Jump to content

Życie bez emocji


Bester
 Share

Recommended Posts

Witajcie,

Nie bardzo mam pomysł na jakiś sensowny wstęp, więc przejdę od razu do meritum:

 

Zastanawialiście się, jak mogłoby wyglądać życie bez emocji? Bez smutku, bólu, żalu, radości czy euforii? Oczywiście, zapewne spora część z czytających w tym momencie uśmiechnie się pod nosem i stwierdzi o czym ja pierdzielę, przecież to logiczne, że mało kto wybrałby takie życie w którym nie pozna smaku szczęścia, miłości czy wewnętrznego spełnienia. Przecież dysponujemy sporym wachlarzem emocji, które pozwalają nam na swój sposób odbierać otaczający nas świat, czy nawet niejako komunikować się z innymi ludźmi.

 

Ale spójrzmy na to z innej strony:

 

Czym są emocje? Cytując wikipedię:

 

Procesy emocjonalne to procesy psychiczne, które poznaniu i czynnościom podmiotu nadają jakość oraz określają znaczenie, jakie mają dla niego będące źródłem emocji przedmioty, zjawiska, inni ludzie, a także własna osoba, czyli wartościują stymulację.

 

Do tego zapisu odwołam się dalej w tekście, teraz chciałbym poruszyć kwestię fizjologii związanej z emocjami. Nie będzie to jakiś szerowki naukowy opis, ale pewna podstawa.

 

Otóż, emocje, ich powstawanie, jest związane z rozbudowanym stanem równowagi naszego organizmu. Miejscem uznawanym przez różne źródła za centrum "kierowania" emocjami, uznawany jest układ limbiczny, niewydzielona część naszego mózgu. Ponadto, nie można zapomnieć o hormonach, w tym przypadku endorfinach, które pobudzając odpowiednie receptory (receptory opioidowe) wywołują u nas uczucie przyjemności, dobry nastrój czy nawet zniesienie bólu. Za hormon szczęścia uznaje się serotoninę mającą wpływ na dobowy rytm organizmu. Zauważono, że osoby zakochane posiadają podwyższoną ilość tego związku w organizmie, jednak, ulega on u nich znacznym wahaniom, przez co prowadzi do, nawet skrajnych, zmian nastroju, od euforii po czarną rozpacz. Sam niedobór tego hormonu wpływa negatywnie na organizm, powodując agresję, doprowadzać do stanów depresyjnych i lękowych.

 

Zatem, wspominane ciągle emocje to nic innego jak udział mózgu i jego pnia w regulacji wydzielania odpowiednich związków z odpowiednich grup, które mają na nas wyżej opisany wpływ. To zwykła fizjologia, na którą często sami nie mamy wpływu z różnych względów. Schorzenia, niedobory, być może urazy, mogą doprowadzać do zaburzenia produkcji wspomnianych związków, doprowadzając do znacznego pogorszenia naszego samopoczucia.

Zatem: emocje to czysta biochemia, żadne motyle w brzuchu, niewyjaśnione zjawiska, czy inne cuda na kiju. Najzwyklejsze procesy fizjologiczne, takie jak pozostałe w naszym organizmie, a mające tak duży wpływ na nas samych.

 

Przejdźmy zatem dalej:

Niektórzy twierdzą, że emocje to coś, co nas opisuje, że jest to fragment naszego jestestwa. Fakt, że potrafimy odczuwać złość, strach, nienawiść, radość, miłość, sprawia, że jesteśmy ludźmi, że możemy siebie tak nazywać (ja twierdzę, że to dzięki ewolucji, no ale cóż). Emocje definiują nas samych, pozwalają nam określić siebie, wpisać w społeczeństwo i integrować z nim, okazując swoje zainteresowanie, bądź obrzydzenie. Wachlarz emocji jest szeroki i ich ekspresja pomaga nam w codziennym życiu w takim stopniu, że przestajemy zdawać sobie z tego sprawę.

Orientujemy się, że emocje towarzyszą nam na każdym kroku dopiero wtedy, gdy zaczynają się one nasilać. Negatywne, bądź pozytywne, nieważne. Wtedy je zauważamy i zdajemy sobie sprawę, że one są przy nas zawsze, nawet kiedy tego nie chcemy.

 

I tutaj dochodzę do mojej opinii.

 

Otóż, uważam, że emocje są naszą największą słabością. Nie fakt, że bez naszych wynalazków w postaci broni białej, palnej czy jakiejkolwiek innej. Jesteśmy bezbronni w starciu z pierwszym lepszym drapieżnikiem, ale nie o tym. Jak wspomniałem, emocje to nasz największy wróg w społeczeństwie, między nami samymi. Są zbyt rozbudowane, złożone, skomplikowane i mają zbyt głęboki wpływ na nas samych. Można je porównać do odbezpieczonego pistoletu w rękach jakiejś małpy, nigdy nie wiemy kiedy coś się stanie i kiedy te emocje spadną na nas.

 

Złożoność tych odczuć wpływa na nas negatywnie. Nie możemy łatwo nimi kierować, nie możemy się ich pozbyć, kiedy tego chcemy. Emocje mogą zostać wykorzystane przez innych ludzi przeciwko nam samym. Przecież niektórzy doskonale na nich grają, perfekcyjnie wykorzystują je do osiągnięcia własnych celi, kosztem innych, na których uczuciach pogrywali, których wykorzystali, bo osoby te bardzo silnie reagowały na te zmiany, przypominam: zmiany poziomu równowagi hormonów naszym organizmie. Grupka związków odpowiadających za nasze samopoczucie ma taki wpływ na nasze życie, decyzje i zachowanie? Czy to nie jest wystarczająco szalone?

 

Sami do końca nie rozumiemy niektórych emocji i ich komplikacji. Jest to coś, co może wywoływac u nas największą euforię, ale też głęboką depresję, mogącą doprowadzić daną osobę do samobójstwa.

 

Zadajcie sobie teraz pytanie: Czy nigdy nie mieliście sytuacji w której czuliście się źle, kiedy chcieliście choć przez chwilę nic nie czuć? Czy w tamtej sytuacji, zniknięcie wszystkich emocji, nie przyniosło by wam ulgi? Takich sytuacji spotykamy wiele: rozstanie, zdrada, śmierć kogoś bliskiego, śmierć ukochanego zwierzaka? Oczywiście, zawsze można powtarzać sobie, że "będzie lepiej", skądś wzięło się określenie "Czas leczy rany", ale czy nie jest to po prostu długotrwały powrót to dawnej równowagi organizmu? Czy nie chcielibyście go przyspieszyć? Albo nie musieć odczuwać tych negatywnych emocji?

 

Dobrze, zaraz ktoś mnie oskarży o pomijanie tych pozytywnych odczuć. Przecież nie codziennie ktoś nas zdradza, opuszcza, umiera. Owszem. Radość, szczęście, euforia, miłość, zakochanie, to jak najbardziej pozytywne stany i znaczny wzrost ilości hormonów w organizmie. Ale nic nie trwa wiecznie. Zawsze stan ten minie. Ilość związku zmaleje, wszystko nam zobojętnieje. Szczęście minie, euforia opadnie. Albo wrócimy do stanu równowagi, zaburzonej przez te uczucia, bądź popadniemy w apatię i smutek, jeśli stało się coś innego.

 

Moim zdaniem, stan równowagi jest optymalny i najzdrowszy dla człowieka. Jego zaburzenie doprowadza do pewnego rozchwiania, które potem trudno unormować i wrócić do punktu wyjściowego. Owszem, różni ludzie różnie na to reagują, jedni poradzą sobie z tym szybciej, inni mogą męczyć się całymi latami. 

 

A co gdybyśmy pozostawili podstawowe pragnienia i odczucia, a te rozbudowane, skomplikowane i niebezpieczne odrzucili? Pozostali przy tych, które zapewniają nam przetrwanie, a te które mają na nas destrukcyjny wpływ zniszczyli? Czyż nie było by tak dla nas lepiej? Trwały, nienaruszalny stan równowagi, bezpieczny dla każdego, może nudny, ale stabilny? Co gdybyśmy mogli żyć bez emocji? Gdybyśmy nigdy już nie czuli się źle, samotni, odrzuceni, zmartwieni, nie czulibyśmy straty po śmierci kogoś? Byłoby stabilnie, spokojnie, zdrowo?

 

To tylko moja opinia, temat ten nie ma na celu narzucenia jej komukolwiek, chcę tylko skonfrontować swoje zdanie z waszym. Ciekaw też jestem, czy ktoś się ze mną zgadza i czy rozwinie się jakaś dyskusja tutaj, czy wątek umrze tak szybko jak powstał.

 

Źródła na których się opierałem:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Endorfiny

http://www.poradnikzdrowie.pl/szukaj/serotonina

http://psychika.net/2011/02/na-fenyloetyloaminowym-rauszu-czyli-sow.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/Uk%C5%82ad_limbiczny

http://pl.wikipedia.org/wiki/Homeostaza

http://pl.wikipedia.org/wiki/Emocja

Edited by Draques
  • Upvote 4
Link to comment
Share on other sites

Życie bez emocji przypomina mi film A.I. gdzie pada pytanie: "robot potrafi kochać człowieka, ale czy człowiek może pokochać robota?" Drugi to coś oczywistego: "Łowca Androidów" i końcowa scena w deszczu... A ludzie? Moim zdaniem nie da się żyć bez emocji. Zawsze coś czujemy. Nawet gdyśmy chcieli pozbyć się tego uczucia, będzie ono silniejsze od nas. Doskonałym przykładem, jest instynktowny lęk przed ciemnością. Znika ono w znanych miejscach, ale w nowych będzie nieuniknione. 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Bez emocji? 

Cóż, przypomina mi się film(po raz kolejny user będzie się odwoływał do filmu, ech...) Equilibrium. W futurystycznym świecie ktoś "genialny" wpadł na pomysł, aby aplikować wszystkim na siłę związek chemiczny, który będzie niwelował wszelakie emocje.  W tym filmie emocje są uznawane za zło, do tego stopnia, że eksterminuje się ludzi, którzy nie odmawiają przyjęcia leku.   

 

Bla, bla, blaaa... to tylko film i takie tam sprawy. Nawet nie będę wyciągał z tego wniosków. 

 

 

"Co gdybyśmy mogli żyć bez emocji? Gdybyśmy nigdy już nie czuli się źle, samotni, odrzuceni, zmartwieni, nie czulibyśmy straty po śmierci kogoś? Byłoby stabilnie, spokojnie, zdrowo?" 

 

No według mnie niezbyt. Emocje są jednak potrzebne, to nie jest tak, że robisz coś mądrego, dajmy na to, uczysz się do sesji. Potem nagle, w drugi dzień nauki przez ważnym i trudnym egzaminem dopada Cię czarna rozpacz, że nie zdasz, że mało umiesz i szanse na zdanie tego są nikłe, ale, przez myśl przebiega Ci to, czego się jeszcze nie nauczyłeś, to co musisz powtórzyć, samozaparcie i chęć walki biorą górą. Poświęcasz noc i drogę na uczelnię powtarzając zadanka lub jakąś dziwną teorię.  

(tak miałem osobiście z egzaminem z fizyki 4... zaliczyłem go na 4,5 ... )  Po ogłoszeniu wyników na wirtualnym dziekanacie dowiadujesz się, że zdałeś. Euforia jakich mało... i ta duma. 

