Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

Peace Order

 

Zaczął zastanawiać się, co zrobić dalej. Jeżeli pozwoli gwardzistom znaleźć pomoc to bardzo możliwe, że cała reszta zostanie aresztowana lub też zginie. Najlepszą opcją byłoby przytrzymanie ich tutaj aż do momentu dotarcia wsparcia -  wtedy szanse przetrwania wzrosną.

A teraz pytanie: czy pozwolić ich przywódcy iść, tym samym skazując go na śmierć ale równocześnie ratując nasze tyłki, czy puścić Speara, który jeśli się przedrze ściągnie ogon, który z pewnością nas wykończy.

- Czyli mamy kilka opcji: albo pojawią się tutaj proequestriańscy buntownicy, którzy zrobią porządek z nami i lojalistami. Przybędą gwardziści, którzy postanowią nas zaaresztować i zamordować albo moi, którzy za brutalność rozszarpaliby lojalistów na strzępy. Ciekawy wybór, naprawdę.

Zatoczył krótkie kółko wokół zgromadzonych.

- Najlepsze co możemy zrobić, to próba wybicia się stąd na własną rękę, wtedy rozeszlibyśmy się w spokoju tam skąd przybyliśmy. Równocześnie zmniejsza to nasze szanse na przeżycie, gdyż jest nas tu mało. Do prawdy żałosna sytuacja.

Rozejrzał się po pomieszczeniu.

- Ale wy zapewne lepiej wiecie o czym zadecydujecie, toteż już się nie wtrącam. Wracam do pilnowania wejścia.

Wrócił po broń, po czym ponownie stanął przed bramą obserwując dalszy ciąg wydarzeń.

 

Dawn Spark

 

Autor zaczął manipulować moimi zmysłami.  Wycofałem kopię i pozbyłem się niewidzialności.

- Ano tak, zapomniałem przecież o tym małym szczególe.

Widząc cienie pędzące w moją stronę zaatakowałem je słabszym promieniem, nie było problemów z ich zniszczeniem jednak wiedziałem, że nie tędy droga.

- Akurat chwilę temu przechodziliśmy przez coś podobnego. Ciekaw jestem, czy ponownie uda się skontaktować z tymi istotami. A tak poza tym to bardzo szanuję za ciężką pracę w postaci napisania tych wszystkich książek. Widząc Pańskie zasoby wiedzy i mocy widzę, że Cesarzowa jak zwykle się nie myliła.

Wiedząc, że za chwilę przegram postanowiłem zamknąć oczy i skupić cała resztę posiadanej energii.

- Chociaż próbowałem, czyż nie? Może następnym razem będzie lepiej.

Czując, że nie stać mnie na więcej wybiłem się w górę, po czym powtórzyłem zaklęcie, którym zostałem wcześniej trafiony przez przeciwnika. Nie miało ono takiej samej siły, ale i tak było to całkiem solidne uderzenie.

Wylądowałem na podłożu. Byłem wyczerpany ale mimo wszystko stałem na wszystkich kopytach. Tym razem już bez żadnych sztuczek ukłoniłem się.

- Z mojej strony to by było na tyle, przedstawienie skończone.

Czując w dalszym ciągu efekty manipulacji umysłem postanowiłem się im poddać. Trwałem tak sztywno w tej pozycji czekając na to, co miało się za chwilę wydarzyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- Powiedziałam że dla ciebie będzie teoretyczne - Uśmiechnęła się. - Dla mnie nie. Spodziewałam się w sumie że zrozumiesz że to powód dla którego chce te kamienie - Nie była pewna czy jest to potrzebne do tego rytuału. Miała mało informacji i odetchnęła z ulgą gdy okazało się że tak jest. - To prawda że jej bardziej na tym zależy, w końcu pali jej się grunt pod kopytami... I nie boje się że coś stracę, gdyby tamto zaklęcie się udało w pełni nie rozmawiałabym tutaj z tobą jako ja więc można powiedzieć że miałam dużo szczęścia. Gdy się odrodzi będzie słabsza ode mnie dlatego wątpię że coś mi zrobi a w momencie w którym sprawy się zmienią zniknę i mnie nie nigdy znajdzie... I to nie samo odczepienie ode mnie - Pokręciła głową. - Mam co do niej mieszane odczucia, z jednej strony zyskałam z drugiej straciłam - Głos jej się prawie załamał gdy wypowiadała ostatnie słowo. - Chce to jednak zakończyć bo mam dosyć zastanawiania się czy chce mi pomóc czy jednak zepchnąć mnie na złą drogę... - Już się nie uśmiechała, to nie było zabawne. - Jeden powinien wystarczyć.

 

Batty

Była nieco zaskoczona że ich dowódca nagle się obudził i wykazuje się taką postawą. Niedawno prawie by się wykrwawił, nadal był ranny i chodzenie raczej powinno sprawiać mu ból.

- Jesteś pewny że jesteś w stanie chodzić z przebitym na wylot kopytem? - Rzekła do niego. - Co z twoją kością? Jeśli postawisz na niej ciężar może przebić kolejne tkanki i znowu spowodować krwawienie... Ja jestem szybka, może moja magia nie jest najlepsza ale broń mnie nie zawiedzie, do tego potrafię się skradać i mam czuły słuch. Usłyszę zagrożenie zza rogu - Jej zdaniem była najlepszą osobą na misję zwiadowczą. W końcu robiła już to wiele razy. 

 

- Z tego co mówiłeś za dnia w bazie nie powinno być ich za dużo - Teraz odezwała się Fire. - Wybijemy to co jest w środku, obronimy jedyne wejście a w między czasie naprawimy cięższy sprzęt który tutaj mamy. Wydostaniemy się na zewnątrz i będziemy mieć około pięćdziesięciu naszych których możemy uzbroić... - Zrobiła przerwę na zastanowienie się. - Tylko ktoś wie jak zamknąć tą świątynię? Jeśli ma tradycyjne wrota to nie ma problemu ale co jeśli potrzebna jest magia? - To były bardzo stare ruiny więc jej zdaniem to mogło wchodzić w grę. W międzyczasie zaczęła przeszukiwać kolejne skrzynie chcąc znaleźć ważną rzecz jeśli wydostaną się na zewnątrz. Był to pistolet sygnałowy którym mogłaby dać znać że żyją. 

 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Nadal uważam, że w sprawy zmarłych nie powinno się mieszać, ale uznam, że wiesz co robisz - westchnął ciężko sięgając po szkatułkę i wyciągając kamień. - Wiesz czemu nazywają je krwawymi? - spytał wkładając kamień do mieszka. - Nikt niemal nie wie gdzie występują, a w Crystal Empire nikt z pewnością ich nie znajdzie. Legenda mówi, że powstały gdy najstarsze smoki zaczęły umierać chroniąc swoich skarbów, a ich krew zaczęła spływać po klejnotach, które ją wchłonęły. W ten sposób smoki na zawsze związały się ze swoimi skarbami. Bajeczka, a może prawda i nauczka mówiąca co czeka każdego za chciwość. Co by to nie było, jestem ostatnią osobą, która wie gdzie je znaleźć - powoli podał zapakowany mieszek Sinister, odbierając przy tym zapłatę. - Uważaj na siebie mała i przemyśl dobrze czy warto wszystkim ufać, tym bardziej zjawom, które nie wiadomo co mogą skrywać

 

Baza

- Próba przebicia nie ma sensu - powiedział nagle Lance, na niedawne gdybanie Ordera. - Stwory reagują na hałas. W dzień są mniej aktywne, ale jeśli zaczniemy prowadzić otwartą walkę zaczną zalewać nas z tej przeklętej świątyni. Jedyna opcja to przedostać się po cichu, a potem możemy uciekać lub spróbować zamknąć świątynie

- Te stwory... - mruknęła Pearl, gdy nadal jej róg świecił nad kopytem dowódcy. - Batty słusznie zauważyła, że atakują, bo coś im zabrano. One nawet nie jedzą nas, a atakują jakby były wściekłe, nie zastanawia nikogo co oddziały śmierci cesarzowej mogły im zabrać?

- Kogo to obchodzi? - warknął Spear. - I tak tego nie odzyskają, a ta wiedza nikomu nic nie da. Lepiej wynośmy się z tego przeklętego miejsca i zapomnijmy o tym co tu zaszło...

- Nie bardzo chce byś się narażała - powiedział ponuro dowódca do Batty przerywając Spearowi. - I tak wiele zrobiłaś, ale nie można też zaprzeczyć, że twoje myślenie jest najbardziej logiczne - zaraz potem zaczął słuchać Fire. - Twój pomysł wydaje się dobry, ale hałas je tu ściągnie. Nawet jeśli jest ich tu mało, to ściągniemy im posiłki ze świątyni - zaczął pocierać się kopytem po brodzie patrząc po wszystkich, a jego wzrok zatrzymał się na Katie. - Ogień... Nie jest co prawda jakoś bardzo dla nich zabójczy, ale nie lubią go. Gdybyśmy mieli napalm moglibyśmy wpuścić go do odciętych pomieszczeń i spróbować wywołać kontrolowany pożar, to by mogło przegnać, te które zostały. Chyba, że Katie? - nie był pewny czy zapamiętał imię. - Jest w stanie wytworzyć ogień o podobniej temperaturze, ale to ryzyko, bo może je rozjuszyć. Gdy używaliśmy zaklęć opartych na ogniu wpadały we wściekłość i próbowały wyeliminować tego kto ich używa. Strasznie irytująca sprawa

 

Sala

- Wątpliwości co do planu cesarzowej nigdy nie powinny istnieć - powiedział głos dochodzący z ciemności. - Mówisz, że przechodziliście to niedawno, więc możesz wykorzystać wiedzę w praktyce - słychać było drwinę dochodzącą przy każdym słowie. - Pytanie jak wiele rzeczy istnieje, a jakie są tylko wytworem twojej wyobraźni? Zupełnie jak przeciwnicy, z którymi walczysz - po ostatnich słowach jakie Dawn rzucił mógł poczuć silne uderzenie gdy nagle gwardzista zmaterializował się przed nim. - Nieźle jak na rekruta - teraz nie było żadnych emocji w jego głosie. - A co do tych istot, lepiej nie wtykaj nosa tam gdzie nie trzeba i sprawdzaj co mówisz na przyszłość. Masz zadania, które ci przydzielono i się ich trzymaj. Nie uderzyłem cię zbyt mocno, możesz więc zabrać kolegę i wracać do swojej kwatery. Na przyszłość unikaj również problemów, bo kara będzie gorsza

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Przysłuchiwał się rozmowie obserwując jej uczestników. Znając życie buntownicy schowali gdzieś jakieś drobne zapasy napalmu, może rzeczywiście uda się przebić.

Czyli raczej damy radę się przebić. Ciekaw jestem, czy Siły Interwencyjne dotrą na czas - przyda się ktoś do osłaniania odwrotu. Pytanie tylko co zrobić z tym osobnikiem? Jego głupota może być bardzo niebezpieczna.

 

Dawn Spark

 

Po otrzymaniu uderzenia od Autora nie nastąpiło nic więcej. Zostałem wyjątkowo łagodnie potraktowany.

- Tak jest sir, zapamiętam. Dziękuję za interesujący pojedynek.

Obolały ukłoniłem się ponownie, po czym jakimś cudem udało mi się podnieść Mighta magią. Wyszedłem z pomieszczenia i udałem w kierunku naszej kwatery.

Było to doprawdy ciekawe przeżycie, wytrzymać tak długo w walce z najpotężniejszym członkiem gwardii. Najpewniej tkwi we mnie spory potencjał, tylko jak go wykorzystać?

Dotarłem do pomieszczenia, po czym wszedłem do środka. Położyłem Mighta na jego łóżku, samemu przemywając głowę wodą. Nie czekając na pytania towarzyszy zacząłem.

- Dostaliśmy spory wycisk, ale chyba udało nam się... udało MI się wyjść z tego cało. Mój kamrat niestety dostał pierwszy. Nie dziwię się, że nie dał rady - z czymś takim nie mieliśmy jeszcze do czynienia.

Użyłem magii do wyleczenia ran.

- W sumie jak na karę to było całkiem nieźle. Ciekawe, co on ma do powiedzenia.

Po wszystkim wskoczyłem na łóżko, wyciągnąłem kolejną książkę i zacząłem czytać.

