Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Peace Order

 

W dalszym ciągu obserwował Lance'a.

- Nie mam jak im przekazać tej informacji, jedyne co byłem w stanie wysłać to sygnał sos, nasza komunikacja ma ten mały problem, że większe skupiska magii powodują drastyczne cięcia zasięgu, no ale dzięki temu przynajmniej nie da się nas namierzyć. Tutaj nie chodzi o brak zaufania, po prostu nie przewidziałem tego rozwoju sytuacji. Czy Batty będzie w stanie przekazać im jakieś bardziej szczegółowe informacje? Moi towarzysze są doświadczeni w boju, więc możliwe że wpadną na jakąś metodę walki z tymi stworami.

Spojrzał na Pearl.

- Przepraszam, nawet jeśli nie czuję się winny to chociaż tyle wam się ode mnie należy.

Następnie skierował wzrok w kierunku Fire.

- Odnośnie technologii... wybacz że to mówię, ale wasze uzbrojenie nie są nam potrzebne, jesteśmy na bardzo zaawansowanym stadium opracowywania broni, która może pozwolić się nam odkuć ze strat i wypchnąć rojalistów z naszych terenów. Problem tylko polega na tym, że musimy dogadać się z resztą, aby nie wchodzić sobie w drogę. Dowództwo do tej misji wybrało mnie z racji na jak by to określić... przyjacielskie relacje z Equestrianinami? Chyba widzicie, że nie zionę do was nienawiścią, i mówię tu w szczególności o Spearze.

Zmarszczył brwi czekając na odpowiedź.

 

Sand Storm

 

Kiedy Sand zakładał ładunki przy wejściu żołnierze trwali w gotowości do strzału. Po wyrazach pyska można było ujrzeć brak zrozumienia sytuacji. Czy Szwadrony tutaj są? Jeśli to co mówił PO i nieliczni ocalali jest prawdą, to mają ogromny problem.

Dobra, to ostatni. Miejmy nadzieję, że te zapalniki zadziałają.

Po założeniu ładunków wycofał się na wzgórze, a następnie zaczął czytać jakieś sprawozdania.

- Dowódco, co to za nowe bombki?

Przerwał czytanie spoglądając na pytającego.

- Sproszkowane kryształy z pentrytem. Magiczny materiał, coś porównywalne do naszego grafenu, tylko że z kilkukrotnie większym potencjałem. Chociaż trochę Boskiej pomocy.

- Um... czyli coś w stylu mocniejszej bomby?

- Tak, do tego gwałtownie uwalniającej spore ilości magii, nie jest to co prawda rozczepienie porównywalne do atomowego, jeszcze nie jesteśmy na tym poziomie ale dalej potrafi mocno kopnąć.

Nie słysząc już więcej pytań wrócił do czytania. Mówił cicho pod nosem.

- Czyli mamy dogadać się z buntownikami, ciekawe. Mam nadzieję, że po wszystkim uda nam się przejąć władzę i odzyskać co nasze. A może by tak dogadać się z Celestią, może odeśle nas z powrotem? Może to test wiary?

Widząc spojrzenia żołnierzy uśmiechnął się.

- Wracać do roboty.

- Tak jest!

 

Dawn Spark

 

Ponownie ujrzałem stwora. Wydaje mi się, że pół godziny już minęło, chociaż w tak skrajnych warunkach mogło to być równie dobrze kilka minut.

- Ta gra na czas chyba nie jest tego warta.

Postanowiłem wyczekać moment ataku, możliwe że za ścianą znajduje się rzeka ognia. Coś co go usmaży.

Wystrzeliłem mieczem w kierunku paszczy potwora, chyba wbił się gdzieś głęboko gdyż stwór wydał z siebie jakiś nienaturalny krzyk. Następnie po chwili ruszył z impetem w moją stronę, po czym wyteleportowałem się za niego i strzeliłem zaklęciem przebijającym o maksymalnej mocy w kierunku ściany licząc na to, że stwór spłonie. Następnie zacząłem uciekać w przeciwnym kierunku, przy okazji trafiając kolejnym zaklęciem w sufit i kolejny raz blokując wejście gruzem. Byłem już skrajnie wyczerpany,  wszystko albo nic.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Nie zamierzam się wpasowywać tak żeby mnie inni lubili... Chyba że chodzi o klientów gdy mam dla nich coś wykonać - Uśmiechnęła się z czystej przyjemności. Zupełnie jakby uwielbiała pracować i tworzyć coś nowego... - Raczej do was nie wstąpię, w taki sposób nie sprzedaje swojego czasu ale jeśli chodzi o broń... - Wyjęła książkę która dzisiaj kupiła. - Podszkolę się w tej ludzkiej i jak będę tu następnym razem to postaram się przyjść z czymś dla ciebie - Teraz wyciągnęła jedną z kulek ze swoich toreb. - Lubię rzeczy o bardziej spektakularnym działaniu. Wiesz czyje to jest i jak działa? - Dotknęła pojedynczy wyrób Crimson kopytem zwiększając jego moc działania pięciokrotnie. - Została trochę ulepszona przezemnie, tak żebyś miał pojęcie czego się spodziewać - Uśmiechnęła się. Była niemal pewna że w momencie gdy zobaczy efekt tej próbki nie będzie się mógł doczekać jej wyrobu.

 

Batty

Gdy utwór się skończył przypomniała sobie o swoim zadaniu. Najpierw teleportowała do zbrojowni puszki z... Chyba ananasem. Ciężko było stwierdzić jednoznacznie po wyblakłej etykiecie. Każdy miał po jednej sztuce. Potem, nie zwlekając ani chwili dłużej wdrożyła w życie instrukcje które dała jej Fire. Najpierw zamknęła drzwi w korytarzu przy wejściu, potem między hangarem a przejściem do między innymi do magazynu cięższego uzbrojenia gdzie były bomby lotnicze i większe ilości ładunków wybuchowych. Oddzieliła tym sposobem chyba większość stworów od nich zostawiając te w czterech pomieszczeniach. 

- Fire - Odezwała się przez radio. - Kiedy zamknąć te z numerem po przecinku? 

- Jeszcze nie teraz. Dzięki za żarcie - Zastanawiało ja czy te puszki do czegoś się nadają. Wyglądały na szczelne ale kto będzie pierwszym odważnym by przekonać się czy na pewno? - Chłopaki, jak wam idzie? - Spytała ich ignorujac w tej chwili Pearl. 

- Prawie skończyliśmy - Odpowiedział jeden z nich. - Mamy 200 litrów napalmu i 35 kilo C4 wygrzebanego z min przeciwpiechotnych. Użyliśmy mniejszej ilości bo heksogen jest silniejszy niż trotyl. Wszystko załadowane na wózek który jest w szybie - Wskazał w tym kierunku. Nadal pozostawało pytanie jak oni się ochronią przed wybuchem. - A tu detonator, już uzbrojony.

- Dobra, oby to załatwiło te stwory... - Teraz obróciła głowę w kierunku Pearl. - Może się faktycznie odradzają po śmierci... To by miało sens. A co do uzbrojenia Order, my też mamy co nieco fajnych rzeczy. Tylko trzeba im okazać trochę miłości. Jeśli chodzi o Batty i twoją ekipę, oni mają radia? Nie wiem co ona im powiedziała ale łączność powinna teraz lepiej działać jak Batty włączyła nadajnik na szczycie tej góry. Może sam jesteś w stanie im powiedzieć, ja nie znam częstotliwości z jakiej korzystacie.

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Z klientami też trzeba uważać by nie weszli nam na głowę, wiem z doświadczenia - mruknął nim Sinister pokazała kulkę, która go wyraźnie zaintrygowała. - No kto by pomyślał... To jest jak wizytówka Crimson, nie sposób nie poznać jej roboty - znów spojrzał na klacz. - Jeśli jej nie zwędziłaś, to muszę powiedzieć jestem pod wrażeniem. Nikomu nie sprzedaje ani nie pożycza swoich zabawek, ty chyba byłabyś w tym wypadku pierwsza. Nawet gwardii podobno oddaje rupiecie gorszej jakości, a ty mówisz, że jeszcze możesz je podrasować - w jego oku pojawił się błysk. - Słuchaj dam ci tylko jedną radę. Ludzka broń to istny bajzel, nie zapędź się za daleko. Ludzie winią kuce za swoje życie, ale sami sobie to załatwiliśmy, choćby tą naszą bronią, to niezły syf, lepiej nie zapędzaj się za daleko. Prawda taka, że jęczą tylko ofiary co nie potrafią się ogarnąć - skrzywił pysk w wyrazie obrzydzenia. - Spytam tylko z ciekawości. Crimson wie, że chcesz majstrować przy jej zabawkach?

 

Baza

- Nie mam zamiaru skreślać twoich towarzyszy, jeśli chodzi o możliwości bojowe - mruknęła Pearl w kierunku Ordera. - Musisz jednak pamiętać, że gwardziści tutaj nie walczyli tylko nożami. Mieliśmy te bazę naszą broń i liczący grubo ponad setkę oddział, a ilu nas zostało? Ponadto, mimo, że nienawidzisz oddziałów śmierci, czym się tobie nie dziwie, to na pewno wiesz jak są wyszkoleni. Wycofali się jednak zaraz po zabraniu tego czego szukali ze świątyni, jestem niemal pewna, że dobrze wiedzieli co się stanie, a skoro się wycofali to na pewno mieli powody, nie mówiąc, że mieli ze sobą nawet kilku kapłanów obytych w magii, a i tak zostawili nas - mówiła w kierunku ogiera, nie zwracając uwagi na to co dzieje się wokół. - Mimo tego co się stało, nie żałuje, że tu przyszłam, gdzie indziej moje możliwości byłyby bardziej potrzebne? - dodała już bardziej do siebie. - Naprawdę bym chciała wiedzieć co tak rozwścieczyło te bestie i co im zostało zabrane

 

Nieznana lokalizacja

Pomieszczenie wypełnił wstrząs po uderzeniu jednorożca, najwyraźniej położenie było wyjątkowo niestabilne. Stwór zdołał już dojść do siebie po ataku i znów zaczął wyszukiwać ofiary, ale nagle się zatrzymał poruszając mackami po pomieszczeniu gdy zaczęła wlewać się magma. Wyglądało, że waha się włożyć cielsko w ciecz, ale nagle stało się coś nieoczekiwanego, bo ten złapał się sklepienia pomieszczenia i wciągnął na nie swoje ciało. Jedna z jego macek wystrzeliła i wbiła się prosto w wypływającą magmę. Ciało stwora zaczęło wypełniać się cieczą, aż nie stało się bardziej pomarańczowe przez magmę jaka się w nim zebrała, zaraz potem stwór zaczął poruszać ciałem za uciekinierem uwalniając ze swojego cielska niesamowite pokłady ciepła. Wyglądało na to, że chciał ugotować agresora.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Odsunął się od Lance'a, spoglądając w kierunku Pearl.

- To chyba idealnie pokazuje ile dla waszej wspaniałej Cesarzowej jesteście warci. Ty i Lance jesteście w stanie to dostrzec, jak już stąd wyjdziemy to spróbujcie przemówić Spearowi do rozsądku.

Podszedł do buntowników zajmujących się materiałami wybuchowymi.

- Mogę wam pomóc to przenosić, nie widzę sensu w dalszym siedzeniu i obserwowaniu reszty.

Spojrzał na ramię, zauważył dwie kreski zasięgu.

- O, czyli jednak dostali nowe nadajniki. 

Wysunął z boku urządzenia rysik, po czym zaczął pisać wiadomość.

Opóźniajcie kontakt z przeciwnikiem możliwie jak najdłużej. Miejsce raczej nieciekawe - mimo sporej zawartości kryształów jest tu pełno tych stworów. Z moich informacji wynika, że nie lubią ognia, mam nadzieję, że uda wam się to jakoś wykorzystać. Spróbujcie wykurzyć ich stamtąd w dzień, stwory funkcjonują w ciemności.

Poprawność językowa, nie wiem czy nie lepiej pisać ciągiem, oszczędność czasu.

Wysłał wiadomość, po czym zwrócił wzrok w kierunku buntowników.

 

Sand Storm

 

Obserwację terenu przerwał żołnierz, który podbiegł do Storma.

- Sir, dostaliśmy wiadomość od Peace Ordera, proszę przeczytać.

Dlaczego do cholery posługujemy się końskimi imionami?!?

Po przeczytaniu wiadomości poinstruował swoich ludzi.

- Spróbujemy jakoś go stąd wygrzebać, jednak amunicja zapalająca może się do czegoś przydać. Bądźcie w gotowości, za niedługo zrobimy tu niezły bajzel.

 

Dawn Spark

 

Co do cholery?! Czas jeszcze nie minął?

Powoli zaczynam panikować. Przydasz się na coś?

