Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Dom Crimson

- Nie jest jeszcze tak późno - Crimson rzuciła jej krzywy uśmiech. - Miło jednak, że wstałaś, musisz spróbować jak ona gotuje - Pumkin położyła przed White talerz z jakąś apetycznie wyglądającą sałatką.

- Jeszcze raz dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłaś - powiedziała jeszcze cicho w kierunku White, podczas gdy Crimson spojrzała nerwowo w okno.

- Chyba masz racje, jak tylko skończą te cholerne obwieszczenie upewnię się czy wszystko u niej dobrze. Nie powinna sama zostawać na tym cholernym rynku, nie zna jeszcze tego miejsca i nie wie nic o Christianie - w tym właśnie momencie zaczęło się obwieszczenie. Crimson zmarszczyła lekko brwi i spojrzała w niebo gdzie znów pojawił się magiczny ekran, a na nim herold.


- Cesarzowa ponownie zaszczyca was nowymi wieściami - powiedział nagle ogier wciąż patrząc na wielki zwój pergaminu. - Wczorajszego dnia nasi dzielni gwardziści rozbili kolejną grupę buntowników, kilkoro złapano i będziecie mogli podziwiać ich egzekucje zaraz po obwieszczeniu. Pumpkin skuliła się przestraszona po tej informacji. - W Ponyville pojawiają się w ostatnim czasie obraźliwe hasła na temat naszej cesarzowej - Crimson krzywo się uśmiechnęła. - Jest to niedopuszczalne, że wielu z was jeszcze nie otworzyło oczu na miłość i dobroć naszej władczyni. Jeśli ktoś jednak zobaczy kogoś kto szkaluje w ten sposób imię naszej pani, niech powiadomi najbliższych gwardzistów, Crystal będzie mu wdzięczna. Czas na wieści z frontu. Podmieńce utraciły jedno ze swoich miast. Nasze dzielne wojska spaliły ich gniazda w tamtym rejonie, a jaja, które przetrwały zostały stłuczone. Jeńcy natomiast wystąpią na arenie ku naszej uciesze. Gorsza informacja nadeszła jednak z frontu miast gryfów. Niespodziewany atak sprawił, że utraciliśmy jeden z posterunków. Tamtejszy dowódca zapewnia, że to chwilowe trudności i wkrótce odbiją posterunek. Przypominamy również, że zbliża się okazja zobaczenia cesarzowej osobiście. Już niedługo nasza władczyni pojawi się w Las Pegazus, każdy kto chce poczuć jej dobroć powinien się tam udać. Kończymy ogłoszenia egzekucją pojmanych buntowników


Na platformie stało pięcioro kucyków, cztery ogiery i jedna klacz. Wszyscy byli związani przez zaklęcia jednorożców. Troje z buntowników drżało, jeden nawet nie był w stanie powstrzymać łez strachu. Za każdym z buntowników stanął jeden z katów. Wszystko stało się bardzo szybko. Pumpkin pisnęła i schowała pyszczek za kopytami widząc jak gardło każdego z pojmanych jest podrzynane. Krew spływała prosto ku ziemi, a buntownicy leżeli martwi nadal z otwartymi oczyma.


Pustkowie wokół bazy

- Skorzystamy więc z tej opcji w ostateczności - powiedział Lance idąc cały czas obok Batty i się rozglądając wokół. Nic nie wskazywało aby miało się coś dziać. - Świątynia nie jest za daleko, ale... - spojrzał w niebo na pełne słońce. - Dziś niestety cesarzowa pokazuje pełną siłę słońca, a w tych pancerzach nie jest to najprzyjemniejsze doświadczenie

- W tej jednej chwili chciałabym być kucykiem ziemskim - powiedziała zmęczonym tonem Pearl, aż nagle stało się coś niespodziewanego i grunt pod kopytami klaczy się osunął. Klacz złapała się przednimi kopytami próbując się wciągnąć do góry, a Lance pobiegł szybko żeby jej pomóc. Z dziury już zaczynało dochodzić znajome chrobotanie. W międzyczasie w bazie.

 

- Cesarzowa pokazała jaka jest prawda - powiedział wściekle Spear. - Kucyki ziemskie czy pegazy nie mają zdolności i mocy żeby władać magią. To nie jest rasizm, a prawda. Obie rasy istnieją aby usługiwać tej jedynej lepszej.  Nasze metody w ogóle nie przypominają ludzkich, w naszych działaniach istnieje sens, którego tak proste stworzenia nigdy nie dostrzegą. Nie wiesz nawet czym jest cesarzowa, a obrażasz ją w ten sposób. Poza tym twoje groźby nie robią na mnie wrażenia - zacisnął zęby. - Nie wiem czym ciebie obdarowała natura, ale mnie obdarowała magią, dlatego mogę z niej korzystać jak każdy jednorożec, bo wtedy jest tylko sprawiedliwie

 

Koszary

- Na niczym skomplikowanym - powiedział tylko już prowadząc go w milczeniu. Jak się okazało zaraz wyminęli koszary, na terenie wokół koszar Dawn mógł zauważyć Midnight, która teraz biegała wokół terenu z gwardzistą, który ją nadzorował. Klacz jednak była tak skupiona na swoim zadaniu, że nawet go nie zauważyła, a on też nie miał okazji się przywitać, bo gwardzista prowadził go dalej, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Jak się okazało wyszli już w samo centrum Canterlotu. Miasto powoli budziło się do życia, a na niebie herold mówił obwieszczenia cesarzowej. Przechodzące wokół jednorożce patrzyły trochę ze strachem, ale i szacunkiem na opiekuna Dawna. Te, które przechodziły bliżej nawet mu się kłaniały z szacunkiem. Ogier jednak nie reagował. W końcu dotarli pod bramę miasta gdzie stali zwykli gwardziści. Na widok elitarnego kolegi natychmiast zasalutowali.

- Coś się stało? - spytał niepewnie jeden z nich.

- Nic szczególnego. Ja i ten rekrut - pokazał kopytem na Dawna, którego gwardziści zdawali się dopiero dostrzec. - będziemy przyglądali się waszej pracy i tyle, tak do wieczora

- Ale tu się zwykle nic nie dzieje - powiedział nerwowo gwardzista, ale mentor Dawna zdawał się nie zwracać na to uwagi, bo tylko podszedł pod okoliczną ścianę i patrzył. Najwyraźniej to miało być całe zadanie, które ich czeka.

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Sand przyglądał się przez chwilę Spearowi z pogardą. Miał iskierkę nadziei, że jednorożec powie coś o klaczy, jednak jak to zwykle bywa okazało się, że nadzieja matką głupich.

- Różnica między nami wszystkimi jest taka, że my, w przeciwieństwie do was mamy honor, i nie stosujemy dwójmyślenia. Niestety twoją poniżej przeciętna inteligencja nie jest w stanie tego przetworzyć. Nie jesteś wart nawet splunięcia i nie licz na to, że sam wyjdziesz stąd żywy.

Nie czekając na odpowiedź odwrócił się i wrócił pod ścianę, gdzie po przejrzeniu kieszeni zaczął ponownie przeglądać swoją broń.

Hmm, ciekawe co z wartościami penetracyjnymi, że też to ja muszę robić za obiekt testowy i sprawdzać co działa, a co nie.

Czy ona dalej żyje? Czy JA jeszcze żyję?

 

Peace Order

 

Peace szedł obok Pearl i Lance'a, gdy nagle osunęła się pod nią ziemia.

Nie myśląc dłużej nad swoimi ruchami podbiegł do towarzyszy, rzucił broń obok a następnie zaczął pomagać przy wyciąganiu Pearl na powierzchnię.

- Są pod nami, będzie nieciekawie.

 

Dawn Glare

 

Widząc Midnight uśmiechnąłem się. Jest bardzo skupiona na zadaniu, dobrze, że daje z siebie wszystko.

Kiedy dotarliśmy na miejsce stanąłem w małym odstępie od gwardzisty, a następnie zacząłem obserwować środowisko wokół nas, starając się patrzyć w drugą stronę, aby zmaksymalizować nasze pole widzenia.

Postanowiłem się nie odzywać, gdyż z całą pewnością zostanie to uznane jako przeszkadzanie.

Czeka mnie długi, nudny dzień.

Edited by Mizanth
Link to comment
Share on other sites

White

- To dobrze w takim razie - Odpowiedziała na słowa Crimson. Tak naprawdę to nie było nic dziwnego że spała najdłużej po takim nadużyciu magii. - Z chęcią zjem cokolwiek... - Wydawała się nadal trochę nieprzytomna jakby odpoczynek był za krótki albo się jeszcze z niego nie wybudziła. Spojrzała na Pumkin z uśmiechem a potem na sałatkę. Sprawnie lewitacją przygarnęła jeden z wolnych widelców i spróbowała sałatki. - Ważne jest to że jest już prawie po wszystkim, teraz trzeba ciebie tylko odstawić do... - Chwilę się zastanowiła próbując przypomnieć sobie nazwę odpowiedniego miasta. - Manehattanu? Chyba tam - Wzruszyła ramionami uznając że najwyżej zaraz ktoś ją poprawi. - I dziękuje za sałatkę, pyszna - Podobnie jak Crimson również spojrzała za okno by podziwiać ogłoszenie Crystal. Nie odwróciła wzroku nawet od brutalnej, publicznej egzekucji wyrażając wyrazem swojej twarzy coś na wzór pogardy. Nie pałała miłością do buntowników ale coś takiego było wbrew jej zasadom. Zabicie bezbronnej osoby? Co tu się u licha stało w Equestrii że jest to promowane? - Dać komuś odrobinę za dużo władzy i od razu dzieją się takie rzeczy - Pokręciła głową. - A co do Sinister, jestem pewna że poradziła sobie i teraz jest u siebie w domu. Może nie zna czarnego rynku ani Christiana ale nie można zapominać że oni również jej nie znają. Jej magia jest trochę... Bardziej osobliwa od typowych zaklęć - Spojrzała ponownie na Crimson. - Chociaż z drugiej strony jak ktoś trafi na jej czuły punkt to może zrobić coś nieprawdopodobnie głupiego...

 

Batty 

- Ja się tam ciesze że wyszłam z tej szarości na słońce - Stwierdziła Batty patrząc bardziej w niebo. Zawsze wolała otwarte przestrzenie od tych zamkniętych. - Miła od... - Przerwała swoją wypowiedz gdy usłyszała dźwięk osuwającej się ziemi. Jedno spojrzenie wystarczyło jej by zorientować co się dzieje i w jednej chwili doskoczyła do Lance'a i Order'a którzy już byli w odpowiednim miejscu. - Dobra, zabawa się skończyła - Stwierdziła i chwyciła Pearl lewitacją by pomóc jej nie spaść w ten dół. - Teleportuj nas do świątyni zanim coś na nas skoczy - Fire słysząc to zbliżyła się do reszty grupy wyciągając pistolet od Batty i celując skąd mógł wyłonić się jeden z tych stworów próbując chociażby w ten sposób ich ubezpieczyć. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

Dom Crimson

- Nie... - powiedziała cicho Pumpkin, po tym jak White spytała skąd pochodzi. - Mój dom i rodzina są w Trottingham. To znaczy byli tam nim zniknęłam - powiedziała cicho.

- Trottingham? - spytała nagle Crimson, widać na razie skupiając się na temacie pochodzenia klaczy zamiast na sprawie Sinister. - Jest jeden z portali, który może nas tam zabrać i nie nadwyrężać przy tym za bardzo uroczej White, A jak tam w ogóle jest? Dopadły was restrykcje Crystal?

- Tak... Kucyki ziemskie pracują w polu, ja pracowałam w kuchni... Byłam w lesie żeby zebrać rzeczy potrzebne do przygotowania posiłku i wtedy to się stało... - powiedziała z niekrytym żalem. Crimson widząc, że nie jest łatwo mówić o tym klaczy zdecydowała się wrócić do tematu Sinister.

