Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Mellie

Wyżal się.

Recommended Posts

Jak się martwisz o tą osobę to spróbuj z nią porozmawiać, jest szansa że w ten sposób choćby minimalnie jej pomożesz. Ja jak się czuję źle to zawsze staram się dużo rozmawiać, ale różnie ludzie działają, dlatego tylko mówię że jest szansa.
Co do autka to po prostu musisz wytrzymać, hajpuj się na ten epicki moment powrotu xD
Jeśli atencja jest pocieszeniem, to proszę bardzo, łap!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minuty temu Lemi napisał:

Jak się martwisz o tą osobę to spróbuj z nią porozmawiać, jest szansa że w ten sposób choćby minimalnie jej pomożesz.

 

No właśnie pomógł bym jej w ten sposób. Mam już trochę doświadczenia jako psycholog ale... trafiłeś w czuły punkt i właśnie nie mam możliwości z nią porozmawiać. ;-; To jest najgorsze.

 

15 minut temu Lemi napisał:

Co do autka to po prostu musisz wytrzymać, hajpuj się na ten epicki moment powrotu xD

 

Tia, minęło ledwo kilka godzin i już nie mogę się doczekać. Dzięki. ^^

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu FirstChoice napisał:

No właśnie pomógł bym jej w ten sposób. Mam już trochę doświadczenia jako psycholog ale... trafiłeś w czuły punkt i właśnie nie mam możliwości z nią porozmawiać. ;-; To jest najgorsze.

Martwy punkt, nienawidzę gdy tak jest >.< Tak czy inaczej jeśli ta osoba nie poczuje się lepiej a będzie możliwość rozmowy do tego czasu, to zrób to. Może nawet spotkajcie się, tak zrobił latem jeden z moich znajomych gdy w zeszłym roku siedziałem cały tydzień przygnębiony sam w domu, powiedział że przyjedzie, porozmawia i pocieszy, gitarę weźmie, no i jak powiedział tak zrobił, było od razu lepiej. Tylko on akurat wtedy mógł..

Ale mam wrażenie że tak naprawdę o tym wszystkim i tak wiesz co zrobić :P

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9.12.2016 at 21:52 Wujek Tadek napisał:

[...] dlaczego zawsze w takich sytuacjach kończę na tym forum, ale mniejsza z tym.

 

Jak widać historia lubi się powtarzać.

 

Dzisiaj pierwszy raz ktoś po prostu na mnie napadł. Nie wiem jak mogę wyrazić to co czułem w tym momencie, ale spróbuję jakoś opisać sytuację.

