Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Czarny rynek

- To byłoby tylko pierwsze wrażenie - delikatnie się do niej uśmiechnęła. - Myślę, że zaraz byśmy się dogadały i mogłabym nawet dać się tobie zrewidować - Pumpkin zdawała się nie bardzo rozumieć gierki słownej Crimson lub dobrze udawała. W każdym razie nie mieszała się do rozmowy tylko oczekiwała. Crimson dopiero po chwili znów zwróciła na nią uwagę. - Nie martw się zaraz będziesz w domu - wskazała na okoliczne wysuszone drzewo, a ona spojrzała na nią pytająco. - No wiem wygląd nie powala, ale tak nikt nic nie podejrzewa. Drzewo to przejście - kiedy to powiedziała właśnie wyszła z niego jakaś grupa kucyków. - Problem w tym, że nie wiem jak się nie rzucić w oczy gwardii w twojej okolicy, bo dawno mnie tam nie było. A ty kiedy byłaś ostatnio w domu?

- Sama już nie wiem...

- No to słabo, ewentualnie możemy udawać, że jesteśmy własnością White. Jest jednorożcem, to się raczej nie przyczepią - powoli podeszła bliżej drzewa. - Proponuje, że zrobię to pierwsza, tak na wszelki wypadek. Szkoda, żebyście ucierpiały, mnie już bardziej się nie da zepsuć  - nim zdążyły odpowiedzieć wbiegła w drzewo żeby zaraz w nim z niknąć. Po niedługiej chwili wychyliła głowę. - No chodźcie - pogoda jest tu naprawdę ładna - Pumpkin lekko się uśmiechnęła, a potem ruszyła. Kiedy obie klacze weszły mogły zobaczyć miasto, które było skutecznie ogrodzone. Wszędzie stały wieże, na których stali gwardziści, a jeśli ktoś chciał wejść musiał minąć posterunek przy bramie lub przeskoczyć niezauważony ogrodzenia. Mimo tego smętnego widoku Pumpkin rozpłakała się z radości. - To gdzie jest twój dom?

- Za miastem, na farmie, nie mogę uwierzyć, myślałam, że już nigdy tu nie wrócę


Baza

Prośba Fire nieco chyba zaskoczyła troje gwardzistów, a z całą pewnością Speara. Mimo wszystkiego co się stało można było odnieść wrażenie, że nadal ufa cesarzowej i nie ma zamiaru poddawać w wątpliwości jej osądu. Pearl spojrzała pytająco na swojego dowódcę, a ten uśmiechnął się po niedługiej chwili w kierunku Fire.

- Myślę, że możemy spróbować, prawda? - pytanie padło głównie do Speara, który mało optymistycznie pokiwał głową.

- Jeśli znajdę cię na polu walki ranną to schowam cię i uleczę wtedy nie trafisz na egzekucje - Pearl mrugnęła w jej kierunku.

- Cieszy mnie, że wyruszysz z nami, mam nadzieję, że znajdziesz to czego szukasz kiedy dotrzemy - Lance uśmiechnął się do Batty, a potem spojrzał na swoich żołnierzy. - Chodźmy, nie przeszkadzajmy dłużej, czas abyśmy oddali ostatnie honory naszym braciom, a potem wyruszyli dalej - rzucił ostatni uśmiech Fire, a potem ruszyli w kierunku wyjścia.


Canterlot

- Muszę się odlać - powiedział po kolejnej godzinie rekrut. - Chyba mogę, co?

- Nie powinniśmy opuszczać stanowiska - powiedziała ponuro przełożony Dawna.

- To mam narobić w zbroję? To chyba będzie hańba dla munduru czy coś

- Niech idzie - westchnął jego przełożony. - I tak nic się nie dzieje - rekrut pokiwał głową, a potem odszedł na bok. - Jesteś za ostry

- Jego umiejętności to wykrywanie podmieńców, jeśli go nie będzie i...

- Poradzimy sobie. Dziwie się, że twój rekrut daje tak radę stać bez przerwy w tym słońcu

- Podchodzi poważnie do swoich obowiązków. Jeśli nie zmieni nastawienia może zostać kiedyś wybrany

- A ty co myślisz? - spytał w kierunku Dawna przełożony drugiego rekruta. - Masz ochotę na przerwę? Nic się raczej nie stanie jak odejdziesz na dwie minuty

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Po oddaleniu się od bazy ruszyli w kierunku pierwszego wysuniętego punktu kontrolnego, który znajdował się najbliżej ich aktualnej lokalizacji. Wciąż jednak znajduje on się spory kawałek stąd, więc najpewniej dotrą tam za jakiś dzień-dwa.

 

SS: Więc jak dowództwo chce sobie poradzić z Frontem Ragnaroka? Jeśli teraz się na nich rzucimy to ryzykujemy spore straty, ci goście są tak zradykalizowani, że bez walki się nie poddadzą, a i wśród nich i tak większość stanowią FOLowscy weterani z zachodniej Europy i USA.

PO: Dokładnych planów jeszcze nie znam, opcji jest kilka, ale w każdej z nich robimy z nimi porządek, bez tego nie będziemy w stanie dogadać się z kucami. Wydaje mi się, że w czasie kiedy będę negocjował z nimi dowództwo przeprowadzi ofensywę. Działalność rojalistów ostatnio osłabła, więc będziemy mieli idealną okazję do pozbycia się ich, poza tym...

SS: Tak?

PO: Po wszystkim ruszę na poszukiwania artefaktów, dodatkowo poproszę naukowców o zapewnienie mi jakiejś skrzynki antymagicznej, żeby ukryć ich obecność. Możemy też spróbować je zniszczyć, ale  nie wiem, czy to właściwe.

SS: Czyli dodatkowe zadanie. Nigdy nie odpoczywasz, co?

PO: Póki nie przywrócimy Equestrii do stanu sprzed naszego zepsucia... nie, nie odpocznę. W razie czego chciałbym cię poprosić o pilnowanie mojej rodziny.

SS: Możesz na mnie liczyć.

 

 

Dawn Spark

 

Po lekkim zapanowaniu nad negatywnymi emocjami rekrut po raz kolejny dał znać o swoim upośledzeniu. Gwardziści zmiękli jednak, i pozwolili mu odejść na chwilę.

Na pytanie drugiego przełożonego odpowiedziałem ze stanowczością w głosie.

- Nie, rozdzielenie sił przy tak poważnym zadaniu może być bardzo niebezpieczne, dziękuję jednak za propozycję.

Widząc, że rekrut zniknął kawałek dalej zacząłem jednak mówić.

- Nie podoba mi się nastawienie mojego współtowarzysza, swoim zachowaniem hańbi dobre imię swojej potencjalnie przyszłej służby. Jednak z racji na posiadanie wyższych stopni uznam, że wasz osąd jest właściwy, gdybym to jednak ja był na waszym miejscu już dawno byłby za to ukarany.

Skierowałem wzrok w kierunku bramy, czekając na ich odpowiedź.

Link to comment
Share on other sites

White

- Niewykluczone - Stwierdziła nie dając po sobie poznać czy zrozumiała grę słów czy nie. - Wszystko by zależało od tego czy byś zamierzała sprawiać problemy czy nie - Zaraz spojrzała na drzewo wskazane przez Crimson i lekko się uśmiechnęła gdy spojrzała za siebie. - Tak...  Portal chowają w drzewie by uniknąć podejrzeć a przy okazji budują fortece widoczną z daleka. Ktoś chyba nie do końca przemyślał temat - Dobry humor jaki posiadała White osłabł jednak w momencie w którym dowiedziała się że znowu będzie musiała udawać że jest czyjąś właścicielką. Wiedziała jednak że to chyba jedyne wyjście z tej sytuacji. Przeszła śmiało przez portal i mimo że nadal nie przyzwyczaiła się do ich stosowania w pełni utrzymała w ryzach swój żołądek. 

- Zaraz - Odezwała się nagle. - Żadna osoba nie zgłosiła że Pumpkin zaginęła? Jeśli tak to mogłoby nieco ułatwić sprawę. 

 

Batty

- Po prostu nie chciałabym tutaj strzelaniny w pierwszym dniu... -  Zaczęła Fire ale szybko dotarło do niej że coś takiego już miało miejsce. - Kolejnej - Dodała patrząc na Speara z wyrazem twarzy który zdradzał niewypowiedziane pytanie ,,Ty tak na serio?". Nie czekając na odpowiedz ruszyła w przeciwną stronę niż oni prowadzącą do ich niedawnego schronienia przed tymi stworami. 

 

- Nie szukam rzeczy - Batty powiedziała nieco oschle by ukryć w głosie zmartwienie. - A osoby dzięki której dzisiaj mogliśmy się spotkać - Nie powiedziała tego wprost że zawdzięcza jej życie. Po chwili usiadła na podłodze przy okazji wyciągając i otwierając swoją książkę. Dzisiejszy dzień był dla niej pełen niespodzianek, targały nią różne emocje zaczynając od niepokoju i żalu i kończąc na przytłaczającym ciężarze tej nowej obietnicy złożonej komuś kogo tak naprawdę nie poznała. ,,Przydałby się jakiś jasny plan'' - Pomyślała wiedząc że w nowym świecie do którego zmierza może być z początku trochę zagubiona i dziękowała... Nie wiedząc nawet komu że przynajmniej wyruszy tam w towarzystwie tej trójki gwardzistów. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- To możliwe - westchnęła Crimson. - Gwardia jednak raczej nie jest zainteresowana zniknięciami kucyków ziemskich czy pegazów, mają większe problemy niż niedorobione niby żałosne kucyki. Zwykle niby w takich sytuacjach są jakieś procedury poszukiwawcze, z tego co wiem, ale jeśli kogoś nie znajdują to z góry uznaje się to za ucieczkę. To chyba zresztą nie dziwne biorąc pod uwagę obecny standard życia ziemskiego kucyka lub pegaza, kto nie chciałby uciec, sama czasem o tym myślałam, ale gdzie w Equetrii przyjmą mnie z otwartymi ramionami? - wzruszyła kopytami, a potem spojrzała na Pumpkin. - To jak mała. Rodzina zgłosiła, że zaginęłaś?

- Myślę, że tak - odpowiedziała cicho. - Wiedzą, że nigdy bym nie uciekła, a na pewno nie sama. Jestem pewna, że się o mnie martwili i to zrobili

- Skoro tak to może podejdziecie we dwie i to wyjaśnicie, a ja tu zaczekam - spojrzała na White. - Jeśli nie chcesz udawać mojej właścicielki to mogą nie być zachwyceni widokiem ziemskiego kucyka, który zwiedza sobie miasta wokół


Okolice bazy

- Kogokolwiek więc szukasz jestem tak samo wdzięczny tej osobie - powiedział Lance, tylko na chwilę się zatrzymując kiedy Batty wyciągnęła książkę i coś w niej notowała. - Gdyby nie ta osoba pewnie my również byśmy nie żyli

- Nie chce wychodzić na niewdzięcznika - wtrącił Spear i spojrzał na Batty. - Ale jak wprowadzimy ją do Canterlotu? To miejsce elit tylko dla jednorożców, a ona jest mieszańcem. Zaraz mogą ją za to gdzieś zabrać. Mieszańcy są najgorzej traktowani, gorzej niż inne kucyki za mieszanie szlachetnej krwi

- Mam na to plan - Pearl kiedy to powiedziała delikatnie uśmiechnęła się do Batty. Spear wyglądał na zaciekawionego, ale najwyraźniej na razie medyczka nie chciała zdradzać szczegółów tego planu. Kiedy trochę się oddalili, powoli zaczęli zbliżać się do miejsca gdzie do niedawna stała świątynia, a teraz została po niej tylko pusta przestrzeń. Nadal leżały tu jednak ciała poległych gwardzistów, których Spear mógł zobaczyć pierwszy raz.