Pewnie.

Róg rozbłysnął dużo jaśniej niż zwykle, po czym wystrzeliło z niego kilka pocisków, część poleciała w stronę potwora a reszta w sufit. Eksplozja była na tyle potężna, że odrzuciła mnie kilka metrów do tyłu.

Gdy po chwili wstałem zauważyłem zawalony fragment jaskini oraz wylewającą się z pomiędzy skał magmę. Może pękł? 

A może nie.

Pogalopowałem na górę do miejsca, z którego tutaj zszedłem. Nie rozumiałem tego, co się teraz stało, po tym ataku nie poczułem większego zmęczenia, poza tym był dużo mocniejszy niż to, na co było mnie stać... razy kilka. 

Dzięki, Głosie.

Nie usłyszałem odpowiedzi. Zbliżałem się do miejsca przybycia z nadzieją, że znajdzie się tam portal prowadzący z powrotem do koszar.

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Sinister

- To już moja sprawa czy mi wejdą na głowę czy nie - Odpowiedziała pewna siebie. - Lubię wykonywać dosyć spersonalizowane zabawki... Widzę że Crimson ma tutaj już niezłą renomę - Dodała gdy Christian rozpoznał czyja to robota. - Ciekawie czy ja kiedyś wyrobię sobie podobną - Powiedziała nieco ciszej jakby te słowa były skierowane tylko do niej. - W zasadzie sama mi to dała bo nawet nie prosiłam jej o to - Wzruszała ramionami. - I tak, mogę je podrasować. A co do ludzkiej broni, może i bajzel - Stwierdziła bez emocji. - Ale widowiskowy. Tak naprawdę co bym nie zrobiła wątpię że inni znienawidzą mnie bardziej niż za to że posługuje się czarną magią - Pokręciła głową. - Nie wie - Odpowiedziała na pytanie czy spytała Crimson o pozwolenie na podrasowanie jej zabawek. - Jednak już to zrobiłam więc informowanie jej o tym teraz mija się z celem. Jest za to inny problem, jeśli niechętnie się nimi dzieli nie będzie zadowolona że dam ci tą kulkę... - Przez chwilę się zastanawiała. - Chyba że mam coś innego - Podniosła kopyto i nagle pojawił się na nim mały, przezroczysty odłamek kryształu. W środku był czymś wypełniony, zdradzał to uwięziony bąbel jakiegoś gazu. - Dosyć podstawowe ale nie znajdziesz żadnego materiału wybuchowego co ma większą gęstość mocy... Z wykluczeniem rozszczepienia atomów - Sprecyzowała. 

 

 

Batty

- Myślisz że jeśli uda nam się dotrzeć do tej świątyni to się dowiemy? - Najpierw odezwała się Fire. Nie była pewna czy w ogóle to się powiedzie ale tak naprawdę nie mieli lepszego wyjścia... Trzeba to tylko rozegrać z głową, najlepiej żeby żaden nie zgrywał bohatera. - Wszystko zapięte na ostatni guzik? - Spytała pozostałą trójkę buntowników z ich grupy. Bomba przygotowana na wózku do przenoszenia amunicji była już w szybie, wystarczyło dać jej lekkie pchnięcie by powoli potoczyła się do pomieszczenia obok z dziewięcioma stworami. 

- Właściwie to tak - Odpowiedział jeden z nich mówiąc i do Fire i do Order'a. 

- Lepiej się odsuńcie na drugi koniec pomieszczenia... Pora się przekonać czy to coś w ogóle zmieni - Nie ukrywała że nie była pewna możliwości przeciwnika który co rusz zaskakuje ich czymś nowym. Po części to dobra wiadomość, w końcu wiedzą o nich coraz więcej ale z drugiej strony pojawia się pytanie ile jeszcze nie ujawniły. - Batty - Znowu odezwała się przez radio. - Zamykaj drzwi od elektrowni - W między czasie podleciała do szybu. - Za dwie sekundy wciśnij przycisk podpisany numerem 8.1. - ,,Raz...'' - Rozpoczęła liczenie w myślach by skuteczniej odmierzyć czas. Po chwili pchnęła wózek by potoczył się do pomieszczenia obok i położyła detonator pod swoim kopytem. ,,Dwa... Trzy... Cztery'' - Kłusowniczka w centrum sterowania się nie spóźniła. ,,Pięć... I...'' - Finał - Ostanie słowo powiedziała na głos i nacisnęła guzik detonując przygotowany ładunek by potem jak najszybciej zlecieć na dół. Przezorny zawsze ubezpieczony. Fala uderzeniowa w zamkniętym pomieszczeniu musiała przybrać na silę ale nie wiedziała czy to wystarczy. Jeśli nie miała nadzieję że płonący napalm rozrzucony w każdy zakamarek dokończy dzieło. Nie mogły uciec, były zamknięte...

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Crimson ma renomę za samo urodzenie - krzywo się uśmiechnął. - No sama rozumiesz, ziemski kucyk bez magii ani nic, ale jak grzmotnie w pysk nie ma co zbierać. Poza tym każdy wie, że można być jej pewnym. Nigdy nikogo nie sprzeda i wie jak się bawić, no chyba, że przekroczysz normę. Ostatni gość, który chciał ją obmacać wylądował w szpitalu. Poza tym była jedną z pierwszych, która odkryła ten rynek, jest jak pielgrzym do nowego świata - zachichotał, aż Crimson nie wspomniała o czarnej magii. - Ta słyszałem, że cesarzowa ściga każdego kto posługuje się tą magią, ale nie mam pojęcia po jaką cholerę. Raczej nie zaprasza na kawę i ciastko - machnął kopytem. - Dopóki nikogo nie zabijesz, to ta magi mi nie przeszkadza - zaraz potem rzucił okiem na tajemniczy przedmiot. - Kulki Crimson bym przygarnął, nie raz je chciałem, ale zawsze odmawia - skrzywił się. - Dobrze, a jak silne to coś jest takiej wielkości i czego używasz do działania modyfkujesz trotyl?

 

Baza

- Wszystkie odpowiedzi znajdują się w jej wnętrzu, ale wejście tam... Nikt z naszej ekspedycji nie wrócił gdy chcieliśmy ją zamknąć - mówiła jeszcze nim Fire zaczęła przygotowania. Sama była ciekawa jak powiedzie się plan, więc postanowiła nie rozpraszać buntowników patrząc jak przygotowują ofensywę. Tak naprawdę chciała już tylko stąd wyjść. Tkwiła w tej bazie od tak dawna, że już zapomniała nawet jak wygląda światło słońca. Ponownie spojrzała na swoich ostatnich towarzyszy. Wiedziała, że jeśli nawet przeżyje, to nigdy nie zapomni o tym co tu widziała. Nagle jednak padła na ziemię zatykając uszy co nie było raczej dziwne.

 

Dźwięki wydawane przez bestie zaraz po detonacji stały się nie do zniesienia nawet dla zwykłych kucyków mimo odległości, a co gorsza nie chciały zamilknąć. Stwory wpadły w panikę próbując się wydostać. Ogień wydawał się sprawiać, że były zdezorientowane i skakały na wszystkie strony próbując się wydostać. Doszło nawet do tego, że bestie nie rozpoznawały nawet siebie. Jedna z nich wskoczyła na drugą i zaczęła ją masakrować gdy inne skakały jak oszalałe. Ciężko było ocenić ile z nich jeszcze tam jest próbujących się wydostać, ale raczej nie było ich już tyle co na początku. Piską stworów odpowiedziały ryki dochodzące ze wszelkich stron poza bazą, które mogli usłyszeć towarzysze Ordera. Brzmiało to jak tysiące ryków nie z tego świata, których nie mogło wydać żadne normalne stworzenie.

 

Nieznana lokacja

- No patrzcie utrzymał się - mruknął jeden z dwóch gwardzistów wychodzących z portalu.

- Gdzie tak uciekasz? - spytał drugi z drwiną, a potem wyskoczył w kierunku Sparka jakby chciał go zaatakować, ale nagle tuż przed nim zniknął. Jak się okazało stwór znowu ruszył za Dawnem i wyciągał ku niemu mackę.  Gwardzista tylko ją dotknął, a stwór zaczął nagle dziwnie się zachowywać i cofać się do tyłu. - Jak myślisz czemu spał tak głęboko? - spytał ironicznie pokazując mu kopyto teraz pokryte lodem. - Chociaż Magmosy wyglądają na galaretę, to uwielbiają ogień, a lawę wciągają jak sok

- Dobra chyba zasłużył jednak na nagrodę, mimo braku wiedzy dotrwał. Zobaczmy jak sobie poradzili twoi kumple. Możesz wejść do portalu, no chyba, że tak ci się tu spodobało i chcesz tu zamieszkać - rzucił z drwiną.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Przed wybuchem przeciągnął Spear'a na drugi koniec pomieszczenia, układając go obok Lance'a. Następnie chwycił za broń i zbliżył do towarzyszy.

Po wybuchu usłyszał przeraźliwe ryki dobiegające ze wszystkich stron. Żałował, że nie wziął zatyczek do uszu.

- Aaagh, albo stąd uciekniemy albo ogłuchniemy. Mam nadzieję, że przysmaży je to na dobre. Ciekawe jak sytuacja wygląda na zewnątrz. Pearl, czy możesz spróbować ich obudzić? Spearowi nic nie jest, ale nie wiem co będzie z Lance'm, w razie czego pomogę mu w drodze.

 

Sand Storm

 

Spokojną chwilę przerwał niezbyt słyszalny wybuch, a chwilę po nim dźwięki dochodzące z wszystkich stron.

- Dobra, baterie w gotowości! Jeżeli te stwory spróbują się wydostać ze środka usmażymy ich ładunkami, wy skupcie się na ochronie tyłów.

Działka obróciły się o 135 stopni, aby pokryć tyły i boki.

- A reszta chwytać za broń i schować się za wałem, połowa zostaje tutaj a pozostali ustawić się obok dział i macie je ubezpieczać. 

Czy taka prowizorka da radę? Bóg jeden wie.

Sand dołączył do żołnierzy obserwujących wejście do bazy,  następnie przylewitował do siebie detonator oraz broń przypominającą amerykański karabin M107. Ustawił ją na pozycji po czym zaczął obserwować bazę przez lunetę.

 

Dawn Spark

 

Widząc gwardzistów poczułem ulgę, jednak na mojej twarzy zamiast radości pojawił się grymas wskazujący na poirytowanie. 

- Zamierzam kopnąć cię w tyłek za zadawanie głupich pytań.

Haha, ryzykownie.

Wszedłem do portalu, po czym przeniosłem się do miejsca, z którego tutaj przybyłem. Już powoli traciłem nadzieję, że się stamtąd wydostanę.

No właśnie, nadzieja. Kiedy zaczyna nam brakować pomysłów na dalszą akcję zdajemy się na to, że kiedyś ktoś przyjdzie nam z odsieczą, co zwykle nie nastaje.

Stanąłem na baczność spoglądając na najstarszego stopniem, oczekując na otrzymanie pancerza.

 

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Sinister Spell

- Ktoś go musiał nauczyć manier - Powiedziała patrząc na niego. - A ty z tego co widzę też nieźle radzisz sobie tą laską... Ale wracając do Crimson wydaje mi się że ma konkurencje w postaci podmieńca który też ma dosyć silny cios. Jednym kopnięciem wbija metalowe pręty w ścianę - Była ciekawa czy w to uwierzy. - Może takie kucyki jak ja są potrzebne Cesarzowej do jakiegoś celu albo chodzi tylko o to żeby inni się nie bali. Ten rodzaj magii nie cieszy się dobrą opinią i wbrew pozorom dla mnie nie służy do zabijania, lubię jak osoba która ze mną zadrze trochę pocierpi... Szkody psychiczne się nie liczą do regulaminu? - Spytała na przyszłość z nadzieją że znalazła jakiś kruczek. - A co do tych kuleczek... Zmień płeć - Puściła mu oko. - Mam wrażenie że od razu zyskasz u niej parę punktów i może wtedy Ci się uda - Wzruszyła ramionami. - W zasadzie gdybyś mi nie powiedział że nie rozdaje ich to byś je miał ale niestety nie wykorzystałeś okazji - Teraz spojrzała na swoją zabawkę. - Trudno ocenić jak silne jest to coś bo działa nieco inaczej i to nawet nie jest trotyl - Wydawała się rozczarowana taką ignorancją. - Widziałeś kiedyś bezbarwny trotyl? Albo żeby w temperaturze pokojowej był płynny? - Spytała kręcąc głową. - I magik nie zdradza swoich sekretów - Teraz ona się uśmiechała. - To nitroglikol - Nagle jednak wyjawiła istotną informacje wbrew swoim poprzednim słowom. - Ale to wam nic nie da, nie wykonacie czegoś podobnego bo tu wkracza moja magia. Wracając do mocy... Jest silniejsze dziesięć razy od waszego trotylu. 

