Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Thar

Ostatnia rzecz jaką zrobi [Z][TCB][Slice of life]

Recommended Posts

Absolutna klasyka polskiego TCB, fic dzięki któremu to pojęcie w ogóle istnieje w Polsce. Świetnie oddani bohaterowie, nad którymi trudno przejść obojętnie, ślicznie oddane Slice of Life który (oczywiście, jak na świat gdzie koniowate zmieniają ludzi w istoty podobne sobie) jest bardzo wiarygodny i taki... codzienny, oraz doskonale oddana atmosfera. Bezwzględnie polecam.

 

Głos na Epic jak z Moskwy do Madrytu.

Edited by Ghatorr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klasyka i jeden z najlepszych polskich ff TCB - i jeden z pierwszych, jakie przeczytałem. Nieźli bohaterowie, ciekawe opisy i wciągająca fabuła to plusy tego opowiadania. No i to jedno z ciekawszych polskich "slajsów of lajf". Z tego powodu również głosuję na epic.

Edited by Gandzia

Share this post


Link to post
Share on other sites

TAK! TAK! TAK!

 

Nareszcie mogę umieścić stosowny komentarz!

 

O opowiadaniu słyszałem wielokrotnie, od wielu osób i opinie były zawsze takie same - "świetna rzecz". Jednak dopóki jakaś dobra dusza nie nominowała go do oskarów nie miałem czasu się za nie zabrać. Teraz, gdy i tak musiałem je przeczytać, sięgnąłem po nie i zagłębiłem się w lekturze.

 

94 strony. Solidna liczba. Zacząłem czytać na spokojnie i nawet nie wiem kiedy to minęło. Opowiadanie wciągnęło mnie jak bagno. Powiedziałbym, że to takie klasyczne założenia TCB, ale podane w doskonałej formie i najwyższej jakości. Pomimo poruszania tematów poważnych napisane tak przyjaznym czytelnikowi stylem, że kolejne strony wprost przelatują przed oczami. Mamy elementny wręcz ponure, mamy akcje, mamy też takie humorystyczne idealnie wkomponowane w całość.

 

Teraz, gdy wyraziłem już początkowy zachwyt przejdźmy do kilku przemyśleń natury ogólnej:

 

Beware the spoilers!

 

1. Fabuła - doskonała. Wszystko ładnie się ze sobą wiąże, a następujące po sobie wydarzenia układają się w logiczną całość. Dowiadujemy się dlaczego świat wygląda tak a nie inaczej, jak wygląda życie w nowych realiach, no i co najważniejsze poznajemy od środka jedno z Biur Adaptacyjnych. Naturalnie występuje pewna doza przemocy, ale jest ona wspomniana jakby w tle. Nie znaczy to, że machlojki FOL są nieważne - co to, to nie. Wręcz przeciwnie - mają spory wpływ na przebieg akcji, czasami wręcz ich znaczenie jest fundamentalne, a jednocześnie nie ma tu nadmiernego eksponowania ich działań i intryg (Od tego mamy Projekt: Lazarus :D o właśnie... Ghatorr! Gdzie nowe rodziały?!). Następnie przenosimy się do Equestrii, gdzie także nie jest tak cukierkowo jak przywykliśmy mysleć - niby przyjaźń, niby sielanka, ale jednak są tam rzeczy, które nas... niepokoją. Czy słusznie? Czytajcie sami :crazytwi:

 

2. Opisy - bardzo dobre. Idealnie odmalowany ludzki, pogrążony w nuklearnej zimie świat, codzienność w Biurze Adaptacyjnym, życie w Equestrii i powrót na ziemię już w czworonożnej postaci. Wszędzie opisy są takie... naturalne. Jakby ich napisanie nie sprawiło autorowi żadnej trudności. Tak naprawdę wystarczy przymknąć oczy i można bez trudu zobaczyć dziejące się wydarzenia w obrazach.

