Jump to content

Wyżal się.


Mellie

Recommended Posts

Pocieszę Cię jeszcze bardziej: ja nigdy w życiu nikogo nie miałem (a już trochę lat na karku mam)... i powiem Ci szczerze, w pewnym okresie życia bardzo było mi z tym ciężko (aż dziw bierze że nie mam zrytej psychiki - o ile sam o sobie mogę tak powiedzieć). Ty przynajmniej kogoś miałaś i wiesz jak to jest - masz o czym marzyć. Podczas gdy ja tego nawet nie wiem... i szczerze mówiąc (pisząc) już nie chcę już wiedzieć. 

Edited by Chip
Link to comment
Share on other sites

Lepiej kochać i stracić niż nigdy miłości nie zaznać.

Czas leczy rany i patrz na przeszłość pozytywnie. Pamiętaj dobre chwile i miej je na zawsze w sercu. Życie idzie do przodu i trzeba się nauczyć jak iść dalej nieważne jak to mocno boli.

Edited by FrozenTear7
Link to comment
Share on other sites

Cóż dawno tu nie pisałem, gdyż nie było powodu do użalania się, ale od 2 dni mam dosłownie parszywy humor. bowiem powiem wprost moja psyche nie wytrzymała tego, ze mój o 12 lat ode mnie młodszy brat traktował mnie jak niewolnika i szmatę, a rodzinka miała to totalnie w plocie, a moje żale i wybuchy bezsilnej, pierwotnej złości za napady histerii wiec w końcu dałem mu się sprowokować i doszło do rękoczynów. Przyznam szczerze, że obudziło się we mnie coś pierwotnego innymi słowy nie myśalem o niczym innym by brata dosłownie "zagryźć" by poczuł ból. Skonczyło sie na hryji w której w wiekszości mi się oberwało i gadaniu, że nikogo nie szanuję i mam rodzinę wszytki gdzieś poczułem siz zawstydzony i upokożyny bowiem przy okazji tej sytuacji tata nałożył mi bana na kompa po 24, ale przyjąłem to bo co było robić, a bratu nie oberwało się porwie wcale, ale myślę że też będzie czuł zawstydzenie czy jakieś wyrzuty, ale nie rano wstaje z chytrym uśmieszkiem i słowem beka na twarzy i ,jedzie mnie dalej.

                Powiem wprost może jestem wariat, ale dla mnie nie jest normą olewać to że się dostało słuszny opierdol. To tak mnie wkurwiło, że bylem zgryźliwy, cały dzień i dochodząc do scjencji, zakończonych w końcu tym że tata zrobił mi bajzel na biurku, który potem ja musiałem sprzątać. W tym momencie  gdyby mnie zobaczyć to ewidentnie byłem jak Twilight z Lesson Zero albo jak Rarity z koszmaru Sweetie Belle - zacząłem jęczeć co ze mną nie tak, co jeszcze poprawić i gdzie popełniam błąd, ale w końcu posprzątałem i zacząłem grać w diablo III z kumplem. Było mi tak błogo, że zapomniałem o Banie i wrzuciłem RD chill out niestety usłyszal to vtata i spokojnie choć wkurwiony powiedział masz karę

   