- Słuchaj, sama uważam Sinister za twardą laskę - powiedziała sięgając kopytkiem po szklankę z wodą. - Jednak czarny rynek, to nie jest miejsce gdzie są nieprzygotowani na takie sytuacje. Christian nie próżnował osiągając  swoje zyski. Wszystko finansował w broń najemników i czarnoksiężników. Obecnie jest to chyba najbardziej dozbrojony punkt wśród kucyków, nie licząc rzecz jasna cesarzowej. Poza tym nawet Christian pomimo bycia kucem ziemskim jest ostrym niebezpiecznym psycholem. Sinister może mieć moc, ale sama nie dałaby rady gdyby coś odwaliła, dlatego trochę się martwię - powiedziała wyraźnie się krzywiąc.

 

Okolice bazy

- Dziękuje wam - powiedziała Pearl będąc już bezpieczną i patrząc potem z przerażeniem w głęboką dziurę. - Gdyby nie wy... Już sama nie wiem, który raz zawdzięczam wam życie

- Nie rób nic głupiego - powiedział szybko Lance w kierunku Fire. Jego róg pokryła aura, którą zdołał rozświetlić mrok dziury. - Na wszystkie skarby Equestrii... - powiedział wyraźnie przerażony widokiem, który zobaczył. Pearl nie była nawet w stanie wydusić słowa. Dziura okazała się połączona licznymi tunelami, niemal cała droga groziła zawaleniem, ale nie to było najgorsze. Wewnątrz było widać niemal całe mrowie poruszających się cielsk między sobą. Dawało to jasny dowód, że jeden głupi ruch może kosztować utratę życia.

- Masz racje - powiedział szybko Lance do Batty. - Będę musiał skorzystać z twojej pomocy...

- Też pomogę - wtrąciła szybko Pearl. - Dzięki temu oboje, aż tak bardzo się nie nadwyrężycie - Lance kiwnął głową, a potem złapał obie klacze za boki. Czekał, aż Fire i Peace podejdą, a gdy byli już gotowi zniknęli w ułamku sekundy.

 

Batty mogła odczuć teleportacje, ale dzięki rozdzieleniu energii nie było tak źle. Pearl chodziła chwilę niczym pijana w kółko. Najwyraźniej leczenie i teleportacja sporo ją kosztowały. Lance natomiast chwilę oddychał przez usta jakby walczył o każdą odrobinę powietrza. Jak się okazało trafili pod same schody niezwykle starożytnej budowli. Nie wyglądała na wykonaną z kamienia ani żadnego innego materiału znanego w Equestrii czy na Ziemi. Cała była brązowa, a wyglądem przypominała dawne piramidy Azteków, które mogli znać ludzi. Na szczycie piętnastometrowych schodów przed wejściem do świątyni stały dwa posągi przedstawiające stwory na czworakach przed postacią w dziwnym stroju, która wznosiła ku nim dziwny płaski dysk, niepodobny do niczego innego co mogli znać. Jednak ich uwaga powinna skupić się na tym co było pod piramidą. Pearl na ten widok cała przerażona przybliżyła się do okolicznej skały, a Lance zaklnął tak pod nosem, że przeciętny kucyk wstydziłby się takich słów. Tajemnicza ekspedycji gwardii szybko się wyjaśniła. Pod schodami leżały liczne ciała gwardzistówm a piasek nadal był czerwony przesuszoną krwią. Niektórzy gwardziści wbici byli w skały własnymi włóczniami za kopyta w kamienne ściany, a inni po prostu leżeli na grzbietach, jeszcze co niektórzy byli nawet rozerwani na strzępy. Niemal wszędzie poza ciałami walała się także ich broń.

 

Canterlot

Dawn szybko mógł odkryć jak nudne dostał zajęcie. Towarzyszący mu gwardzista wstał niewzruszony i nie był najwyraźniej rozmowny. Tylko skupiał się na swoim zadaniu. Każda chwila była niezwykle dłużąca, nie mówiąc o skwarze słońca jaki dziś panował. Ogier mógł się przekonać, że po godzinie każda minuta stawała się niczym upływająca godzina. Jedyne co się zmieniało to kucyki przechodzące kontrolę gwardii. Każdy kto chciał wejść do miast musiał minąć gwardzistów. Przychodziły tu zwykle przeciętne kucyki, ale tylko jednorożce lub mieszkańcy Canterlotu, którzy załatwiali interesy poza miastem, a teraz wracali. Każdy jak coś wnosił musiał okazać to gwardii. Minęły już cztery godziny i nic się nie zmieniało, a towarzysz Dawna nadal stał niczym posąg obserwując każdego.

 

- Przynoszę jedzenie do pałacu - powiedział kolejny kucyk stojący w bramie.

- Cesarzowa ma swoich kucharzy - zauważył gwardzista stojący mu na drodze.

- Tak, ale to dar dla cesarzowej z najdalszych rejonów Equesytrii

- No dobrze, tylko sprawdzimy - gwardzista zaczął przeglądać rzeczy, ale nie znalazł nic podejrzanego. - Możecie wejść - grupa pięciu kucyków powoli weszła przez bramy, a Dawn mógł zauważyć coś dziwnego. Jedne z ogierów niósł niezwykle egzotyczną roślinę, ale jej liście delikatnie się poruszyły mimo braku wiatru. Czy było to spowodowane przez jego krok, który sprawiał że roślina się trzęsła czy może kryło się za tym co innego?

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Sand wykorzystał tę chwilę na obmyślenie planu na przyszłość. Zerkał też co chwilę w kierunku Spear'a, nienawidził osobników, którzy myślą zero-jedynkowo.

Czyli po całej misji Order najprawdopodobniej zostanie wysłany do rebeliantów. Jest też możliwość, że wyślą go na przeszpiegi do Las Pegasus.

Albo to mnie tam wyślą, mogłem się o to dokładniej dopytać. Chciałbym wziąć udział w likwidacji naszych byłych towarzyszy. Lepiej by było, żebyśmy dotarli tam przed Equestrianami, w przeciwnym wypadku nasz plan może trafić szlag.

Dlaczego Crystal dała sobie spokój z atakami? Pewnie planuje coś grubszego, ale za cholerę nie jesteśmy w stanie się do niej zbliżyć. Może jakby udało się w jakiś sposób założyć pluskwę jakiemuś szwadroniarzowi? Oczywiście... jeśli nas nie załatwi.

I co Celestia zrobi z nami? Nie mam zamiaru wracać do pierdla, zmieniłem się, chcę zacząć nowe, lepsze życie.

 

Peace Order

 

Gdy wyciągnęli sanitariuszkę z pułapki podniósł broń i podszedł do jednorożców. Nic nie mówił.

Po teleportacji pod schody zauważył, że Pearl i Lance solidnie odczuli skutki zaklęcia. Zbliżył się do nich.

- Potrzebujecie chwili na odpoczynek? Może najpierw wejdziemy do środka zanim... o Boże.

Peace dostrzegł walające się wszędzie zwłoki. Skierował wzrok w kierunku ziemi, a następnie przyłożył kopytko do czoła.

- Tylko nie to...

Przypomniał sobie widok z wioski. Gdyby nie fakt, że nie jest tu sam prawdopodobnie ponownie by odpłynął, jednak udało mu się ustać na kopytach.

- Raj utracony.

Ponownie skierował wzrok na jednorożce.

- Oprzyjcie się o mnie, damy radę, musimy to zamknąć. I eh... nie rozglądajcie się.

 

Dawn Spark

 

Nudy... ale pomagają wyćwiczyć cierpliwość.

Obserwacja otoczenia z biegiem czasu zaczęła sprawiać trudności, ale mimo to udawało mi się utrzymać skupienie. 

Gdy gwardzista sprawdzał gości zacząłem nabierać podejrzeń. Czułem, że coś jest nie tak, co potwierdziło tylko to, że roślina się poruszała. Musiałem podjąć akcję, nawet jeśli przez to zgarnę opieprz przez towarzysza.

- STAĆ!

Kuce stanęły, spoglądając dziwnie w moją stronę. Pewnie nie spodziewali się mojej reakcji.

Zbliżyłem się do nich, a następnie zacząłem oglądać ich towar. Rozświetliłem róg.

- O ile mi wiadomo każdy gość winien uprzednio umówić się z administracją. Ponadto... dlaczego ta roślina mimo braku wiatru się porusza. Macie nas za idiotów?

Zwróciłem wzrok w stronę gwardzisty, a następnie lekko skinąłem głową dając mu sygnał, żeby podszedł do nas.

- Wyciągać wszystko co tam macie, i żadnych podejrzanych ruchów. 

 

 

 

Edited by Mizanth
Link to comment
Share on other sites

White

- Dawno temu to było? - Spytała z ciekawością i ze współczuciem. Wiedziała że sprawa dla niej jest delikatna i nie chciała za bardzo tego rozdrapywać ale to mogła być przydatna informacja. - To dobrze się składa - Teraz zwróciła się do Crimson. - Portal na czarny rynek jest koło lasu everfree a Sinister mieszka można powiedzieć nieopodal... W zasadzie jestem zdziwiona że wybrała teren aż tak daleko od centrum Ponyville ale zgaduje że po prostu chciała mieć od wszystkich spokój - Spojrzała jeszcze raz przez okno nadal zastanawiając się co u niej. - Nawet jeśli Cristian ją uwięził nie pozbawi jej rogu ponieważ jej umiejętności byłyby dla niego zbyt cenne w tym przypadku... A zostawienie jej magii to proszenie się o kłopoty jednak zanim zaczniemy się martwić najpierw powinniśmy ją odwiedzić. 

 

Batty

- Strzeliłabym dopiero jakby jakiś skoczył na nas - Odpowiedziała jakby urażona Fire - Nie jestem debilem ani samobójcą - Stwierdziła i rozejrzała się po nowym terenie zaraz po rzuceniu przez jednorożce zaklęcia teleportacji. Pokręciła głową i spojrzała na Lance'a - Lepiej bym tego nie ujęła... - Teraz już ściszyła swój głos do poziomu szeptu zważając na miejsce w którym się znaleźli. 

- Mam wrażenie że wiem co gwizdnęła im Crystal - Teraz wtrąciła się Batty jakby ignorując pobojowisko i skupiając się na płaskim dysku trzymanego przez dziwną postać. - Ale najpierw trzeba się dowiedzieć jak... - Swoje słowa skierowała do Order'a i powoli ruszyła przed siebie na szczyt schodów nasłuchując i rozglądając się za potencjalnymi przeciwnikami a przy okazji szukała jakichkolwiek wskazówek. Zamka, napisów czy jak te drzwi w ogóle działały. 

 

Baza

- Gdzie reszta? - Spytała Kati widząc Chlorine'a. Nadal trzymała swoje dwa, nowo nabyte pistolety.

- Poszli zamknąć świątynie i mam nadzieje że im się uda bo w przeciwnym razie mało ciekawie to wygląda - Stwierdził i spojrzał na jej krwawiące skrzydło. - Załatwiłaś go? - Spytał jakby nie wierząc. Wiedział że ona raczej umie walczyć ale i tak nie sądził że da radę. - I powinnaś się chyba trochę załatać...

- Beze mnie? - Odrobinę ją to zdenerwowało ale z drugiej strony to miała być cicha akcja więc raczej by się tam nie przydała. - Ta, gnojek mnie olał i zdetonował miny które ktoś założył... Ja go w zasadzie tylko dobiłam - Zignorowała jego ostatnią uwagę. 

Link to comment
Share on other sites

Dom Crimson

- Nie wiem... - szepnęła cicho klacz. - Na początku liczyłam dni, ale potem było coraz gorzej - mówiła łamiącym się głosem. - Ja i inne podobne mi, siedziałyśmy w klatce codziennie coraz bardziej przerażone, patrzyłyśmy jak zabierają każdą z nas po kolei, a potem, ta którą zabrali już nie wracała. Nie mówili co z nami robią, tylko zmuszali i zabierali. Jak wzięli w końcu mnie, zostało już nas pięcioro z dwudziestu - opuściła lekko wzrok. Crimson słuchała w milczeniu opowieści Pumpkin, ale nie zareagowała w żaden sposób. Najwyraźniej klacz widziała już zbyt wiele żeby nawet takie opowieści ją złamały.

