Jump to content

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]


Magus
 Share

Recommended Posts

Sinister

Wraz z wystrzeleniem pierwszej kuli przez ochroniarza zmienił sposób w jaki się zbliżał. Szybko odskoczył w bok omijając pierwszą serię z karabinu który z całą pewnością mógłby go posłać do piachu a przynajmniej tak wyglądało... Im był mniejszy tym jego siła pozostawiała więcej do życzenia jednak zamiast tego mógł się pochwalić niebywałą zręcznością. Niestety wraz ze skracaniem odległości miał coraz trudniejsze zadanie i szczęście w końcu się wyczerpało. Leader zdołał trafić go w przednią łapę, tam gdzie powinien być staw. Dla przeciętnego stworzenia oznaczało to spory problem jednak co dziwne mógł normalnie na niej stać. Mimo to musiał się zatrzymać żeby utrzymać równowagę. Nie posiadał sporej masy więc uderzenie rozpędzonego kawałka metalu odczuwał jak mocny cios. Kolejny pocisk trafił prosto głowę wyginając ją w nienaturalny sposób ale nadal nie padł na ziemie jakby to nadal nie była wystarczająca dawka ołowiu. Ochroniarz który teraz miał ułatwione zadanie dodał swoje parę groszy używając bardziej niszczycielskiej broni niż pistolet i posłał serię w jego korpus. Pociski przeleciały na wylot przez ciało i co ciekawe gdy wylądowały w piasku tworzyły małe ogniska... Czy to była pewna śmierć? Cóż, oni mogli tak pomyśleć... W końcu uznawali go za żywe zwierzę które wystarczy odpowiednio mocno posiatkować by zabić. Stalker jednak nie posiadał witalnych organów takich jak mózg, serce czy czegokolwiek innego co mogłoby krwawić. Zasady którym podlegały niedoskonałe stwory nie obowiązywały go.

- Nie tędy droga - Skomentowała ich poczynania Sinister. Jej pupilek nadal odmawiał stracenia czegoś czego nigdy nie posiadał. Głowa pierzastej wiwerny wróciła na swoje miejsce... I w tej chwili leader już dwuosobowej grupy poczuł dotkliwy ból w całym swoim ciele. Źródłem tego była klacz która obiecywała że się nie będzie wtrącać do tej walki jednak wyglądało na to że rzuciła swoje słowa na wiatr i zaatakowała go słabym, czarnomagicznym promieniem. Może nie znała potężniejszej wersji ale tutaj powinno wystarczyć by na chwilę wyłączyć go ze starcia. Stalker tymczasem ponownie skorzystał ze swojej broni celując w ostatniego ochroniarza strumieniem kwasu lekko ruszając głową na boki by pokryć większy obszar. Ogier nadal znajdował się za daleko by mógł pozwolić sobie na precyzyjny strzał 

 

Batty

,,Uff, trafiłam'' - Pomyślała z zadowoleniem spoglądając na stwora który wił się na ziemi... Niestety oprócz tego znowu wydawał te nieprzyjemne odgłosy których Batty powoli zaczynała już nienawidzić. Całe szczęście była w hełmie który nieco przygłuszał te dźwięki jednak nadal nie należało to do niczego przyjemnego. Z początku nie odpowiedziała nieznajomemu ogierowi stojąc w bezruchu i nasłuchując czy nie zbliża się więcej problemów w postaci tych wynaturzeń.  

- Na cholerę żeś tu wlazł? - Spytała ze złością i Sand mógł stwierdzić że mówi do niego klacz. - Gdyby było ich tu więcej reszta by się zleciała tu praktycznie od razu zwabiona krzykiem który wydają przy śmierci - Dodała już szepcząc. - Wtedy oboje mielibyśmy problem i ten rewolwer mógłbyś sobie wsadzić w zad bo gówno im zrobisz - Ruszyła przed siebie w stronę hangaru. - Z resztą nie ważne, mam coś do roboty więc lepiej zostań tutaj, nic nie otwieraj i nie przeszkadzaj. To ci powinno wyjść a przynajmniej mam taką nadzieję. 

 

- Może tylko dlatego mieliśmy jakieś szanse - Stwierdziła Fire na słowa które powiedział Lance. Crystal niestety jak na razie należała do innej kategorii jednak pozostawało pytanie czemu buntownicy wrócili w to miejsce skoro teraz uznają że nie osiągną wygranej. - No nic, teraz mamy inne powody do zmartwień - W tym momencie rozległ się dźwięk rozdzieranego metalu. - Co do... - Zanim dokończyła mogła zobaczyć że buntownik z ciężkim karabinem maszynowym zaczyna go rozkładać na podłodze w przyśpieszonym tempie zupełnie jakby zobaczył kolejnego stwora... Tylko to nie miało sensu, Chlorine wspominał że go załatwił więc niby skąd by się nagle wziął kolejny?

 

Buntownik który przed chwilą wskoczył do szybu i narobił tym sporą ilość huku zaczął kierować się w stronę tajemniczej dziury... Nagle jednak usłyszał znajomy, znienawidzony dźwięk jakim było ciche chrobotanie. Instynktownie przykucnął. Nie miał innego wyjścia skoro nie miał broni a uciekanie będąc zamknięty w metalu jak w konserwie mijało się z celem. Jego akcja jednak uratowała mu życie gdy stwór zaatakował miejsce w którym hałas był najgłośniejszy a jeden z jego szponów podrapał mu plecy. Starał się nie ruszać, zachowywać się jakby go nie było z nadzieją patrząc na kolegę który rozkładał karabin maszynowy. Była tam również Kati jednak nie podjęła żadnej akcji. Chętnie chciałaby powalczyć ale nie była głupia. Szyb był za niski by mogła swobodnie wejść do niego wyprostowaną a na czworakach nie miała żadnych szans... Ognia również nie użyła by nie zwabić potwora do nich a w szczególności do buntownika który jako jedyny mógł w tej sytuacji pomóc. 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Co jest kurwa?! - krzyczał leader, widząc, że stwór nadal się porusza. - Z czego to cholerstwo jest?! Nic nie ma prawa przeżyć takiego ataku!

- Szefie co robimy? - pytał niepewnie ochroniarz, najwyraźniej też nie mogąc uwierzyć. W tym czasie dealer zaczął zbliżać się do jednego z portali, co miało mu pozwolić się uratować.

- Czemu głupio pytasz?! Wal dalej, aż ten skurwiel padnie! - mimo pewności siebie w głosie coraz bardziej panikował, widząc zachowanie tego stwora. Nie mówiąc, że kule przechodziły przez to coś jak przez sito i nic. - Co się dzieje? - nagle syknął padając plackiem na ziemię, a potem spojrzał na Sinister. - Ty cholerna suko... Oszukałaś nas... - powiedział słabo.

- Szefie... - to było ostatnie słowo ogiera. Dźwięki wystrzałów ucichły, a zastąpił je wrzask bólu gdy strumień kwasu dosięgnął ochroniarza.

 

Baza

- Co tam się dzieje? - powiedziała nagle Spear, widząc reakcje wszystkich buntowników patrzących w jeden punkt.

- Ciszej... - szepnął Lance, ale było już za późno. Ponowny dźwięk rozdzieranego metalu rozniósł się po bazie, a stwór, który niedawno siedział w szybie nagle znalazł się na ziemi przed buntownikami. Zaczął poruszać głową jakby zastanawiając się, który cel zaatakować na początek. Wściekły ryk wydobył się z jego ust, a potem nagle znów wskoczył na sufit, nie ruszając się. Zupełnie jakby na coś czekał.

- Spróbuje trafić go promieniem - szepnął Spear.

- Nie bądź głupi, tylko go zdenerwujesz - powiedział równie cicho Lance. - Czemu nie atakuje?

- Może wie, że nas wszystkich nie pokona - przełknęła ślinę Pearl.

- To dzikie bestie nie myślą - skrzywił się Spear.

W międzyczasie Batty i Sand mogli usłyszeć liczne uderzenia w kierunku blokujących drzwi. Najwyraźniej stwory zwabione wrzaskami martwego towarzysza próbowały teraz sforsować bramę.

 

Koszary

Ogiery dalej dyskutowały ze sobą po tym co powiedział Dawn, mimo jego propozycji dotyczącej snu. Najwyraźniej jego propozycja wywołała skrajne reakcje i nikt nie wiedział czy mówił poważnie, a jeśli tak, to czy coś powinni z tym zrobić. Zasnęli dopiero godzinę później. Tym razem Dawn nie napotkał w snach cesarzowej, nie mógł poczuć jej bliskości. Nagle jednak mógł usłyszeć lekkie skrzypienie drzwi, ktoś najwyraźniej wszedł do pokoju i skierował kroki ku niemu. Ciężko było powiedzieć, która godzina, ale było z pewnością późno, bo inni nadal spali, a wewnątrz panowała ciemność.

- Wstawaj i nikogo nie obudź - powiedział jak się okazało gwardzista w jego kierunku, a potem wyszedł. Zaraz po wykonaniu polecenia mógł się przekonać, że gwardzista, który go obudził czeka na niego na korytarzu przed pokojem. - Wiesz czemu obudziłem tylko ciebie?

Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Stanął obok buntowników, aby w razie przebicia się potworów przez ostrzał obronić ich przed atakiem.

Nauczka na przyszłość, unikać takich miejsc. Mam nadzieję, że przeżyjemy - musimy im pomóc odbudować to miejsce.

Przyglądał się wszystkim, ze szczególną uwagą na Lance'a i Pearl. Ta dwójka była osłabiona, więc instynktownie starał się mieć na nich oko.

 

Sand Storm

 

Słysząc uderzenia stworów odsunął się od bramy. Podejrzewał, że raczej nie dadzą rady się przez nią przebić.

- Co to do cholery jest? Skąd oni wyłażą?!?

Nie czekając na odpowiedź Batty kontynuował.

- Jak uda się ich wyciągnąć ze środka odwrócę uwagę tych stworów, powinniśmy dać radę stąd uciec razem. A tak poza tym, Paniusiu, nawet nie masz pojęcia co ta broń potrafi.

Wycelował rewolwer w kierunku bramy.

- Którędy do wyjścia?

 

Dawn Spark

 

Nie miałem okazji się odezwać, gdyż gwardzista wyciągnął mnie z pokoju na korytarz. Dostrzegając zamknięte drzwi zacząłem dochodzić do siebie.

- Powodów może być kilka, więc naprawdę ciężko jest mi się domyślić. Autor znowu chce mi dokopać? Myślozbrodnia? Któryś gwardzista się na mnie obraził, albo...

Zamilkłem na chwilę. Gwardzista stał bez ruchu, najwidoczniej czekając na moją odpowiedź.

- Albo zostałem przydzielony do ochrony Cesarzowej, jeśli tak w istocie się stało będę zaszczycony przyjmując tę propozycję.

Skierowałem wzrok najpierw na ziemię, a następnie na żołnierza.

- Jaka więc jest prawda?

 

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- E, mała różnica bo I tak efekt byłby ten sam - Spojrzała na leadera grupy z politowaniem. - Tylko nieco to przyśpieszyłam... I daruj sobie swoje słowa. Nie uznałabym atakowania w pięciu pojedynczej klaczy za bycie fair - Pokręciła głową. - Więc rada na przyszłość. Jeśli nie jesteś uczciwy nie oczekuj że inni również będą - Prychnęła i rozejrzała się za ostatnim ogierem. - Stalker, zajmij się tym z pistoletem ale bądź miły - Zwróciła się do swojego chowańca po czym zniknęła w chmurze czarnego dymu. Pierzasta wiwerna zbliżyła się do niego i ogonem postanowiła odrzucić jego broń na dalszą odległość. Spojrzał na leadera patrząc mu w oczy po czym otworzył pysk ukazując długi, biały język... Z którego skapywała zielona ciecz wypalająca piasek. Sinister tymczasem pojawiła się przed portalem do którego uciekał handlarz. - Pierwszy do grożenia, pierwszy do uciekania co? - Spytała i splunęła na ziemie. Jej róg i oczy zaświecił zielonym blaskiem. - Zatrzymaj się po dobroci póki daje ci szansę.

