Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Niklas

Klacz u kresu wieczności [PL] [Oneshot] [Sad]

Recommended Posts

equestrian_tears__celestia_by_lahiur-d5c
Klacz u kresu wieczności


Autor: Obselescence
Tłumaczenie: Niklas
Edycja i korekta: Avanidius, Skysplit
Opis:


Świat wiruje, lata mijają i wszystko powoli zmierza do końca. Wszystko prócz Celestii. Siedząc nad brzegiem ostatniego oceanu, wpatrując się weń, czeka na swoją szansę... Szansę na śmierć. Bo na wszystko nadchodzi czas, jeśli poczeka się wystarczająco długo... A Celestia jest cierpliwa...

Klacz u kresu wieczności

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem przyjemność czytać przed napisaniem posta i nieco pomóc :D Naprawdę ciekawy fanfik. Jest krótki, ale poruszający. W dwóch czy trzech miejscach autor trochę zamotał i nie wiadomo było o co dokładnie chodzi/do czego się odnosi, jednak po wczytaniu się, już idzie :D Pomysł bardzo ciekawy, wykonanie również niebłahe. Polecam bardzo :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż mogę powiedzieć... smutne. Żal mi jej. Nigdy nie pomyślałem, że sto lat może być jedną chwilką... wszystko jest względne. Co to znaczy, że coś ma "znaczenie"? Na początku było wiadomo, że nadejdzie koniec. Jeśli jednak coś w tym okresie miało znaczenie... to czemu nie do końca? Dzięki za to tłumaczenie. Fajnie czasem przeczytać coś... takiego. Dobra robota.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piękne i poruszające. Genialnie ukazany problem śmierci, a raczej życia po śmierci innych czyli ogólnie takiego "nie-życia" bo Celestia oprócz odpoczynku, rozmów z cieniem swojej siostry, ogólnego siedzenia na plaży nic specjalnego nie robi. Szkoda jej z jednej strony, z drugiej nie mogłam jej wybaczyć tego, że nie chce pamiętać o najbliższych, chociaż znów z tej pierwszej strony szkoda mi jej z tego powodu, że nie przez tyle czasu nie może pogodzić się z ich śmiercią i samotnością (a to ostatnie swoją droga w ogóle mnie nie dziwi). Fanfic dobrze przetłumaczony, przyjemnie się czytało. Gratuluje. PS. nie ogarniam ludzi, którzy piszą komentarz do fanfica nie czytając go jeszcze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

oho...boję się powtórki "Łez Bogini".....hah trzeba zobaczyć;p

IMO to jest lepsze niż "Łzy". Bardzo ciekawie poprowadzony temat, szkoda tylko, że całość jest taka krótka; wiele z wątków można by rozszerzyć, dodać nowe. Wprawdzie lubię jak czytany tekst zostawia mi "otwarte drzwi" i zachęca do własnego "a co by było gdyby" jednak tutaj można wiele dopowiedzieć bez szkody dla pracy. Dodatkowo ogromny plus za "pominięcie" mane6 (tak! czas życia naszych bohaterek to nie było nawet mrugnięcie przy zakładanym wieku Celestii - wreszcie ktoś to zauważył).

P.S. Fanfik z miłą chęcią wstawiam na FgE:) Gdybym tylko dostawał takich więcej....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja dawno nie czułem się tak... źle i jednocześnie dobrze... Z jednej strony smutek jaki ogarnia przy czytaniu jest wielki (dodać do tego jeszcze podkład muzyczny przywołujący złe wspomnienia i masz płacz) z drugiej jednak jest to dobre/piękne. Mimo iż krótkie to wciąga tak mocno że rozmyśla się o tym przez kilka następnych minut. A teraz dodam, że po przeczytaniu mam dziwne wrażenie jakby ktoś mnie trzymał za ramiona...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piękne opowiadanie , naprawdę jedno z najlepszych smutnych opowiadań jakie czytałem , na pierwszym miejscu ( razem z łzami bogini ) naprawdę byłem centymetry od rozpłakania się jak bóbr . A znaczenie tego drzewa było po prostu świetne . Brawa dla autora.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie przed chwilą przeczytałem to opowiadanie. Myślałem że mocno mnie wzruszy, ale niestety, nie uroniłem żadnej łzy (stałem się nieczuły/po My Little Dashie nic mnie nie poruszy). Dużą zaletą jest to, że zmusza do refleksji - jak wiele osób mówiło, do myślenia 'a co by było gdyby'. Sądząc po wielu niedopowiedzeniach, chyba właśnie taki był zamiar autora i udało mu się go osiągnąć. Wczoraj wieczorem przeczytałem jedynie opis - że Celestia jest na plaży i oczekując śmierci rozmyśla nad swoim życiem. I to wystarczyło, żebym cały dzisiejszy dzień w szkole zastanawiał się nad tym. Co by było gdybym tam był... Po co ona tam jest... Może dlatego też aż tak mnie nie poruszyło, bo rozmyślając o tym oczekiwałem czegoś jeszcze smutniejszego.

