Jump to content

Wyżal się.


Mellie

Recommended Posts

@Mew 
Trzecie: Idź ją pocieszyć, będziesz miał z kim pogadać i będziecie mogli pocieszać się nawzajem.
A z mojej strony jako że to internet możesz dostać jedynie huga i życzenia powodzenia, bo jesteś ogarnięty gość i współczuję sytuacji w domu.
:hug:  

Zdejmij tego klauna z awka i sygny :despair:

I dzięki Kruczku :discohug:

Link to comment
Share on other sites

@Mew 

Prawdę mówiąc miałem podobną sytuacje w domu, też wieczne awantury, alkohol i bicie się z ojcem gdy próbował kogoś skrzywdzić. Mogę ci powiedzieć co ja robiłem w tej sytuacji. Oczywiście nigdy nie przestanie być ciężko. Ja w takich sytuacjach robiłem kilka rzeczy. Po pierwsze starałem się chować emocje na bok. Jeżeli będziesz płakał przy siostrze nikt z was nie poczuje się lepiej. Bądź twardy i pokaż jej, że może na tobie polegać. Niech chociaż jeden z was poczuje się lepiej. Po drugie starałem się znaleźć ukojenie w muzyce. Niby takie banał, ale jednak pomaga przejść przez życie. A po trzecie możesz czekać, aż będziesz pełnoletni i wyprowadzić się z domu. Ale lepiej postawić się i szukać pomocy wśród rodziny, albo kogoś bo sam nic nie zdziałasz.

Hmm jakby się nad tym zastanowić to znalezienie sobie choćby jednego przyjaciela któremu można się zwierzyć też bardzo pomaga, nieważne czy będzie to internetowy znajomy czy w realu.

No, ale w moim przypadku tylko 1 rodzic był alkoholikiem więc mogło być mi nieco łatwiej. 

W każdym razie życzę ci powodzenia

Edited by BlackHawk
Link to comment
Share on other sites

@Mew 

Prawdę mówiąc miałem podobną sytuacje w domu, też wieczne awantury, alkohol i bicie się z ojcem gdy próbował kogoś skrzywdzić. Mogę ci powiedzieć co ja robiłem w tej sytuacji. Oczywiście nigdy nie przestanie być ciężko. Ja w takich sytuacjach robiłem kilka rzeczy. Po pierwsze starałem się chować emocje na bok. Jeżeli będziesz płakał przy siostrze nikt z was nie poczuje się lepiej. Bądź twardy i pokaż jej, że może na tobie polegać. Niech chociaż jeden z was poczuje się lepiej. Po drugie starałem się znaleźć ukojenie w muzyce. Niby takie banał, ale jednak pomaga przejść przez życie. A po trzecie możesz czekać, aż będziesz pełnoletni i wyprowadzić się z domu. Ale lepiej postawić się i szukać pomocy wśród rodziny, albo kogoś bo sam nic nie zdziałasz.

Hmm jakby się nad tym zastanowić to znalezienie sobie choćby jednego przyjaciela któremu można się zwierzyć też bardzo pomaga, nieważne czy będzie to internetowy znajomy czy w realu.

No, ale w moim przypadku tylko 1 rodzic był alkoholikiem więc mogło być mi nieco łatwiej. 

W każdym razie życzę ci powodzenia

Nie płaczę, nigdy. Albo inaczej- płaczę w momentach kiedy się tego najmniej spodziewam. Ostatnio miałem tak w lipcu- po prostu coś pękło, polały się łzy i tyle.

Rodzina mówi, że MY musimy coś z tym zrobić. Do jasnej cholery, bo wcale nie próbuję. Problem jest taki, że o ile ojciec jest skierowany na terapię przez kuratora tak mama, z którą jestem bardziej związany emocjonalnie, po prostu nie daje sposobie przemówić do rozsądku. Zaczynam po prostu nienawidzić swoich rodziców.

Wyprowadzić się nie wyprowadzę ze względu na siostrę, po prostu jej tutaj nie zostawię. Nie mniej kiedy już wyjadę na studia to nie zamierzam wracać do domu.

Link to comment
Share on other sites

@MewTwo

Też sądzę że powinieneś być chociaż dla swojej siostry twardy. Jest ciężko i chociaż tyle poczujesz się lepiej jak jej poprawisz sytuację.

Jeśi chodzi o Ciebie konkretnie to jak mówisz że masz dobre kontakty z nauczycielami to może warto byłoby spróbować pogadać poważnie z jednym z nich? Czy to pedagog czy inny zaufany nauczyciel. Wiem że nie jest to super perspektywa ale w końcu są zobowiązani pomagać uczniom. Tym bardziej s takiej sytuacji. Może w tym wieku będzie ciężej o takie wsparcie z ich strony ale spróbować warto jak jeszcze tego nie zrobiłeś.

Wesprzeć my zawsze wesprzemy ale warto chociaż z kimś z tych dorosłych zaufanych w szkole pogadać w realnym świecie bo niestety wiele tutaj nie uczynimy.