Muszę przyznać, że spisałeś się całkiem nieźle. Może będą z ciebie... jednorożce?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- A zmarli nie powinni się mieszać w sprawy żyjących ale no co poradzić - Westchnęła. Star w tym czasie cofnęła się od skrzyni, odwróciła się w kierunku Sinister i wyglądała na zmieszaną. Jakby dwie skrajne emocje ze sobą walczyły. - Jest wiele legend i moim zdaniem większość z nich po prostu nadaje znaczenie... Tylko jedno mi w tym nie gra. Skoro to klejnot ze smoczą krwią to czemu zwiemy je kamieniami? - Spytała zdziwiona. - Krwawy klejnot brzmi lepiej niż krwawy kamień ale chyba nie wszystko musi mieć sens... - Tak jak jej życie. Czy miało jakiekolwiek znaczenie czy cel? Była tylko klaczą ze smykałką do czarnej magii... Z początku uważała go za dar ale przekonała się z biegiem czasu że to również przekleństwo. Najpierw spowodował cierpienie a potem słodki smak zemsty będący jedyną, małą satysfakcją... Mogła uciekać, tak samo jak z tej świątyni ale czy inni powinni piętnować ją za jej talent? Nie, nie zrobiła przecież nic złego. Przynajmniej wtedy ale i tak to nie pomogło. Dlaczego więc świat który ją odrzuca ma nie cierpieć? Nie rozumiała tego i tylko White stała na przeszkodzie by to się stało. W nocy po tym zajściu miała sen, tego co mogłaby pokazać w świętym miejscu dla tych wszystkich kapłanów. Każdy kucyk uciekłby z przerażeniem a kto by nie zdarzył doznałby pokazu do czego zdolna jest czarna magia... I tylko pomyśleć że to co potrafi to tylko mały procent umiejętności Star. Może taka śmierć nie miałaby sensu ale prowadzenie życia ciągle dając nogę nie ma go wiele więcej. 

 

- Znam podobną legendę - Nagle się odezwała z zamyślenia. - Według niej dawno temu żył smok lubujący się w ciepłej krwi co stało się jego uzależnieniem. W szczególności upodobał sobie słonie ale pewnego razu się przeliczył. Stary słoń gdy umierał zmiażdżył mu głowę a krew obu gigantów się zmieszała i zrodziła dotychczas niewidoczne drzewa... O pniach potężnych niczym nogi słonia i o kępach liści ostrych jak smoki - Odebrała mieszek z kamieniem wymieniając go na odliczone pięćdziesiąt bitów. - W obu przypadkach coś sprowadziło śmierć ale prawda jest taka że i tak by nadeszła. Te smoki z legend jednak żyły jak chciały i wątpię że nie wiedziały co może je za to spotkać a i tak uznały że warto. Dla innych droga życia warta potępienia, ja jednak widzę w tym coś więcej... Przyjemność. Czy to nie stanowi chociażby części napędu wszystkich? Ktoś kto lubuje się w kawie... Codziennie wie że ma po co wstawać z wyrka by oddać się chwili przyjemności przed pracą której niekoniecznie lubi ale nie ma innej możliwości w tym niesprawiedliwym świecie - Skrzywiła się. - A każdy odczuwa przyjemność z czego innego. Wracając do dracen bo tak się nazywają te rośliny. Z nich pozyskuje się żywo czerwoną żywicę z kolei nazywaną smoczą krwią. Ma dość ciekawe właściwości, tamuje krwawienie, przyśpiesza regeneracje ran i chroni przed zakażeniami. Oprócz tego wykazuje mistyczną moc, wzmacnia rytuały i wykorzystuje się ją do... - Spojrzała na Star. - Odprowadzania zagubionych dusz i nieproszonych bytów. Niestety w ostatnim przypadku oceniam to jako średnio skuteczne bo pomaga na chwilę ale to może dlatego że korzenny zapach nie wszystkim się podoba - Wzruszyła ramionami. - W każdym razie dzięki... - Wyglądało jakby zamierzała odejść ale coś ją powstrzymało.

- Mówiąc swoją ostatnią radę nie miałeś na myśli tylko zjaw? - Spytała zaciekawiona. - Crimson również, mam racje? - Tego nie była pewna ale tak to zinterpretowała. - Powiesz mi o niej coś więcej? W barze próbowałam wyciągnąć coś od barmana ale chyba nikt nie chce o tym mówić. 

 

Batty 

- Tu nie chodzi o to co zrobiłam ale o to do czego najlepiej się nadaje - Stwierdziła patrząc na dowódcę ze spojrzeniem sugerującym że nie zamierza o tym dyskutować - Jest jednak powiem problem... Nie sadze że te stwory polegają tylko na dźwięku, nie atakują przecież karabinu tylko użytkownika. Jak ratowałam Irona razem z Kati wyczuł nas mimo że byliśmy znacznie ciszej niż zagłuszający nas karabin. Bez szans jednak żeby poczuł zapach bo tutaj nie ma wiatru - Wydawała się zmieszana. - Są też zbyt precyzyjne, jeden z tej dwójki przebił przecież kopyto. One widzą w jakiś sposób mimo braku oczu... Więc w tych korytarzach wystarczy jeden by zablokować nam ucieczkę i nie możemy go w takim wypadku zabić bo reszta się zbiegnie.

 

- Co do ognia - Teraz odezwała się Fire. - Chciałam zalać każde otwarte pomieszczenie paliwem i je podpalić. To było dobre rozwiązanie do momentu w którym dowiedziałam się że gniazda nie ma tutaj i wychodzą ze świątyni... W zasadzie to też był plan w razie ataku gdybyśmy przegrywali, taka ostatnia deska ratunku by odzyskać utracone pozycje. Nasze zbroje umożliwiają przebywanie do piętnastu minut w ogniu, oczywiście jeśli nie są podziurawione - To był jeden z powodów przez których więcej ważą i bieganie w nich to na ogół słaby pomysł. - Ale nic z tego bo rdza wyżarła dziurę w zbiorniku i cała łatwopalna dobroć uleciała - Jej wyraz twarzy nie ukrywał niezadowolenia. - Mamy jednak napalm ale tylko jako uzbrojenie dla samolotów w formie bomb. Niestety w innym składzie bo tu trzymamy rzeczy których eksplozja nie przekroczy wytrzymałości tamtych drzwi - Wskazała na nie kopytem. - Czyli Kati i parę miotaczy ognia ale odnoszę wrażenie że to za mało... I Spear ma racje, nie ma sensu powtarzać tego samego błędu. Mamy podobną ilość osób co wy i skoro wam się nie udało to nam też nie. Musimy wymyślić jak je wykiwać i pozostać niewykrytym - Spojrzała na Batty licząc na nią. 

- Właściwie skoro nie jest dla nich zabójczy to dlaczego można je przepędzić ogniem? - Znała dużo zwierząt które odczuwały przed nim strach ale to nie miało sensu. Gdyby te stwory dzieliły te same odczucia nie skakały by w kierunku tego kto go używa. 

- Rakiety naprowadzane na podczerwień kierują się na największe źródło ciepła - Odpowiedziała Fire jej typowym lotniczym przykładem. - Szczególnie te wczesne. Można było je zgubić lecąc w stronę słońca bo było znacznie jaśniejsze niż sygnatura cieplna silników odrzutowych - Wzruszyła ramionami a kucoperz spojrzał na nią jakby powiedziała coś mądrego. To by miało sens czemu są mniej aktywne w dzień, nikt nie lubi być ślepym. - I przydałoby się obudzić Kati, niech ktoś jej zamknie pysk i nozdrza - Praktycznie jeden z niewielu skutecznych sposobów na wyrwanie jej ze snu. 

- Teraz twoja kolej Sulfur - Buntownik w pancerzu spojrzał na ogiera obok. 

- Ale ty masz zbroję chroniącą przed pazurami, wiesz jakie ona ma odruchy... - Odezwał się ze swoim kontrargumentem. Miał racje. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Być może tak je zwą, bo nie zawsze nimi były. Może bezcenne kamienie leżące wokół smoków nabrały wartości po ich śmierci. W każdej legendzie warto doszukać się drugiego dna - zamilkł jednak i uniósł brew gdy klacz wspomniała o podobnej legendzie. - To prawda, że warto kierować się tym co dla nas przyjemne, lecz z czasem nawet przyjemność staje się mdła i nudna, czy wtedy też warto było oddać życie niż szukać wielu innych przyjemności, które na nas czekają w całym naszym długim życiu? - odpowiedział najpierw na opowieść Sinister, a potem przekrzywił lekko głową. - Jesteś jeszcze młoda i nie jest to obraza. Mało kto przeżył tak wiele lat na tym świecie co ja. Nikt jednak nie słucha starszych, a przy tym zwykle doświadczonych - lekko się uśmiechnął. - Ta klacz po prostu ma talent do ładowania się w kłopoty, a trzymając się jej sama się o nie prosisz. Nikt o niej nie mówi, bo wiedzą, że nie lubi jak się o niej mówi, a wolą nie psuć jej humoru, bo wtedy bywa groźna. Nikt nigdy nie wie co jej strzeli do głowy. Musisz jednak pamiętać, że władasz czarną magią, a ona wbrew swojej woli jest blisko z gwardią. Tylko dlatego nie została posłana z resztą ziemskich kucyków do pracy na roli i nie musiała uciekać tutaj

 

Baza

Zarówno dowódca jak Pearl i Spear zaczęli po sobie patrzeć, zaraz po słowach, które powiedziała Batty. Nikt wcześniej tak o tym nie myślał. Wcześniej zakładano że muszą reagować na wibracje w powietrzu czy coś w tym guście, a teraz mogło się okazać, że byli w błędzie. Może gdyby wtedy wiedzieli zdołaliby zamknąć świątynie i pozbyć się stworów. Lance zaraz jednak skierował spojrzenie na Fire, która zaczęła mówić.

 

- Cholera... - warknął Lance gdy Fire skończyła. - Wasze pancerze niewiele pomogą, a nasze nie będą w tym wypadku lepsze. Stworzono je raczej z myślą o pociskach i broni białej do walki z ogniem służy nam pole siłowe - znów zaczął myśleć na głos.

- Możesz chyba wstać - powiedziała nagle Pearl. - Wolałabym jednak żebyś oszczędzał te kopyto - dowódca zdawał się ją ignorować.

- Batty powiedziała coś interesującego, a potem jeszcze ty - wskazał kopytem na Fire. - Skoro nas widzą to musi być sposób żeby nas nie widziały. Każdego można oszukać jeśli nie chodzi o wzrok, tak jak te rakiety, o których mówiłaś - powiedział powoli wstając. - Daleko do tego pomieszczenia z napalmem? - pytał ignorując przekomarzankę dwóch buntowników, którą z kolei obserwował Spear.

- Litości - w końcu powiedział w ich stronę. - To jest zaledwie młody smok. Nie to co te duże dorosłe, boicie się nastoletniej jaszczurki? - spytał z wyraźną drwiną w głosie.

 

Koszary

- Jesteście? - spytał nagle ogier widząc jak Dawn przynosi Mighta. W pomieszczeniu byli już wszyscy inni i patrzyli równie zszokowani na Mighta. - On chyba żyje co? - spytał niepewnie patrząc na towarzysza.

- Ta oddycha - powiedział kolejny. - Ten to ma pecha najpierw nie dał rady z zadaniem, a teraz... No właśnie? Co się stało?

- Dawn użył magii żeby mu pomóc i chyba się wkurzyli nieco...

- To magia jest zakazana?

- Ja bym powiedział, że raczej pomaganie innym jest zakazne

- Ciekawe kiedy się ocknie - pokręcił głową. - Co wam właściwie zrobili?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Co za irytujący typ.

- Dobra, ja pójdę skoro to taki wielki problem.

Zbliżył się powoli do smoczycy, po czym zaczął ją lekko szturchać, mówiąc spokojnym głosem, jak gdyby budził dziecko ze snu.

- Pora wstawać. No dalej, nie ociągamy się, już wystarczy.

 

Dawn Spark

 

Dalej czytając zacząłem odpowiadać na pytania.

- No więc tak. Pojedynkowaliśmy się z gwardzistą, co było karą za lekkie oszukiwanie. Might miał tyle szczęścia, że zszedł po pierwszym ataku. Skrócić to można do tego, że jeśli będziemy łamać reguły to skończy się dostaniem oklepu po pyskach.

Ziewnąłem.

- Słyszał któryś z was jak można dostać przepustkę na kilka dni? Muszę dostać się na ważne wydarzenie w Las Pegasus, które wkrótce się odbędzie. W zamian za pomoc eee... służę radą pod warunkiem, że nie będzie ona polegała na zbytnim ułatwieniu wam życia. Po tym pojedynku trochę zajmie mi dojście do siebie.

Wstałem z łóżka podchodząc do śpiącego towarzysza. Zapaliłem lekko róg.

