Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Zapisy][Gra]A w przyszłości chcę zostać czarnym charakterem.

Recommended Posts

Siedziba Gildii Antagonistów. Zamek zbudowany z kamienia tak czarnego, że byłby w stanie pożreć czarną dziurę. Ogromna ilość wąskich, wysoki wież, z których to wyrastają jeszcze inne, wysokie wieże. Ściany podziurawione są wysokimi oknami zakończonymi łukami - koniecznie ostrymi. Personel Gildii dba o to, aby o każdej porze dnia i nocy ze środka wydobywało się bladozielone światło, a bagienne smoki umiejscowione w ścianach fosy cały czas wytwarzają potrzebną ilość oparów siarki, również podświetlonej zielonym światłem. Gobliny pilnują, aby wokół zamku znajdowała się odpowiednia ilość ludzkich czaszek i gnijących szczątków, a kilku waszmościów o wdzięcznym imieniu Igor stara się, aby nigdy nie zabrakło pajęczyn, a zawiasy w drzwiach i wrotach zawsze piszczały przeraźliwie przy otwieraniu. Nieskończona ilość schowków, przejść, luster weneckich i podmokłych lochów - idealne miejsce na zaplanowanie edukacji!

 

Jeśli jesteś ambitny, ubierasz się na czarno i masz mroczny śmiech oraz kompletny brak pomysłu na siebie, Gildia Antagonistów jest właśnie dla ciebie! Chcesz być potężny, władać światem, albo wgnieść w ziemię frajerów o czystych sercach i lśniących zbrojach? Zapraszamy na dni otwarte i rekrutację!

 

 Wyjaśnienia i inne drobnostki

 

Wszystko dzieje się w uniwersum Świata Dysku, co pozwala na tworzenie postaci kompletnie bez ładu i składu. Gracze nie muszą znać tego uniwersum. Gracze po prostu mają stworzyć złe do szpiku kości charaktery i mają tu duże pole do popisu. Im bardziej postać będzie przerysowana, tym lepiej. Może też nie być przerysowana i mieć sens. Jedyna zasada to to, żeby postać była mroczna.

 

Karta postaci

Imię, nazwisko, przydomek:

Wiek:

Rasa (wszystko. Wampiry, elfy, ludzie, gobliny, orkowie i wiele innych):

Wygląd:

Charakter, zachowanie, sposób bycia:

Umiejętności:

Umiejętność specjalna:

Atrybuty:

Krótka historia:

Cel:

 

Zapraszam, zapraszam.

 

Edited by Zegarmistrz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię, nazwisko, przydomek: Przedstawia się imieniem Wilhelm Darius Gaster jednak jego prawdziwe imię to Doxan 

Wiek: trudno powiedzieć, to smok, ale żyje już ponad tysiąc lat

Rasa (wszystko. Wampiry, elfy, ludzie, gobliny, orkowie i wiele innych): Zmiennokształtny Smok 

Wygląd: (zdjęcie obu głównie używanych form) 
Doxan nie ma określonego wyglądu, co prawda jest smokiem i w tej formie jest wielką bestią mającą kilkadziesiąt metrów, o czarnych łuskach wyglądających jak obsydian i rubinowych oczach. 
Jego ulubioną formą jest forma ludzka, w której jest wysokim mężczyzną, o czarnych włosach i czerwonych oczach (

Spoiler

tumblr_mgzlrdXMK71rrm90jo1_500.png

)
posiada też formę pograniczną pomiędzy człowiekiem a smokiem w której to posiada łuski rogi, skrzydła oraz ogon. (łuski znajdują się rękach, od dłoni do łokcia, na nogach od stóp do kolan, na barkach i nachodzą na łopatki a z przodu idą wzdłuż obojczyka i zatrzymują się przy mostku tworząc przerwę. Do tego wzdłuż kręgosłupa ma dodatkowe kolce. 

Forma smoka 
 

Spoiler

Black-Dragon-l.jpg

Charakter, zachowanie, sposób bycia: Jest chciwy, jak to smok, uwielbia świecidełka i złoto, uwielbia też jeść, wbrew pozorom nie dziewice, twierdzi iż ludzkie mięso jest zbyt gąbczaste i niesmaczne, uwielbia za to baraninę oraz drób, ceni sobie towarzystwo osób, zwłaszcza jeśli może na nie jakoś wpłynąć. 
Z pozoru wydaje się być miłą istotą, pomocną, czasem nieco kapryśną, w rzeczywistości manipuluje kim może oraz nie raz zabija osoby które chcą położyć łapy na jego skarbie. 
Do tego jeśli ktoś będzie na tyle głupi by przyjść go zabić to jak każdy przerysowany zły smok będzie mówił mu zagadki a potem go zeżre, albo spali, jedno z dwojga. 

Umiejętności: Kontrola nad ogniem (ogień jest na ogół czarny), latanie, walka. 

Umiejętność specjalna: Zmiennokształtność. 