W chwilach bólu i smutku też najbardziej pomaga mi muzyka albo wyrzucenie swoich uczuć poprzez pisanie. Może masz takie hobby jak rysowanie śpiew czy cokolwiek co pozwoli Ci to wszystko z siebie wyrzucić.

Jeśli masz jakieś rozterki wewnętrzne to wrota do wiadomości prywatnych do mnie zawsze otwarte jakbyś czuł potrzebę wygadania się co Cię męczy.

Wiele nie pomogłem swoimi słowami ale mam nadzieję że chociaż trochę Ci lepiej jak się wygadasz tu przy nas.

Trzymaj się życzę całym sercem :yay:

Link to comment
Share on other sites

@MewTwo

Też sądzę że powinieneś być chociaż dla swojej siostry twardy. Jest ciężko i chociaż tyle poczujesz się lepiej jak jej poprawisz sytuację.

Jeśi chodzi o Ciebie konkretnie to jak mówisz że masz dobre kontakty z nauczycielami to może warto byłoby spróbować pogadać poważnie z jednym z nich? Czy to pedagog czy inny zaufany nauczyciel. Wiem że nie jest to super perspektywa ale w końcu są zobowiązani pomagać uczniom. Tym bardziej s takiej sytuacji. Może w tym wieku będzie ciężej o takie wsparcie z ich strony ale spróbować warto jak jeszcze tego nie zrobiłeś.

Wesprzeć my zawsze wesprzemy ale warto chociaż z kimś z tych dorosłych zaufanych w szkole pogadać w realnym świecie bo niestety wiele tutaj nie uczynimy.

W chwilach bólu i smutku też najbardziej pomaga mi muzyka albo wyrzucenie swoich uczuć poprzez pisanie. Może masz takie hobby jak rysowanie śpiew czy cokolwiek co pozwoli Ci to wszystko z siebie wyrzucić.

Jeśli masz jakieś rozterki wewnętrzne to wrota do wiadomości prywatnych do mnie zawsze otwarte jakbyś czuł potrzebę wygadania się co Cię męczy.

Wiele nie pomogłem swoimi słowami ale mam nadzieję że chociaż trochę Ci lepiej jak się wygadasz tu przy nas.

Trzymaj się życzę całym sercem :yay:

Do nauczycieli (przynajmniej do czerwca) się nie zwrócę. Może potem.

Link to comment
Share on other sites

Do nauczycieli (przynajmniej do czerwca) się nie zwrócę. Może potem.

Obawiasz się reakcji z ich strony? No rozumiem decyzję. Tylko pamiętaj o tym że jest pedagog w szkole (powinien przynajmniej być :spike:) i jest właśnie od takich spraw.

Można jeszcze poszukać jakichś ośrodków pomocy do spraw rodzinnych czy innych tego typu rzeczy. Jak trzeba to znajdzie się ktoś gotowy pomóc pogadać i doradzić. Jeśli czujesz że Ci tego trzeba to poszperaj po internetach gdzie taką pomoc znaleźć i spróbuj bo zaszkodzić to raczej nie zaszkodzi.

Link to comment
Share on other sites

Temat "Wyżal się" i ani jednego posta od forumowej jęczydupy? Hohoho, czas to zmienić. Podziękujcie Decadedowi, to on mnie tu nakierował swoim postem w Pręgierzu.

Więc tak. Jestem małą, rozwydrzoną pizdą, która nie ma absolutnie prawa cierpieć, a jednak robi z siebie przysłowiową męczennicę i obnosi się ze swoimi "problemami" i szeroko pojętym bólem wszystkiego, usiłując w ten sposób wyżebrać od ludzi trochę współczucia. I atencji, nie zapominajmy o atencji. Atencja ponad wszystko.

Nie mam prawa narzekać. Stać mnie na studia 250 km od domu, w tym na wynajęcie stancji. Moja rodzina jest w porządku - nikt nie pije, nie ma przemocy ani znęcania się, rodzice starają się wspierać mnie i mojego brata. Ojciec ma stabilną, dobrze płatną pracę. Żyjemy na dość wysokim (jak na polskie standardy) poziomie. Nie jestem przewlekle chora, liceum skończyłam ze średnią 5,09, maturę zdałam na tyle dobrze, żeby dostać się na weterynarię w Poznaniu. Ludzie uparcie twierdzą, że mam talent do rysunku i pisania. Niedawno minął rok, odkąd jestem w związku, a mój (nieco starszy) chłopak nie może ode mnie oczu oderwać.

I wiecie co?

Od końca szkoły podstawowej spadam w wielką, zimną otchłań. Z roku na rok tracę siły, chęci, nadzieję. Patrzę w przyszłość i nie widzę tam nic - żadnych celów, żadnych perspektyw. Wybrałam kierunek, który jako tako wpisuje się w moje zainteresowania - ale niekoniecznie jest tym, co chcę robić w życiu. Czuję się niepotrzebna, bezwartościowa.