- To nie jest śmierć godna żołnierza - wysyczał przez zęby. - Te stworzenia, to najgorsze co mogło kiedykolwiek powstać

- Teraz nie czas na to. Fire i tak sporo ryzykowała wypuszczając nas i pozwalając ich pochować. Nie nadużywajmy jej gościnności - uderzył magicznym promieniem tworząc wielką dziurę, a potem złapał jedno z ciał za pomocą lewitacji i je do niej wrzucił.

- Co zrobisz kiedy staniesz nad nią w czasie walki i będziesz miał zadecydować o jej życiu? - spytał Spear robiąc to samo co Lance wcześniej.

- Nie jest naszym wrogiem

- Ale wiesz, że jest wrogiem cesarzowej, a przy tym naszej krainy. Jako żołnierze cesarzowej musimy bronić domu

- Nie zabije jej - powiedział tylko ponuro, co jasno też miało wskazywać na zakończenie tego tematu.

- Jeśli chcesz możesz zaczekać z boku, aż skończymy Batty - powiedziała do niej Pearl. - Wiem, że nie jest to przyjemny widok.


Pustynia

Kiedy Order i Sand oddalali się od bazy mogli czuć nieprzyjemny skwar grzejącego słońca. Trasa z pewnością nie była przyjemna, ale w pewnym momencie mogli poczuć też ulgę kiedy zebrał się wokół nich silny wiatr, a potem zawisł nad nimi ogromny cień, który zaraz ich wyminął. Jak się okazało cień należał do wiwerny raczej nie wykazującej nimi zainteresowania. Przemierzanie kolejnych odległości kończyło się tylko widokiem wysuszonych kości dawno martwych zwierząt. Gdzieś na skale jednak wciąż coś im się przypatrywało, a było zdecydowanie za duże na sępa. Powoli wzbiło się w powietrze i zaczęło latać nad nimi, a przy tym nieprzyjemnie rechotać. Jak się okazało była to harpia, która chyba tylko wyczekiwała. W okolicy pojawiła się kolejna jak na wezwanie i teraz obie nad nimi latały. Mogło to wzbudzać niepokój, bo jeśli ktoś choć trochę znał te stworzenia wiedział, że są stadne, a gdzieś w okolicy musiało być ich gniazdo.


Canterolot

- Czego oczekujesz? - spytał przełożony tamtego rekruta. - Uważasz, że za karę powinien robić pompki, biegać w kółko, a może dostać batem po grzbiecie, a na rany sól? - pokręcił głową. - Zaledwie dwadzieścia procent z was do nas dołączy. Inni oszaleją, zginą lub uciekną, zawsze tak jest. Sami siebie ukaraliście w momencie kiedy przyszliście z zamiarem dołączenia do nas. Wszyscy myślą jakie to mamy zajebiste i piękne życie, ale nie wiedzą ile w tym poświęcenia. Wszystko zostawiamy cesarzowej, bo to jej wola. Jeśli wszystko co o nim mówisz jest prawdą, sam się niedługo ukarze, bo nawet nie będzie godny, to nie jest zwykła gwardia żeby praktykować typowe kary. Tak właściwie tylko jeden gwardzista z naszych oddziałów udziela kar. Wiesz o kim mówię, prawda?

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Przyglądali się stworzeniom, jednak udawali, że nie zwracają na nie uwagi.

PO: Atakujemy z wyprzedzeniem?

SS: Pewnie. Nie ma tu już kucy, więc nie muszę udawać miłosiernego samarytanina.

PO: No dobra, to dajesz.

Sand wyjął rewolwer, po czym zasypał latające nad nimi harpie ołowiem. Order w międzyczasie sięgnął po swoją broń, będąc przygotowanym na atak harpii w kierunku jego lub towarzysza.

Jego kompan uśmiechnął się jednak sadystycznie, zaczynając wrzeszczeć do stworzeń.

- No, chodźcie tutaj! Jesteście niczym, gównem, które przylepiło się do buta, i teraz wam to dokładnie wyartykułujemy! Macie do wyboru przedawkowanie ołowiu lub fragment gorącego metalu, chętnych na drugie danie zapraszamy na dół!

Peace powstrzymał się jednak z inwektywami, próbując uzyskać maksymalne skupienie.

 

Dawn Spark

 

Skrzywiłem lekko minę po słowach gwardzisty.

- Raczej wątpię, że regularna populacja Equestrii tak myśli. Wszyscy podejrzewają, że Cesarzowa pierze nam mózgi i steruje nami jak pionkami. Nawet jeśli to prawda, to podejmujemy się tego w słusznym celu, czym już udowadniamy swoją wyższość nad innymi. Mam nadzieję mimo wszystko, że to chodzące ścierwo, które jakimś cudem dostało się do gwardii zdechnie w męczarniach.

Chwila ciszy.

- Tak, mieliśmy okazję już zetrzeć się ze sobą. Jedyne co mogę powiedzieć na jego temat to fakt, że sam bardzo chętnie przytuliłbym taką ilość mocy. Dzięki temu mógłbym zostać czempionem Crystal, ale zanim to nastąpi... trochę czasu minie. 

Ponownie skupiłem myśli, ciężki jest mi opanować gniew, którym aktualnie darzę mojego ,,towarzysza".

- Chyba ten idiota zapomniał, po co tam poszedł. Mam iść go zawołać?

 

 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

White

- To teoretycznie łatwiejsze wyjście... - Mówiąc to zawahała się. - Ale co grozi za ucieczkę? Chyba nie puszczają tego płazem - Stwierdziła wspominając brutalność podczas egzekucji kucyków działających przeciwko Crystal. - I przecież nie powiem że znalazłam ją na czarnym bo się za nadto tym zainteresują. - Więc chyba będzie najlepiej jak jednak odprowadzimy ją po cichu - Ruszyła powoli przed siebie w kierunku miasta. - A odpowiadając na twoje pytanie to może nie ma już takich miejsc ale poza Equestrią są tereny gdzie prawo nie ma aż takiej siły... Za to musisz wiedzieć jak walczyć o swoje i nie dać się wykiwać - Westchnęła. - Nadawałabyś się ale pytanie jak długo jeszcze tak będzie bo Crystal raczej nie przestanie. 

 

Batty 

- A co jeśli się nie zgodzę? - Spytała Speara podnosząc oczy znad książki. - Nie jestem ich własnością by mogli mnie gdzieś zaciągać - Przewróciła oczami i kontynuowała. - Po za tym to nie moja wina że mój ojciec przeleciał nietoperza - W jej głosie nie było ani cienia wyrzutu czy złości więc raczej lubiła siebie taka jaka jest. - Najwyraźniej taki miał gust i w zasadzie go nie winię... - Zamknęła książkę i ruszyła za nimi dochodząc z powrotem do miejsca gdzie niegdyś stała świątynia. - Raczej nie musicie się o to martwić. Kiedyś mi powiedziała że jeśli jeszcze raz przymusowo sprowadzą ją na ziemie i znowu przeżyje to sama dokończy dzieła... Stwierdziła że nie chce dostawać od losu kolejnej szansy gdy reszta jej załogi pozostaje spalona albo posiatkowana odłamkami. Inni mówią że nie jest taka sama jak na początku wojny - Spoglądała jak Lance i Spear wrzucają swoich towarzyszy broni do dziury która posłuży za zbiorową mogiłę. - Nikogo z nich nie znałam - Odwróciła na chwilę głowę w kierunku Pearl. - Więc nie mam nad czym płakać. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Tak szczerze, nie wiem co grozi za ucieczkę - Crimson jednak nie zdawała się przerażona tą myślą być może z powodu faktu, że widywała już najgorsze kary ze strony obecnego reżimu i nie sądziła żeby coś jeszcze zrobiło na niej wrażenie. - Zresztą nie wiem co może być gorsze od dzisiejszego życia ziemskiego kucyka, no może tylko ponyfikacja - mina jej nagle skwaśniała. - Kiedyś znałam pewną jednorożec, przeszła ponyfikacje z własnej woli. Jako człowiek nie czuła się nigdy sobą. Może to okrutne, ale chyba bym nie chciała żeby nadal żyła. Widziałam co robili z jednorożcami, które były dawniej ludźmi. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi, ona była delikatna niczym kwiat, nie zasłużyła by na to sobie - Pumpkin do tej pory niepewnie się wszystkiemu przysłuchiwała, a kiedy słuchała o dawnej znajomej Crimson posmutniała, ale kiedy były już niezwykle blisko miasta niemal odżyła w jednej chwili. Wyglądało, że chce pędzić w kierunku dawnego domu, ale Crimson ją powstrzymała w ostatniej chwili. - Wpadłam na pewien pomysł mała - nagle znów uśmiechnęła się do White. - Mówiłaś po cichu, to co powiesz aby nas teleportować prosto do miasta?


Okolice bazy

- Ty chyba nie do końca rozumiesz - powiedział Spear podnosząc jedno z ciał, które wydawało się należeć do niezwykle młodej klaczy, to było jedno z tych, które wyglądało lepiej. - Jesteś w Equestrii, a to znaczy na terenie cesarstwa cesarzowej. Jeśli zażądają żebyś poszła, nie masz wyboru i musisz to zrobić. Prawa są jakie są, a sama nie jesteś przecież w stanie podbić Canterlotu

- No ja tam nie wiem - westchnęła Peral również wrzucając kolejne ciała. - Gdyby nie ona już byśmy nie żyli. Tylko ona i tamta smoczyca przyszły na ratunek naszemu dowódcy. Poza tym sam fakt, że może patrzeć na te makabrę bez mrugnięcia okiem wskazuje, że jest niezwykle silna

- Przestańmy się martwić na zapas - wtrącił Lance. - Coś wymyślimy, na początek jednak chce to skończyć i wynieść się z tego pustkowia. Nie chce już nigdy więcej oglądać pustyni. A co do Fire mam dla niej wielki szacunek, uważam, że jest dobrym żołnierzem. Gdyby każdym z nas przestały prowadzić tylko uprzedzenia, a byłby to honor i walka o innych jak w jej przypadku, może świat byłby inny - wrzucali tak ciała przez około dwie godziny, skwar słońca stawał się powoli bezlitosny, a nad mogiłę zaczęły zlatywać się insekty, które najwyraźniej do tej pory odstraszały mieszkające tu do niedawna potwory. Kiedy skończyli zasypali mogiłę piachem, a potem Lance oznaczył to miejsce kamieniem, na którym za pomocą rogu stworzył jakiś wzór. - To chyba już koniec - dowódca przetarł pot z czoła. - Jesteście gotowi?

- Im szybciej tym lepiej - powiedział ponuro Spear.

- Ja byłam niemal od początku - cała trójka spojrzała na Batty oczekując jej odpowiedzi.