- No to sprawdzimy przy okazji co z nią, a jeśli jej nie będzie, to wyruszymy na misje ratunkową. A jeśli chodzi o miejsce gdzie mieszka, to jak dla mnie miała po prostu nosa. Dziś im dalej, to chociaż można poczuć złudną wolność i... - nim dokończyła rozległo się walenie do drzwi. - Cholera... Szybko schowajcie się - powiedziała w kierunku klaczy, a sama wstała i poszła w kierunku drzwi. Pumpkin ruszyła za White, a w tym czasie Crimson chwilę zwlekała z otwarciem drzwi żeby się upewnić, że zdążyły się schować. Dopiero po chwili White mogła usłyszeć przytłumiony głos Crimson i jakiś obcy męski.

- Nie przygotowałam dostawy, nie miałam czasu

- Zdajesz sobie sprawę, że mieszkasz tu tylko dlatego, bo masz pewną wartość? Kucyki ziemskie pracują w polu i ty też możesz tak skończyć jak przestaniesz być użyteczna. Masz czas do wieczora i ma być ich dwa razy więcej, inaczej zaczniemy procedury wysiedleńce - drzwi zamknęły się z trzaskiem.

 

Świątynia

Wokół świątyni panowała złowróżbna cisza. Jedynie ciała gwardzistów, które zostawiła za sobą ta nietypowa grupa było świadectwem jak może być tu groźnie. Struktura schodów nie różniła się jakoś nadzwyczaj od tych, które zna się na co dzień. Jednak wystarczył jeden krok po nich żeby zrozumieć jak dziwne jest to miejsce. Nawet przez gruby pancerze cała grupa mogła poczuć dziwny nietypowy chłód na kopytach przy każdym kroku. Było to tym bardziej dziwne, bo w skwarze tego słońca można było odnieść wrażenie, że te schody powinny się mocno nagrzać, ale tak się nie działo. Wokół nie był widać żadnych stworzeń, nawet owadów czy ptaków, jakby wszystko wiedziało, że lepiej trzymać się z daleka od tego przeklętego miejsca. Na samym szczycie schodów  mogli zobaczyć kolejny widok, który nie wnosił nic przyjemnego. Przed otwartą bramą na linach zawieszone były ciała trojga kucyków, a pod nimi były rozerwane pancerze gwardii. Przyczyna śmierci była, aż za bardzo jasna, bo cała trójka najwyraźniej została żywcem obdarta ze skóry. Pearl na ten widok cofnęła się do schodów. Jako medyk musiała widzieć zapewne nie jedną ranę, ale teraz wyglądało, że zbiera jej się na wymioty.

Uwagę Lance'a zwróciło jednak co innego, bo do sznurów przywiązane było czwarte ciało z kilkoma ranami, z którego wypływała krew. Osobnik nadal oddychał, a Fire mogła rozpoznać w nim jednego ze swoich ludzi, tego który jako pierwszy próbował uciekać po odkrytej w bazie rzezi gwardzistów.

 

Wewnątrz bazy, Spear, nie odzywał się do swoich tymczasowych towarzyszy. Nie ufał żadnemu z nich, ale wiedział, że musi wykonać rozkazy dowódcy. Usiadł pod jedną ze ścian, a potem zdjął swój hełm chwilę zastanawiając się nad sytuacją. Tak właściwie nie wiedział czy grupa, która wyruszyła nadal żyje i czy oni wkrótce zostaną na zawsze uwięzieni w tym grobowcu. Zastanawiał się czy jest możliwość wysłania sygnału SOS lub teleportacji na taką odległość żeby oddalić się jak najdalej . Wbił wzrok w ziemię mając dziwne odczucie. Miał wrażenie, że słyszał coś pod nimi, ale to nie miało sensu. Przyłożył ucho do podłogi starając się na wszelki wypadek upewnić.

 

Canterlot

- To dla nas obraza! - powiedział ogier, który prowadził swoją grupę. - Kim ty w ogóle jesteś? Nie masz nawet pełnego pancerza, a zostaliśmy już przeszukani! Możesz być pewny, że cesarzowa dowie się o tym co zrobiłeś! - gwardziści, którzy wpuścili grupę wyglądali na lekko zmieszanych.

- Skoro nie macie nic do ukrycia, możecie pokazać jeszcze raz - cała grupa spojrzała teraz z lękiem na gwardzistę ze specjalnych oddziałów cesarzowej, jakby wcześniej go nie widzieli. - To chyba nie problem, prawda?

- Nie... Oczywiście... - gwardzista podszedł w tym czasie do rośliny.

- Ciekawa roślinka - mruknął przyglądając się jej dokładniej, a potem nagle wyrwał jeden liść. - Kocha... - powiedział i wyrzucił liść na ziemię. Na pyskach ogierów pojawił się nerwowy pot. - Nie kocha... - wyrwał kolejny liść, ale gdy chciał sięgnąć po kolejny stało się coś niespodziewanego. Roślina urosła na dwa metry, a jej łodygi chwyciły gwardzistę niczym wściekłe węże zaciskając się na całym jego ciele. Co ciekawe przełożony Dawna nawet się nie wyrywał tylko stał spokojnie. Dawn nie miał też okazji ruszyć  na pomoc gwardziście, bo nagle troje z kuców mierzyło do niego z broni palnej.

- Nawet nie wasz się mrugnąć! - powiedział jeden z nich. Gwardziści pilnujący bramy też nie byli w stanie im pomóc, bo właśnie zostali zaatakowani przez czterech kolejnych czających się do tej pory w krzakach za bramą. Okoliczne kucyki zaczęły uciekać przerażone, ale czas na przybycie wsparcia to około trzy minuty, a do tego czasu mogło stać się wszystko.

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Przyglądał się Spearowi z zaciekawieniem. 

Ciekawe, co ten głąb kombinuje?

Nie chcąc przerywać czynności podjętej przez jednorożca chwycił na wszelki wypadek za broń i starał się nie odzywać, po krótkiej chwili jednak celując bronią w ziemię zapytał.

- Co się dzieje?

Może wreszcie przekonał się do zaatakowania nas. Fajnie by było wreszcie mieć to z głowy.

 

 

Peace Order

 

Widząc reakcję Pearl, a następnie to, na co patrzyła zaklął, a następnie ponownie do niej zbliżył.

- Nie powinniście oglądać takich rzeczy. To nie powinno mieć nigdy tutaj miejsca. Przeklęta lokacja.

Następnie dostrzegł, że Lance przyglądał się innemu, tym razem żywemu kucowi. 

- Dobijmy go, w tym stanie nic nam nie powie a nie damy rady go uratować.

Nie chcę tu być.

 

Dawn Spark

 

Akcja rozegrała się błyskawicznie, moje podejrzenia okazały się być prawdziwe.

Uśmiechnąłem się szeroko, po czym błyskawicznie teleportowałem kawałek za tę trójkę. Następnie wystrzeliłem pod ich nogi silnym zaklęciem wybuchającym.

Wreszcie coś się dzieje! 

Ciekawe, czy Midnight też się tu pojawi.

Przeczuwając, że zaklęcie powinno zetrzeć przeciwników na proch teleportowałem się do gwardzisty pochwyconego przez roślinę, a następnie użyłem mocnego pola siłowego. 

- Hah...HAHA!

Opamiętując się szybko spojrzałem w stronę gwardzisty.

- Te matoły nie powinny się przez to przebić. Pomóc ci, czy sam dasz radę się z tego wyplątać? Przydałoby się złapać resztę i zabrać na przesłuchanie, możliwe że to rebelianckie ścierwa.

Dalej się szczerzyłem, widocznie kilka godzin nudów źle wpływa na psychikę.

Chyba mogłem się lekko przystopować, z szefem pobawiłbym się trochę dłużej.

Link to comment
Share on other sites

White

,,Jedna z dwudziestu?'' - Pomyślała ze smutkiem. ,,To znaczy że dziewiętnaście innych klaczy zostało skazanych na los który nie zasługują''. Żałowała że sama nie jest w stanie z tym sobie poradzić... Kiedyś wydawało się to prostsze ale im dłużej żyła tym wszystko bardziej się komplikowało i wychodziło na to że nie wie na co się porywa. Coś jednak mówiło jej że warto stawiać chociażby opór i wierzyć że te drobne cegiełki kiedyś przyczynią się do czegoś wielkiego.

- Co się dzieje? - Spytała szybko Crimson ale widziała że nie ma czasu nawet na odpowiedz. Nie zastanawiając się dłużej schowała się w róg tak by kucyk stojący w drzwiach nie był w stanie jej zobaczyć. Przysłuchiwała się krótkiej ale poważnej rozmowie która najwyraźniej skutecznie pokrzyżowała ich dzisiejsze plany. W końcu zdawało się że Crimson nie ma wyboru. 

- W takich sytuacjach wstydzę się bycia jednorożcem... - Wyszła z kąta i mówiła przyciszonym głosem jakby ogier miał zamiar zostać chwilę przy wejściu i podsłuchiwać. Uznała że to raczej wątpliwy scenariusz ale dodatkowe kłopoty nie są im potrzebne. - Dasz radę się wyrobić? - Domyślała się że najpewniej chodzi o te kulki ale nie wiedziała ile czasu zajmuje ich przygotowanie. 

 

 

 

Batty

,,Czy to chłód śmierci?'' - Spytała sama siebie w swoim umyśle jak wraz z pierwszym postawionym krokiem na tych schodach poczuła jakby stąpała po niewidzialnym lodzie. 

- Tylko nie narób do hełmu - Powiedziała Fire widząc zachowanie Pearl, po głosie dało się poznać że najwyraźniej sama walczy ze swoim żołądkiem. Była pilotem, widziała najwyżej rany postrzałowe a nie kucyki obdarte żywcem ze skóry... A potem dostrzegła jednego ze swoich ludzi wiszącego na linach. 

- Nie śpieszyliście się... - Wycharczał po cichu co i tak sprawiło mu trud.

- Przepraszam... - Głos prawie jej się łamał. Nienawidziła tracić swoich. - A ty tylko spróbuj a będziesz następny - Stwierdziła odpowiadając Orderowi nagle jakby się otrząsając. - Batty, masz coś co mu pomoże? Albo Pearl? - Spytała patrząc się najpierw na jedną a potem na drugą. 

- Trochę bandaży i wody... - Sama również nie była w najlepszym humorze. Wyglądało na to że obydwie dosyć dobrze znosiły widok śmierci dopóki nie był to ktoś kogo znały. Wyciągnęła butelkę i delikatnie przechyliła ją by ogier mógł napić tak by się nie zakrztusić. 

- Jesteśmy tu by położyć temu kres, wiesz cokolwiek co mogłoby nam w tym pomóc? - Spytała Fire z nadzieją że może coś zauważył albo się dowiedział. Wiedziała że szansę są raczej nikłe ale warto było spróbować. 

 

Baza

- A co teraz próbujecie zrobić? - Kati spytała Chlorine i trójkę innych kucyków kombinujących coś przy dwóch czołgach. -To nam się już chyba nie przyda.

- Może nie... A może tak - Skomentował ogier szukający narzędzi. - I tak nie mamy co robić to przynajmniej jakoś spożytkujemy ten czas. 

Link to comment
Share on other sites

Dom Crimson

- Daj spokój - machnęła lekceważąco kopytem na co Pumkin spojrzała nieco zdziwiona. Przed chwilą również zdawała się zmartwiona losem Crimson, ale widząc teraz jej lekceważące do tej sytuacji zachowanie, nie wiedziała co myśleć. - Nie jestem rasistką i wiem, że nie każdy jednorożec jest do dupy i każdy kucyk ziemski zarazem spoko - wzruszyła kopytami. - Wiedziałam to również w chwili kiedy pomagałam Sinister uciekać przed gwardią i uznając ją za kumpelę jak i wiedziałam to poznając ciebie - krzywo się uśmiechnęła w kierunku White. - A co do moich zabawek... Nie martw się, zrobiłam to specjalnie. Zawsze daje im wybrakowany towar, te lepsze zostawiam dla siebie. Mam spory zapas tego, ale mogą sobie poczekać ich wielkie szlachetne tyłki jakoś to zniosą - Pumkin patrzyła na to w szoku jakby jednocześnie też była pełna zdumienia, że Crimson tak się nie boi. - No nic, musimy sprawdzić co z Sinister i zabrać te małą do domu

- Nie wiem czy kiedykolwiek zdołam się wam odwdzięczyć za okazaną dobroć - powiedziała cicho Pumpkin.