W tej chwili usiłuję nie zapłakać klawiatury laptopa. Takie ze mnie emocjonalne chuchro, że z byle powodu - a czasami wręcz i bez powodu - płaczę jak bóbr. Często i obficie, zwłaszcza w nocy.

Są dni, kiedy funkcjonuję w miarę normalnie - uśmiecham się, pomagam w domu, szukam sposobów na to, żeby być przydatną, snuję jakieś plany, rozwijam pasje. A potem przychodzi dół.  I kiedy mówię: dół, mam na myśli chwilę, gdy wszystkie pozytywne emocje, całe to szczęście, cała radość... po prostu gasną. Znikają bez śladu. Zostaję wtedy całkiem sama ze wszystkimi moimi lękami, z narastającą od lat frustracją, gniewem, poczuciem beznadziei, z zimną, paraliżującą rozpaczą. Nic wtedy nie pomaga, ani czekolada, ani małe ilości alkoholu, ani ziołowe tabletki czy krople na uspokojenie. Mogę tylko czekać, aż ten stan minie (co trwa z reguły dwie, trzy godziny, czasem dłużej), albo spróbować zasnąć - co nie zawsze działa, bo równie dobrze mogę przeleżeć całą noc bez snu, z głową na mokrej od łez poduszce.

Są dni, kiedy jestem przybita od samego początku - apatyczna, przygnębiona, niesamowicie drażliwa. I tu nic nie pomaga. Muszę taki stan przeczekać, licząc na to, że wieczorem mój nastrój się poprawi. Czasami się poprawia - i to uczucie... Ciężko to opisać. Słowo "euforia" jest tu zbyt... przesadne, przekazuje zbyt duży ładunek emocji. Na pewno nie jest to epizod maniakalny - to zwyczajny napływ szczęścia po całym dniu rozpaczy.

Myśli samobójcze. Częste, o różnym nasileniu - od zwykłego uczucia wewnętrznej pustki i bezużyteczności, bezcelowości istnienia, po nieprzyjemnie konkretne plany. Czasami powstrzymuje mnie poczucie obowiązku i więź z bliskimi mi ludźmi. Czasami wszystko to blednie i staje się nieistotne, pojawia się coś, co nazywam wrażeniem ciężaru - sprawiam tak dużo kłopotów, że moje odejście będzie na dłuższą metę lepszym wyborem. Wtedy jedyną rzeczą trzymającą mnie przy życiu jest ten prymitywny, podświadomy lęk przed bólem. Ostatnia bariera, która chroni mnie przed dnem.

Przecież od dna można się odbić, prawda?

Ilekroć słyszę taką uwagę, świerzbią mnie pięści. Nie jestem agresywna i wyrządzenie komuś (choćby niewielkiej) fizycznej krzywdy będę zapewne rozpamiętywać przez ileś tygodni, ale kiedy ktoś stwierdza, że "od dna można się odbić" albo "weź się w garść i tyle"... tudzież "przesadzasz" czy "inni mają dużo większe problemy i nie narzekają"... W takich chwilach narasta we mnie przemożna chęć, żeby strzelić delikwenta w twarz, aż się zatoczy i wykrzyczeć mu w twarz cały swój ból, strach, gniew, żal. Powiedzieć mu, jak to jest: obumierać od środka, każdego dnia podnosić się tylko po to, żeby upaść, cierpieć nie fizycznie, bólem, który można opisać i wskazać, a psychicznie, całym swoim jestestwem, świadomością, podświadomością i wszystkim pomiędzy. Spróbować wyrazić słowami: jakie to uczucie, patrzeć w zimną, czarną pustkę, zastanawiając się, jak długo będę jeszcze spadać, zanim sięgnę dna? Ile czeka na mnie cierpienia, zanim w końcu pęknę, zanim sięgnę po żyletkę, przedawkuję leki, skoczę z mostu?

Właśnie schodzi druga paczka chusteczek.

Cudze problemy? Wiem o nich dobrze. Zaznaczyłam przecież na wstępie, że nie mam prawa cierpieć... nie w sytuacji, gdy mieszkam kilka kilometrów od gminy z najwyższym w kraju odsetkiem ludzi pobierających zasiłki, gdy kończyłam liceum w mieście, w którym jeszcze pięć lat temu stopa bezrobocia wynosiła 30%, gdy znałam i wspierałam emocjonalnie ludzi z rodzin patologicznych, rozbitych, ubogich, ludzi chorych, porzuconych, samotnych. W tej chwili zastanawiam się, czy jestem dobrą dziewczyną dla Wilka. Czy wspieram dostatecznie mojego rozbitego psychicznie faceta.

Zgadnijcie, kuźwa, do jakich dochodzę wniosków.