Harpie

Stworzenia, które zostały niespodziewanie zaatakowane niemal nie miały szans na ucieczkę. Pierwsza z Harpii zaczęła spadać prosto na Sanda, a kolejna miała uszkodzone skrzydło i z wrzaskiem spadła na ziemię, nie mogąc już najwyraźniej latać, ale rzuciła się jednak wściekle mimo rany w kierunku Ordera. Kolejne były ranione, ale nadal były w stanie latać. Jednak wrzaski potworów najwyraźniej usłyszały inne. Z okolicznego wzgórza zaczęły napływać niepokojące dźwięki, a wtedy oboje mogli zobaczyć jak stada latających bestii zaczynają wylatywać ze wzgórza, przypominając przy tym nadciągającą szarańczę.


Canterlot

- Nigdy nie było władzy doskonałej - powiedział teraz dowódca Dawna. - Zbadałem dokładnie historię ludzi i jak to się dla nich skończyło? Ich władcy przez całą ich historie ich wykorzystywali, a potem niemal stracili wszystko. Gdyby nie ofiarność Celestii cały ich gatunek by zginął

- Dokładnie, a w swej nieprzemierzonej głupocie owiniętej w miłosierdzie księżniczki sprowadziły potem zagładę na nas nawet nie pytając o zdanie swoich poddanych, a potem wysłały nas na wojnę z zagrożeniem, które same sprowadziły. Cesarzowa może nie jest idealna, ale teraz nikt już nie musi się przynajmnie bać, chyba, że ma do tego powody - mówił drugi gwardzista. - A co do niego... Powiem ci, że nie jesteś pierwszy, ale nikt tak na dobrą sprawę nie poznał jego tajemnicy. Nikogo i niczego się nie boi za wyjątkiem cesarzowej

- Czy to nie nasz drugi rekrut? - wtrącił przełożony Dawna odpowiadając na jego niedawne pytanie. Faktycznie drugi rekrut wracał, ale coś niósł na grzbiecie. Kiedy był wystarczająco blisko rzucił przed całą trójkę głowę podmieńca.

- Idiotka, myślała, że się nie domyślę - powiedział niemal z drwiną. - Odciąłem jej łeb kiedy piła właśnie wodę - zwykli gwardziści pilnujący bramy patrzyli na to w szoku. Jeden z nich machnął głową do jednego z towarzyszy żeby najwyraźniej poszedł po ciało podmieńca.

- To nie było rozsądne... - powiedział przełożony tego rekruta. - Co gdybyś się pomylił?

- Jak do tej pory się nie zdarzyło - głowa podmieńca sugerowała, że musiała to być samica i chyba jeszcze bardzo młoda. - Mogę zatrzymać głowę jako trofeum?

- Pomyślimy o tym potem... Mimo wszystko muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Peace odskoczył chwilę przed zderzeniem z harpią, zamachując się na nią swoją bronią, co poskutkowało jej śmiercią. Następnie położył ją na ziemi, majstrując coś przy tym. Sand spojrzał na niego zaciekawiony.

SS: Autodestrukcja?

Order odpowiedział, skupiony na ustawianiu urządzenia.

PO:  Tak. Jak ją uzbroję to wiesz co masz robić.

Sand uśmiechnął się jeszcze szerzej.

SS: Sam jestem ciekaw, co to cacko potrafi. Widząc jak ogromną moc miały te ładunki pewnie zdmuchniemy je jednym uderzeniem. 

Kiedy kuc skończył uzbrajać broń, ostrze zaczęło świecić się na czerwono. Następnie jednorożec podniósł ją za pomocą magii, a następnie wystrzelił w kierunku harpii.

SS: PADNIJ!

Kiedy broń wleciała w chmarę przeciwników nastąpił potężny wybuch. Sand i Peace jednak nie zauważyli go, gdyż rzucili się z twarzami w kierunku ziemi. Jednorożec wytworzył słabe pole siłowe, aby uchronić ich przed falą uderzeniową.

 

Dawn Spark

 

- Dobrze, że chociaż wiemy, że to co robimy jest właściwe.

Kiedy rekrut przyszedł z odciętą głową changelinga spojrzałem z zaciekawieniem, jednak po chwili dochodząc do siebie lekko mnie zemdliło. 

- Nieźle. Całkiem nieźle.

Nie wchodząc w dyskusje z kucem wróciłem do mojego zajęcia. Powoli zaczynałem mieć dość, ale wiadomo, że nie będę robił ciekawych rzeczy na początku mojej przygody. Dalej zastanawiałem się, w jaki sposób mogę go załatwić po powrocie do koszar. 

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

White

- W każdym razie można z całą pewnością uznać że nic dobrego - Stwierdziła wiedząc że próżno szukać pobłażliwości u dzisiejszych gwardzistów. Słuchała uważnie dalszych słów Crimson ukazując na swojej twarzy coraz większe zdziwienie. - Ale... - Zaczęła zbierając myśli. - Jak można uznać że ciało które było z tobą od samego początku, tym którym poznawałaś nieznany świat nie należy do ciebie? Lub czuć się w nim nieswojo? Nie ukrywam że raczej tego nie zrozumiem... Chyba że tak znienawidziła poczynania swojej rasy że nie chciała mieć z nimi już nic wspólnego, to jak dla mnie jedyne wytłumaczenie które ma jakiś sens - Skrzywiła się na wieść że śmierć najwyraźniej była wybawieniem od życia sponyfikowanego jednorożca. - W zasadzię mogę - Odpowiedziała na propozycje Crimson która wydawała się jednak całkiem dobrym wyjście. - Najwyżej znowu mnie odprowadzisz - Dodała po czym przygotowała się do rzucenia zaklęcia.  

 

Batty

- To kłóci się nieco z moim poczuciem wolności - Popatrzyła na chwilę na ciało młodej klaczy po czym odwróciła wzrok nie kierując go na nic konkretnego. - I wiem że sama nie podbije Canterlotu ale nie musisz mi tego mówić bo nawet przez myśl mi to nie przeszło... Chyba że każdego wystrzelam zanim zorientują się gdzie jestem ale w to wątpię - Pokręciła głową. - A pustynia to ciężkie miejsce do przeżycia - Stwierdziła odpowiadając Pearl. - Bezlitośnie eliminuje słabych i pozostawia tylko tych co potrafią to wytrwać... Wydaje mi się że w moim wypadku było naprawdę ciężko - Dobór słów wskazywał na to że nie pamiętała swoich początków. - Jednak na terenie Equestrii boje się że zupełnie inne zasady niż te w których się wychowałam mnie przerosną - Spojrzała znowu na Speara a potem na Lance'a. - Potrzebuje chwili żeby się pożegnać z paroma osobami ale nie zajmie to dłużej niż pięć minut - Przygotowała się do rzucenia zaklęcia teleportacji. - I będę musiała się jakoś wykręcić od zabierania Kati, tej smoczycy. - Gdy Batty zniknęła w oddali mogli zauważyć mocno uszkodzony latający statek będący już bardzo blisko ziemi. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Kiedy tylko White rzuciła zaklęcie cała trójka zniknęła w magicznym błysku pojawiając się gdzieś w zaułku gdzie nikt nie miał raczej możliwości ich dostrzec. White mogła poczuć lekki zawrót głowy, ale Crimson w porę podtrzymała ją przed upadkiem. Pumpkin natomiast miała szeroko otwarte oczy kiedy znalazły się w mieście. Najwyraźniej znała całą okolicę na pamięć, co nie mogło w sumie dziwić. Kiedy White była już w stanie się ruszyć cała trójka powoli opuściła zaułek wychodząc w samo centrum miasta. Baltimare było znacznie większe niż Ponyville, ale daleko było mu do takich miejsc jak Canterlot, Crystal Empire czy Manehattan. Podobnie jak niemal wszędzie i tutaj pojawiały się patrole gwardii, a na ulicach miasta były głównie jednorożce. Tak samo mało przyjemnym widokiem były kolejne kucyki uwięzione w dybach, a inny z licznymi ranami wiszący na pręgierzu kiedy nad jego nieruchomym ciałem zlatywało się robactwo.

- I niech ktoś mi powie, że to Czarny Rynek jest prymitywny - powiedziała na tyle cicho Crimson aby tylko jej towarzyszki ją usłyszały. Kiedy przechodzili okoliczne kuce rzucały nieprzyjemne spojrzenia Crimson i Pumpkin, najwyraźniej nikt nie poznawał nawet tej drugiej. W ich oczach musiała być tylko jednym z wielu kucyków ziemskich zamieszkujących te okolice. Natomiast White wysyłali przyjemne uśmiechy i kiwali głowami w geście powitania. - Pytałaś czemu opuściła ludzi - powiedziała nagle Crimson kiedy poruszali się dalej. - To chyba było jak z tamtym podmieńcem z Czarnego Rynku. Wiesz nie każdy jest szczęśliwy we własnej skórze - powoli zaczęły wychodzić poza teren miejski gdzie ciągnęły się długie pola z dość niewielkimi domkami, to tu musiał być teren kucyków ziemskich, które zresztą teraz pracowały w polach, a ich pracy pilnowali gwardziści.


Okolice bazy

- Szkoda byłoby ją zostawiać - mruknął Lance czując najwyraźniej, że ma również dług u młodej smoczycy. Nie zdążył jednak pogadać o tym z Batty, bo ta już zniknęła.

- Chyba żartujesz... - Spear nie dokończył widząc spojrzenie dowódcy, chyba zrozumiał, że nie zachował się jak należy w stosunku do przełożonego. - Sir... To by się nie skończyło dla niej dobrze. Tu jest bezpieczna, w Canterlocie zabiliby ją natychmiast. Nie ma szans abyśmy zdołali ją przeprowadzić, już z tą będzie problem

- Co to jest? - spytała niepewnie Pearl pokazując kopytkiem na statek.

- Chyba statek - mruknął Lance. - Włóżcie pancerze, lepiej to sprawdźmy - cała trójka włożyła szybko zbroje i ruszyła w kierunku, do którego spadał statek.


Harpie

Siła wybuchu sprawiła, że część harpii rozerwało w powietrzu, a ich kawałki zaczęły spadać po ziemi. Inne, które przetrwały zaczęły się z piskiem wycofywać. Pole siłowe stworzone przez jednorożca uchroniło co prawda oboje przed śmiercią w wybuchu, ale siła eksplozji była na tyle silna, że zdołała zniszczyć pole, a nawet lekko przypiec ogony obu kucy. Jak się okazało jakaś harpia nadal była na ziemi i teraz wściekle wskoczyła w ich kierunku, ale zanim zdążyła się zbliżyć wielkie szczypce wyszły z pod pisaku i zacisnęły się na jej ciele, a potem wciągnęły wrzeszczącego stwora pod ziemię. Najwyraźniej oba jednorożce pozbyły się harpii, ale eksplozją wybudzili mieszkające pod ziemią stworzenia, które mogły ich teraz otaczać na każdym kroku.


Canterlot

Gwardziści pilnujący bramy wrócili niedługi czas później niosąc ciało niewielkiego podmieńca pozbawionego głowy. Ciało było smukłe, typowe dla klaczy, a z niego nadal ulatywały resztki zielonawej krwi. Po tym incydencie niewiele się już działo. Panował spokój pod bramą, a liczba odwiedzających miasto kucy spadała wraz z coraz późniejszą godziną. Przynajmniej chowające się słońce dało miejsce chłodniejszej nocy. Drugi rekrut przez cały ten czas wpatrywał się w ślepia odciętej głowy podmieńca zupełnie jakby czuł swoiste podniecenie na widok swojego trofeum.

