Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

Peace Order

 

Po uzdrowieniu Spear'a odczuł satysfakcję. w międzyczasie załatwił Batty kolejny opatrunek, który umieścił na jej głowie.

Następnie gdy wszyscy dochodzili już do siebie zwrócił się do gwardzistów.

- Powtarzam ofertę, jeśli po tej... porażce wrócicie do Gwardii najprawdopodobniej zabiją was bez wahania, lub też spróbują ukarać w jakiś inny sposób. Z nami nie stanie się wam krzywda, a kiedy już uda się dogadać z rojalistami - wrócicie do swoich, i prawdopodobnie pomożecie wrócić do tego, co było wcześniej. Jeśli jednak chcecie wrócić, to rozejdziemy się w pokoju.

 

Sand Storm

 

Eh, szkoda, że tym razem nie uda nam się nikogo aresztować. Sam nie wiem czy uratowanie tego przygłupa było dobrym pomysłem.

Stanął obok Peace'a, grzebiąc przy panelu sterowniczym przy swoim mundurze.

- Nawet zasięg się poprawił, czekamy na wsparcie, czy wracamy na własne kopyto?

 

PO/SS

 

Order zwrócił się do Storma.

PO - Duża grupa zwraca niepotrzebną uwagę, poza tym jeszcze nie mamy broni, którą możemy wykorzystać przeciwko szwadronom. To trochę utrudnia sprawę.

SS - No dobra, to czeka nas krótki spacerek. A mogłem więcej czasu spędzić na naukę teleportacji.

 

Dawn Spark

 

Spojrzałem ostatni raz w stronę klaczy kiwając głową. Może być lekko upośledzona, ale dalej jest jednorożcem. Dalej ma potencjał, który takie miernoty zawsze niszczą.

Widząc splunięcie rekruta wzdrygnęło mną po raz kolejny, jak on śmie tak hańbić naszą służbę?! I dlaczego gwardziści mają go w dupie?

- Możecie iść, miłego dnia.

Ustawiłem się obok opiekuna, z wyraźnym zażenowaniem wymalowanym na moim pysku. Mam nadzieję, że wytrzymam tu z tym knypem do wieczora, wolałbym się na niego nie rzucać. Nie teraz, nie na służbie.

Zniszczę go, jeszcze tylko kilka godzin. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Dzięki - Również rzuciła na odchodne nadal mając mieszane odczucia. Był podmieńcem ale mimo to... Innym. Tak go określiła wymijająco by nie powiedzieć dobrym. - Pytanie tylko co gorsze - Stwierdziła odpowiadając na słowa Crimson dotyczące Crystal i Królowej. - Tak szczerze moje jest lepsze ale aktualnie wokół niego pełni warte pewne robactwo... - Zastanawiało ja czy takie ryzyko powrotu nie czyni jej przypadkiem bezdomną, przynajmniej w tym momencie. 

 

Batty

- Ja? - Odpowiedziała pytaniem ma pytanie najwyraźniej nieco skołowana. - Zamierzam to co wcześniej a to bardzo l tylko krótki postój - Usiadła na podłodze przecierajac czoło ścierka od Ordera. - Udać się do Equestrii a tam kogoś znaleźć...

- Ta, zostaniemy tutaj - Stwierdziła Fire zaraz po tym jak Batty skończyła mówić. - Ta kostnica to nie tylko grób waszych ale i naszych - Najwyraźniej również mieli niedokończone sprawy w tym miejscu. - Szczerze mówiąc mam nadzieję że Crystal nie uznaje nas za tak głupich by spodziewała się takiego ruchu - Lekko się uśmiechnęła. W tym czasie Chlorine wraz z uleczonym buntownikiem minął Pearl i resztę rzucając tylko krótkie, lekko oschłe ,, dzięki". - Może ryzykowne ale czasami to jedyne wyjście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Zawsze mogę pomóc w dezynfekcji - lekko się uśmiechnęła. - Do walki z robalami raczej mnie wpuszczą do stolicy jednorożców - puściła oczko do White kiedy szły dalej. Nikt ich już nie zaczepiał kiedy szły, wszyscy zajęci byli swoimi interesami. Kiedy na rynku nie było Sinister inni dilerzy na tym korzystali sprzedając swoje towary. Natomiast gdzieś w głębi rynku dochodziły potworne ryki kiedy potwory ścierały się na arenie. Ponownie trwały też aukcje, ale tym razem nikt nie handlował kolejnym klaczami tylko maszynami zniszczenia czy biżuterią i artefaktami. Mimo to Pumpkin, aż zadrażała kiedy znów zobaczyła to miejsce. Nawet gwardziści zdawali się już nie zwracać uwagi na klacze patrolując teraz tylko okolice. W końcu po dobrej godziny drogi zaczęły docierać do jednej z kolejnych bram. White i Pumpkin mogły się przekonać jeszcze bardziej jak rozległe jest to miejsce i jak wiele jeszcze nie widziały, bo rynek zdawał się ciągnąć w każdą stronę jeszcze przez wiele kilometrów niczym niewielkie miasto. W końcu Crimson stanęła i wyciągnęła papierosa.

- Ostatni posterunek - mruknęła patrząc na kolejkę zbierającą się do wyjścia i zapalając fajkę. - Tam będzie już czekał powrót do domu, to która wejdzie pierwsza tym razem?

- Naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek się wam odwdzięczę - pierwszy raz głos Pumpkin stał się tak radosny, chyba już czuła, że jest w domu.


Baza

- O jakiej ofercie on gada? - powiedział zaskoczony Spear. - Jak dużo mnie ominęło i gdzie te skurwiele?

- Nie sposób tego opowiedzieć krótko, to naprawdę długa historia - Pearl lekko się do niego uśmiechnęła, a potem spojrzała na buntowników, którzy jej podziękowali. - Taka moja rola - dodała do nich również się uśmiechając, aż nie spojrzała na Ordera. - Muszę odmówić propozycji. Jestem lekarzem, nie żołnierzem, wyruszyłam na te ekspedycje żeby pomagać innym, a nie zabijać. W Canterlocie mieszkają moje dwie młodsze siostry, jeśli nie wrócę trafią do przytułku, a boje się pomyśleć co im zrobią jeśli w dowództwie dowiedzą się, że zdradziłam - wbiła wzrok w podłogę.

- Żaden szanujący się żołnierz nigdy nie zdradza dowództwa - powiedział znowu Spear. - Poza tym na mnie też ktoś czeka w Canterlocie, obiecałem, że wrócę

- Nie mogę zostawić swoich żołnierzy - powiedział ponuro Lance, a potem spojrzał na Fire. - Nie macie też powodu aby nam ufać. Na pewno jednak nie zdradzę waszego położenia dowództwu. Wierze, że wspólna walka rodzi więzi między żołnierzami, silniejsze niż rozkazy, a po tym co wszyscy tu przeżyliśmy raczej nasze łatwo się nie rozerwą


Canterlot

Kiedy jednorożce zniknęły służba znów wróciła na normalne tory, ale nic nowego się nie działo. Podmieńce najwyraźniej nie były na tyle głupie aby wchodzić główną bramą albo rekrut nie był w stanie żadnego zlokalizować, nikt też nie zachowywał się podejrzanie przez co czas ciągnął się niemiłosiernie. Rekrut, który przyszedł tu z Dawnem w końcu oprał się o ścianę pozwalając sobie na odrobinę wygody, a w kierunku Dawna nagle poleciała butelka z wodą. Jak się okazało jego przełożony mu ją rzucił.

- Pozwól na chwilę - powiedział w jego kierunku. Kiedy Dawna szedł do swojego dowódcy rekrut jeszcze szepnął w jego kierunku. Ktoś dostanie dziś klapsa. - Nie powinieneś brać wszystkiego za bardzo do siebie, są rzeczy do których nie możemy się mieszać - powiedział mu  w końcu przełożony kiedy już się oddalili tak żeby nikt ich nie słyszał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Peace spojrzał w ich kierunku z rezygnacją, podejrzewał, że chociaż Lance zostanie ukarany.

- Szanuję waszą decyzję, gdybym był wami - poza Lance'm zrobiłbym dokładnie to samo. Jeśli chodzi o nas... najprawdopodobniej w najbliższym czasie też nie będziemy się tutaj zbliżać, mamy ważniejsze cele.

Zwrócił się w kierunku Batty.

- Zatem mamy wspólny cel. Jeśli kiedykolwiek natkniemy się na siebie i będziesz potrzebować pomocy, postaram się jej udzielić.

Ukłonił się zwracając w kierunku Sanda.

- Dobra, spadamy. 

Sand ziewając głośno uśmiechnął się, i ruszył za Peace'm spoglądając się w kierunku Spear'a.

- Uratowaliśmy ci dupsko rekrucie,  więc użyj chociaż resztki godności i nie wystawiaj nikogo, ok?

Mrugnął w jego kierunku, po czym ruszyli w stronę wyjścia z bazy.

 

Dawn Spark

 

Po oddaleniu z gwardzistą od reszty wypiłem butelkę jednym haustem, a następnie przemówiłem.

- Przepraszam za moje zachowanie, ale uznałem za stosowne interwencję. Jesteśmy przedłużeniem woli Cesarzowej, a jej zależy na dobrze jednorożców, toteż i ja chcę im jak najbardziej pomóc. Poza tym byłem w stanie łatwo wywnioskować, że była ofiarą przemocy domowej, a jest to zabronione prawem.

Nie dałem gwardziście kontynuować, mówiąc dalej.

- Poza tym ten rekrut swoim zachowaniem zhańbił imię naszej Pani, i nawet jeśli was to nie rusza dla mnie jest to niedopuszczalne. Wyzwałem go na pojedynek po dniówce, i mam zamiar ukarać go za to, czego się dopuścił. Wierzę w misję Cesarzowej, i będę jej służył z całych sił, aby ta misja została wypełniona.