- Nie marnujmy czasu na czekanie. Wstajesz.

Poraziłem Mighta słabym promieniem elektrycznym w celu obudzenia go. Chyba podziałało, gdyż odskoczył gwałtownie na bok.

- No śpioszku, jakoś udało nam się wydostać. Zadowolony?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- Może - Stwierdziła patrząc na niego. - A większość poszukiwaczy przygód zabrało złoty i klejnoty zostawiając cenniejszy dla niektórych skarb? Może ale kto wie czy tak było - Znowu na chwilę się zamyśliła chcąc odpowiedzieć na jego pytanie. - Tylko co jeśli te poszukiwania spełzną na niczym i przyniosą tylko rozgoryczenie?  Nie wiem - Pokręciła głową. - I też mam chyba talent do ładowania się w kłopoty - Wzruszyła ramionami. - Chce pójść na rytuał jak każdy tylko po to by mieć spokój i pójść do domu zająć się sobą? Nie, nic nie robiąc wzbudziłam masową panikę. Chce popić w barze? Zaraz znajdzie się ktoś kto będzie próbował mnie okraść. Może zbyt bardzo afiszowałam się z towarem ale nikt nie pomyśli że mam coś w zanadrzu że się nie boję kolesia z nożem. Chce sprzedać towar by zarobić? Nie, zaraz znajdzie się drugi handlarz któremu będzie się to nie podobało i będzie mi grozić - Wzruszyła ramionami. - Wiem że Crimson jest blisko z gwardią ale gdyby zamierzała mnie im sprzedać dlaczego by mnie ratowała przed nimi w tej świątyni? Nie widzę ku temu powodu...

 

Batty
- Około siedemdziesiąt metrów w prawo jeśli wyjdziemy przez drzwi - Fire odpowiedziała na pytanie dowódcy. - Jeśli to prawda że widzą w podczerwieni to można byłoby się zasłonić jakimś izolatorem ciepła. Nie wiem, styropian, wełna szklana czy coś w tym rodzaju. Nasze niektóre samoloty chyba w poszyciu miały jakiś izolator ale nie jestem pewna

- Pomyślcie czasami - Westchnął buntownik w zbroi. - Skoro nasze pancerze nie wpuszczają ciepła to znaczy że go też nie wypuszczają przez co ciało się przegrzewa. Rozwiązuje to wymiennik ciepła na plecach, tam gdzie są nerki i przepływa przez nie większość krwi. To sprawia że widzą tylko ten radiator ale gdy wiemy że będziemy pracować w ogniu zamiast niego montujemy pakiet zawierający... - Potarł kopytem brodę. - W zasadzie sam nie wiem co ale są tam substancje które pochłaniają ciepło. Reakcja endotermiczna czy jakoś tak. 

- Więc wystarczy być cicho i założyć pancerz z tym czymś? - Nie była przekonana do tej drugiej opcji. - Ile to waży?

- W cholerę - Pokręcił głową. Dla kucyka ziemskiego to nie był taki problem ale dla jednorożca już większy. Nawet jeśli używał lżejszej wersji dla swojej rasy. - Ale skoro i tak nie będą nas chronić przed przebiciem szponem tych bestii to można się pozbyć warstwy z aramidów, zaoszczędzi to z jedną czwartą a być może jedną trzecią masy chyba. 

- Jeśli nikt nie ma lepszego pomysłu to pomóż mi to założyć - Nadal chciała być tą co to wypróbuje. - Jeśli się uda nie będziemy musieli szukać napalmu i odbijać bazy by zdobyć cięższe uzbrojenie które nie gwarantuje sukcesu. Pójdziemy tylko do świątyni, zamkniemy wrota i... Te co są poza świątynią po prostu nie znikną nie? Ale i tak to jest mniejszy problem. 

 

- Litości? - Roześmiał się drugi buntownik do Lance. - I nie nazywaj jej jaszczurką, nie lubi tego. Dzisiaj jedna harpia ją tak nazwała i teraz jest lżejsza o jedno ugryzienie... Skończyło by się to dla niej znacznie gorzej gdyby nie setki czy tysiące harpii nie poleciały na pomoc - Kati na próby obudzenia Ordera zareagowała jedynie obróceniem się na bok... I rozłożeniem swoich skrzydeł w kierunku osoby która jej przeszkadzała. - Wcześniej nie obudziła jej strzelanina a ty próbujesz takiego delikatnego sposobu? - Spytał go. - Tu potrzeba czegoś mocniejszego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Tacy jak my sami decydują o swoim losie - powiedział w końcu ogier na całą fasadę słów jakie wylała z siebie Sinister. Najwyraźniej odniesienie do tacy jak my miało się tyczyć jej i jego. - To oczywiste, że mając taką moc nie można żyć jak inni, ale można nauczyć się nad nią panować. Wystarczy rzucić na ciebie okiem by wiedzieć, że jesteś więźniem własnych emocji. Nie panujesz nad nimi, a za to one nad tobą już tak. To samo tyczy się twojej magii, która, aż wylewa się z ciebie. Pójście na rytuał w takim stanie nie było najmniejszym nawet przejawem rozsądku - westchnął ciężko. - Sama o sobie decydujesz, a kłopoty, o których mówisz sama też na siebie ściągasz. Obrona jest konieczna, jednak wciąganie się w tego typu gry już nie bardzo - zapewne miał na myśli sytuacje ze straganu. - A co do twojej przyjaciółki... Nie sądzę by wydała cię umyślnie, o to na pewno nie. Trzeba po prostu liczyć się z tym, że nawet tego nie chcąc może ściągnąć na ciebie kłopoty, które cię przerosną - skrzywił lekko głowę. - Gdyby gwardia chciała zrobić jej publiczną egzekucje za wszystkie jej czyny patrzyłabyś spokojnie jak ja wieszają? Albo gdyby została zakuta w dyby i skazana na karę głodu, pozwoliłabyś jej głodować? Każda reakcja z twojej strony znów zwróciłaby ich uwagę na ciebie

 

Baza

- Plan brzmi, aż nazbyt idealnie - mruknął Lance słuchając o zbroi. Jednak znowu nie spodobało mu się, że Batty chce się narażać. - Pegaz jest zwinny, ale z siłą ma spore opor,y a ty... Jesteś jednak nadal klaczą. Jeśli się mylimy, w tym pancerzu będziesz miała problem wykorzystać swoją szybkość w razie ich ataku. W końcu to ona daje ci przewagę w walce. Będziesz tam sama bez wsparcia, jedna chwila i leżysz. Ja jestem jednorożcem, ale mam nieco więcej sił fizycznych niż przeciętny

- Jesteś uparty i głuchy - warknęła Pearl. - W twoim stanie nie ma szans abyś wykonał te misje. Chcesz wszystko zaprzepaścić przez swoją zawziętość? Mimo wszystko powinna mieć jakieś wsparcie, może ja z nią pójdę...

- Z twoimi zdolnościami do walki? - spytał Lance kręcąc głową. - Bardziej byś jej zawadzała. Poza tym nadal nie wiemy czy uda się zamknąć te przeklętą świątynie. Nigdy tam nie byłem, a szansa że moja magia wystarczy, nie jest czymś na czym powinniśmy opierać całość planu... - Spear w tym czasie parsknął śmiechem widząc jak smok odpycha Ordera.

- Skoro tak twardo śpi, to może walnijmy ją jakimś kijem? Można związać coś by było długie i walnąć w bok. Nawet gdybyśmy zakończyli koniec włócznią to niewiele jej zrobi, bo te krokodyle mają mocną łuskę. Mogę w nią ewentualnie uderzyć promieniem magicznym o niewielkiej sile

 

Koszary

- Co tam się stało?! - powiedział nagle zszokowany Might nim ktokolwiek odpowiedział Sparksowi.

- Dostałeś na testach, a potem gwardzista cię połamał - mruknął jeden z ogierów. - Ciesz się, że Dawn sprowadził cię do żywych

- Cholera... Pamiętam, ale on... Moje pole siłowe... On miał siłę jak kucyk ziemski i szybkość niczym pegaz

- Ta... Słuchaj stary, na pewno był silny i szybki, ale nawet w oddziałach śmierci nikt nie przekroczy bariery biologicznej. Jednorożce nie mają siły i zwinności kucyków ziemskich czy pegazów, choćbyśmy nie wiem jak trenowali

- Mówię wam ja to czułem! Zniszczył moją barierę niczym szklaną kopułę! Wiem, że ciężko  w to uwierzyć po moich wpadkach, ale nie mam słabej magii, inaczej by mnie tu nie było - wszyscy zaczęli patrzeć po sobie niepewnie, aż jeden zwrócił znów uwagę na Dawna.

- Ta wiem po co chcesz tam być... Każdy chce zobaczyć cesarzową na własne oczy, a wielu ma nadzieje nawet na coś więcej - pokręcił głową. - W każdym razie przepustki wydaje nasz nadzorujący gwardzista. Mi przydzielił, ale ja o nią prosiłem tydzień temu

- Chyba sam się wybiorę - nagle wtrącił kolejny. - Poznanie cesarzowej? Może serio byłaby szansa na coś...

- Ta śnij na jawie - wszyscy wybuchnęli śmiechem poza Mightem, który nadal najwyraźniej myślał o niedawnym starciu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Widząc brak skutków swoich prób spojrzał na Speara.

- Nie przesadzaj, ale w sumie... Możesz ją lekko kopnąć prądem, tylko jej nie skrzywdź.

Odsunął się na bezpieczną odległość.

- No cóż, skoro jedyną opcją na jej obudzenie jest coś silniejszego, to niech tak będzie. Miejmy to już za sobą.

Patrzył na gwardzistę, czekając aż spróbuje obudzić smoczycę. Był ciekaw, czy w zamian za próbę obudzenia nie dostanie kulą ognia.

Lepiej on niż ja.

 

Dawn Spark

 

Zaśmiałem się razem z resztą.

- Cesarzowa nawet na nas nie spojrzy, ale... coś czuję w kościach, że skoro my o tym wiemy, to pewnie wiedzą o tym wszyscy. Obawiam się, że któryś z naszych przeciwników spróbuje zagrozić jej życiu. Jest przepotężna, ale mimo to nie uważam, że powinniśmy lekceważyć przeciwnika, ludzie mimo ich głupoty i bezwartościowości dzięki swojej pomysłowości stanowią poważne zagrożenie. Nie mówiąc o podmieńcach lub gryfach. A kto wie, może w takim wypadku uda nam się zaimponować Crystal i szybciej dostać do szwadronów? Tak czy inaczej jutro na szkoleniu spróbuję przekonać dowódcę o zezwolenie na wyjazd. 

Następnie skierowałem wzrok na Mighta.

- Naszym przeciwnikiem był najpotężniejszy gwardzista, tak swoją drogą. Z tego co wiem spisuje wszystkie książki o czarnej magii, do tego potrafi porozumiewać się jakimś nieznanym językiem. Ciekawy przypadek, nie ma co. Wydaje mi się, że już dawno przestał być normalnym jednorożcem, gdyby dalej był na poziomie naszym lub żołnierzy szwadronu z pewnością Cesarzowa nie wybrałaby go na swojego protegowanego. Might ma rację, a wam radzę uważać na  występki podobne do naszego, bo może się to skończyć boleśnie. No cóż, do jutra.

Odłożyłem książkę po czym położyłem się spać.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

Czyli również znał się na czarnej magii? Tak przynajmniej wynikało z jego słów. - Mogłam się w zasadzie tego spodziewać - Pomyślała. - W takim razie co mam zrobić? - Spytała nie do końca wierząc w to co mówi. - Jak ty sobie z tym radzisz? Mój talent rozwalił mi życie. Dostałam od losu wielką moc ale zero odpowiedzi w jakim celu lub jak źrebak ma temu podołać - Wzruszyła ramionami. - A co do kłopotów i jak na nie reaguje... Nie dam sobą pomiatać bo komuś się tak podoba - Spojrzała na niego. - Odpłacam tym samym - To była prosta zasada którą się często kierowała. - Crimson na mojej warcie nie zostałaby powieszona. Uncja szczęścia i sznur by się zerwał pod jej ciężarem - Pozostawało pytanie dlaczego musiałaby być przy niej skoro liczyła na coś tak losowego. - Jeśli by ją skazali na karę głodu coś bym wymyśliła... Wtedy kiedy ratowała mnie od gwardii nie musiała tego robić, oni tylko myśleli że mają sytuację pod kontrolą. Mimo to ona się nie wahała by to zrobić, dlaczego więc ja powinnam? Jestem słaba z magii przyjaźni ale wydaje mi się ze to nie było by w porządku - Uśmiechnęła się. 