Prawo jazdy mam od dwóch miesięcy. Jechałem spokojnie z kolegą pasażerem na stare lotnisko koło naszego miasta. Byliśmy tam już wiele razy i w większości mamy dobre wspomnienia z zabawy w tym miejscu. Tym razem przed wyjazdem czułem jakąś lekką niepewność, jakby coś mi podpowiadało, żebym po prostu odstawił samochód i powrócił do bezpiecznego trybu no-life. Niestety zignorowałem to uczucie i mimo wszystko ruszyłem tam. Wszystko przebiegało spokojnie aż przejechaliśmy przez bramę. Zauważyliśmy w oddali dwa samochody "driftujące" dość nieumiejętnie (gwiazdą driftu było oczywiście BMW E36) i granatowego Golfa IV na niemieckich tablicach, który ma się rozumieć został fabrycznie wyposażony w silnik 1.9 TDI. Spokojnie ich ominęliśmy jadąc dalej koło opon stojących tam jako przeszkody. Wtedy zaczęli za nami jechać. Golf IV wyprzedzał mnie mimo drogi zastawionej przez ww. opony. Wiedziałem, że jeśli nie zwolnię, uderzy w nie i może to się źle skończyć, więc zacząłem dość mocno hamować. Udało mu się wjechać przede mnie, ale uderzył w jedną z opon, co prawie skończyło się dachowaniem. W tym momencie zauważyłem w lusterku wstecznym BMW. Wydało się nam to trochę podejrzane, ale zbagatelizowaliśmy zagrożenie i zjechaliśmy na lewo koło hangaru w celu zawrócenia. BMW zjechało razem z nami trzymając się blisko zderzaka. Kiedy chciałem wrócić na pas, Golf zajechał mi drogę. Dopiero w tym momencie zrozumiałem, że nie jest dobrze. Zanim zdążyłem wbić wsteczny, w tylny zderzak uderzyło BMW. Mój silnik zgasł, a niedziałający wewnętrzny zatrzask zamka spowodował, że zanim zdążyłem odpalić ponownie silnik, koleś z Golfa otworzył moje drzwi. Nie było czasu na wyciągnięcie gazu z kieszeni czy też próby ucieczki. Ich wszystkich było około pięciu na nas dwóch. Typ zaczął mnie szarpać, bić, przed wyrwaniem z samochodu uratowały mnie pasy. Zaczął nam grozić, żądał 200 zł na naprawę grilla w BMW (który prawdopodobnie był rozwalony już wcześniej), zerwał mi zegarek z ręki, nawet nie próbowałem podnosić i nie wiem czy później go wziął. Wysiadłem z samochodu po wielu "prośbach" i po tym jak reszta lekko go uspokoiła. Koleś był jak po amfetaminie, strasznie agresywny, w oczach widać patolę z najgłębszych czeluści piekieł. Obejrzałem tego grilla i mój tył, który był nienaruszony. Przez ten cały czas dzięki ładowaniu przez całe życie wielu punktów w charyzmę i perswazję udało mi się go lekko uspokoić (kolesie z BMW sami próbowali do niego przemówić, bo sytuacja zaszła naprawdę daleko, chciał nawet wyciągnąć kij od baseballa) i przekonać, że nie mam przy sobie żadnych pieniędzy ani dokumentów, które chciał zabrać. Trzasnął z nerwów moimi drzwiami, "zagwarantowałem", że zaraz przyjadę na to miejsce i dam mu pieniądze. Nie zabrakło oczywiście dodatkowych gróźb. Czując trochę większą pewność w rozmowie poprosiłem go nawet o przestawienie samochodu i o dziwo się zgodził. Odjechaliśmy stamtąd jak najszybciej i prosto na komisariat, gdzie wszystko opowiedzieliśmy.

 

Jak się później okazało, BMW było pożyczone od pewnej osoby z naszego miasta, z którą już rozmawialiśmy. Wyszło na to, że wiedzą gdzie mieszkam, bo odwiedzili moją mamę, próbując na spokojnie przekonać do zapłaty (byli to ci z BMW, bez ćpuna). Mama oczywiście odmówiła i powiedziała, że mogą jechać na policję lub do sądu.

 

A żeby było ciekawiej, po zdarzeniu gdy samochodem kierował już ojciec, padło sprzęgło. Jest jakiś wyciek i nie odskakuje, musieliśmy dopchnąć auto na parking, skąd zostało odholowane (Nubira 2.0 CDX). Jedyny plus, to że dobrze zniosło zderzenie z BMW (nie ma żadnych śladów).

 

Jak widać wystarczy tylko jeden człowiek, aby zepsuć dobre wspomnienia z tak fajnym miejscem. Na pewno więcej się tam nie pokażę, przynajmniej przez kilka miesięcy. Mam też z tego nauczkę - następnym razem nie mogę się poddać i muszę za wszelką cenę próbować uciec, choćby to oznaczało taranowanie Golfów (do tego Nubira się nadaje).

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziadostwa się zdarzają. Najważniejsze że nie wyciągnęli noża czy czegoś innego. No i mam nadzieję, że taką dzicz spotka jakaś kara, choć pewnie będzie ciężko bez nagrania z kamerki. Poza tym "zwierzęta" mają więcej praw od ludzi w tym kraju.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Denerwuje mnie moja własna nieporadność życiowa i problemy ze znalezieniem jakiegoś celu do którego mógłbym dążyć, przez co znowu się nakręciłem i z nerwów nie mogę zasnąć. Dodatkowo pogarsza wszystko fakt że nadchodzi pomału czas sesji i rozliczeń co wpędza mnie w stany depresyjne, a moja chwiejna sytuacja na uczelni wcale nie pomaga. Chciałbym choć przez chwilę poczuć jakiś wewnętrzny spokój zamiast udawania że jest okej, nawet sam wiem że pewnie wszystko za mocno sobie w głowie wyolbrzymiam, przesadzam, bądź biorę za poważnie. Pewnie już o tym biadoliłem ale ten stan wrócił, sytuacja w której jestem czyli studiowanie, potrzeba znalezienia jakiegoś swojego powołania, i tak dalej przerażało mnie od najmniejszych lat. Samej pracy się nie boję, ale tego że mogę nigdy żadnej z której będę zadowolony nie znaleźć. Nie umiem sobie poradzić i się ogarnąć, mimo że zawsze znajdzie się ktoś kto porozmawia, lekko nakieruje albo pomoże, czy to rodzina czy znajomi, tylko co z tego skoro tak mało osiągnąłem do tej pory sam, więc czyjaś pomoc tylko umniejsza moją wartość ._.
Musiałem się wygadać, może to pomoże... Aha, i nie jest moim zamiarem szukanie atencji, ale może ktoś da mi przypadkiem jakiś nowy punkt widzenia, Internet może nie jest dobrym do tego miejscem ale mam w tym wypadku mało opcji. Przepraszam jeżeli piszę gdzieś niejasno, ciężko mi myśleć o jednej rzeczy naraz jak źle się czuję. I dzięki za przeczytanie.

