł Platona. Bo Fabrykę Słów - jak i fiki - czyta się dla rozrywki, mózgowego wypoczynku. Nie dla czegoś zupełnie odwrotnego.

Lubię poezję - Norwida, Leśmiana, twórczość Skamandra. Jestem w stanie napisać esej na podstawie "Mojej piosnki II", w którym rozważę ci, dlaczego podmiot liryczny tęskni nie tyle za ojczyzną, co za niewinnością, Arkadią dzieciństwa, światem bez "światło-cienia" i dalej przejść do długaśnych rozważań na temat tego, dlaczego owa Arkadia i utopijny świat z czarno-białą moralnością nie istnieją oraz jak to się ma do np. systemów totalitarnych i populistycznych ugrupowań politycznych. Jednak nie każdy poezję lubi i nie każdy będzie chciał taki esej czytać. Zwłaszcza, jeśli nagle zacznę wpychać go w kucykowe fatałaszki, co ani dobrze wygląda, ani dobrze działa - za to śmierdzi końską padliną, bo skądś musiałam ten kostium wziąć.

Antologii nie czytałam, ale opinie przedmówców nie nastrajają mnie pozytywnie.

Idę napisać "Mamę" i "Widok z mostu". Ponieważ głębia w fikach.

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja nie piszę fików dla funu i fanów. Piszę je przede wszystkiim po to, bo to dla mnie sens życia i chcę któregoś dnia móc się z tego utrzymywać.

 

 

 

Co do tej nieszczęsnej Sweetie, to widzę, że wszyscy przeczytali dogłębnie wstęp, znajdując w nim jmoją pogardę do wszystkich pisarzy i fandomu, a nie zauważyliście obrazka. Tam jest Luna i Sweetie Belle. W fanfiku - Luna i Sweetie Belle. Ot, takie nawiązanie. Dekoracja, scenografia, która ma spektakl uczynić bardziej kolorowym, czytelonym, a nie suchym wykładem.

Share this post


Link to post
Share on other sites


A większość czytelników nie szuka w opowiadaniach o pastelowych taboretach filozofii, głębokich rozważań czy mądrości życiowych - szuka lekkiej przygody, szybkiej lektury, która może - ale nie musi - poruszać parę głębszych tematów i skłaniać do zadumy.

 

Abstrahując od całej dyskusji na temat Antologii - dla mnie właśnie to jest sednem pisarstwa w ogóle. Pisarstwo ma dostarczać rozrywki. Ludzie czytają, aby się oderwać, pośmiać, powzruszać, przeżywać perypetie bohaterów i patrzeć, jak się oni zmieniają, dojrzewają, itd. itp.. Jeśli pisarstwo przy okazji niesie ze sobą głębsze myśli, wartości, przemyślenia - to absolutnie super, jestem za. Jednakże historie, które z założenia mają mieć głębię (i niewiele ponadto), zazwyczaj w moim doświadczeniu (zebranym m, in. podczas 5 lat studiów filologicznych) są boleśnie hermetyczne i nudne, do tego stopnia, że czasem nie da się ich zwyczajnie czytać. Owszem, przyznam, że jestem typowym przaśnym pożeraczem popkultury, ale przeczytałem też swoją działkę tzw. kanonu literatury i cóż... zazwyczaj kończyło się na wielkim "ZIEEEEW, nudy, idę czytać czwarty raz Trylogię Husycką Sapkowskiego" :ajawesome:

 

To tyle, już nie offtopuję.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Pragnienie Wolności" przeczytane.

 

Beware the spoilers!

 

W sumie nie wiem co do końca o tym opowiadaniu myśleć. Z jednej strony czyta się je przyjemnie, przemyślenia Luny są przedstawione interesująco, ale to co mi nie grało, to jej zatrważającą chwiejność emocjonalna. Rozumiem, że dookoła tego motywu krąży fabuła, jednak zmiany jej zachowania są nieco... przesadzone. Za szybko przechodzi z jednego stanu w drugi, co niestety wypada wyjątkowo nienaturalnie. Gdyby zostało to nieco bardziej rozciągnięte w czasie - wtedy powiedziałbym, że jest miodzio, a tak muszę ograniczyć się do "nieźle".