 

Batty 

- Jeśli się mylimy to i tak mamy przesrane - Wydawała się niewzruszona tym co powiedziała. - Sugerujesz że ogier lepiej się do tego nadaje? Ja...

- Dobra, spokój już - Przerwał jej ogier pomagający założyć jej pancerz. - Pójdę z nią, wezmę miotacz ognia. Ja nie mam już nikogo na tym świecie i żyję w zasadzie tylko dla imprez - Uśmiechnął się czego nie było widać przez hełm. - Jedyne czego żałuje że na poprzedniej nie wiedziałem że to być może moja ostatnia. Zaszalałbym bardziej... 

- Przecież się upiłeś do nieprzytomności - Stwierdziła Fire. - Jak chciałbyś to poprawić? 

- Wypić parę shotów więcej zanim padnę? - Parsknął śmiechem. - Niczego nie żałuje - Spojrzał na Batty która teraz była w pełnej zbroi. Wyciągnęła kawałek sznurka i razem ze znalezionymi kawałkami materiału owinęła nimi opancerzone kopyta by metal w starciu z podłogą tak nie hałasowały. - Korpus trzyma się na osiem zatrzasków, masz lewitacje więc jak nie zadziała szybko zrzucisz większość wagi - Poinstruował ją. W tym czasie klacz zabezpieczyła jego nogi w podobny sposób 

- Nie wiemy czy się uda zamknąć tą świątynie, to prawda - Zgodziła się z nim. Po głosie dało się wyczuć że nie do końca się czuje dobrze jako konserwa. - Ale jeśli nie znajdziemy się pod drzwiami to się nie przekonamy a lepiej pójść tam po cichu niż w ferworze walki zastanawiać się nad rozwiązaniem - Zawsze preferowała bardziej skryte działanie. - Jeśli ktoś nie chce nikt nikogo nie zmusza. Nie będę decydować za was. Szczerze mówiąc tak naprawdę to buntownicy mają największy interes w tym by to zrobić, nie wy - Spojrzała na gwardzistów po kolei. - Ja tam idę bo nie pozwolę by te stwory tak po prostu się tu pałętały i liczyć że nie zaczną szukać tego co im zabrało na dalszych terenach... Lub żeby jacyś podróżnicy wpadli na nie - Odwróciła głowę w kierunku ogiera który w przeciwieństwie był w pełni sprawny i chciał iść z nią. Miał już przy sobie miotacz ognia i cztery granaty - Gotowy?

- Bardziej nie będę - Na taką odpowiedz liczyła. 

- Ja też nie, zróbmy to dobrze - Pomogła lewitacją przetransportować ogiera do szybu, z pancerzem w żaden sposób by tam nie wszedł bez jakieś rampy czy schodów. - Lance, będziesz tak miły? - Chciała by zrobił to samo co ona.

 

- Z odległości nie ma tych emocji - Stwierdził. Był teraz mądry skoro nie on to robił. - Jeśli wstanie to się założę że powie coś w stylu ,,Debile, za każdym razem wam powtarzam że wyśpię się to wstanę sama" 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Czarna magia jest darem, ale niestety nie każdy tego daru jest godny - w końcu wydukał. - Byłem młody i byłem inny wiedziałem, że nigdy nie będę taki sam jak reszta kucyków. Wypieranie się siebie jednak nie jest rozwiązaniem. Pytasz co możesz zrobić? Są różne drogi, jedne krótsze inne dłuższe. Możesz spróbować własnej drogi lecz jest to długa droga, która zmusi cię do zgłębiania wiedzy we własnym zakresie, a przy tym szansa na lepsze poznanie samej siebie. Inną drogą jest szukanie kogoś kto nauczy cię jak żyć ze swoim darem, ale kogoś kto nie chce niczego w zamian, a już na pewno nie wiąże się to z mieszaniem w naturę życia i śmierci. Sam dawniej miałem nauczyciela, który pokazał mi jak można przeżyć. Mogłem żyć znów pośród zwykłych kucyków lub sam zdecydować o własnym losie - powiedział spokojnie duży natłok słów. - Może jednak mogą pomóc ci przyjaciele tacy jak ta Crimson. Może pojęcie o magii marne, ale nawet wsparcie sprawia niezwykłe cuda

 

Baza

- Wbrew pozorom również mamy w tym swój udział. Wstąpiłem do gwardii by chronić innych, a jeśli te stwory się rozpanoszą to ile warta jest nasza przysięga? - spytał, ale nie oczekiwał na odpowiedź unosząc Batty za pomocą czaru lewitacji. - Mam nadzieje, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie, a ja się mylę - nim Batty zniknęła w szybie Spear wystrzelił promień prosto w zad Kattie. Nie było pewne czy zrobił to umyślnie uważając za zabawne, czy po prostu strzelił w pierwsze lepsze miejsce.

W międzyczasie gdy Batty i jej towarzysz przechodzili przez szyb, było niezwykle cicho w miejscu, z którego niedawno uciekli. Zupełnie jakby wszystkie maszkary zasnęły. Gdy jednak pomieszczenie ukazało się ich oczom, mogli zobaczyć, że nie ma już tam stworów. Mogły wrócić do świątyni lub gdzieś się schować. Po wyjściu z szybu nic się nie zmieniło. Wszędzie wokół była drażniąca cisza i ani śladu armii stworów, które niedawno widzieli. Nic nie ruszało się w kątach ani pomiędzy skrzyniami. Dopiero po chwili mogli dosłyszeć dźwięk, który nie był niczym optymistycznym. Chrobotanie dobiegało z nad nich. Stwór nagle opadł tuż przed nimi prosto z sufitu i przechylił lekko głowę wydając przy tym dźwięk przypominający mruczenie, ale nie zaatakował tylko stał w miejscu jakby próbował nasłuchiwać.

 

Sen

Zdecydowanie kolejny sen nie należał do normalnych i nie mógł być wspomnieniem. Dawn znalazł się w końcu w miejscu, którego raczej nie miał szansy zobaczyć, bo był za młody. Nie było tu żadnych kucyków ani typowych istot jakie mógł widzieć na co dzień. Otaczały go całe tłumy stworów, które nie powinny były już istnieć, a byli to ludzie. Zachowywali się jakby on zupełnie nie istniał, wszyscy zajęci własnymi sprawami. Sam ogier był w wielkim ludzkim mieście, a zewsząd dochodził dźwięk samochodów. Jakiś mężczyzna na niego wszedł, ale przeszedł przez niego jakby był duchem.

 

- Zabawne prawda? - głos taki sam jak w poprzednim śnie dotarł do jego uszu. Nie było jednak widać właścicielki głosu. - Celestia odkryła ludzi tak niedawno, mając co do nich wielkie nadzieje. Chciała ich ratować, a wbrew sobie dokończyła czas ich egzystencji. Sądziła, że ludzie zrozumieją jej ideę i okażą chęć wspólnoty tymczasem niemal zniszczyli tych, których powinna chronić najbardziej. Celestia mogła odkryć ich niedawno, ale ja widziałam więcej niż ona. Ludzie mieli to w sobie, że wykorzystywali siebie nawzajem jak i cały ich świat. Skoro sami doprowadzili do swojego wyniszczenia czy nie powinno się im pozwolić zostać przy losie, który sami wybrali?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Przyglądał się sytuacji ze zdziwieniem wymalowanym na pysku.

Raz, decyzja podjęta na prędce. Dwa, ciekawe, czyje wojska spotkają jako pierwsze.  Wsparcie nie powinno być daleko.

 

Dawn Spark

 

Przyglądałem się ludzkiemu miastu. Był to widok całkiem imponujący, jednak doskonale pokazywał, ile warta jest ta cała ludzka cywilizacja. Marnowanie zasobów, zatruwanie środowiska, hałas, chaos i wyzysk.

Ruszyłem przed siebie rozglądając się wokół i słuchając głosu. Po pierwszym śnie czar jego wyjątkowości jednak prysnął - wszyscy pozostali doświadczali tego samego.

- Widocznie zbyt krótko ich obserwowała. Ewentualnie żyła złudną nadzieją, że ich zbawi, uratuje. Że uda nam się ich przekonać do naszego, pokojowego trybu życia.

Zatrzymałem się w centrum wielkiego skrzyżowania.

- Zniszczyli nasz dom. Sprowokowali zaistniałą sytuację, zaczęli stanowić zagrożenie i uważam, że powinniśmy się ich w jakiś sposób pozbyć. Pani chyba myśli podobnie, dlategoż zdecydowałem się wziąć udział w tym przedsięwzięciu.

Spojrzałem w górę.

- Moja Pani, słyszałem, że odwiedzisz igrzyska w Las Pegazus, tam też chcę się udać. Moje pytanie jest następujące: czy również przeczuwasz, że coś złego się wydarzy? Zbyt wielu zdaje sobie sprawę z twojej obecności na tym wydarzeniu. Czy jesteś gotowa na to, co może się wydarzyć? Mogę Ci obiecać, że zrobię wszystko, aby nie stała ci się krzywda.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- Każdy miecz jest obosieczny - Odpowiedziała gdy mówił o czarnej magii jako darze. - Ten rodzaj czarów nigdy nie przyniósł mi nic dobrego oprócz zemsty... I w dzisiejszych czasach trudno znaleźć kogoś kto by nie chciał niczego w zamian za pomoc - Znała tylko jedną taką osobę a drugą od niedawna... One jednak jej nie pomogą, nie wiedzą jak to jest gdy trzeba odczuwać nienawiść podczas czarowania. - Nie chce żyć pośród innych bo samotność mi na ogół odpowiada. Nie chce oglądać twarzy które nazywały mnie wiedźmą lub widziały we mnie potwora gdy ja nie zamierzałam zrobić nic złego... Czasami zdarza się taki przypadek co zmienia życie - Pokręciła głową. - Chcesz wiedzieć jak dostałam swój znaczek? - Spytała i nie czekając na odpowiedz kontynuowała. - W wieku dwunastu lat pokłóciłam się z pewną osobą i rozpoczęła się przepychanka. Odepchnęłam ją od siebie i w jakiś sposób użyłam czarnej magii by przeżywała swoje najgorsze koszmary. Błagała mnie żebym przestała ale nie wiedziałam jak to zrobić... Nie chciałam ale tak wyszło, chyba się domyślasz jak zmieniło nastawienie mojej rodzinnej wioski do mnie. Próbowałam to jakoś naprawić, starałam się ale nic z tego - Uśmiechnęła się mimo odczuwania negatywnych emocji. - Crimson powiedziałaby że mówienie tyle o sobie to błąd ale ja się tym nie przejmuje, nie zależy mi... Ale dzięki za odpowiedzi, może skorzystam. 

 

Batty 

- Zobaczymy - Odpowiedziała krótko gwardziście gdy postawił ją koło wejścia od szybu wentylacyjnego. ,,By chronić innych" - Pomyślała powtarzając jego słowa. - ,,Ale nie wszystkich". Zadziwiało ją jak wiele rzeczy teraz przypomina jej o White i chyba naprawdę zaczęła za nią tęsknić. - ,,Nie wiem czy sobie wybaczę jeśli się okaże że jest za późno..." - Pokręciła głową i starała się oczyścić umysł ze zbędnych informacji i nadziei. Miała pracę do wykonania. Sprawdziła broń i ustawiła moc na drugi poziom. Zwykle z niego nie korzystała bo naprawdę niewiele stworów tego wymagało a zwiększenie energii strzału o kolejne sto procent bazowej wartości wiązało się też z ogromnym i nieproporcjonalnym zużyciem jej magii... To znaczyło że bardziej ekonomiczne było pociągnięcie za spust trzy razy a nie tylko jeden. Teraz jednak liczyło się coś innego. Gdy powoli dotarli do końca szybu ostrożnie przetransportowała swojego towarzysza na podłogę a sama zaczęła się zastanawiać jak to zrobić w miarę cicho. 