 

Batty

- Ze świątyni na zewnątrz. Crystal im coś gwizdnęła i dlatego mamy problem - Odpowiedziała mu niezbyt głośno. - I nie drzyj się tak, hałas je wpienia więc im szybciej się przymkniesz tym szybciej przestaną próbować sforsować drzwi - W zasadzie były solidną, stalową płytą ale widziała te stwory w akcji więc nie była pewna że sobie z nimi nie poradzą po jakimś czasie. Pytanie pozostawiało tylko ile mają zapału by się przebić przez nie. - Gdyby nie ty i twoja banda nie trzeba byłoby odwracać ich uwagi od wejścia które jest chyba zarazem jedynym wyjściem... - Pokręciła głową. - Nie budowałam jednak tego więc może się mylę - Kontynuowała swoją drogę do hangaru nie zwracając uwagi czy ten ogier podąża za nią - Lepiej więc nie pokazuj bo jeszcze ryknę śmiechem - Doszła do końca korytarza i rzuciła na sam środek pomieszczenia przedostatnią kostkę trotylu z zapalnikiem by narobić nieco hałasu i sprawdzić czy coś tu jeszcze jest. Wiedziała że to raczej wątpliwie jednak upewnić się nigdy nie jest niewłaściwym zachowaniem.

 

- Wychodzimy - Powiedziała bardzo cicho Fire i po kolei wskazała na każdego a potem w kierunku szybu. Sama nadal się nie ruszała jakby dając innym do zrozumienia że chce iść jako ostatnia. Słyszała to co działo się przy wyjściu, Batty nie wyłączyła swojego mikrofonu i wiedziała że zabicie go raczej nie przysporzy żadnych korzyści. Buntownicy którzy zaczęli się zbierać jako pierwsi przeszli przez wyjście do zbrojowni jako pierwsi wraz z tym który został zaatakowany. Ciężki karabin maszynowy został pozostawiony przez kucyka który go rozkładał, uznał że nie ma na to czasu by zabierać go ze sobą.

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

Dealer, który nasłał tamtą grupę na klacz nawet się nie oglądał co się dzieje. Wiedział, że jeśli wygrają to się dowie, bo mu powiedzą jak wrócą. On nie był typem wojownika, a bardziej przedsiębiorcy, więc i tak niewiele pomoże. Gorsza sytuacja jednak będzie gdy to tamci przegrają. Gdyby go posłuchali od początku i natychmiast zabili te klacz, nie byłoby problemu. Niestety oni chcieli się bawić i teraz mają tego efekty. Musiał powiadomić jak najszybciej resztę grupy o tym co tu zaszło. Portal był już na wyciągnięcie kopyta, wystarczyło już tylko wskoczyć ale wtedy nagle pojawiła się przed nim ta klacz, co tak go przeraziło, że upadł na zad. W międzyczasie leader grupy spojrzał jak potwór chce dokończyć dzieła po tym jak wytrącił mu pistolet została mu ostatnia opcja. Nie był mistrzem w magii, ale co mu zostało? Jego róg zalśnił na pomarańczowo, a potem wystrzelił promień w bestię.


- Co chcesz zrobić? - spytał drżącym głosem dealer patrząc na Sinister. Wiedział, że poza czarnym rynkiem nikt mu nie pomoże, a szansa, że zdoła ją ominąć była niewielka. - Moi przyjaciele dowiedzą się jak żaden z nas nie wróci. Tym razem będzie ich więcej, przyjdą nie tylko po ciebie, ale i po tamte, chcesz ściągać na siebie takie kłopoty? Puść mnie, a nikomu nic nie powiem, obiecuje


Baza

Troje gwardzistów patrzyło jak buntownicy po kolei wychodzą, ale przy okazji co jakiś czas rzucali spojrzenie na stwora na suficie, który nadal nie atakował. Lance spojrzał na Fire jakby chciał jej przekazać, że będzie osłaniał tyły, ale widząc brak ruchu z jej strony kiwnął tylko lekko głową jakby zrozumiał co chciała mu powiedzieć. Machnął kopytem na dwoje swoich towarzyszy, a potem ruszyli za innymi. Lance szedł na przodzie, Pearl za nim, a Spear na końcu, zapewne osłaniając tyły. Klacz rzuciła jeszcze spojrzenie na rannego buntownika jakby chciała mu już teraz pomóc z ranami, które odniósł, ale wiedziała jednocześnie, że to nie jest dobry czas na to. Stwór wiszący na suficie nadal nie atakował tylko wydawał wciąż dźwięki przypominające chrobotanie.

Inne stwory natomiast nadal atakowały bramę, ale po niedługiej chwili odpuściły jednak, ciężko było jednak stwierdzić czy się oddaliły. Dźwięk po rzucie przez Batty ładunku nie wywołał kolejnych stworów.


Koszary

- Gwardziści naszej gwardii się od tak nie obrażają, jesteśmy tylko wolą cesarzowej, więc tu pudło. Przywódca naszej gwardii ma ważniejsze sprawy niż wciąż dawać ci wycisk, zresztą dziś już wyszalał się z innymi. A co do ostatniego, to jesteś jak nieoskubany kurczak. Cesarzowa sama o siebie zadba i ma swoją lojalną gwardie, więc znowu nic z tego. Nie martw się jednak, mamy dla Ciebie zajęcie - mówił cały czas nie zatrzymując się. W końcu stanął pod drzwiami do jakiegoś gabinetu.

- Wchodź i nic nie mów - powiedział wpuszczając Dawna. Jak się okazało w środku były już trzy inne jednorożce. Jeden z nich o czarnej sierści i dużej szramie na pysku rzucał na wszystko wyraźnie zirytowane spojrzenie żółtymi oczyma. Drugie jednorożec był niepozornych rozmiarów o brązowej sierści i szarej grzywie, leżał na ziemi i wciąż nie odrywał wzroku od książki, którą czytał. Ostatni jednorożec został już poznany przez Dawna, a była to klacz, która prowadziła w wynikach. Stał oparta o ścianę i rzuciła tylko krótkie spojrzenie Dawnowi, a potem znów zaczęła patrzeć na okoliczną ścianę. - Zaczekaj tu z nimi, aż ktoś nie przyjdzie - powiedział gwardzista wchodząc do kolejnego gabinetu i zostawiając całą czwórkę samych.

Edited by Magus
Link to comment
Share on other sites

Peace Order

 

Widząc brak reakcji stwora na kuce przechodzące pod nim skinął głową patrząc na obsługę karabinów, po czym ruszył powoli w stronę reszty grupy.

- Jeśli macie jeszcze jakieś materiały wybuchowe to chyba można by je wykorzystać żeby w razie ataku stworów nieco ich spowolnić. Raczej wątpię, że tutejszy strop tego nie wytrzyma, więc chyba o zasypaniu nie ma mowy.

Patrzył w górę, dokładnie obserwując stwora. Gdy przedostał się do reszty odezwał się szeptem.

- Wydaje mi się, że bezpieczniej będzie go załatwić zanim zwali się komuś na głowę, ale wtedy krzykiem może wezwać resztę. Z drugiej strony możemy zaryzykować że nic nie zrobi i go zignorować, ale wtedy ktoś może szybko zakończyć życie czego wolałbym uniknąć.

 

Sand Storm

 

Nie mówiąc nic więcej ruszył za Batty. Rozpoznał w niej typ wygadanego poszukiwacza przygód, a takich osobników nie da się przegadać.

Po chwili stukanie w drzwi ucichło. Stwory widocznie łatwo dały za wygraną. Dalej jednak trzymał broń w pogotowiu - klacz raczej go nie zaatakuje.

Mając teraz moment na skupienie przyjrzał się jej, wyglądała inaczej od reszty kucy. 

Gdy przeszli do kolejnego pomieszczenia, gdzie nie zauważył nikogo postanowił podjąć próbę znalezienia wspólnego języka, mówiąc możliwe najciszej.

- Gdybyśmy wiedzieli czym ta Crystal jest z pewnością dalibyśmy radę wymyślić coś, co by ją znikło. Ciekawe tylko jak kuce poradzą sobie bez niej - demokracja? Nie ukrywam, że zniknięcie Celestii sporo namieszało, może udałoby się ją przekonać do zwrócenia nam wolności?

Zamilkł na chwilę.

- Wybacz, te tematy pewnie interesują Cię najmniej. Powiedz jeśli będę w stanie w czymś pomóc, nie chcę abyś robiła wszystko sama.

 

Dawn Spark

 

- Zrozumiałem.

Kim Oni są, żeby mówić mi kim jestem oraz jak mam się zachowywać? Puste, tępe robactwo. Co Cesarzowa w nich widzi?

Przyjrzałem się gromadce zgromadzonej w pokoju - 3 jednorożce, w tym Ona. Najchętniej podjąłbym próby współpracy właśnie z Nią, ale sądząc po jej wyrazie pyska jest zapatrzoną w siebie egoistką.

Uśmiechnąłem się mimowolnie, przechodząc obok niej. Nie dostrzegając więcej miejsca również oparłem się o ścianę, stojąc obok.

Zupełnie taka sama jak ja, niebezpieczna. Chociaż może?

Nie zwracając uwagi na resztę odezwałem się do klaczy. Mimo przeczucia, że to nic nie da postanowiłem spróbować.

- Nie ukrywam, że zaimponował mi twój pokaz, którego byłem świadkiem na arenie. Ale chyba nie jestem pierwszą osobą która ci to mówi, przejdę więc do sedna zanim ktokolwiek ważny tu przyjdzie - kto i gdzie uczył Cię magii?

Spojrzałem pewnym wzrokiem unosząc brew. Jesteśmy tak podobni.

Edited by Mizanth
Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Doprawdy? - Spytała ignorując jego pierwsze zdanie. - A ile może być warta twoja obietnica? Nie zrozum mnie źle ale jeśli wynajmujesz czwórkę ogierów z karabinami by dać nauczkę jednej klaczy za to że była lepsza... - Pokręciła głowa. - To twoja moralność pozostawia wiele do życzenia a co za tym idzie twoja wiarygodność - Uśmiechnęła się. - Nie przekonasz mnie jedynie słowem, o nie - Raziła go promieniem karząc go za tą nędza próbę. Była to zbyt mała siła żeby spowodować fizyczne obrażenia ale wystarczająca by poczuł ból. - Jeśli ciebie zabije nikt im nie przekaże sposobu w jaki się wywinęłam więc będę mogła spróbować ponownie - Stwierdziła podając pierwszy argument. - Jeśli ciebie zabije wątpię że pozwolą mi umrzeć bez cierpienia... A to dla mnie dobrze, będę miała czas na wywrócenie stolika z szachami jeśli partia pójdzie nie po mojej myśli. Po za tym co z tego jak przyjdą w większej ilości skoro - Pokazała na swoją pierzastą wiwernę. - Przyjdą z bronią palną a Stalker jest na nią odporny, sam z resztą widziałeś - Wzruszyła ramionami. - On ich również zabije a teraz nawet nie pokazał ćwierci swoich możliwości - Spojrzała mu w oczu. - Gdybyś mnie zostawił w spokoju nic złego by się nie stało a teraz nie da się już tego cofnąć. 

 

Stalker tymczasem oberwał promieniem jednorożca nawet nie próbując go uniknąć mimo że wcześniej z częściowym powodzeniem robił to z kulami wystrzelonych z broni palnej. Być może magia to była jego słabość? Cóż, jak się chwilę potem okazało nie do końca... Pocisk z energii przeleciał przez niego i uderzył w piasek za nim. Mimo to pierzasta wiwerna stała tak jak stała jakby te próby totalnie jej nie obchodziły. No, może poza jednym faktem. Przekrzywił głowę trochę na bok i patrzył na niego pytająco... Zupełnie jakby miał na myśli to jedno zdanie: ,,Kucu, co ty do jasnej cholery chcesz zrobić?'' Możliwe że ogier nadal żył tylko dlatego że Sinister kazała mu być miłym... I Stalker jedynie go pilnuje by nie zrobił nic głupiego.