 

3. Bohaterowie - tutaj jest w ogóle pięknie. Główny protagonista to niezłe ziółko. Sarkastyczny, inteligentny i coniebądź wredny dla otoczenia jest wykreowany wspaniale. Jego rozterki są naturalne i przedstawione tak, iż bez problemu można wejść w jego skórę. Niekoniecznie dosłownie. Plus świetne perypetie związane z przełamywaniem bariery, która jest implantowana konwertytom po przemianie. Dodajmy do tego towarzyszy - pomysł z wrzucenie rodziny do Biura uznaję za wyborny, tym bardziej, że współpraca i interakcje na linii ojciec-córka układa się co najmniej interesująco. Dodajemy do tego świetnie wykreowaną panią doktor i świeżych konwertytów - wybitny galimatias. A następnie pojawia się Forest - jego po prostu nie sposób nie lubić. Ocena celująca.

 

4. Zakończenie - to zasługuje na osobny punkt. Jest idealne. Dosłownie idealne. Sytuacja na sali sądowej zakończona badaniem myśli Celestii - coś pięknego. Natomiast jeżeli chodzi o wnętrze królewskiego umysłu... czytając ten fragment czułem się, jakbym po raz kolejny zagłębiał się w przemyśleniach podawanych czytelnikowi w "Background Pony" (ode mnie nie możesz dostać większej pochwały niż to co właśnie napisałem). To było DO-SKO-NA-ŁE! A potem ostatnie zdania i perfekcyjne zakończenie. Chylę czoła.

 

Czy były wady? Niewiele. Wyłapałem kilka pomniejszych błędów czy literówek, ale były to naprawdę drobne wyjątki. Jedno co mnie irytowało to częste używanie słowa "ciebie" gdy o wiele lepiej pasowałaby forma "cię". Poza tym potknięć nie znalazłem.

 

Podsumowując całość posta naszła mnie pewna myśl. Niejednokrotnie zastanawiałem się skąd taka popularność motywu TCB w polskim fandomie. Teraz mam odpowiedź - ktoś tu napisał doskonały fanfik konwertujący. Z czystym sumieniem stwierdzam, iż jest to jedno z najlepszych polskich opowiadań jakie zdarzyło mi się dotychczas czytać. Naturalnie oddaję głos na EPIC, licząc, iż "Ostatnia rzecz jaką zroci" dochrapie się również tagu [Legendary]. Zasługuje na to w stu procentach. Bezwzględnie polecam!

 

PS: Dlaczego "oneshot"? Przecież to ma rozdziały.

PPS: Wungiel chciał, bo mu o to trułem, żeby móc zamieścić ten komentarz :D

Edited by Dolar84
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akurat ja swój głos dałem kiedyś na FGE, dlatego nie mam za bardzo ochoty się powtarzać. Powiem tylko, że to opowiadanie jest naprawdę bardzo dobre, wręcz świetne. Rzecz jasna ma swoje słabsze momenty, takie jak zakończenie, którego chyba sam autor nie rozumie, odrobinę przynudzająca część na tej ekspedycji i parę innych naprawdę dobrych rzeczy... ale to jest, cholera, nic, bo opowiadanie i tak jest świetne. Mogłem się dzień przed finałem filozoficznej uczyć albo czytać Ostatnią rzecz... Wybrałem Ostatnią rzecz.

 

Ale muszę jednak odrobinę się naprodukować, bo i głos na EPIC trzeba oddać! Oto moje uzasadnienie:

 

– Nie jestem fanem Biur Adaptacyjnych, a to opowiadanie mi się podobało. Jeśli wszystkie Biura wyglądałyby jak to, to klękajcie narody. Tak się właśnie pisze teksty z dojrzałą problematyką i zaawansowaną kreacją.

– Wykreowani od podstaw bohaterowie, którzy są dość wiarygodni. Może zgrzytali miejscami, ale co tam, przez resztę tekstu byli w porządku. Autor ani razu nie szedł na łatwiznę, za co należy się mu szacunek.