 

Celestia - nieco za gwałtowna. Praktycznie nie usiłuje spokojnie porozunować z siostrą, niemal natychmiast przechodzi do krzyku, wrzasku i formy nakazowej. Jasne - jest władczynią i darcie się na innych to jej niezbywalne prawo, jednak tutaj nie było czuć w jej zachowaniu majestatu. Zachowała się jakby była, uciszywszy uszy, po prostu głupia - jak stereotypowy generał z dowcipów, który uważa, że wszystko da się załatwić wrzaskiem.

 

Jak na debiut jest całkiem nieźle, jednak opowiadanie spokojnie mogłoby być znacznie lepsze. Liczę, iż takie właśnie będą kolejne, jeżeli zdecydujesz się nas nimi uraczyć.

 

Dalsze komentarze wkrótce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czekałem na tego posta.

 

Setki razy polemizowaliśmy, że z poreta i Martiniego nic nie będzie. Ty tak twierdziłeś, że nie mają po co pisać, że ich twóczość jest nic nie warta i są to przykłady pisarzy z samego dnia. W powyższej dyskusji też przebija się ten pogląd, który zresztą podchwyciła Cahan. Bardzo się nie zgadzałem.

 

Flutterpony to poret.

 

Magnat to Martini.

 

Obu pochwaliłeś. Owszem, doskonale nie jest (bo nie jest), ale obu otrzymało od Ciebie ciepłe słowa, a także wyrazy zachęty, aby tworzyć dalej. To potwierdza moją teorię, że najbardziej w ich twórczości Ci nie podobały się ich nicki, a nie faktycznie jakość. Przede wszystkim odnoszę się tutaj do Twoich słów, że z nich nigdy niczego nie będzie.

 

A może jednak?

 

Wystarczyło trochę pracy, a obaj zasłużyli na trochę ciepła z Twojej strony. Jeśli mam być szcery, taki Ty dużo bardziej pasujesz do fandomu i milej się takie posty czyta.

 

:)

 

 

By nie było:

-mamy od administratora pozwolenia na te zdublowane konta. Od dzisiaj konta Martiniego i Flutterpony będą nieaktywne. Innymi słowy, poret zostaje przy starym koncie, a Martini idzie na nowe.

-w przedmowach nigdzie nie skłamałem, że to są prawdziwe debiuty. Napisałem specyficzne debiuty, bo po pod nowymi nickami i po zaaplikowanej przeze mnie edukacji literackiej.

 

:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Byłam w trakcie pisania konstruktywnego posta, ale MATKOBOSKO, JAKI PLOT TWIST :0

Normalnie jak z jakiejś bajki braci Grimm!

*klap klap*

Konstruktywny post jutro.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czekałem na tego posta.

 

Setki razy polemizowaliśmy, że z poreta i Martiniego nic nie będzie. Ty tak twierdziłeś, że nie mają po co pisać, że ich twóczość jest nic nie warta i są to przykłady pisarzy z samego dnia. W powyższej dyskusji też przebija się ten pogląd, który zresztą podchwyciła Cahan. Bardzo się nie zgadzałem.

 

Flutterpony to poret.

 

Magnat to Martini.

 

Obu pochwaliłeś. Owszem, doskonale nie jest (bo nie jest), ale obu otrzymało od Ciebie ciepłe słowa, a także wyrazy zachęty, aby tworzyć dalej. To potwierdza moją teorię, że najbardziej w ich twórczości Ci nie podobały się ich nicki, a nie faktycznie jakość. Przede wszystkim odnoszę się tutaj do Twoich słów, że z nich nigdy niczego nie będzie.

 

A może jednak?

 

Wystarczyło trochę pracy, a obaj zasłużyli na trochę ciepła z Twojej strony. Jeśli mam być szcery, taki Ty dużo bardziej pasujesz do fandomu i milej się takie posty czyta.

 

:)

 

 

By nie było:

-mamy od administratora pozwolenia na te zdublowane konta. Od dzisiaj konta Martiniego i Flutterpony będą nieaktywne. Innymi słowy, poret zostaje przy starym koncie, a Martini idzie na nowe.

-w przedmowach nigdzie nie skłamałem, że to są prawdziwe debiuty. Napisałem specyficzne debiuty, bo po pod nowymi nickami i po zaaplikowanej przeze mnie edukacji literackiej.

 

:)

 

Gratuluję obu kolegom pisarskiego rozwoju, oby tak dalej ludziska!

.

.

.

Jednakowoż, Spidi...