     .Oczywiście dziś czekam na krę, a jej nie ma tylko wykład moralny, że nie trzyma się ustalonych zasad, a ja tłumacze się ze się zapomniałem okazuje skruchę, a tata na to że znowu nikogo nie szanuję itd.  Ja już po prostu nie wiem może rzeczywiście jestem wariatem, ale ludzie życie to nie tylko nauka nad Książkiem i wykonywanie prac domowych jak animatron, a ja mimo swej fizycznej niepełnosprawności chcę żyć na tyle, na ile mi pozwala moje Mózgowe porażenie dziecięce, a niestety samodzielnie zrobię co prawda więcej niż inny z tą chorobą, ale zostało to okupione latami rehabilitacji i jeżdżenia do lekarzy, a co najważniejsze szczerą miłością matki do dzecka, ale jednak pewnych rzeczy nie zrobię, bo albo ich nie potrafię, albo mnie ich nie nauczono w wieku młodzieńczym np nie znam się na kasie i nie wiem jak obślugiwać konto bankowe do końca, ale to mojej rodzinie nie przeszkadza wymagać ode mnie bo jak to oni mówią "Najwyższy czas się nauczyć", no więc się uczę, ale zamiast motywacji w stylu "nie szkodzi ważne ze się starałes doceniam to" to jest " eh mogłeś lepiej" albo "liczy się efekt i nie obchodzi mnie to jak do tego dochodzisz" albo życzenia w stylu ja sobie nie życzę tego i tego, a ja na pewne rzeczy nie mam wpływu, czuję się presję ze muszę rbyć wszytko wiedzieć, a w podziękowani tylko wyzwiska i gadanie ze nie mam do niczego praw bo uwaga genialny cytat NIC Nie Robię, a Studia to co  Nic ? Sam się na nie zdecydowałem i zaryzykowałem i trwam na nich, bo chcę coś w sym życiu kurde osignąc ale nie chcę też stracić sweogo altruizmu i ludzkiego oblicza ale przez presję niestety to się dzieje, co mnie bardzo niepokoi, bo nie che sie stać zwykłym szarym smutnym Polakiem, który marudzi jak to wszytko jest do luffu.

 

Jednocześnie zwracam się do was drodzy forumowicze z naciskam na tych którzy zdążyli mnie poznać byście mi szczerze odpowiedzieli na pytanie" Czy jestem kłamliwym, niewdzięcznym, kombinatorem, który was tylko wykorzystywał tak mówi mój brat ? Jak mnie Oceniacie ?

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Przyszedłem się wyżalić, ponieważ czuję się w tym momencie tragicznie - miałem ponad 2 tygodniową przerwę od treningów siłowych, lecz dzisiejszego dnia postanowiłem ćwiczyć. Wykonałem wszystkie ćwiczenia na klatkę piersiową, po czym przystąpiłem do katowania mięśni brzucha: kiedy czułem już ogień, strasznie męczyłem się pomiędzy seriami, zaczęła boleć mnie głowa, finalnie byłem zmuszony do przerwania treningu. To wydarzenie jest powodem mojego złego samopoczucia - mam doskonałą dietę, ćwiczę od dłuższego czasu, co dało mi - przyznam się nieskromnie - ciało na podobieństwo greckiego boga. Wysiłek fizyczny stał się moją pasją, której nie chcę porzucić, ponieważ jest ona jedną z rzeczy, która czyni mnie szczęśliwym człowiekiem. Nie wyobrażam sobie, aby kolejne próby przystąpienia do pracy zakończyły się tak, jak miało to miejsce dzisiaj.

Link to comment
Share on other sites

godzinę temu Tric napisał:

Przyszedłem się wyżalić, ponieważ czuję się w tym momencie tragicznie - miałem ponad 2 tygodniową przerwę od treningów siłowych, lecz dzisiejszego dnia postanowiłem ćwiczyć. Wykonałem wszystkie ćwiczenia na klatkę piersiową, po czym przystąpiłem do katowania mięśni brzucha: kiedy czułem już ogień, strasznie męczyłem się pomiędzy seriami, zaczęła boleć mnie głowa, finalnie byłem zmuszony do przerwania treningu. To wydarzenie jest powodem mojego złego samopoczucia - mam doskonałą dietę, ćwiczę od dłuższego czasu, co dało mi - przyznam się nieskromnie - ciało na podobieństwo greckiego boga. Wysiłek fizyczny stał się moją pasją, której nie chcę porzucić, ponieważ jest ona jedną z rzeczy, która czyni mnie szczęśliwym człowiekiem. Nie wyobrażam sobie, aby kolejne próby przystąpienia do pracy zakończyły się tak, jak miało to miejsce dzisiaj.