Czasami słyszę, że powinnam się poruszać - wyjść na dwór, pobiegać, posiedzieć na słońcu... Albo zrobić sobie badania na tarczycę. Lub zmienić dietę na zdrową. Nie mam już siły tłumaczyć, że ruch (tak jak i rozwijanie szeroko pojętych pasji) generuje u mnie raczej frustrację, niż radość. Ani że nie mam siły się ruszać - nie w sensie fizycznym, bo chociaż moja kondycja jest tragiczna (zdarzało mi się dostawać mroczków przed oczami po dwóch godzinach WFu), to mogę popedałować na rowerze, nosić wiadra z wodą czy ciągać obcięte gałęzie. Nie mam siły w sensie psychicznym - nie mam motywacji, nie czerpię z tego przyjemności, nie widzę w tym sensu. I nie, "branie się w garść" tu nie pomoże. Gdy dopadnie mnie apatia, to choćbym nie wiem jak chciała coś zrobić - nie ruszę się nawet o centymetr. I gwoli ścisłości - nie stołuję się w fast-foodach co drugi dzień, nie zapycham się tłuszczem, jem owoce i warzywa, jedyne, co mogę zmienić to sypać mniej cukru do herbaty i nie żreć tyle czekolady. I tak mam grubą dupę.

Trzeciej paczki chusteczek nie mam. Na szczęście koszulka jest bawełniana, chłonna (i trochę już wilgotna na dekolcie).

Czy rozmawiałam o tym wszystkim z innymi? W trzeciej gimnazjum chodziłam przez pół roku do psychologa ("stany depresyjne"), nie pomogło. W szkole trzymałam się na uboczu i unikałam kontaktów - z interakcjami społecznymi radzę sobie źle, dopada mnie okrutny stres i najczęściej wychodzę na osobę raczej... mało interesującą. Zresztą po sześciu latach nękania w podstawówce i gimnazjum nauczyłam się cynizmu i niechęci do ludzi. Rodzinie wolę nie mówić - starczy, że jedno dziecko zrezygnowało ze studiów i chodzi na terapię zajęciową. Parę razy rozmawiałam z Siperem (i za każdą z tych rozmów serdecznie mu dziękuję).

Jeśli chodzi o Wilczka... nasz związek można podsumować tak: " - Wilczeek, jestem do niczego. - Nie, kochanie, nie jesteś. Ja jestem. - Nieprawda, nie jesteś, ja jestem. - Chcesz pogadać o głupotach? - To było pytanie retoryczne, prawda?". Jedno i drugie jest zdrowo przybite, jedno i drugie zachęca się nawzajem do wizyty u psychologa. Jedziemy na tym samym wózku i walczymy ze sobą o emocjonalny bagaż tego drugiego.

 

tl;dr - Milfin jak zwykle jęczy, marudzi i pierdzieli od rzeczy. Carry on, soldier.

  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

To była długa, smutna ale przede wszystkim szczera i prawdziwa historia prawdziwego człowieka...

Nie umiem cię pocieszyć, nie jestem w tym zbyt dobry. Doradzić?

Mógłbym standardowo ale wszystko to już słyszałaś.

Rozumiem co czujesz, choć jestem zupełnie inny (a może i nie? ) od ciebie. Życie teoretycznie nie ma najmniejszego sensu, ale czy to powód aby się zabić?

Lepiej wierzyć, że wszystko: radość, smutek, łzy, rozpacz, do czegoś prowadzi, ma to jakikolwiek sens.

Ja znajduję siłę w wierze w siebie, swoją wewnętrzną siłę aby kiedy przyjdzie czas, pokazać jaja (nie ma tu być żadnego podtekstu )

Choćby nie innym, to sobie udowodnić że nie ma dla cb barier.

Ode mnie to tyle... Pozdrawiam, i

Rozchmurz się, pokaż na co cię stać

Link to comment
Share on other sites

Szkoda że chusteczki już Ci się skończyły bo teraz mi ich trzeba.
:cadancehug2: Internetowe hugi zawsze pomagają prawda? Prawda? :'(
Ja zawsze ukojenie znajduję w sztuce. Czy to słuchanie piosenek które potrafią jakoś ukoić mój stan. A może pozwalają mi wyzwolić wszystkie emocje z siebie. Masz talent artystyczny to z pewnością ukazanie swoich uczuć i wylanie ich na papier czy na inny rodzaj sztuki jest zawsze dobrym pomysłem.
Jak jest mi źle to piszę. Piszę teksty, piosenki które jakoś odzwierciedlają mój stan duszy i zawsze dobrze mieć jakiś sposób wyrzucenia złych emocji z siebie.

Samobójstwo to zawsze jakaś opcja. Ale życie jest zawsze tą lepszą opcją. ZAWSZE jest szansa na poprawę stanu rzeczy a samobójstwo Ci to wszystko odbiera. Pewnie słyszałaś to miljon i więcej razy ale nawet jak jest źle i gorzej być nie może to trzeba żyć nadzieją choćby małą że kiedyś lepsze czasy nadejdą.

Wybacz ale tak mnie po prostu poruszyło wszystko co powiedziałaś że ciężko mi cokolwiek od siebie dorzucić.
Jakbym mógł czasem oddać kawałek swojego szczęścia takim osobom jak Ty to nie wahałbym się ani chwili.
Trzymaj się mocno życzę Ci z całego serca.