– Chyba najważniejsza cecha, to opowiadanie mnie zainteresowało. Wciągnęło mnie tak, że przeczytałem je jednym tchem, a to już jest niesamowicie rzadkie. Dla mnie tylko ten punkt byłby uzasadnieniem...

– Ogólny sposób pisania jest bardzo przyjemny dla oka i nie męczy. Minęło sporo czasu odkąd to czytałem, ale pamiętam, że naprawdę podobał mi się styl. Kolejny powód, by nagrodzić tego fika epikiem.

 

No, tyle, powinno wystarczyć.

 

Pozdrawiam autora, a czytelników zapraszam do nadrobienia zaległości!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już ponad dwa lata mija od czasu, kiedy to przeczytałem... Opowiadanie dalej pozostaje niekwestionowanym namber łan w moim prywatnym rankingu polskich fanfików oraz zdecydowanie jest w pierwszej piątce, wliczając też  te obcojęzyczne. Thar jest jednym z tych autorów, którzy naprawdę potrafią przemówić do czytelnika, a świat wykreowany w jego twórczości zostaje w głowie na dłużej. Razem z Chatoyance jest odpowiedzialny za moje pojmowanie uniwersum TCB, nie wspominając o tym, że dzięki niemu je w ogóle poznałem (tutaj mała korekta Ghatorr - fanfikiem, dzięki któremu pojęcie TCB istnieje w Polsce, jest "Świt" Thara, jeśli już - napisany sporo wcześniej).

 

Podpisuję się wszystkimi czterema kopytami pod powyższymi postami (oprócz zdania Albericha na temat zakończenia).

 

Pozwolę sobie tutaj przekopiować to co napisałem o tym fanfiku dwa lata wcześniej w oryginalnym temacie o Biurach Adaptacyjnych na tym forum:

 

"Historia jest stosunkowo długa i bardzo rozbudowana, ale co naprawdę Ci Tharu wyszło, to ta strona filozoficzna, o której wspominałeś. Bohaterowie po prostu żyli, a każdy z nich był oryginalny. Nawet Majska, do której na początku podchodziłem raczej sceptycznie  :). Co tu dużo mówić - polubiłem te kuce, Diana była urocza ;3 i żal mi Foresta.
Rzeczywiście w twoim pierwszym opowiadaniu (Dusky był drugi, prawda?) na pierwszym planie była akcja i intryga. Porównując (ze "Świtem"), dochodzę do wniosku, że wszystkie przemyślenia, dyskusje i debaty tylko wychodzą na lepsze, bo samej akcji też na tych 93 stronach nie brakuje  :D

Po prostu trzyma w napięciu, a przy kawałkach "slice of life" banan automatycznie wypełza na usta. Masz genilane poczucie humoru!"

 

I niech to służy za ostateczne uzasadnienie mojej opinii, według której temu opowiadaniu należy się przydomek LEGENDARNE, a tym bardziej EPICKIE.

 

P.S. Jest to temat napisany przez Thara, a pisałem o nim w trzeciej osobie o_O Sorry Thar <3

 

P.P.S. Sp00n - to jest w pdfie - masz tam w googlach taki przycisk do ściągnięcia :v

Edited by OjtamOjtam
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

(tutaj mała korekta Ghatorr - fanfikiem, dzięki któremu pojęcie TCB istnieje w Polsce, jest "Świt" Thara, jeśli już - napisany sporo wcześniej).

 

Kłóciłbym się. Nie chodziło mi tu o palmę pierwszeństwa lecz raczej to, co przyniosło taką popularność. Starczy porównać ile komentarzy ma "Świt" a ile "Ostatnia rzecz..." na FGE. To od "Ostatniej rzeczy" wielu ludzi zaczynało przygodę z ficami o Biurach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

UWAGA SPOILERY

 

Co to ma być? Jakiś PDF, a w nim 10 rozdziałów. Tego się czytać nie da! Szczególnie, kiedy jedyną możliwością przewijania jest touchpad, a on jest zawodny przy dużej objętości tekstu. Po drugie - nie mogłam zostawiać komentarzy, jak w docsach, a miejscami się prosiło. Złe końcówki, np. "Armor'em", zła odmiana przez przypadki. Takie typowe błędy, które każdy robi. Jednak niemożność zrobienia czegoś z nimi doprowadzała mnie do istnej furii.

