Jump to content

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Drużyna Wolnej Equestrii)


kapi
 Share

Recommended Posts

Gdy Pison ujrzał krew wylewającą się z szyji kuca ,którego zabiła Shadow ,instynktownie zaczął wymawiać zalecie pozwalające mu kontrolować krew. Po czym krew zaczęła wręcz wylewać się z jego przebitego gardła i płyneła do maga krwi. Krew zatrzymała się pod stopami Poisona po czym pokierował ją w resztę nieprzyjacielski żołnierzy by utopić ich w krwi ich towarzysza.  W czasie tego Poison nie zapomniał o swoim bezpieczeństwie wyciągną miecz i ustawił się w pozycji do parady ,aby tylko odpowiedzieć ripostą ponieważ wiedział że jego główną bronią i tak będzie krew jego wrogów.

Link to comment
Share on other sites

(Wydaję mi się czy Kapi mnie omija?)

Alchemik chciał walczyć razem z innymi oddziałami w otwartym polu, dlatego rzekł do Grima (za którym cały czas podążał)

- Nie jestem przyzwyczajony do walk w budynkach, więc mam nadzieję, że pozwolisz mi walczyć z innymi na ulicach? Chyba, że jestem ci potrzebny, wtedy zostanę.

Link to comment
Share on other sites

MT usłyszał jakieś dziwne dźwięki, jakby bitwa, całkowicie stracił poczucie czasu ale chciał jeszcze tyle zrobić...

 

Nie,nie, nie! Nie mam czasu! Czas! Spokojnie niema tu jeszcze nikogo, mam czas

<A w tym czasie oni umierają>

Nie myśl o tym, jesteś wynalazcą bez uczuć, liczy się tylko twoje osiągnięcia

<Oni tam umierają>

Oż w zardzewiałą śrubkę! Jak ja siebie nienawidzę!

 

Jednorożec telekinezą zebrał wszystkie zaostrzone odłamki jakie były w pracowni, a później sprawił że zaczęły go dookoła niego wirować jak pierścienie jakiejś planety, po czym wybiegł z pracowni w stronę gdzie powinna być walka

Link to comment
Share on other sites

Rebon, jeśli poczułeś się omijany to przepraszam, z tego co jednak kojarzę nie robiłeś nic specjalnego poza podążaniem z Grimem, zatem opisując jego widoki dawałem Ci obraz na widoki alchemika. Mimo to jeśli poczułeś się omijany to przepraszam.

 

​Pokemona widziała dobiegającego do niej gwardzistę, nie zastanawiając się rzuciła się na podłogę i przeszła do ślizgu. Mimo początkowego zachwiania wszystko szło dobrze. Zauważyła jednak błysk w oku ogiera, który błyskawicznie zmienił tor uderzenia. Klacz skuliła się w rozpaczy, dzięki podkurczeniu tylnych nóg miecz spadł na podłogę, ucinając wcześniej spory kawałek ogona Pokemony

 

Nick odleciał, jednak ból nie dawał mu spokoju, przeszkadzał w skupieniu. Ogier wyczekał momentu, gdy gwardzista zamachiwał się na niego. Obrócił się do uniku. Wtedy poczuł, że może nie dać rady, coś go zatrzymało. Na jego szczęście wróg odebrał początkowy ruch za zamiar ostateczny i skorygował uderzenie. Gdyby Nick odchylił się, tak jak zamierzał na początku, już byłby przebity. Teraz korzystając z sytuacji, dobył nóż i wyprowadził cios. Jego ruchy były jednak zbyt powolne, gdyż, gdy tylko ruszył kopytem znów ukuła go nowa fala bólu i cis z szybkiego zamienił się w powolny. Dzięki temu wyszkolony gwardzista uchylił się przed nim.

 