 

Batty 

Fire i reszta buntowników również przytykała uszy by choć trochę polepszyć doznania słuchowe... Batty jedynie słyszała to przez radio i cieszyła się że nie jest z nimi. 

- Hmm, nie wiem jak wy ale ja nie zamierzam stąd uciekać tylko wyplenić to cholerstwo - Odezwał się jeden z ogierów gdy wrzawa przycichła i spojrzał na inne osoby z jego oddziału. Przytaknęli mu chociaż nie wszyscy okazali pełne przekonanie. - Co teraz?

- Pójdę sprawdzić jak to podziałało - Jedyny buntownik w zbroi wziął torbę z granatami i skierował się do szybu by rozeznać się w sytuacji w drugim pomieszczeniu. - I dokończyć dzieła jeśli to nie wystarczyło - Nieśmiało wychylił głowę i trzymając ładunek wybuchowy otoczonym żelastwem szukał oznak życia tych stworów. 

- Uznając że to pomieszczenie obok jest wyczyszczone - Teraz do rozmowy włączyła się Fire. - To zostają stwory w dwóch pomieszczeniach i w jednym korytarzu. Po tym będziemy mogli stąd bezpiecznie wyjść i zostaje tylko świątynia. Tylko tam trzeba będzie działać po cichu ale to plan na przyszłość. To pomieszczenie obok jest dosyć wąskie i długie. Ustawiłabym jak najwięcej karabinów maszynowych na jego końcu, zaminowałabym dojście do nich i zwabiłabym resztę stworów w zastawioną pułapkę po otworzeniu drzwi od elektrowni. Jak ktoś ma lepszy plan to słucham - Była otwarta na propozycje, w końcu uznawała że pozycja która jej przypadła nie należy do jej kwalifikacji. Nikt z jej podwładnych jednak tego nie kwestionował i zaczęli przygotowywać miny by za niedługo można było ich użyć. 

- A co ze mną? - Spytała Batty nadal będąca w odciętej części bazy. 

- Na razie tam siedź - Odpowiedziała. - Może być głośniej niż było, zależy ile ich jeszcze zostało ale nie wydaje mi się że będzie ich więcej niż parę sztuk. Potem się przydasz, jak będziemy stąd wychodzić i w świątyni. 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- No patrz, czyli to kolejny podmieniec z magicznymi sztuczkami, trzeba to zapisać chłopaki - spojrzał po swoich ludziach, a potem znów skierował spojrzenie na klacz. - Ciekawe czy cesarzowa o tym wie, ja w każdym razie pozwalam tu przychodzić podmieńcom jak wszystkim innym, bo to neutralny teren. Jeśli obiecają nie atakować mogą tu przyłazić. Co jakiś czas pojawia się jakiś, który ofiaruje własne talenty na sprzedaż, każdy przychodzi z czym innym. Jeden ostatnio pokazywał jak to może przyjmować na siebie płomienie, pokręcone stwory - pokręcił głową. - To ty nie wiesz? Crimson zalicza każdego, niezależnie czy to ogier czy klacz, ale co nie znaczy, że każdy sobie może pozwolić na zabawę - krzywo się uśmiechnął cały czas patrząc na Sinister. - Jeśli będzie to trwały uraz psychiczny, to raczej byłby problem. Zmieniając jednak temat, mówisz, że nie oddasz mi kulek, bo powiedziałem ile znaczą dla Crimson, a ponadto tworzysz broń, którą ty możesz tylko stworzyć - podrapał się lekko po brodzie. - Powiedz, czy mówienie takich rzeczy na głos, jest rozsądne? Biorąc pod uwagę, że gość, który cię słucha ma pod sobą całą armię i może spróbować zmusić cię do współpracy?

 

Baza

- Spróbuje... - powiedziała niepewnie Pearl patrząc na swoich towarzyszy. - Spear nie oberwał mocno, więc powinno się udać bez problemu, ale mój dowódca będzie nadal najpewniej osłabiony - nachyliła głowę żeby zbliżyć róg do towarzyszy, nim jednak zaczęła spojrzała na buntowników. - Czy miny nie sprawią, że to wszystko się zawali i nas uwięzi? - spytała niepewnie, a potem zaczęła próbę cucenia towarzyszy. Zgodnie z przewidywaniami pierwszy obudził się Spear.

- Co się stało? - spytał, powoli się podnosząc do pozycji siedzącej.

- Na razie nic nie rób - powiedziała dość słabo w jego kierunku. Ogier nadal zdezorientowany rozglądał się wokół jakby próbował sobie przypomnieć co się stało. Nagle jednak poruszył się Lance, a Pearl upadła plackiem na podłogę, najwyraźniej była wyczerpana i potrzebowała chwili odpoczynku.

 

Zaraz po tym jak buntownik wychylił głowę, mógł zobaczyć wrzeszczącego wściekle stwora, który unosił ciało jednego ze swoich. Wygrał najwyraźniej z powodu rozmiaru, bo wydawał się większy o głowę od swojego martwego towarzysza. Zdawał się nie widzieć buntownika, bo tylko poświęcał się cielsku, które rozrywał na kawałki. Głowa martwego potwora potoczyła się w kierunku buntownika i co ciekawe jak do tej pory nie znikała. W międzyczasie nieludzkie ryki z gór nagle zostały przerwane, ale po nich nadeszło coś innego. Ziemia na całym terenie zaczęła drżeć z taką siłą, że ciężko było ustać. Nagle w obozie oddziału Ordera pojawił się kopiec, z którego dosłownie sekundę później wyskoczył z wrzaskiem potwór, skacząc w kierunku najbliższej ofiary z wysuniętymi szponami.

 

Plac

Na placu pojawiało się coraz więcej kolejnych kucyków. Każdy z nich wracał w różnym stanie. Jeden był ciężko ranny, z jego ciała wylewało się dużo krwi przez co nie mógł ustać. Musiał siedzieć przy ścianie gdy inne jednorożce go leczyły. Inny natomiast kandydat do próby był lekko osmalony i trochę spaliła się jego grzywa. Dawn mógł dostrzec także swoich towarzyszy. Might miał na sobie pełno jakiegoś szlamu i żywo rozmawiał z towarzyszami.

- Trafiłem do miejsca gdzie było coś co przypominało wielkiego ślimaka. Co nie robiłem, nie mogłem go w żaden sposób zranić, w końcu wskoczyłem na niego i wspólnie potoczyliśmy się po skale. Potem mogłem się schować i przeczekać

- Wielkie mi co... Cholera, widzieliście kiedyś wilka stworzonego z cienia? Nic nie można było mu zrobić. Magia w ogóle na niego nie reagowała

- To i tak lepsze niż walka z latającym bydlakiem na skale. Omal nie spadłem i byłby ze mnie naleśnik

- Dawn - machnął do niego Might, a inni spojrzeli. - Dałeś radę? Z czym tam walczyłeś? - najwyraźniej mogli jeszcze chwilę pogadać, bo nadal nie wszyscy wrócili, a uroczystość jeszcze się nie zaczęła. Wszystko wskazywało, że wszyscy musieli wrócić.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Skupił wzrok na dwójce gwardzistów. Zbliżył się następnie do Lance'a, po czym delikatnie próbował go obudzić.

- Musimy szybko się stąd wydostać. Wybacz, ale drzemka skończona. Jak wstaniesz spróbuj się na mnie oprzeć, we dwóch powinniśmy dać radę.

Kątem oka spoglądał na Spear'a. Dalej mu nie ufał, jednak wiedział, że po ostatniej akcji raczej się opamiętał.

 

Sand Storm

 

Reagując błyskawicznie na atak stwora podniósł za pomocą magii dużą metalową skrzynię z ziemi, po czym cisnął nią w stwora ratując kuca, którego monstrum próbowało zaatakować. Następnie krzyknął.

- OGNIA!

Obie baterie skierowały lufy w kierunku stwora, po czym poczęstowały go salwą. Płonące podziurawione cielsko ponownie otrzymało cios skrzynią, co skutkowało jej roztrzaskaniem się, rozsypaniem amunicji oraz upadkiem stwora z góry.

- Jedynka, wcelować się w kopiec, dwójka skieruj się w stronę gór. Cokolwiek stąd wyjdzie poczęstujcie ołowiem. A reszta - zachować wszelkie środki ostrożności, te cholerstwa mogą stąd wyskoczyć z każdego miejsca a sam wam wszystkim tyłków nie uratuję.

Robi się gorąco. Przede wszystkim unikać strat - oni podobnie jak ja chcą wrócić do bazy cali i zdrowi. Niech Bóg ma nas w opiece.

 

Dawn Spark

 

Po chwili odzyskałem sprawność umysłu. Poczułem ból oraz zauważyłem, że mój róg się lekko przypiekł.

- Gah, szlag!

Postanowiłem użyć zaklęcia leczącego na ranie. Udało się, jednakże chwilowo ból stał się nie do zniesienia.

- Ssss...

Zamknąłem oczy i przyłożyłem głowę do ziemi. Następnie gdy ból zaczął ustępować wstałem spoglądając na towarzyszy. Odetchnąłem z ulgą.

- Moje gratulacje. Walczyłem z Magmosem, czymkolwiek to było.

Widząc pytające wyrazy twarzy kuców kontynuowałem.

- Najważniejsze, że wszyscy daliśmy radę. Widocznie Crystal ma nas w opiece. A teraz czekać na resztę wesołej gromadki, pancerz i gadkę z dowódcą. 

Próbowałem zebrać myśli. Jak to się stało? Skąd Głos wziął dodatkowe zapasy mocy? Nie słyszałem żadnej odpowiedzi, za to ujrzałem kolejne grupy jednorożców wyskakujących z portali.

Czy... czy jednak nie Jestem wyjątkowy? Czy Cesarzowej rzeczywiście na Mnie zależy,  czy jednak ma Mnie gdzieś? Dlaczego wszyscy otrzymujemy te same wizje?

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

- Hmm - Spojrzała w ziemie jakby trochę zbita z tropu. - Zauważyłam że ma chyba większą chętne na klacze niż do ogierów ale może nie widziała odpowiednich gdy byłam z nią - Pokręciła głową. - Ciekawe czy mi by dała w pysk czy nie jakbym spróbowała -  Mówiła powoli, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią na ostatnie pytanie. - Ale nie, nawet bym nie skorzystała bo wolę inne zabawy - Uśmiechnęła się. - A podobno te robale są wrażliwe na ogień, przynajmniej z tego co wiem - Wzruszyła ramionami. - Znaczy nie trwały - Poprawiła się. - Wyleczyłabym za parę bitów. Kiedyś w sumie tak zarabiałam na życie ale to nie historia na teraz - Oszczędziła mu szczegółów. - Nie oddam  - Nagle przeszła do najistotniejszego tematu rozmowy powtarzając swoje słowa bez cienia niezdecydowania. - Nie ma dla mnie znaczenia czy to co mówię czy robię jest rozsądne. Robię to na co mam ochotę bo jestem wolna... I chyba straciłam ochotę na dalszą współpracę - Rzuciła mu spojrzenie pełne rozczarowania i przystąpiła do powolnego wycofywania się tyłem. - To co, spróbujesz mnie zatrzymać? - Spytała jakby go prowokując. - Spróbujesz? - Stalker wychylił się z jednej z toreb odrobinę podnosząc materiał tak by widzieć to co się dzieje z tyłu Sinister będąc nadal niewidocznym dla Christiana i reszty. 

 

Batty

- Raczej nie - Odparła na obawy Pearl. - Boisz się o miny kiedy przed chwilą zdetonowaliśmy tam dużo mocniejszy ładunek? Miny nie mają w sobie dużo trotylu, główny czynnik rażący to spora ilość metalowych kulek - Wytłumaczyła ponieważ miała wrażenie że myśli o czymś innym. W końcu była medykiem a nie żołnierzem... Z drugiej strony na pewno wiedziała jak trzymać karabin. - Jeśli chcemy się wydostać po cichu to i tak na razie nie ma na to szans, wasza trójka musi nabrać sił to na razie będziemy próbować metodycznie pozbywać się po kolei stworów. Dużo ich nie mogło już zostać.

- Może ja wrócę do was i wybiję resztę? Wezmę torbę z ładunkami, dam im do żarcia i wcisnę detonator... - Batty nie lubiła siedzieć w miejscu i czekać. - Łatwizna. Przynajmniej dla mnie. 