 

Batty 

- A może spróbowałbyś zniknąć siebie? - Spytała ze sporą dozą złośliwości. - Nie wiem - Odpowiedziała na jego słowa odnośnie Crystal i Celestii a po chwili ruszyła w stronę drzwi na przeciwko nich. - Nigdy nie byłam w Equestrii więc wydaje mi się że gówno wiem na ten temat - ,,Co za typ wybiera politykę by przełamać pierwsze lody lub zagadać?' - Pomyślała w duchu kręcąc głową zażenowana obecną sytuacją. - ,,Cóż, to tylko kolejny dobry powód by się stąd w końcu wydostać'' - Nie rób sobie kłopotu bo tak się składa że na ogół wszystko robię sama  - Zbliżyła się do drzwi i wklepała kolejny kod, tym razem już nie taki prosty. - Tak jest po prostu najlepiej - Gdy przejście do kolejnego pomieszczenia się otwierało mógł zobaczyć czterech buntowników w podobnych zbrojach do tej która miała Batty, trzech gwardzistów i Ordera którego szukał. 

 

Fire z zadowoleniem oglądała jak wszyscy po kolei wychodzą z pomieszczenia... Niestety Kati jako niezależna jednostka w ich grupie miała jak zwykle swój, bardziej emocjonujący plan. Sięgnęła po duet, nieco zmodyfikowanych pustynnych orłów po jednym do każdej ręki i sprawdziła czy są naładowane. Dwie, istne armaty na grubego zwierza. Pegaz jedynie patrzył bezradnie nie mogąc uwierzyć w taki rozwój sytuacji. ,,Cóż, przynajmniej odejdzie z hukiem więc chyba tak jak chciała'' - Pomyślała i wzruszyła ramionami. Po chwili przyczepiła miny do lewej ścianki przejścia i parę cienkich linek z magnetyczną końcówką do prawej. Przerwanie ich spowoduje detonacje. 

- Spierdalamy stąd - Rzuciła do reszty i ruszyła w stronę drzwi które już się otwierały. 

 

Kati 

- A więc... Pokażesz na co cie stać? - Spytała stwora jednak nie spodziewała się odpowiedzi. Stukając pazurami o metalową posadzkę podeszła na jeden z końców pomieszczenia gdzie miała czysty strzał jednocześnie będąc około dwadzieścia pięć metrów od niego. Wyciągnęła rękę z pistoletem... ale jeszcze nie strzeliła. - Będziesz tak stał i milczał? Po co? - Uśmiechnęła się. - Nie każ siebie prosić, choć się zabawić. 

 

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Argh! Przestań! - wrzeszczał ogier gdy Sinister zadawała mu ból. Oczywiście wiedział, że nie może liczyć na obserwatorów, którzy tylko odchodzili bokiem. - Myślisz, że nie wiedzą gdzie mieszka Crimson? - zacisnął zęby. - Wystarczy jeden cynk do gwardii, a czeka ją taki wyrok, że matka jej nie pozna - nie był w stanie powstrzymać łez przy każdym słowie. - Może ty ocalejesz, ale twoje kumpele będą miały przesrane, je też jesteś gotowa poświęcić? Moi koledzy wiedzieli i słyszeli co robiła ta druga na czarnym rynku. Podmieńce łatwo nie zapominają, a jeszcze często przychodzą tutaj i można im powiedzieć coś ciekawego. Obronisz je przed wszystkimi? Puść mnie wolno, a będzie jakby nic się nie stało albo zaryzykuj i sprawdź ile warte są moje słowa. Jeśli żaden z nas nie wróci, zauważą, że coś było nie tak, a świadków jak widzisz tego co zaszło nie brakowało, ale mogę wszystko zmienić tylko pozwól mi odejść

 

- Szlag! - wrzasnął ogier ponownie atakując promieniem, ale z takim samym efektem. - Ty cholerny paskudny bydlaku! - uderzył kopytem  w ziemię  wnosząc odrobinę piasku w powietrze. Nie rozumiał co ten stwór robił, ale nie miał zamiaru dać się upokarzać. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej granat. Wiedział, że nie dorzuci w obecnym stanie, ale nie miał zamiaru cierpieć katuszy z łap podistoty, - No chodź tutaj! Podejdź paskudny bydlaku! - znów wystrzelił promień. - Chodź tutaj! Kolacja czeka i stygnie!

 

Baza

- To dziwne... - powiedział nagle Lance, patrząc na swoich towarzyszy.

- Co jest dziwne? - spytała niepewnie Pearl.

- On jakby chciał żebyśmy wyszli - mówił cały czas Lance, nie zatrzymując się.

- Nadal nie rozumiem - znów powiedziała Pearl.

- Przecież nasze pancerze są dla nich widoczne, my nie mamy tych co oni - spojrzał na buntowników. - Dlaczego pozwolił nam odejść?

- Może oślepł - wzruszył kopytami Spear.

- Jak? Skoro nie ma oczu. Coś mi się tu nie podoba, cokolwiek nas czeka powinniśmy się mieć na baczności

- Myślisz, że one chcą abyśmy wyszli? - spytała znów Pearl.

- Nie mam pojęcia, ale nie można ich nie doceniać - powiedział ponuro Lance.

 

Stwór lekko syknął w kierunku Katie, ale nie zareagował w żaden inny sposób na jej słowa, zupełnie jakby ją ignorował. Wydał z siebie dziwny dźwięk, który przypominał coś jak mruczenie połączone z kichnięciem, a potem dopiero delikatnie się poruszył. Co ciekawe jednak nie ruszył w kierunku Katie, a odwrócił się i zaczął iść za buntownikami, którzy niedawno wyszli utrzymując przy tym bezpieczny dystans. Zupełnie jakby chciał ich śledzić, co mogło nie pasować do wizerunku bezrozumnego stwora. Jakby wiedział, że smoczyca jest nic nie warta przy innych, którzy teraz wychodzą.

 

Korytarz

Cała zgromadzona trójka zdawała się nie zwracać uwagi na obecność Dawna będąc pochłoniętymi własnymi myślami. Nawet gdy ogier ruszył żadne z nich nie zareagowało. Nie słychać było również gwardzistów za drzwiami. Dopiero gdy zdecydował się podejść do klaczy ta spojrzała na niego kątem oka gdy zaczął mówić w jej kierunku, podobnie zresztą jak pozostała dwójka ogierów. Najwyraźniej oni również byli ciekawi tajemnicy sukcesu tej klaczy. Jednak ona tylko się znów oparła o ścianę nic nie mówiąc i patrząc w drzwi. Pozostała dwójka ogierów uznając najwyraźniej, że nic się jednak nie dowiedzą także wrócili do oczekiwania. Cisza trwała dobrą chwilę, aż przerwał ją niezwykle ochrypły głos należący do klaczy, którą zaczepił Dawn.

- Jeśli bym powiedziała, byłabym martwa - ciężko było stwierdzić po jej ochrypłym głosie jakie emocje nią kierowały gdy to mówiła. - Mam dług wobec kogoś, muszę dopełnić umowy

- Nie łapie - nagle wtrącił ogier, który do tej pory wydawał się zirytowany. - Czemu niby nie możesz powiedzieć? Tutaj raczej nikt cię nie zabije - klacz nie odpowiedziała na zaczepkę, a ogier machnął kopytem. - Zresztą nieważne, to mnie pierwszego dostrzeże cesarzowa

- Bo będziesz najgłośniej krzyczał? - spytał drugi ogier przerzucając kolejną stronę w książce. - Ale robota krzykacza chyba jest zajęta

- Chcesz się ze mną bić? W ogóle coś potrafisz poza czytaniem?

- A co mam cię nauczyć czytać? - oba ogiery zaczęły na siebie wrogo patrzeć, a klacz zdawała się ich ignorować.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order/Sand Storm

 

Po otwarciu drzwi ujrzał Sand Storma, starego znajomego, którego poznał w Epsilonie. Podszedł do niego ignorując Batty.

 

PO || - Czyli tym razem bez tej całej pseudo-militarnej otoczki, miło cię widzieć.

 

Sand spojrzał mocno skonsternowany na ekipę, z którą przebywał Peace. Widząc gwardzistów chciał wycelować w nich z broni, jednak nie widząc żadnych gwałtownych reakcji powstrzymał się.

 

SS || - Co... z czym? Jak?

 

Zdzielił się kopytem w głowę.

 

SS || -  Muszę przyznać, że ciekawy to widok, wszystkie frakcje razem. Macie zamiar teraz się poprzytulać, poćpać i zaśpiewać Kumbaya? Wyznawcy Crystal z normalnie myślącymi kucami, bardzo interesujące.

 

Kuc ziemny zbliżył się do jednorożca, po czym zaczął tyradę.

 

PO || - Dobrze wiesz, że nie to jest moją misją. Teraz za to mamy inny problem. Jesteś tu sam? Co z resztą?

 

Sand zrobił smutną minę.

 

SS || - Przez twoją głupotę te stwory rozerwały ich na strzępy, oto co się stało. 

 

Peace spuścił uszy i głowę, po czym jednorożec prychnął.

 

SS || - Nie no żarty sobie robię, kazałem wycofać się do bazy, im więcej nas tam było tym większa szansa na atak tych śmiesznych stworków. Szkoda tylko całego sprzętu który tutaj przywieźliśmy, ale w sumie i tak niewielka strata bo szybko zdobywamy przewagę technologiczną i i tak niedługo wszystko trafiłoby na złom. Ale teraz koniec żartów i gadania.

 

Zmienił ton głosu na mocno dziecinny.

 

SS || - Kurcze, mam nadzieję, że tutejsza ekipa jest chociaż w połowie tak dobra jak Pani obok, wow gdybyście widzieli jak łatwo jej wszystko idzie, aż chciałbym zamienić się z nią miejscami.

 

Uśmiechnął się szerzej, po czym skupił się na temacie.

 

SS || - A więc tak, zostawiłem całkiem spory pakunek kawałek stąd, jak już zbliżymy się do wyjścia z tego bunkra odpalę to i zwrócę uwagę tych pokrak. Może się trochę tutaj zatrząść, więc proszę stać twardo na nogach. A teraz zabierajmy się stąd, Panie, Panowie, jaszczurko i em... ta reszta sadystów mordujących w imię stwora, który mógłby wiele nas nauczyć o bardziej efektywnym wykorzystywaniu brutalności. 

 

Peace przewrócił oczami,  skinął twierdząco głową, po czym razem z Sandem powoli ruszył w kierunku wyjścia.

 

Dawn Spark

 

Jednak odpowiedziała. Ten głos nie wskazuje na nic ciekawego. Bardzo interesujący przypadek.

Również zignorowałem tę bandę kretynów wykłócającą się o to, który jest lepszy i najlepszy. Postanowiłem całą uwagę zwrócić klaczy.

- Rozumiem i bardzo dziękuję za odpowiedź. Po tym co pokazujesz na próbach widzę, że Nasza Pani z pewnością będzie z Ciebie dumna. Gratuluję siły i wytrwałości. 

Zrobiłem króciutką przerwę.

 Z tego co słyszę mówienie nie jest dla ciebie przyjemne, poprosiłbym więc tylko o podzielenie się swoim imieniem.  Nazywam się Dawn Spark i bardzo miło poznać.