Wstydź się.

 

Cały fanfik oceniam jak najbardziej pozytywnie. Dobrze przedstawione postacie, które czytelnik naprawdę dobrze poznaje i jest w stanie je polubić. One żyją, mają swoje lęki i historie. Sam świat również jest ciekawy i jego kreacja przemawia do czytelnika.

 

Fabuła? Czytało się to naprawdę miło, zwłaszcza początek i końcówkę, ale było parę zgrzytów:

- Rzeczy, o których z zadu się dowiadujemy, np. zniszczone mieszkanie Tomka

- Ten wypad wojskowy... W jakim to było celu? I jak to się stało, że błyskawicznie udzielono mu pomocy medycznej?

- Dlaczego Tomek nie był zdziwiony tym SMSem? Był za głupi i nie skapnął się, że to propozycja typu FOL albo wpierdol?

 

Akcja z Dymitrem... Na początku wydawało mi się to bardzo naciągane, ale końcówka pozytywnie mnie zaskoczyła i kupuję historię.

 

Całość napisana jest lekkim stylem i czyta się to bardzo przyjemnie.

 

Polecam i głos na Epic.

Share this post


Link to post
Share on other sites

SPOILERY.

 

Po raz pierwszy czytałam to opowiadanie dawno temu i zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Teraz, z okazji wstawienia go na forum, postanowiłam go sobie przypomnieć i… cholera, jakoś lepiej ten tekst zapamiętałam.

 

No dobra, ale zacznę od tego, że jest to naprawdę solidne opowiadanie z doskonałą, dopracowaną fabułą (ale nie we wszystkich momentach), pełnokrwistym głównym bohaterem, mocnym zakończeniem… czy to wystarczy, by zagłosować na Epic? No właśnie się zastanawiam.

 

Przede wszystkim, jeśli chodzi o rzeczy, które psuły lekturę – za pierwszym razem jakoś nie zauważyłam, że w tym tekście jest tyle błędów. W każdym dialogu są błędy, każda jedna rozmowa jest źle zapisana. Strasznie to daje po oczach… ale okej, może ten zapis nie jest najważniejszy. Znacznie gorsze jest to, że dialogi i didaskalia nie są odpowiednio wyważone, przez co ma się często wrażenie, że czyta się ciągiem schemat: kwestia - didaskalia, kwestia - didaskalia i tak przez całą stronę. Generalnie amatorstwem mi to trąciło…

 

Ale.

 

To wszystko to są pierdoły, bo liczy się przecież to, o czym jest dany tekst, nieprawdaż? A ten tekst naprawdę zasługuje na rozgłos, komentarze, pamięć i wszystkie inne przyjemne rzeczy, które mogą spotkać opowiadanie i jego autora.

 

Fabuła. Mamy tutaj do czynienia z czymś więcej niż tylko fikiem TCB. To jest absolutny klasyk wszystkich tego typu opowiadań. Ghatt ma rację, że od „Ostatniej rzeczy…” wiele osób zaczęło swoją przygodę w tym uniwersum, a ów skrót z niezrozumiałego ciągu literek stał się najlepszą rozrywką. Między innymi za to autorowi należą się gratulacje. Dalej mamy typowy obraz Equestrii oraz charakteryzację rasy kucyków – o ile normalnie nie podoba mi się robienie z koników jakichś świętych (a jak słyszę o alergii na przeklinanie, to też dostaję alergii), o tyle tutaj to pasuje. Ponadto stwierdzam, że ten tekst stał się swego rodzaju inspiracją dla wszystkich tworzących fiki TCB. Nie wiem na pewno, ale to od Thara się wzięło, czyż nie?