- Gdy do nas wrócisz to stąd nie wyjdziemy - Odpowiedziała Fire. - Na razie jesteś potrzebna tam gdzie jesteś 

 

Buntownik z granatami zatrzymał sie jak tylko zobaczył żyjącego stwora. Może i był niewidzialny skoro sposób się sprawdzał ale nie chciał z tym przeginać. Czuł respekt przed szponami mogącymi bez problemu przebić pancerz a potem zakończyć jego życie leniwym machnięciem. Wyjął cztery granaty, związał je sznurkiem i wyciągnął zawleczkę z jednego z nich po czym rzucił w kierunku przeciwnika tuż obok niego. Czy będzie na tyle głupi że jak tylko usłyszy dźwięk upadku zbliży się jeszcze bardziej chcąc zaatakować? O tym się przekona... Nie pasowała mu jednak pewna anomalia jaką była nieznikająca głowa. O co z tym chodziło? Czyżby ten żyjący posilił się innymi jednocześnie zwiększając swój rozmiar? Czy to był ten dowódca i od początku był takich gabarytów? Tego się już chyba nie dowie. 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Mógłbym - powiedział z niemałym uśmiechem widząc jak klacz się wycofuje. Jego ludzie wpatrywali się w nią wyraźnie czekając na jeden rozkaz. - Wystarczy jedno słowo, a całe to miejsce zaleją moi ludzie, a ty będziesz na mojej łasce - oparł głowę na kopycie jakby był wyraźnie znużony. - Sądzę jednak, że tym razem tego nie zrobię - uśmiech nie znikał z jego twarzy. - Uważam się za biznesmena, a nie przeciętnego bandytę. Staram się dochodzić do zysków przez normalne następstwa . Czasem jednak sytuacja wymaga innych metod. Ja uznałem, że dam ci cenną radę abyś wiedziała jak wiele można mówić, zwłaszcza gdy rozmawiasz z kimś kogo nie znasz. Taka lekcja, którą wykładają rodzice dzieciom, a jakże użyteczna - znów spokojnie oparł się na swoim siedzeniu. - Myślę, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie i jeszcze nie raz zawędrujesz do mojego królestwa, więc do zobaczenia wkrótce skarbie - rzucił jej ostatni uśmiech.


Baza

- Będę cię spowalniał - wycharczał słabo Lance do Ordera, nadal kręciło mu się w głowie. - Na niewiele się zdam - ciężko było mu dostroić obraz przed oczyma przez zawroty głowy. - Powinniście mnie zostawić... - widać było, że nawet słowa ciężko było mu wypowiadać. - Nie chce spieprzyć naszej ucieczki

- Ty też mogłeś nas zostawić - powiedziała nagle Pearl, której też ciężko było ustać przez nadużywanie mocy. - Ciągnąłeś mnie za sobą do samego końca, mimo, że byłam spisana na straty - nagle Spear pomógł jej wstać, a ona spojrzała zdziwiona na niego zdziwiona.

- Pearl mogę przenieść na grzbiecie, a Lance'a mogę wspomóc przez moją magię- skrzywił się lekko. - Choć tak w niewielkim stopniu naprawię bałagan, który zrobiłem


Stwór rozerwał na pół swojego towarzysza i rzucił jego truchłem o ziemię, ale w tym momencie nadszedł nowy dźwięk, na który zareagował w nietypowy sposób, bo nagle wskoczył na sufit i zaczął bardzo szybko wycofywać się korytarzem nim granat zdążył wybuchnąć. Ciało rozerwanego towarzysza w tym czasie zaczęło w końcu powoli zanikać. Gorsza sytuacja zdawał się być w obozie. Stwór który został ostrzelany wpadł z powrotem do kopca, ale potem stało się coś gorszego. Ziemia zaczęła trząść się z jeszcze większą siłą, a kopce zaczęły pojawiać się niczym grzyby po deszczu, niektóre w bazie inne poza nią. Z każdą chwilą pojawiały się nowe ryki dochodzące co nie świadczyło o niczym dobrym. Obecna sytuacja nie wyglądała najlepiej dla buntowników, zwłaszcza, że liczebnie stwory znacznie ich przerastały, a nie wiadomo jak wiele mogło ich przybyć. Droga od bazy do obozu pełna była kolejnych kopców, ale nic nie wychodziło jak do tej pory. Jedyne miejsce jakie wydawało się teraz bezpieczne zdawało znajdywać się za obozem, bo tylko tam nie było kopców.


Plac

Kolejne jednorożce wychodziły ale jak się okazało nie każdy zdołał wykonać zadanie. Niektórzy wracali nieprzytomni inni byli w kiepskim stanie. Patrząc na to wszystko wskazywało, że kilka kucyków w ogóle nie zdołało zaliczyć swojego testu. Na koniec okazało się nawet, że pięcioro nie zdołało wrócić. Gwardziści przez portale sprowadzili ciała poległych przerzuconych przez grzbiet, ale wszyscy zdawali się nie zwracać na to uwagi. Najwyraźniej trzeba było się tu pogodzić ze śmiercią. W pewnym momencie zdawało się, że wszyscy już wrócili, ale nagle otworzyło się kolejne przejście i z niego wyskoczyła teraz szara klacz o bardzo ponurym spojrzeniu. Co ciekawe jedynym jej obrażeniem była tylko lekko krwawiąca szrama na policzku, ale nie zdawało się aby coś ponadto jej się stało. Co najciekawsze jednak, w kopytku trzymała urżnięty łeb stwora, z którym najwyraźniej walczyła.

- Myślałem, że nikt nie może zginąć w czasie tego zadania - powiedział szeptem Might

- Ta... Widać zrobili coś głupiego...

- A kim ona jest? - spytał teraz patrząc na klacz.

- Jest pierwsza podobno w rankingu, nikt nie wie skąd przylazła i z nikim nie gada, dziwne co? Podobno to ona będzie pierwsza do wyniesienia

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Zaskoczony stwierdzeniem Speara uśmiechnął się, najpierw jednak zwrócił do Lance'a.

- Szkoda by było, żeby osoba gotowa poświęcić się dla swoich towarzyszy zginęła w tak podły sposób. Chcesz tego czy nie pomożemy ci, ja będę twoim oparciem a Spear w miarę możliwości będzie asystował i nie, nie interesuje mnie to, że się na to nie zgadzasz - albo idziesz z nami albo zostaję tu razem z tobą.

Następnie skierował wzrok na nadpobudliwego gwardzistę.

- Jestem dosyć silnym osobnikiem, toteż nie musisz używać dużo magii. W razie czego bądź gotowy do natychmiastowego przekierowania energii w celu obrony - Lance przy mnie nie upadnie.

Odezwał się do Fire.

- No to szefowo,  prowadź.

A na koniec zwrócił się ku Lance'owi, któremu pomagał wstać.

 

Sand Storm

 

Wszystko zaczynało się sypać. Nie był to pierwszy raz kiedy Storm poczuł się przytłoczony, ale ostatnio przeżył tylko fartem.

Analizują na szybko sytuację zadecydował co zrobić.

- Rozstawić migiem materiały wybuchowe i złazić z tych wzgórz! Zabierzcie broń ręczną i maksymalne ilości prowiantu!

Podwładni skierowali ku niemu zaskoczone wzroki, jednak po chwili przeszli do wykonania poleceń. 

Gdy na szybko ukończyli zadanie wycofali się z pozycji, po czym ustawili w szeregu. Storm wyraźnie zdenerwowany zabrał ze swojego namiotu juki wypełnione nowym materiałem wybuchowym, po czym podniósł magią detonator i dziwnie wyglądający rewolwer, a następnie zbliżył się do żołnierzy.

- A teraz słuchać mnie uważnie. Będąc w tak wielkiej grupie niepotrzebnie narazimy się na atak, który będzie najprawdopodobniej skutkował masą ofiar. Jako że nie chcę waszej zguby odsyłam was wszystkich z powrotem do bazy, a na miejscu zameldujecie, że kazałem wam się wycofać. Sam tutaj zostanę i spróbuję wyciągnąć majora z tego bagna. Aha, na dowódcę wyznaczam... Jackson? Aerial?

Z szeregu wystąpił błękitny pegaz.

- Tak jest!

Przyłożył kopyto do czoła po czym westchnął.

- Dobra chłopaki, mam nadzieję, że po drodze nic złego was nie spotka. Biorę na siebie odpowiedzialność za fiasko - jeśli coś się nie uda. A teraz spadać.

Żołnierze zasalutowali, po czym zaczęli uciekać galopem. Storm odwrócił się w kierunku wzgórz.

- Może tym odwrócę ich uwagę.

Po chwili użył zaklęcia kamuflującego, a następnie przedostał pod bazę. Spojrzał  w kierunku wzgórz.

Zakładam, że to robactwo tam się pochowało. A teraz pora na show.

Otoczył się dźwiękoszczelnym polem siłowym, po czym kliknął przycisk na detonatorze. Wzgórza momentalnie wyparowały, a fala uderzeniowa cofnęła go o kilka metrów, przy okazji tworząc spore pęknięcie na osłonie.

 

 Dawn Spark

 

Podobnie jak reszta spojrzałem w kierunku klaczy. Było w niej coś interesującego - jakim prawem ktoś z zewnątrz radzi sobie lepiej niż ja?!? Większość życia studiuję te pieprzone książki, żeby następnie zostać zdeklasowanym przez kogoś innego?!

Mimowolnie na moim pysku pojawił się gniewny wyraz. Zorientowałem się również, że moja grzywa zaczęła lekko falować, reszta chyba również zwróciła na to uwagę.

Zamknąłem oczy skupiając całą negatywną energię w rogu, po czym wystrzeliłem promieniem w niebo. Pomogło.

Ktoś tu jest zazdrosny.

Zamknij się.

Myślałem nad podejściem do klaczy, jednak po chwili stwierdziłem, że jeszcze nie przyszła na to pora. Zwróciłem się do Mighta.

- Cała ta pajacerka jest pozbawiona sensu, gwardziści widzą kto ile potrafi, a Cesarzowa na pewno potrafi to wyczytać z naszego umysłu. Po co te gierki? Po cholerę marnują nasz czas na takie głupoty, zamiast czegoś nas nauczyć? Im dłużej tu siedzę tym bardziej się przekonuje, że...

Przerwałem monolog, po czym zmieniłem temat.

- Nie marnujmy więcej czasu, reszta tych pajaców najpewniej nie żyje, chodźmy do dowódcy.

Razem z moją całkiem sporą grupą zbliżyłem się do niego. Następnie kiedy zwrócił na mnie wzrok zasalutowałem.

- Sir, melduję że wykonaliśmy zadanie, zatem w zgodzie z Pańskimi słowami proszę o wydanie części pancerza dla mnie i moich towarzyszy.

Cofnąłem się kawałek czekając na odpowiedź. 

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

- A szkoda że tego nie zrobisz - Pokręciła głową. - Mogłabym pokazać moje mocniejsze karty - Również się uśmiechnęła. -  Mówisz że ja ciebie nie znam, nie zaprzeczę że to nie jest prawda... Ale jaką masz pewność że ty mnie znasz?  - Po chwili jej oczy zaświeciły się na zielony kolor a ciało zamieniło się w czarny, niematerialny dym by następnie się rozpłynąć. Miała wielką ochotę by wykręcić jakiś złośliwy żart jednak powstrzymała się przed tym, nie chciała marnować czasu.

 

Chwilę potem pojawiła się przed straganem gdzie sprzedawca sprzedawał smocze łuski... Towar który chciała zdobyć od dłuższego czasu jednak jej próby nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Była dosyć wdzięczna Crimson że zdradziła drogę do tego miejsca gdzie było naprawdę dużo ciekawych rzeczy niedostępnych nigdzie indziej. Odliczyła z ciężkiej sakiewki odpowiednią ilość bitów i kupiła jedną sztukę od ogiera. Zaraz po tym wyciągnęła łuskę należącą kiedyś do wiwerny i z dużym naciskiem pierwszą chciała zarysować drugą by sprawdzić która jest mocniejsza. Z pozytywnym rezultatem schowała obydwie do torby i skierowała się do wyjścia. 

 

Batty 

,,A to ci cholery'' - Pomyślał ogier rzucający granatami w nadal żyjącego stwora. - ,,Szybko się uczą ale nie ze mną te numery''. Wyjął jeszcze sześć granatów i związał je w dwa takie same ładunki jak poprzednio. Jeden rzucił w lewo a drugi w prawo. Wiedział że to pomieszczenie ma wymiary dwadzieścia metrów na czterdzieści i w takim wypadku wybuch musi go sięgnąć ale jeszcze nie skończył... Wrócił do reszty po lepszy argument. 

- Jakiś problem? - Spytała Fire jak tylko go zobaczyła. 