To jest przemęczenie,zwolnij to przejdzie,dieta może nie być idealna,może jesteś wypłukany z np magnezu lub innego minerału.Też miałem podobne objawy przy przemęczeniu,tylko ja jestem lekkoatletą.

Link to comment
Share on other sites

Wyżalę się.

 

Hanzie robią się strasznie zaborcze wobec mojej osoby. Wszyscy się zarzekali, że drugi rok na moim kierunku to betka, że to na pierwszym jest odsiew, że jest najwięcej materiału i w ogóle. Kłamali, a ja wierzyłem. Tymczasem ostatni miesiąc był jak jazda bez trzymanki na kocie pędzącym za fiolką z walerianą. Z jednej strony robię, co lubię, ale z drugiej natłok materiału jest okrutny, przez co myśl o rzuceniu wszystkiego i zaszyciu się w bambusowym gaju (albo bardziej przyziemnym utopieniu w Wiśle) pojawia się coraz częściej. :spike: 

Link to comment
Share on other sites

Produkowanie konspektów na lekcje matematyki odbiera mi smak życia niczym rządy PiS-u. Moja pani prowadząca sama nie wie, czego chce, sama nie wie, co mam w konspekcie, ale na wszelki wypadek stwierdza, że "w sumie spoko, ale popraw cały, nowy wyślij na mejla i wpadnij za 3 dni, bo wcześniej nie mam czasu, elo xD".

 

A, i jeszcze herbata mi wystygła. 

Edited by TW Soli
Link to comment
Share on other sites

Tak na poważnie to chyba nigdy się tu nie żaliłam. I szczerze to nie sądziłam, że poczuję potrzebę by się swoimi smutkami dzielić na publicznym forum. 

 

Więc czuję się dziwnie. Trwa to już dobrych kilka miesięcy, bo zaczęło się gdzieś tak pod koniec maja i od tego czasu stopniowo nasila. Najpierw było to okropne zmęczenie wszystkim. Szkołą, udzielaniem się na forum, zajmowaniem zwierzakami, rysowaniem...wszystkim. W nocy nie mogłam się wyspać. Królik dobijał bo gryzł klatkę i nic nie mogłam na to poradzić, a spać przy tym nie potrafię. Przekładało się to na zaniedbywanie studiów. Studia też zaczęły mnie męczyć. Wpakowali mnie w specjalizację, której nie chciałam i wiele przedmiotów było z nią związanych. Zaczęłam się tam czuć źle. 

Wakacje jak nigdy prawie całe przesiedziałam dosłownie nic nie robiąc. Pod koniec na moment nieco się polepszyło gdy uznałam, że muszę zmienić kierunek studiów. Zrobiłam to, pochodziłam miesiąc i...nagle stało się to. Apogeum beznadziejności. 

 

Obecnie czuję się tak jakbym miała dość życia, ale zarazem wcale o tym nie myślę. 

Nie mam sił na naukę. Ciągle jestem zestresowana. Ciągle jestem smutna, no, prawie ciągle. Nic mi się nie chce. Prawie całe dnie śpię, a rano nie chcę wstawać więc śpię dalej. W domu już prawie się nie odzywam. Boję się...nawet nie wiem czego. Każdej nocy przed zaśnięciem chce mi się płakać. Do tego rodzice dają w kość, ciągle na mnie narzekając i trując dupę jak to rodzice. Zaczęłam się do nich wrogo odnosić. Nie wiem co robić... 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Królikom zdaje się zęby rosną całe życie i muszą je "piłować". Daj mu najlepiej jakichś gałązek czy czegoś innego twardego.

Co do wstawania to zauważyłem, że jak wstaje o 5:30 to jestem bardziej wyspany i mniej zamulony niż jak bym wstał o 11:00 gdy mam wolne. Taka pętla - im dłużej leżę, tym bardziej nie chce się wstawać :) Daj sobie budzik na drugi koniec pokoju, tylko o łagodnym tonie, najlepiej narastającym (ponoć gdy ma się denerwujący budzik to podświadomie śpi się gorzej, bo spodziewamy się niemiłego dźwięku na pobudkę).