Podałem jej kopyto uśmiechając się szczerze. Było to coś, czego nie robiłem od dłuższego czasu. Może gdyby to z nią udało się trzymać? Jest zagrożeniem, ale równocześnie mogłaby być bardzo wartościowym sojusznikiem.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- To śmieszne - Stwierdziła gdy handlarz krzyczał z bólu. - Darzę szczerą nienawiścią osoby takie ty - Splunęła na piasek swoją resztką, gęstej śliny... Niestety taki był skutek uboczny uboczny paru kresek amfetaminy. - Głośno szczekają o swoich kolegach a sami niewiele potrafią i silni są jedynie w grupie - Pokręciła głową będąc jednocześnie zdziwioną że wystarczyło jedno zaklęcie by się popłakał. - A do tego w całą sprawę wciągasz moje dwie jedyne przyjaciółki mimo że one nie mają nic do tego... Chcesz mnie zdenerwować? Bo jeszcze jestem miła - Powoli ruszyła w jego kierunku by skrócić dystans do trzech metrów. - Więc błagasz o swoje życie oferując bezpieczeństwo moje i moich przyjaciółek? I to ma być opcja w której nie ryzykuje? Puszcze ciebie wolno bo zagrałeś na moich uczuciach a potem przyjdziesz lepiej przygotowanym by zgarnąć od razu całą naszą trójkę? Nie wydaje mi się że jest coś co by ciebie przed tym powstrzymało... I tu jest problem. 

 

Stalker tymczasem znowu uniknął kolejne dwa promienie ale tym razem już w tradycyjny sposób, zrozumiały dla postronnych. To znaczy po prostu odskoczył w bok a po tym znowu skupił swój wzrok na ogierze który zdążył w tym czasie wyciągnąć metalowe jabłko z dziwną fakturą. Stworzenie Sinister jednak nie postrzegało tego w ten sposób, co prawda posiadał oczy ale pełniły funkcje jedynie wizualną. Ich spojrzenie było puste, bez blasku życia jak u prawdziwej wiwerny mimo że zostały wykonane z nieprawdopodobną starannością.  Na słowa ogiera tylko pokręcił głową, rozszczepił swój jeden ogon na trzy z czego dwa uformowały się w kształt serca a ostatni rzucił w niego małym patykiem. Wyglądał na gotowego do biegu lub skoku jakby oczekiwał że coś zostanie rzucone by mógł to zaaportować jak normalny pies.  

 

Batty

- Może nas puścił bo uznał że nie mamy szans i to tylko kwestia czasu aż się do nas dobiorą - Powiedziała Fire i spojrzała w kierunku otwierających się drzwi. Dała wymienić uprzejmości dwójce znajomych jak sądziła z kontekstu rozmowy i zwróciła się do Batty. - Kolejna przybłęda co? - Ta tylko skinęła głową i poszła w kierunku Chlorine'a, tego buntownika który pomagał jej założyć zbroję. Z jego pancerza którego wierzchnia warstwa została rozdarta chwilę wcześniej można było zauważyć że wycieka gęsty płyn jednak z pewnością nie była to krew a on sam nie poruszał się jakby był ranny. 

- Zrobiło się w tym strasznie gorąco - Mówiąc ściągnęła hełm i ukazała swoją głowę z nieco już przyklapniętym irokezem. 

- Zaraz to naprawię... Trzeba tylko wymienić jedną rzecz - Rozejrzał się po innych buntownikach i wziął od jednego z nich metalowe pudełko o wymiarach 20 na 20 na 8 centymetrów po czym zaczął coś majstrować przy plecach klaczy. 

- A wiesz co będzie potem? - Batty zwróciła się do Sand Storma - Gówno wiesz o obecnej sytuacji i jak ją rozwiązać - W zasadzie ona sama nie znała każdego szczegółu ale wierzyła że wszystko się ułoży w trakcie. Innego wyjścia nie było. - Odwrócisz ich uwagę na chwilę a potem jakiś zbłąkany osobnik rzuci się na ciebie a nie licz na drugi ratunek ode mnie - Pokręciła głową a potem usłyszała ciche ,,Już'' od buntownika stojącego obok więc ruszyła za nimi. Podobnie jak reszta grupy. - Z drugiej strony to nie będzie takie złe dla naszej rasy że nie przekażesz swoich genów dalej - Mógł z tego wywnioskować że była rodowitym kucykiem a nie sponyfikowanym człowiekiem. - Więc wybiegaj śmiało tak po prostu.

- Pozostaje pytanie kto idzie naprawić ten bajzel - Fire ruszyła za resztą jakby zapominając o Kati i spojrzała w kierunku gwardzistów. - Powiedziałabym że Ja, Batty... I na pewno Lance bo najlepiej z nas ogarnia magię a jakoś nie sądzę że będzie tam jakaś złota kłódka z kluczykiem... Więc mamy jeszcze dwa miejsca - W sumie dysponowali czterema pancerzami i jednym uszkodzonym egzemplarzem ale nadal powinien pełnić swoją funkcję - Bo chyba nikt nie zamierza wracać po te zbroje by być niewidzialnym dla tych stworów. 

 

Tymczasem w zbrojowni ciężko było opisać jakie emocje wyrażał pysk smoka. Była to mieszanka zaskoczenia, zażenowania i... wściekłości? Tak, co do tego ostatniego nie można było mieć wątpliwości. Bez słowa ruszyła w kierunku stwora który kierował się właśnie w stronę min zawierających łącznie dwa kilogramy ładunku wybuchowego i masę metalowych kulek. Raczej nie był w stanie wyczuć ich obecności, nie były cieplejsze od otoczenia ani nie wydawały żadnego dźwięku.  

 

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Jestem filantropem, a nie głupcem - wykrztusił nadal zmagając się z bólem. - Nie ma dla mnie nic cenniejszego niż moja skóra, a skoro znasz takich jak ja, to sama dobrze o tym wiesz - zacisnął zęby na niewielką chwilę, a potem mówił dalej. - Musisz sama zastanowić się nad tą sytuacją. Myślisz, że zaryzykuję jeszcze raz własne życie? - ciężko wydyszał. - Kocham forsę, ale nie mam zamiaru głupio umierać, zwłaszcza po twoim numerze w barze, a teraz jeszcze to... Nie jestem wojownikiem, mi tylko chodzi o forsę, a nie kolejne ryzyka. Puść mnie, a wymyślę jakąś historie swoim, co do tego co zaszło i każdy odejdzie w swoje strony, zabij mnie i zajmij moje miejsce na rynku, a zaraz się dowiedzą co się tu stało


- Co jest kurwa? - spytał zdezorientowany ogier. Gdy ogony się rozszczepiły był pewny, że zaraz spróbuje go nimi przebić, tymczasem monstrum rzuciło mu patyka? - Czy to jakieś show? - spytał sam siebie rozglądając się za klaczom, która zniknęła i zastanawiając w co pogrywa i gdzie tak właściwie jest. Nie rozumiał czemu to bydle go nadal nie zaatakowało. Skierował wzrok na patyk i lekko zmarszczył brwi myśląc. - Co? Chcesz go? - uniósł patyk za pomocą lewitacji będąc ciekawym jak to coś zareaguje.


Baza

Moment, w którym na chwilę przystanęli dawał szansę wszystkim zebrać myśli. To co powiedziała Fire wyjątkowo martwiło, ale Lance zastanawiał się nad tym czy ma racje. Pearl w międzyczasie podeszła do wcześniej rannego buntownika i nic nie mówiąc zbliżyła róg w okolice jego ran żeby je uleczyć. Tylko Spear zdawał się nie mieć zajęcia wśród nich, to zapewne był powód, dla którego pierwszy zobaczył otwierające się drzwi. Najpierw miał najgorsze przeczucia, ale gdy zobaczył znaną już klacz westchnął z ulgą, przynajmniej do czasu, aż nie zobaczyło jej towarzysza. Nie wyglądał na jednego z buntowników i już chciał zareagować, ale dostrzegł, że ogier, który go drażnił zna tego kuca. Szczerze mówiąc nie był zachwycony, bo już po zachowaniu zauważył, że go nie polubi. Zaraz jednak spojrzał na Fire, a potem dowódcę.


- Nie możesz z nimi iść, sir - powiedział nagle. - Wiem, że współpracujemy, ale jak już nie będziesz im potrzebny mogą cię tam zostawić lub poświęcić w razie ataku, wiadomo, że jesteśmy tu najmniej cenni

- Uważam jednak, że ta dama ma rację - odpowiedział nagle Lance mówiąc o Fire. - Nie ma szans abyśmy zdobyli kolejne pancerze bez narażania się na straty, a ja jak stwierdziła, najlepiej znam się na tym typie magii

- Ja powinnam być też w tej grupie - powiedziała nagle Pearl, nadal opatrująca buntownika. - Jeśli zostaniecie ranni nie będziecie mieli jak się uratować, potrzebujecie mnie

- Masz niskie przeszkolenie bojowe, jak każdy sanitariusz - powiedział ponuro Spear. - Nasz dowódca nie zapewni ci ochrony sam, a oni... - spojrzał na buntowników. - Mogą nie wiedzieć jak trzymać odpowiednią eskortę dla medyka na polu waki, będziesz łatwy celem. Ja powinienem osłaniać naszego dowódcę

- Może i nie mam przeszkolenia, ale wytrzymałam dłużej tutaj niż reszta wyszkolonych gwardzistów i... - nim dokończyła przerwała jej eksplozja. To stwór, który unikał walki z Katie właśnie uruchomił ładunek. Smoczyca mogła dostrzec jak stwór niemal natychmiast odskoczył do tyłu po wybuchu, ale nigdzie go już nie było. Czy jego ciało mogło wyparować?


Korytarz

Klacz spojrzała ponownie na Dawna jakby lekko oceniająco, a przy tym wyglądało jakby zastanawiała się jak ma zareagować. Możliwe też było, że mało przebywała w towarzystwie innych i było to dla niej trochę niecodzienne. Kłócące się ogiery zdawały się ignorować ich rozmowę zbyt bardzo pochłonięte sobą. Klacz powoli wyciągnęła kopytko w stronę ogiera i już otwierała usta gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem, co konkretnie wszystkich uciszyło. Dwójka ogierów znów się uspokoiła, a klacz oparła bliżej ściany. W drzwiach stanął jeden z gwardzistów, który zaczął chwilę na nich patrzeć w milczeniu. Możliwe, że wiedział o wszystkim co tu się działo.


- Jak dziś już słyszeliście, czworo z was zostanie wybranych do pomocy gwardii. Tak się składa, że macie najlepsze wyniki, więc wybór padł na was - powiedział znów rozglądając się po wszystkim. - Zadanie jest niezwykle delikatne, ponieważ cesarzowa po raz pierwszy się ukaże wszystkim, a jak wiadomo trwa wojna, nie tylko z rozbitymi grupami buntowników, ale i z gryfami i podmieńcami. Powiem szczerze, że jesteśmy niemal pewni zamachu, a ze względu na podmieńce lepiej nie ufajcie nikomu - potarł się lekko kopytem po brodzie. - Do czasu igrzysk, nie będziecie ćwiczyć z innymi, tylko będziecie przychodzić na stanowiska, które wam wydzielimy żeby się przeszkolić. Codziennie rano będzie odbierał was gwardzista i prowadził za sobą. No dobrze, to po kolei - wyciągnął pergamin zaczął z niego wyczytywać imiona.

- Silver Spirit - ogier, który do tej pory czytał książkę wstał. - Wykazałeś sporą znajomość magicznych artefaktów oraz zaklęć i kamieni szlachetnych, pomożesz przy kontroli różnych tego typu rzeczy wnoszonych przez gawiedź

- Oczywiście - lekko się uśmiechnął.

- Dark Twister - agresywny ogier spojrzał w kierunku gwardzisty. - Twoja znajomość podmieńców pozwoli ci ich wypatrywać na trybunach, będziesz obserwatorem

- Tak jest - chociaż nie wyglądał na zachwyconego zadaniem.