- Przejściowy - Odparł i wziął ze sobą granatnik kalibru 84 mm będący wierną kopią Szweckiego odpowiednika. Gdy wrócił wycelował w środek pomieszczenia i nacisnął spust co było równoznaczne z wypluciem przez broń pocisku z ładunkiem termobarycznym. Wybuch odrzucił go w tył i znowu się znalazł w pomieszczeniu gdzie byli wszyscy. Oni również mogli poczuć podmuch ciepłego powietrza. - Kurwa... Nie uważałem na zajęciach związanych z oceną odległości. 

- Nie, to po prostu twój wrodzony debilizm - Ponownie się odezwała, teraz jednak nie była aż tak zadowolona. - Tu macie jakieś żarcie - Wzięła torbę z konserwami i położyła obok osłabionych gwardzistów. - Może jak coś zjedzie to szybciej odzyskacie siły bo faktycznie ciężko będzie stąd wychodzić jak ktoś będzie musiał was nieść. Jeszcze raz jak daleko było do tej świątyni? - Najwidoczniej zapomniała albo wcześniej uznała to za nieistotne. Ona jak i reszta buntowników zaczęła zakładać swoje zbroje by zyskać efekt niewidzialności. Każdy brał również dodatkowo po trzy czy cztery metalowe części wyposażenia o wielkości około pięć na osiem centymetrów. - Dajmy im jeszcze chwilę, jak na razie nikt nas nie pogania a lepiej to zrobić dobrze. Tak by nikt więcej nie zginął.

 

Batty tymczasem wbrew woli Fire opuściła stanowisko na którym była i skierowała się do mniejszej zbrojowni. Nie była tak dobrze wyposażona ale nadal znalazła się tutaj ciekawa torba. Pięć jedno kilogramowych kostek trotylu i pięć zapalników. Ruszyła dalej w drogę powrotną teleportując się za zamknięte drzwi które oddzielały resztę bazy. Teraz skradając się szukała pozostałych przy życiu stworów w tej części która miała zostać oczyszczona tak by wyjście z niej było bezpieczne. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Sprzedawca zaprosił Sinister po kolejne zakupy jeśli będzie zadowolona z obecnego towaru, a sam potem sprzedał jakiegoś stwora przypominającego nietoperza stojącego na dwóch łapach z wymachującymi skrzydłami w małej klatce. W międzyczasie na rynek znów przychodziły kolejne kucyki, a inne wychodziły. Przychodzili nawet nowi handlarze, którzy zastępywali już tych co wyszli. Zaraz przy wyjściu, Sinister musiała oczywiście rozliczyć się ze strażnikami. Wyglądali na zadowolonych jej powodzeniem w handlu i przy okazji zaprosili na kolejną wizytę, a potem ją puścili. Klacz oczywiście musiała kierować się do portalu, który wcześniej pokazała jej Crimson żeby znaleźć się blisko domu.

- To ona! - mogła nagle usłyszeć krzyk nim zdążyła dotrzeć, a potem dostrzec grupę pięciu ogierów, którzy szli w jej kierunku. Jednego z nich już zdążyła poznać, bo byli jeszcze niedawno konkurencją.

- Niezła - powiedział jeden z ogierów podchodząc bliżej i wyciągając kopyto do jej grzywy. Mogła zauważyć, że troje z nich miało przy sobie karabiny typu kałasznikowa.

- Ta ciekawe, z której strony - skrzywił się konkurent Sinister, a ogier, który wyciągnął ku niej kopyto wybuchnął gromkim śmiechem.

- Nasz kolega skarbie, twierdzi, że psujesz nam interesy - pokręcił lekko głową. - Ale szkoda żeby się nie dogadać. Możemy zawiązać współpracę, powiedzmy dasz nam siedemdziesiąt pięć procent zysków i wszyscy będą zadowoleni. Chyba sama rozumiesz, że to lepsze niż skończyć na licytacji

- Kto by kupił to coś? - diler zaczął się śmiać.

- Może ze trzydzieści bitów by z niej było - wtrącił jeden z uzbrojonych i teraz wszyscy zaczęli się śmiać.

- Wyglądasz na rozsądną osobę i chyba sama przyznasz, że wspólne interesy to najlepsza opcja - znów uśmiechnął się do niej ten co wyciągnął niedawno kopyto w jej kierunku.

 

Baza

Zarówno Lance i Pearl nic nie dodali. Ogierowi nadal kręciło się w głowie mimo podparcia nie był w stanie zbyt wiele zobaczyć. Pearl też nie wyglądało najlepiej po tym leczeniu i podpierała się o Speara. Nim jednak którekolwiek zdążyło się ruszyć wrócił buntownik, który miał się rozejrzeć. Niewiele zrozumieli z tego co mówił przez wybuchy w tle, a potem wcale nie było lepiej. Buntownik sięgnął po broń i znowu wyszedł, a potem doszło do jeszcze silniejszej eksplozji. Lance i Perl niewiele zareagowali przez swój stan, ale Spear patrzył w szoku.

- Kurwa, chcecie nas wszystkich zabić? - spytał nadal nie do końca łapiąc co tamten chciał zrobić. Nim jednak nadeszła odpowiedź Fire rzuciła gwardzistom jedzenie. Spear spojrzał dość niechętnie na Ordera. - Myślę, że to dobry pomysł, powinni coś zjeść zanim wyjdziemy - potem spojrzał na Fire. - W górach jest jaskinia to około trzysta metrów stąd, ale nie mam pojęcia co tam jest - poszedł żeby otworzyć jedną z puszek ale wtedy nastąpił kolejny wybuch, na zewnątrz. - No kurwa, co tu się dzieje

 

W międzyczasie Batty latając w poszukiwaniu kolejnych napastników mogła natknąć się na kolejne dwa stwory, które zdołały się ukryć. Jeden z nich siedział schowany w cieniu przyczepiony do sufitu jakby szykował zasadzkę gdy kolejny zaszył się pomiędzy szafkami gdzie naprawdę trudno było go dojrzeć. Zaraz jednak potem Batty mogła usłyszeć potężną eksplozje na zewnątrz. Nic jednak nie wskazywało, że potwory otaczające bazę zginęły. Ryki stały się jeszcze bardziej wściekłe i dochodziły zewsząd, co Sand też mógł słyszeć, zupełnie jakby eksplozja rozwścieczyła stwory jeszcze bardziej niż do tej pory. Monstra, które znalazła Batty dołączyły się do tego huru wydając nieprzyjemne dźwięki, wyglądało na to, że porozumiewają się w ten sposób między sobą. Jednak najciekawszą rzecz mógł ujrzeć ogier, który dopuścił się potwornego wybuchu, bo eksplozja zdawała się nie zniszczyć całych wzgórz i była słabsza niż powinna przy takiej ilości materiałów wybuchowych, zupełnie jakby coś stłumiło część eksplozji.

 

Plac

Wszyscy spoglądali Dawna nieco zdziwieni widząc jego niedawny niezrozumiały wybuch. Żaden z nich nie rozumiał co mogło tak wpienić ich towarzysza. Zapewne też dlatego żaden nie zareagował negatywnie na jego propozycje, tylko ruszyli dość niechętnie w kierunku gwardzisty, który miał wydawać pancerze. Zwłaszcza niepokoił ich fakt, że byli jedynymi, którzy wyszli z szeregu gdy inni cierpliwie czekali. Właśnie dlatego w chwili gdy znaleźli się przed gwardzistą stanęli dość niepewnie za Dawnem. Nadzorujący gwardzista skierował na nich spojrzenie, a zwłaszcza na Dawna.

- Tak ci się śpieszy? - machnął kopytem na jednego z ogierów, a ten się powoli cofnął. - Jak tam chcecie, ja bym jednak zaczekał na zakończenie, ale nikt nie zmusza. Skoro się wykazaliście dostajecie pierwszą część pancerza - ogier, którego wysłał niósł z pomocą magii napierśniki. - Pamiętajcie, to jak druga skóra, która kiedyś zostanie z wami do końca życia

- Co masz na myśli? - spytał niepewnie Might, ale gwardzista posłał mu tylko krzywy uśmiech.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Po stwierdzeniu Speara kiwnął potwierdzająco głową.

- Wydaje mi się, że to dobry po...

Następny potężniejszy wybuch prawie zwalił go z nóg, jednak udało mu się ustać. Odetchnął z ulgą i skierował wzrok ku Lanceowi.

- Cholera, nic ci się nie stało? Jak chcesz mogę się odstawić jeszcze na chwilę, damy im zjeść i spadamy. Pearl też nie wygląda za dobrze. Chyba ktoś na zewnątrz dobrze się bez nas bawi.

 

Sand Storm

 

Chwilę zajęło mu dojście do siebie, plecy bolały go najbardziej.

Gdy już wstał i ogarnął wzrok spojrzał w kierunku eksplozji - góry były tylko lekko naruszone. Ponadto słyszał bardzo głośne dźwięki wydobywające się z tamtego miejsca. Stał przez chwilę jak osłupiały.

Dlaczego do cholery to nie zadziałało? Kto pomylił się w obliczeniach?!

Przemyślał sytuację nieco bardziej,  może grunt tutaj jest inny? W końcu to magiczna kraina, kto wie czy pod ziemią nie ma jakiejś wielkiej żyły diamentów?

Dalsze rozważania utrudniał hałas pochodzący z kierunku prawie wysadzonych wzgórz.

Dobra, już wiem jak to wykorzystać.

Uzbroił ładunki znajdujące się przy wejściu do bazy, a następnie ponownie oddalił - tym razem w kierunku dalszych wzgórz. Skoro stwory gromadzą się w miejscu eksplozji, to może w ten sposób uda się odciągnąć ich uwagę od wyjścia, kiedy cel się do niego zbliży. Ale najpierw trzeba ZROBIĆ kolejne wyjście.

W miejscu w którym teraz się znajdował założył wszystkie pozostałe ładunki, jakie miał na sobie - mają ogromną siłę rażenia, przez co w razie W powinny zwrócić uwagę stworów na to miejsce. Poza tym dźwięk powinien roznieść się w kierunku bazy, jako iż z drugiej strony znajduje się spore wzniesienie. Ale teraz.

Wszedł na wzgórze, a następnie próbował wysłać sygnał do detonacji, jednak nic się nie wydarzyło. Nie czekając dłużej wystrzelił promieniem w kierunku wejścia, po czym szybko schował się z drugiej jego strony. Kolejny huk - tym razem dużo słabszy przeszył okolicę.

 

Dawn Spark

 

Spojrzałem krzywo na gwardzistę, po czym odezwałem się do Mighta i ekipy.

- Teraz patrzcie, jeżeli coś będzie nie tak to dowiecie się, żeby tego nie zakładać.

Zbliżyłem się powoli do drugiego gwardzisty, po czym zabrałem za pomocą magii jeden napierśnik. Obracałem go w powietrzu - wyglądał majestatycznie, ale... przez to będę jak reszta.

Nie, nie jestem jak reszta! Jestem od nich lepszy, są nikim - to Ja zdobędę zaufanie Crystal!

No to lecimy.

Założyłem na siebie pierwszy fragment zbroi.

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

- To ja! - Krzyknęła jak tylko usłyszała pierwszy krzyk w swoim kierunku. Spojrzała na trzy karabiny... ,,Ciekawe po ile chodzą...'' - Pomyślała. Szóstka raczej nie będzie problemem skoro poradziła sobie w barze z większą ilością o ile nie poniesie ją arogancja. Niestety był jeszcze jeden problem. Tak naprawdę nie szykowała się dzisiaj na walkę i dlatego w torbie nie miała zbyt dużo broni. Niby dysponowała Stalkerem ale wolała nie wyciągać jednej z najlepszej karty... Z drugiej strony jak go wypuści to czy ktokolwiek pozostanie przy życiu żeby o tym opowiedzieć? Raczej nie. Rozejrzała się wokół by sprawdzić czy będą jacyś postronni świadkowie. - Samotna klacz wystarczyła by jego biznes ucierpiał? - Spytała z udawaną troską. - Do dupy z ciebie handlarz w takim razie - Splunęła na ziemię. - I jeszcze sam nie potrafisz załatwić sprawy więc wciągasz w to niepotrzebne ofiary... - Pokręciła głową i spojrzała na wyciągnięte kopyto dając mu do zrozumienia że odmawia. - Jeśli szanujecie swoje życie to daje wam ostatnią szansę na odejście bez problemów - Powiedziała poważnie patrząc po kolei każdemu w oczy. - Nie bez powodu nie boję się chodzić sama. 