Atrybuty: Złoto, kamienie szlachetne i inne kosztowności

Krótka historia: Doxan jak to smok, mieszka na odludzi w górach, jak to smoki mają w zwyczaju gromadził kosztowności zabierając je od głupców którzy uznali że chcą go zabić, albo też wpadając z wizytą na jakiś zamek udając kanclerza innego kraju. Nie ważny był sposób, ważny był łup. Jego tajemna jaskinia gdzieś wśród górskich szczytów zawiera całe góry złota, kryształów i innych cennych rzeczy. Nikt nie wie jaka była jego przeszłość, poza nim, ale nie była niezwykła, ot smoczy zwyczaj ,,zostaw dziecko na pastwę losu. Najwyżej umrze czy coś''. No ale jak widać nie umarł.

Cel: Więcej złota. 

 

Edited by Mephisto von Pheles
Delikatna zmiana w charakterze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię, nazwisko, przydomek: Hiacynt III

Wiek: 26 lat

Rasa: ludź, to znaczy człowiek

Wygląd: Hiacynt to wysoki, chudy mężczyzna rasy białej. Ma kruczoczarne, długie włosy i bladą skórę. Cechują go wory pod oczami. A właściwie okiem, bo ma tylko jedno. Ogólnie przypomina wampira albo niedożywione dziecko. Twarz ma idealną dla złego lorda - nie ma oka, jest kościsty, ma podłużny nos i wąskie wargi, którymi umie uśmiechać się złowieszczo na ponad trzydzieści sposobów. Jego zęby są śnieżnobiałe, bo nie stać go na cukier. Z cech charakterystycznych to, oprócz braku lewego oka, ma także podłużną bliznę na piersi, na prawym udzie i na szyi. Nie ma także środkowego palca w prawej ręce. Hiacynt nosi czarne, podarte szaty, ale robi to głównie dlatego, że nie stać go na nowe ubrania. Ma wysokie, czarne (a jakże!) buty.

Charakter, zachowanie, sposób bycia: Hiacynt lubi narzekać, ale nie ma się co mu dziwić. W końcu jego życie nie było usłane różami, a jeśli już, to takimi z nadmiarem kolców. Przez swoje doświadczenia znienawidził wieśniaków, koni, kobiet, szefów, wideł, ognia, płotów, starców, seksu, smoków, gór, żyrandoli i jeszcze mnóstwa innych rzeczy. Cechuje go czarny humor i skłonność do uśmiechania się w przerażający sposób. Nie umie nawiązywać relacji romantycznych ani przyjaźni, ale za to świetnie mówi innym, jak bardzo ssą. Nienawidzi, gdy go ktoś kontroluje i jest samochwałą, bo to jego działka. Jest hipokrytą. Charakterystyczna dla niego jest niemała ambicją, co prawdopodobnie wzięło się z jego rodzinnej tradycji nieskończonych prób przejęcia władzy nad najbliższą wioską. Trudno go odwieść od jego celu, zawsze za nim podąża, nie zważając na trudy. Jest wytrzymały. Nie przejmuje się za bardzo innymi ludźmi, zazwyczaj go tylko denerwują. Nie lubi niczego marnować i wykorzystuje to, co ma. Brawura jest raczej nie dla niego, ale nie jest też tchórzem, po prostu jest rozsądnie ostrożny.

Umiejętności: duża wytrzymałość psychiczna i fizyczna, budzący grozę śmiech, szybkie bieganie, niewielkie doświadczenie w polerowaniu magicznych artefaktów i używaniu magii