Polecam przeczytać fanfica, wpływa na wyobraźnię i zmusza do rozmyślań nad życiem, śmiercią, przemijaniem... Ładnie przetłumaczony i niezbyt długi.

Inna rzecz, wątpię aby Celestia miałaby żyć AŻ tak długo, ale to dyskusja na inny temat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytałam to opowiadanie i prawie się popłakałam. Znaczenie owego drzewa, starego drzewa, które nie zapaliło się tylko dzięki magii Celestii jest naprawdę niesamowite. Celestia towarzyszyła mu przez cały okres baaaaaardzo, baaaaaaaaaaardzo długiej śmierci, zarówno jej, jak i drzewa, umarli razem, za to plus. Celestia woląca nie wspominać Luny, właściwie nie znosząca obecności jej cienia-kolejny plus. Ogólnie opowiadanie jest smutne, wręcz depresyjne, i właśnie dzięki temu zalicza następnego plusa. Za przedstawienie apokalipsy kolejny plus. Za przemyślenia siostry Celestii kolejny plus. Ostatnią rzeczą, jaką wspomnę, jest piękne przedstawienie długich odcinków czasu. "Wiek później" już jest chyba wystarczającym przykładem: Celestia zachowuje się, jakby wieki, a może i tysiąclecia były godzinami. Jedyną rzeczą, która mi się nie podoba, to wątek zabicia Luny przez Discorda.

Dodatkowo, cytując Nyja Xores: ja również czuję, że ktoś mnie złapał, i to jeszcze kopytkami...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo dobrze napisane opowiadanie, smutne, przygnębiające, zmuszające do refleksji. Tu już nie ma kolorów, śmiechu, zabawy, przez cały czas miałem uczucie "szarości", ciężkiego klimatu, że to się po prostu nie może skończyć dobrze, że już nic nie można zrobić, można tylko czekać. Ta bezsilność była najbardziej przytłaczająca. Albo jeszcze to poczucie, że już nic nie zostało, bardzo uderzające - stara, słaba, pozbawiona sił i chęci do życia Celestia samotnie oczekująca na swój koniec... Nieco niespodziewane, ale mocne zakończenie (z tym czerwonym, umierającym słońcem i motyw w którym Celestia po raz ostatni podnosi głowę do góry a potem zamyka oczy i następuje koniec) zrobiło na mnie niemałe wrażenie.

Opowiadanie pokazuje, że (względna) nieśmiertelność wcale nie jest boską mocą, ale wręcz klątwą. Gdy żyje się tak długo praktycznie nic się nie liczy, wszystko z czasem traci na znaczeniu (praktycznie w ogóle nie wspomniano o sześciu głównych bohaterkach - i dobrze, bo to dobitnie pokazuje, że nawet one z najzdolniejszą uczennicą na czele niewiele znaczą w obliczu takiego ogromu przeżytych stuleci). Celestia nawet nie chciała pamiętać o własnej siostrze. Zazdrościła jej szybszej śmierci. Cóż, na krańcu wieczności im więcej wspomnień tym większy ból.

Dla mnie rewelacja, lubię takie klimaty. Miejscami brakuje słów aby idealnie oddać to co się czuje (nawet teraz nie udało mi się opisać wszystkiego), po prostu trzeba to samemu przeczytać i się zastanowić. Krótkie opowiadanie, ale uważam, że nie można przejść obok niego obojętnie. Polecam.