Masked wykonał markujący cios nożem, który zgodnie z przewidywaniami został sparowany. Jego przeciwnik wykazał się olbrzymią podzielnością uwagi, gdyż jednocześnie odbijając jeden cios skupił się na zablokowaniu zaklęcia. Masked poczuł opór umysłowy celu, a że sam nie przyłożył się do czaru, z trudem przezwyciężył problem. Jego ręka zajaśniała trupim błękitem i po chwili z palców wystrzelił rząd błyskawic, który obiegł ciało, paraliżując je na chwilę. Widać było, jednak, że siła zaklęcia rozeszła się po zbroi i niewiele zrobiła wojakowi. Wtedy jednak Masked momentalnie rzucił się na ofiarę, ta mimo częściowego paraliżu próbowała się uchylić, jednak nie zdołała. Śnieżno białe zęby zanurzyły się w  szparze pomiędzy hełmem, a częścią piersiową zbroi. Żołnierz mimo swej twardości krzyknął z bólu i przerażenia, nie wiadomo do końca czy na widok twarzy wampira, czy tego co robił. Masked poczuł słodki, wspaniały smak. Nigdy w życiu nie pił nic równie dobrego. Nie dość, że jego zmysły wchodziły w ekstazę smaku, to jeszcze ciało od razu odzyskało siły. Czarnoksiężnik zaczął pragnąć coraz więcej, a jednocześnie nowy przypływ sił utwierdzał go, że może sięgnąć po to. Po chwili ogier uderzył go w twarz i wyrwał się, jednak była to ostatnia rzecz, którą zrobił w życiu. Zaraz potem wyczerpany padł martwy na posadzkę. Masked czuł ciepło w środku, miłe i przyjemne, a także powiązane z mocą, przypominało to stan, w którym napiłby się czystej magicznej energii o smaku najwykwintniejszego wina, choć i tak to porównanie wydawało mu się za słabe. Miał wrażenie jednak, że im więcej tego wypije tym bardziej będzie chciał i tym szybciej będzie tracić panowanie nad sobą.

 

Shadow wykorzystała sytuację, którą stworzył Atlantis. Jeden sztylet wbił się w kark kuca zmrożonego przy niej. Ostrze mimo lodu i twardej zbroi zanurzyło się jak w masło. Następny nóż pofrunął do gwardzisty, który chciał zabić Pokemonę. Coś błysnęło przed oczami klaczki po ch chwili widziała już tylko zdobną rękojeść wystającą z szyi swego napastnika, którego oczy uciekły w tył i cały runął na ziemię.

 

Atlantis aby unieszkodliwić przeciwnika (bo tylko jeden żywy ogier  był zamrożony) zamknął oczy, jego róg pokrył się kryształowymi soplami lodu i zaczął zionąć z niego chłód. Gwardzistę zaczęła obrastać coraz grubsza warstwa lodu, aż w końcu zmienił się w jeden wielki sopel.

 

Moonlight Star pchnęła sztyletem, ku jej zaskoczeniu reakcja ogiera była na tyle szybka, aby sparować uderzenie, w dodatku rozproszyło ją to i silny błysk, który miał nastąpić przeistoczył się w lekkie światło. Gwardzista zamachnął się potężnie. Moonlight nie zdołała wrócić sztyletu więc desperacko zasłoniła się kopytem. Poczuła potężny cios, który wstrząsnął ją całą. Miażdżone i cięte tkanki krzyczały do niej o zaprzestanie cierpienia, jednak ona nie mogła na to nic poradzić. Gdy żołnierz zabrał ostrze, szybkie spojrzenie na zmaltretowane kopyto ujawniło czerwoną, głęboką ranę sięgającą aż do kości. Po mieczu napastnika spływała grubym obszernym strumieniem krew.

 

Poison zamachnął się kopytami i podniósł kilka litrów okolicznej krwi, uformował z nich kulę i niczym falą cisnął we wrogów. Jednak w ich zbrojach było coś dziwnego, coś co nie pozwoliło mu na zbliżenie krwii, która zorpadała się w odległości kilku milimetrów od metalu. Mag skoncentrował się i udało mu się przebić barierę, jednak ilość krwi, która pozostała nie wystarczała do utopienia wroga, a jedynie do pożądnego umazania na czerwono.

 

Mimo to sytuacja w korytzrzu zaczęłą się stabilizować, gdyż przy życiu pozostało tylko trzech  gwardzistów. Jeden stał przy Nicku, drugi przy Moonlight Star, a trzeci jako sopel przed Atlantisem. Wrogie kuce też dostrzegały przewagę wroga, więc przysunęły się do siebie, jednak nie odchodząc od swych oponentów.

 

Rebon i Silent Enchantress nie robicie nic zależnego odemnie, ale od Grima, więc nie umieszczam Was w odpisie. Poczekam na reakcję pułkownika xD.

 

MT wybiegł z pracowni tworząc w okół siebie chmurę ostrych wirujących przedmiotów. Biegł przez korytarze w stronę dźwięków walk. W miarę jednak, posuwania się do przodu gubił metalowe szczątki, będąc zbyt rozkojarzonym by utrzymać je wirujące. Gdy dotarł do jednego z wyjść, miał już tylko trzy bezużyteczne szczątki. Wydostał się na powierzchnie. Słyszał huk wystrzałów i wiele rebeliantów. Rozejrzał się i spostrzegł jakieś 300m od siebie Grima i Rebona, którzy rozmawiali. Byli schowani za jakimś budynkiem, a wokół rebelianci prowadzili wymianę ognia z kimś, będącym zasłoniętym przed wzrokiem MT. 