- Midnight Moon - klacz uniosła wzrok na gwardzistę. - Cechujesz się najlepszymi wynikami, dlatego dostaniesz poważniejsze zadanie. Będziesz pomagała patrolować teren wokół z naszymi gwardzistami. Tylko żadnej brawury, nie jesteś gotowa na walkę - klacz lekko przytaknęła, a gwardzista spojrzał na Dawna. - No i ostatni z nas. Ty będziesz asystował gwardzistom, którzy sprawdzają kto wchodzi na arenę, zrozumiałeś?

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Odstąpili kawałek na bok, żeby nie przeszkadzać reszcie w omawianiu planu.

SS: No cóż, skoro już cię znalazłem to możemy stąd spadać, masz wrócić do głównej misji.

PO: Nie, musimy im pomóc zamknąć świątynię, nie wiadomo czy te stwory nie przeprowadzą ekspansji i zaczną stanowić zagrożenie dla cywili.

Sand zaśmiał się.

SS: Stary, stąd do najbliższej cywilizacji jest całkiem daleko,  mogą i sobie zająć to całe zadupie, poza tym w tak ciasnych pomieszczeniach raczej nie popiszesz się swoimi fikołkami z dzidą, będziesz im tylko przeszkadzać.

Zrobił chwilę przerwy.

SS: Tak czy inaczej moim rozkazem jest wyciągnięcie Cię stąd za wszelką cenę, więc nawet jeśli będziesz stawiał opór mam pełne prawo do twojej pacyfikacji, nawet mimo posiadania przez Ciebie wyższej rangi. Dowództwo wie doskonale o twoim podejściu do Equestrian i wiedz, że gówno ich obchodzi to, że najchętniej byś ich wszystkich zatulił na śmierć i udawał, że nic złego nam nie zrobili.

Peace nic nie mówił, patrzył na Sanda zrezygnowany.

SS: Więc ruszaj tyłek, bo my stąd uciekamy. 

Sand Storm zbliżył się do rozmawiającej grupki.

- Skoro potrzebujecie czterech, to reszta żeby odwrócić uwagę od tego miejsca powinna ruszyć z nami. Jak już się namyślicie to zapraszamy do pośpiesznej ewakuacji. Jako, że naszej dywersji możemy użyć tylko raz bardzo możliwe, że trochę trudniej będzie wam stąd uciec.

Zdjął juki z pleców, po czym podsunął je na środek, uprzednio przekładając kilka pocisków do kieszeni w swoim pancerzu i wyjmując detonator.

- Jakby ktoś potrzebował zostały tu resztki naszego sprzętu medycznego, trochę nowości. W zastrzykach jest morfina, za pomocą magii możecie przyśpieszyć jej działanie. Do tego błyskawiczne opaski uciskowe,  z tego co słyszałem zakładasz, a opaska sama się zaciska blokując krwawienie. Sorry, ale tylko tak jestem się w stanie odwdzięczyć za pilnowanie tego... osobnika.

Wrócił do Peace Ordera.

SS: Zupełnie nie rozumiem kto jak i dlaczego dał ci tak wysoką rangę, jesteś dużo bardziej nieodpowiedzialny od dziecka z podstawówki.

Peace wreszcie nie wytrzymał, odpowiedział przez zęby.

PO: W przeciwieństwie do Ciebie, terrorysto nie sprawia mi przyjemności oglądanie bólu i zniszczenia.

Sand zrobił oburzoną minę, jednak nic już nie mówił czekając na odpowiedź zgromadzonych. Słysząc jednak po chwili eksplozję uśmiechnął się.

 

Dawn Spark

 

Nagłe wpadnięcie gwardzisty przerwało ten sympatyczny moment. Zobaczyłem jednak, że może z tego wyjść coś dobrego. Spróbuję się do niej zbliżyć.

Uśmiechnąłem się w kierunku Midnight lekko się ukłaniając, a następnie odpowiedziałem na słowa gwardzisty.

- Zrozumiałem, sir. Czy to wszystko na dziś?

No i dostałem najnudniejszą fuchę. Nikt nie będzie się awanturował przy wejściu, bo wzbudzi to niepotrzebną uwagę. Może jednak będę potrzebny gdzie indziej?

Widzę, że gwardziści też nie są ślepi. Nie mam pojęcia co chodzi po głowie Cesarzowej, chociaż znając Ją ma plan, i nawet jeśli z naszej perspektywy wygląda on abstrakcyjnie to będzie dokładnie wiedziała, co powinna zrobić.

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Z tym bym dyskutowała - Odpowiedziała na jego pierwsze stwierdzenie uśmiechając się. - Po numerze w barze jak to nazwałeś jesteś głupcem że nie zadałeś sobie trudu by dowiedzieć się o mnie więcej i moich zdolnościach...  Ale niech ci będzie że uwierzę w twoje słowa jednak czuje że popełniam kolejny raz ten sam błąd - Pokręciła głową niezadowolona. - Jeśli jednak będziesz chciał znowu kogoś wynająć, nawet jeśli mnie zabiją i nie będziesz brał w tym udziału - Spojrzała mu w oczy. - Stalker ciebie znajdzie gdziekolwiek byś nie był i wypatroszy twoje wnętrzności jednym cięciem... Zapytasz jak skoro jest taki mały ale jest szansa że przekonasz się o tym już niedługo - Zamierzała go wystawić na arenie ale przemilczała ten fakt. - I nigdy nie zamierzałam zająć twojego miejsca, sprzedaż narkotyków to moja praca drugorzędna która pozwala mi opłacać koszty tej pierwszej - Odwróciła się do niego bokiem i skierowała się naprzód. - Więc jakbyś dobrze to rozegrał mogłabym sprzedawać tobie mój towar za moją cenę a ty byś mógł go sprzedawać za swoją. To byłby zysk dla obu stron...

 

Stalker tymczasem pokiwał głową, poprzebierał przednimi łapkami zbijając nieco piasku w powietrze po czym zrobił obrót wokół własnej osi zupełnie jakby się cieszył... Chwilę po tańcu jednak zaprzeczył ruszając pyskiem najpierw w lewo a potem w prawo powtarzając tą sekwencję dwa razy. O co takiego mogło mu chodzić? 

 

Batty

- W takim razie zrobimy inaczej - Odezwała się znowu Fire w trakcie eksplozji. - A jednak ten stwór próbował nas śledzić ale teraz już go chyba nie ma... - ,,A co z Katii?'' - Przeszło jej przez myśl gdy spojrzała w długi korytarz nie zauważając ani jednej żywej duszy. - W każdym razie pójdzie nasza dwójka i trójka gwardzistów, może być?

- Nie sądziłem że to powiem - Zaczął Chlorine. - Ale mam takie same obiekcje jak Spear, nie możesz iść sama z czterema rodowitymi kucami. Po za ta sytuacją nadal jesteśmy po przeciwnej stronie barykady - Stwierdził i spojrzał na Pearl. - Nie wycelował dobrze - Dodał ciszej. - Nie zranił mnie mocno więc to nie jest potrzebne. 

- Ej, nie licz mnie jako przeciwnika - Teraz wtrąciła się Batty - Nie jestem po żadnej ze stron ale jeśli jedna zaatakuję drugą będę po stronie zaatakowanych.

- Bez gadania - Znowu odezwała się Fire. - Ściągajcie to z siebie i pomóżcie założyć to tej trójce - Uznała że gwardziści się zgodzą, w końcu nie będą rozdzieleni a tak dla nich było najbezpieczniej. Buntownicy mimo że nie wyglądali na zadowolonych zdjęli z siebie pancerze i... Czekali na reakcje equestrian. 

- Obyś wiedziała co robisz - Skomentował Chlorine. - Ale kim ja jestem by mnie to obchodziło... - Dodał i teraz odwrócił się w stronę Sand Storm'a - Ja w tym miejscu czuje się raczej bezpieczniej niż na zewnątrz więc nie skorzystam z oferty - Wiedział że reszta najpewniej uważa tak samo. W końcu w tym rejonie bazy wytłukli wszystkie stwory i więcej z nich nie powinno wejść do środka. 

 

Kati tymczasem nadal podążając za stworem schyliła się i zajrzała do środka szybu zauważając na jego końcu ładunki wybuchowe... Dosłownie na parę chwil zanim je zdetonował przerywając linkę podłączoną do zapalnika. Od razu się cofnęła i zeskoczyła na dół by wykonać unik, niestety jak się chwilę potem okazało nie do końca skuteczny. Kilkanaście metalowych kulek zatopionych w żywicy w obudowie min raniło jej skrzydło jednak na szczęście ominęły korpus i głowę. Przeklęła głośno wyzywając swojego przeciwnika od najgorszych po czym ignorując ból wspięła się ponownie do szybu by przejść na drugą stronę. Nigdzie go nie widziała... Ale nie usłyszała tego pośmiertnego krzyku co oznaczało że nadal żył. Przynajmniej jej zdaniem. Zeskoczyła do kolejnego pomieszczenia i skierowała się do wyjścia znacząc przebytą drogę krwią. 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Nie jestem głupi, nie mam zamiaru kłamać, dotrzymam słowa, mam swój honor - powiedział powoli wstając. Tak szczerze miał nadzieje, że nigdy więcej jej już nie spotka. Zwłaszcza po tym co dziś zobaczył. Zaczął szybko pakować swoje rzeczy, które posypały mu się gdy go złapała, ale nagle coś sobie uświadomił i znów na nią spojrzał. Interesy z nią mogłyby zyskowne dla obu stron, to prawda i trochę go irytowało, że nie spróbował najpierw z nią pogadać, ale teraz co innego nie dawało mu spokoju. - To na czym niby zarabiasz, jak narkotyki uważasz za drugorzędne? Zabijasz na zlecenie, czy co? Zresztą nie wiem czy chce wiedzieć. Mam nadzieje, że więcej się nie spotkamy i każde będzie zadowolone

 

- Cholera... Ja nie wiem o ci łazi. Nie znam się na zwierzakach. Nawet złotą rybkę, którą miałem jako źrebak przekarmiłem - powiedział patrząc ze zdziwieniem na sztuczki gada. Z jednej strony miał ochotę po prostu wstać i spróbować uciekać, ale nie chciał też prowokować stwora, widząc, że ten nagle stał się potulniejszy. Zastanawiał się czy to coś może chciało aportować jak pies. To mogło dawać mu szansę na ucieczkę. - No dobra, to może... Łap? - powiedział rzucając patyk jak najdalej, miał nadzieje, że zyska sobie tyle czasu żeby wstać i uciec.

 

Baza

- To był wasz ładunek? - spytał nagle Spear patrząc na Fire. - Zresztą... Chyba nie powinno mnie to dziwić - Pearl i Lance też wyglądali na spokojniejszych gdy już wiedzieli co wybuchło.

- Mam nadzieje, że jest cała - powiedział ponuro bardziej do siebie Lance. - Nigdy nie sądziłem że będę dłużnikiem smoka i tym bardziej nie chce żeby umarła

- Być może, ale lepiej uleczyć każdą ranę niż ma utrudniać potem cokolwiek - powiedziała Pearl nie zaprzestając pomocy buntownikowi. - Zresztą już skończyłam - lekko się uśmiechnęła.

- Nie ma co tracić czasu - powiedział znów Lance pozwalając sobie pomóc z pancerzem. - Jeśli ostateczne składy są już wybrane możemy iść. Świątynia nie jest daleko, ale nie wiem jak wiele tych bydlaków zwabiły te wybuchy i teraz okopują się w okolicy. Poza tym nie wiem co czeka nas w samej świątyni, musimy unikać niepotrzebnej brawury - spojrzał na Fire i Batty. - Miejmy na uwadze, że liczny mocno uzbrojony oddział, który tam wysłaliśmy nie wrócił - potem spojrzał na Ordera i Sanda. - Ja bym na waszym miejscu zaczekał, aż skończymy, wtedy wrócicie bezpiecznie, a tak ryzykujecie i możecie się nie wydostać na bezpieczny teren

W międzyczasie idąca samotnie Katti mogła usłyszeć dziwny dźwięk za swoimi plecami. Brzmiało to jak nieprzyjemne ssanie, ale nic nie było widać. Dźwięk zdawał się dobiegać z miejsca gdzie niedawno przeszła i zostawiła za sobą ślad krwi.