Umiejętność specjalna: brak

Atrybuty: podarte ubrania, budzący grozę śmiech

Krótka historia: Ojciec Hiacynta był samozwańczym królem pewnej zapomnianej przez świat górskiej wioski. Znany był z tego, że narobił sobie mnóstwo bękartów, w tym właśnie Hiacynta. Ludność wioski jakoś znosiła rozwiązłość swojego władcy, ale, gdy w pewnym momencie nakryto go na spółkowaniu z koniem, wygnano go na jeszcze większe zadupie, oczywiście przy pomocy nieśmiertelnych wideł i pochodni. Hiacynt, jako potomek niesławnego króla, również został wyrzucony z wioski. Niedługo potem jego ojciec zmarł na jakąś niezidentyfikowaną chorobę. Dwunastoletni ex-królewicz cierpiał głód i chłód, bo rodzina królewska niezbyt się znała na budownictwie czy pozyskiwaniu żywności. Jego bracia próbowali wyruszyć w świat lub ponownie przejąć władzę w wiosce, lecz o żadnym Hiacynt już nie usłyszał i do dziś nie wiadomo, co się z nimi stało. Jeden podobno zaczął śpiewać, ale to tylko niepotwierdzone pogłoski. Gdy Hiacynt osiągnął wiek szesnastu lat, śladem wielu w swojej rodzinie spróbował zagarnąć w swoje ręce tron. Niestety, jedyne, co otrzymał, to pochodnia, i to w oko. No i jeszcze kilka kuksańców widłami. W ten sposób zdobył swoje blizny. Ledwo uciekł z życiem, ale zgubił się i nie wiedział, jak trafić do "domu". Przeszedł wiele kilometrów, aż zobaczył obozowisko jakiś ludzi. Okazało się, że to zbójcy, ale widząc stan ex-królewicza nawet nie próbowali go okraść. Wyglądał tak źle, że aż wzbudził w nich współczucie. Nakarmili go bułką i wskazali mu drogę do najbliższego miasta. Tam zaczepił go pewien łysy mężczyzna rekrutujący najemników. Zaprosił go do zostania najemnikiem. Miał dostawać pieniądze w zamian za wystawianie się na niebezpieczeństwa. Nie żeby lubił wystawianie się na niebezpieczeństwa, ale przez wiele dni zjadł tylko jedną bułkę, więc się zgodził. Okazał się jednak tak cherlawy, że wynajmowały go tylko staruszki nie mogące same pomalować sobie płotów. Hiacynt jakoś to zniósł, ale pomaganie staruszkom uważał za ujmę na godności. W końcu jakiś mroczny lord od siedmiu boleści wziął go sobie na pomocnika/lokaja/gościa od pilnowania kluczy. Ex-książę nie cierpiał jego wywyższenia się nad wszystkich innych (to była przecież jego domena!), zwłaszcza, że czarnoksiężnik został w końcu pokonany przez własną ex-dziewczynę, która zabrała jego magiczne berło i wykopała go magią  tak daleko, że zmarł z głodu w locie. To raczej nie przedstawia go w dobrym świetle. Jednocześnie pozbawiła ona byłego pomocnika złego lorda posady, palca i pensji, a jej charakter był niemalże idealną kopią starego pracodawcy Hiacynta, więc jej też nienawidził. Poszedł więc sobie z jej zamku i postanowił sam zostać złym władcą. Nie miał jednak pieniędzy na założenie własnego czegoś, czym mógłby władać, a w przejmowaniu władzy nad wioskami/krajami/światem był raczej beznadziejny, więc zdecydował się na jakieś szkolenie, aby dopiero później przejąć władzę nad wioską/krajem/światem.

Cel: przejąć władzę nad wioską/krajem/światem

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię, nazwisko, przydomek: Al'Tharad
Wiek: Teoretycznie, jest wieczny. Może być wiekiem na równi z światem, może nawet starszy. Nigdy nie zdradza swego wieku. (samolubny frajer)
Rasa:  Istota nadrealna.
Wygląd: Szata. Oczywiście czarna szata, długa aż do ziemi. Z kapturem, w którym teoretycznie nic nie ma. Na rękawach wyryte na złoto nieznane nikomu wzory, prawdopodobnie jakieś napisy. I co? Większość pomyśli że zjawa, duch, widmo, krwiożercza ożywiona szata chcąca porwać małe dzieci. Otóż nie. Macki. Haczyk tkwi w obrzydliwych, obślizgłych, czerwonych mackach które w owym ubraniu się ukrywają. Czasami wychodzą z rękawów, jak i tam gdzie powinny być zwykłe ludzkie nogi. Pewnie chcielibyście wiedzieć co się stanie, gdy tę szatę się zdejmie. Cóż, wszyscy którzy spróbowali przepadli jak kamień w wodę. Co? Że ja mam ją zdjąć. Mowy nie ma!
Charakter, zachowanie, sposób bycia: Jest strasznie ciekawski. Uwielbia dowiadywać się o nowych rzeczach, tajemnicach. Przez to często wplątuje się w nie jego sprawy. Jest również bardzo spokojny. Stoicki spokój. Niczym buddyjski mnich który osiągnął nirwanę. Nigdy nie widziałem tak obrzydliwie spokojnego czarnego charaktera. Nie brak mu kultury osobistej, zachowuje się jak prawdziwy dżentelmen. No cholera, to na pewno jest czarny charakter? Dobra, dodajmy coś złego i mrocznego...jest samolubny, nie widzi niczego złego w zabijaniu i torturowaniu oraz oglądaniu hentai. Tak, od razu lepiej. 
Umiejętności: Rozciąganie macek nawet do kilkuset metrów, kompletnie niewrażliwy na manipulację i strach. 
Umiejętność specjalna: Długowieczność.
Atrybuty: Czarna szata. 
Krótka historia: Jak zapewne wszyscy wiecie, istnieje wymiar który zamieszkują potwory tak złe, tak szkaradne i straszne że nawet sam Lovecraft by się ich nie powstydził. (Plotki głoszą że to on stworzył ten wymiar. Kto go tam wie). W tym wymiarze mieszkał sobie Al'Tharad, który był uznawany za najmądrzejszą, najinteligentniejszą, wszystkowiedzącą poczwarę tego świata. Wszyscy chodzili do niego po pomoc, rady, nauki. Faktem było, że Al'Tharad miał całą tą gromadę głęboko w poważaniu, jednak wrodzona uprzejmość nie pozwalała mu od tak wysłać ich wszystkich z kwitkiem. Doradzał jak być jeszcze bardziej złym, krwiożerczym, jak szybko zabić swojego rywala, jak uwieść partnerkę, pigułka gwałtu czy chloroform, jak odebrać poród...i takie tam. Było jednak coś, o czym mackowaty stwór miał bardzo ograniczony zasób wiedzy. Świat ludzi. Toteż pewnego upiornego dnia postanowił dać nogę mackę ze swojego wymiaru do wymiaru ludzi, korzystając z portalu który posiadał każdy potwór, w każdym domu. Myślicie że kto jest odpowiedzialny za wszystkie niewyjaśnione porwania?
Cel: Dowiedzieć się więcej o ludziach, w każdy możliwy sposób. 
 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Imię, nazwisko, przydomek: Caroline von Scaryns