 

 

 

 

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

Klaczka pisnęła, gdy miecz odciął kawał jej ogona. Było blisko. ZA BLISKO! Mała skuliła się, gdy ogier zachwiał się i upadł. Odsunęła się, by nie upadł na nią. Szybko wstała, rozglądając się, czy nikt inny nie idzie jej zaatakować.

Link to comment
Share on other sites

Mężczyzna ucieszył się wielce ze śmierci przeciwnika jak i z wracających do niego sił. Teraz jednak trzeba było zakończyć owo spotkanie i to jak najprędzej. Myśli Maskeda mimo że poniekąd jeszcze zajęte owym nowym i jakże wspaniałym uczuciem teraz wyostrzały się na inkantacji która już spoczywała na brudnych od krwi ustach czarnoksiężnika. Każde jego słowo byłe pełne mocy i sił które tak chętnie do niego trafiły wprost z ciała martwego teraz żołdaka który ośmielił się go zaatakować, a stał się jedynie przekąską, choć pozwolił uzyskać nowe doświadczenia jak i wiedzę Maskedowi, za co mógłby być wdzięczny gdyby nie to że owo truchło nie potrzebowało już jego wdzięczności, ani niczego innego. Teraz wampir skupił się i po kolei oglądał każdego z przeciwników, skupiając się na tym co robi, gdzie stoi i jak bardzo jest na nim skupiony. Wszystkie te czynniki były bardzo ważne przy wypowiadaniu inkantacji której to siła rosła z każdym słowem, choć wciąż nie było jej czuć proporcjonalnie do prawdy, gdyż Masked skrzętnie starał się ukryć moc jaką wkłada w swoje zaklęcia by tak NMM jak i sami walczący przy nim oponenci nie zwrócili na niego uwagi. W tym samym jednak czasie gdy na jego ustach tworzyła się owa inkantacja, mężczyzna schylił się by następnie ująć w dłoń swoją maskę i ponownie założyć ją na twarz. Miał bowiem ogromną nadzieję iż nikt nie dojrzał tego co się pod nią kryje...

Link to comment
Share on other sites

Eh...jak ja nienawidzę nie panować nad magią, no nic może wyposażą mnie w jakąś broń...

Spojrzał na rozmawiających w oddali Grima i Rebona, zajęczał cicho

Czemu, czemu...eh, Grim znowu będzie bruździł jaki to on jest strategiczny

<A może na czas tego wszystkiego spuściłbym z tonu?>

Ale miły dla niego nie będę, co to to nie, przynajmniej będę miał pretekst by pokazać że jednorożec na coś mu się przyda

 

(Mam małe pytanko kapi, czy po między mną a Grimem i Rebonem jest jakaś strefa walki?)

Link to comment
Share on other sites

Zacisnęła zęby gdy miecz przeciął jej kopyto, próbowała zignorować ból, jednak nie dawało to rezultatów. Cofnęła się, nie widząc szansy na atak, który by dał jej czas, na rzucenie efektywniejszego zaklęcia. Jednak teleportacja nie była tak wyczerpująca i nie zajmowała wiele czasu, skumulowała więc magię na rogu, by przenieść się poza zasięg przeciwnika, skąd mogłaby zaatakować lepiej.

Link to comment
Share on other sites

[Mało poleceń, bo nie wiem, czy mam jakikolwiek wpływ na inne oddziały eraz, poza ewentualnym przekazaniem polceń.]

Grim przypatrywał się całej sytuacji, starając się ogarnąć, co się dzieje dookoła niego na tyle szybko, by nie zostać trafionym oraz jednocześnie na tyle spokojnie, aby myśleć z względną rozwagą. Utrudniały mu to pędzące jak burza myśli i obrazy, które wyobraźnia podsuwała mu właśnie w tej chwili. Huk muszkietów i świstające kule na barykadach, znoszenie trupów i rannych, żeby nie przeszkadzali żyjącym. Kopanie grobów, niefortunny cios drzewcem włóczni, który wyeliminował ogiera z walki, gdy ten dopiero co pierwszy raz dostał broń w kopyta. A teraz dowodził własną małą armią. Skrzywił się, musiał teraz myśleć o właściwie wszystkim i rozważać milion scenariuszy. W. Tym. Samym. Cholernym. Momencie. Walka dookoła nie pomagała mu się skupić, choć w miarę sprawnie radził sobie z odpychaniem niepotrzebnych myśli. Robiło się ciepło. Za ciepło.

 

Wpierw ranni. Ciemnordzawy kuc przywołał gestem kopyta kogoś, o kim wiedział, że raczej nie powinni go trafić w czasie przechodzenia. 