 

Korytarz

- Tak, resztę poznacie gdy pojawią się wasi instruktorzy. Radzę wam zapamiętać, że mimo że nadal nie jesteście gwardzistami wasze zadania są istotne, choćby nie wiem jak absurdalne się wydawały. Jeśli, któreś z was zawiedzie lub zacznie łamać polecenia, czekają go nieprzyjemne konsekwencje. Cesarzowa nie patrzy przychylnym wzrokiem na tych, którzy lekceważą to co im się powie. Jesteśmy tylko jej ostrzami i robimy czego ona oczekuje. To tyle, możecie odmaszerować, a... - nim dokończył do pokoju wbiegł inny gwardzista.

- Wybacz sir, że przeszkadzam

- Nie widzisz, że mam odprawę?

- Chodzi o front i... Jesteśmy już blisko tego

- Rozumiem. Dobrze, idźcie już, trzeba to wyjaśnić - powiedział w kierunku rekrutów. Dopiero gdy wszyscy wyszli oboje gwardzistów również wyszło kierując się w głąb korytarza. Wszyscy rekruci stali jeszcze chwilę nim zaczęli się rozchodzić. Nikt nic nie powiedział ani się nie pożegnał. Tylko Midnight rzuciła ostatnie spojrzenie na Dawna nim zaczęła odchodzić w głąb korytarza gdzie były pomieszczenia klaczy.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Sand spojrzał na Ordera, po czym obaj skinęli twierdząco głowami.

SS - Dobrze zatem, poczekamy.

Przejrzał ponownie swoją broń, przypominało to tik nerwowy, gdyż co chwilę powtarzał tą samą czynność. 

Następnie Sand zaczął grzebać coś przy swoim panelu, wysyłając wiadomość do Peace'a. Ten spojrzał i zaczął czytać.

 

Do sierżanta Abdula Haddada,

Zapewne wszyscy otrzymali wiadomość, iż w najbliższym czasie w Las Pegasus odbędzie się impreza, na której powinna pojawić się Crystal. Po porozumieniu z resztą dowódców ustaliliśmy, że wyślemy na miejsce kilku agentów, którzy mają za zadanie zdobyć jak najwięcej informacji o przeciwniku. Z naszej strony nie podejmiemy się ataku - wiemy doskonale, że skoro była w stanie poradzić sobie z księżniczkami, to równie dobrze da radę z kimkolwiek innym. 

Po przechwyceniu majora Koniga i odprowadzeniu go do Epsilonu bezzwłocznie zabierzesz sprzęt i fałszywe dokumenty, a następnie udasz się na miejsce wydarzenia. Według informacji naszego wywiadu gryfy i podmieńce planują małą dywersję, co skutkować może solidnym chaosem. Dodatkowo prawdopodobne jest, że grupa Viking także zaatakuje. Jeżeli Orderowi uda się zawrzeć pokój/sojusz ze stronnictwem pro Equestriańskim przystąpimy do likwidacji dezerterów.

S.I., ZSI/FOL.

 

Po przeczytaniu przez Ordera wiadomości usunął ją z urządzenia, po czym spoglądając na Sanda pokiwał twierdząco głową. Następnie zbliżył się do Lance'a.

PO - Nie musisz tego robić, może lepiej pójdę za ciebie? Wolałbym, żebyś wrócił z tego żywy, a z twoimi obrażeniami może to być utrudnione.

Sand tylko przyglądał się grupce, prychając pod nosem.

SS - Idiota.

 

Dawn Spark

 

Wysłuchiwałem gwardzisty w milczeniu. Bardziej od jego słów zainteresowała mnie wzmianka o froncie... chodzi o FOL, czy może o coś innego? Może wreszcie uda się dobrać tym podkucom do zadów.

Gdy wszyscy zaczęli się rozchodzić spojrzałem na Midnight, która również popatrzyła w moją stronę. Nie zastanawiając się dłużej postanowiłem odprowadzić ją do pokoju.

Idąc obok postanowiłem mówić, z racji na to, że sprawia jej to ból wiedziałem, że raczej nie będzie dużo się odzywać.

- Czyli jednak udało się nam. Jako iż mamy jeszcze trochę czasu chciałbym Ci powiedzieć o kilku ciekawych rzeczach. Jeśli byłabyś zainteresowana posiadam kilka książek o czarnej magii, które kilka lat temu ukradłem z Canterlockiej biblioteki. Po tym co zauważyłem jednak jestem w stanie dostrzec, że twoje umiejętności stoją na wyższym poziomie, toteż informuję, że w zamku znajduje się biblioteka, do której również i my mamy dostęp. Znajduje się tam masa książek, jednak te ciekawsze spisane są innym alfabetem. Nie chcę sprawiać ci bólu, ale muszę zadać dwa pytania, na które jeśli chcesz odpowiedz ruchami głowy - czy potrafisz odczytać ten język i czy istnieje możliwość, abyś w wolnym czasie pomogła mi się go nauczyć. Oczywiście jeśli chcesz coś w zamian jestem w stanie na to przystać.

Kiedy skończyłem mówić zatrzymaliśmy się przy drzwiach, chyba tutaj znajduje się jej pokój. Spojrzałem pytająco w jej oczy.

 

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Powiedziałam że pozwala mi to opłacić koszty pierwszej pracy bo rzadko na niej zarabiam... - Odezwała sie do niego głośniej odwracając głowę. Dzieliła ich już większą odległość jako że podążała w kierunku gdzie zostawiła Stalkera. - Ale nigdy bym nie przehandlowała mojego śmiesznego stworka który mnie dziś uratował - Wyjawiła mu że jest sztucznie wykonanym, magicznym stworzeniem. - Do zobaczenia. Twoja nadzieja ci nie pomoże skoro mamy stoiska na przeciwko siebie.

 

Stalker tymczasem patrzył nie przerwanie na patyk... A przynajmniej do czasu aż ogier nie wspomniał o przekarmienia przez niego złotej rybki. Teraz swoje oczy wlepił w leadera zupełnie zapominając o rzuconym obiekcie i jakby tego było mało oblizał się jakby dostrzegł coś apetycznego.

 

Batty

- Przynajmniej ten stwór co nas śledził już nie istnieje - Odparła Fire na słowa Speara odnośnie ładunku. - Coś za coś... A Kati sobie poradzi, raczej żyje ale ta znajomość mnie nauczyła że w jej przypadku nie warto się nią przejmować - Stwierdziła i spojrzała na Ordera. - Tak naprawdę to żaden z was nie musi tego robić ale jeśli masz iść to wolałabym żeby Spear został. Już pokazaliście że dogadywania się jeden z drugim nie macie na najwyższym poziomie. Z tego samego powodu Kati nie brałam nawet pod uwagę.

- W takim razie dzięki - Teraz odezwał się Chlorine do Pearl. - Ale moim zdaniem powinnaś oszczędzać swoje siły na poważnie rany a nie przeznaczać ja na draśnięcia.

 

Kati tymczasem zdziwiła się gdy oglądając się za siebie nikogo nie spostrzegła... Dźwięk który wydobywa się bez niczego? Dziwne. Odeszła jeszcze parę kroków i odwróciła się obserwując jeden ze śladów swojej krwi z wycelowanym pistoletem.

Edited by Shey
Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Ej daj spokój! - wrzasnął widząc reakcje potwora. W pewnym momencie myślał nawet, że uda mu się uciec, zwłaszcza gdy plan podziałał i stwór zaczął bawić się patykiem, ale teraz widząc jego reakcje, nie był już taki pewny. Jego ludzie nie żyli, a dealer, który ich ściągnął gdzieś uciekł. Miał ochotę pluć sobie w brodę za to, że go wtedy nie posłuchał. Teraz rozumiał, że trzeba  było szybko ją zabić, a nie się bawić. No, ale skąd mógł wiedzieć, że chowa w rękawie coś takiego? - To tylko durna ryba - powiedział cofając się i czując pot na czole. - One i tak krótko żyją i nie myślą - mówił nerwowo. - Nie jestem smaczny, twoja pani nie mówiła, że masz mnie zjeść. Chyba nie chcesz jej wkurzyć co?

 

Baza

- Twoja troska przypomina dawnych nas - powiedział Lance słuchając Ordera. - Księżniczka Celestia byłaby zadowolona. Twierdziła, że należy wam się szansa i nie można pozwolić aby wasz gatunek przepadł. Może jej ideały częściowo się w was zaszczepiły - Spear lekko się skrzywił słysząc Fire. - Żaden żołnierz nie spodziewa się raczej długiego życia, a z naszej grupy - spojrzał na Speara. - Tylko ja znam się najlepiej na magii. Spear zna kilka zaklęć, ale nie jest to jego konik - potem spojrzał na Pearl. - Nasza sanitariuszka jest lepsza w te klocki, ale bardziej zna się na magi defensywnej i leczeniu. Jeśli tam pójdziecie i natraficie na coś co można zamknąć skomplikowaną formułą magiczną będzie to wyprawa na marne - spojrzał na Batty. - Panienka Batty udowodniła, że co nieco potrafi, ale nie wiem czy na coś takiego byłaby gotowa

- To nasza gwardia to znalazła i powinniśmy tam być - powiedział twardo Spear, nie akceptując, że miałby zostać.

- Order udowodnił, że co nieco potrafi - mruknął Lance. - A panienka Fire nie byłaby wtedy jedynym dawnym człowiekiem i myślę, że jej oddział byłby wtedy spokojniejszy

- Ale sir...

- Spear... Jeśli nie wrócimy, ktoś musi zanieść wiadomość do Canterlotu i powiedzieć co tu się dzieje - spojrzał na buntowników. - Wiadomo, że żaden z nich nie może tego zrobić. Jeśli Order chce, a jego towarzysz nie ma nic przeciw, może iść z nami, to rozkaz Spear - dodał bardziej twardo.

- Tak jest sir - powiedział ponuro.

- Nie martw się mam ich jeszcze sporo - Pearl uśmiechnęła się do buntownika słuchając przy okazji dowódcy. - Zgadzam się z dowódcą, taki skład byłby najlepszy

- Nasz dowódca jest osłabiony - powiedział ponuro Spear. - Jeśli buntownicy nie zapewnią ci eskorty, sama zginiesz szybko

- Poradzę sobie - powiedziała twardo

Zapanowała nagła cisza, Katie mogła pomyśleć nawet w pewnym momencie, że się przesłyszała. Było tak jednak tylko chwilę, bo nagle rozległ się z ciemności przerażający ryk przywodzący na myśl wrzask stworów ze świątyni gdy wiły się w agonii. Ciężko było powiedzieć czy stwór zlizywał krew smoczycy i ta mu zaszkodziła, czy może stało się coś innego. Cokolwiek to jednak było, wciąż zasłaniała to ciemność korytarza.

 

Koszary

Midnight nic nie mówiła, zdawała się słuchać tego co ma do powiedzenia Dawn. Nie sposób było jednak rozgryźć z jej mimiki co myśli. Wydawała się trochę nieobecna i niezwykle zamyślona, ale nie zdawała się również znudzona. Ciężko było powiedzieć czy milczy, bo nie lubiła za dużo mówić, czy raczej nie chciała przerywać ogierowi. W końcu dotarli na miejsce, a pusty korytarz oświetlało tylko kilka pochodni.  Zatrzymała się pod drzwiami sypialni klaczy i obróciła w kierunku Ordera.

- Zwerbował mnie leader oddziałów cesarzowej - powiedziała znów ochrypłym tonem. - Być może będę mogła ci pomóc - delikatnie się uśmiechnęła. - Teraz jednak musimy się wyspać, niedługo zapewne znów się spotkamy, dobranoc - powiedziała jeszcze nim zniknęła za drzwiami. Dawn musiał teraz wrócić do swojego pokoju czekając na jutro, aż przyjdzie jego instruktor, ale gdy wracał samotnie korytarzami mógł zobaczyć lekko uchylone drzwi, a z środka usłyszeć głos podobny do tego, który miał gwardzista rozdzielający im obowiązki.