Wiek: 1900

Rasa (wszystko. Wampiry, elfy, ludzie, gobliny, orkowie i wiele innych): Wampir

Wygląd: Caroline ma typową dla wampirów urodę. Jest bardzo wysoka, jej skóra jest tak blada, że można spokojnie ją uznać za kolejny odcień bieli. Ma czarne, pofalowane włosy, które sięgają jej do ramion. Jej duże, ciemne oczy wydają się być hipnotyzujące. Na powieki nakłada czerwony cień, czego nauczyła podczas krótkiego pobytu się w świecie ludzi. Jak na wampira przystało Caroline ubiera się na czarno. Zazwyczaj chodzi w starej, zakurzonej sukience do połowy łydek, zrobionej z czarnego i czerwonego tiulu. Ma do niej niezwykły sentyment gdyż dostała ją od swojej babki. Na nogach ma ukradzione od pewnego człowieka czarne, ciężkie buty, które w świecie ludzi nazywane są glanami.

Charakter, zachowanie, sposób bycia: Caroline jest z arystokratycznego rodu i jej zachowanie o tym świadczy. Zachowuje się nienagannie. Chyba, że się zdenerwuje. Wtedy zamienia się w prawdziwego potwora. Jej tęczówki stają się czerwone, a głos dwa razy mocniejszy. Wpada w furię i zaczyna niszczyć wszystko co na jej drodze, ale na szczęście taki ataki zdarzają się rzadko. Caroline nie przepada za towarzystwem innych, chyba, że są to wampiry, lub osoby, które potrafią ją zrozumieć. Najbardziej na świecie nienawidzi rasy ludzkiej po tym jak została potraktowana na Ziemi.

Umiejętności: Inteligencja, Przyrządzanie trucizn

Umiejętność specjalna: Niezwykła zwinność

Atrybuty: Naszyjnik z rubinem w kształcie kropli krwi

Krótka historia: Caroline była wychowywana na arystokratkę. Uczyła się wszystkiego co wampiry z jej sfery wiedzieć powinny. Nadszedł jednak taki dzień, kiedy znudziło jej się chodzenie prosto i wygłaszanie mów. Postanowiła się zbuntować i uciec. Wiedziała, że na najwyższej wieży jej portal do innego wymiaru. Nie wiedziała gdzie dokładnie się znajdzie, ale wolała zaryzykować niż wkuwać na pamięć etykietę. Pech chciał, że portal był do świata ludzi. Caroline nie chciała robić zamieszania więc zdobywała krew ludzką tylko po zmroku w odludnych miejscach. Niestety ludzie na ulicy często zaczepiali ją przez jej wygląd. Pewnego dnia wampirzyca zwyczajnie nie wytrzymała i w biały dzień na środku ulicy urządziła małą masakrę. Z miejsca zdarzenia uciekła w ostatnim momencie. Po długiej tułaczce spotkała wędrowne wampiry, do których się dołączyła.

Cel: Zniszczyć wszystkich ludzi, który nie szanują innych ras

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hol główny Gildii Antagonistów.

To właśnie tutaj zebrały się wszelkie postacie spod ciemnej gwiazdy, które to postanowiły zalegalizować swoją działalność. Atmosfera była tak gęsta, że powietrze można było kroić, a spojrzenia dźgały siebie nawzajem. Niemal cała populacja przyodziała czerń, a jej połowa nosiła maski. Niektórzy wciąż jeszcze ćwiczyli swój mroczny śmiech, inni polerowali kolekcje noży, a jeszcze inni starali się wytworzyć wokół siebie aurę grozy, co nie raz skutkowało dyskretnym odsunięciem się reszty tłumu od takiego delikwenta.

Hol był ogromny, zwieńczony sklepieniem krzyżowo-żebrowym. W kilku miejscach znajdowały się pochodnie, a po lewej stronie, naprzeciwko drzwi, było podwyższenie prowadzące do dwuskrzydłowych drzwi.

I to właśnie te drzwi otwarły się z hukiem. Stanął w nich wysoki, blady mężczyzna w czarnej szacie. Był łysy, miał podkrążone oczy. Manifestacyjnie wyciągnął długą listę i odchrząknął.

- Rekruci mają natychmiast stawić się na rozmowy kwalifikacyjne, które są jednocześnie egzaminem wstępnym do Gildii Antagonistów. Jestem pewien, że wszyscy zapoznali się z zasadami Bezpieczeństwa i Higieny Pracy, bowiem zło które zamierzacie czynić jest w pełni legalne i pewne normy musimy spełniać, jeśli nie chcemy wyjść spod łask jaśnie Patrycjusza. To tak...