- Przekaż wiadomość: Zebrać rannych, ale ostrożnie! I odeskortować w dół, w podziemia! Przekaż dalej - powiedział ze sztucznym spokojem. Bo denerwował się fest, tak naprawdę. Ogarnianie sytuacji psuło krew. - Rebonie, zgarnij z piętnaście kucyków, zajedno których, ale lepiej z bronią do walki wręcz. Pójdziemy pod drzwi, wywalimy je z zawiasów i zrobimy w środku komendy burdel, wtedy przestaną strzelać. Wszyscy pozostali żołnierze niech osłaniają na ogniem, ale gęstym, takim, żeby robale nie mogły wychylić nawet czubka tego grzebienia na głowie. Jak prosiłeś, zostaniesz tutaj, na ulicy, ale ktoś musi mi pomóc z drzwiami, a ta cała alchemia niestety działa szybciej niż siekiery. Trzymać się razem, biec od kryjówki do kryjówki!

Link to comment
Share on other sites

Nick wiedział że w takim stanie niewiele zdziała, wiedział też że ma na głowie nieco ważniejszy problem niż stan zdrowia, mianowicie wroga który chciał go zabić. Nick nie mógł myśleć, za każdym razem ból mu przerywał, jednak po gruntownym, ale i w miarę możliwości szybkim namyśle postanowił spróbować ponownie, tym razem jednak trzymając się jak najbliżej napastnika aby ten nie miał czasu na obronę. Nick wiedział na co się porywa, ale wiedział też że nie jest to niewykonalne, wierzył w swoje wyszkolenie, wiedział i czół że da rade.

Link to comment
Share on other sites

( Bardzo przepraszam wszystkich za mój przestój ale miałem wycieczkę i występy z bractwa rycerskiego. )

Serox zaczekał aż strażnicy się zbliżą, stojąc tak jakby stał oficer. Gdy byli już w odpowiedniej odległości wykrzyczał rozkazy.

- Stać! Szybko, kto, w który punkt i jak atakuje? I czemu patrole tego nie przewidziały?

Popatrzył groźnym i wkurzonym wzrokiem po zatrzymanych strażnikach, oddychając ciężko. Gdy ktoś mu odpowiedział wystrzelił kopytem w stronę jednego z kucy i powiedział.

- Ty idziesz za mną i przypilnujesz od tej strony ulicy z okna! zaraz dam ci jakąś kusze albo muszkiet. A wy udajcie się dalej tam gdzie mieliście jak wyekwipuje waszego kolegę to dogonię was. Tylko biegiem!

Link to comment
Share on other sites

Po tym jak Rebon zaczął szukać kucy do zaatakowania komendy podeszłą bliżej do niego i wsnuła litery: "A ktoś kto się zna na magii, też może się udać? Ktoś mnie tutaj wyrzucił, nie wiem jak a chciałabym coś pomóc, Alchemiku." Uśmiechnęła się do Rebona i zarumieniły się jej policzki.

Link to comment
Share on other sites

(chwilę mnie nie było, ale nadal gram)

Magic od początku akcji uczestniczył tylko w jednej bójce. Pomimo swojego niewątpliwego zapału walka nie szła mu najlepiej. Ze swoim przeciwnikem jakoś sobie poradził, ale nie samemu, co wyraźnie go podrażniło. Podczas pobytu w podziemiach nauczył się odpowiednio nastawiać swój umysł. Aktualnie wyłączył większość kuczych odczuć i w głowie zostały mu tylko gniew, wola walki i zemsty. Czasem - ze względu na to, że kuc był jednak słaby umysłem - przez jego myśli przebijały się żal, smutek i wyrzuty sumienia. Magic odpędzał je i póki co udawało mu się to. Zauważył, że Rebon szuka chętnych do pójścia na komendę. Podszedł do niego i zasalutował. Mam nadzieję, że mój miecz się wam przyda - powiedział jednorożec z cieniem uśmiechu na twarzy.

Link to comment
Share on other sites

Atlantis bardzo szybko uporał się z kolejnym przeciwnikiem nawet się nie spocił zamieniając go w sopel lodu.Średnio zadowoliło to co się wydarzyło ale może być.

W pewnym momencie usłyszał krzyk przerażenia jednego ze strażników ale gdy się odwrócił zauważył że Masked zakłada swoją maskę ale na szczęści nie widział twarzy bo chyba pewnie tu zawału dostał.Następnie ciału strażnika na szyi zauważył dwa ukłucia,nie wiedział co to znaczy ale postanowił że jak wrócą to sprawdzi co to może znaczyć.

Kątem oka zobaczył sceny których nie chciał aby się wydarzyły ale co się stało to się nie odstanie dlatego żeby móc uratować towarzyszy postanowił za pomocą magi zwielokrotnić ciężar broni przeciwników tak aby nie mogli jej unieść.