 

...to chyba najbardziej pokręcona i małostkowa rzecz, jaką widziałem od bardzo długiego czasu. Tyle trudu, żeby udowodnić komuś rzekomą antypatię wobec dwóch osób? Serio? Mnie by się nie chciało. Musisz bardzo, bardzo lubić mieć we wszystkim rację i ostatnie słowo...

 

No i jeszcze to głaskanie samego siebie po pleckach o "zaaplikowanej przeze mnie edukacji literackiej". Tak, żeby nikt nie zapomniał, czyją zasługą są postępy pisarskie Poreta i Martiniego.

 

Serio, brak mi słów.

Edited by Poulsen
  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wygrywasz nagrodę, Poulsen. Tego typu hejtu jeszcze od Ciebie nie miałem, ciekawe, czy jest jakiś zestaw do zebrania. 

 

Też jesteś małostkowy. Aż tak bardzo chciało Ci się wziąć udział w dyskusji, która Ciebie nie dotyczy? Aż tak bardzo Ciebie coś bolało, że musiałeś mi to powiedzieć na forum. Oj, żałosne, żałosne.

 

 

Tak, tyle trudu podjąłem, bo była przy tym zabawa. A słowa o edukacji nie są przesadzone, bo to była normalna edukacja i wiele godzin rozmów, ćwiczeń i w ogóle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Butthurt story. Serio, przestańcie. O ile zachowanie Spidiego nie podoba mi się zbytnio, to gryzienie się z nim też nie jest dobre. Dlatego powinniście wrócić na właściwy temat, jakim jest antologia. Ja sam nie dam rady czytać, bo PyDyFy.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To może jednak się wypowiem stając w obronie.

 

Drodzy koledzy i drogie koleżanki po pierwsze muszę przeprosić was za całą sytuację jednak powiedzmy sobie szczerze pod starym nickiem nikt nie ruszyłby tego wspominając moje pierwsze nieudane próby, dzięki którym przedstawiony świat jest taki jaki jest. Nie chciałem nikogo oszukać, nikomu skłamać jednak sytuacja wymagała  specyficznych środków.

Od razu mówię, że to nie będzie moja ostatnia praca.

 

Wracając do meritum wypowiedzi, jak już mówiłem złym jest obrzucać się mięsem czego przykład mieliśmy chwilę temu. Panowie spokojnie. To nie przedszkole abyśmy bili się o rzecz nieważną. Jednakże pamiętam i słowa rzucone we mnie przy okazji starych tekstów i wręcz kipiałem kiedy nawet w tej rozmowie postawiono mnie oraz kolegę portera w takim, a nie innym świetle. Po mnie możecie jechać ale Spidiego zostawcie bo gdyby nie on pewnie by mnie już w fandomie nie było (pomijając inne sprawy). Poziom zbełtania człowieka sięga za daleko co jest niepotrzebne i wręcz niewskazane. Jedno mówi serial, drugie mówi fandom. Jeśli my chcemy być szanowani szanujmy innych. Ja swoją lekcję miałem.

Butthurt story. Serio, przestańcie. O ile zachowanie Spidiego nie podoba mi się zbytnio, to gryzienie się z nim też nie jest dobre. Dlatego powinniście wrócić na właściwy temat, jakim jest antologia.

 

Zgadzam się z przedmówcą.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też jesteś małostkowy. Aż tak bardzo chciało Ci się wziąć udział w dyskusji, która Ciebie nie dotyczy? Aż tak bardzo Ciebie coś bolało, że musiałeś mi to powiedzieć na forum. Oj, żałosne, żałosne.

 

Po prostu w głowie mi się nie mieści, że ktoś zrobił coś takiego w prawdziwym życiu. Nie potrafię w to uwierzyć. Like, seriously, what the hell dude O.o

 

Edit: Dobra, nie ciągnę sprawy, wracajmy do właściwego tematu jakim jest sama Antologia.

Edited by Poulsen
  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest poret50

Gratuluję obu kolegom pisarskiego rozwoju, oby tak dalej ludziska!

.

.

.

Jednakowoż, Spidi...

 

...to chyba najbardziej pokręcona i małostkowa rzecz, jaką widziałem od bardzo długiego czasu. Tyle trudu, żeby udowodnić komuś rzekomą antypatię wobec dwóch osób? Serio? Mnie by się nie chciało. Musisz bardzo, bardzo lubić mieć we wszystkim rację i ostatnie słowo...