- To jest potrzebne. Cesarzowa tego potrzebuje, inaczej jej plan się nie powiedzie

- Sir to jest miejsce zamieszkane, wielkie miasto... Wszyscy zauważą jak to znajdziemy, a nie wiemy co tam się czai

- Musimy pomyśleć o możliwej ewakuacji, a przyczynę zwalić na coś innego. Nie potrzeba nam ciekawskich. Cesarzowa jest już bliska ostatecznej zmiany i... - w tym momencie nie dało się już nic usłyszeć, bo drzwi nagle się zamknęły.

Link to comment
Share on other sites

Peace Order / Sand Storm

 

Order skinął twierdząco głową, zwracając się do Speara.

PO - Będę szedł obok, w razie czego będą musiały się przebić najpierw przeze mnie, zanim dorwą sie do Lance'a. Będę go chronić.

 

Sand widząc to strzelił facepalma.

SS - Jeśli tak bardzo tego chcesz, to droga wolna. Cóż to za operacja bez strat, c'nie?

 

Peace odwrócił się do Storma.

PO - To się im od nas należy, chociaż tyle. Zniszczyliśmy ich dom, więc teraz musimy naprawić szkody, które narobiliśmy. Wiesz doskonale, że...

SS - Zamilcz, zostaw te swoje heroiczne gadki na później. Teraz sprawdź broń i błagaj, żeby ten prototyp nie spieprzył się kiedy będzie najbardziej potrzebny. Adios, powodzenia.

 

Order przejrzał swój pancerz, a następnie broń. Stanął obok Lance'a.

PO - Mam swoją zbroję, trafienia w korpus powinna wytrzymać, poza tym nie chcę ograniczać swobody ruchu. Jestem gotowy.

Włożył lancę do ust, po czym stanął czekając na wyruszenie grupy.

 

Sand w międzyczasie oparł się o ścianę, wyciągnął z kieszeni cygaro, a następnie uprzednio zapalając je za pomocą magii zaczął palić.

SS - Tia, fajny ten członek na czole.

 

Dawn Spark

 

Wow, to jest to! 

- Dziękuję i życzę spokojnej nocy.

Uśmiechnąłem się, lekko ukłoniłem i ruszyłem w stronę mojego pokoju.

Czyli Might się nie dostał, ciekaw jestem jego reakcji. Poza tym ta klacz... heh...

Uważaj na nią. Masz służyć Crystal i tylko niej, nie potrzebujesz żadnych dystrakcji.

Będę jej służył po swojemu, jeśli ma to polegać na byciu podobnym do tej bandy kretynów to wolę działać na własną rękę. Jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia to zamilcz.

 

Nagle poczułem dosyć mocny ból głowy. Głos znowu odstawiał swoje cyrki.

 

Daj mi spokój do cholery!

Ignorując ból ruszyłem do przodu. Podsłuchałem rozmowę gwardzistów, jednak kiedy zachciałem bardziej się przysłuchać zamknęli drzwi. Mógłbym podejść i zaryzykować, ale znając życie ktoś by mnie nakrył. Może jutro uda się połączyć wątki i ogarnę o co im chodziło.

Po dotarciu do kwatery z pomocą zaklęcia położyłem się szybko spać, nie chcę czekać na jutrzejszy dzień.

Z dzisiejszych wydarzeń mogę wywnioskować, że przyszłość wygląda całkiem obiecująco.

 

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Jego pani już tu jest - Odezwała się zza jego pleców. - On nie żywi się czymś tak podłym jak ty ale ku twojemu nieszczęściu lubi zabijać dla zabawy... Jestem jednak w dobrym nastroju więc dam ci szansę na podanie powodu bym pozwoliła ci przeżyć.

 

Batty

- Czy ktoś się obrazi jak go przypadkiem postrzele? - Batty spytała ogół patrząc na Sand Storm'a ale zaraz potem obróciła głowę w kierunku Lance'a. - Dysponuje sporą mocą magiczną ale używanie jej, zwłaszcza w skomplikowanych formułach sprawia mi problemy więc raczej nie dam rady.

- To skoro skład ustalony - Teraz odezwała się Fire. - To detonuj tą dywersję i idziemy. Kod do drzwi chyba znasz skoro tu się dostałeś.

 

Kati w zasadzie nie wiele myśląc zionęła ogniem z pyska by rozświetlić korytarz nadal będąc przygotowana że ten stwór jednak zaatakuje.

 

Link to comment
Share on other sites

Czarny rynek

- Mi raczej wygląda na obrońce ryb, bo zaczął wyglądać na głodnego gdy wspomniałem o jednej - mówił starając się przy okazji zyskać na czasie. Sytuacja stawała się podbramkowa, z każdą chwilą coraz bardziej, a on nie wiedział jak się z tego wydostać. - No to może jakoś się dogadamy? - powiedziała nerwowo patrząc na zębiska Stalkera i swoją niedawną obstawę. - Każdy sobie coś ceni. Skoro tu jesteś, to chyba lubisz kasę, co? - krzywo się uśmiechnął. - Zrobimy tak, zapłacę ci dwa razy tyle co zarobiłaś dziś na tym rynku, a ty mnie wypuścisz i wszyscy będą szczęśliwi. Udamy, że nic nie miało tu miejsca i każde pójdzie w swoje strony, co ty na to?

 

Baza

- Jak dla mnie może strzelać od razu - powiedział ponuro Spear przysłuchując się do tej pory w milczeniu rozmowie dwóch ogierów, do których nie pałał sympatią. Jednak Sand zaczynał szczególnie go irytować.

- Nie walczmy między sobą, amunicja może jeszcze się nam przydać - mruknął Lance, widząc całą te scenę, a potem spojrzał na Ordera. - Nie martw się, nie jest jeszcze ze mną tak źle. Bardziej skup się na Pearl, ona ma najmniejsze przeszkolenie bojowe

- To miłe sir, ale ty jesteś tu najważniejszy. Jeśli ucierpisz, nigdy nie rozwiążemy sprawy świątyni

- Nawet ze mną nie jest pewne, że się uda, to misja niemal samobójcza. Nie wiem co się za tym kryje, a zakładanie z góry, że ja sobie poradzę też nie jest najlepsze. Zresztą nie po to was chroniłem abyście teraz zginęli

- Mimo wszystko, ty najwięcej wycierpiałeś, powinniśmy skupić się na tobie - powiedziała nerwowo.

- Spokojnie, jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa - posłał jej uśmiech, a potem spojrzał na innych. - My jesteśmy gotowi

 

Jak się okazało, na korytarzu faktycznie był stwór, który wcześniej doprowadził do wybuchu ładunków. Leżał na ziemi i zbliżał pysk do krwi Katie jakby ją zlizywał. Co ciekawe potwór wyglądał jakby nie mógł wstać, zapewne było to spowodowane brakiem dwóch tylnych kończyn, które służyły mu za nogi i jednej przedniej robiącej za łape. Wybuch mimo wszystko mocno go pokiereszował. Zataczał się chwilę po ziemi, aż nie zaczął piszczeć inaczej niż zwykle. Być może czuł potworny ból, a może powodem było, że w miejsce jednej z urwanych kończyn pojawiło się coś dziwnego. Wyglądało to zupełnie tak jakby jego łapa odrastała. Teraz była jeszcze mała i mizerna, ale bardzo szybko nabierała pierwotnego kształtu. Najwyraźniej stwór potrafił stworzyć nowe kończyny w miejsce utraconych.

 

Koszary

- Widziałeś kiedy wrócił? - pierwsze przytłumione słowa mogły dotrzeć do Dawna, kiedy ten dopiero się budził. Najwyraźniej jego towarzysze już wstali.

- No gdzie, spałem, ale ciekawe co od niego chcieli o takiej godzinie, dziwne to co nie?

- A jeśli on ma racje? Może serio trzeba zrobić z nią porządek

- Mamy zabić jedną z nas? - głos najpewniej należał teraz do Mighta.

- Formalnie jeszcze żaden z nas nie jest gwardzistą, więc jeszcze nie jest jedną z nas, poza tym możemy zawsze pozbyć się jej rogu, to sprawi, że nie będzie już nam zagrażać - nim ktoś zdążył odpowiedzieć nagle drzwi stanęły otworem.

- Dawn Spark ma się udać ze mną - powiedział nieznany głos, ale nikt nie odpowiedział.

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm / Peace Order

 

Peace chciał zignorować sytuację, jednak znając impulsywność Sanda podszedł do niego inicjując dialog.

PO - Nie prowokuj ich, tkwimy w tym razem, powinniśmy unikać konfliktów.

Sand zaciągnął się cygarem udając, że nie słyszy, po czym wypuścił dym i spojrzał uśmiechnięty na swojego rozmówcę.

SS - Póki co jedynymi prowodyrami konfliktu są:

Zaczął wskazywać kopytem, najpierw pokazał na Spear'a.

SS -  Ten przygłup, i...

Następnie wskazał Batty.

SS - I ta... em... edgy Panienka?

Na pysku Peace'a pojawił się wyraz poirytowania. Sand uśmiechając się wyjął detonator.

SS - Dobra dzieci, koniec głupotek, trzymajcie się mocno.

Wcisnął guzik. Po krótkiej chwili dało się wyczuć lekkie trzęsienie ziemi.

SS - Hehe, jak mała atomówka. No idźcie, miało to posłużyć do naszej ucieczki stąd, ale skoro chcecie zamknąć świątynię to bardziej się przyda w tym właśnie celu.

Order zbliżył się do grupy, a Sand za pomocą magii przygasił cygaro, schował je do kieszeni, a następnie wyjął rewolwer. Gdy grupka oddaliła się kawałek zrobił się poważniejszy, zwracając wzrok w kierunku Speara. Wycelował bronią w jego kierunku.

SS - Nie podobasz mi się.

 

Dawn Spark

 

Budząc się usłyszałem rozmowę moich współtowarzyszy. Masa myśli pojawiła się w mojej głowie,  jednak czas na zastanowienie skończył się, gdy ktoś mnie zawołał. Wstałem z łóżka, rzucając jeszcze na szybko w ich stronę.

- Nie stanowi zagrożenia. Jeśli jednak któremuś z was wpadnie do głowy pomysł na zrobienie jej czegokolwiek bez mojej wiedzy...

Na moim pysku pojawił się ponury wyraz.

- Wiecie, jak to się skończy.

Nie mówiąc nic więcej odwróciłem się w kierunku wyjścia, a następnie wyszedłem z pomieszczenia, po czym zamknąłem doń drzwi.

Link to comment
Share on other sites

Sinister

- Obrońca ryb? - Spojrzała zdziwiona na Stalkera. - Ta, na pewno. Może mi jeszcze powiesz że jeszcze chciał aportować na przykład tamten patyk? - Wskazała kopytem na przedmiot który chwilę wcześniej rzucił w nadziei że kupi mu czas na ucieczkę. - Lubię użyteczne rzeczy i tak się składa że pieniądze są jedną z nich ale tej oferty nie przyjmę... - Lewitacją podniosła jeden z karabinów należącego niegdyś do jednego do jednego z ogierów jego obstawy. - Dzisiaj nie przyszłam tu zarobić a jedynie zdobyć trochę rozgłosu że nie sprzedaje syfu który nie działa lub jest słabej jakości - Miała już broń przy sobie i skierowała się w stronę Stalkera. - Mam pracę do zrobienia więc nie chce tracić więcej czasu... - Nagle jej stworek powiększył się do rozmiaru dwukrotnie wyższego od niej. - Po prostu będę pamiętała o tobie i jeśli będziesz przydatny znajdę ciebie i lepiej pamiętaj że jesteś winny mi przysługę w zamian za swoje życie - Wsiadła na swojego osobliwego wierzchowca a ten ruszył w stronę portalu.