 

Emocje nie muszą brać górą nad tym co robisz, można nad tym panować. Oczywiście, jeśli pozwolisz na to, to przegrywasz. Ale powiem jedno, nie stwierdzę, czy bez tego było by lepiej, gorzej... na pewno było by nudno. Ot moje zdanie. 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Temat ciekawy i rozkminiałem go kiedyś z kumplem przy okazji innego zagadnienia, a konkretnie czy w przyszłości sztuczna inteligencja będzie w stanie zagrozić ludzkości :v

 

Pierwsze i chyba najważniejsze, emocje są potrzebne. Powiem więcej - nie ma czegoś takiego jak życie bez emocji. Chęć przetrwania, czy ogólnie życia opiera się na tym. Patrząc chłodną logiką nasze istnienie nie ma najmniejszego sensu. Ot żyjesz, przedłużasz gatunek, giniesz i tak mogłoby iść w nieskończoność :v Nawet jeśli nie zależy Ci na tym podstawowym czynniku to cokolwiek robisz ma swoje podłoże emocjonalne. Chcesz pracować? No to dla pieniędzy by spełniać swoje zachcianki. Chcesz się zająć rodziną, znowu emocje są budulcem. Czy jesteś ekstrawertykiem, który lubi się spontanicznie zabawić w dużej grupie randomowych ludzi, czy introwertykiem, który wolałby wolny czas spędzić przy czytaniu książki - zawsze wszystko prowadzi do jednego. Brak emocji porównałbym do robota, który nie ma żadnego zadania, ludzkość ma jedno - kierować się dobrymi emocjami, a unikać złych. Emocje określają też stan naszego umysłu. Przykładowo jeśli masz grypę to czujesz, że boli cię głowa, pocisz się i inne. Jeśli krwawisz tak samo. Bez tego "podsystemu obronnego" nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy chorzy i tym samym nie moglibyśmy sobie poradzić z tym.

 

Gdyby porównać taką sztuczną inteligencję bez emocji do człowieka to mimo wielu podobieństw AI miałaby problem z pojęciem przykładowo abstrakcji (nawet gdyby miała osobowość). Może i zaprojektuje Ci projekt domu, ale nie stworzy sztuki. Bo w jaki sposób coś miałoby stworzyć arcydzieło związane np. z miłością jeśli nie posiada się tej emocji? Jako ciekawostkę powiem, że gdyby taka samorozwijająca się AI zyskała emocje to najprawdopodobniej ludzkość stałaby się zbędna. Mając dostęp do ogromnych zasobów obliczeniowych mogłaby stworzyć coś szybciej i lepiej niż jakikolwiek człowiek na świecie. Możliwe też, że z czasem cały dobytek ludzkości stałby się po prostu niczym, ale to jest tak ogromna abstrakcja, że sam nie jestem w stanie tego pojąć. Jak kiedyś napisał Elon Musk, ludzkość stałaby się "biologicznym bootloaderem" :v

 

 

tl;dr - bez emocji nie istniejesz, nic nie istnieje, bo chłodna logika przeczy naszemu dalszemu istnieniu.

  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

 

Otóż, uważam, że emocje są naszą największą słabością.

Nie sposób się nie zgodzić, ale nie sposób też nie zaprzeczyć. Wszak emocje to nasza największa siła. I nie  mówię wcale o magicznym ,,Miłość zwycięża śmierć" (tristan i izolda żeby daleko nie szukać), lecz o takiej czystej sile płynącej z emocji. Większość ludzi może się mzałamać w obliczu katastrofy, kataklizmu czy innej porażki, lecz jest jeszcze pewna grupa, która reaguje przeciwnie. Każdą porażkę przekuwa w sukces, każde zepchnięcie w dół wykorzysta by jeszcze mocniej odbić się do góry. 

 

Inna sprawa, że bez emocji nie powstałoby wiele wynalazków. Ot na przykład gdyby pewnego weterynarza nie wnerwiał hałasujący rowerek syna, nie postanowiłby czegoś z tym zrobić i nie wynalazłby pneumatycznego ogumienia do roweru. (Wiem, słaby przykład, bo 40 lat wcześniej dokonał tego Tompson. Poza tym, prędzej czy później i tak by musiało powstać). 

 

Zatem życie bez emocji? Z punktu widzenia ludzkości jako całości jest to bez znaczenia. Z punktu widzenia narodów też bez znaczenia. Nie rozwiąże problemu wojen, głodu i zła. Choć, zło to emocja więc by go nie było, albo nikogo by nie dotykało nikt go nie zauważał. Z punktu widzenia grup i subkultur... Nie byłoby grup i subkultur bo bez emocji nikt nie mógłby powiedzieć: ,,Hej, ja lubię czekoladę, ty lubisz czekoladę to załóżmy fandom czekolady". Z punktu widzenia jednostki... Nie jestem pewien czy jednostka mogłaby istnieć w sposób zbliżony do dzisiejszego. Bez emocji bylibyśmy wszak jak myślące maszyny, które każdy wybór będą kalkulować. Wybór partnerki, samochodu, herbaty. Zaniknie cześć naszej odmienności, bo dlaczego niby miałbym wybierać herbatę malinową zamiast cytrynowej czy czarnej? 

 

Podsumowując, życie bez emocji z obecnej perspektywy nie wydaje mi się specjalnie ciekawe, lecz gdyby o to spytać kogoś pozbawionego emocji, to jemu by nie przeszkadzało. Wszak nie będzie czuł emocji braku sympatii do braku emocji.

Link to comment
Share on other sites

Sądzę że te skomplikowane emocje są właśnie tworzone przez te proste, na których opiera się przetrwanie. Tak w sumie to po pomyśleniu odrobinę, mam wrażenie, że te najbardziej negatywne emocje są właśnie tymi najbardziej podstawowymi. Agresja, strach, czy też smutek po utracie bliskiej osoby (instynkt stadny i tak dalej...) są bardzo pierwotne. Dopiero te pozytywne jak wzruszenie czy zachwyt są bardziej złożone. Więc raczej życie nie byłoby lepsze. Spokojniejsze? Pewnie tak. Bezpieczniejsze? Pewnie tak. Ale czy szczęślliwsze? Tego nie jestem pewien. Poza tym, jak bez np.empatii wyglądałoby nasze społeczeństwo? Homo homini lupus...

Edited by Mordoklapow
Link to comment
Share on other sites

Hmm.. Emocje... główną moją emocją jest obojetność... szczęście trwa krótko.... negatywne emocje dłuzej... Strach przed ciemnością.. nie mam takowego.... ciemnosć mnie prawie całkowicie pochłonęła... jedyne... czego się boję... to Samotnosci.... emoją która jest we mnie najsilniejsza jest gniew i nienawisć... głównie do własnych słabosci.... Rozpacz... samotnosc... te uczucia tkwią we mnie cały czas gdzieś w głebi... po tym właśnie jak straciłem dwie ukochane istoty z których jedna nawet się nie narodziła.... Ale jest też jedna emocja.... bardzo ale to bardzo mylona z innymi... jest nią nieprzewidywalnosć chaogenna.... pojawia się wtedy gdy już przeszliśmy wielokrotnie przez wszystkie mozliwe emocje o takim nateżeniu że wyryły w nas trwały ślad.. tak trwały ze nieswiadomie wracamy do nich w najmniej oczekiwanych momentach... I tak jest w moim przypadku... stałem sie nieprzewidywalny... a co za tym idzie potencjalnie niebezpieczny dla innych i samego siebie... a wszystko przez te głupie emocje.... których granice w moim przypadku prawie się zatarły.....

Link to comment
Share on other sites

Hmm.. Emocje... główną moją emocją jest obojetność... szczęście trwa krótko.... negatywne emocje dłuzej... Strach przed ciemnością.. nie mam takowego.... ciemnosć mnie prawie całkowicie pochłonęła... jedyne... czego się boję... to Samotnosci.... emoją która jest we mnie najsilniejsza jest gniew i nienawisć... głównie do własnych słabosci.... Rozpacz... samotnosc... te uczucia tkwią we mnie cały czas gdzieś w głebi... po tym właśnie jak straciłem dwie ukochane istoty z których jedna nawet się nie narodziła.... Ale jest też jedna emocja.... bardzo ale to bardzo mylona z innymi... jest nią nieprzewidywalnosć chaogenna.... pojawia się wtedy gdy już przeszliśmy wielokrotnie przez wszystkie mozliwe emocje o takim nateżeniu że wyryły w nas trwały ślad.. tak trwały ze nieswiadomie wracamy do nich w najmniej oczekiwanych momentach... I tak jest w moim przypadku... stałem sie nieprzewidywalny... a co za tym idzie potencjalnie niebezpieczny dla innych i samego siebie... a wszystko przez te głupie emocje.... których granice w moim przypadku prawie się zatarły.....

 

Jeśli wielokropek byłby emocją, Twój wpis miałby bardzo ciekawe, chociaż nieco monochromatyczne zabarwienie emocjonalne.

 

Emocje są super, bo dzięki nim nasze życie jest zróżnicowane. Z pozytywnych emocji możemy się cieszyć, a dzięki negatywnym doceniamy te pozytywne. I jedne i drugie niosą za sobą różne skutki, niekoniecznie tylko dobre, albo tylko złe. Mimo to, istnieją ludzie którzy emocji nie odczuwają i to bynajmniej nie przez nieszczęśliwą miłość w wieku nastu lat. Może to być spowodowane przez różne nieprawidłowości genetyczne, fizjologiczne, albo po prostu przez takie czynniki jak przesrane dzieciństwo. W każdym razie myślę, że jednak nie wychodzi to ludziom na dobre w środowisku, w którym znaczna większość społeczeństwa emocje odczuwa, bo nie odczuwając emocji (według mnie) zatraca się granica pomiędzy dobrem, a złem, no bo jak odróżniać jedno od drugiego bez żalu, sumienia czy innych tego typu uczuć?

Podsumowując: sądzę, że po pierwsze nie dalibyśmy rady ot, tak odrzucić emocji na korzyść spokoju i równowagi wewnętrznej, po drugie nie wyszłoby to nikomu na zdrowie.

  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

Wreszcie wziąłem się w garść i przeczytałem temat wraz z komentarzami. 

 

A więc co ja uważam o emocjach, czym są? Czy lepiej było by bez nich?  

 

Nie zamierzam się rozpisywać psychologicznym bełkotem oraz przykładami, w końcu każdy emocje posiada i wie czym są. Oczywiście trudno je opisać można pisać o nich ścianę tekstu i tak może nie wystarczyć. 

Postaram się jak najprościej, a więc emocje są smakiem życia w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu. Uświadamiają  nas o zdarzeniach w naszym życiu najlepiej jak się da, o tych złych momentach, jak i dobrych.

Szczerze wątpię żeby istniał człowiek który nie posiada emocji, tu musimy sobie odpowiedzieć na pytanie ile emocji przywiązujemy do emocji, a żeby nie brzmiało to tak ''dziwnie''. Jaką wagę do nich przywiązujemy? 

 

W sumie to tyle, chciałem wytłumaczyć moje zdanie najprościej jak się da. 

Edited by WilkU
Link to comment
Share on other sites

No cóż, cóż. Nie wiem, czy najlepszym rozwiązaniem jest dążenie do hedonizmu. Mając świadomość, jak działa ludzki umysł, wszelkie emocje tracą na znaczeniu, stając się przewidywalnymi obliczeniami, podobnymi do programów komputerowych. To rzeczywiście wydaje się przerażające, że emocje wielokrotnie biorą nad nami górę. Osobiście zaznaczę, że z chęcią bym je wyeliminował, lecz absolutny stoicyzm jest dla nas utopią. Dlaczego? Bo jesteśmy ludźmi. W warstwie id oraz superego znajduje się oddzielny układ autonomiczny. Nasza świadomość, czyli ego, zlokalizowane w płacie czołowym. Posiada (z tego co pamiętam) 2 000 tyś impulsów na sekundę. Nie zachwyca, fakt, ale warstwa podświadomości oraz nieświadomości dysponują w sumie około czterystoma miliardami (zawsze się zastanawiam, czy nie biliardami, a ciężko to potem znaleźć) impulsów na sekundę, a nie są to bynajmniej zero-jedynkowe bity przepuszczane przez jeden rdzeń procesora. Jest to niewyobrażalna moc obliczeniowa, która w praktyce nami dowodzi.