 

Świątynia

Jak się niestety okazało ogier z grupy Fire nie mógł za wiele powiedzieć. Jeden ze stworów na niego zeskoczył kiedy próbował uciec, ale zamiast go zabić zacisnął na nim swoje potworne kończyny i zaczął ciągnąć do świątyni. Próby ucieczki z żelaznego uścisku bestii okazały się bezowocne. Potem wcale nie było lepiej. Monstra sprowadziły go w okolice świątyni, ale nie wniosły do środka. Zamiast tego przywiązały go jeszcze w pełni świadomego do drewnianych pali i zostawili na pełnym słońcu wokół oskórowanych ciał gwardzistów. W czasie jak go sprowadzili jeden jeszcze ledwo żył, ale kilka godzin później był świadkiem jak stwory skórowały na jego oczach tego nieszczęśnika, nie zważając na jego wrzaski bólu i przerażenia. W chwili jak już został sam co jakiś czas wracały i robiły na nim niewielkie nacięcia spuszczając z niego trochę krwi. Był również tylko świadkiem jak co jakiś czas większe grupy wybiegały z wnętrza świątyni. Wszystko wyglądało jakby stwory chciały złożyć go w ofierze, podobnie jak tych nieszczęsnych gwardzistów.

Pearl powoli odsunęła się od schodów, chyba próbowała uspokoić rewelacje jakie dręczyły jej żołądek.

 

- To straszne... - powiedziała słabo. - Co za potworne stworzenia. Kto robi takie rzeczy? - spojrzała na buntownika. - Spróbuje pomóc jak tylko mogę - klacz podeszła do buntownika, a on mógł poczuć przyjemne ciepło i powolne odzyskiwanie energii.

- Wiem, że to co powiem zabrzmi bezdusznie - powiedział Lance patrząc na Fire. - Uważam jednak, że powinniśmy go zostawić tutaj aż nie skończymy, a potem po niego wrócić - Pearl spojrzała na dowódcę z wyraźnym szokiem, ale on nie skończył mówić. - On nie ma zbroi, zauważą go i mogą zabić zanim którekolwiek z nas coś zrobi. Skoro zostawili go tutaj nadal przy życiu, ma większe szansę czekając tu na nas niż wchodząc gdzie narazi się na głupią śmierć - znów spojrzał na swoich zabitych towarzyszy. - Poza tym mam prośbę - znów spojrzał na Fire. - Wiem, że w normalnych warunkach bylibyśmy po innych stronach barykady i nie wiem co się stanie jak skończymy, ale chyba wszyscy się zgodzimy, że nie jest to śmierć godna żołnierza, ich pozbawiono wszystkiego, nawet honoru. Pozwólcie po wszystkim mi ich pochować i oddać ostatnie wyrazy szacunku

 

Baza

- Zamknij się na chwilę - warknął Spear, ale jego ton stał się bardziej niepewny niż wściekły. Nadal przykładał ucho do ziemi próbując nasłuchiwać. Zaraz odsunął głowę i sięgnął po hełm nakładając go na głowę i najwyraźniej szukając wzrokiem broni. - Coś jest pod nami, brzmi jakby pod podłogą coś drapało usilnie próbując się przekopać. Musimy powiedzieć innym - najwyraźniej na te chwilę zapomniał o niechęci do tego ogiera.

 

Canterlot

Gwardzista nadal się nie ruszał i zdawał się nie reagować na słowa Dawna. Podczas gdy pod bramą zwykli gwardziści nadal walczyli z kilkoma buntownikami. Nagle jednak Dawn mógł dostrzec coś nietypowego. Wyglądało na to, że roślina zaczyna obumierać, jej pnąca zaczęły powoli czarnieć, a liście usychać, aż ta nie padła martwa na ziemię. Niedawno oplątany gwardzista stał spokojnie jakby nic się nie stało. Zaraz jednak poruszył głową w obie strony czego skutkiem było, że jego kręgi szyjne delikatnie zaczęły strzelać. Potem wszystko stało się niemal błyskawicznie. Ogier nic nie powiedział, a zniknął, to nie była z pewnością teleportacja, a coś zupełnie innego. Nim Dawn mógł zobaczyć co się dzieje, najpierw mógł to usłyszeć, a były to wrzaski atakujących buntowników.

 

Gwardzista pojawiał się i po prostu znikał z szybkością mrugnięcia okiem pozbawiając każdego z buntowników życia. Głowa jednego z nich zatoczyła się pod bramy, a reszta próbowała strzelać, ale nie byli w stanie stwierdzić gdzie teraz pojawi się gwardzista. Wszystko nie trwało dłużej niż minutę. Wokół bramy rozlane było pełno krwi, a gwardziści pilnujący bramy patrzyli z ogromnym przerażeniem na żołnierza elitarnych oddziałów, który pod ich kopyta rzucił nieprzytomnego buntownika.

 

- Jednego zostawiłem, tyle wystarczy - spojrzał w kierunku Dawna. - Dobrze się spisałeś rekrucie

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Zdziwiony racjonalną reakcją Spear'a przytaknął, po czym zbliżył się do Chlorine, Kati i reszty.

- Nasz kolega chciał przekazać, że coś pod nami kopie. Streszczajcie się, bo za chwileczkę możemy mieć kłopoty.

Odsunął się kawałek, po czym dobył broni.

- No to chodźcie robaczki!

 

Peace Order

 

Pokręcił tylko głową na słowa Fire, następnie zwracając się do Pearl.

- Wybacz, ale nie różni się to wiele od brutalności Crystal. To właśnie czeka nas wszystkich, jeśli ona wygra.

Położył jej kopytko na plecach.

- Wiem, że to co teraz widzisz jest straszne. Rozumiem to i uważam, że żaden kuc nigdy nie powinien przejść przez coś takiego, jednak skoro już tu się znaleźliśmy - musimy iść naprzód. Pamiętaj, że w razie czego możecie na nas liczyć.

Słysząc słowa Lance'a zwrócił się do niego.

- Po wszystkim pomogę w pochówku. Nawet mimo tego, że ich nie znałem przeczuwam, że podobnie jak i wy nie byli złymi istotami.

Pod koniec skierował swoje słowa do Fire.

- Co zatem chcesz zrobić?

 

Dawn Spark

 

To co się tutaj wydarzyło było niesamowite!  Szkoda tylko, że nie popisałem się zbytnio.

Rozejrzałem się po okolicy, było tutaj pełno krwi. Gdy gwardzista zabrał się za atak na agresorów pozbyłem się bariery.

Następnie lekko mu się ukłoniłem.

- Dziękuję, sir.

Po czym zbliżyłem do ostatniego żyjącego agresora, którego przy próbie wstania przewróciłem trafiając promieniem w przednią nogę. Po dźwięku zorientowałem się,  że złamałem mu kość.

- Co takie ścierwo jak wy myślało sobie, że czymś takim zaszkodzicie komukolwiek? Ha, widocznie brakuje wam tego czegoś w głowie.

Podniosłem go za pomocą lewitacji.

- A teraz... albo powiesz od razu kto cię przysłał i gdzie się znajduje przez co zginiesz szybko i w miarę bezboleśnie, albo... moi towarzysze zajmą się tobą a zapewniam, że są w stanie zająć się tobą na wiele sposobów, przez długi czas.

 

 

Link to comment
Share on other sites

White

- Po prostu uważam że... - Zaczęła się tłumaczyć ale nagle postanowiła zmienić temat. - Zresztą nie ważne - Spojrzała na Crimson która mogła odczuć że White odgrzebała w pamięci jakieś mało przyjemne wspomnienie. - Wygląda na to że nie bez powodu dla gwardii jesteś nieuchwytna - Starała się uśmiechnąć. - Wybacz że nie doceniłam twojego sprytu - Teraz skierowała wzrok na Pumpkin. - Nie musisz się odwdzięczać - Powiedziała od razu jednak chwilę potem się poprawiła. - Przynajmniej jak dla mnie - Nie czuła się jeszcze tak zaznajomiona z Crimson by mówić w jej imieniu. - To zbieramy się? - Znowu przeskoczyła na kolejny temat. - Nie ma chyba czasu do stracenia zwłaszcza w chwili kiedy status Sinister jest niepewny. 

 

Batty

- Dzięki... - Odezwał się krótko buntownik dziwnie patrząc się na Pearl. Jakby próbował przypomnieć sobie do kogo należy ten głos mimo wrażenia że słyszy go po raz pierwszy. Sytuacja dla niego rozjaśniła się dopiero kiedy odezwał sie Lance i z pytającym wyrazem twarzy spoglądał na każdego po kolei.

- Brzmi to rozsądnie... - Odpowiedziała gwardziście Fire zastanawiając się nad czymś - Z drugiej strony jedno nie wyklucza drugiego - Pokręciła głową. - Jednak jest w tym jedna, poważna luka - Spojrzała w głąb świątyni. - Co jeśli zabiorą go na ofiarę wtedy kiedy będziemy usiłowali dowiedzieć się jak to cholerstwo zamknąć? Nie będę w stanie na to patrzeć... - Zamilkła usiłując wymyślić jakiś sposób by temu zaradzić ale nic jej nie przychodziło do głowy. 

- Nawet nie za bardzo jest go czym zamaskować... - Batty rozejrzała się. Chyba zamierzała go spróbować przykryć dużą dawką zielonych gałęzi by go ukryć. 

- Nie ma czasu - Stwierdził ranny, wiszący ogier. - Uwolnijcie mi jedno kopyto... - Zrobił przerwę na oddech. - Dajcie granat i jeśli wam się nie uda zanim... Nie złożą mnie w ofierze w całości... 

- Na pewno? - Spytała a ten skinął głową. Batty chwilę potem bagnetem od swojej broni przecięła linę trzymającą jego kończynę. - Mam nadzieje że nie będzie potrzebny... - Wręczyła mu przedmiot który chciał i wróciła do rozmowy z Lance'em. - Też kiedyś byłam żołnierzem - Teraz bardziej uznawała się za wyrzutka. - Postaram się to zapewnić... - Spojrzała teraz na Order'a a potem odwróciła się w stronę dalszej części świątyni. - Już zrobiłam to co chciałam a teraz zróbmy to po co tu przyszliśmy. 

 

Baza

- Jak to kopie? - Chlorine spojrzał zdziwiony na Sand Storm'a. - Pod nami jest lity kamień, trochę betonu a podłoga jest metalowa... One chyba nie są aż tak uparte? - Obdarował spojrzeniem resztę. 

- Chyba się zgodzimy co do dwóch rzeczy - Zaczął drugi ogier. - Po pierwsze... One wiedzą że tu jesteśmy a po drugie ich zadaniem jest zabijać - Stwierdził w miarę dobitnie i sięgnął po broń.

- Wydaje mi się że w szóstkę nie ma sensu walczyć - Odezwał się trzeci. -  Lepiej jest się gdzieś schować i mieć nadzieje że misja naszej ekspedycji się powiedzie... - Wyglądało na to że brakowało im zdecydowania. Najwyraźniej chyba tylko Sand Storm i Spear mogli pochwalić się stażem w wojsku. 

 

Link to comment
Share on other sites

Dom Crimson

- Zrobisz mi ciasto i będziemy kwita - Crimson machnęła lekceważąco kopytem, chwilę patrząc na White. Zastanawiała się co ta klacz mogła w sobie tłumić. - Nie mam czego wybaczać gdybyś myślała o mnie inaczej wyszłoby, że mam do dupy przykrywkę - znów spojrzała na Pumpkin. - Idziemy w biały dzień gdzie od cholery kucy na ulicy. Mnie się nie uczepią, bo mam immunitet, ale jej tak - Pumpkin wbiła wzrok w ziemię. - Jeśli zakryjemy ją jakąś chustą, to wyda im się to podejrzane... - spojrzała na White chwilę nad czymś myśląc. - Nie ma wyboru, mimo całej swojej miłej natury musisz udawać, że jest twoja, a ty musisz chodzić kilka kroków za nią - spojrzała teraz za Pumpkin. - Muszą uwierzyć, że jesteś kimś gorszym, że czujesz do niej respekt i szacunek, obie się z tym zgadzacie?