 

No i jeszcze to głaskanie samego siebie po pleckach o "zaaplikowanej przeze mnie edukacji literackiej". Tak, żeby nikt nie zapomniał, czyją zasługą są postępy pisarskie Poreta i Martiniego.

 

Serio, brak mi słów.

 

Cześć! Słuchaj... Mam małą prośbę...

Czy możesz uprzejmie ZAMILKNĄĆ?!

Spidi jak najbardziej ma się czym pochwalić! On jako jedyny pomógł mnie i martiniemu wstać kiedy "upadliśmy"! Tylko on wysunął do nas pomocną dłoń!

Nie pozwolę aby ktoś obrażał spidiego za to co zrobił! Jest mi przyjacielem a ty poulsen, chyba jesteś w nich ubogi... 

Nie rozumiem! Jak można mieć do kogoś wonty o to, że ktoś się chwali swoim sukcesem! 

To prawda że Spidi uczył nas o literaturze i pisaniu, ale to chyba dobrze czyż nie? To dzięki niemu z tekstu na tekst jesteśmy coraz lepsi! Nauczył nas dążyć do perfekcji w tym co robimy oraz tego, aby się nie poddawać! Jestem mu za to dozgonnie wdzięczny.

Bo jak wspomniałem... Tylko on wysunął rękę do leżącego kiedy inni kopali.

Edited by poret50
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znów się zaczyna... Nie było mnie tu od zawsze, więc nie wiem o co poszło kiedyś, ale teraz, to, co napisałeś imć porecie (nick z małej, więc ja też piszę z małej), wcale nie wygląda tak, jakbyś chciał poprawić swoją sytuację. Zachowanie Magnata (stosuję się do obecnie używanych kont) pokazuje, że wie, iż nie do końca mu kiedyś wyszło, ale zamierza naprawić swoje błędy. Zaś ty, porecie, nie wyżywaj się. Wyzywanie od braku przyjaciół nie jest czymś, co powinien robić dojrzały człowiek.

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poret, Flutterpony czy jak cię tam teraz zwać - akurat ty dostałeś najlepsze wsparcie, o jakim może marzyć każdy świeży pisarz. Gdzie? Przeczytaj komentarze pod Księciem czy moje uwagi. Dostałeś konstruktywną krytykę plus nieco rad na przyszłość; nauczyłeś się, czego nie robić, i nad tym popracowałeś. Z ciekawości, bo jeszcze nie czytałem - w twoim opowiadaniu jest cukierkowy shipping, których to radziłem ci nie pisać?

 

Co do antologii, to póki co przeczytałem dwa opowiadania.

 

 

"Zmora" - przefilozofowane opowiadanie, napisane ciężkim, nienadającym się do czytania stylem, które mógłbym skomentować tak:

>miej siostrę, która leczy się na jakąś chorobę psychiczną, bierze leki, straszy kucyki etc.

>pozwól jej rozmawiać sam na sam z ciężarną przyjaciółką.

 

 

"Wieża" - AKA "aleossochozi?". To ma fabułę? To ma cokolwiek? Nie no, w sumie ma ładne opisy wieży. Chyba najsłabszy ff w twórczości imć Omegi.

 

Resztę skomentuję, jak przeczytam.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

No proszę, proszę! Jestem zaskoczony, przyznaję i gratuluję pomysłu. Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie podjął polemiki.

 


Czekałem na tego posta.
 
Setki razy polemizowaliśmy, że z poreta i Martiniego nic nie będzie. Ty tak twierdziłeś, że nie mają po co pisać, że ich twóczość jest nic nie warta i są to przykłady pisarzy z samego dnia. W powyższej dyskusji też przebija się ten pogląd, który zresztą podchwyciła Cahan. Bardzo się nie zgadzałem.
 
Flutterpony to poret.
 
Magnat to Martini.
 
Obu pochwaliłeś. Owszem, doskonale nie jest (bo nie jest), ale obu otrzymało od Ciebie ciepłe słowa, a także wyrazy zachęty, aby tworzyć dalej. To potwierdza moją teorię, że najbardziej w ich twórczości Ci nie podobały się ich nicki, a nie faktycznie jakość. Przede wszystkim odnoszę się tutaj do Twoich słów, że z nich nigdy niczego nie będzie.
 
A może jednak?
 