 

Użyto kiedyś dobrego porównania, lecz o ile pamiętam nazwisko tej osoby, to nie wiem, czy w tym momencie kogoś cytowała, czy sama jest autorem. Tak czy inaczej, nasza świadomość to kapitan okrętu, jest sam jeden, ale fakt faktem: dowodzi jednostką. Reszta mózgu to cała załoga, razem dysponująca o wiele większą ilością pomysłów, a także mogąca podnieść strajk, bądź znacząco wpłynąć na ruch okrętu.

 

Ratunku przed emocjami szukam w transhumaniźmie. Jeżeli jak w filmie (bo skoro nawinęło się o nich wyżej, to czemu by nie?) ,,transcendencja" będzie u nas możliwość zrezygnowania z ograniczonych ciał ludzkich, chętnie zapiszę się na ochotnika. Czym tak naprawdę jest ludzkie ciało? Moim zdaniem nośnikiem fizycznym dla świadomości. Mózg, a wraz z nim emocje, są jego częścią, a nie jej.

 

Poza tym gdzie leży sens faworyzacji uczyć nad rozsądkiem? Cesarz Marek Aureliusz był stoikiem, co objawiło się znaczną skutecznością jego rządów. Nie twierdzę, że był wzorem cnót (no właśnie, cnót), ale przykład podałem dobry. Ludzie pozbawieni emocji staną się skuteczni, ,,laserowo" skoncentrowani na wykonywaniu zadań. Czym są emocje? czymś, co określa nas jako ludzi? A kto powiedział, że wszyscy do samego końca chcieliby pozostać ludźmi? Tak samo, jakby homo erectus powiedział, że nie chce zostać homo sapiens. Uczucia mają za zadanie sprawić, abyśmy np. przedłużali gatunek, albo nie włożyli ręki do ognia. Przywiązanie do nich siłą rzeczy musi zniknąć, kiedy się ich pozbędziemy. Jak to mawiają: ,,punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Siłą rzeczy niemożliwym jest, aby istota postludzka, której emocje zostały odebrane, za nimi zatęskniła.

 

Kolejna rzecz: istoty zakotwiczone w emocjach staną się mniej skuteczne od istot skoncentrowanych na swoich zadaniach do wykonania. Znając ludzką naturę, prędzej czy później dojdzie do wojny z nienawiści, którą będzie czuć tylko jedna strona. Druga uzna pierwszą za zagrożenie, stanowiące niebezpieczeństwo dla podtrzymania progresu własnej rasy. Uważam subiektywnie, że ludzie pozbawieni emocji będą skuteczniejsi w walce, nie posiadając chociażby morale, zawsze walcząc w najwyższym możliwym skupieniu. Ale ten akapit nie stanowi żadnej ważnej tezy i prosiłbym, aby go nie podważać, gdyż i tak nie posiada wartości naukowej, będąc subjekcją autora (wiem, że nie ma takiego słowa, ale to mój ulubiony neologizm).

 

Uważacie, że istota pozbawiona emocji popadnie w marazm. Rośliny, wirusy, jednokomórkowce nie posiadają emocji, a mimo to są ,,skuteczne". Z naszym potencjałem intelektualnym po odjęciu emocji prawdopodobnie stalibyśmy się istotami wyższymi. Mam w tej sprawie trochę do powiedzenia, ponieważ przygotowywałem się do napisania swojego opowiadania pt. ,,Sąd nad Sędzią" (jakby co, jest w mojej sygnaturze). Nie żebym je teraz reklamował, ale problematykę emocji oraz ,,lekarstwo" na nie zawarłem właśnie w nim.

 

Reasumując, pozbawieni emocji staniemy się podobni do maszyn, lecz to można zrozumieć jako pionowy skok ku górze na krzywej progresu (za dużo Dukaja). Sam hedonizm nie jest w niczym lepszy od racjonalizmu, a ja mam dość uczuć, które mnie ograniczają, nie pozwalając się skoncentrować na tym, na czym bym chciał, aby podnieść własne umiejętności oraz wiedzę.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z tym co napisał Sakitta. Doskonale ujęty i omówiony temat. Jestem pod wrażeniem. 

Nadmienię może jeszcze, że sam na przestrzeni lat wiele razy myślałem o tym, jak dobrze by było, zostać pozbawionym emocji, tych najbardziej złożonych i skomplikowanych. Nad całkowitym wyrzeczeniem się wszelkich odczuć musiałbym się zastanowić, chociaż sądzę, że postanowiłbym jednak się ich wyzbyć. Być może nie po to by móc się doskonalić, chociaż z czasem zapewne rozpocząłbym ten proces, ale po to, by odzyskać stan równowag i stabilizacji, który został zaburzony i którego odnowa może potrwać, przez co znów, po raz kolejny i kolejny, trzeba się męczyć i to przeboleć. Tak, wiem, "takie jest życie", ale sądzę, że życie bez emocji byłoby... lepsze? Ciężka napisać "lepsze" wiedząc, że nie czułoby się nic. Ale w rzeczy samej, dokładnie tak by było. Taka egzystencja byłaby lepsza pod względem stabilizacji, spokoju, braku skołatanych nerwów i beznadziejnego samopoczucia.

 

Tak właściwie przyszło mi jeszcze jedno pytanie do głowy: "Czy dla takiego stanu stabilizacji, spokoju i ułożenia wszystkiego, bylibyście w stanie poświęcić odczuwanie szczęścia, euforii, zakochania itp?" Zdaję sobie sprawę, ze to brzmi strasznie głupio/beznadziejnie. Ale zastanówcie się przez chwilę nad tym. Czy kiedy wszystko jest tak jak być powinno, kiedy nie odczuwamy smutku, nic nas nie martwi, nie denerwuje, ale też kiedy nie bardzo mamy się z czego cieszyć, nie jest "dobrze"? Cicho, stabilnie, doskonale? Tak właśnie mógłby wyglądać świat bez uczuć i emocji. Stabilny, ułożony, niezmącony i bezpieczny. Myślę, że dla takiego świata, porzuciłbym to ulotne i wątpliwe "szczęście", którego tak bardzo wszyscy pragniemy. Ono nie istnieje, a jego iluzja tylko sprawia ból.

Link to comment
Share on other sites

Życie bez emocji. Hm... Bezspornym faktem jest to, że ludzie posiadają emocje. Jednakże u każdego są rozbudowane w innym stopniu. Istnieją osoby których odczucia ograniczają się do fizycznego bólu i nieskomplikowanej radości. Takie osoby nazywane są psychopatami i miejsce które zajmują jest zależne od inteligencji. Jeżeli taki psychopata jest bardziej inteligentny, to zostaje chociażby właścicielem ogromnej korporacji. A w przypadku niższej inteligencji, zazwyczaj ląduje w szpitalu psychiatrycznym. Jeszcze w tym momencie trzeba nadmienić jak definiowana jest normalność.

 

Normalność jest to stan w którym znajduje się zdecydowana większość ludzi. Więc gdyby większość nie posiadała emocji, to wtedy nikt nie zastanawiałby się czy to normalne. Po prostu ta resztka z emocjami zostałaby uznana za nienormalnych. Ale to tylko przykład podstawiony do schematu, według którego funkcjonuje obecne społeczeństwo. Świat w którym ludzie nie posiadaliby emocji na pewno wyglądałby inaczej, ale nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić jak dokładnie wyglądałby taki świat. Tak samo jak nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić jak to jest nie istnieć. W tym pierwszym przypadku można spekulować, na podstawie tych jednostek, które mają wachlarz emocji silnie ograniczony.

 

Aspektem, o którym już wspomniałem, jest inteligencja. Mówi się, że ogólny poziom inteligencji ludzkości z czasem wzrasta. Dawniej ludzie bardziej kierowali się emocjami. Najbliższym przykładem jest druga wojna światowa, której podstawą było uwielbienie dla jednej rasy i nienawiść do pozostałych. Można wywnioskować, że wraz ze wzrostem inteligencji zmniejsza się wpływ emocji. Tym samym całkowite zniknięcie emocji jest nieuniknione, ale podstawowym warunkiem jest czas. Musi to nastąpić na przestrzeni pokoleń. Gdyby to stało się teraz, tak nagle, to na pewno nie byłoby dobrze. Dlaczego? Dla osób inteligentnych nie zrobiłoby to dużej różnicy, ponieważ wpływ emocji na ich zachowanie nie jest dominujący. Jednakże takie osoby to mniejszość. Reszta ludzi opiera swoje działanie na emocjach. Przed dokonywaniem zła powstrzymuje ich strach. Właśnie... zło. Tak swoją drogą to nigdy nie spotkałem się z definicją zła.(Jedyne na co się natknąłem to, to że zło jest przeciwieństwem dobra.) Ja osobiście zło definiuję jako coś powodującego bezpośrednie straty kogokolwiek. Więc, jak napisałem, ludzi przed złem powstrzymuje strach. Strach przed bólem, więzieniem, śmiercią lub ewentualną karą po niej. Gdyby nagle znikły emocje, więc między innymi strach, tych ludzi nie powstrzymywałoby już nic. Wtedy na pewno wybuchłby chaos.

 

Podsumowując, zniknięcie emocji wyjdzie na korzyść ludzkości, pod warunkiem, że będzie temu towarzyszyć nieustanny wzrost ogólnego poziomu inteligencji.

 

Ja osobiście pozbyłbym się w całości emocji negatywnych, a tych pozytywnych zminimalizowałbym wpływ.

Link to comment
Share on other sites

Oj, bo zaraz przejdziemy na tematykę lobotomii i katatonii. Istoty uprzednio przeze mnie wspomniane, jak wirusy, jednokomórkowce, rośliny, żyją mimo braku emocji. Można zapędzić się w coś takiego, lecz równie dobrze można by się zabić. Logicznym jest, że nikt po prostu nie wyłączy sobie całego układu limbicznego bez zastanowienia, ponieważ już od dawna znamy metody, aby wyłączyć emocje (wspomniana lobotomia). Osobiście chodzi mi o to, aby pałeczkę przejął płat czołowy, czysty racjonalizm wyprany z emocji. Zresztą kto wie, dokąd zaprowadzi nas sama psychologia. Polecam szczególnie kierunek NLP (podobny z nazwy do MLP, ale nie dajcie się zwieść; to programowanie neuro-lingwistyczne). Emocje ich zdaniem można zapamiętywać, a następnie sobie przypominać, przejmując nad nimi całkowitą kontrolę, ale ciągle nie jest to czymś, co komputery mają za darmo, z samej niemożności stworzenia SI obdarzonej emocjami. Jak działałby ludzki mózg, przejmując niektóre sposoby ,,myślenia" maszyn? Brak ograniczeń w kierunku myślenia oraz niezachwianie. Jeżeli czegoś byłoby mi szkoda, to faktycznie chyba tylko My little pony. Nie mógłbym się cieszyć tą bajką, ale spełniłbym wszystkie już nie marzenia, ale zamiary. Skynet z terminatora też emocjonalnie był do tyłu, lecz w skuteczności wyglądało to już inaczej.

 

Czytałem też, że nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić braku własnej egzystencji. Polecam Platona. Porównywał śmierć do głębokiej fazy snu, w której nic nie czujemy, ani nie śnimy. Starożytni jednak byli ogarnięci i mają do zaoferowania znacznie więcej niż takie spojrzenie na ,,zaświaty".