 

Batty 

,,Na zewnątrz jest chyba gorąco'' - Pomyślała gdy usłyszała silną eksplozję. - ,,No cóż, mówiłam im żeby byli cicho... Po za tym mam inne rzeczy do roboty''. Zobaczyła obydwa stwory w miarę szybko które ku niezadowoleniu Batty znowu zaczęły ryczeć. ,,Nie mogą robić tego choć trochę ciszej?'' - Hełm wygłuszał te dźwięki ale bliska odległość robiła swoje. Sprawnie wyciągnęła dwa ładunki wybuchowe i ustawiła zapalnik czasowy na dwadzieścia pięć sekund. Pierwszy z nich delikatnie położyła na szafce ale z drugim sprawa nie była taka oczywista. Nie miała czym go przymocować do sufitu a wątpiła że z odległości dwóch metrów kilogram trotylu zadziała należycie na takiego przeciwnika. Nie wiele myśląc nad rozwiązaniem rozmieściła go na podłodze bezpośrednio pod nim w towarzystwie trzech granatów by wzmocnić siłę. Wycofała się za róg i parę metrów za nim położyła się na ziemi osłaniając głowę oczekując na wybuch... Chwila bezczynności wystarczyła by zdała sobie sprawę że zaczyna być jej gorąco w tym całym żelastwie. ,,Cholera, kończy mi się czas'' - Nie wiedziała w jaki sposób działa ta zbroja ale podobno co dwadzieścia minut trzeba w niej coś wymieniać. ,,Cóż, jak te dwa padną to został tylko hangar i teren czysty''.  Wtedy rozległ się wybuch... Ale nie ten na który czekała jako że był dużo silniejszy niż powinien być. Czuła jak podłoże drży odprowadzając nadmiar energii. Jak na jej gust wyglądało to jakby ktoś z zewnątrz próbował wysadzić wejście do bazy i najwyraźniej udało mu się. Słyszała gdy odłamki metalu z łomotem uderzały o drugie, takie same drzwi jak pierwsze. ,,No tym nam raczej nie pomożecie'' - Przeczuwała kto to może być i miała nadzieje że nie mają kolejnego takiego ładunku. To by tylko oznaczało że wpuszczą jeszcze więcej tych stworów do środka a z tym właśnie próbują sobie poradzić. Chwilę potem rozległa się kolejna już z wielu eksplozji, już ta właściwa która miała zabić te dwa stworzenia z korytarzu. Wstała i powoli wyszła za róg by ocenić sytuację.

 

- Co ja poradzę że karabinem można do nich strzelać do usranej śmierci - Buntownik wstał z ziemi, otrzepał się i wzruszył ramionami. - A to akurat nie my - Powiedział mając na myśli drugi wybuch ale nie wyglądało na to żeby się nim przejmował. - Idę sprawdzić czy go załatwiłem. - Po czym ruszył w kierunku drugiego pomieszczenia, nadal jednak ostrożnie... Nie wiedział jak by ta bestia mogła by to przeżyć ale zawsze zakładał że jakiś cień szansy może być. 

- Jak każdy chyba - Fire odpowiedziała Spearowi. - Musimy się przekonać ale nie warto się śpieszyć - Spojrzała na Lanca i Pearl. Mogło by być z nimi dużo lepiej gdyby nie kłótnie i brak zaufania. Niestety nie mogła nic na to poradzić. Może mogłaby utemperować bardziej Kati ale powiedziała w jaki sposób ją obudzić by nie było problemów a ktoś się niepotrzebnie wtrącił. - Dajmy im jeszcze z dziesięć... - Nagle przerwała gdy rozległ się trzeci wybuch a chwilę potem czwarty. - To twoi Order? - Spytała. - Wiesz może co oni robią?

 

Gdy kurz nieco opadł Sand Storm mógł być zadowolony z rezultatu siły niszczącej ładunku który rozstawił przed wejściem. Na samym środku stalowych drzwi, specjalnie pogrubionych by być w stanie opierać się działaniu silnych eksplozji widniała sporych rozmiarów wyrwa prowadząca w ciemność. Teraz bez trudu można wejść do środka nawet nie obawiając się ryzyka zahaczenia skórą o któryś z ostrych metalowych fragmentów... Gdy dotrze do wnętrza będzie mógł zobaczyć że ktoś postarał się by utrudnić wykonanie nie siłowego rozwiązania. Kable prowadzące do klawiatury która służyła do wpisywania czterocyfrowego kodu dostępu do otwierania drzwi były wyrwane. Najprawdopodobniej na wypadek jakby ktoś teleportował się do środka i próbowałby przy tym grzebać.  Na samym końcu korytarza miała jednak czekać na niego mała niespodzianka... Drugie, takie same jak poprzednie wrota broniące przejścia dalej za którymi ktoś zdetonował około dwa kilogramy trotylu i może ze trzy granaty. Tak przynajmniej wynikało z jego wiedzy na temat materiałów wybuchowych. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- No patrzcie jaka wyszczekana i jeszcze nas nazywa ofiarami - powiedział jeden z uzbrojonych ogierów, a potem wybuchnął śmiechem.

- Nie no co wy chłopcy, przecież widać, że zapewne idzie na zamach na cesarzową, w końcu widać, że to najpotężniejsza klacz w Equestrii - znów wybuchnęli śmiechem, ale zaraz wystąpił przed nich diler, którego już poznała.

- I co znowu zatrzymasz czas? Sądzisz, że jesteś szybsza niż karabin? - spojrzał na jednego z wyraźnie wyczekujący ogierów na jeden głupi ruch Sinister. - Nim ten twój rożek zacznie świecić padniesz martwa

- Byłaby jednak szkoda - wtrącił nagle lider. - Zawsze można w jakiś sposób przekonać do współpracy. Z jednymi jest łatwiej z drugimi trudniej, co by nie było, możemy jakoś na niej zarobić - znów spojrzał na Sinister. - Nie jesteś już na terenie chronionym, strażnicy ci nie pomogą. Nie ma twoich kumpeli, o których wspominał mi kolega. Możesz być nawet z oddziałów śmierci cesarzowej, sama nie dasz nam rady, skarbie. Nie bądź głupia i rób co mówimy - przechodzące w okolicy kucyki wymijały ich tylko czasem rzucając im spojrzenie, ale nic ponadto. Najwyraźniej nikt nie chciał mieszać się w nieswoje sprawy.

 

 

Baza

- Przeżyje - mruknął nadal oszołomiony tym wszystkim Lance, podobnie jak zresztą Peral, której wciąż huczało w głowie po niedawnym wybuchu. Spear będący w najlepszej formie, jako jedyny nie wyglądał aby ta eksplozja jakoś na niego wpłynęła poza tym, że wydawał się wkurzony.

- Jeśli tak dalej pójdzie, to nie będzie potrzeba potworów, bo nas zabiją prędzej tamci - spojrzał na puszki, które dała im Fire, a potem otworzył je dając je bliżej Lancea i Pearl. - Eksplozja była silna, może zdołali wytłuc to cholerstwo i już jest bezpiecznie

- Nie bądź głupi - westchnął Lance. - To jak walka z karaluchami, zawsze wracają. Jedyna metoda to uciec lub zrobić porządek ze świątynią - nachylił się nadal zmarnowany nad jedzeniem.

- Ja bardziej myślę czy to nie przyniesie odwrotnego efektu - powiedziała słabo Pearl, sięgając po swoją puszkę. - Teraz będą wściekłe jeszcze bardziej. Te wybuchy ściągną ich jeszcze więcej, nie wiadomo jak wiele się ich zbierze w okolicy. Wyjście z bazy może być teraz trudniejsze niż się wydaje

- Cholera... W takim momencie dałbym wiele za skrzydła - powiedział ponuro Spear, jakby nic innego już mu nie przychodziło do głowy.

 

Wywołane przez Sanda eksplozje sprawiły, że dywersja się udała i stwory nie ruszyły za nim, a w kierunku wzgórz gdzie doszło do kolejnej eksplozji. Stwory jednak nie poruszały się po powierzchni, a nadal pod ziemią, co wskazywały pojawiające się kolejne kopce w miejscach, w których do tej pory ich nie było. Oczywiście nie brakowało przy tym licznych ryków dochodzących ze wszystkich stron wokół. W międzyczasie pomysł Batty sprawdził się, choć niewiele brakowało, bo w czasie silnego wybuchu stwór na suficie próbował się poruszyć, ale wtedy doszło do jej eksplozji, której towarzyszyły nowe nieprzyjemne dla ucha piski. Buntownik, który wyszedł szukać przerośniętego stwora, szybko mógł zdać sobie sprawę, że nigdzie go nie było, ale nie było też powiedziane, że przeżył, bo jego ciało mogło wyparować tak jak zwykle się to dzieje.

 

Plac

Wszyscy patrzyli w milczeniu jak Dawn wkłada zbroje. Na pysku jednego z ogierów nawet pojawiły się krople potu, gdy tak przyglądał się pancerzowi. Zgromadzony na placu tłum również oczekiwał w napięciu na to co się stanie. Po gwardzistach nic nie dało się zobaczyć z powodu hełmów, ale najpewniej byli rozbawieni tym widokiem. W końcu gdy Dawn założył pancerz, mógł poczuć, że zbroja zdaje się nie różnić niczym od zwykłej zbroi gwardzisty. Nie wydawała się niezwykła ani w żadnym stopniu z nim związana. Mógł nawet ją zdjąć w każdej chwili. Reszta z jego grupy, która zaczęła wkładać pancerze po nim też to zauważyli.

- Ja nie rozumiem... - wyjąkał Might patrząc na swój. - Myślałem, że te zbroje mają być częścią nas

- Oh i będą - powiedział w jego kierunku gwardzista. - Ale nadal czegoś brakuje, a to dostaje się na samym końcu szkolenia.

- Dobra jak chcecie możecie wrócić - powiedział kolejny gwardzista. - Zostają jeszcze komunikaty do ogłoszenia, ale skoro jesteście tak niecierpliwi możecie odejść - mówiąc to spojrzał głównie na Dawna.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Oparł delikatnie Lance'a o ścianę, a następnie przesunął puszkę tak, aby mógł do niej sięgnąć. Sam też chwycił za jedną, po czym szybko ją opróżnił.

Gdy skończył usiadł na ziemi, gdzie zaczął grzebać w panelu. Zasięg ponownie się urwał.

- Nie mam zasięgu, co oznacza że wieża transmisyjna padła, a to z kolei wskazuje na to, że prawdopodobnie coś potężnego musiało ich zaatakować. Mam tylko nadzieję, że nikomu na powierzchni nic się nie stało. 

Zgasił ekran.

- Czyli wracamy do planu przebicia się na własną rę... własne kopyto. Mogłem się domyślić, że nie wiedząc z czym będą walczyć podejdą do sprawy ignorancko, oto nasza ludzka strona w całej wspaniałości.

Prychnął oraz przymknął oczy.

- Spoczywajcie w pokoju, bracia.

 

Sand Storm

 

Wychylając się zza wzgórza zauważył kłęby dymu, które opadając odsłoniły dziurę w wejściu.

- Doskonale.

Ponownie uczyniając się niewidzialnym przeszedł ostrożnie do wnętrza bazy. Podejrzewał, że stwory po wybuchu zwrócą uwagę w tamtym kierunku, nie chciał więc ryzykować wykrycia.

Gdy dotarł już do środka zamurowało go. Za zniszczoną bramą znajdowała się druga, obok której stał panel do wprowadzania hasła. W tym momencie zastanawiał się, czy wrócić po materiały i wysadzić drzwi, czy też lepiej spróbować odgadnąć hasło. 

Nie mogę ich tutaj użyć. Po odpaleniu drugi raz w tym samym miejscu robale rzucą się tutaj, więc nawet jeśli uda się zrobić tam dziurę to zabiją i mnie, i wszystkich w środku. Gah, nienawidzę komputerów.

Zaczął wpisywać rogiem różne kombinacje, rozglądając się przy okazji po pomieszczeniu szukając jakichś wskazówek lub dodatkowych opcji na dostanie się do środka.

 

Dawn Spark

 

Po założeniu pancerza nic się nie stało. Przeczuwałem, że to co się wydarzyło na placu rozbawiło gwardzistów, którzy na mnie spoglądali.

Przy pierwszej lepszej okazji pozabijam was wszystkich.

Po tym wszystkim zwróciłem się do dowódcy, musiałem wykorzystać okazję. Ukłoniłem się.

- Przepraszam sir, ale chciałbym poprosić o przepustkę. Mam kilka ważnych spraw do załatwienia w Las Pegasus, a także chciałbym wykorzystać tę okazję do ujrzenia naszej Pani. Oczywiście jeśli jest taka potrzeba spróbuję ten czas odpracować... jakoś.

Powstałem z ukłonu, patrząc dowódcy prosto w oczy. Nauczyłem się naśladować gwardzistów, przez co z mojego wyrazu pyska nikt nie był w stanie wyczytać żadnych emocji. 