Wystarczyło trochę pracy, a obaj zasłużyli na trochę ciepła z Twojej strony. Jeśli mam być szcery, taki Ty dużo bardziej pasujesz do fandomu i milej się takie posty czyta.

 

Zacznijmy od Poreta - wszyscy wiemy, że jestem do niego uprzedzony i to mocno. Za co wiadomo, temat wałkowano setki razy, wracać do niego teraz nie będę. Dodatkowo czytam to co publikuje i podtrzymuję swoją opinię, iż dotychczasowe opowiadania były po prostu fatalne. Na dodatek mieliśmy do czynienia z powtarzaniem w kółko tych samych motywów i, nie ukrywajmy błędów.

 

Tutaj jest zdecydowanie lepiej - widać postęp. Na pewno nie cofnę swojej opinii tylko dlatego, iż już wiem (a żeby nie było sprawdziłem :D) że autorem jest Poret. Skoro w końcu wyzbył się maniery powtarzanie tego samego to bardzo dobrze - alleluja i do przodu, jak mówią wyznawcy pewnej religii (Miłosierny Cthulhu ich pożre!). Jednak wrażenie byłoby o wiele lepsze, gdyby opublikował to opowiadanie pod swoim nickiem - mojej oceny by to nie zmieniło. Jeżeli jest w opowiadaniu co chwalić to to pochwalę, choćby piszącego nie znosił niczym ZUS-u i podatków. A wrażenie byłoby o wiele lepsze.

 

Przyznaję, iż twierdziłem, że z Poreta nic nie będzie, ale to właśnie dlatego, iż w kółko powtarzał swoje błędy (co powtórzyłem chyba po raz czwarty w tej wypowiedzi :derp:). Wyzbył się tego, więc jest Nowa Nadzieja.

 

Teraz przejdźmy do kandydata numer dwa czyli Martiniego.

 

Nadal twierdzę, że Legendy Początku to jeden z najgorszych fanfików jakie poznałem w fandomie i zasłużyły na każde krytyczne słowo jakie padło pod ich adresem. Nie ma co ukrywać - to była tragedia i bardzo się cieszę, że została usunięta, ponieważ przez to znacząco podniósł się ogólny poziom fanfikcji.

 

Jednocześnie przyznaję, iż wielokrotnie wyrażałem pogląd, że jeżeli ma tak pisać, to niech nie piszę w ogóle. Skoro jednak udowodnił, że potrafi stworzyć coś dobrego - a póki co, po czterech opowiadaniach stwierdzam, że jego tekst jest zdecydowanie najlepszy - to niech pisze więcej! Takich fanfików nam potrzeba! Bez SWAGgittariusa, klonujących magazynków i pojawiających się znikąd armii. Przyznaję otwarcie - potrafi. Jednak tutaj, nawet bardziej niż u Poreta efekt byłby o wiele większy gdyby opublikował to pod swoim nickiem, tym bardziej, że do niego, jako osoby, nic nie mam, a słyszałem same dobre opinie o nim jako o człowieku. Mojej oceny by to nie zmieniło.

 

Tak więc Twoja teoria, jest całkowicie błędna - podtrzymuję swoją opinię (nadużywam tego określenia w tym poście...), iż poprzednie fanfiki obu autorów zasługiwały na jedynie stos i zapomnienie przez swoją fatalną jakość, lub wręcz jej brak i taką ocenę otrzymałby każdy, kto przedstawiłby podobne "opowiadania". Natomiast te zasługują na większą (Martini) lub mniejszą (Poret), ale jednak pochwałę i to również całkowicie podtrzymuję. I przyznaję (i tego słowa też...) otwarcie, iż myliłem się, twierdząc, że nic z żadnego z nich nie będzie.

 

Pisałem tego posta (tuż po opublikowaniu tego przez Spidiego) a w międzyczasie jak widziałem rozgorzała całkiem ciekawa dyskusja więc przeczytałem.

 


Jednakowoż, Spidi...
 
...to chyba najbardziej pokręcona i małostkowa rzecz, jaką widziałem od bardzo długiego czasu. Tyle trudu, żeby udowodnić komuś rzekomą antypatię wobec dwóch osób? Serio? Mnie by się nie chciało. Musisz bardzo, bardzo lubić mieć we wszystkim rację i ostatnie słowo...