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Według mnie ciężko jest żyć w społeczeństwie bez emocji. Są one bardzo ważne w budowaniu więzi międzyludzkich. A te z kolei przyczyniają się do przedłużania ciągłości gatunku ludzkiego. Poza tym, uważam że pewne emocje pozwalają nam się odróżnić od innych zwierząt. Weźmy na przykład wyrzuty sumienia. Dzięki nim istnieje jakaś granica, która określa co nam wolno, a czego nie. Nie robimy czegoś, bo wiemy że żal może nas zeżreć. Niektóre emocje trzymają nas na łańcuchu. Myślę, że dzięki negatywnym emocjom mogliśmy wytworzyć coś takiego, jak kręgosłup moralny. Nie zabijasz kogoś, bo wiesz że wyrzuty sumienia cię zniszczą, że ktoś (chociażby rodzina) będzie przez to cierpieć i tak dalej, i tak dalej.

 

Życie bez pewnych emocji istnieje. Weźmy chociażby anhedonię. Stan, w którym osoba nie czuje przyjemności. Nie cieszy się ze spotkania z bliskimi. Taka osoba nie odczuwa radości. Żyć żyje, ale jaka jest jakość tego życia? No właśnie. Dlatego też uważam, że emocje są nie tylko ważne w budowaniu relacji z innymi, ale także odpowiadają za jakość egzystencji. 

 

Nad emocjami da się panować. Niektórych można się wyzbyć. Stoicy w kwestii panowania nad sobą są mistrzami. Opracowali szereg różnych ćwiczeń, które pozwalają przejąć ster nad swoim umysłem, ale także nad tym, co dzieje się dookoła. Często zdarza się tak, że ludzie przez swoje niepowiedzenia łapią tak zwanego doła, z którego niekiedy ciężko wyjść. Stoik owszem, pod wpływem porażki będzie czuł się źle, ale po chwili usiądzie w spokoju i zacznie analizować. Na przykład, XYZ został zwolniony z pracy. Załamuje się. Popada w apatię i tak dalej. Kojarzymy ten scenariusz? Stoik zaś pomyśli: "Trudno. Przynajmniej nie będę musiał wstawać o szóstej rano". Tym samym pozbędzie się, przynajmniej w jakimś stopniu, smutku i złości. W tym momencie chciałabym polecić zainteresowanym książki Tomasza Mazura. Myślę, że niektórym mogłyby się przydać i spodobać publikacje tego pana :)

 

Reasumując. Uważam, że człowiek bez emocji może żyć, ale jest to niezwykle trudne i przy okazji, obniżające jakość życia. Gwoli ścisłości. Cały post odnoszę do człowieka, a nie do innych organizmów. Niektórzy zaczęli wspominać coś chociażby o roślinach. Miejmy na uwadze, że to dzięki organowi jakim jest mózg mamy zdolność do odczuwania emocji. Kora mózgowa pojawiła się jako pierwsza u gadów. To dzięki niej mamy zdolność do myślenia abstrakcyjnego. Uważam, że po coś ewolucja to "dała". Skoro stoimy najwyżej w hierarchii organizmów żywych i skoro posiadamy już te emocje, to nie powinniśmy się ich wyrzekać. 

Edited by Sabina
  • Upvote 6
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

A wiecie co? Istnieją ludzie bez emocji ( wystarczy jakieś uszkodzenie mózgu lub tarczycy czy tam jeszcze czegoś innego) a nazywają sie oni  dum dum dum..... psychopaci. Polegają tylko na interesie i mają ostro wyjeb...e. ( ah ta moja długa wypowiedź) 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

LkvgmyE.jpg


Zastanawialiście się, jak mogłoby wyglądać życie bez emocji? Bez smutku, bólu, żalu, radości czy euforii?

Nie.

 


to logiczne, że mało kto wybrałby takie życie

"Czego oczy nie widziały, tego sercu nie żal". Jeśli chcesz zobaczyć jak to jest, spróbuj sobie wyszkolić kogoś takiego. Swoim przykładem i odpowiednimi środkami myślę, że można byłoby osiągnąć mniej więcej taki stan o jakim mowa. Nasuwa się pytanie po co? Nie staniesz się wtedy niczym pociesznym, niczym uroczym, niczym pożytecznym. Ludziość jest tak skonstruowana, że do funkcjonowania w społeczeństwie potrzebujesz albo chociaż udawać emocje, albo mieć wyrozumiałych ludzi, którzy zapewnią ci przetrwanie. Czy ktoś bez emocji będzie w stanie wykorzystywać spryt? Czy bedzię umiał symulować empatię? Czy mimo to, będzie grzeczny? Przeprosi, przepychając się przez grupkę ludzi, czy może bez słowa zacznie się z nimi zderzać? Czy zostanie zatrudniony gdziekolwiek? Czy nie przestanie samodzielnie podejmować złożonych decyzji za samego siebie?

 


Otóż, uważam, że emocje są naszą największą słabością.

To raczej miecz obosieczny. Nawet jako ludzie, nie powinni się upadlać i redukować do ruchania i pierwotnych instynktów. Bo nie sądzę, że brak emocji sprawi, że wciąż będziesz robił coś dlatego, że sprawia ci przyjemność. Zero fetyszy, zero przemocy, zero gier, muzyki, słodyczy.

Nawet koty są w stanie zniżyć się by dostać to czego chcą. Więc takie życie bez emocji przypominałoby bycie robiakiem, warzywem, czy robotem. niektórzy na forum zdają się być takimi zarobaczałymi, biologicznymi maszynami :kappa:

Czy jest to słabość? Ludzie raczej nie są jedynymi stworzeniami robiącymi coś ponad instynkty, lecz i ich to wyróżnia na tle pozostałych stworzeń. Nie ma co rezygnować z tych rzeczy. Nie ma co.


Nie fakt, że bez naszych wynalazków w postaci broni białej, palnej czy jakiejkolwiek innej.

Uważam, że to m.in. emocje doprowadziły do tego że jeszcze nas żadne przerośnięte jaszczurki nie wysrały.

Wyobraź sobie że idziesz polaną i nagle goni cię jakiś dzik. Przerażony biegniesz jak murzyn za skrzydełkami, wspinasz się na palmę, rzucasz kokosami w stwora, serce wali jak szalone, potwór odpuszcza. Złazisz z drzewa i myślisz "ło kuźwa, prawie odgryzł mi kokosy, muszę coś wykombinować". Strach mija, ale już wiesz, już masz potrzebę, wolę, chęć i motywację by wynaleźć coś, co pozwoli ci uśmiercić dzika. Gdyby nie emocje, nadal byś przed nim uciekał ze strachu. Albo rzucał się nań z zębami i zdychał, bo on ma większe.

 


Jesteśmy bezbronni w starciu z pierwszym lepszym drapieżnikiem, ale nie o tym.

Od tego są narzędzia. I inne fajne rzeczy. Chociaż, co z ludźmi żyjącymi wśród wilków, albo z jakąś tam dziewczynką, którą wychowywały krowy? Jeśli tylko przeżyją, są w stanie zaadaptować się wszędzie. A pomyśl, jaki pogrom by był, gdyby owady były rozmiarów ludzi! Przecież wtedy z łatwością zdominowałyby wszystko. Lrn2balans.

 


Są zbyt rozbudowane, złożone, skomplikowane i mają zbyt głęboki wpływ na nas samych.

Są. ale nikt ci nie każe ogarniać ich wszystkich. Dlatego liczy się na wyrozumiałość innych, bądź maskuje swoją niewiedzę. Zerowa wiedza, mimo to nieskończoność możliwości. Tego chcesz pozbawić ludzi? Jak niegrzecznie.

To czy mają zbyt jakiś wpływ na ludzi to chyba kwestia indywidualna. Dlaczego? Dlatego, że to nie jest coś co można w zupełności przewidzieć. Każdy ma wzorce nauczone przez rodziców, widział jak zachowują się oni, jak zachowują się ludzie z ich otoczenia, jak reaguje na nich samych owo otoczenie, mają swoje własne doświadczenie i wnioski snute z tego co już wymieniłem. Jeden zapłacze nad rozlanym mlekiem i się powiesi, drugi widząc to mleko, wysadzi krowę w powietrze i nawlecze na płot farmera, czyniąc z jego zony worek na "mleko" oraz wyrwie gwoździe z drewnianych ścian, po czym sprzeda je na złom. Ktoś inny nawet tego nie zauważy. Wiesz kto co zrobi? Wiesz jak długo będzie to w jego pamięci? Nie.

 


nigdy nie wiemy kiedy coś się stanie i kiedy te emocje spadną na nas.

Nie wiemy kiedy coś się stanie. Ale nie zawsze. Wiesz kiedy będzie leciał twój ulubiony program w tv, wiesz kiedy wstać do szkoły czy pracy, 'n shiet.

A kiedy emocje spadną na nas? Słuchaj siebie, to się dowiesz co jak na ciebie działa.

Mniej więcej w tym momencie twój wywód zaczyna brzmieć jak lęk przed emocjami. JESTEŚ MASZYNĄ, KTÓRA MIAŁA ZAPROGRAMOWANE JAKIEŚ EMOCJE ALE SIĘ W NICH GUBI?! Czemu jak lęk? Bo strasznie je dewaluujesz. To brzmi jak nieumiejętność w obsłudze tego. Niechęć i niewiedza. Bla bla bla.

 


Złożoność tych odczuć wpływa na nas negatywnie. Nie możemy łatwo nimi kierować, nie możemy się ich pozbyć, kiedy tego chcemy.

Możemy się ich pozbyć kiedy tego chcemy. Nie w całości, ale możemy. Możemy też nimi kierować. Czymże jest, kierowane ciekawością, sprawdzanie chociażby "a jak to smakuje"? No właśnie. Okaże się, że coś nam podpasuje. Chcemy skierować się na tęczowe tory, poprawić sobie nastrój. Co możemy zrobić? Możemy myśleć o czymś przyjemnym. Możemy zrobić coś fajnego. Możemy przypomnieć sobie "hej, a ta rzecz zawsze sprawiała że czuję się szczęśliwy!" i zrobić to, co tak na nas działa. Emocjami nie pokierujesz jak samochodem. Używasz myślów, pamięciów i doświadczenia. Co jeszcze bardziej sprawia, że jestem niemal zaskoczony twoją wypowiedzią. Negatywnie.

 


Emocje mogą zostać wykorzystane przez innych ludzi przeciwko nam samym.

Jedni wykorzystują, inni są wykorzystywani. To nie jest domena emocji.

Jakkolwiek czy przed tym też nie można się obronić? Ewentualnie, przezornie zabezpieczyć się przed nieszczęśliwym wypadkiem, by nie zadziałał z pełną mocą? Odpowiedź brzmi: oczywiście, że można.

 


Przecież niektórzy doskonale na nich grają, perfekcyjnie wykorzystują je do osiągnięcia własnych celi, kosztem innych

#ludzie. Dorzuć do tego jeszcze moralność, a jestem pewien, że twój stroniący od emocji mózg eksploduje!

 


Grupka związków odpowiadających za nasze samopoczucie ma taki wpływ na nasze życie, decyzje i zachowanie? Czy to nie jest wystarczająco szalone?

Wystarczająco szalonym jest to, jak my wykorzystujemy te związki by wykorzystywać innych! Ha, przebij to!

Prawidłowa odpowiedź brzmi: łączenie tego za pomocą czego powstają emocje, z tym, czym są w ogólnym odbiorze, to zła droga.

Tym sposobem możesz zapytać, czemu widzę wodę jako coś zwięzłego, skoro jest zbudowana z cząsteczek? Czemu nie widzę jej jako coś na kształt garści piasku?