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Naprawdę świetnie napisany i przetłumaczony fic. Ciężka atmosfera smutku towarzyszy czytającemu od początku do końca. Trudno mi coś o nim teraz napisać - przypomina mi trochę The Knight's Gambit, gdzie Luna grała z Celestią w szachy i nie rozumiała dlaczego ta gra na czas. Za dużo zdradzać nie będę, polecam oba fici.

jGT8Ajs.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest po prostu piękne. Wywołujące u czytelnika niewymierny smutek i płacz. Zmuszające do zastanowienia się nad celem swojego życia - śmiercią. Dla niektórych śmierć jest niepotrzebnym złem, ale dla niektórych końcem cierpień, a początkiem nieskończonego, pięknego snu. Płakałem rzewnie czytając tego sadfica... Nieźle autor przedstawił tą pozorną nieśmiertelność księżniczek - Celestia jest uzależniona od losu Słońca, a Luna Księżyca i oba przypadki działają również na odwrót - Księżyc jest uzależniony od Luny, a Słońce od Celestii. Piękny FF, 10/10.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odkopuję temat. :)  Skorom się dowiedział (kolega @Hoffmano nim wspomniał w komentarzu dla mnie) o istnieniu tego opowiadania, to zapowiedziałem sobie, że się z nim zapoznał. No i się zapoznałem. Co mogę powiedzieć? Hmmmm:
 

Spoiler

Przede wszystkim mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać, miałem dobry humor (czytaj - byłem przygotowany psychicznie na dawkę smutku i zadumy), a i "Klacz..." nie należy wg mnie do przesadnie długich, więc powiem tak - "ruszyła" mnie co najwyżej... średnio. Nie popłakałem się, jak zapewne niektórzy przede mną, nawet nie uroniłem łezki. Czy więc jestem nieczuły? Gdzieżby tam! Po prostu dla mnie było to opowiadanie wysoce... refleksyjne, zmuszające do przemyśleń, do chwilki zadumy, nie zaś stricte "smutne". Mamy tu Celestię-starowinkę, więc rozumiem już, dlaczego kolega Hoffman zauważył pewne podobieństwa z moim fanfikiem pt. "Kiedy Cadance kicha, Celestia łapie katar". Tam mamy podobną, powiedzmy, ale tu starość Pani Dnia jest (z braku lepszego słowa) hardkorowa. Klacz jest zaiste u kresu wieczności, w końcu jest stara jak samo Słońce. I wie jedno - umrze wraz ze "swoją" gwiazdą. Nie chcę za bardzo spoilerować fabuły (w sumie już ją poniekąd opisałem); powiem za to, że jej rozmowy z Luną (czy może jej widmowym wspomnieniem) mnie doprawdy urzekły. Ostatnie chwile Celestii, jej rozmowy, przemyślenia - może zabrzmi to nico upiornie, ale jeśli ktośb y  mnie  zapytał "jak sobie wyobrażasz śmierć Celestii", to właśnie tak bym sobie ją wyobraził. Celestia wyda się być już tak... zgorzkniała swoim długim żywotem, że niemal wszystko przyjmuje ze stoickim spokojem... choć jest to spokój pozorny. Zaprzecza poniekąd swoim osiągnięciom. niespecjalnie widzi sens w dalszym ich wspominaniu; można ją zrozumieć, w końcu od milionów lat nikogo na świecie nie ma, wszystko "co było" dawno temu stało się pyłem. Ale czy się z nią zgodzić? Czy zaakceptować to, że Celestia stara się zapomnieć o Lunie, odgonić jej wspomnienie u kresu swych dni? Hmmmm... i w tym tkwi piękno i siła tego tego opowiadania, to właśnie mnie "kupiło". Nie smutek towarzyszący odejściu, lecz gorzka refleksja nad przeszłością, sobą i samym życiem. Kto ma rację - Celestia, która uparcie sądzi, że nic już nie ma sensu, że nie ma po co wspominać czegoś, co od tak dawna już nie istnieje, czy też Luna, która temu z równym uporem zaprzecza? Na to pytanie każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam...     

Polecam serdecznie!

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...