Link to comment
Share on other sites

Przeklną pod nosem, nie zadowoliło go tylko ubabranie dużą ilością krwi jego oponentów ponieważ miał dziką ochotę zobaczyć jak wygląda osoba dławiąca się krwią. Widok ten Poisonowi był znany ale czemu nie zobaczyć tego znowu, znowu widok strachu jak szkarłatna ciecz wpływa do gardła i nie daje złapać chociaż odrobiny powietrza...

Chociaż umazanie gwardzistów też było dobre na swój sposób, dlatego Spectra postanowił użyć krwi która znajdowała się na zbrojach gwardzistów by popłynęła na ich oczy by w tym samym momencie zadać zabójcze pchnięcie w łeb oponentów.

Link to comment
Share on other sites

Wiktor wychylił się za rogu by zobaczyć co się dzieje. Nie podobało mu się że tak nagle przyszedł rozkaz o zatrzymaniu ataku.

- Cholera.... Naszą siłą jest teraz zaskoczenie! Jak będziemy tak stać to wróg przegrupuje się i zatakuje nas! - powiedział tak jak by do kompanów

 

Wiktor podszedł do kuca

- Stopień, nazwa oraz powiedz mi kto dowodzi okręgiem! - krzyknął - Musimy nacierać! Ich ciężka piechota zniszczy nas w tych tunelach!

Link to comment
Share on other sites

Goniec, którego Grim przywołał do siebie zrozumiał co ma zrobić i szybko pobiegł, by przekazać wiadomość. Zręcznie prześlizgnął się między budynkami i bez szkody zaczął koordynować ostrzał rebeliantów. Rebon również zbierał drużynę do szturmu. Oprócz Dakelin i Magica, którzy wyrazili chęć do brania udziału w tej akcji i Grima, który miał im przewodzić do alchemika doszedł jeszcze lekko zdyszany długim biegiem MT. (jakby co to nie było żadnych oddziałów wroga pomiędzy Tobą SolarIsEpic, a Rebonem i Grimem) Następnie człowiek zebrał razem kuce ziemne i nimi dopełnił drużynę do 15. Grim potrzebował teraz siły tych ogierów, a nie zwinności pegazów. Pułkownik rozejrzał się dookoła. Widział, że ranni są już transportowani w dół, niestety te grupy były narażone na ataki powietrznych grup wroga. Oczywiście dano im eskortę, lecz to uszczupliło siły oblegające dworzec. Jednak w promieniu 50 metrów od Grima rebelianci zaprzestali ostrzału i czekali na sygnał. Kusze mieli gotowe, tak samo jak plan wyrzucania bełtów, tworzących zasłonę. Półkownik już wznosił kopyto, aby dać sygnał, gdy przybiegł jeden z gońców.

​- Pułkowniku nasze oddziały posuwają się szybko w dolnym mieście. Napotkały opór, lecz został szybko stłumiony, a grupki wroga otoczone pod granicami miasta. Długo nie wytrzymają bez pomocy i zostaną wyrżnięte. Nasi otoczyli również budynek dworca, jednak po drugiej stronie od wjazdu na torowisko napotkali silniejszy opór i nie mogą się przebić. Nasze oddziały idące w stronę następnego poziomu miasta napotkały silną i zorganizowaną grupę changelingów przy bramie. Prowadzone są stamtąd wypady, mające odbijać okrążone grupy, choć to na nasze szczęście w większości niemożliwe. Jednak możemy mieć problem z przejściem przez bramę. Green Spark kazał przekazać, że wraz ze swoimi oddziałami zapewni częściowe wsparcie ataku na dworzec, a z resztą przejdzie na kolejny poziom przez tunele pod miastem. Postara się wybić tylu ilu zdoła i zakleszczyć straż bramy od drugiej strony. My mamy w miarę możliwości wtedy zaatakować od frontu, gdy wróg zorientuje się, że jest atakowany od tyłu.

(Tomku wydaj ewentualne rozkazy do gońca w następnym poście, będzie, że je przekazałeś i dalej ruszyłeś do ataku poniżej opisanego: )

 

Grim machnął ręką. Rebelianci po kolei wyłaniali się zza barykad i strzelali. Kilka zaskoczonych changelingów, które za długo mierzyły przypłaciło to życiem, większość jednak schowała się za ścianami. Kuce ruszyły ku drzwiom. Wróg zdezorientowany tym co się dzieję wystawiał same lufy muszkietów i strzelał na oślep, co przyniosło marne efekty. Grupa dobiegła i przywarła do ścian. Grim spróbował pchnąć drzwi, zgodnie z przewidywaniami były zamknięte, co więcej raczej były zabarykadowane. Nastąpiła przerwa w ostrzale zaporowym. Rebelianci musieli przeładować. Wtedy z okien wyłoniły się changelingi i wznowiły swoją kanonadę, nie zdając sobie sprawy z oddziału szturmowego. Te, które wyłoniły się z okien bliskich drzwiom zaraz oberwały potężne uderzenia w głowę mieczami i buzdyganami oddziału, które zakończyły ich żywot.