 

Sama fabuła jest… dobra. W sumie można to uznać za opowieść o życiu – mamy rozterki młodego chłopaka, który został wciągnięty w pracę w Biurze Adaptacyjnym. Bohater ma problemy z aklimatyzacją, kłóci się w nim idealizm oraz chęć niesienia pomocy innym, ma własne przekonania, jest charakterny… a akcja kręci się wokół jego działań i emocji. Niby nic wielkiego, ale jednak dostajemy wiarygodną opowieść o tym, jak życie Tomka się zmieniło, jak on sam się zmienił… I co lepsze, przechodzimy przez to wszystko razem z nim – fascynacja nieznanym, brak zaufania, egoizm, potem pragnienie poznania tej obcej rasy lepiej, lęk przed zmianą, a wreszcie i ta zmiana… wyczekiwana, pragnę dodać, bo ponyfikacja akurat była nieunikniona, ale to przecież oczywista oczywistość.

 

W myślach podzieliłam sobie opowiadanie na dwie części – przed ponyfikacją Tomka i po niej. Pierwsza część podobała mi się znacznie bardziej – jest bardziej dynamiczna, lekka, przyjemnie się to czyta. Druga, po przemianie, też jest dobra, ale czegoś w niej brakuje, jakiegoś przebłysku geniuszu… miejscami wiało nudą. A już stosunki Tomka z Forestem… no dobra, nie lubię tej postaci. W życiu nie widziałam tak irytującego typa. I ten survival z szukaniem wody i innymi pierdołami nie przypadł mi do gustu, nawet jeśli miał za zadanie sprawić, że Tomek odkryje swój talent.

 

Bohaterowie. Tomka mamy scharakteryzowanego, więc dodam tylko, że w niektórych komentarzach widziałam opinie, że jest on bucowaty i niesympatyczny. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam – dla mnie on po prostu broni swoich racji, to po pierwsze, a po drugie, znalazł się w nowej sytuacji i jest trochę zagubiony. Taka reakcja obronna.

Miejscami Tomek bywa naiwny. Przytoczona przez Cahan sytuacja z ofertą pracy… tutaj akurat miałam wrażenie, że autorowi coś się pomerdało, musiał wcisnąć coś na szybko i jakoś nie chciało mu się zrobić lepiej, więc zostało jak zostało. Z rozwalonym mieszkaniem również się z nią zgadzam, że to się z dupy wzięło, „bo tak trzeba i koniec”.

 

Podobało mi się bardzo, że Tomek od początku wzbraniał się przed ponyfikacją, jak również to, że niektórzy ludzie bronili jej rękami i kopy… znaczy, em, nogami.

 

A skoro już o tym mowa…

 

Doktor Majska. Co. Za. Suka.

I to nawet nie chodzi o to, czego ostatecznie się dopuściła. Od początku wywoływała we mnie same negatywne uczucia ze względu na swój sposób bycia, charakter, idealizm podszyty hipokryzją, bo z jednej strony uznaje racje Tomka i dopuszcza do odratowania go w tradycyjny sposób, a z drugiej urządza mistyfikację po to, by przemienić go w kuca. I nie, nie wzruszają mnie jej doświadczenia, jej rycerskość, jej walka o równość ras czy wreszcie jej dobre chęci. To jest po prostu doskonale skonstruowana postać, którą czytelnik darzy szczerą nienawiścią. Gratulacje!

 

Dalej mamy jeszcze wiele innych postaci, jedne mocniej zarysowane, inne słabiej… Cloudy i jej ojciec prowadzący Biuro są sympatyczni i stworzeni naprawdę fajnie. Diana jest absolutnie urocza, wprowadza swoim głupiutkim dziewczęcym zauroczeniem masę radości i śmiechu do tej opowieści. Do tego udało ci się idealnie oddać charakter nastolatki – „smok” :D. O Foreście już napisałam i zdania co do jego osoby nie zmienię… I kto tam jeszcze był… chyba z ważniejszych to już wszyscy. W każdym razie, Tomek z każdym się powoli oswaja, zapoznaje, może nie zaprzyjaźnia, ale przynajmniej współpracuje. O, i jeszcze jedna rzecz do niego – cudownie, że po przemianie zostało w nim trochę z człowieka.