 

Mnie to akurat bawi i ujmuje. Ktoś włożył tyle trudu w udowadnianie swojej teorii, tylko po to, by okazało się, że jest ona całkowicie błędna - dla mnie to czysta radość i satysfakcja. Ludzie którzy mnie w fandomie znają wiedzą, że chwalę nawet opowiadania nawet osób, których nie lubię, pod warunkiem, że jest za co i ganię tych których lubię, jeżeli zdarzy im się coś skopać.

 

Ale sam pomysł doceniam, ponieważ, nie ma co ukrywać, lubię tego typu podchody. Spidi - masz piwo na wrocławskim meecie (lub inny napitek, nie wiem w czym gustujesz).

 


Drodzy koledzy i drogie koleżanki po pierwsze muszę przeprosić was za całą sytuację jednak powiedzmy sobie szczerze pod starym nickiem nikt nie ruszyłby tego wspominając moje pierwsze nieudane próby, dzięki którym przedstawiony świat jest taki jaki jest. Nie chciałem nikogo oszukać, nikomu skłamać jednak sytuacja wymagała  specyficznych środków.
Od razu mówię, że to nie będzie moja ostatnia praca.
 
Wracając do meritum wypowiedzi, jak już mówiłem złym jest obrzucać się mięsem czego przykład mieliśmy chwilę temu. Panowie spokojnie. To nie przedszkole abyśmy bili się o rzecz nieważną. Jednakże pamiętam i słowa rzucone we mnie przy okazji starych tekstów i wręcz kipiałem kiedy nawet w tej rozmowie postawiono mnie oraz kolegę portera w takim, a nie innym świetle. Po mnie możecie jechać ale Spidiego zostawcie bo gdyby nie on pewnie by mnie już w fandomie nie było (pomijając inne sprawy). Poziom zbełtania człowieka sięga za daleko co jest niepotrzebne i wręcz niewskazane. Jedno mówi serial, drugie mówi fandom. Jeśli my chcemy być szanowani szanujmy innych. Ja swoją lekcję miałem.

 

Tutaj akurat się mylisz - owszem, na pewno podszedłbym bardzo sceptycznie do opowiadania, ale nie zmieniłoby to końcowej oceny. Zachwycałbym się o wiele bardziej widząc taki postęp. Jak pisałem wcześniej - przy "Legendach Początku" (będących jednym z dwóch najgorszych polskich fanfików jakie czytałem) zasłużyłeś na każde negatywne słowo jakie padło pod Twoim adresem i zdania nie zmienię. Teraz wyobraź sobie, jak mając w pamięci tamto opowiadanie widzę zupełnie inną jakość przy tym zawartym w antologii. Szok! Taka poprawa! Jakby zupełnie inna osoba pisała - praktycznie brak błędów popełnionych wcześniej, ciekawa fabuła i bardzo dobry bohater. Efekt byłby o wiele lepszy.

 

 

Na koniec jedna uwaga - po opublikowaniu tego demaskującego posta Spidiego praktycznie cała uwaga została skierowana na tę sytuację. Są ataki na Spidiego, obrony Spidiego, rozmowa o Spidim. Pytam - dlaczego nikt nie zwraca uwagi na tych, którym uwaga się należy? Dlaczego nie mówimy o Martinim i Porecie, którzy udowodnili, że potrafią się uczyć na swoich błędach i pisać lepiej niż dotychczas (przy okazji udowadniając, że się co do nich myliłem - lubię takie rozczarowania)? Komentujcie fanfika Spidiego, ale wszelkie motywy zostawcie, jemu i mnie - na spokojnie je sobie wyjaśnimy, o ile będzie to w ogóle konieczne, Tutaj skoncentrujmy się na merytorycznej ocenie fanfików i dyskusji o nich, a nie o motywach, sposobach i środkach.

 

PS: Nadal uważam, że Poret i Martini powinni byli opublikować to pod swoimi starymi nickami. Efekt byłby zdecydowanie lepszy.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest poret50

Rada typu:

"Nie pisz słodkich shippów" to nie rada. Tylko idiotyczne polecenie! Chciałbym tylko zauważyć... jeżeli oczywiście mogę! Że to ja jestem autorem! To ja decyduję co ma być w tym, czy innym opowiadaniu! Jak chcę wstawić opowiadanie zasypane tonami cukru, to takie wstawię! Dlaczego? Bo lubię takie opowiadanka! Dlatego też sam je piszę! 

Akurat ten tekst nie ma w sobie grama Shippa, więc możesz być spokojny Gandzia, ale do czasu. Do czasu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...