 

W podziemiach Thermal spytał Yellowa. Ten zamyślił się i powiedział:

- Cóż, odgłosy bitwy słychać wyraźnie, na dodatek znoszą już pierwszych rannych. W prawdzie jest szansa, że narazimy się na główne uderzenie, ale cóż, może warto zaryzykować. Dobra zaczynamy.

 

Róg maga rozbłysł słonecznym blaskiem. Podobny kolor przybrały kryształy w jaskini. Zaczęła płynąć z nich moc.

- Thermal powierzam Ci sterowanie tym czymś, ja nie będę w stanie Ci służyć pomocą, poza trzymaniem konstrukta, powodzenia, postaraj się nas nie zabić.

Czarodziej zmienił się. Najpierw jego sierść rozbłysła, a kontur ciała zamazał się. Po chwili niczym duch wleciał w zaczątek smoka. Stwór zaczął się jakby poruszać, a jego ciało przybierało formę. Z nieznacznej, nieregularnej masy zaczęły tworzyć się potężne nogi, które miały grubość 3m. Pazury ostre i mordercze wbiły się w podłogę, powodując jej pęknięcia. Tułów przybierał na masie, tworzyły się potężne magiczne mięśnie, klatka piersiowa pokrywała się potężnymi płytowymi łuskami, podczas gdy grzbiet małymi, przypominającymi misterną kolczugę. Zaczęły się tworzyć skrzydła, ogromne i z błoną podobną do nietoperza, które na koniec również pokryły się pancerzem. Thermal już czuł potęgę zaklęcia. Z tyłu wyrósł długi, ale potężny i masywny ogon. Na końcu szyi zaczęła formować się głowa. Wydłużyła się i wyostrzyła. Nad oczami widać było potężne łuki brwiowe z utwardzanej tkanki i oczy, w których płonął ogień. Przykryte zostały twardymi powiekami. Paszcza smoka otworzyła się ukazując cztery szeregi zębów gotowych rozrywać i połykać ofiary. Na koniec bestii zaczęły rosnąć kolce, zarówno na grzbiecie, jak i na łapach, szyi, głowie, czy skrzydłach. Niektóre były krótkie, choć ostre, służące do cięcia, inne masywne grube stworzone by nabijać wrogów i rozrywać ich. Thermal poczuł, że się unosi i wlatuje do wnętrza złotego smoka, który mienił się gdzieniegdzie tęczą barw. Gdy ogier był już w środku, spróbował poruszyć bestią. Przyszło mu to bardzo łatwo. Działała ona na zasadzie umysłu, a nie przekładu ruchów ciała. Ogier po prostu unosił się, a smok robił, to co jego umysł chciał ,żeby zrobił. Było to bardzo proste i po przejściu paru kroków Thermal poczuł się pewnie. Z gardzieli smoka dobył się groźny i wojowniczy ryk, który wstrząsną całymi jaskiniami, a także słychać go było na powierzchni. Potwór rozwinął skrzydła i stając się lekko bardziej przezroczysty machnął nimi. Thermal podejrzewał ,że chwilowo to Yellow przejął kontrolę. Ogier zastanawiał się jak wylecieć z jaskini wielką bestią o długości 100m, lecz mag rozwiązał to po prostu przenikając smokiem przez ścianę. Skrzydła uderzyły o ziemię, odpychając powietrze. Thermal poszybował w górę i po paru chwilach wzniósł się nad miasto niczym złota błyskawica. Rozejrzał się. Widział walki w dolnym mieście i skupisko straży przy bramie. Słyszał dźwięk wystrzałów na dworcu i szczęk oręża w okolicach koszar. Dostrzegł także pegazie patrole, z których część zamarła w przerażeniu widząc bestię. Thermal czuł się jak pan świata, śmierci i życia, maszyna stworzona by niszczyć i miażdżyć wrogów, niezatrzymana, niepokonana i nieunikniona zguba zła.

 

W zamku Pokemona rozejrzała się, na szczęście nie zauważyła żadnego bezpośredniego zagrożenia dla siebie. Walczyli tylko jej przyjaciele z resztką gwardzistów.