Po przemowie spojrzałem w jego twarz, oczekując odpowiedzi.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Mam nadzieje że nie będzie to niezbędne... Tak naprawdę to ciekawe jak bardzo zalazłam im za skórę - Uśmiechnęła się trochę nieszczerze. - Czy po prostu po paru tygodniach mi odpuszczą uznając że nie jestem warta zachodu czy jednak nie będą tego robić dopóki mnie nie dopadną - Spojrzała w kierunku aukcji gdzie wczoraj Pumkin została sprzedana zupełnie jakby czyjeś życie dało się wycenić. - Zabijanie ich mija się z celem bo przyślą kolejnych i to byłaby raczej kwestia czasu zanim przypadkiem któreś z kopyt by mi się nie potknęło podczas walki... Ale jedna sprawa na raz - Stwierdziła krótko najwyraźniej chcąc urwać ten temat. - Musimy kogoś odprowadzić do domu i najlepiej bez dalszych problemów... - Stanęła tuż obok Crimson w kolejce. - A to jest jakaś różnica? Chyba ich nie powinno obchodzić dokąd się udajemy chyba że samo używanie tych portali trzeba zapłacić - Spojrzała na nią pytająco. 

 

Batty

- To prawda że nie mamy powodu wam ufać... - Zaczęła Fire patrząc na Lance'a. - Przez co na pewno będę miała problemy utrzymać swój autorytet bo wielu skrytykuje tą decyzje ale nie widzę siebie w sytuacji w której teraz rozkazałabym się was pozbyć. Bez nas byście nie przetrwali tego ale my bez was również. Najprawdopodobniej chcielibyśmy spalić to miejsce uznając że tu mają gniazdo... A potem jeśliby się udało gorzko byśmy się zdziwili - Pokręciła głową. - Po prostu o nas nikomu nie wspominajcie i to powinno wystarczyć. Crystal ma to co chciała i wątpię że wyśle tutaj jeszcze kogoś - Uśmiechnęła się przechodząc na inny temat. - Ale jest jeszcze jedna sprawa. Wspominałeś że chcieliście pochować swoich... Lepiej to zrobić wcześniej niż później zanim zjawi się tu reszta mojej ekipy bo mamy bardziej stonowanych osobników ale też tych narwanych... Wiesz jak jest - Stwierdziła będąc niemal pewna że też z tym się spotkał. - I dopilnowanie ich może być trudne. 

 

- To całkiem możliwe w zasadzie - Batty odpowiedziała Orderowi. - Może w tym momencie mamy dwie różne drogi jednak spotykają się na samym końcu - Stwierdziła i ruszyła za nimi gdy skierowali się do wyjścia. - Ale mam jeszcze jedną prośbę. Możliwe że mój kontakt w Equestrii... Się urwał - Trochę ciężko przeszło jej to przez gardło. - I chciałabym wiedzieć gdzie mogłabym ciebie znaleźć w takim wypadku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Możesz też poczekać, aż sami się pozabijają, skoro planują atak na Crystal to raczej długo nie pożyją i po wszystkim wycofają się i dadzą ci spokój - wzruszyła kopytami. - Skoro cesarzowa widzi wszystko, to już pewnie wie, że się na nią szykują - powoli ruszyła naprzód kiedy kolejna osoba się przesunęła i wróciła do sprawy portalu. - Nie ma różnicy, raczej chodziło mi o sensacje żołądkowe po podróży - rzuciła delikatny uśmiech White i właśnie wtedy nadeszła ich kolej.

- Wynosicie coś? - spytał gwardzista patrząc podejrzliwie.

- A co chcesz mnie zrewidować? - rzuciła mu krzywy uśmieszek.

- Dobra idźcie już - machnął z niechęcią kopytem, a Crimson zaczęła powoli iść przed siebie. Gwardzista nic już nie powiedział też White i Pearl. Kiedy tylko znalazły się poza murami Crimson lekko się rozciągnęła i spojrzała na White.

- Coś ze mną nie tak, że tak do siebie zniechęcam? - rzuciła jej nieco zmartwione spojrzenie zadając to pytanie.


Baza

- Nie jestem po waszej stronie i nigdy was nie poprę, ale nie jestem szują - skrzywił się Spear w kierunku Sanda. - Mam nadzieję, że nigdy już się nie spotkamy, bo szczerze mówiąc dziwnie byłoby teraz ze sobą walczyć

- To trochę dziwnie zabrzmi, ale będzie mi was naprawdę brakowało - powiedziała nagle Pearl. - Gdyby to był inny czas i okoliczności to myślę, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Jeśli kiedyś zobaczę was umierających na polu walki możecie na mnie liczyć

- Jeśli twoi żołnierze zaczną podważać twój autorytet to znaczy, że nie rozumieją jak wspaniałego dowódce mają, to był honor walczyć z wami po jednej stronie i masz też racje musimy się pośpieszyć - zasalutował Fire, a potem spojrzał na Batty.  - Jeśli zmierzasz do Equestrii możesz iść z nami, ale musiałabyś poczekać, aż skończymy chować naszych zmarłych


Canterlot

- Wiesz co się dzieje kiedy stajemy się jednością z cesarzową? Chyba nie, bo zakładasz, że nie reagujemy. Uczucia często przeszkadzają, a my musimy się ich wyzbyć. W naszych działaniach nie ma gniewu rozpaczy czy chęci zemsty. Nie stajemy się też psychopatami bez serca, dla których zabijanie staje się rozrywką. Cena mocy jest wielka, ale wierzymy cesarzowej dlatego oddajemy jej wszystko czym byliśmy, jesteśmy i będziemy, bo jej wierzymy. Jeśli uważasz, że twój towarzysz jest niewarty łaski cesarzowej to poczekaj, aż ona to oceni, w innym wypadku będziesz musiał pogodzić się z własną niewiedzą. Ona widzi więcej niż którekolwiek z nas, to ona nas kuje niczym żelazo, aż staniemy się jej bronią. Nie możemy też mieszać się w sprawy innych. Jeśli ta klacz poprosi dostanie schronienie i ochronę nawet nie mówiąc wystarczy, że tylko da znak, ale nie możemy wiedzieć co dzieje się w jej domu, a kierowanie się przeczuciami nigdy nie przynosi zadowalających rezultatów, rozumiesz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Peace stanął na chwilę, szepcząc Batty do ucha.

- Każdy żołnierz u nas posiada swój identyfikator, kiedy natraficie na naszych I uda wam się porozumieć wystarczy go podać razem z imieniem, a następnie poprosić o lokalizację.  Mój numer to 1375. Przy odpowiedzi zostaniesz skierowana do bazy lub też w miejsce, w którym się znajduję. Jeśli kiedyś odwiedzisz którąś z baz, w której będę się znajdować postaram się, aby załoga przekazała ci jeden z naszych podręcznych komputerów, wtedy będzie dużo łatwiej.

Następnie odsunął się kawałek, uśmiechając się.

- To my już się stąd zabieramy, to dla mnie zaszczyt, mogąc służyć u waszego boku.

 

Kontynuowali drogą w stronę wyjścia z bazy. 

 

SS: Nie uważasz, że powinniśmy tutaj wkroczyć? Napotkamy praktycznie zerowy opór, a jeśli uda nam się ten teren przekopać...

PO: Nie, skoro lojaliści już tu byli to bardzo możliwe, że kiedyś tu wrócą. Póki co musimy chować się pod ziemią, po dogadaniu się z resztą buntowników poczekamy jak nasi naukowcy wymyślą jakąś skuteczną broń na szwadronersów. Uzbroimy całą resztę, a później przejdziemy do ofensywy.

SS: Ta, a po wszystkim uwolnimy Księżniczki, mane6, one pokonają Crystal a następnie wszystkich nas wpieprzą do lochów, albo wyślą w inne, równie zabawne miejsce. Nie podoba mi się ten plan.

PO: A masz lepszy pomysł? Celestia może okazać nam litość, może przy okazji ułaskawić. Jeśli już pozbędziemy się opozycji w naszych szeregach, to reszta z pewnością się dopasuje, będziemy żyć długo i szczęśliwie.

SS: Chyba tylko wtedy, kiedy wypierze nam wszystkim mózgi.

PO: Szczerze? Mi to pasuje. 

SS: Ehh...

Po wyjściu z bazy ruszyli na zachód.

 

Dawn Spark

 

Po słowach gwardzisty ponownie chwilę zajęło mi pomyślenie nad własną odpowiedzią, nie zgadzałem się, ale w sumie... mówi prawdę.

- Tak jest, skoro Cesarzowa wszystko widzi mam nadzieję, że nie ominie go kara. Chciałbym jednak, abym to ja mógł ją wykonać, jeśli oczywiście możliwe. Dziękuję, sir.

Wróciłem pod bramę, skupiając się ponownie na zadaniu.

Mam nadzieję, że pozwolą mi urwać mu łeb, bez żadnych konsekwencji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Jeśli Crystal widziałaby wszystko... - Przy kontroli nawet nie odezwała się słowem uznając to za zbyteczne. - To wydaje mi się że udaremniłaby ten atak zanim by się publicznie pojawiła. Tak byłoby o wiele bezpieczniej dla niej - Stwierdziła robiąc małą przerwę. - Więc albo ta plotka jest przesadzona albo czuje się tak pewnie że nie przejmuje się tą sprawą jednak żeby się przekonać musimy poczekać na ten dzień który to zweryfikuje - Pokręciła głową a potem, widząc zmartwione spojrzenie Crimson delikatnie uśmiechnęła się. - Wiesz, jeśli nadal pilnowałabym porządku zapewne również bym się do ciebie zniechęciła... - Powoli zaczęła. - Ale to było kiedyś. Tak jest najwyraźniej przez twój sposób bycia który stwarza nieco problemów ale czasami w zasadzie wychodzi to na dobre - Na chwilę spojrzała w kierunku Pumpkin. - Więc mi to jak na razie nie przeszkadza. 

 

Batty

- Pearl - Zaczęła Fire. - Rozumiem twoją dobroć ale wydaje mi się że jeśli zostanę śmiertelnie ranna to raczej na pewno zostanę złapana przez innych... A wtedy czeka mnie egzekucja przed publicznością - Stwierdziła. -Więc wydaje mi się że nieudzielenie pomocy to będzie dla nas akt miłosierdzia - Potem skierowała wzrok na Lance'a i odpowiedziała mu wojskowym pozdrowieniem - Nie każdy zrozumie chociażby tymczasowe połączenie sił z... jakby nie patrzeć przeciwnikiem bo mamy różne cele - Mimo twardych faktów nazwanie trójki gwardzistów wrogami przyszło jej z trudem. - Ale mam pewien pomysł - Rozejrzała się w lewo a potem w prawo sprawdzając czy nie usłyszą tego uszy które nie powinny. - Dacie radę udawać że po tym co tu się stało nienawidzicie Crystal? Na pewno trochę by to załagodziło sprawę. 