Edited by Lemi
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Lemi Jak bym patrzył w lustro. Tylko ja nie mam aż tak żle więc od razu na wstępie przepraszam jeśli mam celności się porównywać. To teraz wytłumaczę jestem w drugiej gimnazjum. Cały czas ktoś mówi kim mam być cała rodzina, mówi że do niczego się nie nadam jak nić inego tylko następca  rolnika. A sam wiem że to nie moja bajka tylko jest coś inego co na mnie czeka tylko ja to muszę znaleść. Każda osoba mi mówi że jestem zbyt ponury żadnej pozytywnej energi. Ale mniejsza z tym po prostu do dziś nie mogę znaleś tej drogi którą szukam. I sam nie wiem czy do czegoś się nadaje bo każdy mówi że nic nie osiągnę jak nic tylko do pracy naroli. Lubie mieszkać na wsi ale pracować to już nie przynajmiej nie jako rolnik. Ty masz fajnie bo rodzina daje ci opcje i pozwala wybrać cel wszak mi nie dają tylko próbują na rzucić swoją wole . Więc to jest taka walka ja kontra wszyscy ludzie do okoła oraz strach że ją przegram. Czyli wskrócie ciebie na kierują letko wszak mi każą.

 

Edited by Fayer Storm 26

Share this post


Link to post
Share on other sites

To chyba nie jest to samo. Z mojego punktu widzenia to jedna pewniejsza droga więcej, i chyba wolałbym gdyby ktoś mnie pchał do czegoś niż jak mam sam wybierać i podejmować błędne decyzje, podczas gdy czas leci i się marnuje a przede mną zamyka się coraz więcej i więcej drzwi z wyborem ścieżki życiowej. Jesteś jeszcze w gimnazjum gdzie nie kształcisz się pod jednym wybranym kierunkiem a jakimś ogółem, masz czas, i obyś wpadł na jakiś pomysł, zdecydowanie czego nie chcesz robić to zawsze jakiś start. Mi minęły te dwa lata studiowania, nie były jakieś szczególnie złe, podobał mi się mój wydział i ludzie, no i było fajnie aż do teraz, kiedy zdałem sobie sprawę że i tak nie jest to coś co mi się przyda ani co dalej chciałbym kontynuować, i owe dwa lata poszły się... Przynajmniej pozyskałem jakieś minimalne wyobrażenie i doświadczenie, szkoda tylko że nadal nie wiem co ze sobą zrobić, i siedzę w stresie oraz zdenerwowaniu że to co obecnie robię nie ma najmniejszego sensu, a swojej przyszłości na dany moment w ogóle nie widzę. O strachu przed porażką czy rozczarowaniem u kogoś to już w ogóle lepiej nic nie mówić, swoją drogą to jedna z niewielu rzeczy która pcha mnie do przodu.

I jeszcze raz, zanim ktoś mnie mocno zejdzie, mam doła i chcę się wyżyć na klawiaturze, w końcu temu służy ten temat.

Edited by Lemi

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ja nie mogę nie wiem podaj mi na WP jakie masz mocne strony a nóż pomogę. I wiesz tak pomyśl do głębiej. I pamiętaj że dalej możesz pisać swą historie.