- Ja chyba tak... - powiedziała cicho Pumpkin wbijając wzrok w ziemię.

 

Świątynia

Pearl i Lance nic nie powiedzieli chociaż z pewnością doceniali to co powiedział Order. Nie mieszali się też w to co robili inni w sprawie buntownika. To był ich towarzysz oni musieli sami zdecydować. Chociaż Lance uważał, że zrobili najlepszą możliwą rzecz jaką tylko mogli w obecnej sytuacji. Jeśli im się nie uda, przynajmniej oszczędzi sobie cierpienia, a jeśli wrócą to zabiorą go jak najdalej od tego przeklętego miejsca. Jak już tylko skończyli całą grupą ruszyli do wnętrza tej dziwnej budowli. Jak się okazało brama pozostała otwarta. Najwyraźniej ekspedycja cesarzowej nawet się nie trudziła żeby ją za sobą zamknąć.

Wnętrze budowli wydało się dziwnie rozległe. Mogło się to wydawać pozbawione sensu, bo korytarze zdawały się ciągnąc w nieskończoność, ale struktura z zewnątrz z pewnością nie była tak wielka. Na dodatek mimo braku słońca czy innego źródła światła, było tu na tyle jasno, że mogli wszystko widzieć. Przez pancerze mogli również czuć nieprzyjemny jeszcze silniejszy chłód niż na schodach dochodzący ze wszystkich stron.

Ściany tej dziwnej struktury zdobiły rysunki, najwyraźniej miały przedstawiać historie tych przerażających istot. Runy z pewnością były dla wszystkich obce, ale rysunki sporo zdradzały. Najwyraźniej ich świat zamieszkiwały też inne istoty. Mogli zobaczyć na ścianach jak te bestie najeżdżały miasta innych istot i mordowały je bez litości. Istoty mieszkające niedaleko próbowały się bronić, ale były zalewane, aż w końcu miasto zdawało się wyrżnięte do nogi. Atakowane istoty mieszkały w dziwnych nie mających sensu geometrycznego budowlach, przypominających długie łodygi roślin. A same istoty wyglądały niczym cienki patyk, na którego górze było zawieszone coś co mogło służyć im za głowę, ale bardziej przypominało to walec geometryczny, a w jego pustym środku była umieszczona jakaś kulka, być może pełniła rolę serca lub mózgów tych dziwnych istot. Stworzenia tak różne niż wszelkie inne jakie znali, musiały jednak znać dobrze technologię, bo w cienkich łodygowatych kończynach nosiły coś co trochę przypominało broń palną ludzi, ale bardziej obcą i odległą. Mimo to widać było, że w tych starciach te niezwykłe stworzenia musiały zwykle przegrywać.

Lance i Pearl przyglądali się z zaskoczeniem tym przedziwnym obrazom, zupełnie nic nie rozumiejąc, aż nagle Lance nie zwrócił uwagi wszystkich.

- Tam coś jest - wskazał kopytem na jeden z korytarzy, z którego dochodziło fioletowe światło. Milczenie grupy przerwała teraz Pearl.

- Te dziwne stworzenia... - miała najpewniej na myśli łodygowate istoty. - Czy myślicie, że one były złe? To znaczy, że te stwory w ich świecie je wyrżnęły i zabiły uznając za złe?

- Nie wydaje mi się... - powiedział Lance patrząc na kolejne coraz mniej optymistyczne hieroglify. Na nich znów istota w habicie unosiła ten dziwny dysk, a łodygowate stworzenia wyglądały na wijące się w agonii kiedy nieznane promienie z dysku wpadały na nieszczęśników. - Teraz możemy być pewni czemu są tak wściekłe...

 

Baza

Niezdecydowanie kuców było w tej chwili nie na miejscu. Zwłaszcza, że teraz niemal było pewne, że coś próbuje się przekopać. Słychać było pod nimi kruszenie się skał, jakby to co było pod nimi było próbowało właśnie zniszczyć jedną z przeszkód na swojej drodze do nich. Spear nadal został tam gdzie był obserwując sytuacje w miejscu gdzie odkrył te przekopywanie. Był bardzo zaniepokojony, bo miał wrażenie, że stworzenia próbują coraz bardziej sforsować ostatnie bariery na swojej drodze. Wiedział, że są zamknięci jak szczury, a kiedy się tutaj dostaną stanie się rzeź jakiej nikt nigdy nie widział.

 

Canterlot

Przełożony Dawna zdawał się chwilowo ignorować jego przesłuchanie, bo rozmawiał właśnie ze strażnikami bramy. Nie była to zdecydowanie miła rozmowa, bo zbeształ ich za to jak niemal mogli doprowadzić do tragedii przez swoje roztargnienie. I tak mieli szczęście, bo takie zaniedbanie powinno się skończyć batami na goły grzbiet. W tym czasie buntownik jęknął z bólu z powodu uszkodzonej kości, ale nic nie powiedział. Spojrzał tylko z nienawiścią na Dawna, a potem splunął mu w pysk. Najwyraźniej był gotowy na śmierć. Zanim jednak Dawn mógłby zrobić mu większą krzywdę pojawił się obok niego jego przełożony.

- Tak gówno się dowiemy - powiedział patrząc teraz na buntownicze ścierwo. - Nawet jak coś powie, nie będziemy mieli pewności, że nas nie oszukuje. Spokojnie, jednak mamy lepsze sposoby niż taki rodzaj bólu i będziemy pewni co do prawdziwości tych informacji - buntownik przełknął ślinę czując strach na sam widok elitarnego gwardzisty cesarzowej. - Jeśli chcesz być jednym z nas, zapomnij o wszelkich emocjach, to Crystal nas prowadzi jesteśmy przedłużeniem jej woli i emocji

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Po odezwie najemników przekręcił tylko oczami.

- Raczej nie jest możliwe, że zostawili nam tutaj samych żółtodziobów,  prawda?

Spojrzał na Kati.

- Mimo niewielkich rozmiarów wyglądasz groźnie, bardzo groźnie. Dasz radę ochronić swoich kumpli?

Nie czekając na odpowiedź zwrócił się do reszty.

- Dobra, ci co są w stanie walczyć fajnie by było, gdyby to wykorzystali i nam pomogli. Reszta jeśli chcecie możecie się nawet zamknąć w tych czołgach, ale jeśli te stwory przekopią się przez podłogę raczej na pewno dadzą radę przebić pancerz czołgu. Mimo tego jeżeli nie chcecie stanąć do walki możecie się tam schować, najwyżej zgarną kilka kilo koniny gratis.

Odpalił kolejne cygaro, po czym podszedł do Spear'a.

- Obyśmy wyszli cało z tego burdelu.

Stał w gotowości czekając na to, co nieuniknione. Teraz wreszcie miał okazję sprawdzić nową broń w praktyce, nie musząc się martwić wyrzutami sumienia za zastrzelenie jakiejś rozumnej istoty.

 

Peace Order

 

Peace rozglądał się tylko zafascynowany rysunkami.

- Chyba coś nas wszystkich łączy, ten sam punkt początku naszych cywilizacji.

Idąc dalej także odpowiedział na pytanie Pearl.

- Nie sądzę, że te bestie były tutaj od początku. Ani my ludzie, ani kuce nie mieli wcześniej do czynienia z czymś takim. Może Crystal przywlekła to z otchłani, z której wypełzła?

Zauważając korytarz wyszedł na czoło grupy, a następnie udał w tamtym kierunku.

- W razie czego bądźcie w gotowości. Jeśli coś na mnie wskoczy... mam nadzieję, że przeżyjemy.

 

Dawn Spark

 

Przetarłem pysk po otrzymaniu splunięcia z mojej strony. Miałem bardzo mocną ochotę rozłupać mu czaszkę, jednak gwardzista zareagował w porę. Uśmiechnąłem się tylko w kierunku buntownika, a następnie zwróciłem do przełożonego.

- Zatem mamy go. Wiem, że dacie radę wyciągnąć z niego wszystko to, co wartościowe. Cesarzowa zawsze tryumfuje.

Następnie spojrzał w kierunku zamku.

- Stoimy tu dalej, czy trening na dzisiaj zakończony?

Hmm, może jeśli uda się wyjść wcześniej dam radę bardziej zapoznać się z Midnight? 

 

Link to comment
Share on other sites

White

- Jeśli nie ma innej drogi to dam radę - Stwierdziła raczej chłodno. Na pewno nie chciała zachowywać się w ten sposób, w końcu uważała że musi z tym walczyć a nie stawać się taka jak reszta. ,,To częściowo moja wina'' - Pomyślała. ,,Moim obowiązkiem było ochronienie zamku w tej jednej, kluczowej chwili ale zawiodłam bo byłam zbyt słaba...'' Wyglądała przez chwilę na nieobecną. - To idziemy? - Nagle spytała otrząsając się. - Z chęcią zobaczę czy nie będziemy mieć jeszcze jednego zadania na dziś - Dodała mając na myśli Sinister. 

 

Batty

Spoglądała wyraźnie zaciekawiona rysunkami wykonanymi przez... Kogoś. Usiłowała zrozumieć jak najwięcej ale najbardziej starała się dowiedzieć skąd wzięły się te istoty. Czy były one w Equestrii przed początkiem kucyków? Jej wydawało się to możliwe że nie znaleziono ich śladów skoro wszystko znikało po śmierci.

- Wygląda na to że ktoś otworzył ich więzienie... - Powiedziała cicho. ,,Tylko kto je zbudował?'' - Pomyślała. - Ale raczej nie przywlokła ze sobą całej świątyni - Odpowiedziała Orderowi kręcąc głową raczej w to nie wierząc. - W każdym razie trzeba to zamknąć bo skończymy w końcu  jak one - Wskazała kopytem na łodygowate istoty. Sprawdziła swoją broń i idąc kawałek za nim była przygotowana by go osłaniać ale szczerze mówiąc miała nadzieje że nie będzie to potrzebne. Zabicie chociaż jednej bestii oznacza ściągnięcie większego problemu z którym raczej nie dadzą rady. 

 

Baza.

- Moich kumpli tutaj nie ma - Stwierdziła Kati na słowa Sand Storm'a a potem spojrzała na niego z mieszanką niezadowolenia i pogardy. - Jestem wyższa od ciebie więc nie waż się mówić że jestem mała - Chyba trafił w jej czuły punkt. - Ale zważając na obecną sytuację to ci daruję... - Wstała i rozejrzała się próbując po słuchu ocenić gdzie te stwory się przekopią by być przygotowaną. 

- No bez jaj - Odezwał się jeden z ogierów. - Wyrzną nas tutaj jak się dobrze nie schowamy... - Spojrzał najpierw na Sand Storm'a a potem na Kati. - A z resztą jebać to - Przerwał swoją dotychczasową pracę i skierował się do największego samolotu w tym pomieszczeniu najpewniej z zamiarem schowania się w nim.

- Jak umierać to razem - Dodał swoje dwa grosze inny i wziął strzelbę którą nadal miał ze sobą. 

Chlorine nie odezwał się za to ani jednym słowem tylko wskoczył na czołg i postanowił zająć się karabinem maszynowym umiejscowionym na wieżyce. Sama maszyna była dosyć niska jak na większość tego typu pojazdów. Miała bardzo mały prześwit jakby została specjalnie zrobiona by poruszać się po płaskiej podłodze w środku...

Link to comment
Share on other sites

Dom Crimson

Obie klacze powoli wyszły wspólnie z White, ale zanim ruszyły, Crimson jeszcze zamknęła drzwi na klucz. Oczywistym było, że White jedyna wiedziała gdzie mieszka Sinister i to ona musiał prowadzić obie towarzyszki. Pumpkin szła odpowiednio z tyłu ze spuszczoną głową udając perfekcyjnie uległość wobec jednorożca przed sobą. Crimson jednak nie musiała udawać. Okoliczne jednorożce, które teraz tak licznie zasiedlały miasteczko założone przez ziemskie kucyki mimo, że najwyraźniej ją znały patrzyły na nią z jawną niechęcią. Można było pomyśleć, że boją się, że zarazi je nieuleczalną chorobą. Najwyraźniej jednak znali klacz, bo nikt nic nie robił. Nie dało się jednak nie usłyszeć czasem cichych pomruków.