 

Batty również przystanęła widząc że Order chce powiedzieć jej coś na ucho. Przez chwilę się zastanawiała czy są to tajne informacje czy po prostu nie chciał by usłyszeli to gwardziści. - Dzięki - Odpowiedziała również szeptem a potem już normalnym tonem dodała: - Powodzenia na szlaku, nie dajcie się niczemu zeżreć - Po czym zawróciła i dołączyła do reszty. - W zasadzie moment wytchnienia po tym co przeszliśmy się przyda - Odpowiedziała Lance'owi mimo że jedna sprawa cały czas nie dawała jej spokoju ale z drugiej strony... Jeden czy dwa dni dużej różnicy nie zrobią. - A w grupie jednak podróżuje się bezpieczniej więc skorzystam z tej oferty. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- To byłoby tylko pierwsze wrażenie - delikatnie się do niej uśmiechnęła. - Myślę, że zaraz byśmy się dogadały i mogłabym nawet dać się tobie zrewidować - Pumpkin zdawała się nie bardzo rozumieć gierki słownej Crimson lub dobrze udawała. W każdym razie nie mieszała się do rozmowy tylko oczekiwała. Crimson dopiero po chwili znów zwróciła na nią uwagę. - Nie martw się zaraz będziesz w domu - wskazała na okoliczne wysuszone drzewo, a ona spojrzała na nią pytająco. - No wiem wygląd nie powala, ale tak nikt nic nie podejrzewa. Drzewo to przejście - kiedy to powiedziała właśnie wyszła z niego jakaś grupa kucyków. - Problem w tym, że nie wiem jak się nie rzucić w oczy gwardii w twojej okolicy, bo dawno mnie tam nie było. A ty kiedy byłaś ostatnio w domu?

- Sama już nie wiem...

- No to słabo, ewentualnie możemy udawać, że jesteśmy własnością White. Jest jednorożcem, to się raczej nie przyczepią - powoli podeszła bliżej drzewa. - Proponuje, że zrobię to pierwsza, tak na wszelki wypadek. Szkoda, żebyście ucierpiały, mnie już bardziej się nie da zepsuć  - nim zdążyły odpowiedzieć wbiegła w drzewo żeby zaraz w nim z niknąć. Po niedługiej chwili wychyliła głowę. - No chodźcie - pogoda jest tu naprawdę ładna - Pumpkin lekko się uśmiechnęła, a potem ruszyła. Kiedy obie klacze weszły mogły zobaczyć miasto, które było skutecznie ogrodzone. Wszędzie stały wieże, na których stali gwardziści, a jeśli ktoś chciał wejść musiał minąć posterunek przy bramie lub przeskoczyć niezauważony ogrodzenia. Mimo tego smętnego widoku Pumpkin rozpłakała się z radości. - To gdzie jest twój dom?

- Za miastem, na farmie, nie mogę uwierzyć, myślałam, że już nigdy tu nie wrócę


Baza

Prośba Fire nieco chyba zaskoczyła troje gwardzistów, a z całą pewnością Speara. Mimo wszystkiego co się stało można było odnieść wrażenie, że nadal ufa cesarzowej i nie ma zamiaru poddawać w wątpliwości jej osądu. Pearl spojrzała pytająco na swojego dowódcę, a ten uśmiechnął się po niedługiej chwili w kierunku Fire.

- Myślę, że możemy spróbować, prawda? - pytanie padło głównie do Speara, który mało optymistycznie pokiwał głową.

- Jeśli znajdę cię na polu walki ranną to schowam cię i uleczę wtedy nie trafisz na egzekucje - Pearl mrugnęła w jej kierunku.

- Cieszy mnie, że wyruszysz z nami, mam nadzieję, że znajdziesz to czego szukasz kiedy dotrzemy - Lance uśmiechnął się do Batty, a potem spojrzał na swoich żołnierzy. - Chodźmy, nie przeszkadzajmy dłużej, czas abyśmy oddali ostatnie honory naszym braciom, a potem wyruszyli dalej - rzucił ostatni uśmiech Fire, a potem ruszyli w kierunku wyjścia.


Canterlot

- Muszę się odlać - powiedział po kolejnej godzinie rekrut. - Chyba mogę, co?

- Nie powinniśmy opuszczać stanowiska - powiedziała ponuro przełożony Dawna.

- To mam narobić w zbroję? To chyba będzie hańba dla munduru czy coś

- Niech idzie - westchnął jego przełożony. - I tak nic się nie dzieje - rekrut pokiwał głową, a potem odszedł na bok. - Jesteś za ostry

- Jego umiejętności to wykrywanie podmieńców, jeśli go nie będzie i...

- Poradzimy sobie. Dziwie się, że twój rekrut daje tak radę stać bez przerwy w tym słońcu

- Podchodzi poważnie do swoich obowiązków. Jeśli nie zmieni nastawienia może zostać kiedyś wybrany

- A ty co myślisz? - spytał w kierunku Dawna przełożony drugiego rekruta. - Masz ochotę na przerwę? Nic się raczej nie stanie jak odejdziesz na dwie minuty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Po oddaleniu się od bazy ruszyli w kierunku pierwszego wysuniętego punktu kontrolnego, który znajdował się najbliżej ich aktualnej lokalizacji. Wciąż jednak znajduje on się spory kawałek stąd, więc najpewniej dotrą tam za jakiś dzień-dwa.

 

SS: Więc jak dowództwo chce sobie poradzić z Frontem Ragnaroka? Jeśli teraz się na nich rzucimy to ryzykujemy spore straty, ci goście są tak zradykalizowani, że bez walki się nie poddadzą, a i wśród nich i tak większość stanowią FOLowscy weterani z zachodniej Europy i USA.

PO: Dokładnych planów jeszcze nie znam, opcji jest kilka, ale w każdej z nich robimy z nimi porządek, bez tego nie będziemy w stanie dogadać się z kucami. Wydaje mi się, że w czasie kiedy będę negocjował z nimi dowództwo przeprowadzi ofensywę. Działalność rojalistów ostatnio osłabła, więc będziemy mieli idealną okazję do pozbycia się ich, poza tym...

SS: Tak?

PO: Po wszystkim ruszę na poszukiwania artefaktów, dodatkowo poproszę naukowców o zapewnienie mi jakiejś skrzynki antymagicznej, żeby ukryć ich obecność. Możemy też spróbować je zniszczyć, ale  nie wiem, czy to właściwe.

SS: Czyli dodatkowe zadanie. Nigdy nie odpoczywasz, co?

PO: Póki nie przywrócimy Equestrii do stanu sprzed naszego zepsucia... nie, nie odpocznę. W razie czego chciałbym cię poprosić o pilnowanie mojej rodziny.

SS: Możesz na mnie liczyć.

 

 

Dawn Spark

 

Po lekkim zapanowaniu nad negatywnymi emocjami rekrut po raz kolejny dał znać o swoim upośledzeniu. Gwardziści zmiękli jednak, i pozwolili mu odejść na chwilę.

Na pytanie drugiego przełożonego odpowiedziałem ze stanowczością w głosie.

- Nie, rozdzielenie sił przy tak poważnym zadaniu może być bardzo niebezpieczne, dziękuję jednak za propozycję.

Widząc, że rekrut zniknął kawałek dalej zacząłem jednak mówić.

- Nie podoba mi się nastawienie mojego współtowarzysza, swoim zachowaniem hańbi dobre imię swojej potencjalnie przyszłej służby. Jednak z racji na posiadanie wyższych stopni uznam, że wasz osąd jest właściwy, gdybym to jednak ja był na waszym miejscu już dawno byłby za to ukarany.

Skierowałem wzrok w kierunku bramy, czekając na ich odpowiedź.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Niewykluczone - Stwierdziła nie dając po sobie poznać czy zrozumiała grę słów czy nie. - Wszystko by zależało od tego czy byś zamierzała sprawiać problemy czy nie - Zaraz spojrzała na drzewo wskazane przez Crimson i lekko się uśmiechnęła gdy spojrzała za siebie. - Tak...  Portal chowają w drzewie by uniknąć podejrzeć a przy okazji budują fortece widoczną z daleka. Ktoś chyba nie do końca przemyślał temat - Dobry humor jaki posiadała White osłabł jednak w momencie w którym dowiedziała się że znowu będzie musiała udawać że jest czyjąś właścicielką. Wiedziała jednak że to chyba jedyne wyjście z tej sytuacji. Przeszła śmiało przez portal i mimo że nadal nie przyzwyczaiła się do ich stosowania w pełni utrzymała w ryzach swój żołądek. 

- Zaraz - Odezwała się nagle. - Żadna osoba nie zgłosiła że Pumpkin zaginęła? Jeśli tak to mogłoby nieco ułatwić sprawę. 

 

Batty

- Po prostu nie chciałabym tutaj strzelaniny w pierwszym dniu... -  Zaczęła Fire ale szybko dotarło do niej że coś takiego już miało miejsce. - Kolejnej - Dodała patrząc na Speara z wyrazem twarzy który zdradzał niewypowiedziane pytanie ,,Ty tak na serio?". Nie czekając na odpowiedz ruszyła w przeciwną stronę niż oni prowadzącą do ich niedawnego schronienia przed tymi stworami. 

 

- Nie szukam rzeczy - Batty powiedziała nieco oschle by ukryć w głosie zmartwienie. - A osoby dzięki której dzisiaj mogliśmy się spotkać - Nie powiedziała tego wprost że zawdzięcza jej życie. Po chwili usiadła na podłodze przy okazji wyciągając i otwierając swoją książkę. Dzisiejszy dzień był dla niej pełen niespodzianek, targały nią różne emocje zaczynając od niepokoju i żalu i kończąc na przytłaczającym ciężarze tej nowej obietnicy złożonej komuś kogo tak naprawdę nie poznała. ,,Przydałby się jakiś jasny plan'' - Pomyślała wiedząc że w nowym świecie do którego zmierza może być z początku trochę zagubiona i dziękowała... Nie wiedząc nawet komu że przynajmniej wyruszy tam w towarzystwie tej trójki gwardzistów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- To możliwe - westchnęła Crimson. - Gwardia jednak raczej nie jest zainteresowana zniknięciami kucyków ziemskich czy pegazów, mają większe problemy niż niedorobione niby żałosne kucyki. Zwykle niby w takich sytuacjach są jakieś procedury poszukiwawcze, z tego co wiem, ale jeśli kogoś nie znajdują to z góry uznaje się to za ucieczkę. To chyba zresztą nie dziwne biorąc pod uwagę obecny standard życia ziemskiego kucyka lub pegaza, kto nie chciałby uciec, sama czasem o tym myślałam, ale gdzie w Equetrii przyjmą mnie z otwartymi ramionami? - wzruszyła kopytami, a potem spojrzała na Pumpkin. - To jak mała. Rodzina zgłosiła, że zaginęłaś?