 

- A zatem... Wilhelm Darius Gaster jednak jego prawdziwe imię to Doxan. - Stary mężczyzna z siwą, długą brodą zdjął okulary. Ubrany był w obowiązkową czerń, ale na jego długiej szacie istniały czerwone, misterne zdobienia. Był też nieco pulchny. Oboje siedzieli w przytulnym gabinecie przyozdobionym dwoma szkieletami, po dwóch stronach ogromnego biurka. Na jego blacie leżały stosy papierów i płonęła pojedyncza świeca. Okna były zasłonięte.

- Proszę mi panie Doxan powiedzieć, czego pan oczekuje od naszej Gildii i jakie ma cele.

 

- Hiacynt III - odczytał z listy wysoki elf i spojrzał krytycznie na młodego mężczyznę. Dosyć mocno ze sobą kontrastowali. Przede wszystkim, Elf odziany był w jasne szarości, co w tym miejscu wydawało się być dość wyjątkowe. Miał też białe włosy i niebieskie oczy, a wszelkiej maści srebrne przedmioty o okultystycznej naturze obwieszały go tak, że gdyby wpadł do wody, albo - nie dajcie bogowie - do rzeki Ankh, poszedłby na dno w ciągu kilku sekund. W gabinecie elfa wszystko miało motywy roślinne, nawet kości leżące pod ścianą.

- Pan ma bardzo odpowiedni wygląd. Czemu zawdzięczamy brak oka? - zapytał.

 

- A to ci niespodzianka, pan nie ma twarzy! - orzekł z nieukrywaną ekscytacją jeden z Mistrzów Gildii, tuż po zaproszeniu Al'Tharada do swojego gabinetu. Gabinet wyglądał jak typowy gabinet uniwersytecki - posiadał zaledwie jedną czaszkę upchniętą gdzieś w kącie i jedną plamę krwi na podłodze. Jeśli zaś chodziło o samego mistrza, trudno było zweryfikować, jak wyglądał. Al'Tharad zapominał tuż po tym, jak odwracał wzrok, a i trudno było skupić się na dokładnym opisiej jego aparycji nawet patrząc wprost.

- Niesamowite, niesamowite, jakie osobowości przybyły. Pan skąd jest?

 

  - Caroline von Scaryns - wysyczał jeden z mistrzów, wysoki i blady mężczyzna. Był łysy i miał wory pod oczami, ponadto ubrany był w długie i czarne szaty. Wampir - tego Caroline była pewna. Siedzieli gdzieś pod ziemią, w kącie leżała porzucona trumna sypialna.

- Pani chce czynić zło jakiego typu? Skąd pani jest i jakie ma cele w swoim nieżyciu?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Z domu...oczywiście. - Al'Tharad odezwał się głosem spokojnym, jednak nieukrywającym żądzy zaspokojenia ciekawości. Był skierowany prosto do czegoś co było Mistrzem Gildii. Patrzył prosto na niego, przynajmniej tak myślał. Jednak wciąż nie mógł ustalić jak on wygląda. Dlaczego? 

- Nie mam twarzy, to fakt. Mimo to potrafisz to ustalić. Ja chyba patrzę w twoją stronę a nie mogę ustalić czym jesteś. Na pewno nie człowiekiem, ludzie chyba nie są w stanie zrobić z umysłu drugiej osoby takiej kaszki, aby sprawić że ta osoba nie jest w stanie określić jej formy. Nadrealny? Nie znamy takiej magii. Ork za głupi. Goblin na równi z orkiem, obydwoje idioci. Wampiry takie gierki nie interesują. - Mówił, zafascynowany próbą odkrycia tożsamości tego kogoś, bądź czegoś.

- Może elf? Elfy mogą być w stanie zrobić taką sztuczkę. Czy jesteś elfem?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię, nazwisko, przydomek: Vlad, nie ma jakiegoś normalnego nazwiska.Po prostu Vlad

Wiek: 2095 lat

Rasa: Wampir

Wygląd: Ma k. 1.95 m wzrostu, cera co dziwne jak zwykły człowiek a nie blada jak wampir, lekki zarost, brązowe oczy, nosi zwykle białą koszulkę z krótkim rękawem na to sportowa marynarka, jeansy, trampki, a na szyi kilka wisiorków. Na palcach synety, jeden z pentagramem. ( na ramionach tatuaże rękawy)

Johnny-Depp-johnny-depp-407004_1000_1200

tatuaże rękawy

39.jpg

 

Charakter, zachowanie, sposób bycia:Vlad jest spokojnym wampirem, dość sarkastycznym ale też pomocnym. Czasami wywyższa się bo uważa że wampiry jednak są taką mocniejszą rasą. Lekko szurnięty. ( ma napady szaleństwa.)