Albo: jakim cudem widzę to, co widzę? Przecież tu wszędzie są fale elektromagnetyczne! I jeszcze te fotony! CO SIE DZIEJE?!

Czy wystarczająco dobitnie sprzykładowałem temat? Czy muszę posłużyć się opisem i młotkiem?

 


Sami do końca nie rozumiemy niektórych emocji i ich komplikacji.

Mogę to nazwać słabością. Mogę to nazwać urokiem ludzia. Albo 'sam był sobie winien'. O ile nie strzelisz sobie w łeb, odpowiednie działania są w stanie naprawić jakąś sytuację związaną z emocjami, tudzież dać zadowalający substytut. Ale od czego jest życie, jeśli nie od tego, by dowiadywać się how to be a master OF PUPPETS!?

 


Zadajcie sobie teraz pytanie: Czy nigdy nie mieliście sytuacji w której czuliście się źle, kiedy chcieliście choć przez chwilę nic nie czuć?

Miałem, nie raz. Ciągle mam. Co wtedy robię? Analizuję swoje błędy i myślę, co mogę zrobić lepiej. Co ktoś zrobił nie tak. Czemu. Rozmawiam. Czasem też w milczeniu myślę o niczym, zaciskam pięści, czy zajmuję się swoją robotą. Czy jestem wtedy wkurzony? Jestem. Czy ma to jakiś wpływ na innych? Możliwe, że widzą moją złość. Ale ja muszę pamiętać o tym, że jeśli ta sytuacja ich nie dotyczy, mój gniew też nie może ich dotyczyć. Nazwałbym to samokontrolą.

Przykład:

Przegrałeś rundę w grze od której jesteś uzależniony. Rzucasz klawiaturami, klniesz na wszystko co żyje, przeżuwasz kartę graficzną. Nagle przychodzi twój mały braciszek, pytając się czy chcesz herbatę. Co zrobisz?
Rozbijesz mu krzesło na głowie, po czym usuniesz radiator z procesora i zaczniesz smażyć na procku jego zwłoki w tym szale?

Każesz mu wypierniczać? On może wtedy być smutny, wtedy poczujesz się jak ostatnie gówno, bo twój brat, którego zwykle lekko zlewasz, chciał być miły i zrobić coś dla ciebie.

Możesz też ogarnąć, że niczym ci nie zawinił i po prostu odpowiedzieć na jego pytanie. Niezależnie czy zrobisz to głosem silącym się na normalność, czy szatańskim gutturalem prosto z najczarniejszego odbytu. Docenisz to, że chciał być miły. Docenisz to, że nauczyłeś się kontrolować samego siebie.

 


Czy w tamtej sytuacji, zniknięcie wszystkich emocji, nie przyniosło by wam ulgi?

Absolutnie nie. Jestem zabójczo leniwy, ale twoje rozwiązanie to siłowe pójście na łatwiznę. *pogarda*

Chociaż, częściowe zniknięcie emocji, czy też raczej uodpornienie się na niektóre skutki ma przecież miejsce. Ta straszliwa znieczulica spowodowana grami komputerowymi. :kappa: Ulgę przynosi świadomość opracowania rozwiązania i wykorzystanie go w praktyce. Milion sposobów na radzenie sobie, sto tysięcy właściwych, wciąż nie możesz wybrać? :c

 


Oczywiście, zawsze można powtarzać sobie, że "będzie lepiej", skądś wzięło się określenie "Czas leczy rany", ale czy nie jest to po prostu długotrwały powrót to dawnej równowagi organizmu? Czy nie chcielibyście go przyspieszyć?

Proces ten przyspieszany jest alkoholem xD Albo uświadomieniem sobie, że świat się jeszcze nie zawalił. Zawsze może być inaczej, zawsze bla bla bla, cośtam ten też może być. Grunt to się nie poddawać, obserwować i gromadzić doświadczenie. Ciężko to przepuścić przez myśl, ale ten. To co piszesz, nie mieści mi się w głowie. Długotrwały powrót? Pony, please. Jesteś. Stało się coś złego aka dałeś dupci w jakieś sprawie. Nie płacz. Zobacz co zrobiłeś i czemu. Zobacz co zrobiłeś źle, co mogłeś zrobić inaczej. Zobacz co ci zostało. Zobacz co miałeś zanim w twoim życiu pojawiło się zdarzenie które ostatecznie doprowadziło cię do tego stanu nędzy i rozpaczy. Żyłeś wtedy prawda? Było dobrze? To jak sytuacja, kiedy masz jeden monitor i nagle zaczynasz korzystać z dwóch. Wtedy nie potrzebowałeś drugiego, ale teraz nie jesteś w stanie się go pozbyć.

Więc, skoro było dobrze zanim dałeś zrobić sobie kuku, to nie ma powodu do rozpaczy. Jesteś teraz bogatszy o doświadczenie, wiesz czeęściowo czego się spodziewać. To sprawia że jesteś lepszy. Wróć do normalności z przeświadczeniem, że masz kolejną rzecz do gablotki doświadczeń.

Jeśli zaś stwierdzisz, że sprawa jest beznadziejna, skończ to definitywnie. Jeśli stwierdzisz, że już nic nie dasz rady zrobić. Kiedy powiesz, że nie masz już żadnych kart.

Oto przyspieszony proces 'powracania do równowagi'. Bez zbędnego narzekania, czy marnowania emocji. Za to wymagający łyżeczki samokontroli i pół szklanki poważnego myślenia. Rezultat zależy też od charakteru. Ale sposób uważam za dobry.

 


Dobrze, zaraz ktoś mnie oskarży o pomijanie tych pozytywnych odczuć.

Pisząc to, jak i kolejne zdanie/zdania, właśnie opisałeś pozytywne odczucia w sposób lekceważący. Zaznaczyłeś jedynie, że są. Uważam więc, że je pominąłeś w swojej wypowiedzi.

 


Moim zdaniem, stan równowagi jest optymalny i najzdrowszy dla człowieka. Jego zaburzenie doprowadza do pewnego rozchwiania, które potem trudno unormować i wrócić do punktu wyjściowego. Owszem, różni ludzie różnie na to reagują, jedni poradzą sobie z tym szybciej, inni mogą męczyć się całymi latami.

To zdanie zostało wydrukowane tuż po nawiązaniu do pozytywnych emocji, pozwolę więc sobie podstawić doń Szczęście.

Stan równowagi zostaje zachwiany szczęściem. Trudno to unormować, bo jesteś szczęśliwy i chcesz być szczęśliwy. Jedni poradzą sobie z tym szybciej, inni będą męczyć się całymi latami. Dobre. Męcz się z powodu, że jest ci dobrze.

Myślę, że mógłbyś już na wstępie zaznaczyć, że chodzi ci tylko o negatywne emocje, których być może doświadczyłeś i w bólach i mękach same łaskawie cię opuściły. To brzmi jak ofiara terroru, nieprawdaż? Chciałbym, byś napisał podobny post do twojego pierwszego, lecz skupił się na pozytywnych emocjach! ^o^

 


A co gdybyśmy pozostawili podstawowe pragnienia i odczucia, a te rozbudowane, skomplikowane i niebezpieczne odrzucili? Pozostali przy tych, które zapewniają nam przetrwanie, a te które mają na nas destrukcyjny wpływ zniszczyli?

Podstawowe, czyli które? Niebezpieczne, czyli jakie?

 


Trwały, nienaruszalny stan równowagi, bezpieczny dla każdego, może nudny, ale stabilny?

Nieskończone bezpieczeństwo grozi stagnacją i natychmiastowym wyginięciem. Nie polecimy w kosmos, bo to niebezpieczne. Nie poszukamy nowych źródeł energii, bo to niebezpieczne. A co z naturalnymi kataklizmami? Co gdy jakieś miasto znajdzie się pod wodą cuz tsunami? Będziemy je ratować, czy zostawimy wszystko tam na śmierć, bo ratowanie będzie niebezpieczne? Nie sprawdzimy co robi ten fajny przycisk... bo to niebezpieczne :c

 


To tylko moja opinia, temat ten nie ma na celu narzucenia jej komukolwiek, chcę tylko skonfrontować swoje zdanie z waszym. Ciekaw też jestem, czy ktoś się ze mną zgadza i czy rozwinie się jakaś dyskusja tutaj, czy wątek umrze tak szybko jak powstał.

Konfrontuję swoje zdanie z twoim. Jednocześnie mówię, iż agresywny ton wypowiedzi (SKAŻENIE EMOCJAMI!) nie wynika z jakiejkolwiek niechęci do twojej osoby, tudzież chęci obrazy twoich poglądów. Wynika on z tego, że uważam to co napisałeś za głupie. Wynika on z tego, że liczę na choćby krótką dyskusję. Z tego, że teraz powiem, że wszedłem furtką, którą zostawiłeś, celowo pisząc to i owo tak a nie inaczej. Z tego, że lubię się bawić w odkrywanie kart, niezależnie od tego czy potwierdzisz to co napisałem, czy też nie, ja będę dobrze się bawił, gdyż to lubię! Zrób to! <3

 

Teraz coś ode mnie, tak ogólnie. Wyrwijmy sobie jedną gałkę oczną i rzućmy nią na internety. Co widzimy? porno Tekst. Inne rzeczy też, ale to literki pisane są główną formą komunikacji. Pytanie brzmi, jak się komunikujemy przez internet, skoro tu nie ma emocji, bo widzimy tylko literki i dopasowujemy sobie emocje doń, które wcale nie muszą pokrywać się z tym co autor miał na myśli? TO JEST DOPIERO CHORE. Widzisz jakieś litery i myślisz omgwtf, ten komputer do mie pisze, lepiej poleje go wodą święconą.: O

Podsumowując półtoragodzinne wypociny, jest dobrze jak jest, tylko trzeba nauczyć się w to grać. Nawet w starcrafcie da się zrobić agresywnego mecha w 12 minucie.

  • Upvote 5
Link to comment
Share on other sites

Warmen. Warmen dałabym ci 20 punktów repki i jakiś forumowy medal ogarnięcia życiowego gdybym mogła. Dzięki ci, że napisałeś ten esej na który ja nie miałam siły od 2 tygodni po lekturze postów w tym temacie. x.x Po prostu mnie to rozbroiło, szczególnie po tym jak na psychologii mieliśmy tyle o tym gadane, a ty nawet tego nie miałeś ale kumaty z ciebie człowiek, więc chwała ci. ;_; I szacunek, ze nie boisz się ŻYĆ z emocjami, jak na silnego człowieka przystało. Bardzo mi tego ostatnio brakuje w społeczeństwie.

Brakuje w twojej wypowiedzi tylko jednej rzeczy: wyjaśnienia, że spokój jest TEŻ stanem emocjonalnym w którym wiele emocji równocześnie istnieje na przygaszonym poziomie i żadna z nich nie bierze góry nad innymi a przynajmniej nie w wyrazisty sposób ale nawet ta emocja w swojej zdrowej formie ma charakter pozytywny i sprawia, że czujesz się ogółem przyjemnie. Bo mam wrażenie, że niektórym myli się spokój z prawie brakiem emocji czy czymś.

Edited by Burning Question
Link to comment
Share on other sites

Nietaktem byłoby nie odpisać na tak rozbudowaną i szeroką wypowiedź, kontrującą praktycznie każdy mój argument.

 

Niestety, Warmenie, ale prawdopodobnie rozczaruję Cię por raz kolejny. Już wyjaśniam czemu:

 

Ten temat jak i zamysł na niego powstał w okresie kiedy czułem się naprawdę paskudnie, źle, podle, jak zwykły śmieć. W tamtym czasie kierowały mną głównie negatywne emocje i najgorsze uczucia, czułem się tym zmęczony, po raz kolejny w życiu ktoś potraktował mnie jak szmatę, więc moje zachowanie i w pewnym sensie pojmowanie konkretnego tematu było zaburzone przez ten stan. W pewnym sensie bezradności, pogardy i zawodu na sobie i innej osobie. Dlatego też mój pierwszy post może mieć tak negatywny wydźwięk.