- Myślę, że tak - odpowiedziała cicho. - Wiedzą, że nigdy bym nie uciekła, a na pewno nie sama. Jestem pewna, że się o mnie martwili i to zrobili

- Skoro tak to może podejdziecie we dwie i to wyjaśnicie, a ja tu zaczekam - spojrzała na White. - Jeśli nie chcesz udawać mojej właścicielki to mogą nie być zachwyceni widokiem ziemskiego kucyka, który zwiedza sobie miasta wokół


Okolice bazy

- Kogokolwiek więc szukasz jestem tak samo wdzięczny tej osobie - powiedział Lance, tylko na chwilę się zatrzymując kiedy Batty wyciągnęła książkę i coś w niej notowała. - Gdyby nie ta osoba pewnie my również byśmy nie żyli

- Nie chce wychodzić na niewdzięcznika - wtrącił Spear i spojrzał na Batty. - Ale jak wprowadzimy ją do Canterlotu? To miejsce elit tylko dla jednorożców, a ona jest mieszańcem. Zaraz mogą ją za to gdzieś zabrać. Mieszańcy są najgorzej traktowani, gorzej niż inne kucyki za mieszanie szlachetnej krwi

- Mam na to plan - Pearl kiedy to powiedziała delikatnie uśmiechnęła się do Batty. Spear wyglądał na zaciekawionego, ale najwyraźniej na razie medyczka nie chciała zdradzać szczegółów tego planu. Kiedy trochę się oddalili, powoli zaczęli zbliżać się do miejsca gdzie do niedawna stała świątynia, a teraz została po niej tylko pusta przestrzeń. Nadal leżały tu jednak ciała poległych gwardzistów, których Spear mógł zobaczyć pierwszy raz.

- To nie jest śmierć godna żołnierza - wysyczał przez zęby. - Te stworzenia, to najgorsze co mogło kiedykolwiek powstać

- Teraz nie czas na to. Fire i tak sporo ryzykowała wypuszczając nas i pozwalając ich pochować. Nie nadużywajmy jej gościnności - uderzył magicznym promieniem tworząc wielką dziurę, a potem złapał jedno z ciał za pomocą lewitacji i je do niej wrzucił.

- Co zrobisz kiedy staniesz nad nią w czasie walki i będziesz miał zadecydować o jej życiu? - spytał Spear robiąc to samo co Lance wcześniej.

- Nie jest naszym wrogiem

- Ale wiesz, że jest wrogiem cesarzowej, a przy tym naszej krainy. Jako żołnierze cesarzowej musimy bronić domu

- Nie zabije jej - powiedział tylko ponuro, co jasno też miało wskazywać na zakończenie tego tematu.

- Jeśli chcesz możesz zaczekać z boku, aż skończymy Batty - powiedziała do niej Pearl. - Wiem, że nie jest to przyjemny widok.


Pustynia

Kiedy Order i Sand oddalali się od bazy mogli czuć nieprzyjemny skwar grzejącego słońca. Trasa z pewnością nie była przyjemna, ale w pewnym momencie mogli poczuć też ulgę kiedy zebrał się wokół nich silny wiatr, a potem zawisł nad nimi ogromny cień, który zaraz ich wyminął. Jak się okazało cień należał do wiwerny raczej nie wykazującej nimi zainteresowania. Przemierzanie kolejnych odległości kończyło się tylko widokiem wysuszonych kości dawno martwych zwierząt. Gdzieś na skale jednak wciąż coś im się przypatrywało, a było zdecydowanie za duże na sępa. Powoli wzbiło się w powietrze i zaczęło latać nad nimi, a przy tym nieprzyjemnie rechotać. Jak się okazało była to harpia, która chyba tylko wyczekiwała. W okolicy pojawiła się kolejna jak na wezwanie i teraz obie nad nimi latały. Mogło to wzbudzać niepokój, bo jeśli ktoś choć trochę znał te stworzenia wiedział, że są stadne, a gdzieś w okolicy musiało być ich gniazdo.


Canterolot

- Czego oczekujesz? - spytał przełożony tamtego rekruta. - Uważasz, że za karę powinien robić pompki, biegać w kółko, a może dostać batem po grzbiecie, a na rany sól? - pokręcił głową. - Zaledwie dwadzieścia procent z was do nas dołączy. Inni oszaleją, zginą lub uciekną, zawsze tak jest. Sami siebie ukaraliście w momencie kiedy przyszliście z zamiarem dołączenia do nas. Wszyscy myślą jakie to mamy zajebiste i piękne życie, ale nie wiedzą ile w tym poświęcenia. Wszystko zostawiamy cesarzowej, bo to jej wola. Jeśli wszystko co o nim mówisz jest prawdą, sam się niedługo ukarze, bo nawet nie będzie godny, to nie jest zwykła gwardia żeby praktykować typowe kary. Tak właściwie tylko jeden gwardzista z naszych oddziałów udziela kar. Wiesz o kim mówię, prawda?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Przyglądali się stworzeniom, jednak udawali, że nie zwracają na nie uwagi.

PO: Atakujemy z wyprzedzeniem?

SS: Pewnie. Nie ma tu już kucy, więc nie muszę udawać miłosiernego samarytanina.

PO: No dobra, to dajesz.

Sand wyjął rewolwer, po czym zasypał latające nad nimi harpie ołowiem. Order w międzyczasie sięgnął po swoją broń, będąc przygotowanym na atak harpii w kierunku jego lub towarzysza.

Jego kompan uśmiechnął się jednak sadystycznie, zaczynając wrzeszczeć do stworzeń.

- No, chodźcie tutaj! Jesteście niczym, gównem, które przylepiło się do buta, i teraz wam to dokładnie wyartykułujemy! Macie do wyboru przedawkowanie ołowiu lub fragment gorącego metalu, chętnych na drugie danie zapraszamy na dół!

Peace powstrzymał się jednak z inwektywami, próbując uzyskać maksymalne skupienie.

 

Dawn Spark

 

Skrzywiłem lekko minę po słowach gwardzisty.

- Raczej wątpię, że regularna populacja Equestrii tak myśli. Wszyscy podejrzewają, że Cesarzowa pierze nam mózgi i steruje nami jak pionkami. Nawet jeśli to prawda, to podejmujemy się tego w słusznym celu, czym już udowadniamy swoją wyższość nad innymi. Mam nadzieję mimo wszystko, że to chodzące ścierwo, które jakimś cudem dostało się do gwardii zdechnie w męczarniach.

Chwila ciszy.

- Tak, mieliśmy okazję już zetrzeć się ze sobą. Jedyne co mogę powiedzieć na jego temat to fakt, że sam bardzo chętnie przytuliłbym taką ilość mocy. Dzięki temu mógłbym zostać czempionem Crystal, ale zanim to nastąpi... trochę czasu minie. 

Ponownie skupiłem myśli, ciężki jest mi opanować gniew, którym aktualnie darzę mojego ,,towarzysza".

- Chyba ten idiota zapomniał, po co tam poszedł. Mam iść go zawołać?

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- To teoretycznie łatwiejsze wyjście... - Mówiąc to zawahała się. - Ale co grozi za ucieczkę? Chyba nie puszczają tego płazem - Stwierdziła wspominając brutalność podczas egzekucji kucyków działających przeciwko Crystal. - I przecież nie powiem że znalazłam ją na czarnym bo się za nadto tym zainteresują. - Więc chyba będzie najlepiej jak jednak odprowadzimy ją po cichu - Ruszyła powoli przed siebie w kierunku miasta. - A odpowiadając na twoje pytanie to może nie ma już takich miejsc ale poza Equestrią są tereny gdzie prawo nie ma aż takiej siły... Za to musisz wiedzieć jak walczyć o swoje i nie dać się wykiwać - Westchnęła. - Nadawałabyś się ale pytanie jak długo jeszcze tak będzie bo Crystal raczej nie przestanie. 

 

Batty 

- A co jeśli się nie zgodzę? - Spytała Speara podnosząc oczy znad książki. - Nie jestem ich własnością by mogli mnie gdzieś zaciągać - Przewróciła oczami i kontynuowała. - Po za tym to nie moja wina że mój ojciec przeleciał nietoperza - W jej głosie nie było ani cienia wyrzutu czy złości więc raczej lubiła siebie taka jaka jest. - Najwyraźniej taki miał gust i w zasadzie go nie winię... - Zamknęła książkę i ruszyła za nimi dochodząc z powrotem do miejsca gdzie niegdyś stała świątynia. - Raczej nie musicie się o to martwić. Kiedyś mi powiedziała że jeśli jeszcze raz przymusowo sprowadzą ją na ziemie i znowu przeżyje to sama dokończy dzieła... Stwierdziła że nie chce dostawać od losu kolejnej szansy gdy reszta jej załogi pozostaje spalona albo posiatkowana odłamkami. Inni mówią że nie jest taka sama jak na początku wojny - Spoglądała jak Lance i Spear wrzucają swoich towarzyszy broni do dziury która posłuży za zbiorową mogiłę. - Nikogo z nich nie znałam - Odwróciła na chwilę głowę w kierunku Pearl. - Więc nie mam nad czym płakać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Tak szczerze, nie wiem co grozi za ucieczkę - Crimson jednak nie zdawała się przerażona tą myślą być może z powodu faktu, że widywała już najgorsze kary ze strony obecnego reżimu i nie sądziła żeby coś jeszcze zrobiło na niej wrażenie. - Zresztą nie wiem co może być gorsze od dzisiejszego życia ziemskiego kucyka, no może tylko ponyfikacja - mina jej nagle skwaśniała. - Kiedyś znałam pewną jednorożec, przeszła ponyfikacje z własnej woli. Jako człowiek nie czuła się nigdy sobą. Może to okrutne, ale chyba bym nie chciała żeby nadal żyła. Widziałam co robili z jednorożcami, które były dawniej ludźmi. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi, ona była delikatna niczym kwiat, nie zasłużyła by na to sobie - Pumpkin do tej pory niepewnie się wszystkiemu przysłuchiwała, a kiedy słuchała o dawnej znajomej Crimson posmutniała, ale kiedy były już niezwykle blisko miasta niemal odżyła w jednej chwili. Wyglądało, że chce pędzić w kierunku dawnego domu, ale Crimson ją powstrzymała w ostatniej chwili. - Wpadłam na pewien pomysł mała - nagle znów uśmiechnęła się do White. - Mówiłaś po cichu, to co powiesz aby nas teleportować prosto do miasta?