 

Zeskoczyła i w połowie lotu spowolniła się używając na sobie magii. Było to ciężkie jednak dzięki White udało się. Wylądowała najpierw na jednym kopycie, potem drugim, trzecim i czwartym za każdym razem stawiając lekki opór przy zginaniu ich by wyhamować pęd który posiadała. ,,Poszło dosyć gładko'' - Za wcześnie to pomyślała bo dosłownie sekundę później usłyszała znajomy, niepokojący dźwięk. - ,,Huston, we have a problem'' - Usłyszała to kiedyś od pewnego buntownika i ten cytat wpasował się tutaj chyba idealnie.  Stwór nagle zeskoczył z sufitu metr od niej i Batty momentalne poczuła jak jej puls przyśpiesza a ciało szykuje się do walki lub ucieczki. Stłumiła tą reakcje wiedząc że obie z tych dwóch czynności ściągnie tylko kłopoty. Zobaczyła jak jej towarzysz sięga po granat najprawdopodobniej z zamiarem rzucenia go w głąb pomieszczenia... Dała mu znak kopytem by się wstrzymał, to by było o wiele za głośne i reszta zbiegła by się tu w ciągu mrugnięcia okiem. Chwyciła mały, metalowy przedmiot najpewniej będący elementem jakiejś maszyny i zrzuciła go na podłogę na drugim końcu pokoju. Upadek nie był głośny jednak jej zdaniem stwór powinien go usłyszeć i zainteresować się co go spowodowało. 

 

Fire&Kati i ekipa. 

- Który to był? - Kati odezwała się w miarę spokojnie łapiąc się za tyłek. Po chwili jednak wstała i z dwóch, metalowych karwaszy wysunęły się ostrza... Wyglądały na dosyć kruche z racji niezbyt imponującej grubości i szerokości sprawiając wrażenie jakby miały się złamać przy pierwszym kontakcie z pancerzem lub inną bronią. Może były tylko na pokaz? Ich stan był idealny, nie posiadały rdzy i żadnych szczerbień czy deformacji. Rozejrzała się po zebranych i zawęziła krąg poszukiwań do trójki gwardzistów. Tylko oni byli jednorożcami a wiedziała że oberwała zaklęciem. - Który z was był taki mądry? - Teraz jej ton głosu był mniej przyjemny. Bardziej agresywny i miał w sobie coś nieprzyjemnego... Nie czekając na odpowiedz powoli ruszyła w ich kierunku. 

- No to teraz obudziłeś smoka - Zachichotał ten sam buntownik i odsunął się od reszty na bezpieczną odległość. 

 

Fire tymczasem ignorowała całe wydarzenie mając zaplanowane coś innego. Ruszyła w kierunku jednej ze skrzyń z pancerzami i wyjęła hełm zakładając go. Każdy z nich miał radio i chciała przynajmniej usłyszeć co się dzieje u tej dwójki samobójców. Ustawiła je jednak tylko na odbiór wyłączając nadajnik by harmider w tym miejscu nie spowodował u nich kłopotów. - ,,Gdybym była w centrum dowodzenia miałabym nawet obraz'' - Pomyślała jednak wiedziała że to niemożliwe i musi zadowolić się głosem. To pomieszczenie było dosyć daleko stąd, bardziej w głąb bazy w najdalszym punkcie od wejścia.

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- To niestety przeświadczenie, na które nie mamy wpływu - westchnął słuchając historii znaczka klaczy. - Kucyki mówiące zawsze o przyjaźni potrafią zepchnąć najbardziej wyróżniającą się osobę na sam margines społeczny, nie szukając drugiego dna. Pewnie z podobnych powodów równie szybko wybrali nowego monarchę zapominając o starym i dawnym trybie życia. Mimo wszystko nie można uciec od tego kimś jest, lepiej to zaakceptować niż narażać się na same porażki i próby zrobienia z siebie kogoś kimś kim się nie jest. Trzeba jednak przyznać, że ta klacz - nie trudno było zgadnąć, że ma na myśli Crimson. - Mówi słusznie, czasem lepiej uważać co się komu mówi. Poza tym nie masz za co dziękować. Radami i mądrością zawsze warto się dzielić - lekko się uśmiechnął. - W każdym bądź razie uważaj na siebie cokolwiek nie planujesz zrobić, a gdybyś kiedyś potrzebowała pomocy lub rady w sprawie swej magii, możesz tu wrócić

 

Baza

Reakcja na niespodziewany dźwięk była natychmiastowa. Stwór wyskoczył z niesamowitą prędkością ku źródłu dźwięku z wysuniętymi szponami gotowymi do ataku. Stanął jednak niemrawo w miejscu gdy jego szpony nie natrafiły na opór, a tylko dźgnęły powietrze. Znów zaczął poruszać się nerwowo wyszukując wokół intruzów. Gdy Batty i jej towarzysz się trochę rozejrzeli mogli dostrzec w niektórych miejscach coś niepokojącego. Jak się okazało to nie był jedyny stwór w okolicy. W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze około pięć, ale się nie ruszały tylko tkwiły przybite do okolicznych ścian. Wyglądało jakby spały, ale nie było pewne czy choćby najmniejszy hałas nie obudzi tych jak tamtego. Co ciekawe jednak stwory nie reagowały na dźwięki towarzysza, zupełnie jakby były wyczulone na te odpowiednie.

W międzyczasie nagła pobudka Kattie z pewnością była szokiem zwłaszcza dla Pearl i Lance'a, którzy nawet nie wiedzieli o niedawnym planie Speara. Z pewnością największy szok pojawił się na pysku Pearl, która do tej pory nie zwróciła uwagi na Katie i chyba nie wiedziała, że jest tu z nimi młody smok. Lance wyglądał na równie zdziwionego jej oskarżeniem, zwłaszcza gdy zadała pytanie, a nawet nie wiedział o co pytała dokładnie. Mimo wszystko jako dowódca postanowił brać odpowiedzialność za swoich podwładnych, nawet jeśli wykazali się jakąś głupotą. Już chciał wziąć winę na siebie gdy wtrącił się Spear.

- Uspokój się krokodylu, twoje groźby na nikim nie robią wrażenia - odparł ze znużeniem. - Pewnie jesteś tak groźna jak smoczek dawnej księżniczki przyjaźni. W ogóle to zgubiłaś się w trakcie migracji czy co?

 

Sen

- Celestia mimo wielu lat na karku wciąż wierzyła, że w każdym znajdzie dobro i każdemu wybaczała. Choćby dzięki temu zmanipulowała Discorda lub odzyskała siostrę. Mimo to były przypadki, które z góry skreślała jak niegdzisiejszy tyran Crystal Empire. Pytanie czy jej próby wyszukiwania dobra mogą wynagrodzić krew, którą przelali jej poddani za jej marzenia - wśród tłumu ludzi pojawiła się klacz utkana ze światła. - Moim zdaniem ludzie wybrali swój los, więc mają prawo umrzeć na swoim wymarłym świecie jeśli taka była ich wola. Teraz tego świata nie ma, a ja nie pozwolę im zniszczyć kolejnego - powiedziała spokojnie postać unosząc kopyto. - Nie każdy zrozumie moje metody, ale ludzi nie dają się kusić piosenkami i rozmowami, a rozumieją jeden argument, który staram się im okazywać. Pytasz czy stanie się coś złego? Zawsze dzieje się coś złego, tego nie da się uniknąć. Być może wiem co ma nadejść, a może głupio się narażam, to czas pokaże. Czasy są jednak ponure - jej ton stał się bardziej twardy. - Jednak ja jestem gotowa na wszystko by mój plan dobiegł końca, a ja jestem coraz bliżej jego realizacji, brak mi tylko jeszcze kilku rzeczy - postać uderzyła kopytem w ziemię, a miasto stało się zniszczone i pozbawione życia. - Zabawne, że nawet my do tego nie doprowadziliśmy, a sami to wyniszczyli. Masz jakieś jeszcze pytania?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Przyglądał się zaistniałej sytuacji z ciekawością. Już powoli miał się wtrącić między tę dwójkę, jednakże po wspomnieniu przez Spear'a o Spike'u, a raczej sposób w jaki to zrobił powstrzymało go od tego.

Zobaczymy co ten smok potrafi. Mam nadzieję, że solidnie go drapnie. Przy okazji da mi pretekst do małego naprostowania tego idioty.

Ponownie spojrzał na panel. Zasięg ponownie zniknął, jednak okno powiadomień pokazało fajeczkę - wsparcie jest w drodze.

 

Dawn Spark

 

Gdy świetlista postać pojawiła się przede mną wiedziałem, że Cesarzowa ponownie pojawiła się w śnie.

- Zgadzam się. Nie Pani, nie mam więcej pytań. Liczę na to, że Cię nie zawiodę.

Po tych słowach wyrwało mnie ze snu. Co dziwne wszyscy budzili się o tej samej porze, zupełnie jak gdyby nas cykl był sterowany z zewnątrz.

Wstałem z łóżka i wyprostowałem się. Po chwili usłyszałem pukanie do drzwi. Jako iż wstałem pierwszy to zbliżyłem się do nich, aby wpuścić gościa do środka.

Ciekawe co dzisiaj nam przyszykowali. Plan na dzisiaj - zdać trening i poprosić o przepustkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- A niby takie dobre - Skomentowała tylko. - Zgaduje że Celestia czy inna władza kucyki nadal takie same - Powtórzyła swoje słowa które powiedziała w świątyni. - Nie uciekam od tego kim jestem - Uśmiechnęła się. - A jeśli już to nieświadomie bo nie wiem kim jestem ani jaki jest mój cel - Pokręciła głowa. - Może kiedyś się przekonam a jak na razie niech będzie tak jak jest... A co do osób którym nie powinnam tyle mówić to mam nadzieje że jeśli się dowiedzą do czego jestem zdolna będą się trzymać z dala i dadzą mi spokój - Wzruszyła ramionami wiedząc że to czasami może spowodować odwrotny efekt. - Do zobaczenia - Dodała na odchodne i skierowała się do wyjścia. 

 

Batty

Odetchnęła z ulgą gdy jej sposób zadziałał... I cieszyła się że powstrzymała swojego towarzysza przed użyciem granatu gdy bardziej rozejrzała się po pomieszczeniu. Okazało się że stworów w sumie jest sześć i w żadnym scenariuszu nie wygraliby tej walki. - ,,Nie są takie głupie na jakie wyglądają'' - Pomyślała nie czując się z tym komfortowo. - ,,Wiedzą gdzie jesteśmy i czekają aż wyjdą bo nie mogą się tam dostać''. Teoretycznie mogli już wracać. Sposób na niewidzialność okazał się skuteczny a dzień powinien już się zacząć skoro pięć z nich śpi. Tylko jak mieli wrócić skoro tyle ich tutaj jest? Swojego towarzysza mogła przetransportować tak jak poprzednio ale ona ma problem. Mogłaby rzucić zaklęcie teleportacji ale co jeśli jej się nie uda i spowoduje choćby najmniejszy magiczny wybuch? To byłby dla niej koniec. Miała jednak inny pomysł ale nie chciała narażać jeszcze kogoś. Odesłała ogiera do szybu i zabierając od niego dwa granaty kopytem dała mu do zrozumienia by wracał do reszty. Batty za to powoli zaczęła się skradać w kierunku wyjścia z pomieszczenia. Uważnie nasłuchując i ostrożnie stawiając kroki by nie nadepnąć na coś co mogłaby zgnieść powodując hałas. Prędkość nie była tutaj najważniejsza. 

 

Kati najpierw spojrzała na Pearl a potem na dowódcę gwardii. Praktycznie od razu wiedziała że to nie ich szuka, tego zdziwienia i szoku raczej nie dało się udawać więc pozostawała trzecia opcja... 

- W tym momencie chciałbyś bym była tylko krokodylem - Gdy się odezwał zyskała pewność że to on. Wyglądała na zdenerwowaną przez określenie którego użył i splunęła mu gęstą śliną na pysk. - Spike? - Spytała trochę zaskoczona. - O kim mówisz pastelowy pluszaku? - Nigdy nie słyszała tego imienia i szczerze mówiąc nie obchodził jej smok które je nosił. Nie odpowiedziała na ostatnią kwestie Speara i zamiast tego nagle wyciągnęła ręce przed siebie z zamiarem chwycenia go za głowę by rzucić go na drugą stronę pomieszczenia. Sam sobie tego życzył uznając ją za niegroźna. 

 

Fire tymczasem usłyszała dźwięk wydany przez mały metalowy przedmiot a chwilę potem skok stwora i odgłos świstu powietrza spowodowanymi jego szponami. Na początku pomyślała o najgorszym ale to nie mogło być prawdą. Trudno żeby w razie ataku Batty i Chlorine nic nie mówili i zachowali taki spokój.  