Może rok został ale chyba można jeszcze zawrócić i nakierować na iny tor. Bo przecież człowiek uczy się na błędach. A jeżeli zaprzeczysz moim racjom no to przepraszam że ci nie dałem rade pomóc.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu Lemi napisał:

podczas gdy czas leci i się marnuje a przede mną zamyka się coraz więcej i więcej drzwi z wyborem ścieżki życiowej

Nawet jeśli stracisz te 2 lata, to nic przed Tobą się nie zamyka. Jeśli naprawdę będziesz chciał powrócić do konkretnego kierunku to to zrobisz, co Ci w tym by przeszkadzało? Nic się nie zamyka. Społeczeństwo sobie wyhodowało, że po średniej szkole MUSISZ iść na studia i koniec kropka. Masz to zrobić od razu, nieważne jakie, nie ważne czy to ma teraz sens.  BO CO POWIEDZO INNI. Niestety, te społeczeństwo jest durne. Nic Ci się nie zamyka. Jeśli zapragniesz nagle zrobić zupełnie inne studia czy jakiś kurs to rób. Możesz zdać maturę i w wieku 80 lat i nikt Ci nie zabroni. 

Masz sporo życia przed sobą. Ogólnie Twój problem jest dość częsty (nie, nie bagatelizuję go) ale wielu ma jak Ty. Poszło na studia bo trzeba było, a wcale one nie są mi potrzebne. Też tak zrobiłam, rzuciłam je, poszłam do roboty, teraz robię jakąś szkółkę. Nie jest to łatwy temat, ale na pewno nic przed Tobą się nie zamyka.

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam tylko jedną wadę: brak zalet.

A na poważnie to największą bolączką jest niemalże całkowity brak pewności siebie. Przynajmniej tak otoczenie mi mówi. No i jestem chyba zbytnio w stosunku do siebie krytyczny i wymagający co zdaje się mocno wpływać na całą problematykę. Najgorzej zdawać sobie z tego sprawę a nie umieć naprawić.

Te studia to i tak były w sumie przedłużeniem czasu na poszukiwanie pomysłu na siebie oraz sprawdzeniem jak to wszystko wygląda, poszedłem bo coś trzeba robić. A z wiekiem wszystko się ogranicza, po jakiejś granicy wiekowej nie będzie darmowych studiów (tu mogę być w błędzie), wojsko przede mną jest zamknięte, bo wlepili mi kategorię E (chyba że jest możliwym jeszcze raz przejść komisję), z pracą jak wspomniałem nie miałbym problemu, ale to też byłyby jakieś tymczasowe drobnostki, jakbym nie miał rąk zajętych to bym zwariował. Z tymi zamkniętymi ścieżkami nie pisałem że mam rację, tylko jak się czuję, i prawie na pewno jest to błędna interpretacja.

Nadal czuję wymuszenie szybkiego opracowania planu na siebie, ze swojego gniazda trzeba też będzie kiedyś wyfrunąć, nikt nie będzie mi wiecznie pomagał, jest zbyt dużo "ale" i niepewności. Wybiegam myślami bardziej do przodu jak zagwarantować sobie stabilne życie, może w tym leży problem że cholernie trudno jest takie osiągnąć, tak przynajmniej sądzę. Nie mogę wiedzieć jak najlepiej ten cały czas spożytkować, a chciałbym dać z siebie wszystko, aby nic co robię nie poszło na marne albo poczuć jakąś przydatność w społeczeństwie, nie wiem.

To by chyba tyle było, bo oprócz narzekań nic więcej mi pod klawisze nie przychodzi. Ostatecznie wszystko i tak jakoś się rozwiąże, i być może się ogarnę, tylko muszę to przeboleć, nie jest to łatwe.

I cóż, miło że czytacie i próbujecie pomóc, przepraszam za ewentualnego raka oczu :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu Lemi napisał:

po jakiejś granicy wiekowej nie będzie darmowych studiów (tu mogę być w błędzie)

Z tego co wiem to nie ma żadnej granicy wiekowej. Zresztą zawsze możesz pójść do pracy jakiejś gównianej nawet i na zaoczne studia. Jedynie zniżki studenckie mają limit wiekowy, ale to co innego.

 

Niestety ten problem jest mi aż nazbyt znany. Pójdź do szkoły/studia, gdzie chociaż odrobina tematu Cię cieszy albo interesuje. 