There is always a way out. https://www.youtube.com/watch?v=jQd9nI69ND8

:rainhug:

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Gdy tylko ułoży mi się plan (zajęcia, dojazdy etc.), planuję znaleźć dobry gabinet i pójść choćby prywatnie. Ledwie dawałam radę przed maturą, więc na studiach - sama, w obcym mieście, z dala od domu... tym bardziej nie pociągnę.

Dzięki za wsparcie.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Gdy tylko ułoży mi się plan (zajęcia, dojazdy etc.), planuję znaleźć dobry gabinet i pójść choćby prywatnie. Ledwie dawałam radę przed maturą, więc na studiach - sama, w obcym mieście, z dala od domu... tym bardziej nie pociągnę.

Dzięki za wsparcie.

Jest taki ktoś kto za darmo leczy.

 

Link to comment
Share on other sites

@Ylth Pomyśl o tym, co lubisz robić w życiu. Pomyśl co daje Ci najwięcej szczęścia i nie zastanawiaj się czy to ma sens czy go nie ma. Jeżeli jest coś co sprawia byś była szczęśliwa i jest to możliwe to rób to. Ale też oczywiście zachęcam byś poszła z tym do specjalisty, bo może pomóc o wiele bardziej.

Link to comment
Share on other sites

Powiem szczerze, że dość mocno przedstawiłaś swoje uczucia i życie. Myślałaś kiedyś o innych? Innych znaczy się, tych którym kiedyś pomogłaś. Nie zastanawiałaś się kiedyś, jak wiele szczęścia im sprawiłaś i ile mają z tego radości? Czasem... wystarczy na chwilę przystanąć i prześledzić te miłe i zabawne momenty w życiu i powiedzieć sobie: "Tak. Zrobiłam dobrze. To nie był zmarnowany czas. Uszczęśliwiłam kogoś". Czy poczułaś w sobie, że uradowałaś osobę i ty sama też czujesz się spełniona? Po tym co przedstawiłaś, uznałbym, że nie czujesz się spełniona oraz doceniona.

I wiesz? Ja cię doceniam. Jesteś wspaniała. Udało ci się wyznać tak trudną dla ciebie sytuację. Nie każdy by tak umiał się rozpisać. Widać, że całe twoje przemyślenia były od serca i towarzyszyły przy tym jeszcze szczere emocje. Łatwe na pewno to nie było, 

Potrzebujesz ludzi, którzy by ci powiedzieli to samo co ja powyżej. Każdy ma swoją wartość. Każdy też upada, ale także się podnosi, bo ktoś zawsze pomoże i doradzi. Każdy się uczy, ale ma inne, odmienne zainteresowania. Każdy może być kimś niezwykłym. Zawsze znajdzie się osoba, która ci powie, że nie jesteś nieudacznikiem. Ponieważ każdy szuka tych, którzy rozumieją siebie nawzajem. A takie osoby będą ci zawsze wdzięczne i będą dziękować, że cię kiedykolwiek spotkały. 

Mówiłaś, że dokuczano tobie w podstawówce i w gimnazjum? Znam ten ból. Rany da się zagoić, ale pozostają po nich blizny. Okrutna prawda, Jednak czy chcesz te blizny pokazać? Po twoim monologu ja bym się nie zgodził, że jesteś osobą mało interesująco. Raz jeszcze pokazałaś swoją wartość - Odwagę, że chciałaś powiedzieć to nam, na forum. Większość ludzi z podobnymi problemami by się nie odważyli na to. I nie, nie interesuję się tobą, gdyż teraz lamentujesz.

Ja też doznałem dość poważnych problemów w postaci utraty przyjaciół. I przeżycia po tym były równie nie miłe. Mnie czasem dopada ból w postaci: Dlaczego żyjemy? Jak to możliwe, że istniejemy? Że istnieje wszechświat? Że kiedyś umrę? Dopada mnie wtedy taki dół egzystencjalny, że się bardzo boję. Jak sobie z tym radzę? Nie myślę. A jak myślę to się pocieszam faktem, że moje życie nie idzie na marne. Mam pełno ludzi, których mogę rozweselić na różne sposoby, pomagając im lub doradzając w ich problemach. I znowu, mówię sobie, że nie poszło to wszystko na marne i mam banana na twarzy. Nic nie jest lepszego, jak uszczęśliwić kogoś i zobaczyć jego uśmiech. Bezcenne.  

Samobójstwo? Forum oraz bliscy byliby przepełnieni smutkiem. Ja bym się rozpłakał, gdyż po twojej wypowiedzi dobrze cię zapamiętam. Chciałabyś, aby inni poczuli ból oraz negatywne emocje? Może nie wiesz, ale są tacy, którzy ci powiedzą: Zależy mi na tobie! - twój chłopak, forumowicze, rodzice, brat, rodzina.....