Okolice bazy

- Ty chyba nie do końca rozumiesz - powiedział Spear podnosząc jedno z ciał, które wydawało się należeć do niezwykle młodej klaczy, to było jedno z tych, które wyglądało lepiej. - Jesteś w Equestrii, a to znaczy na terenie cesarstwa cesarzowej. Jeśli zażądają żebyś poszła, nie masz wyboru i musisz to zrobić. Prawa są jakie są, a sama nie jesteś przecież w stanie podbić Canterlotu

- No ja tam nie wiem - westchnęła Peral również wrzucając kolejne ciała. - Gdyby nie ona już byśmy nie żyli. Tylko ona i tamta smoczyca przyszły na ratunek naszemu dowódcy. Poza tym sam fakt, że może patrzeć na te makabrę bez mrugnięcia okiem wskazuje, że jest niezwykle silna

- Przestańmy się martwić na zapas - wtrącił Lance. - Coś wymyślimy, na początek jednak chce to skończyć i wynieść się z tego pustkowia. Nie chce już nigdy więcej oglądać pustyni. A co do Fire mam dla niej wielki szacunek, uważam, że jest dobrym żołnierzem. Gdyby każdym z nas przestały prowadzić tylko uprzedzenia, a byłby to honor i walka o innych jak w jej przypadku, może świat byłby inny - wrzucali tak ciała przez około dwie godziny, skwar słońca stawał się powoli bezlitosny, a nad mogiłę zaczęły zlatywać się insekty, które najwyraźniej do tej pory odstraszały mieszkające tu do niedawna potwory. Kiedy skończyli zasypali mogiłę piachem, a potem Lance oznaczył to miejsce kamieniem, na którym za pomocą rogu stworzył jakiś wzór. - To chyba już koniec - dowódca przetarł pot z czoła. - Jesteście gotowi?

- Im szybciej tym lepiej - powiedział ponuro Spear.

- Ja byłam niemal od początku - cała trójka spojrzała na Batty oczekując jej odpowiedzi.


Harpie

Stworzenia, które zostały niespodziewanie zaatakowane niemal nie miały szans na ucieczkę. Pierwsza z Harpii zaczęła spadać prosto na Sanda, a kolejna miała uszkodzone skrzydło i z wrzaskiem spadła na ziemię, nie mogąc już najwyraźniej latać, ale rzuciła się jednak wściekle mimo rany w kierunku Ordera. Kolejne były ranione, ale nadal były w stanie latać. Jednak wrzaski potworów najwyraźniej usłyszały inne. Z okolicznego wzgórza zaczęły napływać niepokojące dźwięki, a wtedy oboje mogli zobaczyć jak stada latających bestii zaczynają wylatywać ze wzgórza, przypominając przy tym nadciągającą szarańczę.


Canterlot

- Nigdy nie było władzy doskonałej - powiedział teraz dowódca Dawna. - Zbadałem dokładnie historię ludzi i jak to się dla nich skończyło? Ich władcy przez całą ich historie ich wykorzystywali, a potem niemal stracili wszystko. Gdyby nie ofiarność Celestii cały ich gatunek by zginął

- Dokładnie, a w swej nieprzemierzonej głupocie owiniętej w miłosierdzie księżniczki sprowadziły potem zagładę na nas nawet nie pytając o zdanie swoich poddanych, a potem wysłały nas na wojnę z zagrożeniem, które same sprowadziły. Cesarzowa może nie jest idealna, ale teraz nikt już nie musi się przynajmnie bać, chyba, że ma do tego powody - mówił drugi gwardzista. - A co do niego... Powiem ci, że nie jesteś pierwszy, ale nikt tak na dobrą sprawę nie poznał jego tajemnicy. Nikogo i niczego się nie boi za wyjątkiem cesarzowej

- Czy to nie nasz drugi rekrut? - wtrącił przełożony Dawna odpowiadając na jego niedawne pytanie. Faktycznie drugi rekrut wracał, ale coś niósł na grzbiecie. Kiedy był wystarczająco blisko rzucił przed całą trójkę głowę podmieńca.

- Idiotka, myślała, że się nie domyślę - powiedział niemal z drwiną. - Odciąłem jej łeb kiedy piła właśnie wodę - zwykli gwardziści pilnujący bramy patrzyli na to w szoku. Jeden z nich machnął głową do jednego z towarzyszy żeby najwyraźniej poszedł po ciało podmieńca.

- To nie było rozsądne... - powiedział przełożony tego rekruta. - Co gdybyś się pomylił?

- Jak do tej pory się nie zdarzyło - głowa podmieńca sugerowała, że musiała to być samica i chyba jeszcze bardzo młoda. - Mogę zatrzymać głowę jako trofeum?

- Pomyślimy o tym potem... Mimo wszystko muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Peace odskoczył chwilę przed zderzeniem z harpią, zamachując się na nią swoją bronią, co poskutkowało jej śmiercią. Następnie położył ją na ziemi, majstrując coś przy tym. Sand spojrzał na niego zaciekawiony.

SS: Autodestrukcja?

Order odpowiedział, skupiony na ustawianiu urządzenia.

PO:  Tak. Jak ją uzbroję to wiesz co masz robić.

Sand uśmiechnął się jeszcze szerzej.

SS: Sam jestem ciekaw, co to cacko potrafi. Widząc jak ogromną moc miały te ładunki pewnie zdmuchniemy je jednym uderzeniem. 

Kiedy kuc skończył uzbrajać broń, ostrze zaczęło świecić się na czerwono. Następnie jednorożec podniósł ją za pomocą magii, a następnie wystrzelił w kierunku harpii.

SS: PADNIJ!

Kiedy broń wleciała w chmarę przeciwników nastąpił potężny wybuch. Sand i Peace jednak nie zauważyli go, gdyż rzucili się z twarzami w kierunku ziemi. Jednorożec wytworzył słabe pole siłowe, aby uchronić ich przed falą uderzeniową.

 

Dawn Spark

 

- Dobrze, że chociaż wiemy, że to co robimy jest właściwe.

Kiedy rekrut przyszedł z odciętą głową changelinga spojrzałem z zaciekawieniem, jednak po chwili dochodząc do siebie lekko mnie zemdliło. 

- Nieźle. Całkiem nieźle.

Nie wchodząc w dyskusje z kucem wróciłem do mojego zajęcia. Powoli zaczynałem mieć dość, ale wiadomo, że nie będę robił ciekawych rzeczy na początku mojej przygody. Dalej zastanawiałem się, w jaki sposób mogę go załatwić po powrocie do koszar. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- W każdym razie można z całą pewnością uznać że nic dobrego - Stwierdziła wiedząc że próżno szukać pobłażliwości u dzisiejszych gwardzistów. Słuchała uważnie dalszych słów Crimson ukazując na swojej twarzy coraz większe zdziwienie. - Ale... - Zaczęła zbierając myśli. - Jak można uznać że ciało które było z tobą od samego początku, tym którym poznawałaś nieznany świat nie należy do ciebie? Lub czuć się w nim nieswojo? Nie ukrywam że raczej tego nie zrozumiem... Chyba że tak znienawidziła poczynania swojej rasy że nie chciała mieć z nimi już nic wspólnego, to jak dla mnie jedyne wytłumaczenie które ma jakiś sens - Skrzywiła się na wieść że śmierć najwyraźniej była wybawieniem od życia sponyfikowanego jednorożca. - W zasadzię mogę - Odpowiedziała na propozycje Crimson która wydawała się jednak całkiem dobrym wyjście. - Najwyżej znowu mnie odprowadzisz - Dodała po czym przygotowała się do rzucenia zaklęcia.  

 

Batty

- To kłóci się nieco z moim poczuciem wolności - Popatrzyła na chwilę na ciało młodej klaczy po czym odwróciła wzrok nie kierując go na nic konkretnego. - I wiem że sama nie podbije Canterlotu ale nie musisz mi tego mówić bo nawet przez myśl mi to nie przeszło... Chyba że każdego wystrzelam zanim zorientują się gdzie jestem ale w to wątpię - Pokręciła głową. - A pustynia to ciężkie miejsce do przeżycia - Stwierdziła odpowiadając Pearl. - Bezlitośnie eliminuje słabych i pozostawia tylko tych co potrafią to wytrwać... Wydaje mi się że w moim wypadku było naprawdę ciężko - Dobór słów wskazywał na to że nie pamiętała swoich początków. - Jednak na terenie Equestrii boje się że zupełnie inne zasady niż te w których się wychowałam mnie przerosną - Spojrzała znowu na Speara a potem na Lance'a. - Potrzebuje chwili żeby się pożegnać z paroma osobami ale nie zajmie to dłużej niż pięć minut - Przygotowała się do rzucenia zaklęcia teleportacji. - I będę musiała się jakoś wykręcić od zabierania Kati, tej smoczycy. - Gdy Batty zniknęła w oddali mogli zauważyć mocno uszkodzony latający statek będący już bardzo blisko ziemi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Kiedy tylko White rzuciła zaklęcie cała trójka zniknęła w magicznym błysku pojawiając się gdzieś w zaułku gdzie nikt nie miał raczej możliwości ich dostrzec. White mogła poczuć lekki zawrót głowy, ale Crimson w porę podtrzymała ją przed upadkiem. Pumpkin natomiast miała szeroko otwarte oczy kiedy znalazły się w mieście. Najwyraźniej znała całą okolicę na pamięć, co nie mogło w sumie dziwić. Kiedy White była już w stanie się ruszyć cała trójka powoli opuściła zaułek wychodząc w samo centrum miasta. Baltimare było znacznie większe niż Ponyville, ale daleko było mu do takich miejsc jak Canterlot, Crystal Empire czy Manehattan. Podobnie jak niemal wszędzie i tutaj pojawiały się patrole gwardii, a na ulicach miasta były głównie jednorożce. Tak samo mało przyjemnym widokiem były kolejne kucyki uwięzione w dybach, a inny z licznymi ranami wiszący na pręgierzu kiedy nad jego nieruchomym ciałem zlatywało się robactwo.