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

Po wyjściu Sinister, sprzedawca nic już nie powiedział. Czarny rynek wokół działał wciąż jak szalony, a tylko co jakiś czas zmieniali się sprzedawcy sprzedający nowy towar gdy poprzedni albo już swój wyprzedali albo zakończyli handel po prostu na dziś. Co jakiś czas Sinister mijały kolejne kucyki, czasem nawet gryfy czy podmieńce, nie ukrywające swojej prawdziwej postaci. Czasem zdarzało się spotkać kogoś nawet bardziej egzotycznego jak hipogryfy, które od czasu panowania Crystal unikały Equestrii albo nawet pojedynczą zebrę. Niektórzy ciągnęli za sobą nowe potwory na arenę, a inni po prostu handlowali. Nowe aukcje nietypowych towarów nadal trwały. Niedawne stoisko Sinister teraz zajęła jakaś klacz sprzedająca eliksiry, a jej niedawny konkurent nadal sprzedawał towar kolejnym chętnym. Spory tłum zebrał się też na placu coś obserwując, mimo, że nie było tam stoisk ani areny.

 

Baza

Zaraz po tym jak Batty odesłała towarzysza, mogła przez swój wyczulony słuch usłyszeć kolejny dźwięk, który powoli się do niej zbliżał. Nagle do pomieszczenia weszła kolejna teraz czteroosobowa grupka stworów. Wydawały jednak teraz inne dźwięki niż dotychczas, a zwłaszcza jeden z nich. Stwory, które z nim przyszły otoczyły go i nie reagowały jakby słuchały każdego dźwięku jaki się z niego wydobył. Wyglądało jakby prowadziły rozmowę w tylko przez siebie rozumianym języku. Stwór, który wydawała dziwne dźwięki nagle wstał prosto i pokazał innym ostrzem na zamknięte drzwi, a potem zaczął pokazywać inne miejsca. Stwory zaczęły się rozchodzić zajmując różne miejsca i ukrywając się. Wszystko wskazywało, że paskudy, które gwardia uważała za dzikie bestie potrafiły planować i nie były tak głupie jak się zdawało. Gragul, który wcześniej rozmieścił towarzyszące mu bestie wskoczył teraz na sufit i czekał.

 

- Myślisz, że się ciebie boję?! - ryknął nagle Spear, a jego zaczął świecić intensywnym światłem. - Jakiś smoczy szczyl sądzi, że może grozić gwardziście? Jeden krok, a przerobię cię na walizkę!

- Zamknij się - warknął nagle Lance w kierunku Speara, a potem patrząc na Katie. - Posłuchaj, przepraszam za jego zachowanie. Na pewno należy mu się kara i mu ją wymierzę nawet osobiście, ale obecnie walka między sobą nawzajem nie jest najlepszym wyjściem

- Trzymasz stronę tej jaszczurki?! - ryknął Spear. - Nie poznaje cię, gdzie twoja duma?

- A ja zastanawiam się gdzie twój mózg - warknęła Pearl. - Jeśli twoje wrzaski ściągną tutaj gragule, to osobiście cię wypatroszę i również przepraszam za brak intelektu towarzysza. Chyba naprawdę zaliczył testy umysłowe z litości egzaminatora

 

Koszary

- No patrzcie jak ładnie wstajecie, nawet budzika nie trzeba - powiedział nagle gwardzista. - Dziś nie ma żarcia, nie przyjmie się, bo zaraz i tak zwymiotujecie, ale nie będę wam wyjaśniał. Ogarniać się i być gotowymi w ciągu pięciu minut i na plac - powiedział jeszcze nim odszedł.

- Myślicie, że żartował? - spytał jeden z ogierów.

- Nie wydaje mi się aby byli skorzy do żartów, ale padam z głodu, więc nie za dobrze to wygląda

- Znów mieliście nietypowe sny? - nagle spytał Might. - Śniło mi się miejsce, w którym ostatnio byłem i pomógł mi Dawn...

- Gdy o ty mówisz, to znowu miałem powalony sen

- Ta ja też - wszyscy machali zgodnie głowami. - To miejsce dziwnie na nas działa, ciekawe czy gwardziści o tym wiedzą, może powinniśmy z nimi pogadać

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

W końcu postanowił się wtrącić. Podszedł do ekipy, po czym zaczął.

- Pani wybaczy, ale tak jak mówią towarzysze Spear jest... lekko upośledzony. Pewnie chciał się popisać ale coś mu nie wyszło. Nie po raz pierwszy zresztą.

Zaśmiał się.

- Jeśli mimo tego nasze słowa Pani nie przekonują to prosiłbym o odstawienie porachunków na później, jak już się stąd wydostaniemy. Wybuchy agresji mogą jedynie nam w tej sytuacji zaszkodzić.

Spojrzał w stronę szybu.

- Mam nadzieję, że Panienki sobie poradzą. Szkoda byłoby je stracić, mają ogromny potencjał.

 

Dawn Spark

 

- Tak jest sir!

Tym razem szykują coś obrzydliwego. Ciekawe co to może być.

Spojrzałem na ślad wyryty na kopycie.

- Crystal. W jakim miejscu teraz bym się znajdował, gdyby nie Ona?

Zdając sobie sprawę, że mówiłem na głos przemówiłem do towarzyszy.

- Te sny to raczej normalka. Pewnie Gwardziści również je mają. Cesarzowa porozumiewa się przez nie z nami. Zastanawia mnie tylko dlaczego marnuje na nas wszystkich czas, skoro tylko garstce się uda to przetrwać.

Posprzątałem na szybko przestrzeń wokół łóżka.

- Ciekawy sen, Mighcie. Kto wie, może kiedyś sytuacja się odwróci i to ty pomożesz mnie? Czas pokaże.

Otworzyłem drzwi kierując się w stronę areny.

- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Mam nadzieję, że się z tym wszyscy zgadzamy. Razem jesteśmy silniejsi.

Kawałek dalej dotarłem na miejsce. Reszcie się chyba nie spieszyło, gdyż przybyłem tutaj jako pierwszy. Głos coś ostatnio mało gada, ciekawe co planuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

Najpierw jej uwagę przykuły nowe stwory prowadzone na arenę przez ich właścicieli. Ciągnęło ją do tego miejsca a szczególnie ciekawość co można dostać za wygraną walkę. W zasadzie mogła iść tam sama, bez Crimson ani White... Ale nie. Chciała zobaczyć ich reakcje na tą walkę bo tak naprawdę Stalker jeszcze nic nie pokazał oprócz pazurów i szpikulców na ogonie. Jeśli ktokolwiek myślał że tylko to ma do zaoferowania to się nie miło zaskoczy. Zamiast tego ruszyła w kierunku zbiegowiska które coś obserwowało, coś co mogło być warte uwagi a Sinister uznała że nie zaszkodzi rzucić okiem. Zaczynała się trochę śpieszyć, w końcu miała być w domu o odpowiedniej godzinie inaczej ktoś się wkurzy... Jednak to nie był główny powód. Tak naprawdę miała gdzieś słowa Crimson o powrocie do domu ale miała tam jeszcze coś do zrobienia. 

- Star - Nagle się odezwała. - To w końcu znikasz nie? - Dało się w jej głosie wyczuć mieszane emocje. 

- Jeszcze nie... - Odpowiedziała z zastanawianiem. - To co mówiłaś o mnie w tym sklepie to było naprawdę?

-  I tak i nie, szczerze mówiąc odrobinę podkoloryzowałam - Popatrzyła się na nią. - Jak to jeszcze nie? Czego potrzebujesz?

- Ciebie - Uśmiechnęła się i z rozbawieniem patrzyła jak zmienia się wyraz twarzy Sinister.

 

Batty

Zamarła jak usłyszała zmianę w sposobie wydawania dźwięków przez te stwory... Jeden brzmiał niczym generał wydający rozkazy. Skradając się przeszła na bok z przejścia by nie dać się im zdeptać gdy będą przechodziły. -,,A więc to tak się czuje samotny szpieg za liniami wroga? - Spytała w myślach samą siebie. -,,Podoba mi się''. Starała się zapamiętać pozycje które zostały zajęte przez nieprzyjaciela z przekonaniem że może się to potem przydać. Po chwili ponownie powoli ruszyła w stronę wyjścia z bazy na zewnątrz uważając przy tym by nie dać się czymś zaskoczyć lub czegoś nie zdeptać robiąc hałas. Jej plan zakładał dotarcie na trawę i z tego miejsca teleportacje z powrotem do środka, tam będzie miała wystarczająco czasu i spokoju by tego nie zepsuć. 

 

Kati uśmiechneła się odsłaniając trochę więcej swoich zębów gdy Pearl i Order dołączyli się do rozmowy. W szczególności gdy ten drugi zwrócił się do niej jako pani. - Nic dziwnego - Odezwała się do ogiera z lancą. - Widziałam jak tulił nieprzytomny ziemie po oberwaniu w głowę - Zdradziła Spearowi fakt że uczestniczyła w jego ratunku, może wiele nie zrobiła ale on tego nie wiedział. - A ty natomiast - Zwróciła się do dowódcy. - Szanuje ciebie - Takich osób było nie wiele a jeszcze mniejszej ilości mówiła to na głos. Musiał zrobić coś czym jej zaimponował w tak krótkim czasie. - I wiem że zapewne tego nie zrozumiesz...  Ale nie mogę dać w tej sytuacji za wygraną - Pokręciła głową jakby rzecz która by ją powstrzymała nie istniała na tym świecie. - Poza tym przegrana będzie mieć tutaj więcej wartości niż kara - Spojrzała w oczy jednorożcowi który usiłował ją przestraszyć. - Najmniejsze psy zawsze najgłośniej szczekają - Stwierdziła z dezaprobatą. - To wszystko do czego się nadajesz? Wyczarowałeś małe światełko ze swojego kutasa na czole i myślisz że to cie ochroni? - Nie cierpiała rasy do której należał a to dodatkowo podsycało jej ochotę na nauczenie gdzie jego miejsce.  - Gdybyś był chociaż pegazem byłbyś więcej dla mnie wart - W istocie lubowała się w skrzydełkach... I zrobiła kolejny krok na przód łamiąc ostrzeżenie które dostała. - Strzelaj. 

 

Tymczasem ogier którego odesłała Batty wrócił do reszty słysząc tylko ostatnie zdanie Ordera. Zdziwił się na widok jednorożca i Kati stojących na przeciwko siebie ale nie przejął się tym jakby nie widział tego pierwszy raz. 

- Dziękuję... - Odezwał się do niego. - Ale nie nazywaj mnie panienką, błagam. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

-... Każdy wie jak wygląda sytuacja - mówił donośny głos, który najwyraźniej był już w połowie przemowy nim pojawiła się Sinister. Na środku placu leżał jakiś zielony jednorożec gdy kilku gwardzistów stało za nim. Co ciekawe przemawiał kucyk skrywający ciało za czymś co przypominało szary habit, a obok niego na wygodnym fotelu siedział brązowy kucyk ziemski o prostej czarnej grzywie i pomarańczowych oczach, ubrany w czarną przypominającą skórzaną kurtkę. - Tutaj nie obowiązują prawa Equestrii, a władza cesarzowej tu nie sięga, dlatego wszyscy mamy tutaj się szanować i pozwalać by to miejsce istniało dalej

- Jestem jednorożcem, a ona była kucykiem ziemskim, miałem prawo z nią zrobić co zechce - mówił leżący jednorożec.

- Wiecie kim jestem - powiedział nagle ogier wstający z fotela i chwytający metalową laskę obok niego. - Urodziłem się człowiekiem, ale nie pałam do was nienawiścią - machnął kopytem. - Na Ziemi byłem nikim, zwykłym dealerem, który ledwo wiązał koniec z końcem. Teraz otworzyły się przede mną nowe możliwości, które w pełni wykorzystałem. Dzięki waszej magii moje życie się wydłużyło, a ja mogłem stworzyć to miejsce. Jedni powiedzą, że to kolebka bezprawia i brud, ale każdy normalny dostrzeże, że jest to ostatnie wolne miejsce. Miejsce w którym podmieniec, kucyk niezależnie od razy i każde inne stworzenie są na równi, nie ma gwardii którą zaatakuje bez powodu. Nawet nie mieszam się w to co robicie, ale są pewne granice, których musimy przestrzegać - powoli zeskoczył do ogiera leżącego plackiem.

- Nie masz prawa, nie jesteś cesarzową by wymierzać mi karę - nagle dostał metalową laską w kopyto, a przy tym pojawił się dźwięk kruszonych kości. Ogier leżący plackiem jęknął głośno z bólu.