Ty potrafisz się podnieść. Mimo, że ta pustka nie ma dna, to nie czekaj, aż upadniesz. Nie wiesz co się tam znajduje, ale wiesz co się z tobą dzieje w tej przestrzeni. Wystarczy, że znasz problem oraz posłuchasz swego serca oraz dobrych ludzi. Walczysz tylko z samą sobą, a wszyscy chcą, abyś pokazała swoje dobre oblicze. Dziewczynę, która mimo wszystko brnie naprzód z kimś, kto też cię rozumie. I razem walczycie z przeciwnościami. To jest to "dobre oblicze", czyli te które pokazuje, że nie jesteś bezradna, czy słaba. Pomyśl o wszystkich dobrych momentach związku, życia, bo one udowadniają, że nie jesteś złą czy mało istotną osobą. Czy warto rozpamiętywać te złe momenty? One tylko pogłębiają złe emocje.

Gdybym cię spotkał to dałbym ci huga :derpyhug:, muffine :muffin:oraz naszkicował portret, aby uradować tak wytrwałą osobę. Aż mi zamydliły się oczy jak czytałem i teraz pisałem. Podziw oraz pamiętaj, że jesteś wyjątkowa dla wielu ludzi. 

 

 

 

 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Cóż, nie potrafię niestety pocieszać ludzi, nie zamierzam prawić powtarzanych wszędzie w kółko rad morałów, ale chcę powiedzieć jedno - twój post zrobił na mnie wrażenie. Naprawdę. To, w jaki sposób pokazałaś swoje myśli i odczucia. Naprawdę jestem cię w stanie zrozumieć. Depresyjne myśli często prześladowały mnie przez wiele ostatnich miesięcy, gdy traciłem wszelką motywację, gdy dręczyły mnie wątpliwości, co robię ze swoim życiem, a właściwie nie robię z nim nic, samotność, myśli, jak bardzo nie jestem w stanie się zebrać w sobie, aby zrobić coś w kierunku poprawy.  O ile lepsze wybory mógłbym podjąć w przeszłości. Jak bardzo miałem nadzieję, że wreszcie moje życie się zmieni, ale wielkie oczekiwane zmian nie nadchodzą... albo to po prostu ja nie jestem w stanie ich dostrzec, chwycić tych okazji, które życie mi daje. Wymyślam i marzę, nawet nie zauważając tych szans i potencjału, które realnie pojawiają się przede mną. Mam wrażenie, że nie potrafię korzystać z życia.

Naprawdę żałuję, że nie jestem w stanie tak samo przelać w słowa swoich myśli i emocji, choćby po to, żeby wyżalić się przed anonimowymi ludźmi gdzieś w internecie. Że nie potrafię być całkowicie szczery nawet ze swoimi rodzicami, chociaż wiem, że byliby gotowi udzielić mi każdego możliwego wsparcia. Że wszystko trzymam w sobie i bezsensownie katuję się wciąż tymi samymi myślami, których po prostu nie potrafię z siebie wydobyć i ubrać w słowa. Po prostu nie potrafię mówić o swoich emocjach. Ty potrafisz. I chociaż kompletnie cię nie znam, to za tę jedną rzecz jestem w stanie cię docenić.

Ale w sumie... przecież właśnie udało mi się jednak choć nieco otworzyć i wyrazić choć tę powierzchowną część tego, co mnie dręczy. Zawsze coś. W pewnym sensie to przy okazji dzięki tobie i twojemu postowi. Myślę, że chyba mogę być za to w jakiś sposób wdzięczny.

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

 Też kiedyś (ponad rok temu) miałem skłonności do wpadania w stany mocno depresyjno-lękowe. Jakimś cudem udało mi się zdobyć odruch przekuwania ich w stany melancholijno-reflesyjne, podczas których bardzo lubiłem sobie zadawać pytania typu "czemu ludzie są takimi kompletnymi idiotami", "dlaczego egzystencja jest taka żałosna" lub "Po jakie licho żyć". Ogółem po pewnym czasie udało mi się w satysfakcjonujący sposób odpowiedzieć na te i podobne pytania, które kotłowały mi się wtedy w głowie.

Oczywiście możliwym jest, ze Twoje stany depresyjne mają inny charakter niż moje, co mocno zmniejsza szansę, że mój post okazał się przydatny. Mimo wszystko polecam próbować przekształcać depresję/apatię w stany podobne lecz o znacznie mniej destrukcyjnym (lub wręcz konstruktywnym) charakterze, takie jak wspomniana wyżej melancholia, nostalgia bądź też wzruszenie. Dobrym sposobem jest kontemplacja muzyki lub innych rodzajów sztuki.

Wybacz za zimny to wypowiedzi, inaczej nie potrafię.... :(

Byłaś u psychiatry? Wygląda to po prostu na depresje. Naprawdę proponowałbym iść do specjalisty, albo mogę polecić ci lekarza który zawsze pomaga. Odkąd poszedłem do niego mam nadmiary radości.