- I niech ktoś mi powie, że to Czarny Rynek jest prymitywny - powiedziała na tyle cicho Crimson aby tylko jej towarzyszki ją usłyszały. Kiedy przechodzili okoliczne kuce rzucały nieprzyjemne spojrzenia Crimson i Pumpkin, najwyraźniej nikt nie poznawał nawet tej drugiej. W ich oczach musiała być tylko jednym z wielu kucyków ziemskich zamieszkujących te okolice. Natomiast White wysyłali przyjemne uśmiechy i kiwali głowami w geście powitania. - Pytałaś czemu opuściła ludzi - powiedziała nagle Crimson kiedy poruszali się dalej. - To chyba było jak z tamtym podmieńcem z Czarnego Rynku. Wiesz nie każdy jest szczęśliwy we własnej skórze - powoli zaczęły wychodzić poza teren miejski gdzie ciągnęły się długie pola z dość niewielkimi domkami, to tu musiał być teren kucyków ziemskich, które zresztą teraz pracowały w polach, a ich pracy pilnowali gwardziści.


Okolice bazy

- Szkoda byłoby ją zostawiać - mruknął Lance czując najwyraźniej, że ma również dług u młodej smoczycy. Nie zdążył jednak pogadać o tym z Batty, bo ta już zniknęła.

- Chyba żartujesz... - Spear nie dokończył widząc spojrzenie dowódcy, chyba zrozumiał, że nie zachował się jak należy w stosunku do przełożonego. - Sir... To by się nie skończyło dla niej dobrze. Tu jest bezpieczna, w Canterlocie zabiliby ją natychmiast. Nie ma szans abyśmy zdołali ją przeprowadzić, już z tą będzie problem

- Co to jest? - spytała niepewnie Pearl pokazując kopytkiem na statek.

- Chyba statek - mruknął Lance. - Włóżcie pancerze, lepiej to sprawdźmy - cała trójka włożyła szybko zbroje i ruszyła w kierunku, do którego spadał statek.


Harpie

Siła wybuchu sprawiła, że część harpii rozerwało w powietrzu, a ich kawałki zaczęły spadać po ziemi. Inne, które przetrwały zaczęły się z piskiem wycofywać. Pole siłowe stworzone przez jednorożca uchroniło co prawda oboje przed śmiercią w wybuchu, ale siła eksplozji była na tyle silna, że zdołała zniszczyć pole, a nawet lekko przypiec ogony obu kucy. Jak się okazało jakaś harpia nadal była na ziemi i teraz wściekle wskoczyła w ich kierunku, ale zanim zdążyła się zbliżyć wielkie szczypce wyszły z pod pisaku i zacisnęły się na jej ciele, a potem wciągnęły wrzeszczącego stwora pod ziemię. Najwyraźniej oba jednorożce pozbyły się harpii, ale eksplozją wybudzili mieszkające pod ziemią stworzenia, które mogły ich teraz otaczać na każdym kroku.


Canterlot

Gwardziści pilnujący bramy wrócili niedługi czas później niosąc ciało niewielkiego podmieńca pozbawionego głowy. Ciało było smukłe, typowe dla klaczy, a z niego nadal ulatywały resztki zielonawej krwi. Po tym incydencie niewiele się już działo. Panował spokój pod bramą, a liczba odwiedzających miasto kucy spadała wraz z coraz późniejszą godziną. Przynajmniej chowające się słońce dało miejsce chłodniejszej nocy. Drugi rekrut przez cały ten czas wpatrywał się w ślepia odciętej głowy podmieńca zupełnie jakby czuł swoiste podniecenie na widok swojego trofeum.

- Dobra chyba czas powoli wracać - westchnął przełożony Dawna rozciągając przy tym mięśnie.

- Ta, chyba niewiele się już wydarzy - ziewnął równie znudzony przełożony drugiego rekruta. - Zabieraj ten łeb i powoli się zbieramy

- Ty również zabierz co twoje i chodź - wtrącił przełożony Dawna. Powoli cała czwórka ruszyła w kierunku koszar. Kiedy przechodzili ulicami Canterlotu, Dawnowi w oczy mogła rzucić się klacz, którą widział przed bramą, ta która wcześniej milczała, szła teraz samotnie z opuszczoną niczym zbity pies głową po drugiej stronie ulicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Po zniszczeniu pola siłowego przez falę uderzeniową oszołomione kuce przez chwilę dochodziły do siebie. Peace Order wstał pierwszy, rozglądając się. Nagle poczuł nieprzyjemny swąd. Spojrzał na ogon kompana, który lekko się utleniał.

PO: Palisz się.

Sand natychmiastowo wystrzelił w powietrze, po wylądował na piachu. Przysypał ogon, a następnie dosyć skonfundowany spojrzał na kuca ziemnego. Uśmiechnął się.

SS: Ty też.

Peace obejrzał się dostrzegając, że jego ogon zajął się nieco bardziej. Usiadł i zaczął szybko przysypywać go piaskiem. Sand zaczął się rozglądać, dostrzegając harpię kroczącą w ich kierunku.

SS:  Mamy towa...

Nie zdołał dokończyć, gdyż harpię coś złapało i wciągnęło pod piaski. Ujrzeli to obaj, stając natychmiastowo na cztery kopyta. Pierwszy przemówił Peace.

PO: Eksplozja może pomogła nam z tymi stworami, ale w zamian zainteresowaliśmy sobą podziemne robactwo. Może fragmenty naszych niedoszłych wrogów wystarczająco je nakarmią?

Sand tylko pokręcił głową.

- Pewnie tak, ale teraz raczej będzie im chodziło o zdobycie jak najwięcej. Biegiem, jeśli funkcjonują podobnie do naszego robactwa to nie ma znaczenia tempo, w jakim się poruszamy. Trzymaj się blisko, jesteś prawie bezbronny.

Pogalopowali przed siebie, starając się uciec z tego miejsca.  Sand w międzyczasie przeładował broń, będąc gotowym na ewentualne ataki ze strony tych stworzeń.

 

Dawn Spark

 

W końcu nastał oczekiwany przeze mnie koniec naszej zmiany, ruszyliśmy więc w stronę koszar. W trakcie trasy dostrzegłem klaczkę, którą widziałem wcześniej przy bramie. W normalnych okolicznościach bym nie zareagował, ale skoro dałem słowo to muszę się z niego wywiązać. Odezwałem się do moich towarzyszy.

- Chwilowo się od was oddalę, z racji na to, że już po służbie. Wrócę do koszar przed świtem.

Oddaleniem tym odebrałem sobie szansę na zemstę nad rekrutem, ale nie zanosi się na to, aby prędko stąd wyparował. Przy pierwszej lepszej okazji wyrwę mu flaki.

Szkoda. Miałem ochotę dorwać go dzisiaj.

Cierpliwości, głosie.

Podchodząc do klaczki stanąłem na wprost od niej, zwracając jej uwagę chrząknięciem.

- Czy coś nie tak? Co z tym rytuałem? Czy potrzebuje Pani pomocy?

Czyli może jednak... trzeba dbać o reputację Naszej Pani, i jeśli reszta członków naszej służby ma to w zadzie to najwidoczniej będę musiał zająć się tym sam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White 

- Dzięki - Powiedziała szybko między oddechami czując że ktoś pomaga jej się utrzymać na nogach. - Z powrotem już się chyba na to nie piszę - Dodała gdy uspokoiła zawroty głowy i ruszyła za jej dwoma towarzyszkami obserwując nowe otoczenie w którym jeszcze nie poznała. Rzuciła szybkie spojrzenie kucykom zakutym w dybach zawieszając na chwilę oko na ich ranach i westchnęła wiedząc że najprawdopodobniej ich winy nie były adekwatne do kary. - Dla mnie ani to ani tamto nie jest cywilizowane - Odpowiedziała Crimson nie używając zakazanego zwrotu by nie ściągnąć na siebie problemów. Szła dalej twardo nie dając po sobie poznać jak bardzo dotyka ją krzywda na tym świecie i od czasu do czasu odwzajemniała gesty przywitania innych jednorożców. - Mogło tak być ale najwyraźniej nie przewidzieli ile stracą - Skrzywiła się na myśl że ci co wystąpią ze swojego szeregu decydują się na jeszcze cięższe życie. - Daleko jeszcze do twojego domu Pumpkin? - Spytała zmieniając temat. 

 

Batty

Gwardziści w oddali zobaczyli jak latająca maszyna odrobinę zbyt mocno uderza dziobem w ziemie i nadal z pewną prędkością sunie po niej gubiąc z każdym przebytym metrem drewniane fragmenty kadłuba.  Nie wyglądało to tragicznie, przynajmniej do momentu aż na drodze lądowania nie pojawił się jeden z większych kamieni. Zderzenie było raczej nieuniknione jak się okazało parę sekund później i od tej chwili statek zaczął skręcać gubiąc już przy tym skrzynie najpewniej będące ładunkiem. Gdy wszystkie dźwięki w miarę widowiskowej kraksy ucichły obserwujący mogli dostrzec kucyki wyskakujące na trawę a niektórzy nawet zdawali się ją całować najwyraźniej dziękując siłom wyższym za ocalenie życia. Oprócz tego około sto metrów od zdarzenia gwardziści zauważyli jeszcze trzy osoby. Pegaza umaszczeniem pasującym do Fire, do tego najpewniej Batty ze swoim charakterystycznym irokezem i Kati której po prostu nie mogli pomylić z nikim innym. Pierwsza dwójka na krótko przytuliła się na pożegnanie po czym mieszaniec przez chwilę zdawał się rozmawiać ze smokiem. Dyskusja trwała dobre dwie minuty po których kucyk wyjął małe pudełeczko dając je swojemu rozmówcy, podali sobie kończyny i rozstali się gdy nagle pojawił się magiczny błysk świadczący o użyciu zaklęcia teleportacji. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

Nim Crimson mogłaby coś powiedzieć na uwagi White, a Pumpkin odpowiedzieć na jej pytanie, ta druga nagle popędziła przed siebie zostawiając obie klacze w tyle. Chwilę później wbiegła do niewielkiej wioski, a bardziej można by rzec dystryktu uczepionego do tego miasta. Wokół licznych pól było tu pełno drewnianych prostych wiejskich domków. Pumpkin stanęła na środku tego nietypowego miejsca, a chwilę później z okolicznych domków zaczęły wychodzić kolejne kucyki ziemskie. Wszystkie otoczyły niedawno przybyłą klacz patrząc na nią takim wzrokiem jakby właśnie ujrzeli ducha. Nikt nie reagował dobrą chwilę. Przynajmniej tak było do czasu, bo nagle wszyscy rzucili się w kierunku Pumpkin i zaczęli ją ściskać z każdej możliwej strony. Całej atmosferze towarzyszyły radosne śmiechy i łzy radości. Crimson stała w pewnej odległości od tego osiedla, nie podchodząc za blisko, aż nie spojrzała na White.