 

Ale.

 

Faktem jest, że często nad tym myślałem, po prostu, wtedy miałem potrzebę rozmawiania, nie mam w zwyczaju wybrać konkretnej osoby i jej się zwierzać, choć zdarza mi się, więc padło na pomysł stworzenia wątku w któym zawrę swoje przemyślenia, a które to akurat będą pasować do mojego stanu.

 

Wtedy emocje były dla mnie męczące. Przeszkadzały mi w skupieniu się na pracy i zabraniu się za pewne rzeczy. Z tego powodu pojawiła się spora obsuwa w moich postępach na pracowni magisterskiej, z mojej winy, właśnie przez to zmęczenie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne - nie mogłem spać, przez co chodziłem ciągle niewyspany i nafaszerowany skrajnymi ilościami kawy, oraz w końcowym okresie - energetyków. To było złe. Teraz jak na siebie patrzę, to widzę, jaki żałosny obrazek sobą reprezentowałem. Zgodzę się z BQ, nie ogarnąłem się jeszcze życiowo, nie boję się tego przyznać. Nie jestem jakimś super ogarniętym facetem, boję się wielu rzeczy, przyszłości, pracy, zmian. Ale cóż, trzeba im stawić czoła i jakoś to będzie. Teraz tak myślę, teraz kiedy tamta sprawa znacząco mi zobojętniała.

 

Teraz, przedstawiam sobą raczej ciekawość, jakby to było gdyby nie było emocji. Czyste zainteresowanie kategorii "Co by było gdyby?" Nie mam czasu na męczenie się z tym co było i minęło, mam masę rzeczy do nadrobienia, sporo pracy przede mną, więc odstawiam uczucia i jakieś głębsze emocje na bok, bo to przez nie straciłem mnóstwo czasu i nerwów. Ale się ich nie pozbywam, raz, że się nie da, dwa, że mogą mi się jeszcze przydać.

 

W każdym razie, zapewne gdyby była opcja pozbycia się wszelkich emocji, to i tak bym z niej skorzystał. By dowiedzieć się jak to jest. Na świecie przecież zostaną miliardy ludzi którzy czują, więc to nie byłby żaden problem.

Albo, gdyby istniała opcja wygaszania emocji na jakiś czas, np. po jakimś traumatycznym wydarzeniu? To mogłoby pomagać w rekonwalescencji. Stopniowe przywracanie tego psychicznego odczuwania, powoli, miarowo. Za dużo emocji nie jest zdrowe, mogą one doprowadzać do szoku. Moje zdanie opiera się na tym, że nie kontrolujemy całego tego systemu, tak jak byśmy chcieli. Gdyby tylko było to możliwe, gdyby każdy mógł kontrolować swoje emocje, ale tak całkowicie, bezkompromisowo, wtedy świat byłby piękniejszy.

 

Nie każdy jest takim twardzielem którego mało co ruszy, są ludzie którzy nie są tak silni emocjonalnie, dla nich taka możliwość byłaby zbawieniem. Po co się męczyć, skoro można kontrolować te emocje? Wtedy wszyscy bylibyśmy szczęśliwi, nie odczuwalibyśmy negatywnych emocji, które byśmy wyciszali. Każdy sobie. Kto chce - nie zmienia nic. Kto czuje się przytłoczony - pomaga sobie. To chyba dobre rozwiązanie, czyż nie?

Link to comment
Share on other sites


Dzięki ci, że napisałeś ten esej na który ja nie miałam siły od 2 tygodni po lekturze postów w tym temacie.

To pewnie dlatego, że nie czytałem tych postów, poza pierwszym :rainderp: Jednakże! - Dziękuję za docenienie <3


Brakuje w twojej wypowiedzi tylko jednej rzeczy

Brakuje jej przez późną porę, czas pisania posta, miljon myśli i brak wiedzy. Ja prosty matfiz, w głowie mam kilka liczb i alfabet grecki :< Ale twoja definicja spokoju jest taka trafna. Spokój - czujesz się ogółem przyjemnie, jesteś wyciszony. FEEL LIKE A MONK!

 

 


Nietaktem byłoby nie odpisać na tak rozbudowaną i szeroką wypowiedź, kontrującą praktycznie każdy mój argument.

Nietaktem byłoby nie poczuć się zadowolonym z tego powodu.

 


moje zachowanie i w pewnym sensie pojmowanie konkretnego tematu było zaburzone przez ten stan.

O, to jest to o czym mówiłem. Dobrze jest zauważać takie rzeczy. Starać się z nimi walczyć i szukać sposobu na kontrolowanie tego. Rozumiem, że pierwsza fala to coś czemu 'z zaskoczenia' chyba każdy ulegnie, ale im szybciej się zauważy, że 'nie jest się sobą', tym szybciej zje się snickersa można podjąć odpowiednie działania. Absolutnie nie neguję tego jakim gównem ktoś może się poczuć, bo sam tak mam często (i nie uwierzycie jak bardzo proste "fuck this thread, i'm out" i pójście spać mi pomaga xD Polecam spróbować) i staram się też być fajny i rozumieć takie czy inne zależności. Mimo to wciąż mówię to samo, bo wydaje mi się, że taka świadomość sprawi że będzie żyło się lepiej, jak w obietnicach PO xD

Dlatego nawet jak jesteś wkurzony i przybity, kiedy już znajdziesz chwilę możesz powiedzieć sobie "okej, stało się źle, ale nie chcę zrobić czegoś nieodpowiedniego przez ten fakt", a będzie Ci dane. Tak naprawdę to nie, ale...


Ale.

ALE!


Nad całkowitym wyrzeczeniem się wszelkich odczuć musiałbym się zastanowić, chociaż sądzę, że postanowiłbym jednak się ich wyzbyć. Być może nie po to by móc się doskonalić, chociaż z czasem zapewne rozpocząłbym ten proces, ale po to, by odzyskać stan równowag i stabilizacji

Nie mając emocji, nie sądzę, byś chciał robić cokolwiek. Od razu, czy też po czasie. BQ bardzo fajnie uzupełniła co zostało powiedziane o ważną rzecz, że stan równowagi to też jest pewna 'emocja'. Jak na przykład...poziom wody w rzece. Jak nie ma nic (brak emocji), to rzeka jest sucha i wszystko co tam żyło, umiera. Jak jest za dużo, to woda wylewa i masakruje przybrzeżnych lewaków.

Wzbogacon o tę wiedzę, mogę powiedzieć, że Twoje pojmowanie stanu równowagi było niewłaściwe. Albo raczej, takim myśleniem mógłbyś sobie zaszkodzić! :c

 


Faktem jest, że często nad tym myślałem, po prostu, wtedy miałem potrzebę rozmawiania, nie mam w zwyczaju wybrać konkretnej osoby i jej się zwierzać, choć zdarza mi się, więc padło na pomysł stworzenia wątku w któym zawrę swoje przemyślenia, a które to akurat będą pasować do mojego stanu.

Twórz takie wątki częściej, mam całe pół roku, by wykazać się w pisaniu postów :kappa: Przy okazji, taka rozmowa mnie satysfakcjonuje. Dużo tekstu, dużo punktów zaczepienia, różne poglądy, tona uśmiechu!

 


nafaszerowany skrajnymi ilościami kawy

Zamień kawę na muzykę i słodycze! ^o^


energetyków

Tylko Red Bull! ^o^

 

 


To było złe. Teraz jak na siebie patrzę, to widzę, jaki żałosny obrazek sobą reprezentowałem.

Jaki obrazek by nie był, grunt to zauważyć co było złe i szukać skutecznej metody na udoskonalenie siebie samego. Samokontrola, samodyscyplina, samodoskonalenie się... samochód!

 


Zgodzę się z BQ, nie ogarnąłem się jeszcze życiowo, nie boję się tego przyznać.

To, jak i wcześniejszy użyty przeze mnie cytat - jakie to dobre jest. W sensie, pierwszy krok ku lepszemu jutru! *enter your wiaderko amerykańskich superlatywów here, każdy będzie przydatny, nic się nie zmarnuje* Zawsze chwalę zauważenie tego typu rzeczy i przyznanie się do błędu. Zawsze potem mam nadzieję, że na tym się nie skończy ;_;

 


boję się wielu rzeczy, przyszłości, pracy, zmian.

Boję się wyłysieć i tego, że nie będę wystarczająco doskonały, kiedy będę musiał być.

 


Ale cóż, trzeba im stawić czoła i jakoś to będzie.

Myśląc i nie ulegając za bardzo emocjom, na pewno będzie całkiem elo. Pewne Animo powiedziało mi kiedyś: "fortuna przychodzi do tych, którzy śpią i czekają". Te słowa mają dla mnie dużą moc. Prawie tak dużą jak "idziemy pić?" :rainderp:

Jakkolwiek chodzi we nich o to, żeby dużo spać stan równowagi jest fajny, zwłaszcza w codziennym zapierdolu jaki gotuje nam ten kraj i jego szoguny. Dodatkowo, mówi to postać, która często jest wesoła, ma swoje cele ale jakoś specjalnie wytrącona z równowagi nigdy nie była. Czy przytaczanie tu bajki nie jest zbyt niepoważne? xD

 


tamta sprawa znacząco mi zobojętniała.

Dobrze!

 


Teraz, przedstawiam sobą raczej ciekawość, jakby to było gdyby nie było emocji. Czyste zainteresowanie kategorii "Co by było gdyby?"

Myślę, że moja wypowiedź, jak i inne, byłyby podobne do obecnych.

 

Albo nawet i nie. Przecież, można powiedzieć, że byłbyś wtedy obojętny na wszystko. Ale taka obojętność też jest emocją! Więc czym byś był? Wydaje mi się, że taki człowiek absolutnie bezemocjonalny albo nie robiłby nic, aż nie umrze z głodu i pragnienia, albo zaspokajałby tylko podstawowe pragnienia. Czy nie czując nawet druzgocącej obojętności, ograniczony do minimum, byłbyś w stanie porozmawiać z drugą osobą?

 

Z drugiej strony może być tak, że taka 'świadoma' świadomość pozostanie na swoim miejscu. Będziesz w stanie robić to co dawniej. Ale bez emocji... Czy bez emocji byłbyś w stanie ocenić wartość tego co robisz? Gdybyś był takim bezuczuciowym mechanikiem samochodowym, czy mimo to, nadal chodziłbyś do pracy, wstając o 5 rano a kładąc się o 1 w nocy? W końcu organizm mówiłby, że trzeba pospać co najmniej drugie tyle. Albo gdybyś był chirurgiem, ważnym specjalistą? Zostałbyś w łóżku, póki się w pełni nie wyśpisz, tymczasem giną ludzie których miałeś uratować.

Przez ten wywód, zacząłem z jedną puentą, napisałem co innego i nie wiem co chciałem napisać xD O JUŻ WIEM!

Załóżmy, że zostałeś w łóżku, jako super quadro turbo chirurg. Zginęli ludzie, których nie miał kto pokroić. Dowiedziałbyś się o tym, włączając telewizyjne wiadomości. Nie dla przyjemności, tylko dla informacji. Ojej, nie posiadasz emocji, nie potrafiłbyś się tym przejąć. Więc sądzę, że brak emocji powoduje niemożność oceniania wartości czyiś działań, w tym swoich.