- Dobra chyba czas powoli wracać - westchnął przełożony Dawna rozciągając przy tym mięśnie.

- Ta, chyba niewiele się już wydarzy - ziewnął równie znudzony przełożony drugiego rekruta. - Zabieraj ten łeb i powoli się zbieramy

- Ty również zabierz co twoje i chodź - wtrącił przełożony Dawna. Powoli cała czwórka ruszyła w kierunku koszar. Kiedy przechodzili ulicami Canterlotu, Dawnowi w oczy mogła rzucić się klacz, którą widział przed bramą, ta która wcześniej milczała, szła teraz samotnie z opuszczoną niczym zbity pies głową po drugiej stronie ulicy.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Po zniszczeniu pola siłowego przez falę uderzeniową oszołomione kuce przez chwilę dochodziły do siebie. Peace Order wstał pierwszy, rozglądając się. Nagle poczuł nieprzyjemny swąd. Spojrzał na ogon kompana, który lekko się utleniał.

PO: Palisz się.

Sand natychmiastowo wystrzelił w powietrze, po wylądował na piachu. Przysypał ogon, a następnie dosyć skonfundowany spojrzał na kuca ziemnego. Uśmiechnął się.

SS: Ty też.

Peace obejrzał się dostrzegając, że jego ogon zajął się nieco bardziej. Usiadł i zaczął szybko przysypywać go piaskiem. Sand zaczął się rozglądać, dostrzegając harpię kroczącą w ich kierunku.

SS:  Mamy towa...

Nie zdołał dokończyć, gdyż harpię coś złapało i wciągnęło pod piaski. Ujrzeli to obaj, stając natychmiastowo na cztery kopyta. Pierwszy przemówił Peace.

PO: Eksplozja może pomogła nam z tymi stworami, ale w zamian zainteresowaliśmy sobą podziemne robactwo. Może fragmenty naszych niedoszłych wrogów wystarczająco je nakarmią?

Sand tylko pokręcił głową.

- Pewnie tak, ale teraz raczej będzie im chodziło o zdobycie jak najwięcej. Biegiem, jeśli funkcjonują podobnie do naszego robactwa to nie ma znaczenia tempo, w jakim się poruszamy. Trzymaj się blisko, jesteś prawie bezbronny.

Pogalopowali przed siebie, starając się uciec z tego miejsca.  Sand w międzyczasie przeładował broń, będąc gotowym na ewentualne ataki ze strony tych stworzeń.

 

Dawn Spark

 

W końcu nastał oczekiwany przeze mnie koniec naszej zmiany, ruszyliśmy więc w stronę koszar. W trakcie trasy dostrzegłem klaczkę, którą widziałem wcześniej przy bramie. W normalnych okolicznościach bym nie zareagował, ale skoro dałem słowo to muszę się z niego wywiązać. Odezwałem się do moich towarzyszy.

- Chwilowo się od was oddalę, z racji na to, że już po służbie. Wrócę do koszar przed świtem.

Oddaleniem tym odebrałem sobie szansę na zemstę nad rekrutem, ale nie zanosi się na to, aby prędko stąd wyparował. Przy pierwszej lepszej okazji wyrwę mu flaki.

Szkoda. Miałem ochotę dorwać go dzisiaj.

Cierpliwości, głosie.

Podchodząc do klaczki stanąłem na wprost od niej, zwracając jej uwagę chrząknięciem.

- Czy coś nie tak? Co z tym rytuałem? Czy potrzebuje Pani pomocy?

Czyli może jednak... trzeba dbać o reputację Naszej Pani, i jeśli reszta członków naszej służby ma to w zadzie to najwidoczniej będę musiał zająć się tym sam.

Link to comment
Share on other sites

White 

- Dzięki - Powiedziała szybko między oddechami czując że ktoś pomaga jej się utrzymać na nogach. - Z powrotem już się chyba na to nie piszę - Dodała gdy uspokoiła zawroty głowy i ruszyła za jej dwoma towarzyszkami obserwując nowe otoczenie w którym jeszcze nie poznała. Rzuciła szybkie spojrzenie kucykom zakutym w dybach zawieszając na chwilę oko na ich ranach i westchnęła wiedząc że najprawdopodobniej ich winy nie były adekwatne do kary. - Dla mnie ani to ani tamto nie jest cywilizowane - Odpowiedziała Crimson nie używając zakazanego zwrotu by nie ściągnąć na siebie problemów. Szła dalej twardo nie dając po sobie poznać jak bardzo dotyka ją krzywda na tym świecie i od czasu do czasu odwzajemniała gesty przywitania innych jednorożców. - Mogło tak być ale najwyraźniej nie przewidzieli ile stracą - Skrzywiła się na myśl że ci co wystąpią ze swojego szeregu decydują się na jeszcze cięższe życie. - Daleko jeszcze do twojego domu Pumpkin? - Spytała zmieniając temat. 

 

Batty

Gwardziści w oddali zobaczyli jak latająca maszyna odrobinę zbyt mocno uderza dziobem w ziemie i nadal z pewną prędkością sunie po niej gubiąc z każdym przebytym metrem drewniane fragmenty kadłuba.  Nie wyglądało to tragicznie, przynajmniej do momentu aż na drodze lądowania nie pojawił się jeden z większych kamieni. Zderzenie było raczej nieuniknione jak się okazało parę sekund później i od tej chwili statek zaczął skręcać gubiąc już przy tym skrzynie najpewniej będące ładunkiem. Gdy wszystkie dźwięki w miarę widowiskowej kraksy ucichły obserwujący mogli dostrzec kucyki wyskakujące na trawę a niektórzy nawet zdawali się ją całować najwyraźniej dziękując siłom wyższym za ocalenie życia. Oprócz tego około sto metrów od zdarzenia gwardziści zauważyli jeszcze trzy osoby. Pegaza umaszczeniem pasującym do Fire, do tego najpewniej Batty ze swoim charakterystycznym irokezem i Kati której po prostu nie mogli pomylić z nikim innym. Pierwsza dwójka na krótko przytuliła się na pożegnanie po czym mieszaniec przez chwilę zdawał się rozmawiać ze smokiem. Dyskusja trwała dobre dwie minuty po których kucyk wyjął małe pudełeczko dając je swojemu rozmówcy, podali sobie kończyny i rozstali się gdy nagle pojawił się magiczny błysk świadczący o użyciu zaklęcia teleportacji. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

Nim Crimson mogłaby coś powiedzieć na uwagi White, a Pumpkin odpowiedzieć na jej pytanie, ta druga nagle popędziła przed siebie zostawiając obie klacze w tyle. Chwilę później wbiegła do niewielkiej wioski, a bardziej można by rzec dystryktu uczepionego do tego miasta. Wokół licznych pól było tu pełno drewnianych prostych wiejskich domków. Pumpkin stanęła na środku tego nietypowego miejsca, a chwilę później z okolicznych domków zaczęły wychodzić kolejne kucyki ziemskie. Wszystkie otoczyły niedawno przybyłą klacz patrząc na nią takim wzrokiem jakby właśnie ujrzeli ducha. Nikt nie reagował dobrą chwilę. Przynajmniej tak było do czasu, bo nagle wszyscy rzucili się w kierunku Pumpkin i zaczęli ją ściskać z każdej możliwej strony. Całej atmosferze towarzyszyły radosne śmiechy i łzy radości. Crimson stała w pewnej odległości od tego osiedla, nie podchodząc za blisko, aż nie spojrzała na White.

- Cóż, można powiedzieć, że naprawiłaś dla kogoś świat - delikatnie się do niej uśmiechnęła. - Pójdziesz się ujawnić? Chyba ci podziękują - nie można było raczej winić Pumpkin, że po tak długiej rozłące na chwilę zapomniała o swoich towarzyszkach i teraz skupiła całą uwagę na przyjaciołach i rodzinie.


Okolice bazy

Widok latającego pojazdu, który leciał teraz ku skale, wzbudził niepokój trójki gwardzistów. Jednakże żadne nie miało sposobności nic zrobić. Pearl znała się na magi medycznej i defensywnej, mogła pomóc rannym, ale nie byłaby w stanie zatrzymać tak szybko lecącego obiektu. Spear natomiast znał się na magii ofensywnej i jedyne co mógłby zrobić to atak na spadającą maszynę. Pozostał Lance, który najlepiej znał się z całej trójki na magii, ale nawet on miał ograniczone możliwości. Nie było szans aby zdołał złapać taki obiekt we własną aurę, a tym bardziej aby teleportować się do pojazdu i ratować załogę. Patrząc na prędkość obiektu chyba tylko pegaz miałaby szansę coś zrobić. Wszystko na szczęście dobrze się skończyło, bo nim cokolwiek zdołali zrobić lub zobaczyć śmierć nieszczęśników, ci chwilę później byli bezpieczni.

Kiedy zobaczyli załogę, szybko zrozumieli, że najwyraźniej Fire ściągała resztę sojuszników, co wskazywało, że zaczyna powoli się zadomawiać na dawnym terenie. Nie do końca wiedzieli co jest w skrzynce i chyba nie byli pewni czy chcą wiedzieć. Poza klaczą dostrzegli także Batty, na którą czekali i smoczycę, z którą się żegnała. Spear zmarszczył lekko brwi widząc jak klacz oddaje jaszczurze jakieś pudełko, ale reszta zdawała się nie zwrócić na to uwagi. Kiedy jednak ta się nagle teleportowała najwyraźniej dotarło do nich w jakie miejsce mogła zniknąć. Lance również zniknął wraz z towarzyszami, a później cała trójka znalazła się w miejscu, w którym niedawno się rozdzieli z Batty tuż po niej.


Pustynne robale

Kiedy oba ogiery przebiegały po piasku co jakiś czas w niektórych miejscach pojawiała się dziura, ale jak do tej pory z daleka od nich. Nie widać było również odpowiedzialnego za wykopanie tych dziur. Cokolwiek to jednak było musiało być duże, bo dziury były na tyle wielkie, że bez problemu wpadłby w nie ogromny niedźwiedź. W pewnym momencie gdy obaj pędzili przed siebie, nagle przed nimi coś się uniosło, zupełnie jakby góra wyrosła w tym właśnie miejscu, piasek zaczął opadać z nieznanego obiektu, aż w końcu go ujawnił. Kiedy dwójka ogierów była w stanie dostrzec co było za to odpowiedzialne ich oczom ukazał się cztero metrowy insekt przypominający w niewielkim stopniu stonogę. Słońce odbijało się w jego białym chitynowym pancerzu, a sam owad, poruszał delikatnie czułkami i ogromnymi żuwaczkami, ale co najciekawsze, nie atakował dwójki kucy tylko stał w miejscu. Wszystko wskazywało, że stworzenie najwyraźniej posługiwało się wibracjami w celu poszukiwania ofiar, a kiedy ci stali nic nie robiąc, owad nie stanowił takiego zagrożenie.


Canterlot

Przełożony Dawna rzucił tylko spojrzenie na swojego rekruta kiedy ten powiedział, że się oddali, ale nie zabronił mu tego, a pokiwał lekko głową w geście zgody. Być może zdobył już do pewnego stopnia jego zaufanie, a może uznał, że Dawn sobie zasłużył na chwilę wytchnienia za dobrze wykonaną pracę, ciężko powiedzieć. Drugi rekrut zupełnie go ignorował pochłonięty swoim trofeum, kolejny za to gwardzista, nie miał zamiaru najwyraźniej interweniować skoro pierwszy pozwolił mu odejść. Cała trójka powoli odeszła w stronę koszar, chwilę później znikając mu z oczu.