Umiejętności: Wysysanie krwi z ofiar, ciche zabójstwa, władanie nad zombie ale nadal dość słabo bo dopiero się uczy

Umiejętność specjalna: z krwi umie sporządzić swojego klona

Atrybuty: Sygnet ze znakiem pentagramu

Krótka historia: Vlad był potomkiem dość znanego arystokraty Draculi. Uczony był wszystkich rzeczy arystokratycznych. O wampirzych sztuczkach mu nie wspominali. Jakby od tego odchodzili. Po pewnym czasie Vlad będąc w bibliotece wyciągnął księgę z pentagramem na okładce. Były tam wzmianki o stworzeniu armii zombie, teleportowaniu się itp. Arystokrata postanowił się teleportować do innego wymiaru i nad nim zapanować. Lecz czystym pechem pojawił się w świecie ludzi. Nie chciał by ktoś go rozpoznał i pokrzyżował jego plany więc odszukał grupę zwykłych podróżujących stworów i do nich dołączył.

Cel: Zapanowaniem nad światem ludzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doxan wpatrywał się w rozmówcę swoimi czerwonymi oczami, przez panującą ciemność źrenicę miał rozszerzone, ale oczy wciąż były czerwone, jedną nogę miał założoną na drugą a ręce skrzyżowane na klatce piersiowej. 
- Moje cele to złoto, a moje oczekiwanie to sprawienie by ci wszyscy natrętni wieśniacy przestali dawać mi owce wypchane siarką i prochem. - wyjaśnił spokojnie smok, teraz w ludzkiej formie, przez swoje rogi wydawał się nieco wyższy, do tego ubrany był w garnitur, staromodny, widać było pazury smoka, jednak skrzydeł i ogona nie było aby nie zniszczyć ubioru. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- NIE, NIE JESTEM ELFEM - odpowiedział rozmówca. Jego głos na moment stał się ciężki jak ołów, wydawało się, że poruszył fundamenty budynku. Jednocześnie zdawało się, że głos dochodził zewsząd i musiał mieć naprawdę sporą moc, bo wprawił w niepokój mackowatego stwora, przywykłego do dość przerażających istot ze swojego wymiaru. Tajemniczy jegomość zaśmiał się nerwowo i odchrząknął. - To nic osobistego, ale doprawdy nie potrafię zrozumieć dlaczego każdy jeden mądry identyfikuje mnie jako elfa. Przecież ci durnie zrobiliby wszystko, żeby tylko byli widoczni. Prawda jest o wiele bardziej banalna, nie posiadam wyglądu. Proszę sobie tylko wyobrazić, jak to utrudnia relacje i jakąkolwiek interakcję. No, a pańskie plany?

 

- Vlad - rzekł mężczyzna, którego twarz była zasłonięta przez białą, prostą maskę. Był człowiekiem, to na pewno. Czarne włosy zaczesane były do tyłu, a on sam ubrany był w elegancką kamizelkę, spodnie od garnituru i białą, zwiewną koszulę. To pomieszczenie również było pod ziemią. Panowała tu spora wilgoć, zapewne dlatego że kilka metrów dalej schody prowadziły do kanału, a przy brzegu pozostawiona była łódź. Wszędzie stały płonące świece, a na podwyższeniu znajdowały się organy.

- To co pana tu sprowadza?

 

- I to mi się bardzo podoba. Najważniejsze to mieć jasno określone priorytety. Jakieś oczekiwania, wymagania? - zapytał mag. Wziął kupkę papierów i wyrównał je, po czym odstawił na inną część  biurka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oprócz zdobycia wiedzy na temat tak wielu rzeczy jak się da to nie mam żadnych. Wiedza jest dla mnie prawie tak wartościowa jak zawartość mojego skarbca. - wyjaśnił spokojnie smok. Jak na kogoś kto wewnętrznie jest morderczą bestią wydawał się być niespotykanie wręcz spokojny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie posiada pan wyglądu? - Zapytał zaciekawiony jeszcze bardziej. - Toż to...to cudowne!

Al'Tharad krzyknął, uradowany że spotkał tutaj tak niecodzienną istotę. Szata wystrzeliła w górę, prawię sięgając sufitu. Podtrzymywana była przez pięć całkiem grubych, czerwonych macek. Wszystkie ociekały jakimś niezidentyfikowanym śluzem. W niektórych nawet zdołało się dostrzec fragmenty kości i czaszek. Resztki po zbyt ciekawych osobach.

- Jak to dobrze że tu trafiłem! Nauczę się tu tak, tak wiele! - Mówił w ekscytacji. - Nie ma pan wyglądu. Jak duchy, zjawy, widma. Lecz nie może pan nimi być. Oni mimo wszystko mają formę. Niematerialną, ale mają. Jest pan niczym...ale i wszystkim!

Moje plany? Uczyć się! Najchętniej o ludziach. O ich zwyczajach, toku życia, słabościach i mocnych stronach oraz o anatomii. Zewnętrznej...i wewnętrznej.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hiacynt obejrzał uważnie gabinet i samego elfa. Nie potrzebował dużo czasu żeby stwierdzić, że długouch lubuje się w przesadzie.