- Cóż, można powiedzieć, że naprawiłaś dla kogoś świat - delikatnie się do niej uśmiechnęła. - Pójdziesz się ujawnić? Chyba ci podziękują - nie można było raczej winić Pumpkin, że po tak długiej rozłące na chwilę zapomniała o swoich towarzyszkach i teraz skupiła całą uwagę na przyjaciołach i rodzinie.


Okolice bazy

Widok latającego pojazdu, który leciał teraz ku skale, wzbudził niepokój trójki gwardzistów. Jednakże żadne nie miało sposobności nic zrobić. Pearl znała się na magi medycznej i defensywnej, mogła pomóc rannym, ale nie byłaby w stanie zatrzymać tak szybko lecącego obiektu. Spear natomiast znał się na magii ofensywnej i jedyne co mógłby zrobić to atak na spadającą maszynę. Pozostał Lance, który najlepiej znał się z całej trójki na magii, ale nawet on miał ograniczone możliwości. Nie było szans aby zdołał złapać taki obiekt we własną aurę, a tym bardziej aby teleportować się do pojazdu i ratować załogę. Patrząc na prędkość obiektu chyba tylko pegaz miałaby szansę coś zrobić. Wszystko na szczęście dobrze się skończyło, bo nim cokolwiek zdołali zrobić lub zobaczyć śmierć nieszczęśników, ci chwilę później byli bezpieczni.

Kiedy zobaczyli załogę, szybko zrozumieli, że najwyraźniej Fire ściągała resztę sojuszników, co wskazywało, że zaczyna powoli się zadomawiać na dawnym terenie. Nie do końca wiedzieli co jest w skrzynce i chyba nie byli pewni czy chcą wiedzieć. Poza klaczą dostrzegli także Batty, na którą czekali i smoczycę, z którą się żegnała. Spear zmarszczył lekko brwi widząc jak klacz oddaje jaszczurze jakieś pudełko, ale reszta zdawała się nie zwrócić na to uwagi. Kiedy jednak ta się nagle teleportowała najwyraźniej dotarło do nich w jakie miejsce mogła zniknąć. Lance również zniknął wraz z towarzyszami, a później cała trójka znalazła się w miejscu, w którym niedawno się rozdzieli z Batty tuż po niej.


Pustynne robale

Kiedy oba ogiery przebiegały po piasku co jakiś czas w niektórych miejscach pojawiała się dziura, ale jak do tej pory z daleka od nich. Nie widać było również odpowiedzialnego za wykopanie tych dziur. Cokolwiek to jednak było musiało być duże, bo dziury były na tyle wielkie, że bez problemu wpadłby w nie ogromny niedźwiedź. W pewnym momencie gdy obaj pędzili przed siebie, nagle przed nimi coś się uniosło, zupełnie jakby góra wyrosła w tym właśnie miejscu, piasek zaczął opadać z nieznanego obiektu, aż w końcu go ujawnił. Kiedy dwójka ogierów była w stanie dostrzec co było za to odpowiedzialne ich oczom ukazał się cztero metrowy insekt przypominający w niewielkim stopniu stonogę. Słońce odbijało się w jego białym chitynowym pancerzu, a sam owad, poruszał delikatnie czułkami i ogromnymi żuwaczkami, ale co najciekawsze, nie atakował dwójki kucy tylko stał w miejscu. Wszystko wskazywało, że stworzenie najwyraźniej posługiwało się wibracjami w celu poszukiwania ofiar, a kiedy ci stali nic nie robiąc, owad nie stanowił takiego zagrożenie.


Canterlot

Przełożony Dawna rzucił tylko spojrzenie na swojego rekruta kiedy ten powiedział, że się oddali, ale nie zabronił mu tego, a pokiwał lekko głową w geście zgody. Być może zdobył już do pewnego stopnia jego zaufanie, a może uznał, że Dawn sobie zasłużył na chwilę wytchnienia za dobrze wykonaną pracę, ciężko powiedzieć. Drugi rekrut zupełnie go ignorował pochłonięty swoim trofeum, kolejny za to gwardzista, nie miał zamiaru najwyraźniej interweniować skoro pierwszy pozwolił mu odejść. Cała trójka powoli odeszła w stronę koszar, chwilę później znikając mu z oczu.

Klacz, która szła, najwyraźniej była zamyślona, bo niemal upadła na grzbiet widząc przed sobą znajomego gwardzistę. Kiedy padło jego pytanie ta mrugnęła zaskoczona, a potem uniosła kopytko i zaczęła uderzać nim w szyję, zupełnie jakby chciała mu coś przekazać. Nie będąc pewnym czy zrozumie otworzyła usta, ale nie dobył się z nich głos. Wszystko wskazywało, że klacz była niemową.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Kiedy już wszystko wydawało się w porządku wyrósł przed nimi wielki robal. Kuce zamarły w bezruchu, po krótkiej chwili jednak doszli do pewnych wniosków. Sand postarał się szeptać jak najciszej.

SS: On chyba reaguje na wibracje gruntu. Chyba trochę tu postoimy, nie mamy czym go odgonić a chociaż jeden z nas musi mieć broń, użycie rewolweru zatem odpada.

Peace tylko skinął lekko głową. Stojąc tak obaj próbowali obmyśleć jakiś plan. Może uda się zestrzelić coś latającego tak, żeby się po to rzucił? Powinni już zbliżać się do końca tej pustyni. Order odpowiedział towarzyszowi, również szeptając.

PO: Jak pojawi się nad nami coś dużego spróbuj to zestrzelić, tylko kawałek od nas.

Sand nie odpowiedział, zwrócił wzrok jednak w górę oczekując jakiegoś celu do odstrzału.

 

Dawn Spark

 

Klacz sprawiała wrażenie wystraszonej, po gestykulacji jednak doszedłem do wniosku, że jest niemową.

- Ah tak. Rozumiem. 

Uśmiechnąłem się lekko, spoglądając na nią.

- Proszę pójść za mną, coś wymyślimy.

Postanowiłem ruszyć w kierunku mojego domu, co też uczyniłem. Klacz ruszyła za mną, czyli pewnie nie ma innego wyjścia. Po drodze odzywałem się do niej, żeby jakoś utrzymać kontakt.

- Dziękuję za zaufanie, jednak na przyszłość powinna Pani uważać, w dzisiejszych czasach kucom nie powinno się ufać, niezależnie od tego, czy wyglądają przyjaźnie, czy też nie. Zaprowadzę Panią do mojego domu, gdzie powinno być bezpiecznie. Wręczę również poręczenie, dzięki któremu umożliwione zostanie korzystanie z mojego konta bankowego, rodzice trochę pieniędzy tutaj zostawili, nie powinno więc być problemu z przetrwaniem.

Po dotarciu do posiadłości zdjąłem zabezpieczenie, a następnie weszliśmy do środka. Zapaliłem światła.

- Proszę wybaczyć nieporządek, nie mam niestety czasu tego ogarnąć i wygląda to właśnie w ten sposób.

Od razu udałem się do salonu, gdzie wręczyłem klaczy kartkę i pióro. 

- Jako iż nie znam języka migowego poprosiłbym o napisanie Pani imienia na tej kartce, poręczenie musi być imienne.

Uśmiechnąłem się.

- Cały dom będzie do Pani dyspozycji, niestety tylko tyle mogę zrobić. W razie czego...

Podniosłem jej kopytko, do którego przyłożyłem moje. Po wypowiedzeniu krótkiej formuły z miejsca złączenia wydobyło się jasne światło.

- Przy wchodzeniu i wychodzeniu proszę o dotknięcie drzwi na 3 sekundy, dom otoczony jest magiczną barierą, która um... neutralizuje wszystkich intruzów, permanentnie. Z tego też powodu nikt nie powinien Panienki tutaj nachodzić.

Tym razem poczekałem na jej odpowiedź. Zdecydowanie za dużo dzisiaj mówię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White 

W pierwszej chwili White nie do końca zrozumiała powód dla którego Pumpkin nagle wystrzeliła do przodu zostawiając ją i Crimson w tyle. Przez chwilę zastanawiała się czy przypadkiem nie powiedziała czegoś nie tak ale po krótkiej chwili wszystko stało się jasne. Najwyraźniej jej towarzyszka nie mogła dłużej wstrzymywać radości i podekscytowania gdy wszystko to co zostało zabrane przez jakiś zbirów znowu otrzymała z powrotem. Szła dalej powoli się zbliżając do osiedla idąc z drugą klaczą. 

- Chociaż tyle mogłam zrobić - Odpowiedziała wyraźnie zadowolona odczuwając że zrobiła coś dobrego. - Jeszcze nie... - Dodała uważnie obserwując zbiorowisko. - Nie chce psuć tej chwili tak szybko - Spojrzała teraz na nią. - Wiesz, jednorożce pewnie im się dobrze nie kojarzą. 