Nie wiem czy cieszą Cię małe rzeczy, ale jeśli tak to pójdź do pracy, jakiejkolwiek. Będziesz mieć pieniądze na jakieś drobnostki, które może Cię ucieszą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie trudno zauważyć że chwytam się sporo różnorodnych czynności, bo dużo o tym gadam i szukam nowych doznań czy czegoś co sprawi frajdę. Mimo że lubię rutynę to nie potrafię cały czas np. siedzieć i grać. Staram się cieszyć czymkolwiek, nawet tym że sobie wyjdę nocą na spacer kiedy jest ładnie i spokojnie, ale to cieszenie się jest strasznie nietrwałe. Śmieszne że chyba największą radość ostatnio odczuwałem w lekkiej niedoli jak wracałem z moim bardzo dobrym kolegą, pijani mocno, od 2 do 7 rano drałowaliśmy z 10 kilometrów do domu, nogi obolałe, kolega wnerwiony na sytuację ktora zmusiła nas do wędrówki, a ja się śmiałem jak głupek i pchałem nas do przodu z humorem. Po przygodzie mi przeszło, ale przynajmniej miło wspominam. Chyba cokolwiek bym robił to nie potrafię cieszyć się na dłużej, mimo starań, także nie jest tak że w ogóle nie umiem, zawsze coś.

Co do pieniędzy, jedyne drobnostki sprawiajace przyjemność jakie sobie kupię to czasem jakaś tania słodkość, nie wydaję na siebie dużo bo nie czuję potrzeby. Z grami się pohamowałem z wiadomych powodów, choć wcale wbrew pozorom tam dużo też nie zeszło. Większość wydaję na potrzeby życiowe jak siedzę w akademiku a resztę odkładam na przyszłość, jakakolwiek by była bądź nie była. Co fakt mieć więcej nigdy nie zaszkodzi, o tyle że nie odczuwam bardzo mocnego i szybkiego na nie zapotrzebowania. Pewnie brzmi to jak nie wiadomo jaki dobrobyt ale zapewniam że to normalna sprawa.

Jakbym widział jakiś swój cel to wszystko byłoby prostsze. 

Edited by Lemi

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Przejmuję się słowami innych ludzi, czasem na tyle mocno że gdy je słyszę to mam ochotę się pochlastać.

Ale obiecałam że więcej sobie tego nie zrobię, po tym jak pocięłam się przez takie coś w maju 2016 roku.

I bardzo tego żałuję. 

2. Jestem na dobrej drodze żeby przestać być 90-kilogramową leniwą świnią, ale mam bardzo dużo wody w organiźmie i problem z jej spadkiem. Pomimo tego schudłam już 10 kilo.

3. W następnym roku matura, a ja poryczałam się na polskim gdy nauczycielka przeprowadzała coś w rodzaju próbnej matury ustnej.

4. Znacznie pogorszyła się moja znajomość języka angielskiego, a z tym właśnie wiązałam swoją przyszłość.

5. Stwierdziłam że gdy będę dokładnie już wiedziała że nic mi w życiu nie wyjdzie to popełnię samobójstwo. 

 

 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Losse napisał:

5. Stwierdziłam że gdy będę dokładnie już wiedziała że nic mi w życiu nie wyjdzie to popełnię samobójstwo.

Co rozumiesz przez "nic nie wychodzenie w życiu"?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Problem powinien rozwiązać się z wiekiem.  Przynajmniej z moich obserwacji tak wynika. Warto sobie uświadomić, że różni ludzie wymagają od ciebie zupełnie innych rzeczy, więc ch*j im w pupę. Nigdy nic nie będzie w  choćby w połowie dobrze. Ale jak pisałem, uświadomisz sobie to za jakiś czas. 

2. Gratuluje.

3. Też się stresowałem ustnym z polaka. Magia znikła jak laniem wody dostałem 90%, a ostatni cios zadało jej to, że żadna uczelnia, do której chciałem iść nie brała jego pod uwagę... Wielki szum się z tego robi. Mówić co się myśli i tyle. 

4. Tu trzeba tylko czasu...

5.  Jak będzie naprawdę źle, to powiedz sobie pewnego dnia. ,,Popełniam samobójstwo''  Później, żyj  najlepiej jak możesz (w końcu i tak już nie żyjesz, nie?) , by zobaczyć co byś straciła.  Tak choćby z ciekawości. 

Edited by WilczeK

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli mógłbym coś doradzić w tej kwestii:

Zamiast żyć dla innych, żyj dla siebie. Bądź trochę samolubna i egoistyczna, nie zastanawiaj się co kto o Tobie pomyśli, niech to Cię nie obchodzi.