Zawsze mi się wydawało, że depresja charakteryzuje się stałym obniżeniem samopoczucia, nie takimi nagłymi jak tutaj Ylthin podaje, nawet parogodzinnymi. Mi to bardziej wygląda na problem hormonalny, chociaż uczciwie przyznam, że na biologi znam się słabo.
Chociaż nawet jak to nie jest depresja, do psychiatry iść warto.

Link to comment
Share on other sites

Zawsze mi się wydawało, że depresja charakteryzuje się stałym obniżeniem samopoczucia, nie takimi nagłymi jak tutaj Ylthin podaje, nawet parogodzinnymi. Mi to bardziej wygląda na problem hormonalny, chociaż uczciwie przyznam, że na biologi znam się słabo.
Chociaż nawet jak to nie jest depresja, do psychiatry iść warto.

Tak naprawdę może to być wiele rzeczy. Na zaburzenie hormonalne jednak mi to nie wygląda. Po prostu odmian depresji jest tak wiele iż raczej będzie się w to wpisywać. Chyba że....

Ylthin Maruda jaki jest twój stosunek do ludzi? Obojętny, przyjazny, a może nienawidzisz ich? Masz problemy z zaśnięciem, bo czujesz, że ktoś lub coś obcego jest w domu?

Ja nie wiem co się z tym tekstem dzieje. Czemu to jest pogrubione?

Edited by White Hood
Link to comment
Share on other sites

Właśnie po raz kolejny uświadomiłem sobie dzisiaj, że prawdopodobnie gdybym umarł w domu, przy czym w tym czasie byłby ktoś z rodziny w domu, to i tak by się zorientowali najwcześniej po paru godzinach, albo na drugi dzień. 

I to serio. Zdychałem sobie dziś w środku dnia, w kościele w końcu usiadłem, bo nie byłem w stanie ustać prosto (a wyciągnęłi mnie z domu, mimo że zdychałem, meh), to w końcu rodzicielka dała mi kluczyki od auta, żebym sobie poszedł i się położył. Przyszła z bratem po mszy - całkiem wywalone, że nadal zdycham, jeszcze do sklepu pojechali, bo czemu nie!
Trochę mi przeszło w dzień, ale pod wieczór znów zacząłem zdychać, bo i brzuch mnie bolał i niedobrze mi było i w ogóle - niefajnie. Zwinąłem się w kłębek w pokoju i właściwie, rodzicielka zdążyła przez ten czas pogadać z wszystkimi z rodziny przez telefon nie interesując się kompletnie, co tam ze mną. No już kij. Jadę na kilku przeciwbólowych więc jakoś chwilowo jest trochę lepiej.

Żeby to było tylko z dzisiaj to spoko, ale kiedyś miałem sytuację, że zawołali mnie do kuchni, to wstałem, wyszedłem z pokoju - no i sobie zemdlałem, upadając przy tym na płytki na korytarzu i to z niezłym łupnięciem. Ocknąłem się po parunastu minutach. Nikogo na dole nie zainteresowało że zejście po schodach zajmuje mi tak dużo czasu, przy tym dziwne łupnięcie na górze sprawiło że śmiali się jedynie, że strasznie głośno wychodzę z pokoju, khem.

W ogóle jak cokolwiek mi dolega to zawsze słyszę, że wydziwiam, wyolbrzymiam i tak dalej. To trochę smutne, bo ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że nawet jak za dzieciaka chorowałem przykładowo, to lubiłem wtedy być u babci, bo ona mi okłady często zmieniała i przynosiła coś do picia, przykrywała kocykiem dodatkowym jak było zimno i tak dalej, a w domu w sumie sam sobie zawsze musiałem takie rzeczy robić. 

Czasem mam wrażenie, że nawet obcy ludzie w internacie się mną bardziej przejmowali, serio. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

W ogóle jak cokolwiek mi dolega to zawsze słyszę, że wydziwiam, wyolbrzymiam i tak dalej. To trochę smutne, bo ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że nawet jak za dzieciaka chorowałem przykładowo, to lubiłem wtedy być u babci, bo ona mi okłady często zmieniała i przynosiła coś do picia, przykrywała kocykiem dodatkowym jak było zimno i tak dalej, a w domu w sumie sam sobie zawsze musiałem takie rzeczy robić. 

Czasem mam wrażenie, że nawet obcy ludzie w internacie się mną bardziej przejmowali, serio. 

Nie wymagaj od nich niczego, bo i po co? Co mogę napisać? Że zawsze mogło być gorzej? Bo mogło być, mogli mówić, że cię nienawidzą i próbować zabić, Mogę też powiedzieć, że mogło być lepiej, tylko po co. Masz sytuacje jaką masz. Ja proponowałbym uniezależnić się od nich.Ja wiem, że ci smutno, ale prawda taka, że nie masz prawa niczego od nich wymagać. Brak tobie czułości, której potrzebujesz. Zgaduje, że nie masz dziewczyny. Tak piszę o tym nieuniezależnianiu się, a nawet nie wiem ile masz lat.