 

Batty

- Chyba nie zostałeś gwardzistą po to by być bezpiecznym? - Spytała Fire Lance'a gdy ten ocenił ich misje jako samobójczą. Ruszyła w stronę wyjścia i szybkim krokiem wyszła na przód ich grupy. 

Batty została chwilę dłużej patrząc się zdziwiona na Sand Storm'a. ,,Jestem edgy?'' - Spytała w myślach sama siebie jednak nie umiała na nie odpowiedzieć. Nie znała tego określenia ale spodziewała się że to nie było nic pozytywnego. - Zero wdzięczności - Rzuciła komentarzem do niego i ruszyła za resztą. 

 

Z Sand Storm'em i Spear'em została jeszcze trójka buntowników. Dwójka od razu uznała że nie ma tutaj nic do roboty i znowu skierowała się w stronę wnętrza bazy idąc do hangaru. Trzeci, Chlorine który niedawno był opatrywany zamierzał dopilnować że na pewno to miejsce zostanie w stanie kwarantanny i przycisnął guzik zamykający wrota po czym dalej coś kombinował przy panelu sterowania zasłaniając go kopytem przed innymi. Drzwi zamykały się bardzo powoli, najlepsze lata miały już za sobą a niedobór energii elektrycznej wcale temu nie pomagał. 

 

Kati tymczasem widząc że jej przeciwnik jednak żyje i dodatku szybko się regeneruje... Nie zamierzała dać mu żadnej szansy na powrót do sił. Wyciągnęła obydwie ręce trzymając w nich pistolety przed siebie i raz po razie oddała trzy strzały w głowę przycelowując ponownie po każdym wystrzale. Odrzut broni był ogromny i nie nadawała się do opróżnienia całego magazynka za jednym razem... Jednak zwiększało to szansę że pociski zrobią mu krzywdę. 

Link to comment
Share on other sites

Dom Crimson

Zaraz po tym jak White otworzyła oczy, mogła zauważyć, że na niebie już wzniosło się słońce. Ciężko było powiedzieć, która godzina, bo Crimson najwyraźniej nie miała żadnego zegarka w okolicy łóżka i przez to nie mogła wiedzieć czy minęło ją poranne obwieszczenie. Jeśli mowa o samej Crismon, to nigdzie w pobliżu nie było klaczy. Mogła zapamiętać, że w nocy spały w jednym łóżku, ale teraz była sama. Tropem do rozwiązania tej zagadki mógł być zapach dochodzący z głębi domu. Słychać było jakieś odległe głosy wskazujące na rozmowę. Im bardziej klacz się tam zbliżała, dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze i mogła też poznać do kogo należy ten ton.

- Serio chcesz wracać? Możesz zostać, cholera, ja to w ogóle nie gotuje, wszystko spalam lub rozwalam, więc marne te moje śniadania

- Dziękuje za propozycje, ale muszę wrócić do domu, moja rodzina czeka

- Przesrane, zawsze musi być coś do bani

- Wyglądasz jakbyś się czymś martwiła

- No wiesz, nasza kumpela milczy, jak nie odezwie się do południa, sama pójdę na ten cholerny rynek i go porządnie przeszukam. Chyba niedługo będzie obwieszczenie cesarzowej, trzeba będzie obudzić tamtą lepiej tego nie przespać

 

Baza

- Nikt nie zostaje gwardzistą z myślą o długim życiu - uśmiechnął się do Fire, a potem wyszedł wraz z resztą na zewnątrz. Spear cały czas przyglądał się swoim towarzyszom nadal będąc wyraźnie niezadowolonym.

- Nie mam pojęcia jak wy sobie dajecie w tym radę - powiedziała Pearl patrząc teraz na pustkowie wokół. - Bez obrazy, ale mam wrażenie, że nasze pancerze są naprawdę wygodniejsze, w tym nawet ciężko oddychać

- Skupmy się na zadaniu - powiedział nagle Lance również patrząc. - Nigdzie ich nie widać, ale mam wrażenie, że są blisko - spojrzał na otaczający ich piasek. - Powiedziałbym, że, aż za blisko. Jak to rozegramy? Mam nas teleportować czy biegniemy jak najszybciej unikając wybuchów? - w tym czasie w bazie.

 

- Oh jakże mi przykro - powiedział Spear patrząc na broń ogiera. - Sądzisz, że boję się jakiegoś analfabety, który pewnie nawet we własnym świecie pił szczyny swoich kumpli? Przez takich jak ty wasz świat został skazany na zagładę nim się tam w ogóle pojawiliśmy - z rogu ogiera wystrzeliło kilka iskier jako ostrzeżenie.

 

Atak ze strony Kattie nie dał szansy stworowi na pełną regeneracje. Podobnie jak przy każdej śmierci rozległ się straszliwy wrzask monstrum, który rozniósł się po pustym korytarzu, a potem martwe cielsko padło na ziemię wijąc się chwilę konwulsyjnie, aż w końcu przestało się ruszać, a ślad po nim zaczął powoli zanikać.

 

Koszary

- Jestem twoim mentorem - powiedział ogier, który go prowadził. - Jako rekrut, który jeszcze nie otrzymał tytułu masz wykonywać wszystkie moje polecenia. Zapewne sądzisz, że dostałeś cholernie nudne zajęcie, rozczaruje cię, ale jest nawet gorzej - mimo braku emocji wśród tych oddziałów dało się zauważyć niechęć ogiera do zadania jakie im przydzielono. - Mimo to i nasze zadanie jest istotne. Widzisz, zwykła gwardia będzie kontrolować co kto wnosi i kto wchodzi, my tylko stoimy w cieniu i patrzymy czy wszystko przebiega spokojnie. Tylko w sytuacji jak coś wymknie się spod kontroli, a zwykła gwardia sobie nie poradzi, to wkraczamy. Dodatkowo robimy jako wsparcie zewnętrzne, jeśli wróg zdoła się jakimś cudem dostać do środka, musimy spróbować ich zaskoczyć lub jeśli czas pozwoli wezwać posiłki. Tak więc nie licz, że zobaczysz cesarzową na arenie lub same walki, bo musimy skupić się na zadaniu. Dziś sprawdzę jak cierpliwy i spostrzegawczy jesteś. Nadal chcesz to robić, czy wolisz się wycofać? Lepiej przemyśl to dopóki możesz

Link to comment
Share on other sites

Sand Storm

 

Przypatrywał się chwilę Spearowi, po czym schował broń i zaczął się głośno śmiać.

- Haha, tak jak myślałem! 

Po krótkiej chwili maniakalnej głupawki trochę się uspokoił, a następnie ponownie zapalił cygaro. Zaciągnął się, po czym zaczął mówić.

- Jesteś dokładnie tak samo głupi, na jakiego wyglądasz. Myślałeś że do Ciebie strzelę? Hehe.

Znowu się roześmiał.

- To do prawdy żałosne, co Crystal zrobiła z wami. Uważacie się za lepszych od nas, a stosujecie dokładnie te same metody co my kilkadziesiąt lat temu. A najlepsze jest to, że nawet nas wyprzedziliście! Nawet FOL nie traktował waszych pobratymców w podobnie bestialski sposób.

Uśmiech zaczął powoli zanikać z jego twarzy.

- Sam fakt posiadania tego.

Dotknął się kopytem w róg.

- Nie czyni z was nikogo lepszego od kucy ziemnych czy pegazów, sytuacja prawie identyczna do rasizmu na Ziemi. Wasza imperatorka przerobiła jednorożce na istoty równie parszywe co my ludzie, tak samo się zachowujące a nawet gorzej. No ale sądząc po twoim tępym wyrazie pyska nie jesteś w stanie tego zrozumieć. 

Ponownie się zaciągnął.

- Siedząc w pierdlu w Canterlocie przydzielono mi gwardzistkę-opiekunkę, kuca ziemnego, Golden Heart. Z początku traktowałem ją jak każdego innego kuca, ale potem... trochę zmieniła moje spojrzenie na waszą rasę. Już zaczynałem się do was przekonywać, a tu nagle pojawiła się Crystal. Do tej pory...

Wyjął cygaro z ust, po czym wgniótł je mocno w ziemię.

- Pewnie ją zabiliście, albo zniewoliliście. Zapewniam cię, że jeśli z waszej strony stała się jej krzywda, to pozarzynam każdego z was.  Celestia pewnie nie będzie miała nic przeciwko, bo takie ścierwa jak wy zniszczyły całą reputację  rasy jednorożców.

Cofnął się pod ścianę, po czym zamknął oczy. Z jego wyrazu pyska można było wyczytać mieszaninę smutku i zdenerwowania. Po chwili jednak ponownie zbliżył się do Speara.

- Jak chcesz walczyć, to proszę bardzo, zasady jednak są takie, że nie korzystamy z magii, bijemy się tylko tym, co dała nam matka natura. Wygrany zadecyduje o losie przegranego, więc jeśli wygrasz możesz mi nawet nasrać na głowę.

 

Peace Order

 

Trzymał się grupy póki co milcząc, starając się skupić na ochronie Lance'a i Pearl.

 

Dawn Spark

 

Przesłuchałem tego, co gwardzista miał do powiedzenia, a następnie po krótkiej chwili odpowiedziałem.

- Jeśli taka jest tego cena niech i tak będzie, bezpieczeństwo Cesarzowej jest jedynym, co ma w tej chwili znaczenie.

Obejrzałem się na drzwi zaglądając, czy nikt nas nie obserwuje.

- A więc na czym będzie polegał dzisiejszy test? 

Kolejny próbuje zniechęcić, co z nimi jest nie tak?

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

White

Powoli otworzyła oczy i od razu zorientowała się że Crimson już wstała... I najwyraźniej zajmuje się czymś innym. Nadal czuła się zmęczona po wczorajszym, długim dniu ale miała nadzieje że wystarczy cokolwiek zjeść by siły jej wróciły. Podniosła się z łóżka i skierowała się do kuchni wiedziona zapachem jedzenia. 

- Już wstałam - Odezwała się gdy była wystarczająco blisko by usłyszeć rozmowę. - Albo dopiero, nie mam pojęcia która godzina - Wzruszyła ramionami. - A co do Sinister... Nie jestem pewna czy wie gdzie mieszkasz więc chyba trzeba będzie zahaczyć o jej dom by zobaczyć czy wszystko z nią w porządku. 

 

Batty

- Nie są przystosowane do długiego noszenia - Stwierdziła cicho Fire na słowa Pearl. - Mają zapewniać jak najlepszą ochronę i zakładało je się tylko na czas trwania akcji.

- Teleportacja ciebie za bardzo nie wykończy? - Batty spytała Lance'a ignorując drugą rozmowę. - Wydaje mi się że najlepiej będzie się przekraść tam po cichu jeśli jesteśmy w stanie bo magia przyda się potem... Z drugiej strony mogę się podzielić częścią swojej mocy, może nie umiem z niej za dobrze korzystać ale mam jej całkiem sporo - Zbliżyła się do niego by iść z nim ramię w ramię by w razie czego mu pomóc. - Bieg jak dla mnie odpada, w tym nie da się biegać - Dodała mając na myśli zbroje które mieli na sobie.

 

Chlorine nadal będący razem z Sand Storm'em i Spear'em ruszył w stronę hangaru przez korytarz nie odzywając się nawet jednym słowem. Wyglądało na to że ta sytuacja totalnie go nie obchodziła i nie zamierzał się w nią mieszać.

 

Kati natomiast splunęła na ziemie i znowu spojrzała na stwora który już zanikał. - Nuda - Stwierdziła i odwróciła się od niego tyłem podążając w kierunku gdzie udała się reszta jej grupy. - Miałbyś szansę jeśli byś mnie tylko nie olał na początku - Pokręciła głową.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...