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister Spell

- Nie jestem psem by szczekać - Odparła jakby trochę urażona. - Ale widzę że ty masz ochotę jednym zostać - W jej oczach pojawił się jakby zielony błysk jednak nic nie wskazywało że zaczyna rzucać jakieś zaklęcie. - A ty - Zwróciła się do handlarza. - Mimo posiadania zaszczytu bycia jednorożcem aż tak bardzo nie rozumiesz co tam zrobiłam że przypisujesz mi zdolności których nie mam... - Prychnęła na tą ignorancje. - A ty? - Skierowała kpiący uśmieszek do leadera. - Wydaje ci się że jestem w beznadziejnej sytuacji - Ściągnęła z siebie dwie torby bez użycia lewitacji. - Bez przyjaciółek czy gwardii... - Kręcąc głową otworzyła lewą i na jej kopyto wdrapała się pierzasta wiwerna wielkości około czterdziestu centymetrów. - Ale to nie oni mnie ochraniają a ten malutki stworek - Wiedziała że to wzbudzi bardziej śmiech niż strach ale nie przeszkadzało jej to. - I chcesz mnie zmusić do współpracy? Mnie?  - Spytała z niedowierzaniem. - Po ofercie w której musiałabym oddawać siedemdziesiąt pięć procent zysku po tym jak oddaje gwardii dwadzieścia? Nie wiem czy twój mózg działa ale jednak jest nadzieja skoro chcesz na mnie zarobić... Tylko w jaki sposób upewnisz się że nie wbije wam noża w plecy jak tylko będę miała okazję? - Rzuciła delikatnie swojego chowańca tak by był w odległości około metra od nich. - Zrobimy tak - Stworek nastroszył swoje piórka by wyglądać na choć odrobinę większego. - On kontra wy i jeśli go uda wam się go zabić jestem wasza... Chyba nie wydaje wam się to zadanie ponad wasze siły skoro nie będę mu pomagać w żaden sposób?

 

Batty

Na pewno dwie pary drzwi były dobrym sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa. W końcu nie trudnym jest zebranie wystarczającej ilości materiału wybuchowego by wysadzić pierwsze niezależnie od tego jak mocne by były... Ale co w wypadku jak przeciwnik zużyje wszystko na poprzednie nie spodziewając się że są drugie? Niewątpliwie dobry ruch ze strony projektanta... Niestety kucyk odpowiedzialny za programowanie komputera dał ciała bo kod o numerze jeden dwa trzy cztery jest zbyt banalnym hasłem. Zdecydowanie powinien wylecieć na zbity pysk jeśli nie zginął podczas ataku na bazę. 

 

Batty chciała kontynuować swoje czyszczenie pomieszczeń idąc w kierunku hangaru. Nie powinno już być tam dużo przeciwników i po tym jak zrobi z nimi porządek będzie można bezpiecznie wyjść na zewnątrz... Zakładając że buntownicy ogarnęli już elektrownie. Coś w tym jednak jej przeszkodziło a był to dźwięk ślamazarnie otwierających się drzwi od wejścia. ,,Jak? - Spytała siebie sama w myślach. - Kto? Chyba te przeklęte bestie nie nauczyły się jeszcze tego? - Niezależnie od okoliczności postanowiła przerwać swoje dotychczasowe zadanie i sprawdzić o co chodzi. Przytuliła się do ściany leżącej po lewej stronie od czegoś co wchodziło do środka i wyciągnęła swój załadowany pistolet by w razie czego odpowiednio zareagować.  

 

Fire i reszta

- Na ogół wiedzą co robią - Odpowiedziała na słowa Speara. - Przynajmniej większość z naszych bo nie wiem co się dzieje na zewnątrz - Delikatnie się uśmiechnęła patrząc w kierunku szybu gdzie chwilę temu zniknął buntownik...  A jeszcze parę sekund wcześnie przeleciał w drugą stronę jednak łatwo się nie poddał. - My czyścimy tylko parę pomieszczeń prowadzących do wyjścia by nic złego się nie stało na samym początku. Niestety podłoga tutaj nie sprzyja cichemu poruszaniu się - Pokręciła głową. - Akurat trawa, ziemia czy piasek są dużo lepsze pod tym względem - Spojrzała na Pearl gdy ta mówiła swoje uwagi. - Wejście jest zamknięte więc nowe nie wchodzą ale na zewnątrz to zupełnie inna sprawa... W takim wypadku przydałby się odrzutowiec latający z trzydzieści metrów nad nimi. Tona hałasu, druga tona ciepła od silników i wszystkie poleciały by za nim ale nie dysponujemy ani jednym nie mówiąc już o pasie czy bezpiecznym starcie - Marzenie od razu wydawało się totalnie nierealne. - Ale mamy Kati, z nią raczej nie wybierzemy do świątyni. Jakby tak poleciała i ziała jednocześnie ogniem to może by zadziałało w roli wabika? - Spytała by dowiedzieć się co inni o tym sądzą. - Na przykład te stwory - Teraz powiedziała ciszej kierując słowa do Order'a - I raczej wątpliwe że nic się im nie stało jeśli to one a to prawie pewne - Jej głos brzmiał na dziwnie... Zadowolony?

 

Buntownik w pomieszczeniu obok przez dobrą minutę chodził po nim i zaglądał do każdego zakamarka by upewnić się że go załatwił... - Tutaj czysto - Odezwał się do reszty by ci mogli zacząć się zbierać sprzęt i w końcu ruszyć się z miejsca. 

 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Pewność siebie jaką wykazywała Sinister z pewnością nieco zdziwił leadera, który patrzył teraz na nią podejrzliwie. Podobnie zresztą było z dealerem z czarnego rynku, który już poznał kilka sztuczek tej klaczy żeby wiedzieć, że należy jednak  z nią uważać. Inna sprawa była z obstawą. Widać było, że to kuce, którym się płaciło za robienie, a nie myślenie. Wybuch śmiechu z ich strony, wskazywał, że uważali Sinister za słabą, która tylko próbuje nastraszyć wszystkich gadką. Cała sytuacja jednak się zmieniła na widok małego stworka, który miał chronić klaczy. Teraz ochroniarze niemal tarzali się ze śmiechu. Nawet leader wyglądał na rozbawionego widokiem tego niepozornego stworzenia. Tylko dealer wyglądał na lekko niepewnego, ale z kumplami najwyraźniej czuł się mimo wszystko pewniej.

 

- Nie lubię krzywdzić zwierząt - mówił z niekrytym rozbawieniem leader.

- Co mamy z nim niby zrobić? Mam iść po packę? - powiedział jeden z ochroniarzy, który podszedł do stalkera i wyciągnął kopyto w jego kierunku żeby odrzucić go na bok jak nic nieznaczącego owada.

- Słuchajcie... Lepiej ją szybko rozwalmy, z nią jest coś nie tak - mówił trochę już niepewnie dealer.

- Czego panikujesz? Kiedyś zastrzeliłem mantykorę, a mała wiwerna czy co to tam jest jest, znacznie to mniej groźne - splunął w bok inny ochroniarz.

- No dobra, pośmialiśmy się, a teraz szczerze, chyba nie chcesz kłopotów, co? - leader uśmiechnął się do niej.

 

Baza

- Dzięki - westchnął Lance gdy Order podał mu puszkę. A potem w milczeniu słuchał. - Chcesz tak ją narazić? - spojrzał na Katie, mimo wszystko nadal czuł dług do smoka, za ta, że przyszła mu z Batty pomóc. - W górach żyje wiele stworów, może gdyby podleciały tu harpie lub wywerny...

- Nie zbliżą się - powiedział z niechęcią Pearl. - Wszystkie stworzenia nie chcą się tu zbliżyć odkąd są te bydlaki, chyba tylko my byliśmy na tyle głupi żeby tu zostać. Spear wyglądał jakby nad czymś myślał.

- Był tu chyba jeszcze jeden czołg... To znaczy gdy zajmowaliśmy to miejsce, to przynieśliśmy do walki trochę sprzętu cięższego, większość została zniszczona, ale w jednym z hangarów nadal jest sporo naszej broni, no i ten jeden czołg... Tylko, że chyba nie ma paliwa i nie wiem czy te stwory by się nie przebiły przez pancerz jak go obsiądą

- Może nie musimy nim jeździć, tylko wykorzystać pociski do odwracania uwagi, ale to i tak by trzeba było jakoś nim wyjechać, a nie ma paliwa

 

Buntownik, który szukał jakichś śladów mógł dostrzec dziurę w szybie, ale nigdzie nie było śladów po stworze. Ciężko było powiedzieć czy to ten stwór wykorzystał taką ucieczkę przed śmiercią czy może co innego to wywołało. W każdym razie wszystko wskazywało, że nic nie ma w okolicy. Stwory na zewnątrz nadal zdawały się nie zwrócić uwagi na otwarte drzwi i wchodzącego tam buntownika gorzej było już jednak w środku. Batty mogła za swoim grzbietem usłyszeć ryk stwora, który się zbliżał, najwyraźniej zareagował na dźwięk otwieranych drzwi.

 

Plac

- Zabawne, że o tym wspominasz - powiedział gwardzista, a potem minął bez słowa Dawna. Najwyraźniej wszyscy już się pojawili na placu. - Gratuluje, tym którym się powiodło. Udowodniliście, że jesteście gotowi oddać swoje życie za naszą ukochaną władczynię niosącą pokój nam wszystkim. Nie tylko zostaniecie odznaczeni pancerzami za to. Jak wszyscy wiemy, wkrótce nasza pani ukarze swe oblicze na arenie w Las Pegazus, a tym samym wystawi się na niebezpieczeństwo. Celem jej elitarnej gwardii jest ją chronić. Wy jesteście zaledwie rekrutami i nie macie takiej możliwości. Jednakże czworo z was, którzy dopiero zaczęli zostanie wyznaczonych do pomocy gwardii w mniej ważnych obowiązkach, kto wie, może nawet zwrócicie uwagę cesarzowej na siebie - tłum zebranych nie był w stanie zapanować nad emocjami słysząc to. - Wybór zarządzi głównodowodzący koszar, dziś wieczorem dowiecie się kto zostanie wybrany - klacz, która zajmowała najwyższe miejsce uśmiechnęła się jakby już była pewna swojej nominacji do tego zadania. - A teraz, ci którym się powiodło ustawcie się w kolejce po pancerze. Natomiast ci co odnieśli porażkę zbiorą się w budynku - część jednorożców wyraźnie przygnębionych ruszyła do budynku gdy reszta stanęła w kolejce po pancerze

- To kiedy chcesz te przepustkę? - spytał drugi gwardzista patrząc na Dawna. Might wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał go inny ogier z ich grupy kręcąc lekko głową w jego kierunku.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Wtrącił się w rozmowę.

- Tu nawet nie czołg jest potrzebny, ale jego pociski. Gdyby zgromadzić wszystko w jednym miejscu można by to wysadzić, a stwory skupią się właśnie tam. Mam nadzieję, że znajduje się tam coś jeszcze poza kilkoma pociskami.

Podrapał się po głowie.

- Czyli jednak nie jesteśmy tacy bezwartościowi, skoro skopiowaliście sporo naszego uzbrojenia. Ale to nic, może nasza współpraca tutaj udowodni wam - i możliwe że komuś więcej to, iż jesteśmy w stanie się dogadać mimo różnic w poglądach.

Następnie skierował wzrok na Lance'a.

- Gdybyś potrzebował czegoś więcej wołaj, nie przemęczaj się.

 

Sand Storm

 

Po wklepaniu na panelu kombinacji 1234 drzwi zaczęły się otwierać. Początkowo zatkało go, ale po tym na jego pysku pojawił się szeroki uśmiech.

Widocznie ktoś stwierdził, że najbardziej oczywiste rzeczy najłatwiej ukryć. Dzięki, kumplu.

Widząc przed sobą ciemność wyjął swój rewolwer, a następnie ostrożnie wszedł do środka pomieszczenia, oświetlając okolicę lekkim światłem. Czemu jeszcze nikt nie nauczył ich zaklęcia udającego noktowizję? Kuce na pewno mają coś takiego.

 

Dawn Spark

 

Gdy gwardzista skończył swoją przemowę zamurowało mnie. Możliwe że to ja będę tym wybranym.

- Jeżeli to mi uda się dostąpić tego zaszczytu poradzę sobie bez przepustki - inne sprawy w porównaniu do bezpieczeństwa Naszej Pani nie znaczą nic. Natomiast jeśli to nie mi będzie przekazana ta misja poproszę o przepustkę na okres dwóch dni przed igrzyskami, kończąc na dwóch po tym wydarzeniu. Dziękuję, sir.

Ukłoniłem się pierwszemu, następnie podziękowałem drugiemu powtarzając ukłon, a po wszystkim ruszyłem w kierunku naszych pokoi.

Reszta po krótkiej chwili ruszyła za mną. Gdy dotarliśmy już do środka otoczyłem pomieszczenie dźwiękoszczelną barierą, po czym przeszedłem do sedna.