Klacz, która szła, najwyraźniej była zamyślona, bo niemal upadła na grzbiet widząc przed sobą znajomego gwardzistę. Kiedy padło jego pytanie ta mrugnęła zaskoczona, a potem uniosła kopytko i zaczęła uderzać nim w szyję, zupełnie jakby chciała mu coś przekazać. Nie będąc pewnym czy zrozumie otworzyła usta, ale nie dobył się z nich głos. Wszystko wskazywało, że klacz była niemową.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Kiedy już wszystko wydawało się w porządku wyrósł przed nimi wielki robal. Kuce zamarły w bezruchu, po krótkiej chwili jednak doszli do pewnych wniosków. Sand postarał się szeptać jak najciszej.

SS: On chyba reaguje na wibracje gruntu. Chyba trochę tu postoimy, nie mamy czym go odgonić a chociaż jeden z nas musi mieć broń, użycie rewolweru zatem odpada.

Peace tylko skinął lekko głową. Stojąc tak obaj próbowali obmyśleć jakiś plan. Może uda się zestrzelić coś latającego tak, żeby się po to rzucił? Powinni już zbliżać się do końca tej pustyni. Order odpowiedział towarzyszowi, również szeptając.

PO: Jak pojawi się nad nami coś dużego spróbuj to zestrzelić, tylko kawałek od nas.

Sand nie odpowiedział, zwrócił wzrok jednak w górę oczekując jakiegoś celu do odstrzału.

 

Dawn Spark

 

Klacz sprawiała wrażenie wystraszonej, po gestykulacji jednak doszedłem do wniosku, że jest niemową.

- Ah tak. Rozumiem. 

Uśmiechnąłem się lekko, spoglądając na nią.

- Proszę pójść za mną, coś wymyślimy.

Postanowiłem ruszyć w kierunku mojego domu, co też uczyniłem. Klacz ruszyła za mną, czyli pewnie nie ma innego wyjścia. Po drodze odzywałem się do niej, żeby jakoś utrzymać kontakt.

- Dziękuję za zaufanie, jednak na przyszłość powinna Pani uważać, w dzisiejszych czasach kucom nie powinno się ufać, niezależnie od tego, czy wyglądają przyjaźnie, czy też nie. Zaprowadzę Panią do mojego domu, gdzie powinno być bezpiecznie. Wręczę również poręczenie, dzięki któremu umożliwione zostanie korzystanie z mojego konta bankowego, rodzice trochę pieniędzy tutaj zostawili, nie powinno więc być problemu z przetrwaniem.

Po dotarciu do posiadłości zdjąłem zabezpieczenie, a następnie weszliśmy do środka. Zapaliłem światła.

- Proszę wybaczyć nieporządek, nie mam niestety czasu tego ogarnąć i wygląda to właśnie w ten sposób.

Od razu udałem się do salonu, gdzie wręczyłem klaczy kartkę i pióro. 

- Jako iż nie znam języka migowego poprosiłbym o napisanie Pani imienia na tej kartce, poręczenie musi być imienne.

Uśmiechnąłem się.

- Cały dom będzie do Pani dyspozycji, niestety tylko tyle mogę zrobić. W razie czego...

Podniosłem jej kopytko, do którego przyłożyłem moje. Po wypowiedzeniu krótkiej formuły z miejsca złączenia wydobyło się jasne światło.

- Przy wchodzeniu i wychodzeniu proszę o dotknięcie drzwi na 3 sekundy, dom otoczony jest magiczną barierą, która um... neutralizuje wszystkich intruzów, permanentnie. Z tego też powodu nikt nie powinien Panienki tutaj nachodzić.

Tym razem poczekałem na jej odpowiedź. Zdecydowanie za dużo dzisiaj mówię.

Link to comment
Share on other sites

White 

W pierwszej chwili White nie do końca zrozumiała powód dla którego Pumpkin nagle wystrzeliła do przodu zostawiając ją i Crimson w tyle. Przez chwilę zastanawiała się czy przypadkiem nie powiedziała czegoś nie tak ale po krótkiej chwili wszystko stało się jasne. Najwyraźniej jej towarzyszka nie mogła dłużej wstrzymywać radości i podekscytowania gdy wszystko to co zostało zabrane przez jakiś zbirów znowu otrzymała z powrotem. Szła dalej powoli się zbliżając do osiedla idąc z drugą klaczą. 

- Chociaż tyle mogłam zrobić - Odpowiedziała wyraźnie zadowolona odczuwając że zrobiła coś dobrego. - Jeszcze nie... - Dodała uważnie obserwując zbiorowisko. - Nie chce psuć tej chwili tak szybko - Spojrzała teraz na nią. - Wiesz, jednorożce pewnie im się dobrze nie kojarzą. 

 

Batty

- No to z głowy - Powiedziała do nich gdy się pojawili po czym rzuciła im zdziwione spojrzenie. - Bierzecie to ze sobą? - Spytała widząc że znowu są w pancerzach gwardii. Nie czekając na ich odpowiedz ruszyła w stronę Equestrii raczej spokojnym tempem. - W zasadzie nie jest żle że idę z wami bo.. Kati bywa specyficzna i z tego co słyszę szybko próbowali by ją ułożyć a ona na pewno by się stawiała - Odwróciła się do Speara. - Jest jeszcze coś z czym nie warto się wychylać albo czego przestrzegać żeby unikać problemów? - Wybrała jego uznając że od niego otrzyma najbardziej szczerą odpowiedz bez ogródek. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Nie oceniaj każdego kucyka ziemskiego w ten sposób - westchnęła Crimson patrząc wciąż jak Pumpkin wita się z rodziną i przyjaciółmi, a potem uśmiechnęła się lekko do White. - Gdyby każdy kucyk ziemski oceniał każdego jednoroga z góry dziś pewnie byśmy nie gadały, a ja olałabym Sinister kiedy potrzebowała pomocy. Zawsze trafią się dupki wśród każdej rasy, trzeba tylko umieć ocenić kto jest frajerem, a kto kimś więcej - krzywo się uśmiechnęła. - Pewnie dlatego ja straszę każdego po pięciu minutach rozmowy ze mną - w tym właśnie momencie Pumpkin znów szła w stronę White i Crimson prowadząc ze sobą dwa kucyki ziemskie, ogiera i klacz. Kiedy byli już wystarczająco blisko klacz wyszła przed Pumpkin i spojrzała na White.

- Dziękujemy za wszystko co zrobiłaś dla Pumpkin - widać było, że z trudem utrzymywała łzy. - Opiekujemy się nią odkąd jej rodzice zostali zabici. Nie sądziliśmy, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczymy po tym co się stało - opuściła wzrok najwyraźniej nie będąc w stanie mówić dalej.

- Niewiele spotyka nas dobrego ze strony jednorożców - powiedział teraz ogier. - Pumpkin powiedziała nam jednak jak obie dla niej wiele zrobiłyście

- Ja tam żadnym bohaterem nie jestem - powiedziała Crimson unikając ich spojrzenia. - Gdyby nie White i jej determinacja pewnie nigdy by to wszystko tak się nie skończyło

- Mimo wszystko chcielibyśmy wam jakoś podziękować - powiedział teraz ogier. - Nie mamy za wiele, ale może chociaż damy wam jakiś posiłek i coś na drogę, choć tak w niewielkim stopniu zdołamy się odwdzięczyć


Okolice bazy

- A tak... - powiedział jakby wyrwany z transu Lance i zaczął ściągać z siebie pancerz podobnie jak jego towarzysze nim ruszyli. - Widzieliśmy spadający samolot... Pomyśleliśmy, że możemy być potrzebni i sama rozumiesz

- No właśnie - wtrąciła nagle Pearl. - Co tam się stało? Nikt nie został ranny? Jakby co mogę spróbować ich opatrzyć. To nie tak, że nie doceniam Fire i jej oddziału, ale nie wyglądali aby znali się na medycynie

- Może po kolei - Spear zmarszczył lekko brwi patrząc na Batty. - Zanim ja odpowiem tobie, może ty powiedz nam co dałaś jej? Tak widzieliśmy, że dałaś coś temu smokowi

- Spear - nie wyglądało aby ogier chciał jednak odpuścić, nawet kiedy dowódca go skarcił.

- Musimy wiedzieć czy możemy jej zaufać. Co jak nas zabije w czasie snu?

- Nie musi się z niczego spowiadać. Miała szanse nas zabić wiele razy. Mogła nas zostawić na pastwę losu, a tego nie zrobiła

- Skoro to wszystko prawda, to chyba nie musi się obawiać odpowiedzi na moje pytanie. Jeśli pomożemy jej się dostać, a ona zostanie złapana za coś o czym nie wiem jak szpiegostwo, wezmą ją na tortury i prześwietlą mózg do każdego wspomnienia, nic się przed nimi nie ukryje. Zostaniemy wtedy skazani za zdradę i straceni

- Mam wrażenie, że w gwardii już postawili na nas kreskę, więc raczej nie sądzą aby trup mógł z kimś kolaborować - powiedziała ponuro Pearl.


Pustynne robale

Na niebie jak na złość nic nie chciało się pojawić, a robal nie ruszał się dobre kilka minut wciąż poruszając olbrzymi żuwaczkami. Skwar słońca z pewnością nie był teraz przyjemny dla dwójki ogierów, ale owad wydawał się zachwycony gorącem, grzał swój chitynowy pancerz zupełnie nie zwracając uwagi na temperaturę. Kiedy minęło piętnaście minut stworzenie nagle się poruszyło. Jego głowa wysunęła się wprost przed dwa kuce, tak, że teraz oboje mogli zobaczyć jego pokaźne żuwaczki, którymi z pewnością mógłby przepołowić kuca jednym zaciśnięciem ich na jego ciele. Owad jednak nie zaatakował tylko uniósł ogromną głowę nad nimi, a potem wbił ją w piasek ciągnąć za sobą resztę swojego olbrzymiego cielska, aż całkiem nie zniknął z ich oczu.


Canterlot

Klacz nie stawiała oporu idąc za gwardzistą. Ciężko było powiedzieć czy z powodu strachu przed nim, czy może z faktu, że nie bardzo miała gdzie się udać. Słyszała wszystko co mówił do niej ogier, ale nie reagowała w żaden sposób po prostu słuchając. Niewiele zresztą mogła powiedzieć. Wyglądała jednak na trochę zdziwioną kiedy zamiast na posterunek gwardii ten zaczął ją prowadzić do dzielnicy mieszkalnej. Nadal jednak dreptała powoli za swoim nieoczekiwanym przewodnikiem. Kiedy zaczął prowadzić ją do jednego z mieszkań lekko się zawahała jakby nie była pewna czy powinna tam wejść.
Ostatecznie zdecydowała się to zrobić. Rzuciła tylko raz okiem na bałagan, ale nie wydawała się tym zniesmaczona. Spojrzała niepewnie na kartkę, którą jej podarował żeby nawiązać komunikacje, a potem na ogiera, który niespodziewanie złapał jej kopytko. W pierwszej chwili wyglądała na trochę przestraszoną, ale ten szybko jej wyjaśnił o co chodzi. Klacz delikatnie mrugnęła, a potem z nów spojrzała na kartkę, chwilę później jej róg otoczyła zielonkawa aura, a na kartce zaczęły pojawiać się słowa.