Kiedy gwardia ją w końcu zabierze?

Ta klacz jest żywym dowodem jak prostackie są kucyki ziemskie.

To miejsce zdecydowanie nie powinno być dla takich jak ona.

Crimson zdawała się nie reagować na to, chyba już przywykła do obelg. W okolicy świątyni znów zbierały się nowe jednorożce, które wczoraj najwyraźniej nie zdążyły na rytuał. Mimo wszystko na ulicach panował niezwykły spokój, a Crystal zsyłała światło przyjemnego słońca na swoich poddanych.

 

Świątynia

Pearl ani Lance nie zdążyli odpowiedzieć, bo nagle oczom wszystkich mogło ukazać się coś niesamowitego. Pomieszczenie, w którym się znaleźli mogło przynosić różne odczucia. Niemal na każdej ścianie były liczne czaszki niektóre należały do kucyków, ale inne do stworzeń zupełnie nieznanych. Były tu nawet skamieniałe ciała łodygowatych istot, które wcześniej widzieli na malunkach, jednak to nie to raczej zwracało najbardziej uwagę.

Na środku sali wznosiło się ogromne skupisko najwyraźniej magicznej energii. Poruszało się powoli niczym płynne ziarna w klepsydrze wydając przy tym osobliwe dźwięki. Wokół wyrysowane były różne niezwykłe, a zarazem obce symbole. Nie było jednak okazji na podziwianie niesamowitych widoków. Lance i Peral złapali się nagle za głowy kopytami i zaczęli stękać z bólu nie mogąc ustać. To samo powinna poczuć Batty, mimo, że nie do końca panowała nad swoją magią. Jakieś dziwne szepty mogły dochodzić do jej uszu. Szepty, które wydawały się nieznane i odległe, a jednocześnie mogła odnieść wrażenie, że ich źródło znajduje się tuż obok niej. Poza tym podobnie jak dwa jednorożce z gwardii mogła poczuć silną migrenę i zawroty głowy. Nawet broń Ordera zdawał się reagować na te dziwne skupisko energii. Najwyraźniej wszystko co bardziej magiczne reagowało nietypowo na to zjawisko.

Ponadto na ścianie pojawił się niewielki ruchu. Jak się okazało jedna z łodygowatych istot przymocowana do ściany chyba nadal żyła, bo słabo poruszała swoją kończyną jakby chciała się wyrwać ze swojego więzienia.

 

Baza

- Jeśli zginiemy to przynajmniej możemy powiedzieć potem, że w naprawdę nietypowy sposób - Spear chyba chciał rzucić żart na rozluźnienie sytuacji, ale sam czuł lekkie nerwy. Jego róg cały czas świecił, a we wszystkie strony mierzył bronią. Oczekiwanie w tym wypadku było chyba najgorsze, bo nikt nie wiedział skąd nadejdzie pierwszy atak.

Spear nagle spojrzał z lękiem pod siebie i szybko odskoczył w bok, chyba w ostatniej chwili zdążył to zrobić. Podłoga pod nim wygięła się chwilę po jego odskoczeniu przyjmując teraz kształt stożka. W kolejnych miejscach coraz liczniej zaczynały pojawiać się kolejne podobne kształty.

 

Canterlot

- Nasza praca nie dobiegła końca, mimo tego sukcesu - westchnął przełożony Dawna. - Nie rozpraszaj się, bo to, że powstrzymaliśmy jedną falę ataku, nie znaczy, że w okolicy nie kryje się ich więcej lub co gorsza nie mają wspólników w mieście - powoli podszedł do rośliny, która niedawno go trzymała. Chwycił kopytem uschnięte pnące żeby lepiej się przyjrzeć.

- Przyszliśmy najszybciej jak się dało - mogli nagle usłyszeć. Jak się okazało przybyło dwóch kolejnych gwardzistów z elity cesarzowej. Patrząc na budowę ciała jeden z nich musiał być klaczą. Za nimi przyszła Midnight, która zimnym wzrokiem oceniała całą sytuacje.

- Widzę, że zachowaliście jednego - powiedziała gwardzistka patrząc na buntownika. - Świetnie, bardzo chętnie się z nim zabawię

- Buntownicy mają takie rośliny? - spytał drugi gwardzista przełożonego Dawna.

- Wykorzystali pijawkę - mruknął, dalej badając resztki. - Gdyby nie pancerz byłoby po mnie, wszystko by wyssała, aż zostałaby ze mnie wysuszona mumia

- Widzę, że nauczyli się nowych sztuczek - wszyscy badający sytuacje zdawali się chwilowo ignorować Dawna.

- Ty - powiedziała nagle klacz do Midnight. - Sprawdź czy na pewno nikt tam nie został. Midnight pokiwała głową i ruszyła w kierunku bramy żeby sprawdzić.

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Widząc co się pod nimi działo wskoczył na czołg licząc, że nawet jeśli stwory przebiją się przez podłogę to zatrzymają się na maszynie.

Następnie krzyknął w kierunku Spear'a.

- Chodź tutaj! Musimy ustawić się w jak najwyższym punkcie, żeby te ścierwa miały trudniej nas trafić!

Po czym wycelował rewolwerem w kierunku gruntu.

- No chodźcie robaczki, czekamy.

 

Peace Order

 

Peace widząc reakcję Lance'a oraz Pearl zbliżył się do nich, obracając dwójkę w stronę wyjścia.

- Ta kula energii oddziaływuje na magię, to raczej zadanie dla nas i pegazów. Wyjdźcie z tego pomieszczenia, a my sprawdzimy o co chodzi.

Odwracając wzrok w kierunku pomieszczenia dostrzegł istotę z rysunków. Bardzo mocno go to zdziwiło, jednak teraz starał się skupić na zadaniu.

Odchodząc od grupy zostawił broń przy wejściu oraz zbliżył się do istoty. Domyślał się, że raczej nie będzie próbowała zrobić im krzywdy. Tylko jak mógł się teraz z nią skomunikować?

- Czy możemy ci jakoś pomóc? Czy mnie rozumiesz?

Myśląc chwilkę w ciszy kontynuował.

- Czy jeśli pomożemy ci wydostać się stąd pomożesz nam zamknąć portal i powstrzymać te istoty?

Nie mówił nic więcej, jednak w myślach zaczął błagać istotę o pomoc lub jakieś wskazówki.

 

Dawn Spark

 

- Tak jest sir!

Po chwili na miejscu pojawiła się dwójka gwardzistów z Midnight. Co za przyjemny zbieg okoliczności.

Wolałbym sam tam iść sprawdzić, czy nie znajduje się tam zagrożenie. Nie chciałbym, aby coś jej się stało.

Obserwowałem klacz w milczeniu, czekając na rozwój sytuacji. Byłem w pełnej gotowości do teleportacji obok niej i wsparcia w razie kłopotów.

Dlaczego wszystko tutaj jest pozbawione sensu? Dlaczego jestem taki słaby, dlaczego nie mam szansy się wykazać i zdobyć szacunku Cesarzowej? Dlaczego wszyscy są traktowani przez nią tak samo?!

I dlaczego głos powtarza dokładnie to samo, o czym teraz myślę?

Link to comment
Share on other sites

White

Gdy Crimson zamykała swój dom na klucz White rozglądała się po najbliższych ulicach i charakterystycznych punktach usiłując się trochę zorientować gdzie jest. Po chwili ruszyła przed siebie idąc dumnym krokiem z podniesioną głową jak na jednorożca z wyższych sfer przystało i nie odzywała się do udawanej służącej którą jak na ten moment miała. Uznała że to po prostu nie będzie wyglądać najlepiej... Gdy dotarły na rynek omijając świątynię łukiem skręciła w stronę lasu Everfree usiłując jak najszybciej wyprowadzić ich z Ponyville zmniejszając szanse że ktoś z gwardii ich zaczepi.

 

 

Batty

- Ugh - Odezwała się jakoś trzymając się na nogach mimo bólu głowy. Pierwsze co zrobiła to odłożyła swoja broń pod ścianę z tyłu nie chcąc by od tego skupiska magii się przepaliła... A potem zaprzestała korzystać z magii uznając że to może przynieść jakiś pozytywny skutek w stosunku do jej samopoczucia. ,,Czy ja mam coś przeciwbólowego?'' - Spytała siebie w myślach. ,,Chyba nie, wszystko wyszło jakiś czas temu...''. Po tym postanowiła pomóc Pearl która sama najwidoczniej nie była w stanie się oddalić. Chwyciła ją i z pewnymi trudnościami powoli odciągała ją od źródła. 

 

Fire tymczasem była zdziwiona reakcją jednorożców... Ona nic nie czuła a to co znajdowało się na środku sali było niesamowitym widokiem. Otrząsnęła się jednak odwracając oczy i ruszyła w kierunku Lanca'a podobnie jak Batty do Pearl pomagając mu oddalić się od tego przepięknego zjawiska. 

- Batty a ty się dobrze czujesz? - Nagle spytała widząc że jakoś funkcjonuje.

- Nie... - Stwierdziła trochę zdyszana i z bólem w głosie. - Ale dam radę... Chyba.

 

Baza

Kati w przeciwieństwie do Speara zbliżyła się do jednego ze stożków... Z zamiarem urządzenia im piekła w tych tunelach jak tylko pojawi się pękniecie przez które przejdzie ognisty podmuch. Chlorine ze swoim karabinem maszynowym ustawił się odpowiednio celując w kolejne wybrzuszenie w podłodze by ciągłą serią przygwoździć jedno z wyjść i być może uniemożliwiając im zalanie ich przewagą liczebną. 

Link to comment
Share on other sites

Ponyville

Jak się okazało im bliżej lasu Everfree tym mniej kucyków. Nawet patrole gwardii nie zapuszczały się zbyt bardzo w te okolice. Najwyraźniej zła sława tego miejsca zapewniała do pewnego stopnia bezpieczny azyl. Bezpieczny przynajmniej przed gwardią. Nie licząc kilku wież obserwacyjnych w okolicy lasu niemal nikogo tu nie było. Sam las poza mrokiem, który z niego dochodził wydawał się niezwykle spokojny. Wiadomo jednak było, że to pozory. Każdy kto nie chciał zbyt szybko rozstawać się z życiem, nie zapuszczał się do tego miejsca, które cesarzowa po objęciu rządów zmieniła w istnie śmietnisko pełne najbardziej niebezpiecznych i nieznanych stworzeń. Nie było również widać podmieńców, być może odpuściły White, a może szykowały się na zamach w trakcie igrzysk.

Ciszę, która ich otaczała przerwał potworny ryk dochodzący gdzieś z głębi lasu. Pumpkin pisnęła przerażona, a Crimson zdawała się nie reagować.

- Nie martw się, nic nie wylezie poza las - mruknęła w kierunku przerażonej klaczy, a potem spojrzała na White. W tych okolicach była pewna, że nikt ich raczej nie podsłucha. - Mam nadzieje, że jest w domu - powiedziała już nieco bardziej nerwowo. - Właściwie daleko jeszcze do niej?