 

Batty

- No to z głowy - Powiedziała do nich gdy się pojawili po czym rzuciła im zdziwione spojrzenie. - Bierzecie to ze sobą? - Spytała widząc że znowu są w pancerzach gwardii. Nie czekając na ich odpowiedz ruszyła w stronę Equestrii raczej spokojnym tempem. - W zasadzie nie jest żle że idę z wami bo.. Kati bywa specyficzna i z tego co słyszę szybko próbowali by ją ułożyć a ona na pewno by się stawiała - Odwróciła się do Speara. - Jest jeszcze coś z czym nie warto się wychylać albo czego przestrzegać żeby unikać problemów? - Wybrała jego uznając że od niego otrzyma najbardziej szczerą odpowiedz bez ogródek. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baltimare

- Nie oceniaj każdego kucyka ziemskiego w ten sposób - westchnęła Crimson patrząc wciąż jak Pumpkin wita się z rodziną i przyjaciółmi, a potem uśmiechnęła się lekko do White. - Gdyby każdy kucyk ziemski oceniał każdego jednoroga z góry dziś pewnie byśmy nie gadały, a ja olałabym Sinister kiedy potrzebowała pomocy. Zawsze trafią się dupki wśród każdej rasy, trzeba tylko umieć ocenić kto jest frajerem, a kto kimś więcej - krzywo się uśmiechnęła. - Pewnie dlatego ja straszę każdego po pięciu minutach rozmowy ze mną - w tym właśnie momencie Pumpkin znów szła w stronę White i Crimson prowadząc ze sobą dwa kucyki ziemskie, ogiera i klacz. Kiedy byli już wystarczająco blisko klacz wyszła przed Pumpkin i spojrzała na White.

- Dziękujemy za wszystko co zrobiłaś dla Pumpkin - widać było, że z trudem utrzymywała łzy. - Opiekujemy się nią odkąd jej rodzice zostali zabici. Nie sądziliśmy, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczymy po tym co się stało - opuściła wzrok najwyraźniej nie będąc w stanie mówić dalej.

- Niewiele spotyka nas dobrego ze strony jednorożców - powiedział teraz ogier. - Pumpkin powiedziała nam jednak jak obie dla niej wiele zrobiłyście

- Ja tam żadnym bohaterem nie jestem - powiedziała Crimson unikając ich spojrzenia. - Gdyby nie White i jej determinacja pewnie nigdy by to wszystko tak się nie skończyło

- Mimo wszystko chcielibyśmy wam jakoś podziękować - powiedział teraz ogier. - Nie mamy za wiele, ale może chociaż damy wam jakiś posiłek i coś na drogę, choć tak w niewielkim stopniu zdołamy się odwdzięczyć


Okolice bazy

- A tak... - powiedział jakby wyrwany z transu Lance i zaczął ściągać z siebie pancerz podobnie jak jego towarzysze nim ruszyli. - Widzieliśmy spadający samolot... Pomyśleliśmy, że możemy być potrzebni i sama rozumiesz

- No właśnie - wtrąciła nagle Pearl. - Co tam się stało? Nikt nie został ranny? Jakby co mogę spróbować ich opatrzyć. To nie tak, że nie doceniam Fire i jej oddziału, ale nie wyglądali aby znali się na medycynie

- Może po kolei - Spear zmarszczył lekko brwi patrząc na Batty. - Zanim ja odpowiem tobie, może ty powiedz nam co dałaś jej? Tak widzieliśmy, że dałaś coś temu smokowi

- Spear - nie wyglądało aby ogier chciał jednak odpuścić, nawet kiedy dowódca go skarcił.

- Musimy wiedzieć czy możemy jej zaufać. Co jak nas zabije w czasie snu?

- Nie musi się z niczego spowiadać. Miała szanse nas zabić wiele razy. Mogła nas zostawić na pastwę losu, a tego nie zrobiła

- Skoro to wszystko prawda, to chyba nie musi się obawiać odpowiedzi na moje pytanie. Jeśli pomożemy jej się dostać, a ona zostanie złapana za coś o czym nie wiem jak szpiegostwo, wezmą ją na tortury i prześwietlą mózg do każdego wspomnienia, nic się przed nimi nie ukryje. Zostaniemy wtedy skazani za zdradę i straceni

- Mam wrażenie, że w gwardii już postawili na nas kreskę, więc raczej nie sądzą aby trup mógł z kimś kolaborować - powiedziała ponuro Pearl.


Pustynne robale

Na niebie jak na złość nic nie chciało się pojawić, a robal nie ruszał się dobre kilka minut wciąż poruszając olbrzymi żuwaczkami. Skwar słońca z pewnością nie był teraz przyjemny dla dwójki ogierów, ale owad wydawał się zachwycony gorącem, grzał swój chitynowy pancerz zupełnie nie zwracając uwagi na temperaturę. Kiedy minęło piętnaście minut stworzenie nagle się poruszyło. Jego głowa wysunęła się wprost przed dwa kuce, tak, że teraz oboje mogli zobaczyć jego pokaźne żuwaczki, którymi z pewnością mógłby przepołowić kuca jednym zaciśnięciem ich na jego ciele. Owad jednak nie zaatakował tylko uniósł ogromną głowę nad nimi, a potem wbił ją w piasek ciągnąć za sobą resztę swojego olbrzymiego cielska, aż całkiem nie zniknął z ich oczu.


Canterlot

Klacz nie stawiała oporu idąc za gwardzistą. Ciężko było powiedzieć czy z powodu strachu przed nim, czy może z faktu, że nie bardzo miała gdzie się udać. Słyszała wszystko co mówił do niej ogier, ale nie reagowała w żaden sposób po prostu słuchając. Niewiele zresztą mogła powiedzieć. Wyglądała jednak na trochę zdziwioną kiedy zamiast na posterunek gwardii ten zaczął ją prowadzić do dzielnicy mieszkalnej. Nadal jednak dreptała powoli za swoim nieoczekiwanym przewodnikiem. Kiedy zaczął prowadzić ją do jednego z mieszkań lekko się zawahała jakby nie była pewna czy powinna tam wejść.
Ostatecznie zdecydowała się to zrobić. Rzuciła tylko raz okiem na bałagan, ale nie wydawała się tym zniesmaczona. Spojrzała niepewnie na kartkę, którą jej podarował żeby nawiązać komunikacje, a potem na ogiera, który niespodziewanie złapał jej kopytko. W pierwszej chwili wyglądała na trochę przestraszoną, ale ten szybko jej wyjaśnił o co chodzi. Klacz delikatnie mrugnęła, a potem z nów spojrzała na kartkę, chwilę później jej róg otoczyła zielonkawa aura, a na kartce zaczęły pojawiać się słowa.

Nazywam się Midnight Harmony

Dziękuje za życzliwość, ale dlaczego to robisz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Po zniknięciu potwora przeczekali jeszcze kilka minut, które strasznie im się dłużyły. Po upewnieniu się, że jest w miarę bezpiecznie Sand zaczął.

SS: Robal chyba się znudził, możemy iść?

PO: Tak, powoli z odstępem, ja pójdę przodem. Powoli zbliżamy się do końca tej pustyni, później powinno już być z górki. 

Następnie ruszyli, trzymając między sobą kilkumetrowy odstęp. Poruszali się bardzo powoli, aby zminimalizować wibracje.

SS: No to co teraz? Wracamy do bazy i?

PO: Przejdę do głównej części mojej misji, jeśli nawet nie uda nam się zawrzeć tymczasowego sojuszu z Equestrianami, to chociaż zadbamy o zawieszenie broni. Jeśli sytuacja będzie już krytyczna... wykorzystamy gryfy.

SS: Jak i po co? Myślisz, że zechcą z nami współpracować?

PO: Nie, ale możemy przekazać im zupełnym przypadkiem kilka schematów do naszych broni. Docisną rojalistów Crystal, przez co większa ilość wojska zostanie przemieszczona w celu walki z nimi. Nie podoba mi się ta opcja, ale jeśli będzie to konieczne do wyzwolenia tego miejsca będziemy musieli to zrobić. Po wszystkim pewnie udam się na poszukiwania artefaktów, z pewnością jest ich jeszcze kilka, a ona potrzebuje wszystkich. Schowamy kilka, po czym będzie można pomyśleć nad tym, jak na nią uderzyć.

SS: Nie weźmiesz udziału w rozbiciu naszych... niesfornych, byłych towarzyszy broni?

PO: Nie, nie mamy na to czasu. Są problemem, ale moja aktualna misja jest ważniejsza. Mam tylko nadzieję, że pozbędziecie się ich zanim skończymy pertraktacje z kucami.

SS: Spróbujemy. Szkoda, że zgubiliśmy gdzieś doktorka, może z nim dalibyśmy radę wygrać tę wojnę sami.

Na horyzoncie dostrzegli koniec pustyni. Stąd już było dosyć niedaleko do ich głównych pozycji.

 

Dawn Spark

 

Przeczytałem kartkę podpisaną przez klaczkę, następnie wpisałem jej dane na poręczeniu i położyłem na stole.

- Oto poręczenie, postaraj się go nie zgubić. Miło mi poznać, Panno Midnight.

Uśmiechnąłem się, po chwili jednak przypominając sobie o czymś.

- Dziwne, kolejna interesująca Midnight, nie masz może siostry na szkoleniu do szwadronów?

Przyłożyłem kopytko do czoła, zdając sobie sprawę z tego, że to pytanie było dosyć... głupie. Pewnie to zbieg okoliczności.

- Em... tak, no dobra. 

Usiadłem obok, cały czas patrząc się na mojego gościa.

- Misją naszej służby jest dbanie o bezpieczeństwo wszystkich wartościowych kucy, z racji na zagrożenia ze strony naszych wrogów, których aktualnie jest dosyć sporo. Niestety jest to coś, o czym większość z nas najprawdopodobniej zapomniała. Nie pojawię się tutaj przez długi czas, szkoda więc, żeby przestrzeń mieszkalna się marnowała.

Dalej się uśmiechałem.

- Cóż... jeśli będziesz odczuwała taką potrzebę możesz tu posprzątać, uważaj tylko na książki, jeśli któreś wyglądają nieco mrocznie odłóż je delikatnie na miejsce, ta magia jest trochę niebezpieczna. Jeżeli nie czujesz się wygodnie mieszkając tutaj bez żadnego powodu, to możemy uznać, że właśnie w tym momencie zostałaś moją pokojówką. Wynagrodzenie możesz pobierać według potrzeb, raczej nie powinno na nic zabraknąć.

Wstałem, podchodząc bliżej.

- Nie mogę długo tutaj przebywać, muszę wrócić do koszar wyjaśnić kilka spraw. Będę tu jednak zaglądać od czasu do czasu, proszę więc o wybaczenie, jeśli przypadkowo zostaniesz wystraszona moim najściem. Nie masz się czego obawiać jednak, poza tobą i mną nikt tutaj nie wejdzie. W moim pokoju powinno być sporo papieru, poleciłbym go nosić razem z czymś do pisania przy sobie, może ułatwić to komunikację. Mamy jakieś pytania?

Urocza młoda dama, muszę przyznać. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...