Nazywam się Midnight Harmony

Dziękuje za życzliwość, ale dlaczego to robisz?

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Po zniknięciu potwora przeczekali jeszcze kilka minut, które strasznie im się dłużyły. Po upewnieniu się, że jest w miarę bezpiecznie Sand zaczął.

SS: Robal chyba się znudził, możemy iść?

PO: Tak, powoli z odstępem, ja pójdę przodem. Powoli zbliżamy się do końca tej pustyni, później powinno już być z górki. 

Następnie ruszyli, trzymając między sobą kilkumetrowy odstęp. Poruszali się bardzo powoli, aby zminimalizować wibracje.

SS: No to co teraz? Wracamy do bazy i?

PO: Przejdę do głównej części mojej misji, jeśli nawet nie uda nam się zawrzeć tymczasowego sojuszu z Equestrianami, to chociaż zadbamy o zawieszenie broni. Jeśli sytuacja będzie już krytyczna... wykorzystamy gryfy.

SS: Jak i po co? Myślisz, że zechcą z nami współpracować?

PO: Nie, ale możemy przekazać im zupełnym przypadkiem kilka schematów do naszych broni. Docisną rojalistów Crystal, przez co większa ilość wojska zostanie przemieszczona w celu walki z nimi. Nie podoba mi się ta opcja, ale jeśli będzie to konieczne do wyzwolenia tego miejsca będziemy musieli to zrobić. Po wszystkim pewnie udam się na poszukiwania artefaktów, z pewnością jest ich jeszcze kilka, a ona potrzebuje wszystkich. Schowamy kilka, po czym będzie można pomyśleć nad tym, jak na nią uderzyć.

SS: Nie weźmiesz udziału w rozbiciu naszych... niesfornych, byłych towarzyszy broni?

PO: Nie, nie mamy na to czasu. Są problemem, ale moja aktualna misja jest ważniejsza. Mam tylko nadzieję, że pozbędziecie się ich zanim skończymy pertraktacje z kucami.

SS: Spróbujemy. Szkoda, że zgubiliśmy gdzieś doktorka, może z nim dalibyśmy radę wygrać tę wojnę sami.

Na horyzoncie dostrzegli koniec pustyni. Stąd już było dosyć niedaleko do ich głównych pozycji.

 

Dawn Spark

 

Przeczytałem kartkę podpisaną przez klaczkę, następnie wpisałem jej dane na poręczeniu i położyłem na stole.

- Oto poręczenie, postaraj się go nie zgubić. Miło mi poznać, Panno Midnight.

Uśmiechnąłem się, po chwili jednak przypominając sobie o czymś.

- Dziwne, kolejna interesująca Midnight, nie masz może siostry na szkoleniu do szwadronów?

Przyłożyłem kopytko do czoła, zdając sobie sprawę z tego, że to pytanie było dosyć... głupie. Pewnie to zbieg okoliczności.

- Em... tak, no dobra. 

Usiadłem obok, cały czas patrząc się na mojego gościa.

- Misją naszej służby jest dbanie o bezpieczeństwo wszystkich wartościowych kucy, z racji na zagrożenia ze strony naszych wrogów, których aktualnie jest dosyć sporo. Niestety jest to coś, o czym większość z nas najprawdopodobniej zapomniała. Nie pojawię się tutaj przez długi czas, szkoda więc, żeby przestrzeń mieszkalna się marnowała.

Dalej się uśmiechałem.

- Cóż... jeśli będziesz odczuwała taką potrzebę możesz tu posprzątać, uważaj tylko na książki, jeśli któreś wyglądają nieco mrocznie odłóż je delikatnie na miejsce, ta magia jest trochę niebezpieczna. Jeżeli nie czujesz się wygodnie mieszkając tutaj bez żadnego powodu, to możemy uznać, że właśnie w tym momencie zostałaś moją pokojówką. Wynagrodzenie możesz pobierać według potrzeb, raczej nie powinno na nic zabraknąć.

Wstałem, podchodząc bliżej.

- Nie mogę długo tutaj przebywać, muszę wrócić do koszar wyjaśnić kilka spraw. Będę tu jednak zaglądać od czasu do czasu, proszę więc o wybaczenie, jeśli przypadkowo zostaniesz wystraszona moim najściem. Nie masz się czego obawiać jednak, poza tobą i mną nikt tutaj nie wejdzie. W moim pokoju powinno być sporo papieru, poleciłbym go nosić razem z czymś do pisania przy sobie, może ułatwić to komunikację. Mamy jakieś pytania?

Urocza młoda dama, muszę przyznać. 

 

Link to comment
Share on other sites

White

- Widziałam spojrzenia jakie wam rzucano gdy szłyśmy przez miasto - Również na chwilę przerwała podziwianie radości Pumkpin by spojrzeć swojej towarzyszce w oczy. - Tak, zwróciłam uwagę - Dodała ciszej i nieco chłodniej jednak to nie był czas na to. - Przynajmniej tyle mogłam naprawić jeśli chodzi o mnie - Odpowiedziała klaczy jednocześnie się zastanawiając dlaczego tak naprawdę Crimson nadstawiła karku dla tej sprawy ale nie myślała o tym długo uznając że tak naprawdę to nie jest tak ważne. Zbliżyła się nieco do ogiera i na tyle na ile było to możliwe powiedziała mu na ucho: - Stare nawyki gdy czasy były bardziej pogodne... Bez ludzi i nowej władczyni - Można powiedzieć że była to wskazówka odnośnie tego czym kiedyś się zajmowała. - I chętnie coś zjem, przez tą całą magię robię się szybciej głodna niż powinnam - Powiedziała już głośniej i odwróciła się na chwilę w stronę Crimson by zobaczyć jak ona zareaguje na zasłużony posiłek. 

 

Batty

- Bezpieczniej będzie jak znikniemy... - Odpowiedziała dowódcy gwardii - Znaczy wy bo ja tam dla nich jestem obojętna bo z nimi nie walczę - Lekko się uśmiechnęła. - I poradzą sobie, może nie znają się na magii leczącej ale siniaki jeszcze wyleczą - Już miała ruszyć dalej ale słysząc głos Speara uznała że to jeszcze nie czas. - Pytanie co ciebie to obchodzi panie wścibski? - Spytała udając teatralne oburzenie po czym złagodniała. - Odrobinę troszkę szemranej waluty. Miałabym problem żeby ją opchnąć komuś bez dodatkowych pytań - Odpowiedziała kręcąc głową. - Ale możesz uznać to za kłamstwo jeśli wolisz mi nie ufać ale prawda jest taka że nie mam interesu was zabijać. Nie widziałam nagrody za wasze głowy a pieniędzy tak samo jak ja nie macie chyba za wiele? - Spytała i przyglądała się jego reakcji jakby chciała coś z niej wyczytać. - A co do szpiegostwa to jak na razie mój jedyny cel to spotkanie się z White jeśli żyje a potem... To was nie powinno interesować bo do tego czasu już się rozstaniemy - Ruszyła dalej. - Chyba że wolisz zrobić to teraz, dla mnie to nie ważne bo i tak dotrę tam gdzie chce.

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Żarcia się nie odmawia, a skoro ona się zgadza, to ja też coś chętnie wszamię - oba kucyki rzuciły spojrzenie Crimson, które świadczyło, że nie do końca rozumieją jej język. Tylko Pumpkin, która już trochę poznała klacz lekko się uśmiechnęła, a nawet widać było, że powstrzymuje śmiech na widok reakcji swoich opiekunów.

- Szkoda, że wielu już zapomniało dawne czasy i dawną władzę - westchnął ponuro ogier na słowa White, a potem cała trójka zaczęła ich prowadzić.

- To nietypowe nie widzieć kucyka ziemskiego na polu - powiedziała klacz w kierunku Crimson. - Tym bardziej poza swoim miasteczkiem. Należysz do niej? - spojrzała na White.

- Ja? Nie należę do nikogo - nie wydawało się aby w tonie Crimson kryła się uraza za to pytanie. - Nikt by ze mną nie wytrzymał - rzuciła okiem na White oceniając ją od kopyt po głowę. - Chociaż z nią mogłabym spróbować - klacz zdawała się nie rozumieć dwuznaczności słów Crimson. Nim jednak ktoś więcej zdołał coś powiedzieć stali już po środku licznych kucyków ziemskich. White wyglądała w tym tłumie niezwykle nietypowo jako jedyny jednorożec. W przeciwieństwie jednak do jednorożców okoliczne kucyki ziemskie nie rzucały jej wrogich spojrzeń tak jak jednorożce jej towarzyszkom, a raczej patrzyły na nią z ciekawością lub ze strachem w przypadku źrebaków. Pumpkin widząc niepewność przyjaciół wyszła na środek.

- Nie martwcie się, to jest ta klacz, o której wam mówiłam - mieszkańcy nadal wyglądali na niepewnych, ale wyglądało również, że starają się przemóc lęk rzucając jej słabe uśmiechy.

- Musisz nam wybaczyć - powiedział w kierunku White ogier, który niedawno przyszedł z Pumpkin. - Gwardziści, którzy nas odwiedzają, nie są za mili, a zwykle to jednorożce i sama rozumiesz - spojrzał na długi stół i wolne miejsca wokół. - Zajmijcie sobie miejsce, a my przygotujemy posiłek

- Nie musisz mi dwa razy powtarzać - Crimson szybko zajęła pierwsze wolne miejsce będące najbliżej.

- Mam nadzieję, że nie czujesz się urażona - powiedziała cicho Pumpkin w kierunku White kiedy wciąż towarzyszała im lekka niepewność miejscowych.


Okolice bazy

- Nie bądź zła, on naprawdę najpierw mówi potem myśli - rzuciła Pearl nim Spear zdążył odpowiedzieć Batty. Widać było jednak, że ogier miał ochotę to zrobić, ale widząc potępiające spojrzenie klaczy zrezygnował wyraźnie się przy tym krzywiąc. - Naprawdę lepiej abyśmy trzymali się razem. Ty jesteś nam potrzebna tak samo jak my tobie, wiem, że to nie łatwe, ale możesz nam zaufać

- Poza tym pustynia to nie tylko harpie - powiedział ponuro Lance. - Nie wątpię, że jesteś specjalistką w przetrwaniu, ale roi się tu od pustynnych robali w ziemi. Nie mówiąc o wywernach i piaskowych golemach. Tych ostatnich na szczęście jest raczej niewiele - zarówno Lance i Pearl zrównali się z nią krokiem kiedy Spear szedł kawałek za nimi. - Tak szczerze mówiąc... Nic już nie będzie takie samo. Kiedy walczysz z kimś w ramię w ramię tworzy się między taki osobami więź, której nie sposób rozerwać. Nie wiem czy oni czują to samo, ale ja raczej bym nie potrafił zabić Fire gdybym miał taką szansę na polu walki. Może przypłaciłbym to życiem, ale nic nie poradzę

- White? - spytała bardziej siebie Pearl, ale zaraz spojrzała na Batty. - Znałam sporo klaczy o takim imieniu. Jeśli nie masz gdzie się zatrzymać w Canterlocie możesz u mnie. Może będę w stanie ci pomóc ją znaleźć

- Ściemnia się - Spear o sobie niespodziewanie przypomniał, a kiedy rzuciło się okiem na słońce można było dostrzec, że te faktycznie powoli zachodzi.