- Nie jestem - powiedział ponuro tajemniczy ogier, który niedawno wstał z fotela. - Ja się nie ukrywam za siepaczami - uderzył go w kolejne kopyto, przy którym dźwięk znów się rozniósł. - Stworzyłem obowiązujące tu prawa aby to miejsce nie strawiły płomienie - uderzył go w kolejne kopyto. - Ale jak powiedziałeś, nie jestem cesarzową i nie skazuje na śmierć - spojrzał na ostatnie kopyto. - Masz sprawne jedno kopyto i róg, czy zdołasz wrócić do domu lub ktoś się nad tobą ulituje i ci pomoże, to nie moja sprawa. Kara została wymierzona, możesz odejść - ogier stękając z bólu zaczął się czołgać, mając chyba nadzieje, że ktoś mu pomoże, ale wszyscy go ignorowali. Niedawny kat znów rozejrzał się po zebranym tłumie. - Możecie wracać do interesów, chyba, że ktoś ma ochotę pogadać - machnął kopytem.

 

Baza

Idąc dalej Batty mogła dostrzec, że stworów w okolicy jest coraz mniej. Mogła napotkać jeszcze ze trzy po drodze, które zdawały się ją ignorować. Podobnie jak inne doczepione były do ścian i oczekiwały na ofiary. Wszystko wskazywało, że są pogrążone we śnie jak wszystkie inne. Nie trwało długo, aż mogła dostrzec pierwsze promienie słońca, które do niej się zbliżały. Pearl musiała mieć dobre przeczucie i najwyraźniej panował już dzień. Patrząc jednak na wysokość słońca nie zaczął się tak dawno. Na zewnątrz mogła zobaczyć kolejny widok. Jeden ze stworów biegł niezwykle szybko starając się ukryć przed słońcem. Nic nie wskazywało, że czuje ból z jego powodu. Możliwe, że w dzień, stwory rzeczywiście musiały polegać tylko na słuchu.

 

Sytuacja wewnątrz wcale nie wyglądała lepiej. Spear czuł wściekłość gdy jego towarzysze go nie poparli, a potem jeszcze żałosny buntownik go obraził. Nie mówiąc o pyskatej jaszczurce, która obraziła jego, jego magię i to kim jest. Gorsze stworzenie jakim był smok nie miał do tego prawa, ale najwyraźniej nikt nie chciał go poprzeć. Lance wyglądał na zaskoczonego tym co powiedziała Kattie, ale nadal chciał załagodzić sytuacje podobnie jak Pearl, potem jednak wszystko stało się bardzo szybko. Kolejny krok i groźba ze strony smoczycy, sprawiły, że Spear wystrzelił promień w jej stronę. Lance zareagował odruchowo chcąc najpewniej zniwelować atak podwładnego swoją barierą, ale był za wolny. Promień uderzył w jego ciało i sprawił, że ogier poleciał w ścianę.

 

- Sir! - wrzasnęła zrozpaczona Peral biegnąc do ogiera, gdy przerażony Spear się cofnął widząc co właśnie zrobił.

- Ja... ja... To był wypadek... Czemu to zrobił... - mówił zdenerwowany, najwyraźniej nadal będąc w szoku i nie mogąc uwierzyć. Pearl zignorowała towarzysza teraz próbując pomóc przełożonemu, który jeszcze niedawno zostało poważnie ranny, a teraz jeszcze to. Normalnie promień magiczny mógł się skończyć lekkim poturbowaniem, ale w wypadku niedawnych poważnych ran, finał tej sytuacji nie był pewny.

 

Plac

- No widzę, że wszyscy są - zaczął przemówienie gwardzista zaraz po pojawieniu się towarzyszy Mighta i reszty rekrutów. Na placu były cztery jakieś dziwne bramy. Wyglądały trochę jak portale. - Muszę niestety powiedzieć, że już kilkoro z was odpuściło sobie dalsze szkolenie po wczoraj. Nie ma co jednak nad tym rozpaczać. Ci którzy sobie nie radzą, nie są warci czasu naszej pani. Tylko najlepsi mogą jej służyć, a jeśli ma się wątpliwości, to lepiej nie traćcie naszego i swojego czasu, a tym bardziej cesarzowej. To tyle z niedawnych spraw, teraz przejdźmy do obecnych. Dawniej wysyłaliśmy rekruta do lasu Everfree aby przetrwał tam z godzinę, ale niestety większość nie wracała już nigdy, więc nieco to zmieniliśmy - w tłumie narosły pomruki niepewności. - Teraz jednak nie jest łatwiej. Każda z tych bramek przeniesie was na zabawę z jakimś mniej groźnym, ale nadal niebezpiecznym stworem...

- A jeśli zginiemy? - spytał nagle ktoś z tłumu.

- Małe szanse, przynajmniej na razie. Możecie zostać ciężko ranni lub stracić co najwyżej kończynę, jeśli nadal macie wątpliwości możecie się wycofać, tchórzy nam nie trzeba

- Dostaniemy broń? - spytała kolejna osoba.

- Jasne, możecie brać włócznie lub miecz

- Nic lepszego? - padło kolejne pytanie.

- Jak chcesz coś lepszego, to biegać podskokach do zwykłej jednostki - machnął z lekceważeniem kopytem. - W każdym razie jeśli jakaś beksa zginie, na pewno odeślemy ciało rodzinie, będzie miał chociaż pogrzeb. Ci którzy jednak zaliczą dostaną małą nagrodę - wskazał kopytem na kilku bardziej doświadczonych rekrutów. - Napierśnik naszej zbroi będzie pierwszą częścią waszego pancerza, która się z wami złączy po zakończeniu szkolenia. Stanie się częścią was po złożeniu przysięgi, teraz jednak będzie miał jeszcze ograniczone zdolności. Mimo wszystko może być bardzo pomocny w kolejnych ćwiczeniach. No dobra, ci co nie chcąc uciekać zgarnąć broń i do kolejki. Każdy ma trzydzieści minut.  W tym czasie musi pokonać bestię lub przetrwać ten czas z nią

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Nie zdążył zareagować na to, co się wydarzyło przed chwilą. Błyskawicznie podbiegł do Speara.

- Teraz się doigrałeś, obiecałem ci coś.

Zbliżył się do ogiera od boku, po czym ogłuszył go mocnym uderzeniem w tył głowy.

- Nie będziemy ginąć bez powodu, a ten osobnik bardzo skutecznie do tego dążył.

Następnie podbiegł do leżącego Lance'a. Był pewny, że bez medykamentów Batty jego dni są policzone. Usiadł przed nim, po czym oparł jego głowę o kopyto.

- Dziękuję, towarzyszu.

Następnie zwrócił się do Pearl.

- Czy jesteś jakoś w stanie pomóc? To... wygląda bardzo poważnie.

Oddech jednorożca był bardzo płytki, zupełnie jakby uciekało z niego życie.

 

Dawn Spark

 

To teraz kolejne starcie z potworem. Chyba nie dane mi jest odpocząć, ale widząc nagrodę wiedziałem, że wysiłek jest tego wart.

- Dobra, zróbmy to.

Przygotuj się, za taki prezent raczej nic łatwego cię tam nie spotka. Chociaż po wczoraj powinieneś z łatwością dać sobie radę.

Podniosłem magią miecz, po czym przeszedłem przez trzeci portal. Trzeba wytrwać.

Głos zaczął dopingować, coś nowego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- Chyba żartujesz - Prawie to wykrzyczała ale będąc w tłumie to byłoby nieco dziwne i zwróciła by na siebie zbyt dużą uwagę. - Miałam tylko załatwić kamienie, nic więcej. Nie mówiąc o tym że mnie oszukałaś, nic nie mówiłaś że tym kryształem możesz przenieść całą skrzynię... - Otworzyła szerzej oczy uświadamiając sobie pewien fakt. - Więc ze mną możesz zrobić to samo? To twój plan? Zaniesiesz mnie tam do nich i oni dadzą ci moje ciało? 

- Dobrze myślisz - Odpowiedziała ze złowieszczym uśmiechem. - Ale druga cześć jest błędna. Szczerze mówiąc chodzi o to że nie ufam im i chce mieć w razie czego jakąś pomoc...

- Moja rozmowa z tym ogierem to zmieniła? - Spytała się nieco uspokajając. - I myślisz że dam radę piątce osób będących na wyższym poziomie czarnej magii niż ja? To nie wyjdzie bo ich na pewno będzie więcej - Nie chciała porywać się z motyką na słońce. 

- Nie, nikt normalny nie proponuje pomocy za nic... Chyba że te kamienie są aż tak naprawdę dla nich istotne ale o tym się przekonamy - Uśmiech trochę jej zrzedł. - On wie że gdy żyłam byłam dosyć potężna i być może chce tej mocy. 

- Ja nigdzie nie idę - Zdecydowanie ucięła plany Star w zalążku. - Co prawda możesz mnie przenieść wbrew mojej woli ale wtedy nie licz na nic więcej niż patrzenie - A w kwestii wpatrywania się... Robiła to z dziwną przyjemnością gdy ogier w skórzanej kurtce łamał kopyta jednorożcowi. 

- Sinister! - Krzyknęła denerwując się a potem równie nagle zaczęła szeptać. - Wiesz że na niczym mi tak bardzo nie zależy jak na tym, zrozum że muszę spróbować. 

- Ale co tam da moja obecność... - Próbowała się tłumaczyć szczerze nie wierząc w to że cokolwiek zmieni. 

- Ja mam moc i wiedzę, ty ciało. Razem damy radę - Nie ustępowała. 

- I co z tego? Podczas walki będziesz mi szeptać formuły zaklęć których nigdy nie używałam? - Spytała z drwiną. To. Nie. Wyjdzie.

- Nie bądź tak głupia, po prostu mi zaufaj - Sinister wyglądała jakby rozbawiło ją to zdanie. - Razem możemy więcej i to fakt bo łączy nas coś więcej niż krew... Pakt który działa w sposób o którym jeszcze nie masz pojęcia. Teraz istnieje tylko dzięki twoim narodzinom i również nie masz pojęcia ile na to czekałam. Nie sądzisz więc że głupio by było gdyby żywot potężnego jednorożca - Mówiła o sobie. - Zakończył by się przez to że jakiś durny źrebak - A teraz o Sinister. - Pomylił roślinę leczniczą z trującym chwastem? Co prawda nie posiadam magii w tej postaci - Dotknęła siebie kopytem. - Ale nadal jest na tym świecie, ukryta w moim pierwszym domu tam gdzie wszystko się zaczęło. Może czasami jestem niczym demon siedzący na twoim lewym ramieniu szepczący ci byś robiła złe rzeczy ale zarówno możesz mnie nazywać aniołem stróżem - Skrzywiła się gdy mówiła ostatnie dwa słowa. 

- To było dawno temu... I jaki pakt? Nic nie podpisywałam - Stwierdziła przypominając sobie jak bardzo w złym stanie wtedy się znalazła. - Czyli... Wtedy powinnam umrzeć?

- Wzięłaś trzykrotną śmiertelną dawkę i nie musiałaś nic podpisywać. W chwili narodzin nie byłaś pełnoletnia, żadne odkrycie - Prychnęła jakby znowu była zdenerwowana, tym razem z powodu mówienia o tak prostych i oczywistych sprawach . - Sądzisz że to twój żołądek i nerki są specjalne czy jednak za tym cudem stoi coś innego? 

- Pogadamy o tym na spokojnie... Ale nadal będziesz musiała się postarać by mnie przekonać - Odpowiedziała z nędznym nastrojem. Nie miała pojęcia jeszcze o wielu rzeczach i wcale jej się to nie podobało... Star wyjawiała więcej dopiero jak musiała a i tak większość zatrzymała dla siebie.  Wyjęła papierosa i go odpaliła zapalniczką czując że potrzebuje ukojenia.

 

- A masz ochotę na skręta? - Po paru zaciągnięciach dymu odezwała się w kierunku ogiera który skatował jedynego poszkodowanego w tym zajściu. Sinister tak jak inni zupełnie go ignorowała. Co prawda mogłaby mu pomóc ale nie czuła że powinna... To po prostu nie jej sprawa. Wyłoniła się z tłumu odrobinę podchodząc i usiłowała sobie przypomnieć czy Crimson ostrzegała ją przed tym Christianem ale próby okazały się bezowocne. Nie bała się jednak, w końcu tylko chciała się przywitać a za to kara przecież nie groziła. Oprócz tego była ciekawa czy wie o tym co się stało w barze i jeśli tak chciała zobaczyć jego reakcje na swój widok. 

 

Batty (Bez Batty) 

Kati widząc że sprowokowała go wystarczająco by w końcu wziął się do działania  podniosła rękę by się nią osłonić zanim trafi ją w brzuch gdzie znajdują się o wiele ważniejsze dla życia narządy. Promień jednak jej nie uderzył a trafił w coś innego... Jakąś przeszkodę która nie powinna tam być. Chodziło o dowódcę gwardii i smok tylko obserwował w bezruchu jak ogier leci w kierunku ściany. ,,Nie powinien tego robić'' - Pomyślała wiedząc że mógł tego nie przeżyć skoro został ranny już wcześniej. 