Link to comment
Share on other sites

Problem z królikiem rozwiązał się. Póki było wystarczająco ciepło to sobie po balkonie hasał całą dobę, a potem jak wrócił do domu to sam z siebie przestał w nocy hałasować. Także chociaż tyle. 

 

Czasami wstaję bardzo wcześniej. 7:00 na przykład. I rzeczywiście nie czuję się wtedy śpiąca i zamulona, ale prędzej czy później dopada mnie to otępienie, które teraz czuję niemal bez przerwy. Ale w sumie co mi szkodzi. Spróbuję. 

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu Uszatka napisał:

Trwa to już dobrych kilka miesięcy, bo zaczęło się gdzieś tak pod koniec maja i od tego czasu stopniowo nasila.

4 godziny temu Uszatka napisał:

Najpierw było to okropne zmęczenie wszystkim.

4 godziny temu Uszatka napisał:

Obecnie czuję się tak jakbym miała dość życia, ale zarazem wcale o tym nie myślę. 

Nie mam sił na naukę. Ciągle jestem zestresowana. Ciągle jestem smutna, no, prawie ciągle. Nic mi się nie chce. Prawie całe dnie śpię, a rano nie chcę wstawać więc śpię dalej. W domu już prawie się nie odzywam. Boję się...nawet nie wiem czego. Każdej nocy przed zaśnięciem chce mi się płakać.

 

Może to moja prywatna przeczulica, ale... przeszłabym się do psychologa. Najlepiej prywatnie, jeśli finanse pozwolą, kolejki w publicznych przychodniach są absurdalne. Jeśli taki stan utrzymuje się przez dłuższy czas i cały czas się pogarsza - możesz z czystym sumieniem podejrzewać depresję.

Czarnowidztwo z mojej strony? Może i tak. Ale czarnowidztwo uzasadnione. Zresztą szybka, wczesna diagnoza = większa szansa na wyleczenie, a zaburzenia depresyjne same z siebie nie przechodzą. Gdyby przechodziły - nie wycofałabym się ze spartolonych studiów.

 

 

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Ostatnio kiepsko mi się wiedzie z życiem, wieczny stres i problem w odnalezieniu się w świecie, i o ironio, ostatnio skutecznie wyciągam kumpla z swego rodzaju depresji, który tłumaczył mi że ma we mnie ogromne oparcie, pomoc, i jestem jedną z niewielu osób które go rozumieją.

Los jednak jest okrutny..

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

@Oitsimel Ponoć jest tak, że ci co pomagają często potrzebują podobnej pomocy. Może warto także poprosić o podobną pomoc.

 

Ja miałem kilka momentów gdy zwątpiłem, ale depresja jakoś się mnie nie ima (całe szczęście - ponoć mam to po dziadku). Mi pomagają zwykłe rozmowy z niemal byle kim - nawet random poznany przez granie w multi.

Link to comment
Share on other sites

Dużo gadam ostatnio z rodziną, znajomymi i nieznajomymi, ale to tylko chwilowo pomaga. Mam wrażenie że dopada mnie kryzys egzystencjalny (albo przynajmniej widzę jego objawy), może nie byłoby złym pomysłem udać się do jakiegoś psychologa czy coś, bo ostatnio większość rzeczy które lubiłem przestały mi sprawiać przyjemność, odczuwam wtedy tylko smutek że coś się zaraz skończy. Ogólnie ostatnio czuję taki bezsens, i jakby coś we mnie umarło odkąd zanikł mój strach co do przyszłości i zmian, towarzyszący mi praktycznie od początku. Mam za dużą świadomość i pojęcie ile tak naprawdę negatywnych rzeczy się dzieje na świecie, ilu ludzi których znam choruje, czy umarło.. Wiem że to brzmi głupio, ale nie wiem jak się cieszyć życiem, ciągle tylko uciekam do swojego świata, do gier, niczym alkoholik uciekający się do picia. Ale ile można uciekać, chciałbym coś zmienić ale nie umiem ani nie wiem od czego zacząć, naprawdę przepraszam że wtrącam tu swoje problemy, ale liczę że może ktoś wrzuci swój punkt widzenia który da mi inne spojrzenie na rzeczywistość...