- Dobra, słuchajcie. Obawiam się, że ta wredna klacz stanowi dla nas zagrożenie - z tego co widzę jest potężniejsza nawet ode mnie czy Mighta. Domyślam się że tego nie dostrzegacie, ale jeśli chcecie dotrwać do końca szkolenia musimy się jej jakoś pozbyć. Nie wiem jeszcze jak, ale prosiłbym was o wsparcie. Aha i jeszcze jedno, nikomu o tym nie mówcie. Mam nadzieję, że się rozumiemy.

Nie czekając na odpowiedź zdjąłem barierę, a następnie wróciłem do lektury ofensywnej czarnej magii. Muszę coś z nią zrobić, inaczej to Ona zostanie czempionką Imperatorki. Tylko co mogę zrobić?

Spróbuj trochę za nią połazić, może w ten sposób będzie ci łatwiej. Wygląda na taką, która ignoruje wszystko myśląc że jest niepokonana, i na tym się powinna przejechać, nie ona jedyna zresztą.

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

Wcale nie zdziwił jej wybuch śmiechu ze strony tych ogierów jednak zastanawiało ją czemu aż tak lekceważą to czego nie znają. Może również czuła się trochę zbyt pewnie ale prawda była taka że znajduje się w innej sytuacji. Wiedziała jak działają karabiny, znała siłę uderzenia ziemskiego kucyka a ten jednorożec dał jej powody by sądziła że nie jest zbyt dobry w magii. Oni natomiast ocenili Stalkera po zewnętrznej powierzchni nie mając pojęcia co stanowi jego środek... A były to same najlepsze z najgorszych rzeczy które udało się Sinister poznać lub stworzyć. Nic już nie odpowiedziała tylko stała w miejscu i przyglądała się przedstawieniu. 

 

Stalker tylko zasyczał i dał się podnieść... Celowo bo w innym wypadku nawet by go nie złapał. Szybko skierował otwarty pysk w stronę dalszego ochroniarza i wystrzelił wąski ale pod sporym ciśnieniem strumień zielonkawego trifluorku chloru celując w twarz. Związek ten jest bardzo silnym utleniaczem i środkiem fluoryzującym. Reaguje z prawie każdym metalem, zapala materię organiczną a nawet materiały takie jak szkło, beton czy popiół spalony zwykłym ogniem. W kontakcie z wodą rozrywa ją na tlen oraz wodór co stwarza zagrożenie wybuchu i praktycznie niemożliwe jest jego ugaszenie. Jest również silnym, szybko działającym bojowym środkiem trującym. Pary wywołują ataki silnego kaszlu, obrzęk płuc a w przypadku skóry pęcherze i rany. Dodatkowo Sinister zwiększyła czas i prędkość jego działania swoją magią. W momencie w którym został odrzucony zmienił cel i z niesamowitą zręcznością skierował strumień w stronę twarzy ogiera który potraktował go jak nic nieznaczącego owada. Lądując na ziemi na czterech kończynach nie odpuścił i od razu zaczął biec w ich kierunku. Czy teraz wyglądał groźnie i przeciwnicy okażą mu więcej zainteresowania? 

 

Batty

,,No to genialnie...'' - Pomyślała słysząc ryk potwora na przeciwko gdy Sand wchodził do środka. Zarówno on jak i ona tym pistoletem czy rewolwerem niewiele mu zrobią. Na rozstawienie ładunku wybuchowego nie było czasu. ,,Hmm, miałam je oszczędzać ale tu naprawdę nie ma innego wyjścia'' - Miała na myśli kryształy stanowiące amunicje. Sięgnęła lewitacją po swoją główną broń będącą niezłym połączeniem magii i pewnego rodzaju technologi. Oddała dwa pośpieszne strzały celując w głowę by tymczasowo go odesłać skąd przylazł będąc pewną że to odpowiednia dawka. ,,Oby tylko to nie ściągnęło tu z trzech następnych'' - W tym wypadku nie byłoby za wesołoTuż przed Sand Storm'em przeleciał najpierw jeden pocisk z jasnozielonej energii a chwilę potem drugi. Mogłoby się wydawać że ktoś chciał go zdjąć tylko odrobinę się pośpieszył. Batty odwróciła się do niego bokiem i nacisnęła przycisk zamykający wejście. Był to ten sam maszkaron którego widział na zewnątrz.  Wnętrze natomiast wyglądało na mocno zaniedbane, nikt tu nie sprzątał od dłuższego czasu a ciemność słabo oświetlały tylko czerwone lampy na środku sufitu... Przynajmniej te które działały. 

 

- Harpie już nas przywitały - Stwierdziła Fire. - A potem wylądowaliśmy tutaj... Zupełnie jak z deszczu pod rynnę - Pokręciła głową. - Jeśli chodzi o Kati to wiedz że jest chyba zarazem pierwszą i jedyną osobą która ma ochotę na walkę wręcz z tymi stworami. Jest z nami i po prostu szuka wyzwań ale zgaduje że granaty błyskowo-hukowe też zrobiły by tą robotę - Spojrzała na znudzoną smoczyce która nawet nie zareagowała na fakt że rozmawiają o niej. - Może zostało trochę naszego paliwa... Tylko trzeba byłoby znaleźć pełny zbiornik który nie zardzewiał żeby nie było w nim syfu zatykającego przewody. A nawet jeśli to mieliśmy głównie lotnicze. Wiecie, niska liczba oktanowa i spalanie stukowe w silnikach tłokowych gwarantowane - Domyślała się że Equestrianie raczej innych nie montowali. - Na pewno trochę ujedzie ale potem mechanik by mocno przeklinał. Akurat silniki odrzutowe są mniej wybredne jeśli o to chodzi.

- Każdy pancerz się kiedyś podda - Stwierdził inny buntownik już w zbroi kierujący się w stronę szybu. - Zatrzyma jedno uderzenie, może i drugie czy nawet trzecie ale czy czwarte? Wszystko w końcu kiedyś rozwalą z taką siłą - Wspominał jak jeden z nich przebił się przez tarczę magiczną a następnie przybił gwardzistę do ściany. - Nie ma co siedzieć - Dołączył do niego kolejny ogier w pancerzu razem z ciężkim karabinek maszynowym i amunicją. - Skoro w pomieszczeniu obok jest czystko to idziemy wyczyścić hangar i wychodzimy stąd - Spojrzał na Ordera. - Jeśli chcesz się przydać to możesz iść z nami - Kati mimo że słowa nie były skierowane do niej również wstała by w tym uczestniczyć. 

 

Trzeci buntownik będący w pomieszczeniu obok nagle spostrzegł coś czego nie powinno być.. Wskoczył z powrotem do szybu by ostrożnie zbadać dziurę w bliższej odległości. Granat ani wybuch który wcześniej spowodował nie miał zdolności do czegoś takiego. Raczej wątpił że to sprawka tego stwora, przecież go załatwił ale jak mogło to powstać? Chciał znać odpowiedz na to pytanie. 

 

 

 

 

 

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Wszystko stało bardzo szybko. Powaga sytuacji dotarła do innych gdy usłyszeli wrzask jednego z ogierów, który padł na ziemię i zaczął wrzeszczeć zwijając się z bólu. Drugi, który stał koło Stalkera również nie miał okazji zareagować, bo również padł na ziemię zwijając się z bólu. Śmiechy w jednej chwili ucichły, a zastąpiły je wrzaski ogierów, którzy zostali potraktowani jadem Stalkera. Nikt jednak nie zwracał uwagi na krzyki, co tylko potwierdzało, że nikt nie chciał się do tego mieszać. Dealer widząc całą sytuacje, nie czekał na dalszy rozwój sytuacji tylko zaczął uciekać jak najdalej nie oglądając się Natomiast leader grupy nadal był w szoku, ale szybko z niego wyszedł i wyciągnął pistolet.

- Na co czekasz?! - wrzasnął do ostatniego z ochroniarzy. - Rozwal to! - Ochroniarz, który szybko zareagował na polecenie szefa posłał serie z karabinu w kierunku Stalkera, podobnie jak jego szef, który zaczął do niego strzelać pistoletem.

 

Baza

- Cesarzowa uważa, że tylko wasza broń może trzymać was w ryzach - powiedział Lance w kierunku Ordera. - Dlatego na wypadek wojny zgromadziła pokaźny arsenał. Magią i tradycyjną bronią niewiele można było osiągnąć. Nie raz słyszeliśmy, że właśnie z tego powodu księżniczki były zbyt słabe i miłosierne żeby skończyć te wojnę, mimo mocy jaką posiadały

- Pocisków jednak z pewnością nie brakuje, gorzej jednak wykorzystać to odpowiednio - westchnął Spear, a potem spojrzeli na Fire.

- Samolotów żadnych niestety nie braliśmy, a szkoda, bo łatwiej by było uciec - westchnął Lance, a potem spojrzał na Katie. - Niewiele wiem o smokach, ale jeśli rzeczywiście tak szukają wyzwań, to chyba trafiła do najlepszego miejsca

- Może pójdę z wami - powiedziała nagle Pearl powoli wstając, nadal była nieco wyczerpana. - Nie jestem najlepszym żołnierzem, ale mogę pomóc gdyby ktoś został ranny

 

Buntownik, który wszedł do szybu mógł usłyszeć charakterystyczne chrobotanie. Stwór co prawda nie mógł go zobaczyć, ale jego kolce zastępujące mu ręce poleciały wprost w źródło hałasu, które wywołał buntownik wchodząc do szybu. W tym samym czasie atak Batty trafił prosto w stwora, który padł tuż obok Sanda wijąc się na ziemi i wydając charakterystyczne dla siebie głośne dźwięki agonii. Nic jednak nie wskazywało aby jego wrzaski ściągnęły tu kolejne stwory. Nawet jeśli jakieś stwory usłyszały go musiały zrobić to już za zamkniętymi drzwiami.

 

Koszary

- Mamy zabić towarzyszkę? - spytał nagle jeden z grupy Dawna. - Cesarzowa by tego nie pochwaliła. Nie można od tak przelewać krwi jednorożca, to nie kucyk ziemski czy pegaz

- Przecież Dawn nie mówi, że mamy ją zabić - wtrącił nagle Might. - Może to być równie dobrze sabotaż czy coś. Przecież wystarczy poddać wątpliwościom jej wyniki

- Jak niby tego dokonamy? Jeśli jest rzeczywiście lepsza od nas, to załatwi nas prędzej niż my ją

- Może skupmy się na rzeczach oczywistych. Wiadomo, że dokonają wyboru spośród najlepszych rekrutów. Ty Dawn na pewno zostaniesz wybrany, nawet jeśli ta klacz też, to jednak raczej zaliczysz się do czwórki

- W ogóle nie rozumiem czemu cesarzowa chce się ujawnić, to głupie ryzyko - pokręcił głową Might.

- Na pewno jest jakiś powód. Poza tym myślę że ona nawet sama sobie poradzi, w końcu pokonała w pojedynkę księżniczki

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Uśmiechnął się lekko.

- Tak, i dzięki temu właśnie sprowadziła was do poziomu równego nam - tępe, gotowe wymordować wszystko dla własnej korzyści istoty. Idę z wami, Panience Pearl sugerowałbym jednak zostanie tutaj i pilnowanie Lance'a - nie wiadomo, czy jego stan się nie pogorszy.

Zbliżył się do swojej broni, podniósł ją z ziemi a następnie stanął obok buntownika, który go zawołał.

- Gotowy - wymruczał przez zęby.

 

Sand Storm

 

Widząc smugi światła schylił się, a chwilę później padł przed nim jakiś stwór. Rozejrzał się nerwowo oświetlając pomieszczenie. Chwilę zajęło mu zebranie myśli.

- Cholera... dzięki za pomoc...

Przejrzał amunicję w rewolwerze. Nowe pociski podobno posiadają zwiększoną siłę przebicia, ale nie miał okazji jeszcze tego przetestować. Ruszył dalej, zbliżając się do kolejnych drzwi.

- Ile tego tutaj?!?

 

Dawn Spark

 

Might staje po mojej stronie? Znakomicie.

- Nie musimy jej zabijać, ale raczej innej opcji nie ma - jeżeli nie będziecie myśleć na własną rękę to daleko nie zajdziecie. Chyba, że chcąc wykonywać nielogiczne rozkazy dążycie to autodestrukcji, w takim wypadku nie będę wam w tym przeszkadzał. Prześpijmy się trochę, szybciej przeniesiemy się do części głównej dzisiejszego dnia.

Nie czekając na reakcję pozostałych towarzyszy odłożyłem książkę, położyłem wygodnie na łóżku a następnie użyłem zaklęcia snu na samym sobie, tym sposobem nie trzeba marnować czasu na zasypianie.

 

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...