- Będziemy musieli założyć obozowisko i rozstawić warty - powiedział ponuro Lance.


Krańce pustyni

Nie doszło do kolejnych ataków dzikich bestii z okolicy. Najwyraźniej te rejony były już bezpieczne. Oba ogiery jednak mogły poczuć delikatną chłodną bryzę. Słońce, które do tej pory tak silnie ogrzewało całą okolice teraz powoli zachodziło dając powoli miejsce wolno zbliżającej się nocy. Wieczór mógł z pewnością przynieść ukojenie po skwarze słońca, ale również mógł być problematyczny. W tych rejonach, noce  tu były wyjątkowo chłodne i nigdy nie było wiadomo co czai się w ciemności.


Canterlot

Klacz słuchała wszystkiego co mówił Dawn przy okazji się rozglądając z zaciekawieniem po jego domu. Nie było dziwne, że nic nie odpowiada biorąc pod uwagę jej stan. Na nietypowe pytanie o siostrę delikatnie mrugnęła wyraźnie zaskoczona, ale raczej nie było to spowodowane myślą, że taką posiada, a raczej niezrozumieniem sedna pytania. Rzuciła na chwilę okiem na książki i znowu na bałagan wokół. Nadal wydawała się tym wszystkim zaskoczona, ale nie stawiała żadnych oporów nawet przed możliwością bycia sprzątaczką. Jakby nie patrzeć, jednorożce bez wielkich zdolności magicznych często kończyły jako służba, a praca w Canterlocie to niemal jak spełnienie marzeń. Kiedy ogier spytał ją o pytania ta znów na niego spojrzała niepewnie, aż nie podeszła do ogiera i bardzo szybko delikatnie cmoknęła go w policzek, równie szybko odsuwając głowę.

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm / Peace Order

 

Na wskutek zmiany pory dnia zaczęło robić się trochę zimniej. Kuce jednak szły dalej do przodu, próbując obmyślić kolejny plan.

PO: Musimy znaleźć gdzieś schronienie przed zimnem, jakaś jaskinia powinna wystarczyć. 
SS: Możemy iść dalej, w tym tempie dotrzemy do bazy gdzieś mniej więcej przy wschodzie słońca.

PO: Nie, spacerowanie w nocy, w szczególności teraz to chyba jeden z głupszych pomysłów. Może gdybyśmy byli obaj uzbrojeni, ale... kuce nie są przystosowane do chodzenia po zmroku.

SS: No dobra, ty tu jesteś szefem.

Idąc przed siebie próbowali wypatrzeć jakąś dziurę/jaskinię. W okolicy pełno było różnych pagórków, więc znalezienie takiego miejsca było tylko kwestią czasu.

 

Dawn Spark

 

Klacz była wyraźnie zaciekawiona mieszkaniem. Po chwili rozglądania się pocałowała mnie w policzek. Nie wiedziałem jak na to zareagować, wydaje mi się nawet, że się lekko zaczerwieniłem. Uśmiechnąłem się.

- Em... dziękuję. Teraz nie musisz się już niczym przejmować, może poza... tym syfem. Ale rób co chcesz, nie obrażę się, jeśli dasz sobie spokój z jego ogarnięciem, gorzej, że najprawdopodobniej mieszkanie w tych warunkach byłoby mało komfortowe. 

Cały czas się uśmiechałem, było w niej coś uroczego. Przytuliłem ją lekko.

- Będę tu zaglądał co jakiś czas, jeśli stanie się coś niepokojącego wbiegnij jak najszybciej do środka. Jeżeli ktoś będzie chciał zrobić ci krzywdę i z własnej głupoty spróbuje tu wejść... 

Odchrząknąłem.

- Cóż, powiedzmy, że trzeba to wtedy będzie posprzątać. Chciałbym, abyś miała tego świadomość, bo pewnie nie przywykłaś do takich widoków. No dobrze, ja będę się zbierać, wszystkie informacje już przekazałem. Miłego pobytu.

Ukłoniłem się lekko, po czym wyszedłem z rezydencji i udałem się w kierunku koszar, gdzie też po krótkim spacerze dotarłem. Udałem się do mojego pokoju, po czym za pomocą magii zapadłem błyskawicznie w sen.

Link to comment
Share on other sites

White

- Niestety - Odpowiedziała ogierowi na jego słowa wystarczająco głośno by każdy mógł to usłyszeć. Gdy klacz spytała Crimson o to do kogo należy odwróciła głowę w jej swojej przyjaciółki by móc zobaczyć jak zareaguje niemal dostrzegając jak ta ocenia ją od kopyt po głowę. White coraz ciężej szło zgrywanie aż tak niewinnej by nie być w stanie wyłapać tej dwuznaczności jednak nadal usiłowała jakoś to ciągnąć. Przystanęła na chwilę rzucając źrebakom przyjazny uśmiech starannie ukrywając cień zakłopotania i znowu ruszyła za Pumkin. 

 

- Tu nie ma co rozumieć bo trochę się naoglądałam ich... Powiedzmy uprzejmie ,,pracy'' - Rzuciła do ogiera z przekąsem akcentując to jedno słowo. Zajęła miejsce obok Crimson uznając że tak będzie najodpowiedniej i odprowadziła wzrokiem ogiera który poszedł zająć się posiłkiem. - Nie, nie czuje się urażona - White zapewniła Pumpkin o swoim odczuciu. - W końcu dzisiaj raczej niczego nie można być pewnym.

 

Batty

- Tylko udawałam - Rzuciła jej przyjazne spojrzenie. - Warto umieć to robić gdy nie dostaniesz zbyt mocnych kart ale wracając do niego trzeba powiedzieć że przynajmniej jest uroczy z tą swoją szczerością - Puściła mimo uszu większość dalszych słów Pearl i odpowiedziała na nie zwięźle. - Jeszcze tutaj jestem więc nie jest żle a co do przetrwania i wyvern - Poprawiła broń na swoich plecach. - Jeden celny strzał i padają ale preferuje ukrywanie bo walka z czymkolwiek rzadko jest tego warta chyba że masz zlecenie - Przymknęła się na chwilę i słuchała dalej tego co Lance ma do powiedzenia. - A więc twierdzisz że jej życie warte jest więcej niż twoje? - Spytała z lekkim zdziwieniem. - Musisz jednak pamiętać że przez większość czasu jednak walczyliście po przeciwnych stronach. Ja do nich nic nie mam jak mówiłam ale wy chyba wprost przeciwnie. Po za tym czasami jak instynkt weźmie górę to nie zdążysz zobaczyć kto do ciebie celuje zanim strzelisz... - Lekko się uśmiechnęła co było raczej dziwne w tej sytuacji. - A co do White to jestem niemal pewna że gdzieś miałam zapisany jej adres... To było dawno temu ale ona w przeciwieństwie do mnie umie wysiedzieć w jednym miejscu dosyć długo - Spojrzała na słońce gdy ktoś zauważył że się ściemnia i faktycznie było już dosyć nisko nad horyzontem. - To co, ciągniemy słomki kto pierwszy? - Spytała w kontekście wart. - Czy ustalamy? - Spojrzała na Speara mrużąc oczy. 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Mimo wszystko wiem, że możesz czuć się nieswojo, ale przekonają się do ciebie jak tylko lepiej cię poznają - powiedziała Pumpkin w kierunku White kiedy Crimson uniosła jedną brew w górę widząc jak White siada koło niej. Uśmiechnęła się do niej delikatnie, a potem rzuciła okiem na to co ich otaczało. Pumpkin w tym czasie chwilowo odeszła.

- Kiedy tak to widzę... - powiedziała na tyle głośno żeby White mogła ją usłyszeć, ale poza nią nikt kto stał za daleko. - Mam wrażenie, że do dupy ze mnie kucyk ziemski. Za cholerę bym tu nie wytrzymała nawet jednego dnia. Na jednorożca też się nie nadaje, a pegaz... Sama nie wiem. Może moi starzy nie byli nawet kucykami - parsknęła lekko śmiechem pod nosem. Chwilę później wróciła Pumpkin niosąc tacę z dwoma kuflami, które położyła przed Crimson i White. Ta pierwsza zbliżyła nos do kufla żeby powąchać zawartość, a potem szeroko otworzyła oczy. - Cholera to jest cydr... Dawno tego nie piłam poza Czarnym Rynkiem, a tam to zwykła podróba

- Większość zabiera nam gwardia dla dobra królestwa, ale nadal mamy kilka ukrytych beczek - uśmiechnęła się Pumpkin. - Śmiało pijcie - Crimson nie trzeba było prosić dwa razy, bo zaraz zaczęła opróżniać swój kufel. Pumpkin spojrzała znowu na White niepewnie. - Co teraz zrobisz kiedy wrócicie, spotkamy się jeszcze kiedyś? - spytała cicho.


Okolice bazy
Kiedy Batty wspomniała, że Spear jest uroczy, Pearl wyglądała na nieco zdziwioną, ale zaraz na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech, który rzuciła teraz gwardziście. Ten jednak widząc to zmarszczył tylko brwi i skrzywił się z niesmakiem jakby w ogóle nie chciał o tym gadać lub zupełnie o tym zapomnieć. Lance jako jedyny zdawał się zignorować ten temat.

- Nie wątpie w twoje umiejętności, ale lepiej oniżyć ryzyko biorąc pod uwagę przewagę liczebną przeciwnika, a co do Wojny... Nigdy to nie jest tak łatwe jak się wydaje - powiedział ponuro Lance. - Nie mam pojęcia co przyniesie przyszłość, ale mimo wszystko nie chce abym kiedyś musiał z nią walczyć. Zresztą nawet nie wiem czy będę mile widziany w gwardii za stratę naszej bazy

- Znam Canterlot jak własną kieszeń, na pewno ją znajdziemy jeśli będziesz chciała pomocy - kontynuowała Pearl kiedy jej Spear nagle wstał.

- Jeśli mamy założyć obóz potrzebujemy drewna - powiedział ponuro. - Poszukam czegoś w okolicy, a wy ustalcie wachty. Noce są tu zimne

- Nie powinieneś iść sam - Lance zaraz wstał.

- Jest nas tylko czworo sir. Z czego jedno nie ma nawet przeszkolenia - spojrzał na Batty. - Nie możemy jeszcze bardziej się rozdzielać. Poradzę sobie, nie mam zamiaru przecież rzucać się w wir walki, nie jestem samobójcą

- Może być jednak trudno o drewno w takim rejonie - wtrąciła Pearl.

- Coś zrobić musimy, a siedzenie i gadanie pogarsza sprawę. Jeśli zrobi się za ciemno nikt z nas nic nie zobaczy, a wtedy na pewno nie znajdziemy drewna


Krańce pustyni

Poszukiwanie schronienia przed ciemnością nie było najłatwiejsze z powodu uwarunkowania terenu. Mimo licznych pagórków nie widać było jaskiń kiedy słońce coraz bardziej zachodziło. Marsz mógł stawać się męczący, zwłaszcza, że nigdzie nie było też śladów żadnego jedzenia ani wody, a jedyne rośliny jakie otaczały dwójkę ogierów to kaktusy. W okolicach jednego z pagórków w końcu znalazła bardzo duża i najpewniej głęboka jaskinia, ale niedaleko niej widać było dwa ogromne skorpiony, które się ze sobą siłowały. Teraz można było spróbować je ominąć i wejść do niezbadanej jaskini lub spróbować najpierw zaatakować przerośnięte robale. Została jeszcze możliwość szukania innej jaskini, ale słońce zdążyło już niemal całkiem zaniknąć, a przy tym temperatura spaść jeszcze bardziej.