 

Masked ponownie zaczął wypowiadać słowa inkantacji. W powietrzu zaczęły tworzyć się kryształy lodu, które momentalnie zbiły się w długie i ostre sople. Gdy ostatnie złowrogie słowo wybrzmiało pociski poleciały w przeciwników. Gwardzista, który stał przy Moonlight star zorientował się w porę w sytuacji i szybkim cięciem miecza odbił pocisk, który poleciał i roztrzaskał się o ziemię. Drugi sopel wbił się w zamrożonego przeciwnika Atlantisa, robiąc wyłom w lodzie. Po chwili pod zimną skorupą pojawiła się czerwona plama. Trzeci leciał prosto w korpus gwardzisty, który walczył z Nickiem. Sopel wbił się jednak w rękę żołnierza, który wykonując zamach zasłonił się. To jednak uniemożliwiło mu wykonanie ciosu i spowodowało, że cięcie Nicka trafiło w cel. Wróg zaryczał z bólu uderzony mieczem w twarz, po czym zwalił się na ziemię.

 

Moonlight Star udało się teleportować, przez co odsunęła się od miejsca zagrożonego i zdezorientowała lekko przeciwnika.

 

Poison skupił swą wagę na kroplach krwi ociekających z gwardzisty zdezorientowanego teleportacją. Te napłynęły mu do oczu. Wróg próbował je jakoś przetrzeć, co w końcu mu się udało, jednak było już za późno. Poison zamachnął się potężnie, wiedział, że ma czas i przeciwnik nie zareaguje. Przymierzył w spokoju i z całą mocą z półobrotu ciął. Świst powietrza poprzedził potężne uderzenie, które przebiło cienką zbroję na szyi i niewzruszone szło dalej przecinając tętnice, tkanki, kręgosłup. Gwardzista zdążył tylko otworzyć ze zdumieniem i strachem przetarte z krwi oczy i wydać krzyk rozpaczy, zanim wszelki dźwięk ugrzązł w przeciętej krtani. Głowa potoczyła się po podłodze, a z przepołowionej szyi zaczęła tryskać fontanna kwi, która lekko zwilżała twarz zadowolonego Poisona.

 

Atlantis zamierzał się do rzucenia czaru, jednak nie zdążył, gdyż Shadow uprzedziła go, wbijając swój sztylet od tyłu w szyję zamrożonego ogiera. Broń przeszła przez lód i pancerz bez najmniejszego problemu co zdziwiło maga. Klacz szybko otarła broń i schowała ją. Nie czekając na nic rozejrzała się w poszukiwaniu następnych celów, a zorientowawszy się, że walka dobiegła końca rzuciła szybko:

- Zbierajcie się, musimy dotrzeć do królowej.

 

Od razu potem pobiegła niczym cień w stronę schodów. Najbardziej ranny po walce był Nick, jednak wiedział, że pozostanie tutaj w tyle i opatrywanie swych ran będzie wyrokiem śmierci, zwłaszcza, gdy kolejna grupka gwardzistów będzie tędy przechodzić i zobaczy zakrwawione trupy. Drużyna ruszyła. Masked jeszcze tylko spojrzał, jak jego pierścienie korzystają z otaczającej go śmierci (cztery z nich zaczęły się jarzyć trupim blaskiem, pokazując nasycenie) i udał się za pozostałymi. Po przejściu schodami akurat przeczekali za zakrętem, aż przejdzie kolejna drużyna i pobiegli. Na ich szczęście Shadow umiejętnie ich poprowadziła, tak, że dotarli do długiego głównego korytarza bez zbędnych incydentów. Wyjrzeli z bocznych drzwi na drogę, którą mieli przebyć do drzwi królowej. Gdy to zrobili aż oniemieli z wrażenia. Cały korytarz był pusty ,a w okół nie słychać było odgłosów marszu. Szczęście im wybitnie dopisało. Nawet Shadow pozwoliła sobie na mały uśmiech. Dobiegli do drzwi, nie ponosząc żadnych strat, tam Shadow przystanęła i szepnęła:

- Uważajcie Nightmare Moon dysponuje mocą, zdolną zmiażdżyć nas wszystkich. Musimy usunąć jej magię. To moje zadanie, Wy odwróćcie jej uwagę i wyeliminujcie ewentualnych gości.