Nie warto przejmować się i kumulować stres w sobie z jakiegokolwiek powodu. Pamiętaj, robiąc coś na luzie możesz tylko zyskać; na pewno Twoje wysiłki i praca wtedy będą znacznie efektywniejsze, a w ostatecznym rozrachunku i tak nic nie tracisz; podczas gdy przejmując się zaczynasz tracić już na starcie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ej, w ogóle to się żalę, że ten temat ma w swojej nazwie tę cholerną kropkę nienawiści. Ktoś chce się wyżalić, widzi coś takiego i potem mu jeszcze gorzej. Jeśli tak miało być, to w takim razie żalę się, że nazwa tematu kłamliwie oferuje miejsce do wylania swych żalów i wnoszę o zamienienie jej na bardziej adekwatne "Zabij się.". :rd10:

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idź z kimś na pizze, powiedz żeby kupił a Ty później oddasz. Później nieoddawaj (sprawdzone przez mojego kumpla....na mnie...)

Edited by Michalski9
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Michalski9 Myślę, że bez komornika się nie obejdzie. Przyjaźń, przyjaźnią. No ale dwie dychy piechotą nie chodzą.

Edited by WilczeK
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety wczoraj nad ranem odszedł mój ukochany kot Fido. Cierpiał na nowotwór tarczycy i objawy zaczęły być widoczne jakiś tydzień temu. Ostatnie dwa dni były dla niego agonią i aż serce się krajało, gdy słuchało się jego miauczenia. Nieopisanie smutne było dla mnie znalezienie jego ciała w miejscu, gdzie jeszcze kilka godzin temu się męczył. Uczestniczyłem też w jego pochówku. Już od naprawdę dawna nie było mi tak smutno i dosłownie chciało mi się ryczeć jak bóbr. Żyliśmy razem przez 8 lat, więc jego obecność, była dla mnie czymś oczywistym. Wiele wspaniałych wydarzeń z ostatnich lat w moim życiu wiąże się z tym wspaniałym zwierzęciem. Wystarczy, że był. Nawet ten serial zacząłem oglądać, gdy był w kwiecie wieku.

A teraz go nie ma! Płakałem! Już dawno tego nie robiłem. Żadna inna śmierć mnie tak nie ruszyła. Teraz to już nie będzie to samo. Pewnie przywyknę kiedyś do tego stanu rzeczy, ale teraz jest to dla mnie nad wyraz bolesne. Będzie mi go bardzo brakowało. A był to kochany zwierzak, świetnie się z nim dogadywałem. Żyliśmy w doskonałej symbiozie. Naprawdę duża część mojego świata się zawaliła :(

 

Na szczęście mam też inne pasje, dzięki którym będę mógł żyć dalej, więc też nie ma aż takiej tragedii. Tylko po prostu boli to i to bardzo.

Edited by SebastianRichCountryOwner
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trzeba coś tutaj ożywić i nawet mam czym.  

Listopad jest dość nostalgicznym miesiącem, a akurat wspomnienia z najbliższej przeszłości nie są zbyt pozytywne, bo byłem wtedy chamem, który próbował się dowartościować robiąc krzywdę drugiej osobie. Potem osoby, które tak bardzo poniżałem, poniżały mnie, a końcem tego wszystkiego było przemyślenie "co ja odwaliłem". Postanowiłem to zamknąć za sobą. Relacje z klasą odnowiłem, tak że znowu w zasadzie  wszyscy mnie lubią, a klasa jest dość zgrana, lubimy się. Zamknąłem to wszystko i na czerwiec + okres wakacji zamknąłem wszystko za mną, wróciłem do szaleństwa, byłem pełen energii i w zasadzie wtedy na dobrą sprawę zaczęto mnie lubić. We wrześniu zawarłem kontakty z nowo utworzoną klasą, z których jestem zadowolony. Utrzymywało się to aż do dziś, kiedy uświadomiłem sobie kim w zasadzie byłem. Niby to przeszłość, nie da się tego zmienić, ale gdy widzę osobę, która teraz jest dla mnie miła, a kiedyś ją skrzywdziłem to robi mi się ciężko i nagle staje się bezsilny. Często bywa, że w nocy, gdy się budzę to o tym myślę i przypominam sobie. Najczęściej wtedy zawijam się w kulkę przy pomocy kołdry, ale to jakoś nie pomaga :v. Czym przyćmić te niezbyt przyjemne wspomnienia? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...