- Może uznał że nie dam sobie rady - Nie wydawała się zła gdy to mówiła. - Albo uznał że to głupota atakować smoka - Schowała ostrza ze swojej broni i wzruszyła ramionami. Potem patrzyła jak Order wymierza mu cios by go ogłuszyć. - A więc sprawiał kłopoty już wcześniej? - Spytała z ciekawością. - I jak to się w ogóle stało że wpadł na pomysł by mnie postrzelić z promienia tam gdzie nie powinien? - Spojrzała na pozostałą dwójkę buntowników. 

 

- Chlorine, gdzie Batty? - Fire oczekiwała odpowiedzi nigdzie jej nie widząc. Zdjęła hełm i spojrzała na Lance'a leżącego pod ścianą... Wydawała się zmartwiona ale nie interesowała się jego losem uznając inną sprawę za ważniejszą. Po za tym sama nie wiele znała się na medycynie a to właśnie Pearl była najodpowiedniejszą osobą by się nim zająć. 

- Nie mogła wrócić ale żyje - Uspokoił ja ogier w zbroi. - Okazało się że sposób działa ale cholery czekają w pomieszczeniu obok jakby wiedziały gdzie jesteśmy i szykowały zasadzkę jak tylko wyjdziemy. Jest ich tam pięć sztuk, Batty zapewne nie chciała zbytnio hałasować by ich nie obudzić i pewnie ma inny sposób na powrót. Wie co robi - Stwierdził. - Dajmy jej trochę czasu... I co tutaj się stało? - Nie było go dosłownie chwilę a to wystarczyło by dowódca gwardii znowu został ranny a może nawet i zabity. 

- Niedobrze... - Pokręciła głową. - A więc te potwory jednak są mądrzejsze niż myślimy? - Spojrzała na Kati. - Powiedziałam jak ją obudzić by nasz smok nie wstał lewą nogą ale Spear uznał że będzie śmiesznie jak to zrobi inaczej. Nie wiedział jednak że słowa dla niej nic nie znaczą a Lance próbował za wszelką cenę temu zapobiec. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Ah nowa przyjaciółeczka Crimson - uśmiechnął się krzywo. - Nikt nie trafia do mojego królestwa bez przewodnika, a ty jak słyszałem skołowałaś sobie ciekawego przewodnika - powoli poszedł w kierunku fotela, na którym znów usiadł. - Słyszałem jednak, że było was trzy. Ty, Crimson i jeszcze jedna klacz, która zwracała na siebie uwagę nie tylko samym wyglądem. Ile w końcu kucyków karmi bez powodów podmieńca? - wzruszył kopytami. - Tak słyszałem o akcji w barze, jak i o tym, że nabywasz wrogów równie szybko jak Crimson. Nie dziwne, że się spiknęłyście, obie jesteście równie pokręcone - westchnął i lekko zmrużył oczy. - Ale gdzie moje maniery. Nazywam się Christian, tylko tyle zostało z mojego dawnego życia. Ale jak ufam to już najpewniej wiesz. Mam nadzieje, że podoba ci się moje małe królestwo. Gdy reszta ludzi głupio walczyła o dawne życie, ja wykorzystałem sytuacje lepiej. Człowiek czy kucyk, co za różnica? Liczą się tylko wpływy i forsa. Nawet w tym świecie mając jej wiele można dyktować warunki. Crystal najpewniej też to wie i chodzi jej tylko o zyski. Sama jednak najpewniej również odkryłaś ten sekret, patrząc na to czym się zajmujesz... A tak właściwie... Kumpele zostawiły tak ciebie?

 

Baza

- Na pewno tu tak nie zginie - powiedziała nieco bardziej agresywnie Pearl na pytanie Ordera. Z pewnością nie była zła na niego, ale w obecnej sytuacji ciężko było się dziwić, że nie mogła zapanować nad nerwami. Spear leżał nieprzytomny i nawet nie zwracała na to uwagi. Jakby nie patrzeć nawet nie zwróciła uwagi na powrót jednego z buntowników i fakt tego co mówił o potworach za ścianą. Położyła kopyto na piersi dowódcy, a potem dotknęła go rogiem. Przetarła lekko pot z czoła i nadal kontynuowała. Cokolwiek robiła, musiało kosztować ją to sporo energii, bo w jej oczach pojawiło się niewielkie zmęczenie. - Potrzeba zimnego ręczniku na okład - warknęła, patrząc na dowódce i nadal kontynuując. -  Ja też potrzebuje pomocy... - ciężko odetchnęła. - Normalnie przy takim zabiegu powinny brać udział trzy jednorożce, by mogły nawzajem uzupełniać siły. Niestety muszę zdać się na własne siły. Ktoś musi ścierać mi pot z czoła, bo nie będę w stanie się skupić gdy będzie spływał mi do oczu

 

Nieznana lokalizacja

W odróżnieniu od portali na czarny rynek, portale oddziałów śmierci nie przynosiły skutków ubocznych. Dawn po prostu przeszedł z jednego miejsca w drugie. Pierwsze co mógł poczuć to nieznośny fetor, który dobiegał z całego tego miejsca, przywodził na myśl coś zgniłego jak mięso. Na dodatek było tu strasznie ciemno. Z czymkolwiek przyszło mu walczyć, najwyraźniej lubiło ciemność. Zaraz po użyciu zaklęcia światła mógł zauważyć znacznie więcej, jak choćby to, że właśnie był w jaskini, przynajmniej skały wokół o tym świadczyły. Musiał być jednak niezwykle głęboko, bo nie dochodziły tu żadne strumienia światła, a ze stalaktytów co jakiś czas skapywała woda. Wszędzie wokół porozrzucane były kości. Nie były to kości tylko kucyków, a co ciekawe czegoś co przypominało jakiegoś wilka czy nawet niedźwiedzia. Z głębszej części jaskini dochodziły jakieś pomruki, które z pewnością ciężko było scharakteryzować. Jednak kolejną ciekawą rzeczą był fakt wypływającego z tego miejsca ciepła. Wszystko wskazywało, że im głębiej Dawn zejdzie tym będzie bardziej gorąco. Monstrum musiało lubić ciepło i było tam gdzie właśnie było najcieplej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
 

 


Imię: Abdul Haddad / Sand Storm

Strona konfliktu: buntownicy/FOL

Rasa: jednorożec

Wygląd: Wysoki jednorożec z brązowymi oczami, piaskową sierścią oraz krótką, czarną grzywą

Cutie Mark:

Historia: Urodził się w Syrii. Jego dzieciństwo przebiegało normalnie, co jednak zmieniło nadejście Equestrii. Chaos jaki to wydarzenie spowodowało na zniszczonym wojnami
bliskim wschodzie zmusił jego rodzinę do ucieczki do Europy, gdzie osiedlili w Polsce. Ukończył studia chemiczne w Politechnice Gliwickiej.
Na miejscu dołączył do struktur FOL'u, sprzeciwiał się obcej ingerencji w aktualny porządek świata. Jego rodzice nie podzielali tych samych
poglądów. Brał udział w kilku atakach na biura ponifikacyjne na terenie Polski, samodzielnie konstruował ładunki wybuchowe wykorzystywane w tych akcjach. Pewnego razu jednak
atak się nie udał - wskutek zdrady grupa Abdula została rozbita, a on sam trafił do więzienia. Po przymusowej ponifikacji jako osobnik niebezpieczny dla innych kucy (nie potrafił
pogodzić się z przemianą) był przetrzymywany w Canterlocie, gdzie próbowano bezskutecznie przekonać go do nowego życia.
Chaos spowodowany uderzeniem Crystal pozwolił mu uciec z więzienia. Po wszystkim dołączył do FOLowskich buntowników, gdzie zdecydował się dołączyć do grup bojowych. Brał
udział w kilku atakach na pozycje gwardzistów, jak i walczył z pro equestriańskimi buntownikami.

Zdołał nauczyć się podstaw magii.

Zdolności: Specjalista od amunicji/materiałów wybuchowych. Dobry w planowaniu oraz cichych akcjach na terenie wroga. Potrafi obsługiwać ciężki sprzęt, oraz zna podstawowe ataki magiczne.

Klasa magiczna: przeciętny

Miejsce urodzenia: Syria, Aleppo

Obecne miejsce zamieszkania: baza Epsilon, okolice byłego Uralu

Zawód: chemik/żołnierz

Wiek: 28
 

 

 

Peace Order

 

- Zrobione.

Podbiegł do miejsca z zapasami, gdzie wygrzebał dwa kawałki materiału. Następnie położył je na skrzynkę, polał pierwszą lepszą cieczą z butelki po czym pierwszą położył na głowę Lance'a, a drugą przełożył z pyska na kopyto i zaczął ścierać pot z czoła Pearl.

Nie odzywał się, na wszelkie pytania odpowiadając tylko skinieniami głowy. Nie chciał jej przeszkadzać w próbie ocalenia życia swojego przełożonego.

 

Dawn Spark

 

Dobra, jest tu gorąco. Pierwszy minus.

Drugi minus: to gdzieś pod ziemią, gdzie mam ograniczone zdolności manewrowe.

Trzeci minus. Gdzieś na dole stoi stwór, który mógłby rozszarpać mnie na strzępy, tego wolę uniknąć.

Użyłem na sobie zaklęcia kamuflującego ukrywając się za skałą. A więc wytrwać pół godziny. Zaklęcie neutralizuje wszelkie ślady mojego istnienia. Problem tylko jest taki, że istoty wyczulone na magię, podobnie jak Autor mogą to wykryć. Strzelam raczej, że ta istota też jest w stanie to zrobić, w przeciwnym wypadku by mnie tutaj nie rzucali.

Zacząłem skupiać energię w rogu. Miecz leżał obok, gotowy w razie czego do wystrzelenia z maksymalną siłą w stronę przeciwnika. Czekałem na to, co za chwilę miało nadejść.

 

Sand Storm / wsparcie

 

Drużyna rozłożyła się wokół wzniesień otaczających bazę. Nikt nie miał zamiaru wchodzić do środka; jeżeli nie było tutaj ostrego zagrożenia, to major powinien był dać sobie z tym radę, tak jednak się nie stało.

Dwie kopie poczwórnego radzieckiego działa azp-23 były rozstawione na dwóch wzniesieniach. Były dobrze ukryte, podobnie z jednorożcami je obsługującymi.

Kawałek dalej znajdował się prowizoryczny obóz, złożony z kilku namiotów. W środku jednego z nich Sand Storm przeglądał zapasy.

- Po cholerę mi taka amunicja, prosiłem o przeciwpancerną a co dostałem? Wszystko przeciwko nam, jak zwykle zresztą.

Uderzył się w czoło. Efekt był wiadomy, trafił w róg co mocno go zabolało.

- Nosz...

Do namiotu wszedł pegaz, zasalutował. Wszyscy nosili podobne uniformy, jednak jego posiadał na sobie więcej elektroniki.

- Sierżancie, zakończyliśmy obserwację celu. Zauważyliśmy dziwne ślady aktywności, jakieś stwory.

Po chwili ciszy odezwał się.

- Przygotować działa do strzału, wycelować je w wejście do bazy. Jeżeli zauważycie cokolwiek nieprzypominającego kuca strzelać bez rozkazu. Pamiętajcie, że przez kwatermistrza dostaliśmy amunicję zapalającą. Jedyne co nas ratuje w tej sytuacji, to kaliber i ogień.

Pegaz spojrzał pytająco.

- Nie wchodzimy do środka? Musimy jakoś go wyciągnąć z tego bagna, podobno misja majora jest priorytetowa.

Jednorożec zmarszczył brwi.

- Póki co czekamy na okazję, nie podoba mi się to, z czym mamy tutaj do czynienia. Uderzymy, jeśli nic się nie stanie.

- Tak jest, sir!

Pegaz ponownie zasalutował, po czym wyszedł z namiotu. Sand skończył przegląd amunicji, po czym zabrał ze sobą kwadratowy pakunek o niewielkich rozmiarach.

- Kolejny prototyp. Sporo możliwości przed nami, jednak ile to warte w obliczu utraty człowieczeństwa. Czy Bóg nas rzeczywiście opuścił? Może będzie okazja do sprawdzenia siły rażenia tego cacka.

Wyszedł z namiotu, którego pilnowała dwójka gwardzistów.  Następnie ustawił się na wzgórzu obok jednego z dział, po czym wyjął lornetkę i zaczął obserwować wejście do bazy.

Edited by Mizanth

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...