- Oko straciłem podczas mojej pierwszej próby odzyskania władzy w krainie, z której wygnano mego ojca. Nie sądzę, by ktokolwiek o niej słyszał, położona była w wysokich, niedostępnych górach. Jednakże popełniłem wtedy  błąd i nie doceniłem mieszkańców tej krainy. Pamięć ich była niezawodna a broń ostra. Wypalili mi oko i pozostawili blizny na ciele.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wampir podrapał się po brodzie i spojrzał na mężczyznę.  -  Chciałbym nauczyć się wskrzeszać umarłych. I wszystko co potrzebne wampirowi. -  powiedział. -  A po nauce?  Nie wiem. Zobaczy się.  -  powiedział z uśmiechem i poprawił włosy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

- No cóż... -  Caroline złożyła ręce i oparła na nich brodę - Pochodzę z wymiaru w pełni zamieszkiwanego przez wampiry... - wampirzyca zlustrowała mistrza spojrzeniem - Sądząc po pańskim wyglądzie pan też stamtąd pochodzi... Moje cele to zgładzenie wszystkich istot ludzkich, które nie szanują innych ras 

Edited by Guest

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
1 minutę temu Mephisto von Pheles napisał:

((Chyba odpisała pani kilka razy za dużo)) 

Wiem, przepraszam bardzo, ale komputer mi się zawiesił

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Świetnie, świetnie. Oczywiście, pan jest przyjęty. Gildia musi mieć jakiegoś smoka, są wyjątkowo reprezentacyjne. Oprócz bagiennych - odpowiedział i przekazał Doxanowi klucz. - To do zakwaterowania, w lochach. Oczywiście pan może tam sobie jakieś drobnostki gromadzić, to od tej pory pański pokój. 

 

- Doprawdy, niesamowite! Pan jest mackami! - wykrzyknął uradowany mistrz. - Niezwykłe, niezwykłe. Nie mieliśmy jeszcze gości z innego wymiaru i jestem wielce urzeczony pańską osobowością. Oczywiście, jest pan przyjęty. Proszę, oto klucz. - Na biurku przed mackowatym jegomościem pojawił się klucz.

 

- Wspaniale, bohater o mrocznej przeszłości, traumie i chęci zemsty. Akceptuję, oto pański klucz, pokój jest w lochach - odparł elf i oddał Hiacyntowi jego klucz. - W razie jakichkolwiek pytań znajdzie mnie pan tutaj.

 

- No, dobrze. Pan jest przyjęty. Oto klucz, w razie jakichkolwiek pytań proszę śmiało przychodzić do mnie. I proszę uważać na trójgłowego psa przy wejściu do lochów, jest nieco drażliwy - ostrzegł i oddał mu klucz.

 

- Nie, nie, ja z takiej małej wioski pochodzę - odparł wampir. - To dużo ma pani celów, no ale życzę powodzenia, oczywiście. Przyjmuję, oto i klucz. - Po oddaniu klucza wampir wstał i oddał wampirzycy owy klucz.

 

Pokoje znajdowały się w podziemiach i każdy z nich miał interesujący wystrój. Okien nie było, ale były pochodnie. Były też pojedyncze łóżka, szafy (dziwnie głębokie), po jednym, dużym lustrze i całe mnóstwo ciężkich, bordowych tkanin. Każdy z kadetów miał zgłosić się po zapoznaniu z mieszkaniem do mistrzów, którzy uprzednio z nimi rozmawiali. Co do psa, faktycznie był drażliwy i strasznie śmierdział siarką.

 

Edited by Oksymoron

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię, nazwisko, przydomek: Oskar z Astory

Wiek: "Zatracjłem poczucie czasu... Dawno... Chyba"

Rasa: Nieumarły

Wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna szerokiej postury. Praktycznie nie zdejmuje pancerza z kilku powodów, po pierwsze nie ma kto mu pomóc, po drugie nie ma takiej potrzeby a po trzecie to wygląda epicko. Pod przyłbicą kryje się coraz to bardziej rozpadająca się namiastka twarzy niegdyś rycerza. Włosy już dawno kompletnie porzuciły jego głowę, dziś widać tylko ciasno przylegającą do czaszki wysuszoną skórą, skórą szarą i niezwykle szorstką. Oczy puste i bez wyrazu zajmuje alabastrowa biel i nie przenikniona czerń źrenic które pożarły tęczówki, nigdy nie maleją zupełnie jakby pazernie kradły światło chcąc czymś wypełnić serce i duszę zagubioną w momencie nałożenia klątwy, Czarnego Znaku którego nie można się pozbyć.

Charakter: O przeszłości przypomina mu tylko herb na stalowej tarczy i zdobiony miecz. To jedyne co łączy go ze złożoną przysięgą i dawnym stylem życia. Dziś na skraju szaleństwa wędruje gdzie przyjdzie mu ochota. Klątwa która ogarnęła cały dotychczas znany mu świat strasznie mu ciąży w tej wędrówce. Budząc się z reguły przy ognisku z jedynie skrawkami pamięci coraz bardziej zatraca się w szaleństwie. Na swojej drodze podejmuje się wszystkiego bez względu na predyspozycje. Jest jedynie skorupą dla złudzenia własnej woli. Podświadomie nie chcąc zaprzepaścić świadomości bytu wmawia sobie, że istnieje żeby służyć. Bez własnego zdania czy opini "żyje" na bazie sugesti innych i impulsów wynikających z przeżyć dawnej świetności. Z reguły jest małomówny gdyż prawie nie myśli, a jedynie próbuje sobie przypomnieć.