 

Opisy. No, niektóre są naprawdę dobre. W ogóle styl jest bardzo dobry, całość czyta się płynnie, a obrazy tego, co się dzieje, same wyskakują w głowie czytelnika. Fajnie, fajnie. Z dialogami nieco gorzej, czasami wydawały mi się nieco sztuczne, ale może to tylko wrażenie spowodowane niedbałym wykonaniem.

 

Zakończenie. Em. Ekhm. EKHM, EKHM. No nie wiem, co o nim myśleć. Naprawdę nie wiem. Z jednej strony jest naprawdę mocne… szczególnie ostatnie zdanie, które genialnie spina i podsumowuje fik, całą tę Tomkową batalię o ideały, człowieczeństwo, stanie na dwóch nogach zamiast czterech itd… niby wiele wyjaśnia, pozostawiając jednak czytelnikowi spory margines do interpretacji… niby wszystko jest okej, a jednak nie uwiodło mnie.

 

Przede wszystkim, spodziewałam się tego od początku i nie przekonuje mnie to.

 

No okej, Celestia jednak pragnie zniszczyć ludzki świat, a rozszerzająca się bańka to tylko i wyłącznie próba ekspansji. W tym miejscu zapytam: no i co z tego? Przecież to się od razu nasuwało, choćby przy wstawkach, że charakter ludzki jest po ponyfikacji „wymazywany”… Poza tym, mam wrażenie, że ten tajemniczy Tomkowy talent czytania w myślach został tam wciśnięty na siłę, tylko po to, by mógł na sali sądowej wniknąć w umysł Celestii… w umysł władczyni, wszechmocnego alikorna od bariery… jakiś tam randomowy Tomeczek… wniknąć w jej myśli i dotrzeć do najgłębiej skrywanych przewinień…

Komentarz może być tylko jeden: YHY.

 

Mogę to podsumować tak, że opowiadanie jest naprawdę dobre, choć za pierwszym razem pozostawia po sobie lepsze wrażenie. Każdy istotny bohater ma swoje pięć minut, każdy jest inny i czytelnik może z łatwością wybrać swojego ulubieńca i ofiarę. Fabuła do pewnego momentu bajecznie wciąga, a kolejne wydarzenia logicznie wynikają z poprzednich (w większości). Potem jest zakończenie, które stanowi mocny punkt, o ile nie jest się taką wredną, złośliwą, opryskliwą, „jak jesteś taka mądra to napisz lepiej” marudą jak ja.

 

No i teraz dylemat: dać głos na Epic czy nie… niby to jest klasyk klasyków, ludzie się tym inspirują do teraz, a stworzyć coś, co przeszło do historii, to nie lada wyczyn… z drugiej strony, idealnie nie jest, a dla tego tagu poziom powinien sięgać Himalajów… dobra, ja się jeszcze zastanowię.

 

Na razie dziękuję za bardzo przyjemną lekturę,

Madeleine

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opowiadanie bardzo dobre i od strony technicznej nie można mu wiele zarzucić. Ma w sobie dużą dawkę slice of life, co ukazuje się w wielu scenach. Opisy również są jak najbardziej w porządku i nie spowalniają akcji. Tak samo jak poprzednicy, stwierdzam, iż zakończenie jest niesamowite i bardzo mi się spodobało, choć tak jak wspomniała Madeleine, pozostawia spore pole do interpretacji dla czytelnika, co ja osobiście widzę jako plus, a tym bardziej, że go się nie spodziewałem.