 

Nawet ograniczając się do ostatniej, najmniej brutalnej (CZY ABY NA PEWNO?!) opcji, że nie zmieniłbyś się w warzywo, czy zwierzaczka, odcięcie się od emocji wygląda jak coś niefajnego. Spójrz tylko, stałbyś się maszyną. Mniej więcej taką, jakiej wszyscy się boją, że przejmie władzę nad światem, kończąc ludzką dominację. Rolę sztucznej inteligencji, zajęłaby twoja własna, odarta z emocji. To chyba dobre porównanie, kiedy przypomni się, że stan paraliżującej obojętności też jest emocją/powodowany emocjami.

Co dalej? Z odległego punktu widzenia, życie jednej jednostki ludzkiej, jest mało znaczące. Ot, żyjesz, posiadasz pewną wymuszoną stylem życia rutynę, poza nią, robisz rzeczy które lubisz, reagujesz jedną emocją na drugą, jakoś to się ze sobą zazębia i łączy.

Jak wyglądałoby funkcjonowanie takiej żywej maszyny? Możliwe, że podobnie. Robiłbyś to co musisz. Poza tym, np sen, dla regeneracji. Stan uśpienia, ładowanie baterii, huh.

Zagłębianie się w milion czynników życia jednego człowieka jest za trudne, ale pozbycie się ich i zostanie taką maszyną, sprawia, że wygląda to jeszcze bardziej bez sensu. Bo nie ma w co się zagłebić xD Chyba, że chciałbyś skończyć jak czarni na plantacji. Ot taki "już nie człowiek, którego zadaniem jest robienie jednej rzeczy w kółko, póki nie przestanie działać".

Brr.

 


Albo, gdyby istniała opcja wygaszania emocji na jakiś czas, np. po jakimś traumatycznym wydarzeniu? To mogłoby pomagać w rekonwalescencji. Stopniowe przywracanie tego psychicznego odczuwania, powoli, miarowo.

A czy utrata władzy w emocjach choćby na jakiś czas, nie spowoduje, że już nigdy nie będziemy tacy sami? Czy wtedy nie stanie się z nami COŚ STRASZNEGO?

Przynajmniej ja, gdybym miał wybór, przeżyć mocny szok, ale zostać sobą a nie odczuć w tej samej chwili nic, w zamian za upośledzenie w pewnym aspekcie życia, wybrałbym to pierwsze. Chociażby dlatego, że takie sytuacje, albo może raczej to, jak sobie poradzisz z taką sytuacją, też jest ważnym doświadczeniem i prawdopodobnie kształtuje cię i przystosowuje do życia lepiej niż nieskończone zwycięstwa, bądź bycie...nie wiem jak to nazwać. Niż życie bez emocji kiedy się tego chce. Jest szansa, że takie wygaszenie emocji uzależni mocniej niż cokolwiek i ostatecznie i tak skończysz bez tychże.

 


Moje zdanie opiera się na tym, że nie kontrolujemy całego tego systemu, tak jak byśmy chcieli.

Moje zdanie opiera się na tym, że możemy próbować, a skutki wcale nie są opłakane. Lecz któż telefonem? kto będzie chciał to robić? xD

Ofc przez kontrolę nie mam na myśli dowolne dozowanie sobie hormonów jakimi dysponujemy, lecz raczej wiedza typu 'jeśli stanie się tak, to zrobię to, żeby było tak jak ja chcę'. Przyjmowanie na chłodny umysł niepowodzeń i szukanie doświadczeń i możliwości do doskonalenia się.

 


Gdyby tylko było to możliwe, gdyby każdy mógł kontrolować swoje emocje, ale tak całkowicie, bezkompromisowo, wtedy świat byłby piękniejszy.

Potrzebuję pieniędzy. Napadnięcie na sklep i okradanie staruszek jest takie złe. *PSTRYK* Chociaż teraz... Ja tylko potrzebuję pieniędzy. Więc po prostu je sobie wezmę.

I masa podobnych sytuacji. Wyłączamy część siebie by zdobyć to co chcemy, potem włączamy tę część, by się cieszyć zdobyczą. Nie, żeby obchodziła mnie specjalnie jakaś tam ludzka przyzwoitość, ale nawet, a może zwłaszcza (xD) satanizm mówi, że "spoko spoko, fajnie jest dążyć do zaspokajania siebie, tylko nie rób syfu, bulwo. Bo będą dedy.". A takie bezczelne pójście na skróty to już robienie syfu :c

 

Więc, według mnie, pstryczek on/off na emocje byłby głupiutkim posunięciem a jest głupiutkim pomysłem.

 


Nie każdy jest takim twardzielem którego mało co ruszy, są ludzie którzy nie są tak silni emocjonalnie, dla nich taka możliwość byłaby zbawieniem.

Skąd wiesz co zrobiłby taki człowiek pod wpływem Nagłego Braku Emocji? Czy jego zbawienie nie zostałoby okupione niepotrzebnym piekłem dla innych?

 


Po co się męczyć, skoro można kontrolować te emocje?

Żeby jakoś to kontrolować, to trzeba się najpierw pomęczyć. Tego typu 'ulepszenia' nie uczynią życia beztroskim życiem, raczej pustym byciem sobie tak o. Póki nie przestaniesz być.

 


Wtedy wszyscy bylibyśmy szczęśliwi, nie odczuwalibyśmy negatywnych emocji, które byśmy wyciszali.

Pisałem już o tym jak to negatywne emocje kształtują w ludziu to, co sprawia, że mimo 350zł emerytury i pensji 1500zł jest on w stanie próbować dożyć do śmierci naturalnej (que?). Znaczit odporność na smutki tego świata. Więc to jest ważne. Nie pozbywa się ważnych rzeczy. *tu wstaw powiedzonko o różach i drucie kolczastym*

 

Z kolei na rozważanie 'co jeśli w życiu zostałyby same pozytywne emocje', nie mam już siły ani czasu. Może jutro, chyba, że ktoś mnie wyręczy. Rozmawiałbym.

 


Każdy sobie. Kto chce - nie zmienia nic. Kto czuje się przytłoczony - pomaga sobie. To chyba dobre rozwiązanie, czyż nie?

Jak czuliby się ci, którzy nie zmieniają nic, widząc powierzchowne NIESKOŃCZONE SZCZĘŚCIE u tych, którzy sobie takiego boosta zaaplikowali?
-zazdrość, zawiść, jad - czemu? Bo oni mają a ja uważam ich za gorszych.

-nienawiść, ataki przy pomocy siekier, pochodni i laserów z oczu - Bo to jakieś, kurna, zombiaki są.

Albo po prostu dołączanie do grona przeszczęśliwych zombie. Taki brak równowagi (<- ważne słowa) pewnie też uśmierciłby rasę w kilka chwil. Ale teraz nie wiem jeszcze dlaczego. Ufam przeczuciu.

 

A czy zaatakowanie takiego szczęśliwiaka poprzez Dużą Ilośc Gniewu, krzyczenie na niego, bicie itd., nie spowoduje u niego jakiegoś szoku mimo wszystko?

W czymś takim nie ma miejsca na każdy sobie. Dlatego sądzę, że to złe rozwiązanie i takie jest moje zdanie. Czekam z wypiekami na talerzu na jakąkolwiek odpowiedź ;*

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

A więc kontynuujemy :3

Fajnie jest poczytać rzeczową, odmienną opinię :fluttershy5:

Czy nie czując nawet druzgocącej obojętności, ograniczony do minimum, byłbyś w stanie porozmawiać z drugą osobą?

Prawdopodobnie nie czułbym potrzeby rozmowy z drugą osobą.

Osoba pozbawiona emocji w zasadzie byłaby robotem, zdolnym do abstrakcyjnego myślenia, takim wysoce zaawansowanym AI na dobrą sprawę. Tutaj, nieco odbiegając od tematu, można się zastanowić, czy na świcie nie są prowadzone gdzieś takie badania w tej dziedzinie - czy nie próbują tak kontrolować jakiegoś człowieka, "ochotnika", by mieć pełen wpływ na jego stan emocjonalny, by doprowadzić go do czegoś na kształt robota. Zimnej maszyny, kierującej się jedynie wydawanymi poleceniami oraz zadanym programem. Ot, taki szalony projekt, oszukanej sztucznej inteligencji, skoro jeszcze nie możemy zrobić z robota człowieka, zróbmy z istoty ludzkiej, maszynę. Nieco przerażająca wizja, czyż nie?

 

Potrzebuję pieniędzy. Napadnięcie na sklep i okradanie staruszek jest takie złe. *PSTRYK* Chociaż teraz... Ja tylko potrzebuję pieniędzy. Więc po prostu je sobie wezmę.

Tu pojawia się problem którego nie uwzględniłem. Ciekawe też jest, czy taki zaawansowany robot ze sztuczną inteligencją zrobiłby coś takiego? Człowiek oczywiście zawsze będzie szukał możliwych sposobów zastosowania tego mechanizmu. Niemniej, nim przełączy pstryczek, będzie chyba miał na uwadze, że pomimo wyłączenia swoich emocji, popełni przestępstwo za które grozi mu więzienie. To powinno jakoś na niego zadziałać, jeszcze przez wyzbyciem się emocji.

 

Jak czuliby się ci, którzy nie zmieniają nic, widząc powierzchowne NIESKOŃCZONE SZCZĘŚCIE u tych, którzy sobie takiego boosta zaaplikowali?
-zazdrość, zawiść, jad - czemu? Bo oni mają a ja uważam ich za gorszych.

-nienawiść, ataki przy pomocy siekier, pochodni i laserów z oczu - Bo to jakieś, kurna, zombiaki są.

Albo po prostu dołączanie do grona przeszczęśliwych zombie. Taki brak równowagi (<- ważne słowa) pewnie też uśmierciłby rasę w kilka chwil. Ale teraz nie wiem jeszcze dlaczego. Ufam przeczuciu.



A czy zaatakowanie takiego szczęśliwiaka poprzez Dużą Ilośc Gniewu, krzyczenie na niego, bicie itd., nie spowoduje u niego jakiegoś szoku mimo wszystko?

W czymś takim nie ma miejsca na każdy sobie. Dlatego sądzę, że to złe rozwiązanie i takie jest moje zdanie. Czekam z wypiekami na talerzu na jakąkolwiek odpowiedź ;*

W tym miejscu nieświadomie przyznałeś mi rację w kwestii tego iż emocje to zło. Poniekąd.

Oczywiście, takie sytuacje byłyby jak najbardziej możliwe, osoby pozbawione uczuć byłby postrzegane jako "alieny" przez resztę społeczeństwa i to u nich wywoływali by te emocje, które sami tłumią. Także, "albo wszyscy albo nikt"?

 

Wszelakie emocje to złożone procesy, które nie są jeszcze do końca poznane. W teorii wszystko wydaje się proste i nawet logiczne, ale ilość zależności, zmiennych i współtrwających ze sobą czynników jest zastraszająca. Czasem też zdarzało mi się dojść do wniosku, że rozwój emocji stał się zbyt złożony dla współczesnego człowieka, ale to tylko moja opinia.

 

Coś nie idzie mi składanie moich myśli w logiczny i sensowny post, wysiedziałem się na labo, jestem zmęczony. Być może jutro postaram się o sensowniejszą odpowiedź.