A i taka rada ode mnie. Dziwna bo dziwna, ale... Nie stawiaj swojego życia na pierwszym miejscu.(Żeby mnie kto źle nie zrozumiał, nie chodzi o jego odbieranie, broń Panie)

Edited by White Hood
Link to comment
Share on other sites

Nie wymagaj od nich niczego, bo i po co? Co mogę napisać? Że zawsze mogło być gorzej? Bo mogło być, mogli mówić, że cię nienawidzą i próbować zabić, Mogę też powiedzieć, że mogło być lepiej, tylko po co. Masz sytuacje jaką masz. Ja proponowałbym uniezależnić się od nich.Ja wiem, że ci smutno, ale prawda taka, że nie masz prawa niczego od nich wymagać. Brak tobie czułości, której potrzebujesz. Zgaduje, że nie masz dziewczyny. Tak piszę o tym nieuniezależnianiu się, a nawet nie wiem ile masz lat.

A i taka rada ode mnie. Dziwna bo dziwna, ale... Nie stawiaj swojego życia na pierwszym miejscu.

Ja się na ten świat nie prosiłem. A skoro oni tak bardzo pragną tego, bym do domu przyjeżdżał, bym w domu siedział i w ogóle, jak chcę gdzieś jechać to marudzą, to nie rozumiem, czemu mam nie wymagać od nich tego, żeby nie traktowano mnie w tym domu jak piątego koła u wozu. Bo jakoś moim starszym bratem zawsze się interesowali. No tak, zapomniałem, że on jest chodzącym ideałem, a ja jestem tym gorszym dzieckiem, nawet jeśli czysto obiektywnie tak nie było, ale to już inna kwestia. 

Uniezależnienie się całkowicie jest trochę ciężkie w moim obecnym położeniu, więc taka rada na nic mi niepotrzebna. A dziewczyny nie mam i mieć nie zamierzam, ani nie chcę. A już na pewno nie na razie, nie w obecnej sytuacji. Zresztą, w ogóle, wątpię, czy chciałbym mieć dziewczynę akurat kiedykolwiek, ale to już inna sprawa. 

Zresztą, właściwie nie oczekiwałem porad, chciałem z siebie wyrzucić trochę natłoku myślowego, bo w końcu to od tego temat, ale jak już ktoś musiał to skomentować, to odpowiadam. Ale śmieszna sprawa, właśnie coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lepiej mi będzie, jak zacznę się bardziej sobą przejmować niż tym, że robię przykrości rodzinie czy innym z różnych powodów, jak chcę być zgodny z samym sobą, a jak robię tak by oni byli zadowoleni, to sam ze sobą czuję się jak z gównem. Niefajne. Może właśnie dlatego od nich wymagam czegoś. Bo sam chociaż próbuję ich nie ranić swoimi życiowymi wyborami. Ale to chyba bezsensu, skoro oni mają to w dupie.

Link to comment
Share on other sites

@Ukeź

Skoro tak Cię traktują to masz jak największe prawo żeby się tylko sobą przejmować. Może i dali Ci coś od siebie w życiu ale wszystko z czasem się zmienia i zasługują na tak wiele jak dają Tobie teraz. Czyli praktycznie no.. Na nic nie zasługują

Trzymaj się Ukeź i zajmij się swoim szczęściem i nie przejmuj się tymi co Cię mają gdzieś. Będziesz wygrywem jak mimo tych przeciwności wszystko w twym życiu pozostanie pozytywne.

Trzymaj się! Masz ode mnie męskiego huga :cadancehug2:

Ale dobrze że wyrzuciłeś to z siebie ^^

Edited by FrozenTear7
Penusxdd
Link to comment
Share on other sites

Zresztą, właściwie nie oczekiwałem porad, chciałem z siebie wyrzucić trochę natłoku myślowego, bo w końcu to od tego temat, ale jak już ktoś musiał to skomentować, to odpowiadam. Ale śmieszna sprawa, właśnie coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lepiej mi będzie, jak zacznę się bardziej sobą przejmować niż tym, że robię przykrości rodzinie czy innym z różnych powodów, jak chcę być zgodny z samym sobą, a jak robię tak by oni byli zadowoleni, to sam ze sobą czuję się jak z gównem. Niefajne. Może właśnie dlatego od nich wymagam czegoś. Bo sam chociaż próbuję ich nie ranić swoimi życiowymi wyborami. Ale to chyba bezsensu, skoro oni mają to w dupie.

Istnieje coś takiego jak zdrowy egoizm i człowiek musi się go nauczyć. Musisz podejmować wybory, trudno że sprawisz im przykrość, ale to jest twoje życie nie ich. Co oczywiście nie znaczy, że nie szanujesz rodziców lub też ich nie kochasz. To ty musisz przeżyć swoje życie, nie twoi rodzice. Zawsze znajdą się tacy którym nie spodobają się twoje wybory. Pewnie jakbym cie poznał to i mi by się parę nie spodobało co jest oczywiste. 

 

Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...