 

Co do samej akcji. W porządku, choć czasami mnie nudziła, ale powinieneś się cieszyć, bo czytałem dalej z czystej ciekawości co się wydarzy i koniec końców nigdy się nie zawiodłem.

 

Fabuła... co do zatrucia planety - polemizowałbym. Przy tym nie wiem czy bombardowanie atomowe bariery nie rozgrzałoby nieco wnętrza rozrastającej się bańki i czy zima atomowa, miałaby miejsce, gdyby strzelano tylko w jeden rejon kuli ziemskiej. Zupełnie pomijam fakt wytrzymałości bariery na takie ataki... (Co gdybym zrobił podkop i w nim przeczekał, aż bariera przemieści się dalej, a potem zaatakował Equestrię od środka?)

 

Bohater... trochę mi przypominał tę "pipę" z Miasta 44, niby ideały, niby człowieczeństwo, ale najlepiej gdybyś dał mu jedynie pełną michę i kilka groszy, by był szczęśliwy. Zamieniony w kuca, również nie specjalnie się tym przejmuje, mimo, iż wcześniej odgrażał się Majskiej za jej propozycje. Jego rodziny specjalnie nie widać, a nie chce mi się wierzyć, by w tak trudnym czasie, żył, ot tak, sam sobie.

 

FOL (taka organizacja działałby chyba w Polsce jako jedynie akt współpracy innych nacji z naszym narodowym ruchem oporu) specjalnie nic nie zrobił, a patrząc na to kim później okazała się pani M., w przeszłości spartolił sprawę. Z przedstawionej historii można wywnioskować, iż Polacy, najzwyczajniej w świecie pogodzili się z sytuacją i czekają spokojnie końca, odgarniając zalegający na samochodach i podjeździe śnieg. Sądzę, że białostocka placówka spłonęłaby jak tęcza na placu zbawiciela. Tymczasem, mamy odbiegający od realizmu obraz wyrzucenia przez społeczeństwo wszystkich ideałów i czegoś tak naturalnego i podstawowego jak człowieczeństwo (a co dopiero narodowość - pff, co tam tysiąc lat historii)  do kosza i spokojne udanie się w kierunku biur ponifikacyjnych, po czym wesołe dokonanie żywota w pożerającej wszystko Equestrii. Szkoda, że Tomek zorientował się o wszystkim, gdy było już za późno.

 

Jeśli pominąć powyższe, to historia nie traci uroku i nadal ma w sobie to coś, a napisana jest na tyle dobrze, że chce się ją przeczytać do końca, który jest mocny i pozostawia czytelnika ze znakiem zapytania i ciekawością: co było dalej?

 

Czytało się miło i pomimo niedociągnięć, (choć pewnie elementów stworzonych dla fabuły i klimatu), chylę czoła i pozdrawiam serdecznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, opowiadanie przeczytane dawno temu. I faktycznie, jest świetne :) Było nawet lektorowane przez Miśka200m, lecz on go nie ukończył na swoim lifie :( Więc, tak jak kiedyś obiecywałem, zrobiłem, a właściwie dokończyłem. A dlaczego nie zacząłem sam od zera? Bo nie dubluje nagrań :)

 

Oczywiście już na wstępie dokończonego, szóstego rozdziału, wspominam, że jest to jedynie dokończenie, a nie mój własny - znaczy w całości - twór.

 

Spoiler

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane. Parę słów ode mnie na szybko.

 

Plusy:

+ całkiem dobra, SoL-owa fabuła, okraszona ciekawymi pomysłami

+ większość bohaterów, którzy to nie są papierowi

+ dobre, plastyczne opisy, pomagające nieco wyobraźni

+ mało błędów językowych

+ jeden z najlepszych fanfików TCB, wystrzegający się wielu wag tegoż gatunku

 

Minusy:

- wypowiedzi postaci niekiedy brzmią sztucznie

 

Gdzie zachowuję neutralność:

* przedstawienie kuców - jednak przez te parę sezonów się trochę pozmieniało.