Koszary

Noc tym razem mimo spokojnego początku nie przebiegała tak do końca spokojnie. Nie wiadomo, która była godzina, ale najwyraźniej jeszcze panowała noc. Na korytarzu zrobiło się jakieś zamieszanie, które zdołało nawet wybudzić towarzyszy Dawna. Słychać było liczne kroki i jakieś rozmowy, które przez drzwi były niezrozumiałe. Któryś ze współlokatorów najwyraźniej kierowany ciekawością uchylił lekko drzwi, ale równie szybko je zamknął kiedy na korytarzu ktoś do niego coś krzyknął.

- Słyszałeś coś? - spytał jeden z towarzyszy Dawna, najwyraźniej tego, który otworzył drzwi

- Coś o rzezi, ale nic więcej

- Myślicie, że coś się stało?

- Wygląda jakby zbierali oddziały

- Chwilę przed Igrzyskami? Przecież za kilka dni pojawi się cesarzowa, są potrzebni tutaj

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm / Peace Order

 

Kuce dostrzegłszy walczące ze sobą skorpiony znajdujące się obok jaskini przyglądali się im, dyskutując cicho.

PO: Szukamy dalej, czy czekamy?

SS: Poczekajmy, kiedy pierwszy wykończy drugiego odstrzelę tego żywego. Nie ma sensu szukać dalej, zaraz będzie ciemno.

Sand nie czekając na odpowiedź wyjął rewolwer, ponownie przeglądając bęben.

PO: Musisz co chwilę tam zaglądać? Jest pełny, niedawno go załadowałeś.

Jednorożec uśmiechnął się lekko.

SS: To mnie uspokaja. Wolę mieć pewność, że mam się CZYM bronić, łatwiej się wtedy śpi.

Zbliżyli się do skorpionów niepostrzeżenie, następnie czekali na dalszy ciąg zdarzeń.

 

Dawn Spark

 

Długo nie pospałem z powodu hałasu na korytarzu. Chwilę dłużej zajęło mi zwleczenie się z łóżka. Kiedy z niego zszedłem zauważyłem, że mój towarzysz zaglądał na korytarz, ale po chwili się cofnął. Usłyszałem co powiedział, czym mnie nieco zaciekawił.

- Rzeź, tak?

Nie zwlekając dłużej zbliżyłem się do drzwi.

- Jak chcecie to tu siedźcie, skoro coś wywołało tutaj zamieszanie to zapewne będziemy potrzebni.

Otworzyłem drzwi, wychodząc na korytarz, po czym zacząłem podążać w tym samym kierunku, co reszta kucy.

Za kilka dni powinienem przejść się do domu, zobaczymy na co stać tę klacz. 

Skup się na zadaniu, może dzięki temu przyśpieszysz swój awans.

Możliwe. Mam nadzieję, że przy okazji natknę się na Midnight, może we dwójkę zrobimy tutaj coś ciekawego.

Link to comment
Share on other sites

White

- Na pewno tak będzie - White przytakneła Pumkin skiwając nawet głowa. - Mam wrażenie że tobie po prostu kijowo wychodzi pobyt w jednym miejscu... Sama mówiłaś że kiedyś miałaś ekipę z którą podróżowałaś? - Nie była do końca pewna tych słów ale dalszą rozmowę na ten temat przerwało pojawienie się cydru. - Trzeba sobie jakoś radzić - Delikatnie się uśmiechnęła i podobnie jak Crimson powąchała zawartość kufla. - To... Za pomyślne życie - Powiedziała po chwili myślenia i również przystąpiła do opróżniania cydru ale nieco mniej łapczywie niż jej towarzyszczka. - Wydaje mi się że jest to możliwe, jedyna rzecz w której jest dobry ten rynek to w szybkim podróżowaniu... A, i mogę ci podać dwa adresy pod którymi możesz mnie znaleźć.

 

Batty

- Przecież sama wspomniałam że najlepiej nie prowokować do ich użycia - Powiedziała nieco z grymasem jakby znowu była niezrozumiana. - Nigdy nie doświadczyłam wojny ale podobno straszne przeżycie... Nawet dla ludzi - Drugą część dodała specjalnie. - A co do pomocy w szukaniu jej to zobaczymy po drodze - Uśmiechnęła się do niej widząc jak chętna jest do pomocy. - Liczyłam że zdążymy zejść niżej zanim się ściemni, wtedy byłoby ciepłej ale wy nie podróżujecie w nocy? - Spytała po czym kontynuowała uznając że to raczej pytanie retoryczne. - I co to za tajemne szkolenie i co ono daję? - Dodała przekrzywiając głowę. - Poza tym też mogę iść - Wzruszyła ramionami. - I chcesz może to? - Pokazała swój pistolet. - Może tylko dwa strzały ale na coś dużego poradzi sobie lepiej niż plucie ołowiem.

 

 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Baltimare

- Bardzo bym chciała tylko... - powiedziała Pumpkin, a Crimson w tym czasie upijała kufel. Nim Pumpkin dokończyła Crimson odstawiła kufel i spojrzała na White.

- Ona chce ci powiedzieć, skarbie, że nie wie jak miałaby wykorzystać te wiedzę - Pumpkin opuściła głowę, ale najwyraźniej zgadzała się z Crimson. - Jednorożec może łazić gdzie mu się podoba, pegaz ze względu kontroli pogody też ma możliwość przemieszczania, ale kucyk ziemski... Takie jak my upycha się w jednym miejscu i mamy tam siedzieć. W końcu dostajemy pole do uprawy i to wystarczy, mamy zapewniać żywność nic poza tym. Możemy oczywiście podróżować jeśli robimy za tragarzy jednorożców

- Lub kiedy zostajemy porwani - dodała bardziej ponuro Pumpkin wspominając to co ją spotkało. Wokół jednak panowała taka radość z powodu powrotu White, że kuce wokół zdawały się nie dostrzegać jak ponury obraz przyjęła ta rozmowa. Zwłaszcza kiedy chwilę później na stole zaczęły pojawiać się ciasta i różne inne przysmaki. - Śmiało jedzcie - powiedziała szybko Pumpkin jakby chciała zmienić ten ponury temat.

- A co do mnie... - Crimson uśmiechnęła się krzywo do White. - Teraz przynajmniej wiem, że słuchasz historii o moim życiu. Masz jednak racje, ja do stagnacji wcale się nie nadaje, świat jest za duży żeby tkwić w miejscu


Okolice bazy

- Jesteś cywilem - powiedział Spear nim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć. - Nieważne jak wiele widziałaś i co robiłaś zawsze nim pozostaniesz, bo nigdy nie byłaś w gwardii. Poza tym czemu sądzisz, że twoja broń jest lepsza niż nasza?

- Bo tą bronią uratowała nam życie - wtrącił Lance. - Wywaliłem cały magazynek w tamte stwory, a gówno to dało. Jej pociski przebiły się przez twardy pancerz. Może nie ma przeszkolenia wojskowego, ale zna się z pewnością na przetrwaniu

- Poza tym w połowie ma geny kucyka, który lepiej sprawdza się w ciemności niż przeciętny jednorożec - Pearl rzuciła jej delikatny uśmiech.

- Pearl ma racje. Jeśli się zgubisz, nie wiem czy ciebie znajdziemy, z Batty masz też większe szansę coś znaleźć - Spear patrzył chwilę na swoich towarzyszy, wszystko wskazywało, że chce coś powiedzieć, ale chyba odebrano mu wszelką linie obrony.  W końcu skierował wzrok na Batty.

- Jak chcesz możesz iść, ale jeśli zostaniesz w tyle nie licz, że będę cię nosił - najwyraźniej prośba o pomoc od gorszego jego zdaniem kucyka nie chciała przejść mu przez gardło.


Krańce pustyni

Starcie między obiema bestiami wyglądało na niezwykle wyrównane kiedy oboje się nawzajem odpychali. Nic nie wskazywało aby szybko miało skończyć się to starcie, a oczekiwanie wymagało sporo cierpliwości. Po około godzinie wszystko wskazywało, że skorpiony również miały dosyć starcia między sobą. Oba w pewnym momencie odłączyły od siebie swoje szczypce i zaczęły się oddalać w przeciwne strony. Najwyraźniej wynik tego starcia miał pozostać nierozstrzygnięty. Przynajmniej wejście do jaskini zdawało się czyste. Z wnętrza wydobywało się seledynowe światło, a na dodatek w środku było całkiem ciepło. Jak się okazało światło wydobywało się z dużych kryształowych kamieni umieszczonych na niemal całym sklepieniu jaskini.


Koszary

Na korytarzach było już pusto, ale nie trudno było znaleźć gwardzistów. Gdzieś na zewnątrz dochodziły jakieś pomruki, które były skutecznym kierunkowskazem. Mimo zapalonych świateł ciężko było nie odczuć dziwnego mroku jaki wydobywał się w godzinach nocnych w koszarach. Kiedy Dawnowi udało się w końcu dotrzeć do źródła głosów okazały się one dochodzić z placu. Na zewnątrz zebrała się spora grupa elitarnej straży cesarzowej, każdy stał bez ruchu słuchając tego co mówił ogier przed nimi.

- Dostaliśmy raport, że buntownicy zaatakowali jedno z miasteczek. Wyrżnęli wszystkich cywili i przejęli niewielki okoliczny posterunek gwardii

- Nie do końca rozumiem. Co w tym niezwykłego? Buntownicy wciąż nas atakują

- Ci mają lepsze uzbrojenie. Na dodatek mają jakiegoś jednorożca niezłego w magii. Nie możemy pozwolić aby zbudowali sobie tam nową bazę wypadową, bo inne okoliczne miasta będą zagrożone, a przy tym i projekt cesarzowej. Wyślemy dziesięcioro z was i... - nim Dawn zdążył usłyszeć coś więcej ktoś przycisnął go kopytem do ściany. Ciekawe było, że agresor bezszelestnie się do niego zakradł. Kiedy jednak mógł spojrzeć kto go dorwał szybko wyjaśniło się dlaczego.

- Tak podejrzewałem, że nie był tu sam - kopyto z dużą siłą zaciskało się na karku Dawna przybijając go do ściany. Mógł jednak widzieć charakterystyczny hełm przed oczami. Nie było szansy na ucieczkę skoro dorwał go najlepszy żołnierz cesarzowej, jej prawe kopyto. - Nudziłem się i zobaczyłem twojego kumpla, który zapewne wybiegł za tobą, nie wydał cię, ale jednak podejrzewałem że nie wyszedł by sam - Dawn mógł poczuć na sobie napór całego ciała gwardzisty. - Powiedz mi czego tu szukasz? Nie możesz spać po nocach? Masz ochotę na kolejną lekcje? A może tu szpiegujesz? - zabrał kopyto uwalniając Dawna, ale nadal stojąc na tyle blisko żeby mu nie uciekł.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...