 

To mówiąc otworzyła mocno drzwi i zniknęła teleportując się, albo znikając w cieniu. Drużyna stała teraz na wprost od tronu. W sali płonęły błękitne pochodnie na wyniosłych czarnych kolumnach, rzucając mroczne światło. Pomieszczenie podzielono na nawy, oddzielone kolumnadami. Po bokach stały rzeźby i długie stoły do obrad. Sufit, do którego dążyły kolumny zakończone gotyckim ostrołukiem wypełniony był żelaznymi żyrandolami, które spowijał mrok. Za tronem Nightmare Moon znajdowały się trzy wielkie witraże przedstawiające księżyc, władczynię koszmarów i samą noc.  Na środku znajdował się wielki znicz, który potęgował swym granatowym światłem mrok sali. Na podłodze, główną nawą sunął długi czarny dywan, na którym klęczało kilka kucy . Jeden z nich był jednorożcem, odzianym w pełną, bogato zdobioną i świecącą się runami zbroję. Całą czarną w granatowe akcenty z księżycem na naramienniku. Na plecach miał tarczę, a u boku miecz. Drugi był changelingiem. Nosił podobny oręż, tylko cały czarny jak smoła. Po ich bokach klęczało dwóch pozostałych, których twarzy ciężko było zobaczyć przez kaptury. Odziani byli w długie płaszcze, jeden w czarny z zielonymi akcentami, a drugi granatowy z czarnymi zdobieniami. Na podłodze obok nich leżały kostury. Wyglądało, jakby właśnie toczyła się rozmowa pomiędzy nimi, a Nightmare Moon. Królowa Equestrii, Pani mroku i koszmarów siedziała dumnie na tronie patrząc złowrogo na klęczących. Nosiła swą zbroję, która nie zakrywała całego ciała, ale wydawała się nie do przebicia. Jej grzywa falowała, zakrywając mrokiem część sali. W oczach płonęła nienawiść.

 

Gdy drzwi gwałtownie się otworzyły Nightmare Moon zerwała się lekko zaskoczona i potężnym głosem, który przewrócił intruzów zapytała:

- Kto śmie mi przeszkadzać ?!

W tym momencie cztery kuce klęczące na dywanie podniosły się i obróciły twarze, w kierunku wejścia. Za oknem dał się usłyszeć także potężny ryk jakiegoś wielkiego stworzenia.

 

Tymczasem w koszarach Serox szybko i odważnie zareagował na nadchodzący patrol. Część żołnierzy od razu wzięła się do wykonywania rozkazu, jednak dwóch stanęło przyglądając się mu. Jeden z nich zapytał się:

- Kim Pan jest ?

Innych jakby lekko ruszyło to pytanie i zatrzymali się czekając odpowiedzi. Sytuacja jeszcze nie była napięta, bo pytanie było nieśmiałe, ale wskazywała, ze plan może się nie powieść, a wtedy ogier będzie miał problemy.

 

Wiktor podszedł do odzianego w szatę ogiera. Wywalił mu prosto z mostu, tan odparł:

- West Wind, uczeń Uniwersytetu magicznego, przekazuję rozkazy od Zastępcy Yellow Blasta - Fire Eye'a. Mam rozkaz wstrzymać natarcie na parter, gdyż changelingi zorganizowały silną obronę przy klatkach schodowych i szturm przyniesie duże straty, na które zdaniem naszego dowódcy nie możemy sobie pozwolić. Mamy czekać aż gaz ich wykurzy i wtedy natrzeć znowu.   

         

 

                 

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

Serox nie był zaskoczony tym, że ktoś miał obiekcje. Nawet się cieszył bo jeśli je teraz rozwieje nie będą mieli ich potem. Już miał ruszyć do pokoju, gdy padło pytanie. Stanął jak posąg po czym obrócił się powoli i spiorunował pytającego wzrokiem, gniewnym i zniecierpliwionym. Mówił przez zęby, dysząc ciężko, a jego mięśnie były napięte jakby chciał go walnąć, a nie mógł.

- Ja jestem łowcą. Wyszukuje przydatne umiejętności wsadzam do kokonów i zmieniam ich w żołnierzy. Ponadto mam rozkaz prosto od dowódcy tych koszar, żeby pilnować tej ściany. Jest jednak mały problem nie używam muszkietów i nie mogę zabezpieczyć tego terenu bez zasięgu. Dlatego przyznano mi prawo do znalezienia jakiegoś strzelca na zastępstwo. No i jesteśmy atakowani, przez nie wiadomo co, nie wiadomo jak i nie wiadomo gdzie jest ich główna armia, więc nie zadawaj już żadnych zbędnych pytań bo po walce wsadzę cię do kokonu abyś w spokoju przemyślał co zrobiłeś.

Spojrzał po pozostałych strażnikach uspokajając się lekko.

- Który z was najlepiej posługuje się muszkietem lub kuszą? Niech idzie ze mną. Ja go poinstruuje co i gdzie. Po tym dogonię waszą grupę by uzupełnić wam ubytek.

 

Znowu ruszył w stronę pokoju i obejrzał się złowieszczo na żołnierzy.

- No chyba, że ktoś ma podczas tej bitwy dużo czasu na wkurzanie mnie pytaniami.

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...