Umiejętności: Jako, że jedyną rzeczą jaką się zajmował za życia była walka na podstawie kodeksu honorwego ciężko mu walczyć nieczysto. Mimo to razem z czasem honor dawnego rycerza uciekł a została już tylko pamięć mięśniowa. Nie zwyciężony w zwarciu dzięki klątwie jedynie instynktownie parował lub blokował ciosy. Zdezelowany umysł pozwala mu przeciwstawić się najpotężnieszym uderzeniom pozostawiając jedynie ślady na pancerzu. Chora siła jego zamachów wynika jedynie z jego podświadomości. Łącznie z precyzją technik walki wrytych w czeluści instynktu tworzą kombinację niemalże nje do powstrzymania przez fizyczny blok.

Umiejętność specjalna: Czarny znak - Klątwa która doprowadziła krainę której nie pamięta do przewlekłego szaleństwa bez znanych mu wyjątków, możliwe, że zapomnianych. Klątwa która nie pozwala mu umrzeć jest prawdziwym przekleństwem, nie pamięta dlaczego, ale kiedyś miał cel, chyba chciał znaleźć rozwiązanie, ale nie pamięta. Jedyne czego jest całkiem świadom i pewien to fakt, że za każdym razem kiedy jak mu się wydaje "umiera" to budzi się przy dużym źródle światła, światła które daje ciepło którego nie czuje, ale wie, że powinno być ciepłe.

Atrybuty: Niezłomna wola władcy którego reprezentuje w danej chwili, pełna płytowa zbroja, trójkątna stalowa tarcza oraz zdobiony długi miecz (na wzór kriegmessera którego zdjęcia nie mam. )

Historia: "Niegdyś piękne i stosunkowo potężne królestwo piętrzyło się na rozległych wzgórzach. Władzę stanowił król, bóg który dał ludowi płomień a wraz z nim światło rozpoczynając nową erę. To nie było moje królestwo, ale to tam zrodziła się klątwa. Ogarniała wszystkich, nieumarli byli izolowani na stałe, na wieczność, ale wkońcu klątwa dopadła wszystkich, nawet króla boga. Potem... Potem zacząłem wędrować... Szukałem... Ale już nie pamiętam dlaczego, gdzie lub czego, a może kogo. Nie wiem, nie pamiętam."

Cel: Pewnego dnia Oskar dostał zadanie, miał towarzyszyć pewnemu magowi w eksploracji pewnej starożytnej biblioteki która podobno była jednym z większych źródeł magii, głównie tej złej bo jak się okazało ten mag był czarnoksiężnikiem. Biblioteka nie była bezbronna gdyż samozwańczy bohaterowie zarzekali się bronić ksiąg przed tymi którzy chcą wykorzystywać wiedzę magiczną przeciwko innym. Koniec końców nie dali rady, a mag w swej dobromyślności wysłał Oskara do akademii tylko dlatego, że chciał zatrzymać cała zdobycz dla siebie, nie wiedział jednak o tym jaką moc ma sugestia na szaleńczy umysł. Więc Oskar udał się tam gdzie wskazał mu mag. Dotrzeć do akademi było właśnie jego celem, dalej jest zdany na to co mu powiedzą na miejscu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stwór wystrzelił mackę z prawego rękawa. Owinął nią klucz, po czym wciągnął do szaty. Cóż, to gdzie teraz ten klucz się znajduje to zagadka dla najtęższych umysłów tego świata.

- Jestem zaszczycony że dane mi było poznać tak niezwykłą postać. Dziękuję. - Powiedział, po czym szata zgięła się w pół. Ciekawa wersja ukłonu.

Al'Tharad ruszył do swego pokoju. Wszystkie macki ukryły się w szacie, toteż wyglądało to prawie jakby lewitowała.

Jednak zatrzymał się zaraz przy wejściu do podziemi, zainteresowany trójgłowym psem który się tu znajdował.

- Ach, cerber! - Powiedział, przyglądając się niezbyt sympatyczniej, śmierdzącej i krwiożerczej kupie sierści. 

- To prawdziwe zgromadzenie wszystkich znanych jak i nieznanych ras. Prawda psino? - Zapytał, niespecjalnie oczekując na odpowiedź. Stworzenia takie jak cerber raczej nie posiadały zdolności mowy. 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doxan wziął klucz, podniósł się z krzesła na którym siedział i ukłonił się lekko. 
- Dziękuje. Miłego dnia. - powiedział i ruszył do wyjścia, ruszył na poszukiwania lochów i swojego pokoju. Oczywiście znalazł go i rozejrzał się, nie było tu wiele miejsca na zbieranie skarbów, ale wciąż miał swoją jaskinie która to była w bardzo odległym i nikomu nie znanym miejscu. Oczywiście poza samym Doxanem. Po kilkunastu minutach dokładnej inspekcji ruszył do mistrza z którym to miał się spotkać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...