Link to comment
Share on other sites

Właśnie teraz Oitsimel napisał:

Dużo gadam ostatnio z rodziną, znajomymi i nieznajomymi, ale to tylko chwilowo pomaga. Mam wrażenie że dopada mnie kryzys egzystencjalny (albo przynajmniej widzę jego objawy), może nie byłoby złym pomysłem udać się do jakiegoś psychologa czy coś, bo ostatnio większość rzeczy które lubiłem przestały mi sprawiać przyjemność, odczuwam wtedy tylko smutek że coś się zaraz skończy. Ogólnie ostatnio czuję taki bezsens, i jakby coś we mnie umarło odkąd zanikł mój strach co do przyszłości i zmian, towarzyszący mi praktycznie od początku. Mam za dużą świadomość i pojęcie ile tak naprawdę negatywnych rzeczy się dzieje na świecie, ilu ludzi których znam choruje, czy umarło.. Wiem że to brzmi głupio, ale nie wiem jak się cieszyć życiem, ciągle tylko uciekam do swojego świata, do gier, niczym alkoholik uciekający się do picia. Ale ile można uciekać, chciałbym coś zmienić ale nie umiem ani nie wiem od czego zacząć, naprawdę przepraszam że wtrącam tu swoje problemy, ale liczę że może ktoś wrzuci swój punkt widzenia który da mi inne spojrzenie na rzeczywistość...

Mój punkt widzenia - na siłę zapominam i nie przejmuję się niczym. I koniecznie musisz się dużo śmiać i żartować. Polecam cieplutko życie głównie obecnymi i przyszłymi...kilkoma sekundami :rainderp:

Link to comment
Share on other sites

Jeśli mogę coś od siebie dodać. Ja też przed problemami uciekam swego czasu w gry, ale to był zły pomysł. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest znalezienie sobie jakiegoś hobby czy zainteresowań które możesz realizować w realnym świecie. Przynajmniej masz namacalny dowód swojej działalności/twórczości. Nie wiem jaki masz charakter ale mnie takie coś nawet pomogło. 

Edited by Chip
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Właśnie teraz Chip napisał:

Jeśli mogę coś od siebie dodać. Ja też przed problemami uciekam swego czasu w gry, ale to był zły pomysł. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest znalezienie sobie jakiegoś hobby czy zainteresowań które możesz realizować w realnym świecie. Przynajmniej masz namacalne dowód swojej działalności/twórczości. Nie wiem jaki masz charakter ale mnie takie coś nawet pomogło. 

CZYLI MÓWISZ ŻE WBICIE 70LV W DIABLO KAŻDĄ POSTACIĄ I ZROBIENIE 300+ PARAGONÓW NIC NIE ZNACZY? :C

Link to comment
Share on other sites

To mi brzmi jak kryzys wieku średniego. A życie prawdę mówiąc samo w sobie jest bez sensu, dopóki sami go sobie nie nadamy, więc poczucie bezsensu jest jak najbardziej prawidłowe :P A na świecie zawsze źle się działo, od milionów lat, bo niestety, ale życie nie jest sprawiedliwe. I tu mamy dwie opcje - romantyczną, czyli ubolewać nad tym, że tak być nie powinno, że to trzeba zmienić, przewróćmy świat do góry nogami, napiszmy smutne wiersze itp. itd. albo pragmatyczne - pogodzić się z tym, zakląć na czym świat stoi i jakie to wszystko porąbane i żyć. A najlepiej żyć ciągle na coś czekając - to daje motywację i trochę tłumi to poczucie bezsensu :) 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

@Waryate mnie osobiście to już nic nie daje, kiedyś takimi rzeczami się jarałem, nie powiem że nie. Należy także wziąć pod uwagę na ile takie osiągnięcia robią na kimś na kim nam zależy wrażenie, a przede wszystkim czy nas samych satysfakcjonują. Jeżeli tak to ok, mnie nic do tego i proszę nie odbieraj mojego zdziwienia waszą czy kogokolwiek fascynacją giercowaniem jako moje złe intencje - ja chyba już z tego poprostu wyrosłem. Wracając do tematu: zawsze lepiej jest mieć taki realny/namacalny dowód własnych umijętności - przynajmniej mnie to pomaga i w razie dołka ma się ten dowód tak jak by przed samym sobą. 