* zakończenie - może jak przeczytam jeszcze raz, to wszystko się rozjaśni?

 

No cóż, fik w pełni zasługuje na swój status klasyka. Mimo mniej lub bardziej widocznych wad trzyma poziom. Nie zachwyciło mnie jakoś ta, bym dał głos na Epic, ale polecam.

 

Ocena: 8,5/10 :celgiggle:

 

Pozdrawiam i zachęcam do uczestnictwa w omówieniu fika w Klubie Konesera, gdzie pojawi się sam dawno niewidziany autor.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem naprawdę pod wrażeniem tego fanfika.

 

Wyciąga on moim zdaniem to, co można najlepszego wyciągnąć z TCB, czyli poważne podejście do problemu przemiany własnego ciała i różne postawy z tym związane, konflikty społeczne, czy kwestia asymiliacji konwertytów i wpływ ponyfikacji na nich. Żadne z tych zagadnień nie jest zbyte machnięciem ręki.

 

Lektura jest przyjemna. Większa część fanfika to doskonałe slice of life z wyrazistymi postaciami, naturalnie brzmiącymi dialogami i bogatymi relacjami między postaciami. Jednak to co najbardziej przyciąga w trakcie lektury i pozostawia dobre wrażenie po jej zakończeniu to wewnętrzny konflikt głównego bohatera, na którego rozstrzygnięcie czytelnik oczekuje (prawdę mówiąc, do połowy fanfika miałem wrażenie, że zmierza to w zupełnie inną stronę), absolutnie genialna końcówka i to, że po zakończeniu lektury pozostaje kilka rzeczy do przemyślenia.

 

Jeśli chodzi o głównego bohatera, to budzi on sympatię swoim poczuciem humoru, ale jego motywacje są co najmniej kontrowersyjne - wielu czytelników z pewnością będzie przeklinało jego bezsensowny, choć naturalny i całkowicie zrozumiały upór. Na końcu można tylko zapytać, czy było warto.

Drugą ważną postacią jest pani doktor z Biura Adaptacyjnego. Trudną ją opisać bez spoilerów, ale jest to postać równie ciekawa, jak główny bohater. można by nawet powiedzieć, że jest drugą stroną tej samej monety.

Spoiler

Zwrot akcji z jej udziałem jest genialny, ale moim zdaniem szkoda, że jej czyn zmusza do zakwalifikowania jej jako jednoznacznie złej. Gdyby pozostawiono tu więcej przypadkowi, gdyby zdarzenia potoczyły się tak, że panią doktor, mimo jej poglądów i celów można by uznać za moralnie niejednoznaczną, wtedy mielibyśmy bardziej symetryczny konflikt między dwoma ideologiami i czytelnik sam musiałby wybrać z którą z nich się identyfikuje. A tak, Tomek został ofiarą, a Majska katem.

 

Konstrukcja opowieści pokazuje, że Autor przemyślał wszystko w najdrobniejszych detalach, od początku do końca. Informacje są dawkowane we właściwym tempie, zwroty akcji tam, gdzie być powinny i, podkreślę to jeszcze raz, absolutnie satysfakcjonujące zakończenie.

 

Fabuła ma kilka drobnych wpadek, jak np. reakcja bohatera na pewną ofertę pracy (przecież to aż krzyczało "jestem magicznym stworkiem, który proponuje ci zostanie czarodziejką", a Tomek jednak nie jest trzynastoletnią gimnazjalistką), czy pytanie, po co właściwie kucyki zajmowały się rekultywacją skażonych obszarów. Niie wpływa to jednak na ogólną ocenę.

 

Krótko mówiąc, polecam. Podejście do tematu ponyfikacji i... coś czego nie mogę zaspoilować, a czego czytelnik musi się sam domyślić w trakcie lektury, sprawiają, że zwłaszcza fani posthumanistycznych wątków w s-f będą zadowoleni.

Edited by falconek
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...