 

Świątynia

- Jakbym dostała czymś w głowę - wydyszała Pearl, nadal ledwo stojąc na kopytach. - Ten błysk w głowie... Miałam wrażenie, że patrze na słońce, które nagle wybucha... Nigdy nie czułam czegoś takiego i nie chcę poczuć nigdy więcej

- Te skupisko magicznej energii jest zbyt silne - wydyszał Lance siedząc pod ścianą. - Nadal słyszę te odległe głosy w głowie - spojrzał na Fire, domyślając się, że ta nie rozumie do końca. - Wiecie, że w naszym świecie jest energia magiczna, mimo, że jej nie widzicie, ale sami to wiecie. Kiedy ją koncentrujemy, my znaczy jednorożce, staje się widoczna jak chociażby promień. Wiesz jakie takie promienie mogą mieć siłę. A teraz spójrz na rozmiar tamtego czegoś, nie mówiąc, że widać to gołym okiem... - ciężko odetchnął. - Nie mam pojęcia co jest źródłem, ale może te symbole pod skupiskiem tej energii są odpowiedzią. Gdyby tak lepiej się im przyjrzeć... - powoli wstał chcąc podejść bliże, ale jak tylko zbliżył się w okolice pomieszczenia zaraz zaczął się cofać. - To na nic, nie mogę podejść. Zwykła broń na nic się zda do walki z czymś takim

 

W międzyczasie Order mógł zobaczyć jak dziwna istota wpatruje się w niego dziwnym świecąco na pomarańczowo punktem w wydającej się pustej czarnej przestrzeni w miejscu, które służyło najpewniej za głowę tego stworzenia. Być może ten punkt był dla tego stworzenia jak oko. Stworzenie nie było jednak się w stanie ruszyć będąc przytwierdzonym do ściany. Słabo tylko poruszało jedną wyjątkowo chudą kończyną, która zdawała się tak mizerna, że zwykłe silne pociągnięcie mogłoby ją oderwać od ciała tej dziwnej istoty. Ogier mógł słyszeć jakiś dziwny podszept w głowie jakby to dziwne stworzenie próbowało mu coś powiedzieć, ale chyba było bardzo słabe.

 

Baza

- Cholera! - wrzasnął Spear uskakując na bok przed kolejnymi stożkowatym kształtami. Próbował zbliżyć się do reszty dlatego biegł jak najszybciej w kierunku pojazdu, ale przeszkody na drodze znacznie mu to utrudniały. W pewnym momencie jeden ze stożków wyłonił się tuż pod nim wybijając go w powietrze. Ogier wyleciał wysoko w górę, a jego róg zaczął nagle świecić. W jednej chwili zniknął i pojawił w błysku światła obok innych na pojeździe będąc wyraźnie zamroczonym po tym niespodziewanym teleporcie.

W międzyczasie Kattie oczekując na jakieś pęknięcie w podłodze mogła się poważnie zdziwić. Miejsce obok, którego stała rozerwało się z głośnym hukiem kiedy jedno z tych stworzeń wystrzeliło z podłogi prosto w powietrze. Jeszcze w górze wyprostowało ostre kończyny i zaczęło spadać na smoczycę niczym pocisk.

 

Canterlot

- Jak sprawdził się twój rekrut? Nie narobił ze strachu na widok buntowników? - Dawn mógł się domyślić, że gwardzistka mówi o nim.

- Był czujny, a to już coś. Mało kto po takim czasie w tym skwarze nadal by taki był - mruknął bez emocji. - A jak ta wasza?

- Muszę przyznać, że jest niezła, ale nie miała jeszcze udziału wziąć udziału w prawdziwej walce. Potem to ocenimy - właśnie wtedy wróciła Midnight.

- Nic nie znalazłam - powiedziała swoim ochrypłym tonem. Nie spojrzała jednak na Dawna. Być może w czasie zadań wolała unikać spoufalania.

- Szkoda... - westchnęła gwardzistka. - Ale mamy chociaż jednego do zabawy - uśmiechnęła się pod hełmem patrząc na pojmanego buntownika. - Jeśli przeżyjesz, może weźmiesz udział w igrzyskach - ogier próbował się wyrywać kiedy uniosła go za pomocą magi. Aura, która otoczyła jego ciało było wyjątkowo nieprzyjemna i po jego wyrazie pyska dało się zauważyć, że sprawia mu ból. - Idziemy - rzuciła do Midnight i towarzyszącego jej gwardzisty

- Czemu w ogóle chcesz być w naszych szeregach? - spytał nagle przełożony Dawna, patrząc jak jego towarzysze odchodzą. - Wiesz, że to droga bez odwrotu, prawda?

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Sand zupełnie ignorując to, do czego doszło wcześniej między nimi podszedł do Spear'a.

- Nic ci nie jest? Mocno dostałeś. Jakby co...

Jego dialog przerwał widok stwora wyskakującego w stronę Kati. Z racji na utracone w tym momencie skupienie nie zdążył odpowiednio szybko wycelować w jego kierunku.

 

Peace Order

 

Przyglądał się stworzeniu wzrokiem wyrażającym współczucie, ale jednocześnie determinację.

- Bardzo przepraszam za mój egoizm. Najpierw spróbuję pomóc ci się z tego wydostać.

Zwrócił się w stronę kuli. Odczuwał z jej strony lekkie ciepło, które rosło w miarę zbliżania się.

Dotknął kopytkiem powierzchni, być może dałoby radę ją zniszczyć, ale... czym?

Krzyknął w stronę grupy.

- Macie tam coś dużego i twardego, co NIE wykorzystuje magii? 

Nie mamy wiele czasu do stracenia, jeżeli nie mają tam nic takiego... to kulę będę musiał rozbić sam.

 

Dawn Spark

 

Nie spoglądałem na gwardzistkę, gdyż na moim pysku po jej słowach pojawił się grymas niezadowolenia. Midnight też unikała wzroku, ale to zrozumiałe, chciała zachować koncentrację. Grunt, że nic jej się tam nie stało.

Obserwowałem jak odchodzili, następnie słysząc pytanie gwardzisty - ciekawe pytanie. Jaka będzie moja odpowiedź?

- Chcę się doskonalić w czarnej magii, służyć królestwu, Cesarzowej. Chcę...

Czy to naprawdę to, czego chcę? Z jednej strony tak, z drugiej... czy bycie czyimkolwiek pionkiem jest szczytem mojej ambicji? Mogę jej służyć, ale jeśli zamienię się w podobne, bezemocjonalne, nudne, służbistyczne stworzenie?

Co się ze mną dzieje do cholery?!

- Chcę zrobić to, co słuszne.

Zorientowałem się, że zamiast patrzeć w jego kierunku spoglądałem w niebo. Ogarnąłem się i zwróciłem prosto do niego, tym razem już kierując wzrok we właściwym kierunku.

- Dziękuję za pochwałę. Jaka jest dalsza część naszego zadania?

 

Link to comment
Share on other sites

White

- Z perspektywy całej drogi to właściwie jesteśmy tuż przy nim... - Stwierdziła i pokazała kopytem na las przed nimi. - Konkretniej za tymi drzewami jest polana a na samym środku jej dom - Spojrzała na Pumpkin która niezbyt dobrze zareagowała na ryk nieznanego stworzenia. - Spokojnie, nie jest częścią Everfree - Po dokładniejszym przypatrzeniu dało się dostrzec przerwę wynoszącą kilkadziesiąt metrów między tymi dwoma kniejami. 

 

Kilka minut później po przebyciu gąszczu cała trójka mogła zauważyć drewniany dom który wydawał się o wiele za duży jak dla jednej osoby. Posiadał jedno piętro i dodatkowo taras na dachu gdzie rozmieszczony był stolik, hamak i luneta do najpewniej służąca do obserwacji gwiazd. Wszystkie okna mimo panującego dnia były nie dość że zamknięte to zostały dokładnie zasłonięte by nie dało się dostrzec niczego co działo się w środku. Nieopodal budynku została postawiona szklarnia z bardziej egzotycznymi roślinami które wymagały więcej ciepła a reszta swoje miejsce miała w dość zadbanym ogródku. Wyglądało na to że Sinister o niektóre rzeczy potrafi troszczyć się bardziej niż o siebie. - Nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty - White po krótkim przystanku ruszyła do przodu idąc w stronę drzwi. Zapukała do nich... A raczej parę razy przywaliła kopytem jakby wykorzystując większość swojej fizycznej siły. - Pokój ma na górze - Chyba zaczęła tłumaczyć się ze swojego zachowania. - A znając ją nie położyła się spać od razu jak wróciła tylko zajęła się czymś innym - Po kilku dłuższych chwilach jednak nic się nie stało więc nadal pozostawały dwie opcje i żadna z nich nie była pewna. Naglę pociągnęła magią za klamkę... I drzwi okazały się nie zamknięte na klucz. Ich oczom ukazał się korytarz, na samym jego końcu były jedne schody prowadzące w górę i drugie w dół, najpewniej do piwnicy. Najbardziej jednak powinno ich zainteresować to co leżało na jego środku a był to Stalker który leniwie podniósł głowę i jakby zadawał pytanie ,,O co chodzi?'' 

 

Batty

- Przedstawiłeś to w dosyć dobry sposób - Fire odpowiedziała Lance teraz już z niepokojem patrząc na skupisko magicznej energii. - Kiedyś jednym oberwałam będąc w pancerzu i to nie było zbyt przyjemne

- Ja też aż tak blisko nie podejdę mimo że nie jestem w pełni jednorożcem - Stwierdziła Batty. - I nie wiem czy rozwalanie tego nie wiedząc jakie będą tego konsekwencje to dobry pomysł... - Chwile pomyślała nad rozwiązaniem problemu po czym odczepiła lunetę od swojej broni. - Z tym dasz radę lepiej się temu przyjrzeć? - Spytała z nadzieją podając mu przedmiot po czym ruszyła w stronę Ordera zaciskając zęby. - Tak szczerze chyba niezbyt - Odpowiedziała mu na jego pytanie. - Mam tylko bagnet, twarde ale nie duże - Stwierdziła. - A co zamierzasz zrobić? 

 

Baza

Kati słysząc głośny huk rozdzieranego metalu szybko odwróciła głowę w tym kierunku by zauważyć jak jeden z tych przeklętych stworów już na nią leci. Wiedziała że walka wręcz raczej nie skończy się dobrze dla niej więc musiała tego jakoś uniknąć. W tym zadaniu pomogły jej skrzydła których jedno machnięcie wystarczyło by oddaliła się na wystarczającą odległość jednak nie obeszło się to bez dosyć głośnego syknięcia z jej strony ponieważ jedno z nich było odrobinę podziurawione z powodu pułapki zastawionej przez Fire. Ignorując ból wycelowała pistoletami w pysk stworzenia po czym oddała z nich po jednym strzale... Normalnego przeciwnika położyłoby to do grobu ale dla tych bestii to było za mało. Przynajmniej jej zdaniem dlatego zionęła ogniem przez chwilę by usmażyć mu mózg wiedząc że najpewniej już ma w nim dwie dziury.

 

 

Link to comment
Share on other sites

Crimson, Pumpkin

- No chyba poznaje jej nieznaną naturę - mruknęła Crimson patrząc na teleskop. Chyba tego się nie spodziewała po Sinister. Pumpkin nic nie mówiła tylko obserwowała całą sytuację, nie do końca wiedząc co zrobią.  - Ja też bym pewnie szybko nie poszła spać - Crimson otworzyła usta dopiero jak White skończyła zmagania z drzwiami. - No, ale przynajmniej wtedy wiemy, że jest na miejscu - spojrzała na drzwi lekko pocierając je kopytem. - Może mogłabym jej wysadzić drzwi, ale nie wiem czy byłaby zachwycona takim widokiem, ja w każdym razie na pewno bym nie była - wzruszyła kopytami. - A może pozwólmy jej się wtedy wyspać i przyjdziemy tu później - westchnęła patrząc w głąb korytarza. Pumpkin poszła za nią i pisnęła przerażona na widok potwora w korytarzu. Crimosn jednak zachowała się inaczej, bo zaraz tam wbiegła nie czekając na pozwolenie White i zaczęła lekko drapać go za uchem. - Co jest słodziaku? - powiedziała w jego kierunku. - Chyba wszystko dobrze skoro tu jesteś. Nie pozwoliłeś zrobić krzywdy swojej pani, co?

 

Świątynia

- Warto spróbować - westchnął sięgając za lunetę. Chwilę przyglądał się w milczeniu, chyba próbują dokładniej przyjrzeć się symbolom. - Cholera jasna... A myślałem, że to pismo ludzkie jest skomplikowane... Nie mamy czasu żeby to rozgryźć, mogą tu wrócić w każdej chwili... Potrzebowałbym tygodnia żeby to rozszyfrować, a może i więcej - mówił wyraźnie zirytowany.