Edited by Chip
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Chciałbym właśnie znaleźć ten swój sens, ale boję się że to może nie nadejść, przestałem się bać o siebie, swoją przyszłość, pracę czy jak mój los się potoczy, tylko o to że tak naprawdę mogę nigdy nie być szczęśliwy albo że nie odkryję swojego życiowego powołania, że będę udawał kimś kim nie jestem tylko po to żeby udawać że jestem szczęśliwy. Mimo wszystko idę dalej, udaje mi się być tą wesołą, ciągle się śmiejącą osobą w towarzystwie (tak naprawdę czuję się wtedy jakbym miał założoną maskę). Zauważyłem że tak naprawdę bardziej troszczę się o innych niż o siebie, przestałem siebie szanować (i nie chodzi tu o wygląd zewnętrzny, higienę czy o podobne sprawy), dochodzi nawet do takich skrajności że mógłbym oddać za kogoś swoje życie, bo sądzę że lepiej by je spożytkował (w tym wypadku za siostrę chorującą na raka). Co do hobby to nie wiem czy na daną chwilę jestem w stanie znaleźć coś innego dla siebie niż kolekcjonowanie..

Link to comment
Share on other sites

Ja prawdę mówiąc czerpię przyjemność z obu rzeczy - jak popatrzę na swoją kolekcję modeli to rzeczywiście czuję nielichą satysfakcję, tym bardziej, że przecież wiem ile czasu i roboty kosztowało mnie ich zrobienie. Z drugiej strony, jak rozgromię jakiegoś typka w Starcrafcie to też daje mi tego przysłowiowego "powera" i mogę na tym jechać przez cały dzień. Muszę jednak przyznać, że też pomału, bo pomału, ale z gierek komputerowych wyrastam, pewnie zostanę już tylko przy 3-4 ulubionych seriach i za parę lat będę już retro :D Co innego planszówki - wieczór ze znajomymi/rodziną przy dobrej partii np. w Osadnikach z Catanu, Eclipse, Race for the Galaxy, czy czymkolwiek innym również potrafi tak pozytywnie człowieka naładować, że takie ponure myśli gdzieś ulecą. 

 

A tak na co dzień pomaga też kucharzenie i wymyślanie co by tu upichcić, żeby było smacznie (i tanio!) - satysfakcja z pysznego, osobiście przygotowanego obiadku i poobiednia drzemka nigdy mnie nie zawiodły :) 

Link to comment
Share on other sites

Dobrze @Skoniu mówisz. Grunt to znaleźć sobe zajęcie z którego będziemy zadowoleni. To naprawdę pomaga. Może to Cię pocieszy @Oitsimel ale ja w swoim życiu nie miałem nawet chwili w której czuł bym się szczęśliwy. Początkowo myślałem właśnie jak Ty: dobra mina do złej gry i jedziem... tak długo się nie da. Nie można siebie samego oszukiwać. Nie wiem jaka jest główna przyczyna Twojego problemu, ale na pewno nie wolno Ci pogrążać się w tak czarnych myślach - bo to studnia bez dna. Szukaj cokolwiek co tylko możesz co by dawało Ci satysfakcję, nawet niewielką. Małymi kroczkami do celu. A co do siostry to szczerze Ci współczuję, ale zrób dla niej co tylko możesz i jak najlepiej możesz ale nie ponad swoje siły. Bo zaczniesz sam siebie niszczyć wyrzutami i pretensjami.

Edited by Chip
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...