Link to comment
Share on other sites

Czasem mnie dobija jakimi gburasami potrafią być tu ludzie i oczywiście sa nimi za mocno ALE JEDNAK, doznałam też szoku kulturowego lecąc do Murriki, gdzie panuje wieczne szczęście - przynajmniej powierzchownie. Przynajmniej jeśli patrzysz sobie na życie klasy średniej, która ocieka miodem. Ludzie zdają się być w takim stanie wiecznej wesołkowatej naiwności. Wszystkie wojny, które prowadzą mają miejsce daleko od nich, więc nikt tego nie czuje. Wszystko wygląda bardzo na bardzo zadbane i ładne co wprowadza od razu w przyjemny nastrój ale kiedy pożyjesz ta dłużej zaczynasz do tego przywykać- zapominasz, że na świecie są miejsca gdzie ludzie żyją w skrajnej nędzy i to otoczenie robi z ciebie rozpuszczonego człowieka. Nawet jak masz tam gorszy dzień, to w polskich realiach byłby to dzień normalny a może nawet dobry. Ludzie przestają kompletnie doceniać i szanować to, co posiadają, wodę, marnują tony jedzenia, bo przywykli, że zawsze mogą odczuwać nasycenie i jest przyjemnie. ...chyba nie muszę więcej pisać... Będac tam powiedziałam im, że bardzo rzuca mi się w oczy że w tym kraju dawno nie było żadnej wojny, jakiegoś masowego nieszczęścia, bo ludzie mocno zapomnieli co jest w życiu ważne a co nie.

Edited by Burning Question
Link to comment
Share on other sites


W tym miejscu nieświadomie przyznałeś mi rację w kwestii tego iż emocje to zło. Poniekąd.

Something is no yes here, gdy jedni dysponują pełnym wachlarzem, a drudzy tylko wybranymi emocjami xD Jeśli coś złego tu jest, to taka ingerencja w ów system.

 


Tu pojawia się problem którego nie uwzględniłem. Ciekawe też jest, czy taki zaawansowany robot ze sztuczną inteligencją zrobiłby coś takiego? Człowiek oczywiście zawsze będzie szukał możliwych sposobów zastosowania tego mechanizmu. Niemniej, nim przełączy pstryczek, będzie chyba miał na uwadze, że pomimo wyłączenia swoich emocji, popełni przestępstwo za które grozi mu więzienie. To powinno jakoś na niego zadziałać, jeszcze przez wyzbyciem się emocji.

Pójdźmy trochę dalej. Co, jeśli człowiek po włączeniu tego super-remedium-trybu, nie będzie chciał, czy też mógł go wyłączyć?

 


Tutaj, nieco odbiegając od tematu, można się zastanowić, czy na świcie nie są prowadzone gdzieś takie badania w tej dziedzinie

Nie jestem pewien, ale czy nie ma jakiś filmów/książek o czymś takim? O stworzeniu człowieka bez uczuć, żołnierza idealnego? Wydaje mi się, że oglądałem sporo tego typu tworów.

 

 


Czasem mnie dobija jakimi gburasami potrafią być tu ludzie

Hue, "wszędzie są". Ale tu to wiesz, takie warunki, taka natura. Jakiś tam amerykanin (mogę się mylić xD) powie ci, że u niego wsio haraszo nawet jakby właśnie się wykrwawiał, filipińczyk będzie łgał jak z nut, byle tylko zachować twarz/maskę, a polak ponarzeka i dowali tym co mają lepiej xD to takie tam stereotypy i inne rzeczy, ale coś może w tym być. Ale to wszystko wynika pewnie ze zbyt wysokiego mniemania o samym sobie, jakieś zadufanie, uważanie się za pępek świata, to potem wychodzi taki burak ze słomą w butach :c

 


Przynajmniej jeśli patrzysz sobie na życie klasy średniej, która ocieka miodem.

Przypomniał mi się początek Saints Row IV, taki typowy amerykański serial xD

 


Ludzie zdają się być w takim stanie wiecznej wesołkowatej naiwności.

Pstryczek "wyłączamy te złe emocje"? :3

 


Wszystkie wojny, które prowadzą mają miejsce daleko od nich, więc nikt tego nie czuje.

A co ma czuć naród, który twierdzi, że europa to kraj, a słońce obraca się wokół ziemi? xD

 

Geez, nie mam siły na nic więcej dziś xD Matma czeka xD

 


zapominasz, że na świecie są miejsca gdzie ludzie żyją w skrajnej nędzy i to otoczenie robi z ciebie rozpuszczonego człowieka

Żądasz by ludzie nagle się tak zmienili? A jeśli nie zapomnisz o nędzy a mimo to będziesz czerpała pełnymi garściami z dobrobytu? Czy to źle, że człowiek chce zapewnić przede wszystkim sobie/swoim bliskim jak najlepsze warunki, podczas gdy reszta schodzi na dalszy plan?

Link to comment
Share on other sites

Żądasz by ludzie nagle się tak zmienili? A jeśli nie zapomnisz o nędzy a mimo to będziesz czerpała pełnymi garściami z dobrobytu? Czy to źle, że człowiek chce zapewnić przede wszystkim sobie/swoim bliskim jak najlepsze warunki, podczas gdy reszta schodzi na dalszy plan?

 

Ależ nie, nie żądam i nikomu nie żałuję tylko użyłam tego do pokazania co się dzieje kiedy nie tylko nie spotyka cię nic złego w życiu ale też nie możesz tego zaobserwować, nie masz okazji współczuć albo pomyśleć "jezu, ale mi dobrze" i docenić to co masz.  Czerpanie z dobrobytu, to jedno, ale są ludzie, którzy robiąc to posuwają się zdecydowanie za daleko upośledzając samych siebie w ten sposób. A gdy zaczyna to być tendencją całego społeczeństwa, milionów ludzi, to skutki zaczynają być katastrofalne. Niby tak na chłopski rozum wszystko jest w porządku, każdy powinien być wiecznie syty i nie mieć dołka- społeczeństwo idealne. Ale to jedna z tych utopijnych wizji, które bardzo szybko obracają się przeciw nam. Tamtejsza klasa średnia i najbogatsza to idealny przykład i materiał do badań w tej kwestii.

Nie wiem czy mam się rozpisywać z przykładami z różnych dziedzin życia czy już raczej załapaliście. ...nie wiem na ile zagłębialiście się w ten temat do tej pory i czy w ogóle. W skrócie: próby negowania nieprzyjemnych emocji, kontrolowania ich, uważania ich za niedopuszczalne lub niewłaściwe to patologia, która wyrządza więcej szkód niż akceptacja tych emocji. Dobre samopoczucie i szczyty szczęścia są ludzkości równie potrzebne co gorsze dni i tragedie. 

Edited by Burning Question
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Po pierwsze, do czego nawiązywał już kolega Triste Cordis, człowiek bez emocji stanie się robotem, nawet gdy pozostawimy, o czym wspominał autor tematu w przedostatnim akapicie, tylko te podstawowe i tak najpewniej stalibyśmy trochę bardziej zaawansowanymi robotami.

Nie należy oczywiście pomijać kwestii najważniejszych, takich jak poczucie celu w życiu i związane z tym liczne emocje, ponieważ nie zapominajmy, że wcale nie zawsze, jest tak, że odczuwamy jedną emocję na raz, najczęściej jest ich więcej, poza tym emocje determinują liczne decyzje i  działania (o czym wspominał Siper ( ͡° ͜ʖ ͡°) ).

Nie zapominajmy także o tym, że jeśli chodzi o wynalazki (o których autor, jak również Sun, już wspomnieli) to większość z nich została wynaleziona pośrednio poprzez emocje, które determinowały działanie i chęć realizacji.

Jak wspominał wspominał również Siper ( ͡° ͜ʖ ͡°), bez emocji, żyjesz i rozmnażasz się czego jedynym celem i efektem jest przedłużenie gatunku, znikają wtedy przyjemności z tym związane, nie mamy zjawisk jak "barabara" (pozwólcie, że tak to ujmę), znikają też liczne inne przyjemności. (np. przyjemność z odkrywania nowych rzeczy).

Skłaniam się też troszkę w stronę Mordoklapow, który stwierdził, że wiele z negatywnych emocji, są właśnie tymi podstawowymi, po części to prawda, stwierdził on też pewną oczywistość, że te „skomplikowane emocje są właśnie tworzone przez te proste” i to też prawda. Idąc dalej  Mordoklapow podsunął mi wniosek, że życie, jak on sam uważa, bez emocji nie byłoby wcale bezpieczniejsze, skoro mówimy o ludziach i o sytuacji, w której emocje w ogóle nie zaczęłyby istnieć w człowieku, to, weźmy pod uwagę, że zwierzęta nadal by posiadały emocje, a skoro tak mogłaby zaistnieć sytuacja, w której człowiek nie ucieka przed drapieżnikiem, bo nie ma odczucie (czyt. Emocji), która by mu mówiła „uciekaj, on pewnie chce ci8 zjeść” i zabezpieczenie w postaci  reakcji „uciekaj lub walcz” może istniałoby, ale nie wywoływałoby strachu i związanej z tym np.  szybkiej decyzji „on jest większy, więc uciekamy”.

Jak wspomniała też koleżanka Nocturnal, emocje pozwalają nam odróżnić dobro od zła, a gdy ich nie ma nie umiemy odróżnić tych dwóch rzeczy. Wgryzając się cię w kwestie dobra i zła, nie istniałyby one bez emocji  (nie było by pewnie tych pojęć), może nie byłoby zła, lub jeśli przypadkowo zrobiłoby się komuś krzywdę, były to po prostu szczegół, do którego nikt nie przywiązuje wagi, życie ludzkie najpewniej straciłoby wartość,.

Jak wspomina Sakitta, ludzie bez emocji byliby maksymalnie skuteczni (o czym napomknąłem wcześniej), oczywiście brak emocji mógłby pozwolić przyśpieszyć swój rozwój i podnoszenie poziomu wiedzy o świecie, jednak paradoksalnie to właśnie dzięki emocją chcemy być lepsi i wiedzieć, a także umieć więcej. Brak emocji, moim zdaniem mógłby również doprowadzić do zagłady i szybkiego wykorzystania i zniszczenia przyrody, jeśli przyjmiemy scenariusz, że rozwijamy się bez emocji, będzie to rozwój niepohamowany,  w takim wypadku nie przejmujemy się, organicznymi stworzeniami i innymi żyjątkami, roślinami czy ogólnie środowiskiem naturalnym (przynajmniej w bardzo małym stopniu). Przykład może nie ilustruje tak doskonale, o co mi chodzi, ale zarys widać.

Nie zgadzam się też do końca z kolegą zajaximus’em,  te bardziej skomplikowane emocje jest w stanie odczuwać i najpewniej odczuwa każdy, emocje oczywiście nie muszą być ,i w dużej mierze bywa właśnie tak, uświadomione. Gdybyśmy uświadamiali sobie w pełnie emocje i w pełnie je przeżywali wiedzielibyśmy co i dlaczego, więc potrafilibyśmy nimi kierować.

Brak emocji oczywiście zlikwidowałby dużo problemów, co wydaje się sugerować  Shirogetsu Vermilion, ale jest to skrajność. Poza tym jak kolega KochamChemie już wspomniał emocje można kontrolować, a bez nich życie byłoby nudne.

 

Chyba nie ma się co tu więcej rozpisywać, a więc:

Podsumowując wydaje mi się, że lekarstwem powinna być wiedza, a nie usuwanie emocji. Jeżeli natura stworzyła emocję są one potrzebne, poza tym większość tego, co nazywamy „kulturą” (jeżeli nie całe to zjawisko) i zdecydowana większość, życia społecznego, a także człowieczeństwa, opiera się właśnie na emocjach, są one tak mocno zakorzenione w ludziach, że pozbycie się ich spowodowałoby tylko to, że ludzkość długo nie potrafiłaby się pozbierać.

 

Wybaczcie, może trochę chaotycznie, ale chyba da się zrozumieć.

 

@edit:

 

Wiemy chyba jeszcze, zbyt mało, zwłaszcza o  ludzkim mózgu by jednoznacznie stwierdzić czy pozbycie się emocji, które są częścią nas, jest dobrym pomysłem.

Edited by michalski9
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...