- Może spróbujmy to zdusić - powiedziała nagle Pearl, a Lance na nią spojrzał. - Stwórzmy wspólną barierę blokując przepływ tej energii, jeśli będzie wystarczająco silna może się udać

- Lub nas wysadzić - powiedział ponuro Lance. - Nie wiemy jak jest niestabilne - spojrzał kątem oka na Fire. - Chyba, że wy się wycofacie uciekając jak najdalej, a ja i Peral spróbujemy. Żaden gwardzista nie żyje wiecznie, a tak przynajmniej może zdołamy uratować wiele żyć - Pearl nic nie powiedziała, ale chyba była na to gotowa.

 

Istota wciąż machała kończyną przesuwając dziwnym punktem po obcym dla niej stworzeniu. Wyraźnie próbowała jakoś nawiązać z nim kontakt, ale chyba miała to strasznie utrudnione przez swoje położenie. Kiedy dostrzegła drugie obce dla siebie stworzenie podobne do tego pierwszego teraz przesunęła punkt w dziwnym oczodole na drugie stworzenie nadal mizernie poruszając swoją łodygowatą kończyną.

 

Baza

Spear leżał na pojeździe plackiem ciężko oddychając. Chyba stwór złamał mu żebra, a teleport był bardziej instynktowny, bo w jego momencie już tracił najwyraźniej przytomność. W międzyczasie było jak przewidziała Katie. Bestia pomimo dostania pociskami niewiele sobie z tego zrobiła dalej lecąc w jej kierunku. Dopiero kula ognia, która trafiła ją w pysk sprawiła, że ta zaczęła żałośnie piszczeć, a odrzut sprawił, że wpadła do dziury, z której przed chwilą wyskoczyła. Przez krótką błogą chwilę wszystko ucichło i można było pomyśleć, że może odpuściły. Niestety to była marna nadzieja. Stwory zaczęły z większą furią atakować podłoże. Na dodatek z dziury zaczęły dochodzić wściekłe ryki. Wszystko wskazywało, że atak na ich towarzysza jeszcze bardziej je rozwścieczył.

 

Canerlot

- Nigdy nie jest wiadome co jest do końca słuszne - mruknął gwardzista cały czas obserwującbramę. - Dawne władczynie mówiły, że słusznie jest ratować ludzi i czy to było dla kogokolwiek słuszne? Droga cienia to droga, z której nie ma odwrotu trzeba być pewnym, że kocha się tak mocno cesarzową i jej misje, że jest się gotowym oddać wszystko - na chwilę spojrzał na Dawna. - Jeśli nie będziesz tego pewny, zginiesz - uniósł kopyto pokazując zbroję. - Tylko cesarzowa wie skąd pochodzą nasze zbroje i ich ogniska mocy, ale każdy kto czuje choć odrobinę niepewności zginie nim spróbuje skorzystać - oparł się znów o ścianę. - A co do zadania... Czekamy dalej i tak do północy, aż się uspokoi

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

- No dobra, pozostaje więc zrobienie czegoś innego.

Słysząc ukradkiem słowa Lance'a zaprotestował.

- Nie będziecie niczym ryzykować. Skoro nie mamy tutaj nic innego to spróbuję samemu rozwalić tę kulę, najwyżej ograniczymy straty do mnie. Cofnijcie się z widoku, wtedy ją rozbiję.

Wrócił po swoją broń. Bardzo możliwe, że w tym momencie się jej pozbędzie. Następnie cofnął się w kierunku kuli.

Jak nie dam rady rozwalić tego samemu, to... chyba się pożegnamy. Szkoda, fajny kawałek sprzętu.

 

Sand Storm

 

Przyglądając się Spearowi zdał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Nie mógł pomóc, gdyż nigdy nie miał okazji użyć magii leczącej.

- Ah szlag. Trzymaj się stary. Może ekipie uda się wrócić, to dadzą radę cię...

Zintensyfikowane ataki stworów wyrwały go z próby pocieszenia Speara. Odwrócił się w kierunku gruntu będąc gotowym do obrony.

 

Dawn Spark

 

Gwardzista miał rację, droga cienia to jedno, ale zostanie bezmyślnym narzędziem w kopytkach kogoś innego skutecznie pozbawia mnie szansy na osiągnięcie mistrzostwa w tym fachu.

Zobaczymy. 

- Słyszałem już o tym, mimo wszystko dziękuję.

Więc stoimy tutaj do północy. Niech to... Nie będziemy mieć wiele czasu.

Mam pewien plan.

 

 

Link to comment
Share on other sites

White

- Nie byłaby zadowolona - Powiedziała podczas otwierania drzwi. - Chociaż nie wiem czy byłyby takie łatwe do wysadzenia... - Teraz spostrzegła Stalkera. - Czekaj, nie wychodź! - Otworzyła szerzej oczy gdy Crimson wybiegła mu na spotkanie. Głaskany chowaniec jednak nie zareagował wrogo a odpowiedział jedynie czymś na wzór mruczenia. Teraz klacz mogła zauważyć że wydaje się nieco chudszy, jakby stracił nieco swojej masy a pióra które jak dotąd były w idealnym stanie zostały postrzępione co mogło oznaczać że został czymś uderzony. Stalker na wspomnienie imienia Sinister podniósł swój ogon i wykorzystując go jako pewnego rodzaju strzałkę pokazał na schody prowadzące w dół. Pokiwał również głową dając do zrozumienia że ją obronił. 

- To stwór Sinister - Skomentowała White objaśniając Pumpkin co to jest. - Ją już poznałaś ale jego nie - Znowu zawiesiła wzrok na Stalkerze jakby mu nie ufając. - Skąd wiedziałaś że on ciebie pamięta i nie potraktuje jak wroga? - Spytała Crimson nadal nie przekraczając progu. Stalker tymczasem przez kolejną chwilę dawał się drapać za uchem po czym wstał przewyższając wzrostem klacz stojąca obok niego i zrobił pierwszy krok w stronę głębi korytarza. 

 

Batty

- Nie jestem pewna czy niszczenie czegokolwiek tutaj jest rozwiązaniem Order - Spojrzała na niego. - To miejsce wygląda mi na więzienie i co jeśli zniszczenie kuli otworzy jakąś wyrwę i wyleje się ich więcej? Ja bym potraktowała to jako ostateczność - Podeszła na odległość metra od łodygowatego stworzenia przyglądając się mu i badając jak jest przytwierdzone do ściany. Rzucił się jej w oczy brak ust a jakoś musiały się porozumiewać skoro stworzyły cywilizację. Sięgnęła do plecaka po swoją książkę i otworzyła ją na stronie gdzie narysowała szkic tych bestii po czym przekreśliła ten wizerunek iksem i narysowała znak zapytania tuż obok. Wlepiła wzrok w dziwny punkt na głowie istoty i oczyściła swój umysł ze wszystkich myśli oprócz jednej: ,,Jak"?. Próbowała nasłuchiwać ale nie za pomocą uszu a swojej świadomości.

 

Baza

- Cholera - Krzyknął Chlorine uświadamiając sobie jedną rzecz. One nie muszą wychodzić spod podłogi by ich zabić. - Pogrzebią nas żywcem - W istocie, stali na czołgu a na dole tak się kotłowało że to kwestia czasu aż się ta maszyna zapadnie. Problem z tym że nie mieli jak temu zaradzić... - Trzeba się stąd ruszyć, trzymajcie się - Po tych słowach wszedł do środka przez właz a potem rozległ się dźwięk silnika który usiłował wystartować. 

Link to comment
Share on other sites

Crimson, Pumpkin

- Biedaczysko, zero szacunku do zwierząt - Crimson pokręciła głową widząc jego stan. - Jak Sinister pozwoli to potem porzucam ci piłkę - lekko się uśmiechnęła widząc jak stwór pokazuje im drogę pozwalając przejść. Pumpkin nadal była trochę niepewna, widać było, że najwyraźniej nie miała do czynienia z takimi stworzeniami. Crimson w tym czasie rzuciła okiem na White. - Miałam zawsze kopyto do zwierzaków. Nie wiem jak to jest, ale jakoś mnie lubią - wzruszyła kopytami. - Wczoraj jak Sinister pokazała mi go w mini wersji, dostrzegłam, że chyba podobał mu się komplement ode mnie. Nie mam pojęcia czy Sinister tego chciała, czy jest to efekt uboczny, ale Stalker nie jest tylko pustą maszyną do zabijania. Mimo bycia stworzeniem powstałym z magii najwyraźniej potrafi okazywać emocje i wyczuwać emocje innych. Przeczucie mówiło mi, że mnie zapamiętał i nie wyczuje ode mnie zagrożenia - lekko się uśmiechnęła. - Przynajmniej wiemy, że Sinister nic nie jest i miałaś racje, śpi na górze - rzuciła teraz okiem na Pumpkin. - Nie ma się czego bać. Jeśli okażesz mu strach, to tylko go urazisz - Pumpkin pokiwała głową i powoli ruszyła.

- Jest... Uroczy na swój sposób - powiedziała cicho.

 

Świątynia

Stworzenie przesuwało dziwnym punktem, to na ogiera, to na klacz. Nie mrugało, ale można było poczuć jego spojrzenie na sobie, co wskazywało jasno, że próbuje się porozumieć. Przez chwilę obserwowało jak dwie nieznane mu istoty rozmawiają w sposób, który mu się wydawał obcy. Zapewne gdyby potrafiło ukazywać emocje można by było zauważyć u niego zaintrygowanie tymi dziwnymi kopytnymi stworzeniami, które go teraz otaczały. Kiedy jednak Batty pokazała mu rysunek zaczął przesuwać punktem w pustej powiece po książce, jakby dziwna istota chciała coś tam znaleźć. Poruszała punktem coraz szybciej, aż ten w końcu stanął w miejscu, a nietypowa głowa istoty opadła. Stworzenie w ogóle przestało reagować dobrą chwilę. Można było pomyśleć, że zdechło, ale nagle stało się coś dziwnego, bo znów uniosło głowę i wyciągnęło kończynę ku istotą. Najwyraźniej stworzenie chciało żeby nieznane mu stworzenia złapały za jego patykowatą kończynę.

 

Baza

Silnik chwilę się opierał, a z spod ziemi wyskakiwały kolejne stworzenia. Tak jak przewidywał Chlorine, grunt pod nimi stał się bardzo niestabilny. Podłoże nawet zaczęło powoli wydawać niepokojące dźwięki. Spear nadal leżał nieprzytomny, nie widząc całego tego koszmaru. Kilka z tych stworów skierowało się ku Kattie najwyraźniej chcąc rozerwać smoczycę na strzępy. Kolejne jednak skierowały uwagę na czołg skacząc w jego kierunku. W tym jednak momencie silnik zaczął współpracować, a maszyna była gotowa do ruszenia. Kiedy tylko buntownik ruszył pojazd nieprzytomny Spear nie był w stanie się utrzymać. Jego ciało bezwładnie toczyło się po dachu kierując się ku bestiom, które teraz atakowały bazę. Ciało nieprzytomnego gwardzisty leżało już na krawędzi pojazdu między ostatnią deską ratunku, a okrutną śmiercią.

 

Canterlot

Kolejne godziny przebiegały już spokojnie. Nie było żadnych ataków, a kolejne kucyki znowu opuszczały i wchodziły do miasta. Spokój powinien zwykle cieszyć, ale Dawn mógł już zapewne być znudzony tą bezczynnością. Czas wlekł się niemiłosiernie, a przełożony ogiera stał niczym posąg. Jego brak ruchu i milczenie można było nawet pomylić ze snem, ale to raczej było niemożliwe u tej klasy gwardii. W końcu słońce zaczęło znikać za horyzontem, choć można było pomyśleć, że trwało to dłużej niż zwykle. W mieście zaczęły się świecić pierwsze latarnie, a niebo zaczęło przybierać formę granatu. Pierwsze gwiazdy pokazały swój blask, a wraz z nimi księżyc taki sam jak dawniej wznosiła księżniczka Luna. Czas nadal jednak stał w miejscu, bo gwardzista się nie ruszał. Natomiast gwardziści pilnujący bramę zmienili się z innymi, a do miasta przychodziło coraz mniej kucyków.

- To chyba na tyle jeśli chodzi o dziś - przerwał ciszę nocy głos gwardzisty. - Inni pewnie już w koszarach śpią - rozciągnął mięśnie. - I co podobało się? Bo jak ja mam być szczery, to czuje się gorzej niż po maratonie, cholerne nudy

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...